Tangorn - 2010-02-24 23:50:58

Siedziba klanu Fibal znajduje się po środku wielkiej sawanny na jednym z kontynentów planety Mandalore. Z wyższych partii atmosfery ciężko jest dostrzec jakiekolwiek zabudowania z prostego powodu, domy i inne budynki znajdują się częściowo pod ziemią, jedynie okna i wentylacja znajdują się ponad poziomem gruntu. Ma to znaczenie strategiczno-obronne, jak z resztą większość rzeczy na tej planecie. Wynika to bezpośrednio z kultury samych Mandalorian. Domy dodatkowo połączone są siecią podziemnych tuneli, tworząc coś na kształt niewielkiej twierdzy.
Domów jest kilka, różnej wielkości i kształtu, ale wszystkie były opuszczone od kilku lat, do czasu przybycia oddziału Sigma, który postanowił zaadaptować dla siebie część budynków, ale i tak trzeba włożyć w to sporo pracy, by przywrócić temu miejscu dawną świetność. Póki co stanowi to swego rodzaju enklawę dla wszystkich zmęczonych życiem w Galaktycznej Cywilizacji.

Tangorn - 2010-02-24 23:56:26

*Tang powoli wychodząc na zewnątrz poczuł sporą radość, że znowu tutaj się znalazł. Rozejrzał się dookoła w poszukiwaniu swoich synów, ale ich nie zauważył, co go trochę zbiło z tropu, ale zaraz też zawołał głośno* Chłopcy! Wychodźcie! Koniec Zabawy!*Wszystko to naturalnie wypowiedział w Manda'o, więc tylko A'den mógł go zrozumieć. No i komandosi. I rzeczywiście po chwili z wysokich traw i zza "pagórków" wyłoniły się cztery postacie w pancerzach Mandaloriańskich. gdy zdjęli hełmy od razu okazało się, ze to klony, choć zmienili się nieco. Każdy z nich miał inną fryzurę, eksperymentowali nawet z ich kolorem, choć Tang i tak wiedział kto jest kim. Od razu padli sobie w ramiona, gdyż nie widzieli się od dawna. A'den postawił na ziemi Malkita i również dołączył się do tego rodzinnego przywitania*

Secorsha - 2010-02-25 00:00:55

*Secorsha trzymał się trochę na uboczu, mimo iż uwielbiał być bożyszczem tłumu, ale od kiedy sam miał rodzinę, rozumiał trochę więcej. Skacowany nieco, z gitara na plecach obserwował czułe ojcowsko-synowsko-braterskie powitanie. Malkit znosił to gorzej, on tez chciał się witać, ściskać ich wszystkich. Znał ich mniej niż A’dena. Właściwie to malutko, bo co może wiedzieć takie małe dziecko, jednak widział i czuł, ze znalazł się wśród swoich. No, może tylko troszeczkę inny. Jak Seco*

Tangorn - 2010-02-25 00:07:19

*W końcu skończyli się obejmować, poklepywać i wzajemnie prawic sobie komplementy typu "Ooo A'den'ika do fryzjera poszedłeś? Vader fryzurkę ci robił?[/i]. Zainteresowanie przeniosło się zaraz też na ich gości. Sigmy Seco znały ale już jego syna to nie bardzo, zawsze na misji a odkąd zdezerterowali to się tutaj ukrywali. Tang więc wyszedł przed nimi i przedstawił ich po kolei* Ad'ike to jest Malkit, synek Seco oraz Fler. Malkit, to jest Brexor, Dral, Tracyn oraz Ven, moi synowie i bracia A'dena. *Z pewnością się polubią, bo Sigmy maja większą skłonność do żartów i do psot, nie tak jak zwiadowca. Rzeczy postanowili wynieść później, teraz trzeba pokazać nowy dom Secorshy* Chodźcie, pokażę wam, gdzie zamieszkacie... *Zachęcił ich gestem ręki i ruszyli cała grupą w stronę pagórków, zatrzymując się w końcu przed jednym z tych większych. Po rozsunięciu siatki maskującej ich oczom ukazały się całkiem solidne, durostalowe drzwi* Cóż, trzeba nad wszystkim jeszcze popracować, ale jak Fler przybędzie to pewnie z radością uczyni ten dom bardziej... przytulnym

Secorsha - 2010-02-25 00:18:03

*Malkit zawstydził się trochę, co było nietypową dla niego reakcją. Zachowywał się jakby Sigmy, jak i te nietypowe krajobrazy w ogóle nie istniały. Uczepił się nogawki Secorshy, który nieco otępiały jeszcze niepełnie postrzegał piękno „prawdziwej planety”, nie jakiegoś tam  zasranego Couruscant. Kaleesh uśmiechnął się i na powitanie podał rękę każdemu z synków , z rozpędu nawet A’denowi, ale można mu wybaczyć. Nie dlatego, ze podobni. Dlatego ze Seco skacowany. Marsz sprawiał mu ulgę. Otwarte przestrzenie przypominały Kalee. Bardzo podobnie, a  jednak diametralnie inaczej. Jeszcze do tej pory nie rozdeptał ani jednej węzożaby, ani nie wdepnął w  gówno. Ale przynajmniej nie było tego przeklętego chodnika. Ba! Tu byłą trawa. Seco zatrzymał się na chwile by zerwać źdźbło i podać synowi* widzisz, Malkit… możesz to zjeść, spróbuj! *Malkit włożył to do ust, patrząc Secorshy w oczy. Uśmiechnął się* [i[]czujesz? Tak smakuje phrrawdziwe życie, nie jakiś tam głupi beton, chodź…[/i] *i dogoniwszy resztę szli już z  nimi ramie w ramie. Aż do momentu kiedy Tang powiedział ze trzeba popracować nad tym. Hola hola… nad czym?* Ale ja tu widze tylko góhrrkę i jakiś kawał blachy… co tutaj wie w nohrrkach mieszka?

Tangorn - 2010-02-25 00:26:05

*Roześmiał się słysząc pytanie Seco ale zaraz się skrzywił, wiadomo kac, a klony tylko popatrzyły na siebie i dodały cicho* Choroba dnia poprzedniego... *Uśmiechy na twarzy i zaraz też zabrali się wspólnie do odsłaniania w całej okazałości nieco podziemnego domu. Obeszli pagórek, zdejmując z okiennic i innych metalowych elementów siatki maskujące, tak, że Seco mógł już przez szyby okien zajrzeć do środka.* Mandaloriańskie budownictwo się nieco różni od typowo Coruscańskiego. Ale zobacz, żadnej ziemi, wszystko porządne *Wpisał kod dostępu i drzwi się z sykiem otworzyły. Przejście było szerokie i wygodne, częściowo zagłębione w ziemi. Tang wszedł pierwszy, po paru schodkach w dół. W pomieszczeniu panowała całkiem dobra widoczność, zwłaszcza w pełnym słońcu. Ściany były murowane i pokryte glazurą, tak ,ze nie odbiegały standardem od porządnych mieszkań na Coruscant. Poza tym to co w każdym domu, podłoga, solidny sufit, lampy, ale brak ozdób. Było też kilka mebli, ale to raczej skromne, szkieletowe wyposażenie* Wszędzie jest podobnie, na zakupy trzeba polecieć do Keldabe bądź na inną planetę. Ale to da się załatwić wszystko. Czujcie się jak u siebie w domu... *Tang wciąż się uśmiechał do kaleesha i jego synka, mając nadzieję, że im się tutaj spodoba. Domek był całkiem przestronny i na pewno lepszy od tego mieszkania z Coruscant*

Secorsha - 2010-02-25 00:31:15

*Malkit wszedł i zaczął się kręcić po wnętrzu. Zaraz znikł w  czeluściach innego pokoju. Seco zaś, wykorzystując ze bieganina synka może zwrócić uwagę klonów, położył Tangowi organiczną łapę na Ramieniu* Dzięki, stahrry… uhrratowaliscie nam życie… *po czym jak to miał w  zwyczaju – wzruszył się bardzo i zaraz Tanga uscisnął, a  ze był chory an chorobę dnia poprzedniego, to nie tak mocno*

Tangorn - 2010-02-25 00:34:53

Dobra, nie ma sprawy. I tak stało i się marnowało... *Rzekł siląc się na jakąś tam skromność i do tego tonem starał się dać mu do zrozumienia, że to żaden problem. W końcu poklepał go po plecach i się uwolnił z uścisku.* No dobra, ja idę do siebie wypocząć, bo zaraz padnę... za dużo tego. Brex i Dral zajmą się wypakowywaniem rzeczy to potem ci pomogą. Rozgość się *Jeszcze raz klepnął go w ramie po czym wyszedł wraz z reszta swoich synów, by z nimi porozmawiać. Potem Tang udał się do swojego domku rodzinnego, gdzie spędził dzieciństwo. Jak tylko tam dotarł to padł do łóżka i zasnął*

Tangorn - 2010-02-25 17:33:40

*Minęło kilka dni od przylotu Tanga i Seco na Mandalore. Powoli wszyscy się zakwaterowali w nowych domach, choć i tak wymagało to sporo wysiłku z ich strony, bo Siedziba klanu Fibal była opuszczona od ładnych kilkunastu lat. Tangorn nie był tutaj od śmierci ojca, a i tak przez Wojnę Domową wyludniła się ta mała osada. Teraz jednak Mando miał na głowie inne zmartwienie, musiał lecieć na Nar Shaddaa by skontaktować się z paroma dawnymi znajomymi oraz załatwić to i owo z czarnego rynku, nic szczególnego. Chciał polecieć sam, ale szybko się okazało, że A'den ma nieco inne zdanie na ten temat i stwierdził, że leci też, bo potrzebuje drugiego pilota oraz kogoś, kto zostanie pilnować frachtowca. Tak więc obaj mężczyźni ubrani w pełne Mandaloriańskie pancerze weszło na pokład statku a po przeprowadzeniu wszystkich sekwencji startowych, odlecieli. Na miejscu pozostawili jednak Sigmy, by doprowadzali to miejsce do używalności i by pilnowali wszystkiego. Kilkanaście minut później frachtowiec Tangorna zniknął w nadprzestrzeni...*

Tangorn - 2010-03-03 17:13:29

*Od czasu ich odlotu minęło kilka dni, tak to już jest w przypadku podróży nadprzestrzennych, najwięcej czasu pochłania sama podróż. Nie ma co się rozpisywać o całej trasie czy lądowaniu, wszystko przebiegało normalnie i bezproblemowo, frachtowiec opuścił nadprzestrzeń i wszedł w atmosferę planety kierując się w stronę siedziby klanu Fibal. Sigmy z pewnością ich wypatrzyli i czekali tylko na lądowanie. Gdy to zakończyli, to Tang wraz z A'denem opuścili rampę i zeszli po niej. Klony, którzy pilnowali terenów graniczących z tą niewielką osadą pomachali im rękoma i wrócili do patrolu. Jedynie Ven i Tracyn zajmowali się dalszym porządkowaniem poszczególnych domostw.
Dalej życie potoczyło się swoim leniwym rytmem, sprawozdanie z podróży jak i z sytuacji na Mandalore, zwykle rozmowy, potem zabawy, kolacja i tak dalej...*

Tangorn - 2010-03-03 22:18:16

*Repulsorowy skuter z dosyć dużą prędkością zaczął się zbliżać do grupy niewielkich pagórków początkowo majaczących w oddali ale z każdą chwila rosnących w oczach. Tangorn bez problemowo prowadził pojazd i to nawet całkiem powoli... jak na jego standardy. Gdy już znaleźli się dosyć blisko to zwolnił i zatoczył niewielki łuk wokół tych pagórków, kontaktując się przez wbudowany w hełm komunikator ze swoimi synami. W końcu zatrzymał się przy jednym z większych nasypów ziemi, porośniętych trawą.* Jesteśmy na miejscu. *Zarządził spokojnie po czym zszedł z maszyny. Na powitanie Tanga wyszedł inny Mando w pancerzu, ale bez hełmu. Był to klon Jango Fetta, chociaż ona go pewnie nie rozpozna. A'den, bo tak brzmiało jego imię obrzucił kobietę ciekawskim, analitycznym spojrzeniem nie wyrażającym żadnych konkretnych emocji*  Mam nadzieję, że wiesz co robisz, Tan'buir. Brex i Dral właśnie przygotowują jeden z domków. Idę ich lepiej przypilnować a ty wiesz co... *Posłał mu szybkie, tajemnicze spojrzenie a Tang się skrzywił.* Wiesz co A'den'ika, czasami się zastanawiam kto tu kogo wychowuje... *Pokręcił głową i zdjął hełm* Pewnie chcesz się umyć i nieco... ogarnąć. Póki co możesz skorzystać z mojego domu... *Ręką wskazał na najbliższy pagórek*

Malkit - 2010-03-03 22:25:31

*na nieszczęście kręcił tam się ktoś jeszcze. Malkit już od pól godziny próbował ustrzelić A’dena z blastera na wode, który napełnił sokiem, żeby była lepsza siła rażenia, jak to inny z klonów mu podpowiedział,. Kryjący się za jednym z pagórków, lezący na trawie gówniarz owadzim wyglądzie czołgał się jak prawdziwy żołnierz, wietrząc ząbki w  uśmiechu, ze zaraz sięgnie swojej ofiary. Znieruchomiał i wycelował dokładnie i nagle spoważniał, i podniósłszy gadzią główkę nastawił błoniaste uszka, kiedy zobaczył nową osobę. No nie wypada przy gościach zabijać…*

Tasire - 2010-03-03 22:33:33

*Wychyliła się niepewnie zza pleców  mando z którym przyjechała... obrzuciła drugiego mężczyznę niepewnym spojrzeniem, szybko spuszczając wzrok. Nie rozumiała ich języka czy też narzecza czymkolwiek był ten zlepek dziwnych słów. Wiedziała że nie mają powodu jej ufać, wiec nie czuła żalu. Zeszła z maszyny dość zręcznie i uśmiechnęła się niepewnie do Tanga.* Jeżeli nie był by to wielki problem to z chęcią skorzystała  bym z propozycji.* Spojrzała w dół na swoje ubranie i posmutniała nieco, po chwili jednak rozchmurzyła się nie chcąc sprawiać wrażenia niewdzięcznej, rozejrzała się jeszcze tylko dookoła... jak gdyby szukała domu... postanowiła jednak nie pytać, stała więc i czekała aż mężczyzna sam pokarze jej drogę do domostwa.*

Tangorn - 2010-03-03 22:42:21

*A'den jeszcze raz spojrzał na kobietę i skinął jej głową* Su'cuy. *Powitał ją w języku Mando'a po czym spojrzał jeszcze na Tanga i nachylił się by mu coś powiedzieć* Malkit tutaj poluje buir, wiec uważaj... *Uśmiechnął się rozbawiony po czym oddalił się szybkim krokiem, znikając gdzieś za pagórkiem. Tangorn rozejrzał się szybko po okolicy, wyszukując poruszającej się trawy i chyba udało mu się coś dostrzec.* No problem to nie będzie. Chodź za mną... *Pozostawił tak skutera na miejscu i obszedł nieco pagórek podchodząc do niewielkiego zagłębienia w ziemi. Odsunął nagle jakąś sieć maskującą i ich oczom ukazały się metalowe drzwi. Wpisał szybko kod dostępu i rozsunęły się one z sykiem* Zapraszam do środka. Może i jest skromnie, ale na pewno wygodniej niż w lesie... *Wszedł pierwszy i wytarł od razu buty na wielkiej wycieraczce w niewielkim holu. Po lewej znajdował się mały salon, po prawej kuchnia a w głąb wzgórza prowadził korytarz z drzwiami po bokach. Było przestronnie, ale skromnie. Od razu było widać, że mieszka tutaj tylko Tang, gdyż brakowało tzw. kobiecej ręki*

Malkit - 2010-03-03 22:46:59

*Nie słyszał, co A’den mówi, bo jakby słyszał to by go z miejsca klejąca się cieczą rozstrzelał. Póki co jednak profesjonalistą był. Bron swoją w zęby wsadziwszy powoli na czworakach z kryjówki wyskoczył jak młody wilk i zaraz na czterech łapach, zgiętych, lisim krokiem, bezszelestnie ruszył za Tangiem, bo wiadomo, zechce mu ona jeszcze krzywdę zrobić? Niii, Malkit, dzielny wojownik, odwujczyć (czyt. Stracić wujka) się nie da. Tak wiec drep drep, cichutko wśliznął się do środka, nim drzwi szui zamknęły, a jako ze dwójka stała do niego tyłem, zaraz schował się za belkę, przyjmując postawę pionową, a blaster na wodę był już gotów do użycia. Wstrzymał oddech nawet młody komandos*

Tasire - 2010-03-03 22:54:53

*Uśmiechneła się do A'dena nieznacznie, po czym spokojnie ruszyła za Tangiem, kiedy zobaczyła drzwi uśmiechnęła się i pokiwała z uznaniem głową.* W środku musi być przyjemnie i chłodno* powiedziała z uprzejmym tonem i prze wejściem zdjęła podartą wierzchnią tunikę która za ubranie uchodziła już z ledwością i położyła ją na ziemi. Po czym weszła do domostwa i rozejrzała się spokojnie* Bardzo miłe miejsce *Powiedziała i nagle rozejrzała się niepewnie. Nie widziała Malkita ale w jakiś dziwny sposób  wyczuła czyjąś obecność... nie ludzką...* Ma Pan jakieś zwierzątko* zapytała wchodząc w przyjemny chłód, starała się niczego nie dotykać. Miała wrażenie, że jest brudna i nie chciała niczego zniszczyć.*

Tangorn - 2010-03-03 23:01:53

Dziękuję... ten dom należał kiedyś do mojego ojca a przedtem do jego i tak dalej... *Odwrócił się powoli, katem oka dostrzegając przemykającego Malkita, ale nie dał po sobie tego poznać. Nauka poprzez zabawę, tego go uczył jego ojciec. Mały starał się naśladować dorosłych, wiec trzeba było grać w jego grę i dać się pokonać, by się nie zniechęcał, ale też stopniowo podwyższać poprzeczkę, aż zabawa przemieni się w naukę... tylko jakby Tang go zaczął uczyć to by pewnie oberwał po głowie od Fler.* Nie, nie mam zwierzątka... chodź za mną, pokaże ci łazienkę *Zachęcił ja gestem ręki a gdy znalazła się wystarczająco blisko to niby przypadkiem się o nią otarł i szepnął cicho* Mój... przyszywany bratanek tutaj jest i "poluje" więc jak go zobaczysz to udawaj przestraszoną i tak dalej... *Uśmiechnął się lekko po czym zaprowadził ją pod drzwi łazienki. Nie była ona zbyt wielka, mieściła się tam wygodna kabina prysznicowa, umywalka i wiadomo, kibelek. Czysto i przestronnie, żadnych gratów. No i oczywiście lustro z ukrytymi różnymi specyfikami* Przygotuję coś do jedzenia i może jakieś ubranie znajdę.

Malkit - 2010-03-03 23:07:09

*kiedy oddalili się, Malkit coś przełączył w niewidzialnym hełmie. Pewnie komunikował się ze swoimi niewidzialnymi kolegami. Wychyliwszy się zza belki zerknął w kierunku ściany, i bez słowa dał dwoma palcami znać: naprzód, po czym sam dał szczupaka za komodę i korzystając z naturalnej osłony mebli podążał za śledzonym obiektem. Udawał przy tym ze żuje gumę, usmiechał się na modłę Secorshy i był bardzo skupiony. Zbliżając się do Tanga wyciągnął przed siebie blaster na wode trzymany oburącz* Nie ruszaj się ty zły chakarze! *mruknął nagle, nie za cicho, nie za głośno*

Tasire - 2010-03-03 23:16:25

*Uśmiechnęła się nieznacznie na wzmiankę o bratanku i mrugnęła porozumiewawczo, nie zastanawiając się wiele weszła do łazienki, nie spieszyła się nie wiedzieć czemu czuła się bezpieczna. Powolnymi ruchami rozdziała się ze znoszonych brudnych ubrań i weszła pod prysznic. Wkrótce szum wody i para wypełniły pomieszczenie. Woda grzała przyjemnie i koiła ból mięśni. Nigdy nie widziała tak ciemnej wody. We włosach znalazła wiele skarbów, szyszki, patyki, trawę, błoto a nawet dość ładną spinkę która widać się w nich zgubiła. Po kąpieli wyszła z i oceniła się w lustrze, większość "siniaków" zeszła .. a właściwie spłynęła wraz z wodą. Słyszała młodego myśliwego na zewnątrz ale wiedziała kto to więc uśmiechnęła się tylko. Owinęła się znalezionym ręcznikiem i zaczęła rozczesywać splątane włosy. Z ubrań nadawała się jeszcze jako tako, krótka biała tunika i dopasowane spodnie. Uprała je więc najdokładniej jak mogła.Po około trzydziestu minutach wychyliła się nieznacznie z za drzwi łazienki szukając wzrokiem właściciela.*

Tangorn - 2010-03-03 23:22:00

*Dostrzegł małego nim ten jeszcze zdążył się ujawnić, ale nie zareagował, dopóki ten nagle nie wyskoczył na niego.* Nie weźmiesz mnie żywcem ori'ramikad! *Odparł z udawaną grozą i praktycznie rzucił się do ucieczki, zginając palce w geście udawanego pistoletu by odpowiedzieć ogniem na ogień małego komandosa. No i tak zaczęła się trudna walka, którą w ostateczności Tangorn przegrał ale tylko minimalnie. Z każdą kolejną zabawą przewaga małego malała. Mando robił to specjalnie, by rozbudzić w nim ten drapieżny instynkt wojownika no i oczywiście wolę walki do końca. W końcu jednak oboje się zmęczyli, więc Tang zaszył się w kuchni, by przygotować coś do jedzenia. Przedtem jednak zdjął swój pancerz, który zawisnął potem na specjalnym stojaku w salonie a sam ubrał się w luźną koszulę i spodnie. Teraz podawał Malkitowi kawałek ciasta Uj, oraz parę innych przysmaków, ale nie koniecznie słodkich. Przygotował też mały poczęstunek dla kobiety, tak jak wymagała tego gościnność Mandalorian.*

Malkit - 2010-03-03 23:26:25

*Malkit z zapałem drapieżni, a oddawał się zabawom, a widząc, żre Tang, jak i chłopaki jakoś z akcji na akcje lepsi się robią( prwnie ćwiczą, bo Malkit ich zawstydza), sam tez nabierała animuszu i zaciętości, wieczorami ćwicząc na ojcu. Udało mu się nawet zabić kilka niewidzialnych potworów. Teraz zaś, spocony jak mysz wcinał poczęstunek, machając zadowolony nogami* wujek, a  kto to jest ta pani? *zapytał w końcu* Ta, którą w kiblu zamknąłeś? *postawił uszek, ciekawsko, i przeżuwając kawałek ciasta patrzył wyczekująco na Tanga*

Tasire - 2010-03-03 23:37:04

*Słysząc rozmowę wyszła niepewnym, krokiem z łazienki. Okręcona była ręcznikiem, który zakrywał ją do do połowy uda w dłoniach niosła wyprane złożone ubrania.* Gdzie mogła bym je powiesić zapytała wskazując na niesione rzeczy.* Wzrok miała spuszczony i mimo ręcznika osłaniała się jeszcze dłońmi. Rumieniec krasił jej blade policzki. Teraz można było dokładniej zobaczyć jak była zbudowana. Miała długie i chude kończyny, na których rysowały się mięśnie. Wyglądała już dużo lepiej choć tak naprawdę nic się nie zmieniło. Stała tak speszona przed mężczyzną. W normalnym ubraniu wydał jej się jakiś inny ... po chwili zastanowienia stwierdziła jednak, że to w końcu ta sama osoba. Widząc, że malec jest zajęty jedzeniem posłała mu tylko uśmiech i wzrok przeniosła na Mandalora.*

Tangorn - 2010-03-03 23:40:42

Ta pani to... znajoma taka, jakiś czas tutaj u nas pobędzie *Odparł gładko, bo spodziewał się takiego pytania. Będzie trzeba jej znaleźć jakieś imię, bo "ta pani" to niepoważne jest.* I nie zamknąłem jej w kiblu, tylko poszła się wykąpać... tobie też by się to przydało brzdącu, bo pewnie znowu się bawiłeś z resztą, co? *Malkit miał szczęście, że Sigmy to takie duże dzieci i bardzo lubią się bawić, wygłupiać itp. A najbardziej to Tracyn i Dral, Brex z Venem mniej. Co jednak nie przeszkadzało im w tym, by być śmiertelnie skutecznymi komandosami* Wcinaj, wcinaj, bo nie będziesz mieć sił na dalsze potyczki. Wojownik musi być silny i sprawny *Uśmiechnął się i poczochrał główkę małego w bardzo pieszczotliwy sposób. Traktował go jak członka jednej, wielkiej rodziny, podobnie jak jego rodziców. Wtedy też weszła ona do kuchni i spojrzał ciekawskim wzrokiem na nią. Teraz wyglądała dużo lepiej, chociaż wciąż to była ta sama osoba* Potem się rozłoży wieszak na pranie, połóż to gdzieś na razie. Dać ci coś na teraz? *Zapytał i powrócił do przygotowywania posiłku, choć zerkał na nią ukradkiem co jakiś czas. "Stary a głupi jak młodzik" zganił się w duchu i aż się roześmiał cicho*

Malkit - 2010-03-03 23:47:04

*Malkit zaś, żując niespiesznie i wierzgając nogami, mały brzdąc egzotycznej rasy przypominającej krzyżówkę jaszczurki i wilka, strzygąc uszami przyglądał się kobiecie w bardzo krytyczny sposób, raz po raz zerkając na jej twarz* Moja mama inna jest *oznajmił nagle* Tuuu ma wiecej, a  tu ma takie chude *wyciągnął palec i pokazał na biodra, a  potem na talie* I ma grubsze nogi i cieńsze ręce, trochę… A my z chłopakami bawiliśmy się dzisiaj w pogrzeb *odwrócił głowę na chwile do Tanga* wiesz? Bo zabiliśmy już tyle potworów ze nie wiemy co z  nimi obić i mój tata powiedział, żebyśmy ich pochowali bo się w końcu zepsują i będą śmiehrrrdzieć *zakończył, naśladując akcent ojca*

Tasire - 2010-03-03 23:53:24

*Posłusznie powiesiła pranie i spojrzała na swój "strój"* Gdyby była taka możliwość to chętnie założyła bym coś innego* Powiedziała a kiedy poczuła na sobie jego spojrzenie i usłyszała stłumiony śmiech zaczerwieniła się i  spuściła głowę jeszcze niżej, podeschnięte już włosy zasypały jej twarz, ramiona i dekolt. Na wzmiankę dzieciaka zaczerwieniła się tak że rumieniec zszedł na dekolt. Powoli tyłem wycofała się w stronę łazienki.* Ja tam poczekam* Powiedziała cichutkim głosem i stanęła w głębi korytarza , przyjmując postawę zbitego psiaka*

Tangorn - 2010-03-04 00:00:57

*Tang rzucił okiem na kobietę i skrzywił się podchodząc do dzieciaka i klękajac przy nim* Tak się nie mówi do kobiet Mal'ika, a zwłaszcza do starszych. Może tata cię tego nie uczył, ale dziewczyny i kobiety trzeba szanować, wiesz? A teraz idź przeprosić panią, potem pogadamy... *Poczochrał go jeszcze lekko po głowie po czym wstał i ruszył w kierunku korytarza, a gdy ja mijał to uśmiechnął się do niej przepraszająco. W umyśle znowu pojawiła mu się ta myśl, że zaczyna mięknąć...* Nie przejmuj się nim jest mały jeszcze i... aaa... mną też się nie przejmuj, nie śmiałem się z ciebie, tylko z moich nieco głupich myśli Podobno z wiekiem się mądrzeje *Podrapał się jeszcze po podbródku po czym ruszył w głąb korytarza i po chwili znikną w swojej sypialni, szukając jakiś odpowiednich dla niej rzeczy, co było dosyć trudne zważywszy na różnicę w budowie ciała. Ostatecznie mógł spróbować zagadać do Seco...*

Malkit - 2010-03-04 00:05:16

o! *odezwał się  nagle, pod nagłym natchnieniem* ja mogę tej pani pszszynieśc jakaś od mamy sukienke! *młody wcale nie chciał się zrehabilitowac, nie wiedział, co złego zrobił. W jego mniemaniu nic, jego to bez przerwy porównywano do innych dzieci, wiec czemu In miałby nie móc? Póki co nie czekając na odpowiedz Tangorna hycnął na stól, ze stołu na parapet, z  parapetu przez okno i długa w kierunku chałupy, drąc się tak, ze pewnie całą planeta słyszała, a  brzmiało to mniej więcej tak: * aaaaaaaaaaaaa! Z drogiiiiii!b

Tasire - 2010-03-04 00:11:02

*Stała pod ścianą bez ruchu, kiedy Tang do niej podszedł zamarła praktycznie bez oddechu. Kiedy skończył mówić odetchnęła z ulgą lekko uniosła wzrok.* T..tak ... nic nie szkodzi.. dziękuje* Kiedy przeszedł do sypialni przysiadła na piętach, plecy opierając o ścianę. Włosy przegarnęła na jedno ramię i czekała cierpliwie. Kiedy maluch wyskoczył z wrzaskiem przez okno ona najchętniej zrobiła by to samo jednak powstrzymała się i tylko mocniej się skuliła. Po chwili zamknęła oczy wyrównała oddech i oczyściła myśli. Przez ostatnie kilka dni robiła tak często, nie wiedziała czemu ale to pomagało jej odpocząć i dawało siłę na dalszą wędrówkę.*

Tangorn - 2010-03-04 00:16:56

*Przeszukując swoją skromną szafę mruczał coś tam pod nosem, mniej więcej w stylu "na czym ten świat stoi". W końcu wydobył jakieś luźne spodnie oraz koszulę, jedną z tych bardziej wyjściowych, zapinaną na guziki, więc technicznie rzecz biorąc Tang prawie w niej nie chodził. Wyszedł w końcu z sypialni z ubraniami na ręku i jak dostrzegł ja skuloną pod ścianą to zmarszczył brwi. To było dziwne, ale współczuł jej i chciał jakoś pomóc... przedtem jedynie w przypadku klonów odczuwał coś takiego. Peszyło go to strasznie... Podszedł do niej* Cóż, tylko to mam... pewnie za duże będzie, ale na jakiś czas wystarczy. *Uklęknął przy niej i podał jej ubrania z lekkim uśmiechem, co nieczęsto się zdarzało ostatnimi czasu. Imperium nastrajało go raczej pesymistycznie i bardzo negatywnie, ale miał nadzieję, że tutaj ich nie odnajdą* Głowa do góry, jedzenie czeka a potem przedstawię cie moim synom... No i trzeba ci jakieś imię zastępcze wymyślić. No a potem jeszcze zakwaterujemy cię do któregoś z domków.

Malkit - 2010-03-04 00:22:50

*zaraz też wrzask znowu zaczął nasilać się i młody wpadł do chałupy, cały w emocjach, ciągnąć za sobą sukienkę, a właściwie dwie. Na szczęście ani na podwórku mokro nie było ani w  domu szczególnie brudno, wiec wystarczy je tylko wytrzepać. Stanął na chwile w bezruchu, nastawił uszu, a  kiedy usłyszał Tanga, rozległo sie wesołe* uu.u.u.u.u.u.u.u.u.u.u.u *i młody obrał kurs – sypialnia, by po chwili wbiec i z rozpędem na łóżko wskoczyć* To mam *poinformował, stajac na posłaniu. W łapkach trzymał gustowną, elegancka wyjściowa sukienkę z niezłej klasy jedwabiu, w stylu dzwonu, wiec w eleganckim stylu swojej matki. Miała kolor głębokiego granatu. Pewnie troche za luźna będzie, ale lepsze to niż workowate spodnie Tanga* tu jest jeszcze taka druga, do spania *wyjaśnił rzuciwszy pierwszą sukienkę, a wziął typową obszerną piżamę* maszsz… tobie to dam i to, żeby ci było ciepło, wiesz? *zagaił przekręcając wdzięcznie głowke*

Tasire - 2010-03-04 00:31:39

*Przyjęła ubrania z uśmiechem, uniosła wzrok i spojrzała w jego oczy. Rumieniec który zdążył juz mocno zblednąć pojawił się ze zdwojoną mocą. Podniosła się płynnie i stanęła w progu. Chciała jeszcze cos powiedzieć ale zamarła w bezruchu słysząc nadbiegającego młodzieniaszka. Nie była pewna czy suknie wziął za zgodą matki wyglądała na nazbyt elegancką i zbyt drogocenną. Toteż uśmiechnęła się tylko i weszła do łazienki. * To naprawdę wystarczy.... dziękuję Ci chłopcze* powiedziała wskazując na niesione ubrania a potem patrząc na dzieciaka. Uśmiech jakim go obdarowała był spokojniejszy a oczy wypełniło ciepło. Po chwili wyszła z łazienki ubrana w  samą koszulę która sięgała jej do kolana. Rękawy podwinęła tak że odsłaniały jej ręce aż do łokcia. Podeszła do Mandalorianina i z uśmiechem podała mu spodnie* Niestety spadły ze mnie* zaśmiała się i lekko powąchała powietrze, po czym zaburczało jej w brzuchu* Przepraszam * Uśmiechnęła się wdzięcznie i lekko zarumieniła.*

Tangorn - 2010-03-04 00:40:49

*Na chwilę spojrzał jej w oczy, starając się cokolwiek z nich wyczytać, ale przeszkodził mu nadbiegający Malkit, co wywołało uśmiech rozbawienia na twarzy Mando* Aj Mal'ika, Mal'ika... będę musiał pogadać z twoim ojcem o czymś... *Poczochrał znowu go po głowie, ale suknie bezbłędnie zidentyfikował. Fler aktualnie nie było, Tang nawet nie wiedział gdzie się podziewała, choć Seco coś wspominał, że chwilę z nią rozmawiał. Oby nie wpadła w kłopoty... Poczekał wraz z małym na nią, dopóki nie wyszła. A gdy już to zrobiła to przyjrzał się jej i znowu się uśmiechnął* No troszkę za duże to wszystko jest. A teraz zapraszam na jedzenie... no i ciebie też urwisie, dostaniesz jakiś smakołyk... tylko nie mów innym, dobra? *I tak pewnie rozgada, pomyślał Tangorn i udał się do kuchni, gdzie szybko pozbierał wszystkie produkty i poustawiał je na stole. Był całkiem niezłym kucharzem, przez te wszystkie alta nabrał doświadczenia*

Malkit - 2010-03-04 00:47:00

*Malkit odmowę przyjął jako osobistą zniewagę , zaraz naburmuszył się i nastroszył, a wraz z tym, nie było siły – wojna całemu światło zastałą wypowiedziana. Urażony do żywego dzieciak zebrał sukienki i zmielił je w ramionach* a ja powiem! *krzyknął ewidentnie na złość, bo teraz to nieważne komu, ważne ,żeby się wyładować. Zjechał z łóżka na tyłku* Ide chłopakom powiedzieć! *krzyknął wyzywająco, kobiecie rzucił pełne oburzenia spojrzenie po czym biegiem rzucił sie do drzwi, by jak najszybciej poinformować Sigmy o tajnym poczęstunku w  tym niezamieszkałym dotąd domku*

Tasire - 2010-03-04 00:52:36

*Spojrzała na dzieciaka i skrzywiła się lekko* Poczekaj .... suknia jest bardzo piękna ale to zbyt cenna rzecz żeby pożyczać ją nieznajomej... nie sądze żeby twoja mama to pochwaliła.* Powiedziała widocznie zmieszana, jednak mimo wszystko ruszyła za mężczyzna pewniejszym niż dotąd krokiem, kiedy stawiał jedzenie na stole nie patrzyła na nie tylko na kucharza. Uśmiechnęła się lekko.* Wygląda naprawdę imponująco... Proszę Pana* Coś nie pozwalało jej zrezygnować z oficjalnego tonu. Może przez to, ze sama nie mogła się przedstawić a może z powodu groźnej mandalorianskiej zbroi zerkającej na nią z wieszaka w salonie. Usiadła w rogu pomieszczenia jak gdyby nie chcąc nikomu zawadzać.* Ja nie chciałam go urazić... czy powinnam była przyjąć jego propozycję* Zapytała zerkając na Tanga*

Tangorn - 2010-03-04 00:57:26

*Tang ukrył na chwilę twarz w dłoni (tzw. Facepalm)  mrucząc coś pod nosem w Mando'a* Musze pogadać z Seco... za bardzo go rozpieszczamy... *By to był jego syn to by mu pewnie wycisk za takie coś dał, taj jak on sam kiedyś dostawał za różnego rodzaju wybryki. Dyscypliny należało uczyć od najmłodszych lat, bo potem gorzej będzie.* I żadnego tam proszę pana... i tak już się staro czuję. *Położył przed nią jeszcze jakieś kanapki i szklankę soku po czym sam siadł na krześle. Jedzenie może nie było wyborne, bo mieli nieco ograniczony zapas w spiżarni, ale dla niej mogło się to wydawać ucztą.* Cóż, jego matki aktualnie tutaj nie ma, więc raczej dobrze zrobiłaś, bo pewnie wziął to bez zgody ojca... *Zabrał się za nakładanie jedzenia na talerz, bo głodny też był trochę* Smacznego

Malkit - 2010-03-04 01:05:08

[porzepraszam bardzo, tang, ale padł mi internet, potem mysz postanowiła sobie nie dzialać przez 3 restarty, wiec tłuamcze sie tu - zakłucenia Mocy, a Malkit juz poza grą. Bez odbioru i dobranoc. post do usunięcia]

Tasire - 2010-03-04 01:08:24

*Jedzenia w istocie było dużo nie umiała się zdecydować, wiec w końcu bez namysłu wyciągnęła rękę po kanapkę. Na słowa mężczyzny uśmiechnęła się szerzej* Seco... to jego ojciec* Zapytała pomiędzy kęsami. Tak jak za pierwszym razem w lesie jadła powoli jednak teraz pozwoliła sobie na większą ilość pokarmu. Uśmiechała się raz po raz.. wyglądała na młodą ale jej ruchy nawet kiedy się rozluźniła były wyważone i spokojne. Nosiły lekkie znamię dystyngowanej powściągliwości. * Skoro nie proszę pana... to czy Tangornie będzie odpowiedniej* zagadnęła podnosząc jednocześnie szklankę z sokiem do ust. Nagle zmarszczyła czoło przypomniała sobie że nie wyczyściła butów. Było jej zimno w stopy, to też podciągnęła nogi tak, że łydki leżały na krzesełku zaraz obok jej tyłka.Jednocześnie spojrzała znów na mężczyznę posyłając mu przepraszający uśmiech.*

Tangorn - 2010-03-04 01:16:26

Taa... ale innej rasy. Kaleeshanin, nieco ekscentryczny i przypomina wariata, ale dobry z niego przyjaciel... *Póki co więcej nie musiał o nim mówić, by ie przestraszyć jej od razu. Bo jednak aparycja Seco była nieco... wprawiająca w stan zdenerwowania, a zachowanie podobnie. Zerkał co jakiś czas na nią, jedząc sam spokojnie. Jedzenia było tyle, że spokojnie wystarczy dla kilka osób... bo właściwie to jego ad'ike mieli potem wpaść coś zjeść, pogadać i takie tam, rodzinne sprawy.* Dla przyjaciół Tang... to wystarczy *Sprostował nieco i uśmiechnął się znowu. Przychodziło mu to jakoś łatwiej ostatnimi czasy, więc chyba nie było tak źle. Po chwili wychwycił jej uśmiech i stwierdził, że jest on całkiem uroczy...* Mam nadzieję, ze smakuje wszystko... *Powiedział po chwili, by jakoś przerwać cisze, która powoli zapadała.*

Tasire - 2010-03-04 01:26:45

*Na pytanie uśmiechnęła się ciut szerzej, a ręką w, której nie trzymała szklanki odgarnęła niesforny kosmyk czarnych włosów który wydostał się zza jej ucha.* Wszystko jest naprawdę wyśmienite i nie mówię tego z powodu głodu* Zaśmiała się swobodnie jednak niezbyt głośno. * Mówiłeś, że masz synów* zagadnęła znów  wlepiając w niego swoje stalowo szare spojrzenie. *Ilu dumnych potomków się doczekałeś i w jakim są wieku* zapytała lekko przechylając głowę na bok i wciąż niespiesznie się posilając * Jeżeli są w wielu tego brzdąca to musicie mieć tu panowie całkiem wesoło* Mówiła to z ciepłym uśmiechem, powiedziała panowie, wiedziała, że matka Malakita jest nieobecna u Tanga nie zauważyła obezności zony uznała więc że biedak z jakiegoś powodu jej nie posiada. Powoli skończyła posiłek, teraz siedziała już tylko i bawiła się szklanką na wpół wypełnioną sokiem.*

Tangorn - 2010-03-04 01:37:17

Cóż... tutaj sprawa jest odrobinę skomplikowana a wszystko przez Twoja utratę pamięci... *Urwał na chwile i spojrzał gdzieś w bok, zastanawiając się jak to najlepiej ubrać w słowa. Żeby dokładnie zrozumiała go będzie musiał nieco streścić wydarzenia ostatnich kilku lat* To nie są moi biologiczni synowie... tak właściwie to są klony jednej i tej samej osoby, więc cała piątka jest niemal identyczna... *Spojrzał na nią, ciekaw jak też zareaguje na tą jakby nie było szokującą wiadomość.* 13 lat temu Republika postanowiła sprawić sobie Armię klonów na podstawie wzorca mojego... przyjaciela. No i wybrał mnie też, bym ich przeszkolił. Tam ich poznałem i pokochałem a potem adoptowałem... nie będę streszczał wszystkiego, ale wylądowaliśmy tutaj. *Tyle musiała wiedzieć, reszty może sama się dowiedzieć pytając jego synów czy też jego samego, ale z tym problem może być.* W każdym razie są to moi synowie i jestem w stanie zrobić dla nich wszystko... na prawdę wszystko... *Na chwilę jego twarz przybrała twardy, zacięty wyraz a jego spojrzenie stało się nieco mordercze, ale po chwili to zniknęło wszystko. Mógł być miły, ale był tez bardzo niebezpieczny, o czym ona nie miała pojęcia*

Tasire - 2010-03-04 01:48:38

*Całość przyjęła dość spokojnie nie licząc szybko poruszających się oczu, które jednak mogły po prostu sygnalizować to, że wszystko sobie układa. Dopijała sok powoli z uśmiechem *Nie ważne kto dzieci płodzi a kto je prowadzi ku dorosłości* powiedziała choć sama nie wiedziała czyje to zdanie. Wiedziała że już kiedyś zostało wypowiedziane.* Widać że jesteś dobrym człowiekiem i dobrym ojcem, nie mówiąc już o perfekcyjnym wujostwie* Zaśmiała się na wspomnienie dźwięków które dochodziły do łazienki kiedy brała kąpiel. Nagle zamilkła i uśmiechnęła się ciepło. Po chwili milczenia wstała i zaczęła zbierać talerze* Dziękuje za posiłek* Teraz pozmywam a potem udam się do wskazanej przez ciebie pracy* To mówiąc zebrała niepotrzebne naczynia i zaniosła je do kuchni, po chwili dało się słyszeć szum wody i ciche szczękanie talerzy. Poruszała się lekko, pewnie i niemal bezgłośnie. Całkiem jak by kiedyś już tu była.*

Tangorn - 2010-03-04 01:53:27

Aliit ori'shya taldin - Rodzina to więcej niż krew... nasze stare przysłowie. *Pokrywało się to mniej więcej z tym co ona powiedziała, ale słysząc, że jest dobrym człowiekiem to uśmiechnął się nieco krzywo. Wedle miar "cywilizowanego" społeczeństwa to nim nie był* To zależy od punktu widzenia. *Powiedział cicho i też wstał, przy pozostała  resztę jedzenie ustawić na blacie kuchennym, by jego synowie mogli sobie wszystko zjeść.* Cóż, jeśli chcesz trochę popracować to trzeba ci znaleźć jakieś spodnie... chociaż, ciekawie by się obserwowało jak pracujesz *Rzucił taka uwagę od niechcenia i skończył już wszystko przestawiać*

Tasire - 2010-03-04 02:53:18

*Skończyła zmywać i wycierać talerze, zwilżoną szmatką przetarła stół. Wyglądała na w pełni odprężoną, jednak była czujna. Poszła do łazienki. Po chwili wróciła z wyczyszczonymi na połysk butami o wysokiej cholewie wykonanymi z czarnej miękkiej skóry. Do cholewy wsunęła holomape i dyktafon oraz coś co przypominało kawałek metalowego pręta .... mogła być to latarka lub inny gadżet. Postawiła buty przy drzwiach i zaczęła się krzątać po domu.* Więc póki nie mam spodni może zrobię coś w domu... było by łatwiej gdybym widziała tu jakieś zaniedbania*  Zaśmiała się by po chwil krzątaniny stanąć  pomiędzy salonem a kuchnią w bezruchu.* Tu nie ma co sprzątać.... to może coś jednak dla mnie znajdziesz Tang?* Stała i uśmiechała się promiennie. Długie czarne włosy znów żyły własnym życiem zasypując jej twarz.*

Tangorn - 2010-03-04 11:47:10

*Skończył wszystko akurat wtedy, gdy ona wróciła z łazienki wraz ze swoimi butami. Nie zwracał na to uwagi tylko spoglądał chwilę przez okno, obserwując dwójkę kłócących się klonów o jakiś drobiazg. Zazwyczaj się tak działo, gdy musieli coś zrobić a im się zwyczajnie nie chciało... z dnia na dzień nabierali coraz więcej nawyków zwykłych ludzi, co cieszyło Tanga. Może nawet kiedyś znajdą sobie kobiety, które by o nich dbały..? Byłoby wręcz wspaniale. Z lekkim westchnieniem odwrócił się w jej kierunku i oparł się o blat kuchennej szafki* Cóż, ja myślę... moja matka była pedantyczna i wpoiła mi to bardzo głęboko... ojciec bardziej fleją był i dbał tylko o sprzęt i pancerz. *Umilkł na chwilę, zastanawiając się co też może jej dać do roboty, ale nic mu do głowy nie przychodziło* Cóż, trzeba wysuszyć twoje ubranie, bo nie mam nic, czym mogłabyś się zająć. Ewentualnie możesz chwilę wypocząć

Tasire - 2010-03-04 12:02:57

*Skinęła głową na znak że zrozumiała porwała w ręce wieszak i ruszyła ku drzwiom* Wywieszę je na słońce szybciej wyschną* To mówiąc  wyszła zostawiając za sobą tylko dźwięk kroków i przebrzmiałych słów. Po chwili jej rytmiczny krok znów zabrzmiał na schodach a potem w korytarzu. Powitała swojego gospodarza szerokim uśmiechem. *Gorąco tam* To mówiąc podeszła i nalała sobie do szklanki wody.* Jeżeli nie ma nic co mogła bym zrobić to może... może zechciał byś mi opowiedzieć o Mandalore i jej mieszkańcach* Uśmiechnęła się patrząc na sofę w salonie, w której kierunku ruszyła miękkim krokiem. Po chwili już na niej siedziała nogi podkurczyła a ręce  ze szklanką oparła o kolano.*

Tangorn - 2010-03-04 12:10:40

Poczekał chwilę na jej powrót, zastanawiając się co on też do cholery robi* Na pustyni jest gorzej... *Pustynie ciągnęły się głównie na terenie równika lub nieco powyżej i nie były aż tak wielkie i nieprzyjazne jak te na Tatooine.* Fierfek... chcesz wiedzieć coś o Mandalore? To chyba ponad moje siły *Roześmiał się cicho, ale nie dziwił się jej ciekawości. Straciła pamięć, więc starała się zebrać choć strzępki informacji i miejscu w którym się znajdowała. Tylko, że teraz Tang miał problem, bo on to musiał wyjaśnić. Klonom tego nie karze, bo oni też nie mają dużej wiedzy o świecie a Seco... cóż, po nim to by miała w umyśle chaos. Odbił się od blatu i powoli podszedł do stojaka z pancerzem, biorąc do ręki hełm i wpatrując się w jego wizjer* Galaktyczne "cywilizacje" nazywają nas, Mandalorian brutalnymi, pozbawionymi uczuć krwiożerczymi bestiami... może trochę racji mają, bo wiedzą, czemu się nas boją... *Przekręcił nieco głowę i zerkną na nią kątem oka* Jesteśmy wojownikami... i śmiem twierdzić, ze najlepszymi w Galaktyce. I to prawda, na polu bitwy bywamy bezwzględni i morderczy... nie ma sensu wciskać bajek, jacy to jesteśmy wspaniali i szlachetni... życie i tak zawsze weryfikuje wszystko...

Tasire - 2010-03-04 12:22:42

*Kiedy opowiadał przymknęła oczy żeby nie patrzeć na hełm. Czuła moc w jego słowach, w duchu czuła że wtedy w lesie był gotów ją zabić mimo to dał jej szansę.  Wojownicy najlepsi w galaktyce... Jednak wierzyła mu nie miała powodu żeby sądzić inaczej.* Widać to po waszych ruchach...walka to dla was nie pierwszyzna*Nie wiedziała skąd to jej przyszło do głowy od takie spostrzeżenie*Macie bardzo ciekawy język... nie rozumiem go ale jego brzmienie mi się podoba* Zmieniła temat żeby odgonić wspomnienie wpatrzonego w nią wizjera hełmu i złowieszczego głosu który obudził ją w lesie.* Wszyscy tutaj mówicie w basicu.. czy powinnam poznać parę słów* Zapytała dopijając wodę i odstawiając szklankę na stolik i wygładzając koszulę która zsunęła się odsłaniając jej nogi do połowy uda.*

Tangorn - 2010-03-04 12:32:06

Walki uczymy się już od dzieciństwa... takie wychowanie, dlatego uznają nas za barbarzyńców. *Zawiesił powoli hełm na stojaku, wpatrując się w swoje odbicie w tym złowrogim wizjerze, często utożsamiany po prostu ze śmiercią* Taa... Mando'a. Ma dziesiątki tysięcy lat. Praktycznie nie zmieniał się na przestrzeni tych lat. *Odwrócił się powoli w jej stronę, przyjmując nieco bardziej przyjazną postawę, ale to już zależy od jej interpretacji, czy mu się to udało* Hmm... ogólnie to mówimy we wspólnym, bo moi synowie tak dobrze Mando'a nie znają jeszcze, ale uczą się błyskawicznie... a co do słówek to nie wiem, jakieś tam podstawy może by wiedzieć o czym mówimy *Spoglądał na nią uważnie, nieco marszcząc czoło jakby o czymś myślał. Cały czas miał jakieś mieszane uczucia odnośnie niej, ale chyba ją polubił.*

Tasire - 2010-03-04 12:56:29

*Uśmiechnęła się czując, że mężczyzna stara się nie straszyć jej swoim zachowaniem, nie wiedziała czemu tak myśli po prostu czuła, że nagle złagodniał. Spojrzała na niego badawczo przez krótką chwilę. Ciekawa była nad czym się zastanawia.* Jeśli oni wciąż się uczą to może i ja zrozumiem choć podstawy. Mam nadzieję że mam talent do języków* Uśmiechnęła się szeroko, pokazując szereg równych białych zębów. Wstała niespiesznie opłukała szklankę której używała i ruszyła ku drzwiom. Była trochę zniecierpliwiona brakiem swojego ubrania, postanowiła wiec skontrolować czy już wyschło.* Zobaczę może już się nada żebym mogła się ubrać* Znów zniknęła zanim mógł by się odezwać. Wróciła niosąc wieszak. Zdjęła z niego ubrania które precyzyjnie złożyła całkiem jak gdyby miała je schować do szafy. Posłała mu przelotny uśmiech i idąc w kierunku łazienki wolną ręką rozpinała guziki koszuli którą na sobie miała. Po krótkiej chwili znów pojawiła się w salonie ubrana w dopasowane czarne spodnie i białą wydekoltowaną tunikę. Stanęła i zaplatała włosy w warkocz, zerkając co jakiś czas co porabia mando.Teraz dopiero było widać jak jest zbudowana. Pomimo szczupłej budowy miała ładne krągłe biodra i delikatne wcięcie w talii.* No i mam spodnie* Zaśmiała się lekko klepiąc się w pośladek*

Tangorn - 2010-03-04 13:05:50

Może... ale musiałabyś być bardzo inteligentna, by dorównać ich tempie nauki... są zmodyfikowani genetycznie i uczą się błyskawicznie no i nigdy niczego nie zapominają... *Uśmiechnął się lekko, po czym dodał żartobliwie* Co czasami przyprawia mnie o dreszcze, gdy z dokładnością są w stanie powtórzyć wszystko co gadałem po pijaku... albo gdy policzą mi ile razy stwierdziłem, że mnie przerażają... *Bo faktycznie tak jest - pomyślał nieco ponuro. Czasami przyprawiali go o dreszcze swoim nieco robotycznym zachowaniem, gdy działali tak jakby ktoś ich zaprogramował. Dlatego tak bardzo cieszyło go to, że nabywają typowych ludzkich cech. Gdy wyszła to kiwnął jej głową a sam zdjął z wieszaka napierśnik pancerza i usiadł na sofie, biorąc do ręki szmateczkę i czyszcząc powoli i starannie płytki. Odprężało go to często. Gdy znowu weszła to rzucił na nią okiem, ale bardzo szybko zniknęła, więc nie miał okazji jej odpowiedzieć, więc wrócił do swojej pracy.* No to się cieszę... *Nie przerywając swojej pracy patrzył na nią kątem oka i się do niej uśmiechał. Wyglądała trochę niepozornie, ale pozory mylą i Tang coś o tym już wiedział. No i byłą też bardzo ładna, przez co patrzenie na nią sprawiało przyjemność* No dobra, to teraz ci pokażę gdzie możesz tymczasowo zamieszkać...*Szybko wstał i odniósł element Beskar'gamu na wieszak, gdzie zawiesił go z wyraźną dbałością i czułością. Potem dopiero się do niej odwrócił i podszedł do drzwi* Idziemy... *Zawyrokował i wyszedł na dwór, zmierzając w stronę innego, mniejszego pagórka.*

Tasire - 2010-03-04 13:17:17

*Uśmiechnęła się widząc z jaką dbałością pielęgnuje swoją towarzyszkę walki. Na jego słowa uśmiechnęła się szeroko, jednak po chwili zwiesiła głowę. Chwilowy smutek jaki ją ogarnął nie zmienił jednak tempa w jakim wsunęła na nogi buty i wyszła za nim na powierzchnię. * Już idę*Rzuciła przed siebie żeby na nią nie czekał.Wychodząc wieszała przy pasku resztki swojego marnego ekwipunku. Miecz świetlny zatknęła za pasek na wysokości prawej nerki. Musiała przysłonić oczy dłonią gdyż odwykły  od słońca. W miarę oddalania się od domu tanga traciła pewność siebie. Stała się wyraźnie ostrożniejsza i rozglądała się ciut nerwowo. Najbardziej obawiała się, że inni mieszkańcy bazy nie potraktują jej tak dobrze. Martwił ją również fakt, że nie może przypomnieć sobie choćby własnego imienia. Dogoniła Tanga szybko i szła nie tyle przy nim co za nim.*

Tangorn - 2010-03-04 13:27:21

*Tangorn na razie nie zauważył jej miecza świetlnego. Szli kawałek gdy do ich uszu dobiegł odgłos kłócących się mężczyzn, wiec Mandalorianin przystanął i uśmiechnął się. No tak... znowu* Ty di'kucie, ty byś tylko wysadzał wszystko w powietrze! W którym miejscu nie rozumiesz polecenia "posprzątaj pokój"?
- No przecież chciałem go posprzątać! To ty jak zwykle myślałeś, że chcę wszystko wysadzić granatem... po prostu wypadł mi z kieszeni...
- Kto normalny nosi granat w kieszeni?!
- Ja!
- Ty nie jesteś normalny, więc się zamknij...
- Udesii ner vode! Bo zawołam A'dena...
- Ty byś tylko straszył, Ven'ika... sam rusz shebs!

*I wtedy zza pagórka wyłoniła się trójka niemal identycznych mężczyzn, różniących się jedynie kolorem Mandaloriańskich pancerzy oraz małymi tatuażami na policzkach. Dostrzegli Tanga i zaraz też ruszyli w jego stronę, ale widząc kobietę za nim przystanęli nagle, patrząc na jej miecz świetlny* Jetii'kad*Zapytał jeden z nich, patrząc na broń, wiec Tang automatycznie się odwrócił i zmarszczył brwi. "Fierfek... no to wpadliśmy... kolejna Jetii?". Trzymając jednak nerwy na wodzy odetchnął głęboko i zapytał* Skąd masz miecz świetlny?*Klony podeszły do swojego ojca i przyglądali jej się z ciekawością, ale żeby jej nie wystraszyć to jeden z nich wyciągnął ku niej rękę i uśmiechnął się szeroko* Su'cuy! Jestem Tracyn, a ten ponurzasty di'kut o twarzy Trandoshanina to Brex. A ten ostatni to Ven, nasz były dowódca...

Tasire - 2010-03-04 13:38:00

*Kiedy usłyszała kłótnie trochę zwolniła i bardziej ukryła się za plecami Tanga. Jednak kiedy zobaczyła jednakowych mężczyzn zrozumiała, ze to synowie mando wiec ruszyła raźniej do przodu, praktycznie zrównując z nim krok. Miecz świetlny... jaki miecz. Nie rozumiała o co chodzi, kierując się jego wzrokiem spojrzała w dół ku narzędziu które dla własnej wygody zwała latarką.* Ach więc to miecz... miałam ją... to znaczy go przy sobie kiedy się ocknęłam.* na wyciągniętą w jej kierunku rękę zareagowała nieco płochliwie jednak szybko dłoń i podała ją mężczyźnie* Ja jestem... *Skrzywiła się nieznacznie*Nie wiem kim jestem, wasz ojciec znalazł mnie w lesie* Dodała cicho i spuściła wzrok jak gdyby czuła się gorsza z powodu braku imienia i wspomnień, poza tym kim w ogóle są Jetii. Stała tak ze spuszczoną głową ujmując dłoń mężczyzny niepewnie, po chwili zabrała rękę.* Ja nie chciałam robić problemu* Powiedziała jeszcze cicho*

Tangorn - 2010-03-04 13:46:12

No tak, brak pamięci... Fler będzie musiała się tobą zająć jak wróci *Mrukną cicho i podrapał się po podbródku. Trochę go zaniepokoił fakt, że może być Jedi, w końcu to oni znajdują się obecnie na szczycie listy osób do eksterminacji, ale nie miał serca jej tak po prostu wykopać dla własnego bezpieczeństwa. Sama nie dałaby sobie rady* Uuu... nie masz imienia? No Tan'buir, wymyśl coś... *Tracyn szturchnął swego ojca i dalej się uśmiechał do niej przyjaźnie, choć miał podobnie wątpliwości co jego ojciec. Kolejny Jedi mógł albo ściągnąć na nich kłopoty albo stać się cennym sprzymierzeńcem... o ile cokolwiek umie.* Też nie mieliśmy imion... Tan'buir dopiero nam je nadał... wszystkie pochodzą z Mando'a. No nie licząc Brexa... *Szturchnął swojego brata a ten się skrzywił i spojrzał na niego morderczym wzrokiem* Nie jesteś moim dowódcą, wiec mogę przywalić ci w mordę kiedy będziesz chciał i... *W tym momencie Tangorn postanowił zareagować i rozłożył na boki swoje ramiona, by ich uspokoić.* Udesii ad'ike! Potem się pobijecie... ale brak imienia to faktycznie problem... hmm... co powiesz na imię Ruusaan? Tak tymczasowo, potem znajdziesz sobie sama imię, jakie będzie ci się podobać.*Uśmiechnął się do niej lekko a klony wyszczerzyły do siebie zęby, bo pewnym było, że potem się nieco pobiją, poszturchają itp.*

Tasire - 2010-03-04 16:54:11

*Uśmiechnęła się nieśmiało. Właśnie dostawała swoje nowe własne osobista imię i to pochodzące z języka Mandalore. Podniosła oczy na mężczyzn i poszerzyła uśmiech.* Ruusaan*Powtórzyła i przechyliła głowę. Po chwili lekki rumieniec okrasił jej policzki.* Dziękuje Tang, jest piękne.* Odzyskała choć cząstkową pewność siebie. Rozejrzała się wokoło. Po czym zaśmiała się. * Miło was poznać, mam nadzieję że ja i moja latarka... to znaczy miecz nie sprowadzimy na was kłopotów* Uśmiech jej zbladł nie rozumiała co tak naprawdę się dzieje. Nie wiedziała kim są Jetii, ani czemu bycie jednym z nich to taki problem. Póki co musiała liczyć na dobroć mandalorianina i jego synów.*

Tangorn - 2010-03-04 17:03:25

To nic takiego, ale ciesze się, że ci się podoba *Uśmiechnął się lekko po czym zwrócił się do klonów, którzy to spoglądali na nowo mianowaną Ruusaan to na Tangorna* Mam nadzieję, że się nie obijaliście za bardzo z tym wszystkim... *Zmrużył lekko oczy wyczekująco, bo wiedział jacy potrafią być jego synowie. Mieli wiele zalet, ale zaczynali też nabywać kilka irytujących cech charakteru, co znaczyło, że rozwijają swoja tożsamość.* Ależ Tan'buir, jesteśmy bardzo sumienni i wszystko zrobiliśmy... a teraz możemy sobie pograć w piłkę? *Odpowiedział Tracyn, na co Brex się nieco uśmiechnął a Ven spojrzał wymownie w niebo. Gra w piłkę oznaczała, że w najbliższym czasie lepiej się do nich nie zbliżać... Mandaloriańska wersja tego sportu była dosyć brutalna, ale dostarczała sporo satysfakcji* Dobra idźcie, tylko nie zdemolujcie przypadkiem połowy planety... *Bracia podziękowali, pożegnali się i szybkim krokiem oddalili się, znikając gdzieś za pagórkami. Tang westchnął i spojrzał znowu na swoją towarzyszkę* Za niedługo pewnie się przekonasz, jacy potrafią być irytujący... ale chodźmy, muszę pokazać ci nowe mieszkanie. *Ruszył szybszym krokiem w kierunku najbliższego pagórka. Znaczna część domów była nieużywana, więc mogli sobie pozwolić na udostępnienie jej jednego na jakiś czas. Dotarli na miejsce i Tang wpisał kod, po czym wszedł do środka...*

Tasire - 2010-03-04 17:14:54

*Uśmiechnęła się słysząc o grze w piłkę. Nie wiedziała do końca co to za gra ale pozytywne skojarzenie napłynęło nieproszone do jej głowy. Zamachała dłonią za chłopakami *Bywajcie* rzuciła jeszcze uśmiechając się lekko. Nie pamiętała znajomości z żadnym klonem to też w sprawie ich irytującej natury nie zabrała głosu. Posłała jedynie Tangowi miły uśmiech. Kiedy ruszył poszła tuż za nim. Nagle przystanęła.Rozejrzała się dookoła po czym tuż za mężczyzną weszła do domku.*

Tangorn - 2010-03-04 22:49:29

*Tangorn po opuszczeniu domu Ruusaan skierował się ku A'denowi, który patrolował okolicę kilkaset metrów od osady. Nie msuiał szukać klona, bo ten odnalazł go szybciej. Pogrążyli się w rozmowie na temat bezpieczeństwa oraz zapasów. Trochę to niepokoiło Tangorna, ale wygląda na to, że Elitarny Zwiadowca pomyślał i o tym i po godzinie wspólnie doszli do konstruktywnych wniosków. Gdy Mandalorianin wrócił do osady to zapadał już powoli zmierzch a on sam spacerował jeszcze pośród pagórków przyglądając się wszystkiemu i wspominając dawne dzieje.*

Secorsha - 2010-03-04 22:53:26

*Spacerowanie wieczorową porą jest przyjemne. Wszędzie cisza, jakieś dziwne dźwięki, łagodne, jakby… gitara… i jakieś melodyjne, ale zarazem ostre pomruku dochodzące z… wysoko. I trochę w bok i już było źródło. Nie było jeszcze tak ciemno, by nie dostrzec humanoidalnego kształtu rozwalonego na gałęzi, jak na kanapie, brzdąkającego sobie w struny, co tworzyło rzewną melodie i trochę niepokojący widok, chociaż – dla Tanga to pewnie już nie, z  powodu przyzwyczajenia do tej niecodzienności Secorshy*

Tangorn - 2010-03-04 22:56:09

*Tang przystanął i tak patrzył na Seco przez kilka chwil, zastanawiając się, czy coś chlał czy może usycha z tęsknoty do Fler? A może z powodu obu tych rzeczy na raz? Cholera go tam wie... ten kaleesh już tyle razy go zaskoczył, że nie powinien się dziwić tym widokiem. Chciał już iść dalej, ale przypomniał sobie, że chce pogadać z nim o Malkicie... Ehh... rozmowy wychowawcze nigdy nie są za ciekawe. Mandalorianin ruszył w kierunku Secorshy i gdy znalazł się odpowiednio blisko to zawołał* Cześć! Masz czas?

Secorsha - 2010-03-04 23:02:55

*Płynąca, mila dla ucha muzyka nadal krążyła naokoło korony drzewa na którym rozwalił się kaleesh. Nie była to typowa dzika. Porywająca gra jaka Seco często raczył gawiedź, ta była raczej, jak tang słusznie zauważył, tęskna* No właśnie miałem zapytać co ty się tam tak czaisz jak gungan z dynią *odparł, a  ze nie było w  wypowiedzi litery „r”, brzmiało to niemal normalnie. Seco przerzuciwszy jedną nogę przez gałąź, zarzucił gitarę na plecy i odbiwszy się mocnymi ramionami skoczył zgrabnie z wysokości około czterech metrów, lądując przez Tangornem w pozycji przykucniętej. Bardzo amortyzował skok ale dzięki temu spadał bardzo cicho. Miał na sobie tylko spodnie, na górze zaś był nagi. Dało się zauważyć zmianę. zawsze wyglądał trochę chudo, ale teraz wyraźnie widać było zarysowane zebra i wychudzenie ramion. Przez to wyglądał jeszcze bardziej szalenie i nieprzewidywalnie* Dla Nehrrr voda mojego, To kuhrrwa zawsze, za wyjątkiem wtedy, kiedy nie, nie? *i-jak można się było spodziewać – tu nastąpiła salwa dzikiego, głupawego śmiechu*

Tangorn - 2010-03-04 23:10:17

Jak ja się czaję jak gunganin z dynia to ciekawe jak określasz czającego się A'dena z karabinem w łapie? *Roześmiał się i poczekał aż Seco znajdzie się tuż obok niego. Na szczęście trwało to bardzo krótko, że znalazł się bardzo blisko Tanga to mógł mu się przyjrzeć uważnie. Stwierdził, że niech Fler wraca jak najszybciej, bo Seco wygląda jakoś tak... marnie. Gorzej niż zwykle* No dobra, to przejdźmy się i nie stójmy tu jak para chujów... *Zarządził z równie głupawym uśmiechem co przyjaciel. Najwidoczniej było to zaraźliwe... ale jak tu się tak nie uśmiechać znając Seco od kilku lat? On powoli wszystkich demoralizuje...* Mam taką sprawę odnośnie Malkita... wiesz, że my Mando troszkę przewrażliwieni jesteśmy na punkcie szacunku, co? *Zaczął ostrożnie, bo zdawał sobie sprawę, że stąpa po bardzo grząskim gruncie. Wtrącanie się do wychowania dziecka przez innych rodziców można odczytać jako zachowanie niepożądane i niegrzeczne* Właściwie to mi nic nie zrobił, ale dziś w lesie eee... znalazłem jakąś kobietę i ja tutaj tymczasowo sprowadziłem. No i Malkit był nieco niegrzeczny w stosunku do niej... kurwa Seco, jesteś porządnym gościem i chyba już czas pogadać z nim o relacjach damsko - męskich, rozumiesz?

Secorsha - 2010-03-04 23:19:06

wiesz, to jeszcze zależy, jak się czai i jakie przy tym miny robi *odparł na to beztrosko, prostując się, i otrzepując naprzemiennie ramiona ze strzępków kory, które się do niego przykleiły, po czym, zatknąwszy kciuki za pasek przyjął postawę pod tytułem „zamienia, się w słuch” i nie spuszczając czujnego złotego oka z twarzy Tanga, w istocie się w owy słuch zamienił, ale w ruchu, idąc sobie bok w bok z Tangornem* Ehe, wiem… *podjął, z  głębokim skinieniem łba z jednoczesnym zamknięciem na chwile oczu, a  kiedy nastała cisza, bo Tang powiedział swoje, a  Seco czekał na jeszcze. No i nic, znaczy ze jeszcze nie ma, wiec Seco musi teraz zareagować* No wiem, te Twoje maleństwa nie do końca dyskhrretne są, z rheszta mój mały też, ryczał całą noc, ze nie chciała od niego pomocy, tak wiec może i ja powinienem pohrrozmawiać z tobą z pełnym szacunkiem i delikatnie na temat Twojego nowego dziecka z lasu? *i szeroki uśmiech, ale troszeczkę, odrobinkę zalatujący konfrontacją* Ale bahrrdzo chętnie wysłucham rozszerzonej wehrrsji z pewnego źhródła – co młody zhrrobił?

Tangorn - 2010-03-04 23:27:17

Jakie moje dziecko z lasu? I tak już mam tyle przybłęd, że mogę otworzyć Obóz Pomocy Dla Ofiar Imperium *Odparł sarkastycznie, ale nie miał Seco za złe jego opinii. Cóż, wysłuchał co teraz on miał do powiedzenia na temat Malkita i zmarszczył czoło. Rozmowa o dzieciach zawsze jest trudna... no a przynajmniej dla Tanga, bo ten to wielka wraliiwościa nie grzeszy i czasami się zapędza za bardzo* Tiaa... tyle że zachodziło podejrzenie, że on zakosił ubrania Fler bez twojej zgody... bo bez jej to na pewno. A ja bym nie chciał odpowiadać przed nią, gdyby jej najlepszej sukni coś się stało... *Podrapał się po brodzie, bo wizja wściekłej żony Seco jakoś go odstraszała trochę.* Co do moich chłopców to im wbijam do łba pewne zachowania przy pomocy blasterowej kolby, co się czasami nie udaje... to żołnierze nie romantycy tacy jak..eee... ty. *No jakby nie było to kaleesh miał chyba większe doświadczenia z kobietami niż wszystkie klony razem wzięte. Może i nawet Tanga do tego dorzucić by się dało...* No dobra, Mal'ika skrytykował wygląd tej "leśnej przybłędy", a wiesz jakie kobiety są wrażliwe pod tym względem, co?

Secorsha - 2010-03-04 23:37:16

*Może nie był to atak, ale Secorshę bardzo zabolał, niemniej nie miał zamiaru się z tego zwierzać, zachował zimną krew i właściwie nic nie było po nim widać, choć inteligentna istota się domyśli co pomyślał Seco.* Daj spokój, Tang, zabhrrałeś nas z Couruscantn, dałeś dach nad głową, dzięki takiemu a nie innemu rozwojowi sytuacji prhgharwdopodobnie uhrratowałeś życie nam wszystkim… czy myślisz, ze po tym Flehrr pożałowała by… sukienki, Tang, ja cie phrrosze! Przynajmniej thrroche byśmy się lepiej czuli! *zacisnąwszy zęby z impetem zasadził kopa grudce ziemi, co muz było stanem przedshizofrenicznym u Secorshy, czyli po prostu silne emocje* Ale to oczywiście nie jedyny powód, nie? Trzeba sobie pomagać, po phrrostu *Skrzyżował ręce na piehrrsi* Skhrrytykował? Może to ty coś nadintehrrphrretujesz, Tang. Ok. zależy ci na tej leśnej przybłędzie, spoko, będziemy ją chełpić a młody dostanie wycisk, ale jeśli można to… *wyprzedził Tanga jednym większym krokiem, i teraz, zgiąwszy się w pół jak łasica podniósł dłonie na wysokość obojczyków, i patrząc w góre na twarz tanga wyszczerzył zęby* Bahrrdzo bym phrrosił… JAK skhrrytykował? Bo nie wierze, że  powiedział „brzydka jesteś”, choć cokolwiek by nie rzekł to fakt ze nie ma trzech standahrrtoiwych lat nie przemawia raczej za nim, nie?

Tangorn - 2010-03-04 23:46:30

A chuj tam wie... bo jakby mi ktoś np. pożyczył mój pancerz i by mi go zarysował to bym chyba zajebał... ale... w sumie to nie to samo... *Rozmowa zaczynała się rozwijać w trochę złym kierunku, więc trzeba zastosować prastarą metodę rozładowywania stresu* Dobra, napijmy się piwa, co by się nie pozabijać o byle gówno... *Podszedł energicznie do kaleesha i zawiesił rękę na jego ramieniu w przyjacielskim geście* No możliwe, że nadinterpretuję... ale jednakowoż rozmowa o postępowaniu z kobietami by się przydała. A'dena też wyślę, bo ostatnio jak byliśmy w Keldabe to chciał jedną pobić za jakąś tam obrazę czy zagrożenie życia... *Teraz Tang stwierdził, że rozmowa to był zły pomysł, bo tak w sumie to Malkit nie zrobił niczego złego, tylko był nieco... nietaktowny, ale to jeszcze dziecko. No w sumie klony mają nieco podobnie* Tiaa... coś tam wspominał, że za chuda, za gruba i chuj wie co jeszcze, nie pamiętam dokładnie. A co do jego wieku to czasami się o tym zapomina... rośnie dosyć szybko, jakby był... klonem. *Tang też za bardzo był przyzwyczajony właśnie do klonów, bo spędził z nimi dziesięć lat swojego życia, wiec troszkę mu się punkt widzenia wykrzywił* Dobra, proponuję kufelek ne'tra gal na rozluźnienie atmosfery, co ner vod?

Secorsha - 2010-03-04 23:57:41

Tak, Tang, to zdecydowanie nie to samo i głupie pohrównanie, kiecka to nie pancerz. Jakby ktoś wziął Twoje spodnie i je zahrrysował to ty byś tego pewnie nawet nie zauważył. Ja też nie. Flehrr by zauważyła i powiedziała ci na ucho a ty byś powiedział ze to gówno tam. Bo i racja, nie? *wyprostował się nagle, jakby wyczuwał coś niedobrego. On dość wrażliwą istotą był, wiedział, ze Tang nie chce się z nim kłócić, tylko wyjaśnić. Ale niestety nie był taki giętki w słowie jak Seco, więc to Seco musi sie teraz podstosować i zacząć przemawiać tym samym narzeczem.* Jeśli chodzi o A’dena to Flehrr do dziś się śmieje jak chciał ją zastrzelić… powiedziała ze go tez kiedyś zastrzeli, ale zawsze kiedy u nas jest, to coś je, a  wtedy nie można strzelać bo to niehumanitahrrne *rzekł wesoło, tak dla rozładowania emocji i też zarzucił Tangowi rękę na ramie. Cokolwiek było powiedziane – nieważne. Jesteśmy przyjaciółmi* Stahrry… szybciej… i to mnie przehrraża… nie mówiłem co, przynosi pod dom zwierzęta wieksze od siebie. Zaghrryzione, cały jest uwalany w krwi… on się z nami bawi jak dzieciak, ale jest już dhrrapieznikiem. Ma dwie natuhrry, każda szela ma… to jest kuhrrwa mać nie mną mój łeb, stahrry… *wolną ręką podrapał się po łbie od tyłu, krzywiąc pysk, niewiadomo czemu* Pamiętaj tang że… że ty tu rządzisz, nie? Coś ci się nie podoba, to mów… ja mogę cie przegadać, ale i tak zhrrobie, jak zechcesz… wiesz? *odwrócił łeb i spojrzał na Tanga, a na jego szalonym pysku malowała się powaga* chodźmy na ten kufelek

Tangorn - 2010-03-05 00:10:01

Nooo on trochę nadpobudliwy jest. I się nie zdziwię, jak zarobi kiedyś w łeb od niej za tą nasza Mandaloriańska kulturę osobistą... czyli jej brak *Podchwycił od razu żart, bo faktycznie Tang nie był tak elokwentny jak Seco i miał rozumowanie bardziej przyziemne i praktyczne. Spory minus jego wychowania, którego się już chyba nie da naprawić* Wiem co czujesz... oj doskonale wiem. Myślisz, że co ja czułem patrząc jak biologiczne cztero czy pieciolatki biegają z karabinem po poligonie? Albo jak są w stanie w przeciągu kilku sekund dostać się do środka pomieszczenia z karabinem w ręku i obezwładnić wszystkich w środku? To dla nas jest przejebane... *Ruszyli spokojniej już w stronę domu Tanga, gdzie w lodówce znajdował się cały pak zimnego, ciemnego i mocnego Mandaloriańśkiego piwka. Nic tak nie poprawia nastroju jak porządny kufelek* A właśnie, co do zwierzątek... nie obrazisz się, jakbym zaczął go nieco szkolić w tym zakresie? No chyba, że sam chcesz... *Tang widział w małym spory talent pod tym względem. Co prawda przypisywał to jego rasie, ale jeśli odpowiednio go przeszkolić to byłby świetnym myśliwym, lepszym może nawet od Tanga czy A'dena. Bo jeśli chodzi o piękne rozpierdalanie wszystkiego to Sigmom nie ma szans dorównać...* Seco, to była tylko mała sugestia, bo dzieciak szybko dorasta i pewne sprawy lepiej załatwić szybciej, rozumiesz? Z innymi to sobie radzę całkiem nieźle... a właśnie, jak Fler będzie wracała? Bo muszę jakoś tak zaplanować by poszło w miarę gładko

Secorsha - 2010-03-05 00:21:22

*Seco wszedł, zaraz wciągnął powietrze, mlasnął. Chyba poczuł zapach ów leśnego znaleziska, ale oczywiście przemilczał. Niby cham a jak się umie zachować. Oczy tylko zmrużył, a zaraz potem znowu się uśmiechnął i to identycznie tak jak zawsze, czyli wariacko. Dla kogoś kto ogląda ten uśmiech codziennie, zaczyna się już w głowie kolebać i ten schizofreniczny wyraz mordy zaczyna wyglądać sympatycznie. Rozejrzał się po mieszkaniu, czy są sami* Taa… ona by go już dawno jebnęła, tylko się boi ze on odda… *I to powiedziawszy, usiadł sobie* Genehrralnie to… chyba nie mam nic przeciwko, ja nie jestem z  kasty wojowników, rhód Gawila to najlepszy jest w piciu, gwałcie i khrradziejstwie *od czasu do czasu, miedzy zdaniami, niby przypadkiem, ale wychodziła prawda o tym bohaterskim rodzie. Najłatwiej było ich porównać do cyganów. Lekkoduchy i lewusy a przy tym mający wielkie o sobie mniemanie. A Seco? Jaki był, każdy widzi. Miał swoje wady i swoje zalety, w sumie chyba wychodził na zero.* Spróbuj… a ja nie wiem, jak będzie whrracała Flehrr, ale pewnie ktoś ją gdzieś wysadzi, niewiadomo gdzie i się okaze ze będzie trzeba po nią jechać na dhrrugi koniec świata…
*tymczasem na dachu…
Malkit leżał płasko i spuszczał łeb. Uszy stały mu na baczność, wychwytując dźwięki. Zgrzytał zębami w  niecierpliwym skupieniu a jego ogon głaskał murawę zadaszenia-kamuflarzu.
Chcą w A’dena strzelać! Trzeba donieść…
Ale to potem…
Chcą mame na koniec świata wywieźć? Ooo. To już gorzej…*

Tangorn - 2010-03-05 00:29:03

*Weszli do środka i Tang udał się od razu do lodówki, gdzie miał ukryte najcenniejsze zbiory. Jego ad'ike alkoholu nie pija, więc mieli to wszystko tylko na własność. Czyli super.* No znając A'dena to by pewnie oddał... *Wzruszył ramionami, bo jeszcze z nim nie doszedł do części "kobietom się nie oddaje gdy cię spoliczkują". Czasami mial wrażenie, ze pod tym względem to jest jak walenie grochem o ścianę. Postawił jedną butelkę na stoliku przed kaleeshem a sam wpakował się do wygodnego fotela z własną butelką Zerknął kątem oka na wiszący pancerz i uśmiechnął się czule.* No dobra, to postaram się coś zrobić w tym kierunku, by się nam talent nie zmarnował. Ale uczyć go zabijać nie będę... *Dodał poważniejszym tonem. Wychował już kilka oddziałów bezwzględnych wojowników i więcej nie chciał. Wolał, by Malkit miał normalne dzieciństwo połączone z lekką szkołą przetrwania niż pełnoprawny obóz wojskowy z psychologia wojenną na śniadanie* No to by było w sumie dobre... im mniej osób wie gdzie mieszkamy tym lepiej. Poślę A'dena do Keldabe po jakiś pojazd i po nią się poleci. Ale Kwiatuszek to niestety nie będzie... *I znowu przejawiła się jego Mandaloriańska praktyczna natura. Lepiej zachować tajemnicę i się pomęczyć z tym wszystkim, niż dla zwykłej wygodny podać miejsce lądowania. Dlatego też tą "leśną przybłędę" tutaj zostawił, by zorientować się, czy stanowi zagrożenie i by jej nie wypuścić w świat, by wygadała wszystkim to i owo.*

Secorsha - 2010-03-05 00:37:22

*Seco wzruszył ramionami, ze niby mu to obojętne, bo chciał na twardziela wyjść. Zaraz tez zaczął się na krześle bujać. Ale w głębi duszy to wcale nie chciał by ktokolwiek uczył zabijać jego syna. Te wszystkie tkliwe historie wielkich najemników i łowców nagród którzy zabijali w wieku 5ciu lat wywoływały w nim dziwne odruchy.* Powinna to jakoś przeżyć, tak mi się wydaje…z  resztą ona to… nie żebym wiesz, ale wydaje mi się ze nigdy Kwiatuszka nie kochała. Nigdy o nim z miłością nie mówiła tak… no, dziwne, nie? *spojrzał Tangowi w oczy przez stół i przyssał się do butelki* a taki piękny był… i Torba szkoda… kuhrrwa piehrrdolone Impehrrium!

Piehrrrdolone Impehrrrium! *Powtórzył Malkit na dachu, zadzierając dumnie głowę* chuj, dupa, pizda, cycki, u.u.u.u.u.u.uu.u.u

Tangorn - 2010-03-05 19:09:24

*Tang westchnął i napił się swojego ciemnego piwa, które było znacznie mocniejsze niż przeciętne. Przez kilka dłuższych chwil delektował się tym smakiem, a gdy już przełknął to nawiązał do wypowiedzi przyjaciela* Seco, Fler jest kobietą, więc siła rzeczy nie będzie kochać aerowozu... to głównie domena mężczyzn. W sumie kobiety nigdy nie zrozumieją naszej miłości do szybkich pojazdów... a w moim przypadku to jeszcze trzeba dodać pancerz i karabin blasterowy... *Przerwał na chwile, zastanawiając się nad pewną kwestią. Równocześnie bawił się butelką, powodując lekkie pienienie się piwa w niej. W końcu pociągnął z niej zdrowo i dopiero potem przemówił* Cóż, wydaje mi się, że kobiety bywają czasami po prostu zazdrosne o naszą czułość wobec maszyn. Ale w przypadku Fler mogę się mylić...

Secorsha - 2010-03-05 19:36:58

*Zamilkł w głębszej refleksji, pełnej zadumie nad tymi mądrymi słowami. Przed siebie wzrok wlepił, raz po raz z butelki pociągając, albo pociągając nosem, i myślał. Jak Seco myśli to od razu się poważny robi. W końcu podsumował swoje wnioski skinieniem głowy* No *wypowiedział się, robiąc miny jakby dla rozpracowania ust* One zazdhrrosne są. Tym bahrrdziej, ze i ja, i ona pochodzimy z kultuhrr, gdzie mężczyzna może mieć wiele żon, a  ona chce mnie na wyłączność *Odstawił piwo na stół i zasadziwszy przedramiona za łeb przeciągnął się do tyłu, demonstrując żebry jak sztachety. Kaleeshianskie żebra przypominały bardziej żebra nerfa niż człowieka. Na dachu zaś zalęgła się cisza*

Tangorn - 2010-03-05 19:41:49

*Te "No" było iście rozwalające, ale Tang jakoś powstrzymał się przed wybuchem śmiechu. Zaraz jednak uspokoił się, by wysłuchać reszty wypowiedzi Seco. Oczywiście przed dalszym podjęciem tematu musiał się napić, to taki obowiązek* Wiele żon powiadasz? No tu się troszkę różnimy... ale potrafię sobie wyobrazić jak takie coś może być nieco... hmm... brak mi odpowiedniego słowa. Niewygodne? *Zmarszczył brwi, próbując sobie jakieś słowo przypomnieć, ale nie bardzo mu do głowy przychodziło. Najzwyczajniej miał pustkę w głowie* A jedna cholera... *Kiwnął głową i znowu się napił swojego piwa, które już powoli się kończyło, ale miał jeszcze kilka zimnych w lodówce,*

Secorsha - 2010-03-05 19:48:55

*Teraz Seco się napił przed podjęciem rozmowy, bo… jak Tang zauważył słusznie z resztą – taki obowiązek, ale Seco pił nie tylko z obowiązku, ale także dlatego ze kultura tego wymaga, a Seco jak wiadomo kulturę ceni nadzwyczajnie* Czemu niewygodne? Wygodne, bahrrdzo, rzadko bywa ze wszystkie na raz głowa boli, albo ze nie miały czasu zhrrobić obiadu… no i dzieci więcej masz… wiesz, więcej znaczysz, u nas tak jest, im stać cie na więcej żon tym bahrrdziej wiesz, samiec jesteś i w ogole *tłumaczył spokojnie jak to u nich było* tylko gorzej jak te żony się nie lubią, bo wytaczają na siebie ciezkie działa, a  ty miedzy tymi działami stopisz. Tak to u nas było. Jak piehrrwsza żona mojego ojca i moja matka niemłode już były to ojciec nową poślubił, a te dwie zazdhrrosne były i w chałupie bez przehrrwy wojna, ale było fajnie ! *wyszczerzył się radośnie do Tanga* No a u Flehrr to jest inna sphrrawa bo tam u nich jest więcej kobiet niż facetów, i tez jest poligamia bo każda chce mieć meża

Tangorn - 2010-03-05 19:55:14

*No i znowu napił się, szukając tym razem pretekstu by to sobie w głowie poukładać. Różnice kulturowe pod tym względem były spore, więc trzeba uważać, by sobie nawzajem nie powrzucać. Seco szanował kulturę Mandalorian, więc trzeba odwdzięczyć mu się tym samym* U nas to jednak jest monogamia i tak chyba jest dla mnie lepiej. Nie dałbym rady ogarnąć kilku Mandaloriańskich dala... one by mnie pewnie na grillu upiekły *Roześmiał się głośno, ale Seco nie miał chyba jeszcze okazji spotkać się z żeńską wojowniczka Mando, więc pewnie nie zrozumie o co chodzi Tangowi* No ale wiadomo, co planeta i kultura to inne podejście do tych spraw. Zdrówko! *Uniósł piwko w geście toastu i po chwili wypił całą zawartość a pustą butelkę odstawił na stół. Miał ochotę na jeszcze jedno. Uwielbiał ne'tra gal...* Jeszcze po jednym?

Secorsha - 2010-03-05 20:01:39

*Przekręcił butelkę do góry dnem* Piwa bhrrak zakomunikował, i, jak to się w takich chwilach robi, uśmiechnął się do Tanga przymilnie, po czym wstał, i grzecznie, kroczek po kroczku, nadal się podlizując wyrazem pyska do lodówki się skierował, a  kiedy Tangorn sam jeszcze po jednym zaproponował, zaraz Seco animuszu nabrał i po chwili już dwa piwa na blacie stanęły* No właśnie ja rozumiem, ze w… TYM świecie, wiesz… no… nie żebyśmy jakimiś phrrymitywami byli ale w tym bahrrdziej cywilizowanym monogamia jest phrraktyczniejsza i my z Flehrr umówiliśmy się, ze bierzemy ślub według phrrawa rheopublikanskiego, i ze nie będę miał więcej żon. Zdhrówko

Tangorn - 2010-03-05 20:14:00

*Tang się ucieszył, bo nie musi ruszać swojego shebs do lodówki, co mu bardzo odpowiadało. Seco pod tym względem czytał mu w myślach* No dzięki. To zdrówko? *Zapytał i od razu zabrał się za odkorkowanie butelki. Gdy tylko tak się stało to w powietrzu można było poczuć miłą woń zimnego, ciemnego piwa* Ja tam nie mówię, że jesteście prymitywni. Nas, Mandalorian określają jako barbarzyńców, i co? W shebs mam te opinie... A co do monogamii to faktycznie jest wygodniejsza, bo Republikańskie, a teraz Imperialne prawo poligamii zabrania jako wielce niecywilizowane... sranie w banie kurwa... *Na koniec swej wypowiedzi tradycyjnie pociągnął z butelki i się odprężył w swoim fotelu. Chyba nic mu nie było teraz w stanie popsuć nastroju*

Secorsha - 2010-03-05 20:24:57

*Seco plunął kapslem na stół. Potoczył się kapselek i na środku zatańczył, zanim na plecy padł, a kaleesh napił się zimnego, pysznego piwka* Bahtrrbarzyńcy są fajni! A ja ci Tang powiem największą phrrawde tej galaktyki: ja ich wszystkich, wszystkich Rhepublike i Impehrerium i Vadehrra i Palpiego i cały zgniły Senat w dupe piehrrdole, o! I ty też powinieneś *zakończył, jakby od tego przyszłość galaktyki zalezała, a we wszystkich partiach przewodniczący czekali na to „co powie Seco”. A Seco powie: ja was w dupę piehrrdole i cześć. O!* Słuchaj… *popil se* Nie ma Flehrr to mogę ci powiedzieć.
Idzie trzech dżedajów przez Hoth, noonie… mistrz, rhycerz rycerz apdawan. Idą, idą – spotykają tautana, ane na grzbiecie tylko dwa miejsca są

*pociągnął nosem, spojrzał na Tanga i dalej: *
Mistrz mówi do rycerza: ty i ja na grzbiet. A parawan: a co ze mną? Mistrz odwhrraca się, podnosi ogon tautana i mówi: a ty do kabiny

Tangorn - 2010-03-05 20:30:13

Seco... lepiej nie pierdol ich w dupę, bo to tacy degeneraci, ze to dla nich sama przyjemność... *Uśmiechnął się paskudnie i napił się znowu swojego piwka, a potem przyglądał się przez kilka chwil butelce. Przy najbliższej okazji będzie musiał uzupełnić mały zapas ne'tra gal. Jest to dobre do picia i degustacji, ale do nawalenia się potrzeba trochę więcej, niż kilka butelek.* Co chcesz mi powiedzieć? *Zapytał nim Seco zdążył opowiedzieć swój kawał, a gdy to zrobił to Tang mimowolnie parsknął śmiechem i nieco opluł sobie stolik, ale tym się zajmie później* Dobre kurwa... *Wyszczerzył zęby i uniósł butelkę w geście toastu jak i gratulacji za świetny kawał.*

Secorsha - 2010-03-05 20:36:03

*Seco dumną miną swój gadzi pysk przyozdobił, po czym odczekał aż Tangowi przejdzie, a  kiedy mando już się nie śmiał i na Seco spojrzał mogł na jego twarzy ujrzeć powagę. Samo spojrzenie kaleesha instruowało. Proszę o uwagę. Sisza, cisza… Seco sięgnął na stół, wziął kapselek. Pysk zmarszczył, skulił się w sobie, kapselek w palcach oburącz trzymał, obejrzał z jednej strony, a  potem  drugiej* Hmmm… *mruknął* Ciemna dhrruga sthrrona jest, bahrrdzo ciemna… *I nagle wyprostował się, jego twarz nabrała stalowej powagi, wręcz grozy, jakby udawał kogoś bardzo dostojnego. Kapselek w dłoniach znikł kiedy skrzyżował przedramiona na piersi, po czym łeb skierował tak jakby mówił do tej istoty którą udawał wcześniej* Yoda, nie piehrrdol tylko jedź tą grzanke!

Tangorn - 2010-03-05 20:40:34

*Tang na chwilę się uspokoił, ale znowu zaczął się śmiać, bo Seco miał całkiem niezły talent komediowy. Ale cóż, był trochę nienormalny przecież...* Dobre, dobre... tak jakbyś widział Yodę na żywo. *Tang go raz widział i to z daleka. Wielki Mistrz raczej nie zawracał sobie shebs Mandaloriańskim wojownikiem pracującym dla WAR'u. Ciekawiło go jednak czemu on zawsze takie dziwaczne zdania konstruuje. Może jakaś wada z dzieciństwa? Kto wie* Znasz coś jeszcze? *Zapytał Tang gdy już się uspokoił i ponownie się napił. Piwo z jego butelki ubywało dosyć szybko a on sam czuł już lekki stan upojenia alkoholowego. Lekki bo lekki, ale był i to przyjemny.*

Secorsha - 2010-03-05 20:47:38

*Teraz dumny Seco napil się piwa* Ty się zastanawiałeś czemu Yoda tak dziwnie gada? Przecież jakby ktoś z nas tak gadał to by inni zahrraz powiedzieli ze głupi jest… *Znowu wziął łyka i na powrót się na krześle rozłożył* Emmm… co by tu… aha – czy dhrroid asthromechaniczny może zabić wookieego? To zależy z jakiej wysokości spadnie, albo - Jaka będzie pohrrra kiedy imperialny robot kroczący nadepnie na twój chhrrronomethrrr? Najwyższa pohrrra, żeby sphrrrawić sobie nowy

Tangorn - 2010-03-05 20:52:07

No zastanawiałem się... *Przyznał szczerze i znowu się napił. Lubił tak sobie posiedzieć i pogadać z Seco. No i oczywiście sobie popić... Ale brakowało mu też tych partyjek kart z chłopakami z CSB. Wtedy to wieczory bywały piękne. A właśnie, ciekawe jak oni sobie dają radę w tym nowym, ponurym świecie? Nie kontaktował się z nimi, by nie sprowadzać im na głowy kłopotów* Wiesz Seco, masz talent komediowy. No i urok osobisty... taki dziwny ale masz. Nie dziwię się, że Fler się w tobie zakochała. Zdrowie! *Sięgnął butelka ku kaleeshowi, by się stuknąć z jego a potem wypić część zawartości swojej.* Ty cholerny szczęściarzu...

Fler - 2010-03-05 20:55:47

*Troche wyzej nad miejscem w którym dzieje się akcja*

*Fler przebiła się przez atmosferę z wielkim krzykiem, zamykając oczy a kiedy je otworzyła, leciała spokojnie w obrębie błękitu nieba. Odrzuciła tę głupia rurkę do oddychania którą nic nie daje, i rozmasowujac sobie miejsca na twarzy w które ją uwierała, oddała się kontemplacji piękna mozaiki powierzchni planety, którą widzialna pod sobą. Komputer ciągnął do wpisanych koordynatów, i w koncu dał znać, by przejęła stery, bo czas lądować. Rzeczywiście, maszyna była bardzo mądra, choć Fler nie korzystała nawet z jednej setnej jej możliwości. Dla niej to była spacerówka, która jest mądrzejsza od niej. Naciskała te guziki które się zapalały. Myśliwiec sam oddał siew  jej ręce. W koncu była tak nisko, ze widziała ukryte domy. To znaczy ona nie wiedziała, ze to domy, i to ją zdziwiło. Wygląda pusto, ale wygląda na to, ze to tu* Dobrze, malutki, siądźmy tutaj… o tutaj,, cholera, TU! *pociągnęła stery, bo naprowadzanie było tak silne ze chciało posadzić statek dokładnie w miejscu gdzie była prowadzona holorozmowa. Ale Fler zdominowała maszynę, i po chwili wiatr z silników rozdmuchiwał juz trawę, kiedy delikatnie osiadł na ziemi. Silniki zgasły. Uff…*

Secorsha - 2010-03-05 20:59:24

*Seco prychnął w butelkę* A co, tez się we mnie zakochałeś? *wyszczerzył pożółkłe żeby, śmiejąc się cały czas, szczere i dowcipnie. Miał talent komediowy i poczucie humoru, urok i po prostu był sympatyczny. Niecodzienny jak na obecne czasy* Szczęściarzu? Te… *znieruchomiał nagle* Słyszałeś to? Coś nam chyba… *wzrok zaniepokojony z okna na tanga przeniósł* Spadło z  nieba…

Tangorn - 2010-03-05 21:12:39

*Tang znieruchomiał. Zrozumiał, że ktoś właśnie wylądował w samym środku ich oazy a to mu się wybitnie nie spodobało.* Kurwa! *Krzyknął i zerwał się ze swojego miejsca i podbiegł do holu, gdzie w schowku miał ukryty karabin oraz mały koralik komunikatora. Wcisnął go sobie w ucho i od razu połączył się ze swoimi ad'ike*Raport sytuacyjny! *Krzyknął i szybko opuścił dom...

Tymczasem nieco wcześniej A'den siedział przyczajony niedaleko ich osady z karabinem snajperskim w ręku i ubrany w pełen Beskar'gam, który otrzymał od Tanga. Jego zadanie było proste, wypatrywanie ewentualnych intruzów. Co najmniej jeden klon pełnił taką wartę, bo nie mieli na razie droidów zwiadowczych. I właśnie dzisiaj jego warta została zakłócona przez pojawienie się jakiegoś niezidentyfikowanego statku. Zwiadowca zerwał się z miejsca i natychmiast ruszył chyłkiem w stronę miejsca lądowania, kontaktując się od razu z sigmami.* Kod Czerwony V powtarzam, Kod Czerwony V! Wróg na terenie! *No i nie trzeba było długo czekać, aż z pobliskich domów cichaczem na dwór wyszli Komandosi ubrani w pancerze. Każdy z karabinem snajperskim w dłoni. Gdy tylko zlokalizowali wroga to rozłożyli się w strategicznych miejscach osady i byli gotowi w każdej chwili zdjąć pilota, który opuściłby maszynę. I wtedy przez ich komunikatory skontaktował się z nimi Tan'buir. Odpowiedział mu Ven,  który zajął najlepszą pozycję* Pozycja A6xd7, niezidentyfikowany myśliwiec z zamalowanymi barwami. Pilot niezidentyfikowany. Jesteśmy gotowi do wystrzału ostrzegawczego. *Chwila przerwy i odpowiedź Tanga* Wstrzymać się dopóki nie dojdę na miejsce. W razie wrogiego działania strzelać by nie zabić. Chcę wiedzieć jak ten skurwiel tutaj trafił... *Tak więc czekali...*

Fler - 2010-03-05 21:21:16

*Już się miała szczerze uśmiechnąć, odrzucić tę ciężkie, przyprawiające o klaustrofobie opancerzenie od góry kiedy… nie, to jest nie do opisania, przez kilka długich sekund nie wiedziała na jakim świecie żyje, gdzie jest, co tu w ogóle robi, a kolejna myśl, to taka, ze nie trafiła, to jakieś obce miejsce! I jak cholera  tego wyjść?! To nie ma żadnego nagłośnienia a  jeśli ma, to nie wie, jak je włączyć. Nawet nie wie jak tu białą flagę wywiesić by jej ręki nie odstrzelili! Kokpit był dość przeźroczysty, wiec nie zdejmując z głowy kasku (zawsze to większe prawdopodobieństwo ze nie zabiją jak trafią), podniosła ręce do góry na znak, ze się poddaje no i co? Czekała, aż do niewoli wezmą*

Secorsha - 2010-03-05 21:23:53

*Cała ta akcja nie zrobiła na Secorshy wrażenia, to było nic w porównaniu  Edenem który broni mieszkania tanga na Couruscant. Tutaj to rzeczywiście mogło być zagrożenie, wiec nie było to już takie śmieszne. Seco nie miał broni, nie był mandalorianinem, kochał zycie i chodził nieuzbrojony, chociaż każdy mandalieianin powiedziałby mu na to, ze wcale życia nie kocha skoro chce je stracić. Odczekał kilkanaście sekund az się zleci cały szwadron, po czym sobie wyszedł niczym wielce kurde mac generał jakiś*

Tangorn - 2010-03-05 21:33:22

*W tym czasie A'den dotarł na swoje stanowisko i przyłożył wizjer hełmu do specjalnie zmodyfikowanej lunety swojej snajperki tak, że cały obraz znalazł się na cyfrowym wyświetlaczu w jego hełmie. Taka zabawka, którą sobie sprawili po odejściu z WARu. Tang trochę marudził, ale ostatecznie sam też udoskonalił swśj Beskar'gam. Pełna napiecia cisza, gdy jego buir zajmował swoje stanowisko... i wtedy twarz pilota wydała mu się jakoś dziwnie znajoma mimo zakrycia hełmem.* Mam zła i dobrą wiadomość... dobra to taka, ze to chyba Fler... a zła... skąd się tu kurwa wzięła? *Tanga momentalnie zamurowało. Bo przecież nikomu nie podawał położenia tej osady, wiec skąd do licha miała by je znać? Czyżby Moc? Ale przecież Jedi nie była od dawna...* Brex, daj ostrzegawczy strzał w karoserię przed kokpitem przy niskiej mocy, tak dla pewności. Ja tymczasem wyjdę. Zachować wszyscy pełną czujność. *Klon spełnił rozkaz Tanga i po chwili cienki, niebieski promień uderzył lekko w poszycie myśliwca a tuż przed nim nie wiadomo skąd pojawiła się sylwetka czarnoskórego mężczyzny, ale bez pancerza, za to z karabinem w ręku i był to zmodyfikowany DC-17 używany przez komandosów. Obecnie działał w trybie granatnika. Zbliżał się powoli do maszyny* Wyjdź powoli z kokpitu kimkolwiek jesteś! Ręce w górze i żadnych sztuczek, bo jak sam zauważyłeś jesteś na celowniku snajperów, którzy zdejmą cię w przeciągu sekundy... *Jeśli to na prawdę Fler, to Tang wolał jej nie wspominać o tym, że ją rozpoznali szybciej. Cóż, opiekując się piątką klonów dezerterów oraz kaleeshem i jego przyszywanym synem, zapewne wrażliwym na Moc to lepiej dmuchać na zimne. Za duża odpowiedzialność.*

Fler - 2010-03-05 21:42:57

*Już teraz jej puls był trzykrotnie szybszy, a  kiedy poczuła przez wibracje ów wiązkę energii, bo nie ma siły, wszak nawet jak się pięścią uderzy, to pilot to odczuwa, serce jej nagle stanęło, była pewna, ze przez kilka sekund nie było ani akcji serca, ani oddechy, ale była świadoma, za to twarz prababci widziała, i nagle..: *
WIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIISK!!! *i zakryła głowę kaskadą przedramion, kuląc się, jakby ,miała tak się przed ostrzałem uchronić. Po prostu odruchowo, jak każdy, kryła głowę. Dobrze, ze jej nie przyszło do głowy Mocy użyć, albo co gorsza – dział. Ale ich to by i tak nie użyła, bo nie umie. Nie umie nawet odlecieć. Łzy pociekły jej po policzkach strumieniami* Na miłość Maasaan, ja mam syna! Ja jeszcze mogę mieć wiele synów! Jestem młoda, mogę sprzątać, mogę gotować… *piszczała, nadal zakrywając twarz rękami. Trzęsąc się nagle usłyszała głos i wtem zmroziło ją* Tangorn, ty parszywy zaropiały kwadratowy chujogłowcu… *szepnęła siarczyście (wszak z Secorshą żyła), bo ów glos rozpoznała momentalnie. Strach ustąpił miejsca wściekłości. Przycisk w kontrolce nacisnęła pięścią, i szyba kokpitu podniosła się, ukazując nikogo innego jak rozdygotaną, spoconą, zaryczaną kobietę która była w tej puszce bliska śmierci pierwej ze strachu niż z  ich ręki*

Secorsha - 2010-03-05 21:45:45

*A Seco jak na bohatera przystało stal z kciukami wetkniętymi za szlufki spodni i patrzył. Nie wierzył, ze tam może być Fler, ba – była to ostatnia myśl jaką śmiałby mieć. Przeciecz ona nie lubi latać, chyba nawet nie umie. Jakież to wiec jego zdziwienie było kiedy się ta… no, ta klapa podniosła i ujrzał w niej znajome elementy ciała. Tak, to Fler z czymś paskudnym na głowie* O kuhrrwa, kochanie! *ucieszył się i zaraz truchtem podbiegł do Tanga* pChłopaki, spokojnie, to moja żona! Ona jest nieghrrośna… jeszcze…

Tangorn - 2010-03-05 21:51:39

*No teraz z tej odległości to już nie miał wątpliwości, że to Fler. Całe szczęście, że nie dosłyszał też jej wypowiedzi na temat jego skromnej osoby.* Alarm odwołany, powtarzam, alarm odwołany, to Fler... kurwa, z kimś będę musiał pogadać. *Mruknął do komunikatora i chwilę później z pięciu strategicznych miejsc obozu wyłoniło się pięć opancerzonych sylwetek, w pełni uzbrojonych. Powoli ruszyli w stronę myśliwca, ale nie opuszczali za nisko karabinów, tak na wszelki wypadek. A jeśli to Clawditka? Nigdy nie wiadomo. Tymczasem Tang też zachowując ostrożność podszedł do maszyny, mrużąc podejrzliwie oczy* Jedno pytanie... skąd ty się tu kurwa wzięłaś, co? Nikomu nie podawałem namiarów. Nikomu! No i jeszcze nas nieźle nastraszyłaś tym lądowaniem w środku osady... *Warknął nieco poirytowany Tang, bo tak dbał o zacieranie wszelkich śladów, tworzy zastępcze sieci komunikacyjne by ich nie wykryli, a ona tak sobie o przylatuje do środka ich enklawy i jak gdyby nigdy nic ląduje po środku wprawiając w popłoch szóstkę uzbrojonych po zęby żołnierzy.* Trzeba było jakoś nas ostrzec przynajmniej... fierfek...

Fler - 2010-03-05 22:04:05

*Podniosła dłonie na wysokość głowy, by zdjąć ten garnek, ale trzęsły jej się tak, ze nie było siły, wiec po prostu opadła na fotel, dusząc ciężko. Nie, nie było siły na zasną aktywność, grozy wylewem. Jedynie przełknęła ślinę i rozwarła nieco wargi i to była odpowiedź. Słysząc głos Seco drgnęła lekko, jakby to ją wracało do świata żywych. Ot, przyleciała żywa baba a wysiadła półzdechła. Chwila oddechów… jeden, drugi,… trzeci… W końcu zdjęła hełm* Na Maasaan, Tang, bardzo przepraszam, ze was wystraszyłam, mam nadzieje, ze sobie poradzicie i pozbieracie się bo to musiało być dla was naprawdę przerażające. Niestety nie rozumiem waszego stresu, bo po mnie takie rzeczy spływają, nie pozostawiając żadnego wrażenia *wyszeptała drżącym głosem, tłumiąc łkanie. Wyglądała jak sito ze zdychającego gundarka które już nic nie może ale jeszcze chciałoby rozszarpać.
A poza tym nic się nie zmieniła*
Skąd mam namiary, ah Tang, no ciekawe, od kogo *jęknęła jakby to ją załamało całkiem. Trzeba było ostrzec, ta! Trzeba było ją ostrzec żeby ostrzegła! Ale w tej chwili odpowiedź do Tanga sama przyszła, a  Fler w końcu uśmiechnęła się promiennie przez zmęczenie psychiczne.* Seco, zabierz mnie do cholery stąd… i błagam was… wszystko, co w tym statku jest, jest moje, jest dobre i nawet jeśli budzi w was… nie wiem, jakieś traumatyczne skojarzenia z najdalszych zakątków świadomości i dostajecie spazmów z trwogi to spróbujcie z tym walczyć i nie rozwalajcie, dobrze? A ja przysięgam ze was już nigdy nie zestresuje… *Kurwa mać, wracam do generała – pomyślała od razu, wyciągając rękę ku Secorshy*

Secorsha - 2010-03-05 22:07:37

*Zbliżając się coś zaczął w kościach czuć, ze najpierw Tang pośle mu takie mrożące, znaczące spojrzenie, które będzie znaczyło opierdol. Ale może opierdolić zapomni. Za to Fler nie. Dziś będzie miał wieczór spod znaku zdania: ależ kochanie, to jeden taki incydent, naprawdę tu jest bezpiecznie i wszyscy cię lubią. Póki co jednak położył po sobie uszy, uśmiechnął się serdecznie i wyminąwszy Tanga stąpnął na silnik, by wyjąc Fler z kokpitu i wziąć na ręce. Dla niego to wszystko wyglądało zabawnie i troche żałował, ze nie było tego lirycznego powitania: ona wyskakuje z tej kabiny rozpromieniona i sciska jego, a  potem wszystkich po kolei*

Tangorn - 2010-03-05 22:16:12

Tan'buir... kobieca logika mnie czasami zaskakuje. Na wojnie to by były całkowicie zgubione... *Mruknął Brex przez komunikator zbliżając się do myśliwca, by mu się lepiej przyjrzeć. Zaraz też odpowiedział mu Dral* Bo kobiety to wrażliwe stworzenia Brex i nie ograniczają się tylko do DC-17 i snajperki. Trochę wrażliwości... *Tang z jednej strony słuchał ich kłótni a z drugiej słuchał tego co mu ma Fler do zakomunikowania. A'den zbliżał się też i sądząc po jego sposobie chodzenia to też nie był zachwycony* No bardzo ciekawe od kogo... *No i jak Seco się spodziewał tak też otrzymał od Tanga cholernie lodowate spojrzenie typu "będziemy musieli pogadać i to poważnie". Nie po to wypruwali sobie flaki by zapewnić wszystkim bezpieczeństwo, by oni sobie tak lekko to lekceważyli. Chyba przyda im się porządny wykład... i w sumie tyle, bo przecież ich stąd nie wykopie na zbity pysk. Ale będą musieli obiecać, że to już się nie powtórzy.* Tracyn, sprawdź myśliwiec, Dral, szukaj jakiś nadajników. Ven, zabezpieczaj tyły. Brex wracaj na zwiad... kurwa... *Wydał rozkaz i zaraz się wszyscy rozbiegli by wypełnić rozkazy. Oczywiście A'den jako najbliższy zastępca Tanga stał tuz obok niego i zachowywał pełne potępienia milczenie* Możesz rozwinąć i...? *Mandalorianin zaczął, ale urwał, bo zaraz rozległ się pełen obrzydzenia krzyk Tracyna* Skąd do kurwy nędzy wzięłaś tą droidekę?! *Nie trudno się domyślić reakcji pozostałych klonów na to znalezisko. W ciągu trzech lat wojny te przeklęte driody napsuły im sporo krwi podczas zadań specjalnych. No i przysłużyły się też do eliminacji wielu ich braci* Błagam, powiedz ze to żart i to coś nie działa i jest tylko trofeum... *Mruknął Drel wdrapując się do kokpitu pilota i stukając ostrożnie kolbą karabinu  o metalowy pancerz droideki.*

Fler - 2010-03-05 22:29:50

*Została wyciągnięta przez Secorshę z kokpitu, poddając się jego ruchom. Zakładała ze nie słyszy rozmów klonów, bo mają te swoje… coś tam, w  tej chwili zapomniała połowy słow w basicku, choć powoli już wracała do siebie. Ale Seco miał racje – stracili bardzo wiele. Niestety, nie mila prawa wiedzieć, jak tu jest bo nikt jej o tym nie powiedział. Teraz wisząc w ramionach męża jedną ręką objęła go za kark, a  drugą pogładziła po twarzy, uśmiechając się. Stwierdziła ze gdyby na jego oczach były takie białe plamy, to byłyby oczy, które zostały gdzieś tam, wysoko.
Nie mogła przestać myśleć o generale. Tylko czy w związku z tym co zaszło, będzie mogła wypełnić misje? Kiedy tang wydał rozkaz przeszukiwania, znowu zamarła. Na bogów,. Zaraz ten statek pójdzie z dymem a ją zamknął w jakiejś piwnicy, w najlepszym razie, albo rozstrzelają od razu. Przecież tam, za siedzeniem jest droideka!
Tak, i była. To jedna z przerażających rzeczy. Fler zaśmiała się, kiedy już któryś to zwerbalizował* Dostałam *odparła spokojnie, przez śmiech, bo jakoś ją to rozbawiło* A ściślej to… najpierw uciekła właścicielowi, bo chyba bardzo mnie polubiła. Przeprogramowano ją dla mnie, i przywiozłam ją dla Malkita do zabawy. I jak będziesz chciał, to możesz wieczorem do Malkita przychodzić i też się bawić. Nie stukaj go, on i tak jest porządnie stuknięty. A ciastka z Venui dla Was są pod siedzeniem pilota, bo nie weszły do bagażnika, za dużo tam materiałów którymi chciałam wysadzić waszą osadę. Komunikator z którego wzięłam koordynaty jest w kontrolce, granaty w walizce a pluskwę mam w staniku! *wzięła głębszy oddech. Jakoś się uspokoiła. Teraz dopiero ucałowała Secorshę radośnie w policzek, po czym ześliznęła się z jego ramion i stanęła na ziemi,. Rzeczywiście, już strachu po niej nie widać było, choć po policzkach płynęły jeszcze strużki kolorowych od makijażu łez*
Przeszukaj mnie proszę czy broni nie wnoszę *rzekłą śpiewnie, stając na przeciwko Tanga* No już!

Secorsha - 2010-03-05 22:32:45

*On za to wymierzył jej dwa buziami, sięgając łbem w kierunku jej głowy, by wtulić się we włosy, i schować się przed Tangowym wzrokiem, co to zabija. I stał, milczał, słuchał, nie dokładał i dziękował Shrupackowi ze nie ma tu Malkita. Kiedy Fler wyraziła chęć uwolnienia się, tu puścił ją i sam, ciągnięty ciekawością podszedł do kokpitu* O kuhrrwa, dhrroideka jak phrrawdziwa, wyciągamy! *rozentuzjazmowany chwycił za jakiś tam element tego urządzenia i pociągnął, by wytoczyć i by na ziemie spadło* Tehrras to dopiehrro będziemy wymiatać!

Tangorn - 2010-03-05 22:39:46

*Klony tymczasem toczyły zażartą dyskusję jak też się pozbyć tego zbędnego balastu. Tracyn proponował klasyczne Boom, Brex rozrywanie na części a Dral przeprogramowanie tak, by się zajechała na śmierć i rozbiła. Niestety słowa Fler im przeszkodziły w snuciu dalszych planów destrukcji* A już chciałem ją wysadzić w powietrze. Ciekawe jak wysoko by poleciała *Mruknął na głos podłamany Tracyn, a w Tangu aż się gotowało.* Bardzo, bardzo śmieszne... jak Imperium zleci się nam na głowy to też się będę śmiać, opalając się przy blasku turbolaserów... *Mruknął sarkastycznie po czym dorzucił w Mando'a by tylko jego synowie go zrozumieli. Nie chciał wprost obrażać Seco i Fler, bo się przyjaźnili, ale trochę nadszarpnęli jego cierpliwość. Potem jak mu przejdzie to pogadają na spokojnie* "Pieprzeni cywilańce za grosz rozwagi i strategicznego myślenia. *Spojrzał jeszcze na Fler z przymrużonymi oczami, ale przeszukiwać jej nie miał zamiaru, bo wiedział, że to żart. Marnej jakości ale jednak* Czy jest jeszcze coś o czym powinienem wiedzieć? I tak już jestem wkurzony więc możesz śmiało wszystko powiedzieć, wolę raz się porządnie wkurwić niż gdybym miał przez cały tydzień... no więc? *Tuz za Tangiem ustawił się A'den w pozycji która jasno sugerowała "Jakby co to go złapię i mu mogę przyłożyć by się uspokoił."*

Fler - 2010-03-05 22:46:53

*Fler nie zareagowała za bardzo na złość Tanga* No co ty, nie wysadzałeś nigdy droideki w powietrze *odparła lekko, kiedy kupa brązoworudcego żelastwa wyciągnięta przez Seco upadła na ziemie, żłobiąc swoim ciężarem niewielki dołek. Fler nawet nie patrzyła. Przecież jej John Dwururka im nic nie zrobi. Był „robiony” dla dziecka.
Uśmiechnęła się do A’dena, kiedy odebrała ten porozumiewawczy wyraz* Tak, chce ci powiedzieć: spokojnie! I chce ci powiedzieć: część, Tang, tęskniłam za Tobą![/i[ *to rzekłszy przytuliła jego wielką klatę, raz, przyjacielsko. Widać było po tym geście, ze nadal była zła, ale nie miało to wpłynąć na ich wzajemne stosunki. Kiedy odeszła od Tanga, zbliżyła się do A’dena, teraz już z otwartymi ramionami, niemal jak siostra* [i]Cześć, A’den. Za Tobą tez tęskniłam

Secorsha - 2010-03-05 22:50:09

A za mną pewnie nie *Wtrącił,, uśmiechnięty drapieżnie, obserwując Fler i jej poczynania. Kurde, fajna żonę mam, mnie by chyba nie było na to stać po czymś takim – pomyślał, klękając przy lezącym kole ciężkiego metalu, by zaraz spuścić wzrok i obejrzeć to wszystko z bliska. A imponująco wyglądało. No cóż, prawdziwy droid bojowy. A nie każdy może oglądać go z tak bliska. Chociaż Seco wiedział, ze prawdziwy odlot będzie dopiero, jak się „otworzy”* Kuuuuhrrrde… będę się thrroche bał spać tehrraz…

Tangorn - 2010-03-05 22:55:51

Przecież robiłem to już setki razy... ale nigdy nie sprawdzałem jak wysoko by poleciała... *Odparł nieco urażony Tracyn i powrócił do sprawdzania myśliwca razem z Dralem, ale dalej podejrzliwie zezowali na drioda, jakby się spodziewali, że zaraz ożyje by ich wszystkich wykończyć. Minie na prawdę sporo czasu nim się do tej kupy złomu przyzwyczają... no ale najpierw trzeba będzie gruntownie sprawdzić jej program. Tak na wszelki wypadek.
Gdy Fler go przytuliła to na chwilę jakby jego gniew zelżał, ale i tak będzie musiał z nimi wszystkimi pogadać o bezpieczeństwie. To była sprawa priorytetowa* No ja też... i wybacz za te niezbyt ciepłe przyjecie, ale napędziłaś nam niezłego stracha...*Mruknął i poklepał ją lekko po plecach, a gdy do A'dena się zbliżyła to ten zdjął hełm, ukazując swoje spokojne, kamienne oblicze, jakby nic nie było wstanie go poruszyć.* No ja też, ale widzę, że masz ciekawą historyjkę do opowiedzenia *Przytulił ją również, ale krótko. Nie był przyzwyczajony do takich czułości... a przynajmniej nie z kobietą*

Fler - 2010-03-05 23:03:59

Pewnie, ze tak *odarła odnośnie historyjki i podeszła by przywitać kolejne klony w ten sam sposób, choć In dalej odchodziła od ogniska tego zdarzenia, czyli Tanga. Miała coraz więcej wątpliwości, a jej wyobrażenia przyszłości przerażały ją jeszcze bardziej niż wspomnienia przeszłości. Jak tu żyć? Trzymać tą droidekę pod łóżkiem, a przecież miała się nią cieszyć. Bez przerwy się pilnować, oglądać za siebie, jedynie w otoczeniu ich, trochę niezbyt normalnych, z dala od jakiegokolwiek życia, w wiecznym strachu, ze wyląduje samotny statek by ich wszystkich pozabijać. Kiedy skończyła podeszła do statku* Seco, wiesz, zostaw. Niech on tutaj sobie leży. Top tylko droid. Jak chcecie, to go rozbierzcie, już mi nie zależy *rzekła z niekrytą goryczą, coraz bardziej wpajając sobie, z sobie teraz musi rozumieć innych, być bezgranicznie empatyczna na ich przebyte krzywdy i zrezygnować całkowicie ze swoich ambicji i pragnień* Wiesz co, tang? Jeśli nie jesteś zdenerwowany zbyt bardzo… znaczy wiesz, jesteś w stanie po prostu, to chętnie porozmawiam z Tobą teraz, na osobności, bo potem po prostu chce odpocząć i zapomnieć *Nie odwróciła się, mówiąc to. Gładziła burtę statku, patrzyła na Secorshę i zastanawiała się, czy zmieszczą się we trójkę w „jej” myśliwcu*

Secorsha - 2010-03-05 23:07:15

*Poklepał blachę, jakby mówił: ja już go lubię. Może dlatego, ze nie miale  nimi do czynienia w sensie złym? Widział droideki, przechodziło koło nich w rezydencji Hrabiego na Felicji. Fajne były. Podniósł się powoli, łagodnie. Strasznie schudł, wymizerniał. Wyglądał dużo gorzej,. Teraz stanął na przeciwko Fler, z  podniesionymi ramionami i opuszczonym łbem. Widząc jej ukrywane zdenerwowanie mruknął basowo i zbliżył się, by otoczyć ją ramionami, jakby mówił: nieważne. Ja tu jestem i jest dobrze, bo nie pozwolę cie skrzywdzić. Znad jej głowy patrzył jak chłopaki penetrują myśliwiec. Ciekawe, kiedy znajdą ciastka. I czy je zjedzą, czy przebadają*

Tangorn - 2010-03-05 23:14:21

*No cóż, klony nie czuły się komfortowo w towarzystwie niesprawdzonego drioda, ale tez zrobiło im się trochę głupio, bo to miał być prezent dla ich małego Mal'ika* Nie no, rozbiorę go, przebadam i jak nie znajdę złośliwego oprogramowania to poskładam do kupy i będzie zabawka jak znalazł. Może i siodełko się dorobi do jazdy? *Powiedział Dral by rozładować napięcie a Tang kiwnął głową, że się zgadza. Sprawdzonej przez jego syna droidece był w stanie zaufać, bo on znał się całkiem dobrze na ich budowie. Co prawda wykorzystywał tą wiedzę do ekspresowego demontażu, ale to prawie to samo. Gdy Fler mu zakomunikowała coś jeszcze to westchnął. Nic go już dzisiaj nie zdziwi...* No dobra, jak na osobności to przejdźmy się. Tracyn z Dralem zabezpieczą statek i jak nie znajdą nadajników to będziemy mieli kolejna maszynę do naszej małej flotki. I to za darmo... *Lekko się uśmiechnął i nieco wymuszenie. Trzeba szukać pozytywów... a jak wszystko dobrze pójdzie i jak sytuacja się uspokoi to może nawet za niedługo będą normalnie żyć, bez obaw o Imperium... Tangorn ruszył w stronę rozległej łąki z dala od klonów. Czekał na Fler*

Fler - 2010-03-05 23:25:13

*Przytuliła się do Seco całym ciałem, pozwalając sobie na drżenie, na ściśniecie dłońmi jego ramion. Chwila ukojenia, uspokojenia się. A potem nadal w niego wtulona, w ta kościstą klate odwróciła głowę do Drala* Ależ… nigdy bym nie postawiła kaprysu posiadania droida nad wasze dobre samopoczucie, więc naprawdę, nie zmuszajcie sie do niczego. Można by sprawdzić… jak wysoko poleci…to tylko droid *powtórzyła głucho, a przez myśl jej przebiegły wszystkie te przykłady kiedy republikańscy dowódcy i politycy mówili „to tylko klon”. Inni, Tacy jak Tang podkochiwali ich jak synów, i zabierali, te tylko klony do własnego zycia. I ona bardzo polubiła ta maszynę. Nie pokochała, bo to przecież nie jest  żywa istota, ale lubiła ją. Dlatego tez gwałtownie odwróciła głowę, nie chcąc patrzeć już ani chwili więcej* Seco, zaczekaj tu proszę *I ruszyła za Tangiem*

Secorsha - 2010-03-05 23:30:41

*Gładził ją i uspokajał aż do chwili, kiedy odeszła od niego. Oczywiście miał zamiar czuwać, jak obiecał, skinieniem głowy, ale rozstanie nie było takie długie, by musiał chodzić za nią krok w krok, a dłubiące się w maszynie klony działały bardzo przyciągajaco. Podszedł więc i zajrzał do kokpitu* Kuhrrwa, to chyba niezły, nie? Się znaczy ten… statek niezły. Dużo tego, jak ona tym leciała… o! *oderwał od kontrolki osobisty komunikator Fler, obejrzał, i uśmiechnął się. Ktoś miał łeb na karku. Pod sam dom. Ale to raczej nie Fler. Ona się na tym nie zna. Skąd to przyleciało, kto dał obcej kobiecie statek? Bo raczej go nie kupiła. Wsadziwszy komunikator do kieszeni przeszedł do tylu, by zabrać bagaże żony*

Tangorn - 2010-03-06 15:06:40

*Podczas gdy Tang rozmawiał z fler a potem z generałem to klony wesoło sprawdzały statek i jego wyposażenie. Nawet im się myśliwiec podobał i chętnie by go wypróbowali. Drala też interesowała droideka, więc się nią bawił, bo nie miał nigdy okazji bezpiecznie przyjrzeć się jej z bliska... w całości. Rozmawiali też między sobą bez użycia komunikatora, dopóki w ich hełmach nie rozległ się głos Tanga. Zamarli słuchając słów swego ojca i Seco mógł zauważyć i wyczuć rosnące napięcie. zapadła wręcz grobowa cisza i nikt się nie ruszał, chociaż w ich małym, wewnętrznym świecie hełmów rozpętała się prawdziwa burza. W końcu bez słowa wyjaśnienia obaj udali się szybkim krokiem w stronę domu Tanga, a on sam pojawił się chwilę potem, kierując się w stronę kaleesha* Seco, musimy porozmawiać o czymś... *Musiał pogadać z przyjacielem, bo zdawał sobie sprawę, że za niedługo wszyscy opuszczą to miejsce. Żałował, że tak to się potoczyło, ale to też nie była tylko i wyłącznie jego wina.*

Secorsha - 2010-03-06 15:32:01

*Seco Nie czul się z nimi jak wśród braci, no ale lubił ich i uczestniczył w oględzinach, mimo iż często wybiegał myślą do Tanga i Fler, jakby wyczuwał coś niedobrego, a kiedy klony zdębiały, pierwszą myślą Secorshy było: kurwa, zabił mi żonę! Zaraz jednak odepchnął te głupia myśl, strząchnął łbem i przejechał dłonią po łysinie. Jego spojrzenie skierowało się tam, dokąd Tang i Fler odeszli. I rzeczywiście, zobaczył Tanga. To, ze klony odeszły nie zaskoczyło go. Ba – poniekąd był im wdzięczny, choć nie pogardziłby słowem wyjaśnienia. Poddał Tanga ostremu skanowaniu wzrokiem, po czym wyciągnął wnioski z jego wyrazu twarzy* Taa… powinniśmy… *mruknął niemal gniewnie, bo łatwo sobie wyobraził, jak teraz wygląda Fler. Oparł się do tyłu dłońmi, podskoczył i usiadł na brzegu kokpitu myśliwca* Rhopzmawiajmy *zawsze jest czyjaś wina, często kilku osób. Ale nie można przecież się za to nienawidzić. To było zdanie Secorshy*

Tangorn - 2010-03-06 15:38:49

Ehh Seco, wszystko mi się dzisiaj posypało jak domek z kart. Chciałem tutaj wieść normalne, spokojne życie, z dala od Imperium i tego wszystkiego. Razem z synami i przyjaciółmi. I co mi z tego przyszło? Jedna wielka kupa osik... *Zaczął zupełnie jakby nie był sobą. Teraz z jego twarzy zniknął ten kamienny wyraz twarzy, ustępując miejsca sporemu niepokojowi* Nie bój się, Fler jest cała i zdrowa a ja uciąłem sobie małą pogawędkę z jej nowym szefem. I nie zgadniesz kto to jest... wielki Generał Grievous, który jakimś kurewskim cudem działa, żyję i chuj wie co jeszcze robi... *Oparł się ciałem o bok myśliwca, patrząc cały czas na przyjaciela, ale wiedział już, ze to jest ich pożegnanie i prędko się nie zobaczą.* Złożył mi propozycje, przez którą nie prześpię kilku nocy. Kurwa... a potem będę musiał pogadać z Kalem Skiratą. On mnie autentycznie zajebie... nie mówiąc już o szanownym Mandalorze. *Ukrył twarz w dłoniach, bo to było za dużo dla niego jak na jeden cholerny dzień. Za dużo stresu i niespodzianek, niezbyt miłych.* Poza tym to jest chyba nasze pożegnanie i nie chcę się kłócić, na prawdę nie mam zamiaru, bo jesteśmy przyjaciółmi...

Secorsha - 2010-03-06 15:47:03

*Seco uniósł powiekę, w zdziwieniu* Co? *ale jakoś nie wpadł w szał. Nie, żeby nie uwierzył, chyba poddał się zamyśleniu. Sam trochę zestresowany był, może to zmieniło jego zachowanie. z  resztą – co on zrobi nigdy nie wiadomo. I tylko wiadomo ze nie wiadomo. Dalej słuchał Tanga, myśląc na kilka frontów* Czyli rozumiem, ze jednak ją skrzywdziłeś, Tang… *rzekł spokojnie, kiedy usłyszał o pożegnaniu, o jakichś planach, zjebywaniach, propozycjach* kuhrrwa, Tang! Jak ci się nie podoba i chcesz dalej wieść spokoje życie, to mu powiedz, „spiehrrdalaj stahrry” i z nikim nie gadaj i nikt cie nie zjebie. *zeskoczył z brzegu kokpitu by stanąć na przeciwko Tanga* Flehrr na pewno by nas nikomu nie sprzedała. Nie zhrrobiła tego, nie wierze. Nie tylko ty masz turhodzine, ona tez. Musiałeś naphrrawde bahrrdzo ją skrzywdzić, skohrro chce uciekać, bo wiedziałem, z wiedziałem się cieszy, rghozmawiałem z  nią

Tangorn - 2010-03-06 15:55:14

Fizycznie? Jasne ,że nie, za kogo mnie masz. Ale psychicznie... dobrze wiesz, jaki jestem, sam sobie odpowiedz na to pytanie. *Nie ruszał się z miejsca, bo chciał sobie wszystko teraz wyjaśnić. Jeśli zarobi w mordę od Seco to trudno, pewnie sobie zasłużył. Niepokoiła go jednak jej ufność w Generała, bo Tang znał tego typu osoby... po trupach do celu. Sam był taki, wiec wiedział jak to też może się skończyć* Kurwa, tu jednak chodzi o coś więcej, bo jest możliwość uratowania klonów. To coś, czemu warto się poświęcić... nie oczekuję, że zrozumiesz. *U niego klony zawsze stały na jednym z pierwszych miejsc, przez co uważany był za dziwaka, ale wiedział, że Skirata myślał podobnie i była szansa, że się dogadają.* Ehh... mnie cholernie niepokoi to, jak szybko zaufała komuś, kto jednym skinieniem palcem podpalał całe planety, bo mu stały na drodze. Ona nas nie sprzedała, ona mu po prostu zaufała. Ja tak nie umiem, nie obdarzam zaufaniem kogoś, kogo dopiero spotkałem. Stąd może nasze małe nieporozumienie *Secorshy też nie zaufał od razu, musiały minąć miesiące by się do niego ostatecznie przekonać.*

Secorsha - 2010-03-06 16:06:56

Odpowiedziałem sobie na to pytanie jeszcze zanim je zadałem… *odparł głosem ani trochę nie przyjaznym, zatykając kciuki za pasek, wiec przynajmniej wiadomo ze tak szybko łap nie użyje. Pokręcił głową* Nie oczekuj, bo ja już cie w ogóle nie rozumiem… powinieneś sobie wypisać swoje wahrrtosci i powiesić na lodówce, by się w sobie nie motać. A co do zaufania to wiesz co… ja jestem kaleeshianinem. Ja jestem jej mężem. On tez jest kaleeshianinem i w naszym domu zawsze się o nim mówiło dobrze. Ja jestem sepahrratysta, ja dla niego phrracowałem i dla mnie to nie on jest łothrrem. I zawsze tak było w  domu mówione, do Flehrr i tak samo do Malkita, ale on miał o tym z wami nie rozmawiać by was nie denehrrować… To jeden. Dwa – jak rhozmawialem z nią przez holo, powiedziała, ze została przejęta przez jakiś statek, bez pytań, bez przymusu, wpuścili mały fhrrachtowiec i ona się przesiadła. Nie powiedziała ani słowa o bhrroni. Potem dostała statek, dostała robota i pozwolili jej polecieć kuhrrwa do siebie! Bo powiedziałem: jestem na mandalohrre, jestem u Tanga i czekamy na ciebie, rozumiesz, czekamy!
Czy ty nie zaufałbyś komuś, kto daje ci możliwość powhrrotu, w zamian za przekazanie jednego małego gówna? Tang, podejrzewam, ze byś musiał zaufać, będąc na obcym pokładzie…pokładzie  kiedy lądujesz, i chcą cie zabić, a  potem jeszcze dąsają się kuhrrwa niewiadomo ile, to wybacz… i wybacz!
*uwolnił organiczną rękę, ryknął jak zwierze, i jak nie przypierdoli Tangowi w pysk z lewego sierpowego (sierpowego ile Tang nie zrobi uniku) to ze hej* Jakby została na Couruscant to by przynajmniej ją kuhrrwa na lotnisku przywitali i mierzyli do niej whrrogowie, a  nie przyjaciele! To nie Ghrrievous was zdhrradzil, ciebie i twoje klony, a  wasz Palpi!

Tangorn - 2010-03-06 16:23:17

*Wysłuchał wszystkiego i nie zrobił uniku, wiec po prostu jak mu przywalił to wyłożył się na ziemi jak długi i wstawał powoli, ale nie z zamiarem oddania.* Ja pierdole, wyście to są naiwni. że jak pozwolił jej odejść to zaraz wielki przyjaciel jest? Sztuka wojny to nie tylko napierdalanie się bez opamiętania na polu bitwy, ale też wykorzystywanie wszelkich dostępnych narzędzi by wygrać, w tym ludzi. A jak robił Palpi, co? Udawał przyjaciela by potem wszystkich wykiwać. A to, że pozwolił Fler odejść po to by skontaktowała się z Mandalorem nie jest dla mnie wystarczającym dowodem zaufania. *Powstrzymywał się przed ostrzejszymi słowami o tym jego uwielbieniu dla Grievousa, bo przez to mogą się rozstać nie jak przyjaciele ale jak śmiertelni wrogowie.* Moje priorytety są proste, rodzina, przyjaciele, klony. Spędziłem z nimi dziesięć lat swojego zakichanego życia, więc traktuje ich jak Mando, jak braci. I jeśli jest szansa, by wyrwać ich z rąk Imperium i zapewnić im przyszłość, to choćbym miał sobie wypruć przy tym swoje flaki to będę próbował. Grievous może mi pomóc przy tym, bo sam ma pewne interesy z Imperatorem. Ale czy mu zaufam? Niech mnie pierdolnie piorun, ale nie. Nie ufałem Jedi, nie ufałem Palpiemu to jemu też nie zaufam. *Odszedł powoli od Seco, patrząc na niego z dziwnym wyrazem twarzy i dziwnym spojrzeniem* Co do ataku na nią i dąsania się... wy cywilańce macie bardzo dziwny stosunek do wojskowej dyscypliny i tajemnicy. Jak wam to nie pasuje to wielce się dziwicie czemu takie pierdoły się wymyśla, nawet nie wiedząc, że ratuje wam to dupę. Ale jak wszystko się wali to kto obrywa? "Czemu tak słabo dbaliście o bezpieczeństwo"... *Powoli wchodzili na ścieżkę wojenną, a Tang uporczywie ignorował głosy z komunikatora dopytujące się co się dzieje. Nie chciał tutaj sprowadzać klonów a w szczególności A'dena, bo dla niego więzy przyjaźni z Seco nie były tak mocne i mógł mu po prostu zrobić krzywdę tylko dlatego, że ten napadł na jego ojca. To była sprawa tylko pomiędzy nimi i trzeba to załatwić raz na zawsze*

Secorsha - 2010-03-06 16:55:21

No to może zanim dasz mi wykład o naiwności sphrrawdź, czy to co przywiozłeś z lasu to nie jest czasem impehrrialny szpieg, hę? Ty już mnie w ogóle nie słuchasz, tylko phrrubujesz zdominować jakimś piehrrdoleniem, żebym przyznał się do winy. Tak, kuhrrwa, nasza wina, jestem głupi a moja żona to idiotka, nahrrażamy was na wielkie niebezpieczeństwo. Flehrr Grievous nic nie zrobił, fahrrt, ale was to na pewno rhozpiździ i na pewno i niczym innym nie myśli tylko jak tu Tanga zabić. A tehrraz wybacz. Idzie wojna, chować matko cuhrry do piwnicy, bo ja siodłam konie i wyhrruszam z synami w bój. A ze sam jej nie wyghrram, to musze się z kimś sprzymierzyć *klepnął maszynę Fler, po czym, zezując na Tanga, obszedł myśliwiec i skierował się w stronę polany, na którym Fler na pewno bardziej go potrzebowała niż potrzebujący dowartościowania mandalorianin* I kuhrrwa dzięki. Zwhrruce ci za lot z Couruscant i za mieszkanie.

Tangorn - 2010-03-06 17:01:54

Sprowadziłem ja tu, by kurwa nie rozlazła się gdzieś i nie wygadała wszystkiego. W razie czego się ja zastrzeli i po problemie. *Warknął do Seco, bo w sumie o tym jeszcze nie gadali a on nie pytał co chce z nią zrobić.* I co, mam teraz powiedzieć ze jest super i to nie wasza wina że Grievous wie, gdzie jesteśmy? Wybacz, nie powiem tego. A co do szukania sojuszników to powiedziałem przedtem to samo, jakbyś w ogóle słuchał. Jak mówi przysłowie, trzymaj przyjaciela blisko, ale wroga jeszcze bliżej. Rób co chcesz, ja będę działał według własnych przekonań. *Patrzył na odchodzącego Seco i się wściekał, ale nie na niego tylko na siebie, bo jasnym było że wszystko się zjebało częściowo przez niego i jego nadpobudliwość.* I nie musisz niczego zwracać, to była przysługa dla przyjaciela i członka rodziny. I zawsze nimi będziemy... *Zawołał za nim po czym kopnął droidekę, ale zaraz tego pożałował, bo nie miał opancerzonych butów. Pomaszerował do swojego domu, gdzie czekali na niego jego synowie, by omówić obecna sytuację*

Secorsha - 2010-03-06 17:09:17

*zatrzymał się kilka kroków dalej, i wbił wzrok w ziemie. Bo nie chciał odchodzić. Chciał doprowadzić te rozmowę do końca* Nie, to nie jest dobrze, ale kuhrrrwa, mogło być gorzej, a  piekło już zhrrobiłeś. Rhozpoiehrrdalasz moją rhodzine, krzywdzisz moją żonę, mam ochotę wyhrrwać ci jaja, wydłubać oczy, nie wiem, krzywdę ci zhrrobić… ale nie zghrrobie. Jesteś moim przyjacielem, i przephrraszam się, Tang. Za nią, za siebie. Ale nie pozwolę jej krzywdzić dlatego, ze jesteś moim przyjacielem. Nikt nie ma na to przyzwolenia, ani ty, ani Ghrievous, ani Palpi, ani żaden inny di’kuas *rzekł monotonnie, ale Tang już poszedł. Kaleesh westchnął. Żałował, ze nie ma droideki pod nogą by ją kopnąć. Wrócił wiec, kopnął pancerną skorupę, bo obuty był porządnie, i wróciwszy ta samą droga udał się na tamtą łąkę*

Fler - 2010-03-06 17:56:29

[droidekę zabrano z tego miejsca przy statku do mieszkania Seco, info: http://www.swewok2.pun.pl/viewtopic.php?pid=5448#p5448 pierwszy post ]

Tangorn - 2010-03-08 21:13:34

*Od pamiętnego przyloty Fler na Mandalore minęło kilka dni, ale niezbyt spokojnych, przynajmniej dla Tanga, który musiał sie po kolei kontaktować z kilkoma ważniejszymi klanami Mando na planecie. Nie zawsze przebiegały one w przyjaznej atmosferze, ale przynajmniej już powoli orientował się w obecnej sytuacji politycznej, co było sporym wyzwaniem. Dzisiaj jednak Tang postanowił sobie trochę odpocząć, wiec stanął na niewielkim pagórku, będącym w istocie dachem jego domu i obserwował z pewnej odległości harce jego synów. Grali w jedna z Mandaloriańskich gier zespołowy, a towarzyszył im jeden z posłańców innego klanu. Tak wiec grali w szóstkę, demolując wszystko w około, powodując u Tanga sprzeczne uczucia. Śmiech i radość z powodu ich gry beztroskiej gry oraz obawa, że pozabijają siebie oraz innych przy okazji.*

Tasire - 2010-03-08 21:23:55

*Od kiedy Tang przygarnął ją minął już jakiś czas. Żyła teraz stałym rytmem pracując i żyjąc wraz z resztą. Wciąż miała dziwne wrażenie, że dostaje prace zbyt drobne i zbyt lekkie. Jednak wiązało się to zapewne z zamieszaniem jakie wynikło. Wiedziała o sobie coraz więcej, powoli zbierała informacje, których tak bardzo pragnęła. Wszystko zapisywała na dyktafonie, od tak w razie kolejnej utraty pamięci. Co do imienia czasem jeszcze zapominała, ze należy do niej. Nie przejmowała się jednak. Kiedy wstała słońce świeciło zachęcająco, to też korzystając z braku przydzielonych zajęć postanowiła pozwiedzać okolicę. Wyszła przed dom i za wzgórzu przed sobą zobaczyła znajomą postać. Nie wiedziała czy tang stoi do niej przodem czy tyłem, lecz mimo wszystko uniosła dłoń w geście powitania i ruszyła żwawym krokiem w jego stronę.*

Tangorn - 2010-03-08 21:29:50

*Nie zauważył od razu że się do niego zbliżała, zbyt pochłonięty był obserwowaniem, jak A'den powala z lekkim trudem stojącego na przeciwko niego Brexa. Mandaloriańskie gry bywały brutalne, ale uczyły też zespołowości i współpracy, dlatego były tak cenione. No i najlepiej grało się w nie w pancerzu, bo w przeciwnym razie siniaki mogły być nieco niekomfortowe, nie mówiąc już o poważniejszych urazach. Uśmiechnął się szerzej, słysząc okrzyk triumfu swojego syna, gdy dostrzegł jakiś ruch niedaleko siebie. Przekręcił nieco głowę, ciekaw kto to może być. Od razu rozpoznał Ruusaan.* Su'cuy! Mam nadzieję ,że hałasy ad'ike nie sprowadziły cię tutaj, co? *Uśmiechnął się lekko do nadchodzącej kobiety i lekkim ruchem głowy wskazał szóstkę grających mężczyzn.*

Tasire - 2010-03-08 21:39:39

Witaj Tang*Powiedziała i posłała mu promienny uśmiech. Wyglądała lepiej, siniaki zniknęły a uśmiech prawie nigdy nie schodził z jej twarzy, no może tylko kiedy próbowała zrozumieć język Mandalore. Przeniosła wzrok na grających i uśmiechnęła się szerzej.* Nawet nie zauważyłam... chociaż przyznam, ze nie zdecydowała bym się na grę z nimi nawet w zbroi* Była w niej lekko wyczuwalna nerwowość. Tak jak by się nad czymś zastanawiała.* Wspominałeś, ze chciał byś sprawdzić moje umiejętności walki mieczem... ja się zdecydowałam jestem ... chyba... chyb jestem gotowa* Wydukała, spuszczając wzrok. *To w końcu tylko na patyki* Dodała unosząc głowę ze swoim zwykłym wyrazem twarzy.*

Tangorn - 2010-03-08 21:52:03

*Zauważył to, że wciąż się uśmiecha, co mu bardzo odpowiadało. Lubił pogodne osoby, może dlatego tak bardzo przyjaźnił się z Seco, którego głupawy wyraz twarzy zawsze poprawiał mu humor. Ot, specyfika tego kaleesha.* Cóż... to gra Mando, więc siłą rzeczy jest trochę... niebezpieczna dla zdrowia uczestników jak i otoczenia. Ale tutaj mogą poszaleć... *No bo przecież nie rozwalą ich domów-bunkrów. Co najwyżej stłuczą coś, co znajdowało się na powierzchni. Albo potłuczą siebie* No na patyki, oczywiście. *Kiwnął lekko głową, zastanawiając się nad tą kwestią. Nikt o tym nie wiedział (no może z wyjątkiem A'dena) ale kwestia, czy Ruusaan jest Jedi czy nie spędzała mu sen z powiek. Przynajmniej w przenośni. Była to dosyć kłopotliwa sytuacja, ale trzeba jak najszybciej ja wyjaśnić.* No dobrze, obiecuję, że będę łagodny, jak i ty to samo obiecasz *Uśmiechnął się do niej zadziornie po czym ruszył w dół pagórka, zmierzając w domku przerobionego na magazyn. Tam były tzw. miecze treningowe* Nie ma się czego bać... przeżyłaś w dżungli to i mnie przeżyjesz... tylko czy ja przeżyję ciebie?

Tasire - 2010-03-08 22:02:35

Nie żartuj sobie ze mnie, tak wytrawny wojownik nie powinien mieć najmniejszego problemu* Powiedziała idąc za nim raźnym krokiem. Nie rozumiała wszystkiego... nie wiedziała czemu to tak ważne czy jest Jedi czy nie. Postanowiła ułatwić to im obojgu i najszybciej jak to możliwe przeprowadzić ten test. Wiec kiedy nadarzyła się okazja nie wypadało z niej rezygnować. W dżungli nikt mnie nie ganiał z kijem* Ton głosu miała poważny ale zaraz się roześmiała jak gdyby nawet bardzo się nie bała.* Ale nie przykładaj się zbytnio... nie chce wyglądać jak jakieś pręgowane zwierze* Dodała jeszcze, wyrównując z nim krok.*

Tangorn - 2010-03-08 22:10:39

Wiesz, u nas jest takie powiedzenie "Najkrótsza droga do porażki to lekceważenie przeciwnika" *Odparł spokojnie, bo zaraz miało się wszystko okazać. Jeśli nie będzie potrafiła walczyć, to duże prawdopodobieństwo, że tylko znalazła miecz świetlny, a wiec nie było większego problemu. Doszli do magazynu, gdzie Tang na chwilę zniknął, a gdy wrócił to trzymał dwa, równej długości kije przystosowane do walki treningowej. Były lekkie i dobrze się je trzymało. Jeden podał Ruusaan* Proszę, trzymaj. No fakt, w lesie nie było szaleńca z kijem, ale były też inne drapieżniki *Uśmiechnął się do niej po czym odszedł kawałek od domku, by znaleźć się na prostym gruncie.* Oj tam, nie przesadzaj... jak spuszczę ci lekkie lanie to ktoś się będzie Tobą musiał zająć i masz do wyboru wcale nie mała gromadkę mężczyzn *Uśmiechnął się prowokacyjnie chwytając pewniej swój "miecz" po czym natarł na nią atakując lekko od góry, z ukosa, z prawej strony do lewej*

Tasire - 2010-03-08 22:30:37

*Poszła za nim śmiejąc się z jego co by nie było dość śmiesznego żartu. Kiedy zaatakował ona jeszcze nie pomyślała ale jej ciało zadziałało instynktownie, zasłona była szybka, a energia z ataku wykorzystana na lekki odskok do tyłu. Zatrzymała się w wypadzie trzymając ostrze i kciuk skierowane ku dołowi, cały czas wpatrzona w przeciwnika. Potem wszystko działo się już samo. Półobrót z zasłoną i szybka parada z bronią skierowaną na wysokość ramienia dzierżącego broń. Po tej sekwencji ruchów stanęła zbaraniała z miną nierozumiejącego dziecka, nie wiedziała czemu się tak porusza skąd to się w niej bierze, czy naprawdę była Jedi.* Może się okazać, że potrzebna będzie jakaś kobieta do opieki nad Tobą* Powiedziała już dość rezolutnie opuszczając broń dość wolno jak by nie do końca wierzyła w to co właśnie się stało.*

Tangorn - 2010-03-08 22:37:25

*Przez moment sądził, że nic się nie stanie i będzie musiał ja zbierać z ziemi, ale jednak. Zaskoczony obserwował jak odskakuje a potem rusza do ataku. Sam z tego powodu ledwie się obronił, krzyżując z nią swój "miecz" na wysokości swojego ramienia i balansując ciężarem ciała na ugiętych nogach. Silnym ruchem odrzucił ją nieznacznie i sam się też wycofał, opuszczając nieco miecz.* No cóż, tyle że ja mam dosyć mały wybór, jeśli chodzi o kobiety mogące mnie poratować... *Na ustach nadal gościł mu uśmiech, gdy ruszył powoli po okręgu, wpatrując się w nią i bawiąc się mieczem. Umiała walczy, ale trzeba jeszcze sprawdzić jak dobrze... Nagle Tang doskoczył do niej z krzykiem bojowym, markując atak na jej prawy bok, jednak w ostatniej chwili przeniósł ciężar ciała na swoja prawą nogę i wykonał szybki piruet atakując ją od jej lewej strony.*

Tasire - 2010-03-08 23:01:07

Nie wiem tylko czy była by jakaś chętną*Powiedziała z ciut wrednym uśmieszkiem lądując jednocześnie w przykucu z jedną nogą wyprostowaną w bok, podparta lewą ręką. Prawa dzierżyła "miecz" tak ze tworzył jej zasłonę od twarzy do  lewego biodra. Kiedy zaczął swój markowany atak ruszyła na niego niezbyt szybko wykonując serię młynków. Ostatnim z nich zbiła jego broń ku górze i prawej stronie. Sama przechodząc pod ostrzem i wykonując pół-piruet lądując ostatecznie za jego plecami, zaatakowała z góry prawe ramię przeciwnika.*

Tangorn - 2010-03-08 23:12:21

*Orientując się, że znalazł się w dosyć kiepskiej pozycji pozostało mu chyba tylko jedno. Rzucił się on do przodu, lądując na ziemi, jednak trening wojskowy pozwolił mu na w miarę bezpieczny manewr. Wykonał szybki przewrót w przód przez prawy bark, po czym zgrabnie dźwignął się na kolana i odwrócił w stronę swojej przeciwniczki z mieczem gotowym do obrony* Cóż, tutaj jest ten problem... ale przystojniak taki jak ja kogoś na pewno znajdzie *Stwierdził ironicznie z lekko wrednym uśmieszkiem na twarzy. Była dobrym przeciwnikiem, wiec musiał uważać. Wolał teraz poczekać na jej ruch, starając się jakoś rozgryźć jej technikę walki.*

Tasire - 2010-03-08 23:26:35

Będę Ci chyba musiała w tym pomóc* Tym razem puściła do niego oczko, "miecz" trzymała w prawej dłoni nad głową klingą i kciukiem skierowany ku dołowi. Zaczęła do niego podchodzić po prawoskrętnej spirali. Gdy była na odległość broni doskoczyła jak gdyby chciała wykonać prosty atak na prawe ramię przeciwnika. Tuż przed nim wyhamowała jednak i wykonując obrót przerzuciła miecz do drugiej dłoni cały czas utrzymując zasłonę. W ostatecznym momencie chciała stanąć obok niego z mieczem przy jego gardle.*

Tangorn - 2010-03-08 23:31:25

Zobaczymy... *Odrzekł z uśmiechem, obserwując ja uważnie, ale w tym momencie kończyły się tak zwane czyste metody walki a zaczynały Mandaloriańskie... przy odpowiednio stonowanej sile. Gdy go zaatakowała to nadal był na ugiętych kolanach, gotów do szybkiego sprężenia ciała, a swój miecz trzymał w prawej ręce. Lewą ręke lekko opierał o ziemie i gdy rozpoczęła swój zwodniczy manewr to najzwyczajniej w świecie oparł się o nią całym ciałem i wymierzył silnego kopniaka w jej nogi, zasłaniając się cały czas mieczem. Nieco chamska technika, ale cóż... Mando z finezji zbytniej nie słynęli nigdy*

Tasire - 2010-03-08 23:43:41

*Nie miała tyle siły co on... kiedy kopniak trafił celnie w jej nogi jej kolana ugięły się a ona padła twarzą na ziemię uniesione w górę ręce nie dały podparcia dla ciała a miecz kiedy na niego upadła zostawił siniak na jej prawym obojczyku i biodrze. Leżała tak na brzuchu i mruczała coś pod nosem wyraźnie niezadowolona z rozwoju wypadków. Ostatecznie przekręciła się na plecy i uśmiechnęła się do niego ciut gorzko.* Jednak pomoc nie będzie ci potrzebna, Tang* Po chwili usiadła i zaczęła rozmasowywać stłuczone ramię.*Teraz już jestem pewna, że nie chciała bym grac w te wasze gry* Stwierdziła autorytatywnym głosem i roześmiała się szczerze*

Tangorn - 2010-03-08 23:50:23

*Gdy zaczęła upadać odrzucił swój miecz i spróbował jakoś zamortyzować jej upadek, ale wyszło jak wyszło. Gdy już nieco się wygramoliła to sam też siadł i przeciągnął się nieco* E tam, trzeba się przyzwyczaić... jednak my Mando mamy denerwującą cechę walki na całego... w sumie, możesz to dopisać do swojego notesu pt. "Jak żyć z Mando? Życie w dzikiej puszczy wśród barbarzyńców..." *Roześmiał się głośno i przyjrzał się jej bardzo uważnie, oceniając jej umiejętności jak i potencjalne znaczenie tego* Cóż... pomoc to tobie się przyda... pokarz, kiedyś byłem niezłym medykiem polowym... ale chyba aż tak źle nie jest, co? Ja bym się o to modlił... *Wyszczerzył zęby w nieco dziwacznym uśmiechu. Gdy ktoś potrzebował medyka polowego to albo już umierał albo nie umiał wstać. Tak to albo się walczyło albo samemu zwiewało do szpitala, gdzie jest lepsza opieka. Przekręcił się nieco i ostrożnie zbadał jej stłuczenia* Dobrze walczysz... a nawet bardzo dobrze. *Pochwalił ją w końcu poważniejszym już tonem*

Tasire - 2010-03-09 00:01:40

Chyba za dobrze mi szło i nie doceniłam przeciwnika. A co do ramienia to już mniej boli *mówiąc to uśmiechnęła się lekko i  poruszyła ręką jak gdyby chciała pokazać że jest jak mówi.* Co do walki to chciała bym wiedzieć skąd ja to umiem... nawet nie wiem jak to się nazywa te wszystkie kroki ....* Wyraz dezorientacji powrócił na jej twarz. * Chciała bym bardziej niż kiedykolwiek wiedzieć kim jestem* nagle zmieniła wyraz twarzy i uśmiechnęła się łobuzersko.* Ale ty mnie zbiłeś więc teraz się musisz mną zająć... co na obiad* Zaśmiała się pokazując zęby, próbowała gotować parokrotnie,kończyło się to niestety fiaskiem.*

Tangorn - 2010-03-09 00:08:59

No szło ci całkiem dobrze, przyznaję... i sam się dałem parę razy zaskoczyć *Nie pomny na jej próby udowodnienia, że wszystko jest w porządku sprawdził jeszcze dokładnie jej stłuczenia po czym w końcu ją puścił.* Cóż... chyba mogę co nieco o tym powiedzieć. Umiejętności walki oraz miecz świetlny wskazują na Jedi... stylu do końca nie rozpoznaję, więc nic o tym nie powiem. Uczyłaś się tego pewnie przez wiele lat i pozostało to w podświadomości. Tutaj... *Postukał palcami swoją skroń, zachowując jednak powagę. Sytuacja zabawna nie była, bo Jedi z zanikiem pamięci mógł być kłopotliwy, zwłaszcza, gdyby Imperium się tutaj nagle zjawiło.* No to trzeba ci będzie jakoś pomóc...*Rzekł w końcu i podniósł się na równe nogi, prostując wszystkie kości. Taka walka bez rozgrzewki bywała dosyć niebezpieczna. Podał jej zaraz rękę, by pomóc jej wstać* Ooo czyli mam robić za niańkę? Pięknie... wstawaj i idziemy coś przyrządzić, bo jak ad'ike wrócą to mi wyjedzą połowę lodówki.*Uśmiechnął się w końcu do niej*

Tasire - 2010-03-09 00:17:16

*Słuchała go z powagą i lekko potakiwała głową. Kiedy jednak podał jej dłoń spojrzała na niego i ciepły uśmiech pojawił się na jej twarzy. Wstała sprawnie i przekrzywiła filuternie głowę na bok Oj, zaraz niańkę nosić i tulić w ramionach mnie nie musisz.... ale specjałów twojej kuchni nie odmówię* Zaśmiała się wesoło i pacnęła go treningowym mieczem w bok uda * To jak Tang idziemy* Zapytała i nie czekając na odpowiedź ruszyła sprawnym krokiem w kierunku jego domostwa. Po chwili spojrzała przez ramię i uśmiechnęła się szeroko.*

Tangorn - 2010-03-09 00:22:07

Ej! *Zaśmiał się gdy go mieczem pacnęła ale niestety oddać jej nie mógł bo jego gdzieś w bok poleciał. Potem się go poszuka. Ruszył zaraz też za nią, bo nie będzie go przecież prowadzić do jego własnego domu* Ciekawe czemu tak wszyscy lubię specjały mojej kuchni, co? Sami byście się nauczyli gotować... *Powiedział z udawanym marudnym głosem, ale tak po prawdzie to cieszył go fakt, że lubią to co ugotuje. Jakaś to forma wyróżnienia. Dosyć szybko dotarli na miejsce i Tang wpuścił najpierw ja a potem sam wszedł do środka, czyszcząc buty z ziemi, a potem udając się do łazienki by umyć ręce*

Tasire - 2010-03-09 00:30:36

*Zamyśliła się lekko ale dalej się uśmiechała. Kiedy weszli do domu wytarła buty o wycieraczkę i ruszyła ku zlewowi w kuchni żeby również umyć dłonie i twarz. Kiedy to zrobiła usiadła na blacie kuchennym i lekko machała nogami, nucąc coś pod nosem. Po chwili klasnęła w dłonie z uciechą * A nauczył byś mnie* Zapytała i zaczęła bawić się kosmykiem włosów który jak zawsze uciekł jej z warkocza i opadł na czoło. Czasem zastanawiała się nad tym co jej powiedział o Mandalorianach... nie wiedziała jaki był w prawdziwej walce ale nie pasował jej do stereotypu, z jego własnego opisu. Polubiła go przez ten czas jak i zresztą jego synów. Tym bardziej nie chciała wierzyć w przykry stereotyp.*

Tangorn - 2010-03-09 00:36:47

*Mando mieli jednak dwie twarze... w domu kochający ojcowie i mężowie, na wojnie bezlitośni wojownicy. Tak już skonstruowane było ich społeczeństwo i jakoś dawali sobie z tym radę. Wracając do kuchni spojrzał na nią i pokręcił głowę* Jakbym widział Drala gdy był młodszy... *Uśmiechnął się, kierując się w stronę lodówki, by przyjrzeć się zapasom.* Co? Gotować? Hmm... mogę spróbować, ale nie wiem jak z tym pójdzie. *Odparł cicho, zagłuszony nieco przez działającą lodówkę oraz przez kilka produktów, które wziął na ręce a potem przeniósł je na kuchenny blat. Trochę warzyw, owoców i mięsa.* No dobra, to weź nóż i pokrój to dla mnie... *Podał jej jakąś wiązankę przypraw, a sam się zabrał za wyjmowanie garnków*

Tasire - 2010-03-09 00:47:45

*Wzięła zioła do ręki, opłukała je wodą i położyła na desce. Wzięła nóż i dość sprawnie pocięła zioła. Nie wiedziała jak się nazywają ale pachniały znajomo...  Pochyliła się i wciągnęła ich zapach do płuc.* Dral też tak przesiadywał i nudził cię o posiłek* Zapytała podając mu zioła z pytającym wzrokiem. * To co teraz mistrzu* Powiedziała wyższym niż normalnie pełnym udawanego podziwu i uniżenia głosem. A w oczach miała filuterny uśmiech. * Co w ogóle gotujemy* Zapytała już normalnie i zaśmiała się wdzięcznie.*

Tangorn - 2010-03-09 00:51:18

Marudził jak każdy z nich... gdybyś żyła na tym ich żołnierskim wikcie to byś też marudziła *Rzekł żartobliwie, ale też nieco poważnie, bo sam też kiedyś próbował tego "jedzenia". Sama chemia syntetyczna. Obrzydlistwo. Tang tymczasem nastawił garnki i patelnie, po czym zajął się krojeniem mięsa na plasterki* Weź te bulwy i je obierz, dobrze? Będą dodatkiem do mięsa... a co to będzie to niespodzianka *Nawet jakby podał jej nazwę dania to i tak by nie wiedziała co to jest, więc po co daremnie tłumaczyć? Wspólnie przyrządzali posiłek, robiąc przy tym nieco bałaganu*

Tasire - 2010-03-09 15:14:38

Pewnie masz rację*Powiedziała radośnie. Wzięła od niego bulwy i zaczęła je obierać. Ta operacja zajęła już trochę więcej czasu. Nagle zamarła w bezruchu i spojrzała na mando.* A jak jest z waszymi kobietami.... tzn jakie jest ich miejsce w waszej kulturze* Szybko wróciła do pracy ale tylko sporadycznie zerkała na dłonie, skupiając wzrok na mężczyźnie.*Czy one także trenują walkę od pierwszych dni swojego życia... zakładają zbroję i idą na wojnę.* Te słowa wypowiedziała ciszej ale dość pewnym głosem. Kolejna obrana bulwa wylądowała w zlewie.* To już ostatnia, co teraz*  Zapytała wyciągając w jego kierunku dłonie pełne obranych i umytych warzyw.*

Tangorn - 2010-03-09 16:17:33

Hmm... nasze kobiety, tak? *Mruknął pod nosem, powtarzając sobie jej pytanie i kończąc kroić mięso. Po chwili zebrał je i wrzucił na patelnię. Przy tej czynności w końcu zdecydował się odpowiedzieć na jej pytanie* U nas kobiety są równe z mężczyznami. Nie ma dyskryminacji tak jak na wielu innych światach. Okazanie braku szacunku wobec kobiety uważane jest przez nas za zniewagę, więc jak już się to robi to świadomie... no nie licząc bliskich więzów przyjaźni czy pokrewieństwa, wtedy wybacza się znacznie więcej *Nie odrywając wzroku od swojego zajęcia zajął się bulwami, które ona obrała. Wrzucił je szybko do miski a potem nalał do niej wody, by je umyć* Tak, kobiety są trenowane na równi z mężczyznami, ale zazwyczaj zajmują się tym matki. Taki mały podział, bo jednak siłą rzeczy takie szkolenie się nieco różni. A co do wojny to już indywidualna decyzja każdej z nich... część walczy, część opiekuje się dziećmi w domu, co jest równie ważne co walka na polu bitwy *Zerknął na nią i uśmiechnął się lekko. Umyte bulwy wrzucił do czystego garnka, zalał wodą i postawił na piecu, by się ugotowały* Umiesz robić sałatki?

Tasire - 2010-03-09 16:38:29

Nie wiem czy umiem, ale chętnie spróbuje* Swoje słowa potwierdziła szerokim uśmiechem, który jednak zamienił się w wyraz zamyślenia. To muszą być szczęśliwe... to znaczy mandaloriańskie kobiety* Zaśmiała się pogodnie. * To jak z tą sałatką, mam coś pociąć, coś obrać*Dopytywała go z uśmiechem. Od momentu jak wrzucił mięso na patelnię podchodziła coraz bliżej i pociągała noskiem jak by tropiła. * Pięknie pachnie, jesteś na prawdę znakomitym kucharzem Tang.* To mówiąc spojrzała w górę szukając jego oczu. Wyglądała trochę dziecinnie stojąc tak przy nim jak gdyby nie mogła się już doczekać, w rzeczywistości jej serce przepełniała wdzięczność nie miała jednak pojęcia jak ma ją wyrazić.*

Tangorn - 2010-03-09 16:45:35

Od czegoś trzeba zacząć... posiekaj na plasterki te warzywa a potem wrzuć je do miski. *Mówiąc to wskazywał nożem kolejne składniki a na końcu miskę. Wśród warzyw była jakaś odmiana kapusty, ogórki, papryka i jeszcze parę innych nieco egzotycznych.* Mnie już o to nie pytaj, tylko je... ale znając was, kobiety, to i tak znajdą powód do narzekania... *Rzucił nieco kąśliwą uwagę, ale lubił prowokować, co już zapewne musiała zauważyć. Doglądał równocześnie gotujące się bulwy jak i również mięsa, które się smażyło* Tiaa... trzeba było się nauczyć. Kiedyś ojciec wysłał mnie do dżungli na dwa tygodnie z karabinem i nożem, to chcąc nie chcąc musiałem się nauczyć przyrządzać mięso... potem to się już potoczyło dalej. Trochę mnie matka uczyła, trochę ojciec a potem już sam podczas wielu podróży... *Zabrał się za krojenie jakiś korzonków i przypraw, które potem dosypywał do mięsa. Z szafki wyjął jakąś torebkę i wsypał jej zawartość do miseczki, zalał woda i zaczął mieszać, dosypując kolejnych przypraw*

Tasire - 2010-03-09 17:02:13

I wszystko ma być na kobiety* Prychnęła trochę jak obrażona kotka i szturchnęła go biodrem, po czym złapała warzywa i miskę i zwinnie odskoczyła żeby nie próbował jej oddać. Kiedy stała już w bezpiecznej odległości roześmiała się i wzięła się za przydzieloną pracę. Warzywa kolejno myła i cięła. Nie pytała go jak ma to robić a mimo wszystko każde cięła inaczej, kapustę poszatkowała, ogórki pocięła w półtalarki, paprykę w paski. Całość prezentowała się w misce bardzo ładnie.* Jeszcze sól i pieprz i oliwa....* Zamarła w bezruchu, spojrzała na miskę. *Ja wiem co robić... ja już...ja zobacz * Podetknęła mu miskę z gotową sałatką pod nos. * Może coś sobie przypominam.. al może to tylko przypadek... już mi chyba serwowałeś taką sałatkę.* Zasmuciła się lekko jednak szybko odgoniła ciemne myśli i odstawiła miskę na blat sama siadając jak najbliżej mężczyzny. Wpatrywała się w jego sprawne ruchy i zastanawiała czy kiedykolwiek przypomni sobie kim tak naprawdę jest. * Czy Ruusaan coś oznacza w Twoim języku* Zapytała nagle i uśmiechnęła się szerzej pokazując swoje równe ząbki.*

Tangorn - 2010-03-09 17:12:21

*Po kilku chwilach przelał zawartość miseczki na patelnie i zaczął wszystko tam mieszać, zerkając co jakiś czas na nią, ciekaw jak sobie radzi. Sałatki raczej nie dało się sknocić. A co do oddania, to i tak znajdzie jakąś okazję do małego "rewanżu". Był tak skupiony na swojej czynności, że gdy podsunęła mu miskę pod nos to aż odruchowo się cofnął. Zmarszczył brwi, nie wiedząc o co jej chodzi, spojrzał na sałatkę po czym z lekkim uśmiechem kiwnął głową* Cóż, pamięć hmm... motoryczna, że tak to określę masz sprawną. Niestety, wspomnień nadal brak... trzeba by poszukać kogoś, kto by ci z tym pomógł *Powrócił do swoich zajęć, ale już powoli wszystko było gotowe. Mięso pachniało znakomicie, bulwy się już prawie ugotowały, sałatka gotowa...* To popularne imię... nie ma jako takiego znaczenia, choć tak też nazywamy jeden gatunek kwiatu z północnych wyżyn, bardzo piękny... możesz przygotować zastawę na stół? *Nie umiał się rozdwoić a skoro ona sobie siedziała to trzeba by ją wykorzystać*

Tasire - 2010-03-09 17:23:22

*Na wspomnienie o kwiecie lekko się zarumieniła. Miłe to było uczucie, że dostała imię po czymś ładnym. Równie dobrze mogło to przecież znaczyć "ta jędza z lasu". Kiedy wspomniał o zastawie chwyciła za ściereczkę i ruszyła raźnym krokiem do stołu. * Dla ilu osób mam nakryć* Zapytała odkładając szmatkę i otwierając szafkę z talerzami, kubkami i miseczkami wszelakiej maści. Nagle odłożyła dwa talerze które już trzymała w dłoniach i wybiegła, bez słowa. Już po chwili lekkie kroki znów dało się słyszeć na schodach domku. Kobieta wpadła do kuchni i postawiła na blacie wazonik w którym ułożone stały okoliczne trawy, gałązki drzew a nawet endemiczne kwiaty. Wszystko ususzone tworzyło kompozycję w barwach brązu, złota i przytłumionej zieleni. * To dla ilu osób nakrywać .. i w kuchni czy w salonie.* Ponowiła pytanie uśmiechając się uroczo i stając na palcach żeby dosięgnąć szklanki z najwyższej półki.*

Tangorn - 2010-03-09 17:28:01

*Zauważył to i uśmiechnął się z lekką satysfakcją, że sprawił jej przyjemność taką drobnostką. Ale równie dobrze dla niej mogło to wiele znaczyć, ale Tang się nad tym dłużej nie zastanawiał. Zdjął w piecyka resztę garnków i postawił je na blacie, wyjmując półmiski na dania* Na razie daj dla siedmiu osób, ale ad'ike przyjdą trochę później... i w salonie na stół. Ten kuchenny nieco za mały jest *Był zaskoczony gdy wybiegła z domu, ale jak przyniosła wazon to zaśmiał się i pokręcił głową* Jakoś o tym nie pomyślałem nigdy *Zaczął przekładać dania na półmiski a potem je na stół*

Tasire - 2010-03-09 17:38:41

*Szybko i sprawnie zaniosła talerze i kubki na stół. Ułożyła wszystko. Znalazła nawet zielone serwetki. Gdzieś na uboczu stanął wazonik. Całość prezentowała się całkiem ładnie.* Wiesz takie tam kobiece wymysły... kolejny niepotrzebny do życia bibelot.* Powiedziała poważnie kiwając głowa, jednak po chwili zaśmiała się. Ruszyła w stronę kuchni i w połowie drogi spotkała Tanga zabrała więc półmisek z jego dłoni i zaniosła go na stół. * Pewnie już to mówiłam, ale pachnie niesamowicie. Nic dziwnego, że coraz więcej osób się tu pojawia. I na twoim miejscu bym uważała bo może nie zechcą wyjechać. *Uśmiechała się lekko kiedy to mówiła ale nie mógł tego widzieć gdyż stała do niego tyłem poprawiając coś jeszcze w układzie zastawy.*

Tangorn - 2010-03-09 19:18:02

Cóż... *Mruknął Tang powstrzymując się od komentarza. W sumie uważał ozdoby za coś zupełnie zbędnego i nie praktycznego, ale jak już to jest to niech zostanie. Ciekawe jak reszta zareaguje na taką nowość w wystroju?* Cóż, mi to by akurat nie przeszkadzało. Niegdyś to miejsce tętniło życiem, a teraz to ledwie cień dawnego życia... *Wzruszył ramionami i poustawiał na stół resztę półmisków. Na pierwszym z nich znajdowały się bulwy, podobne nieco do ziemniaków ale o bardziej wyrazistym smaku, na drugim kawałki mięsa w aromatycznym sosie a na trzecim sałatka. Proste i smaczne.* No to dam jeszcze sygnał ad'ike, by przyszli jeść gdy skończą grać. Ale sugeruję już teraz się najeść, bo potem nic nie zostanie. *Tang siadł na krześle i poczekał tylko na Ruusaan*

Tasire - 2010-03-09 19:29:53

*Usiadła spokojnie obok niego. Nie krępowało jej, już jego towarzystwo. Co więcej lubiła z nim spędzać czas. Sięgnęła po półmisek z mięsem i podała Tangowi.* Jeśli nic ma nie zostać to i Ty powinieneś się najeść * Powiedziała i lekko się uśmiechnęła.* Zastanawiałam się nad moimi obowiązkami... myślę, że już wypoczęłam na tyle żeby dostać jakieś poważniejsze zadania. Wciąż mam wrażenie, że mnie oszczędzasz. A naprawdę chciała bym być przydatna* Spuściła lekko wzrok bo pozwoliła sobie zwrócić mu uwagę.* Ale oczywiście zrobisz jak uważasz Tang*Nie podnosząc wzroku nałożyła sobie sałatkę i porcję bulw.* Nie chciała bym po prostu.... nie chce być kłopotem większym niż już jestem...*Teraz minę miała już bardzo smutną głowę spuściła jeszcze niżej, a pasma włosów spadły jej na twarz.*

Tangorn - 2010-03-09 19:36:23

*Najpierw nałożył sobie dwie spory bulwy i sztućcami rozdrobnił je na małe kawałeczki, po czym wziął półmisek z mięsem i nałożył na talerz dwa kawałki wraz z sosem. Na koniec sałatka* Poważniejsze zadania, co? Hmm... wysyłać cię do innych Mando nie mogę, więc to odpada. Strzelać chyba nie umiesz, ale można się przekonać... planety nie znasz... hmm... *Skoro uważała, że stać ją na coś więcej niż sprzątanie to Tang postanowił przydzielić jej jakieś inne zadania. Problem w tym, że nie wiedział jakie* No to na razie możesz odpowiadać za zaopatrzenie i... słyszałem kiedyś, że Jedi medytując i skupiając się potrafi przywrócić wspomnienia. Może byś spróbowała? Z tym byłabyś użyteczniejsza... *Nie był to jakiś atak skierowany w jej stronę, po prostu szczera odpowiedź, bo nie lubił się bawić w owijanie w bawełnę. W miedzy czasie zaczął jeść*

Tasire - 2010-03-09 19:45:05

*Nie był to atak ale, zabolała ją celność jego uwag. Skinęła więc tylko głową i jadła w milczeniu, po chwili nałożyła sobie kawałek mięsa i znów zajęła się swoim talerzem. Jadła powoli i jakoś tak od niechcenia. Nie dlatego jednak, że jej nie smakowało. Po prostu pogrążyła się w myślach.  Medytowała często ale nigdy w konkretnym celu, może powinna była skupić się na przeszłości. Miała teraz nowy cel. Bała się tylko, ze kiedy upewni się, że jest Jedi nie będzie mogła tu zostać.* Tak pewnie masz rację* Odpowiedziała bez ładu i składu i dalej grzebała w talerzu.*

Tangorn - 2010-03-09 19:57:16

*Nie trzeba było być Jedi by wyczuć jej zmieszanie i zakłopotanie. Tang poczuł się co najmniej dziwnie... jakby niezręcznie, co było cholernie dziwne, zważywszy na fakt, że nigdy nie przejmował się opinią i uczuciami innych, no nie licząc najbliższych przyjaciół i rodziny* Wybacz tą bezpośredniość, ale taki już jestem. Nie uważam cie za bezużyteczną, bo bym cię już dawno stąd wykopał... *Bądź też zabił, ale tego nie wypowiedział na głos. Lepiej nie psuć atmosfery* Zajmowanie się sprawą zaopatrzenia też jest sprawą kluczową, a my nie mamy obecnie czasu. Jeśli ci to nie sprawi problemu... a odzyskanie przynajmniej części wspomnień też jest sprawą priorytetową... przynajmniej powinno być. *Spojrzał na nią, przerywając na chwilę jedzenie. Przyglądał się jej uważnie, tej zagubionej i biednej istotce.*

Tasire - 2010-03-09 20:13:53

*Powoli się rozchmurzała, uniosła wzrok i spojrzała na niego. Pociągnęła lekko nosem i trochę bezmyślnie zarzuciła mężczyźnie ręce na szyje i przytuliła go mocno.  Nagle uświadomiła sobie że jest bardzo blisko, więc w lekkiej panice zaczęła się odsuwać i spadła z krzesła.*Fierfek...* Wy warczała gniewnie masując plecy.* Że też muszę mieć takie pomysły, co do zaopatrzenia chętnie się tym zajmę... i dziękuje za zaufanie Tangornie* Oficjalny ton miał zamaskować jej zmieszanie jednak rumieńce na twarzy raczej na to nie pozwalały.*

Tangorn - 2010-03-09 20:37:49

*Zdziwiło go to bardzo, gdy objęła go i przytuliła, a gdy w nagłym ataku wyrzutów sumienia odsunęła się i spadła z krzesła to wybuchnął śmiechem* No nie, kolejna osobę degenerujemy? *Zapytał wesołym tonem odnośnie jej przekleństwa. Wstał ze swojego miejsca i podszedł do niej z wyciągniętą ręką. Bywała dosyć zabawna poprzez swoje zachowanie, ale nie śmieszna.* Nie ma sprawy... wstawaj, trzeba skończyć jeść nim nadciągnie brygada głodomorów *W myślach jednak wciąż się zastanawiał nad jej niedawnym gestem i w sumie mu to nie przeszkadzało. Chyba zaczynał darzyć ją większym zaufaniem. Może to przez to, że niczego nie pamiętała?*

Tasire - 2010-03-09 21:09:07

*Podała mu rękę i wstała sprawnie. Ale w oczy dalej mu nie patrzyła.* Nie czuje się zdegenerowana chyba, że uważasz że czegoś mi brakuje* Zwykle spokojna postawiona pod ścianą atakowała jak lwica. Toteż w odpowiedzi na jego niewinny żart zareagowała dość kąśliwą uwagą. Usiadła po chwili i zaczęła jeść, skończyła dość szybko, zebrała swoje nakrycie i ruszyła do kuchni. Po chwili szum wody wypełnił mieszkanie. Czyste naczynia wytarła i włożyła do szafki. Nie minęło pięć minut kiedy znów usiadła przy nim w salonie.* Wybacz mi nie powinnam była ... zwykłe dziękuje pewnie w zupełności by starczyło* Powiedziała cicho i spoglądała na niego spod półprzymkniętych powiek.*

Tangorn - 2010-03-09 21:18:46

*Westchnął głośno po czym mruknął coś w stylu "Nigdy nie zrozumiem kobiet... ". Skoro ona zachowywała milczenie to i on zachował, jedząc spokojnie swój posiłek, myślami będąc jednak gdzieś dalej, poza granicami ich małej osady. Dopiero gry znowu wróciła na swoje miejsce wrócił na ziemię i spojrzał na nią pytająco, marszcząc przy tym czoło* Czego nie powinnaś była, hmm? Wstydzisz się własnych emocji? Nie potrzebnie, za objęcie czy przytulenie jeszcze nikogo nie zabiłem, ani to tez nikogo nie zabiło. Chyba, że jesteś wookiem w przebraniu, to wtedy bym się bał *Obrócił to wszystko w żart po czym naglę sam ja objął i przytulił lekko* Widzisz? Nie gryzę... potwierdzić to mogą ad'ike

Tasire - 2010-03-09 21:32:15

Zrozumienie kobiet... to chyba nie aż takie trudne.* Uśmiechnęła się lekko widząc, że się na nią nie gniewa. Kiedy ją objął zastygła w bezruchu. Jednak już po chwili rozluźniła się wyraźnie. Lekko oparła głowę na jego ramieniu.* Twoi synowie nie są akurat najlepszym źródłem informacji, powiedzą wszystko co im każesz. Nie jestem pewna czy tak cię kochają czy tak się boją* Pogroziła mu palcem przed nosem i zaśmiała się delikatnie. Nie odsuwała się jednak od niego.* Co do wookiego w przebraniu... no cóż muszę ci się do czegoś przyznać* Podniosła wzrok i spojrzała na niego z udawaną grozą w oczach. * Bo widzisz... ja.. ja .. ja nie jestem wookiem* Wyznała pełnym dramatyzmu głosem i zaśmiała się wesoło.*

Tangorn - 2010-03-09 21:39:58

Oj zdziwiłabyś się, zwłaszcza w przypadku A'dena. Nie raz wyzywał mnie od pijaków, szajbusów i agresywnych skurwieli, co to biegają z blasterem, żeby się wyżyć. Dlatego tak go cenię, powie co myśli i się tym nie przejmuje *W istocie, dobre wychowanie było mu obce. No poza kilkoma scenariuszami, które wbił mu do głowy Tang. Pod tym względem Sigmy przy nim uchodziły za dżentelmenów. Uwagę o strachu przed nim puścił mimo uszu, uznając je za żart, zwłaszcza, gdy pogroziła mu przed nosem palcem.* Słucham, co to takiego? *Zapytał, gdy popatrzyła na niego w tej chwili pełnej dramatyzmu, a gdy wyznała mu, ze nie jest wookiem to wybuchnął śmiechem i szturchnął ją lekko ramieniem* No patrzcie państwo... dowcipniś się znalazł, no

Tasire - 2010-03-09 21:55:27

*Ona również zaczęła się śmiać, od tak szczerze, wesoło.* Wiesz na siłę mięśni tobą nie wygram to może chociaż położę cie na łopatki uśmiechem* Powiedziała i roześmiała się raz jeszcze. Po czym delikatnie wyplątała się z jego ramion.* Jeśli już zjadłeś to pozwól że pozmywam. A potem może mi wytłumaczysz na czym będą polegały moje nowe obowiązki * Powiedziała i tak jak wcześniej zaczęła się krzątać w około zmywając i wycierając naczynia. Co jakiś czas odwracała się do niego i uśmiechała. Poruszała się jak zwykle lekko i sprawnie. Kiedy skończyła obmyła twarz i ręce i wróciła do salonu. Usiadła na sofie rozplatając warkocz, który choć rano był porządnie spleciony teraz już wyglądał jak nieszczęście. Po chwili zebrała włosy znad czoła i uszu i związała je z tyłu głowy, tak, ze większość z nich zwisała swobodnie na plecy.* To jak możesz mi pokazać* Zapytała i uśmiechnęła się jeszcze szerzej, lekko wachlując rzęsami.*

Tangorn - 2010-03-09 22:10:45

Noo... to widzę, że dla Tracyna rośnie konkurencja. Biedak, chyba ją przegra... *Oparł się o krzesło wygodniej i obserwował w milczeniu jak się krząta po kuchni. Szczególną uwagę zwracał na jej sposób poruszania się, zwłaszcza dolnych partii ciała. Musiał przyznać, całkiem zgrabna była i aż miło się patrzyło.* Twoje nowe obowiązki? Hmm... Od czasu do czasu trzeba polecieć do Keldabe, po uzupełnienie zapasów jedzenia oraz innych drobiazgów. Po za tym za niedługo ruszamy z uprawą naszego ogródka i pola, choć to ostatnie stoi pod lekkim znakiem zapytania. Mogłabyś tego doglądać póki co... *Mówił spokojnym, rzeczowym tonem, nie spuszczając z niej wzroku, a przynajmniej gdy była odwrócona do niego. Mógł bez przeszkód ją podglądać. Gdy poszła się umyć to wstał i poprzykrywał półmiski z jedzeniem, by nie stały się zbyt zimne. Gdzie ci chłopcy?* Co mam ci pokazać? *Odpowiedział pytaniem na pytanie, gdy wróciła do salonu*

Tasire - 2010-03-09 22:18:22

Co tylko chcesz...* Powiedziała wyższym niż zwykle głosem i zakrztusiła się śmiechem* Ale na początek miło by było zobaczyć, jak wyglądają stare listy zaopatrzenia i stan magazynu. A co do upraw, to może masz jakieś materiały na temat roślin którymi chciał byś obsadzić ziemię. Było by miło gdybym mogła dowiedzieć się czegoś na ich temat.* Uśmiechała się nadal. A oczy jej błyszczały. Widać było, że dobry nastrój jej powrócił.* Keldabe... to miasto na Mandalore .. czy całkiem inna planeta.* Lekko zmieszała się swoją niewiedzą, ale nie na tyle, żeby przerwać patrzenie na Tanga. Robiła to nieustannie od jakiegoś czasu z lekkim uśmiechem na ustach.*

Tangorn - 2010-03-09 22:23:48

Hmm... stare listy. Gdzieś tutaj były... Ven je prowadził, więc będą bardzo dokładne *Mruknął w zamyśleniu, próbując sobie przypomnieć, gdzie podział ten durny cyfronotes z danymi zaopatrzenia. Przemaszerował przez salon, mijając ją po drodze. Stanął przy niewielkiej szafce i zaczął grzebać w jej szufladach, aż w końcu znalazł to co potrzebował* Ooo... tutaj jest wszystko. *Aktywował urządzenie i przeleciał całą listę, podchodząc powoli do sofy i zwalając się na nią, tuż obok Ruusaan. Podał jej zaraz urządzenie, nachylając się ku niej lekko* Tutaj jest wszystko, co do dnia. A Keldabe to stolica Mandalore... jak pierwszy raz tam polecisz to ktoś ci będzie towarzyszył. Listę roślin dopiero tam można sprawdzić, tutaj jej nie mam... *Zmarszczył nieco czoło i spojrzał na nią, w jej oczy. Zauważył, że jakoś mu się przygląda z większym niż zazwyczaj zainteresowanie. Sam w sumie też się nią interesował*

Tasire - 2010-03-09 22:35:56

*Wzięła cyfronotes z jego rąk, w pewnym momencie ich dłonie się spotkały a spojrzenia skrzyżowały. Lecz ona uśmiechnęła się tylko, może nawet cieplej niż zwykle i niechętnie odwróciła wzrok w stronę urządzenia. Przeglądała wszystko bardzo dokładnie w skupieniu. Od czasu do czasu odwracała wzrok i zerkała na Tanga, za każdym razem uśmiechając się lekko. * Keldabe... to duże miasto* Pytanie było retoryczne ale nie odmówiła sobie spojrzenia na mężczyznę. * Polecisz tam ze mną* Zapytała i lekko przekrzywiła głowę. * Wiesz ktoś mi musi gotować podczas podróży.* Zaśmiała się lekko i wbiła mu wskazujący palec prawej ręki w żebra. Od tak lekko dla żartu.*

Tangorn - 2010-03-09 22:48:46

*Przez tą krótka chwilę wpatrywał się w nią intensywnie, po cym jednak również jego spojrzenie zjechało na urządzenie. Po kolei pokazywał jej co ważniejsze rzeczy z listy i tłumaczył co i jak. Oczywiście wyłapywał też kątem oka te jej ukradkowe spojrzenia co go trochę bawiło. Poza tym czuł się młodszy o jakieś piętnaście lat, gdy takie zabawy w jego wykonaniu były na porządku dziennym. Ach, młodość i radość...* W sumie mam tam parę spraw do załatwienia... poza tym ktoś musi pilnować Cie, byś nie wpadła w kłopoty *Uniósł lekko jedną brew i uśmiechnął się prowokacyjnie* Myślę, że gotować nie trzeba będzie... chyba, że chcesz spędzić tam kilka dni. To nie jest aż tak daleko stąd...

Tasire - 2010-03-09 23:04:21

Miło mi że chcesz się mną opiekować... ale wiesz pilnować.. chyba nie jestem aż tak niesforna * Uśmiechnęła się znów i oddała mu notes.* No chyba, że się boisz, że ktoś mnie ukradnie i nie odda.* Puściła do niego oczko * A kilka dni... czemu nie.. wakacje z takim mężczyzną... mogło by być przyjemnie. * Uśmiechnęła się szerzej, jednak lekki rumieniec oblał jej twarz i spuściła wzrok. Ale zaraz znów się roześmiała. * Nie wiem tylko czy synowie by cię puścili z obcą kobietą.. i to możliwe, ze Jedi.* Zapytała prowokacyjnie i uśmiechnęła się łobuzersko.*

Tangorn - 2010-03-09 23:20:50

*Wyprostował się nieco po czym plecami opadł na parcie sofy i rozsiadł się najwygodniej jak potrafił* Cóż, czy jesteś niesforna to się dopiero okaże... ale życiowe doświadczenie każe mi mieć na ciebie oko... a może nawet i dwa *Przymknął na chwilę oczy a potem spojrzał w sufit z lekkim uśmiechem na twarzy* Wakacje powiadasz? Może i by się przydały... takie krótki odpoczynek od tego wszystkiego... co do ad'ike, to pewnie będą szczęśliwi móc trochę poharcować bez stałego nadzoru w mojej postaci *Spojrzał na nią z dziwnym wyrazem twarzy, nie zdradzającym żadnych emocji. Patrzył na nią przez dłuższą chwilę, nie odzywając się a potem szturchnął ją lekko łokciem* Zobaczymy jak się będziesz zachowywac...

Tasire - 2010-03-09 23:31:53

Mam rozumieć że muszę sobie zasłużyć na taką wycieczkę* Zapytała uśmiechając się filuternie i lekko trącając go w ramię.* No cóż jeśli tak to zrobię co w mojej mocy... musisz mnie tylko troszkę naprowadzić.* Powiedziała i powoli podniosła się z miejsca.* Tymczasem chyba nie wypada mi nadużywać twojej gościnności. Masz pewnie coś ważniejszego na głowie niż ja* Ruszyła wolnym krokiem ku korytarzowi prowadzącemu do wyjścia z domostwa. Szła tak bezgłośnie kołysząc lekko biodrami. Kiedy stanęła po środku korytarza odwróciła się.* No chyba, ze masz do mnie jakieś pytania i mam zostać* Zapytała i znów się uśmiechnęła. Lecz to nie był już taki sam uśmiech. Patrzyła też troszkę inaczej.*

Tangorn - 2010-03-09 23:49:20

Naprowadzić? Hmm... *Udał że się zastanawia, podczas gdy wzrokiem dyskretnie śledził jej ruchy. Zauważył z niejakim zaskoczeniem, ze lubi się jej przyglądać* Cóż, za niedługo zwali mi się na głowa banda klonów, więc muszę uważać.. *Wstał ze swojego miejsca i podszedł do drzwi, by ją chociaż nieco "odporowadzić"* Pytania... pytania... tylko to pozostało? No może nie porozmawiamy o obecnej sytuacji politycznej w Galaktyce, ale czasami takie niezobowiązujące rozmowy przynoszą wytchnienie *Uśmiechnął się do niej, starając sie zinterpretować jej obecne zachowanie. Cholera, za długo nie miał kontaktu z kobietami...*

Tasire - 2010-03-10 00:00:27

Nie jestem chyba odpowiednią partnerką do takich rozmów... nic nie wiem o sytuacji politycznej w Galaktyce.* Powiedziała i uśmiechnęła się... nawet lekko zarumieniła. Cóż teraz miała tylko nikłą wiedzę i to tylko o Mandalore.* Ale jeśli chcesz mi poopowiadać to chętnie posłucham* obserwacja ją nie zaskoczyła, no może trochę naprawdę lubiła jego głos, lubiła słuchać co mówi nawet jeśli nie wszystko rozumiała.* Chociaż skoro ad'ike zaraz mają przyjść to pewnie będą chcieli spędzić z tobą trochę czasu * Powiedziała i  uśmiechnęła się tym razem już przyjaźnie.

Tangorn - 2010-03-10 00:07:50

Nie, nie jesteś i to mnie przynajmniej cieszy. Nie pytasz, co zrobię z tym a co z tamtym *Posłał jej uśmiech a gdy się zarumieniła to sięgnął dłonią ku jej policzkowi i musnął lekko opuszkami palców. Jego ręka zaraz powróciła do poprzedniego stanu* Często się rumienisz... nie potrzebnie, bo nie musisz się wstydzić tego, że z powodu utraty pamięci nic nie wiesz. A może przedtem byłaś jakimś naukowcem, czy kimś? Ja jestem tylko prostym Mando, który nawet nie chodził do szkoły *Zaśmiał się z tego faktu. Niegdyś się wstydził trochę tego, bo nie lubił gdy go "inteligenci" wyszydzali i pokazywali palcami. Ale potem się okazało, że jak przychodziło co do czego, to pierwsi się u niego pojawiali* Musisz się sama zaakceptować i tyle... kurwa, gadam jak jakiś pokręcony Jedi... za długo siedziałem z nimi w armii... *Skrzywił się lekko, bo takie rozważania były do niego niepodobne. Chociaż, czasami...*

Tasire - 2010-03-10 00:36:11

*Uśmiechnęła się zawsze umiał znaleźć w jej sytuacji coś pozytywnego a kiedy dotknął jej policzka zarumieniła się mocniej i spojrzała mu w oczy* Jako doświadczony mężczyzna i wytrawny obserwator powinieneś jednak wiedzieć, że częściej rumienię się z powodu Twojej bliskości niż własnej niewiedzy.* To mówiąc przytuliła się do niego, żar bił od jej policzków, mógł czuć że serce wali jej szybko. * Wiem że w tej chwili moja wiedza jest nikła, ale nie uważam cię za nieinteligentnego. Przy Tobie wszystko zdaje się proste i łatwe.* Na wzmiankę o Jedi zaśmiała się, jednak po chwili spojrzała na niego i spoważniała. Wspięła się na palce i musnęła jego policzek ustami. * Teraz już pójdę, dziękuje za posiłek i poświęcony mi czas. Upłynął mi on zbyt szybko ale za to bardzo przyjemnie* Nadal go tuliła chociaż już zdążyła się pożegnać.

Tangorn - 2010-03-10 00:43:48

Cóż, czasami rzeczy najprostsze umykają wzrokowi najlepszych *Odparł nieco żartobliwie ale też poczuł się mile połechtany tym stwierdzeniem. Gdy się do niego przytuliła to najpierw uniósł lekko ręce nieco bezradnie, potem jednak ostrożnie objął ją, przytulając ją do siebie* No cóż, dziękuję. Dla mnie wiele spraw jest prostych, taka już moja natura. Nie lubię sobie komplikować życia... *Myślał, że już nic go dzisiaj nie zaskoczy, ale gdy lekko musnęła ustami jego policzek to był zaskoczony i to bardzo. Mogła to nawet wyczytać z jego twarzy. Ale było to pozytywne uczucie* Cała przyjemność po mojej stronie. Wpadaj, gdy chcesz... *Skinął lekko głową na znak szacunku*

Tasire - 2010-03-10 16:22:20

*Widząc zaskoczenie na jego twarzy, uśmiechnęła się ciepło. Niespiesznie uwolniła uścisk i ruszyła w kierunku drzwi.* Jeszcze raz dziękuję. A skoro tak ładnie prosisz to może kiedyś jeszcze wpadnę... pewnie na obiad* Zaśmiała się i uniosła dłoń na pożegnanie. Kiedy stanęła w progu odwróciła się jeszcze raz. * Do zobaczenia * Powiedziała jeszcze i zniknęła w promieniach oślepiającego słońca.*

Tangorn - 2010-03-11 23:38:22

*Klony zabrały zarówno Ruusaan jak i Tanga do jednego z większych budynków, aktualnie przerobionego na coś w stylu szpitala polowego. Było tam większość lekarstw i trochę bacty, wystarczająco by opatrzyć wszystkich w osadzie. Był tez sprzęt diagnostyczny, nieco stary ale dobrze działający. Dral zajął się badaniem nieprzytomnej kobiety oraz podawaniem jej leku, by uspokoić jej czynności życiowe, podczas gdy Ven pomagał Tangowi zdjąć pancerz, by opatrzyć część jego "zadrapań. Ten był jednak jak zwykle niezbyt skłonny do współpracy* Nic mi nie jest do cholery... spadaj... udesii... co z naszą panienką? *Ven zmarszczył czoło, spojrzał w kierunku swego brata i znowu wrócił do pracy* Będzie dobrze Tan'buir... nie musisz się o nią martwić... *Mando posłał mu krzywe spojrzenie i skłamał od razu* Się nie martwię... jej śmierć z takiego głupiego powodu byłaby... kłopotliwa... *Klon tylko mruknął "jak tam chcesz"*

Tasire - 2010-03-11 23:47:00

*Lekarstwo zadziałało, oddech się uspokoił, mięśnie rozluźniły, napięcie na twarzy zmalało, puls się wyrównał. Po jakimś czasie kolor skóry wrócił do stanu pierwotnego, policzki lekko się zaróżowiły. Gdyby nie czoło zroszone potem i miejsce w którym się znajdowali można by pomyśleć, że dziewczyna najzwyczajniej śpi. Nagle poruszyła się lekko, powieki jej zadrżały, usta się uchyliły. * Pamiętajcie, nigdy nie dajcie się opanować emocjom stworzenia które kontrolujecie....* Powiedziała ledwie słyszalnym głosem i odetchnęła głęboko. * Tak mistrzu...* Dodała jeszcze i zadrżała na całym ciele. W jej umyśle dalej panowały wizje, a ona chociaż czuła obecność mężczyzn nie mogła otworzyć oczu.*

Tangorn - 2010-03-11 23:53:02

*Dral zmarszczył czoło i odwrócił się do swoich braci i ojca* Eee... co jest do cholery? O czym ona bredzi? *Zapytał zmieszany, ale wrócił do kontrolowania jej stanu, a Tang pokręcił głową i syknął, gdy bandaż nasiąknięty bactą wylądował na jego paskudnym rozcięciu na udzie* Pewnie sobie coś przypomina z życia Jedi... że też jej się dzisiaj na to zebrało... A'den, niech Brex sprawdzi, czy w pobliżu nie ma więcej tych bestii, dobrze? *Klon kiwnął głową niezadowolony ale odszedł a Ven w końcu skończył, po czym zwrócił się do niego w Mando'a* Jesteś gorszy niż my ojcze... że też pakujesz się w kłopoty zawsze i wszędzie *A na co Mando tylko się roześmiał i poklepał po policzku syna, po czym wstał* Bez obaw Ven'ika... umiem o siebie zadbać lepiej niż Ruu'ika... *Pokuśtykał do miejsca, gdzie ona leżała. Ven zmarszczył czoło słysząc to pieszczotliwe zdrobnienie... zawsze zachowywał spokój, ale ostatnio Tang się dziwnie zachowywał. Pewnie przez stres*

Tasire - 2010-03-12 00:02:21

*Lekko się poruszyła, wizje ustępowały miejsca świadomości. Pociągnęła nosem czując zapach bacty. Zamruczała coś pod nosem, przeciągnęła się. Zadrżała jej jedna powieka potem druga. Powieki leniwie się uniosły, ukazując szare spokojniejsze już oczy. Były w nich resztki lęku, nie było już jednak obłędu. Chwilkę po zezowała ogniskując wzrok. Uśmiechnęła się blado widząc Tanga. * Wybacz... znów sprawiam problemy* Powiedziała cichym zmęczonym głosem, próbowała unieść głowę lecz zaraz straciła siłę i położyła się z powrotem przymykając oczy.* Wiesz miałam wizję... chyba wiem co się stało* Mówiła coraz ciszej. Wyglądała na zmęczoną.

Tangorn - 2010-03-12 00:05:56

*Podszedł do niej akurat gdy odzyskała przytomność* Co? Ależ skąd... nudziło mi się więc specjalnie tam dałem się przerzucić by się trochę rozerwać.. leż spokojnie. *Gdy tylko próbowała się podnieść to ręką delikatnie, acz stanowczo usadził ją z powrotem na łóżku. Dral szturchnął go łokciem i uśmiechnął się głupkowato, ale bardzo wymownie* No to może nas oświecisz Ruu'ika, co? *Uśmiechnął się lekko ale potem się lekko skrzywił gdy go Ven klepnął w ramię. Wszyscy byli ciekawi co tym razem narozrabiała*

Tasire - 2010-03-12 00:14:03

ja tylko chciałam ci pomóc... ja go uspokoiłam i czułam jego złość ale ona malała. Wtedy go zabiłeś...*Przerwała, łzy spłynęły jej po policzkach, przymknęła powieki. * poczułam jego ból... tak bardzo się bałam, czułam na sobie jego krew. łzy spływały jej po policzkach coraz gwałtowniej. Nikt z nich nie mógł zrozumieć jakie to uczucie. Nagle otarła oczy, nie powinna się mazać przed grupą ludzi z, którymi przyszło jej żyć, pewnie i tak stracą do niej szacunek. Odetchnęła głębiej. Ale już dobrze, już wiem co się stało. Zrozumiałam jest  łatwiej mniej boli.* Mówiła coraz ciszej, usta miała spierzchnięte. Możliwe że była to wina wysilonego treningu, który zafundowała sobie z samego rana.*

Tangorn - 2010-03-12 00:24:58

*Spojrzeli po sobie a ich miny wyrażały jedno "głupie sztuczki Jedi".* No w takim razie zawdzięczam ci życie... *Powiedział cicho Tang, ale było to lekkie kłamstwo, bo dałby sobie z nim radę, ale pewnie byłby w gorszym stanie. Ale trzeba ją nieco dowartościować. Gdy zaczęła płakać to skrzywił się, bo nie lubił tego. Nie dlatego, że była to oznaka słabości, tylko płacz kobiety działał na niego bardzo negatywnie* Ciii... już dobrze. *Ręką otarł łzy z jej policzków i uśmiechnął się pocieszająco. Dral szturchnął swego brata i mruknął w Mando'a* To upiorny widok... czuły papa Tan... zupełnie jak na Kamino*Obaj parsknęli śmiechem a on posłał im krzywe spojrzenie* Cóż, będziemy musieli pogadać o pewnych zachowaniach tutaj... ale jak wydobrzejesz...

Tasire - 2010-03-12 18:50:10

*Uśmiechnęła się do niego blado, wiedziała , że nie była to bynajmniej prawda. Doceniała jednak jego kłamstewko, wiedziała, że robi to żeby jej było milej. Kiedy ocierał jej łzy uśmiechnęła się szerzej cieplej, spojrzała na niego ciut pytającym wzrokiem. Dotknęła opuszkami palców jego dłoń i przytrzymała przy swoim policzku, dłoń miała chłodną ale sama nabrała już kolorów. * A wy panowie z czego się tak cieszycie* Zapytała i zerknęła na nich. Przeniosła jednak wzrok na Tanga i dłonią lekko potarła jego dłoń.* Wszystko już jest dobrze...możemy porozmawiać nawet teraz. W końcu nie ma nic ważniejszego niż bezpieczeństwo nas wszystkich. A skoro złamałam jakąś niepisaną zasadę chciała bym ją poznać przed egzekucją.* Powiedziała spokojnym ciepłym głosem i przymknęła oczy. nadal była wyczerpana ale widać było, że wszystko jest w normie.*

Tangorn - 2010-03-12 21:12:53

A no bo Dral opowiedział taki dowcip... w barze spotykają się Ewok, Gunganin i Trandoshanin no i ten... *Zaczął Ven spokojnym głosem jakby nie opowiadał dowcipu, ale zaraz zarobił z łokcia w żebra od Drala, który posłał mu dziwne spojrzenie i od razu się obaj ewakuowali zostawiając Tanga samego z nią. Chyba będzie z nimi musiał pogadać na pewne tematy i to poważnie...*Spokojnie... musisz wydobrzeć a ja muszę wymyślić jakaś całkiem niezła tyradę żeby nie było. W końcu ja tu dowodzę... przynajmniej w teorii, bo w praktyce różnie z tym bywa *Nie cofnął swojej dłoni z jej policzka, tylko lekko go tak głaskał w zamyśleniu, spoglądając na nią z góry*

Tasire - 2010-03-12 21:55:11

*Lekko zdziwiona patrzyła jak klony opuszczają pomieszczenie. Nie wiedziała o co chodzi. *Czy oni się ze mnie śmiali* Zapytała wskazując głową na drzwi pomieszczenia. Jak by chciała pokazać o kogo jej chodzi. Nagle jej wzrok padł na ranę na udzie mężczyzny. Nawet pancerz cię nie ochronił powiedziała zerkając na ranę. Pierwszy raz widziałam jak walczysz. * Ostatnie słowa wymawiała cicho, lekko też się skrzywiła ale szybko oczyściła umysł ze wspomnień i uśmiechnęła się szukając jego spojrzenia. Cierpliwie poddawała się temu głaskaniu uśmiechając się raz po raz lekko. * Czemu tak na mnie patrzysz* Zapytała nagle dość cicho i uciekła wzrokiem od jego oczu.*

Tangorn - 2010-03-12 22:00:44

*Zerknął za swoimi synami i pokręcił przecząco głową* Uwierz mi, nie z ciebie... *No i urwał, nie zagłębiając się w temat. Lepiej żeby nie wiedziała... to była zaleta Mando'a i Tang nikogo nie uczył tego języka. Po chwili zerknął na ranę i machnął lekceważąco ręką* E tam, draśnięcie... bywało gorzej. A to akurat było przez zaskoczenie... przeklęty kot był na polowaniu i miałem pecha *Dla niego to nic nie było, zwykłe mordobicie z bestią. Na prawdę, miał już gorsze przeżycia...* Hmm...? Co, peszy cię to? Jakby co to mogę sobie popatrzeć na ścianę, ale jest mniej interesująca i bardziej nudna *Zaśmiał się cicho, ale nie z niej, żeby nie było.*

Tasire - 2010-03-12 22:11:35

Nie w zasadzie nie to nawet przyjemne...* Urwała i spojrzała mu w oczy. Wyglądała już dobrze, była tylko trochę potargana i przybrudzona pyłem. Uśmiechnęła się, ale po chwili lekko się skrzywiła.* Przepraszam za to zamieszanie. Nie chciałam stawiać na nogi wszystkich mieszkańców. Chciałam tylko potrenować. Bo widzisz Tang medytowałam. Nie przypomniałam sobie nic znaczącego ale lekcje pamiętam coraz dokładniej. Dziś rano chciałam poćwiczyć walkę mieczem. A potem ... potem to już wiesz.* Powiedziała i usiadła powoli spuszczając stopy z leżanki. Spojrzała mu w oczy i uśmiechnęła się * Dziękuję... że się o mnie martwiłeś* Lekki uśmiech odbił się blaskiem w jej oczach.

Tangorn - 2010-03-12 22:18:05

Aj znowu to samo... przepraszam, przepraszam... trochę hartu ducha i trochę ognia! Pokaż na co cię stać a nie zachowuj się jak zbite zwierze, co to za wszystko musi przepraszać... *Pouczył ją spokojnie i lekko, pieszczotliwe szturchnął ją. Jeszcze z niej zrobi silną i zadziorną kobietę, tak przynajmniej sobie postanowił. Na jego ustach zagościł więc tajemniczy uśmiech o trudnym do zdefiniowania przesłaniu* Powoli sobie przypomnisz wszystko i już. *Cofnął powoli rękę z jej policzka gdy tak siadała, ale dalej stał blisko jej łóżka i uśmiechał się* To nic wielkiego.

Tasire - 2010-03-12 22:31:59

Ja bym uważała z tym hartem ducha, bo skończysz jak ten kociak dzisiaj * Zaśmiała się zawarczała i kłapnęła mu zębami przed nosem, by znów zaśmiać się lekko i radośnie. * Wiesz miałam wizję w której grupa młodych Jedi powtarza jedną technikę walki mieczem. I ja znam te ruchy.* Zsunęła się z łózka ułożyła dłonie jak gdyby dzierżyła miecz i pokazała mu sekwencję ruchów które ćwiczyła rano. Co o tym myślisz zapytała stając koło niego i podpierając się pod boki. Minkę miała ciut zadziorną i jakiś dziwny uśmiech błąkał się po jej twarzy. [i]*Chyba zaczynam rozumieć o co chodziło twoim synom * Powiedziała z tajemniczym uśmiechem. Wyciągnęła rękę i położyła mu na ramieniu.*... ale następnym razem znajdź jakiegoś mniej krwiożerczego partnera do sparingu... dobrze.* Zapytała ciut karcąco i zaśmiała się lekko.

Tangorn - 2010-03-12 22:43:07

Radziłem sobie już w życiu z niejednym kociakiem... i to różnych ras *Odparł wyzywająco a na jej kłapniecie zębami zareagował tylko uśmiechem. "Jak to dobrze że sala jest praktycznie pusta a Dral z Venem poszli zajmować się swoimi sprawami" - pomyślał Tang i wzrok nieco mu się wyostrzył, jak drapieżnikowi na polowaniu* Ja? Eee... preferuję zastrzelenie kogoś z całkiem ładnej broni, a miecze to tak mniej, techniki tylko Mandaloriańskie znam. Ale w sumie nieźle wygląda... *Wzruszył ramionami z obojetnością, bo sztuk walki Jedi nie praktykował, ale jej uśmiech go intrygował, wiec zmrużył lekko oczy wpatrując siew nią uważnie i ręce skrzyżował na piersi* No, no, no... nasza Ruu'ika robi się zadziorna *Zerknął lekko na jej rękę na swoim ramieniu, po czym wykonał lekki krok do przodu, zbliżając swoją twarz do jej* Hmm... a co powiesz na Rancorna albo Smoka Krayt'a?

Tasire - 2010-03-12 22:57:47

Nie uciekła wzrokiem tylko jeszcze mocniej się uśmiechnęłaRuu'ika ładnie ... ale wasza jeszcze nie jestem.* Zaśmiała się lekko i  zbliżyła swoją twarz jeszcze odrobinę tak ze mógł czuć jej oddech na policzku. * Jak dla mnie to możesz umawiać się nawet z Toydarianinami jeśli ci odpowiadają ... Innymi słowy dopóki mnie nie wysyłasz na takie randki to może być i stado Rancorów Nagle uśmiech jej zbladł, spoważniała spojrzała mu głębiej w oczy. * Tylko wracaj cały* Dodała ledwie słyszalnie i lekko szturchnęła go pięścią w brodę. * Ktoś mnie musi karmić* Znów uśmiechnęła się zawadiacko i usiadła na leżance... nadal jednak była blisko.*

Tangorn - 2010-03-12 23:03:15

Tu bym się mógł kłócić... *Powiedział w Mando'a i zaśmiał się cicho, wciąż się jej przyglądając uważnie. Nie cofnął się, gdy się do niego tak zbliżyła, choć miał taki przebłysk, by się wycofać. Jego kontakty z kobietami nigdy nie przebiegały w spokojnej atmosferze i prędzej czy później wszystko się sypało* Wolę trandoshan... przystojniejsi i jakże mają szerokie pole zainteresowań *Stwierdził sarkastycznie, a gdy uśmiech jej nieco zbladł to zmarszczył czoło pytająco* Zawsze wracam cały... a jak już nie, to mnie Dral pozszywa do kupy... *Gdy siadła to zwrócił się do niej i pochylił się lekko ku niej, zbliżając swoja twarz do jej* O ty darmozjadku mały... *I lekkim ruchem ręki pchnął ją na łóżko*

Tasire - 2010-03-12 23:14:25

*Słysząc "pieszczotliwe" miano jakie jej nadał skrzywiła się jak gdyby dostała prztyczka w nos. Kiedy ją pchnął wykorzystała tą energią i z gracją przerzuciła nogi nad głową wstając z lekkością po drugiej stronie leżanki. Prychnęła przy tym z lekką dezaprobatą. W takim razie może w końcu coś zróbmy, bo widzę że cię energia rozpiera* Zaczęła okrążać łóżko jak gdyby chciała go zaatakować, cały czas wpatrzona w niego lekko pochylona do przodu, lekki uśmiech igrał jej na twarzy. Szła po szerokim łuku. Kiedy była już praktycznie za jego plecami. Zawarczała wściekle i z rozpędu próbowała wskoczyć mu na plecy. śmiała się przy tym tak głośno że na pewno miał czas odskoczyć.*

Tangorn - 2010-03-12 23:19:56

*Tak właściwie to ją nieco prowokował, tak jak niegdyś swoich synów, by wyciągnąć na wierzch ich nieco drapieżną naturę. W jej przypadku postępował podobnie, ale w zupełnie innym celu. Przy klonach robił to, by uczynić z nich lepszych, twardszych i agresywniejszych wojowników, a dla Ruusaan po to, by stała się pewniejsza siebie i swoich umiejętności.* Mnie? Ależ skąd... dopiero co dostałem od kota w shebs... *Uśmiechnął się szeroko i uklęknął nieco, rozkładając ręce jakby szykował się do ataku. Cały czas śledził jej ruchy, ciesząc się, że wraca do zdrowia. Gdy rozpedziła się, by wskoczył mu na plecy to się odwrócił sie szybko, ale niedostatecznie, wiec wpadła na niego przodem powalając go na łóżko.* No dobra, przesadziłem z tym wyciąganiem z ciebie kociaka... *Zażartował uśmiechając się do niej tajemniczo*

Tasire - 2010-03-12 23:37:21

*Wyszło jak wyszło siedziała okrakiem na jego brzuchu. Uśmiechnęła się szerzej * Miauuu... kondycja już widzę nie ta... ale tak to jest... trenujesz innych latka lecą.* Mówiła z drapieżnym uśmieszkiem i patrzyła w jego oczy. * Siedzisz w domu gotujesz obiadki a trenować nie ma komu... no ale cóż refleks pogarsza się wraz z wiekiem * Z premedytacją przybrała dobrotliwą ciut pocieszającą barwę głosu. * Ale nie martw pójdziemy zaoramy pole popracujesz troszkę kondycja wróci... tak tak wiem co mówię* Nie zmieniła barwy głosu cały czas się z niego lekko nabijając.*

Tangorn - 2010-03-12 23:49:37

*Zmrużył oczy drapieżnie, gdy tak na nią patrzył. To on miał ją prowokować nie odwrotnie... * Uważaj, bo kondycję mam jeszcze całkiem dobrą, młodziku... *Warknął nieco wyzywająco, bo ta zaczynała kwestionować jego sprawność jako wojownika, a na to już pozwolić nie mógł. Sam się z tym niezbyt dobrze czuł, że robi siew wiekiem miękki, ale nie pozwoli przecież, by to ona mu z takimi tekstami wyjeżdżała* No to teraz to już przegięłaś... *Rękoma chwycił ją mocno po czym jednym, zdecydowanym ruchem obrócił się wraz z nią, ze teraz to ona leżała na łóżku. Jej ręce chwycił w nadgarstkach i za głowę jej przełożył* Nikt nie będzie kwestionował mojej pozycji... *Nachylił się ku niej, dalej ze zmrużonymi oczami drapieżnika.*

Tasire - 2010-03-13 00:02:06

No już przepraszam... nie denerwuj się Tang* Powiedziała cicho, patrząc mu w oczy i uśmiechając się ciepło. Sama nie wiedziała czemu tak się zachowała. Nikt nigdy nie kwestionował twojej pozycji ... Wiesz ale chyba nie powinieneś tak na mnie leżeć.... Bo twoi synowie....* Dopiero teraz nastrój zabawy opadł. Był bardzo blisko. Czuła bicie jego serca. Nawet kiedy mrużył oczy, w może właśnie wtedy jeszcze bardziej czuła jego bliskość. Serce jej przyspieszyło rumieńce wyszły na twarz. Zamknęła oczy. * Powinniśmy zająć się pracą... może rzeczywiście poszukamy miejsca na pole uprawne.* powiedziała cichym głosem, starała się ukryć przyspieszony oddech.*

Tangorn - 2010-03-13 00:08:56

*Się zdenerwował, bo sam zaczynał czuć, że jego pozycja słabnie. Siedzi na tyłku, gotuje, sprząta i wysługuje się synami. Musi coś zrobić, bo oszaleje... cały czas narzeka. Nie, to jeszcze nie jest czas na emeryturę. No a ona mu to wytknęła, w żartach co prawda, ale dotknęło go to, bo sam czuł że tak jest* No co? Boisz się czegoś? *Mruknął nadal nieco warczącym głosem od lekkiego napadu gniewu. Włączył mu się tryb agresywny i to tak nagle nie schodzi, więc nadal trzymał ją mocno, nachylając się coraz bardziej nad nią, czując jej szybszy oddech i widząc rumieńce* Co? Nie podoba ci się? W końcu mnie sprowokowałaś... *Mruknął już ciszej, ale jego głos przybrał taką bardziej miększą, prowokującą i może nieco pociągająca formę*

Tasire - 2010-03-13 00:21:24

*Szarpnęła się w uścisku. Raz, drugi. Zawarczała po czym wymruczała coś pod nosem. Próbowała oswobodzić ręce. Lekkie oznaki paniki pojawiły się w jej oczach. Tang proszę Cię.... już wystarczy * powiedziała cicho nie otwierając oczu. Napięła każdy mięsień ciała, leżała tak wystraszona ale gotowa się bronić. Kiedy wypowiedział ostatnie słowa otworzyła oczy i spojrzała na niego. Czaił się w nich strach ale coś jeszcze może determinacja. Po chwili przez jej głowę przepłynęły strzępki emocji wiedziała że należą do niego, szybko się rozluźniła. Uniosła głowę i ustami musnęła jego policzek. Wybacz ja nie powinnam była, to było okrutne i niesprawiedliwe.* Wyszeptała i położyła się znów pokornie, patrząc dalej w jego oczy.*

Tangorn - 2010-03-13 00:26:01

*W końcu już całkiem się uspokoił i puścił jej ręce, podnosząc się całkiem. Nie był Jedi, nie uznawał ich technik "relaksacji" więc sobie radził ze swoimi emocjami jak każdy inny człowiek, chociaż może w nieco innej formie.* Ekhm... trochę mnie poniosło *Wzruszył ramionami i podał jej rękę, by ją podnieść z łóżka. Cóż, bywał trudny w relacjach interpersonalnych, ale do czasu, gdy się go rozpracowało. Potem to już wystarczyło unikać jakiś drażliwych tematów i bywało całkiem nieźle. Chyba...* Przepraszam...

Tasire - 2010-03-13 00:34:54

*Podniosła się wolno, usiadła. W oczach nadal miała niepokój. Mimo to oplotła go ramionami i oparła głowę o jego klatkę piersiową. Nie robiła tego mocno. Dawała mu wybór tak żeby w każdej chwili mógł ją odsunąć i odejść. * To ja przepraszam... * Dłońmi lekko gładziła jego plecy. Widać było że ma sobie za złe to co mu powiedziała. * Chodź dzisiaj ja zapraszam cię na obiad... mam nadzieję, że sobie poradzę z przygotowaniem go.* Powiedziała i spojrzała w górę z lekkim uśmiechem. Oczy miała już spokojne, ich szarość podszyła się odrobiną smutku, uśmiechała się jednak łagodnie*

Tangorn - 2010-03-13 00:39:32

*Uniósł lekko ręce, po czym tez ją objął i poklepał lekko po plecach, zastanawiając się, czy się może wycofać, czy może... trudna decyzja. W końcu podjął decyzję i miał nadzieję, że dobrą.* No cóż, najwyżej w czymś ci pomogę... *Odsunął się nieco od niej, ale zaraz pochylił się i również pocałował ją w policzek. Cóż, każdy mały kroczek się liczy, a Tang nie należał do osób szczególnie dobrych w relacjach z innymi. U Mando sprawa wyglądała inaczej, ale to tez całkiem inna cywilizacja, więc poza nimi miał lekkie trudności. Zwłaszcza z kobietami*

Tasire - 2010-03-13 13:15:48

No skoro tak to nie mam się czego bać. Przy Tobie katastrofa kulinarna jest niemożliwa* Powiedziała z uśmiechem i ruszyła wolno w kierunku drzwi. Mijając go przystanęła.* Chociaż myślę że sobie poradzę. Wiesz ostatnio wraca mi coraz więcej wspomnień... dużo z wczesnego dzieciństwa.* Uśmiechnęła się ciepło i szła dalej. Poczekała na niego przy drzwiach, by w razie czego pomóc mu z pokonaniem stopni na powierzchnię. Nie proponowała tego jednak a tylko czekała.*

Tangorn - 2010-03-13 13:18:03

No to dobrze, ze wracają ci wspomnienia *Uśmiechnął się i pokuśtykał za nią spokojnie, nie potrzebując niczyjej pomocy, a przynajmniej jej nie chciał i nie oczekiwał jej. Przeszedł przez drzwi i w miarę sprawnie wszedł po schodach na powierzchnie Mandalore. Poczekał teraz on na nią chwilę i ruszył w kierunku jej domu razem z nią*

Tangorn - 2010-03-17 17:30:34

*Było ciepłe, słoneczne popołudnie, prawie bezchmurne. Ogólnie sielankowa, pozytywna atmosfera. Co dziwne, Tang nie czuł się z tego powodu jakoś super szczęśliwy. Szedł przez osadę w swoim pancerzu, z hełmem na głowie i ogólnie to sobie rozmyślał o wielu dziwnych rzeczach. Niemal udało mu się przekonać większość klanów Mando do poparcia działań Grievousa, a z klanem Skirata porozumiał się w sprawie klonów. Czyli wszystko szło w jak najlepszym kierunku... ale Tang jakoś ostatnio zmarnowany był trochę. Szukał lekarstwa, a raczej partnera do zażywania lekarstwa jakim był alkohol. Do głowy przychodziła mu właściwie tylko jedna osoba... Seco. Tylko gdzie on do cholery się podziewa? Ostatnio jakoś tak znikał całymi dniami.*

Secorsha - 2010-03-17 17:38:41

*Tang i Seco przyjaźnili się już pare lat, i mieli ze sobą wiele wspólnych lepszych i gorszych chwil, które ubogaciły ich zycie wewnętrzne i powiększyły wątroby, tak wiec rzec można ze nawiązało się już coś w rodzaju telepatycznego porozumienia i cholera Seco pojawił się na horyzoncie. Zbliżał się z boku, dziarskim krokiem, w kierunku mandalorianina. Za paskiem coś mu rozkosznie połyskiwało, a  coś w tym cosiu przelewało się tak pięknie, ze słow brak by to wyrazić* Taaang, ty di’kutasie! *przywitał się z  daleka kaleesh* ty wiesz co? Pomysła mam!

Tangorn - 2010-03-17 17:46:26

*No i dziwnym trafem kaleesh pojawił się na horyzoncie. Tang już dawno zaczął podejrzewać, ze on ma jakaś tam wrażliwość na Moc, którą wykorzystuje do szukania okazji do wypicia. Bo ilekroć Tang chciał pić to Seco pojawiał się na horyzoncie z podobnym pomysłem* Cześć szczerzący się baranie. Też mam pomysła... *Uśmiechnął się i zdjął z głowy swój hełm, co by kaleesh poznał jakiego rodzaju to jest pomysł. A po tym uśmiechu to z pewnością rozpozna o co chodzi* Napijemy się czegoś u mnie? *Powiedział pierwszy, żeby go przyjaciel z propozycją nie wyprzedził*

Secorsha - 2010-03-17 17:52:56

*Seco zbliżył się szybko, bo i szybko szedł, rzecz jasna uśmiechnięty od ucha do ucha, ale to właściwie jak zawsze, bo grunt to luźne podejście do życia. Kiedy był blisko, dało się zauważyć ze „towar” ma za paskiem* Dobhrra, stahrry, ale pozwól mi zmodehrrnizować Twój konsehrrwatywny sposób picia, bo mój pomysł jest bhrracie zajefantakuhrrwasytyczny! *wypowiadając ów słowo ugiął lekko nogi i niczym natchniony szaman zarysował nad głową łuk ramionami, patrząc w góre, co jeszcze potęgowało aurę szaleństwa jaką koło siebie roztaczał* Zaghrramy w  stahrrą kaleeshiańską ghrre do kielicha

Tangorn - 2010-03-17 17:57:17

Ooo... *Wyrwało mu się, gdy zobaczył jaki "towar" ma przy sobie Seco. No, to jeden z mniejszych problemów już poszedł z głowy. Co prawda Tang miał w domu mały zapas alkoholu, ale nigdy nie wiadomo, czy to wystarczy dla dwóch* Że niby ja jestem staromodny? JA?! Masz racje... to jaki to sposób? *Hełm wpakował sobie pod pachę i czekał aż mu Seco łaskawie wyjaśni na czym miałaby polegać ta gra. Właściwie to nie miał nic przeciwko małej zabawie w piciu, a nawet wręcz przeciwnie, chetnie by się zabawił*

Secorsha - 2010-03-17 18:04:40

*Seco był specjalistą od wszelakich głupich zabaw towarzyskich ta przy kielichu to jeszcze zabawniej. Bawiąc się butelką w sposób bardzo wymowny i trochę „kojarzący się”, ruszył powoli bok w bok z Tangiem, w stronę jego domostwa, ale wiadomo ze pić będą na dworze, bo w domu potem trzeba podłogę zmywać, a  na dworze wystarczy piachem przysypać…* To jest bahrrdzo stahrra ghrra z thrradycjami, niegdyś ulubiona rhozhrrywka szacownych wojowników przed bitwami z Hukami… polega ona na tym, ze by zasłużyć nam kielicha musisz wywiązać się z  zadania jakie wymyśli Twój towarzysz, czyli w  tym przypadku ja, a  wyghrrywa ten któhrry się piehrrwszy uwali

Tangorn - 2010-03-17 18:12:18

Czyli to będę ja... kurwa, przecież ty masz taka wątrobę jakbym ja miał dwie... *Wyszczerzył sam zęby, bo mu to nie przeszkadzało. A picie na dworze, w plenerku było całkiem dobrym pomysłem. Gdzieś za pagórkiem się ukryją i się schleją...  byle tylko ich nikt nie przyuważył i będzie dobrze.* Tee... a jakie to zadania będą? *Bo to go troszkę niepokoiło. Wiadomo, Seco jest takim trochę wariatem i za cholerę nigdy nie wiadomo, co mu do łba strzeli. A jednak Tang chciał przeżyć tą popijawę, a to stawało się coraz mniej oczywiste*

Secorsha - 2010-03-17 18:23:14

*Seco strząchnął łbem i wcisnął pieść w talie, lekko się przy tym przekrzywiając, jakby miał w ręku taka siłe ze mógł samego siebie złamać. Bo mógł* O nie, przephrraszam bahrrdzo, jak ja siedem lat temu miałem rhobione prześwietlenie po tym jak połknąłem klucz, to widziałem swoją wąthrrobe, wcale nie jest duża! *Warto nadmienić ze to był klucz do odkręcania śrub dwunastek* Ale nie mahrrtw się, wyrównamy szanse, waże od cienie o jedną czwahrrtą więcej wiec będę pił o jedną czwahrrtą więcej. A poziom thrrudnosci zadań wzhrrasta w miahrre nabywania phrrocentów ale jest jedna zasada – bez thrrwałych okaleczeń, czyli wiesz, obcinanie kończyn czy wyphrruwania flaków, bo to zabawa ma być *No ale lekkie okaleczenia rzecz jasna wchodzilyw  gre, to kaleeshianska zabawa, i Seco na pewno chętnie się pochlasta w imię przyjemności. z  resztą to masochista*

Tangorn - 2010-03-17 18:31:43

Taa... jasne. U ciebie to wątroba pewnie jest normalna jak dla kaleeshów *Mruknął sceptycznie Tang, bo już się nauczył, że picie z nim zazwyczaj dla niego kończy się zgonem, podczas gdy Seco dalej stał na nogach.* No dobra, to wyrówna między nami szanse... to gdzie pijemy? *Tang aż się palił do picia, bo trzeba w końcu jakoś odreagować cały ten stres. A wyjaśnienia dotyczące zabawy bynajmniej go nie uspokoiły, bo skoro trwałe uszkodzenia nie wchodzą w grę, to co z lekkimi?* Tee... a dużo znasz takich gier, co? Bo jakieś urozmaicenie musi być *Szedł równo z nim, zbliżajac się szybko do pagórka zajmowanego przez Mandalorianina. Znajdował się tak na skraju osady, więc ich nie będzie można podglądać.*

Secorsha - 2010-03-17 18:37:00

*Kreatywny Seco miał i na miejsce do czynienia tego zacnego procederu odpowiednie miejsce* Tak żeby Flehrr nie widziała, najlepiej za tym ostatnim domem w któhrrym nikt nie mieszka. Będziemy mieli ładny widok na myśliwiec, myśliwiec w rhazie jakby baby szły, zdążymy dać nogę. To dobhrre sthrrategicznie miejsce jest *Rzekł dumny, prężąc wychudłą klate. Tak, kaleeshowie „zmysł strategiczny” mieli – wytrenowani byli po prostu. Łatwiej zrozumieć Grievousa. I odtworzyć jego przeszłość… Z resztą znając bliżej tę fascynująca rasę inaczej się patrzyło na wiele aspektow.* [i]Pewnie, znam wiele giehrr, ale większosci to wiesz… dla chłopczyka i dziewczynki…[/di]

Tangorn - 2010-03-17 18:40:52

To ich wypróbowywać nie chcę... *Lepiej to od razu powiedzieć, bo cholera wie co się może dziać po pijaku. Ostatnio to Tang z Seco pili za wieczne życie generała i cholera, okazało się, ze ten żyje. A teraz strach pomyśleć, co mogłoby się stać...* Hmm... no dobra. W sumie, ja się tam bać nikogo nie muszę, nawet ad'ike, ale ciebie tam ner vod rozumiem. A myśliwiec ładny, popatrzeć można sobie... No i spierdolić w razie czego jest gdzie *Tak wiec skorygowali lekko kurs, podążając w stronę najbardziej wysuniętego domku osady, gdzie w spokoju można sobie popić. No i pograć w te kaleeshańskie gry*

Secorsha - 2010-03-17 18:47:29

*Seco skinął głową jak oficer na statku, kwitujący słowa drugiego oficera. Poważne sprawy* I tak nie jesteś w moim typie, poza tym wy ludzie mientkie dupy macie *wyznał jak zawsze szczerze i jak zawsze z niezmąconą powagą, co wcale nie wykluczało szerokiego uśmiechu. W końcu doszli, a jak doszli tak Seco obrał miejsce najlepsze, z  którego widac myśliwiec, myśliwiec usiadł na trawie, z głębokim westchnieniem ulgi. Butelka którą niósł stanęła obok jego kolana* Dobhrra, kto zaczyna?

Tangorn - 2010-03-17 18:54:28

*Tang kiwnął w zamyśleniu głową aż tu nagle skojarzył to i owo i tak spojrzał krzywo na przyjaciela* Te kurwa, skąd wiesz? Albo lepiej nie, nie chcę wiedzieć... *Lepiej nie wiedzieć co tam Seco w życiu robił. To były zbyt niebezpieczne wiadomości dla zdrowia psychicznego Tanga. Dotarli na miejsce, więc na trawie położył swój hełm i na wszelki wypadek wyłączył komunikator. Nie ma go już dla nikogo, ale i tak A'den lub ktoś tam go znajdzie... klony są w tych sprawach mistrzami* Może ty, bym się zorientował co to za zabawa... *No i sam też się rozwalił na miękkiej trawce, patrząc na stojący w oddali myśliwiec. A za niedługo pewnie zjawi się kolejny... szlag by to, jeszcze Jedi tu na głowie mieć będą.*

Secorsha - 2010-03-17 19:00:14

*Wysłał Tangowi zezowate spojrzenie lekko ku górze kiedy ten jeszcze stał* Co ty myślisz, ze ja nigdy ludzia nie dupczyłem? *Niestety, Niestety tak odpowiedział ale na szczęście bez szczegółow. Seco był wyjątkowo rozwiązły seksualnie, az do dnia ślubu. Teraz był rozwiązły w związku i stad znał tyle erotycznych gier bo jego małżonka tez miała temperament. Jeśli Tang kiedyś ich w  nocy podsłuchiwał to wie. Tymczasem Seco z kieszeni wydobywszy dwa kieliszki, nalał do jednego tak nie do pełna, by było o ta umowną jedną czwartą mniej* wyzwanie dla Tanga. Na początek łatwe. Krzyknij na cały głos „jestem głupi” *Zastygł w bezruchu, wręcz pazernie wpatrzony w twarz przyjaciela*

Tangorn - 2010-03-17 19:08:39

Pozostawię to bez komentarza... *Machnął przy tym ręką sygnalizując, że nie chce więcej wiedzieć. A co do podsłuchiwania, to Tang tego nie robił, to byłoby poniżej jego godności. Mando zerknął na kieliszki i aż zaczął pocierać ręce, ale zaraz zorientował się, że ma na sobie opancerzone rękawice, wiec je szybko zdjął, by wygodniej się piło* No to żeś wymyślił... teraz mam a potem wypić? No chuj... *Tang się takich rzeczy nie bał, wiec nabrał powietrza do płuc a potem z całej siły ryknął* JESTEM GŁUPI! *Pewnie rodzinka go usłyszała, ale jak zobaczą tylko butelkę to zrozumieją* Hmm... teraz moja kolej, co? Hmm... to coś podobnego. Krzyknij Jestem pierdolnięty *Na razie nie miał pomysłów na zabawę, ale wraz z poziomem alkoholu we krwi wzrośnie poziom durnych pomysłów*

Secorsha - 2010-03-17 19:19:06

*Seco parsknął śmiechem, kiedy Tang wyznawał ze jest głupi. Strasznie go to rozbawiło, z  resztą na tym zabawa polega, tak wiec padł na trawę do przodu gdacząc na całe gardło, po czym podniósł się i podał Tangowi butelkę by ten nalazł mu nagrodę, kiedy  Seco wykona swoje zadanie, a  wykona, bo zaraz nabrał powietrza, o wrzasnął gromko* JESTEM PIEHRRRRDOLNIĘTY!!! *Jakby ktoś jeszcze nie wiedział… A potem – zakładając ze Tang nalał bo czemu miałby nie nalać – wychylił swoje, by zaraz zabrać się za zdejmowanie buta. Na Tanga zerkał drapieżnie. Widać kolejne jego zadanie miało być bardziej inwazyjne…*

Fler - 2010-03-17 19:22:30

*Sielankowa zabawa wyższych lotów trwała sobie trwała, i wtem na pierwsze wyznanie zza pierwszego domu który ich kryl wytoczyła się metalowa kula, ugniatająca jednośladem trawę, i po chwili już Dżony rozwinął się do konfiguracji bojowej, choć jego działka oczywiście grzecznie pozostały opuszczone* Tak jest sir *ozwał się głosem komunikatów, jakimi się zwykle „porozumiewał”, bo na aktywną mowę nie był zaprogramowany*

Tangorn - 2010-03-17 19:24:44

*Tang wyszczerzył zęby i sam wypił swoją kolejkę. Gdy Seco krzyknął, że jest pierdolnięty, to stwierdził, że ta zabawa jest dziwna... ale potem z pewnością będzie gorzej. Spojrzał podejrzliwie na kaleesha i zmarszczył brwi* No co? Co tym razem wymyśliłeś? *No ten wzrok to trochę przerażał, bo nie wiadomo co się kryje pod tą jego czachą, która właściwie to jest zdrowo kopnięta, jakby w dzieciństwie przywalił nią o coś twardego. Taka trauma*

Secorsha - 2010-03-17 19:28:54

*Bo przywalili. W dzieciństwie Seco przeżył bardzo dużo traum które nie ruszyły jego delikatnej psychiki, natomiast o podobnych twardziele piszą w kartach postaci… to zanczy – po prostu tak jakoś było, specyfika specyficzna* O, Tang! Wiesz, że jak schlamy robota to dostaniemy naghrrode? *zagaił widząc droidekę, i zaraz – zdjąwszy buta rzucił nim w nią* Ani słowa Flehrr, ty metalowy przedłużaczu! A ty Tang zhrób ni masaż stóp *zażyczył sobie, kiedy jego niedomyte stopy były już od obuwia uwolnione. Seco ułożył się na trawie, i rozluźnił*

Fler - 2010-03-17 19:31:23

*Droid cofnął się o pół ludzkiego kroku, a jego plaska główka nieznacznie się przekręciła, by złapać lepszy kat widzenia. Droideki miały słaby wzrok, właściwie widziały tylko jedno: CEL. Kiedy nie było celu, wyłuskanie obiektów z tła było kłopotliwe. Ale Dżony nie p[o to miał procesor logiczny by być tosterem. Zaraz puścił siatkę na całą sytuacje i wnioski zwerbalizował tymi słowy* Picie alkoholu powoduje choroby układu krążenia i zaburzenia funkcji wątroby

Tangorn - 2010-03-17 19:39:33

Chyba cię pojebało! *No nie, teraz to będzie trauma dla tanga. Niech to szlag... ale przecież się nie podda, robił już gorsze rzeczy. Chociaż jak spojrzał na jego stopy to zwątpił. Ale przypomniał sobie, że ma rękawice, wiec szybko je założył ni i zabrał się za masaż.* Jesteś jebnięty, by próbować schlać droidekę... ona nie ma układu trawiennego ani tym bardziej wątroby. Jak ma pić? *Masował stopę dopóki Seco nie powiedział stop (a załóżmy że już powiedział) no i wtedy wypił swoja porcję i zaraz ją uzupełnił* Dobra, nie będzie traumy ode mnie... stawaj na rekach i przejdź parę metrów *To będzie interesujące - pomyślał Tang uśmiechając się triumfalnie*

Secorsha - 2010-03-17 19:46:08

Ty nie bądź taki mądhrry, bo gamoehrranie na komputehrr przehrrobią! *Fuknął w kierunku Dżonego, po czym poddał się urokiem masażu, ale tylko przez kilka pierwszych chwil, bo później odezwały się łaskotki, wiec ryczał i się wił. A kiedy się wszystko skończyło Tangowi z uznaniem głową skinął. W oczy miał już łzy od śmiechu. Tak, bo Seco nie był twardzielem i miał skłonności do płaczu z powodu różnych stanów. Kiedy usłyszał, co ma zrobić, zamrugał, bo to nie było łatwe, ale nie niemożliwe* Kuhrrwa… duga udawać? *wstał, klepnął się po organicznym bicepsie, zrobił kilka podskoków dla rozgrzewki, i dał szczupaka, by przejąć ciężar ciała na ręce, ale natychmiast poleciał do tyłu. Zanim cokolwiek ktokolwiek powiedział, Seco powtórzył czynności, i udało mu się stanąć na rękach, z nogami w górze. Mięśnie grzbietu napięły mu się wyraźnie pod koszulką z półrękawkami. Ale kilka kroków? Trudna sprawa. Sapnął przez zęby i… nadal stał*

Fler - 2010-03-17 19:48:38

*Gdyby tylko miał możliwość podrapania się po głowie, ale to czcze marzenie kupy złomu. Za to naturalnie popis Secorshy był czymś, co druid widział pierwszy raz w swoim istnieniu na własne czujniki wzrokowe. Za mało to było by „czuł zaintrygowanie”, ale wystarczyło, by nie spuszczał wzroku ze swojego „obiektu dowodzącego drugiego”. Stał jak każda droideka – nieruchomo. Ale nie każdy wie, ze wtedy sobie w tym płaskim łebku bajty ganiał i „myślał” po swojemu*

Tangorn - 2010-03-17 19:53:55

Nie kurwa, koczkodana... *Wyszczerzył znowu zęby i rozsiadł się wygodniej na trawce, żeby obserwować to wspaniałe przedstawienie. Cóż, potem Seco się zemści i to cholernie, ale co tam, dla tej chwili śmiechu to warto. Przy pierwszej próbie starał się zachować powagę, by nie dekoncentrować Seco, ale już potem zaczął cicho się podśmiewywać, ale nie za głośno. Na droidekę nie zwracał uwagi, bo to nie on był obiektem dowodzenia. Tak więc Tang leżał sobie wygodnie rozwalony na trawce, obserwując te komiczne próby podołania zadaniu w wykonaniu kaleesha* No dobra, bo się połamiesz... wykonałeś zadanie *Zlitował się w końcu, bo nie chciał sie Fler tłumaczyć, czemu jej mąż wylądował w szpitali ze skomplikowanymi złamaniami*

Secorsha - 2010-03-17 20:00:21

*Kiedy Seco, nadal w tej samej pozycji skierował spojrzenie w bok, oczy miał nabiegłe krwią* Nie, kuhrrwa, ja swój honohrr mam! Ja ghrram zawsze uczciwie! *Niestety uchronienie kaleesha przed zrobieniem sobie krzywdy nie jest proste. Seco skupił się i… prawa ręka, ta mechaniczna została o pół „kroku” przesunięta. Seco warknął, widać było, ze mu ciężko. Nie umiał robić takich rzeczy. Przy drugim „kroku” proteza zawiodła. Jakby nie było używał jej teraz niewłaściwie. Jedna sekunda i wielkie ŁUP! Ale podniósł się, nic się nie stało, ani mu, ani ręce. Na czworakach, zadowolony podszedł do tanga i wychylił swoje* Dobhrra, mój rhuch… pocałuj go w szyje *wskazał na droida* O tu *Sprecyzował, wskazując trudno dostępne miejsce pod głową robota. By go tam pocałować, trzeba było się powyginać. Zakładając ze robot będzie grzecznie stał*

Fler - 2010-03-17 20:02:36

*Kiedy Seco na niego wskazał zaraz działa dumnie podniósł, widać uznał, ze jest chwalony przed Tangiem, ale potem jakoś tak… te słowa, jakie docierały do jego sensorów chyba mu się nie podobały. Co gorsza, nie rozumiał, o co chodzi, wiec profilaktycznie zanalizował pole swojego widzenia, skanując na obecność Malkita. I skąd on biedny miał wiedzieć, że własny Pan go zdradził?*

Tangorn - 2010-03-17 20:08:38

Dobra dobra, tylko się nie zabij... *Tang założył sobie ręce za głowę i czekał na piękne ŁUP. No i się doczekał... no i gdy Seco się podczołgał do jego pozycji to uśmiechnął się, w oczekiwaniu na swoje zadanie. A gdy je otrzymał to mina mu zrzedła koncertowo* Chyba cię pogięło... *Zerknął na droidekę, szumnie zwaną Dżonym. No nic, jest przecież Mando a oni się niczego nie boją. Tak więc wstał na równe nogi i powoli podszedł do droida* Szkoda, że w ogóle działasz, tak by łatwiej było... no nic... *No i Tang chwycił rękoma elementy pancerza tak by odsłonić jakoś to miejsce i siłując się z serwomotorami próbował jakoś pocałować to miejsce, choć było to iście karkołomne. Coś mu się zdawało, że nie dotrwa do finału...*

Secorsha - 2010-03-17 20:13:05

*Biorąc pod uwagę, ze Tang miał już dwa zwycięstwa, czyli dwa kielichy za sobą, całowanie droideki wcale nie było wyzwaniem. Bywały brzydsze cele. Seco gryzł język, by się nie roześmiać tak ze całą osada usłyszy. Oczy mrużył, machał ręką, ale ostatecznie zaplótł ręce na kolanach* Jakby się złożył to byś tam łba nie w sadził *zauważył, bo rzeczywiście, kiedy droideka się składa, to miejsce jest zasłaniane, a ilość wolnej przestrzeni ograniczona*

Fler - 2010-03-17 20:15:55

*Tang może się nie bał, ale Dżony? Oczywiście jak na niezłomną maszynę przystało stał niewzruszony, jak mu program nakazywał. Można było do niego podejść bezpiecznie, zawsze, wiec tu nic się nie działo, natomiast kiedy mando zaczął się do niego ”dobierać”, używając siły, program ożywił durastalowe cielsko* Zabrania się! *zaprotestował w gruncie rzeczy  powodu blokady całkowicie bezbronny drogi, cofając się nieporadnie, bo niestety, do tyłu wychodziło mu gorzej niż do przodu bo z tyłu miał jedną nogę a z przodu dwie* Zabrania się! *Komunikował desperacko*

Tangorn - 2010-03-17 20:22:19

*W końcu po rozpaczliwej walce mu się udało, bo jednak po alkoholu człowiek staje się nieco bardziej giętki. W końcu oderwał się od droideki zniesmaczony i podszedł do Secorshy, krzywiąc się teatralnie* To żeś mnie zagiął... *Zwalił się na ziemie obok niego i sięgnął po kieliszek, zastanawiając się co też mu takiego ciężkiego wymyślić. Póki co wypił swoją nagrodę i siadł wygodnie patrząc w niego* Co by ci tu zadać...? *Niby proste ale jednak trudne, bo Tangowi nic do łba nie przychodziło, więc przeszukiwał wzrokiem okolice w poszukiwaniu inspiracji* Dobra, nie będę chamem... wdrap się na szczyt myśliwca i zatańcz tam coś skocznego *Zważywszy na to, że pancerz maszyny jest śliski to będzie to trudne zadanie. Chociaż Seco ma szponiaste palce, wiec łatwiej mu będzie*

Secorsha - 2010-03-17 20:27:48

*Seco naturalnie powitał zadanie z entuzjazmem, bo on lubił właśnie zadania tego typu, i kiedy porwał się biegiem w kierunku myśliwca, w ogóle nie myślał o tym, ze może mu się cos stać. Bo o takich drobiazgach nigdy nie myślał. Za chwile już mogli widzieć, jak Seco włazi na rzeczony dach. Kiedy stanął na nim dopiero poczuł, ze szczyt jest śliski. Nic dziwnego, toż to nówka. Warknął, wyprostował się i zaczął gwizdać przyspieszoną wersję hymny Separatystów Separatystów… najpierw powoli, potem coraz szybciej przebierać nogami, w jednoczesnym gibaniu się całym ciałem*

Fler - 2010-03-17 20:30:10

*Kiedy Tang go zostawił, biedny droid zaczął oddalać się chodem bocznym by zwiększyć dystans. Chyba wiedział już ze strzelanie mu nie wyjdzie, z  resztą Tang był w folderze „rodzina i przyjaciele” a obiekty tam się znajdujące podlegały kategorycznemu zakazowi zabijania. Tak wiec, będąc już coraz bliżej czyszczenia pamięci z przyczyn traumatycznych, droid zatrzymał się w odległości bezpiecznej czyli takiej, z której szybko może zmienić konfiguracje i potoczyć się w ramach ucieczki*

Tangorn - 2010-03-17 20:33:14

*A Tang? Tradycyjnie już leżał na ziemi i tym razem zaśmiewał się w głos, bo widok tańczącego kaleesha na dachy myśliwca był przekomiczny. Nigdy nie sądził, że czegoś takiego w ogóle dożyje. A jednak...* Tee Seco, lepszy jesteś od Fler w te klocki! *Krzyknął do niego, śmiejąc się do rozpuku. No ale w końcu się uspokoił i czekał, aż przestanie gwizdać hymn konfederacji u przyjdzie wypić swoją porcję. O ile przy okazji się nie zabije*

Secorsha - 2010-03-17 20:38:08

Wieeeem! *okrzyczał, przez co na chwile przestał gwizdać, ale nie tańczyć, natomiast kiedy znowu wydał z siebie głos, nie był to gwizd, a wokal piosenki o następujących słowach* Dzielne klony chodza rhóóówno… czasem któhrry wdepnie w g… błootooo, ale tu nie chodzi ooo to… dzielne klony chodzą w ghrruupieee, i thrrenehrra mają w d…ooomuuu, nie potrzebny jest nikoooooo…o  O KUHRWAAAAAA! *I JEB poprzedzony kaskaderskim wygibasem na dachu myśliwca*

Fler - 2010-03-17 20:39:03

*Na finałowej scenie droidece drgnęły działka* Obiekt dowodzący uszkodzony…

Tangorn - 2010-03-17 20:41:42

*Tego już było za wiele i najzwyczajniej w świecie Tang nie wytrzymał i jak nie ryknął śmiechem, to chyba cała okolica ich usłyszała. Najpierw durna piosenka, potem łoskot upadku a na końcu dziki śmiech Mandalorianina. Nic dodać nic ująć po prostu... W końcu jakoś się pozbierał z ziemi i ruszył w kierunku maszyny, by sprawdzić czy temu wariatowi nic się nie stało*  Seco?! Żyjesz ty czy umarłeś?

Secorsha - 2010-03-17 20:45:24

*Po wejściu za myśliwiec, bo Seco poleciał na tą drugą stronę, dało się dostrzec Seco, którego łeb i tors leżały na trawie, zaś nogi skierowane do góry opierały się o karoserię statku. Oczy miał otwarte ale wzrok nieco szklisty* Umahrrłem... zabiłem się... *odparł* Musze udać się do nekhrromanty celem wskrzeszenia, ewentualnie łyknąć jeden kieliszek eliksihrru życia… *charcząc od rzeczy jak zawsze, począł zbierać się z ziemi*

Fler - 2010-03-17 20:45:39

[puszczam kolejke]

Tangorn - 2010-03-17 20:50:54

*Tang podrapał się po głowie i stłumił kolejny wybuch śmiechu, ale poza Seco była na prawdę zabawna. Tylko teraz biedaka na nogi trzeba postawić, tak więc zawrócił, by przynieść mu eliksir życia, czyli po prostu wódkę. Zauważył tez biednego Dżonego, który stał w oddaleniu i nie wiedział co się dzieje. No tak, trauma... kolejna w rodzinie* Tee... eee... kurwa... Dżony! Ta, jedź do jednostki dowodzenia... eee... numer 2, bo ta jest chyba ranna... postrasz go jednostką dowodzenia numer jeden czy coś... *Tang zabrał butelkę i kieliszki (które dla bezpieczeństwa wypróżnił sam i ruszył w drogę powrotną, by ratować kumpla. Tylko ciekawe, czy ta durna droideka cokolwiek zrozumie?*

Secorsha - 2010-03-17 20:53:49

Eeeee… *wyjęczała uszkodzona jednostka, wprawdzie nr 2 ale to i tak jednostka centralna, która odezwała się tymi słowy* Kuhrrwa, Tang, ty zabazghrrany kwadhrratowy dikutasie, nie zostawiaj mnie kiedy ja umiehrram!

Fler - 2010-03-17 20:57:52

*Durna droideka (czemu ludzie tak nie doceniają tych pięknych droidów? No czemu, pytam się?!) opuściła ramiona, jednocześnie podnosząc się na tych swoich trzech nóżkach, by po chwili, po standardowym* Rozkaz, rozkaz *Zwinąć się w kule, i w mgnieniu oka z łoskotem niedopasowanych do końca styków ruszyła ku Secorshy. Przykołowawszy rozłożył się Dżony tak, ze jedna z jego nóg znalazła się o cal od dłoni kaleesha* Dyrektywa sześć – likwidacja obiektu uszkodzonego *trzask ładowanego działa i charakterystyczny pisk gotowości…*

Tangorn - 2010-03-17 21:02:01

No kurwa, nie ma to jak lojalność durnego blaszaka, co? Mam eliksir uzdrawiający *Zawołał wesoło Tang, bo ta cała sytuacja była strasznie zabawna, a zwłaszcza Dżony, który chciał zlikwidować jednostkę centralną numer 2. Podał tejże jednostce flaszkę w wódką oraz pusty kieliszek, a sam się oparł plecami o droida, poklepując go ręką po mechanicznej głowie* No nie powiem, ja bym się tam trochę wkurzył, gdyby mnie własny droid chciał zabić z powodu marnego uszkodzenia *Wyszczerzył do niego zęby i ręką ponaglił go, by pił szybciej, w końcu jego też suszyło pomimo tych czterech czy pięciu kieliszków*

Secorsha - 2010-03-17 21:08:25

*Secorshy źrenice się zwęziły, chyba na chwile zapomniał, ze droid był bezpieczny, bo „dostosowany do dziecka”, a z perspektywy półmartwej to co zrobiła droideka wyglądało groźnie, tak wiec jak się Seco nie zerwie na równe nogi* Nie, nie, natychmiast skasuj tą dsuhrrektywe ty głupi zakuty blaszany przehrrdzewiały łbie!! *I tak przed własnym droidem Seco rozsmarował się na karoserii myśliwca z rękami  górze w pozycji „poddaje się”, ale widząc Tanga, jakoś tak oprzytomniał i mu myślenie wróciło. Parsknął trochę nerwowo, i odebrawszy kieliszek pochłonął zasłużoną nagrodę*

Fler - 2010-03-17 21:11:14

*Dżony wcale nie chciał zabić, Tang kazał mu „postawić jednostkę na nogi” i zadanie zostało wykonane, o proszę jak pięknie stoi! Niestety droideka nie była zaprogramowana na chełpienie się wykonanym zdaniem, tak tylko wiec stała, na tych swoich trzech nóżkach na których spoczywał ciężar powiększony o opartego o nią Tanga* Operacja awykonalna, sir. Wymagany wykwalifikowany serwisant *padła odpowiedź odnośnie wprowadzania zmian do dyrektyw. Chociaż niewykluczone, ze ta dyrektywa to tylko „podstęp” robota*

Tangorn - 2010-03-17 21:15:43

Cóż, kazałem jej postawić cie na nogi i proszę... jednak szybko to umie robić. Lepiej niż Fler mi się wydaje *Dziwne, bo odniósł wrażenie, że taki był właśnie zamiar tego droida. Ale to przecież nie myśli logicznie, nie ma sztucznej inteligencji tylko zaprogramowane odpowiednie komendy i nic. A cholera tam wie* Tee... nie wychlej wszystkiego, mi tez polej *Odbił się od Dżonego i podchodząc do Seco wyciągnął przed siebie swój kieliszek. W końcu mieli razem pic... ale chyba zabawa się już skończyła, po takich traumatycznych przygodach*

Secorsha - 2010-03-17 21:20:30

*Wziął pare wdechów i otarł łysy łeb grzbietem ręki* Póki co jeszcze na szczęście kobiet nie nazywa się niszczycielami… *Odrzekł i zaraz… taaak, na mordzie wymalował się uśmiech. Polał Tangowi, odpuszczając z zabawy. Jakby nie było, on miał dwa wypadku, a  tang dwa razy traumę psychiczno-emocjonalną, ale przecież na początku ustalili, ze jeden jest głupi a  drugi jebnięty* A Dżony by mnie nie skrzywdził, on wie jak ja szybko pothrrafie wołać Malkita…

Fler - 2010-03-17 21:23:00

*Pneumatyczne ramiona przedłużone w lufy działek niżej już opaść nie mogły. Tylko w  ten sposób biedny droid mógł pokazać swoje dobre intencje. Co zaś się tyczy obwodów logicznych, czy jak kto woli sztucznej inteligencji: było całkiem sporo droidek które takowe fabrycznie miały. Nemoidianie je usuwali, bo bali się myślących robotów. Ale był to proces odwracalny, obecnie Dżony był po takiej renowacji. Tylko co ta ograniczona technicznie osada może o tym wiedzieć. No może jedynie Dral bo on w Dżonym się grzebał*

Tangorn - 2010-03-17 21:26:53

*Tang się tam nad budową droidek nie zastanawiał, bo on je po prostu demontował w sposób ekstremalny. Więc teraz go tam też nie obchodziło jakim cudem ta maszyna myśli. Bo po co sobie tym głowę zaprzątać?* No tak Malkit... uniwersalny straszak... *Tang wypił swoja porcję i znowu podał kieliszek* Lej, lej... w sumie, trza się gdzieś ukryć. Bo jak A'den albo Fler się gdzieś pojawia, to będzie nieciekawie... *Tang wolał pić w spokoju i Seco pewnie też, więc jedyną radą było wzięcie dup w troki i schowanie się gdzieś w celach spokojnej konsumpcji a potem i odpoczynku*

Secorsha - 2010-03-17 21:33:04

*Pociągnął nosem i zaplótłszy ręce na piersi zmrużył oczy, zastanawiając się* Trzeba Tang podjąć ostateczne khrroki, bo tutaj… działo się i na pewno ktoś tu zahrras przylezie, masz rhacje, wiec mam pomysł – Dżony, zostań tu, i pilnuj. My musimy się udać na sthrronę i dezaktywować. A Ty masz osady blaszaku pilnować i żeby mi tu żaden chuj co w Twoich foldehrrach go nie ma, nie pałętał się. Z powierzchni zmieść, rozumiesz pacanie? *nachyliwszy się do druida postukał go kłykciem  główkę, a potem wrócił się do Tanga* Dobhrra, spadamy

Fler - 2010-03-17 21:35:32

*Droidy nie lubią jak się je puka po główce. Klepanie owszem, ale nie pukanie, to straszne jest. Ale Dżony, jak przystało na niszczyciela, nie zareagował na to, choć czujniki jarzące się na pomarańczowo trroche zbladły* Rozkaz rozkaz *I powrót do stanu gotowości z  uniesionymi działami. No, nareszcie dostał zadanie godne droideki*

Taken - 2010-03-17 21:36:29

*Tymczasem, wysoko ponad spokojną osadą, w przestrzeni kosmicznej pojawił się lekki frachtowiec dosyć mocno przebudowany i zmodyfikowany. Jego pilot, kel dorianin skierował się ku powierzchni planety, sprawdzając odczyty na komputerze nawigacyjnym, gdzie miał zapisane współrzędne miejsca, gdzie miał wylądować. Mistrz Windu ich ostrzegł, ale jak go przywitają? To była zagadka. Taken zwiększył moc silników i powoli zaczął wchodzić w atmosferę, korygując nieustannie kurs oraz kat podejścia, by się nie rozbić. Gdyby nie te komputery to już dawno by się tak stało. Nie był wyśmienitym pilotem... ale latać potrafił i to się liczyło.*

Tangorn - 2010-03-17 21:39:28

No tak, musimy się dezaktywować i podładować sobie baterie *Zgodził się z Seco i ruszył za nim, zastanawiając się nad sensem tego rozkazu, bo Dżony ma przecież zablokowaną broń, więc nie ma z niego pożytku. Na szczęście jego Ad'ike czuwają nad bezpieczeństwem osady, wiec dwójka generałów może bez problemu poddać się dezaktywacji. No więc poleźli gdzieś, gdzie był spokój i tyle. By się schlać czymkolwiek, co mieli pod ręką*

Fler - 2010-03-17 21:44:34

*Dumny stróż tego całego burdelu, czyli szlachetnej osady został sam na niewielkim poletku, przy swoim milczącym przyjacielu, myśliwcu, w blasku słońca połyskując stopem bronzium pięknie wypolerowanym przez Fler. Na każdy szmer reagował kierowaniem czujnika, i czuwał, czuwał i był dumny, choć był tylko głupią maszyną bojową, to wreszcie „czul się właściwą osobą na właściwym stanowisku”. Może jak dobrze pójdzie uda mu się kogoś… wystraszyć? Bo przecież nie zabić, eh, okrutne istoty na bazie węgla…*

Taken - 2010-03-17 21:49:32

*Maszyna wchodziła coraz szybciej w atmosferę aż w końcu znalazła się kilka kilometrów nad powierzchnią, obniżając lot powoli i kierując się w stronę zaprogramowanego miejsca lądowania. Gdy już był odpowiednio blisko, to Taken wyrównał lot i zaczął wytracać prędkość, a gdy tak się stało to zrobił dwie rundki wokół tych dziwnych pagórków, które najprawdopodobniej stanowiły jakiś rodzaj schronienia, bo wyczuwał poniżej śladu życia. Gdy już uznał, że mieszkańcy zostali poinformowani o jego przybyciu, to wylądował niedaleko jakiegoś lśniącego w blasku słońca myśliwca. Frachtowiec miękko osiadł na trawie, wzbudzając spore podmuchy wiatru. Kel dor opuścił rampę a sam wstał z fotela po dezaktywacji silników. No i udał się do wyjścia, by przywitać się z mieszkańcami...*

Tangorn - 2010-03-17 21:53:36

*Klony zajmowały się swoimi codziennymi sprawami. Każdy siedział, stał, leżał lub się bawił w odmiennej części osady, od czasu do czasu rozmawiając z braćmi przez komunikator. Wiedzieli, że Seco i Tang gdzieś chleją, bo hałas był nieziemski. Aż tu nagle pojawił się nie wiadomo skąd jakiś frachtowiec. Byli uprzedzeni o wizycie, ale mimo to zastosowali się do środków ostrożności, tak więc każdy z nich porwał karabin snajperski i udał się do strategicznych miejsc wokół tego lądowiska. A skoro Tang gdzieś pił i pewnie nie zareaguje, to dowodzenie przejął A'den, który pojawił się dosyć szybko na miejscu, w pełnym pancerzu i z karabinem w dłoniach.* Protokół Alfa - 15... idę przywitać gościa. Pełna gotowość... *Tak więc Elitarny Zwiadowca, uzbrojony w karabin wyszedł na spotkanie, osłaniany przez czwórkę elitarnych komandosów. Dżonego przeoczyli jakoś...*

Fler - 2010-03-17 22:00:20

*Jeśli istnieją sytuacje w których roboty mogą być szczęśliwe, to była taka sytuacja. Dżony wykrył ruch a ciche pykniecie zwiastowało włączenie osłon, jednak… niestety blokada działała doskonale. Kiedy statek osiadł, rdzawobrązowa kula przetoczyła się zza myśliwca, miedzy klony, by o dwa kroki przed nimi rozwinąć się i zaraz znowu aktywować osłony, jak to robiły droideki na polu bitew – tak by z  ich osłon korzystało jak najwięcej przyjaznych jednostek. Karabiny uniesione w pozycji bojowej wyglądały imponująco* Dyrektywa jeden, posłuszeństwo jednostce dowodzącej, dyrektywa dwa, ochrona osób i mienia, dyrektywa trzy patrolowanie terenu, dyrektywa cztery utrzymywanie porządku publicznego, dyrektywa pięć profilaktyka w czasie pokoju… *I wyglądało na to, ze ów zdarzenie podchodziło pod wszystkie dyrektywy. Jednostką dowodzącą był w tej chwili A’den, ale Seco wydał polecenie wcześniej*

Taken - 2010-03-17 22:05:16

*Taken powoli zszedł po rampie swojego frachtowca, unosząc ręce w wymownym geście. Zobaczył aktywną droidekę i się zdziwił nieco, a zaraz za nią szedł Mando. Czuł też poprzez Moc, że jest namierzany przez czterech snajperów. Prawdziwe Mandaloriańskie, serdeczne powitanie, nie ma co. Zaczął powoli podchodzić w kierunku najbliższej osoby, sondując ją Mocą. Informacje które otrzymał były dziwne. Dorosły mężczyzna a umysł nastolatka... a więc to był klon? Jeszcze lepiej* Witaj... jestem Taken Karr... przysyła mnie Mistrz Windu. Powiadomił was o moim przylocie. O ile nie pomylił współrzędnych... *W co jednak wątpił, gdyż wtedy i generał musiał się mylić.*

Tangorn - 2010-03-17 22:08:33

*A'den przyjrzał się uważnie kel dorowi i dalej mierzył do niego z karabinu, ale powoli go zaczął opuszczać. Jego bracia byli gotowi do strzału z czterech różnych stron, wiec był otoczony i nawet z mieczem świetlnym nie miałby szans.* Dżony, wezwij jednostkę dowodzenia numer jeden, natychmiast! *Chodziło mu oczywiście o Fler, bo Seco pewnie gdzieś już leżał nawalony. A co zrobić z ich gościem?* Taa... dobrze trafiłeś Takenie. Jestem A'den a ty właśnie jesteś na celowniku moich czterech braci, więc stój grzecznie i czekaj na potwierdzenie. *Stali w odległości kilku metrów, czekając na przybycie kogoś, kto w jakiś sposób potwierdzi to kim też on jest. Najlepiej Fler, bo była Jedi*

Fler - 2010-03-17 22:16:04

Rozkaz rozkaz *Zameldował robot i w sekundę później był jzuż formie koła, a jego repulsory wprawiły go w szybki ruch toczący. Kolejny szok, droideka słucha klona. Znikła, potoczyła się, nie ma. Zanim sprowadzi jednostkę dowodząca, na pewno potrwa trochę, wiec może przyjmijmy, ze panowie, mierząc w gościa, a  gość w cierpliwości czekając, przetrwali ów czas.
Dżony wrócił przed Fler. Nic dziwnego, był od niej szybszy a przynajmniej wtedy kiedy poruszała się na dwóch nogach. Potężny droid rozwinął się w pozycji eleganckiej i demonstrującej siłę. Zaś od strony pagórkowatych zabudować zbliżała się do nich szybkim marszem egzotyczna postać, niewątpliwie kobieta, co szło poznać na pierwszy rzut oka. Odziana była w prosta, ale bardzo gustowną grafitową sukienkę. Jej włosy związane w kok zdobiły głowę*

Taken - 2010-03-17 22:22:01

Uroczo... *Skwitował jedynie sarkastycznie no i stał i czekał. Nie zastanawiał się już nawet nad droideką słuchającą klona, bo tutaj wszystko było dziwne. No ale jej ponowne pojawienie się zwiastowało nadejście owej jednostki dowodzenia. Taken wytężył wzrok i dostrzegł zbliżającą się kobietę, sądząc po eleganckim ubiorze. Gdy znalazła się na tyle blisko, to kel dor pokłonił się jej z szacunkiem a gdy się wyprostował to przemówił donośny, czystym głosem* Witaj. Nazywam się Taken Karr i przysyła mnie mistrz Windu. Czyżbym miał przyjemność z Rzeką Samrune? *Nie widział jej wcześniej, ale wzorował się na raczej dokładnym opisie czarnoskórego mistrza Jedi. Poza tym wyczuwał w niej aurę Mocy, tylko że już nieco przygaszoną, jakby od dawna nie używała Mocy zbyt intensywnie*

Tangorn - 2010-03-17 22:25:40

*A'den stał spokojnie i nie odzywał się, przynajmniej do kel dora, bo ze swoimi braćmi prowadził ożywioną dyskusję na temat tajemniczego przybysza. Podobno był Jedi, a wiec i ich byłym dowódcą. No ale Wojna się skończyła, Republika też, byli wolni. Gdy Fler nadeszła, to A'den przestał celować w gościa tylko podszedł do niej i powiedział cicho, by ten ich nie usłyszał* Zdejmujemy go czy też to ten na którego czekałaś? *Oczywiście pytał sie ją co robić, wpuścić czy też zastrzelić. Klony nie miały zbyt wielu dylematów w takich chwilach. A to co ona postanowi tak tez zrobią*

Fler - 2010-03-17 22:32:25

*Zbliżyła się do epicentrum całego zamieszania, powoli, jakby się obawiała, jednak wiedziała, ze nie ma czego. To ten gość, którego im zapowiedziano. Jednak mimo to doskonale wiedziała, ze gdzieś tam pochowane są klony z lufami wymierzonymi w głowę i serce przybysza. Ona sama poczuła się lekko zmieszana obecnością Jedi, choć… jeśli miała by polegać na swojej zardzewiałej umiejętności, to nie „pachniał” on w Mocy rycerzem, a  wyglądał na dość zaawansowany wiek.* Tak, to jaj Rzeka Samrune. *Kiedy A’den do niej podszedł z zapytaniem, szepnęła tylko cos w rodzaju „zaczekaj”* Jak ma na imię durosjanin z hangaru na Widmie? *zadała pytanie w kierunku przybysza, a  jen smukła, zaopatrzona w gustowną bransoletę w kaleeshainskie wzory ręką spoczęła delikatnie na lśniącym pancerzu droideki, która nie spuszczała czujników z Karra. Ogon szeli zatańczył tuż nad powierzchnią trawy. Paznokcie zazgrzytały o metal, jakby drapały futro, a  nie pancerz robota*

Taken - 2010-03-17 22:37:29

*Cóż, jeśli w Mocy czuć było że nie jest rycerzem to z pewnością tak było, bo był on najstarszym padawanem Galaktyki. Gdyby mógł to by się uśmiechnął życzliwie do Rzeki, ale nie mógł z powodu maski* Rudi. Nie przepada za bardzo za mistrzem Windu, uważając go za najbardziej ponurą gębę Galaktyki... i trudno się z nim nie zgodzić. Jeszcze jakieś inne testy? A asystentka czy też pierwszy oficer Widma, nie wiem jak się tam tytułują to Ava, gossmanianka. *Dodał tak by mogła poznać, że jednak przybywa z Widma. Wolał mieć już te formalności za sobą, bo jednak stanie od kilkunastu minut na celowniku piątki klonów to nie było zbyt komfortowe*

Tangorn - 2010-03-17 22:38:58

*Tak więc A'den wraz z reszta czekał na dalsze rozkazy Fler, gdyż ona miała tutaj więcej do powiedzenia w sprawie identyfikacji przybysza.

Fler - 2010-03-17 22:49:53

*Ona tez się uśmiechnęła, serdecznie i z akceptacją, a  to z  kolei było widać. Oznaczało to ze owszem – przeszedł test, wysłano go z  Widma, a  Fler wierzy mu i ufa w prawdę jego słów* To wystarczy. Rada jestem powitać ciebie w imieniu swoim i przyjaciół *położywszy rękę, którą do tej pory głaskała droida na piersi, skłoniła się lekko* Przedstawiono ci mnie jako Rzekę Samrune, jednak na godzien używam skróconej wersji: Fler Gawila. To jest A’den z klanu Fibal, zapewne już się przedstawił, a  to jest Dżony Dwururka, nasza maskotka *pogładziła robota z czułością, po czym nachyliła się ku głowie droideki* [i[]Dodaj do folderu „znajomi i przyjaciele”[/i] *Maszyna rozpoczęła standardową procedurę dodawania, zaś jej pani nadal nie spuszczała miedzianego oka z przybysza* Zechcesz udać się do mojego domu? Nietaktem byłoby prowadzenie rozmowy przed statkiem…

Taken - 2010-03-17 22:58:45

A ja rad jestem, że tutaj przybyłem. *Odpowiedział zgodnie z prawdą i przypatrywał się jej z zainteresowaniem. Mistrz Windu co prawda coś o niej wspominał, ale nic konkretnego, wiec sam będzie musiał się dowiedzieć kilku rzeczy. Ale to później, nie tak od razu* Niech tak będzie Fler. No i macie ciekawą maskotkę, rzadko spotykaną. *Zerknął w tym momencie na droida, który jednak z maskotką miał niewiele wspólnego, ale w to już kel dorianin nie wnikał. Każdy ma własne definicje co poniektórych rzecz* Ależ oczywiście. Prowadź w takim razie. I dziękuję A'denie za dotrzymanie mi towarzystwa.

Tangorn - 2010-03-17 23:02:28

*A'den obserwował tą dwójkę zza wizjera swojego hełmu i czekał na dalsze instrukcje. Gdy Fler go ostatecznie zakwalifikowała do przyjaciół to klon opuścił broń i nadał komunikat do swoich braci, że obiekt jest sprawdzony. Tak więc minutę później na horyzoncie pojawiła się czwórka klonów, by sprawdzić statek przybysza, tak na wszelki wypadek* Będziemy pilnować osady i przeskanujemy dla bezpieczeństwa frachtowiec. Powodzenia w rozmowach *Powiedział cicho i oddalił się od tego miejsca, zmierzając ku swoim braciom*

Fler - 2010-03-17 23:08:29

*Skinęła głową A’denowi w niemym „w takim razie czuje się bezpiecznie”, po czym, zawiesiwszy spojrzenie kel dorowi odwróciła się bokiem do niego a przodem w kierunku który obrała, i ciągnąc go miedzianym spojrzeniem, ruszyła. Teraz, kiedy nie śpieszyła się i wiedziała, na czym stoją, poruszała się niespiesznie, z widoczną wrodzona gracją, lekko, łagodnie, bardzo harmonijnie, zgrana w czasie i zamiarach z każdym własnym mięśniem, zamiarem i czynem rzeczywistym, jak kwintesencja harmonii. Droideka „pieszo” wiernie ruszyła za nimi, zostając silą rzeczy w tyle*
Co słychać na Widmie? *zapytała wietrznym głosem, kiedy oddalili się już od „bandy A’dena”, tudzież od „Tangów” – jak to mawiał  Secorsha*

Taken - 2010-03-17 23:13:17

*Taken kiwnął im głową na znak że rozumie, bo wiedział jak drażliwi bywają żołnierze w takich kwestiach jak bezpieczeństwo. Czasem aż za bardzo. Ruszył zaraz powoli za Fler, przyglądając się jej z ciekawości i próbując sobie wyrobić jakąś początkową opinie na jej temat. Zastanawiało go, czy też jej umysł przedstawiał podobny spokój i harmonię?* Na Widmie? Nie jestem aż tak poinformowany w tym temacie, ale wiem, że mistrz Windu tam wszystkich straszy swoją obecnością bardziej niż generał. Chyba do niego przywykli... *Nie zagłębiał się nigdy za bardzo w temat załogi, co prawda rozmawiał z kilkoma osobami, ale nie żywili oni gorących uczuć do Jedi. Zwłaszcza po spotkaniu z przywódcą Zakonu.*

Fler - 2010-03-17 23:21:15

*Na dźwięk tych słów sama przypomniała sobie swoją rozmowę z mistrzem Windu, tylko przez holo, przy mężu, w bezpiecznym domu. Była robota jak mało kiedy, mimo iż zazwyczaj właśnie jej umysł był harmonią. Zwłaszcza w tańcu. Jednak ostatnio dużo się pozmieniało. Fler podupadła, bardzo wyraźnie i ubolewała nad tym* Mistrz Windu jest…. bardzo onieśmielającą istotą *Wyszeptała wręcz. Szacunek dla Mistrza Windu w jej przypadku windował się pod strach, a  może nawet lepiej – lęk. Za to generał wydał jej się od razu „tym dobrym”, cóż za ironia, ale czy można zaprogramować uczucia? Jej zadziałały tak, właśnie tak dziwnie, irracjonalnie. I ilekroć myślała o tym dziwnym statku, i o tak całej „koalicji”, myślała o generale. Dotarłszy do domu otworzyła drzwi, by wpuścić gościa. Dżony dreptał na piechotę zapamiętale, spieszył się, by załapać się na otwarte drzwi *

Zindarad - 2010-03-19 22:00:26

Po wylądowaniu statku jego wrota otworzyły się. Zin stanął w progu i wedle instrukcji Tanga czekał na A'dena i jego paczkę, która miałaby dać zezwolenie na wyjście jego rodziny. Nie wiedział czy ma podnieść ręce w górę czy też stać tak jak stał, oparty o framugę. Raz się żyje. Stał tak jak stał i koniec. Pozycja z podniesionymi rękoma nie pasowała mu zbytnio, ot co. Inżynier rzucił.
-Ej. Mogę już wyjść?-Spytał i rozglądał się dookoła. Ponoć zrobili się drażliwi, a to nie wróżyło nic dobrego, w końcu klon to klon i trzeba z nim uważać, bo byli oni modyfikowani genetycznie. Jak ta żywność co ją na Coruscant sprzedają. Obrzydliwe ścierwo, nerf nie smakuje tak dobrze jak z Alderaan, wszystko zajeżdża chemią, idź pan w cholerę. Mały Varien stanął przy ojcu, bo chciał zobaczyć prawdziwe klony, te, o których ojciec mu opowiadał.

Secorsha - 2010-03-19 22:03:09

*Był sobie dzien, który wstał o świcie, i wypchnął Secorshe z domu. Spacerował on (Secorsha) koło chałupy, z  jedna ręka w kieszeni a z drugą przy gardle. Oczy miał zaciśnięte mocno, wargi ściągnięte i obnażone żeby. Pić, nie mając w domu żadnego cudownego leku, ot, strateg jak z nerfiej dupy świetlny miecz. Może co nas nie zabije to wzmocni, ale Seco uważał, ze jest wystarczająco mocny,. Tak wiec krążył koło chałupy, w której spali jeszcze wszyscy prócz robota. Raz po raz wypowiadał magiczne słowo na „k” które miało ulżyć mu w cierpieniach i za 233cim razem zatrzymał się, a  jego zmęczone kacem oczy uniosły się w niemym zdziwieniu w góre* Kuhrrrwa omam mam… *Zdążył już zaakceptować ten statek który tu stał (wracając z popijawy Seco wydrapał na nim pewne ładne słowo składające się z trzech liter), a tu następny leci. To może być ciekawe, zaraz będą tu klony. Trza popatrzeć*

Tangorn - 2010-03-19 22:10:14

*No i rzeczywiście, klony były a jakże, ukryte w swoich strategicznych miejscach, tak że Zin do usranej śmierci mógłby ich szukać wzrokiem a i tak by pewnie nie znalazł. Profesjonaliści w każdym calu. A'den wysunął się na czoło kolumny (bo Tang leczył kaca w chałupie jęcząc przy tym tak, że wszyscy śmiejąc się wkurzyli go jeszcze bardziej). Dostrzegli też kolejnego skacowanego pijaka (czytaj Seco) ale zignorowali go, czekając aż ktoś wyjdzie ze statku. Z daleka poznali ze to Zin, ale ostrożności nigdy za wiele, więc A'den wyłonił się nie wiadomo skąd przed Zinem i celując w niego z karabinu zapytał podejrzliwie* Gdzie się poznaliśmy po raz pierwszy? Oficjalnie... *Było to w mieszkaniu Tanga na Coruscant, gdy Sigmy miały przepustki*

Zindarad - 2010-03-19 22:15:57

-Dokładnej daty nie pamiętam. Kurwa. Eee. Mieszkanie Tanga na Coruscant. Brex obrzucił mnie galaretką, chyba Brex. A może Tracyn. Cholera wie.-Powiedział do A'dena. Zin przyzwyczaił się, że ktoś celuje do niego z broni. Nieraz w jego kantynie mierzono do niego za to, że trunki były za drogie, zaś mały Varien spojrzał na klony i spojrzał na ich blastery i zaśmiał się radośnie.
-Kloooooony!-Krzyknął i wyszczerzył swoje mleczaki. Jednak ojciec mówił prawdę o tym co działo się na Coruscant, gdy jeszcze tatko pracował w WAR-ze. Myślał, że on kłamię, a to co. Wielkie rozczarowanie. Mówił prawdę.
-To jak? Mogę wyjść?-Spytał i wyszczerzył swoje zęby.-Mam przekąski.-Powiedział do A'dena i zatarł dłonie. Przywiózł to co oni lubią najbardziej, czyli. Słodyyyycze!

Secorsha - 2010-03-19 22:18:41

W dupie na półce po lewej sthrronie *Odparł jękliwie, szeptem na pytanie klona, rzecz jasna na tyle cicho by ten nie słyszał, z  resztą stał pod swoim domem, wiec dosc daleko. Powoli ruszył w  kierunku zamieszania, by być bliżej epicentrum wydarzeń. Kiwal się na boki, koszula na nim wisiała, oczy miał podkrążone, wargi spękane i oko podbite (dlaczego? Nie pamiętał. Albo to tang, albo Fler).
Dobry duch osady*

Tangorn - 2010-03-19 22:24:38

Dobra odpowiedź... *Powiedział i opuścił broń, uprzednio ją jeszcze zabezpieczył. Dał też znak reszcie, że droga wolna i mogą wyjść. Tak wiec minutę później przed statkiem pojawiła się cała gromadka klonów, każdy w pancerzu Mandaloriańskim, ale teraz bez hełmów, więc zin (o ile jeszcze coś pamięta) to mógł ich rozpoznać. A'den jako jedyny nie miał tatuażu i tym się wyróżniał* Widzę, ze przywiozłeś rodzinę. Dawaj, wychodźcie... Tang skacowany śpi, więc jesteśmy oficjalnym komitetem powitawczym. Póki co to mieliśmy tylko dwa zażalenia... na dwa lądowania *Uśmiechnęli się wszyscy szeroko, poklepując swoje karabiny snajperskie.*

Zindarad - 2010-03-19 22:37:11

Młody Varien wyszedł, a raczej wybiegł ze statku i mgnieniu oka znalazł się tuż przy jednym z klonów. Spojrzał na niego z dołu i obserwował go z ciekawością w oczach. Zin tymczasem poszedł do środka, by zabrać wszystkie bagaże ze statku. Po chwili wyszedł obwieszony całym bagażem swojej żony, swoim i syna, który zadał kilka kłopotliwych pytań.
-A co to za broń? Jaki ma kaliber? Jaką ma szybkostrzelność? A strzela gazem Tibanna czy może plazmą?-Młodemu już brakowało tchu, a Zin jedynie się zaśmiał.
-Młody odpuść trochę może co?-Spytał z lekkim uśmiechem na twarzy po czym wyjaśnił dlaczego Temena nie wyszła.-Temena śpi jakby co. Źle znosi podróże w nadprzestrzeni.-Po chwili zaczął kierować się w kierunku klonów, na widok Tracyna gęba mu rozpromieniła. Tymczasem młody Kobdar rzucił.
-Ale tato.-Zin z racji tego, że był dobrym ojcem puścił mimochodem całe to zdarzenie. Ot co. Młodzieniec zobaczył swoich idoli, chciał wydusić z nich jak najwięcej informacji, zaś klony muszą się do tego przyzwyczaić. Zin podał Tracynowi dość ciężką torbę i rzucił.
-Żarełko wam przywiozłem. Dosyć sporo żarełka.-Spojrzał na kaleesha. Pewnie to ten Seco, o którym opowiadał mu Tang. Dla pewności wolał zapytać.-Ty jesteś ten Seco ochlej, tak?-Spytał lekko rozbawiony. Otoczenie alkoholików go cieszyło, zaś Temena będzie wściekła. Baby. One zawsze szukają dziury w całym.

Secorsha - 2010-03-19 22:47:34

*Seco uniósł powiekę podpitego oka, i ściągnął wargi. Dobył się warkot przypominający prace kosiarki. Jednocześnie gad zakasał rękawy, a jego ruchy stały się dość… niebezpieczne. Może miał kaca, ale „gniew był w  nim silny” kiedy ktoś, kto widzi go pierwszy raz ma czelność wyrazić się o nim niepochlebnie. Może wtedy nastąpić dość…bolesne ustalanie hierarchii* A wygwintować ci celu w kakao po kontach jebany przez spedalonych huttów w ten kwadhrratowy kocioł?! *Rzucił wściekle, plując raz po raz na bardziej agresywnych słowach*

Tangorn - 2010-03-19 22:59:45

*Klony widząc małego tylko uśmiechnęły się życzliwie a Ven, do którego podbiegł mały Kodbar przyklęknął przy nim i zaczął powoli odpowiadać na wszystkie pytania. Cała piątka lubiła dzieci, co było szczególnie widać po ich relacjach z Malkitem, synem Seco* Dobra, nie będziemy jej przeszkadzać... właściwie nas nie zauważy ani nie usły.... *Urwał, bo zaraz Tracyn, Brex i Dral rzucili się na worek z żarełkiem, kłócąc się przy tym co komu przypadnie.* Żarłoki zasrane... cisza... *Warknął na nich A'den z mizernym skutkiem, bo teraz w sumie nimi nie dowodził, al jedzeniem dzielić się nie chcieli. Zwiadowca zerknął jeszcze na Seco i uśmiechnął się tajemniczo. Fajnie byłoby popatrzeć na to ustalanie hierarchii, ale Zin by nie wyszedł z tego cało, wiec musiał interweniować* Spokojnie panowie. Zin, ostrożnie, Seco ma lekkiego kaca po tej nocnej popijawie z Tan'buirem więc bez wyzwisk, o ile nie chcesz skończyć z mordą przyklejoną do ziemi

Zindarad - 2010-03-19 23:09:09

-Jebał Cie pies twojej mat...-Nie dokończył, gdyż interweniował A'den. Może to i lepiej, że nie doszło do rękoczynów, jeszcze zęby obydwóch panów zostałyby wykorzystane na amunicję do działa przeciwlotniczego. Po prostu chciał się przywitać, a tu takie zasrane zaskoczenie. Burknął coś w niezrozumiałym dialekcie. Najprawdopodobniej alderaańskim. Pewnie jakieś przekleństwo, którego nie chciał użyć przy synu. Pokiwał jedynie głową i spojrzał na klona.-Dobra. To gdzie mam mieszkać?-Spytał klona i poprawił ramiączko torby.-Ej. Chłopaki. Pomożecie mi później wzmocnić ten pierdolony, zafajdany statek?-Spytał i spojrzał na syna, który po prostu patrzył na klona jak na obrazek. W końcu zadał kolejną serię pytań, na którą klon musiał odpowiedzieć, inaczej malec się załamie.
-Co to za pancerz? Czy to durastal? Może jakiś syntetyk? Może to mandalo...cośtam-zabrakło mu słowa. Gubił się w wymawianiu tego słowa, ot co. Młody jeszcze ma lekkie problemy z wymawianiem niektórych słów.-stal?

Secorsha - 2010-03-19 23:18:40

*Seco skrzywił pysk na widok reakcji klonów. A jak Fler im przywiozła ciastka, to nawet nie obwąchali łajzy zdradliwe, tfu! A kiedy A’den wkroczył do akcji, Seco przewalił oczami. Widać było jak to podbite jest pięknie przekrwione* Ot się kuhrrwa dyplomata znalazł, spiehrrdalaj Aden na drzewo liście bałamucić *machnął w  jego kierunku mechaniczną łapą i nadal demonstrował postawę roszczeniowo-agresywną* I nie mam żadnego kuhrrwa kaca ty banthci worze na malowane jaja *odciął się. Jednostki silne mocą kaca nie mają! No ale miał, widać było, bo i wyglądał marnie i zachowywał się odpowiednio.
Kiedy padło niewypowiedziane do końca zdanie, oczy gada zwęziły się, i nagle świat przestał się liczyć, Aden gdzieś znikł z jego pola widzenia, a 100 kilo czystej wściekłości rzuciło się jak grom na Zina z pieściami*

Tangorn - 2010-03-19 23:29:51

*A'den wiedział już z doświadczenia jak postępować ze skacowanym Tangiem, gdy ten jest agresywny. Ale Seco to inny kaliber, niestety. I aż szkoda byłoby mu przywalić w mordę, by się opamiętał, a Zwiadowca się go nie bał a pod względem siły byli raczej na podobnym poziomie a to za sprawą zmian w genach* Masz kaca większego niż Tang ty napalony zjebie... byś poszedł do rzeki by się wykąpać, bo capi od ciebie jak z gorzelni... *Warknął groźnie i ostrzegawczo, ale to nie pomogło. Po kilku sekundach Zin i Seco już się bili a Sigmy stały z boku i zanosiły się śmiechem, a Dral (wrażliwa dusza drużyny) zakrył małemu oczy, by nie widział tak drastycznych scen. A A'den miał tymczasem dylemat, ratować Zina którego lubił, czy pozwolić Seco (z którym się przyjaźnił) by załatwił to na swój sposób?*

Zindarad - 2010-03-19 23:41:01

Zin akurat też ważył sporo. Ponad dziewięćdziesiąt kilogramów, swoją muskulaturę miał, ale niestety nie taką jaką posiadał Seco. Póki co trzymał go za ramiona, coby nie mógł zadać żadnego ciosu. Nie chciał mieć wrogów na tej planecie. On po prostu był porywczy i musiał zripostować Seco, coby nie wyjść na pizdę. Zaparł się mocno nogami, aż w końcu wykonał mały kopniak, który miał za zadanie podkosić kaleesha. Mały Varien skrycie kibicował tacie i wyjrzał zza ręki klona. Ojciec mu powiedział, że w takich sytuacjach przydaje się zabawka, którą dostał na swoje piąte urodziny, toteż pobiegł do statku. Włączył ową zabawkę, którą okazał się być droid. Niewielkich rozmiarów, niepozorny i lewitujący na jednym małym repulsorze. Pikał coś bezsensownie, sensory działały, aż w końcu droid i Varien opuścili statek. Prócz Zina i Temeny nikt nie wiedział jakie dokładnie było przeznaczenie tego małego złomu. Może to był latający termodetonator, a może po prostu był to zwykły droid należący do syna. Cholera wie. W każdym razie droid po kilku sekundach analizy sytuacji, zaczął wykonywać swoje zadanie czyli ochronę obiektów zaprogramowanych w jego skąpej bazie danych. Z jego lewego boku wyciągnęło się małe ramie. Niepozorne, nieco komiczne. Wszyscy mogli je wyśmiać, jednak gdyby się przyjrzeć bardziej można było zauważyć końcówkę paralizatora.
-Puść mojego tatę ty...ty...ty...potworze ty!-krzyknął mały Varien. Droid tylko ostrzegawczo wyciągnął swój oręż, rzecz jasna póki co.

Secorsha - 2010-03-19 23:46:58

*Szkoda ze nie było czasu odpowiedzieć A’denowi, bo nawiązywała się bardzo pouczająca dyskusja na poziomie, no ale czasem trzeba coś poświecić w imię celów wyższych, jak na przykład – zdyscyplinowanie łajzy która ledwo co przyleciała a już wyżej sra niż dupę nosi.
Seco rzucił się tak, by powalić na ziemie, wiec podcinanie go nie było konieczne. Obaj prawdopodobnie runą na ziemie bo mało prawdopodobne by nogi Zina stawiły kontrę rozpędzonemu pociskowi adrenaliny. Kiedy człowiek chwycił go za ramiona, Seco wystrzelił łbem a jego szczeki uzbrojone w ostre żeby kłapnęły w kierunku gardła. Top już nie zabawa…
Na droida i chłopca nie zareagował, wiec najpewniej zaraz zostanie popieszczony, a tego może długo nie darować. Właściwie to – do końca.*

Tangorn - 2010-03-19 23:51:51

*Pierwszy alarm, droid. Klony zareagowały błyskawicznie i dwóch z nich zaraz pojawiło się przy nim, a każdy był uzbrojony w karabin i już celował w niepozorną maszynę. Dral tymczasem porwał małego i zaniósł go na statek, by nie oglądał tego, co się zaraz stanie. A'den widząc, że sytuacja staje się poważna to skinął na Brexa i zaraz obaj dopadli do Seco ,chwycili go za ramiona i ze wszystkich sił pociągnęli go do tyłu, by im tu gościa nie zabił. Właściwie to bardziej się kaleeshem przejmowali... niestety.* Seco do cholery uspokój się albo pójdziemy po Fler... *Pierwsza groźba, stosunkowo łagodna (jak dla kogo oczywiście), potem będą musieli użyć siły, bo to jest ich osada i oni mają pilnować porządku póki Tang jest niedysponowany*

Zindarad - 2010-03-19 23:58:32

Zin otrząsnął się po tym wszystkim. Za cholerę nie chciał niczego złego powiedzieć, po prostu powiedział to co Tang mu opowiadał o Seco. No cóż. Inżynier ma nieco niewyparzony język i w końcu opamiętał się, coby powiedzieć to co trudno, cholernie trudno przechodzi mu przez gardło.
-No...przepraszam jeśli uraziłem.-Powiedział. Chciał zachować się całkiem dyplomatycznie, nie miał zamiaru pierwszego dnia wchodzić w konflikty z jakimś ogromnym gadem, co nie było rzecz jasna w jego interesach. Zin podrapał się po łbie.-No kurwa. Nie wiedziałem, żeś taki agresywny.-Dodał po chwili. Całej atmosfery nie poprawiał włączony droid, który schował oręż i obniżył swój pułap do zwykłej patrolowej wysokości. Zapikał znowu bez sensu i obrócił się trzy razy wokół własnej osi.-Zdechła puszka.-Powiedział do niego Zin, droid na komendę zareagował tak, że wylądował na ziemi i sam odłączył sobie zasilanie co było równoznaczne z wyłączeniem się.

Secorsha - 2010-03-20 00:03:12

*Szarpnięty kaleesh postawił silną kontrę, był wściekły, po prostu dymił, ale ich było więcej. No i nie mieli kaca. Ale Seco zadbał, by się nieźle napocili, nim udało im się go odciągnąć na odległość bezpieczną. Z pyska toczył pianę jak wściekłe zwierze, warczał tak, ze klony mogły czuć wibracje trzymając go za ramiona. Chyba będą musieli się napracować by w  swojej osadzie utrzymać porządek* Spiehrrdalaj, wcale nie jestem agresywny! *warknął, nie zakrywając zębów. Aż pod dziąsła je obnażył, szamotał się i próbował kopnąć klona za sobą, ale powoli, powoli mu przechodziło. Jeden  ze sposobów na niego: unieruchomić na jakiś czas aż przejdzie. Jednak do wykonania potrzeba co najmniej czterech klonów a ten asortyment nie znajduje się w pierwszym lepszym gospodarstwie domowym.
Po ponad minucie Seco już tylko dyszał i patrzył na Zina spode łba*

Tangorn - 2010-03-20 00:09:03

*Ale to było gospodarstwo domowe Mandalorian i do wyboru było aż pięciu zmodyfikowanych genetycznie komandosów klonów, więc aż za nadto. Trzymali mocno Seco, przygniatając go do ziemi, by siedział spokojnie. Zinem się nie interesowali, bo sam naważył sobie bigosu... Tang chyba zapomniał go ostrzec, by się nie rządził na jego ziemi... ale to chyba każdy mądry człek wie* Kurwa, Seco uspokój się... *Warknął mu do ucha A'den, który trzymał jego rękę wyposażoną w protezę, co było szczególnie trudne.* A Ty Zin kurwa też odpuść, bo jak pójdę po Tanga to się to źle skończy... *Skacowany Mando to zły Mando ze skłonnością do sięgania po broń*

Zindarad - 2010-03-20 00:25:49

Droid leżał wyłączony. Syn był schowany, a Zin nie miał sobie nic do zarzucenia prócz tego, że powiedział, że Seco jebał pies jego matki. Owszem. Ta cała bójka była jego winą, ale nie można od razu przechodzić do rękoczynów. Kaleesha pierwszy raz widział na oczy, ale wiedział, że tą rasą rządzą prymitywne instynkty. Teraz Zin przekonał się o tym i będzie musiał uważać.
-No cholera. Nie wiedziałem, że tak zareagujesz.-Powiedział i podał mu rękę na zgodę. Jeśli teraz się na niego rzuci to zupełnie inna sprawa. Zin miał kilku wrogów w samym imperium, dlatego uciekał z Coruscant i z Nar-Shaadaa. Nie miał zamiaru robić sobie kolejnych wrogów.-Puśćcie Variena. On nic przecież nie zrobi.-Powiedział do niego. Syn Kobdara wiedział jedynie jak włączyć tego droida i znał tylko kilka podstawowych komend. Nie wydał się za ojcem i nie ma smykałki do techniki, jemu tylko karabiny we łbie.-Zaproponowałbym butelkę koreliańskiej. Tylko czy chcesz pić z takim skurwielem jak ja?-Spytał go z lekkim uśmiechem i podrapał się po głowie.

Secorsha - 2010-03-20 00:32:55

*Kłapnął zębami jakby chciał amputować A’denowi nos, ale był to tylko taki „gest”, bo przecież mógł go capnąć, było blisko, a nic się nie stało. Teraz był już prawie spokojny. Przestał warczeć, tylko czasem na wydechu wymykało mu się jakieś przyjemne dla ucha „ghrr”. Klony już nie musiały używać siły, bo Seco się rozluźnił, ale trzymanie go jeszcze jakiś czas, profilaktycznie, na pewno nie zawadzi. Powoli rozszerzone adrenaliną źrenice zwężały się do poprzedniej wielkości.
Nie rzucił się na Zina, ale ręki tez nie podał, z  prostego powodu – trzymali go. Ale patrzył na niego, tak jakoś dziwnie, ale przynajmniej nie otwarcie wrogo. Dopiero znajomy temat sprawił, ze we łbie Secorshy instynkt zamienił się miejscami  myśleniem* W sumie to kuhrrwa się mogę zastanowić *rzucił w końcu i nawet błysnął zębami w uśmiechu. Chyba*

Tangorn - 2010-03-20 00:38:23

Kurwa, który to już raz? *Zapytał A'den brata, ale w Mando'a, tak żeby tylko klony wiedziały o czym mówili. Po kilku dłuższych chwilach, gdy nabrali pewności, że nic się nie stanie to go puścili. Dral trzymał Variena nie dlatego, że on coś może zrobić tylko po to, by nie patrzył jak jego ojciec napieprza się z wściekłym gadem. I dopóki nie będzie całkiem spokojnie to go nie puści* Może by ich tak postrzelić, by się nie bili? *Zapytał Brex, uśmiechając się niewinnie na co Tarcyn wybuchnął śmiechem* I ja jestem świrus? A ten chce zaraz wszystkich zastrzelić...*A'en podniósł rękę, uciszając wszystkich po czym stanął pomiędzy Zinem a Seco, przechodząc znowu na Basic* Będziecie grzeczni czy mam użyć zbędnej siły?

Zindarad - 2010-03-20 00:42:29

-Z mojej strony spokój.-Powiedział do niego i skrzywił usta po czym twierdząco pokiwał głową. Miał, w którejś torbie schowaną butelkę gorzałki, coby poprawić sobie humor po tym niemiłym incydencie. No nie wszystko przecież musi być piękne i kolorowe.-No to się zastanawiaj. Ja idę poszukać tej butelki.-Powiedział do niego i podszedł do jednej z toreb, otworzył ją i zaczął szperać. Kiedy w końcu znalazł butelkę koreliańskiej(ten trunek uwielbiała Temena.) to wyciągnął go tryumfalnie i wyszczerzył swoje zęby. Niewielki gest, a robi tak wiele. To chyba jedyny sposób w galaktyce, żeby załagodzić wszelkie waśnie. Można by tak postawić skrzynkę imperatorowi i jedi. Może wtedy by się pogodzili.

Secorsha - 2010-03-20 00:50:49

*Seco puszczony wstał i otrzepał się, po czym zamrugał do A’dena jak twilektańska kokietka, jednocześnie uśmiechając się wariacko, czyli normalnie* Ty chyba dawno nie jeździł po lesie w bagażniku *Po tym wszystkim co zaszło, ów zdanie zabrzmiało prawie jak „kocham cie”. Nie była to drwina, było to… no to coś, czym Seco się na godzien posługiwał. No ale był już uspokojony. Zaraz podał rękę Zinowi, i jego częstując szerokim az po trzonowce uśmiechem szaleńca,a  kiedy dostrzegł ów gest przyjaźni, zaraz się rozpromienił* Się już zastanowiłem, zostało przegłosowane, będziemy pić! Kuhrrwa!

Tangorn - 2010-03-20 00:55:32

Ja tego nie rozumiem... jak można bić się na śmierć a zaraz potem chlać razem? *Zapytał zakłopotany Tracyn w Mando'a, patrząc to na Seco i Zina to na A'dena jakby szukał u niego odpowiedzi. Ten nie wiedział co odpowiedzieć, wiec wzruszył ramionami* Dobra, bierzemy co mamy brać i wracamy do roboty... niech oni się razem... zaprzyjaźniają *Klon machnął ręką i cała piątka (Dral puścił Variena) powróciła powoli do swoich spraw, obserwując oczywiście tą dwójkę, tak na wszelki wypadek*

Secorsha - 2010-03-20 15:13:59

*No i jak łatwo się domyślić, Seco i Zin udali się w jakieś zaciszne miejsce z dala od wzroku klonów, zaszyli się w jakiejś oazie i znikli na kolka godzi, jednak skoro tylko wieczór się nad osadą pochylił wyleźli, jak smoki z  pieczar. Seco uwalony w przysłowiowe tridupy, uśmiechnięty i rozśpiewany, Zin w nieco lepszym stanie, ale o swoim stanie i jego przyczynach zapewne zechce napisać sam.
Kaleesh wyszedł na środek polanki, gdzie teraz odpoczywały trzy statki: myśliwiec, frachtowiec jedi, na którym Seco wydrapał słowo „huj”, oraz zinowa kupa złomu. Seco westchnął i… i nic nie zrobił* Ale kuhrrwa…. Ten dzien na Mandalohrre khródki jest. Ledwośmy do kielicha siedli, a  już noc idzie. Znowu mnie moja z sypialni pogoni…

Zindarad - 2010-03-20 15:23:12

Zin oczywiście pił z Seco i nie żałował. No co. Pogadali sobie, złagodzili swoje waśnie do pewnego stopnia i chyba w miarę wszystko było w porządku. Inżynier był w lepszym stanie z tego względu, że oszukiwał i co nie pił co drugiej kolejki. Po prostu chował kieliszek za siebie, kiedy Seco zalewał się niemal do trupa. Spojrzał na zachodzące słońce. Przypomniało mu to nieco jego rodzinne Alderaan, ale odrzućmy na bok sentymenty, w końcu nie jest jakąś pizdą.
-Do pizdy, że jest tak krótki. Ledwo kurwa oczy otworzysz rano, a tu nagle kurwa noc. Idź pan do chuja.-Dodał Zin i pokiwał głową. Trudno będzie mu się przyzwyczaić do tych krótkich dni, no ale w końcu znajdzie więcej czasu na majsterkowanie.-Seco słuchaj ty mnie ino. Pomożesz mi jutro naprawić ten pierdolony złom?-Spytał go po czym wstał i otrzepał się. Ta podróż i to chlańsko mocno go osłabiło i sam chętnie położyłby się do wyra. Ziewnął głośno i przeciągnął się.-Cholera, ale mi się spać chce.

Secorsha - 2010-03-20 15:29:34

*Kaleesh odwrócił się na pięcie tak, by być przodem do Zina. Stał prosto, choć tak „miękko” wyglądał, jakby był śpiący, ale zarazem bardzo żwawo. Stan spojenia po prostu. Póki nie zachowywał się agresywnie to było to całkiem przyjemne dla oka* Wiesz co? *Zagaił. Język mu się trochę plątał* Bo o kant dupy pobić taką galaktykę. Jakbym to ja był Impehrratohrrem albo wiesz… no, tym wielkim chujem co rządzi, to by tak nie było, o nie! By dzień był… wa rhazy dłuszszy, a  noc była taka jak jest. I dobrze by było, nie? A tak to… kuhrrwa wielki rząd… a niech oni się ponabijają dupami na chuje swoich gizek *machnął ręką* No jasne ze pomogę, wiesz, naphrrawiać to ja umiem… *Miejmy nadzieje, ze Zin zartował, bo jak pomoże mu pijany kaleesh, to może już nigdzie nigdy nie polecieć*

Fler - 2010-03-20 15:33:22

*Tymczasem…
Fler niecierpliwiła się tym, ze jej męża nie ma jeszcze w domu. Rzecz jasna nie mogła wyjść ot tak sobie i przyciągnąć łajzy do domu, bo się do niego nie odzywała. Tak wiec, w związku z  powyższym wierna rdzawobrązowa kupa złomu przetoczywszy się przez podwórze, stanęła na trzech nogach, z  działami gotowymi do strzału w  niespodziewanie pojawiający się obiekt. Trzy jarzące się na czerwono czujniki droideki wyszukiwały celu* Nie wykryto. Wznowić poszukiwania. Rozkaz rozkaz *jeśli nie było nikogo, by wydawać Dżonemu poleceń, droid wydawał je sobie sam. Ze zwinnością gungańskiego akrobaty zwinął się w koło i ruszył ciezko, ale zabójczo szybko, prosto na Zina i Seco. Pewnie się nawet nie spodziewał, ze znajdzie ich tak przypadkiem…*

Zindarad - 2010-03-20 15:39:09

Zin przytaknął Seco łbem po czym zaśmiał się głośno. No w końcu znalazł kogoś, kto ma bardzo podobne poglądy do niego. Imperator to chuj i tyle, ot co.
-Chuj nefra w dupę Imperatora.-Powiedział z uśmiechem na gębie. Podrapał się po łbie. Zin nie żartował z naprawą. Zin jak zwykle pewnie wstanie wcześnie rano i zacznie już pracę nad swoim statkiem. Uporządkuje go. Młodego wyśle do klonów, a jego żonka...no cóż. Żonka będzie gotowała obiad. Wizja Temeny przy garach bardzo podobała się Kobdarowi.-No Seco. To ten, no. Jutro naprawiamy mój statek, nie? Na trzeźwego, z bólem łba i tak dalej.-Spojrzał na obcy mój statek, który na pewno nie należał ani do Seco, ani do Tanga. Przynajmniej tak mu się wydawało.-Ten z chujem na korpusie to czyj?-Powiedział, będąc odwrócony tyłem do Seco po czym odwrócił się i jego oczom ukazała się droiteka. Zin otworzył szeroko oczy i przestraszył się nieco, robiąc nieco komiczną minę przerażenia.-Co kurwa tu robi puszka separatystów?-Spytał nieco zaskoczony, mimo wszystko przygotowany do ewentualnej ucieczki w dzicz. Nie miał żadnej broni przy sobie, tak więc dużej krzywdy by mu nie zrobił.

Secorsha - 2010-03-20 15:52:57

A ten… a top takiego jednego huja… *Rzekł beztrosko. Biedny Jedi, dobrze ze tego nie słyszał, pewnie nie byłoby mu miło.* Co? *i odwrócił się by spojrzeć o jaką to puszkę chodzi, i zaraz się uśmiechnął, a raczej – zaśmiał jak głupi* A to nasz Dżony jest! On tu porządku pilnuje! *Oznajmił radośnie, stajać na drodze rozpędzonej kuli* Dżony, chodź do tatusia… o, widzisz, jak leci? *maszyna zbliżała się w zastraszającym tempie. Secorshy opadła szczeka* Stój, zatrzymaj się ty duhrrna kupo złomu!

Fler - 2010-03-20 15:55:30

*tocząca się droideka nie za bardzo ma okazje obserwować drogę, widzi bokami, wiec jak ktoś stanie na jej drodze… jak Seco… Sensory słuchowe dropia wykryły znajomy głos, wiec utrzymywał kurs, prosto na Secorshę, aż ziemia drżała, z  takim impetem i pasją, by w ostatniej chwili skręcić i wyminąć o włos swojego pana. Droideka rozłożyła się o metr za kaleeshem i znalazła się „twarzą w twarz” z  Zinem* Wykryto nieznany obiekt *zakomunikowała*

Zindarad - 2010-03-20 16:00:34

Dzony. Kto go tak nazwał? Zin nie bardzo przepadał za droidami, pomimo posiadania kilkunastu na Nar-Shaddaa. Znaczy nie przepadał za puszkami separatystów, które kojarzyły mu się z WAR-em i kilkoma epizodami, które chętnie by wymazał z pamięci.
-Dobra puszka.-Odrzekł maszynie, gdy zakomunikowała o obecności nieznajomego obiektu. No nietrudno się domyślić, że chodziło o Zina. Inżynier wyraźnie przyjął pozycję obronną, lekko rozstawione nogi przygotowane do ucieczki przed rozwścieczoną bestią.-Te. On gry...tfu...strzela?-Spytał dla ostrożności. Działa tego modelu były potężne i Kobdar na pewno nie chciał się znaleźć w ich zasięgu.

Secorsha - 2010-03-20 16:06:17

*Pijany Seco obejrzał się najpierw na ta stronę gdzie droida nie było i dostrzegł Zina, nieco zaskoczonego. Potem obejrzał się od strony robota i beztrosko położył mu rękę na „głowie”, czyli tym całkowicie zbędnym kawałku metalu na którym zamieszczono te śmieszne diody* Niii, jest dobrze wychowany *Klep klep klep – po pustym łbie* Żona go przywiozła dla synka do zabawy, ale tak wiesz… całkiem nieźle się stahrra, i dobhrre whrrażenie robi. Można się zeshrrać jak tak się na ciebie toczy. Na początku sam się go bałem. Ale żona kocha dhrroidy, zawsze chciała mieć jakiegoś małego, uhrroczego rhobocika… *I oparł łysy łeb o głowę droideki. Mały, słodki robocik* Dżony, dodaj Zina doi foldehrru „rodzina i przyjaciele”

Fler - 2010-03-20 16:12:39

*Dżony był rzecz jasna kompletną, pełnowartościową droideką, nie odbiegał wyglądem ani uzbrojeniem. Jego jedynym „mankamentem” był „kaganiec” założony przez programistę z Widma – jego funkcje bojowe były zablokowane. Droid rozstrzelał już pare osób „na sucho”. Unieszczęśliwiono go. Był wprawdzie bardzo posłuszną puszka, ale lepiej dmuchać na zimne. Tym bardziej, ze Dżony posiadał procesor logiczny, i nie był sterowanym z  centralnego komputera idiotą.
Kiedy Seco zaczął się do niego tulic, opuścił działo z jego strony* rozkaz rozkaz *zakomunikował, po czym puścił czerwoną siatke skanera na twarz Zina, by ją zapamiętać i zapisać. To gwarantowało „przyjaźń”, miedzy owym człowiekiem a droideką, chociaż – gdyby Dżony mógł, to skasowałby ten folder, bo wszyscy których w nim kazano mu umieścić przynajmniej raz albo go kopnęli albo wyzywali*

Zindarad - 2010-03-20 16:19:33

Rozkaz, rozkaz te słowa wywołały u Zina uśmiech. Szeroki uśmiech. Idiotyczne puszki. Pokiwał głową i sam zbliżył się do droida. Przykucnął, by przyjrzeć się jego uzbrojeniu. Nie rozpoznawał go, pomimo tego, że znał się na broni, a co najważniejsze na silnikach i dziwnych konstrukcjach, które budował, kiedy służył dla Republiki. Chwycił go za "rękę" i obejrzał dokładnie.
-Ni chuja. Nie znam modelu.-Powiedział do Seco po czym wstał.-Rozpierdolmy ten statek z chujem na kokpicie.-Zaproponował Zin i zatarł dłonie. Chętnie pomajstrowałby przy nie swoim statku. Po co kombinować przy swoim po pijaku, skoro można zrobić to z innym statkiem. Wyszczerzył zęby, którym przez palenie tytoniu brakowało kilka odcieni do śnieżnej bieli.

Secorsha - 2010-03-20 16:24:16

*Seco podrapał się po łysinie* Too jest… dobhrry model… no ale kuhrrde, dhrroideka, nie? *wzruszył ramionami demonstrując maszynę poprzez wyciągniecie rąk w jej stronę. On to się kompletnie nie znał. Droideki w ogole mają modele?* Flehrr będzie wiedziała, myślę. Dżony, jakim jesteś modelem? *zapytał, ale i tak nie liczył na odpowiedź* Tak, chodźmy zhrrobić dobhrry uczynek zanim słonce zajdzie… *I ruszył w kierunku statku „z hujem”*

Fler - 2010-03-20 16:33:01

*Rozkaz rozkaz był przez Dżonego wypowiadany, bo podstawowego oprogramowania nie kasowano, jedynie zostało ono „nakryte” innym. W Gople nie miał funkcji aktywnej mowy, wypowiadał wiec jedynie komunikaty. Głos miał jeszcze śmieszniejszy niż te chudziaki separatystów. separatystów wykonaniu takiej wielkiej maszyny było to zabawne* Collianskie warsztaty zbrojeniowe ECXNIX typ: niszczyciel, model: droideka, seria P, rzut 556, Linia T44, Numer identyfikacyjny 556 778 6544 56664 7658007. Wersja z procesorem logicznym trzynastordzeniowym scalonym, system operacyjny „Battale OOT 7.8” konfigurowany, [data ostatniej konfiguracji (podana data sprzed 3 tygodni //nie wiem jak tu się podaje daty wiec tak umownie//)]. Jednostka należy do: Rzeka Samrune Kiate Ahara Gawila oraz Secorsha Gawila

Zindarad - 2010-03-20 16:37:59

Zin ruszył za Seco, myśląc po drodze co można by wykombinować temu panu, a raczej jego maszynie. Z tej odległości nie był wstanie rozpoznać modelu, ale pewnie jak większość zdezelowanych statków miał silnik jonowy elektrostatyczny. Wystarczy wyciągnąć siatkę z jego silnika i wszystko pójdzie w pierony. Wyszczerzył zęby, podszedł do statku i poklepał go po korpusie.
-To jak. Przeciążamy reaktor? Rozkręcamy silnik? Czy może pozbawiamy go systemu nadprzestrzennego?-Spytał radośnie. Podszedł do drzwi statku i je otworzył. Brakowało mu narzędzi. Ba! On ich w ogóle nie miał, tak więc jedynym rozwiązaniem było przeciążenie reaktora, co da ładny efekt przy odpaleniu silnika.

Secorsha - 2010-03-20 16:41:34

O, słyszałeś? *odezwał się kiedy Drobny się pięknie przedstawił* Z rodowodem! Nie wiem, może coś mu naphrrawimy co on ma zepsute *rzekł, kiedy już byli przy statku, o który oburącz się oparł. We łbie mu szumiało. Nie znal się nic a nic. W związku z  tym zaczął pazurem mechanicznej łapy skrobać na karoserii podobiznę Imperatora*

Fler - 2010-03-20 16:44:01

*I Droideka została sama. Stała sobie na tych trzech nóżkach i patrzyła za oddalającymi się obiektami, zagubiona. W koncu – ruszyła. W pozycji wyprostowanej lub jak kto woli – rozwiniętej poruszała się wolno i pokracznie, ale za to było widać całe jej majestatyczne piękno. Tzn – chyba tylko Fler miała w sobie tyle miłości do dridów by widzieć piękno  niszczycielach*

Taken - 2010-03-20 16:46:06

*Tylko że ten statek miał już właściciela, który siedział sobie w ładowni, na podłodze i medytował. Zin i Seco mieli szczęście, ze wybrali sobie za obiekt "żartu" maszynę Jedi, bo jakby to był ktoś inny to raczej szczęśliwie by się to nie skończyło. Piloci przywiązywali się bardzo do swoich maszyn. Taken skupiony na medytacji nie miał pojęcia co się święci, bo nie znał zbyt wielu osób w tej osadzie. Rozmawiał póki co tylko z Fler oraz klonami. Ich rzekomy ojciec podobno leczył kaca po małej imprezie.*

Zindarad - 2010-03-20 16:52:21

Zin wszedłszy do środka, rozejrzał się i nie zauważył niczego specjalnego. Żadnych ciekawych rozwiązań, aby jedynie kokpit z prostymi systemami nawigacyjnymi, niezbyt czułe stery. Nie ma nic do obejrzenia. Obchodziła go maszynownia i to co w niej się znajdowało, gdyż Kobdar pewnie chciał coś zmajstrować temu biednemu osobnikowi. Na ich nieszczęście właściciel siedział w środku. Zin spojrzał na niego, rozstawił nogi i wystawił gardę.
-Co to kurwa jest?!-Spytał po spojrzeniu na medytującego Jedi. Za cholerę nie rozumiał ich głupawych zachowań, które on uważał za irracjonalne. Może gdyby był użytkownikiem mocy to zachowywałby się inaczej. Zin?! Nie, nigdy w życiu. Pomimo obecności właściciela Zin rzucił.-Nie przeszkadzaj se pan. Ja jestem z biura departamentu do spraw zgodności silników jonowych z normami galaktycznymi. Zrobię swoje i pójdę w piździelec.-Nawrzucał temu biednemu panu i poszedł prosto do maszynowni, gdzie niby miał zacząć owe sprawdzenie jakości silnika.

Secorsha - 2010-03-20 17:02:37

[Seco czyni sabotaż, nie przeszkadzac. puszczam kolejke]

Fler - 2010-03-20 17:05:29

*Posuwał się do przodu powoli ale mozolnie i po chwili przechodził już koło Secorshy uwieczniającego szlachetną twarz na starym metalu. Droideka przeszła koło niego i wspięła się na trap za Zinem. Może była tylko głupim droidem bojowym, ale jak było już wspomniane – posiadała własny, niezależny komputerowy „mózg” wiec nie tylko schematy działania, ale i w pełni „świadome” decyzje i wolę w podejmowaniu działań. Wiec weszła na statek i teraz to dopiero było ją słychać, jak stukała szponami o metal*

Taken - 2010-03-20 17:11:22

*Taken wyczuł, że jakaś nieznana mu osoba pojawiła się w jego statku, więc powoli wyszedł ze stanu medytacji. Oczywiście usłyszał wszystko to, co mu Zin powiedział, ale nim zdążył coś odpowiedzieć, to ten zniknął w maszynowni, co się nie spodobało kel dorowi. Wstał powoli z ziemi i Mocą przywołał rękojeść miecza świetlnego, którą tym razem umieścił przy pasku, by dać jasny sygnał "jestem Jedi". Jego kroki odbiły się cichym echem w korytarzu i po chwili Taken znalazł się tuż za Zinem* Cóż, widzę, że na niektórych światach nie uczą kultury. To mój statek i prosiłbym pana o jego opuszczenie... *Rozległ się głęboki, dźwięczny głos kel dora, inny od typowo ludzkich. Nie za bardzo spodobało mu się to, że ten człowiek bezczelnie włamał się do jego statku, zakłócił mu medytację i w dodatku chce grzebać w silniku jego statku*

Zindarad - 2010-03-20 17:32:19

-Uuuu. Zawory nieszczelne. Chyba pan nie chce, żeby świecił pan w ciemnościach?-Powiedział do niego, próbując udawać poważnego mężczyznę, od którego aż uderzało alkoholową wonią. Podrapał się po łbie, otworzył pokrywę turbin cząsteczek. Rozejrzał się.-Filtr też jest popsuty. Nieładnie, nieładnie drogi panie Jedi.-Powiedział do niego, gdy spojrzał na jego pasek. Nie żeby mu się podobał. Sam od groma miał takich, ale jego uwagę przykuł miecz świetlny. O cholera! Miecz świetlny!-O kurwa...Jedi!-Krzyknął głośno, jakby chciał wołać o pomoc. Nagle doznał otrzeźwienia umysłu. Skończyły się żarty, doskonale wiedział co ta broń potrafi zrobić z ciałem. Zin uważał, że miecz świetlny to najbardziej uniwersalne narzędzie w galaktyce. Spawarka, przecinak, nóż do chleba i to wszystko w jednym.-Yyy. To ten...no...tego...tentego. No.-Zatkał się najwyraźniej, wiedząc, że jest w ostrych tarapatach.

Secorsha - 2010-03-20 17:34:40

*Skrob skrob – pracował Seco. Przez powłokę słyszał stukanie nóg Dżonego Lżonego… jeszcze coś. Jakby jakieś głosy. Wchodzenie po pijaku na czyjś „teren” nie było mądre, Dżony mu nie pomoże, wiec… Seco został tutaj i tylko przytknął ucho do ściany*

Fler - 2010-03-20 17:35:06

[puszczam kolejke]

Taken - 2010-03-20 17:38:15

*Taken uśmiechnął się pod maską, bo wyczuł alkoholową woń od tego człowieka* Niestety, o jeden kieliszek za dużo... statek jest sprawny, niedawno miał nawet przegląd *Panowie z Widma byli aż nadto uprzejmi i rzucili okiem na tą kupę złomu. Latać latało to i nie rzucało się w oczy. Co tu więcej chcieć?* Skąd takie zdziwienie i przerażenie? Czyżby z powodu tego? *Sięgnął ręką ku rękojeści i odczepił ją od paska. Była większa od typowego miecza świetlnego, dłuższa i solidniejsza. Przez chwilę Taken bawił się nią w dłoni, bo rozbawiła go reakcja człowieka. Najpierw włamuje się do statku, zgrywa wielkiego ważniaka, a gdy okazuje się, że to jednak prawdziwy Jedi to zaraz panika* Spokojnie... nic panu nie zrobię. Ale jednak prosiłbym o opuszczenie mojego statku

Zindarad - 2010-03-20 17:46:41

-No ja wiem. Ten kodeks i tak dalej. Cholera jak wy możecie z tym żyć, co?-Spytał Kobdar, wyraźnie zainteresowany tą kwestią życia Jedi, którym był kodeks. Zin zapewne nie dostosowałby się do tych nakazów, bo on niemal każdą zasadę ma głęboko w tyłku. Podrapał się po głowie i wcale nie uważał się za pijanego, on tylko pił dla towarzystwa i na dodatek oszukiwał...cham i tyle! Po kilku minutach kontemplacji na temat zagrożenia ze strony Jedi, w końcu Zin postanowił się przedstawić. W końcu razem mieszkają w tej osadzie, tak więc są sąsiadami.
-Poza tym. Sierżant inżynier Zin Kobdar. W dowodzie mam Zindarad.-Powiedział i wyciągnął do niego swą prawicę. Chciał nawet wyciągnąć swój dowód tożsamości, ale inżynier tak nienawidził swojego zdjęcia na dowodzie, że chętnie wyrzuciłby ten dowód w cholerę, w bezkresną przestrzeń kosmiczną.-Nie jestem imperialnym skurwysynem. Pracowałem w WAR-ze. Także swój.-Uśmiechnął się przy tym i jego równowaga została zachwiana. Wiatr jakiś zawiał, albo coś. Cholera wie.

Taken - 2010-03-20 17:52:44

Kwestia wprawy *Odparł wesoło, bo tłumaczenie mu czemu kodeks jest tak ważny w życiu Jedi nie miałoby najmniejszego sensu. A czemu? Bo nie zrozumiałby i nie chciał zrozumieć... Dla zwykłych obywateli Jedi byli zagadką, jedni ich uwielbiali a inni nienawidzili. Takie skrajności dziwne* Padawan Taken Karr *Przedstawił się również, zawieszając rękojeść miecza o pasek a dopiero potem ściskając rękę Zinowi. Niestety jego tytulatura nie zrobiła na nim większego wrażenia, bo nie uważał tytułów za miarę wartości człowieka. Wolał sam poznać Zina i wiedzieć kim jest, niż traktować go jakoś lepiej bo jest inżynierem czy sierżantem* Cóż... ja nie pracowałem w WARze... niedawno wróciłem do światów Republiki... a właściwie to teraz Imperium. Wyjdziemy może z tej maszynowni? Trochę tutaj niewygodnie...

Secorsha - 2010-03-20 17:56:54

*Seco czul się trochę wykluczony z  gry. Oby tylko Dżony się nie obraził. No cóż, wydrapał imperatora, warknął, i… poszedł sobie. A co z  Zinem? Na pewno ten ktoś w środku sobie z nim poradzi*

Zindarad - 2010-03-20 18:04:24

-Kolega na mnie czeka i ten...no. To ja już pójdę.-Powiedział do Jedi i powoli wychodził ze statku. Natknął się na droida i spojrzał na niego.-Idziemy Dżony.-Rzucił i po chwili znalazł się na zewnątrz. Zin uważał, że maszynownia to najpiękniejsze miejsce na statku, z tego względu, że bez niej statek by nie poleciał. To serce statku jak wmawiał mu jeden z jego wykładowców na Politechnice na Coruscant. Rozejrzał się dookoła, Seco zniknął. Jedynym śladem jaki pozostawił to imperator świeżo wydrapany na korpusie.-Seco! Seco! Chodźże tu do jasnej ciasnej!-Nawoływał głośno i chwiejnym krokiem zszedł z trapu. Prawie się przewrócił, ale ten fakt pomińmy.-No Seco no!-Zawołał jeszcze raz i skrzywił usta. Zinuś, Zinuś. Nie potrzebnie żeś tyle pierdolił od rzeczy.

Taken - 2010-03-20 18:09:20

*Taken przepuścił w wejściu pana inżyniera i spokojnie udał się za nim. Wolał pilnować go, by niczego nie przeskrobał. Przy wejściu natknął się na znajomą droidekę, o której nie miał pojęcia, że tu jest. Jedi niestety nie potrafili wyczuwać obecności droidów (a szkoda, na wojnie by się to przydało)* Witaj Dżony... *Poklepał robota po metalowej głowie, ale nie wydał mu rozkazów w stylu "Idziemy" czy "ruszaj". Z tego co się orientował to miał on wolną wolę i inteligencję, więc takie rozkazy od niepowołanej osoby mogłyby zostać źle odczytane* Twój kolega ma chyba dusze artysty, co? *Zapytał marszcząc czoło i patrząc na podobiznę imperatora na poszyciu jego frachtowca. Zaczynał się obawiać, że za parę dni to nie pozna własnego statku. Póki co jednak stracił chwilowe zainteresowanie Zinem i spojrzał na Dżonego* Szukasz kogoś?

Fler - 2010-03-20 18:19:20

*Biedny D żony nie wiedział, jak się odpowiada na „witaj”. Obaj koło niego przeszli. Droideka opuściła działa* Rozkaz rozkaz *padło wiec, najprościej, takie jego przywitanie. Wyczuwanie droidów na pewno by się przydało, natomiast do wychwytywania ich obecności na statkach wystarczył słuch. Kiedy Dżony spacerował po pokładzie, stukał niemiłosiernie pazurzastymi szponami. Zin wcześniej „wydał polecenie”, wiec droid wydreptał na tych swoich trzech nogach po rampie w dół. Był wyposażony w sztuczną inteligencje ale nadal był bojowym droidem i „lubił” kiedy wydaje mu się polecenia, bo przecież do tego droidy były stworzone,. A ten miał bardzo „oddaną naturę”* Nie, sir *odpowiedział i nagle diody bardziej mu się rozjarzyły* Wykryto obiekt dowodzenia numer dwa

Secorsha - 2010-03-20 18:20:55

*Seco oddalał się w tempie trochę zbyt powolnym by można to było nazwać ucieczką. Usłyszał jakieś majaki wiec odwrócił się i zmrużył oczy. Dostrzegł… no to chyba Zin był. A to drugie to… bo to trzecie to Dżony. Kaszlnął w zaciśnięta pięść. Na pewno Zin sprzedał go temu w masce, powiedział, ze namówił go do zepsucia statku i nawet wysłał swojego droida by go rozstrzelał. A teraz chce wszystko na Seco zwalić…*

Zindarad - 2010-03-20 20:04:16

-Ten mój kolega chyba Cię nie lubi, bo mówi żeś chuj, pedał i w ogóle.-Powiedział do niego i spojrzał na Dżonego, którego diody zaczęły błyszczeć, jakby coś znalazł.-Jakby co to te rysy można spolerować na cycuś glancuś.-Dodał po chwili, widząc, że jedi przejmuje się o wygląd swojego statku. Sam by sobie nie życzył, żeby ktoś robił takie rysunki na jego statku, oj nie.-Wystarczy lajsnąć wypełniaczem i wygładzić. Niczym nie będzie się różnić od pierwotnego poszycia. No prócz wytrzymałości.-Po pijaku Zin chyba bardziej znał się na technice, niż będąc trzeźwym. Rzucał jakimiś nowinkami itd, itp. Gdy był trzeźwy myślał jedynie o swoich ukochanych silnikach i projektach różnych niekonwencjonalnych broni, napędów i generatorów.

Taken - 2010-03-20 20:10:10

Doprawdy? Cóż, widać ma duże uprzedzenia, bo zwyczajnie nawet się ze mną nie przywitał. Jakiś jasnowidz, czy co? *Uśmiechał się pod swoją maską, ale tradycyjnie nikt tego nie widział. Jedna z bolączek kel dorów, nikt nie widzi ich emocji. Gdy droideka wspomniała coś o obiekcie dowodzenia to z zaciekawieniem się rozejrzał po okolicy, szukając tej osoby wzrokiem. I chyba dostrzegł o kogo chodzi* Dżony, czy to on? *Ręką wskazał na zbliżającego się do nich Seco. Cóż, to będzie interesujące* Cóż, jakoś sobie poradzę z moim statkiem, ale dzięki za radę, pewnie skorzystam *Taken nie był obeznany z nowinkami technicznymi, więc pomoc Zina będzie na pewno mile widziana*

Fler - 2010-03-20 20:22:37

Potwierdzam, sir *zakomunikował droid, dalej namierzając sensorami ruchomy obiekt – kaleeshianina kilkadziesiąt korków od nich. Wiec to był ów obiekt dowiedzenia. Droideka opuściła działa, przestawiła jedną nogę, by była równoległa z ta drugą, a to owocowało stabilniejszą postawą*

Zindarad - 2010-03-20 20:22:54

-Aha. Zrób serio remont tego silnika, bo zawory się powoli Ci puszczą. Gaz Ci uleci i się chłopie zatrujesz. I spójrz na akcelerator, wypadałoby zmienić elektromagnes i wirnik w turbinie.-Powiedział do niego i wskazał palcem na statek. Był obeznany, to mówił co i jak. Nie miał zamiaru kapować na Seco, po prostu go zacytował. Podrapał się po łbie i spojrzał statek. No porządna maszyna, mały remoncik będzie wszystko w porządeczku.-Varien!-Przypomniał sobie o tym, że jego syn gdzieś tu się bawi. Potrząsnął głową i rozglądał się na wszystkie strony.-Trzeba go poszukać. Dżony. Mógłbyś poszukać małego szkraba? Taki mały pięciolatek, boje się, że gdzieś się tu szlaja. Ja pierdole...Jak coś mu się stanie to Temena mnie zajebie.-Powiedział jakby sam do siebie, ale rzekł to głośno, więc każdy najpewniej to usłyszał.

Secorsha - 2010-03-20 20:25:56

*Secorsha, zorientowawszy się ze jest na widoku dwóch istot i robota, odwrócił się na piecie w energicznym piruecie, i zaraz ku górze wyciągnął zaciśnięta w pieść mechaniczną rękę* ty zdhrradliowa kupo złomu1 *wykrzyknął oskarżycielsko w  stronę droida, właściwie niewiadomo czemu. Taki miał humor. A potem? No, skoro go widza, to chyba trzeba podejść. Tak wiec, napięcie odpowiednie mięśni, wyprostowanie się, warkniecie, zmarszczenie brwi, i już idzie, na wojnę gotów, z wydatną grą ramion w  marszu*

[dodane potem, z powodu nieprzestrzegania kolejki przez Zina. jednoczesnie przypominam ze gramy w  grupie]

Jebnięty jesteś? *krzyknąl, bedąc już blisko* chcesz, zeby dhrroid niszczyciel szukał dziecka? Nie sądzisz, ze mogłoby to być thrroche… thrrraumatyczne?

Taken - 2010-03-20 20:32:35

Interesujące... *Durne słowo bardzo często nadużywane przez Jedi. Pytanie czemu upatrzyli sobie akurat to nurtowało już wielu badaczy jak Galaktyka długa i szeroka. Jak dotąd nie znaleziono odpowiedzi.* Cóż... albo ty masz zwidy wywołane alkoholem albo moi mechanicy się brutalnie pomylili... *Taken wybierał opcję numer jeden, bo po pijaku ciężko stwierdzić co i jak, ale na Widmie frachtowiec sprawdzono i oznajmiono mu, że jest sprawny, choć wymagałby generalnego remontu połączonego z ulepszeniem. Po prostu stara kupa złomu* Zaginął ci syn? Cóż... nie wygląda to za ciekawie.*Kel dorianin właściwie uznał go za przykład kiepskiego ojca, który zostawia syna samego, idzie się nawalić a potem po pijaku włamuje się na nie swój statek. Niezbyt dobrze to o nim świadczy. Ciekawiło go tez kim jest ten zbliżający się osobnik, który najwyraźniej nie przejawiał przyjacielskich zamiarów*

Secorsha - 2010-03-20 20:38:24

Kolejka obowiązująca: Taken, Zin, Dżony(sterowany przez Fler), Seco. Obowiązuje od TERAZ wiec ruch Zina, miał swój ruch już, ale w nagrodę za rozpieprzenie kolejki ma ruch karny. I niech mi który zepsuje, to naprawdę się wkurzę

Zindarad - 2010-03-20 20:42:28

-Pewnie Sigma się nim zajęła. Oby.-Powiedział do nich i spoglądał to na Seco, to na droida. Na Seco, na droida.-Masz rację. Idziemy wszyscy. Jedi też, przyda nam się moczowładny...szlag...mocowładny.-Poprawił się szybko i rozglądał się dookoła. Pociągnął nosem i skrzywił usta. Przecież Varien to mądry dzieciak, pewnie siedzi w statku i śpi obok matki. Z pozytywnym nastawieniem ruszył w lewo. Szedł już coraz bardziej ku linii prostej, w końcu już powoli trzeźwiał. Dużo nie wypił, ale w głowie mu nieco szumiało.-Panowie. Za mną.-Rzucił do nich po czym spojrzał na Dżonego.-Dżony...ty też.-Dodał po chwili i machnął do nich ręką, oby Sigmy były gdzieś w pobliżu i powiedziały, że jest wszystko dobrze.

Tymczasem w okolicach statku Kobdara

Mały Varien siedział na trapie i wyszukiwał wzrokiem ojca, który poszedł gdzieś z jakimś gadem, którego rasa była mu bliżej nieznana. Bawił się pojazdem repulsorowym na pilota i jeździł nim, oczekując na swojego tatę. Wiedział, że przyjdzie tylko nie wiedział kiedy. Był nieco zły na ojca, bo w końcu zostawił go tu. W międzyczasie zajadał się jeszcze kanapkami, które przygotowała Temena.
-Gdzie jest tata?-Zadał sobie pytanie. Pewnie gdzieś błądzi teraz, ciemno wszędzie. Głucho wszędzie.

Fler - 2010-03-20 20:45:20

*Cóż, Dżony był tylko robotem. Odebrał opis słowny i ułożył sobie w swojej komputerowej wyobraźni obraz poszukiwanego dziecka, choć widział, ze w osadzie – przynajmniej do tej pory – była tylko jedna broń masowej zagłady – Malkit. Ale cóż, trzeba powiedzieć* Rozkaz rozkaz *I ruszyć. Najlepiej zwinąć się w kule, co tak zaraz w akompaniamencie syku przegubów zrobił, i potoczył się w dół osady, gdzie tereny były bardziej sprzyjające. Naturalnie jako maszyna myślącą potoczył się żwawo do miejsca w którym osiadł nowy statek*

Secorsha - 2010-03-20 20:48:02

*Kupa metalu przetoczyła się toż przy jego ciele. Seco wziął zamach by zasadzić mu kupa, a le nie zdążył, za to zachwiał się, i odstawił akrobacie na przeciwko Takena, który bogowie wiedzą skad w ogole się tu wziął. Odzyskawszy równowagę, zbity  z tropu spojrzał w maskę kel dora* Widzisz, zdhrradliwa maszyna, tego chuja słucha, zamiast mnie! *wylał przed obcym swój wielki żal, z minął tak przejęta, ze aż serce krwawi*

Taken - 2010-03-20 20:56:16

Pewnie, tak? Wiesz, Jedi mają irytujący zwyczaj prawienia kazań, wiec skorzystam z tego prawa... a ty gdzie do cholery byłeś? *Podniósł nieznacznie głos, patrząc na Zina. Cały czas badał go, obserwował i wyrabiał sobie o nim opinię i póki co nie była ona bardzo pozytywna. Luzackie podejście do życia i serdeczność (dziwnie okazywana) to nie wszystko* A pomogę go szukać tylko ze względu na twojego biednego syna... *Westchnął i już miał ruszyć przed siebie, gdy zauważył kaleesha, który najpierw próbuje zaatakować droidekę a potem przywitał się w dziwny sposób. Od niego też zalatywało alkoholem, wiec na starcie zarobił minusa* Dżony jest twój? Myślałem, że  Fler... *Czyżby miał przed sobą jej męża? Ciekawe, bardzo ciekawe...* W takim razie jestem Taken Karr. Miło poznać. A teraz chodźmy szukać dzieciaka... *Wyciągnałku niemu prawą rękę by się przywitać*

Zindarad - 2010-03-20 21:05:07

-Eee. Byłem tu...znaczy...najpierw przy statku...chuj.-Powiedział do niego i skrzywił usta, idąc tyłem do niego rzecz jasna. Przecież, gdyby patrzył na niego to pewnie by w jakieś drzewo uderzył i by była mogiła kompletna.-Nie jesteś moim ojcem, żebym Ci się tłumaczył. Tera Varien jest najważniejszy. Idziemy w te trawę co tu jest. Pewnie gdzieś sobie biega...a jak go coś wpierdoliło. Urządziło z niego kolacją. Muszę mieć broń. Kurwa strzelbę jaką...Idziemy do statku, taak.-Powiedział do nich i ruszył za toczącą się droidteką, która poruszała się niewiarygodnie szybko. Zin tylko przyśpieszył kroku. Jeśli chodzi o syna, to było jego oczko w głowie, a teraz o nim zupełnie zapomniał. Co za nieodpowiedzialny typ! Varien tylko siedział i dalej bawił się swoją zabawką, zajadał się kanapkami i wyczekiwał swojego..."wspaniałego" tatuśka.

Fler - 2010-03-20 21:12:02

*Droideka kołowała z do zatrzymania się,czyli do miejsca rzeczonego statku przy którym momentalnie przyjęła konfiguracje bokową,a  jej czujniki zajarzyły się, kiedy siatka skanera padła na siedzącego chłopca i pokryła go całego czerwoną siateczką. Rzecz jasna było to bezbolesne* Odnaleziono obiekt pasujacy do rysopisu *zakomunikował sam do siebie i nagle trzask zapowiadający aktywacje dział, które nie mogly wystrzelić. Ale mogły trzasnąć. Ruszył prosto na chłopca* Dyrektywa jeden, posłuszeństwo jednostce dowodzącej, dyrektywa dwa, ochrona osób i mienia, dyrektywa trzy patrolowanie terenu, dyrektywa cztery utrzymywanie porządku publicznego, dyrektywa pięć profilaktyka w czasie pokoju… *zaczął recytować.* Brak odnośnika do zadania… konflikt poleceń. Rozkaz anulowano *działa opadły. Robot zamarł w bezruchu o metr od dziecka*

Secorsha - 2010-03-20 21:15:48

*Pociągnął nosem. Miał wielkie nozdrza. I od niego jechało alkoholem, znaczy pijany był. Podrapał się po głowie* Dziecka? Kuhrrde, człowieku, przecież jest u mnie w domu i pewnie wymyśla kolejnego potwohrra któhrry może nasz wsszszystkich wydupczyć w ucho przez sen… *Spojrzał na Kle dora. Kurwa, gdzie on ma oczy – pomyślał, drapiąc się po potylicy* Bo ten… to chyba nie o moim dziecku mowa… no nic, ja jestem Secorsha z rhodu Gawila, małżonek szacownej pani właścicielki rzeczonej zdhrradliwej kupy złomu. Jestem ze własnej osobie jednostką dowodząca numehrr dwa. *Wymruczał całkiem przyjaźnie, ścisnął prawice metalową ręką, nadal jeżdżąc niepewnie po twarzy Takena. Ruszył na końcu pochodu*

Taken - 2010-03-20 21:21:11

*Cóż, oczy miał tam gdzie wszyscy, tyle ze niewidoczne zza filtrów maski.* Chodzi o syna tego tutaj Zina... *Głową wskazał na inżyniera i ruszył za nim. W istocie uważał go za kompletnie nieodpowiedzialnego człowieka i z pewnością jeszcze mu walnie kazanie. A czemu? Bo tak lubił. Być może czyjeś surowe słowa trafia do niego. Taken nie potrafił patrzeć na takie rzeczy i nic nie mówić* Macie tutaj całkiem wesoło... *Mruknął do Seco, idąc zapewne obok niego za Zinem. Zagłębił się na chwilę w Mocy i wysłał swe myśli na jego poszukiwania i dosyć szybko ustalił, że przy maszynie Kodbara wyraźnie zaznaczały się dwie aury. Zapewne syn z matką* Ooo... chyba zguba się znalazła.

Zindarad - 2010-03-20 21:30:23

Młody Kobdar wystraszył się wyraźnie droida. Krzyknął wniebogłosy, gdy usłyszał trzaski jego broni. Myślał, że zostanie zastrzelony przez jakiegoś droida. Przez kilka sekund myślał sobie Niszczyyycieeel, suuuuuper!, ale w końcu przeraził się i krzyczał jeszcze głośniej.
-Zdechła puszka, zdechł droid.-Wydawał komendy takie jak w przypadku małego dysku, który droida w ogóle nie przypominał. Pozory jednak mylą i to małe gówno leżące na ziemi było droidem. Nieco mniej zaawansowanym, jeszcze głupszym niż Dżony, ale wyposażonym w prawdziwą broń energetyczną w postaci paralizatora. Zin usłyszawszy te krzyki od razu pobiegł do źródła dźwięku. Prawie się przewrócił w kilku momentach trasy, ale utrzymał równowagę, balansując ramionami.
-Dżony, ty kupo złomu! Nie strasz go!-Krzyknął i podbiegł do Variena. Wbiegł na trap i chwycił młodzieńca. Wziął go na ręce i spytał go.-Gdzie żeś ty był?-Spytał i lekko się do niego uśmiechnął, widać było, że Zin kocha swojego syna bardzo mocno.
-E...bawiłem się z klonami. Rozumiesz tato? Z klonami. Później przyprowadzili mnie tutaj, bo powiedzieli, że potwoory tutaj przyjdą i ten...no. Pobawiłem się aerowozikiem i zjadłem kanapki. Nudziło mi się strasznie.-Powiedział. Ucieszył się na widok ojca, którego nie widział kilka dobrych godzin. Zin na to odrzekł mu.
-To jutro nie będziesz się nudził. Naprawisz ze mną statek, o.-Powiedział do niego z czułością w głosie i spojrzał na Seco i na Takena.-Panowie. To mój syn...Varien...

Fler - 2010-03-20 21:39:23

*Dżony, który w istocie był niszczycielem, lśniącym w wieczornym słabym łonu wypolerowanym pancerzem  bronzium, z działami, jak żywcem wzięty z pola bitwy nie potrafił chyba tych sztuczek, sztuczek resztą dziecko, które wykrzykiwało te słowa nie było obiektem dowodzącym. Nie zostało dodane do żadnego folderu, było celem operacji która została anulowana. Tak wiec droideka sobie stala na trapie, tak jak znieruchomiała. I wcale nie straszyła. Raz tylko dostała polecenie straszenia. Secorshy, wydane przez Tanga.*

Secorsha - 2010-03-20 21:40:57

*Zrównał się z Jedi. Fler mu o nim nie opowiedziała bo się nie odzywali do siebie za to, ze Seco napił się z Tangiem, a  teraz za to ze napił się z Zinem to pewnie będzie musiał spać z Dżonym. Jednak teraz starał się o tym nie myśleć* Naphrrawde ci się podoba? *zapytał retorycznie i wyszczerzył się. Taki uśmiech nie wszędzie można było oglądać: szalony, wariacki, szeroki i szczery. Bardzo szczery. Wyciągnął szyję i dostrzegł, ale cos innego* I mój dhrroidek też. A whrracajac – to dla mnie na przykład wesoło jest. Lepiej jak jest wesoło niż jak fiest niewesoło, nie? *I zaśmiał się jak opętany, szturchając Karra w żebra łokciem. Na szczęście organicznej ręki* Cześć Vahrrien *mrugnął do dzieciaka. Był umiarkowanym fanem młodych form życia, rzecz jasna nie wliczając Malkita, no ale w gruncie rzeczy to sympatyczny był wobec wszystkich* No, Dżony, do mnie! Tam cie nie lubią

Taken - 2010-03-20 21:45:29

*Spojrzał na Seco, próbując sobie stworzyć jakiś jego profil osobowościowy, ale te wariackie miny nie pomagały za bardzo. Ale cóż, każdy musi przez to przejść, bo z marszu nie da się wydać o kimś jakieś rozsądnej oceny.* No popieram opinię. *Nie bardzo wiedział jak to skomentować, wiec na razie zachował milczenie. Potem jakoś się pewnie dogadają. Taken przez filtry maski dostrzegł Zina ze swoim synem* Cześć Varien *Powitał malca wesoło i pomachał mu ręką. Jego miecz świetlny odbijał się lekko od jego uda, wiec zapewne chłopiec go dostrzeże, czym się jednak nie przejmował. Tutaj chyba wszyscy wiedzieli kim tak na prawdę jest*

Zindarad - 2010-03-20 21:56:56

-Cześć.-Odpowiedział im Varien i machnął im też ręką. Spojrzał na Dżonego i wyciągnął do niego rękę po czym położył dłoń na jego metalowym łbie. Poklepał go kilka razy i czekał, aż ktoś łaskawy wyda mu rozkaz o zapisaniu go w jakimś folderze. Zin nie chciał wydawać tego polecenia, bo jeszcze Seco się na niego obrazi.
-Dobra młody. Sprzątamy, myjemy paszczę i idziesz spać. Tata posiedzi sobie jeszcze i pogada.-Powiedział do syna, który zszedł z ojca i pobiegł posprzątać swoje zabawki. Kiedy to zrobił szybko wbiegł do statku i poszedł do pokładowej toalety, coby się umyć, tak jak tata mu kazał. Zin w tym czasie usiadł na trapie i wyciągnął paczkę papierosów i zapalniczkę. Wsadził sobie jednego szluga do gęby i odpalił go.-Mówię wam. Co za dzień. Do mojej kantyny przychodzi sobie para gówniarzy. No młodzi tacy jak cholera. Chcą sprzedać statek, frachtowiec typu Kappa. Miał nadajnik imperialny i musiałem spierdalać. Znowu wpakowałem nas w gówno...Ja pierdole.-Doznał krótkiej retrospekcji i wyznał im wydarzenia z ostatniego dnia.

Fler - 2010-03-20 22:03:15

*Ale Dżony już został odwołany, tak wiec zaraz po poklepaniu odwrócił się i… nieporadnie ześliznął się z  rampy, cudem nie upadając, i podreptał po tym przeklętym miękkim gruncie w kierunku Seco. Jak łatwo się domyślić, Varien na pewno zaprzyjaźni się z Malkitem. To on wtedy doda go do folderu jakiego zechce jako swojego kolegę. Seco miał swoich do dodawania. Droideka zatrzymała się przy boku pana. Działa trzymał dość wysoko, widać najpierw polecenia (bo w koncu odnalazl dziecko), a potem za to karcenie sprawiły, ze poczuł się trochę zbity z tropu*

Secorsha - 2010-03-20 22:05:25

*Znowu się wyszczerzył, trochę do Takena, trochę do Zina i Zina juniora. Sam droida poklepał, chociaż trochę zły na niego był, no ale jak pijany jest to ma wahania nastrojów. Większe ma tylko na kacu, bo wtedy przeważa agresja* A Ty poznałeś już mojego syna, Taken? Widziałeś, jaki z  niego łowca potwohrrów?

Taken - 2010-03-20 22:18:57

*Usunął się nieco w cień, obserwując cała tą scenkę. Zina z Varienem, Dżonego z Seco. Każdy miał kogoś, a on stał z boku, tak jak zawsze, obserwował i nie wtrącał się póki nie jest to konieczne. Czasami nachodziły go myśli, myśli o normalnym życiu, rodzinie, ale zawsze w końcu zwyciężało poczucie obowiązku i jakieś misji. Cóż, Takena można nazwać takim lekkim fanatykiem, gdyż traktował życie Jedi bardzo poważnie. Dopiero gdy Zin przemówił a zaraz po nim Seco to wrócił do rzeczywistości* Tak, poznałem Malkita jak chciał mnie rozstrzelać w swoim domu. Masz wspaniałego syna *Powiedział ciepłym, przyjacielskim tonem, bo rzeczywiście tak uważał. Przez takich szkrabów nachodziły go wątpliwości... chwilowe ale jednak*

Zindarad - 2010-03-20 22:25:00

-Mojemu też tylko karabiny i termodetonatory we łbie. Takie pokolenie.-Powiedział ze skrzywionymi ustami. Kiedy on miał pięć lat to biegał za swoim ojcem, który był inżynierem. Teraz to generacja wojny i dzieciaki wychowują się w przekonaniu, że wojna to jedyne rozwiązanie.-Klony to jego oczko w głowie. Zapamiętał w ilu seriach wypuszczono klony. Idź pan w cholerę.-Powiedział do niego. Najprawdopodobniej Varien zaprzyjaźni się z Malkitem. Mają wspólne zainteresowania, a ojciec inżynier pójdzie w odstawkę. Domyślał się i bał się tego, że kiedyś coś mu się stanie. Zaciągnął się papierosem i wypuścił dym nosem.-Dzieci są wspaniałe. Co nie Seco? Musisz sobie zrobić takiego małego Kel Dora Taken, hehe...

Fler - 2010-03-20 22:27:30

[Dżony nie ma dzieci, puszczam kolejke;)]

Secorsha - 2010-03-20 22:31:17

W sumie to tak, ale wiecie, jak się tak zastanowię, to… ja tez jak byłem mały bawiłem się w wojnę… wojna jest fajna, w zabawie rzecz jasna, ale mój młody mimo wszystko wie, ze wojna jest zła. Ale i tak się bawi, właściwie to jest bahrrdziej mandalohrriańskim poghrromcą potwohrrów niż żołnierzem. Jego główną bhrronią jest Dżony. Tak, Vahrrien, powinieneś zapoznać się z Malkitem. Razem na pewno szybko Impehrratohrra pokonacie *Mrugnął do Zina i spojrzał na Takena z błyskiem w oku* Chyba to ostatnia szansa, bo potem się z Twoim bawić nie zechcą, bo za mały będzie… Ale nic to, bo wiecie, Flehrr coś ostatnio napomyka że jedynaki się źle emocjonalnie rozwijają…

Taken - 2010-03-20 22:37:44

*Przysłuchiwał się tej małej konwersacji ojców a gdy napomknięto o małych kel dorach to tylko się uśmiechnął* Wiecie chłopaki, to nie dla mnie. Jestem Jedi. I możecie się śmiać i tak dalej, ale nic tego nie zmieni. *Wzruszył ramionami patrząc to na jednego to na drugiego. zgadzał się z nimi w jednej rzeczy, wojna stała się zbyt popularna i zabawa w nią jest trochę nieodpowiednia, o ile nie ma się kilku lat. Dzieciaki nie rozumieją tego, więc mogą się bawić, gdyż naśladują dorosłych. Ale jeżeli oni uważają wojnę za coś wspaniałego to powinni się zastanowić nad swoim życiem.*

Zindarad - 2010-03-20 22:41:17

-Pierdolisz Taken. Powiedz mi szczerze. Nigdy Cię taka dupcia nie nęciła? Ale wiesz...szczerze.-Dobrze, że Temena nie słyszała tych męskich rozmów, bo wtedy szybko by się to skończyło. Zin podrapał się po łbie i dalej palił papierosa. Za te palenie by też dostałby po łbie.-Ja mam czterech braci i siedem sióstr i za chuja nie mam pojęcia o czym mówisz Seco.-Powiedział do niego i zaśmiał się. Taka spora rodzina. Ciekawie jak ojciec Zina wykarmił taką liczbę dzieci, to musiało być nieco komiczne. Jedno wielkie przedszkole. To były czasy.-Jedi nie Jedi. Poruchać sobie może, o. Dobrze mówię Seco?

Fler - 2010-03-20 22:44:05

*Wieść o tym, ze Malkit będzie miał kolegę do zabawy, a  może nawet brata sprawiły, ze Dżonemu zmieniło się napniecie. Trzy diody wystające z płaskiego łebka niemal przestały się świecić. Działka opuścił tak nisko, ze chyba niżej nie można, bo będzie stal z rękami spuszczonymi, jak humanoid. Był zabawką dla dorosłych, którzy bawią się w  wojnę.
Wysokiej klasy demobil stał grzecznie przy boku Secorshy, blisko takena i w pewnym oddaleniu od Kobdarów*

Secorsha - 2010-03-20 22:48:26

Pewnie, że tak *zgodził się od razu* Byłoby więcej małych dżedajków. I większy pokój w galaktyce, bo wiadomo – więcej dzieci, to pokój większy musi być, nie? A ty się Zin nie chwal, nas też było dwanaściohrro, ale co? Mamy po jednym synu! U nas jest niezgodność gatunków, a nasz syn ma trzy lata, a  u ciebie? Jest zgodność i masz stahrrszego syna, znaczy – się obijasz ty banthci odchodzie *Wypowiedział się i pogładził droida po „grzbiecie* Dżony, a  ty kiedy zmajsthrrujesz małe dhrroideczki, co?

Taken - 2010-03-20 22:55:26

Szczerze? Jasne, że tak i to nie wiesz jak bardzo. Miałem nawet chęć porzucenia tego wszystkiego w cholerę... ale ostatecznie skończyło się tak jak skończyło. *Nie miał zamiaru tłumaczyć im swoich decyzji z lat młodości. To jego sprawa i nikogo to nie powinno obchodzić.* Wiecie, może innym razem pogadamy o filozofii Jedi i Zakonu? To nie jest najlepszy temat do rozmowy... zostańmy przy waszych dzieciakach *Cóż za ironia losu. Rozmawia z dwoma pijanymi ojcami o rodzinie i czemu sobie nie puknie jakieś kel dorki. To zakrawa na jakieś szaleństwo*

Zindarad - 2010-03-20 23:00:36

-Jedi to jebani pustelnicy. Ja bym tak żyć nie mógł. Ze świadomością...nie...kurwa...ble-Dreszcze przeszły mu po plecach. Świadomość bycia prawiczkiem go przerastała. Podrapał się po łbie.-Ja Ci powiem tak. Ja słyszałem o tym, że jakiś Jedi miał żonę i dzieciaka. Nic w tym złego. Jedi nie Krayt. Jajka przecież nie zniesiesz kurwa...-Dodał po chwili i wyrzucił papierosa na trap po czym zgniótł go swoim butem. Spojrzał na załamanego Dżonego i zaśmiał się głośno.-A Dżony co? Załamał się biedak?-Spytał rozbawiony. Brakowało mu takich prawdziwie męskich rozmów. Przecież nie będzie rozmawiał z Fumborem, który molestował swoje pracownice.

Fler - 2010-03-20 23:04:27

Brak zgodności czynników *odparł droid którego już nagabywano o małe droideki, to by było dopiero zabawne. Panowie chyba nie wiedzieli, a Seco nie pamiętał, ze Dżony miał możliwość nagrywania rozmów i odtwarzania ich na życzenie obiektu dowodzącego numer jeden, tak wiec – nikt nie jest bezpieczny. Ale póki co Dżony bardzo grzecznie sobie stał*

Secorsha - 2010-03-20 23:07:31

Zgodności czynników kuhrrrde *mruknął i wyszczerzył się, oczywiście milcząc na temat, ze jego żona i główna pani tego blaszanego diabła była Jedi. Był pijany, ale myślał. Nie chciał ani nakręcać Zina, ani stawiać Takena w trudnej sytuacji. Jakoś tak w tej chwili nie zależało mu by kogokolwiek ośmieszać.  Zaśmiał się tylko jak usłyszał o jajku bo… jego syn wykluł się jajka. Tak się szele rozmnażają. Z jajek. Z kratami chyba maja więcej wspólnego niż z ludźmi*

Taken - 2010-03-20 23:15:50

Zin, Zin, Zin... nie rozumiesz bo nie chcesz zrozumieć. To się nazywa ignorancja. Twoja wiedza o Jedi bazuje na plotkach a nie na rzetelnych informacjach, wiec z łaski swojej przestań udzielać się na temat o którym nie masz zielonego pojęcia. Ja nie mam pojęcia o maszynach i inżynierii, ale jakoś nie pouczam cie ,jak masz je projektować *O dziwo głos Takena był spokojny i głęboki. Nie czuł się urażony tymi rozmowami, ale nie lubił takiego zachowania. Gdyby Kodbar był trzeźwy to mogliby porozmawiać trochę na temat filozofii Zakonu. Ale zawsze musi być spełniony jeden warunek. Trzeba chcieć zrozumieć drugą stronę* Seco, nie molestuj już biednego robota. O ile się orientuje to robota Malkita, prawda?

Zindarad - 2010-03-20 23:23:30

-Dobra, dobra. Rozumiem.-Chyba rozumiał, ale to już pomińmy, bo takie gdybanie nie ma sensu. Prawda. Nie miał zielonego pojęcia o Jedi, ale zawsze lubił wciskać nos w nieswoje sprawy i na tym polegał główny problem Zina.-Nie wiem jak was, ale mnie w gębie suszy.-Powiedział do nich i znowu podrapał się po łbie. Po takich wrażeniach miło byłoby się napić jakiegoś chłodniejszego, bezalkoholowego trunku. No. Najlepiej jakiś soczek, byle nie słodzony jakimiś cukrami. To dla Zina byłoby samobójstwo.-Taken. Jakie masz silniki w tym swoim złomie?-Spytał go. Pewnie jonowe, ale chciał dokładnie wiedzieć jakie. Może Zin na trzeźwo znajdzie jakieś rozwiązanie na powiększenie ich mocy.

Fler - 2010-03-20 23:28:26

*Jeszcze kilka takich sytuacji i Dżony zrobi się bardzo społeczny. Kiedy zorientował się ze mówią o nim, podniósł działa jednak nie do pozycji bojowej, a  raczej do „apelowego spocznij”, by zaprezentować swoje mechaniczne cielsko, z  resztą bardzo ładnie utrzymane, bez śladu rdzy czy jakichś osadów. Nawet stare „blizny” po strzałach po wielokrotnym polerowaniu zatarły się i były niewidoczne. W końcu droid dla dziecka*

Secorsha - 2010-03-20 23:32:41

Nie molestuje go, nawet go nie dotykam już *Zademonstrował dłonie, podnosząc je tak by Taken zobaczył wnętrza dłoni* właściwie to Flehrr, ale Malkit się nim bawi. Flehrr mówi, ze on ją sobie wybhrrał, po poznała go na statku takiego przemytnika, a kiedy wylądował na Widmie, żeby mogła się przesiąść, to dhrroid uciekł temu panu. Tak jakoś tłumaczyła, nie wiem czy mi się nie pochrzaniło. No ale i tak piękna histohrria, nie? Wiehrrnosc i oddanie dhrroideki. No ale niestety na Widmie nie mają romantyzmu w duszy, cwele jebane, i kalekę z niego zhrrobili, strzelać nie może…

Taken - 2010-03-20 23:37:43

Jonowe, tyle wiem. Nie jestem mechanikiem i nie znam się na wszystkim *Odparł krótko Zinowi, bo póki co nie przypadł mu do gustu więc nie chciał wdawać się w jakieś dziwne dyskusje. Już powoli wyrabiał sobie o nim opinie i była ona raczej niepochlebna. Skupił się za to na Dżonym i na Seco* No to bardzo ciekawa historia. Tylko wiesz... ja wolę Dżonego w wersji kalekiej niż normalnej. Bo tak to już y pewnie połowa osady padła... albo Dżony, znając Mandalorian i ich dziwnych skłonności. *Uśmiechnął się pod maska, patrząc na tą zabawna scenę. I nagle przyszło mu do głowy pytanie jakże oczywiste* Co wy tu właściwie robicie, co? To planeta Mando i oni raczej gościnni nie są...

Zindarad - 2010-03-20 23:41:51

-Seco. Spokojnie. Ja mogę zdjąć jego blokady.-Wyszczerzył swoje zęby. Mógł to zrobić bez problemu, tylko na chwilę musiał go wyłączyć. Pogrzebać w jego bazie danych i wystarczyło tylko zdjąć jego blokady. Zatarł dłonie, chciał zabrać się do pracy, ale było ciemno.-Chuja widać. Jutro to zrobię i chuj.-Powiedział do Seco i spojrzał na Takena.-Mam jutro czas, jutro sobie pogrzebie w tych złomach.-Pojutrze czeka go sporo pracy, obiecał sobie, że zajmie się swoim nowym projektem, a przecież jego nie można zaprzepaścić. Oczywiście pewnie wszystko narysuje, wyliczy, ale najpewniej nie będzie funduszy na jego pomysły. Byłoby dobrze, gdyby znalazł się jakiś sponsor, ale kto weźmie pod swoje skrzydła szalonego inżyniera i jego niemniej szalone pomysły.

Fler - 2010-03-20 23:50:41

*Biedny droid wiedział, ze „coś z nim nie tak” mimo iż system nie meldował o uszkodzeniach, jednak teraz kiedy o tym mówili, włączył nagrywanie, a  nuż mu się to przyda? Jego procesor logiczny czasem się przydawał*

Secorsha - 2010-03-20 23:55:46

*Zaplótł ręce na piersi* Flehrr ci nie mówiła, co tu robimy? Chowamy się, rzecz jasna przez tym co ci go na statku wyskhrrobałem… dlatego Dżonemu założyli blokadę właśnie dlatego. Mnie już rozstrzelał „na sucho”, Tanga tez, i kilka razy dawał po osadzie, albo z  polecenia Malkita, albo bo sam coś zauważył. Blokady nie trzeba zdejmować, dzięki, Zin. Wystahrrczy nacisnąć jeden guzik w takim tajemniczym centhrrum stehrrowania, i blokada się cofnie, a  Dżony wszystkich pozabija *Nie było to prawda, bo Dżony będzie po zdjęciu blokady taki jak jest, ale jak wiadomo – mało kto dorósł do posiadania tak potężnej broni. Jeden błąd i ktoś może dymić.* Wole spać spokojnie, wiec dzięki… najphrawdopodobiej nie żyłbyś gdyby on nie miał blokady

Taken - 2010-03-21 00:09:24

Emm... dzięki... *Odpowiedział na propozycję Zina odnośnie przeglądu statków. Cóż, będzie chciał rzucić na niego okiem to Taken nie będzie miał nic przeciwko, o ile on będzie w zupełności trzeźwy. Chciał jeszcze troszkę sobie pożyć a popsucie statku to uniemożliwiało* Cóż, każdy przed nim się chowa. Ja z resztą też... w troszkę niekonwencjonalny sposób *Podróżował po Galaktyce szukając Jedi i mieszając się od czasu do czasu miedzy Inkwizycję ,ale na razie Moc mu dopisywała i go nie dopadli* A Dżony niech lepiej pozostanie z blokadami. Jest sympatyczniejszy... tak mi się wydaje

Zindarad - 2010-03-21 00:15:00

-Jakby na to nie patrzeć. Muszę przyznać to Dżonemu. Sympatyczny z niego koleś.-Powiedział do nich i uśmiech zagościł na jego gębie po raz kolejny. Gdyby przylecieli tu po Takena imperialni, Zin stanąłby pierwszy w szyku, by go bronić. Mniejsza.-Imperialni to szmaty. Zabierają się do wszystkiego jak nefr do ruchania. Najchętniej nie ruszaliby dupy z Coruscant.-Wyraził swoją opinię na temat imperialnych, którzy być może ich podsłuchiwali. Może to Dżony pracował dla Imperium? Takie myśli towarzyszyły Zinowi, ale przez jakiś czas je tłumił. Droid zbyt dziwnie się zachowywał. Stał...to dziwne, bardzo dziwne.

Secorsha - 2010-03-21 00:24:37

Jakby przylecieli Impehrrialni, to by się wtedy spuściło sympatycznego Dżonego ze smyczy *odparł na to Seco, klepiąc swojego droida po grzbiecie.* I by nie było impehrrialnych. *rzekł. Nie podejrzewał robota o prace dla imperium. Ani teraz ani nigdy, chociaż kto wie, trzeba by sprawdzić jego numery i prześledzić przeszłość, to mogłoby być ciekawe*

Fler - 2010-03-21 00:27:22

Rozkaz rozkaz sir *odezwał się w koncu, a  swoimi „ulubionymi” słowami dał do zrozumienia, ze  nie pracował dla Imperium, a  dla separatystów, z  resztą to oni posługiwali się droidami na polu bitwy. Dyrektywy Dżonego, Lżonego ile nie zostały zmienione, świadczyły ze  był prywatnym droidem stróżującym, pewnie u nemoidian. Nagrywał rozmowę dopóki nie skończyli mówić o blokadzie. Wtedy przerwał, i teraz „patrzył” na Zina który rzekomo może to zrobić…*

Taken - 2010-03-21 00:41:50

Nie dorzucę swojej opinii by nie psuć panom dobrego nastroju *Taken jeszcze nie załapał ich poczucia humoru wiec wolał nie sprowadzać ich na ziemię. Coraz mniej udzielał się w dyskusji, zamyślając się nad kilkoma sprawami większej wagi aż w końcu powiedział* Wybaczcie czas na mnie. Do zobaczenia i niech Moc będzie z wami... *Lekko im się skłonił i bez słów wyjaśnienia po prostu oddalił się od nich jak duch*

Zindarad - 2010-03-21 00:45:28

-W sumie Seco. To ja chętnie uderzę już w kimę.-Powiedział do niego i wstał z miejsca, na którym mu się tak wygodnie siedziało. Spojrzał na droida i machnął mu ręką po czym rzucił do gada.-To do jutra.-Dodał i wszedł do środka. Zamknąwszy drzwi, zapewne udał się do łazienki, umył się, a później dołączył do swojej żony, która smacznie spała. Nie chciał jej budzić, dlatego też cicho położył się obok niej.

Secorsha - 2010-03-21 00:49:55

*No i Seco z  droidem zostali sami. Rzecz jasna najpierw Seco pożegnał ich obu, i został, jeszcze przez chwile, po czym oparł się dłońmi o kolana i popatrzył w  ziemie* Doje się do domu whrracac, twoja pani mnie zabije… *pociągnął nosem, ale w końcu ruszył w kierunku domu, i tez znikł z miejsca spotkania*

Fler - 2010-03-21 00:50:55

*Mógł powiedzieć rozkaz rozkaz, ale nie powiedział, chyba mu się nie chciało. Zwinąwszy się w kule ruszył z niesamowitą szybkością jakby w domu czekało nań coś bardzo miłego. I tak… nikogo nie zostało na pustym poletku*

Taken - 2010-03-24 20:55:30

*Wczesny poranek, słońce dopiero wschodzi leniwie, wszystko budzi się do życia. Taken opuścił spokojnie swój statek i rzucił jeszcze okiem na wydrapaną na pancerzu podobiznę Imperatora, po czym spokojnym krokiem ruszył w stronę najbliższego wzniesienia (będącego też dachem ukrytego domku) by pomedytować a potem poćwiczyć. Medytował praktycznie codziennie rano przez około godzinę. Te chwile spokoju i wyciszenia pomagały mu skupić się lepiej na późniejszych zadaniach. Tak więc kel dor wspiął się na zielony pagórek, odpiął miecz świetlny od paska i położył go na ziemi, samemu siadając obok, oczyszczając umysł z myśli i uczuć, zagłębiając się powoli w Mocy. Jego świadomość powoli zaczęła wykraczać poza "ramy" ciała i umysłu*

Fler - 2010-03-24 21:06:20

*Nieczęsto wstawała rano. Kiedyś, kiedy mieszkali jeszcze na Couruscant jej poranki były ciche i pracowite. Budziła się i miała chwile tylko dla siebie, by wstać, przygotować się i wyjść do pracy. Dla Malkita, a  dla Secorshy to już w ogóle bylo to za za wcześnie. A ona kochała poranki. Wszystko na Couruscant było inne. Miało swoje miejsce w powtarzalnym cyklu dnia, a  szele, chociaż energiczne i rządne bodźców – kochają rutynę. To daje poczucie bezpieczeństwa. Ranne wstawanie, droga do pracy, zatłoczone ulice i ciasne studio, za tym tęskniła chyba najbardziej. Potem – za ogromem. Couruscant żyło. Reszta, za czym mogłaby tęsknić byłą z nia, wiec nie tęskniła. Tego dnia obudziła się wcześniej. Nie, żeby miała jakiś większy cel. Po prostu obudziła się, może niewygodnie leżała, a  może chciało jej się pić. Wstała. Dżony ładował się całą noc. Teraz tez jeszcze ssał prąd z kabla. Ubrana tylko w zwiewną niebieską długą nocną koszule usiadła przy stole i raz po raz podgryzając nie zjedzone na kolacje, suche już kanapki, czesała włosy palcami i słuchała poranka. I wtedy stwierdziła, ze coś, lub ktoś łazi jej po dachu. Gdyby była inna pora, nie zdziwiłaby się. Ale przecież był ranek i Malkit spał. Wstała wiec i wyszła, by zobaczyć co się dzieje*

Taken - 2010-03-24 21:12:54

*Teraz to właściwie siedział na jej dachu i medytował, nie zdając sobie sprawy z jej obecności. Na skrzyżowane nogi oparł swoje dłonie, głowę trzymał prosto, dumnie, ale miał zamknięte oczy a umysł otwarty, chociaż nie miał świadomości tego, co go otacza. Czuł również otaczające go życie. Nie tylko Fler, czy śpiącego pod nim Malkita i Seco, ale również każdy żywy organizm, nawet ten najmniejszy. W Mocy rozmiary nie miały znaczenia i każde istnienia było ważne. Bez tych najmniejszych te największe nie miałyby racji bytu... Tak więc Fler mogła zobaczyć siedzącego jej na dachu Jedi (a raczej padawana) pogrążonego w medytacji*

Fler - 2010-03-24 21:23:50

*Drzwi się otwarły i wychyliła się jej trochę naelektryzowana własnymi paznokciami fryzura. Wychyliła się ostrożnie, opierając się dłońmi na klamce, zupełnie jak zawsze kiedy Malkit odkrywał potwora na podwórku, a  ona strasznie się go bała. Tym razem jednak nie musiała udawać emocji by nie urazić własnego dziecka. Wyszła o krok, pochyliła się i zadarła głowę jednocześnie przekręcając tors i dostrzegła wtedy Takena, od piersi w gore. Prychnęła krótkim śmiechem prawdziwego rozbawienia. Może i to co robił miało duże znaczenie duchowe, ale kel dor na dachu wyglądał po prostu śmiesznie.
Fler wyszła i zamknęła delikatnie drzwi. Przed nią uśmiechało się do niej nowonarodzone słonce, a poranek był rześki, trochę chłodny, a  lekki wiatr orzeźwiał, bawił się kosmykami włosów i połami zwiewnej nocnej koszuli, która nadawała swojej właścicielce wygląd nimfy. Szela zebrawszy kieckę na wysokość ud, postawiła nogę na parapecie i podciągnęła się, następnie druga noga oparła się o deskę stropu werandy przed wejściem, symbolicznej ale zawsze a kolejnym ruchem było już postawienie kolana na dachy. Wstała i rozejrzała się. Im wyżej głowa tym piękniejsze widoki – pomyślała i uśmiechnęła się do słońca. Ruszyła bezszelestnie, jak kocica, a  obszedłszy Takena usiadła na przeciwko. Złączone nogi podciągnęła pod brodę, oplotła ramionami, na kolanach oparła głowę i zamknęła oczy.
Sama starała się odpłynąć…*

Taken - 2010-03-24 21:31:20

*Może i wyglądał śmiesznie na dachu, ale w końcu by to też pagórek, z którego rozciągał się wcale niezgorszy widok. Więc aż szkoda nie wykorzystywać tak "strategicznego" miejsca do medytacji, która jak zauważyła Fler miała duże znaczenie duchowe. Bo i jak wypełniać wolę Mocy, skoro jej się nie poszukuje poprzez medytację i wyciszenie umysłu?
Taken wciąż nie był do końca świadom jej obecności, można by rzec, że odpłynął za daleko wraz z nurtem Mocy, ale w końcu wróci i wtedy ją na pewno zauważy. Póki co ona sama mogła wyczuć bijącą od niego koncentrację oraz niczym niezachwiany spokój i wyciszenie. Możliwe, że jej samej to pomoże w tej trudnej sztuce medytacji Jedi. Samo siedzenie i niemyślenie nie wystarcza*

Fler - 2010-03-24 21:42:58

*Wyczuła, i zaraz przylgnęła do tego spokoju. Sama tez była spokojna, ale trochę inaczej, bardziej fizycznie, z powodu pory, poranne wyciszenie, metafizyczny stan gotowości do podjęcia wyzwań dnia. Taka łagodność. Jednak to nie przeszkadzało by przycupnąć przy czyimś ognisku. Kiedy otworzył oczy mógł ją ujrzeć na tle pejzażu widzianego z  dachu, jakby śpiąca, całkowicie nieruchomą, tylko wiatr poruszał niesforne kosmyki i pojedyncze włosy, a  słonce malowało cienie na jej twarzy, zmieniające się wraz z płynącymi chmurami. Te też refleksy malowały jej zamknięte powieki raz bardzo ciemnym, prawie mrocznym cieniem a raz radosną jasnością. A ona siedziała, nieświadoma ze pogoda bawi się jej kosztem*

Taken - 2010-03-24 21:52:52

*Jak długo medytował? Trudno powiedzieć, bo w tym stanie umysłu czas płynie inaczej, a chronometru nie miał przy sobie. Jedyną wskazówka była wysokość słońca nad horyzontem. Gdy świadomość Takena powoli wracała do niego to najpierw wyczuł czyjąś obecność obok niego a dopiero potem, gdy otworzył oczy zobaczył Fler, ale tak fizycznie, bo w Mocy zauważył ją dożo wcześniej. Tak wiec siedział tak przez kilka chwil, podziwiając jej niewątpliwe egzotyczne piękno na tle wręcz sielankowego krajobrazu, ale w końcu wstał z ziemi, nie chcąc jej jakoś przeszkadzać w medytacji. Poza tym czekały go jeszcze krótkie ćwiczenia fizyczne, dlatego też oddalił się na parę metrów od jej postaci, ale nie tracił z nią kontaktu wzrokowego. Krótka rozgrzewka mięśni i po chwili kel dor rozpoczął powolne sekwencje ciosów z Teräs Käsi*

Fler - 2010-03-24 21:58:12

*Nie miała jeszcze wprawy, bądź – nie miała jej już po tylu latach przerwy, tak siec poruszenie, mocniejszy cien rzucany przez kel dora oraz odczuwalne wibracje podłoża wybrudziły ją ze stanu przyjemnego otumanienia. Otworzyła oczy, a słonce na chwile ją oślepiło, ale źrenice zmniejszyły się momentalnie. Zawsze wielkie jak monety teraz stały się jak mizerne groszki. Znowu zobaczyła Takena i zdała sobie sprawę, co tu robi. Chyba zaczyna trening. Postanowiła udać, ze nie widzi, ze nadam „spi” w tym swoim stanie, i choć może to naiwne, a może nawet infantylne, zamknęła oczy, zostawiając sobie tylko cieniutką szparke powiek na podglądanie*

Taken - 2010-03-24 22:06:42

*Taken teraz skupił się na pojedynczych sekwencjach ciosów, wykorzystując do tego tylko pieści, okazjonalnie nogi. Teräs Käsi to tak na prawdę technika walki wręcz, jedna z najbardziej skutecznych i śmiercionośnych, a przy tym bardzo trudna do opanowania. On uczył się jej kilka lat pod okiem Wyznawców Palawy, więc doszedł w tym do sporej wprawy. A teraz przeprowadzał coraz to szybsze i bardziej skomplikowane sekwencje, atak, unik, obrona, kontratak. Każdy ruch był idealnie wyćwiczony, skoncentrowany i maksymalnie wykorzystywany. Nie było miejsca na błędy czy zawahanie się. Dodatkowo każdy jego ruch wspomagany był przez Moc, która przepływała przez jego ciało, wiec momentami można było odnieść wrażenie, że nie tylko walczy z niewidzialnym przeciwnikiem, ale też tańczy... Po kilku dłuższych chwilach nagle miecz świetlny leżący niedaleko Fler poderwał się błyskawicznie z ziemi i poleciał w stronę kel dora, który złapał go w locie i zapalił. Z dwóch końców wystrzeliły żółte promienie świetlne, które chwilę później zmieniły się w świetlne smugi, tańczące wokół postaci Takena*

Fler - 2010-03-24 22:11:31

*Ten nagły ruch, nie Takena a miecza sprawił, ze ciało Fler zareagowało niezależnie od woli. Drgnęła ,a jej głowa podniosła się sama. Także oczy rozwarły się w zdziwieniu, zaskoczeniu, wielkie, miedziane i głębokie. Teraz już nie było sensu udawania medytacji. Ale był sens patrzenia*

Taken - 2010-03-24 22:20:47

*Mimo skupienia zauważył że już nie medytuje, ale nie przerywał swoich ćwiczeń, musiał doprowadzić je do końca. Z każdym jego ruchem widać było dużą zażartość i siłę, jaką może uwolnić podczas walki. Ten styl był bardzo niebezpieczny też z innego powodu, ponieważ przybliżał użytkownika do Ciemnej Strony Mocy i jeśli ktoś nie posiadał odpowiedniej samokontroli to nawet niech nie próbuje eksperymentować z tym. W końcu po kilku minutach miecz Takena zgasł a on sam odsapnął z wyczerpania* Dzień dobry... mam nadzieję, że nie przeszkodziłem w czymś? *Przywitał się z Fler i zawiesił swój miecz na pasku, ruszając powoli w jej kierunku*

Fler - 2010-03-24 22:26:38

*Dopiero kiedy się odezwał, podniosłą głowę, i oparła się do tyłu na ramionach, ale nadal siedziała. Musiała wiec podnieść głowę, by na niego spojrzeć, ale czy podnoszenie głowy to jakiś problem? Jej wargi podniosły się a w policzkach pokazały się dołeczki* Witaj *odezwała się głosem cichym, trochę nieobecnym* Nie. Raczej  - czy ja nie przeszkodziłam? Ale nawet jeśli, to niech mi będzie wybaczona ta odrobina egoizmu. To było piękne

Taken - 2010-03-24 22:34:16

Nie, nie przeszkodziłaś... *Odpowiedział spokojnie, stając już praktycznie tuz przy niej. Cóż by był z niego za wojownik, gdyby rozproszyła go chwilka czyjeś uwagi? Raczej takim tylko na pokaz* Dziękuję. Długo ćwiczyłem, by osiągnąć w tym biegłość, ale mam nadzieje, że nie będę musiał za często sięgać po miecz. Niestety, póki co mi się to nie udawało... *Przysiadł powoli na ziemi niedaleko Fler, ale nie ze skrzyżowanymi nogami, tylko tak wygodniej, opierając się jedną ręką o ziemię*

Fler - 2010-03-24 22:39:36

*Podsumowała te słowa łagodnym uśmiechem i tajemniczym spojrzeniem  podniesieniem jednej powieki* Tak czy siak nie musisz się bać mukutucia, z  takimi umiejętnościami na pewno jesteś bezpieczny *Odparła wesoło, a  kiedy nagle, energicznie przekręciła głowę, włosy znowu okazały niezdyscyplinowanie. Czyżby jakieś problemy z posłuszeństwem? Tu, w  mandalorianskiej osadzie?* Dawno, dawno temu kiedy byłam jeszcze młoda… *podjęła tonem sędziwej matrony, utkwiwszy wzrok w chmurach, by dopełnić wrażenia* … widziałam nielegalny pojedynek tej sztuki walki. Naturalnie przypadkowo, bo parawanom, a zwłaszcza takim młodym nie można było oglądać tego pokazu. Ale byłam niepokorna *Uśmiechnęła się znowu, ale nie powiedziała co o tym mysli*

Taken - 2010-03-24 22:48:00

Zdecydowanie wolę negocjacje... jak myślisz, ten mukutuć lubi słodycze? *Zaśmiał się cicho i na chwilę rozejrzał się po okolicy, wciąż jeszcze trochę sennej, mimo że słońce już od jakiegoś czasu górowało nad ziemią. A może oni tylko nie zauważali żadnego ruchu? Bo jakoś wątpił, by klony leniuchowały do późna* Uuu... ciekawie się zaczyna *Stwierdził wesoło, ale nie kpiąco, chociaż mógł. Był od niej raczej starszy, ale mógł też się mylić pod tym względem. Z innymi rasami zawsze był pewien problem* A gdzie go widziałaś? Ja tam w sumie nie oglądałem za bardzo, ale za to sam też walczyłem troszkę już w młodym wieku. Byłem bardzo kłopotliwym uczniem... *Zaśmiał się na wspomnienie swoich wczesnych lat, gdy w Świątyni nie potrafiono nad nim zapanować*

Fler - 2010-03-24 22:58:05

*Splótłszy ze sobą dłonie pokręciła głową lekko, patrząc w „oczy” Takena, których widać niestety nie było. Ale Fler miała wyobraźnie* Mukutuć to jeden  najgorszych potworów, najczęściej można go spotkać właśnie rano. Szybko „urasta”, przypomina drzewo i może zamieniać istoty w omut, wiec strzeż się. *wyjaśniła z powagą. Bazą danych na temat potworów był Dżony – to mu Malkit nakazywał zapamiętywanie informacji na temat potworów, było z 50 wpisów, ale te najpopularniejsze znal w  tej osadzie każdy* Na Couruscant. To były nielegalne walki, niejednokrotnie kończyły się śmiercią. Wymknęliśmy się pod przykryciem wykonania zadania, takiego w  typie młodych padawanów. Nieźle nam się oberwało. Chyba bardziej za kłamstwo niż za obejrzenie walki…

Taken - 2010-03-24 23:04:20

No to faktycznie przerażający potwór... jak w ogóle dajecie sobie z nim radę? *Zapytał zaciekawiony, bo raczej o to kto go wymyślił pytać nie musiał. Małe dzieci miały sporą wyobraźnię a obecnie tylko dwójka z nich przebywała na terenie osady, z czego ten mały Varien przybył niedawno, wiec to musiał być Malkit* Rozumiem... tak samo jak próby okłamania mistrza. Sam często stawałem przed Yodą w celach "spowiedniczych" że też tak się wyrażę. Bójka z innym padawanem, zdemolowanie sali treningowej, podważanie autorytetu innych mistrzów czy chowanie mieczy świetlnych było u mnie na porządku dziennym. Nikt nie jest kryształowy. No, może poza mistrzem Yodą *Zaśmiał się głośniej, rozsiadając się na trawie wygodniej i spoglądając w niebo. Sielankowa atmosfera poranka sprzyjała takim lekkim rozmowom o przeszłości*

Fler - 2010-03-24 23:11:40

Nie jest lekko *odparła szczerze i poważnie. Łatwo sobie wyobrazić zycie, kiedy trzeba bać się mukutucia, bo przecież jest straszny, a  to trochę przeszkadza, ogranicza niektóre czynności i ogólnie jest niewygodne.[/i] *Błysnęła zębami w szerokim uśmiechu, zarówno nawiązując do mukutucia, jak i przewinień wieku wczesnopadawańskiego, który, przynajmniej w teorii nigdy się u nich nie skończył bo nadal byli parawanami. To znaczy on był. Ona już nie. Dezerterka. Zostały jej mukutucie, które codziennie rano uniemożliwiały wyjście z domu aż do chwili, kiedy było widać zycie przez okno – najczęściej zwiastunem bezpieczeństwa było pojawienie się A’dena, a kiedy ten się nie pojawił – pozostawało wysłanie Dżonego (Ew. Secorshy, ale tylko uzbrojonego) na zwiad*

Taken - 2010-03-24 23:17:57

No z pewnością nie jest... *Uśmiechnął się i opuścił głowę, by na nią spojrzeć. Zmarszczki wokół jego maski pogłębiły się, będąc jedynym pokazem mimiki kel dora. Wyobrażenie sobie takiej kłopotliwej sytuacji nie było dla niego trudne, gdyż na Odległych Rubieżach sam przeżywał takie sytuacje i to prawdziwe. Nie był to co prawda Mukutuć czy inny potwór, ale coś gorszego, o czym lepiej nie wspominać, by nie psuć atmosfery* Ale jak widać po naszym stanie zdrowia to dajemy sobie radę... rodzinka śpi jeszcze? *Zapytał z ciekawości, bo to, że sam wcześnie wstawał nie znaczyło wcale, że inni też lubili taki tryb życia*

Fler - 2010-03-24 23:24:15

Tak, na szczęście, ale podzięki Malkitowi – bo dba, byśmy przestrzegali rygorystycznych przepisów i nie pchali się w łapy tego potwora. Obecnie – spią. Zagrodzenie najłatwiej przespać. To z  kolei było praktykowane na moim rodzinnym swiecie *wzruszyła ramionami  delikatna tkanina jej obecnego odzienia, jedwabna, gładka zafalowała fantazyjnie. Z tego tez szczegółu można było wywnioskować, ze i Fler niedawno jeszcze spała. Ta suknia to nie kreacja wyjściowa a raczej uniwersalne odzienie nocne – piżama*

Taken - 2010-03-24 23:30:05

No ktoś musi... nie ma mistrza nad tobą to jest syn ze swoimi potworkami *Cóż, rygorystyczne zakazy i nakazy były często spotykane w Zakonie, ale żeby tak w rodzinie i to w dodatku dyktowane przez jej najmłodszego członka? To było raczej niespotykane... a raczej to on się z czymś takim nie spotkał* Cóż, każdy ma swój sposób na zagrożenie. Niektórzy walczą, inni ciekają... a inni jak sama mówisz śpią... *Znowu się uśmiechnął i na chwile zerknął na jej strój. Rozpoznał krój koszuli nocnej i w napadzie rozbawienia zatrząsł się lekko* Czyżby jakiś potwór wywabił cię z łóżka czy może ciężko stąpający po ziemi kel dor?

Fler - 2010-03-24 23:36:48

Raczej stąpający po dachu *odparła na to z powagą, ale pogodnie, tonem który wskazywał na to, ze ma małe dziecko. Taki… typ[owy. Pozwalali Malkitowi wprowadzać reżim. Dzieciństwo szel było bardzo krótkie, nie można go ograniczać czymś tak trywialnym jak realizm* Gdyby to Malkit się obudził, na pewno byłbyś ojcem nowego potwora. Słyszałby kroki i zaraz wymyślił do nich cała historie, biologie, zwyczaje no i nazwę potwora. Potworów nie można lekceważyć. A ja… po prostu się obudziłam. Czasem się zdarza. I odniosłam wrażenie, ze cos się dzieje. Miałam racje *Podniosła głowę i wbiła spojrzenie w niebo. Bardzo uporczywe spojrzenie* czy ty tez masz wrażenie, że tam się coś dzieje? *Mówiąc „tam” miała na myśli statek widmo*

Taken - 2010-03-24 23:44:41

W takim razie to przepraszam... *Dodał nieco poważniejszym tonem, ale wciąż pogodnie, bo i ona się nie gniewała. Poza tym mogła najpierw się ubrać, gdyby jej to aż tak przeszkadzało.* Hmm... bycie ojcem potwora chyba nie jest za dużym zaszczytem, co? Potem wszyscy muszą się tego wszystkiego uczyć... do prawdy ciężki kawałek chleba *Zaśmiał się cicho, bo jakoś tego nie uważał za straszne, wbrew swoim słowom, oczywiście utrzymanym w żartobliwej tonacji, żeby nie było* Tam? Nie tylko mam takie wrażenie, ale i czuję to... poza tym w Enklawie Jedi coś się działo... czułem wyraźnie zakłócenia w Mocy. Nie wiem tylko co to było... *Mruknął zamyślony Taken, bo ta sprawa spędzała mu sen z powiek i to po części z tego powodu medytował dziś tak wcześnie. Ale nie odczuł jakiegoś ubytku w Mocy, wiec chyba wszystko dobrze...*

Fler - 2010-03-24 23:53:43

*Zaśmiała się perliście i głęboko. Rzeczywiście, kolejny potwór to kolejne kilka dni poznawania jego zwyczajów, przemycanych przez Malkita do życia codziennego całej osady. Głownie Secorsha się sprawdzał, był wyśmienitym antropologiem. Albo raczej – potworologiem.
Rozmowa była przyjemna jednak Fler szybko spoważniała. Odniosła wrażenie, a on potwierdził, ze coś poczuł. Wcale się nie ucieszyła, ze „moc jej sprzyja”. Wręcz przeciwnie, wrażenie zaszczuci i bezsilności jeszcze się w niej wzmocniło. Przygryzła dolną wargę,w  milczeniu i spojrzała na swoje palce*

[lece spac, skonczymy jutro. Dobranoc :) ]

Taken - 2010-03-25 11:54:54

*Też spoważniał, zastanawiając się co takiego się tam wydarzyło, że odczuł to w Mocy? Może w końcu wpadli na trop Enklawy i wszyscy musieli się ewakuować? Kto wie... później będzie musiał się skontaktować ze statkiem Widmo i mistrzem Windu w sprawie odpowiedzi na to nurtujące go pytanie. Tylko czy je uzyska? Taken westchnął i spojrzał poważnie na Fler, odrywając dłonie od podłoża i splatając je e sobą na torsie* Cokolwiek się tam wydarzyło to dowiemy się o tym, prędzej czy później...

Fler - 2010-03-26 20:33:53

*Wymusiła uśmiech w dobrze wszystkim znanym niemym „no tak”. Czy to było maskowanie braku swojego konkretnego zdania, czy może trudnych emocji, nie wiedziała sama. Próżno patrzyła w niebo. Ono jej nie odpowie* czuje się, jakbym grała w bardzo trudną grę z kimś, kto bez przerwy oszukuje… *zmrużyła oczy, jakby gniewnie, a jej ręce na chwile rozjechały się na boki w geście podobnym do ”nie mam już nic”*

Taken - 2010-03-26 20:38:56

Trafne spostrzeżenie i niestety bardzo prawdziwe *Przyznał jej rację bo sam czuł podobnie, z tą drobną różnicą, że on nawet nie wiedział z kim pogrywa. No nie licząc tego mglistego Imperatora, ale Taken był jakby nie było płotką, którą są Sidious się raczej nie zainteresuje* No ale dlatego trzeba nauczyć się w to grać i to najlepiej szybko... *Dłonią zaczął w zamyśleniu skubać trawę a potem wypuszczać ją z pomiędzy palców. Zielone listki były porywane przez lekki wiatr i niesione gdzieś hen daleko*

Fler - 2010-03-26 20:50:20

*Podniosła spojrzenie miedzianych wielkich oczu i na chwile zawiesiła je na masce Takena, tak dogłębnie i wwiercajaco, jakby widziała jego oczy, a  może i nawet coś więcej, i nie chodzi tu o mózg. W rozchylonych ustach błysnęły dolne kły, jakby chciała cos powiedzieć. Ale za chwile zniknęły. Rozmyśliła się, a  może myśl uciekła. Odwróciła głowę, by śledzić wzrokiem uciekające na skrzydłach wiatru źdźbła. Nastała cisza.
I wtem…*

Uwaga! Zagrożenie atakiem lukacia 99%, zagrożenie atakiem mukutucia 70%, zagrożenie atakiem kakuta 51%... *odezwał się z dołu mechaniczny głos droida. To Dżony, stojacy w  pewnym oddaleniu przygiął tylną nogę, by chociaż trochę „patrzeć do góry”*

Taken - 2010-03-26 20:59:25

*Odwzajemnił przez chwilę jej spojrzenie, ale czy o tym wiedziała? On już nie wiedział. Znaczna cześć osób z którymi rozmawiał nie wiedziała, czy w danej chwili patrzy na nich czy może w zupełnie innym kierunku. Takie przekleństwo, które jednak czasami okazywało się darem w dosyć trudnych sytuacjach. Cisza utrzymywała się przez kilka chwil, dopóki nie pojawił się Dżony, wydający komunikaty przypominające prognozę pogody* Czyżby biedak ostrzegał wszystkich przed potworami? *Zapytał rozbawiony Taken, przyglądając się tej biednej droidece*

Fler - 2010-03-26 21:11:13

*Wróciła spojrzeniem na niego, a  potem spłynęła łagodnie na kształt na dole, chwile trwała cisza, a potem - Fler roześmiała się nagle i perliście* Nie. Ostrzega tylko tych, których lubi. Czyli właściwie – tylko mnie, czasami Secorshę. Jakby był to jego akt desperacji. Wiesz – niech ich wszystkich te potwory zeżrą, tylko tak się może odegrać za te wszystkie kopniaki i „kupy złomu”
*Droid wiernie czatował na dole, z  tylną nogą zgiętą tak, ze dotykał ziemi tym swoim okrągłym, metalowym „tyłkiem”*

Taken - 2010-03-26 21:19:39

Cóż... jakby nie było to jest kupa złomu. Nie będę nikogo okłamywał, nigdy nie przepadałem za droidami *Wzruszył ramionami i uśmiechnął się spod maski. Droidy oczywiście tolerował, ale nigdy nie traktował ich na równi z żywymi osobami, czy nawet zwierzętami. To dobrzy pomocnicy, ale nic poza tym, brak uczuć, konstruktywnych myśli, nic.* Często zapowiada takie natężenie potworologiczne?

Fler - 2010-03-26 21:28:19

*Ona tez wzruszyła ramionami, ale zupełnie inaczej* Ja na przykład nie przepadam za huttami, ale nie wyzywam żadnego od kupy tłuszczu, nawet jeśli oni nimi są, a trudno zaprzeczyć, nieprawdaż?  Ciebie też bym mogła nazwać na przykład kupą mięcha, ale ta kupa mięcha składa się na działającą biologiczną „maszynę” którą jesteś. *odparła, jeśli poczuła się urażona, to zamaskowała to doskonale. Rzadko zdarza się osoba lubiąca droidy, a  jeśli już, to najczęściej urocze astromechy. Osoby, które przygarniały je po służbie uważano za wrażliwe. Natomiast istoty które traktowały po partnersku droidy protokolarne uważano za idiotów. Fler aż się bała pomyśleć za co uważane są osoby które mają droidekę w domu* [i]Potwory są najaktywniejsze rano, po zmroku i w  porze obiadowej, ale jest na nie sposób – niewidzialna bariera. Potwory ewoluują, i wkrótce rozpracują niewidzialną barierę, trzeba będzie wymyślić inną broń…

Taken - 2010-03-26 21:36:45

Z tą różnicą, że huttowie posiadają uczucia... chyba. To akurat jest niezbadana tajemnicą wszechświata. Tak więc twoje porównanie nie jest zbyt trafne, gdyż droid, nawet najlepszy takowych uczuć nie posiada. Co najwyżej zaawansowana sztuczna inteligencja posiada namiastkę. Tego się nie da zmienić i niech tak już pozostanie... *Swojego zdania odnośnie robotów nie zmieni i tyle, a zwłaszcza po wojnach klonów, kiedy to całe armie masakrowały ludność podbitych planet, wykonując tylko bezmyślnie rozkazy. A ta droideka z tym się właśnie kojarzyła, a mimo iż "oswojona" to nadal pozostawała to maszyna do zabijania, która najpewniej bez większych oporów wystrzelałaby całą osadę.* Mhm... i to wszystko wymyśla Malkit? Fascynujące doprawdy. Można by nawet o tym napisać książkę. Potwory i ich zwyczaje...

Fler - 2010-03-26 21:42:32

O uczuciach łatwo się mówi i wyciąga wnioski, ale pod warunkiem, ze to są cudze uczucia *Odparła, tym razem ostro, bo czy droid posiada czy nie posiada uczucia – na to każdy miał swoją teorię, ale wiadomo, ze ten, kto lubi droidy będzie myślał inaczej niż ten który ich nie lubi. Wiec tu bardziej może chodzić o uczucia właściciela niż samego droida* A nawet jeśli ich nie mają – nie jest to przyzwoleniem, by je wyzywać. *Dodała i więcej nic nie powiedziała, nawet odnośnie Malkita, co już było wyraźnym komunikatem, ze czuje się urażona. I tym razem  ogóle nie ukrywanym*

Taken - 2010-03-26 21:51:57

*Osoby "lubiące" droidy były raczej trudnymi rozmówcami, jeśli temat schodził właśnie na roboty i ich "uczucia" co znaczna część innych osób myślących uważała za rzecz co najmniej śmieszną. Ale cóż, każdy ma swoje fanaberie i lepiej o nich nie dyskutować, jeśli nie chce się sprowokować kłótni.* Cóż, ja otwarcie nie nazywam droidów kupami złomu, chyba ze mnie nieco zdenerwują, ale też nie zaprzeczam, że takowymi są. To tylko kawałki kabli i metalu sklecone ze sobą w fabryce i to do tego hurtowo na ogromną skalę. Można próbować z tym walczyć, ale faktom nie da się zaprzeczyć. A gdyby nie program ograniczający, to Dżony albo by wszystkich wystrzelał albo zamieniłby się w dymiącą kupę złomu i to zapewne za sprawą Mandalorian. *Taken otwarcie nie dążył do kłótni i dalej mówił spokojnym tonem, ale też prowokował ją. Było to wredne zagranie z jego strony, ale właściwie to po raz kolejny ją sprawdzał, poddawał próbie.*

Fler - 2010-03-26 21:57:15

*W reakcji na to po prostu położyła po sobie uszy a kiedy się odezwała, to niemal syczała* Tak, oczywiście masz racje. A teraz wybacz, mam trochę do zrobienia w domu. Bywaj *to powiedziawszy po prostu wstała i odeszła, a w myśl zasady – nie szanujesz moich poglądów to nie szanujesz tez mnie – po prostu się obraziła. Podszedłszy do skraju górki – dachu, usiadła i ześliznęła się zgrabnie na ziemie. Dżony jak na komendę wtedy pozbierał się i do niej podszedł, zapewne w innym celu, niż ten, jaki ona mu teraz zaplanowała, czyli: otworzywszy drzwi kazała wracać do domu*

Taken - 2010-03-26 22:04:56

*Taken westchnął cicho po czym podniósł się z ziemi i w kilka podskoków znalazł się za jej plecami, lądując całkiem lekko* Nie ma emocji, jest spokój... pamiętasz jeszcze te słowa? *Zapytał bardziej retorycznie, bo właściwie każdy je znał, bo ta zwrotka tak na prawdę reprezentowała Zakon Jedi.* Właśnie dałaś się sprowokować we właściwie błahej rozmowie. Tak, wiem, okrutne to było z mojej strony, ale o takich rzeczach nie da się po prostu wprost informować. *Nie oczekiwał że zrozumie motywy jego postępowania, a raczej podejrzewał ,ze jeszcze bardziej się oburzy. Od mistrza Windu dostał rozkaz sprawdzenia tylko tej drugiej Jedi, nie Fler. Sam robił to z czystej ciekawości, podczas gdy Zakon niechybnie spisał ja na straty, uznając, że nie nadawała się na rycerza. Brutalna prawda odkryta zbyt późno, czy pomyłka? Chciał się o tym przekonać sam na własnej skórze...*

Fler - 2010-03-26 22:11:38

*Drgnęła nerwowo. Właśnie – bardziej nerwowo, bo się nie przestraszyła, widziała i słyszała go cały czas, a pierwsza strofa kodeksu poszła się paść, zdecydowanie. Chociaż nie została zapomniana, bo właśnie dlatego Fler postanowiła sobie pójść, by nie wpaść w jeszcze większe rozdrażnienie. Każda szela jest wrażliwa na atakowanie gniazda, nieważne czy jedi, czy nie. A tak to widać odebrała Fler. I znowu położyła po sobie uszy, wyraźnie chcąc się odgryźć tak, żeby mu w  pięty poszło, ale bardziej trzymały ją pionu własne zasady niż szkolenie jedi, do którego nie miała serca nigdy* Nie, już zapomniałam, widocznie jestem głupia *odwarknęła. Dosłownie – zawarczała w wyraźnym komunikacie: daj mi spokój, jesteś fe*

Taken - 2010-03-26 22:20:48

*Ta wrażliwość paradoksalnie stanowiła właśnie jej największą wadę, przynajmniej według filozofii Jedi. Uczucia a w szczególności te niekontrolowane stanowiły łakomy kąsek dla mrocznych Jedi i Sithów, którzy z lubością wykorzystywali je do manipulacji. Niestety nie wszyscy zdawali sobie sprawę z takiego zagrożenia* To twoja opinią o sobie samej, nie moja. Twoją wadą jest to, że nie kontrolujesz uczuć. I nie mów mi, że to nie jest ważne i że to nie moja sprawa. Czy chcesz czy nie, jesteś związana z Mocą bardziej niż twoje otoczenie, niż twoja rodzina. A uczucia oddziaływują na nią bardzo, czy tego chcesz, czy nie. *Dalej na upartego drążył ten temat, tak jak niegdyś jego mistrzyni drążyła jego, co skończyło się w jedyny możliwy sposób. Eksplozją emocji, gniewu, wściekłości i zaciętym pojedynkiem, który przegrał z kretesem. Nie wspominając już o wielkim kacu moralnym*

Fler - 2010-03-26 22:27:57

*Trzask – to drzwi zatrzasnęły się za nią, by słowa Takena dobiły się o drewno. Nie tędy droga o nie, nigdy przez prowokacje i brnięcie w niezrozumienie. Nie zawsze metody Jedi są skuteczne. Poznanie gruntu po którym ma się przejść zawadzi o tym, co wybierzesz do pokonania go. Taken wjechał czołgiem i się utopił…*

Taken - 2010-03-26 22:36:00

*Można by pomyśleć, że przez to niczego się nie dowiedział nowego o niej, ale on umiał czytać między wierszami. Taka reakcja była oznaką silnego wzburzenia emocjonalnego, czyli częściowo jego plan zadziałał. Zaczynał też powoli dochodzić do wniosku, że może decyzja Rady wcale nie była błędna, niektóre osoby nie nadawały się na Jedi, bo ścieżka ta była bardzo trudna i wyboista. Jedynie osoby o dużej dozie samokontroli mogły nią kroczyć, jednak wtedy Galaktyczne społeczeństwo postrzegało Jedi jako pozbawionych wszelkich uczuć roboty. Taken westchnął, bo nie zamierzał dobijać się do drzwi Fler. To była dla niej lekcja, ale czy ona sama ją zinterpretuje właściwie czy pozwoli by emocje zawładnęły nią? Tego już nie wiedział, ale wkrótce się pewnie przekona. Kel dor powoli odszedł w stronę innego pagórka, by tam pomedytować i poćwiczyć w spokoju*

Secorsha - 2010-03-26 22:39:03

*Ale trzask to nie koniec. Za drzwiami przez chwile słychać było głosy, wbrew pozorom nie takie głośne i nerwowe, raczej przyciszone, widać Malkit jeszcze spał. Chwila. I drzwi znowu się otworzyły, ale tym razem zamiast burzy miękkich czarnych włosów ukazała się łysa pała Secorshy. Usta miał zaciśnięte, łeb nieco pochylony, a źrenice podniesione do góry, jakby chowające się pod podniesione powieki. Seco wyszedł w milczeniu i zamknął za sobą drzwi. Jego spojrzenie mogło znaczyć „zaraz się policzymy”, ale równie dobrze „chce porozmawiać” albo „krwiii!”. Dobiegł do Jedi i zaszedł mu drogę, wszystko płynnie, dziko* Cześć *mruknął bez emocjonalnie, utrzymując żółte spojrzenie na masce Kel dora. Mu o wiele trudniej przychodziło czytanie coś z tych elementów twarzy które nie zostały schowane.* Nie wiem, czy wiesz, ale tu w tej osadzie stahrramy się… szanować nawzajem siebie i swoje poglądy, wiec może lepiej się dostosuj bo jak nie to będę musiał ci dać w mohrrde, jasne? *zatrzymał się tak, by idący Taken obił mu się o klatę*

Taken - 2010-03-26 22:49:11

*Co się jednak nie stało, bo wiadomo, Jedi w takich sprawach oszukują i zatrzymał się przed raczej zdenerwowanym (łagodnie rzecz ujmując) kaleeshem. Podniósł powoli wzrok, a jego groźba nie zrobiła na Takenie najmniejszego wrażenia. Kolejne oszustwo - Moc.* Drogi Seco, ja to doskonale rozumiem... tylko widzisz... hmm... pozwól że to wyjaśnią jakoś prosto. Filozofia Jedi jest strasznie skomplikowana nawet dla członków Zakonu... *Zaczął przyjacielsko, ale nie ruszał się z miejsca, tylko stał i czekał na ewentualny cios w twarz, którego musiał za wszelką cenę unikać. Uszkodzenie maski było bardzo niewskazane, mimo że wykonana była z bardzo trwałych stopów* Twoja żona czy tego chce czy nie przeszła trening Jedi, więc jest podatna na Moc, która z kolei podatna jest na uczucia. Rozumiesz? Ci źli, Sithowie wykorzystują uczucia i emocje do własnych celów. Więc gdyby trafili na Fler... a kiedyś może trafią, zważywszy na to, że w Mocy ona świeci jak żarówka... ale dosyć dygresji. Jeśli trafią oni na Fler to jak myślisz, co zrobią? Zabiją od razu? Wątpię... będą się bawić, chcąc ją zniszczyć i do tego wykorzystają to co w niej najpiękniejsze... czyli właśnie uczucia. Możesz mnie nazwać skurwielem, brutalem i zimnym, pozbawionym emocji chujem, ale to chcę jej pokazać. Jeśli nie nauczy się kontroli nad tym, to będzie miała przechlapane... *Taken stał prosto i wyczekująco na reakcję Seco, jednocześnie sięgając ku Mocy, by w razie potrzeby jej użyć, ale nie do walki ale do zwykłego uniku. Nie chciał walczyć, bo by miał zbyt dużą przewagę, prawdę powiedziawszy.*

Secorsha - 2010-03-26 22:54:44

*Seco warknął, obnażając kły* Jesteś skurwielem, brutalem i zimnym, pozbawionym emocji chujem a do tego khrretynem *wyrecytował po nim płynnie, i zgodnie z własnym sumieniem też. Podniósł pięść na wysokość pyska, coraz bardziej rozeźlony. Bo kiedy wyszedł był w miarę spokojny* Jak chcesz tak bahrrdzo uczyć to se kup kuhrrwa rancohrra i go ucz, ale od mojej żony się odpiehrrdol, słyszysz? Ot, se kuhrrwa nagle przypomnieli, chuje złamane *machnął rękami jakby płoszył konie*

Taken - 2010-03-26 23:01:32

*Słowa Seco można by powiedzieć spłynęły po Takenie jak woda po rynnie, nie zostawiając zbyt trwałych śladów. Nie czułsię obrażony, zły czy sprowokowany. By go sprowokować trzeba było czegoś na prawdę dobrego. Kwestia treningów, czasami dosyć brutalnych w swej formie i treści* Jak tam sobie chcecie... ja tylko próbuję naprawić kilka błędów z przeszłości, ale nikt nie zdaje sobie sprawy z niebezpieczeństwa. *Nie oskarżał Seco o ignorancję, bo on nie musiał wiedzieć jak istotna rolę w życiu Jedi odgrywa samokontrola. "Zwykli ludzie" żyli na co dzień ze swoimi zmartwieniami, przepełnieni emocjami jak prawdziwy wulkan. Im to nic nie szkodziło, dlatego tak trudno im było zrozumieć Zakon* I taka mała prośba... jeśli chcesz coś ze mną wyjaśnić, to na prawdę nie musisz uciekać się do pięści, bo nic nie zdziałasz... *Przezornie jednak cofnął się o krok do tyłu, tak by mieć więcej czasu na reakcję. Z reguły wystarczały ułamki sekund*

Secorsha - 2010-03-26 23:16:38

*Nie opuścił pięści, ale otworzył szerzej oczy, jeśli to w ogóle możliwe. Kły mu już  wyschły – od kiedy odezwał się pierwszy raz, cały czas je wietrzył* A czy ja cie kuhrrwa jebałem, co? Widać sthrrasznie się lubisz wypowiadać w tematach w któhrrych bladego pojęcia nie masz… *widząc ze ten się cofnął, sam tez odszedł o krok do tyłu. Jako separatysta o jedi nie miał najlepszego dania, a  to jeszcze potęgował fakt przeszłości Fler, która tez nie uważała ze zakon wielce ją uszczęśliwił* No ale dobhrra, w porządku, pogadamy. Możesz sobie piherrdolić te fahrrmazony komu chcesz, nawhrracac komo chcesz i wyzywać naszego dhrroida na wszelkie sposoby, ale nie przy niej, zhrrozumiano?

Taken - 2010-03-26 23:21:39

Co miałem przekazać już przekazałem. Co ona z tym zrobi to już od niej zależy... *Odpowiedział spokojnie i pojednawczo. Nie będzie przecież tak wrednym i okrutnym typem, że będzie ją męczył praktycznie codziennie o to. Musi sama zastanowić się nad sobą i wyciągnąć konkretne wnioski* Możemy porozmawiać o tym, ale nie wiem czy dokładnie zrozumiesz o co mi chodzi... chyba że... *Zamyślił się na chwilę. Do głowy przyszedł mu pewien pomysł, nieco szalony, bo dawno tego nie robił, ale można spróbować* Słowami cię do moich racji nie przekonam. A co powiesz, jeśli bym ci pokazał ewentualne skutki tego o czym mówię? Nie będzie to bolało, ale to taka sztuczka i to właściwie nie Jedi tylko szamanów z jednego plemienia. Coś jak kontrolowany sen...

Secorsha - 2010-03-26 23:24:50

Nie, dzięki *odmówił stanowczo, nie chowając kłów, co mogło oznaczać jednocześnie silne zdenerwowanie jak i brak zaufania. A jedno i drugie razem  parze sprawiło, ze nie wziąłby nawet od niego lizaka. Jakby nie było – trochę rodzinie Gawila podpadł. Wszystkim, prócz Malkita, bo pewnie nawet droid „sobie pomyślał”*

Taken - 2010-03-26 23:29:35

Jak tam chcesz, ja tylko staram się w pewien sposób pomóc. Możesz to nazwać terapią szokową, bo zwykła rozmowa z reguły daje mierne efekty, wiem to po sobie. Czy jakbym teraz ci powiedział, że alkohol szkodzi zdrowiu to byś posłuchał? Pewnie byś mnie wziął za powalonego nawiedzonego i cholera wie jeszcze jakiego durnia. *Wzruszył ramionami tylko, bo mu to było obojętne. A to czy podpadł rodzinie Gawila czy nie tak na prawdę się nie liczyło. Był tu tylko przejazdem i za niedługo pewnie wraca do Enklawy Jedi, by zdać raport. A potem? Rusza gdzieś dalej... Cóż, pobyt tu mógłby minąć w milszej, przyjaźniejszej atmosferze, ale nie zawsze można mieć to czego się chce.*

Secorsha - 2010-03-26 23:32:52

*Oj, gdyby Seco wiedział jakimi to uczuciami darzy ich i jakie ma podejście, to by bardzo znielubił, wiec może lepiej oszczędzić mu terapii szokowych w pewnych tematach i lepiej, żeby nie rozumiał niż nie rozumiał i była agresywny bo ktoś mu w głowie miesza. Cofnął się jeszcze, pochylając łeb. Patrzył ostro, z kontrolowaną agresją*

Taken - 2010-03-26 23:37:13

*Cóż, ciężko raczej obdarzyć kogoś głębszymi uczuciami po dniu czy dwóch pobytu na planecie, kiedy ma się w perspektywie wylot w najbliższym czasie. Z Seco rozmawiał raz, z Fler dwa razy. Wydawali mu się sympatyczni, ale czy miał czas by to zgłębiać? Raczej nie...* No cóż, widzę, że jeden temat został zakończony, więc go poruszać więcej nie będę. Jeszcze jakieś skargi i zażalenia? Przyjmuję całą dobę, chociaż nie wiem ile ona trwa na tej planecie...

Secorsha - 2010-03-26 23:40:41

*Seco z reguły bardzo otwarty był i jak ktoś mu się spodobał to od razu lubił i był skłonny przyjacielem zwać. Może to naiwne, a  raczej – bardzo naiwne ale taki już był* Nie, to wszystko *odparł, oblizując kły, by je zwilżyć i wreszcie schować. Tak tez się stało, przez co jego pysk zaczął wyglądać bardziej przystępnie* to cześć. *mruknął, i zawrócił, by wrócić do domu*

Taken - 2010-03-26 23:45:03

*Taken był inny, to pewnie ze względu na typową dla Jedi powściągliwość, ale to akurat była to ich wada* Cóż... wątpię, by Fler w najbliższym czasie mnie nie unikała, więc przekaż jej moje przeprosiny za tą brutalną metodę nauczania, przeprowadzoną przez... i tutaj możesz zacytować wszystko. *Uśmiechnął się do niego pod maską i lekko głowę skłonił w geście szacunku. Sam też powoli ruszył w kierunku najbliższego pagórka by jak przedtem pomedytować*

Secorsha - 2010-03-26 23:47:39

Przekaże *odparł nie odwracając się. ale już zdecydowanie łagodniej. Widać słowo „przepraszam” miało swoją moc i działało nawet na kaleeshów. Ale jak to zostanie rozwiązane, to się okaże później*

Taken - 2010-03-26 23:49:39

*Będą chcieli z nim porozmawiać to każdy będzie wiedział gdzie go szukać. To w końcu jedyny kretyn siedzący na dachu domu i medytujący jak dziad jakiś żebrzący o kredyta. Tak więc kel dor usadowił się na jakimś pagórku, przysiadł i pogrążył się w medytacji, odcinając się od tego świata*

Tasire - 2010-03-27 13:56:02

*Słońce stało już wysoko na niebie kiedy wyszła ze swojego, czas upływał bardziej leniwie niż zwykle, od kiedy dowiedziała się kim jest naprawdę dużo się nie zmieniło. Teraz miała jednak pewność że medytacje i obrazy które podczas nich widzi mogą mieć większe znaczenie niż sądziła początkowo. Przeczesała dłońmi długie czarne włosy poprawiła wierzchnią tunikę i ukryty pod nią miecz świetlny. Uśmiechnęła się radośnie, do kogo nie wiadomo, może po prostu do słońca.  Przez kilka ostatnich dni była zajęta medytacją i zgłębianiem siebie, nie wiedziała więc co działo się w osadzie. W kilku skokach wspięła się na dach swojego domku i zaczęła coś na wzór porannej rozgrzewki, nie był oby w tym nic dziwnego gdyby nie to że dochodziło południe.*

Zindarad - 2010-03-27 14:07:28

-No widzisz synku. Tak to z kobietami jest. Jak coś spierdolisz to sięgają po to co mają pod ręką i rzucają w Ciebie bez skrupułów. I powiem Ci jedno. Nawet jak mama nie ma racji, to zawsze przytakuj jej głową jeśli nie chcesz mieć kłopotów.-Powiedział Zin, gdy właśnie rozmontowywali z synem jego zabawki. Obydwoje się zaśmiali, widać, że Kobdar był szczęśliwy. W końcu cały tydzień pracował i przyniosło to efekty w postaci nowych schematów nowatorskiego napędu, stąd w nim ta energia. Ubrany był w koszulkę z krótkim rękawem, ciemnozielone bojówki i sportowe obuwie. Na czoło zaciągnięte miał gogle, które były nierozerwalnym elementem jego garderoby. W końcu Zin wyciągnął swój palec wskazujący, zagiął go niczym hak i krzyknął do syna.-Uwaga! Szpon!-po czym zaczął łaskotać swego pierworodnego.

Secorsha - 2010-03-27 14:12:51

*Miedzy Kobdarami bawiącymi się zapewne na statku, a  Tasire siedzącą na dachu (co te dżedaje mają do tych dachów?!) pojawił się Seco. By powielić schemat także znużony i także z synem, który niczym martwe zwierze bezwładnie, w  pełnym rozluźnieniu zwieszał mu się z ramienia. A przodu przód z tyłu tył i wisiał jak zawieszone na grzbiecie konia zwłok. Ot, prawdziwa drętwota. Seco miarowym krokiem poruszał się do przodu, ziewając szeroko bez zakrywania ust, lub z wdziękiem i gracją dłubiąc w nosie, czy też w uchu tudzież tudzież zębie. Z tego ostatniego czasem cos wyciągał, oglądał i wyrzucał. Na szczęście*

Tasire - 2010-03-27 14:20:31

*Dostrzegła Seco i Malakita i uniosła ku nim dłoń w geście powitania, po czym ruszyła dość już raźnym krokiem w ich kierunku.Kiedy schodziła zauważyła transportowiec, zawiesiła na nim spojrzenie wiedziała jednak że to albo zaopatrzenie, albo proszony gość nikt inny nie parkował by bezkarnie na podwórku Tanga.* Witaj Seco, czym żeś tak wymęczył tego wojownika* Zapytała przyciszonym głosem i lekko pogładziła malca po łepetynce, jednocześnie obrzucając go ciepłym spojrzeniem.* Widze, że mamy kolejnych gości... * Powiedziała wskazując głową w kierunku statku* Cóż w dobie zagrożenia wszyscy pragną zaznać spokoju.*Uśmiechnęła się do Kalesha szerzej jednocześnie poprawiając niesforne kosmyki włosów opadające na jej jak zwykle spokojne szare oczy.*

Zindarad - 2010-03-27 14:24:53

-Dobra młody. Idź teraz pomęczyć mamę, ja idę sobie przejść. Świeżego powietrza nigdy nie za wiele młody.-Powiedział i pogłaskał go po głowie po czym otworzył drzwi i wyszedł na zewnątrz. Rozciągnął się, wyciągnął sobie szluga z paczki i wsadził go sobie do gęby po czym odpalił go zapalniczką. Zaciągnął się i wypuścił dym po czym zszedł po trapie i ruszył ścieżką naprzód. Widział wiele rzecz, ale Jedi na dachu jeszcze nie.-Co się wszyscy tak tych dachów uczepili? Tu jeden, tu drugi. Co to jest?-Spytał się, gdy zauważył zapewne kolejnego Jedi, który rozpoczął medytację na dachu. Po chwili spojrzał na Seco, uśmiechnął się na jego widok. Ucieszył się pewnie, przyśpieszył kroku i rzucił.-Cześć Seco!-machnął do niego i podrapał się po łbie. Wyglądał na niewyspanego, pewnie żona się nad nim pastwiła przez ostatni tydzień. Biedny Zin, oj biedny.

Secorsha - 2010-03-27 14:36:10

*Kiedy sensory wzrokowe Secorshy zarejestrowały ruch, motoryka się zatrzymała i Seco stanął jak przysłowiowy ch… ekhm jak słup i czekał, az do niego podejdzie. Kiedy blisko była, podciągnął do uśmiechu usta z jednej strony i wyszło mu takie coś śmiesznego i miłego dla oka* cześć. To co powiem może ci się wydać niephrrawdopodobne, ale go nie zmęczyłem. On się nudzi *oznajmił, po czym chwyciwszy bezwładne ciało za ramiona ściągnął je do przodu i teraz trzymał na rękach, tak ze młody leżał na plecach, łeb mu zwisał przez metalową ręke Seco, a nogi i ogon przez organiczną. Oczy Malkit miał otwarte, ale tak maksymalnie znudzone, ze można było w  nich czytać: nie chce mi się nawet buzi otwierać. Było to bardzo niebezpieczne zjawisko, bowiem gromadząca się energia wcześniej czy później zechce znaleźć ujście, i Malkit może na przykład osadę roznieść…* Spokoju, no tak… ja to bym wolał żeby się chociaż thrroche podziało… *przyszył ramionami, utrzymując na niej spojrzenie* A przyleciał, jakiś kumpel Tanga z rodziną i dżedaj z Widma, kuhrrde, pewnie go mieli już dość i przysłali tutaj… albo o, popatrz na tego *wskazał łbem Zina kiedy był jeszcze daleko* To własnie on… Tanga kumpel,. Wywalili go z Nahrr Shaddaa, księżyca przemytników za chamstwo i niezmienianie skahrrpet… Cześć Zin! *krzyknął głośniej, uśmiechając się szeroko, a  potem znowu do Tasire/Ruusaan cicho* Z rheszta się nie ma co dziwić, bo tam, na Nahrr Shaddaa nie ma kibli… trzeba chodzić shrrać pod plot albo w knajpie pod stół…

Tasire - 2010-03-27 14:47:14

*Spojrzała na Malakita i uśmiechnęła * No cóż będziemy musieli coś wymyślić * Podążyła swoim wzrokiem za złotymi oczyma Kalesha, zobaczyła idącego ku nim mężczyznę, kiedy Seco podał powód rzekomego wygonienia ów mężczyzny z Nar Shada odwróciła się i parsknęła śmiechem. Ale zaraz przybrała poważną minę i zwróciła głowę w kierunku Zina. Po czym skinęła mu głową w dość drętwy sposób, twarz jednak miała promienną i przyjazną. Znów odwróciła się w kierunku Kalesha i kontynuowała rozmowę* Ostatnio też dopada mnie nuda, miałam organizować jakieś zasiewy ogród warzywny, jednak Tang nie ma czasu żeby polecieć ze mną po potrzebne nasiona i inne takie śmieci. Tak wiec nie pozostaje mi nic innego jak doskonalenie umiejętności kulinarnych... Dzisiaj znów będę piekła ciasto .* Powiedziała jak by od niechcenia i uśmiechnęła się łobuzersko.*

Zindarad - 2010-03-27 15:02:18

-Seco, Seco. Zamknij paszcze.-Powiedział do niego z dostatecznego braku riposty. Nie wiedział w ogóle jaką rasę reprezentuje Seco, stąd też tak skąpo i blado wypadł przy tej kobiecie.-Dobry.-Powiedział do kobiety z lekkim uśmiechem na twarzy. Podszedł do Seco i spojrzał w górę na dach.-Co to za jedna?-szepnął do gada i skrzywił usta. Kolejny Jedi? Nie...to niemożliwe, przecież Tang ich nie lubił. Świat się skończy, jeśli to jest Jedi. Poza tym oni nie są w sumie tacy źli. I porozmawiać z nimi można, pożartować. Założył ręce na klatce piersiowej i spoglądał cały czas na kobietę, która powiedziała coś o cieście. Zin zzieleniał i prawie puścił pawia. Słodkie...ohyda!

Secorsha - 2010-03-27 15:07:51

*W reakcji na słowo „ciasto” Malkit postawił uszu. A to ciotka – pomyślał – piecze ciasta i nigdy mnie nie zaprasza. Pewnie karmi klony. A to klony! chodzą na ciasto i mi nie powiedzą! Zmowa przeciwko Malkitowi. By wyładować frustracje na rękach Secorshy wygiął się i wbił ząbki w metalowe ramie, ale nie mogło to Secorshy zaboleć. Wzruszył wiec beztrosko ramionami* Fajnie. U nas wczohrraj to nawet obiad był… *Kiedy Zin podszedł Seco się wyszczerzył, a potem zerknął na dach, ale tam już nikogo nie było. Przynajmniej na tym dachu* Te, moja dziś tez na dachu siedziała, ja niewiem, ale może ty wiesz, Rhuus? Po co wy tam się na te dachy pakujecie? *Tymczasem Laki przewalił oczami i teraz na Zina patrzył, bo go wcześniej nie widział. Ogon mu się zwijał i rozprężał na końcówce która już szczotą porastała*

Tasire - 2010-03-27 15:13:57

Witam *Powiedziała po prostu do mężczyzny, ponieważ postanowił się nie przedstawiać i ona nie wykazała nim większego zainteresowania, doskonale słyszała co mówi do Seco... a więc świat się jednak walił. Spojrzała Zinowi w oczy i nie ustępowała spojrzeniem. Nie zwróciła też uwagi na jego reakcję, spowodowaną wspomnieniem ciasta. Przeniosła wzrok na malakita i uśmiechnęła się szeroko.* To ty nie wiedziałeś Mal'ika, że ty zawsze jesteś do mnie zaproszony na ciasto. Przyjdź dzisiaj wieczorem będzie świeże.* Powiedziała i przeniosła wzrok na trawiasty wzgórek który był dachem jej domostwa. * Nigdy się nad tym nie zastanawiałam, ale to chyba z powodu widoku. Kiedy się stoi na dachu można dostrzec więcej i dalej. No i rzadziej obrywa się piłką kiedy sigmy grają w piłkę* Zakończyła śmiejąc się lekko.*

Zindarad - 2010-03-27 15:18:43

-Wiesz Seco. Baby nigdy nie zrozumiesz.-Powiedział i podrapał się po łbie. Nie znał tej kobiety, tak więc ciekawość jej zachowaniem była zrozumiała. Spojrzał na malca i wyszczerzył zęby w jego kierunku po czym usłyszał głośne.
-Tato! Tato!-przybiegł mały Varien, który podbiegł do taty i spojrzał na dach.-Co ta facetka robi na dachu?-Spytał ojca i podobnie jak on podrapał się po łbie. Byli do siebie bardzo podobni nie tylko pod względem wyglądu, ale też charakteru i zachowania.
-Cholera wie synku, cholera wie.-Powiedział i pokiwał głową. Spojrzał na Seco, któremu zadał od razu pytanie.-Gdzie się znowu wybieracie, co? Ja tu się kurwa męczę, silnik projektuje, a wy nawet nie raczycie na niego spojrzeć.-Mały zaczął się śmiać. Ojciec często tak robił.

Secorsha - 2010-03-27 15:24:32

O! *odezwał się Malkit. W końcu. Wytrzeszczył oczy, teraz znowu na nia* Ja pszysz-łem ja ale tam był mukat i szeba było się schować bo mukat może on jak jego dotkniesz nawet paluszkiem to wypadają zęby. I so, ja miałem lyżykować? *wypowiedział się z niezmąconą powagą. Nie należy zapominać, ze w osadzie kręciły się dziesiątki strasznych potworów czatujących na Malkita (a także Dżonego który mu pomagał i A’dena który był drugim co do rangi łowcą potworów).
Seco tymczasem tez się po łbie podrapał, bo on ządjnej facetki na dachu nie widział. Ruus/Tasire na nim siedziała, ale zeszła. No, chyba ze Seco zwidy ma. Może to on jakiś ślepy* Silnik? Kuhrr…dę *powstrzymał się, bo go małżonka nauczyła ręcznie nie przeklinać przy damach i dzieciach. Przy chamach mógł, ale jak chamowi dama i dziecko towarzyszą, to nie* Co ja silnika nie widział? *raczej Seco nie był fanatykiem silników*

Tasire - 2010-03-27 15:34:35

Jeżeli pańska żona pozwoli to proszę się do niej zwracać per baba, ja jednakowoż zwykłam być nazywana kobietą, lub po imieniu jeśli ktoś takowe zna* Zaakcentowała ostatnie słowa z ciut złośliwym uśmiechem. Znów odwróciła wzrok na małego Seco. * To musisz pokonać tego Mukata, będę się bała mieszkać w domu z takim potworem. Wierze w ciebie to zadanie w sam raz dla takiego doświadczonego wojownika jak ty.* Powiedziała ciut teatralnym przepełnionym lękiem i nadzieja głosem.
Po czym przeniosła wzrok na twórce silników i jej wzrok diametralnie się zmienił.* A co do silnika to na pewno jest bardzo ekscytujący ale wybaczy Pan nie tym razem. * Słowo Pan przesadnie zaakcentowała i znów wzrok przesunęła na Malakita a ten złagodniał i stał się na powrót wzrokiem miłej kobiety.*

Zindarad - 2010-03-27 15:39:41

Gdy Zin usłyszał słowo Pan, znowu zzieleniała mu gęba. No cóż. Lubił, gdy każdy znał jego imię. Varien podszedł do Malkita, spojrzał na niego i uśmiechnął się.
-Cześć.-Powiedział do niego i wyszczerzył zęby. Podobnie jak jego ojciec wyciągnął rękę do jaszczura. Widać, że go naśladował, ale mylił jeszcze lewą rękę z prawą toteż czasem mu to nie wychodziło. Tymczasem Zin spojrzał na kobietę, która w mgnieniu oka pojawiła się na ziemi, a Kobdar w ogóle tego nie zauważył. Za dużo pracuje, ot co.
-Jestem Zin...Zin Kobdar.-Powiedział do niej i lekko się uśmiechnął. W tym czasie mały spojrzał na kobietę i rzucił.
-W dowodzie ma Zindarad.-Wyszczerzył zęby i spojrzał na Malkita ciekawskim spojrzeniem. Zin tymczasem zaśmiał się i pokręcił głową.
-Seco. Nie znasz się. To co stworzyłem jest zajebiste i zamiast pierdolić to chodź i Ci pokaże.-Powiedział i wyszczerzył zęby, nie były one może bardzo białe, ale widać było, że ich właściciel o nie dbał.

Secorsha - 2010-03-27 15:49:26

*Malkit westchnął poważnie* Ja sały dzień zabijam potwory ja… ich wiele jest, jak się nowy pojawi to kazam Dżonemu jego zapamiętać. Mukat występuje w… jak się wychodzi z  domu to on występuje i prosi żeby jego dotknąć, a jak dotkniesz to… biada! *złapał się łapkami za pyszczek, jakby chciał uchronić żeby przez zgubnym wpływem potworka. Potem, wyśliznąwszy się z  ramion ojca skoczył na ziemie głową w dół. Zamortyzował przednimi łapkami, a potem dołączyły tylne. Na czterech łapkach stojąc wykręcił głowę i wyciągnął pysk w stronę Variena. Najpierw obwąchał jego dłoń jak jakiś zwierzak a potem, jak już wstał, podał mu ręke, wydając z siebie cos w rodzaju wesołego „uuuu..u”.
Tymczasem swobodny już Seco wbił sobie pieści w  talię i dumał jak się wyłgać od tego silnika. Patrzył na Rus., bo łatwiej mu było w ten sposób nie patrzeć na Zina bo jakby patrzył, to by było trudniej cos wymyślić* Ale po co ty ten silnik robił, przecież za kilka stów można sobie kupić phrrawie nówkę, nie? *to „nie” było do Tasire. Bo ona i tak się zapewne nie zna, i mu przytaknie i będzie po jego myśli.*

Tasire - 2010-03-27 16:01:19

Tasire*Powiedziała po prostu podając imię które choć było jej własnym nie było jej najbliższe, znacznie bardziej wolała być nazywana Ruusaan, lub po prostu Ruu. Mimo to wzrok ciut jej złagodniał. Spojrzała na chłopców i uśmiechnęła się lekko. * Co do silnika nie znam się na tym i nie widzę nic pociągającego w zapachu smaru. Ale cóż każdy ma inne hobby. * Rozejrzała się dookoła, lekko przeciągnęła. * Choć tak na prawdę nie mam dziś nic ciekawszego do roboty... * Zaczęła nakręcać pasmo ciemnych włosów na palec, przekrzywiła głowę. * Seco nie trzeba wam w czymś pomóc, ostatnio jesteście z Fler zapracowani*

Zindarad - 2010-03-27 16:08:49

-Taato? Mogę iść pobawić się z tym chłopcem?-Spytał Varien ojca i wyszczerzył do niego zęby. Zin na to przytaknął i rzucił do dwójki.
-Idźcie na statek i weźcie wyposażenie łowców potworów.-Powiedział do nich Zin i pogłaskał syna po głowie. Varien podskoczył i ucieszył się.
-Chodź idziemy po blastery!-Pokiwał głową na boki i pobiegł w kierunku statku Zina. Oczywiście Zin kupił synowi atrapy broni, ale wyglądem się w ogóle nie różniły od tych prawdziwych. Zin spojrzał na kobietę, to na Seco i stwierdził, że nikt nie chce zobaczyć jego silnika. Może Tang jak przyjdzie to pójdzie zobaczyć jego dzieło. Zin musiał komuś pokazywać swoje projekty, bo to mu bardzo pomagało. Jak ktoś powie. Dobrze, bardzo dobrze Zin, wówczas Kobdar ma chęć do dalszej pracy, a jak ktoś ma go w dupie. To niech go ma w dupie, ale i tak stworzy ten silnik.-Seco, no właśnie. Można Ci w czymś pomóc?-Spytał. Mógł nawet naprawiać kran, wskoczyć do szamba, byleby coś robić, bo Zin długo nie usiedzi na jednym miejscu.

Secorsha - 2010-03-27 16:14:36

Właściwie to już skończyliśmy *odpowiedział tajemniczo* Ale może to tak wyglądać bo ostatnio Flehrr się na mnie gniewała i to dwa razy, bo raz się napiłem z Tangiem a raz z Zinem właśnie. Ale jeśli do niej zajdziesz i powiesz ze nie masz co robić to ona na pewno wymyśli coś fajnego. I tobie też *sprostował pod adresem Zina. Malkit z miejsca ruszyl aż się kurzyło, bo klasterem to on się raczej nie bawił. Jeśli idzie o „realistyczna” broń to bawił się droideką* No to… *podjął leniwie Seco* Dobhrra, chodźmy obejrzeć ten silnik…

Tasire - 2010-03-27 16:23:23

*Zaśmiała się patrząc jak młodziki oddalają się w pośpiechu. Po czym ruszyła ciut leniwym krokiem w stronę statku, bo jak podejrzewała tam znajdował się warsztat Kodobara.* A więc Zin, jesteś mechanikiem, wynalazcą?* Zapytała i spojrzała na niego z lekka uprzejmą ciekawością . Starała się podtrzymać rozmowę choć nie czuła się na siłach wchodzić w techniczne tematy. * A tak w ogóle kiedy przybyłeś na Mandalore, bo ostatnimi czasy cóż byłam skupiona na czymś innym. * Uśmiechnęła się znów teraz już przyjaźnie i spojrzała na Seco.* Jeśli będę się dalej nudziła to odwiedzę Fler może ona rzeczywiście znajdzie mi lepsze zajęcie niż nieustające medytacje i dokarmianie sigm.*

Zindarad - 2010-03-27 16:31:09

Uuu. Ona nazwała go mechanikiem. Niedobrze to dla niej, bo Zin nienawidził tego słowa. Kojarzył go sobie z marnymi rzemieślnikami, którzy nie rozróżniają obwodów od układów scalonych. Zin jednak powstrzymał swój wybuch złości i sprostował.-Nie, nie. Inżynier, inżynier.-Powiedział spokojnie i ruszył w kierunku statku, gdzie właśnie młody Kobdar bawił się już swoim zabawkowym blasterem. Udawał, że zmienia magazynek i chowa się za przeszkodami, zza których strzela do potworów. W ziemię były wbite dwa słupy, zaś między statkiem a słupami był rozwinięty kawał jakieś tkaniny podarowanej przez sigmy. Pod tym prowizorycznym zadaszeniem znajdował się warsztat. Kilka rozmontowanych droidów i projektor holograficzny, do którego Zin podszedł i włączył go. Obraz, który się ukazał był zrozumiały jedynie dla Zina, to chyba oczywiste, ale Zin lubił się chwalić, toteż musiał pokazać to co stworzył.-Wytłumaczę tak po chłopsku, no. To jest ten no. Silnik napędzany zjawiskiem anihilacji. To znaczy, że dajmy na to elektron i jego przeciwna cząsteczka antyelektron czyli pozyton oddziałują na siebie i wytwarzają ogromne ilości energii. No robi się bum i sru i statek zapierdala jak skurwysyn.-Wtedy nabrał powietrza. O tym silniku mógł tylko rozmawiać z jakimś wykwalifikowanym konstruktorem, a nie z laikami, którzy nie mają zielonego pojęcia o co chodzi Zinowi.

Secorsha - 2010-03-27 16:36:28

Zdecydowanie *rzucił w odpowiedzi średnio zaangażowanej i powierciwszy se kłykciem w oku ruszył za nimi by ten cudowny silnik obejrzeć. No i skoro przyszli, to Seco stanął, podrapał się po łysinie, skrzywił pysk i podniósł powiekę w takim wymownym „co kuhrrwa?*

Tasire - 2010-03-27 16:49:41

*Spojrzała na silnik krytycznie,prawie jak gdyby coś o tym wiedziała. * No taak, bardzo piękny, jednak przy takiej utracie energii w reakcji cieplnej nie będzie to aż tak oszałamiający efekt. Najlepszym rozwiązaniem było by jednak zmienić źródło energetyczne. Proponowała bym na przykład sonofuzje, straty cieplne są praktycznie zerowe. * Skończyła i straciła pewność siebie. Skąd ona to u licha wiedziała nie to było ważne, wyprostowała się i uśmiechnęła jak było by to oczywiste i generalnie banalne. Zerknęła też na Seco widziała tą fascynacje w jego oczach , pewnie zaraz uśnie.*

Zindarad - 2010-03-27 17:03:08

-Nastąpi reakcja termojądrowa panienko. Jeśli zastosuje sonofuzję to akcelerator cząstek sprawi, że pozyton zderzy się z pozytonem, a to tworzy czarną dziurę. Statek wciągnie do środka i sama wpadniesz w dziurę, którą sobie wykopałaś. Strata cieplna to żaden problem. Wszystko zależy od tego jak ukierunkujemy cząstki i jak będziemy utylizować promieniowanie.-Powiedział do niej. O, zaskoczenie. Na dodatek miłe. Sonofuzja nie była zbyt dobrym rozwiązaniem, bo reakcja między elektronem a pozytonem nie mogła by zajść. To wszystko przez te ogromne ilości energii wytwarzane przez ich oddziaływanie. Silnik by wybuchł i zrobiłaby się czarna dziura.-Ja sobie myśle, nie? Żeby wykorzystać metodę piroelektryczną...

Secorsha - 2010-03-27 17:08:19

*Secorshy opadła szczęka. Zogniskował spojrzenie na kobiecie i w nagłym napięciu ciała cofnął się o krok, jakby to co powiedziała bardzo go przeraziło. Wgapiał się w nią jakby cudo jakieś zobaczył lub zejście samego kaleeshianskiego boga na ziemie* Chyba se pójdę, siku mi się chce… *mruknął i subtelnie, powoli do tyłu, do tyłu…*

Tasire - 2010-03-27 17:18:35

Nigdy nie konstruowałam silników... chyba nie konstruowałam... więc...* Nagle przerwała i uśmiechnęła się coś zaświtało jej w głowie. Zakręciła kosmyk włosów na palcu i "postukała" palcem w holograficzny obraz silnika . * Tak czy siak uważam że się mylisz sonofuzja nie może spowodować powstania czarnej dziury gdyż początkowa szybkość cząsteczek jest minimalna  a całość zachodzi dzięki narastającemu ciśnieniu. Poza tym chcąc nie chcąc przyznałeś mi racje, gdyż metoda piroelektryczna to nic innego jak inne dojście do zimnej fuzji. Zimna fuzja zaś nie polega na zderzaniu elektronów i pozytonów....* Powiedziała i uśmiechnęła się do niego ciut wyzywająco, będzie musiała wszystko to usystematyzować... skąd ona to wiedziała nie była pewna, była jednak pewna, że jest to rzeczywista wiedza a nie tylko jakieś przebłyski. A może znała jakiegoś inżyniera... może to tylko jego słowa które uwięzły w jej głowie.*

Zindarad - 2010-03-27 17:25:39

-Zjawisko anihilacji właśnie polega na zderzaniu cząstek. Ich energia jest ogromna, sięgająca dwudziestu, dwudziestu pięciu gigawatów. Ukierunkowanie i wytworzenie takiej ilości energii jest możliwe tylko i wyłącznie dzięki anihilacji. Do tego trzeba ogromnego pola magnetycznego. Słyszałaś o gwiazdach takich jak Magnetar? Zastanawiam się jak wytworzyć takie silne pole magnetyczne. Nie wystarczy sam zasilacz izotopowy, ani elektromagnes. Zastosowanie kompresji cząstek może być rozwiązaniem, ale wtedy jest większa szansa na pierdolnięcie całego układu.-Zaczął rozmyślać i spoglądał na schematy, które jak dotąd wydawały mu się idealne. Skrzywił usta, podrapał się po łbie i zaczął gładzić brodę. To tej pory szukał rozwiązania, bo jak dotąd ten silnik to jedna wielka hipoteza...na dodatek bardzo niebezpieczna hipoteza.

Secorsha - 2010-03-27 17:29:18

*Seco zabrał się stąd w trybie przyspieszonym, wręcz teleportował się i znikł z pola widzenia. Nie dla niego temat*

Tasire - 2010-03-27 17:36:22

*Teraz to ona wytrzeszczyła oczy...zaśmiała się ciut nerwowo...* To chyba koniec przebłysków mojego wątpliwego geniuszu, na dziś. Jak wymyśle jak ulepszyć to twoje cudy to dam Ci znać* Powiedziała i uśmiechnęła się łobuzersko, nie po to żeby mu dogryźć a bardziej dla żartu. * A teraz jeśli nie masz nic przeciwko zapraszam cię na obiad, oczywiście z żoną i synem. Co prawda muszę jeszcze wyznaczyć miejsce pod pola... zobowiązałam się zająć się zasiewem, nie wiem tylko jeszcze skąd wezmę maszyny rolnicze. * Podparła się pod boki, nieostrożnie odsłaniając rękojeść miecza świetlnego. Nie zwróciła na to uwagi i wpatrywała się w z lekkim uśmiechem w mężczyznę.*

Zindarad - 2010-03-27 17:48:43

I kto tu jest najlepszy, co? I kto? Zin! Zin Mistrz, Zin Mistrz! pomyślał sobie skromnie Kobdar i zaczął poruszać głową w rytm wyimaginowanej muzyki. Cieszył się, że zmiażdżył kolejną osobę, która próbowała podważać jego teorie. W końcu obudził się i spojrzał na nią z ogromnym uśmiechem na twarzy.
-Obiad? Aaa...obiad. Znaczy bo ten...Temenka źle znosi tutejszy klimat. Jest uczulona na jakieś cholerstwo i ten...no...siedzi w statku i ani myśli o wystawieniu nosa poza niego. Przyjdę ja z Varienem. Puszka.-Gwizdnął.-Puuuszka...do nogi.-Po chwili ze statku wyleciał mały krążek, który był droidem, zapikał, zaterkotał komicznie i Zin wydał mu polecenie.-Poszukaj młodego, niech umyje łapy, bo idziemy na obiad.-Puszka zaterkotał i poleciał bardzo, ale to bardzo szybko w poszukiwaniu pierworodnego. Przez chwile odbierał sygnał radiofonii z sąsiedniej wioski i z jego głośników poleciała śmieszna muzyka.

Tasire - 2010-03-27 17:58:27

*Wyczuła jego zadowolenie, wręcz usłyszała muzykę w jego głowie.* Jeżeli dasz mi czas żebym odzyskała choć część moich wspomnień będziemy mogli porozmawiać o tym kto jest Mistrzem i w jakim zakresie. * Powiedziała i puściła do niego oko. Kiedy zobaczyła droida uśmiechnęła się szeroko. Puszka to było bardzo dobre imię. Kiedy droid się oddalał pożegnała go lekkim chichotem, -"Wielki pan inżynier i jego puszka"- Pomyślała i roześmiała się po chwili jednak opanowała niekontrolowaną emocję i skierowała kroki w stronę swojego domostwa. * Zapraszam, tedy trzecie górka na lewo*Powiedziała tonem obeznanego pilota wycieczek. Szła spokojnym krokiem by nareszcie stanąć na progu  swojego domku i poczekać na Zina.*

Zindarad - 2010-03-27 18:04:31

Puszka znalazła już obiekt objęty ochroną i przyprowadziła go zgodnie z poleceniem do statku, a później poczekała, aż on posłusznie umyje ręce. Młody Varien wyszedł, mając na sobie wyposażenie pogromcy potworów.
-Tato, ale były super. Malkit pokazał mi te wszystkie potwory i ja strzelam i potwór padł i ja strzelałem i kolejny potwór padł i ja znowu strzelałem. Pokaże Ci go tato.-Zin uśmiechnął się szeroko i pogłaskał malca po głowie.
-Tas. A ty masz ten obiad gotowy, bo Varien chce mi coś pokazać. Wiesz. Tego potwora co go z Malkitem ubił.-Powiedział do niej z lekkim uśmiechem na twarzy i spojrzał na Puszkę, który wyciągnął swoje chude ramię i zaczął sobie grzebać w sensorze słuchowym. Zaprawdę idiotyczny ten droid, idiotyczny.

Tasire - 2010-03-27 18:22:54

*Wyszła dwa schodki wyżej i patrzyła na rozemocjonowanego chłopaka z uśmiechem. Niczego na dziś nie szykowała więc musiało to chwilkę zająć.*Właściwie to nie szykowałam nic specjalnego, zanim wszystko obiorę ugotuje ... idźcie śmiało, kiedy będzie gotowy to was znajdę * Powiedziała jednocześnie otwierając drzwi i znikając w swoim domku.*

Zindarad - 2010-03-27 18:30:16

Zin przykucnął przy swoim synie i złapał go za ramiona.
-Słuchaj synek. Tata teraz musi porozmawiać z wujkiem Seco. Jak skończę to mi pokażesz co żeście upolowali. Teraz wyciągnij mamę na dwór, coby się nieco z tobą pobawiła. Dobrze?-Spytał go. Varien nieco się zawiódł, ale tata był taki zabiegany na Coruscant, na Nar-Shaddaa, myślał, że tu na Mandalore będzie miał więcej czasu to się okazało, że jest tak samo jak zwykle. Zin wstał i spojrzał w stronę domu Seco. Pobiegł w tamtą stronę i krzyknął.-Seco! Chodźże tu. Mamy do pogadania.-Powiedział głośno i rozglądał się, mając nadzieje, że za chwile zobaczy jego wielkie cielsko.

Secorsha - 2010-03-27 18:37:26

*Nie zobaczy. Seco wredny być potrafi. Widac zabolało go, ze nawet go nie pożegnali jak odchodził i postanowił się chwilowo obrazić. Na tyle to było mocne postanowienie ze nie przyszedł. a  co on, piesek, na kazde „chodź” ma przybiegać? Jak zależy, to sam dupę rusz, ot!*

Zindarad - 2010-03-27 18:44:30

Zin rozglądał się dookoła, wiedząc że postąpił źle z Seco. Potraktował go jak śmiecia, rozpoczynając poważną rozmowę z Tas. Skrzywił usta i krzyknął jeszcze raz.
-Gdzie żeś się schował?-Rozejrzał się. Zdążył zauważyć, że Seco jak jest zły to chowa się między drzewami, a że jest ich pełno na tej planecie, to można by go z rok szukać. Zin miał nadzieje, że los mu dopisze i że go znajdzie za pierwszy razem. Podszedł do pierwszego lepszego drzewa i osunął gałęzie uginające się pod masą liści. Podrapał się po głowie i wszedł głębiej. Miły cień, chłodno. Tak, tu mógł się schować Seco, ale czy na pewno?

Secorsha - 2010-03-27 18:47:10

*Nie, Seco się nie chował, a na pewno nie tak, by trzeba było się schylac by g szukać. Drzew Kolo jego domu gałęzie miały wysoko, ponad wzrostem gada. Lezał sibie odprężony pod jednym z  nich. Widział ZIna, ale Zin jego nie. Jeszcze. Naturalnie się nie odzywal. Lezał, obserwując od niechcenia*

Zindarad - 2010-03-27 18:54:09

-Cholera.-Powiedział pod nosem i wylazł z tych gałęzi i zakasłał. Rozejrzał się i w końcu zauważył Seco, który leżał sobie pod drzewem. Że też wcześniej go nie zauważył. Podszedł do niego spokojnym krokiem i skrzywił usta.-Słuchaj Seco. Wiem, że tak jakoś zjebanie wyszło. Prawie nikt nie rozumie o czym ja pierdole, to wiesz...no. Poza tym. Jak Ci się podoba silnik? I co z nim zrobić?-Spytał go i wyciągnął prawicę na zgodę tak samo jak zrobił to kiedy wylądował na tej planecie, tuż po bójce z nim. Później się spili i wszystko było w porządku.

Secorsha - 2010-03-27 19:03:28

Jeśli to jest twoje „przephrraszam”, to spiehrrdalaj *odpowiedział. Nie wrogo, ale przyjaźnie tez nie* Wsadź sobie w dupę, szybszy będziesz *odparł odnośnie silnika. Co jak co ale powinien się już nim wystarczająco podniecić. Wszak kobietę miał. Seco ich nawet samych zostawić. Zin się pewnie przy tym silniku masturbował, wiec jak ujrzy kobietę to wiadomo – może nie zapanować nad swoją dźwignią i silnik – oh, silnik-oh!*

Zindarad - 2010-03-27 19:08:05

Zin miał już żonę, więc masturbacja przy silniku nie była mu potrzebna. Skrzywił usta i pokiwał głową. Seco i jego zbereźne myśli.
-Sam se go w dupe wsadź.-Odrzekł mu całkowicie przyjaznym tonem i zaśmiał się głośno po czym usadził się na ziemi, naprzeciw Seco. Podrapał się po łbie i spytał go jeszcze raz.-Ale teraz kurwa na serio. Co mam z nim zrobić? Sam go raczej nie zbuduje, bo ni mam mamony ani narzędzi.-Powiedział do Seco już nieco poważniejszym tonem i skrzywił usta. Bo los tego silnika był dla niego bardzo ważny, w końcu to był chyba jego najdoskonalszy twór.

Secorsha - 2010-03-27 19:17:08

*Gdyby nie fakt ze dla odmiany Seco miał ów projekt serdecznie tam gdzie obaj mieli go sobie wsadzić, to pewnie by się skupił i cos wymyslił* [i[]Niewiem, kuhrrwa, jeśli on jest dobhrry to może go sprzedaj? Nie wiem, Impehrrium czy innym kutasom co mają kase, se go zbudują i może dadzą ci se z nim zdjęcie zhrrobić…[/i] *odparł wymownie patrząc w góre*

Zindarad - 2010-03-27 19:28:57

Padło słowo Imperium. Zin bardzo nie lubił tego słowa. Kojarzyło mu się ono z upadkiem pewnego, pięknego okresu w galaktyce. Republika upadła, przymusowa ucieczka, a to wszystko przez imperium.
-Ciebie już chyba do reszty pojebało. Imperium to chuje, imperator to ciota. W życiu im tego nie sprzedam, prędzej banthe przepchnę przez ucho igielne.-Powiedział do niego i podrapał się po brodzie, znaczy po kilkudniowym zaroście. Nie chciał Seco w każdym razie obrazić, po prostu powiedział do niego to czysto po koleżeńsku, beż żadnych chamskich podtekstów w zdaniu o tym pojebaniu.

Secorsha - 2010-03-27 19:35:14

*Seco sens doskonale zrozumiał. Ot kolejny co po prostu bardzo, bardzo kocha Imperium i imperatora szanuje jak ojca swego (buahahah)* No to może zhrrób na złość i sprzedaj temuy całemu Cochrelowi, oni lubią takie rzeczy, wsadza twój silnik w  dupę jakiemuś statkowi i rozpiżdzą Impehrrialny khrrązownik i będzie Twój dobhrry uczynek, nie?

Zindarad - 2010-03-27 19:41:32

-Czekaj, czekaj. Komu?-Spytał z ciekawością. Nie wiedział o czym mówi ten gad. Może miał jakieś urojenia i sobie kogoś wymyślił. Podrapał się po łbie i zastanawiał się o kogo może mu chodzić. Zastanowił się i nadal nic nie przychodziło mu do głowy. No cóż. Najwyraźniej Zin nie znał żadnej takiej organizacji. Dobry uczynek w postaci zniszczenia imperialnego krążownika wchodził w grę i ten pomysł bardzo mu się podobał.-Kontynuuj.-Powiedział i wykonał gest w postacie kręcenia nadgarstkiem.

Secorsha - 2010-03-27 19:46:17

No co ty, nie wiesz? *zdziwił się ale zaraz mu przeszło, bo w sumie to i on nie wiedział, wiedział od Fler, a ona wiedziała? Gówno wiedziała, znała pare słow. Zastanowił się Seco poważnie, i doszedł do wniosku, ze niewiele może szczegółow zdradzić, bo niewiele ich zna* No, właściwie ja tez nie wiem, ale thrroche wiem. To taka… spółka czy chuj wie co… rosną se w tajemnicy przez impehrrum i znienacka pchają mu szpile w dupę. Tym przewidzi taki… taki genehrrał *Powiedzenie jaki generał byłoby dla Republikanca dużym szokiem, a nastopną reakcją byłoby: nie, mu silnika nie sprzedam. A Seco zależało, żeby on sprzedał, i niech spokój jest*

Zindarad - 2010-03-27 19:50:51

-Generał powiadasz.-Powiedział i zastanowił się. Myślał i analizował wszystkie za i przeciw temu pomysłowi. Zrobienie na złość całemu imperium to bardzo fajna perspektywa. Zin wyszczerzył swoje zęby i spojrzał na Seco dziwnym spojrzeniem.-Tang wie więcej? Albo twoja żona? Gdzie stacjonują?-Zadał kilka pytań naraz, a to oznaczało, że Zin był naprawdę zainteresowany tym pomysłem. Pokiwał jeszcze głową, jakby w myślach potwierdził sobie, że to myśl godna rozważenia, w sumie to on już podjął decyzję. Chciał sprzedać projekt, ale też chciał być jednym z konstruktorów tego silnika, coby chwały nie zostawić tylko tej korporacji.

Secorsha - 2010-03-27 19:54:32

*Skinął łbem na tak* Tang wie, i Flehrr wie. Ona wie więcej, więcej gdzie stacjonują… musisz jej zapytać bo nie chce dostać w łeb ze powiedziałem bez konsultacji. ale to taki… statek taki o… lata se… tak… kuhrrwa lihrrycznie, pięknie *Westchnął, jakby czuł jakas emocjonalną wieź z tym całym czymś. A może to o generała chodziło? Gdyby Zin wiedział to by wątpliwosci nie miał…*

Zindarad - 2010-03-27 19:59:34

-Dobra. To wręcz pięknie, bardzo pięknie.-Powiedział do niego i lekko się uśmiechnął. Potrzebował teraz Fler, a bardziej jej informacji, które są kluczowe dla sukcesu silnika Kobdara. Wstał z miejsca i otrzepał sobie tyłek po czym rzucił do Seco.-A ten...no...gdzie ona jest?-Spytał. Był nieco zbyt narwany, ale taka okazja może się nigdy nie powtórzyć. Okazja przyczynienia się do skopania dupy imperialnym jest naprawdę jedna na milion, toteż Zin nie może tej okazji zaprzepaścić.

Secorsha - 2010-03-27 20:04:46

*Przewalił oczami jakby szukał informacji pod czerepem, przygryzł wargi, skupił się. Wtedy tez Malkit do niego przyczłapał, spokojnie, zmęczony, wręcz umordowany, wiedac wiele potworów ubili. Położył się zaraz na trawie bokiem przytulony do ciała secorshy i dyszał sobie, jak to odpoczywająca szela* W domu pewnie. Nie, młody? Mama jest w domu? *zapytał a Malkit podniósł zmęczony lepek i położył go na kolanie Seco* Mama domku jest z Dżonym, Dżonego umyła. A wy o generale mówicie? Mama mówiła o nim

Zindarad - 2010-03-27 20:10:48

-I co młody. Ile żeście potworów ubili?-Spytał go z uśmiechem. Nadal stał, gotowy do spotkania z Fler. Miał nadzieje, że ona wie więcej od Seco, bo jak nie to Zin będzie usiłował namierzyć ten statek, co oczywiście jest niemalże niemożliwe. Próbować zawsze można, ale Zin nie ma odpowiedniej technologii do wykrycia takiego statku, można rzec, że chyba nikt nie posiada takiej technologii. Podrapał się po głowie, próbując zagadać myśli o rozmowie z tajemniczym generałem.

Secorsha - 2010-03-27 20:14:06

Osiemset milionów. O siedemdziesiąt więcej niż wczoraj ubiłem ja… i o dziewiętnaście więcej jak A’den ubił… cały zmęczony jestem… *I znowu położył łepek a Seco pogładził go po grzywie* Idź może do nas do domu, zapukaj, wytrzyj buty, wejdź i zapytaj ją o to, bo ona raczej tu nie przyjdzie…

Zindarad - 2010-03-27 20:23:28

-Dobra. To ja idziem. Na...śmierć.-Zażartował sobie i zaśmiał się głośno. Oby jego żona była milsza od Temeny, wtedy będą mogli porozmawiać jak ludzie, albo...jak nieludzie. Mniejsza. W każdym razie Zin oddalił się od dwójki siedzącej pod drzewem.

Tangorn - 2010-03-27 22:36:36

*Od kilku dni jakoś Tanga nie było widać było w okolicy. To tu się szwendał, to leczył kaca, a z kolei innego dnia odbył bardzo pouczającą i arcyspokojną rozmowę z Kalem Skiratą, która omal nie zakończyła się rozlewem krwi. Wiadomo, obaj to bardzo spokojni ludzie i to na poziomie, więc zamiast daremnie kłócić się jak senatorowie to od razu przechodzą do sedna i chwytają za blastery. Bardziej humanitarne. Tak Mandalorianin w pełnym, czarnym pancerzu szedł sobie spokojnie (no prawie) i rozmawiał przez komunikator wbudowany w hełm. Poznać to można było po bardzo żywej gestykulacji, której na szczęście jego rozmówca nie słyszał. No i na szczęście też nikt nie słyszał jakie soczyste słowa kierowane są pod adresem tego biedaka, z którym rozmawiał*

Malkit - 2010-03-27 22:40:36

*A naokoło cisza i drętwota. Seco zasnął pod drzewem, spokojny ze Malkit jest przy nim. A tymczasem…
Tymczasem łup łup łup – to ciężkie kroki tanga wchodzącego po rampie do statku.
Drep drep drep drep – to drobienie drobnych łapek Malkita który jak dzika szela, na czterech kończynach kłusował lekko za mandalorianine, wpatrując się z oddaniem i fascynacją w tył jego łba. Tanga wyminął i zagłębił się w czeluściach maszyny akurat wtedy, kiedy mandalorianin odwrócił głowę. Lub mrugał. Czy kij tam wie, co*

Zindarad - 2010-03-27 22:50:12

Zin wyszedł z domu Seco i ruszył w kierunku swojego "warsztatu". Musiał zgrać na nośnik ten pieprzony projekt, coby na głupka przed generałem. Zauważył Tanga.
-Tang. Dobrze, że widzę twój parszywy...hełm.-Powiedział do niego i lekko się uśmiechnął. Zatarł dłonie i wyszczerzył zęby.-Lecimy na Widmo.-Zakomunikował mu i ruszył w stronę swojego statku. Podszedł do projektora i wyjął pierwszy lepszy nośnik, na który zgrał dane z projektora. Poszedł się przebrać i po kilkunastu minutach wyszedł, ubrany w ciemnozielony kombinezon wykonany z wytrzymałej tkanki syntetycznej, wytrzymałe buciki sportowe i plecach. Rzecz jasna nie mogło zabraknąć plecaka, w którym Zin chował cyfronotes i nośniki pamięci. Po chwili podszedł do Tanga.-No dobra. To lecimy.-Powiedział do niego i spojrzał jeszcze raz na jego hełm.-Pożyczysz mi blaster?-Spytał go...

Tangorn - 2010-03-27 22:56:25

*Tylko że Tang był tak pochłonięty rozmową, że nie usłyszał Zina ani nie zobaczył. Hełm wytłumił wszystkie dźwięki z zewnątrz, a wewnątrz to się nieźle kotłowało. Rozmowa skończyła się po kilku minutach, po czym zabrał się za porządkowanie wszystkich rzeczy na statku. Nie zwracał na nic uwagi a Malkita nie dostrzegł. Był zbyt wkurzony by się bawić w jakieś gierki. Aż tu nagle pojawił się nie wiadomo skąd Zin ubrany w kombinezon jakby się szykował w jakaś podróż* A ty tu kurwa czego? *Warknął na niego agresywnie nim ten zdążył się jeszcze odezwać, a gdy zapytał czy lecimy to pod hełmem zmarszczył brwi, bo za cholerę nie wiedział o co chodzi. Pytanie o blaster w ogóle zignorował* Że jak? Gdzie kurwa? Masz przecież swój statek to po chuj ci mój?

Malkit - 2010-03-27 23:00:44

duć duć duć duć duć duć… *Malkit energicznie dreptał po korytarzach. Jako ze znał tą maszynę od razu udał się do łazienki, by tam – rozwinąwszy cała rolkę srajtaśmy wepchać ją do sedesu, spuścić wodę, po czym… rozwinąć drugą rolkę i czynność powtórzyć. Kiedy kibel się zapchał, Malkit zaniechał. Skoczył an powrót na cztery łapki i ruszył* duć duć duć duć duć duć… *gdzieś na rufę*

Zindarad - 2010-03-27 23:01:34

-Kurwa. Temena będzie się pluć, że wywalam ją ze statku. Varien będzie chciał lecieć ze mną. Idź pan w chuj.-Powiedział do niego, gdy przypomniał sobie, że w plecaku ma swój blaster. Był on używany przez przez komandosów za czasów republiki. Wyciągnął swojego DC-15s i przypiął go do paska. Nie miał zamiaru zginąć, toteż musiał być ubezpieczony.-Na tym nośniku jest kurwa przyszłość astronautyki, więc nie pieprz tylko chodź i leć.-Powiedział do niego i poklepał plecak, coby pokazać co w nim takiego ważnego. Rzecz jasna mando to zupełnie nie obchodzi, ale inżyniera już tak.

Tangorn - 2010-03-27 23:08:13

Kurwa człowieku, jebie mnie twoja przyszłość astronautyki. Głuchy jesteś czy zdebilniały do reszty... Gdzie chcesz lecieć?! Przeliterować?! *Nie był on dzisiaj w najlepszym nastroju do rozmów o przyszłości Galaktycznego przemysłu kosmicznego. Wkurzył się rozmawiając z jakimś zakutym łbem i teraz szukał okazji do wyżycia się na kimś, a Zin na nieszczęście znalazł się na linii ognia i jeszcze pieprzy od rzeczy. Ale nie chciał stać w ładowni, tak wiec ruszył do kokpitu, by tam skonfigurować ustawienie repulsorów. Dral ostatnio bawił się w ulepszanie ich frachtowca, więc samemu lepiej sprawdzić, czy wszystko gra jak w zegarku.*

Malkit - 2010-03-27 23:12:21

*W połowie drogi usłyszał, że tang lezie. Wujaszek w niefajnym nastroju był a Malkit dobry dzieciak, wiedział, ze wkurzać nie można, wiec szybciutko wrócił i drep drep drep z uszkami do skroni przyciśniętymi uciekał drobiąc kroczki czterema łapkami, wciąż słysząc za sobą kroki Tanga. Dostrzegłszy rzucony pod scianą podziurawiony boltami płaszcz, wpełzł pod niego i się schował*

Zindarad - 2010-03-27 23:15:24

-No przecie kurwa mówię, że na Widmo lecimy. Do tego całego P I E R D O L O N E G O generała kurwa.-Powiedział do niego i pokiwał łbem. Za dużo rozmów z półgłówkami sprawia, że Tang robi się głuchy. Od razu ruszył za nim do kokpitu. Rozejrzał się po nim i spytał.-Wszystko w porządku z tym szmelcem.-Powiedział i chwycił jakiegoś kabla, który z podsufitki wystawał. Nieładnie, oj nieładnie. Zin chętnie zrobiłby tu porządek. Tak...porządek. Tej maszynie należy się porządny remont, ale ta przyjemność dopiero po powrocie z Widma. Jeśli wszystko pójdzie dobrze, to inżynier zaleje się w trupa, jeśli nie...to też to zrobi.

Tangorn - 2010-03-27 23:20:53

Po chuja chcesz gadać z Grievousem? Ja i tak już mam stresa przez tego zardzewiałego ch... te, zostaw baranie bo popsujesz... *I mocno szturchnął łapę Zina, co by mu nie ruszał niczego w kokpicie. Jego statek i tylko on  ma prawo coś tutaj robić. No i oczywiście jego synowie. Nikt inny nie ma tutaj żadnych praw, nawet jeśli by był najwybitniejszym specjalistą od budowy frachtowców* Masz szczęście, że tam muszę lecieć inaczej byśmy nie gadali... *Warknął raczej niegrzecznie, albo raczej chamsko i władował się na fotel pierwszego pilota, od razu odpalając systemy wszystkie. Od czasu do czasu musiał przyładować z łokcia w jakiś komputer, by się uruchomił, ale to tylko taka tradycja. Statek był sprawny w 100% (naturalnie chodzi o systemy odpowiedzialne za lot, bo pozostałe to tak pół na pół...)*

Malkit - 2010-03-27 23:24:41

*Tak więc obaj przeszli koło ukrytego pod szmata  Malkita. Dzieciak po zażegnaniu niebezpieczeństwa wygrzebał się i drep drep drep drep – podreptał z powrotem  kierunku rufy, bo jeszcze jej dokładnie  nie sprawdził, a  to konieczne. Ogon nosił wysoko, z zakręconym prawie nad łbem, a  uszy mu sterczały, co oznaczało ze słucha i zapamiętuje co panowie mówią…*

Zindarad - 2010-03-27 23:28:47

-Ten cały generał to ten pierdolony Zgrywus? Ja pierdole. W co ja się wpakowałem.-Powiedział do Tanga i zasiadł na fotelu pasażera. Nigdy by nie pomyślał, że będzie współpracował z separatystami, ale już jest po wojnie, teraz rządzi kto inny i jest inny wróg czyli imperium. Ci którzy mają wpływy rządzą, toteż spotkanie z tym całym generałem będzie nie lada okazją do pozyskania jakiegoś sojusznika. Kobdar podrapał się po łbie. No co. Co się stało to się nie odstanie. Wsiadł do statku i lecą już. Trzeba będzie się spotkać i porozmawiać z tym gościem, nawet jeśli nie kupi tego projektu.

Tangorn - 2010-03-27 23:32:32

To ty nie wiedziałeś? *Zapytał z lekkim niedowierzaniem, po czym najzwyklej na świecie go wyśmiał. Chciał gadać z generałem a nawet nie wiedział kto to jest. Cóż, by miał ostrą terapię szokową... Tanga aż tak to nie ruszyło, chociaż kiedyś chciał go zastrzelić a jego resztki upiec na grillu, ale jednak zawsze miał do niego szacunek, bo był wielkim wojownikiem i strategiem. Ale nienawidził go za to, że przez jego armie giną jego klony... taki dualizm uczuciowo-poznawczy tylko u Mando. W międzyczasie wszystkie systemy się aktywowały, silniki były na rozruchu i po chwili statkiem lekko zatrzęsło, właz się zamknął i repulsory odepchnęły to metalowe cielsko od powierzchni planety. Frachtowiec zaczął wznosić się ku orbicie*

Malkit - 2010-03-27 23:35:35

*Kiedy się zatrzęsło, Malkit natychmiast postanowił się ewakuować w trybie przyspieszonym, ale właz zamknął mu się przed nosem, wiec rozpędzony tylko odbił się od rampy i pobiegł w przeciwnym kierunku, pochylając głowę, i na środku ładowni strzelając barany, czyli podskakując na czterech łapach i trząchając się grzbietem. Upadłszy na podłogę poderwał się na tylne łapy, podciągnął spodenki i dawaj to samo!*

Zindarad - 2010-03-27 23:38:58

-Ja się dopiero dzisiaj dowiedziałem, że jest taka organizacja.-Powiedział i złapał się czego można było. Tang był brawurowym pilotem, toteż trzeba uważać na każdy jego manewr, który może okazać się śmiertelny. Ostatecznie chwycił się podłokietnika i spojrzał na Tanga.-Ale ty...ten...no. Latać potrafisz?-Spytał go z niepewnością w głosie, bo zdawało mu się, że mando właśnie wystartował na niepełnej mocy silników. Może jemu się tylko zdawało, tak na pewno. A jeśli. To będzie ich koniec.

Tangorn - 2010-03-27 23:45:08

No to szybki jesteś. Od razu pchać się w paszczę strilla... *Mruknął kręcąc głową/hełmem i dalej spokojnie pilotował swój frachtowiec. Silniki pracowały sprawnie, Tang rozpoznawał to po pomruku silników, bo kontrolki bezpieczeństwa trochę szwankowały od czasu, gdy się wkurzył i nie przywalił w nie korbą swojego blastera. Dral nie zdążył wymienić.* Jasne że tak, co ty myślisz, że ja amator jestem bez licencji? No w sumie licencji to ja nie mam, nigdy nie wyrobiłem... ale po co to komu? *Cisza była jakaś taka nienaturalna, więc sięgnął do jakiegoś tajemniczego panelu, wyróżniającego się kolorystyką od innych i zaraz też rozległo się głośne dudnięcie głośników i po chwili popłynęła muzyka.* No to ja lubię... same klasyki a nie jakieś pierdy bithów... *Tang rozwalił się w swoim fotelu pilota, jedną ręką trzymał stery a drugą coś tam wprowadzał do komputera, skupiając się bardziej na muzyce, którą puścił*

Malkit - 2010-03-27 23:50:15

*Malkit nagle znieruchomiał w ładowni, podniósł łepek, nastawił uszek. O, gra!* Ale oko *ucieszył się mały szelek i zaczął rozkosznie cofać do tyłu* u.u.uu.u.u.u.u.u.u.u.u. *I w tym cofaniu wpadł w  ruch wirowy, do tyłu, jakby ogon gonił głowe, taka miła alternatywa dla głowy goniącej ogon. I tak kilka chwil, by w końcu zatrzymać się, wyprężyć, zadrzeć łepek i: * WRZAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAASK!!! *bo czemu nie? Zafascynowany brzmieniem swojego głosu odwrócił głowe w kierunku korytarzyka z którego biegnie droga z kabiny pilota, by – w razie jakby ktoś szedł – szybko się schować*

Zindarad - 2010-03-27 23:57:29

Zin nieco się uspokoił, słysząc, że Tang to dobry pilot. W sumie to on latał bardzo podobnie. Muzyka była bardzo fajna, wpadała w ucho zdecydowanie lepiej od tego pierdolenia bithów.
-To jest kurwa muzyka, a nie jakieś pierdolenie od bithów.-Powiedział i zaczął się bujać w rytm muzyki. Miał nadzieję, że szybko znajdą się na orbicie, dzięki czemu szybko znajdą się na statku Widmo, który był dla Zina bardzo, ale to bardzo ważny. W rękach korporacji leżała przyszłość kosmonautyki. Zin dumny z siebie, że stworzył taki napęd, na pewno ojciec gdyby wiedział, też byłby dumny. Trzeba będzie się wybrać na Alderaan. Zobaczyć stare śmieci, odwiedzić stare zaułki. Oooo tak.

Tangorn - 2010-03-28 00:08:12

*Tang odwrócił nagle głowę, jakby coś usłyszał i stera tak jakby mu się przekrzywiła wraz z nim cały statek. Ale co tam, przecież są już na orbicie. W końcu spojrzał znowu na iluminator, marszcząc czoło, bo zdawało mu się, że coś słyszał. Ale to może przez muzykę? W każdym razie wpisał koordynaty do komputera i po chwili silnik zawył głośniej przechodząc w groźny pomruk i po chwili gwiazdy się rozmazały a oni skoczyli w nadprzestrzeń. Ale to będzie bardzo krótka podróż. Zaledwie parę minut, bo statek Widmo znajdował się w pobliżu Hydiańskiej Drogi, więc trzeba nieco się przelecieć* No parę minut i będziemy na miejscu... tylko się kurwa zachowuj, bo ja cię ratować nie będę. *I tak by go ratował, ale tak dla przestrogi mówił, by nie cwaniakował za bardzo*

Malkit - 2010-03-28 00:12:53

*Teraz Malkita zaczęło kręcić podsłuchiwanie panów, co nie było trudne zwarzywszy na nagłośnienie. Usiadł, podparty łapkami, nastawił uszek i uśmiechnął się do siebie* się kulwa zachowuj *powtórzyl   kiedy Tang powiedział, ze nie bedzie ratował – serce mu zamarło. To co, on sam ma ratować? Eh lewus z tego Tanga, ale cóż zrobisz – w koncu to Malkit był najlepszym wojownikiem  osadzie. Kładł Secorshę, Tanga, Dżonego i wszystkie sigmy. Wprawdzie (zwłaszcza A’den)z  pojedynku na pojedynek byli coraz lepsi, ale to znaczy tylko i wyłącznie to ze uczyli się od Malkita. Tak wiec mały mandalorianin westchnął z boleścią i rozłożył się na brzuszku na podłodze*

Zindarad - 2010-03-28 12:47:30

-Spokojna twoja mandaloriańska łepetyna. Nie będę cwaniakował.-Powiedział do niego i bujał się w rytm pięknej muzyki. Rzecz jasna mocne brzmienie, które najwyraźniej podobało się inżynierowi. Miał wrażenie, że ktoś jest jeszcze na pokładzie. Może sigmy się gdzieś pochowały. Pewnie chcą wysadzić ten statek. W sumie to cholera wie co się tam stanie. Może wyrzucą Kobdara na bezkres próżni? Co by nie było. Podczas rozmowy z generałem będzie ciekawie.

Tangorn - 2010-04-02 16:39:27

*Tang wyłączył wszystkie systemy statku, po czym wstał ciężko ze swojego fotela, wyłączył muzę i ruszył powoli do włazu, zabierając ze sobą swój hełm zwany potocznie "wiadrem". Podszedł do Zina i rzucił okiem na Malkita, który zapewne w najbliższym czasie przyniesie im zgubę. A czemu? Bo po prostu się wygada, nie ma szans by nie pochwalił się ojcu, matce czy Dżonemu* To nic nie da... więc lepiej przez najbliższy czas unikać rodzinki Gawila. Ale może okoliczność łagodząca będzie? *Wzruszył ramionami i zszedł po rampie kierując się ku osadzie, bo teraz to na skraju się znajdowali*

Kontynuacja z Przestrzeni

Zindarad - 2010-04-02 17:10:41

Zin już zszedł na dół, stojąc na już na stabilnym podłożu. Podrapał się po głowie i przytaknął Tangowi. Po raz pierwszy ten gnojek miał rację.
-Jakby co. Co złego to nie my, nie?-Spytał go i założył ręce na klatce piersiowej. Patrzył tak na małego Malkita, mając nadzieję, że nie wygada z wiele. Jak się Seco dowie to będzie zły, a kiedy Seco jest zły to trzeba spierdalać ile sił w nogach. Zin sam by nie chciał, by jego syn znalazł się na takim statku. A propo syna. Przyszedł po ojca.
-Ooo...ooo tato, dostanie Ci się.-Powiedział do niego po czym zaczął się z niego śmiać i stanął przed nim tak, jakby chciał mu na ręce wskoczyć. Zin chwycił go mocno i podniósł po czym usadził go na swoich barkach.
-Jak zwykle młody, jak zwykle.-Powiedział do niego i spojrzał na Tanga. Był ciekaw czy da radę Seco przekonać, że to nie ich wina.

Fler - 2010-04-02 17:26:11

*Kiedy chłopy zlazły, Malkit już siedział na droidzie, który jak gdyby nigdy nic po prostu stał i… i chyba kogoś wabił. A jakze. W oddali, od strony osady pruła na nich mocnym krokiem sylwetka kobiety o zielonej skórze i czarnych włosach, które tańczyły naokoło jej zdeterminowanej sylwetki…* Ooo… mama *zauważył Malkit, podnosząc się na ramionach na pancerzu droideki*

Tangorn - 2010-04-02 17:32:41

Tiaa... co złego to nie my... *Potwierdził, ale dosyć sceptycznie, bo jakoś tłumaczenie tego nie będzie proste. Bo niby co ma powiedzieć? "Wybacz Fler, ale jak z Zinusiem lecieliśmy na Widmo to się Malkit przypałętał a potem obwiesił Windu a potem Generała? No ale jak widać jest cały i zdrowy, nie licząc tego ,ze chce reprodukować Dżonego?" - wymówka wręcz zajebista* Cześć mały... cóż, jeśli twoja mama chce na nas nakrzyczeć to niech się ustawi w kolejce... ooo właśnie widzę pierwszą chętną do opierdolenia nas Zinuś... gdzie jest A'den'ika do cholery? *Rozejrzał się w poszukiwaniu klona, bo miał mu do przekazania ważne wieści, ale ten gdzieś się ukrywał. Z pewnością wolał poczekać, aż Fler załatwi z nimi swoje sprawy, by potem podręczyć Tanga*

Zindarad - 2010-04-02 17:41:01

-Mama powiedziała, że porozmawia z tatą w domu. Uuu...uuu...a żeś sobie tatuś nagrzebał.-Powiedział do niego Varien, zaś Zin patrzył jak szela zbliża się w ich kierunku. Zin też nie miał dobrej wymówki, ale zawsze można improwizować. Kobdar skrzywił usta i rzucił do Tanga.
-W razie czego...uciekamy.-Powiedział do niego i psychicznie przygotował się do ewentualnej ucieczki. Nie miał zamiaru być zabity z powodu Malkita, w razie czego można zawsze wyemigrować na jakąś inną planetę.

Fler - 2010-04-02 17:53:22

*Winowajca leżał na droidzie, droid grzecznie stał, a matka się zbliżała. W miarę zmniejszana odległości pojawiały się szczegóły – oczy, usta, zaciśnięte pięści, wyprostowana sylwetka przypominająca bojowy marsz. Jednak szła lekko, pełna determinacji, ale agresji – nie. No i w  końcu była już na tyle blisko, ze mogła ich słyszeć. Włosy rozsiały się jej po twarzy, wiec zgarnęła się* Mogliście poinformować, ze bierzecie Malkita, A’den zarezerwował go wcześniej *Na podryw rzecz jasna go zarezerwował. wbiła pięści w talię, przekręciła łeb i…* A zaraz zaraz… to wy byliście na Widmie?

Tangorn - 2010-04-02 17:59:41

Mando nie spierdalają z pola bitwy, to sobie zapamiętaj... ewentualnie nazywamy to taktycznym odwrotem *Ale Felr już była za blisko by udać, że jej nie widzieli i spieprzyć gdzie pieprz rośnie tudzież zakamuflować siew  tajnym domku do chlania, który używał z Seco* Zarezerwował go? Po co? *Zainteresował się tą kwestią, bo jakoś jego syn o niczym mu nie wspominał. A to bardzo dziwne, że miał przed nim tajemnice... ale naciskać nie będzie,jeśli chciał mieć sekrety to proszę bardzo* No byliśmy a Malkit to się zabrał z nami na gapę... ale potem go pilnowałem. Stwierdziłem, że taka małą męska przygoda mu się przyda... *Tang stał przed Fler pewnie i nieco wyluzowany, tak jakby nic się nie stało. Gdy jest się w opałach z powodu kobiety to lepiej udawać, że wszystko jest OK, nawet jeśli nie.*

Zindarad - 2010-04-02 18:05:11

-No właśnie. Zabrał się z nami na gapę.-Powiedział do niej. Widać było po nim, że był nieco zdenerwowany. Dobrze, że przynajmniej na nich nie krzyczała. Zin chciał krzyknąć Spierdalać, ale w efekcie się powstrzymał. Poprawił Variena, który siedział na jego ramionach, a ten skrzywił usta i rzucił.
-Tato, a czemu ty mnie nie zabrałeś?-Powiedział nieco obrażonym tonem. Zin opuścił głowę i odpowiedział mu.
-Następnym razem Cię wezmę.-Uśmiechnął się lekko, a buzia malca otworzyła się szeroko ze szczęścia. Tato go nieco rozpieszczał, Temena tego nie popierała, ale taki już jest ojciec, który dla swojego dziecka jest wstanie zrobić wiele. Varien spytał się Malkita.
-Bierzemy pistolety i idziemy zabijać potwory?-Pokiwał przy tym energicznie głową i kopnął przez przypadek ojca w twarz. Zin syknął z bólu, a młody odpowiedział.-Przepraszam.-po czym skrzywił usta.

Fler - 2010-04-02 18:12:54

*Niezły sposób na odwrócenie uwagi, bo Fler zrobiła wielkie oczy, najwyraźniej sądziła, ze Tang wszystko wie, ale najwyraźniej nie, i teraz trzeba wybrnąć tak, by nie sprzedać A’dena, wiec powiedziała tylko* Nie wiem, może żartował *wzruszyła ramionami po czym zerknęła na Malkita* Aha… Przywieźliście jakieś droideki? Widmo całe? Generał żyje? I fajnie – mogliście mi powiedzieć, bo tez się tam musze wybrać *tu już doszła pretensja. Od niej to wymaga (Tang) zgłaszania nawet holorozmów, a  sam jak się gdzieś wybiera to nie raczy sąsiadów zapytać, czy może gdzieś podrzucić, przecież wiedział, ze maja tylko ten jeden ciasny myśliwiec… Natomiast co do przywózki jej syna wyraźnie nie była zła. Przecież nie odzie dziecka pod kluczem trzymać. Malkit tymczasem westchnął* Eh… galaktykę ratowałem, zmęczony jestem…jutro potszelamy./..

Tangorn - 2010-04-02 20:01:11

*No Tang jakoś tam nie wiedział, nie wiedzieć czemu. Może się A'den wstydził? Ale nie będzie drążył już tego tematu, sam kiedyś wypłynie. Natomiast gdy Fler wspomniała, że chciała się wybrać na Widmo, to wzruszył tylko ramionami* A co ja jakiś wszechmocny i wszechwiedzący jestem, żeby wiedzieć, że też chcesz? Zinuś się przypałętał i wpakował się z buciorami na statek, że chce lecieć to poleciałem. A jak chcesz to zabierz ze sobą eee... Tracyna... to poleci z tobą, to żaden problem. *Tang ich tutaj nie trzymał i nie kontrolował przecież ich życia, prosił jedynie o przestrzeganiu kilku środków bezpieczeństwa. Nic więcej* A droidek nie przywieźliśmy... ani Widma, chociaż Zinuś pewnie by je z chęcią przytaszczył... się zastanawiam cały czas, który z nich jest większym dzieciakiem, Zin czy Malkit...

Zindarad - 2010-04-02 20:08:09

-A mówiłem? Mówiłem bantho, żeby wziąć jakąś puszkę? Mówiłem?-Spytał się go i popukał się w czoło. Zawiedziony Varien poszedł do statku, by pomęczyć jeszcze bardziej matkę, coby bardziej naskoczyła na męża. Taki mały spryciarz z niego. Kiedy Tang wspomniał coś o jego dziecinności, Zin spojrzał na niego bardzo groźnie.-Te. Tanguś. Uważaj sobie, bo na Ciebie moje puszki naśle.-Oczywiście powiedział to żartobliwym tonem, w końcu myślał, że Tang mówi tak żartem, a nie na serio. Po chwili spojrzał na Fler, która koniecznie chciała wybrać się na Widmo.-Jak chcesz to ja Cię tam zabiorę. Nie mam nic do roboty, tak więc wiesz. Żaden problem.-Wyszczerzył zęby. Pewnie znowu chciał potruć dupę inżynierom z maszynowni.

Fler - 2010-04-02 20:23:50

Większym jest Zin *odparła bez chwili wahania, bo przecież widać że Zin jest większy od Malkita. Na Tanga nadal była trochę nie bardzo bo nadal uważała ze nie jest do końca w porządku, ale co zrobisz. Póki jesteś na garnuszku – siedź cicho. Do Zina natomiast uśmiechnęła się serdecznie* Skorzystam. Na pewno. A Ty Malkit do domu, bo ojciec mało zawału nie dostał! *Malkit podniósł się i ścisnął kolanami boki szyi droideki* domku! *rozkazał. I droid podreptał w  kierunku domu*

Tangorn - 2010-04-02 20:32:44

No popieram... *Uśmiechnął się żartobliwie a na Zina spojrzał wymownie w stylu "A spróbuj tylko..." . Po chwili znowu spojrzał na Fler a potem na Malkita. Może i Tang był trochę nie w porządku, ale miał ciężki dzień. Rano się pokłócił z jednym półgłówkiem, potem Zin mu się z buciorami wpakował na statek. Malkit się ukrył na jego frachtowcu, przysparzając mu dodatkowych zmartwień, potem rozmowa z generałem a na końcu słuchanie pierdół o nowym "rewolucyjnym" silniku. Po prostu miał dzisiaj już dość przeżyć. A jak na Mando to znosił to całkiem dobrze, więc się nikt lepiej nie czepia* No dobra, to ja idę poszukać A'dena, bo mam z nim do pogadania. No i wybacz Fler za te wszystkie dzisiejsze wypadki, ale już zmęczony jestem. Pożegnał... *Tang skinął głową i się ewakuował. Przeszedł kilkanaście kroków i minął pagórek, zza którego po chwili dobiegł krzyk* Co wyście kurwa z moim speederem zrobili?! Co?! TRACYN?! Jak to drzewo wyrosło ci na drodze ty półgłówku?! Ślepy jesteś?! *Cóż, nie ma to jak wesołe zebranie rodzinne po powrocie z małej wyprawy. Podniesione głosy "Tangów" jeszcze niosły się przez osadę, ale cichły w miarę rozwoju wypadku a pojawiał się śmiech, głównie klonów*

Zindarad - 2010-04-02 20:39:06

-To mniej więcej kiedy lecimy?-Spytał ją z lekkim uśmiechem. Czuł urazę do Tanga za to, że nazwał go dzieckiem, ale co zrobić. Taki charakter tego świrusa, ot co. A ten silnik nie jest wcale pierdołą, to rewolucja, prawdziwa rewolucja w dziedzinie kosmonautyki, ale taki durny najemnik nigdy tego nie zrozumie. Zin podrapał się po głowie i dodał.-A ten cały generał to dziwny typ. Bardzo dziwny.-Powiedział do niej i skrzywił usta, bynajmniej nie w uśmiechu.

Fler - 2010-04-02 20:54:16

*Zaśmiała się bezradnie, ale szczerze i w sumie z prawdziwym rozbawieniem. Mężczyźni delikatni są, a  prócz tego własne dzieci… no może nie własne, i nie takie znowu dzieci, ale jednak – pomysłowe* Przynajmniej szybko nie jechał skoro drzewo wyrosnąć zdążyło! Ostrzożny jest! *krzyknęła w stronę Tangów, a  potem jej miodowe oczy zatrzymały się na na „nieuśmiechu” Zina* Po prostu nie pasujecie do siebie charakterologicznie *stwierdziła lekko, jakby to było najoczywistsze na świecie. Bo i było dla niej. Ona była generałem zafascynowana. Niesamowita osobowość. No ale nie dziwota, ze nie pokazał Zinowi swoich dobrych cech skoro rozmawiali o „rewolucji w dziedzinie kosmonautyki”.* Może idź się żonie zamelduj… *Doradziła szczerze, bo jakby nie było – ona by się na Seco wściekła gdyby poleciał gdzieś bez jej wiedzy* A w razie jakby postanowiła mścić się głodzeniem, to u mnie w domu palą się steki *mrugnęła okiem wesoło*

Zindarad - 2010-04-02 21:05:41

-Pamiętam jak na Coruscant Tracyn prawie rozpieprzył mój speeder.-Wyszczerzył zęby. Pamiętał tą zabawę jak dziś. Obrzucanie galaretką, jazda na speederze i wariacje Tanga. To były piękne czasy. Zin spojrzał na Fler.-Może i tak. Mimo wszystko, to dziwny typ.-Powiedział do niej. Kiedy napomknęła o Temenie, Zin przytaknął jej i odrzekł.-No właśnie. Szefowa mnie zabije.-Powiedział do niej i wyszczerzył zęby. Kiedy szela wspomniała o stekach, Zinowi zaczęła cieknąć ślina z pyska. Kiedy to on ostatnio jadł steki. Żona jedynie przygotowywała jakieś żarło puszki.-Moja to jedynie na konserwach się opiera. Smakują jak...jak...cholera wie co.-Przeszły go dreszcze i można być pewnym, że Zin skorzysta z tej okazji. Kobdar kiwnął jej głową z uśmiechem i ruszył w kierunku swojego statku, coby zameldować Temenie, że jest cały i zdrowy, a przy okazji, coby się z nią nieco pokłócić.

Fler - 2010-04-02 21:14:48

*westchnęła głęboko, patrząc jak się Zin oddala. Ona tam wolała się nie kłócić. I co z  tego, ze ona obiady gotuje jak Seco i tak i tak jest chudy. No ale nic, trzeba się spieszyć, bo nie ma co liczyć ze Seco zadba by się miecho nie spaliło. No i poszła do domu. Zin jak coś droge zna*

Zindarad - 2010-04-03 14:19:47

Po rozmowie z Fler, Zin odbył poważną rozmowę z Temeną. Oczywiście nie mówili o tym co ich trapi i w ogóle, lecz Zin powiedział, że na jeden dzień mają iść mieszkać do Tanga, coby Zin mógł polecieć na Widmo. Temena zrozumiała, że to ważna sprawa i poddała się bez walki po czym rankiem poszła z Varienkiem do domu Tanga. Zaspany Zin stanął na trapie z kubkiem kawy w dłoni. Żłopał ją powoli, bo gorąca była. Owszem ubrany był, umyty i ogolony, ale nadal miał oczka zmrużone, tak jakby miał za chwilę iść spać. Noce na tej planecie są takie krótkie. Zin upił kolejny łyk kawy i oczekiwał przybycia Fler i Dżonego. Oby nie zrobili bałaganu, bo ostatnio cała rodzinka sprzątała tą maszynę.

Fler - 2010-04-03 14:32:04

*Fler znowu niczego nie rozumiała… Było jej powiedziane, ze Temena i Varien przyjdą na ten czas do Seco mieszkać, wiec wypieściła swojego chłopa, co by się za drugą w głowie nie miał brać, poza tym „czegoś” potrzebowała, a i Seco – wiedząc – się starał no i przy okazji Fler została rozgrzana tak, ze sama mogłaby robić za silnik. Niestety ostygło to wszystko kiedy w nerwach czekała na Temenę, odwlekając przez to chwile spotkania z Zinem, bo jak to tak…a  potem zobaczyła przez okno jak ci lazą do tanga. Eh, zero honoru!
Pożegnawszy swoich chłopów, radosna że przezyła noc z aktywną droideką, załadowała torbę na ramie Dżonego, i tak razem wyszli z domu i za jakiś czas już dobijali do Zinowego jachtu. W chodny poranek miała na sobie kurtkę z błyszczącej skóry, a  pod kurtką elegancką „wyjściową” sukienkę. Włosy upięte w gustowny kok, na szyi apaszka* A co ty taki zaspany? *Przywitała się*

Taken - 2010-04-03 15:30:02

*Nagle na horyzoncie pojawiła się wysoka postać o pomarańczowym odcieniu skóry, co zwiastowało nadejście jedynego kel dora w okolicy, czyli Takena. Szedł szybko w kierunku pojazdu Zina, a z jego ruchów można było wywnioskować, że jest wyraźnie spięty i coś się musiało stać. Starał się jednak zachować spokój, co udawało mu się połowicznie. Gdy już dotarł na odległość swobodnej komunikacji to przemówił wyraźnie, spokojnym i opanowanym głosem przeczącym mowie jego ciała* Witajcie. Słyszałem, że wybieracie się na Widmo... mogę się zabrać z wami? Mam pewną sprawę do załatwienia... *Jak chyba każdy, kto leciał na ten okręt. Tyle że jego "sprawa" nie obejmowała Generała a mistrza Windu i szeroko pojęte sprawy Zakonu.*

Fler - 2010-04-03 15:41:12

*Zanim jednak Taken przyszedł, Fler stała, z pięściami w talii i czekała, czekała, czekała, bo Zin widać za wcześnie wstał i teraz spał na stojąco, a co za tym idzie nie było z nim kontaktu. Fler denerwowało to cholernie, mówi co innego, robi co innego, a  teraz jeszcze będzie powodem jej spóźnienia, bo oczywiście skontaktowała się z Widmem i zapowiedziała przybycie i zbliżoną godzinę podła. Kiedy ujrzała Takena odetchnęła z ulgą. On przecież też ma statek* Zin, cholero, jak natychmiast się nie obudzisz, to lecę z nim! *warknęła, czując za sobą zbliżającą się aurę Kel Dora. Dżony odwrócił się i wyrecytował standardowa formułkę powitalną* Cześc *przemówiła, odwracając się.* Nie wiem, czy wylot dojdzie do skutku…

Zindarad - 2010-04-03 15:46:43

Zin ocknął się momentalnie. Potrząsnął głową i otarł oko.
-Co? Mamo? Ja mam wydoić dzisiaj nefra?-Spytał jeszcze przez sen i po chwili spojrzał na Fler. Tak, wylot. Zasnął podczas rozmowy z Fler. Co za nietakt. Upił łyk kawy i spojrzał na Takena, bo jego akurat usłyszał.-Pewnie. Wsiadaj.-Powiedział do niego i lekko się uśmiechnął. Po chwili wykonał gest zapraszający do środka i ponownie upił łyk kawy. Zin po chwili zniknął gdzieś na pokładzie, udał się do kokpitu. Kubek z jego świętą kawą położył na podstawce do napojów. Włączył wszystkie instrumenty pokładowe. Komputer zapikał, zapiszczał, prawdopodobnie był gotowy do użycia.

Taken - 2010-04-03 15:52:49

*Był lekko zdziwiony tą sytuacją, Fler sobie stała i czekała a Zin najwyraźniej zasnął na stojąco... zaczął się zastanawiać, czy dobrze robi zabierając się z nimi, bo jednak nie miał zaufania do człowieka.* Właśnie widzę... *Mruknął tylko patrząc to na nią to na niego. Nie miał przy sobie bagażu a ubrany był w luźny strój nie krępujący ruchów. Jego miecz świetlny przypięty był do pasa, co było rzadkością bo zazwyczaj był on ukryty w jakieś specjalnej kieszonce. Gdy już się wydawało, że odlot nie dojdzie do skutku to szanowny pan inżynier raczył się ocknąć* No to świetnie... *Powiedział i puścił Fler przodem po czym sam zapakował się na pokład. Ale gdzie miał iść to nie wiedział*

Fler - 2010-04-03 16:01:54

*Skrzywiła twarz przymykając przy tym jedno oko* Jesteś pewien ze wystarczająco się obudziłeś, by podjąć się tak odpowiedzialnego zadania jakim jest lot? My powierzamy ci nasze życie, Zin! *przypomniała, bo takie zachowanie przyprawiało ją o dreszcze. Skinęła głową Takenowi w wyrazie uznania i ruszyla. Dżony podreptał na koncu, objuczony bagażem swojej Pani* Dlaczego nie schowałeś miecza? *Zapytala cicho, kiedy Zin znikł z pola widzenia. Sama tez wiozła miecze, ale w innym celu. Kiedy weszli rozejrzała się, w koncu ten statek to dom rodziny Kobdarów. Tak…a  ona swojemu kazała wczoraj ciemną nocą kanape ze strychu targać, bo ta rodzinka pomniejszona o jeden miała u nich pomieszkiwac… Cóż, widać Pani Temena lubi wybrzydzać, u Fler miałaby tylko jednego a  u Tanga aż sześciu i to wszystkich własnej rasy. Zaśmiała się i skarciła się w myślach*

Zindarad - 2010-04-03 16:09:05

-Spokojnie. Ta kawka czyni cuda.-Powiedział jeszcze trochę zaspanym tonem. Chwycił za kubek z kawą i upił łyk. To wyraźnie podziałało na Zina. Otrząsnął się, przeszły go dreszcze, a oczy otworzyły mu się szeroko. Kawa była cholernie mocna najwyraźniej, zaparzona po Alderaańsku, tak jak w jego rodzinnym domu. Zin przekręcił kilka pokręteł. Nacisnął kilka guzików i pociągnął za dźwignię tuż obok jego prawej ręki. Silniki zaczęły dudnieć głośno, aż w końcu dało się usłyszeć harmonijnie działający silnik, który wydawał przyjemne dla ucha dźwięki. Zin zamknął drzwi i machnął ręką do nich.-Tutaj, tutaj jestem. Siadajcie i zapnijcie pasy.-Powiedział do nich i chwycił mocno za stery. Poderwał maszynę do góry i schował podwozie. Czekał tylko aż usiądą na swoich dupach łaskawie i zapną pasy, coby im się żadna krzywda nie stała podczas lotu.

Taken - 2010-04-03 16:12:14

*Cóż, Taken się nie obawiał o kondycję Zina, w razie czego on przejmie stery i jakoś dolecą do celu. Co prawda mistrzem pilotażu to nie był, ale z czymś takim da sobie radę... zapewne* Lecimy na Widmo, tam wszyscy wiedzą, że jestem Jedi... nie ukrywam tego *Miecz świetlny był symbolem Zakonu i Taken nie widział potrzeby by się tego wstydzić, jeśli przebywał w gronie zaufanych osób, a załogę Widma w jakiś sposób uznawał za godnych zaufania. W końcu Generał nie mógł sobie pozwolić na szpiegów we własnych szeregach* Poza tym, ta rękojeść to moja duma i moje życie, więc poza oczywistymi miejscami nie mam zamiaru go ukrywać. A teraz chodź, bo tutaj to nie jestem pewien bezpieczeństwa... *Ruszył powoli korytarzem aż usłyszał głos Zina, który zachęcał ich do przejścia do kokpitu. Tak więc skorzystał z jego zaproszenia i siadł w fotelu, zapinając pasy, bo nigdy nie wiadomo jak on będzie pilotował.* Tylko proszę, nie zabij nas, dobrze?

Fler - 2010-04-03 16:22:44

*Jakoś nie miała najmniejszych nawet obiekcji co do konieczności zapięcia pasów. Tak jak i w statku Tanga, tak tez tutaj, tutaj może nawet jeszcze bardziej, bo została ostrzeżona. „Zapnij pasy” to polecenie które ona wykona zawsze. Zerwała z ramienia droida swój bagaż i przytwierdziła biodra do urządzenia do siadania, czecz jasna po uprzednim dotarciu do odpowiedniego miejsca* Dżony, leżeć! *Krzyknęła, ciągnąc w pośpiechu te czarne sznurki by się nimi ciasno obwiązać, aż gały na wierzch wyjdą. Dżony zaś wykonał swój popisowy numer – dezaktywował się, zwinął do koła iż  łoskotem upadł na bok. Tak będzie bezpieczniej dla niego…*

Zindarad - 2010-04-03 16:29:53

-Pasy zapięte? Zapięte. Kawka jest? Jest. To lecimy.-Powiedział do nich i pociągnął za drugą wajchę, która pewnie odpowiadała za dawkowanie mocy do silników. Zin pociągnął ją niemal do końca. Postawił statek w pozycji niemal pionowej i z dość dużą prędkością zmierzał ku przestworzom. Na dodatek Zin uruchomił również radio, w którym były grane piosenki z gatunku reagge. Zaprawdę dziwny to człek. Łyk kawy go obudził, doi nefra we śnie. Można się tylko załamać. Kobdar dla popisu zrobił kilka szybkich manewrów, poruszając gwałtownie sterami. Po chwili Zin pociągnął wajchę do końca, na siłę i silniki ukazały cały swój potencjał. Poruszali się z prędkością bliskiej prędkości dźwięku, co dla statku takiej klasy jest niemal niemożliwe. Pewnie inżynier grzebał w tym statku, stąd ma takie osiągi.

Taken - 2010-04-03 16:33:54

Już się boję... *Mruknął do siebie i tak dla pewności jeszcze raz sprawdził pasy. Nie lubił brawurowego pilotażu, bo uważał go za zbędną głupotę, dobry pilot nie musi się popisywać, a ten który to robi jest raczej kiepski i próbuje to akrobacjami nadrobić* Ster ci się rozregulował czy widzisz podwójnie? *Mruknął gdy statek zaczął się dziwnie trząść i złapał się pewniej za oparcie, bo nigdy nic nie wiadomo z pilotem szaleńcem. Oby tylko szybko skoczyli w nadprzestrzeń, bo tam nie można robić popisowych manewrów. Tylko lecieć prosto do celu...*

Fler - 2010-04-03 16:43:20

*Poczuła, ze jej śniadanie zmieniło zdanie i chce wyjść. Złapała się za twarz i dostała nagłego wytrzeszczu, piszcząc przy tym jakoś tak krtaniowo. Nogi podciągnęła pod brodę. No koszmar!. Przełknęła z wysilkiem i odeszło jej. Jęknęła na wdechu, zasłaniając rękami teraz dla odmiany oczy* O Stworzycielko Maasaan, czuwaj nad nami, o dobry Shrupacku chroń nas… o… ZIN, PRZESTAŃ, CHCESZ ŻEBYŚMY SIĘ PORZYGALI?! *wrzasnęła z calą mocą swoich całkiem pojemnych płuc, po czym – oparłszy się ramiona jej opadły a ona spojrzała w bok, na Takena w taki sposób jakby miała się rozpłakać. Jak to ma być taki silnik to ona będzie go generałowi odradzać. Nie po top się wydaje tyle kredytów na komfort lotu, by się w czymś takim mordować. A jak Zin kiedyś przez przypadek powie na głos o niewykorzystywaniu silnika na jakimkolwiek statku, to Fler go zadusi!* Ja już nie chce na Widmo, chce do domu…

Zindarad - 2010-04-03 16:51:17

-Przecież ja lecę spokojnie.-Wyjaśnił jej i wyrównał maszynę. Zin nieco poprawił czułość sterów, co sprawiało, że maszyna była nieco zwrotniejsza. Ostre manewry to dla niej pikuś.-Pokazać wam beczkę?-Spytał z wyszczerzeniem zębów w głosie. Bujał się w rytm muzyki i oparł się lewą ręką o podłokietnik, zaś tylko prawą sterował statkiem. Było to bardzo proste ze względu na czułość sterów. Zinuś bujał się w rytm muzyki, powoli zaczęli opuszczać atmosferę. Przez tarcze energetyczne prawie tego nie było czuć. Przez błękitne niebo przebijały się pierwsze czarne plamy i gwiazdy. To oznaczało jedno, prawie są w kosmosie. Przeogromnym kosmosie. Zin pociągnął nosem i podrapał się po głowie. No cóż. Odbił maszynę w prawo. Zin szybko zaczął obsługiwać urządzenia, mające na celu wyliczenie skoku w nadprzestrzeń. Zin zwolnił nieco statek. Czekał, aż komputer dojdzie do odpowiednich namiarów.

Taken - 2010-04-03 16:58:02

*Cóż w innych warunkach to Taken z chęcią porozmawiałby z Fler o jej poglądach dotyczących bóstw w świetle jej wiedzy o Mocy, ale obecnie to miał na głowie tylko dotarcie na okręt Widmo* Porzyganie się w moich warunkach będzie co najmniej... niekomfortowe, wiec z łaski swojej leć ostrożnie... *"Nim załoga się zbuntuje" - dodał w myślach i zamknął oczy. Kel dorianie byli całkiem dobrymi pilotami, o czym świadczył między innymi Plo Koon, ale Taken jakoś nie przejawiał żyłki do agresywnego lotu.* Żadnej beczki, żadnych głupich popisów... szczęśliwe dotarcie do celu w jednym kawałku to nasz cel... *Mruknął Taken, mając głęboką nadzieję, ze ten świrus i wielki dzieciak się uspokoi. Bo jak nie to cóż, dojdzie do buntu załogi*

Fler - 2010-04-03 17:02:06

Nie! *Odpowiedziała, chwytając się odruchowo dłońmi za podłokietniki tak mocno ze kłykcie jej pobielały. Dobrze, ze byli w przeogromnym kosmosie. Trudno się tu o coś rozbić, a nawet jeśli, to może Taken zdąży dolecieć by ratować.
Fler odczuwała ogromny dyskomfort w tej chwili* Może ja wyśle wiadomość do Generała, żeby wyłączyli te maskowanie, bo on nas rozsmaruje na burcie *szepnęła do kel dora. Niestety, jak załoga się zbuntuje to chyba nic to nie pomoże. Będą mogli co najwyżej się do Zina nie odzywać, bo przecież nie odepną pasów w ramach protestu… *

Gen. Qymaen - 2010-04-09 19:17:16

*Nastał dzień nad Mandalore, a właściwie to jasny blady świt, piąta nad ranem, kiedy Tangowi rozwrzeszczał sie komunikator, ale to tak, jakby informował go o rychłym samozniszczeniu planety. Widać ten, który się do niego teraz dobijał miał bardzo ważne powody i nie obawiał się ze Tang odstrzeli mu jaja za to zakłócenie snu*

Tangorn - 2010-04-09 19:22:51

*No piąta nad ranem to jeszcze środek nocy, normalna godzina to minimum siódma, więc humor Tanga po tym gwałtownym i niespodziewanym przebudzeniu nie będzie raczej zbyt pokojowy. Zlazł on zaspany z łóżka, podniósł się z ziemi i pół lunatykując podszedł do stołu, gdzie leżał jego komunikator. Nawet nie spojrzał skąd przychodzi wiadomość. Od razu odebrał i na wstępie rzucił* Czego kurwa? Toż to środek nocy jest... *Ton jego głosu nie wskazywał na to, że Mandalorianin jest zachwycony tak wczesna pobudką a wręcz przeciwnie. Niech ten dureń powie co ma powiedzieć i niech spierdala na drzewo*

Gen. Qymaen - 2010-04-09 19:30:50

*Projektor, jakby spieszył się tak samo jak nadawca ożył bez szemrania, bez żadnego zacinania się i wypełnił emiter wyraźną projekcją o dobrej rozdzielczości (choć dla zaspanych oczu to pewnie i tak niebieska plama i nic więcej* Tangorn *wychrypiał głos generała Qymaena, tak jakby nie rozpoznał do koncha i po części pytał, ale widać na tyle był pewien przypuszczeń, ze kontynuował za ciosem, nie zrażając się przywitaniem. Szkoda czasu* Zmiana planów. Atak na Strażniczkę przeprowadzicie dzisiaj. Nadążyła się bardzo dogodna ku temu okazja, która już się nie powtórzy. Strażniczka ma drobną awarię, jej pancerz będzie osłabiony. Zbieraj ludzi, wysyłam ci wszystkie dane. Atak na „Dominatora” poprowadzi zaufany wojownik a’juat z Kalee. Dostajesz jego namiary razem ze wszystkim. *zakończył, po czym zmrużywszy oczy przekręcił łeb jakby pytał: no a teraz jak humor?*

Tangorn - 2010-04-09 19:35:37

Ja pierdolę... *Mruknął gdy w końcu rozpoznał głos i tą właśnie niebieską, półprzezroczysta plamę czy chmurę. W tej chwili naszła go refleksja, czy aby czasem nie wspominał Generałowi, że może do niego dzwonić o każdej porze dnia i nocy? Na przyszłość należy pominąć ten wątek, zbyt szkodliwy dla zdrowia. A słysząc wieści powtórzył to swoje*Ja pierdolę... *Cóż, zaspany był i mózg dopiero zaczął mu pracować, więc nie ma się co dziwić. Ciekawe, czy generał w ogóle sypiał? To była ciekawa kwestia...* Będę musiał sobie przygotować Wulkan a potem jazda z tym. W dwie godziny będę w stanie zebrać wszystkich i wyruszyć. No a dane się przydadzą... *A o humor lepiej generał nie pyta, bo chyba widać po jego zaspanej i niewyraźnej mordzie... znaczy twarzy.*

Gen. Qymaen - 2010-04-09 19:41:49

*Zdecydowanie ciekawa kwestia, ale w tej chwili raczej nie czas na to. Trudno było stwierdził po hologramie ale wyglądał na wyspanego. Cóż, na pewno bardziej niż Tang* W porządku, wysyłam ci statki i droidy, zgodnie z ustaleniem. Mają opracowane przez Cochrel maskowanie ale nie polegaj na nim za bardzo. Haris zaczeka na was z atakiem. Powinniście wkroczyć na pokłady w  tym samym czasie *Generał nie zapytał, bo szkoda czasu na gadki, ale chciałby, bo jemu na przykład humor bardzo się poprawił, ze to już dziś*

Tangorn - 2010-04-09 19:48:25

*No a Tang wolałby planowy rozkład, ale jak wiadomo, nawet najlepszy plan nie wytrzyma próby czasu, ten też nie wytrzymał, więc trzeba działać jak najszybciej. Na początek Wulkan, czyli napój dającego takiego kopa, że przez 24 godziny się nie zaśnie. Ale lepiej go wziąć przed sama akcją* Dobra... roześlę wiadomość do wszystkich zainteresowanych. Plan ataku już opracowaliśmy, po przylocie wprowadzę wszystkich w szczegóły... ale dane wywiadu się przydadzą, o ile będą poprawne *W co Tang wątpił, bo jak mówi stare wojskowe powiedzenie, nie należy wierzyć w trzy rzeczy: jutrzejszą prognozę pogody, w menu w kantynie oraz w dane wywiadu*

Gen. Qymaen - 2010-04-09 19:55:40

Wysyłam ci wszystko, co mam sam. Zna to Haris, ty tez się zapoznaj. Sheelal, bez odbioru *I holo znikło. Co tu przedłużać*

Tangorn - 2010-04-16 22:29:14

*No i tak też drugi statek wylądował, co wzbudziło zainteresowanie klonów oczywiście, bardziej niż Zinowe lądowanie. Tak wiec Ven ruszył przed siebie, w kierunku tego nowego statku, z karabinem gotowym do akcji, no i oczywiście pojawił się też Malkit, bo jakże by inaczej* Dodałeś mi otuchy mały... ale lepiej stań z tyłu, ubezpieczaj moje tyły. To ważne zadanie, bez wsparcia nie da rady nic zrobić... *Było to taki subtelne "odsuń się", bo nigdy nic nie wiadomo, kogo tam Zin przytargał. Cholera go wie... Klon podszedł do statku i z bronią gotową do strzału krzyknął do włazu, ale nic nie zrobił na razie, niech sobie pomyślą, ze to najzwyklejsza farmerska Mandaloriańska wioska, gdzie wszyscy maja karabiny pod ręką*

Zindarad - 2010-04-16 22:33:18

Zin otworzył drzwi, stanął w progu i zauważył jak dwójka klonów skrada się do statku Aidana. Zaśmiał się cicho i patrzył na ich poczynania.
-Może pomóc?-Spytał z wielkim uśmiechem. Pokręcił głową i założył ręce na klatce piersiowej. Nic tylko patrzeć na to widowisko. Polizał usta, w końcu postanowił, że usiądzie sobie na trapie. A co! Przecież nie będzie sobie swoich pięknych nóg męczył.

Malkit - 2010-04-16 22:40:42

Tak jest! *odparł ochoczo Malkit i zaraz bardzo profesjonalnie, z  wręcz baletowym wygięciem się do tylu, znalazł się za klonem, i tylko zza jego boku wyzierała gadzie główką, na której to się  determinacja i upór mandalorianski rysował. Grzywka hasała mu na czole, ogon za małym gadem trzaskał jak bicz. On naparwde przezywał to podchodzenie do obcego statku…*

Aidan - 2010-04-16 22:42:21

Aidan jeszcze nigdy nie był na Mandalore, nigdy nie miał po co tu przylatywać. Zawsze kiedy znajdował się w nowym miejscu stawał się czujniejszy i uważniej obserwował otoczenie, również przez moc. Zanim sprawdził co słychać u Viriny wyczuł poprzez Moc skradającą się dwójkę klonów. Jako iż śluza wejściowa była otwarta postanowił ich o tym powiadomić.
-Panowie, panowie! Śmiało wchodźcie, nie macie się czego obawiać. -krzyknął uśmiechając się lekko.

Tangorn - 2010-04-16 22:47:42

*Ven nie należał do grona osób naiwnych ani łatwowiernych,  więc stał nadal przy wyjściu, a Drala wyczuć nie mógł zapewne, gdyż ten leżał ze trzysta metrów od nich ze snajperką w ręku, jedynie Malkit był w pobliżu.* Preferowałbym, by pan opuścił swój środek lokomocji i wyszedł na zewnątrz. *Powiedział na tyle głośno i stanowczo, by go usłyszał. Nadal stał ze swoim karabinem blisko włazu, z dala od linii strzału swojego brata, więc w razie czego będzie on ubezpieczany. Szkoda tylko, ze nie ma tutaj pełnego składu, bo wtedy to przyjęcie powitalne było na prawdę wystrzałowe.*

Virina - 2010-04-16 22:50:06

*Jeszcze uznają to za zasadzkę, co najlepsze nie będzie... Virina zaś przeciągnęła się, alkohol nieźle wyprowadził ją z równowagi. Z kacem, czyli wielkim suszeniem, skołowaniem i gigantycznym bólem głowy. Wstała z łóżka i z nieco roztrzepaną fryzurą, bardziej przypominającą kłosy owsa po huraganie, oraz podkrążonymi oczami wyszła z sypialni. Wyczuła, że coś zbliża się do ich statku skierowała się więc do wyjścia trzymając za sobą, w dłoni miecz. Była już przy drzwiach, wyczuła, że istot jest dwie, do tego, że Zin wszystko obserwuje. Przypięła więc miecz do pasa i zasłoniła owy materiałem swojej tuniki. Stanęła na progu śluzy i popatrzyła na dwie istoty celujące do niej z blasterów. Ponadto światło nieco ją oślepiło, co spowodowało, że dziewczyna śmiesznie zamrugała.*
O żeż... nigdy więcej tego trunku... *powiedziała bardziej do siebie...*

Aidan - 2010-04-16 22:54:01

-Ehh... -westchnął wzruszając ramionami. -Chwilka tylko się przygotuję. -dodał. Po chwili ruszył w stronę szafki i wyjął z niej swoje ubranie. Nie lubił w nim latać, wolał używać go tylko na ziemi. Zarzucił tunikę na siebie, dopiął wszelkie zatrzaski, przypiął miecz do pasa i osadził dwa pistolety blasterowe w kaburach przy udach. Jeszcze tylko poprawił całość i ruszył na spotkanie. Powolnym krokiem wyłonił się z ciemnego wnętrza statku stając na pochylni. Ukłonił się lekko i ułożył ręce tuż pod klatką piersiową jakby chwytał się za brzuch, typowe dla Jedi.

Zindarad - 2010-04-16 23:03:08

Zin stał, gapił się i śmiał się. W końcu miał z czego. Dwóch Jedi, dwa klony i Malkit. To połączenie jest śmieszne, jak i zarazem tragiczne. Inżynier myślał, że z klony z marszu będą prosić o rozbrojenie, a tu proszę. Pełna kulturka, nie to co zrobili Zinowi. Wtedy jednak był pełen skład i było bardziej...wystrzałowo.
-Te właśnie. Gdzie jest reszta?-Spytał Drela. Podrapał się po głowie i obserwował całą sytuację. Cóż. W końcu było na co popatrzeć.

Malkit - 2010-04-16 23:04:33

*pierwsza istota – Ven, owszem, natomiast drugą był sięgający klonowi do mostka dzieciak schowany za nim, z  kijem, z którego gotów był oddać ostrzał jakby przyszłą taka ewentualność. Oczka bursztynowe, pełne zacietrzewienia spoglądały na dwójkę u włazu. A kiedy ich ujrzał, wciągnął głośno powietrze nosem, trochę jak jego ojciec* ale pszszylecieli oni, Ven… oni pszszylecieli… to jakieś tepaty! *wolną ręką złapał się za głowę, a potem obejrzał do tyłu, by w  końcu zadrzeć łepala i spojrzeć na hełm klona (o ile go miał, a jeśli nie to jeszcze lepiej)* zjemy ich?

Tangorn - 2010-04-16 23:10:35

*No Ven na głowie miał hełm i zamknięte łącze komunikatora z bratem, z którym co chwilę rozmawiał. Gdy wyszła najpierw kobieta to się nieco cofnął i uniósł karabin a gdy wyszedł kolejny osobnik to już w ogóle stan pełnej gotowości. Pech chciał, ze jeszcze Malkit był* Proszę o zdanie całej osobistej broni na ziemi, wymogi bezpieczeństwa jeśli chcecie przebywać na terytorium klanu Fibal. *Ven był bardziej dyplomatyczny niż A'den czy Tang, którzy walili prosto z mostu "Dawać broń albo spierdalać" a tak dał im szansę na kulturalne poddanie się. A Zin cóż, stal i śmiał się nie interweniując, więc klony robiły swoje, mimo, że było ich tylko dwóch. Stanowczo za mało...* Nie zadawaj głupich pytań Zin tylko gadaj kim są ci chakaare. *Malkit pewnie będzie wiedział, że w tej chwili dwójka Jedi została obrażona w dosyć niewybredny sposób* Spokojnie, rzucimy ich potworom na pożarcie... *Żart czy nie?[/i]

//Uwaga, przestrzegać kolejki! Najpierw Ja, potem Zin, Malkit, Aiden i Virina. Tak jak było na początku, więc nie mieszać. Z góry dziękuję za dostosowanie się. //

Zindarad - 2010-04-16 23:16:44

-To taka dwójka słuchaj. Poznałem ich na Nar-Shaddaa. Przywieźli mi część maszynerii, bo wiesz. Na mojego grata chuja co się mieści.-Powiedział do nich. No cóż. Nie dodał bardzo małego, choć istotnego szczegółu. Ta para jest Jedi i tu jest problem. Tang może nie znieść kolejnej fali filozofów, co skutkuje...opierdoleniem Zina za to, że ich sprowadził. Podrapał się po głowie. Nie wiedział czy uciekać czy nie. W każdym razie postanowił uruchomić Puszkę. Wszedł do statku. Wyciągnął tą kilkukilogramowy dysk i włączył go. Droid wzniósł się w powietrze i obserwował wydarzenie. Zaterkotał, zaświstał i wykonał bączka dookoła własnej osi. Całość była komiczna, widać, że ten droid był robiony w pośpiechu i bez większego namysłu. Droid podleciał bliżej klonów i zaczął skanowanie facjat Aidana i Viriny. Zaterkotał. Znowu. Cholera wie co on chce powiedzieć.

Malkit - 2010-04-16 23:19:52

*owszem, Malkit rozumiał to słowo, jak i bardzo wiele innych w języku Mandalorianskim, z  którymś stykał się na godzien, a był dzieckiem wyjątkowo bystrym. I jak każde dziecko, na dźwięk brzydkiego słowa ożywił się i zaśmiał. Przeszedłszy jak jaszczurka z drugiej strony klona, zarzucił swoją „broń” na plecy, i oparłszy się łapkami o pancerz Vena, wyglądał zza niego turkocząc jak jakiś rozbawiony ptaszek. Kiedy droid przeleciał koło niego, pacnął powietrze łapką jak sprowokowany zabawką kociak i syknął pięknie, ale zaraz potem znowu się uspokoił i znowu turkotał, obserwując zajście*

Aidan - 2010-04-16 23:27:30

Aidan na prośbę Tanga wyjął oba blasterowe pistolety z kabur i powoli położył je na ziemi.
-Proszę, oto moja broń. -powiedział i spokojnie ponownie się wyprostował i stanął jak poprzednio. Nawet przez myśl nie przyszło mu oddawać miecza. Dla Jedi był on niczym część ich ciała. Nie rozstawali się z nim na krok. Z resztą, kto by się tym przejmował. W prawdzie nosi tunikę, ale wielu dyplomatów nosi podobne, więc na razie nic nie wskazywało na to by klon czegoś się domyślał. Poza tym Zin nie powiedział mu jaką profesją pałają się Aidan i Virina, więc po prostu wolał poczekać na dalszy bieg wydarzeń.

Virina - 2010-04-16 23:31:19

Że co? Broń?! Tak... nie mam co do roboty tylko brać broń od razu po wstaniu z łóżka! Przestańcie lepiej gadać bo trzeba wypakować ten złom z ładowni! *Powiedziała, ale jej własny, dość cichy głos, wydał jej się krzykiem.*
O żeż... moja głowa... *stwierdziła łapiąc się rękami za głowę... i faktycznie, blasterów to przy sobie nie miała.*

Tangorn - 2010-04-16 23:37:56

*To nie był Tang, ten to chlał z Seco gdzieś w cholerę daleko stąd, opłakując swoja urwaną nogę. Chyba... Ven przez przypadek zostawił otwarty kanał komunikacyjny i zaraz też rozległ się głos innego klona, dosyć donośny* Nie no ner vod, zostaw ich, po blasterach już od razu widać, że amatorszczyzna i się nie znają na niczym... by Brex tu był to by ich wyśmiał... eee... zostawiłeś otwarty kanał? Shabla... *I się od razu rozłączył a gdyby ktoś mógł patrzeć przez jego wizjer, to by zobaczył jak klon wywraca oczami. Skaranie boskie z nimi... i jak tu oni przetrwali wojny klonów?* To żeś sobie grupę wybrał Zin... jakaś di'kutla skacowana dala, drugi di'kut któremu krzywo z oczu patrzy, nic tylko czekać aż ci Tang z protezy do dupy nakopie... *Cóż, klony już wiedziały, ze ich ojcu nogę "urwało" A'den się o to postarał. Oczywiście wszystko przesłane było przez zabezpieczony kanał, a więc nie do wykrycia* No dobra, wyjazd z gratami, nie będę się nad nimi znęcał... to działka A'dena. A ty Malkit nie bój się, tylko przywitaj się z wujkiem Zinem, ci tutaj są niegroźni... *Jednakże nikt nie wiedział o tym, że Dral miał na celowniku ich głowy przez cały czas. Jeden fałszywy ruch i ich mózgi znajdą się na ścianach.*

Zindarad - 2010-04-16 23:43:42

-Co kurwa?! Że niby Tang i proteza? Czekaj, czekaj. Ven! Czy ja o czymś kurwa nie wiem?-Spytał Vena i podrapał się po głowie. Puszka tylko latał od gęby do gęby. Terkotał. Rejestrował coś swoimi beznadziejnymi sensorami wzroku. Chodziły słuchy, że Puszka jest prawie głuchy, ale to tylko pogłoski. Cholera wie, czy to prawda. Zin pokiwał głową i postanowił łaskawie otworzyć ładownię.-Te. Właśnie. Gdzie ja to teraz wsadzę. Pokażcie mi największy budynek jaki macie.-To zwiastowało jedno. Zin przywiózł wszystkie maszyny, które kupił za pieniądze zarobione na kantynie oraz to, co ukradł, gdy uciekał z Coruscant. No ładnie. Teraz to tu się będzie działo. Pan inżynier i jego zabawki. Kobdar ruszył dupę do ładowni. Nacisnął kilka guzików na panelu sterowania wózkami repulsorowymi. Po chwili wszystkie wyjechały i zameldowały się pod statkiem. Niektóre urządzenia budziły respekt. Nie dość, że duże to jeszcze tyle w nich pokręteł, dźwigni i przycisków, że przyprawiało to o zawrót głowy.

Malkit - 2010-04-16 23:45:58

oooo! Ta pani ma kaca! *zauważył twórczo Malkit, bo jakby nie było wszechstronne wykształcenie odebrał, nie raz obserwując skacowanych wujków no i ojca oczywiście, który to był pierwszym, wzorem. Malkitowi to co widzi, bardzo się podobało. Kiedy Aidan płozy klastery na ziemi, gówniarz drgnął, a potem zaraz roześmiany podniósł łepek* oooo, wujek nakopie w shebs? A ja tez będę mógł nakopać? *zastrzygł uszkami, i po chwili już wyszedł zza klona, i opadłszy na cztery łapki pogalopował do Zina krzycząc* Wujeeeek! A wujek Tang ci do dupy nakopieeeee! Uu..u.u.uu.u.u.u.u.u.uuuuuuuu! *I rzucił się galopem w stronę Zina by skokiem go zwalić na ziemie i przywitać bardzo serdecznie*

Aidan - 2010-04-16 23:52:43

W prawdzie miał się czym bronić, ale wolał nie ryzykować. Nie chciał ryzykować życia Viriny i swojego, ale również nie chciał sprawiać kłopotów Zinowi, który w końcu sprawił iż są o krok bliżej spotkania z innymi Jedi. Objął Virinę i cicho powiedział. -Spokojnie, ja z nimi pogadam. -powiedział i wolnym krokiem ruszył w stronę klona. Kiedy był już całkiem blisko ukłonił się ponownie i wyciągnął rękę w geście powitania.
-Aidan... -powiedział spokojnym tonem pomagając sobie Mocą poprzez wytworzenie aury spokoju wokół siebie. W prawdzie nie wiedział czy zadziała to, akurat na tego klona, ale wolał sobie tym pomóc, na pewno nikomu to nie zaszkodzi. -Aidan, a to moja żona Virina. -dodał wskazując dłonią na stojącą przy wyjściu ze statku kobietę.

Virina - 2010-04-16 23:59:05

*Patrzyła na poczynania męża.*
Dobrze kochanie, ale postaraj się nie tak głośno... *poprosiła. Wielkimi oczami patrzyła, jak Malkit wita Zina... czy ona o czymś nie wie? cóż, tak czy siak skierowała się do ładowni, aby powoli zacząć wszystko wypakowywać. A później kilka litrów wody, prysznic i świeże ubranie...*

Tangorn - 2010-04-17 00:06:10

*A Ven się roześmiał widząc to gorące powitanie, ale czego można się spodziewać po Malkicie? Uściśnięcia dłoni? Biedny Zin... a może nie taki biedny* A Tangowi nogę urwało i teraz zapija gdzieś rozpacz z Seco. Ale ma nową, mechaniczna, więc w shebs bym dostać nie chciał od niego teraz... *Tyle mógł na razie powiedzieć, potem się z inżynierem na osobności rozmówi, jak już swoje graty wypakuje. No i jeszcze pozostawała mała, drobna kwestia do omówienia. Ile ta dwójka tutaj pozostanie? Gdy Aidan podszedł do Vena, to ten odwrócił się w jego kierunku, a ze miał hełm na głowie, to nie mógł on dostrzec na co tak na prawdę klon patrzy* Ven Fibal... *Przedstawił się tylko, ale ręki nie uścisnął. Taka specyfika, a to działanie poprzez Moc raczej średni skutek odnosiło, instynkty klona były zbyt mocno wpojone mu podczas dziesięcioletniego szkolenia* Jak długo tu chcecie pozostać? Bo za kilka dni wróci Tan'buir i pewnie pierwszą rzeczą którą zrobi, to nakopie Zinowi di dupy a potem może i wam w ramach promocji. Ostatnio mu humor nie dopisuje... *A jak by mu miał dopisywać z powodu utraty nogi?*

Zindarad - 2010-04-17 00:09:49

-Malkit! Nie!-Krzyknął, ale było już za późno. Zin ważył dość sporo i trudno było go przewrócić, poprzez jego młodzieńczą fascynacją zapasami. Chodził nawet na treningi przez kilka lat i do tej pory pamięta kilka chwytów, które przydają się do samoobrony. Wolał jednak paść na glebę, gdy Malkit uwalił się na niego. Położył się i rzucił.-No siema młody. Co tam?-Spytał z lekkim uśmiechem na twarzy i wytargał jego czuprynę. Na słowa Vena Zin skrzywił usta.-Spokojna twoja rozczochrana, sklonowała łepetyna. Tangowi flachę postawię na Alfa 8 i zapomni o tym.-Wyszczerzył zęby i znowu wytargał młodzieńca.-Koniec tego dobrego. Złaź młody, bo mnie udusisz.-Powiedział z lekkim uśmiechem.

Malkit - 2010-04-17 00:14:39

*Mknąc do Zina tylko raz się na obcych obejrzał. Przywita ich sobie potniej, teraz było ważniejsze ściskanie, ugniatanie mietolenie i podszczypywanie Zina, jak tylko znalazł się w bezpośredniej jego bliskości, a kiedy już zaspokoił swoje żądze powitania, to zeskoczył z Zina i ukając radośnie podszedł do Aidana, by z  nim się teraz zapoznać. Kiedy szedł na czterech łapach przypominał ubrane w spodenki i koszulkę wyjątkowo urodziwe zwierze – zimnokrwistego drapieżnika przypominającego krzyżówkę jaszczura i wilka. Kiedy był już blisko wstał na tylne łapy i teraz przypominał humanoidalnego podrostka. Przyglądał się Jedz  ciekawością…*

Aidan - 2010-04-17 00:19:03

-Jak długo pytasz? To wszystko zależy od tego jak szybko Zin pomoże nam dotrzeć do pewnych osób. Umówiliśmy się, że pomożemy mu przewieść te jego wszystkie graty w zamian za pomoc w skontaktowaniu się z nimi. -powiedział. Wolał nie mówić, że chodzi o Jedi, jeżeli się domyślą to w porządku. Sam jednak nie zmuszony wolał o tym nie wspominać. -Także wszystko w rękach Zina... -powiedział uśmiechając się i spojrzał na Kobdara.

Virina - 2010-04-17 00:22:33

*A ona otworzyła ładownie.*
Zin, a gdzie te Twoje zabaweczki dać? *Spytała patrząc na scenę Aidana z Malkitem...ah to suszenie, z trudem już wytrzymywała, ale cóż, najpierw praca... popatrzyła po wszystkich obecnych, ale jakoś nikt prócz Malkita nie przykuł specjalnie jej uwagi.*

Tangorn - 2010-04-17 00:27:10

*No i od razu cała uwaga Vena skupiła się na Zinie. A że cały czas był w hełmie, to kazał Dralowi pozostać w pogotowiu, po czym rozszczelnił kombinezon i hełm wylądował zaraz pod jego lewą pachą, odsłaniając młodzieńczą twarz klona z pewnymi tatuażami na twarzy.* Zin imbecylu, o kim im powiedziałeś, co? Tylko bez ściemniania,a może jakoś załatwię to z Tangiem, by ci protezy swojej nie zostawił w twojej dupie... wiesz jaki on drażliwy jest, jeśli chodzi o bezpieczeństwo, co?*Nie podobała mu się ta umowa, bo kogo oni znali wartościowego? Generała no i mieli lekkie dojścia do Jedi. Ktoś z nich na pewni*

Zindarad - 2010-04-17 00:31:27

Zin wstał. Otrzepał portki, coby zakurzone nie były przy spotkaniu z Temeną. Ta znowu pewnie go wyzwie, że brudny chodzi. Jak jakiś żul CoCo Town. Inżynier podrapał się po głowie i rzucił.
-Eee. Bez ściemniania, tak? Kurwa...Muszą znaleźć tego łysego czarnucha. Nie Tanga, tego drugiego co z takim małym, zielonym zapierdala.-Powiedział. Za cholerę nie był sobie wstanie przypomnieć ich imion. Kiedy pracował w WAR-ze wiele o nich słyszał, ale teraz? Zinowi nie są oni mu potrzebni, toteż pozapominał o tym. Skrzywił usta. Oni na pewno wszyscy wiedzieli o kogo może mu chodzić.

Malkit - 2010-04-17 00:34:27

*Jako ze Malkit tez nie przykuł niczyjej uwagi, tak wiec nawiązała się uwaga obopólna w kierunku Malkit  - Virina. Dzieciak postawił uszek, opadł na cztery łapki i ochoczo podreptał w stronę kobiety ze znajomą dolegliwością, czyli kacem. Przyszedł, usiadł w pewnej odległości od niej, i wgapiwszy się w jej twarz odezwał się tymi słowy* proszę pani, a  Ty jesteś ładna *po czym oburzony odwrócił łeb i warknął na Zina* To jest mój wujek ten pan! *oczywiście młody wiedział, ze chodzi o mistrza Windu, ale jego też „uwujkowił” sobie*

Aidan - 2010-04-17 00:42:31

-Zapewne już wiesz o kogo chodzi? -zapytał. Miał nadzieję, że Ven wie kim są wspomniani przez Zina "czarnuch" i "mały ziemolny". Aż uśmiechnął się na to jak określił ich Zin, choć w prawdzie było ono bardzo trafne. -Szukamy mistrzów Windu i Yody... -dodał mając nadzieję, że usłyszy z ust klona dobre wieści.

Virina - 2010-04-17 00:45:08

*,,ostrożnie, nie wiemy, jak na to zareagują...'' upomniała telepatycznie męża.*
Zin Twoim wujkiem? Cóż, podobieństwa nie widzę, ale pewnie z charakteru jesteście podobni. Jak Cię zwą? *Spytała patrząc na Malkita, kucnęła przed nim, a dłonią przeczesała włosy...*

Tangorn - 2010-04-17 00:50:15

Zin... *Zmierzył go zimnym spojrzeniem. W co ten się znowu wpakował? Oczywiście, że wiedział o kogo chodzi, ale też nie był głupi, by się od razu do tego przyznawać, nie wiedział jeszcze, że to Jedi. Poza tym oni nie mieli jak się z nim skontaktować, jedynie Fler i Tang mieli namiary. No ale za niedługo powinien ten kel dor Taken przylecieć po swój statek, bo ten tutaj stoi i rdzewieje...* No jakbym się nie domyślił. Może wiem coś o tym, może nie... a czemu mielibyśmy wam pomagać, co? Bo jak na razie to jesteście parą włóczęg, którzy przylecieli tu za Zinem w charakterze tragarzy, przez co mógł was zrobić w konia i skłamać. *Chciał mieć jasna sytuację, a nie takie półsłówka. Zinowi na prawdę się oberwie i będzie musiał się postarać, by Tanga przekonać...*

Zindarad - 2010-04-17 00:55:54

-Te...uważaj sobie. Kanciarz jestem, geniusz jestem, ale kłamcą i szydercą mnie nie nazywaj. Swoją godność mam do jasnej cholery.-Powiedział do niego i puknął się w pierś. No co? Nikt nie ma prawa tak nazywać Zina, w końcu to...prawie uczciwy obywatel galaktyki. Owszem. Ma swoje za uszami, co nie zmienia faktu, że jest dobry w swoim fachu i to powinno się liczyć.-Ven, Ven. Spokojnie. Słuchaj. To są Ci co z latarko-przecinakiem biegają. Jedi.-Dodał po chwili, by wyjaśnić wszelkie nieścisłości. Podrapał się po głowie. Wiedział, że mu się oberwie, póki co jednak. Wolał o tym nie myśleć, może to przejdzie jakoś po kościach. Wszyscy o wszystkim zapomną. Będzie znowu bajecznie, no może nie do końca.

Malkit - 2010-04-17 00:57:13

*Młoda szela, bo takiej, bardzo rzadkiej rasy był Malkit, przekręciła rozkosznie łepek, by zamienić czochranie w pieszczoty. Przednie łapy ugniatał podłoże, jakby był kotem* Ja nazywam Malkit ja! Mój wujek jest Zin i Tang i drugi jeszcze wujek… a mój tata nazywa się Seco a mama Fler. a  to jest Ven, to jest mój brat! Ja mam pięć braciów! Ale ja będę miał jeszcze drugiego brata, takiego małego! *zaczął szerokie sprawozdanie, patrząc jej w oczy* A ty moja ciocia jesteś *zadecydował. Ojciec z rodu Gawila, dzieciak cygański, od razu widać* ty masz droida? Ja mam! On nazywa Dżony i jest bohaterem

Aidan - 2010-04-17 01:03:07

-Zin wszystko wyjaśnił. Rzeczywiście nie ma się co dłużej zwodzić i ukrywać. Jesteśmy Jedi, którzy uszli cało po tym jak rozkazano wszystkim klonom wykonanie rozkazu 66. -powiedział. Próbujemy skontaktować się z pozostałymi Jedi, jednakże aż do tej pory nie mogliśmy trafić na ich ślad. Na szczęście na Nar Shaddaa trafiliśmy na Zina. Tak to wygląda... -powiedział w skrócie zdradzając ostatnie wydarzenia. -Wiesz coś na ich temat? -zapytał.

Virina - 2010-04-17 01:13:42

Ciocią? Cóż, skoro tak. Mam nadzieję, że uda mi się spotkać pozostałych członków Twojej rodziny. *No tak, nie ma to jak być ignorowaną... Popatrzyła teraz na klona, aby spostrzec jego reakcję.*
A Ty, Malkicie, wiesz coś o tych dwóch panach, o których oni mówią? *Spytała patrząc na niego uważnie, ale delikatnie się uśmiechając.*

Tangorn - 2010-04-17 01:16:34

*Ven powoli odwrócił się w stronę zina i zmierzył go wzrokiem* Kurwa, niby sierżant a na strategii wojskowej zna się jak kibel na lotach międzygwiezdnych. Zawsze mówiłem, że cywil i wojsko równa się katastrofie. *Komandos celowo tak prowadził rozmowę by wyszło na to, że jednak nic nie wiedzą i że to było kłamstwo. Po reakcji osób na taka wiadomość można rozpoznać ich zamiary, ale Kodbar musiał popsuć to. Ehh... ciężkie życie klona pośród cywili. A fakt, że to Jedi nie ucieszył go za bardzo, ten epizod miał już za sobą, tak jak i bezmyślne posłuszeństwo im jak i wielbienie, które wbijano mu do głowy podczas szkolenia* Cóż, za niedługo przyleci tu jeden Jedi to sobie z nim pogadacie. Czy padawanem był... cholera tam wie. *No i tak mieli niezła patową sytuację, gdy nagle ni stąd ni zowąd pojawił się inny klon, Dral z tatuażami na twarzy nieco odmiennymi od jego brata. Od razu klepnął Zina w plecy uradowany* Siema... kolejnych dżedajów nam przywiozłeś? Skansen możemy prowadzić... i nie przejmuj się Venem, odkąd dowodzi to zachowuje się, jakby mu wepchnięto kij od szczotki w shebs. A skoro już byłeś na Nar Shaddaa... masz coś dobrego, bo ten di'kut zeżarł nam ostatnie ciasto uj... a polować mi się nie chce, jakieś te zwierzęta takie pokraczne. Brexa do tego trzeba... *Dral miał jak widać bardziej radosne i pokojowe nastawienie niż Ven, który jak zauważył przedtem klon był teraz bardzo zasadniczy* A lubicie kalmariańską operę? Ostatni ich utwór był wręcz fenomenalny!*A Virinę ignorowali, bo siedziała na statku i jakoś ich ciekawość aż tam nie sięgała. Poza tym skacowanej męczyć nie będą, Tang uczył, że człowiek na kacu jest jak umierający, wiec zostawić w spokoju i pójść w cholerę...*

Zindarad - 2010-04-17 01:25:13

-Słuchaj Ven. To żem sierżantem był nie oznacza, że kierowałem oddziałami. Kurwa. Ja wam pukawki konstruowałem i jeszcze kurwa narzekacie. Mam maszyny, ale chuja wam zrobię a nie granatnik.-Pokiwał głową. Nie dość, że zasadniczy to jeszcze tępy jak cholera. Dral był zupełnie inny od Vena to i dobrze im się rozmawiało. Również przywitał się z nim klepnięciem w plecy. Na pytanie o smakołyki, Zin odpowiedział.-No wiele czasu to ja nie miałem, ale zawsze coś się dla waszej bandy sklonowanych shebs znajdzie.-Nauczył się pierwszego słowa w Mando'a. To dobry znak, oj bardzo dobry.-Poczekaj tu chwilę.-Wskazał palcem na statek i Zin znowu znalazł się na statku. Słychać było trzask zamykanych szafek. W końcu tryumfalny okrzyk. Inżynier wyszedł ze swojego statku i wsadził Dralowi paczkę orzeszków i wafli do ręki. Rzecz jasna nie były one zakupione w kantynie. Zin czasem wozi takie rzeczy dla swojego syna, który wprost przepada za słodyczami, a jednak. Wdał się nieco w matkę.-Żryj ile się do gęby zmieści.-Klepnął go ramię i wyszczerzył swoje zęby. Z takimi jak on można było rozmawiać.

Malkit - 2010-04-17 01:28:33

*Malkit spojrzał na klona i tam już zatrzymał wzrok* Ja wiem. Oni są moimi wujkami *tak się składało ze jakikolwiek przyjazny obiekt który staje na drodze Malkita to zaraz wujek, ciocia, brat czy cos jeszcze innego. Sam Malkit potrafił być taki uroczy ze żaden „wujek” mu się nie oprze. A odnośnie ignorowania: niech Virina nie narzeka bo sama lepsza nie jest. Malkit zapytał ją czy ma droida a ona nie odpowiedziała.
Młody Gawila stał, patrzył, dumał i nagle olśnienie* O jejut! Ja musze iść sprawdzić szszy dumukuć nie urasta większy od futacia. Ven! Ty nie pamiętasz już ze szeba zmierzyć dumukucia? Ja ide zmierzę. Ty ciocia drzeczna bądź. Ja zmierzę i wróóóce *i trąciwszy ją pyszczkiem w ramie wstał i pognał gdzieś wgląd osady drąc się przy tym tak ze na orbicie było słychać. Obrał kurs, wystrzelił, i przeciął strzała Zina i Drala dokładnie w chwili kiedy trwało przekazanie orzeszków. Woreczek trafil prosto w otwartą paszcze. A jak wiadomo – szela w galopie równa sie śmigaczowi. Próżno gonić… ale zostały wafelki!*

Aidan - 2010-04-17 01:43:06

Aidan ucieszył się na słowa , które wypowiedział Dral. Niemalże popadł w euforię. Po chwili jednak uspokoił się.
-My się jeszcze nie znamy... Jestem Aidan. -powiedział i ponownie wyciągnął rękę. Po chwili przypomniał sobie jak potraktował go Ven. Już chciał cofnąć rękę, kiedy pomyślał, że byłoby to nie kulturalne z jego strony i postanowił poczekać na to co zrobi Dral.

Virina - 2010-04-17 01:45:56

*Popatrzyła za Malkitem z uśmiechem. Ignorowanie co prawda tyczyło się przekazów telepatycznych do męża, ale cóż... Nie wiedząc, gdzie ma przetransportować maszyny wróciła do wszystkich. Spostrzegła kolejnego nieznajomego, z którym akurat witał się jej mąż.*

Tangorn - 2010-04-17 01:50:59

Tiaa... tylko się przy okazji nie wysadź sam w powietrze. *Warknął na Zina. Klon klonowi nie równy, każdy miał inny charakter i inaczej oceniał ludzi. Dla Vena dzisiaj Zin się nie popisał, a raczej dał przykład swojej lekkomyślnej postawy, ale tak póki co uważał tylko on, reszta klonów różnie go postrzegała, Tracyn uwielbiał, Brex i Dral go lubili a co łaziło po głowie A'dena to nie wiedział nikt prócz Tanga, który akurat Zina tez lubił. Aż tu nagle przebiegł pomiędzy nimi Malkit i zaraz krzyk Drala, który napalił się na orzeszki od inżyniera* Shabla! Ty złodzieju, oddawaj! Moje orzeszki! *Chciał go gonić, ale próżny trud i po przebiegnięciu kilkunastu metrów wrócił z niczym, a raczej tylko z waflami* Noż cholera jasna... już nawet nic zjeść samemu nie można. A Ven ty chuja dostaniesz za te twoje mędrkowanie... ooo a ja jestem Dral *No i ten uścisnął ochoczo rękę, bo się od brata różnił i to bardzo. Ale teraz mieli coś innego do roboty* Dobra ty di'kutasie, że też Seco zacytuję, bierz shebs w troki i musimy z Tangiem pogadać. A ty Zinuś idź do domu numer siedem, tego tam po prawej, o! *Wskazał ręką odpowiedni pagórek na horyzoncie* Tam Temena z Varienkiem mieszkają, w końcu lokal ci znaleźliśmy chuju, że też sam się nie upomniałeś. A teraz bywaj, bo ten tu zaraz was po katach będzie rozstawiał... *No i pociągnął Vena, który był chyba wkurzony i tak oba klony poszły se w cholerę, ale pewnie nikt tego nie widział, ale maleńka kamera szpiegowska krążyła ponad nimi i wszystko nagrywała. Wynalazek podpieprzony z WARu przez A'dena oczywiście...*

Zindarad - 2010-04-18 11:00:27

-Tak to już jest jak się ma tyle obowiązków na głowie, a nie kurwa...opierdalać się całe dnie i orzeszki wpierdalać.-Powiedział żartobliwym tonem po czym wziął się za dalsze wyładowywanie statku. Zin wszedł po prostu do ładowni ich statku, nacisnął kilka guzików na panelu sterowania wózkami repulsorowymi, a one same wyjechały na zewnątrz. Ustawiły się obok maszyn, które wyjechały ze statku Zina.-Póki nie pogadam z Tangiem to siedźcie na statku. Weźcie swoje latarko-przecinaki i czekajcie na ostrzał.-Mówił przerażającym szeptem. Oczywiście żartował sobie, ale chciał im napędzić nieco stracha, coby bali się tej planety chociaż w małym stopniu.-Ja sobie idę do domu. Temenka i Varienek na mnie czekają. Oj...kurwa...mam przejebane.-Pokiwał głową, podrapał się po niej i ruszył ku domowi numer 7, tak jak mu Dral kazał.

Tangorn - 2010-04-18 21:44:14

*Podróż na Mandalore upłynęła spokojnie a Tang poznawał nowy statek i stwierdził, że całkiem niezły. No tylko potem udostępni go ad'ike, by się nim pobawili i po ulepszali. I nagle sygnał dał im znać, ze dolecieli do celu, wiec Mandalorianin udał się do kokpitu, siadł w fotelu pilota i już po paru sekundach znaleźli się w normalnej przestrzeni. Chwycił pewniej stery i skierował frachtowiec ku powierzchni planety. Samo wejście w atmosferę przebiegło bez problemów i już po kilu minutach łagodnego opadania w oddali mogli zobaczyć piękną sawannę, oraz łagodne pagórki. A w tle trzy statki... zaraz kurwa, jak to trzy? Jeden Zina, drugi tego pedała dżedaj a trzeci? Czy on o czymś nie wiedział? Zaraz też przywołał A'dena, który niechętnie wytłumaczył Mandalorianowi o co chodzi, a ten z wrażenia o mało co nie przypierdolił w ten wysłużony prom typu Kappa. Wojskowy prom... Imperialny prom. Noż kurwa! Zaraz też wylądował twardo na ziemi, nie bawiąc się w jakieś ładne, miłe lądowania. Ad'ike kazał tylko wypakować klony, Taken sam se znajdzie robotę a on? Pognał do domu Zina.*

Zindarad - 2010-04-18 23:20:38

Droid Zina o wdzięcznej nazwie...Puszka podleciał do statku, którego drzwi otworzył za pomocą jakieś dziwnej myśli lub cholera wie czego. W każdym razie od razu skierował się do lodówki i wyciągnął z niej butelkę whisky. Zaterkotał. Jak to miewał w zwyczaju, a następnie Puszka wyleciała na zewnątrz. Podleciała szybko do Tanga, obciążona butelką. Zaterkotała, zapikała w jego stronę. Znowu zaterkotała i wykonała swoją ulubioną sztuczkę czyli bączka. Pewnie chodziło o tą butelkę. Tak. Na pewno o nią chodzi.

Virina - 2010-04-19 01:08:28

*Po tym, jak zaopatrzyli się w kilka więcej niż dwie butelki trunku weszli na jego statek.*
No no no... imponujący. Mały, ale przytulny. *Stwierdziła rozglądając się po statku. Cóż, podziękowania od niej z pewnością nie będą tak wyglądały.*
To... gdzie siadamy? *Spytała i popatrzyła na Zina, uśmiechała się przy tym przyjaźnie. A uśmiech ten ozdabiały małe dołeczki w kącikach warg.*

Zindarad - 2010-04-19 01:14:38

Zin nawet nie wiedział jak ona się tak szybko znalazła przy jego statku. Inżynier, żeby utrzymać jej tempo to ostro musiał niemal za nią biec. Zaopatrzyli się w gorzałę. W sumie. Więcej będzie na później. Z uśmiechem na twarzy wszedł do statku.
-Złom stary. Remontu potrzebuje. Wasz mi się wydaje jest nieco lepszy...przynajmniej poszycie ładnie wygląda. Nie to co tu.-Powiedział do niej, aż w końcu wskazął jej dwa wolne miejsca gdzieś w małej kajucie. Była tam mała sofa, stół, na którym można było grać w szachy. Ot. Taka przytulna atmosfera, idealna do przewozu gości wszelakich.

Virina - 2010-04-19 01:17:19

*Uśmiechnęła się.*
Zawsze jakiś kąt do ucieczki od wszystkich. *Odpowiedziała z uśmiechem. Na stoliku postawiła butelki, które ona niosła. Sama zaś usiadła na sofie. Rozejrzała się nieco po tym pomieszczeniu. Po chwili jednak popatrzyła na Zina i słodko się uśmiechnęła.*
Naprawdę dziękuję za to, że tyle dla nas zrobiłeś. *Powiedziała cicho patrząc mu w oczy.*

Tangorn - 2010-04-19 18:41:32

*Następnego dnia po nieco feralnym przylocie A'den spakował niektóre swoje rzeczy i pożyczył sobie pancerz od jednego ze swoich braci, gdyż jego był aktualnie w fazie naprawy. Miał on odprowadzić myśliwiec którym przybyła tutaj Fler na Widmo. Tang wybrał jego, bo był najbardziej odpowiedzialny a Vena i Drala nie mógł tam wysłać, bo jeszcze tam nie byli i mogli by niepotrzebnie narobić sobie kłopotów. A'den jednak najpewniejszy. Nie ma też sensu opisywanie poszczególnych czynności zmierzających do wylotu z planety, bo one są typowe i się powtarzają, a że spokój panował, to bez zbędnych problemów klon wszedł na pokład myśliwca, zamknął owiewkę, wystartował i poleciał. Cała filozofia. Gdy już był na orbicie to wpisał koordynaty do skoku no i skoczył...*

Secorsha - 2010-04-19 23:41:05

*Z nadprzestrzeni wyskoczył lekki frachtowiec i skierował się równym lotem ku orbicie Mandalore. Pilotowi, młodemu kaleeshowi – Seco oczywiście trzęsły się ręce, ale zachowywał niebywale zimną krew. Podróż nie była uciążliwa. Jedynie mogłaby być szybsza… Seco ustabilizował lot, zmniejszył prędkość i znowu sprawdził wszystkie kontrolki, po czym przyspieszył, jednocześnie wywołując na holo Tanga* Tangu… ja lecę… kuhrrwa, uważaj

Fler - 2010-04-19 23:45:24

*Nie miała idealizmu by się nawet denerwować. Próbowała konwersować z A’denem, ale Seco wykazywał taki profesjonalizm, ze przestała, bo – rzecz jasna nic się nie staniec – ale on się może nie dość skupić, gdzieś źle spojrzeć i jeszcze gotów zawrócić na Widmo. Więc milczała, raz po raz tylko wzdychając znacząco.
Wiadomo, Seco się stara, brak praktyki i tak dalej, ale strasznie meczącego. Kiedy dostrzegła planetę przez iluminator westchnęła głośno, z  ulgą* dobrze kochanie było, rozluźnij się trochę *Rzekła łagodnie, wyciągając ręke w bok, by położyć ją na plecach Seco i pogładzić czule*

Tangorn - 2010-04-19 23:49:58

*A'den jak to klon, zachował zimna krew, ale cały czas uważnie obserwował poczynania Seco, co by przypadkowo ich w powietrze nie wysadził. Nigdy nic nie wiadomo, a przypadki chodza po ludziach... i kaleeshach. A gdy wywoływano Tanga na Mandalore to przez jakiś czas nikt nie odpowiadał, a po długim milczeniu w głośnikach rozległo się przeciągłe* Kuuurwaaaa.... wiecie która jest godzina do kurwy nędzy? Środek nocy... kac mnie napie... zaraz... zaraz... Seco ,TY lecisz? O ja pierdole... *Zaraz też można było usłyszeć jakiś szum a potem głośny odgłos uderzenia o coś twardego i przeciągłe "Aaaałłłł!", czyli ze Tang w coś przywalił* Dobra... ląduj kurwa, tylko nie rozwal przy okazji połowy planety... bez odbioru *No i się skończyło. Biedny Seco, pewnie się zestresuje bardziej*

Secorsha - 2010-04-19 23:55:03

*Nastawił się pazernie do głaskania, czyli już się całkiem pewnie czul. Dopóki nie będzie trzeba lądować.  Jak wiadomo – przypadki chodzą po kaleeshach częściej niż po ludziach i innych istotach – taka specyfika rasy, wiec wątpliwości A’dena były słuszne.*
co? CO?! Czy on mi lądować kazał? No zehrro empatii, mógłby chociaż zełgać ze się przejmuje! Ma nakopane w dupę, ja nie dahrruje! *co to oznacza? Ze się Seco i Tang będą tłuc jak debile ostatnie, bo Tang na pewno odda, a  Seco odda na oddanie i już – poszło.
Ale mimo to - statek podchodził do lądowania. Ostrożnie, powoli, ale bardzo poprawnie. Na pewno takim lotem Seco zdałby na licencje!*

Fler - 2010-04-19 23:56:01

[puszczam kolejkę, Fler cierpliwie czeka na lądowanie]

Tangorn - 2010-04-19 23:58:30

*A Tang to stał sobie w samych portkach na swoim dachu i palił coś... palił? Ciekawe co on tam miał? No ale ciemno było strasznie, więc nie do rozpoznania. A A'den dla bezpieczeństwa siebie i reszty to odpiął się i stanął za fotelem pilota, by pilnować kursu. W końcu całkiem dobrze latał i chyba dlatego Tang kazał Seco lądować, bo wiedział, że w razie czego klon uratuje sytuację po prostu*

Secorsha - 2010-04-20 00:04:37

*Podchodząc do posadzenia statku na stałym gruncie zaczął cmokać, kląskać, gwizdać i ogólnie werbalnie się wyładowywać, w końcu – śmiać się jak wariat i bredzić coś o bogowie wiedzą czym. Ale krążył pięknie, robiąc coraz mniejsze koła coraz niżej. Światłami oświetlał poletko na którym miał osiąść. Był przygotowany i nieźle se radził. Wreszcie – stało się. Pasażerowie nic nie poczuli. Seco dosłownie sflaczał na fotelu. Oparłszy łeb o oparcie zadarł go i spojrzał na A’dena za nim* to mnie za duzo kuhrrde kosztuje

Tangorn - 2010-04-20 00:07:52

*No a oaza spokoju A'den stał cały czas za nim i nie komentował. W ogóle nic nie mówił, by go nie rozpraszać. Ale jak na pierwszy lot to sobie nieźle radził. Ciekawe ile tez on się uczył pilotażu? A'denowi zajęło to aż dwa tygodnie. Ale on miał perfekcyjną pamięć i zdolności do nauki... a Tangowi to wyszło dopiero po dwóch latach z tego co pamiętał... ale ten to zawsze oporny na naukę był i jak widać po jego sposobie pilotowania to do końca mu to zostało, bo jego lot to bardziej brawurowy, czyli głupi i bezsensowny być nie mógł* No to gratuluję Seco pierwszego lotu. *Poklepał go po ramieniu, ale to prawda, za dobrze to on już nie wygladał*

Secorsha - 2010-04-20 00:13:05

*Odetchnął głęboko, wypuszczając powietrze długim gwizdem, po czym odpiął pas* dzięki… właściwie wiesz, on sam leciał, a ja to się tylko tu sthrresowałem… *jakby nie było wszystkie statki cochrelu były sprawne i niezawodne, wiec taki lot to śmiech i kpina. Tanga statkiem Seco by nawet nie wystartował. Ba – nie uruchomiłby go. Zdjąwszy kask spojrzał przez iluminator. Ciemno… fajnie, prześlizną się do domku i od razu w wyrko się wpakują a rano pójdą do tanga po Malkita* dobhrra, a  tehrraz cicho wyłazimy, bo noc jest i nie możemy Tanga obudzić jeszcze bahrrdziej…

Fler - 2010-04-20 00:17:07

Nie wiem, jak można kogoś „jeszcze bardziej” obudzić *wtrąciła swoją uwagę i podniosła się, by podejść do Seco i pogładzić jego biedny, wykończony wysiłkiem intelektualnym jakim był ten lot – łeb* dobrze, chodźmy *I udała się zwiewnym lekkim krokiem w półmrok ładowni gdzie opuściła rampę* Dżony, na dół. I nie tocz się od razu do domu bo jak sigmy zaczną strzelać to się Tang „jeszcze bardziej” obudzi *Droid w ciemności mignął diodami, i nagle łomot limit łomot – stoczył się po metalowej rampie, by tam na mandalorianskiej ziemi się rozwinąć. Fler wcisnąwszy pięści w  talie pokręciła głową. Nie ma to jak prosić o ciszę…*

Tangorn - 2010-04-20 00:22:09

Cóż... on pewnie już gdzieś tam czatuje... *A'den dobrze znał zwyczaje tanga i nie mylił się, bo Mandalorianin zaraz też podszedł do statku, a gdy tylko rampa się otworzyła to odsunął się z drogi Dżonego. Rozbudzony był i nieco zły, więc pal licho już wszystko. Teraz relaksował się przy jakimś dziwnym skręcie, którego wytrzasnął nie wiadomo skąd. Gdy zobaczył Fler to uniósł lekko rękę w geście powitania, a światło z ładowni padło na jego nieogoloną twarz, lekko podkrążone i przepite oczy oraz tą łysinę na czarnym łbie. Nie wyglądał za dobrze, ale czy Tang kiedykolwiek wyglądał dobrze? Po prostu nie dbał o swój wygląd, miał to głęboko w shebs... ale o kondycję dbała była ona bardzo wysoka mimo różnych używek. Może też dlatego, że na Kamino mu musieli wątrobę zoperować i miał praktycznie nówkę nieśmiganą, teraz już trochę zalaną przez alkohol. Niech żyje klonerstwo!*

Secorsha - 2010-04-20 00:28:33

*Seco chwiejnym krokiem przespacerował się do rampy, oczywiście wcześniej podniósłszy dupę z fotela* kuhrrde, czuje się jakbym noghrrmalnie tydzień z  rzędu zalewał i nie wiem już… czy to jest kuhrrde jawa, czy to dhrrugie… *podzielił się z otoczeniem swoim głębokim stanem psychofizycznym. zatrzymał się tuza Fler i podniósłszy rękę do salutu, zanucił* widziałem Taaaangaaa cień…

Fler - 2010-04-20 00:35:02

do góry wzbił się, niczym wiatr… *podjęła za Secorshą a jej kryształowy głos poszybował w ciemność, tworząc na chwile niezapomniane wrażenie tego ulatującego wraz ze strofą pełnego niezwykłości czasu. Tanga cien też… padał do tylu, bo światło ze statku oświetlało jego facjatę wątpliwej jakości. Ta luna wyolbrzymila wszystkie jego estetyczne niedoskonałości. Ale tak to ma się do siebie takie światło. Dżony za Tangiem też wyglądał jak jakaś cerupa po wojnach klonów.
Fler uśmiechnęła się na widok Tanga. Kto by pomyślał. Szła ku niemu powoli, w dłoni ściskając poły sukienki* cześć bohaterze. Czym się dzisiaj trujesz? *zapytała. Mówiła szeptem, jakby nie chciała… „jeszcze bardziej obudzić Tanga”. A odnośnie trucia to chodziło o skręta*

Tangorn - 2010-04-20 00:40:24

*Słysząc o Tanga cieniu powiedział tylko pseudo filozoficznie* Nie pierdol tyle, bo cię wpierdolą motyle... *I palił se dalej, za dużo miał ostatnio przeżyć i trochę się to odbiło na nim. Właściwie jakby przydzielić mu psychiatrę czy jakiegoś psychologa, to ten biedak pewnie po pierwszej sesji polazłby w cholerę, słuchając o przeżyciach Tanga, o których mało kto wie, bo życie to miał raczej ciężkie, ale co dziwniejsze to ono mu się właśnie z tego powodu podobało. Żadnego wciskania kitu o sprawiedliwości, i równości w Galaktyce, tylko syf, brud i ubóstwo. No i prawdziwe ludzkie emocje, a nie tylko jednowymiarowe* A sam nie wiem, znalazłem ze starych zapasów... chyba trawka... chcesz spróbować? *Zaciągnął się znowu i dymek puścił w bok. Teraz to pewnie wyglądał jeszcze gorzej niż normalnie* Jaki tam ze mnie bohater... nogę mi tylko urwało. Dżony miał gorzej, bo to on bohatersko osłaniał nas przed Imperialnymi skurwielami... do teraz nie wiem jak ten granat hukowy przetrwali.

Secorsha - 2010-04-20 00:45:31

*Seco jęcząc coś zlazł z rampy w nosie dłubiąc i poszedł w ciemność* ide do domku bo mi się spać chce! *poinformował tylko i zachęciwszy droida klepnięciem, poszedł dalej az znikł*

Fler - 2010-04-20 00:49:47

Tak, jestem  Dżonego bardzo dumna. z  was wszystkich *Choć jestem przeciwna przemocy – dodała w myślach. czyżby się zmieniała. Skinęła Secorshy w  niemym „zaraz przyjdę”* Bucha? Nie, dziękuje, widzisz, nie oddycham teraz już tylko a siebie *to rzekłszy sugestywnie splotła dłonie na wysokości łona, spoglądając jednocześnie na nogę Tanga. Zamrugała.* Ale którą nogę?

Tangorn - 2010-04-20 00:54:10

*A Tang wręcz przeciwnie, przemoc lubił, ale też nie do przesady, czasami umiał się normalnie dogadać z kimś, ale on miał lekko wykrzywiony światopogląd jak to każdy Mandalorianin.* A no tak, wiem wiem... *No bo Seco się wygadał, że znowu ojcem zostanie. Pięknie... ma jeszcze flachę postawić. A Tanguś dalej samiusienki jak palec... i znowu dopadła go dziwaczna chandra i ochota na jakieś durne rozmyślania filozoficzne. Ale na szczęście w jego przypadku to za długo nie trwa* A lewa... dobrze że nie prawa, ją bardziej lubię... *I znowu się zaciągnął, ale skręcik się wypalił już, więc resztki wyrzucił gdzieś na wiatr.*

Fler - 2010-04-20 01:03:25

*przejechała sobie dłońmi po nagich ramionach, zorując je. Zimno* zupełnie nie widać. Z resztą – jak ma być widać pod materiałem. Seco tez powinien poddać rękę renowacji, ale nie mogę go namówić, uważa ze to by była hańba wobec dziadka *podniósłszy wzrok wzruszyła ramionami. Twarz miała pogodną. Mandalorianski wiatr szarpał jej związane w koński ogon wlosy. Wyglądały jak wolny element mroku* Pójde już. Ty też wracaj do łóżka *gdyby oni tylko pozwolili, to Fler by o każdego zadbała. Ale to mandalorianie. Oni maja inna definicje „dobrej kobiety”*

Tangorn - 2010-04-20 01:07:10

No dobrej nocy... A'den już też poszedł... *Seco i Fler może tego nie zauważyli, ale klon już sobie poszedł od razu, jak cień zniknął w mroku. Fakt, bez pożegnania, ale nad tym się jeszcze pracuje. Tangorn też się odwrócił i powoli ruszył do swojego domu, gdzie czekało na niego ciepłe, ale puste łóżko. Cóż, nie można mieć wszystkiego. A Tang zbyt uparty był i za stary, by nagle jakaś kobieta zaczęła o niego dbać tak sama z siebie. On był zatwardziałym kawalerem, chociaż kobiety miał, ale tak przelotnie bardziej. Tylko raz w życiu doświadczył chyba prawdziwej miłości, ale to było bardzo dawno temu... I tak Wszyscy poszli spać, dobranoc*

Fler - 2010-04-20 01:15:20

*No i Fler też. Kiedy wracała, nie bylo już nikogo, tylko gwiazdy nad nią. Pozwoliła wiec sobie na chwile słabości, samotności ze stworzycielką Maasaan. Zadarłszy głowę zanuciła cicho [przegląd z języka Venui]*
”każda dziecina ma swoją gwiazdę
świecąca pośród tysięcy innych
dlatego szukam i wypatruję
tę gwiazdę swoją marzeń dziecięcych
dziecięcych wieczornej ciszy siedzę przy oknie
w noc szafirową tkaną gwiazdami’
cierpliwie patrzę na nie samotnie
i swojej szukam miedzy gwiazdami…”

*I ta piosenka doprowadziła ją do drzwi. Dobranoc*

Virina - 2010-04-21 21:22:23

*Właśnie otwierali butelkę do obalenia, kiedy poczuła niepokój w Mocy. Zamrugała oczami.*
Przepraszam. Gdzie masz toaletę? *Spytała i popatrzyła na Zina. Nie czekając na odpowiedź po prostu wyszła z pomieszczenia,w  którym byli. Spróbowała wyczuć Aidana - bez skutku, spróbowała się z nim skontaktować telepatycznie - również bez skutku... Przeprosiła Zina i wyszła ze statku. Miotana mieszanymi uczuciami i niewiedzą szła mając zaciśnięte pięści. Mniej więcej wyczuwała, gdzie ostatnio był Aidan. Usłyszała tylko jedno zdanie od niego: ,,Kocham Cię... Virina...''. To wywołało łzy w jej oczach, te jednak nie spłynęły na policzki...*

Secorsha - 2010-04-22 20:49:14

*Następnego dnia od głośnej (może nawet za glosnej i nie chodzi tu bynajmniej o dzwięk towarzyszący ostrzałowi) tragedii, późnym rankiem Seco wybył z domu celem konfrontacji z rzeczywistością. Nadal nie był do konca sobą. Chciał znaleźć Tanga. W koncu tam był. Lub chociaż Gajusza. Ale wolał Tanga, za nim si ę tez rozglądał, mrużąc oczy w proteście na atak promieni słonecznych. Przekroczył nad miejscem zbrodni i ruszył wgląd osady, kopiac przed sobą kawałek drewna*

Tangorn - 2010-04-22 20:55:38

*Mo ale Tanga nie było w pobliżu, chociaż czasami rankiem biegał to tu to tam, albo ćwiczył z klonami. Teraz jednak go nie było, a jedynymi śladami życia w osadzie byli ad'ike oraz ich podopieczni, którzy ćwiczyli gdzieś na otwartym terenie, by utrzymać formę. W końcu jednak Seco mógł w oddali zauważyć A'dena, który z jednego pagórka przyglądał się wszystkim ćwiczącym. On sam nie mógł tego robić, gdyż lekarz zabronił a on obiecał się podporządkować.*

Secorsha - 2010-04-22 20:59:56

*Przejaw życia zamajaczył przed oczami Secorshy. Chwile stał obserwując ćwiczących, jakby chciał tym samym zapomnieć o własnym życiu, ale ta chwila minęła. Ruszył wolnym krokiem, kierując się ku nadzorującemu ten taniec A’denowi. On będzie wiedzie, gdzie jest Tang. Po chwili klon mógł już dostrzec kaleesha. Czegoś mu brakowało. Tak – tego kretyńskiego uśmiechu. W ogóle się nie uśmiechał* cześć *odezwał się na przywitanie*

Tangorn - 2010-04-22 21:04:47

*A'den słyszał jego kroki gdy się zbliżał, trawa szeleściła i tak dalej. Pewne zachowania i wyostrzone zmysły zwiadowcy pozostają. Powoli odwrócił się w stronę kaleesha i uśmiechnął się lekko, chociaż nieco smutno. Widać było, że jego również coś trapi, więc mieli taki mały krąg* Cześć... słyszałem o tym, co się wczoraj stało. Trudno nie słyszeć... ten kretyn dżedaj pchał się gdzie nie powinien... ehh... może teraz wreszcie di'kutse będą przestrzegać reguł... *No Tang z reguły strasznie się wściekał, gdy ktoś naginał pewne zasady, które on ustalił, a których nie było zbyt dużo, by wszystkim się tutaj lepiej żyło. A wiadomo, nadmiar zasad i przepisów zniechęca* Jak sobie radzicie z tym? *Był też ciekaw jak rodzina seco daje sobie z tym radę, bo jednak Dżony należał do nich*

Secorsha - 2010-04-22 21:13:45

aaaah… lepiej… lepiej nie pytać, nie? *Skrzywił pysk. Miał to być uśmiech, ale wyszło takie cos jakby gołąb bolał, wiec szybko zdjął z twarzy ten durnowaty wyraz, i usiadł na trawie obok klona. Westchnął sobie, chwile milczał i w końcu, podnosząc rękę do gestykulacji odezwał się* wiesz, co mnie najbarhhrziej boli? Że za… ewidentną duhrrnotę tego cwela, bo inaczej tego nie można nazwać, naphrrawde, chcieli zedrzeć z nas konsekwencje, nosz kuhrrwa, czy to nasze dziecko było ze mamy pilnować by czasem nie wsadził kutasa pod phrrase? No powiedz sam! Nie mogę, tak mnie to ghrryzie ze dziś nawet spać nie mogłem i tehrraz banie mnie boli, kuhrrwa ich w dupę szydłem aż po migdały w rhodziańskiej zagrzybionej piwnicy ładowana… *Mówiąc to wyraz twarzy miał tak pełen emocji, ze aż chwytało za serce*

Tangorn - 2010-04-22 21:18:54

*Chwytało za serce, ale nie sposób ukryć, że metoda ekspresji jego uczuć była nieco zabawna. A'den dalej stał i wpatrywał się gdzieś w odległy horyzont, jakby czegoś wypatrywał. Albo kogoś...* Tiaa... wiesz, ten dżedaj musiał być po prostu półgłówkiem albo amatorem. Widziałem w swoim życiu bardzo wielu dżedaj, niektórzy z nich byli potężni, mądrzy i na prawdę tacy... dżedajowaci. Nie wiem jak to nazwać. Służba pod nimi była przyjemnością. A niektórzy? Szkoda gadać... ten najwyraźniej zaliczał się do drugiej grupy...*Wzruszył lekko ramionami i spojrzał na kaleesha z góry. Widział, że boli go to i może nawet z tego powodu psychicznie cierpiał. Jego by to nie ruszyło, anie Tanga, ale oni byli częściowo wypruci z emocji, a to było coś, czego Seco nie miał i nie chciał pewnie mieć*

Secorsha - 2010-04-22 21:32:33

*Skinął głową przytakująco* żebyś wiedział. Dżedaj dżedajowi niehrrówny, ale wszyscy są nadistotami. Zabił dhrroid duhrrnia któhrry mu się nadział na działa, i tehrraz  wielka odpowiedzialność kuhrrwa i wszyscy przejęci. Gdyby palant posłuchał to by się nic nie stało. Ja niewiem, kuhrrwa, A’den, co to za świat jebany. Cale szczęście ze Dżony to nie dhrroid phrrotokolahrrny, to przynajmniej nie wstyd tego zdarzenia komuś opowiedzieć… *Nie ruszyło by A’dena? No ciekawe, jakby zaraz przyszedł do niego drugi dżedaj i zaczął gadać o konsekwencji które to on miał by ponieść za to ze „nie zatrzymał droida”. Drugie morderstwo mogłoby być. Seco był pewien. To właśnie Secorshę bolało. Takie stronnicze podejście. Wlazą z butami nieproszeni, łamią zasady, nie słuchają wypowiadanych wyraźnie w basicku ostrzeżeń i atakują otwarcie droida niszczyciela (ciekawe dlaczego one tak się nazywają. Żaden jedi się nie domyśla? Hmmm… czyżby dlatego, ze NISZCZĄ?), zapewne myśląc, ze to kolejny odcinek jakiegoś holoserialu* wiesz co? KUHRRWA – o! a na co ty tam tak wyglądasz? Pogrzeb już może odstawiają, hę? Już sobie to kuhrrwa wyobhrrazam. Szkoda mi tej dziewczynki, młodo owdowiałą, ale kuhrrwa no! Dobrze, ze dzieci nie mieli… Bym musiał dhrroida wyłączyć bo „dziecko chodzi po osadzie”. Tfu, aż mi się rzygać chce! Moje dziecko śpi z  tym dhrroidem! Ja piehrrdole, A’den, czy ja czasem nie za dużo mówie?

Tangorn - 2010-04-22 21:40:04

Spokojnie... bo się zasapiesz na śmierć. *Odparł klon patrząc na niego z góry. Nie, A'dena by to nie ruszyło, bo on rzadko kiedy komukolwiek okazywał litość. W boju był jak droid tylko ze dużo groźniejszy i inteligentniejszy. Potrafił w sobie wyłączyć emocje i gdyby tak do niego Jedi przyszedł z pretensjami, to i on by mógł oberwać. W tym sensie nie był jak inni ludzie, przez co był idealnym wojownikiem, ale kiepsko nadawał się do życia w społeczności* Tak, nawijasz jakbyś wypił kilka napojów energetyzujących. Weź na wstrzymanie... Stało się? Stało, dżedaj się sfajczył. Drugi się czepiał? Naturalne, zawsze się czepiają, mnie też się czepiali jak zabijałem. Skopał ci dupę lub wyłączył Dżonego? Nie, więc się ciesz i miej resztę w dupie. I nie, nie czekam na pogrzeb... teraz mam inną sprawę na głowie *I znowu wrócił do oglądania horyzontu, wypatrując czegoś. Seco mógł się trochę wkurzyć przez ten kloni wywód, ale czasami dla niego coś było bardzo proste, gdyż nad emocjami panował i nie potrafił sobie wyobrazić co czuje osoba, która nad tym nie panuje.*

Secorsha - 2010-04-22 21:45:42

*Ale tu nie szło o litość, bo Seco tez nie żałował dżedaja. Go wkurzyło to, ze był za niego odpowiedzialny. Chociaż nie był.
Seco nie poczuł się urażony. Jednym uchem A’dena słuchał, bardziej był zapatrzony w swoją wewnętrzną wojne.* Jaką masz sphrrawe? *zapytał, co dobrze rokowało – zmienił temat, może się zagada i powoli zapomni*

Tangorn - 2010-04-22 21:56:38

*Można by rzec, że Seco był odpowiedzialny za droida, nie za głupotę Jedi, ale nikt nie kontynuował wątku, więc poprzestańmy na tym. Każdy ma swoje problemy, swoje przemyślenia. No a teraz się Seco zainteresował jego małym problemem* Cóż... ostatnio każdy miał sporo własnych problemów. No i chyba mało kto, poza mną i moimi braćmi... zauważył, że Tan'buir przeżywa lekki kryzys. Pije codziennie i to w dużych ilościach, nie ćwiczy, ma wszystko w dupie, tylko leży w łóżku i gapi się w sufit. Wiec postanowiłem sięgnąć po ostateczne środki zaradcze... więc jeśli w najbliższym czasie zauważysz, że ktoś kopie grób, to będzie to albo mój albo Tanga, jak padnie na zawał... *Żartował czy nie? Ciężko stwierdzić. Dalej gapił się przed siebie, ale powoli się zaczynał uśmiechać.* Chyba zdarzyłeś na czas by być świadkiem tych wydarzeń. Ale poczekajmy kilka minut

Secorsha - 2010-04-22 22:05:51

*Zamrugawszy energicznie zadarł łeb i spojrzał bokiem na klona. Owszem, zauważył, ze z Tangiem chyba trochę gorzej, ale chyba wszystko w jako takiej formie. Tak uważał. Słowa A’dena trochę go zawstydziły, bo przecież Tang to jego przyjaciel* co ty odpiehrrdalasz? *odezwał się odnośnie tego grobu* może nahrrazie jeden thrruposz wystarczy, co? *potem skierował łeb w stronę w którą patrzył A’den* lezie? Mam się schować?

Tangorn - 2010-04-22 22:09:51

*Nie winił Seco, bo po Tangu ciężko było to poznać, ale A'den spędził z nim wiele lat swojego życia, a Sigmy niemal całe życie. Wyczuwali to po prostu instynktownie* Nie ważne... wkrótce się dowiesz... o tam, widzisz? *Wskazał ręką na niewielki punkcik na horyzoncie, który jednak szybko się poruszał. Zbliżał się, ale klony to ignorowały, wiec to chyba nie jest zagrożenie. Chyba...* Spokojnie, nic nam nie grozi. Chyba... *Wszystko zależy od humoru Tanga, ale nie uprzedzajmy wydarzeń*

Secorsha - 2010-04-22 22:15:41

*Podniósł się na kolano, przechylił w bok by lepiej widzieć* To Tang? *zapytał, krzywiąc pysk, i po chwili opadł na tyłek i pogładził łysinę. Znieruchomiał no i czekał, pomrukując pod nosem jakąś piosenkę o niezbyt skocznej melodii* co on dzisiaj urodziny ma czy co?

Tangorn - 2010-04-22 22:22:54

Dobrze by było, gdyby to był on... nie, Tang siedzi w chałupie i znowu chleje. *A'den westchnął bo ta sytuacja mu się nie podobała. Teraz tylko czekali na pojawienie się tego tajemniczego gościa. Po kilku minutach postać była już bardzo wyraźna, poruszała się na repulsorowym skuterze. Od razu widać było ,ze to Mandalorianin, typowy pancerz, jedynie kolory dziwniejsze. Błękitny z białymi odcieniami, jakby poszarpanymi plamami. Postać zatrzymała się u stóp pagórka i zeszła z pojazdu, ale widać było dodatkowe różnie. Beskar'gam był jakby bardziej subtelny i dopasowany... jakieś dziwne wybrzuszenie na piersi... Tak, to była kobieta jeśli ktoś się nie domyślił. Zdjęła hełm odsłaniając swoja twarz. Nie była młoda, ale wciąż całkiem atrakcyjna, choć super pięknością nie była. No i miała długą, cienką bliznę na lewym policzku. Włosy krótkie, koloru blond i sterczące trochę* Zgaduje ,ze to ty jesteś A'den... a więc gdzie jest ten nerfopas przeklęty, co? *A'den tylko uniósł rękę i wskazał jej odpowiedni pagórek, a ona kiwnęła głową i tam podążyła* Jakby co to miło cię było poznać Seco. *Powiedział pogodnie i tylko się patrzył na to co się stanie*

Secorsha - 2010-04-22 22:26:39

*Seco siedział na ziemi i tylko obserwował z niedowierzaniem, ściskając szczeki żeby się nie rozdziawić. Odezwał się dopiero, jak pojechała, ale najpierw podniósł sugestywnie palec i spojrzał na A’dena* Ty ją… Tangowi skithrrałeś? O ty kuhrrwa lisie! *I zaśmiał się serdecznie. Mu tam ona się nie podobała, za mało kobieca była, ale Tangowi się spodoba!*

Tangorn - 2010-04-22 22:33:15

Niezupełnie... *No i teraz zacznie się pewnie najlepsza część, bo kobieta podeszła do drzwi domu Tanga i zaczęła energicznie walić pięścią w metalowe drzwi, wołając go głośno w niewybredny sposób* Tangornie z klanu Fibal! Ty koreliańsko małpo-jaszczurko o twarzy zgniłego gundraka! Wyłaź nim ja wejdę do Ciebie! Nie uciekniesz mi! *No ale nie było odzewu przez jakiś czas, więc ta Mandalorianka obeszła powoli dom i zatrzymała się przy największym oknie, wychodzącym akurat w stronę A'dena, który chyba celowo obrał to miejsce do obserwacji. Chwila ciszy i nagle łup! Ze środka wyskoczyła czarna postać, był to niewątpliwie Tang, ale kobieta już na niego czekała i nim ten zdarzył się podnieść to przyszpiliła go nogą do ziemi* No to co mi teraz powiesz ty zadku banthy? Nie odzywałeś się od ilu lat? Ilu?! Bo nie słyszałam?! Teraz powinnam ci wpakować ci mój miecz w shebs, byś chodził jak w zegarku! *Nie słyszeli odpowiedzi tanga, ale Seco zapewne po raz pierwszy w życiu widział go tak potulnego i w ogóle ogłupiałego. A'den się uśmiechnął* To nie kobieta dla niego... to jego przyjaciółka i siostra krwi... i jak widać z jego reakcji to nie zapomniał jej temperamentu. Dokładnie tak jak z opowieści... przywitamy się?

Secorsha - 2010-04-22 22:40:30

*Mimo iż Seco żył tu już długo i bez szemrania akceptował ten styl zycia, to mandaloriańskie gody napawały go najwyższym obrzydzeniem, mimo iż kaleeshowie nie są delikatnymi stworzeniami. Za żadne skarby nie poszedł by do łóżka z takim terminatorem. Nie dziwota, ze Tang był kawalerem. Jakby Seco miał wybierać  takiego towaru, byłby zakonnikiem. No ale słowo „niezupełnie” trochę go uspokoiło. Mordobicie każde mógł oglądać. Ale to co zobaczył, az zaraz potem to co usłyszał sprawiło, ze wstał* ocipiałeś? Jak tak się  zachowuje przyjaciółka to ja kuhrrwa naphrrawde spiehrrdalan na Kalee. Nie, A’denek, idź sam się witaj, ja jednak wole kobiety… *i to mówiąc zaczął cofać się z asekuracją rękami i głupim uśmieszkiem sugerującym zdenerwowanie*

Tangorn - 2010-04-22 22:46:00

*A'dena wyraźnie to rozbawiło* Cóż, musiałem sięgnąć po ostateczność... bo ten czarnuch dupy b nie ruszył. *Ale chyba nie było potrzeby, by podchodzić, bo zaraz ta kobieta puściła Tanga i weszła do domu, by po kilku sekundach przez otwarte okno zacząć wywalać puste butelki po różnych alkoholach, a Tang widząc tą dwóję ruszył ku nim szybko, ale chwiejnie. W końcu doczłapał do klona* Ocipiałeś? Sprowadzać JĄ?! TUTAJ?! Kurwa... gdzie ja się ukryję... o cześć Seco... *No cóż, kaleesh teraz mógł zobaczyć, że Tang wygląda co najmniej gorzej niż przedtem, zarost większy, waliło od niego jak z gorzelni, obraz nędzy i rozpaczy* Kazała mi się ogolić i wykąpać... ma ktoś maszynkę kurwa? *Tang był nie tyle zmieszany, on się autentycznie bał tego terminatora, jak to Seco określił, który buszował mu w domu* Teraz jak tak myślę, to trzeba się było odezwać po opuszczeniu Kamino... dziwie się, że nie zabiła mnie jak tylko się dowiedziała, że ja żyję... a ty z czego rżysz? To twoja wina baranie! *To było skierowane do A'dena, którego bawiła ta cała sytuacja*

Secorsha - 2010-04-22 22:54:32

daj spokój… *Odparł, uważając wyraźnie to posuniecie za nazbyt drastyczne. No ale jakby nie patrzeć – ruszył dupę i to całkiem nieźle. a  skoro skuteczne to nie ma się czego czepiać. Działa.* [i[cześć Tang, przyjmij moje kondolencje z powodu rychłej twojej smiehrrci, nie?[/i] *szterchnał A’dena z łokcia i zaczął się durnowato śmiać* W domu mam maszynkę do golenia łba. Hujem jestes, Tang! Ja ci niedawno delikatnie zasugehrrowałem ze źle wyglądasz, wiesz, Flehrr będzie bahrrdzo przykro, ze olałeś ją na rzecz bezmyślnej kuhrrwa przemocy. Takiś tehrras się wysthrraszony zhrrobił. Huj i dikutas. Już cie nie lubię! *I zaplótł ręce na piersi* Kuhrrwa, powinienem isc do domu się okopać chyba…

Tangorn - 2010-04-22 23:03:06

Tiaa... jeśli się do porządku nie postawie to będę trupem. Ale prędzej A'den też... *Spojrzał na klona z ukosa ale ten wzruszył ramionami po czym zaczął odchodzić, kierując się w stronę domku Tanga, mówiąc coś o ciepłym przyjęciu gościa. Tang pokazał mu co o tym sądzi w niewybrednym geście* Dupę mi ratujesz z tą maszynką... *Teraz trochę się uspokoił, ale jak zobaczył ,że przez okno jego domu wylatują kolejne bezwartościowe przedmioty to się skrzywił* Bardzo mi kurwa przykro, ale jak widać tylko przemoc na mnie działa. Ja pierdole... zrobię wszystko, by to się skończyło... w sumie Faena nie jest zła jeśli jest spokojna, ale lubi dominować. A na "pocieszenie" to dodam, ze jest młodsza ode mnie o dziewięć lat... ehh... *Cóż, w przypadku Tanga Fler nic by nie wskórała z prostego powodu, bo on nie chciał rozmawiać. Mandalorianin był jak kadiański owoc, twarda skorupa na zewnątrz a dopiero w środku właściwy owoc. Wiec dotarcie do niego wymagałoby dużo wysiłku albo niekonwencjonalnych metod* Okopy to dobra myśl... ale dla mnie, nie dla ciebie. Nic ci nie zrobi... mnie zabije. Wiesz, się jej nie dziwię. Trzynaście lat temu to zniknąłem bez słowa, pozorując swoją śmierć a potem się nie odzywałem do niej. Ma prawo być... zdenerwowana... *Zaraz usłyszał jakiś głośny trzask i zobaczył, że jego zgrzeweczka z ne'tra gal wyleciała przez okno. Polowa butelek było pełnych* Kurwa! Idziemy stąd bo zawału dostanę... *No i Tang zaczął się oddalać szybko* Kurwa... przebąkiwała coś o wakacjach i abstynencji... kurwa...

Secorsha - 2010-04-22 23:09:14

to tym bahrrdziej jesteś hujem, Tang i to bahrrdzo nie w porządku, wiesz? *tym razem wylazł z siebie gorycz. w  glosie miał autentyczną pretensje* Jak jesteś taki hojhrrak co się go każdego rzuca to bada nim do końca i phrrosze-  rzuć się do niej! *rozłożywszy ręce na boki ściągnął wargi by zademonstrować kły* rób jak chcesz, ja bym z  czymś takim na żadne wakacje nie pojechał *wycharczał ale nie ruszył się. Gniewa się.*

Tangorn - 2010-04-22 23:14:30

Nie, dzięki, wolę żyć... *Odwarknął na Seco, bo mu się nie spodobał ten ton. Jeśli obraził się o to, że nie poprosiło pomoc Seco albo Fler to najwyraźniej za słabo znał Tanga by wiedzieć, że on za cholerę nigdy tego by nie zrobił. To typ samotnika, skrytego w sobie i zatrzymującego w sobie wszystko. Sam sobie ze wszystkim radził ale też czasami nadchodził kryzys, do wyjścia z którego potrzebował jakiegoś solidnego kopniaka* Czyś ty zwariował? Też z nią nie pojadę na wakacje... z tego co wywnioskowałem, to ten dureń A'den sprowadził ją tutaj tylko po to, bym poczuł nad sobą bat i bym ruszył shebs z domu. No i by mnie od butelki oddzielić... *Spojrzał twardo na Seco, ale po chwili przyszło mu coś do głowy, co mu się nie spodobało* Ehh... wiem już o co jeszcze chodzi... kurwa. Rozmowa będzie nieunikniona...

Secorsha - 2010-04-22 23:19:04

*wruszyl ramionami i nic nie powiedział. Jeśli nie spodobał się Tangowi ton – trudno. Seco tez nie podobało się wiele rzeczy i tez-  kiedy trzeba – milczał, a  kiedy nie, starał się być pomocny, a ze swoimi problemami chodził do przyjaciela. Ale najwyraźniej sam, dla Tanga nim nie był, bo nigdy nie ośmieliłby się wywalić mu z domu jakiekolwiek jego rzeczy (a także nie wybaczyłby prędko gdyby Tang zrobił cos takiego jemu.
Milczał. Ani słowo nie padło*

Tangorn - 2010-04-22 23:25:31

*No i milczeli tak długo, ile minęło? Nikt tam nie patrzył na zegarek, ale w końcu Tang nie wytrzymał* No dobra, to o co ci chodzi? Hmm? O to, że nie przyszedłem do ciebie, gdy miałem... mam kryzys, tak? Kurwa... ja tak jestem skonstruowany, nic nie poradzę. Gdy dopadają mnie demony przeszłości, to sam sobie z nimi radzę! Nie jestem tak otwarty na świat jak ty, choć kurwa czasami chciałbym. A Faena? Zna mnie bardzo długo, dłużej niż wy wszyscy i ona się ze mną nie pierdoli, tylko działa. A nie przypierdolę jej w mordę jakbym zrobił każdemu, bo to właściwie moja siostra. Opiekowałem się nią, nauczyłem ją wszystkiego co sama umie, przez to cholernie dobrze mnie zna! I weź mi tu teraz nie odstawiaj szopki, tylko gadaj co ci leży na wątrobie i to szczerze, bo czasami miewam dosyć tej uprzejmości, bo tak kurwa nie wypada, bo tak się ktoś poczuje urażony. *Z pewnością Mandalorianka w nosie miała to, że tang się wkurzy, znienawidzi ją, czy będzie do niej strzelać. Ona robiła to, co uważała za słuszne i nie cofnie się przed niczym, by to osiągnąć. A Seco był dobrym przyjacielem, ale czasami za bardzo uważał, by nie zaprzepaścić tej przyjaźni i nic Tangowi nie mówił*

Secorsha - 2010-04-22 23:34:22

*Odwrócił głowę, by wysłuchać wszystkich słoiw jak się należy. Nieugięty i cierpliwy patrząc w oczy przyjmował każde słowo. A kiedy Tang skończył, odezwał się Seco* w takim razie, skohrro tak bahrrdzo dobrze się znacie… tyle sobie zawdzięczacie i tyle was łączy, to czemu tu stehrrczysz? Idź! To osoba ci bliska jak rodzina, nie widziałeś się z nią tyle lat, ty wentylu, no idź! *w oczach wręcz coś mu zapłonęło. Ramie wystrzeliło w  bok a pazur wskazał wylatujące z okna rupiecie* Masz huju khrryzys, idź go lecz, bo potem znowu nie będzie tu komu ci pomóc, bo ty jesteś przecież wielki pan i nie każdy ma na ciebie pozwolenie. Korzystaj kuhrrwa póki możesz bo potem możesz nie móc. *zamilkł w końcu, ale tylko na chwile, zaraz przemówił znowu* a co mi leży na wąthrrobie mówiłem ci wiele razy i wiesz co? Odnoszę whrrażenie ze ten układ jest zbyt jednosthrronny.a  teraz wybacz – jako ze lezy mi coś na wathrrobie, to idę to zalać w samotności. Bywaj! *to powiedziawszy okręcił się na piecie* Pe eS: maszynkę da ci moja żona *I ruszył w dół pagórka*

Tangorn - 2010-04-22 23:51:03

*No to chyba nadszedł pewien moment, gdy trzeba rozładować silne emocje. No i Tang postanowił to zrobić, ale w swoim stylu, więc po prostu zaczął biec za Seco, nieco krzywo co prawda ale w końcu dogonił go i rzucił się na niego, chociaż pewnie i tak przeleci dalej. Pijany był ot co. Ale wylądował jakoś i spojrzał z gniewem na kaleesha* Wiesz co, wkurwia mnie już to. Tak kurwa, nie widziałem jej tyle lat, ale jakbyś nie zauważył, to nie jest Fler, otwarta i serdeczna,a teraz by mi dała wpierdol i kazała wrócić trzeźwemu. A teraz chcesz wiedzieć co mi leży na wątrobie? Chcesz?! No to ci powiem... Ty masz piękną, kochającą żonę, masz syna, masz piękną przyszłość a przeszłość w miarę spokojną! *Warknął gniewnie, teraz się już nie przejmując, że ktoś ich słyszeć mógł. Puściły mu nerwy i wszystkie hamulce* A ja co mam?! Tak, możesz powiedzieć, że mam wspaniała rodzinę klonów, ale z nas taka patologiczna rodzina, że ci się w pale nie mieści. Nie miałem czwórki synów, miałem ich dwudziestu! Dwudziestu! Szesnaście z nich zginęło! Większość na tej jebanej wojnie, a część na poligonie i wiesz z czyjej ręki? Mojej, kurwa MOJEJ! Robiłem to, przez to jebane szkolenie, przez przeklętych kamionian i nie mogłem nic zrobić. Zmieniłem ich życie w piekło! A przedtem? Byłem rasowym mordercą, wyżynałem w pień wrogów tych, którzy mi płacili! Do dzisiaj widzę ich twarze, gdy zasypiam. Ale kurwa radze sobie z tym, bo muszę, bo tak mnie ukształtował ojciec, który zginął z ręki Jedi, broniąc mnie przed nim, a chociaż godzinę wcześniej pokłóciłem się z nim o jego nową żonę. Nie mogłem się z nim pogodzić! I tak, użalam się nad sobą i swoim jebanym, zafajdanym życiem i czasami na serio rozmyślam, jak to by było, gdybym zginął w boju! Czy to by było fajne i bezbolesne! *Podniósł się z ziemi, bo przedtem miał pozycję klęczącą. Był teraz cholernie wściekły, ale może to i dobrze? W końcu wywalił z siebie to wszystko, co mu przeszkadzało* I wiesz co kurwa, wiesz czemu nic ci nie mówiłem?! Masz swoje problemy, sam się martwisz o rodzinę, o dziecko Fler i Twoje. Kto by się przejmował tam takim starym reliktem przeszłości jak JA! Anachroniczny i niedostosowany do społeczności, żyjący na jebanym marginesie! Już dawno się z tym losem pogodziłem. A teraz wybacz, idę poszukać jakieś wódki, niech mnie zabiją, mam to w dupie... *Cóż, wyszło trochę holodramatycznie i w ogóle, ale Tang jak to Tang, pozbierał się i ruszył dupę w kierunku domku, gdzie pewnie coś przemycał. A Seco mógł go teraz zabić a to by pewnie nawet go ucieszyło...*

Secorsha - 2010-04-22 23:59:24

*Seco się nie bronił. Słyszał, ze Tang biegnie za nim. Wiedział, ze zaraz się na niego rzuci. I tak się stało. Seco został przygwożdżony do ziemi. Padając postarał się zrobić to tak, by znaleźć się twarzą do Tanga. Bardzo kamienną twarzą. Do chwili kiedy erupcja Tanga dochodziła do końca, kiedy powiedział wszystko, i odstąpił od niego. Wtedy też podniósł się Seco. Oparł kłykcie o kolana i patrzył w twarz mandaloianina* a wiesz, co mnie w tej chwili leży? Co mnie boli? Ze nie jestem ci potrzebny… czuje się, tehrraz, kiedy mi to wszystko powiedziałeś, jakbyś okłamywał mnie tyle lat. Jestem czymś więcej niż idiotą z którym się fajnie pije. A właśnie- idź sie najebaj, twoja przyjaciółka będzie zachwycona *syknął. Nie wrogo, ale tez nie przyjaźnie. Potem wstał, otrzepał się, i ruszył z powrotem w stronę, w  którą zamierzał iść wcześniej*

Tangorn - 2010-04-23 00:08:16

*Zatrzymał się na chwilę i się odwrócił, odległość ich dzieląca nie była jeszcze taka duża* Nie jesteś idiotą z którym tylko fajnie się pije, tylko ja, bo mam ograniczenia. A okłamywałem siebie Seco, siebie... nie oczekuję, że zrozumiesz moje postępowanie, a to o czym ci mówiłem znają tylko dwie osoby na całym świecie... no może teraz trzy razem z tobą. Nie jestem otwarty na świat jak ty... *Odwrócił się i zaczął znowu odchodzić. Ufał Seco, mówił mu o wielu sprawach o których inni nie wiedzieli i był mu bliski jak rodzina, ale sam nie mógł się zmienić, nie potrafił być otwarty. Sam z siebie nigdy nic nie mówił o swojej przeszłości, może tylko te bardziej barwniejsze zdarzenia. Faena wyciągnęła z niego siłą większość tego, co powiedział Seco, ale i jej wiadomości były nieaktualne. Też czuła się zdradzona i oszukana jak Seco. No i była wściekła, ale wykorzystała to, by rozwścieczyć Tanga, by pękła jego misternie pielęgnowana skorupa. No i pękła...*

Secorsha - 2010-04-23 00:14:19

*poniekąd to było skuteczne. Jednak nie trzeba było być otwartym, wystarczyło ufać, naprawdę ufać, a  nie utrzymywać. Tang miał racje, kłamał przed sobą, ale Seco i tak czuł się okłamany. Odległość była niewielka. Nie przerywając wolnego marszu zatknął kciuki za pasek i odpowiedział* Nie wiem, czy zhrrozumiem, ale przecież nie o to chodzi. Jeśli dostałbyś naghrrode za osiągnięcia w dziedzinie fizyki kwantowej, tez bym tego nie rozumiał, ale bym się cieszył! Tylu osobom na Tobie zależy, Tang. Rhozejszyj się! Tylu osobom…

Tangorn - 2010-04-23 00:20:02

*Tyle że logika Mandalorianina byłą nieco pokrętna. Ufał Seco i to bardzo, powierzyłby mu nawet życie swoje i swoich synów, ale jeśli chodzi o sferę bardzo prywatną, to tu zaczynały się schody. Wojownik nie może okazywać swoich uczuć, wątpliwości, nie może okazywać słabości. Te zdanie słyszał zawsze od swojego ojca i to zdanie głęboko wryło mu się w psychikę. No i się zamknął, w jego przypadku nastąpił dualizm. Zaufanie nie zawsze szło w parze ze spowiedzią ze swojego życia. Obłuda? Może... dla Seco to wszystko było proste jak budowa cepa, dla Tanga nie* Tiaa... problem nie leży w was, tylko we mnie... tylko we mnie... *Wiedział to, ale nie potrafił się zmienić, już nie. Albo ktoś to akceptował, albo nie. Można rzec, że był niereformowalny*

Secorsha - 2010-04-23 00:24:52

*wszyscy to akceptowali, ale kiedy działo się źle, trzeba było zrobić tak, by było dobrze. a  kiedy znowu jest dobrze, nikt nie wymaga od nikogo życia na przekór sobie. Seco się zatrzymał. Przecież nie pójdzie w takim momencie, byłby chamem a nie Secorshą. Tak wiec stał, niby oglądając swój pazur, ale w rzeczywistości jego główną rolą było to ze po prostu był* Nie użalaj się nad sobą *mruknął* jak ci z tym źle to to zmień, w końcu jesteś tym, kim ja zawsze chciałem zostać – twahrrdzielem, a  jak ci dobrze to się zamknij i chuj. Przecież o to chodzi żeby było dobrze

Tangorn - 2010-04-23 00:29:57

*Kątem oka to zauważył i też się zatrzymał, na chwilę. Byli przyjaciółmi i nie było sensu się wykłócać o coś, co się wydarzyło a co nie* Taa... kryzys mam *Wzruszył ramionami jakby to było najprostsze wytłumaczenie. No i chyba było, bo przedtem sobie dobrze radził i nikt się nie zorientował co go wiecznie trapi. Ale po tej bitwie o "Strażniczkę" jakoś coś w nim drgnęło i wzięło na chwilę górę* Taa... i tacy twardziele mają najbardziej przejebane w życiu, bo są za twardzi, by się dostosować. Ale będzie dobrze Seco... będzie dobrze, zawsze było i będzie. Chyba, że znowu mnie kryzys dopadnie, ale chyba wiesz co wtedy robić, co? *Zażartował nieco i ruchem głowy wskazał na swój dom, gdzie szalało tornado*

Secorsha - 2010-04-23 00:34:28

*odwrócił głowę i okazało się ze ma spojrzenie takie jak dawniej,. I uśmiech wariata, jak zawsze, w chwilach i zdarzeniach które okrzyknięto jako klasykę* Niieeee, nie zhrrobiłbym ci tego… chociaż – sobie tez nie. Ja się po phrrostu do niej nie zbliżę. Jest ohrrawie taka uhrrocza jak stahrra Zina *kiedy się odwrócił, gęba śmiała mu się już od ucha do ucha*

Tangorn - 2010-04-23 00:37:48

*Tang roześmiał sie, już teraz szczerze, powoli wracał mu dawny humor, ale i tak potrzebował odpoczynku od tego wszystkiego* No coś ty? Ona jest ze sto razy gorsza, bo to Mandalorianka... a tak po prawdzie, to ona jest cholernie nadopiekuńcza, co niestety dziwnie przejawia. A mnie uważa za nerfopasa, który sam sobie w życiu nie poradzi, jeśli mnie w shebs nie kopnie... ot, urocza młodsza siostrzyczka. A to ja myślałem zawsze, że to rola starszych braci... *Westchnął i pokręcił głową w zadumie. Po chwil i znowu spojrzał na Seco* Kurwa... to pożyczysz mi tą jebaną maszynkę? Bo boję się ,ze ona może spróbować pożyczyć miecz świetlny, by zająć się moim goleniem... ale głowy

Secorsha - 2010-04-23 00:43:42

U mandalohrrianek to nohrrmalne, wiec ona jest nohrrmalną mandalohrrianką, a Zinowa jest… nie no, nie powiem bo przeniesiesz… *spuścił łeb jakby się zawstydził, a potem, za chwilę dosłownie zadarł go* Jasne, ze pożyczę, przecież od początku mówię: ze ci pożyczę maszynkę bo mam! *właściwością Seco było to, ze szybko puszczał w niepamięć. Świadomie, w imię zgody. I chyba wszyscy na tym dobrze wychodzili. Ale była tez jedna bardzo pozytywna rzecz w tym wszystkim: zapomnieli o tym przygłupim dżedaju*

Tangorn - 2010-04-23 00:48:44

Mocy dzięki ,ze nie u wszystkich, bo byśmy dawno wyginęli. Ale ona wychowywała się bez matki wśród "twardzieli" więc sama takową została terroryzując resztę. Fierfek... stworzyliśmy sami potwora wyhodowanego na własnej krwi... *Tang się zaśmiał i ruszył ochoczo w kierunku Seco, choć dalej się lekko chwiał. Jeśli kaleesh jeszcze trochę tu pobędzie i pozna innych Mando to stwierdzi, że u niego na Kalee to jeszcze normalnie jest, bo Mando są raczej... specyficzni* Gadaj... co, suką jest? Pff... ona należy do tych furiatek krzykaczy, co to drą się jakie to one nie są. Dasz im do łapy broń i karzesz na prawdę zabić, patrząc w oczy ofierze to wymięknie... a ta moja? najpierw by jaja urwała a potem zabiła. Z przykrością stwierdzam ,ze ja ją tego nauczyłem... *No to była zaleta Seco, on zapominał, Tang nie, ale on to w sobie zachowa, gdzieś w odmętach umysłu, tak by teraz mu to nie przeszkadzało*

Secorsha - 2010-04-23 00:53:06

wiesz co? Pedalstwem mi to zalatuje i tyle. Kobieta powinna się zachowywać jak kobieta. Takie jest moje zdanie i wszystkich hetehrro… *wypowiedział się i tak pierdzieląc od rzeczy ruszyli w dół pagórka w wyprawie po maszynkę*

Zindarad - 2010-04-24 21:55:41

Inżynier wyszedł ze statku. Nie wychylił dziś ani kieliszka alkoholu. Prosty powód. Ochoty nie miał, ani sił. Miał kilka ważniejszych problemów. Celibat nadany przez żonę oraz moduł, który Ven mu powierzył w celu poprawienia tego urządzenia. Inżynier szlajał się po siedzibie. Póki co nie chciał jeszcze wracać do domu, gdyż dobrze wiedział, że Temena jeszcze bardziej będzie zła za to, że Tang chciał do niego strzelać. W dłoni trzymał moduł. Spoglądał na niego i obracał go w dłoni.
-Jak tu Cię kurwo dosztukować?-Spytał, patrząc na kabel wystający z modułu. Stanął. Ot...zaczął myśleć nad tym kablem. No cóż. Zawsze to jakaś zagadka do rozwiązania. Poważne urządzenie. Jeden zjebany lutnięcie i wszystko będzie do wyrzucenia. Nie można tu stosować byle jakich kabli i lutownicy. Potrzeba czegoś bardziej precyzyjnego. Niestety. Zin nie posiadał takich narzędzi...

Gen. Qymaen - 2010-04-24 22:03:25

*kilka godzin wcześniej – z nieba spadło cos… coś wyglądało jak miniaturowy stateczek długości łokcia w kształcie grota. Miał antenę i kilka diod, oraz emiter na szczycie. Maszynka przyleciała do osady niezauważona przez nikogo i ukryła się w koronie drzew. Teraz czekała…*

*aż do chwili kiedy po kilku godzinach jej sensory namierzyły obiekt skatalogowany jako cel. Droid – stateczek pisnął i odpalił silniczku, by pięknym kołem okrążyć Kobdara, pipcząc i święcąc diodami jak na alarm*

Zindarad - 2010-04-24 22:29:48

Gdy ten droid zaczął krążyć wokół niego, Zin po prostu zaczął machać rękoma na wszystkie strony.
-Co jest?-Spytał i spojrzał na droida. Na pewno nie była to Puszka. Może nowa zabawka Malkita? Albo chłopaków Tanga? Nie, chyba nie. Tak więc co?-Tang. Jeśli to kolejny głupi żart to powiem Ci jedno. Wypierdalaj.-Rzucił. Nie miał pojęcia kogo to jest, ale ciekawe to urządzenie. Idealne do ewentualnego zajrzenia pod poszycie. Zinowi jedynie gęba się uśmiechnęła. Rozważał opcję złapania tego droida. Po pewnym czasie namysłu stwierdził jednak, że to nie ma sensu. Droid jest za szybki.

Gen. Qymaen - 2010-04-24 22:36:19

*Stateczek, niczym malutki myśkliwczyk szalał naokoło inżyniera, by w koncu zwolnić. Dokładnie w chwili kiedy Zin zaczął coś majaczyć doi siebie* Autoryzacja głosu pomyślna *odezwał się komunikat wypowiadany przez nagranie miłego, damskiego głosu* witamy w programie dostawczym Cochrel Hermes 5.5, zawsze szybko, zawsze bezpiecznie, twoje dane pod bezpiecznymi skrzydłami. Wiadomość od: biuro departamentu technicznego z siedzibą na Hypori do rąk własnych pana inżyniera Zindarda Kobdara w związku z  projektem oznaczonym jako „Silnik anihilacyjny”. Czy odtworzyć treść wiadomości?

Zindarad - 2010-04-24 22:41:21

Gdy tylko padło słowo Cochrel Zinowi niemal szczęka odpadła. Otworzył szeroko oczy. Zdziwił się. Czyżby Generał w końcu się opamiętał i go choć nieco polubił? Nie wiadomo. Zin wątpił w to mocno. Być może zauważyli potencjał w jego silniku. Kobdar ucieszył się w duchu i rzucił do droida.
-Nawijaj, nawijaj.-Ponaglił jeszcze gestem dłoni. Ryja ucieszył. Wyszczerzył swoje zęby. Być może jeszcze dziś zjawi się na Widmie, w razie gdy wiadomości będą bardzo, ale to bardzo dobre. Zin miał nadzieję, że to dobre wieści.

Gen. Qymaen - 2010-04-24 22:46:53

*cóż, ktokolwiek zwrócił uwagę na  ten silnik, na pewno nie był to generał – on tylko wysłał dane „gdzie trzeba” i to stamtąd się odezwano* komunikat nieprawidłowy. Czy odtworzyć treść wiadomości? *zapytał ponownie głos z myśliwca. Najwyraźniej maszyna niezbyt domyślna była i Zinowej gwary nie znała. No cóż, w Cochrelu musi być porządek. Aż irytujacy*

Zindarad - 2010-04-24 22:50:40

-Tak, tak. Odtwórz.-Powiedział do niego. Owszem. Może i jego gwara była dziwna. Może nazbyt młodzieżowa. Wielu uważało, że Zin już nigdy nie wyrośnie ze swego stylu bycia. Jak mawia do swoich kolegów. Poczuj luz. Luz w jego przypadku nie przeszkadza mu jednak w pracy. Raz na milion trafia się młotek co ma pojęcie na temat swojej roboty i do tego jeszcze...jest odmienny od wszystkich reguł. Wyjątki jedynie je potwierdzają. Wszyscy w galaktyce uważają, że ten co ma ścisły umysł jest bardzo sztywny, a Zin? Pełna swoboda, ot co. Nie przepadał za Cochrelowym porządkiem, ale wypadałoby się do niego przyzwyczaić.

Gen. Qymaen - 2010-04-24 22:58:34

*bardzo słuszna decyzja, nawet generał by to pochwalił. Myśliwczyk zapikał, co oznaczało przyjęcie do wiadomości i po chwili dalsze odtwarzanie. Nie byłą to holotransmisja tylko po prostu nagranie w które wstawiono dane Zina*Witamy w imieniu zarządu działu mechaniki korporacji Cochrel. Uprzejmie informujemy iż pański projekt o numerze katalogowym 5556 7778 5670 8887 23465 8802 został zakwalifikowany do fazy testów. Właściciel projektu jest proszony o pilny kontakt z najbliższą jednostką Korporacji Cochrel w celu wyrażenia zgody i potwierdzenia chęci brania udziału w projekcie. Udział Pański nie jest obowiązkowy. Szczególy umowy i kwestia wynagrodzenia w razie osobistego brania udziału w  pracach zostanie ustalona ma miejscu. Najbliższy obiekt Cochrelu od Pana miejsca pobytu to: „Statek Widmo” o następujących koordynatach [podano] oraz „Władca Losu” o koordynatach [podano].
Opcje: umów się na spotkanie: proszę wybrać jednostkę

Zindarad - 2010-04-24 23:02:35

Wysłuchał dokładnie całego komunikatu. O tak! Wszystko poszło tak jak powinno. Niech tylko Temena się dowie, to jej zwieracz puści. Żona nie wierzyła w to, że Cochrel się odezwie, a tu psikus. Bardzo ładny psikus. Zin zadowolony odpowiedział.
-Będę tam dzisiaj...Jednostka...Statek Widmo. Poinformuj ich i pozdrów.-Powiedział. Wyszczerzył zęby i przygotowywał się mentalnie do spotkania z generałem, które w gruncie rzeczy go nie cieszyło. Bardziej liczyło się to, że jego silnik zostanie zbudowany oraz że praca Zina zostanie solidnie wynagrodzona.

Gen. Qymaen - 2010-04-24 23:07:22

*mysliwczyk zapikał diodami znowu, co oznaczało przyjęcie rozkazu* Dane zostały zachowane. Nasz przedstawiciel na jednostce Statek Widmo będzie oczekiwal Pańskiego przybycia. Korporacja Cochrel życzy miłego dnia *po tym komunikacie maleńki stateczek zrobił koło wokół głowy Zina i ruszył jak strzała w kierunku nieboskłonu*

Zindarad - 2010-04-24 23:39:58

-No, fajnie.-Powiedział do droida i machnął mu ręką. Szybkie kurestwo. Podrapał się po głowie i postanowił polecieć na Widmo. Ponownie. Bez wiedzy swojej żony. Powie jej dopiero po fakcie. Pobiegł na swój statek. Wbił do niego z zawrotna prędkością. Usiadł w kokpicie i zaczął kombinować przy przełącznikach i w efekcie odpalił silnik. Pracował bardzo nierównomiernie.
-Skalibrować przepustnicę...-mruknął sobie pod nosem i zamknął śluzę. Trap wsunął się na pokład, a następnie inżynier poderwał maszynę do lotu. Z racji tego, że silnik nie pracował tak jak powinien to dostosował odpowiednio prędkość do jego wydajności. Zin ustawił statek pod odpowiednim kątem a następnie ruszył w kierunku nieba i Statku Widmo, na którym miał się spotkać z przedstawicielem korporacji. Na orbicie Zin ustawił koordynaty Widma i skoczył w nadprzestrzeń.

Taken - 2010-04-27 13:14:54

*Po pogrzebie Aidana, Taken spędził jeszcze jakiś czas na terenie osady, obserwując rozwój wydarzeń. Obawiał się, że może dojść do jakiegoś konfliktu między Viriną a resztą, ale na szczęście nic takiego się nie wydarzyło, więc mógł spokojnie wracać na Widmo. Zapakował wszystkie swoje rzeczy na statek, po czym usiadł za jego sterami i wystartował. Lot na orbitę był rutynowy aż do bólu, bo Taken był raczej przeciętnym pilotem i nie lubił brawury. Po opuszczeniu studni grawitacyjnej Mandalore skoczył w nadprzestrzeń*

Zindarad - 2010-05-02 15:04:20

W końcu po jakimś czasie krążenia po bezkresnej galaktyce Zin w swoim małym transportowcu rozpoczął procedurę lądowania w wiosce klanu Fibal. Zin zmniejszył ciąg silnika do minimalnego poziomu, jednak z powodu rozregulowanej przepustnicy, inżynier był zmuszony to włączenia jej na maksymalny poziom, co sprawiło, że silnik działał bardzo nierówno. Prędzej czy później trzeba będzie pozbyć się tego statku. Kobdar wykonał trzy okrążenia wokół wioski, a następnie bardzo ostrożnie posadził maszynę na lądzie. Wyłączył wszystkie aż dwa silniki, a następnie otworzył drzwi i wysunął trap. Te dwa elementy działały chyba najlepiej na tym statku. Nieważnie. W każdym razie Kobdar opuścił statek z ogromnym uśmiechem na twarzy. Takiego szczęśliwego nie można było go zobaczyć, odkąd przyjęto go do pracy w WAR-ze. Złośliwi sądzą, że na swoim ślubie nie był tak uśmiechnięty.
-No i kto tu jest najlepszy? Kto tu jest geniuszem?-Spytał sam siebie. Jak idiota. Robił z siebie idiotę bardzo często, ale chyba dziś było to nadzwyczaj usprawiedliwione.

Virina - 2010-05-02 15:13:19

*Gdy Zin wykonywał swoje, jakże interesujące lądowanie Virina spokojnie zmierzała do swojego statku. I tak też się zdarzyło, że gdy Zin wychodził ze swojego ona akurat zbliżała się do swojego. Popatrzyła na wysiadającego i pomachała mu. Od pogrzebu  unikała raczej innych: zawsze przed świtem szła na największe odludzia i tam medytowała, albo najzwyczajniej spacerowała. A teraz przez przypadek napotkała kogoś i to kogoś takiego! Uśmiechnęła się delikatnie, ale w jej oczach ciąż był smutek. Zawahała się przez chwilę, ale wyczuwając radość Zina postanowiła jednak do niego podejść. I tak też zrobiła.*
Cześć Zin, skąd takie zadowolenie? *Spytała wciąż się delikatnie uśmiechając.*

Zindarad - 2010-05-02 15:22:45

Zin był zbyt zajęty chwaleniem siebie w myślach jak i na głos. Wiedział doskonale, że ktoś w końcu będzie ubiegał się o jego silnik i co? Cochrel się nim zainteresował. Bardzo dobrze, bardzo bardzo dobrze. Jednak marzenia się spełniają. Zin wymachiwał rękoma w geście radości, a gdy zobaczył Virinę z radością jej pomachał. Podszedł do niej, chwycił jej głowę i czoło ją ucałował.
-Jestem bogaty!-Powiedział i wydał z siebie okrzyk radości po czym znowu ucałował ją w czoło. Jego radość nie miała chyba granic. W końcu opanował się i puścił ją i spojrzał na swój statek, którego poszycie można było porównać do podziurawionej gęby dziwki z Nar-Shaddaa. Podrapał się po głowie. Uważał, że coś się stało, ale wyleciał tak naglę, że nie zdążył tego zarejestrować. Hmmm. Był ciekaw co się tu stało w czasie jego nieobecności. Miał nadzieję, że Virina wszystko opowie Zinowi, bo coś nietęgo wyglądała.

Virina - 2010-05-02 15:28:36

*Uśmiechnęła się nieco cieplej.*
A jak to się stało? chodź, oblejemy to. *Powiedziała. Starała się jak najbardziej ukryć swój ból. Jego szczęście było ważniejsze, jej smutek mógł poczekać. Uśmiechnęła się cieplej.*
Więc? Czyżbyś wygrał na jakiejś loterii? *Dodała i poklepała go przyjaźnie po ramieniu. Czy mu opowie? Na pewno, ale później, oj później - nie chciała psuć mu chwili. Zwłaszcza, że widziała, że jest on bardzo szczęśliwy.*

Zindarad - 2010-05-02 15:34:29

-Srać na loterię. Ktoś mądry w końcu zauważył profity płynące z mojego napędu. Na dodatek nie słuchał pierdolenia Tanga, że to jakiś bzdet. Właśnie...opić to. Dobra rzecz.-Powiedział do niej z lekkim uśmiechem na twarzy. Skoro nie chciała mu nic powiedzieć, to przecież nie będzie się narzucał. Jak zechce to powie, jak nie...to nie.-To gdzie pijemy?-Spytał ją. Podrapał się po głowie. Nie chciał pić na swoim statku. W ciągu swojej nieobecności zdążył w nim nieco naświnić i wstyd by mu było, jeśli wpuściłby ją do tak zapaskudzonego statku. Musiał tam nieco posprzątać. Naprawić rzecz jasna, bo w końcu wielu słyszało jak ten statek pracuje. Wielu również mu mówiło, że ten statek należy sprzedać, albo oddać na złom. Inżynier jednak uważał, że...nawet gdyby dopłacił to i tak nikt by go nie wziął.

Virina - 2010-05-02 15:40:09

*A ona nie za bardzo chciała spędzać czas na swoim statku.*
Cóż... a co proponujesz? Ostatnio Twój statek był bardzo wygodny. Ale może teraz pójdziemy gdzieś indziej? Co powiesz na jakąś polanę? *Zaproponowała patrząc na niego. Uśmiechała się wciąż ciepło.*
No no, to duży sukces. Masz jakieś plany? *Spytała patrząc w jego oczy. Czując jego szczęście sama lepiej się poczuła - już nie odczuwała tej pustki...*

Zindarad - 2010-05-02 15:45:05

-Kupię statek. Ten złom musi stąd zniknąć. Później się pomyśli.-Wyszczerzył zęby i założył ręce na klatce piersiowej.-Polana. Dobra myśl. Brakowało mi trawska pomiędzy paluchami. Ja skocze po butelki.-Powiedział do niej i pobiegł do statku. Wyciągnął trzy butelki trunku, który mieli pić poprzednim razem, ale niestety nie udało im się to. Także po chwili Zin stanął przed nią z trunkami w dłoni.-Idziemy.-Powiedział do niej i ruszył w kierunku sawanny. Szedł bardzo powoli. Nie śpieszyło mu się najwyraźniej. Pewnie napawał się uczuciem stabilnego gruntu pod nogami.-Co słychać w dalekim świecie?-Spytał ją z lekkim uśmiechem na twarzy. Zin niemal zawsze ma dobry humor i ten jego głupawy uśmieszek z gęby mu nie schodzi, ale dziś...to przechodziło jakąkolwiek normę znaną w galaktyce.

Virina - 2010-05-02 15:51:54

*Gdy on skoczył po butelki ona skoczyła po koce. I teraz szła u jego boku.*
Em.. co? nic ważnego. *Odpowiedziała ciepło. Rację ma ten, kto mówi, że uśmiech jest zaraźliwy. Bo od kiedy obok Viriny jest Zin i ona się uśmiecha. Po chwili szli już wśród traw...*

EFECTOR - 2010-05-02 18:42:07

Zin:

-Dżony. Przestań już. Jakie dwa serca? Jakie obrączki?-Spytał Zin. Takie piosenki tylko utwierdzały Zina w przekonaniu, że jest w swego rodzaju niewoli. Ah. W dupę z tym wszystkim. Przekraczał niewidzialną granicę wioski. Widział już swój zdezelowany statek, który wymagał porządnego remontu, albo...zmiany właściciela. Druga opcja bardziej podobała się Zinowi, który jak najprędzej chciałby się pozbyć tego statku.-Dżony. Jak droga jest turbina i pulsar do mojego statku?-Spytał go. Nie orientował się w cenach dla tego modelu. Części do Kappy tej pary Jedi były tanie jak barszcz na Tatooine. A ten...Zinowy statek? Pewnie za uszczelkę Kobdar zapłaciłby fortunę.

*przestał natychmiast, bo cóż miał robić. Nie miał zbyt dużego pola manewru. Tamten utwór był odpowiedzią na pytanie. Droid miał ograniczone archiwa, nie zawsze udawało mu się trafnie „odpowiedzieć”. Jednak zamilkł natychmiast, pokornie i posłusznie. Dla jego właścicieli obrączki nie były niewolą. To przecież o nich ostatnio „mówili”.
Kiedy padło kolejne pytanie, droid przystanął na chwile, by złapać model i serie statku, a potem dzięki dobrodziejstwu – antenie – połączył się z domem aukcyjnym* od 5999 do 7999 kredytów imperialnych, sir *teraz już imperialna waluta była a nie republikanska. Na szczęście jeszcze fiala podobna wartość, ale wyglądało na to, ze wszystko drożeje… Po wykonanym zadaniu droid znowu ruszył za Zinem*

Zindarad - 2010-05-02 18:49:50

-Ja pierdole. Chamstwo w galaktyce, nie?-Rzucił do niego. To była istna fortuna dla Zina, który obecnie był biedny jak mysz. Podrapał się po głowie i w końcu znalazł się u celu swojej podróży. Zin stanął przy swoim statku.-A przepustnica? Pewnie droga jak jasna cholera.-Stwierdził od razu, nie słuchając nawet komunikatu droida. Poklepał Dżonego po korpusie.-Przepraszam na chwilę. Pogadam z taką szychą i do Ciebie wrócę, dobra?-Spytał i podszedł do wejścia do swojego statku. Musiał porozmawiać.-Właśnie. Z kim ja miałem gadać?-Usiłował sobie przypomnieć. Dżony zapewne nie będzie wiedział, tak więc Zin postanowił pomedytować nad tym chwilę.

EFECTOR - 2010-05-02 19:02:05

oscyluje w podobnych granicach, sir *zameldował. Należy pamiętać, ze Zin nie sprecyzował, czy chodzi o części nowe, czy używane. W każdym razie – taniej kupić nowy statek. To znaczy nowy stary. Droid stanął grzecznie na szeroko rozstawionych nóżkach i zakomunikowawszy zwrotem* rozkaz rozkaz *swoją gotowość na czekanie… czekał*

Zindarad - 2010-05-02 19:15:41

-Dzięki Dżony.-Powiedział i zniknął gdzieś na pokładzie swojego statku. Zasiadł w kokpicie. Założył com-link na głowę i ustawił częstotliwość, na której odbierało Widmo. Zin poczekał chwilę, aż system skalibruje i oczyści połączenie z ewentualnych zakłóceń, który były nieusuwalne ze względu na odległość dzielącą stateczek Zina i Widmo.-Halo. Widmo? Jest tam kto?-Spytał. Swój komunikat powtórzył jeszcze trzy razy po czym czekał, aż ktoś łaskawie mu odpowie.

EFECTOR - 2010-05-02 19:26:51

*To męska rzecz być na statku, a  droidzia – wiernie czekać. Dżony czeka*

Zindarad - 2010-05-02 20:14:11

Zin po krótkiej konwersacji z kapitanem krążownika Cochrel-u opuścił statek. Stanął na trapie, spojrzał na Dżonego. Machnął do niego ręką po czym podszedł do niego. Przykucnął do niego i rzucił.
-Słuchaj. Idź do swojej pani. Pewnie martwi się o Ciebie. Ja lecę...na taki krążownik.-Pogłaskał go po korpusie. Uśmiechnął się do niego i po chwili wstał. Ruszył do swojego statku. Wszedł do niego. Trap się wsunął, drzwi się zamknęły. To oznaczało, że Zin odlatuje. Znowu. Kilka godzin na Mandalore i nagle odlot. Zaprawdę inżynier ten to zabiegany człowiek z mnóstwem spraw na głowię. Zin teraz tęskni nieco za beztroskim życiem na Nar-Shaddaa, kiedy to mógł przychodzić do pracy kiedy chce.

EFECTOR - 2010-05-02 20:17:35

*droideki, takie jak Dżony maja standartowo 183cm wysokości od ziemi do najwyższego punktu. Głowa znajduje się na wysokości jakich 160cm. Nie trzeba przy niech kucać. Chyba ze chce się zajrzeć do lufy.*
rozkaz rozkaz sir… *rzekł, ale jakby tak… bez życia, jeśli to w ogóle dobre słowa. Cofnął się miedzy dwa drzewa, ale nie potoczył się do domu. Obserwował start*

Zindarad - 2010-05-02 20:25:05

Kokpit w statkach starego typu wygląda przerażająco. Mnóstwo pokręteł, przycisków, przełączników. Było trudno się w tym wszystkim połapać, jednak Zin już się przyzwyczaił do tej maszynerii. Kobdar wędrował palcami po konsoli, uruchamiając po kolei wszystkie systemy statku. Odpowiadały min.: za bezpieczny start, awaryjne lądowanie w razie, gdyby silniki odmówiły posłuszeństwa, a także za optymalne działanie wszystkich dwóch silników. Komputer zakomunikował, że wszystkie systemy zostały włączone i wystarczyło nacisnąć jeden przycisk. Odpowiedzialny za start. Ah...nie. Przepustnica. Trzeba ją odpowiednio nastawić. Zmniejszył jej światło do minimum i odpalił silnik, którzy huknął i trzasnął głośno. Po chwili silnik zaczął się dławić, ale po ponownym otworzeniu przepustnicy na maksymalny poziom, wszystko wróciło do normy. Inżynier poderwał maszynę i poleciał. Ustawiwszy ją pod odpowiednim kątem, opuścił atmosferę. Następnie nastąpił pewnie skok w nadprzestrzeń oraz obserwowanie wszystkich czynników "życiowych" silników, która w każdej chwili mogły odmówić posłuszeństwa.

EFECTOR - 2010-05-02 20:27:57

*Dżony czekał, patrzył, a kiedy nie widział już nawet kropeczki na niebie, ściągnął do siebie działa, skulił się i stal się kołem, które potoczyło się wgłęb osady*

Virina - 2010-05-03 14:52:11

*Cóż, od kilku godzin nie widziała Zina, a na dodatek martwiła się o niego. Jego statku też nie było. Z tego, co pamiętała miał dobre kontakty z tymi całymi klonami. Może i za klonami nie przepadała, ale czasami powinno się ukryć urazy. Szła więc szybkim krokiem szukając któregokolwiek z klonów...*

Tangorn - 2010-05-03 14:58:23

*Czyli do większości osady, bo ostatnio tu się aż roiło od klonów, tych poddanych procesowi resocjalizacji oraz tych Tangowych. Tych drugich łatwo poznać po Mandaloriańskim pancerzu, gdyż uważali siebie właśnie za Mando. Niedaleko Viriny znajdował się właśnie jeden z nich, A'den. Można go poznać po czystej twarzy bez żadnych ozdób i udziwnień. Czysty klon Janga. Siedział właśnie na jakimś pagórku i spokojnie czyścił broń, rozkłądajac ją na czynniki pierwsze a potem składając z powrotem. Nie miał hełmu na głowie, ale rozmawiał z kimś przez komunikator i cały czas się uśmiechał. Najwidoczniej była to przyjemna rozmowa dla niego*

Virina - 2010-05-03 15:01:55

*Spostrzegła go i skierowała się właśnie w jego stronę. Cóż, klon, jak klon, z tym że ten był wyjątkowy bo ten był od Tanga. Tak więc zbliżyła się do niego. Nie chciała przeszkadzać w rozmowie, ale czuła, że Zin potrzebuje pomocy. Tak więc w rozmowie przeszkodzić musiała. Zatrzymała się dwa metr przed nim, popatrzyła na jego zajęcie.*
Mam sprawę... *Powiedziała ni z gruchy ni z pietruchy i teraz patrzyła w oczy klona.*

Tangorn - 2010-05-03 15:07:49

*No a skoro nie chcieła przeszkadzać  to raczej tego robić nie powinna. To jest dosyć niemile widziane. A'den podniósł na nią wzrok, zmrużył lekko oczy po czym dłonią dał jej znak by zaczekała i... rozmawiał dalej po Mandaloriańsku, tak jakby go nie obchodziło to co chce. Mówił jeszcze kilka minut, od czasu do czasu się śmiał czy żartował (tak przynajmniej mogła poznać po tonie głosu) aż w końcu skończył, odłączył komunikator i spojrzał teraz jej w oczy* Czego? *Cóż, Virina za klonami nie przepadała? A klony za nią, a przynajmniej ten konkretny*

Virina - 2010-05-03 15:13:38

Czuję, że Zin potrzebuje pomocy, a nie ma go od paru godzin. A wiem, że wy jesteście z nim w dobrej znajomości. Sądzę więc, że wiecie, gdzie go szukać... *Odpowiedziała zaciętym tonem. Patrzyła w jego oczy. Tak przypuszczała, że za nią nie przepadają, ale gdyby się nie martwiła o Zina to nawet by do nich nie przyszła. Co do przeszkadzania, Zin był dla niej ważniejszy niż pogawędka jednego z klonów.*

Tangorn - 2010-05-03 15:16:15

Nie ma go parę godzin, tak? Zabłądził pewnie, schlał się albo baluje z jakąś babą... ewentualnie ukrywa się przed Temeną *A'den wzruszył ramionami nie mając zamiaru panikować z powodu kilkugodzinnej nieobecności Zina. Był w końcu dorosły. A poza tym już częściej znikał na kilka godzin bądź dni... to do niego podobne. Tak więc klon się nie martwił i wrócił do czyszczenia broni a potem do jej składania. To go uspokajało i przynajmniej miał pewność, że nie zawiedzie go w czasie bitwy...*

Virina - 2010-05-03 15:20:40

*Nie wytrzymała... złożyła dłoń w pięść i przyfasoliła mu w policzek.*
Możesz nie lubić Jedi, ale tak się składa, ze Mocą wyczuwamy co się dzieje... a że Zin jest mi bliski to wyraźnie czuję, że coś się dzieje złego. Gdybym wiedziała gdzie jest to nawet bym z Tobą nie gadała. Tak więc rusz swój leniwy tyłek sprzed tego karabinu i szuraj do braciszków, bo Zin potrzebuje waszej pomocy! *Oj wkurzyła się. jej głos był podniesiony. A na dodatek ta zaciekłość na twarzy. Miała ochotę mu jeszcze raz przyłożyć, ale cóż, zobaczy najpierw czy ten pierwszy cios poskutkuje. Jak nie to będzie go bolał jeszcze drugi policzek.*

Tangorn - 2010-05-03 15:27:27

*Przywaliła mu... błąd. Nie ruszył się nawet przez jakiś czas, starając się uspokoić... ale na nic się to nie zdało. Powoli odstawił karabin na ziemię i wstał... Zmierzył ją wzrokiem, a ze stali blisko siebie, to miał dobry wgląd na jej posturę i możliwości, biorąc poprawkę na Moc... i nagle przywalił jej z całej siły swoją głową w jej. Miała szczęście, że nie sięgnął po blaster* Słuchaj głupia suko. Tutaj nie ty wydajesz rozkazy i jak nie będziesz przestrzegać reguł, to skończysz jak twój mężulek, więc stul dziób, jasne? *Warknął bardzo cicho i bardzo wyraźnie. Nikt się nigdy do niego nie zwracał z takim tonem, nawet Tang... a jeśli ktoś już próbował, to kończył z dziurą w klatce piersiowej. Miała szczęście, że się trochę ucywilizował*

Virina - 2010-05-03 15:30:59

*Syknęła gdy ją walną... aj miała wielką ochotę mu oddać ,,nie ma emocji, jest spokój...'' powtórzyła sobie kilka razy, odetchnęła przy tym głęboko.*
mam rozumieć, że Zin nie jest Twoim przyjacielem... dobrze... powiem mu, jak już go znajdę... ale najpierw mi powiedz, gdzie jest któryś z Twoich braci. Może on będzie bardziej ludzki niż Ty. *odpowiedziała lodowatym tonem patrząc mu prosto w oczy.*

Tangorn - 2010-05-03 15:34:42

*I to jest słabość Jedi... bzdurne gadanie o emocjach. Ale to Virina pierwsza zaczęła tracić nad sobą kontrolę, więc na drugi raz niech pomyśli dwa razy nim cokolwiek zrobi, chyba, że to dla niej zbyt trudne jest* Nie ma go kilka godzin, co nic nie znaczy i tyle. Poza tym chyba nie zniknął bez pożegnania, co? Widziałem go z Dżonym jak wchodził do statku swojego, nic mu nie będzie... *Kilka godzin nie ma dorosłego faceta i już panikują. Co za kretynizm w tym świecie się szerzy. Nie byłoby go dwa dni to można panikować... ale znając szczęście inżyniera, to pewnie podrywa jakąś małolatę w kantynie. A'den siadł znowu na ziemi i zabrał się za wykańczanie swojego karabinu*

Virina - 2010-05-03 15:39:31

Ale Ty tępy jesteś... *Stwierdziła z obrzydzeniem w głosie.*
Jeśli losy galaktyki są w takich rękach, jak Twoje to wróżę jej złą przyszłość. *Stwierdziła wciąż lodowato i... najzwyczajniej odeszła. Bo i co miała zrobić? Z takimi jak on 9czytaj klonami) nie da się rozmawiać...*

Tangorn - 2010-05-03 15:43:37

Można to samo powiedzieć o tobie jetii... to wyście wszystko schrzanili, to wyście nas stworzyli... więc odwal się *Cóż, Virina dyplomatką na pewno nie będzie i jak na gust A'dena to była też mierną Jedi. Aż dziw, że taka osoba jak ona przeżyła... Nie panuje nad sobą, wrzeszczy jak opętana, nie ma za grosz zdolności przywódczych i dyplomatycznych. Łajno banthy jest już lepsze. I jeżeli myśli, że teraz Elitarny Zwiadowca wstanie i będzie ją gonił by przeprosić, to chyba pomyliła adresy. Jej status rycerza tutaj nie przynosi profitów*

Virina - 2010-05-03 15:48:35

*Liczyć nie liczyła, ale na pewno napawałoby to ją pewną satysfakcją i szczerze mówiąc wyobraziła to sobie. Poza tym teraz już nie było zakonu, więc też nie było stopni. Ot, po prostu była kobietą mającą umiejętności Jedi. Dopiero po chwili poczuła, że dłoń od uderzenia tej pustej głowy ją boli. Zaczęła więc sobie ją masować. A, będzie miał po niej przez kilka dni pamiątkę...*

Tangorn - 2010-05-03 15:53:09

*Co tu dużo mówić, obecnie to A'den był jedynym klonem w okolicy, więc jeśli chciała jakąś pomoc, to musiała się zwrócić do niego, innej drogi nie było. Poza tym jeśli była istotą myślącą, a za taką się podawała, to by najpierw próbowała się skontaktować z Zinem przez osobisty komunikator, a nie biegała po osadzie wygadując głupoty o Mocy na planecie, która słynie z tego, że nie przepada za Jedi*

Virina - 2010-05-03 15:56:29

*Zatrzymała się i odwróciła... w sumie tak daleko nie odeszła.*
To pomożesz mi go tylko znaleźć? *Spytała głośno, aby ją usłyszał.*
Będę... będę Ci winna duuużo słodyczy! jakich tylko będziesz chciał! *Dodała. Patrzyła na niego z nutką nadziei...*

Tangorn - 2010-05-03 15:59:52

*Podniósł powoli głowę i przeszył ją wzrokiem* A czy ja wyglądam na niedorozwiniętego, żeby przekupić mnie słodyczami? Jestem nieprzekupny... chyba nigdy nie miałaś do czynienia z klonami *Pokręcił głową, coraz bardziej nabywając przeświadczenia, że to zwykła idiotka z mieczem. Jakim cudem ona mogła zostać rycerzem a potem dowodzić oddziałami? Biedni jego bracia...* A spróbowałaś się z nim skontaktować? Odpowiem, nie, bo nie przyszło ci to do twojej małej pustej dżedajskiej główki... *Nie lubił Viriny, ale Zina tam lubił, wiec mu tam pomoże jeśli będą jakieś podstawy do zareagowania*

Virina - 2010-05-03 16:01:25

A jeśli spróbuję się z nim skontaktować? *Spytała patrząc na niego. Nie lubił jej? I vice versa... ale lubić się nie musieli... znów się do niego zbliżyła...*

Tangorn - 2010-05-03 16:03:29

Nie pytaj sie tylko rób to tych di'kutla chakaar *Mruknął pogardliwie, nie odwracając głowy i tylko skupiając się na składaniu do kupy karabinu. Już prawie wszystkie elementy znajdowały się na swoim miejscu. Nie zwracał uwagi na Virinę, która chyba była jak dziecko we mgle... cóż, życie prędko ją zmusi do trzeźwej oceny sytuacji, o ile nie chce trupem gdzieś leżeć*

Virina - 2010-05-03 16:06:29

*Przełknęła przekleństwo, które już się jej nanosiło na usta. Powstrzymała się jednak.*
A kto ma namiary na jego komunikator? *Spytała już obojętnym tonem. Nie chciało jej się już kłócić z tą pustą głowa myślącą, że zjadł wszystkie rozumy...*

Tangorn - 2010-05-03 16:09:35

Tak bardzo się o niego martwisz a nie masz do niego namiarów? Jakie to słodkie... *Odparł ironicznie po czym z kieszeni wyjął swój komunikator i go jej rzucił* []Poszukaj go sobie. Wejdź do złego systemu a osobiście cię zabiję... chyba, że nawet tego obsługiwać nie umiesz [/i]*Czy pozjadał wszystkie rozumy? Nie, miał wiedzę tylko z zakresu szpiegostwa oraz wojny, reszty sam się uczył. Ale nie trzeba być też wielkim znawcą, by wiedzieć jak postępować w przypadku osób zaginionych, a ona cóż... nie umiała sobie rady dać, uważała siebie za królową świata to potem ma takie nastawienie innych do siebie.*

Virina - 2010-05-03 16:14:40

*Chwyciła jego komunikator. Nie była ciekawa, co on tam ma po prostu szukała odpowiednich namiarów... szybko je znalazła, wprowadziła w swój komunikator i spróbowała się połączyć... a co z komunikatorem tego kretyna? oddała mu.*

Zindarad - 2010-05-03 16:18:21

Kilka sygnałów minęło. Wszystko wyglądało na to, że dojdzie do połączenia a tu lipa. Ostre piknięcie i głos Zina.
-Czołem, tu Zin. Jeśli chcesz mi nagrać kolejną pierdoloną wiadomość o tym, że chcesz mnie zabić to rzuć swoim komunikatorem o glebę i rozdepcz go swoją wielką stopą. Jeśli chcesz mi powiedzieć, że jestem zajebisty, to zostaw wiadomość po sygnale.-Sygnał. Można było nagrać wiadomość.

Tangorn - 2010-05-03 16:21:43

*Cóż, to już trochę podejrzane było, ale jeszcze nie tak do końca* No to mały problem... *Mruknął cicho, kończąc składanie karabinu, po czym uniósł go, oparł kolbę o bark i wycelował gdzieś przed siebie, mamrocząc coś pod nosem po Mandaloriańsku* To utrudnia sprawę... a gdzie się wybrał? *Może przynajmniej to będzie wiedzieć. Rozległ się szczęk mechanizmu spustowego, ale żadnego strzału nie było.*

Virina - 2010-05-03 16:23:12

*Nie zostawiła wiadomości, rozłączyła się. Chociaż jego nagranie ją rozbawiło... Popatrzyła lodowato na klona... znów spróbowała i znów to samo. Powtórzyła to jeszcze kilka razy.*
Nie mam pojęcia gdzie... rozdzieliliśmy się na sawannie. Nawet nie mówił, że planuje odlecieć. Może ten robot, jak mu tam, Dżony, będzie coś wiedział. *Odpowiedziała patrząc wciąż chłodno na klona. Schowała swój komunikator.*

Tangorn - 2010-05-03 16:28:24

*Normalnie ręce opadają... Czy ona wiedziała cokolwiek?! Aż szkoda to komentować, bo jeszcze nerwy sobie zszarpie biedak* To trzeba by znaleźć Dzonego... siedzi pewnie w domu Fler. Albo patroluje okolicę *No i znowu podsunął jej kolejne rozwiązanie problemu, a jeśli jej się nie podobała jego postawa to jej problem. A'den miał umysł zimny i analityczny, więc emocji nie okazywał a przy tym nie przyćmiewały mu jasności myślenia* Proponuję, byś go właśnie tam poszukała. Ja zajmę się sawanną... *Wstał na równe nogi, załadował magazynek do karabinu i odbezpieczył go*

Virina - 2010-05-03 16:52:18

*Więc skierowała się do domu Fler. Miała nadzieję, że właśnie tam znajdzie Dżonego, a i że ten powie jej, gdzie szukać Zina...*

Virina - 2010-05-04 21:18:12

*Cóż, po rozmowie z Mistrzem Windu nie miała za bardzo co robić. Wciąż co prawda martwiła się o Zina, ale cóż, ufała mistrzowi. Właśnie zebrała się na poranną medytację i wychodziła ze statku... wciąż jednak była pogrążona w myślach.*

Zindarad - 2010-05-04 21:24:07

Ogromne wycie, furkot i trzaski dochodziły z góry. Statek. Tak...to na pewno statek. Czerwony korpus wyłonił się z chmur i powoli zwalniał. Ktoś tu ląduje i nie było akurat wątpliwości, że to złom Zina. Inżynier wykonał trzy kręgi wokół osady. Nie wiadomo dlaczego to robił. Być może system gwałtownego hamowania nawalał. W każdym razie. Po tym krótkim pokazie, statek Zina wylądował na powierzchni. Silnik zostały wyłączone, ale zanim turbiny przestały się obracać, minęło trochę czasu. Trap się wysunął, drzwi otworzyły się. W progu stanął Zin.
-Nareszcie w domu.-Powiedział i odetchnął z ulgą. Wyglądał na zmęczonego. Zarósł jeszcze bardziej na twarzy. Wymagał natychmiastowego ogolenia się. Stanął na stabilnym gruncie. Uśmiechnął się do Viriny, która chyba go jeszcze nie zauważyła. Machnął jej dłonią.

Virina - 2010-05-04 21:28:44

*Patrzyła na cały pokaz, a gdy spostrzegła zina podbiegła i przytuliła się do niego. Po chwili jednak się odsunęła i zaczęła okładać go pięściami po klatce piersiowej.*
Ty.. jak mogłeś! Nic nie powiedziałeś! Nie odzywałeś się! *Mówiła wciąż go okładając pięściami.*

Zindarad - 2010-05-04 21:32:40

Chwycił jej drobne dłonie, coby nie biła go już więcej. Wiedział, że jest użytkowniczką mocy, ale myślał, że nie użyje jej przeciwko niemu. Wziął głęboki oddech i rzucił.
-No ja tego no...W pierdlu siedziałem.-Rzucił i zamknął oczy po czym puścił jej dłonie.-Przepraszam.-Dodał. Słowo przepraszam to on w dykcji doprowadził do perfekcji. W końcu wiele razy przepraszał żonę, matkę, ojca, także to dla niego codzienność. Przełknął głośno ślinę i powiedział.-Ale mam pomysł. Zamiast pić koreliańską, chodź polecimy na Nar-Shaddaa. Zjemy sobie coś dobrego, napijemy się też i porozmawiamy. To jest dobra opcja. Dalej.-Uśmiechnął się do niej lekko i czekał na jej odpowiedź.

Virina - 2010-05-04 21:43:21

*Zrobiła wielkie oczy.*
W więzieniu? A co Ty robiłeś w więzieniu?! *Spytała wciąż mając wielkie oczy. Kolacja? Cóż...*
Proponujesz kolację? Ale... e... *Wyglądała na bardzo zakłopotaną.*
No e... no dobrze... Ale lecimy moim. *Dodała, a do ostatnich słów zrobiła groźną minę. Zbliżyła się, pocałowała go w policzek i skierowała się w stronę swojego statku.*
Idziesz? *Spytała i popatrzyła na niego.*

Zindarad - 2010-05-04 21:48:56

-Przesłuchiwali mnie w sprawie Widma. Nic ciekawego...po prostu burdel na kółkach.-Powiedział to co myślał. Na samą wieść o podróży nieswoim statkiem, Zinowi szczęka opadła. Nie chciał lecieć Kappą, ale nie miał innego wyboru. Jego statek się rozlatuje i trzeba znaleźć alternatywę na podróże międzyplanetarne. Zin podrapał się po głowie. Poszedł za nią i od razu wsiadł do statku.-Tej. Masz może jakieś żyletki? Ten zarost mnie wkuuuur...znaczy denerwuje.-Powiedział do niej z lekkim uśmiechem. Dziwiło go, że nie ma tu Aidana. Rozglądał się, nie widział go od ładnych paru dni i martwił się nieco o niego. Póki co nie pytał. Może jest gdzieś z Windu i zostawił Virinę dla jej bezpieczeństwa. Inżynier później ją podpyta. Najpierw musi się ogolić, chociaż trochę.

Virina - 2010-05-04 21:52:05

E... w... w łazience są pewnie jakieś nieużywana. *Stwierdziła i popatrzyła na niego.*
No ja wystartuję, a Ty się ogól, później ja wezmę prysznic. *Dodała i skierowała się do kokpitu... Jeszcze nie posprzątała wszystkich rzeczy Aidana, za dużo sentymentów. Cóż, kiedyś trzeba będzie to zrobić... ale nie koniecznie teraz. Szła spokojnie w stronę kokpitu...*

Zindarad - 2010-05-04 21:54:33

Pozwoliła mu. To dobrze. To bardzo dobrze. Skierował więc się do łazienki i wszedł do niej. Maszynka...maszynka...gdzie ona jest. Zin wodził wzrokiem po łazience i póki co niczego nie widział. Rozglądał się dalej.
-Aha. Tu się schowałaś.-Powiedział do maszynki. Chwycił za nią i uśmiechnął się lekko. Wziął żel do golenia. Nałożył go sobie na gębę i przystąpił do tego iście męskiego rytuału golenia. Co tu więcej pisać? Golił się, ot co.

Virina - 2010-05-04 21:56:51

*A ona wystartowała i właśnie wylatywała z atmosfery.*
Znalazłeś?! *Spytała głośno. Była ciekawa, czy znalazł cokolwiek w tym bałaganie (czytaj kilka ręczników na wierzchu, jakaś jej bielizna, do tego kilka kosmetyków nie na półeczkach).*

Zindarad - 2010-05-04 22:05:41

Nie odzywał się, gdyż się golił. Nie chciał się zaciąć. Podciąć sobie tętnicy i wykrwawić się na śmierć. Życie jest mu miłe i nie ma zamiaru się z nim szybko rozstawać. Po zakończeniu rytuału, Zin oblał całą twarz wodą, chwycił za pierwszy lepszy ręcznik i wytarł nim twarz.
-Od razu lepiej.-Powiedział pod nosem i wyszedł ze znanym wszystkim meszkiem na swojej twarzy. Twardy zarost, typowo męski. Zin widać właśnie tak się golił, by zostawić swój piękny, niegrzeczny zarost. Wyszedł na pokład. Zmierzał w kierunku kokpitu i rzucił do Viriny.-Fajne masz gatki.-Zaśmiał się po czym zasiadł tuż obok niej.

Virina - 2010-05-04 22:07:49

Te czerwone stringi zwłaszcza, co? *Spytała z przekąsem.*
No, trzymaj stery... w końcu to ma być twój statek! A ja idę wziąć prysznic. *Odpowiedziała z uśmiechem.*
Aha, wszystko gotowe do skoczenia w nadprzestrzeń. *Dodała i popatrzyła na niego. Źrenice jej się powiększyły, podobał jej się taki zarost.*

Zindarad - 2010-05-04 22:11:54

-A jak!-Zaśmiał się i przejął stery. Niepierwszy raz siadał przy sterach republikańskiego statku. Wiedział jak się nimi obsługiwać. Z czułością chwycił za stery. Obserwował przyrządy. Wszystko było w porządku, toteż wystarczyło pociągnąć za jedną wajchę. Gdy już to zrobił statek wskoczył w nadprzestrzeń w kierunku na Nar-Shaddaa. Kobdar oglądał kokpit. Zadbany. To mu się podoba. Ogólnie. Statek był bardzo zadbany. To się chwali. Kij z tym, że był republikański (tudzież imperialny),ale użytkowany był przez jakiś czas przez cywilów i jak widać dbali o niego. Zin rozsiadł się wygodnie. Założył ręce na klatce piersiowej. Cóż mógł zrobić. Przecież nie musiał na razie robić niczego przy statku. Czekał jedynie, aż wyjdą tuż przy Nar-Shaddaa.

Virina - 2010-05-04 22:21:31

*A ona? Zamknęła się w łazience, rozebrała i wzięła prysznic. Ogoliła nogi, poprawiła brwi, taki rytuał, ale kobiet. Gdy już wyszła spod gorącej wody użyła kilku kosmetyków. Owinęła się w ręcznik. Wyjrzała, czy jej przypadkiem nie podgląda i szybko poszła do sypialni. Tam wygrzebała świeże ubranie - Jakąś białą tunikę z wieloma koralikami na dużym dekolcie oraz zwyczajne, czarne spodnie. Jeszcze tylko uczesała włosy w zgrabny warkoczyk, bo były one mokre i skierowała się się do kokpitu. Szła cichutko, aby zobaczyć, co robi...*

Temena Kobdar - 2010-05-06 21:02:35

No i w końcu pojawiła się w Siedzibie nie kto inny, jak Temena. Wystarczyło tylko na nią spojrzeć, by stwierdzić, że jest wściekła: zmarszczone brwi, kurwiki w oczach, usta wykrzywione nieco. Ale umalowana, ogólnie zadbana, w końcu Zina nie było, to musiała się wziąć za siebie. Włosy nieco przystrzygła, swoje atuty podkreśliła czarnym, obcisłym strojem. Duży cyc, duży tyłek. No i bez dzieciaka, został w domu. Wiadomo po co przylazła - jej męża nie było i wiele za długo.
- ZINDARDADZIE KOBDAR! - wrzasnęła, rozglądając się dookoła.

Tangorn - 2010-05-06 21:12:35

*Słysząc ten wrzask jeden z klonów skrzywił się. Siedział sobie spokojnie przy małym składanym stoliku i bawił się czymś... jakieś kabelki, dziwny materiał przypominający plastelinę i do tego jeszcze jakaś obudowa. Tracyn przez większość dnia bawił się materiałami wybuchowymi w spokoju i nikt mu nie przeszkadzał. No aż do teraz. Podniósł wzrok i skrzywił się widząc wściekłą kobietę... ten Zin to też sobie żonkę wybrał, nie ma co. On zwiał a teraz oni musieli się z nią użerać. On chyba wykonał krecią robotę...* Nie ma go... gdzieś poleciał... znowu *Mruknął spokojnie klon, skupiając się na swojej czynności i podśpiewując sobie coś cicho pod nosem*

Temena Kobdar - 2010-05-06 21:23:16

Spojrzała sobie na klona. No cóż, mogłaby wydrzeć się na niego wybitnie, ale postanowiła zachować siły na swojego męża. Bo kiedyś wróci, a wtedy mu pokaże, co do tego nie ma najmniejszych wątpliwości. Położyła dłonie na swoich szerokich biodrach, po czym westchnęła... nie, ona się musi dowiedzieć, gdzie tego tępego idiotę wcięło, jak się zebrało jej na powiększanie rodziny. Nigdy chłopa nie ma w pobliżu, gdy jest potrzebny.
- Słoneczko ty moje, a mógłbyś mi powiedzieć, gdzie to gówno banthy się podziało? - zapytała się spokojnym, słodziutkim głosikiem.
Niech się Zin cieszy, że go nie ma. Bo granda byłaby solidna.

Tangorn - 2010-05-06 21:29:29

*Klon zamyślił się na chwilę, postawa Temeny nie robiła na nim żadnego wrażenia. Był na wojnie i widział gorsze rzeczy, których się autentycznie bał. Jej się nie bał, w przeciwieństwie do jej męża* Poleciał tą Imperialną Kappą z tą dżedajką... nie wiem gdzie. *Wzruszył lekko ramionami, bo kłamać tutaj nie będzie. Statek Zina stał sobie a tego drugiego nie było. Ale nie wspomniał kobiecie o tym, że przedtem Virina panikowała, że inżyniera nie ma kilka godzin, i że przywaliła w twarz jego bratu za to, że się tym faktem nie przejął. Oj, miała tylko szczęście, że jej oddał. Kiedyś to by ją zastrzelił. Czy to nie cudowne? A'den się cywilizuje...* I od razu uprzedzam, nie wiem kiedy wróci

Temena Kobdar - 2010-05-06 21:52:19

No tak, nawet nie kwapił się ją poinformować o zaistniałej sytuacji! Dzieciaka na karku zostawił, sam sobie latał... takie myśli krążyły w mózgownicy żoneczki pana inżyniera, który miał już u niej dostatecznie nagrabione. Zaklęła pod nosem, zacisnęła dłonie w pięści... tak, Zina czekało wspaniałe przywitanie w domciu, wystarczy tylko, że wróci. W każdym razie gdy usłyszała o "dżedajce", a to oznaczało o cholerniku ze świecącym się kijem płci żeńskiej najeżyła się.
- A to ze swoją lafiryndą poleciał, taaaa? Słodziutki, nie macie jakiejś dobrej broni? Albo coś, czym można skutecznie wyrywać kudły z cebulkami włosów?

Malkit - 2010-05-06 21:53:00

*wtem od sytuacji zupełnie niezależnie, bez związku jakiegokolwiek spod stoliczka wyłoniła się łapka, by na blacie położyć element całej bomby który Tacytowi spaść musiał z  dosadnym komentarzem* Nie wywalaj ty fu tepatu *Malkit, kryjący sie przed chmurami skręcił sie ciaśniej pod stoliczkiem i postawiwszy uszek westchnął rozkosznie, patrząc sobie na piękno butów pani Kobdarowej*

Tangorn - 2010-05-06 21:59:10

Ooo dzięki Mal'ika... gdyby się to zgubiło to byłoby małe boom... *Uśmiechnął się szeroko i pogładził po głowie małego szelka, w ogóle nie przejmując się faktem, że na jego stole znajdowało się tyle materiału wybuchowego, że eksplozja zniszczyłaby wszystko w promieniu dziesięciu metrów. Ale on lubił eksplozje* Broni mamy pod dostatkiem proszę pani... i niech się pani tak nie irytuje, podobno złość piękności szkodzi *Zerknął na nią i uśmiechnął się chytrze. Był najbardziej towarzyskim ze wszystkich klonów, ale też lubił innych wkurzać, najczęściej Drala albo Brexa* Czemu go pani tak terroryzuje? Myślałem, że kobieta powinna być czuła, kochająca, troskliwa... a facet jest od tego by jej bronić... Zamyślił się na chwilkę i spojrzał w niebo* Albo ta książka kłamała? Fierfek... Tan'buir jakoś omija zawsze ten temat, co nie Malkitek? A tak włąściwie to co tutaj robisz, hmm?

Malkit - 2010-05-06 23:29:39

Ty musisz dobrze budować żeby dobrze rozpiżdzało *wypowiedział się głosik spod stołu* źle zrobisz szeba będzie drugi raz szeba bedzie, i szystko rozbierać… szeba dobrą bombe zbudować, sonie? *wychylił łepek spod stołu by owo „sonie” miało odpowiedni wydźwięk. Popatrzył na Temenę, postawił uszek i oblizawszy pyszczek słuchał dalej nawiedzonej gadki klona* U nas mamy i taty broni Dżony. Bo oni szasem w  dzień śpią… jacyś oni dziwni! Ja już w dzień nie śpię bo ja już duży jestem ja! Ja tu "zakwitłem", Tracynu! *wypiął dumnie lichą pierś*

Tangorn - 2010-05-10 23:21:50

*W końcu Klony, Tang oraz Fler dotarli do osady i zatrzymali się po środku niej, by wypakować wszystkie rzeczy. Droidem i bronią zajęli się Brex i Ven, podczas gdy Tang ciałem zmarłej przyjaciółki Fler. Wziął je ostrożnie na ramiona po czym zwrócił się do niej* Gdzie mam ją zanieść? *Bo tak stać wiecznie nie będzie a sama za dobrze nie pachniała. Powietrze w zamkniętym obiegu się skończyło i teraz normalnie oddychał i czuł ten smród, bo ciało nasiąknęło tym Zakkegiem*

Fler - 2010-05-10 23:26:40

*Wysiadła i pilnowała się tanga od tego czasu, nie widząc niczego Kolo siebie. Ani pracujących klonów, ano targanego furią Dżonego* Ja… nie wiem, nigdy nie robiłam pogrzebu…. *wpadła w trwającą kila sekund histerię jednak szybko przyszło opanowanie* do domu… do mojego domu chodź… ona nie zasłużyła, by czekając na pochówek leżeć na trawie! *I ruszyła w kierunku domu, jak w  amoku*

Tangorn - 2010-05-10 23:30:28

*No klony zaczęły się wydzierać na Dżonego bo ten zaczął świrować i nie pozwalał im zająć się astromechem, co ich irytowało. Zawsze taki spokojny i ułożony a teraz? Kompletny furiat. A Fler pogrążona w żałobie tego nawet nie widziała. A Tang kiwnął głową i ruszył za nią z ciałem na ramieniu i tez milcząc, nie wiedząc co powiedzieć. Umorusany tym szambem z legowiska śmierdział nie gorzej niż ta martwa Jedi. Powoli zbliżali się do domu Fler*

Fler - 2010-05-10 23:36:16

*W którym oboje znikli i nikt nie wiedział, co działo się w środku przez wiele godzin. Dom rodziny Gawila milczał. Dżony dąsał się po swojemu, skutecznie odwracając uwagę od tych ostatnich chwil które Fler spędziła z Dimitri*

Secorsha - 2010-05-13 19:39:52

*Od polezienia sobie Tanga do swojej chatki na kurzej nóżce, Seco rozłożony na trafie w asyście Dzonego zasnał, i spal sobie w najlepsze, pojękując od czasu do czasu coś przez sen*

Darven - 2010-05-13 20:05:18

*Z nadprzestrzeni niedaleko Mandalore po dość krótkiej podróży wyskoczył niewielki statek, przypominający nieco Conquerora. Piękny, zwinny, dobrze wyposażony - to dla miłośnika. Natomiast dla zwykłego zjadacza chleba statek jak statek. Dla Darvena także w sensie technicznym, nie znał się na tym, ale mimo wszystko był w pełni zadowolony z otrzymanych środków, bo nie był to byle jaki statek, a i wyposażenie nie spadło z nieba. Jednym słowem, zaplecze techniczne dobre. Ów statek o nieco okrągłych kształtach, podłużny, zbliżył się do strefy lądowań (wcześniej ustalonego miejsca, którego współrzędne Darven już otrzymał). Pozostało jedynie wpisać dane i czekać, aż statek podejdzie do lądowania.

Sama podróż minęła "zwykle", nic ciekawego. Było spokojnie, podróż nie dłużyła się. Nie za wiele rozmów, Darven zajmował się własnymi sprawami, zapoznawał z materiałami, sprawdzał stan techniczny... Jednym słowem, wiele różnych rzeczy, często pomniejszych.*

EFECTOR - 2010-05-13 20:23:34

*A na dole gdzieś wiele, wiele klików pod statkiem Dżony grzany słońcem nudził się przy swoim chrapiącym panu, którego jednak z  oddaniem pilnował przed wszelkim złem które tylko moglo się pojawić. Zastrzelił z ogluszacza nawet Lilka żuków które zbliżały się do Secorshy, ale przez ostatnie pół godziny nawet żuki omijały to miejsce. Dżony wiec nudził się aż do chwili, kiedy do jego antenki dotarł sygnał. Droid wyprężył się i przemiescił w  miejsce o silniejszym sygnale. To jednostka cochrelu, z cała pewnością. I to oznakowana, wiec mógł ją wyczuwać*

Nash - 2010-05-13 20:55:06

Kiedy statek wyszedł z nadprzestrzeni Nash wybudził się z transu medytacyjnego. Dobrze m uto zrobiło, był nieco wyciszony i spokojny. Poprawił się w fotelu i sprawdził wszystkie systemy. Wyjął z plecaka specjalny pojemnik i umieścił tam Sparkiego. Udał się z nim do luku bagażowego i odstawił w bezpieczne miejsce zostawiając zapas jedzenia i picia.
-Tym razem zostajesz tutaj mały. -powiedział i wrócił na miejsce. Zasiadł ponownie za fotelem i powiedział.
-No, niedługo wysiadamy...

Secorsha - 2010-05-13 21:00:48

*Seco nic nie poczuł, ale chyba nie po to ma Dżonego, żeby spać z karabinem. No, na dobrą sprawe teraz spał z  podwójną armatą. a właściwie z jego noga, którą to oplótłszy ramieniem przycisnął do łysego łba i chrapał w najlepsze. Po prostu zgon*

Darven - 2010-05-13 21:12:17

*Darven spojrzał na wskaźniki parametrów.* Ta, podchodzimy do lądowania. *Mruknął i zaczął włączać potrzebne systemy. Jako, że nie miał połączenia z Mandalorianami lub jakąś kontrolą lotów, podszedł od razu do lądowania. Wpisał odpowiednie dane i drobny statek sam zaczął przyjmować odpowiednią pozycje.* Lecimy na 33... Spadek wysokości w normie, praca systemów bez zakłóceń. *Mówił sam do siebie, sprawdzając działanie sprzętu. Statek zgrabnie osiadł na lądowisku w pobliżu osady hałasując przy tym mocno. Rozpoczął się proces kończenia lądowania, sprzęt syknął ciężko, gdy statek powoli opadał na długich, metalowych "nogach.*

EFECTOR - 2010-05-13 21:17:52

*cichy przypominający owada droid przyglądał się temu wszystkiemu, kiedy statek lądował, doideka, uwalniając nogę z zaspanego uścisku swojego pana podeszła niebezpiecznie blisko do lądującego statku, by stanąć „twarzą” do trapu. Istota organiczna nie mogłaby tak, no ale on jest robotem* Program ochronny aktywny. Dyrektywa dwa: ochrona osób i mienia *on tez sam do siebie mówił i bardzo często to samo* UWAGA! Znajdujesz się na terytorium klanu Fibal! Wyjdź i podaj swoją tożsamość oraz cel wizyty *to powie kiedy wyjdą*

Tangorn - 2010-05-13 21:19:36

*Ale Mandalorianie wiedzieli o przylocie statku i obserwowali jego lot już od wyjścia z nadprzestrzeni. Mieli swoje "pirackie" czujniki usytuowane w jednym z zaniedbanych budynków, ale wszystko stale monitorowali. Więc gdy komputery poinformowały ich o nadlatującym statku, to cała szóstka, pięć klonów i Tangorn, zebrała się i wyszła ze swojego domu, kierując się ku frachtowcowi, który właśnie wylądował. Każdy miał na sobie beskar'gam, ale bez hełmu, by zrobić większe wrażenie. Jeśli to dżedaje, to widząc klony od razu będą działać ostrożniej. Ich nieufność względem nich była całkowicie uzasadniona. W czasie ich marszu dostrzegli też Dżonego wraz z Seco, który najwyraźniej spał, albo się budził. Cóż, w końcu do nich dołączy... Cały ten mały "oddział" dotarł do statku i opuścili nieco lufy swoich karabinów, ale były one odbezpieczone, co stanowiło niemą demonstrację siły. Tang nie chciał żadnych kłopotów, więc trzeba wszystko załatwić od razu. Gdy Dżony do nich dołączył, to Tang poklepał go lekko po głowie* Spokojnie... damy sobie z nimi radę

Secorsha - 2010-05-13 21:46:25

*Zwłoki Secorshy podniosły się z  trawy. Co to znaczy sen mieć. No ale w końcu obudził go ten lądujący statek. Koło niego przeszedł jakiś klon, i akurat by usłyszeć pociąganie nosem w wykonaniu Secorshy* Dżony… o… o kuhrrwa! *Krzyknął i mało nie upadł, kiedy się okazało, ze stoi przed statkiem, wcale niemałym* Kuhrrwa, Tang… Tang! Ty go pilnuj, słyszysz?! *wskazał pazurem na dropia w bliskim sąsiedztwie Tanga. Nie, zdecydowanie jedno rozstrzelanie wystarczy. Seco obciągnął koszulkę i ruszył truchtem  kierunku rampy by zobaczyć co to wyłazi*

Darven - 2010-05-13 21:56:17

*Statek ugiął się na masywnych nogach z trzaskiem. Rozległ się syk odbezpieczanych drzwi.* Zostajesz w środku, zajmij się sprzętem. *Mruknął tylko i ruszył w stronę drzwi. Stanął przed nimi podpierając się laską.
Lśniący statek uniósł się na magnetycznej platformie podczas gdy metalowe nogi chowały się i opadł, wywołując znów lekki trzask. Imponujące jak na statek tego typu uzbrojenie wysokiej klasy schowało się we wnękach, z lekkim sykiem. Wejście rozsunęło się wolno i ukazało stojącego we wnętrzu człowieka ubranego w nietypową, ozdobioną egzotycnzymi symbolami szatę. Podpierał się maswyną laską. Na głowie miał kaptur, spod którego wydostawały się gęste, kruczoczarne włosy. Zimnoniebieskie spojrzenie o wielkiej przenikliwości wbiło się w droidekę - która zresztą pierwszą zauważył.* Darven Saarai... Elementi. Zapewne jeszcze pamiętasz. Cel wizyty był już przedstawiony. *Wyszeptał swym cichym, nieco smutnym głosem i wyszedł na zewnątrz powolnym, spokojnym krokiem.*

EFECTOR - 2010-05-13 22:01:08

*Jak to być powinno w  takich momentach - niezawodny Dżony okazał spokój, choć na filmach kiedy tylko pojawiała się doideka to za sekundę był ostrzał. I przez to mało kto wiedział jak dokładnie wygląda taki niszczyciel. a  tu można było sobie popatrzeć na nieskazitelny piękny pancerz oraz inne elementy składające się na budzącą grozę maszynę która nadal czatowała na wychodzących, ale teraz przy boku mandalorianina* Witamy w klanie Fibal, sir *droid natychmiast opuścił działa, zobaczywszy kto wychodzi, i na swój druidzi sposób ucieszył się bardzo*
Zagrajcie nam dzisiaj wszystkie srebrne dzwony
zagrajcie nam na tysiąc tonów
czekajcie, witajcie białe narzeczone
bo chłopcy wracają do domu!

*z jego głośniczków natychmiast popłynął dźwięk piosenki na przywitanie, a  sam Dżony wyszedł naprzeciw, najwyraźniej licząc na jakieś wyjątkowe powitanie, poklepanie, czy coś*

Tangorn - 2010-05-13 22:05:44

Dżony! Opuść broń... *Wolał na wszelki wypadek dać droidowi jasny rozkaz, by nic nie robił. Ale samo powitanie człowieka dało mu jasno do zrozumienia, że ta dwójka się zna... normalnie zajebiście. Podobnie było z jego synami, którzy poruszyli się nieznacznie, gdy tylko pojawiła się sylwetka Darvena. A'den, Brex i Tracyn już go znali, podobnie jak Tang, co jakoś go nie ruszało.* Tangorn Fibal. Nie, cel wizyty nie został podany więc łaskawie wyjaśnij, po cholerę tutaj przybyliście? *Ton jego głosu był w miarę spokojny, ale jak na jego standardy, więc z interpretacją to różnie bywa. Ale przynajmniej nie uniósł broni i nie strzelał, więc według jego standardów to było miłe powitanie*

Secorsha - 2010-05-13 22:11:34

*Cala szóstka uzbrojona, w  pięknych pancerzach, droid tez wstydu nie przynosi, i miedzy tangiem a A’denem  on we własnej osobie pięknych rękami głęboko  kieszeniach, i koszulce z krótkim rękawkiem i wytartych spodniach, naturalnie bez butów by widac było jego brudne palce u nóg. Uśmiechał się dziko i zezował bokiem na Darvena. Może kojarzył, może nie, ale akurat teraz tak stał i obserwował to nietypowe powitanie. Głownie Dzonego, bo Tanga to raczej w standardzie się mieściło* właśnie, Dżony, opuść ładnie bhrroń i pokaż jak kochasz pana gościa *odszedłszy o krok ukłonił się dwornie* witamy państwa chlebem i solą w khrraju gdzie ludzie wszystko piehrrdolą

Darven - 2010-05-13 22:23:18

*Darven podszedł do droida i przejechał dłonią po lśniącym pancerzu, jakby głaskał. Po chwili spojrzał na Tangorna.* Został podany. Pani Fler skontaktowała się z nami i poznała również cel wizyty - między innymi dlatego, że po części sama nas o ów celu poinformowała -, zakładam, że wam to powiedziała. Jeśli nie - przybyłem w sprawie Zakkega i ów jedynego ocalałego. To główne powody wizyty. *Oto ów "łaskawe wyjaśnienie". Jakie łaskawe, skoro dawno wiedzieli? Chyba, że nie byli doinformowani, ale to przecież nie jest sprawa Darvena. Człowiek zerknął na kaleesha.* Cieszę się z tak ciepłego powitania. *Odpowiedział, również się skłaniając. Bardzo mądre słowa Seco wypowiedział. Kraj gdzie ludzie wszystko pierdolą, to dobre określenie. Szczególnie, jeśli normą jest strzelanie do zapowiedzianych przybyszów. Natomiast jeśli chodzi o poznawanie - Tanga Darven pamiętał ze statku i to go nie nastrajało optymizmem. Resztę organicznych obecnych tutaj raczej już nie mógł sobie przypomnieć. Został Dżony, o którym naturalnie nie zapomniał (ba, pamietął go najlepiej z całego "komitetu powitalnego").*

EFECTOR - 2010-05-13 22:27:16

*Słysząc polecenie Secorshy pozwolił działom opaść aż do kolan i zaczął się grzecznie i subtelnie zbliżać do Darvena, by, osiągnąwszy odległość ok. łokcia do najdalej wysuniętej części piersiowej objąć go opancerzonymi ramionami, tak jak wcześniej Secorshę i przycisnąć do siebie. Nauczył się nowej sztuczki.
Natomiast powód nigdy nie został sprecyzowany konkretnie w rozmowie. Ale co Dżony o tym wie*

Tangorn - 2010-05-13 22:32:26

Zakkeg... pół truposz... Seco?! *Warknął cicho i teraz jego spojrzenie spotkało się z twarzą kaleesha. No tak, teraz wychodziło na to, że on nie ma zielonego pojęcia o tym, co tu się dzieje. Potem sobie z nim pogada... albo lepiej nie, bo jeszcze dojdzie do jakieś małej wojny domowej i pokój pójdzie w cholerę. Tak więc niechętnie spojrzał na Darvena i na Dżonego okazującego swoją miłość. Czego to już jego biedny umysł nie doświadczy?* Dobra, Zakkega spaliliśmy, a siedlisko szlag trafił. Próbkę mamy, to podrzucimy. Ten pokiereszowany di'kut leży sobie w ambulatorium, to go sobie przenieść możecie. Coś jeszcze? *Zmrużył oczy. Chciał dokładnie wiedzieć co oni tutaj będą robić, by mu czasem na głowę nie sprowadzić jakieś apokalipsy w postaci wkurzonych sąsiadów, dzikiej bestii czy cholera wie jeszcze kogo. Lepiej zapobiegać niż leczyć...*

Secorsha - 2010-05-13 22:38:19

*Seco natomiast bezradnie wzruszył ramionami  miną kogoś, kto się wczoraj urodził. Jego tez już męczył trochę ten styl, no ale jakby nie było Seco dużo może wytrzymać. Zaplótł ręce za grzbietem i patrzył, co zrobi stary z 300-toma kilogramami rdzawobrązowej miłości z działami jak z koszmaru*

Darven - 2010-05-13 22:51:34

*Darven nie wiedział, co konkretnie przekazywano, bo tym się zajmował Generał. Przecież nie w gestii Darvena to leżało, ale zakładał, że wiedza o jego przylocie i powodach chociaż w ogólnikach. W końcu, większość powodów brało się z rozmowy Fler z Generałem.
Darven przyciśnięty do droida uśmiechnął się. A to bestia! Coraz więcej potrafi. Naturalnie znów pogłaskał Dżonego, czując za plecami potężne działa.* Uh... Tak, też się cieszę, potworku... Uważaj, bo mnie zgnieciesz! *Zaśmiał się. Aż się łezka w oku kręciła. Dżóny wyrastał na ludzi. "Na ludzi" to znaczy.* Tangornie z klanu Fibal, generalnie nie wiem, dopiero przyleciałem... W papierach przecież nie ma wszystkiego, nie podam szczegółowego planu przebiegu całej wizyty z prostego powodu - nie potrafię. Po to przyleciałem, by dowiedzieć się więcej, gdy natrafię na coś związanego z tym, co robie, zbadam to naturalnie. *Darven przybył tu, by "robić swoje" jak to się mówi, a nie na wakacje. To oznacza, że ów niechęć ze strony Tangorna miała wielkie prawo mieć odbicie w Darvenie, bo jak ktoś na ciebie tak patrzy, to i ty patrzysz tak na niego. Nie dla przyjemności tu człowiek przyleciał, dostał polecenia. Więc, jeśli Tangorn będzie miał obiekcje, będzie musiał z nimi iść do Generała, nie do Darvena, tak jak i z niezadowoleniem. To, jak się ułożą kontakty na linii Darven - Tagorn głównie zależy od tego drugiego. Natomiast jeśli chodzi o doświadczenie umysłu Tagorna... Droidy w życiu Darvena (szczególnie te z jego jednostki) zajmowały specjalne miejsce. To było związane z tym co robił. Dlaczego więc reagować tak na cudze pasje, nawet nie wiedząc o nich? To tak, jakby Darven w ten sposób reagował na klony, rodzine Tangorna, którą przygarnął, pracował z nimi. Podobna sytuacja. To by był brak szacunku, którego przecież Darven Tagornowi nie ukazywał. Bez szacunku nie da się zbudować poprawnych kontaktów.* Seco... Tak? *Spytał patrząc na kaleesha. Jakieś przebłyski w pamięci.*

EFECTOR - 2010-05-13 22:57:03

*naturalnie przerwal duszenie. Darven reaguje inaczej niż Secorsha, który natychmiast kazał mu spocząć. Droid grzecznie odkleił się i stanął o krok za Darvenem, co mogło oznaczać ze dażył co „ciepłymi uczuciami” i jeśli dodadzą go do folderu dowodzenia, to Dżony będzie w siódmym droidzim niebie*

Tangorn - 2010-05-13 23:05:13

*Tak, przyleciał tu robić swoje, ale odbyło się to bez wcześniejszych konsultacji z drugą zainteresowaną stroną, czyli z Tangiem, bo obszar wokół osady jak i sama osada należał do niego, czyli miał prawo wiedzieć po co ktoś tu przylatuje, by grzebać mu w ziemi i tym podobnych. A załatwienie tego przez pośredników, którzy nie byli bezpośrednio zainteresowani tym było swego rodzaju obrazą i brakiem szacunku, więc niech się Darven nie wypowiada o tym. Tang został postawiony przed faktem dokonanym i jedynie fakt, że wcześniejsza współpraca z Generałem układała się dobrze, sprawił, ze jeszcze nie spakowali manatek tak szybko jak tu przylecieli i nie wracali do siebie.* To jak się czegoś już dowiesz, to mnie poinformuj o tym. Nie lubię jak ktoś mi lata po osadzie i grzebie nie wiadomo gdzie... *Mruknął cicho i ostrzegawczo. I najlepiej będzie jeśli Darven nie będzie dyskutował, tak jak mu Generał radził, bo Tang był upartym typem i do tego twardogłowym. Jak już na coś się uparł to koniec.*

Secorsha - 2010-05-13 23:12:23

*Kaleesh tam był poza całym głównym tematem, wiec tylko się usmiechal* Ano Seco. Na chrzcie dostałem Secorsha, to po dziadku, tatusiu mamusi mojej *I zademonstrował uzębienie w uśmiechu szerokim* Dżony cie lubi chyba. Możesz się z nim pobawić w „cel”, to jego ulubiona zabawa jest. Bahrrdziej lubi tylko zabawę w „zabij”

Darven - 2010-05-13 23:24:54

*I rzecz jasna Tagorn w swej genialności myślał, że od Darvena to zalezało. Ba, że mógł tutaj kogokolwiek informowac. Dostał polecenie i tyle, o czym tu mówić? Nie było żadngo załatwiania przez pośredników. Prędzej Darven był pośrednikiem generała, przedstawicielem, decyzje zapadają u niego. Więc niech sobie Tangorn nie wymyśla niezgodnych z rzeczywistościa opowieści Jedyną osobą, która nie okazywała tutaj szacunku, był on właśnie. To, że Tang został postawione przed faktem dokonanym, to przecież nie spawa Darvena, nie od niego to zależało. I tak jak było już wcześniej powiedziane - niech sobie Tang idzie z ów wielkim niezadowoleniem do Generała. Jak chce, to niech sobie pakuje manatki i wywala. Trzeba było o tym myśleć wcześniej, a nie, mieć pretensje do wszystkich. Szkoda, że nie miał pretensji, jak Cochrel pomagał mu w odbijaniu klonów, i to dość sporej grupki.* Ta, poinformuje. Właściwie, moim celem nie było latanie po osadzie i grzebanie nie wiadomo gdzie, ale skoro już to tak nazwałeś... *Tang mógł być typem jakim chciał, ale to go nie usprawiedliwiało. Darven nie przybył tutaj szkodzić, przybył pracować, nawet w sprawach, które dotyczą Mando. Na pewno im takze zależy na rozwiązaniu sprawy i pozbyciu się rannego. Podążając tokiem myślowym Tanga, osoba agresywna jest usprawiedliwiona jeśli chodzi o pobicie kogoś, bo właśnie jest agresywna. Darven też raczej do milusińskich nie należy, ale stawia na dobre utrzymywanie kontaktów i brak konfliktów.* Pamietam cie jeszcze ze statku. Jak uda mi sie znalezc czas, z penwoscia sie z nim pobawie. *Odezwał się do Seco.*

EFECTOR - 2010-05-13 23:27:47

[puszczam kolejke, a własciwie to już ide spać. dobranoc]

Tangorn - 2010-05-13 23:35:20

*Tyle że najbliższym przedstawicielem Generała na którym można wyładować frustracje był Darven, czy tego chciał czy nie. Ale póki co usposobienie Tanga było w miarę pokojowe, bo raczej nie przyjazne.* I gwoli ścisłości... bez mojej wiedzy nie sprowadzacie tutaj nikogo, jasne? Nie wtrącacie się do żadnych nie waszych spraw a wasze opinie możecie sobie zatrzymać dla siebie, chyba, że ktoś o nie zapyta. *Przesłanie jasne, ja tutaj rządzę i gówno mnie obchodzi kim jesteście. Tang nie zapomniał o tej pomocy Cochrelu, ale też niech oni nie zapominają, że to Mando przejęli te dwa okręty Imperium i to przy minimalnych stratach. To była swego rodzaju transakcja wiązana, wy bierzecie statki, my klony i cześć.* Więc róbcie co tam musicie, ale kłopotów nie chcę tutaj, jasne? *Klony poruszyły się niespokojnie i spoglądali na siebie spokojnie i bez wyrazu. Zaczęły się wymiany zdań w języku Mandaloriańskim a Tang tylko czekał na potwierdzenie przyjęcia do wiadomości tych zasad i potem sobie pójdzie*

Secorsha - 2010-05-14 14:02:10

*Jak to bywa w sprawach które secorshy nie dotyczą – nie odzywal się i tylko przysłuchiwal z miare serdeczną miną tej budowie umowy która ma im zagwarantowac w miarew bezkonfliktowe współżycie* Ano, ja chyba ciebie też pamietam, jakos tak, Impehrriańce cie nie lubili

Darven - 2010-05-14 14:27:53

No tak, nikogo sprowadzać zamiaru nie mam. Generalnie, miałem leciec sam, "przy okazji" wziąłem pomoc, która się z pewnością przyda. *Odpowiedział i skinął głową. Nikt kwestionować dowództwa Tagorna tutaj nie będzie, to jego ziemie. Darven zresztą nie należał do istot wtykających nos wszędzie gdzie się da, więc obawy Mandalorianina były niepotrzebne. Darven nie jest tutaj intruzem, choć Tangorn może teraz tego nie widzieć. Gdy wszystko odbędzie się sprawnie, ranny zostanie zabrany, sprawa Zakkega załatwiona, być może dojdą nowe fakty. Słowem, jeśli będzie współpraca, wszyscy będą zadowoleni i z pewnością skorzystają.*

EFECTOR - 2010-05-14 14:29:22

*na współprace jednej „osoby” mogli liczyć wyjątkowo. Chodziło tu o Dzonego. Ciekawe, do jakiego folderu zostaną dodani goście, ale Dżony i tak ma „procesor na dłoni” dla każdego, kto nie próbuje go zabić dlatego ze jest niszczycielem tudzież poniżać go ponad miarę. Teraz sobie grzecznie stał a umieszczone na szypułkach fotoreceptory błyskały do każdego szczerymi pomarańczowymi światełkami. Nagle coś mu się najwyraźniej przypomniało, bo wprawił się w ruch i podreptał w  kierunku domu Tanga, gdzie teraz nikogo nie powinno być…*

Tangorn - 2010-05-14 14:36:09

*Na Dżonego Tang teraz nie zwracał uwagi, spojrzał jeszcze na swoich synów, wymienił z nimi kilka uwag w swoim języku po czym doszli do porozumienia.* No i dobrze. Do pomocy wam zostanie oddelegowany Ven, będziecie coś chcieli to się do niego zwróćcie...*Owy klon wysunął się przed szereg i kiwnął głową. Właściwie to największe rozeznanie w terenie miał A'den, ale on jest trochę niepewny w tych kwestiach i jakieś drobne nieporozumienie mogłoby wywołać małą katastrofę. To już chyba było wszystko z ich strony* Próbka Zakkega zostanie dostarczona później... a teraz wracamy do swoich zajęć... *No i się Mandalorianie rozeszli, jedynie Ven został na miejscu by ewentualnie odpowiedzieć na jakieś pytania. Dral z Tracynem udali się natomiast do domu Tanga, by podreperować astromecha, więc wyprzedzą Dżonego*

Secorsha - 2010-05-14 14:42:16

*A Seco – został. Pozwolił by wszyscy idąc go ominęli. Skrzyżował ręce na piersi i stał, z  półuśmieszkiem patrząc na Darvena, ale jego spojrzenie było dość ostre, co oznaczało że po prostu przygląda się jego osobie. Raczej nie miał złych zamiarów, Seco nie miał agresywnej natury. Nie, on miał nature szaloną*

Darven - 2010-05-14 14:50:19

*Darven siknął głową.* Dziękuję. Bardzo przyda się ta pomoc. *Powiedział, jak to Darven, cicho. Oczywiście zadowolony, że doszli do porozumienia.* Rozumiem. W takim razie, miłego dnia, ja też wrócę do przygotowań. *Skinął Mando na pożegnanie i odprowadził ich wzrokiem, potem zaś spojrzenie spadło na Vena.* Póki co nie mam żadnych pytań, ale bardzo dziękuję za chęć pomocy. Jak natrafie na coś ciekawego, albo będe czegoś potrzebował, naturalnie przyjde do ciebie. *I jemu też skinął głową. Spojrzał na Seco.* Wygląda na to, że sami zostaliśmy. *Mruknął po chwili.*

Secorsha - 2010-05-14 14:57:51

Aha *odparł Seco mruknięciem bez treści, za to z  przekazem, i nadal stał. Jego złote oczy oszczędnym ruchem skoczyły na plecy klonom i Tangowi, a kiedy ci byli wystarczająco daleko, Seco zbliżył się* Ty się znasz na dhrroidach… wiesz, nasz Dżony chyba jest zazdhrrosny… dhrroidy mogą być zazdhrrosne? *zapytał, a jego ton sugerował szczerość. Chciał wiedzieć, co o tym myśli ktoś kto „zna się na droidach”. Ba – w droidekach się specjalizuje, a  Dżony to droideka*

Tangorn - 2010-05-14 15:01:54

*Ven akurat jeszcze stał, gdy reszta jego rodziny odchodziła, a gdy Darven się do niego zwrócił to się lekko uśmiechnął i skinął głową. A co do tej chęci pomocy to tak nie do końca było, Tang chciał, by ktoś obserwował dyskretnie ich poczynania, a że reszta klonów miała w różnym stopniu swoje dziwactwa, to pozostawał Ven, spokojny, opanowany i zasadniczy. Idealny. A teraz oddalił się od statku, ale wciąż będzie miał oko na przybyszów. Odchodzac usłyszał jeszcze o zazdrosnych droidach, więc postanowił potem o tym porozmawiać z resztą, bo zaczynał rozumieć, co się może święcić*

Darven - 2010-05-14 15:05:20

*Darven zamyślił się. Spojrzał na Seco przenikliwie.* Wiesz... Elem... To znaczy Dżony to droid wyposażony w procesory logiczne i obwody inteligencji. Jak służył w moim oddziale, miał wiele swobody, to była jednostka badawcza. Generalnie, ja traktowałem swój skład jak organiczny, chociaż nie wszyscy na to dobrze patrzyli. Dżony mógł wynieść pewne przyzwyczajenia... Zresztą, nie zapominajmy. To były badania, testy, grupa eksperymentalna. Nic nie było pewne na 100%, więc możliwe, że Dzony "czuje". Oczywiście na swój droidzi sposób, a nie chemicznie, tak jak my. *Odpowiedział, nie spuszczając wzroku z Seco. Może wiele osób wyśmiałoby Seco... Ale Darven podszedł do tego powaznie, bo i dużo prawdy w słowach Seco było. Droid mógł "czuć".*

Secorsha - 2010-05-14 15:15:25

*zamrugał kilka razy, bezwiednie podnosząc łapę by poskrobać się pazurami po łysym deklu. Darven używał trudnych słow z którymi Seco średnio sobie radził, no ale wychodziło na to najwyraźniej, ze Dżony jest bardziej skomplikowany niż może się wydawać.* To znaczy, z e tak, tak? Bo znaleźliśmy astroemcha, i on, kiedy jest blisko, to dostaje świhrrra!

Darven - 2010-05-14 15:19:31

Tak. Całkiem możliwe, że go "nie lubi". *Sprostował* A teraz, wybacz, muszę wrócić od pracy. *I Darven po wczesniejszym pożegnaniu się ruszył do statku. Czekała go praca z uruchamiaiem aparatury, zabezpieczaniem statku, przygotowaniami... I całą masą mniejszych lub większych dupereli.*

Secorsha - 2010-05-14 15:28:00

*Kaleesh ujął w dwa palce kolce na brodzie w gescie zamyślenia. Myślał długi, wbiwszy wzrok w ziemie, by w koncu podsumować rozważanie jednym słowem* kuhrrwa… *i pójść sobie*

Secorsha - 2010-05-14 20:56:34

*od wczesniejszych wydarzeń minął caly dzień, a i właściwie już się ku zachodowi chyliło wiec było chlodniej. Seco ograł w karty sześciu klonów, z siódmym się pobił, ale potem po kaleeshianski naturalnie ślady bójki zatarli i krew z nosa starli także.
Przyszedł czas kiedy już się nie chcialo robić nic. Osada szykowała się do snu, a  Secorsha kończył kanapkę „ze boczkiem”, leżąc na golej trawie, oparty plecami o drzewo, i mrucząc ocś do siebie wesoło, jak to Seco pod koniec dnia – skupiał się przed nieprostym nocnym zadaniem – czyli dogodzeniu Fler*

EFECTOR - 2010-05-14 21:00:18

*Gdzieś przy Secorshy z  prawa bądź z lewa Dżony robił cień, i sam odpoczywał po energicznej realizacji dyrektywy trzeciej z życzenia Drala. Ale nie widać było po nim. Nic dziwnego, wszak to maszyna. Jego trzy sensory, wzrokowe i jeden :sensor ruchu” jeszcze od niechcenia spoglądały w kierunku sawanny, bo jeśli ktoś miałby nadejść, to tylko stamtąd. Ale kto tu nadejdzie, tu co najwyżej nadlecieć może. Wywnioskować można śmiało, ze Dżony powinien się cieszyć. Ale Dżony nie cieszył się z bezczynności, bo to droid a nie istota organiczna której tylko zbytek w głowie. Droideka była pracoholikiem! *

dzibbi - 2010-05-14 21:10:15

*Madhu już dawno opuściła statek pasażerski. Po prostu nie spieszyła się i sukcesywnie, z każdym następnym krokiem, wydłużała sobie drogę jak się tylko dało. Poza tym niosła ze sobą olbrzymi kosz (tak, był naprawdę olbrzymi i na tyle ciężki, że potrzeba sporo siły w łapach, żeby to nieść tyle czasu i nie dostać nawet zadyszki) po brzegi wypełniony specjałami z Kalee. Madhu nie zwracała uwagi na nic, co zdawało się ją otaczać wokół. Zero zainteresowania nowym środowiskiem - ona po prostu była i szła przed siebie, instynktownie obierając kierunek. Zachowywała się trochę jak taka kłoda na rzece, znaczy ona była kłodą i szła tam, gdzie ją łapy poniosły (czyli jakby rzeka), korzystając ze swojego naturalnego zmysłu orientacji w terenie. W każdym bądź razie minęło sporo czasu nim w ogóle znalazła się na tyle blisko, żeby brzęczenie bransoletek uprzedziło, że ktoś się wyraźnie zbliża. Gwoli ścisłości, ten ktoś zbliżał się albo raczej kierował ku Seco o czym świadczyło nieustające pobrzekiwanie, co i rusz dochodzące z nieco innej strony. I z daleko zalatywało kaleeshianiskim żarciem - i to nie byle jakim!*

EFECTOR - 2010-05-14 21:17:24

*Ale i tak można być pewnym, ze nim ruszy się te kaleeshianskie cudo spod drzewa, to pierwszy zareaguje Dżony i tak tez było, bo czujne sensory wyłapywały ruch z bardzo daleka. Coż się jednak stało, ze niszczyciel nie zareagował typową chęcią wylegitymowania przy przekroczeniu granicy terytorium którego strzegł? To zapewne obecność jednostki dowodzącej* Sir, stwierdzono nieskatalogowany obiekt organiczny. Zmierza w tę stronę, sir *zameldował, a  kiedy sylwetka rosła w jego droidzich oczach, profilaktycznie przeładował działa*

Secorsha - 2010-05-14 21:23:19

iiieh… cicho bądź Dżony ty… *I nagle urwał, oddając się dziwnemu poczuciu jakiejś wyjątkowości w ten powtarzalny wieczór. Zmrużył oczy, marszcząc skórę pod nimi* Te, Dżony, co ty… ę?[ *po wykonaniu bardzo męczącego ruchu podniesienia łba dostrzegl, ze droideka uporczywie się w coś wgapiła. Odwrócił łeb, ale zza drzewa niewiel dostrzegł. Zarzucił harpun swoich haczykowatych pazurów, łapiąc się masywnego działa i podciągnął, wrzucając do pyska ostatni kęs kanapki ze zboczkiem.
Stał się tym samym widoczny obok wielkiej, trzustulikowej kupy bronzium o owadziej sylwetce, będącej droideką o imieniu Dżony. Trzymając się go powiercił w oku kłykciem w oku* o, widzisz, Dżony, pan znowu za długo na słońcu przebywał. Te babsko co tak sunie ku nam to zupełnie jak moja mamusia wygląda! *zwierzył się droidowi czułym głosem.* ooo… i pachnie… jak mamusia *przywołał na pysk szeroki bananowaty uśmiech idioty kiedy jego szerokie nozdrza złapały woń*

dzibbi - 2010-05-14 21:41:08

*Madhu wciąż sprawiała wrażenie zupełnie nieporuszonej widokiem droida, a potem i pojawieniem się obok niego Seco. To wrażenie zostało z typową flegmatycznością samicy zniszczone. Przyspieszyła nieco kroku. Brzdęk, brzdęk, brzdęk. Kąciki pyska zadrżały, po czym uniosły się lekko w górę, a złote ślepia rozbłysły. To jest dopiero radość. Po chwili już szczerzyła pożółkłe zęby w szerokim uśmiechu, bardzo podobnym do tego, który teraz gościł na pyszczku Secorshy. W ogóle była bardzo podobna do niego. Albo raczej on do niej. Tylko łuski miała nieco inne. Z głośnym stęknięciem postawiła kosz obok siebie i wyprostowała się, obrzucając syna spojrzeniem, którym matki zwykły obrzucać swoich synów, czyli sprawdzała czy jest cały, nie ubrudzony i nie zasmarkany (w razie czego oczywiście gotowała była do podjęcia stosowanej interwencji). Droida zlustrowała nieco mniej uważnie i tylko kątem oka (jeżeli to było jej syna, to również musiało być czyste, a jeśli by nie było, to ona później wytrze, w końcu Seco nie może się tym bawić...eeee... ).* Bąbelku! Moje puci, puci! *zaskrzeczała. Zawsze skrzeczała, kiedy się ekscytowała. No dobra, nie zawsze, ale dość często. Rozłożyła ramiona.* Chodź, kochanieńki, do mamusi! Niech cię uściska!

EFECTOR - 2010-05-14 21:45:36

*Z całą pewnością droid był czystszy niż syn, bo to droid synowej. Wcześniej uciszony tylko pokornie opuścił działa i… co dziwne – cofnął się tak o krok ludzki bądź kaleeshia oski. Może to, co się działo nie mieściło się w programie? To raczej inaczej witano. Dżony czekał – co będzie dalej. I nie bez napięcia, bo droidy tez przezywają pewne sytuacje*

Secorsha - 2010-05-14 21:53:22

*Seco jak już wstał, tak jak wryty stanął, trzymając się Dżonego, co by niechybnie gleby nie zaliczyć z tego wrażenia. Nie zmienił się zbytnio. Kiedyś był chudy, i teraz też. Chociaż… teraz był chudy, ale miał oponkę na brzuchu, taką charakterystyczną dla „cywilizowanych” istot pijących spore ilości płowa. Ale ten błysk szaleństwa w oku, który teraz gasł, ustępując miejsca pełnemu miłości oddaniu, i coraz bardziej rozeszrzajacy się uśmiech nie pozostawiał wiele wątpliwości. Tak, to jego mama!*
o… o… osz w rzuć wężem sthrrazackim po katach ładowana kulawa twilektańska bladź z czwarhhtego księżyca Couruscant, co go nie ma i ja piehrrdole, mnie chyba oczy mylą… *pozwolił siebie na skromne zaklęcie celem wyrażenia emocji* W imię miłosiernego Shrupacka i wszystkich przodków! Mamusia! Toż to moja mamunia kochana! *Kolana Secorshy uderzyli o trawe tuż przed stopami matki. Drżący z  emocji żylasty tors pochylił się a twarz o ostrych rysach przytuliła się z oddaniem do jej brzucha, oddając się do głaskania i przytulania* Mamusia moja!

dzibbi - 2010-05-14 22:07:33

*Madhu zadowolona z oględzin swojej latorośli, która właśnie padła na kolana i przytuliła sie do jej brzucha, zrobiła to, co zrobiłaby każda mamusia - znaczy mocno, ale tak mocno jak tylko matka umie, przytuliła Seco do siebie.* Mój mały szkrabie.. *zamruczała czule i zaraz jęła jedną z pazurzastych dłoni głaskać go po łysej głowie, i mruczeć, i przytulać, i znowu głaskać. I tak w kółko. A z Madhu czułość to emanowała teraz na kilometr we wszystkich możliwych kierunkach. No i przyszła też pora, żeby dać coś małemu Seco (dla niej zawsze będzie to mały, zasmarkany Seco). Oczywiście, najpierw standardowa procedura mająca na celu sprawdzenie czy aby na pewno zasłużył.* Byłeś grzeczny, synku? *zapytała niby srogo, niby surowo, ale bardziej figlarnie i raczej dla samej formalności.*

EFECTOR - 2010-05-14 22:13:43

*Dżony był, mówiąc delikatnie, skołowany tym widokiem. Sam niedawno nauczył się przytulać, ale na niego to krzyczeli. Cofnął się jeszcze o druidzi kroczek, działa opuszczając tak nisko, ze niemal ciągnąc po ziemie* krytyczny błąd programu *zameldował* Jednostka dowodząca uszkodzona

Secorsha - 2010-05-14 22:18:34

cicho bądź Dżony! *machnął na droida mechaniczną łapą po dziadku, a mamusi tacie, na którą to prawie dwa lata musiał czekać i mamusia bardzo to przezywała, pamiętał. Bardziej niż on. Oddawał się powitaniu z prawdziwa lubością, także mrucząc i terkocząc na wszystkie możliwe tony, a  trzeba wiedzieć, ze Seco miał niezłe możliwości głosowe. Od zawsze, ale do chóru wojskowego a awanturniczość go nie wzięli. Kiedy się już wymilosciowali, pierwej oburącz za dłonie matkę złapał, ucałował z  czcią raz w jedna raz w drugą rękę, i z łzami wzruszenia spływającymi obficie po policzkach wstał, zrównując się z Mahdu wzrostem* czy ja grzeczny byłem, no ja piehrrdole, mamuś, jasne, ze byłem, ja zawsze jestem grzeczny! Przecie to ja – Secorsha, Twój najgrzeczniejszy kuhrrwa mać syneczek! *odparł szczerze i z zaangażowaniem, w stylu zwyczajnym, swoim*

dzibbi - 2010-05-14 22:28:49

Seco, Seco, Seco... *pokręciła głową, widząc zapłakany pysk syna, a może to była reakcja na jego słowa. Trudno powiedzieć, czasem cięzko było zrozumieć o co Madhu chodzi. Sama też zresztą miewała z tym problemy. Tak czy siak jedna z jej dłoni zanurkowała pod kilkuwarstwowe odzienie, aby po chwili wyciągnąć materiałową chusteczkę.* Zaraz będziesz cały w smarkach, co ja ci mówiłam tyle razy? Gdzie masz swoją chusteczkę? *gderała, wycierając mu łzy i o zgrozo, również nos! I dalej gderała, wypluwając z siebie potok słów, z których połowa dotyczyła przydatności chusteczek, a druga połowa konsekwencji ich braku.* No, już, bąbelku. *oznajmiła po chwili, wciskając chusteczkę w rękę synka.* Trzymaj, mój mały. I zobacz, co mamusia ci przywiozła. *dumna wskazała łapą pełny kosz, skrywający mrowie przysmaków* Musisz się dobrze odżywiać, to jedzenie, które masz to pewnie niezdrowe,  aja nie mogę pozwolić, żeby mój mały Seco żarł byle co, kiedy ja jestem w pobliżu.

EFECTOR - 2010-05-14 22:37:10

*odsuń się, cicho bądź, lub o zgrozo – zamknij się. I jak tu się droida traktuje? Dzony wyalienowany, za to zżerany ciekawoscią ruszył swoje trzystukilowe cielsko, by tez na koszyczek popatrzeć, ewentualnie z mamusią sie przywitać, bo cos czul, ze zaraz znajdzie się ona w folderze dowodzenia na czołowym miejscu* sir… madame?

Secorsha - 2010-05-14 22:43:05

W domu… a tak konkhrretnie to chyba w domu na Couhruscant… *potulnie skuliwszy uszka zamknął oczy, dając się wycierać. Jakby mamusia smarkać kazała, to by się wysmarkał. Cala osada przyzna racje, ze Seco jeszcze w tej kwestii perfekcji nie osiągał, bo często nosem ciągał. Potem chusteczkę otrzymaną oburącz ścisnął i patrzył jak urzeczony na kosz, to na ruchy rodzicielki, nadal uśmiechając się głupkowato* Tak, Tak, mamuś, tylko… kuhrrwa, skąd ty się tu wzięłaś tak gwoli ściśnięcia? *już miał nosem pociągnąć, ale zdał sobie sprawe, ze chusteczkę ma. Znowu wzruszył się dogłębnie – jego kochana mamusia dała mu chusteczkę! Wysmarkał się wiec, chusteczkę za aptek zatknął  mechaniczną rękę położył na lbie Dżonego. a  właśnie* mamusiu, niech mamusia tu zobaczy, o! To jest Dzony, nasz dhrroid! *wskazał płynnym ruchem potężną maszynę bojową, czołg na nogach który przez cale wojny klonów sial postrach. Oczywiście nie tylko ten: wszystkie droideki takie jak Dżony. W sam raz domowy droid w domu kaleeshów.* A na domiahrr dobhrrego, to on opod hohrrągwią naszego wielkiego bohaterskiego iż aqwsze thrryumfoujacego wodza genehrrala Qymaena służył wiehrrnie! Mamuś, za manie takiego dhrroida, to przodkowie nam sprzyjają jak jasna dupa! *Klep klep klep po masywnej obudowie* Dzony, nie zagladaj tam ty wycielona kupo śhrrubek, to nie dla ciebie tylko kuhrrwa twoja jebana mać dla jednostek dowodzących jest!

dzibbi - 2010-05-14 22:57:09

Przed matką nie da się uciec, bąbelku. Ja bym cię wszędzie znalazła. *odparła, przenosząc - uwaga - pełne uprzejmego zainteresowania ślepia na Dżonego.* Madame? Och, kochanieńki, Madhu wystarczy w zupełności... *chciała chyba jeszcze coś dodać, ale zaraz Seco zaczął trajkotać, więc cierpliwie wysłuchała, co ma do powiedzenia i pokiwała łbem, i zęby znowu w uśmiechu odsłoniła.* Przodkowie zawsze nam sprzyjali, Seco, mój ty mały głuptasku... Dżony, tak? *zwróciła się do droida.* Bardzo się cieszę, że mogę poznać kolegę mojego synka i to nie byle jakiego skoro był na służbie u naszego wielkiego wodza, to musiało być coś niesamowitego, będziesz mi musiał mój drogi wszystko opowiedzieć! *wyrzuciła z siebie na jednym oddechu, uważając że droid to kolega Seco, a nie maszyna czy co to tam było. No i pewnie już się nie da tego odwrócić, bo jak sobie ubzdurała, to tak zostanie.* Niech no ciebie też uściskam! *i Madhu bez ostrzeżenia przytuliła Dżonego i nawet lekko poklepała, a potem odstąpiła od niego  i pogroziła Seco palcem.* SECO! *warknęła. I była w tym warknięciu moc. Po czym juz normalnie, tym swoim dobrotliwym, nieco skrzypiącym jak ..jak coś tam głosem dodała.* Nie bądź samolubem, to nie ładnie! Podzielisz się z kolegą i bez dyskusji, mamusia zrobi więcej. *obrzuciła czułm spojrzeniem synka. O, bez wątpienia zrobi tyle żarcia, ile on sobie tylko zapragnie.*

Secorsha - 2010-05-14 23:08:24

mama, ale to jest dhrroid, on tak musi… *wzruszył ramionami, jakby tłumaczył się z  dobrego wychowania droida. Bo cóż, na Kalee przeważnie trochę ostrzej się wyraża, co z  resztą po Secorshy widać, jeszcze bardziej niż zwykle, ale w sumie jak na Mandaloroanskie standardy to i tak mało przeklinał.
Chociaż opowieści Dżonego, który nie posiadał funkcji aktywnej mowy będą nie mniej ciekawe. Z reszta – nie raz już się osada przekonała ze to mara maszyna.
Kiedy krzyknęła na niego, skulił się, ale natychmiast tez wpadł na genialny pomysł pozbycia się blaszanej konkurencji* Dżony ma coś do roboty… Dżony! Leć do ambulatohrrium, sphrrawdź oznaki życia naszego półthrrupka… no dalej… widzi mamusia, znaleźliśmy w jaskini phrarwie żywe zwłoki i tehrraz sphrrawdzamy czy odżyją, taki ekspehrryment naukowy, nie? *a potem grzecznie przy koszu usiadł, przysiadając pięty, jak to na Kalee dzieci siadają*

EFECTOR - 2010-05-14 23:11:42

rozkaz rozkaz, madame! rozkaz rozkaz! Kocham cię! *droideka nie posiadała się ze „szczęścia” kiedy została nagle obdarzona tak pozytywną uwagą. Nie omieszkał meldować o tym za pomocą odtwarzania jak i swojego własnego glosu, a  także radosnych pisków w binarnym. Kiedy go Mahdu przytuliła, Dzony wykonał swój popisowy numer, obejmując ją z duża sila dzialami, także naprawdę pokazał, ze kocha. Ale nie skrzywdzi. Jej – na pewno, bo juz się w droidzie łaski wkupila bardzo mocno.
I wtedy padł rozkaz, który Dżony podsumował* Rozkaz rozkaz sir *I wtem, z łoskotem zwinął się do kuli, która potoczyła siew  kierunku ambulatorium zostawiając mamę i Seco samych*

dzibbi - 2010-05-14 23:18:39

Och, tak? To opowiesz mi kiedy indziej Dżony, papa! *machnęła parę razy łapą do droida, po czym całą swoją uwagę skupiła już na Secorshy. Przysiadła na ziemi, obok niego i zaraz przytuliła, bo przecież dawno go nie widziała i musiała porządnie wyściskać i poprzytulać, bo to przy witaniu to za mało dla niej było.* Żywe zwłoki znaleźliście? A jakie to zwłoki? Znaczy czyje one? Czy to nasz? *przechyliła lekko pysk na bok. Och, była taka dumna! Jej synek zajmuje się naukowymi eksperymentami. Kto by pomyślał, że Seco jest aż tak zdolny, żeby się brać za eksperymenty (bo nie wątpiła przecież wcale, że to on wszystko zorganizował i w ogóle).*

Secorsha - 2010-05-14 23:26:02

*Seco objął ja mechanicznym ramieniem bo tak nieszczęśliwie z tej strony usiadła i cały się przytulił a giętki był, zamykając oczy ufnie iż  prawdziwym rozanieleniem i błogością na twarzy szaleńca.* niieeee, to jakieś takie… przybłąkały się, znaczy Dżony przytaszczył, i kolega wziął, bo wiesz, tutaj to jest wielu specjalistów w rhóznych dziedzinach. Dhrral na przykład jest ekspehrrtem tej… no, kuhrrwa… *słowa mu zabrakło, wiec trzeba szybko cos powiedzieć w zamian* chihruhrrgii morekularnej, no. O on te zwłoki tak zhrrobi, ze one będą może żyły, a  może nie. Tak jak w „Miedzianych Wzgórzach”, pamiętasz, leciało jak mały byłem, żeśmy do szamana chodzili oglądać…a  ten, no… co we wiosce słychać? *zapytał spoglądając w kochaną matczyną twarz  uśmiechem* Wydali sąsiedzi zza płota te chudą za maż w koncu?

dzibbi - 2010-05-14 23:50:08

*Madhu nawet słowa skargi nie rzekła na mechaniczne ramię synka. Zresztą, znała je bardzo dobrze, wcześniej należało do jej ojca, więc byli tak jakby za pan brat.* Ach, już rozumiem, bąbelku! *przytaknęła i z uśmiechem pokiwała pyszczkiem* Oczywiście, że pamiętam, kochanieńki. Ja wszystko pamiętam jakby to było wczoraj, no może z tydzień temu. *pogłaskała go po głowie, westchnęła. Jejku, strasznie tęskniła za swoim małym Seco!* Będziesz musiał mnie poznać ze wszystkimi swoimi kolegami i koleżankami. *Madhu musiała wiedzieć z kim się zadaje jej syn. Na Kalee by wszystko wiedziała, a tak to trochę nie bardzo było jak w sumie wiedzieć. Zachichotała i łypnęła na niego swoimi ślepiami.* Wydali, już nawet ma pisklaki. Jednego sprałam, bo mu się chyba strony płota pomyliły. Poza tym w wiosce bez żadnych sensacji, sporo pisklaków odeszło, tak jak ty, ale czasem zaglądają. Ojciec ma się dobrze, robi to, co zwykle, czyli w sumie nic. No i nowy szaman jest, o poprzedniego upomnieli się przodkowie. Ale lepiej synku powiedz mi co u ciebie? Czy masz jakąs samiczkę? *sięgnęła do koszyka w celu wybrania jakiegoś przysmaku, ktory zaraz pewnie wepchnie Seco do pyska*

Secorsha - 2010-05-14 23:58:24

*Seco aż się rozpalił kiedy te pytanie padło* Mam, mamuniu, mam! Ona nie nasza wprawdzie, ale niech mnie Shrupack piohrrunem poiehrrdolnie, jeśli skłamię ci: piękna jest jak zachód słońca nad brzegiem morza Januuwaa, mamuś! A oczy ma jak żar z ogniska, mamuś! A w łóżku jest jak nieujarzmiony demon, mamuś! A gotuje że kuhrrwa wasza w dupie piehrrdolona koza z nosa. Synowa Twoja a moja żona Flehrr piękna jak pohrranek *Otarł Seco łezkę wzruszenia* No i… wies,zz  racji rhóznicy rhasy mamy piehrrwsze dziecko nie nasze, ale to mój syn, mamuś, mówię ci, mój, kaleeshianski ogień plonie w nim! Szczypiohrr jadowity, nohrrmalnie rhód Gawila aż dymi z niego! Malkit się nazywa, słodki ze job twój mać, mamuś! Jak miód jesienny, kuhrrwa przysięgam! A! I tehrraz, wiesz, bogowie na nas łaskawym okiem spojrzeli i tak o Flehrr w ciąży znowusz jest! I ze mną tym razem! *wypiął się dumnie*

dzibbi - 2010-05-15 00:30:11

*rozpromieniła się słysząc takie wieści, a widząc jaki syn jest dumny, ona również była i to bardziej od niego. Wcale nie zamierzała robić żadnych problemów, że jego wybranka to nie ich, tylko jakaś inna. Ważne, że Seco był szczęśliwy. Wyciągnęła z kosza kawał...trudno powiedzieć czego, ale że jej roboty, to na pewno dobre. Zaraz też wepchnęła to do pyska synka, który został zaraz uraczony smakiem mocno przyprawionego mięska w cieście.* To wspaniale, synku! Och, mój mały Seco ma już własną rodzinę.. *mama się poważnie i bardzo wzruszyła, więc w ruch poszła zaraz chusteczka.* No i ja koniecznie chce zobaczyć swojego wnuka i synową, i ojej jestem taka szczęśliwa, mój mały szkrabie! *ucałowała Seco w czółko i znowu objęła* W takim razie zostanę na dłużej, twoje rodzeństwo mnie nie potrzebuje, a ja się w domu strasznie nudzę, bąbelku. Ta twoja Fler musi być śliczna, tak pięknie ją opisujesz, mój mały, nie mogę się doczekać kiedy ją poznam... I oczywiście wnuczek! Jego też muszę poznać i och, czy ma chusteczki? Nie wiem czy mam jeszcze jakieś przy sobie, bo jak nie to będe musiała uszyć i och, nie mam ze sobą niezbędnych rzeczy... A przecież to dziecko, jeszcze sie ubrudzi albo co, a potem to już łatwo o jakieś choróbsko...*mruczała spanikowana, ale zaraz się uspokoiła. Popatrzyła na Seco. No przeciez to jej krew, nie ma sie co martwic na zapas.* I jak ci smakuje, kwiatuszku?

Secorsha - 2010-05-15 00:38:30

*wolną łapę podniósł, by poczęstunek samemu przytrzymać. Aż drżała mu ta łapa kiedy wszedł w kontakt z przyprawiającym o szczękościsk kaleeshianskim specjałem. Smak dzieciństwa znikał w czeluściach pyska Secorshy. Wiecznie głodnego Secorshy.* Mamuś! Natuhrralnie ze mamusia musi u nas koniecznie na dłużej pozostać, mamusia myślała, ze ja ją wypuszczę? *odparł poważnie, łykając łapczywie kolejne kęsy, no i naturalnie mówił z pełnymi ustami. To, co mu wypadało zbierał z trawy i wrzucał do paszczy* Nie, my nie mamy chusteczek… to znaczy wiesz, kupujemy takie śmieszne takie z bibuły, się nazywają jednohrrazolwki. U nas to takich nie było za moich czasów i dobrze! Nie bój, mama, Flehrr ma te… do szycia te takie, wie mamusia… *zmrużył oczy rozkosznie i zaczął emitować mruczenie nie tylko z głębi serca, ale i żołądka* wyśmienite, mamuniu, w siódmym niebie jestem… a ten… jak się miewa to moje w kakao po kontach jebane rodzeństwo? *zapytał z miłością uśmiechając się rozbrajająco, jak to tylko Seco umie i tylko do mamusi*

dzibbi - 2010-05-15 11:25:06

*Madhu mało nie zakrztusiła się własną śliną, słysząc o jednorazowych chusteczkach. Dla niej to było wręcz nie do pomyślenia! JEDNORAZOWA CHUSTECZKA?! Na wszystkich cholernych przodków już wiedziała, że czeka ją tutaj mnóstwo roboty. Ona szybko odzwyczai i wnuczka, i tego jeszcze nienarodzonego drugiego wnuczka lub wnuczkę albo fajnie by było jakby to były wnuczęta, na przykład bliźniaki albo co, od używania tego obrzydliwego (bo to musiało być obrzydliwe), jednorazowego diabelstwa! Popatrzyła na Seco tymi swoimi pełnymi miłości oczami i zamyśliła się na chwilkę, co by sobie w głowie ogarnąć co i u kogo słychać.* Generalnie, to mają się dobrze. Twoje siostry powychodziły za mąż za dobrych samców, już moja była w tym głowa, żeby moim skarbeńką żyło się jak najlepiej. Tylko wnuków jakoś mało. *westchnęła i nieco posmutniała* Jeden z twoich braci gdzieś przepadł i nie mogłam go znaleźć, zastanawiam się czy czasem nie znalazł się wśród przodków. *podrapała się pazurem po głowie i znowu uśmiechnęła.* Reszta raczej nie specjalnie się spieszy, żeby się ustatkować. *prychnęła. Tym bardziej była dumna z małego Seco!* Oj, mój pysiaczku, jedz, jedz..zawsze taki chudy byłeś, zupełnie jak ja. *pokręciła głową. Co prawda nieco jej się przytyło na starość, ale wiadomo... mało kto nie tyje na starość. Znowu sięgnęła łapą do kosza i wyjęła ten sam przysmak, który siłą rzeczy musiał wylądować w pysku syneczka*

Secorsha - 2010-05-15 14:38:42

*No tak, jakby nie było grzeszne i rozrzutne bo za jednym smarknieciem wywalać.. chociaż Seco to używał wielokroć i na koniec jeszcze w lesie jak sadził papierzaka.
Seco jak na zawołanie nosem pociągnął i w milczeniu, w  jedyne matki oblicze najukochańsze zapatrzony jak te dziecię zagubione, słuchał tego co mu prawiła.*
Ah,…. Pewnie Ivis, łajza i pizduś, a bahrry wszystkie mamusia sphrrawdziła? *rzecz jasna to tez z miłością zostało powiedziane. W ogóle myśli jego lotne jak opary ze skręta poniosły się na Kaleeshianskie stepy. Poczęstunek odebrawszy łepek ufnie o mamusine ramie oparł i zaczął pałaszować, krusząc i ciamkając przy tym jak dwudziestu Seców,a  nie jak jeden. Mruczał przy tym rozkosznie* A to dziwne, bo te moje siostrzyczki to zawsze takie dupiate były ze aż samemu się chciało… wiec od wnuków powinno już się w osadzie roić. A może one te… grzeszną antykoncepcje rhrepublikańską stosują? *Zauważył z przejęciem*

dzibbi - 2010-05-16 14:27:57

*ślepia Madhu zwęziły się, a na jej pysku pojawił się bardzo nieładny grymas.* Może... nie sprawdziłam tego, synuś, ale skoro już mi podsunąłeś tę myśl... *pogłaskała Seco po głowie i zaraz znowu była tą Madhu, którą generalnie lubiła być na co dzień. Westchnęła przeciągle i przymknęła oczy.* Seco, robaczku, jestem zmęczona podróżą i spacerkiem z tym cholernym koszem.. będziesz tak miły i wyręczysz mnie, samemu go zabierając ..do..no, gdzi tam sobie zechcesz?

Secorsha - 2010-05-16 16:58:10

*zaraz Seco sięgnąwszy po dłon matki ujął ją i do pyska podsunął, by kolejny pełen szacunku i miłości pocałunek tam złożyć* Oczywiście, niech się mamunia nie martwi! I oczywiście winna mamunia odpocząć, a ja tak zamęczam, ah, zły Seco, zły! Proszę, niech mamusia za mną idzie, ja mamusi domek pokażę, o! I się położy i wyśpi jak bogowie przykazali!

dzibbi - 2010-05-16 19:21:03

Dobrze, Seco. Porozmawiamy, kiedy już będę w pełni sił. *po raz kolejny zaprezentowała swoje uzębienie w szerokim uśmiechu i jakby przecząc swoim własnym słowom, bez większego problemu podniosła się z ziemi, chodź rzecz jasna nie obyło się bez stęknięcia. Po prostu przyzwyczajenie, bo Madhu była w pełni sprawna i nie jeden młodziak by przy niej wysiadł.* No, synku, no to prowadź.

Secorsha - 2010-05-16 19:41:15

*Tak to chyba wszystkie matki mają. Seco wstał, podpierając się rękoma, ale nie stęknął. Nie pomyślał o tym. Wziął kosz bez trudu i zaraz zmiękł, poddając się woni* Dobrze, mamusiu, za mną *I ruszył w kierunku domu*

dzibbi - 2010-05-17 17:09:50

W porządku, Seco. *kiwnęła lekko pyskiem i uśmiechnęła się delikatnie, wlepiając spojrzenie w plecy syna. Przez krótką chwilę zastanawiała się nad czymś, po czym, dość się namyśliwszy, zrównała się z nim i dreptała obok. I nie zwracała już na nic uwagi.*

Nash - 2010-05-17 20:38:06

Kiedy Nash opuścił ambulatorium ruszył od razu na statek tak jak rozkazał mu Darven. Ciągle jednak myślał o rannym Jedi i zmutowanym Zakkegu. Ktoś musiał go zmutować bo taka mutacja albo musiałaby trwać sporo czasu lub wymagała ingerencji istoty inteligentnej lub jakiejś substancji stworzonej przez taką personę. Z resztą czym się tu przejmować. Zakkegiem zajmą się prawdopodobnie specjaliści, zaś o Jedi który ledwo uszedł z życiem ze starcia z tym stworem musiał powiadomić odpowiednie osoby, które być może już o tym wiedziały. Poprawił nieco pelerynę zwisającą po jednej stronie ciała, owinął nią twarz jak zwykł to robić i ruszył prędko w stronę statku.

Tangorn - 2010-05-17 20:42:30

*Cóż, Nash miał teraz chyba pecha, bądź też szczęście, zależy z której strony na to patrzeć, bo akurat wokół statku kręcił się klon. Wyglądał normalnie, o ile w jego przypadku można mówić o normalności. Był może troszkę bardziej masywny niż typowy przedstawiciel klonów i na pewno bardziej ponury. A miał też na sobie Mandaloriański pancerz, tyle, że bez hełmu. W pewnym momencie odwrócił się i zauważył nadchodzącego Nasha i uniósł nieznacznie prawą brew w pytającym geście. Powoli jego ręka powędrowała ku kaburze, ale nie wyjął broni* Ej Ty tam, przedstaw się! *Zawołał w stronę młodzieńca, bo nie opuścił on przedtem statku, wiec nie wiedzieli kim jest.*

Nash - 2010-05-17 20:56:17

Nash szybkim krokiem spokojnie wracał na statek kiedy w jednej chwili stanął jak wryty. W najśmielszych snach nie przypuszczał, że ujrzy znów ten znajomy widok. Kiedy ujrzał klona patrzącego w jego stronę serce przyspieszyło, a przez usta nie mogły wydostać się żadne słowa. Po jego czole spłynęła niewielka kropla potu. Nash bez wątpienia się zdenerwował. Kiedy zauważył, że klon sięga ku kaburze sam skierował rękę w stronę miecza by być w gotowości. -To niemożliwe... Klon? Tutaj? -zadał sobie pytanie w myślach. W końcu jednak oprzytomniał i postanowił odpowiedzieć klonowi na jego pytanie. W końcu nie miał już praktycznie nic do stracenia, a prawdopodobnie i tak będzie musiał się bronić.
-Nash... Nash Fern. -powiedział nadal trzymając dłoń w okolicy rękojeści miecza świetlnego. Cały czas starał się skupić tak bardzo jak tylko mógł. Ten klon może być kopalnią wiedzy więc lepiej postępować ostrożnie. Walka to ostatnia rzecz, której teraz chciał Nash.

Tangorn - 2010-05-17 21:03:13

Ręka! *Zawołał ostro i położył dłoń na kolbie, mrużąc przy tym niebezpiecznie oczy. Sięganie w takim wypadku jest ryzykowne, bo jeśli ktoś ma pokojowe zamiary to nie sięga po broń. A'den, bo tak się nazywał ten konkretny klon zbliżył tylko rękę ostrzegawczo, bo to był jego teren, a raczej jego ojca i Nash był intruzem, więc trzeba od razu pokazać, kto tutaj ma nadrzędną rolę* Ręce z boku, tylko powoli. I jak się tutaj znalazłeś, co? *Głos miał czysty i mocny, zupełnie tak jak żołnierze w czasie wojny, więc mogło to powodować u Nasha kolejne fale złych wspomnień z rozkazu 66, ale miał szczęście w nieszczęściu. Ten konkretny klon należał do Elitarnych Oddziałów Zwiadowców, więc był dużo bardziej samodzielny i po prostu zignorował rozkaz 66... był jednak też bardziej niebezpieczny od zwykłej "konserwy" (slang. sklonowany żołnierz)*

Nash - 2010-05-17 21:14:33

Przez chwilę wahał się czy ustąpić czy nie. W końcu kiedy ktoś próbuje wyciągnąć broń w Twoją stronę, to naturalnym odruchem jest obrona. Klon zachowywał się jakby był u siebie, lecz tego Nash wiedzieć nie mógł. W końcu jednak postanowił odpuścić i odsunął dłoń od rękojeści. W końcu w zanadrzu w razie kłopotów miał Moc, której będzie mógł użyć by przynajmniej uniknąć ciosu nie angażując się w walkę. W końcu walka dla Jedi to ostateczność. Kiedy już stanął spokojnie przemówił do klona.
-Przyleciałem tutaj z pewnym mężczyzną by pomóc mu w zadaniu... -powiedział wyjawiając na razie tylko część dotyczącą Darvena, wolał na razie nie podawać konkretnego powodu przybycia. Nie miał jeszcze pewności, że klon jest po jego stronie, choć jednak nie strzelił do niego od razu co mogło przemawiać za pokojowym nastawieniem i chęcią obrony terytorium przez nieznajomym.
-Chciałbym jednak wiedzieć kim Ty jesteś i skąd takie przywitanie? -zapytał spokojnym tonem nadal nieco poddenerwowany i zaskoczony.

Tangorn - 2010-05-17 21:20:56

*Słysząc to wytłumaczenie to przekręcił oczami i cofnął rękę, ale wciąż była blisko kabury, tak na wszelki wypadek.* Więcej was tam shabla nie było na tym statku, co? Masz szczęście młody... *Mruknął klon mierząc wzrokiem Nasha i oceniając jego realne szanse w walce. Nie wiedział, że jest Jedi, więc klasyfikował go dosyć nisko* Jestem A'den Fibal a to jest osada mojego buir'a, więc lepiej uważaj. A najlepiej to pogadaj z Tangiem gdy będziesz kiec okazję. I jak zobaczysz pędzącą droidekę, to nie rób głupot, bo to Dżony, miejscowy pupilek... jeden durny dżedaj  nie posłuchał i potem trzeba było jego szczątki zbierać z ziemi...*Wyjaśnił w miarę uprzejmym tonem A'den. Cały czas jednak nie spuszczał z oka swego rozmówcę, przyzwyczajenie po latach szkolenia. A w umyśle analizował wszystko, starając się rozgryźć kim też on może być i co tu robi*

Nash - 2010-05-17 21:31:04

Nash uśmiechnął się lekko unosząc odruchowo tylko jeden z kącików ust. Był nieco w szoku kiedy dowiedział się z ust A'dena o tym, że to osada, w której przebywają klony, do tego droideka, który jest ich pupilem. Wolnym krokiem ruszył w stronę klona by móc rozmawiać z nim jak przystało. Wyciągnął powoli dłoń w jego stronę, choć nie wiedział jak zareaguje na to klon.
-Miło mi Cię poznać A'denie... -powiedział. -Nie martw się, nie sprawię Wam kłopotów jak tamten Jedi. Staram się trzymać od nich z daleka... -powiedział uśmiechając się. -Dżony, droideka, zapamiętam. -powiedział powtarzając niczym droid przyswojone dane. Ciągle był jednak ciekaw dlaczego akurat ten klon nie rzucił się na niego skoro w życie wprowadzony został rozkaz 66 w każdym z nich. Miał nadzieję, że wkrótce się tego dowie.

Tangorn - 2010-05-17 21:37:15

*Cóż, na razie się nie przedstawił, jako rycerz Jedi. A'den zignorował wyciągniętą dłoń, i tylko spojrzał na statek, ale tylko na sekundę, by po chwili znowu przyglądać się Nashowi. Ten konkretny klon był dosyć słabo "ucywilizowany", to był taki mankament całej serii ARC. Bardzo inteligentni, twórczy, brutalni, nieprzystosowani do normalnego życia, chociaż świetnie sobie radzący na wojnie. Ci, którzy lepiej umieli się wtopić w tłum zostawali szpiegami, a ci bardziej krwiożerczy służyli w jednostkach specjalnych. Tam też służył A'den...* Mam nadzieję... bo w przeciwnym razie ciebie trzeba będzie zdrapywać z ziemi... *Mruknął ostrzegawczo, stojąc prosto i dumnie przed Nashem, ukazując w pełni swój Beskar'gam. Tak jak  wcześniej nosił pancerz ARC tak teraz z dumą używał Mandaloriańskiej zbroi* Radzę po prostu uważać... bo tutaj łatwo się można nabawić kalectwa... i to z różnych przyczyn

Nash - 2010-05-17 21:44:05

-Uwierz mi, kalectwo to ostatnia rzecz jakiej pragnę... -powiedział uśmiechając się na słowa wypowiedziane przez A'dena i nieco zdezorientowany schował dłoń kiedy ten nie odwzajemnił gestu. Poprawił nieco plecak, który miał przewieszony przez jedno ramię i ponownie zwrócił się do klona.
-Jeśli można spytać... -powiedział przerywając. -Dlaczego nie zaatakowałeś mnie od razu? W końcu jesteś klonem, a z tego co mi wiadomo zaprogramowano Wam posłuszne wykonanie rozkazu o nazwie 66. Dlaczego? -pytał z zaciekawieniem i zaskoczeniem, które można było wyczuć po głosie.

Tangorn - 2010-05-17 22:02:15

A czyżbyś był Jedi? *Zapytał spokojnie, patrząc na niego pytająco, ale wyraz jego twarzy był surowy, jak gdyby z kamienia. Nie okazywał swoich emocji, jego mimika i ekspresja była bardzo ograniczona, więc nie można niczego wyczytać z twarzy. A sondowanie Mocą na nic się tez nie zda, gdyż A'den był jednym wielkim chaosem przeróżnych uczuć. Klony dorastały szybciej, poddawano je modyfikacjom genetycznym, więc ich stabilność emocjonalna była bardzo chwiejna. Ale to głównie dotyczy klonów ARC* Nie jestem i nigdy nie byłem niewolnikiem, nikogo. A to, że wykonywałem rozkazy wcale nie znaczy, że muszę wszystkich słuchać... *Warknął cicho, bo nie lubił o tym rozmawiać z obcymi, a Nash był obcy. Mimo, że miał przyjacielskie nastawienie, ale to go nie wzruszało*

Nash - 2010-05-17 22:10:02

To co powiedział klon niezmiernie ucieszyło Nasha. W prawdzie doznał ze strony klonów okrucieństwa, ale w głębi duszy miał nadzieję, że są tacy, którzy mieli własną świadomość, zasady, kodeks. Widać A'den był jednym z nich. Chwilkę się zastanawiał nad tym czy odpowiedzieć mu na postawione pytanie. W końcu jednak A'den wyjaśnił Nashowi jak wygląda sytuacja na tyle jasno by chłopak mógł zaufać mu nieco bardziej. W końcu postanowił wyjawić nieco więcej informacji o sobie.
-Tak, jestem Jedi... -powiedział nadal pozostając bardzo czujnym, w końcu do tej pory to co mówił A'den mogło być tylko zmyłka by mógł dowiedzieć się kim jest Nash.

Tangorn - 2010-05-17 22:15:29

*Klon westchnął głęboko i zaczął bawić się swoim lewym karwaszem, patrząc tylko katem oka na Nasha* Kolejny Jedi... normalnie skansen tutaj można już prowadzić. Nie macie nic innego do roboty, co? *Cóż, jeżeli Nash spodziewał się wybuchu wściekłości to się zawiódł, ale chyba pozytywnie. Ale radości też nie było, tylko chłodne przyjęcie tego do wiadomości. Jedi nie byli tutaj lubiani, a to ze względu na wiele różnorakich konfliktów z przeszłości.* Nie spodziewaj się jakiegoś lepszego traktowania z tego powodu... a sprawy Jedi? Zapomnij o nich. Tutaj rządzi Tangorn, mój ojciec, wiec jeśli chcesz coś załatwić, to idź do niego... może trochę powarczeć, ale gorzej warczy, gdy ktoś ignoruje jego zalecenia... wtedy jest nieprzyjemny *Chociaż określenie nieprzyjemny jest wyjątkowo łagodne. Z reguły jest cholernie wkurwiony*

Nash - 2010-05-17 22:22:57

-Widzę że rzeczywiście musicie być przemęczeni całą tą sytuacją... -powiedział ze zrozumieniem w głosie. -Czasami jednak i my potrzebujemy pomocy, za co jesteśmy wdzięczni sprzymierzeńcom. -dodał dziękując jednocześnie, w prawdzie nie wprost, ale można było spokojnie to wywnioskować z tego co mówił. -Jeżeli tylko sytuacja będzie tego wymagała to czym prędzej skontaktuję się z Waszym przywódcą. Jednak do tego czasu muszę zaczekać za osobą, z którą tutaj przyleciał i skontaktować się jeszcze z kimś by dowiedzieć się co mam robić dalej. Lepiej nie zaprzątać głowy Twojemu ojcu bez potrzeby. -powiedział uśmiechając się.

Malkit - 2010-05-17 22:24:21

*Nagle ni stąd, ni zowąd – bo z  gory właśnie z  drzewa, które rozpościerało gałęzie nad głowami rozmawiających rozległ się glos* ja nie jestem szczypiorem! *Pełen protestu głosik Malkita pomknął prosto do ucha. Naturalnie nikt nie nazwał Malkita szczypiorem, ale… to nie przeszkadza by zaprotestować. Teraz zwieszał się głowa w dół i patrzył na nich* wujek jest nieprzyjemny *podjął temat klona* Ale jak się wkurwi… to jest dopiero nieprzyjemny! Jeszcze bardziej! Może komuś na przykład nogi z dupy powyrywać, wiesz/ *to „wiesz” było już do Nasha*

Tangorn - 2010-05-17 22:30:15

*Podniósł powoli wzrok, mierząc nim Nasha. Najwyraźniej jeszcze nie rozumiał o co tak do końca chodzi* Tutaj raczej nikt się nie mianuje sprzymierzeńcem Jedi... co najwyżej jesteście tolerowani. *Mando nie wtrącali się do ich spraw, o ile nie były one z nimi związane, no i też nie pomagali, nie licząc tylko tej Jedi z amnezją, którą nazwali Ruusaan, ale ona ostatnio zajęta była różnymi drobnymi pracami i gdzieś znikała na całe dnie. A tak z resztą się nie dogadywali* Cóż... jeżeli nadepniecie mu na odcisk, bo nie chciało wam się do nich iść to potem nie płaczcie, gdy was stąd wykopiemy. Po prostu to nie wasz teren i lepiej się dostosujcie... *Ostrzegał spokojnie Nasha. Co prawda nosiło to znamiona terroru, ale też powoli się to uspokajało. Tang robił się bardziej liberalny. Nagle usłyszał głos Malkita i po raz pierwszy się uśmiechnął, spoglądając do góry* No masz rację Mal'ika... jak się Tan'buir wkurwi, to nogi z dupy powyrywa... widzisz, Nash, bierz przykład z niego...

Nash - 2010-05-17 22:36:32

Nash również uśmiechnął się kiedy zauważył zwisającego z drzewa dzieciaka. Wyglądał zabawnie, do tego słowa jakie wypowiedział wydawały być się bardzo poważne co sprawiło, ze malec był przez to zabawniejszy.
-Zapamiętam to... -powiedział spoglądając na malca, po czym zwrócił się ponownie do A'dena. -Bez obaw, jeżeli tylko zaistnieje taka potrzeba to zgłoszę się do Waszego przywódcy, o to się nie martw. -powiedział stanowczo jakby dając do zrozumienia, że pojął zasady jakimi się tutaj rządzą. Po chwili znów się uśmiechnął i odezwał się do malca. -A któż to nas uraczył swoją obecnością jeśli można wiedzieć? -powiedział poważnie aczkolwiek z dozą spokoju i swoistego ciepła w głosie.

Malkit - 2010-05-17 22:39:43

*Kiedy padły słowa z kogo Nash przykład ma brać, młody bohater zwieszony z gałęzi zaczął się bujać, gdacząc. Widac chciał, by Nasz  niego brał przykład także w tym. Wyglądał nieszkodliwie i słodko, ale biada temu kto da się zwieść rozkosznemu pyszczkowi i młodemu wiekowi dorastającej szelki. Kiedy Nash go zapytał, młody zrobił zdziwioną mine i rozejrzał się na boki. Uszu mu stały a  grzywa, prawem grawitacji zwieszała się ku dołowi.* to ty nie wiesz? *zdziwił się teatralnie. Zupełnie jak Seco* Jestem Nutuć Straszliwy

Tangorn - 2010-05-17 22:42:37

Radzę tak zrobić... *Powiedział do Nasha tym samym co przedtem nieco grobowym głosem, pozbawionym emocji, ale gdy tak znowu patrzył na Malkita to nie powstrzymywał uśmiechu. Dzieciak miał wiele dziwnych pomysłów w zanadrzu* No, no, no... a czy Nutuciów nie trzeba było czasem zabijać, co Mal'ika? *Klon używał Mandaloriańskiego zdrobniałego imienia Malkita, czego Nash pewnie nie rozpozna. Trzeba mieć jakąś tam styczność z Mando'a by to wywnioskować*

Nash - 2010-05-17 22:48:08

-Nutuć Straszliwy powiadasz? -zapytał Nash powtarzając słowa szeli poważnym głosem. -Zapewne tak jest. A jak brzmi Twoje prawdziwe imię Nutuciu Straszliwy? -zapytał ponownie poważnym głosem jednocześnie uśmiechając się do młodzieńca. Zaiste ciekawa z niego osobowość. Po chwili Nash ponownie zagaił do A'dena.
-A czy nie macie problemów z Imperium przez to, że sprzeciwiliście się wykonaniu rozkazu A'denie? -zapytał. Był bardzo ciekawy jak cała ta sytuacja ma się w stosunku do takich klonów jak on, klonów które sprzeciwiły się rozkazowi Imperatora.

Malkit - 2010-05-17 22:55:13

o! *obruszył się Nutuć Straszliwy* Nutaciów a nie Nutuciów! Nutucie drzeczne są i rosną na drzewach *czy aby nie dlatego Malkit teraz zwisał z  gałęzi głowa w dół? Rósł na drzewie…* A Nutacie są fu potworami które żywią się skarpetami i sokiem  pierogów. Są złe, i szeba je zabijać bo to pasożyty są i skuhrrwiele jebane *skwitował, wykorzystując to, czego go ojciec nauczył, co z  resztą po wymowie poznać można było* ty cesz moje imię znać ty musisz ze mną walkę wygrać *odparł poważnie Nutuć Straszliwy. I nagle z zaintrygowaniem przekręcił łepek* A’denu, ty miałeś rozkaz?

Tangorn - 2010-05-17 22:58:28

*Prychnął dziwnie, gdy zadał to pytanie i spojrzał w niebo, ponad ramionami Nasha. W końcu jednak powiedział ze złością* Imperium pozbyło się wszystkich Elitarnych Zwiadowców twierdząc, że jesteśmy nieprzewidywalni... bali się nas, po tych latach służby. Co prawda cieszy mnie to, przynajmniej nie jestem zbiegiem... *"Ale rani to moją dumę i honor, że zostałem odprawiony z kwitkiem jak jakiś byle włóczęga" - dodał w myślach. O tym wiedzieli nieliczni, ale taka zdrada Armii dla której został wyhodowany i wyszkolony boli. W lepszej sytuacji były Sigmy* A moi bracia zdezerterowali udając własną śmierć. Czyli dla Imperium jesteśmy martwi... a były szkoleniowiec Mando jest nieistotny i niegroźny... mamy spokój. *Ale teraz jakby się zjawili i odkryli grupkę piętnastu klonów ze strażniczki to by było krucho... Ale przerwał swoje rozmyślania pod wpływem głosu Malkita* Wybacz mój błąd... poprawie w encyklopedii potworów... *A pytanie o rozkaz zignorował, uśmiechając się do małego chłopca nieco dziwnie*

Nash - 2010-05-17 23:08:13

Nash nie odezwał się na to co powiedział A'den. Wolał go po prostu już więcej nie męczyć. Cała ta sytuacja wywarła na nim piętno zapewne tak duże jak na samych Jedi. Może rzeczywiście będzie lepiej gdy nie będzie ciągnął dalej tematu rozkazu. W gruncie rzeczy cieszył się z tego co mówi, w końcu to świadczyło o tym, że nie wszyscy podlegali bezmyślnemu wykonywaniu rozkazów, a mieli własne odczucia i za nimi podążali. W końcu jednak zwrócił się do A'dena.
-Zrobiliście dobrze... -powiedział kiedy A'den wspomniał o tym co przydarzyło się jemu i jego braciom. Po chwili zwrócił się do Malkita.
-No rzeczywiście, wstrętne stworzenia. A walki wolałbym jednak uniknąć, to ostania rzecz jakiej sięga się Jedi wiesz? -powiedział zważywszy na to, że zapewne dzieciak i tak podsłuchiwał całą rozmowę i wiedział kim jest Nash.

Malkit - 2010-05-17 23:13:01

*Malkit znal dziwne uśmiechy ale coś mu nie pasowały. Rozkazy to działka Dzonego! Jak to by wyglądało gdyby żywy człowiek miał rozkaz? Zadumał się Malkit, bo mu to w logice się nie mieściło. Ale dobrze, ze chociaż A’den poprawi w notatkach, bo jakby się kiedyś pomylił to zgroza!
Cicho siedział. Myślał, myślał, aż w końcu ożywił się i mówi* A Dral mu mówił ze jak jest takie szkolenie, to szeba cicho być i wszyscy klony to mają, a  Gajusz nie umie cicho być bo chrapie on! Tak że o jejut! A ja jemu do buzi wsadziłem szyszkę i on nie chrapał ale rano szyszki nie było a on chrapa znowu! Mi się szyszki kończą już… *A potem do Nasha się zwrócił* Nie bój, tu jesteśmy my: Krwawy Duet, Malkit i Dżony. My wszystkie potwory zabijamy byście mogli spać spokojnie *tu wykonał gest gościa z reklamy do zamki antywłamaniowe sprzedaje* o! a ja też będę Dżedajem, ale najpierw będę Mandalorianinem potem będę pilotem potem będę parawanem potem generałem jak mój dziadek a potem będę jedi

Tangorn - 2010-05-17 23:16:38

*A'den znowu prychnął, tym razem bardziej oskarżycielsko* Dobrze zrobiliśmy, tak? A sądzisz tak tylko dlatego, że nie strzelaliśmy do Jedi, co? *Nash nie znał klonów, mógł nimi dowodzić, ale ich nie rozumiał, nie chciał zrozumieć. Nie chciał w nich widzieć normalnych ludzi, którzy zostali ograbieni z lat beztroskiego dzieciństwa, przeszkoleni w sztuce wojny za ideały, które ich nie dotyczyły. Dla mas byli tylko żyjącymi droidami, więc lepiej porzucić ten temat, bo to bardzo drażliwe jest. A'den podszedł powoli do drzewa, ale już się tak nie uśmiechał, bo się wkurzył* Oj Mal'ika, wszystko pokręciłeś, wiesz? A Gajusz to on chrapać może, bo nie jest komandosem... ale ty pewnie będziesz, co? I nie wkładaj mu szyszek do ust... szkoda szyszek *Powoli się odwrócił i oparł się o pień drzewa, zamyślając się nad czymś głęboko*

Nash - 2010-05-17 23:30:44

-W takim razie długa droga przed Tobą. -powiedział do młodzieńca. Nie chciał mu robić wykładów na temat zasad panujących w Zakonie bo nie to miał na celu. Zmartwiło go to co mówił A'den. Widocznie go nie zrozumiał. -Zrobiliście dobrze bo wybraliście drogę, którą sami uznaliście za słuszną... -powiedział. Nie dzielił ludzi na zwykłych i klony... Dla niego sprawa klonów wiązała się raczej z przynależnością do danej grupy niż z postrzeganiem człowieka. Dla Nasha Klony były tym samym co Zakon Jedi... Grupą, społecznością. Nie szufladkował ich jako żywe "droidy".

Malkit - 2010-05-17 23:34:01

O! to dalej chrapa! Gajusz mówi, ze on jest oficerem na krążowniku on i ze wszystkich rozpiździł jak była wojna… *Gwoli jasności Gajusz to jedyny klon któremu kieliszek obcy nie był, tak wiec wcale niewykluczone, ze mówił to naprawdę, w stanie wiadomo jakim. Bo się za bardzo ze szturmowcami integrował* ja będę komandosem bo ja nie chrapie *stwierdził. I dalej wisiał. Szele tak mogą. I naturalnie żadnym Jedi nie będzie. Malkit miał ponad 3 lata, ale rozwojowo już z 8. Właściwie to był samodzielny. Do tego przeszkolony przez Mandalorian. Zakon to on by im rozniósł jednego wieczoru.
Ale – i to Nash mógł poczuć jeśli się skupi – w Malkicie płynął strumyczek Mocy.*

Tangorn - 2010-05-17 23:37:00

*A'den podniósł wzrok na Nasha i to spojrzenie mogłoby zamrażać, gdyby miał taką możliwość. Jasny przekaz "Nie drąż już tego i spadaj". Klon nie miał nastroju do rozmowy i tyle. Nawet już nie reagował na zwyczajowe przechwałki Malkita, które tutaj były powszechnie znane i lubiane. Ale teraz to A'den wpadł w stan lekkiej melancholii i się zamyślił nad sprawami bardziej osobistymi a o których rozmawiał z bardzo wąską grupką i do niej na pewno nie zaliczał się ten Jedi. Żaden Jedi...*

Nash - 2010-05-17 23:43:55

Po zachowaniu A'dena mógł wywnioskować, że nie jest aktualnie skory do rozmowy. Wyglądał jakby się nad czymś zadumał, ale skoro A'den nie wykazywał ochoty do rozmowy to nie zamierzał drążyć tematu dalej ani tym bardziej wypytywać o to co tak go pogrążyło w zadumie.
-Chyba lepiej będzie jak zostawię Cię samego... -powiedział nieco szorstkim tonem. Po chwili zwrócił się do Malkita. -Widzę, że szykuje się nam tutaj przykładny wojownik... -powiedział uśmiechając się do Malkita. Bez wątpienia dzieciak był ciekawą osobą, która wywoływała na twarzy Nasha uśmiech.

Malkit - 2010-05-17 23:45:52

*Malkit z melancholii rozumiał tylko tyle, ze jej nie lubi, tak wiec zaraz rozległ się cichy trzask. Nukuć dojrzał i spadł. Malkit lekko wyładował, w przewrocie, by po chwili już stać na czterech łapkach. Strząchnął się, oblizał po czym podreptał do A’dena by przytulić się do jego nogi. On tak pocieszał.*
Nooooo! *przytaknął rozdziawiając się do Nasha* cesz zobaczyć mojego droida?

Tangorn - 2010-05-17 23:51:31

*Nie odpowiedział nic, po prostu odpłynął gdzieś tam, gdzie nikt inny nie bywał. Jedynie Malkit na chwilkę go wyrwał z tych smętnych myśli. Klon spojrzał na niego spokojnie i pogładził go po łebku* No jeśli chcesz mu pokazać Dżonego to wcześniej powiedz mamie albo tacie, dobra? Żeby nikomu się nic nie stało... *Malkit pewnie by zapomniał zapisać Nasha do folderu "znajomi" a tym samym ten Jedi stałby się potencjalnym celem. Więc lepiej dmuchać na zimne... ale chłopiec jest sprytny, wiec o tym poinformuje rodziców, chyba, że zechce być oporny, wtedy pojawi się mały problem*

Nash - 2010-05-17 23:56:21

-Chyba nie stanie się nic złego jeśli na chwilkę udam się z Tobą... -powiedział. -Poczekaj tylko chwilkę, zostawię pewne rzeczy na statku i już wracam. -powiedział po czym szybko załatwił sprawę z bagażem i chwilę później był już z powrotem. Skoro Darven był zajęty to Nash miał trochę czasu by poznać tutejszą ludność. -To gdzie ten droid? -zapytał z zaciekawieniem i uśmiechem na twarzy. Po chwili spojrzał na A'dena i lekko skinąwszy głową zwrócił się do niego.
-Tymczasem... -powiedział żegnając się z nim na jakiś czas. Zapewne jeszcze się spotkają. Oby wtedy rozmawiało im się lepiej.

Malkit - 2010-05-18 00:01:35

*Ba – Malkit nie miał do tego uprawnień, ale droid – o ile się nie robiło niczego głupiego – nie był agresywny. Niemniej jednak Makit skinął głową* dobra, powiem albo mamie albo tacie albo Gajuszowi *Gajusz na dobre zagrzał już miejsce w domu Gawilków, Na poddaszu miał swój pokój w którym często towarzyszył mu Malkit.
Malkit zamyślił się. Eh, szkoda. Mógłby być nowy, fajny pogrzeb.
Rozejrzał się* tu nie ma Dzonegop. Jego szeba zawołać, ale najpierw szeba znaleźć tate, mame albo Gajusza albo kogoś! Bo już nie mamy drewna na pogrzeby! A’denu ty papa *pożegnawszy się z  klonem otarł się o niego grzbietem,. Po czym wstał i podreptał w głąb osady*

Nash - 2010-05-18 00:05:46

Dłużej nie zwlekając po pożegnaniu się z A'denem, Nash ruszył żwawym krokiem za Malkitem. Miał nadzieję, że inni będą nieco bardziej rozmowni niż A'den.
//Przepraszam, że tak krótko, ale to tak dla wiadomości że Nash ruszył za malcem. BTW. Dziękuję za sesję. Dokończymy jutro.//

Nash - 2010-05-19 19:56:31

Kiedy opuścili sawannę po jakimś czasie Nash, Malkit i Dżony dotarli do osady. Jako iż Nash aktualnie przebywał na misji niestety musiał wracać na statek.
-No, już prawie jesteśmy. -powiedział kiedy w zasięgu wzroku ukazał mu się statek, którym tutaj przyleciał wraz z Darvenem. -Rozmowę będziemy musieli dokończyć tutaj. Czekam na kogoś i nie chciałbym by ten ktoś się denerwował. -powiedział mając na myśli Darvena. W końcu nie miał mu sprawiać kłopotów. Na szczęście jeszcze go nie było, więc spokojnie będą mogli dokończyć konwersacje.

EFECTOR - 2010-05-19 20:01:15

*Za Nashem na trzech nóżkach mozolnie i wytrwale dreptała droideka. W czeluściach mrocznych korytarzy krążowników kiedy się stoi ukrytym gdzieś za węgłem z duszą na ramieniu, takie stukanie trzech szponiastych nóg przyprawia o zawał. Tutaj szponu wbijaly siew  grunt, droid nimi przebierał, i wyglądało to zabawnie. Tym bardziej, że nie trzeba było się niczego bać. Na pancerzu droida podróżował mały szelek*

Nash - 2010-05-19 20:05:00

Nash zdalnie otworzył trap statku i szybko wbiegł na niego. Rzucił plecak gdzieś w jakiś kąt i po chwili wyszedł i złapał się siłownika podnoszącego trap.
-Mam tutaj coś ciekawego... -powiedział. -Jeśli chcecie mogę Wam to przynieść i pokazać. -zwrócił się z propozycją do obu, choć wiedział, że bardziej może to zaciekawić Malkita. Był ciekaw jak malec zareaguje na taką propozycję. Stał tak trzymając się siłownika w oczekiwaniu na ich reakcję.

Malkit - 2010-05-19 20:12:44

*Z cała pewnoscą, jakby nie było – tro dziecko, a  takie łatwo zaciekawić. Nachyliwszy się do przodu zjechal łapkami aż na łapek Dżonego, a  potem Hops – i skoczył przez jego łeb na trawe, by wydłużyć się w kierunku jedi* Pokazaj!

EFECTOR - 2010-05-19 20:14:48

*I miał Nash racje. Dżony nawet nie wiedział, ze to moglo do niego być choć „wam” było było bardzo sugestywne. Niestety to droid. Specyficzny koleś. Staraja c się nie wyglądać groźnie zniósł cierpliwie (jak zawsze) manewry Malkita. Cała sytuacja była analizowana przez jego sensory i procesor*

Nash - 2010-05-19 20:19:37

-W takim razie zaraz wracam. -powiedział i zniknął we wnętrzu statku. Ruszył szybko do ładowni i wziął do rąk pudełko z pewną niewielką zawartością, do tego popiskującą cicho. Kiedy ponownie ukazał się na trapie ręce miał schowane za plecami by od razu nie pokazywać zawartości. -To w prawdzie zwyczajna rzecz, ale bardzo przyjazna. -powiedział i ruszył w ich stronę powoli wyciągając pojemnik tak by mogli go zobaczyć. Okazało się, że w środku zamknięty jest szczurek. Niewielki, przypominający laboratoryjnego, domowego choć o szarym zabarwieniu. -Poznajcie Spakriego. -powiedział.

Malkit - 2010-05-19 20:25:04

*wstał w  pośpiechu na tylne nogi, by móc zajrzeć do pudełka. Znieruchomiał, postawił uszek, powęszył i rozdziawił się, a  potem wargi podciągnęły się do uśmiechu* o jejut! Żyjątko! *I zaraz ufnie wsadził palca by dotknąć szczura*

EFECTOR - 2010-05-19 20:27:55

*A on? Nie wiedział, co to jest, ale jako ze nie stanowiło to zagrożenia (pod warunkiem ze nie gryzło jego kabli) to było w  porządku, ładnie, pięknie, zgodnie z dyrektywami i grzecznie. Tak wiec Dżony sobie stał i czekał na kolejny straszliwy pomysł Malkita, który już chyba przewidywał…*

Nash - 2010-05-19 20:31:26

Kiedy Malkit włożył palec do pojemnika, w którym był szczur nie spodziewał się tego jak zareaguje zwierzątko. Na szczęście nie zrobiło nic złego. Chwyciło łapkami za palec malca i przyszczypnęło go lekko zębami jakby chciał go posmakować, poznać po smaku i zapachu. Nie było to bolesne w żadnym razie. -To mój mały towarzysz... -powiedział ustawiając się tak by jednocześnie Dżony mógł dobrze przyjrzeć się stworzeniu.

Malkit - 2010-05-19 20:38:40

*Bo Malkit do dzieciak, niestety. Nawet generała na widmie przatakował. Jakby szczur dziabnął to by był wrzask. Ale na szczęście nie dziabnął i nie było wrzasku. Kiedy szczur go nie skrzywdził zaraz Malkit wsadził do pudełka druga ręke by zwierzaka wyjac, gruchając przy tym z zadowolenia* Ja tesz mam! Nazywa Lulat, ale on w ciastkach teraz siedzi *Malkit za sprawą Darvena stał się posiadaczem wiewióra, ale ze wiewiórka była głodna to trafiła do szafki z ciastkami.*

EFECTOR - 2010-05-19 20:41:26

*Dla Dżonego wyglądało to mniej więcej tak: w pomarańczowobordowej poświacie, w  której kolory były słabo widoczne obrazy były schematami. Pudło było oznaczone jako element nieistotny, w  środku to było oznaczone jako niższa forma życia. Wszystko trzymane przez wyższą fornę życia nieskatalogowaną, wiec celownik cały czas był w witalnych punktach. Ale Dżony nie strzeli, bez obaw – to program. Obok druga wyższa forma zycia, oznaczona jako podstawowa jednostka do ochrony. I tak Dżony widział sytuacje. Zero romantyzmu*

Nash - 2010-05-19 20:46:54

-Twój Lulat musi być zadowolony z takiego obrotu sprawy... Pewnie teraz już leży z wielgachnym brzuchem i się leni. -powiedział uśmiechając się. -Siedzi w ciastkach... Heh. -pomyślał Nash uśmiechając się cały czas. Malkit był wyjątkowym dzieciakiem. Sposób w jaki się wypowiadał był bardzo zabawny. -Tylko uważaj na Sparkiego... -powiedział kiedy chłopiec wyciągnął go z pojemnika. Na chwilę spojrzał na Dżonego, który w zimnym skupieniu przyglądał się całej sytuacji.

Malkit - 2010-05-19 20:53:52

*tylko ciekawe co na  to mama? Widać jeszcze do ciastek nie zajrzała.
Dzieciak wyciągnął szczura i przytulił do policzka* O jejut! on ma w środku dźwięki! *zauważył, bo szczochy jak się je do ucha przytuli to robią takie „hu hu hu”. Przytuliwszy szczura do ucha tak stal rozdziawiony i raz po raz się chicholił. Gon gdzieś mu po szyi jeździł*

EFECTOR - 2010-05-19 20:56:02

*Ano dobre to określenie było. Choć bardziej w cierpliwości, bo obecnie był średnio skupiony. Można by rzec ze w stanie czuwania. Po prostu ot tak towarzyszył w tym zdarzeniu i tylko czekał, az będzie miale szczura na głowię, bo to kwestia chwil. a  jak tam szczur nasra, to jeszcze go czeka przeprawa przez moralizowanie głównej jednostki dowodzącej*

Nash - 2010-05-19 21:03:14

-A może Dżony chciałby chciałby wziąć Spakriego co? -powiedział uśmiechając się. -Może daj go Dżonemu? -powiedział do Malkita. Szczur popiskiwał lekko w rękach Malkita i szybko ruszając wąsami badał powietrze. Szczury do bardzo inteligentne stworzenia. Podążaj za szczurem w razie katastrofy a nie zginiesz. Nash cieszył się mając takiego towarzysza. A i odezwać się jest do kogo teraz. Po chwili wziął Sparkiego z rąk Malkita i ułożył go na głowni droida. Szczurek pokręcił się po niej w koło i ułożył się spokojnie. Chłód pancerza dobrze mu zrobił, w końcu sporo czasu przesiedział w ciasnym i dusznym pojemniku.

Malkit - 2010-05-19 21:11:45

*zastygł w bezruchu, wytrzeszczajaco oczy, po czym jak nie padnie na trawe, tarzając się na glowie* Buahahahahaah! Ale czapka! Z ogonem! Ale! Uuuuu.u.uu.u.u.u.u. *No tak. Dla takiego dzieciaka to smieszne jest*

EFECTOR - 2010-05-19 21:13:19

*Jedyne co mógł zrobić to zameldować komunikatem* zabrania się *ostrzeżenie, ze z tego może być wypadek. Glowa dropia była w sumie niewielka i łatwo było się z niej ześliznąć. Już „bezpieczniejsze” były działka. Poza tym przy głowie była antena, którą szczur może przegryźć. I zostać tym samym zabity prądem*

Nash - 2010-05-19 21:17:59

Nash spokojnie wziął szczura w ręce i włożył go do pudełka.
-Nie męczmy już szczurka. Nie lubi za bardzo latać więc pewnie będzie chciał się zdrzemnąć. -poiwedział. -Wiecie co, ja muszę Was opuścić. Mam troszkę pracy na statku do zrobienia, a niestety nie mogę Was tam wpuścić kiedy nie ma mojego znajomego. Pogłaskał Malkita po grzywie, klepnął lekko Dżonego w pancerz.
-Przepraszam ale muszę zmykać. Mam nadzieję, że się zobaczymy jeszcze. -powiedział i szybko ruszył na statek zamykając za sobą trap.

//Dziękuję za sesję. Właśnie się dowiedziałem, że mam na sobotę do napisania trzy pracę więc lepiej wezmę się do roboty ;)//

Malkit - 2010-05-19 21:20:49

*Już Malkit lubil Nasha. Podnił łebkiem jego dłoń* papa ty muciu *Pozegnawszy się grzecznie zarzucił łebkiem i podreptał w  kierunku domu, zostawiając droida „na wolności”*

Tangorn - 2010-05-21 20:59:01

*Tangorn gdy tylko wyskoczył z domku Secorshy to skierował się do swojego, przywołując po drodze dwójkę klonów, która sobie spokojnie spacerowała, nieświadoma tego co się dzieje. Pognali szybko z nim do domu i tam zniknęli na kilka minut, w tym czasie Mando dowiadywał się jaka sytuacja i kto ich atakuje i skąd. Szybko ubrał swój Beskar'gam i z osobistego arsenału wybrał najbardziej śmiercionośne bronie, by rozdać je klonom, a resztę tą najcenniejszą kazał tej dwójce spakować i zanieść na jego frachtowiec. Tangorn opuścił swój dom akurat wtedy, gdy oddział klonów się uzbroił i ubrał w pancerze, co prawda nie dorównujące wytrzymałości Mandaloriańskim, ale chroniące dostatecznie.* Dobrać się dwójkami i zająć zewnętrzne domy... *Aktywował holograficzna mapę terenu i pokazał klonom najbardziej wysunięte placówki. Trzeba się zabezpieczyć na wypadek okrążenia* Bierzcie z arsenału granatniki, granaty, snajperki, wszystko, co uniesiecie. Ruszać! Utrzymujcie stały kontakt i meldować o każdym zagrożeniu! *Broń nie była najlepszej jakości ani najnowsza, ale na te warunki musi im wystarczyć*

Secorsha - 2010-05-21 21:06:00

*Tang i Klony wyszli, byli gotowi. Brakowało wśród nich tylko jednego. Tego z  niebieskim okiem. On często znikał. Ale kiedy już byli w umówionym miejscu – pojawił się. Biegł. W jego rękach wisiało bezwładne ciało. Klon nie płakał, on wył. Zbliżał się do nich jak w zwolnionym tempie. Krok za krokiem. I wtedy nastąpiła pierwsza eksplozja. Dom za klonem zamienił się w czerwonoczarny grzyb wysokości siedmiu metrów. Siła eksplozji rzuciła Rashafem w ich stronę, ale kontrolował upadek. Gorąco stopiło mu włosy na głowie (nie miał hełmu, miał pancerz – typowy, klona, pomalowany na brązowozioelono).
To, co widzieli zatrzymało ich wszystkich w miejscu. Dom Zina Kobdara przestał istnieć. Rashat wstał i padł na kolana dopiero przy nich. W jego ramionach wisiało bezwładne cialo dziecka, którego skóra była spalona do żywych mieśni.
Rashaf nie mógł wydobyć slowa, kręcił tylko głową i łapał powietrze*

Tangorn - 2010-05-21 21:13:17

Shabla! Oya ner vode oya! Zabijcie ich wszystkich, niech ich krew nakarmi tą ziemię! *Tang nie był zły, wpadł w furię. Na głowę nałożył hełm i poprawił swoją broń, ciężką maszynę zagłady. Była trochę nieporęczna i ciężka, ale żaden pancerz się jej nie oprze* Zabezpieczyć domy i wzgórza! *Domy pełniły rolę bunkrów, miały grube durabetonowe ściany i małe okna, więc się obronią jakiś czas. Tang zabrał ze sobą dwójkę klonów i pobiegli w stronę domu Zina, by zniszczyć tych którzy ich zaatakowali. Ale tez nie biegli otwarcie jak kretyni, tylko chyłkiem i przy pagórkach. Reszta również się podzieliła i udała do wyznaczonych miejsc, szukając przeciwnika. Wszyscy byli zdeterminowani, bo chodziło o ich własne życie. I każdy pamiętał jak zachować się w takich sytuacjach ze szkolenia. Poruszać się szybko i nisko, by wróg cie nie zauważył i nie zdążył wziąć na celownik*

Secorsha - 2010-05-21 21:26:42

*Tang i dwóch klonów parki na domek, ale zobaczyli tam już tylko gorące zgliszcza. Gdyby nie pancerze pewnie wynieśliby stąd poparzenia do krwi, ba – ugotowaliby si3! Cokolwiek tu zyło – było to jzu wspomnienie. I nagle Tang i dwójka klonów zdali sobie sprawe ze patrzą w „oczy” wielkiemu działu skierowanemu prosto na nich… I było gotowe do strzału.
Nagle uslyszeliz a sobą gromkie* Paaadniij!!

*Rashaf uciekł gdzieś, nie miał pełnego opancerzenia i broni, wiec zaraz pojawi się w pełni gotowy.

Gdzieś na drzewie, ukryty w liściach Malkit oblizując pysk trząsł się ze strachu*

Tangorn - 2010-05-21 21:35:23

*Tangowi nie trzeba było powtarzać tylko rzucił się w bok, wypuszczając z ręki swój ciężki karabin a sięgając do pasa po granaty przeciwpancerne. W takich chwilach cieszył się z bycia Mando, którzy mieli czasami irracjonalny przymus posiadania pełnego zestawu granatów na każda okazję. Tak wiec granat przeciwpancerny dobyty i gdy Tang przetoczył się po plecach i wylądował w miarę równo, to aktywował go i rzucił go pod repulsorową platformę na której opierała się cała ta masywna konstrukcja. Dwójka klonów zrobiła podobnie, wycofując się też chyłkiem z poza zasięgu...

Tymczasem reszta klonów zajęła pozycje i rozpoczęła się dramatyczna walka o przetrwanie osady do czasu ewakuacji. Blasterowe bolty śmigały we wszystkie strony, granaty również, powodując trzęsienie się ziemi, to była istna wojna...*

Secorsha - 2010-05-21 21:39:20

*w chwili kiedy Tang i klony padli (naturalnie w strony przeciwne by wróg nie wiedział za kim podążać) fioletowa kula energii pomknęła od tyłu i amputowała działo niemal w chwili wystrzału, przez co znowu zrobiło się gorąco.
Seco (on strzelał – z Loli) nie był Mandaloirianinem. Stal jak cep i gdyby Tang (i reszta)nie rzucił granatem, to zaraz niechybnie zszedłby z tego świata, a tak tylko nim rzuciło pare metrów dalej, kiedy czołg eksplodował. Niestety, razem  z połową sąsiedniego domu zamieszkanego przez niejaka Ruusaan.*

Tangorn - 2010-05-21 21:43:13

*Eksplozja przycisnęła Tanga i klony do ziemi, ale pancerze jakoś dały radę, chociaż i oni będą mieli siniaki od odłamków i przez jakiś czas problemy ze słuchem. Pozbierali się jednak szybko, nie było czasu na dyrdymały, wiec Mando porwał do ręki swój ciężki karabin, reszta klonów pozbierała się też i podbiegli do Seco, by wspólnie zająć się dalszą walką.* Kurwa wstawaj... dzięki za ratunek. Dalej, ruszajmy... *Pomogli mu sie pozbierać i Tang poprowadził ich w stronę pagórka, gdzie znajdowało się też drzewo Malkita*

Secorsha - 2010-05-21 21:55:46

*Seco, uwalany w brudzie, już pdrapany, opczywiscie ebz helmu wstalz  obłędem w cozach* Malkit, gdzie jest Malkit? *Tylko top powtarzał, ale nie mogli widzieć Malkita* Tam! *przyknał. Okazało się że „tam” nadciąga kolejny czołg, który wlasnie przygotowywał się do strzalu w dom Tangorna. Dwójka klonów rzucila się na Tanga i Seco, kładac ich na ziemie,a  strzał pomknął nad nimi w  strone wyzej wymienionego zabudoiwania*

Nash - 2010-05-21 22:00:57

Nash na chwilę przed tymi wydarzeniami, a tuż po pożegnaniu z Malkitem i Dżonym udał się na sawannę. Miejsce było ciche, spokojne. W sam raz nadawało się na odbycie medytacji. Nash siadł na trawie i oparł dłonie na kolanach rozpoczynając tym samym medytację. Po krótkiej chwili był już w pełni wyciszony. Poznanie A'dena, jednego z klonów zrobiło na nim wrażenie, oczywiście Malkit i Dżony również. Po tych rozmowach zastanawiał się nad każdym "przypadkiem". Nad tym jak i dlaczego A'den nie poddał się bezmyślnemu wykonaniu rozkazu 66, nad tym jak bardzo Dżony przypomina żyjącą istotę oraz nad samym Malkitem. Fajny z niego dzieciak. Każdy z nich miał własną osobowość, co w przypadku Dżonego zastąpione było SI. W pewnym momencie usłyszał odgłosy walki i prędko ruszył do osady. To co tam zastał nie nastrajało optymistycznie. -Jakby mało mi było wrażeń -powiedział w myślach. Szybko schował się za jednym z murków.

Tangorn - 2010-05-21 22:05:06

Wy chuje! *Krzyknął, gdy czołg skierował się w stronę jego domu i po prostu zaczęli w niego strzelać. To był jego rodzinny dom, wiązały się z nimi piękne wspomnienia, rodziny, przyjaciół... w Tanga po prostu coś wstąpiło i dobył termodetonator, który mu dał Tracyn (każdy miał tylko jeden, taki mały podręczny zestaw speca od materiałów wybuchowych) no i jak opętany ruszył po łuku w kierunku czołgu odbezpieczając granat i ustawiając na małą ilość czasu, dwie sekundy. Wystarczy zwolnić blokadę. Tang biegł nisko, niemal przy ziemi, a w tym dymie i ogniu jego czarno-czerwonego pancerza nie da się rozpoznać. A gdy był już blisko to rzucił granat tuz pod czołg i zaczął uciekać... sekunda... dwie... BOOOM, eksplozja na pewno rzuci Tanga do przodu, gdy tak gnał. Ale to się nie liczy, byle ci chakaare zginęli, którzy ośmielili się atakować jego dom, jego osadę, jego rodzinę! A klony, które były z Tangiem osłaniały go cały czas, tworząc ogień zaporowy w kierunku szturmowców, jeśli tacy się pojawia na horyzoncie*

Secorsha - 2010-05-21 22:19:05

*Zgadza się. Eksplozja rzuciła Tangiem całkiem nieźle, porządnie i łomot – wylądował, za jakimś murkiem, tuż pod nogami Nasha.

Dwóch klonów i Secorsha rzucili się do ucieczki. Czołg… podskoczył nad ziemie kilka metrów. Fala uderzeniowa zrobiła z piasku fale, która strzepnęła ich jak myszy z dywanu.
Ten granat się udał Tracynowi. Dwóch  klonów i Seco upadli na piach, zaraz zostali przysypani ziemią, razem  kilkoma szturmowcami. Chałupa tanga zadrżała. Poszły szyby, tu i w domu Seco.w  ogóle we wszystkich domach. Ale chałupa stoi!*


Kolejność: Tang, Dżony, Nash, MG

Tangorn - 2010-05-21 22:30:55

*Tang pozbierał się w miarę szybko, bo adrenalina wręcz buzowała mu w żyłach i takimi duperelami jak siniaki i obtarcia sie nie przejmował. Podniósł się i spojrzał na Nasha i po prostu wściekłość wzięła w nim górę* Ty jebany kutafonie Jedi! Bierz shebs w troki i zapierdalaj po tego umarlaka z ambulatorium i wypierdalać mi stad, jeszcze przeszkadzacie. To wszystko wasza wina Jedi! zrobiliście sobie z mojej osady domek letniskowy *Wyładował na nim frustracje, po czym Tang dobył dwa blastery z kabur na udach i pognał w kierunku Seco i zasypanych klonów, by ich ratować. Osłaniał się przy tym za każdym razem, gdy widział szturmowca.

No i do tego piekła dołączyli w końcu ad'ike, niosąc rannego Drala. Jako, ze byli blisko statku Darvena, to go tam umieścili, zabrali jego granaty i ruszyli na polowanie, a wszędzie gdzie się pojawiali to siali śmierć i zniszczenie. Wpadli w szał po śmierci brata, ale nie amok. Cały czas się kontrolowali, ale ledwo. Nie mieli litości, rzucali granatami odłamkowymi, zapalającymi a pod czołgi pozostałe im termodetonatory w liczbie 3. Więc szybko się skończą, ale Imperium pozna smak Tracynowej roboty, gdy ziemia znowu się zatrzęsie*

EFECTOR - 2010-05-21 22:33:43

*W osadzie murków nie było, w  każdym razie Dżony nie pamiętał, wiec to musiał być fragment jakiejś ściany. Rozpędzona kula z bronzium przeskoczyła nad Nashem i Tangornem i mogli patrzeć jak toczy się w zgiełk bitewny, by stawić opór wszystkim, którzy nie złoża przed nim broni. Dżony nie znał litości, a jego oddanie sprawie było dozgonne. Do tego – po to go skonstruowano. Jakis czas kolował ramie naokoło ramie naokoło Tangiem ale szybko go wyprzedził. Zatoczył kolo naokoło przyjaznych pogrzebanych żywcem jednostek a potem pruł – optymalnym kursem po grzbietach szturmowców by przepołowić każdego bezlitosną siłą trzystu kilogramów zimnego metalu*

Nash - 2010-05-21 22:39:42

Nash zauważył mando kiedy ten leżał już obok niego. Z początku nie wystawił łba zza murku by móc spokojnie w Mocy ocenić sytuację. Nie było dobrze. Myślał, że cała ta misja z Darvenem to będzie pikuś, w sumie już prawie szykował się do odlotu kiedy usłyszał co się dzieje. Kiedy nieznany mando zarzucał mu winę, nie odezwał się wcale. To co pomyślał o słowach jakie powiedział mando i o nim samym wolał zachować dla siebie. Z oburzeniem wypisanym na twarzy kiwnął głową i skupił się w Mocy by wyczuć mniej więcej pozycje wroga. Na chwilę wyjrzał zza osłony i przygotował się do biegu. W jednej chwili wyskakując zza osłony uruchomił miecz by móc się bronić i ruszył w stronę kolejnej osłony, która stała na drodze do ambulatorium.

Secorsha - 2010-05-21 22:50:01

[color=#33CCCC]*Tang wpadł w szał bojowy. Oddawał i zbierał strzały, czuł roztłukiwane mięsnie na rękach, nogach, wręcz gotowanie krwi, czul, jak pękają mu co najmniej dwa zęby w zaciśniętych w szale szczekach. Nie widział pewnie nawet, jak Kolo niego na chwile wzbiła się piaskowa ściana tworzona przez Droidekę. On i Dżony znaleźli się teraz w pierścieniu ostrzału. Tang trafiał bardzo celnie, ale nadal był w środku ognia. Teraz razem  droidem.
Seco i Klony (z których tylko jeden żył) udawali martwych lub byli nieprzytomni.

Malkit był w statku. Kryl się gdzieś za skrzynią, kiedy wnieśli Drala. Maly szelek złapał go za rękę i pociągnął w głąb statku, płacząc, a  potem pomknął jak strzała do kabiny pilotów. Wskoczył na fotel po czym, położywszy łapki na kontrolce skupił się na chwile i… rozpoczął procedurę przedstartową.

Kiedy szturmowcy ujrzeli Nasha z Mieczem natychmiast jakimś magicznym cudem zrobiło się ich dwa razy więcej i wszyscy strzelali w niego, ale to nie był dla niego problem – parował wszystkie strzały.

Z domu Seco wybiegły 3 osoby. W chwile później dom wybuchł. Za kaleeshianką, szelą i Darvenem człapał kolejny czołg*
[/color]

Nowa kolejność:

Tang, Dżony, Nash, Fler, Darven, MG

Tangorn - 2010-05-21 22:57:18

*Tanga gówno to obchodziło, gdy widział szturmowca to strzelał, gdy widział rannego to strzelał, dobijał bez litości. Gdy któryś błagał o litość... robił mu z głowy sito. Stał plecami do Dżonego, bo tarcze ochronią go przed ostrzałem w plecy, ale też zerkał na leżącego kaleesha i klona aż w końcu na pomoc nadbiegł im inny klon, który był nieco ranny, ale wciąż żywy. Bez słowa zaczął cucić Seco i tego pozostałego przy życiu, biorąc się za id odkopywanie, podczas gdy droid i Mando osłaniali ich.

Gdy na miejscu bitwy pojawiły się kolejne trzy osoby a potem czołg, to grupa śmierci w postaci Tangów już ruszyła do boju w podobnym szale co ich ojciec. Biegli na spotkanie z maszyną Imperium mijając w biegu Fler, kaleeshankę i Darvena. Jeśli ktoś na nich spojrzał to widziałby pancerze całe we krwi wroga, przylepiony kurz, błoto. Wyglądali potwornie... ale gnali jak na skrzydłach burzy, zataczając łuk przy czołgu, oskrzydlając go. A'den dobył termodetonator, aktywował go i rzucił pod platformę repulsorową, rzucając się przy tym na ziemię i turlając w kierunku osłony. A Tracyn i Brex w trakcie walki wykonywali niesamowite akrobacje by unikać ataków, ślizgi, skoki na "szczupaka" obroty, zmyłki, cały czas prowadząc ostrzał. To był wręcz taniec wojenny w wykonaniu najlepszych artystów śmierci.*

EFECTOR - 2010-05-21 23:02:43

*Dżony wręcz narkotyzował się pędem ale  wmkoncu stanął na baczność, przy Tangu, z boku ale bardzo blisko tak ze pancerze otarły się o siebie. Tangorn, jeśli w ogóle mógł coś czuć, to poczuł lekkie uderzenie prądu, takie delikatne kopniecie, kiedy osłona aktywowana przez droideke objęła ich obu. Mógł stanąć z tyłu, Dżony miał łączone tarcze. Droid podniósł działa i rozpoczął równomierny, agresywny ostrzał w kierunku wrogich obiektów. Cos strzeliło, zaśmierdziały działa słodkim smrodkiem rozgrzanego metalu i energetycznej  śmierci*
Miłość prawdziwa pali jak pożoga
Trafia prosto w  serce i zabija jak wroga

*Poleciała z głośników muzyczka o zagrzewającej do nienawiści melodii*
kocham cie po prostu, kocham nieskończenie, kocham cie najpiękniej…
*I dawał z dwururek dwururek tych, do których śpiewał*

Nash - 2010-05-21 23:03:29

Wyłaniając się zza osłony z włączonym mieczem spowodował prawdopodobnie, ze uwaga niektórych ze szturmowców zwróciła się w jego stronie co być może mogło dać nieco wytchnienia pozostałym. W prawdzie szturmowcy mieli za sobą szkolenie wojskowe, ale standardowy żołnierzy Imperium nie był dla niego wyzwaniem, nawet jeśli przekraczał nieco liczbę jednego. Biegnąc w stronę ambulatorium efektywnie przeskoczył jedną z osłon wykonując salto. Kiedy wylądował wykonał parę młynków mieczem przez co odbił promienie karabinów blasterowych z powrotem w stronę szturmowców. Był to dobry sposób na likwidowanie wroga bez potrzeby nawiązywania z nim bliższego kontaktu. Nie czekając na to czy odbite promienie trafia w cel czy nie ruszył dalej. Szybko przedostał się w okolice budynku, który leżał tuż przy innym, w którym znajdowało się owe laboratorium i zagrożony w nim Lores.

Fler - 2010-05-21 23:09:40

*Wypchnięta przez Darvena zasłoniła ramieniem głowę i pochylona biegła ile sił w  nogach, nie oglądając się na nikogo ani na nic. Widziała tylko swój cel, skupiona na sobie i na Mocy pruła do przodu. Do statku, szybko, nieważne, do statku, statek. Kolo niej szalała pożoga. Nic nie widziała i nic nie było ważne. Nie widziała swojego meża ani teściowej, swojego droida, nie widziała tanga i klonów. Biegła*

Darven - 2010-05-21 23:17:52

*Ostatniego biegnącego - Darvena - eksplozja wyrzuciła do przodu z dużą siłą. Był najbliżej domu w tym momencie - ciepło liznęło go od tyłu, a nagrzane powietrze pchało do przodu. Bez wątpienia - ułamki sekund, a usmażyłby się. Biegł ile sił w nogach do przodu, na spotkanie klonom - a potem, pod statek. Mocnym ślizgiem niemal wjechał obok drzwi.* Do środka! *Zdążył krzyknąć i wcisnął sporo, czerwony przycisk bezpieczeństwa przy drzwiach, uruchamiając jednocześnie tryb awaryjny. Zaświeciła się w środku czerwona lampka, broń zaczeła się rozgrzewać, a klapy wychylać. Ostatnie współrzędne komety znajdowały się zapisane na sprzęcie - więc gdy malkit uruchomi statek, ten w trybie awaryjnym niemal sam poleci w to miejsce, wymagając mniejszej pomocy ze strony pilota.* Nastąpi zatrzaśnięcie grodzi... *Zakomunikował łagodny, damski głos. Gdy Fler z teściową i ewentualnymi rannymi wejdzie do środka - statek zamknie się i wykona zaplanowane czynności podczas "awaryjnego trybu bezpieczeństwa". Natomiast, Darven, nie czekając, po wcisnięciu przycisku rzucił się biegiem w stronę Tangorna walczącego wspólnie z Droideką z wrogimi jednostkami. Wiedział, że na statku sobie poradzą. Muszą.*

Secorsha - 2010-05-21 23:23:51

*Tang i Dżony stali się drużyną a ich ostrzał w rytm muzyki był jak poezja. Kilku szturmowców wystraszyło się widząc niszczyciela.

Klony zabrały Seco i tamta dwójkę. Któryś z nich prztyknął do tanga* [i]wyładował kolejny statek! Przywieźli nowe czołgi! Zniszczą nas, trzeba uciekać!

Fler dobiegła do statku, nawet nieświadoma tego, ze dobiegła. Byli teraz w statku: ona, Dral i Malkit, który widząc na monitorze, ze mama już jest, po prostu zamknął właz, i pamiętając jak to robił wujek Zin – zaczął podrywać maszynę…

Nagle przyszedł kolejny silny strzał. Nagle Tang i Dżony stali się jednym ciałem, leżącym gdzieś z innym ciałem. Kobietą. Siostrą Tanga. Martwą.
Tang zapewne zepchnie z siebie Dzonego, którego potężne, działo leżało na plecach mandalorianina.

Dżony  jest wyłączony z  gry na 1 kolejkę. Po powrocie działa normalnie, ma osłabiony generator i zmniejszoną szybkość reakcji.

Nashowi nic nie przeszkodziło, ale powrót™ będzie trudniejszy…

Draven, biegnący w stronę Tanga widział jak on i Dżony robią salto w powietrzu…

Statek Darvena z trójką ocalałych na pokładzie poderwał się w  góre.

TYm razem "tangi:" nie trafili granatem. wyrwał on dziuyre obok o obsypał amszynę piachem, ktora zaraz zemsciła się i odplaciła się strzalem w keirunku klonów. Prosto pod nogi Tracyna. ale za chwile, elząc gdzieś w stercie bialych pancerzy stwierdzil,z e jednak żyje. Pozostali (Brex i A'den?) zdolali uskoczyc.*

Tangorn - 2010-05-21 23:33:54

*Tang siał zniszczenie, póki eksplozja nie rzuciła go na ziemie i nie ogłuszyła, ale gdy już wrócił do rzeczywistości to dostrzegł swoją siostrę, z którą przeżył tyle lat, nie miał okazji złożyć gratulacji jej córce, która wyszła za mąż. Nie mógł sobie pozwolić na odrętwienie ale zapłakał gorzko... tyle śmierci przez głupie błędy... tyle bezsensownych zniszczeń. W końcu wygrzebał się spod Dżonego i aktywował komunikator, jeśli ktoś go usłyszy* Ba'slan shev'la! Odwrót! Wszyscy do statków! *No i sięgnął po mały pistolecik przy pasie z jedną flarą błyskową, którą wycelował w niebo i odpalił. Ci co nie dosłyszeli to zrozumieją... Tang przyklęknął jeszcze przy martwej Mandaloriance i zdjął naramienniki jej pancerza, zachowując je sobie na pamiątkę jej śmierci i życia. Po czym ostrzeliwując się dalej zaczął wycofywać się w stronę swojego statku, zwołując tam resztę klonów nadal walczących*

*Cóż, "Tangi" się pozbierali do kupy, rozdzieleni ale żywi w samą porę, gdy zarządzono taktyczny odwrót, nie ucieczkę a odwrót, to całkiem co innego. A'den dostrzegł gdzieś kaleesha i ruszył w jego kierunku by mu pomóc. Najbliżej chyba mieli do statku Seco. Po drodze mogą zabrać jeszcze grupkę innych klonów. A Tracyn i Brex połączyli siły i przedarli się jakoś do Tanga, który powoli ale nieubłaganie był spychany w stronę jego frachtowca. Na pokład wbiegł jakiś klon, by uruchomić maszynę*

*Tymczasem na pokładzie statku Darvena Dral zaczynał dochodzić do siebie, ale nie wiedział co się dzieje i kręciło mu się w głowie nieco*

EFECTOR - 2010-05-21 23:34:25

[kolejka karna :)]

Nash - 2010-05-21 23:39:16

Nashowi udało się bezpiecznie przedostać do ambulatorium. Jednakże droga z powrotem będzie znacznie utrudniona. Nash szybko zajął się nieprzytomnym Loresem i owinął go w koc. Marna to osłona, ale przynajmniej ochroni go przed odłamkami, czy niewielkim gruzem. Większymi rzeczami Nash zajmie się Mocą, a strzały z blasterów postara się odbijać mieczem. Będzie ciężko bo na jednym ramieniu miał przewieszonego Loresa, a w drugiej trzymał wyłączony jak na razie miecz świetlny. Nash w skupieniu, szybko opuścił budynek ambulatorium i skierował się z Loresem do pierwszej najbliższej osłony by sprawdzić jak wygląda sytuacja w terenie i by ewentualnie na odległość zająć się szturmowcami. Ułożył bezpiecznie Loresa za osłoną by samemu móc zorientować się co się wokół nich dzieje.

Fler - 2010-05-21 23:42:30

*Była na statku. To najważniejsze. Pamiętała Darvena który coś do niej krzyczał. Cała we krwi i piachu, poderwała się i przeszedłszy nieprzytomnie nad ciałem Drala skierowała się do kabiny pilota* Malkit… synku… nie na Kometę… nie na Widmo, nie na statek Cochrelu, nie, oni nas znajdą, ich znajdą, nie, uciekamy, Malkit, syneczku, daj. Mamusia wpisze… *I pochyliwszy się nad odpowiednią kontrolą wpisała sobie tylko znane koordynaty, po czym drżąc podniosła Malkita i usiadłszy na jego miejsce posadziła go na kolanach i chwyciła stery*

Darven - 2010-05-21 23:50:44

*Darven przeskoczył nad gruzem i ciałami i znalazł się zaraz obok Tangorna i Dżonego, akurat, gdy ci padli na ziemię. Złapał tego pierwszego za ramię.* Nie mamy żadnej łączności, nie można nawiązać połączenia z Generałem... *Mruknął nieprzytomnie, po części do siebie, jakby myśląc na głos, po części powtarzając oczywistość Tangornowi. Tak, musieli się wycofać.* Zrobie co w mojej mocy... *Wyszeptał. Ręce zacisnęły się na lasce. Jesli Tangorn potrzebował pomocy przy wstaniu spod tej droideki, to Darven mu pomógł. Natomiast potem, kiedy Mandalorianin zarządził odwrót, Darven zanurzony w osłonie droida odwrócił się w stronę, z której strzelano - w stronę wrogów. Lewa, zaciśnięta do bólu pięśc uderzyła w ziemie, prawa dłoń ściskająća laskę wychyliła się znad metalowego cielska dżonego i skierowała w stronę białych. Grzmotnęło i gorące, srpężone powietrze pomknęło w ich stronę.*

Secorsha - 2010-05-21 23:55:02

*Bardzo niewielu było już do ewakuacji. Teraz dopiero szturmowcy (których ciągle napływało) widzieli swoja szanse i strzelali w plecy ile wlezie. Na szczęście są pancerze.

A’den i Seco (nie do końca przytomny) dotarli Do statku, ale nie zabiorą żadnej grupki klonów. Ich nie ma. Na statku Seco gwizdał ich znajomy astromech. Statek był już rozgrzany.

Nash jak tylko ruszył poczuł, ze bolt musnął mu udo i brzuch. Jednak Moc pozwoliła mu z włączyć ból. Najbliszszym statkiem, który szykował się do odlotu był ten, na który wchodzili A’den i Seco…

Tymczasem nad nimi zawisł kolejny. To Imperium – postanowiło sobie tu wylądować. Widać dowództwo w swej naiwności chciało przyjąć od Tanga kapitulacje…

Akurat w najdogodniejszym momencie statek Fler wystrzelił w  powietrze, a że był to Cochrelowy a nie byle co, to nikt nie miał szans go trafić
Fler, Dral, Malkit: http://www.swewok2.pun.pl/viewtopic.php?id=184

Leżący droid nie mial włączonych oslon, wiec Darven nie mógl się w nich schować, co nie oznaczało, ze nie próbowal ataku. Usmażył jednego. A drugi usmażył Darvena w ramie. Ale to powierzchowna rana. Darven miał an sobie szate a to optycznie zwiekszało jeog objętość.

I nagle ostrzał ucichł. Lądował statek. Nikt nie chciał trafić dowództwa…*


Tang, Dzony, Nash, MG [Darven jest nieobecny, steruje nim Tang]

Tangorn - 2010-05-22 00:02:42

*Tang wraz z resztą, która była przy życiu wycofał się na swój frachtowiec, który był już rozgrzany i gotowy do odlotu. Zawołał jeszcze Darvena, by się pośpieszył, a ten korzystając z pilota sterującego Dżonym też zlecił wycofanie się droidece na frachtowca Mando. A ten statek dowództwa zjawił się właściwie w najlepszym momencie, bo chwila wytchnienia była im bardzo potrzebna i wszyscy ranni, żywi czy ktokolwiek po prostu wycofała się do statków. Kto się uchował to zależy od MG...

A'den przechwycił momentalnie seco i poganiając go ruszył do jego frachtowca., Jakie to szczęście, że akurat przylecieli nim niedawno. Mieli czym uciekać. A ten astromech, którego naprawili się spisał, chociaż nikt go o to nie prosił, najwyraźniej był sprytny i wiedział co robić w takich przypadkach. A'den od razu zapakował się do kokpitu, przygotowując się do odlotu, pozostawiając Seco przy wejściu, by mógł jeszcze kogoś odebrać. Ale radzę się pośpieszyć.

A Tracyn i Brex zostali nagle odcięci i ich jedynym ratunkiem okazał się ten statek dowództwa, więc zaczaili się na nich. Czołgali się powoli w tamtym kierunku, a że wszędzie walał się gruz, wszystko płonęło, zasnuwając okolice czarnym, gryzącym dymem to byli raczej niewidoczni, zwłaszcza, ze uwaleni krwią, pyłem i błotem po prostu nie wyróżniali się z otoczenia. Tyle, że mieli przy sobie karabiny i granaty. W razie czego akcja będzie szybka i bezlitosna*

EFECTOR - 2010-05-22 00:09:48

*Dżony pozbierał się z  ziemi. Iskrami sypnął tu i ówdzie, ale nie trzeba było bransoletki, by wierny droid podązał za jednostką dowodząca, dla której służył po kres, a to właśnie było dla niego najwiekszą nagrodą. Dymiłaś i stukając troche scentrowanymi nóżkami podniósł się i natychmiast przyjął pozycje bojową w kierunku statku, bo mógłby w razie czego go wysadzić. Jelsi padnie rozkaz*

Nash - 2010-05-22 00:11:19

Nash szybko rozejrzał się dookoła wspomagając się mocą. W oddali dostrzegł A'dena, z którym już miał okazję się spotkać. Widząc A'dena wchodzącego na pokład z kimś jeszcze, szybko zarzucił na ramię Lorensa. W momencie kiedy miał już się wychylić, promienie karabinów blasterowych szturmowców musnęły jego brzuch i udo. Nash syknął lekko po czym już nie zwracał uwagi na ból. Najważniejszym teraz było dotrzeć cało na statek wraz z nieprzytomnym Jedi. W złości wyciągnął rękę i uderzając w niego Mocą.
-Wytrzymaj... -powiedział do Loresa, który ledwo oddychał, a może i do siebie? Nie wiadomo. Szybko ruszył w półprzysiadzie omijając kolejne przeszkody. Po chwili znalazł się niedaleko statku. Na tyle, by A'den mógł usłyszeć jego krzyk. -A'denie! A'denie! -krzyczał próbując zwrócić na siebie uwagę. Niestety A'den wszedł do środka, a na zewnątrz został ktoś inny. Miał nadzieje, że mimo wszystko zareaguje. Nadal się nie zatrzymywał próbując jak najszybciej dostać się na statek. Jego ranny lekko krwawiły, ale nie zwracał teraz na to uwagi. Po chwili był już na trapie. Spojrzał się na kaleesha stojącego obok i wszedł z Loresem na pokład.

Secorsha - 2010-05-22 13:56:15

*Grupa Tagna, której Dzony ubezpieczał tyłu wycofywała się skutecznie, jednak nim dotarli do statku – imperialny wylądował, wrzucając podmuchem na pokład statku tanga kilka części pancerzy i ciała szturmowców. Dżony został spoliczkowany czyjąś lecącą ręką, która zaczepiła mu się za antenę.

Seco stanął pewnie na szeroko rozstawionych nogach, choć nadal nim machało. Musiał mocno uderzyć się w głowe. Nic dziwnego, skoro jako jeden z nielicznych nie miał hełmu. Kiedy Nash wszedł, Seco uderzyl pięścią w przycisk zamykajacy*
nie widze nikogo żywego, lecimy!

Tangorn - 2010-05-22 14:10:51

*Darven również wszedł na pokład, zaraz za Dżonym i  gdy już wszyscy żywi weszli na pokład frachtowca, to Tang zamknął właz i nie czekając na nic poderwał go do lotu, mając nadzieję ,ze te durne czołgi nie mają broni przeciwlotniczej. Z reguły się ich nie montowało na takim sprzęcie, ale prewencyjnie ustawił moc osłon na maksimum. Przez iluminator w kokpicie zobaczył statek Seco, mając nadzieję, że im się uda. Był jeszcze problem tego złomu Zina, ale jego nie było, jego rodzina zginęła... Normalnie by się tym nie przejął, niech sobie stoi, ale kto wie jakie dane tam mogły być? Lepiej nie ryzykować. Tang aktywował moduł uzbrojenia i odpalił ze wszystkich działek w silniki i generatory frachtowca, który pozbawiony osłony bardzo szybko się rozleciał. Osadą wstrząsnęła eksplozja i frachtowiec Mando wzbił się w powietrze. Pozostała jeszcze jedna rzecz do zrobienia... Tang wyjął zza pasa mały pilot, który aktywował procedurę samozniszczenia w ich małym centrum dowodzenia, żadne dane nie wpadną w ręce Imperium... nacisnął przycisk.

Gdy tylko na pokładzie statku Secorshy znaleźli się wszyscy żywi, to A'den sięgnął po stery i poderwał jak najszybciej frachtowiec do lotu, wiec mogło wszystkimi zakołysać. A'den widział co robi Tang, więc odleciał jak najszybciej. Na orbicie sytuacja będzie dużo gorsza, bo tam na pewno czeka na nich kilka okrętów wojennych Imperium* Trzymać się! *Krzyknął do wewnętrznego komunikatora klon, gdy statek wystrzelił na orbitę planety ustawiając na maksimum osłony.

Tymczasem Brex i Tracyn byli coraz bliżej statku, który wylądował. Widzieli jak frachtowiec Tanga wysadza w powietrze pojazd Zina, było to strategiczne posunięcie. Tymczasem dwaj komandosi zaczekali, aż klapa promu opadnie i gdy tak się stało to natychmiast poderwali się do biegu, musieli zaryzykować, bo w przeciwnym razie utkną tutaj na dobre i trafia do więzienia. W tym momencie eksplodował jeden z domów, w którym umieszczono komputery i sprzęt nadawczy, wywołując dalszy chaos, co mogło dać im osłonę. Jeśli uda im się dopiec do tego promu to z zaskoczenia wpadną do środa strzelając ze swoich karabinów do wszystkiego co żywe. Zaskoczenie powinno dać im przewagę i jeśli wszystko pójdzie dobrze i wszystkich zabiją, to zamkną klapę, usiądą za sterami i korzystając z tego, że statek dalej jest uruchomiony to poderwą go do lotu i z aktywnymi osłonami odlecą z pola bitwy. Ale jak wiadomo w planie zawsze coś może nie wypalić... oby tym razem wszystko zagrało odpowiednio, bo w końcu Imperium wygrało bitwę i nie spodziewają się dwóch maruderów z tyłu, atakujących statek dowództwa. Bardziej palącym problemem są trzy statki opuszczające orbitę i chcące uciec*

Secorsha - 2010-05-22 14:17:55

*Dwa statki umknęły, za statkiem A’dena posypaly się jeszcze strzały, ale żaden nie był trafiony, poza tym wszystkie z ręcznych klarabinow. Tang strzelił i statek Zina eksplodował. Ostatnim zapamiętanym przez Tanga obrazem był tran, jak siła eksplozji wyrzuca w powietrze ciała dwóch klonów. Tracona, i Brexa. Potem już „Szesnastka” znikła w chmurach.

Dowództwo imperialnego statku schowało się szybciej niż wylazło. Trap się już podnosił. Tracyn i Brex podnieśli głowi i dostrzegli przed sobą podnoszący się właz. Jeśli skoczą teraz-  uda im się zamknąć na pokładzie razem  Imperialnymi. Eksplozja troche ich „podrzuciła”.

Tangorn - 2010-05-22 14:21:31

*No Tang im krecia robotę zrobił tymi eksplozjami, ale klony nie poddawały się łatwo, nigdy. Dlatego byli najlepsi, bo choćby tylko jeden z nich przeżył, to i tak będą dążyć do wykonania zadania, a teraz tym zadaniem było dostanie się na pokład statku. Poderwali się z ziemi i rozpędzili się do granic możliwości ich organizmów, nie zważając już na nic. Ignorując ból, zmęczenie i osłabienie tak jak ich szkolono, korzystając z ostatków adrenaliny w żyłach, która ich napędzała - biegli. A potem skoczyli do środka*

Secorsha - 2010-05-22 14:24:59

*Brex wpadł od razu. Tracyn trochę zawisł, ale ostatecznie wpadł do środka o dwie sekundy za bratem, który przez ten czas zapewne zdążył wykorzystać swoją przewagę przez zaskoczenie i zrobić pare dziurek  główkach zdezorientowanych szturmowców, których było w sumie szesciu i jeden oficer*

Tangorn - 2010-05-22 14:27:48

*Skoro Brex wpadł bez problemu, to zrobił zręczny przewrót do przodu, i w chwili prostowania się uniósł karabin i wybierając pierwszy lepszy cel zaczął dziurawić każdego, kto się nawinie. W jego lewej ręce natomiast pojawił się sztylet, by rozciąć gardło najbliższego szturmowca, którego nie zastrzelił. A Tracyn gdy się już wpakował to również odpalił ze swojego karabinu, chociaż jemu to wyszło zdecydowanie mniej efektownie i "stylowo" bo z ziemi musiał się pozbierać.*

Secorsha - 2010-05-22 14:34:08

*Niestety, tym razem to Brex był bohaterem i na pewno będzie Tracynowi dokuczał, bo właściwie drugi klon już nie miał co robić, kiedy się pozbierał. Został im tylko przestraszony, cofający się i grożący im małym kieszonkowym blasterem oficer imperialny jakiegoś niższego stopnia*

Tangorn - 2010-05-22 14:38:09

*Kieszonkowy blaster nic nie zrobi pancerzowi Mando, chyba, że oficer trafi w odpowiednie miejsce, ale teraz wyglądał jakby miał nogi z galarety, więc Brex bezceremonialnie wyrwał mu broń z ręki i wywalił gdzieś do tyło a Tracyn przywalił mu z łokcia w gębę, by stracił przytomność. Zaraz też dwójka klonów usiadła za sterami i poderwała maszynę* Co potem z nim zrobimy? Zabijemy? *Zapytał zupełnie serio Tracyn, choć trochę prześmiewczym głosem. Obaj patrzyli przez iluminator na zgliszcza ich domu... ich serca krwawiły, chociaż tego nikt nie przyzna. statek zaczął kierować się ku orbicie z postawionymi osłonami, chociaż nikt nie wiedział co się wydarzyło na pokładzie promu* Przesłuchamy tak jak nas Tang uczył... *Przed oficerem będzie teraz ciężki okres, bo przesłuchanie oznaczało tortury*

Secorsha - 2010-05-22 14:41:04

*No i zwiali. Z nadzieją, ze ich los potoczy sie szczęsliwie*

Podsumowanie wszystkich potem, na orbicie. dziekuje za sesje

Tangorn - 2010-07-29 18:00:54

*Po kilku tygodniach Tang znowu wracał na stare śmieci, miał tu pewna sprawę do załatwienia i to nie koniecznie związaną z Zinem, jego brał tutaj niejako przy okazji, by mu coś uświadomić, ostatni raz. Przez okres lotu nie chciało mu się z nimi gadać, wiec zostali zamknięci w jednej z kajut, co tam robili to gówno go obchodziło, kamer tam nie miał... I tak znaleźli się na orbicie, mogli poczuć wyjście z nadprzestrzeni a potem skierowali się ku powierzchni, ku osadzie... a raczej ku zgliszczom. Tangowi i Tracynowi, którzy siedzieli w kokpicie ukazał się obraz nędzy i rozpaczy, ale o tym później, bo teraz wylądowali z boku i wyłączyli silniki, czyli spokój. Tang wstał a Tracyn na razie został, nie chciał być świadkiem tych scen. Mandalorianin polazł do kajuty, gdzie zostali zamknięci, otworzył drzwi,rzucił okiem na nich i warknął tylko* Za mną i bez opierdalania się... *Po drodze mijali kilka zamkniętych drzwi, zbrojownie Mandalorian i w końcu dotarli do otwartej rampy. Zin pozna to miejsce z pewnością...*

Zindarad - 2010-07-29 18:07:19

Zin siedział w miejscu przez cały lot. Nie śmiał nawet myśleć o tym, co Tang dla nich szykuje. Może potajemnie zbudował szubienicę na jednej z planet i tam postanowił powiesić tę dwójkę. Kobdar nadal miał głowę spuszczoną, przez cały lot wcale się nie odzywał. Nie miał zamiaru jeszcze bardziej się pogrążać. O ile bardziej można. Drzwi zostały otwarte. Spojrzał na Tanga. No tak. Zin za bardzo go cenił, bał się i uważał za autorytet w kwestiach bojowych. Czasem nawet chciał być taki jak on, jednak chyba nie mógł. Zin kompletnie nie pasuje do zachowania, jakie reprezentował sobą Tang.
-Dobra, kumplu.-Powiedział do niego i wyszedł od razu. Stanął przed rampą i zobaczył to co przyniosło do jego łba setki wspomnień. Popijawę z Seco, strzelaninę z Temeną, poszukiwania Varienka. Zin wyszedł na powierzchnię. Rozejrzał się po zgliszczach osady, w której mieszkał.-O kurwa...-Powiedział. Znowu ten załamany ton głosu. Wtedy do niego wszystko dotarło. Zostawił rodzinę tu, kiedy on szalał po galaktyce w poszukiwaniu zabaw i przyjemności. Zin...jesteś żałosny.

Selene - 2010-07-29 18:09:59

*Wylazła w milczeniu, znów obojętna na wszystko. Bez tłumacza. będzie mówiła na migi najwyżej. Miała to zresztą gdzieś, czy ją zrozumieją, czy nie. Zatrzymała się kilka kroków za oboma i rozejrzała. No i/ jej to miejsce nie mówiło nic. absolutnie. pustka totalna. Choć widząc reakcję Zina domyślała się, co i jak. Bosko.*

Tangorn - 2010-07-29 18:14:33

*Tak Zin, jesteś żałosny, ale to nie wszystko a dopiero początek. Poczekał aż grzecznie wyjdą, bo póki co zobaczyli tylko spalona ziemię, i kilka rozwalonych domów z przodu, wszędzie gruz i to wszystko.* No to zapraszam na dalszą część pouczającej wycieczki... ile to, prawie cztery tygodnie, a ty nie przyleciałeś tutaj ani raz... no to sam cię zmusić musiałem... *Głos Tanga był złowieszczy i zapowiadał coś nieprzyjemnego. Ale ruszył przed siebie, a idąc miał przed oczami tą bitwę, walkę o życie... Wkraczając w osadę było jeszcze więcej spalonej ziemi, zrównanych z ziemia budynków i... szczątków ludzkich, klonów które tutaj zginęły... trupów szturmowców nie było, wszystkie wyzbierane, w końcu Imperium nie ponosi strat. Aż doszli do jednego miejsca, te szczątki były dużo mniejsze niż inne* Siwa, kimkolwiek jesteś, przedstawiam ci Varienka, syna Zina... *I wskazał na zwłoki a potem ręką na kolejny zniszczony dom* Tam gdzieś jest jego żona, niestety nie udało nam się ich uratować... a Rashaf wyciagnał to ciało z ognia byś miał co pogrzebać, ale jak widzę miałeś to głęboko w shebs... i teraz mi powiedz, czy twój honor i pamięć o rodzinie jest w stanie utrzymać fakt, że w niecały miesiąc przygruchałeś sobie kolejną kochankę na kilka dni...  Tracyn, przynieś łopatę... *Połączył się na chwilę z klonem i czekał i patrzył na reakcję Zina.*

Zindarad - 2010-07-29 18:20:58

Tak. Z każdą minutą Zin uświadamiał sobie, że on jest żałosny. Jego honor nie istniał, a pamięć o rodzinie poszła w cholerę. Szedł równo z Tangiem i to co widział ogarniało go strachem. Nie mógł sobie wyobrazić co czuła jego rodzina, kiedy on zabawiał się na Nar-Shaddaa, a oni tu mordowali się. Tacy bezbronni, bez szans na przeżycie. Zobaczył swojego syna, a raczej jego szczątki. Widział je. Patrzył na nie. Padł na kolana. Złapał drobne szczątki w rękę i schylił głowę. Zin. Jesteś niczym. Jesteś jednym wielkim gównem. Ty niedojdo. Pokiwał głową.
-Tang. Zobaczyłem i zrozumiałem.-Powiedział do niego zduszonym, przejętym głosem. Zin rozpłakał się. Jak mała dziewczynka. Widział oczami wyobraźni to co mogło się tu dziać. Palące się domy, uciekający ludzie, Tang i jego synowie walczący o ich życie. W oddali widział swojego syna. Syna, który wołał swojego ojca. Ojca tchórza, który bał się stawić czoła prawdziwemu życiu.

Selene - 2010-07-29 18:25:25

*Cokolwiek mieli sobie do udowodnienia, chyba sobie udowodnili. Znaczy Tang Zinowi udowodnił. Zacisnęła tylko usta, skrzyżowała ręce na piersi. Słowa i owszem, zabolały, ale trafiły na mur. Słyszała już inne, o wiele mniej sympatyczne stwierdzenia kierowane pod swoim adresem. Więc jeśli Tang coś chciał udowodnić siwej, to musiał się bardzo mocno starać. Zmrużyła tylko oczy, chwile obserwując wszystko. W końcu podeszła do Zina i położyła mu ręke na ramieniu. Miał wolną wolę i mógł decydować o tym, co dalej miało nastąpić. Po prawdzie nie spodziewała się takiej historii, i nieco ją to zaskoczyło - zdecydowanie jednak tego nie okazywała. Za to zachowała się w sposób nietypowy - po prostu pokazała że jest. O.*

Tangorn - 2010-07-29 18:31:42

Tiaa... zrozumiałeś, to samo mówiłeś tydzień temu i to twoje wielkie wyznanie jakim to skurwielem byłeś. *Warknął cicho ale nie podnosił głosu, by uszanować to miejsce po prostu. Zginęli tutaj żołnierze, Mandalorianie... trzeba ich pochować. Tym się zajmą Tang i Tracyn, a Zin niech kopie grób swojej rodzinie. Klon nadszedł po minucie, trzymał w ręku jeszcze jakiś worek i dwie łopaty. Ciekawe po co worek? W każdym razie jeden szpadel wręczył Tangowi drugi Zinowi* Chyba sam wiesz co zrobić... Tracyn, wiesz gdzie jest Ven? *Zapytał klona który teraz rozglądał się po zgliszczach. Jego twarz nie wyrażała emocji, podobnie jak u Sel, ale w głębi duszy przeżywał to co się tutaj działo, Tang z reszta też, bo niedaleko nich widział ciało innej bliskiej mu osoby... siostry.* Tak... pójdziemy zaraz po niego... *I tak dwójka Mandalorian się oddaliła odchodząc w innym kierunku, poza osadę zostawiając Kodbara samego.*

Zindarad - 2010-07-29 18:37:50

-Zamknij ryj.-Powiedział do niego. Skrzywił usta, dalej płakał trzymając szczątki swego syna w ręku. Płakał dalej. Czuł się winny całej tej sytuacji. Nie wiedział dlaczego ta dwójka ma taką kamienną twarz. Tragedia. Do Zina w końcu ona dotarła. Dopiero, gdy to zobaczył. Czemu akurat teraz? Może nie dowierzał? Może starał się to wszystko tłumić w sobie? Nikt teraz tak naprawdę nie wiedział jak się teraz czuł. Czuł się jak kawał nieczułego skurwiela, nieczułego ojca i niehonorowego chama, który udawał do tej pory, że wszystko ma w dupie.-Wypierdalać.-Powiedział zarówno do Tanga jak i do Sel, która obecnie trzymała rękę na jego ramieniu. Ściągnął tą dłoń.-Chce zostać sam.-Powiedział do nich i puścił szczątki po czym wstał. Chwycił za łopatę. Dziś był grabarzem. To nie jest fajna sprawa. To było dla niego traumatyczne i wręcz przełomowe przeżycie.

Selene - 2010-07-29 18:41:23

*Uniosła w górę brwi. a proszę bardzo. Skoro tak Kuba bogu... to i bóg Kubie odpowie. odwróciła się tylko na pięcie i ruszyła w swoją stronę - znaczy się bliżej nie określoną. ot, znaleźć kawałek kamienia i na nim przycupnąć, z dala od obu, ale jednocześnie na tyle blisko statku, by dokładnie wiedzieć, co gdzie i jak. Zmrużyła tylko oczy i znów skrzyżowała ręce na piersi, popadając w swoistą zadumę. A niech się dzieje, co chce. To ich prywatna sprawa. Sel i owszem, została o wszystkim poinformowana, ale sytuacja ta ją zdecydowanie zaskoczyła. I musiała sobie pewne informacje uporzadkować. Szczegół. A tanga spije. Zdecydowanie.*

Tangorn - 2010-07-29 19:26:35

*No niech próbuje, Tang już zaprawiony w boju był z pewnym kaleeshem, który jego bił na głowę w tym przypadku. Poza tym Mando był już po przeszczepie wątroby, czyli... Tang był alkoholikiem. Ale to na marginesie, bo wracali. A ile ich nie było? Z pół godziny, bo gdy wrócili nieśli coś w worku z szacunkiem, obaj... Oni nie wiedzieli co to, ale Tang wiedział i Tracyn, to wystarczyło. Poszli na skraj osady, położyli to i Mandalorianin zaczął kopać dół, klon zniknął na parę minut, ale wrócił z drugim szpadlem i obaj kopali, nie patrząc na resztę. Kodbar miał spokój i czas dla siebie, by sobie wszystko uporządkować.*

Zindarad - 2010-07-29 19:31:49

Zatem porządkował sobie wszystko. Tak. Na spokojnie. Bez stresu i zgiełku, które niosło ze sobą Nar-Shaddaa. Szlochał sobie, wbił łopatę w ziemię i zaczął kopać dół dla swojego synka. Zin był ogarnięty zamyśleniami. Pytał się w myślach czemu akurat on został tak trafiony przez los tymi wszystkimi nieszczęściami. Czemu akurat on ma taki charakter? Czemu jest takim psem na baby? Z drugiej strony miał nadzieję, że Selene zrozumie teraz jego sytuację i mu pomoże przetrwać to. Zdjął z siebie bluzę, rzucił ją na ziemię. Zaczął kopać. Jak już pochowa Varienka, wówczas zajmie się poszukiwaniem zwłok swojej żony. Chociaż miał do niej wiele zastrzeżeń to i tak ją kochał. Była jeszcze gorsza od Tanga, a to zdecydowane osiągnięcie. Jeśli chodzi o upicie Tanga to raczej nikt prócz Seco nie dał mu rady. Łeb do alkoholu miał ogromny. Z nim żaden nie miał szans, a Sel tym bardziej.

Selene - 2010-07-29 19:37:39

*Obaj jej nie doceniali. To, że jej nie znali, tudzież brali za kompletnie siwy łeb, o niczym wszak nie znaczyło. i krzyżyk na szczęście. Zdziwią się jeszcze, i to solidnie. Z nudów zaczęła oglądać własne paznokcie. To była ICH przeszłość. ona własną pogrzebała z pożarem burdelu. Szczegół. Mruknęła coś pod nosem i sięgnęła do kieszeni spodni. o, skręt. Super. Poszukała nawet zapalniczki. No, po chwili zaciągnęła się dymem i przymknęła ślepia obserwując poczynania cieni, bo ich zachowanie w zasadzie jej nie obchodziło. prywatne sprawy zostawiamy dla siebie. Chyba Zinowi to wyjaśniła w nocy?*

Tangorn - 2010-07-29 19:42:02

*Każdy załatwiał swoje sprawy, po to tutaj przybyli. A po co Sel? Żeby zobaczyła przeszłość Kodbara i by miała świadomość, że ten cztery tygodnie wcześniej stracił rodzinę i dziecko, ale co ona sobie pomyśli to już jej sprawa. Tang tylko uświadamiał... z delikatnością tępej siekiery, ale uświadamiał. A teraz sam zajęty był kopaniem grobów. Najpierw jeden mniejszy, potem drugi... uwijał się szybko wraz z Tracynem a na końcu zabrali się za kopanie wielkiej wspólnej mogiły dla poległych tutaj klonów, wiec trochę czasu im zejdzie. Zin tymczasem może spokojnie poszukać ciała Temeny i je pogrzebać, Sel może się nudzić albo mu pomóc... byle nie lazła do statku by tam buszować pod nieobecność właściciela, bo ten będzie "zły"*

Zindarad - 2010-07-29 19:50:14

No. Zin przekonał się nieraz, że nie można dotykać rzeczy Tanga pod jego nieobecność. W miarę szybko wykopał grób. Był człowiekiem pracy, toteż wprawę miał z każdym narzędziem. Ze łzami w oczach włożył do grobu szczątki własnego syna. Otarł łzy i ruszył, by przeczesać gruzy swojego domu. Szukał rzecz jasna ciała Temeny. Tak. Dobrze pamiętał co Sel mu powiedziała, chociaż on tego do końca nie rozumiał. Nie był tak bezduszny jak ona. Inżynier buszował między gruzami. W końcu. Po jakimś czasie ujrzał jej szczątki. Uśmiechnął się lekko.
-Cześć kochanie.-Mruknął do niej i postanowił sięgnąć po nie. Wyciągnął wszystkie szczątki. Teraz mógł się zabrać się za kopanie drugiego grobu. Chwycił za łopatę i zaczął kopać. Z taką samą determinacją i zaangażowaniem jak w przypadku grobu Varienka. Uwijał się bardzo szybko. Chciał poniekąd mieć to już za sobą.

Selene - 2010-07-29 19:54:55

*Sel nie była bezduszna. ona po prostu została nauczona, że przeszłośc należy zostawić za sobą i nie wtrącać się do niej, jeśli już została pogrzebana. raz a konkretnie. Zresztą o przeszłości Zina wiedziała. I nie trzeba było jej uświadamiać - przynajmniej nie tak. absmaczne to dla siwej było teraz. Potrząsnęła głową, westchnęła - niech sobie myślą o niej co chcą. Najwyżej skończy się sympatyczny czas i wróci do milczącej rzeczywistości - proste. A teraz zerknęła w górę, na niebo. i czekała, co dalej. Nie wtrącać się, to najważniejsze.*

Tangorn - 2010-07-29 19:58:04

*Mijały minuty, godziny, w końcu się Tang uwinął ze wszystkim i pojawiły się trzy mogiły, jedna dla Vena, "syna" Tanga, brata Tracyna i spółki, druga dla siostry Tanga a trzecia, zbiorowa dla klonów. Wszystkie ciała tam zniesiono, pogrzebano, na koniec Mandalorianie odśpiewali żałobną pieśń o wojownikach w swoim języku. Potem chwila na pożegnanie się... Tang mógł uchodzić za jakiegoś bezdusznego skurwiela, ale jednak miało dziwo uczucia i teraz klęczał przy grobach i nie modlił się, nie... Mando nie wierzą w bogów, jedynie mówił do poległych towarzyszy. Czuł się za to wszystko winny, również za śmierć rodziny zina, ale czy kiedykolwiek się przyzna do tego przed kimś? Chyba tylko przed klonami. W końcu czas na pogrzebanie przeszłości minął, Tang i Tracyn wstali i udali się do statku, szukając tej dwójki... Czas się stąd zabierać.* Tracyn, idź poszukać tego di'kuta... chyba, że mu się tu spodobało. Wracamy... *Mruknął i wlazł na statek a klon poszedł na poszukiwania*

Zindarad - 2010-07-29 20:47:42

Zin w tym czasie pogrzebał ciała swojej rodziny. Zakopał je ziemią, ubił odpowiednio. Był podłamany, otarł łzy rozpaczy. Rozmyślał. To on czuł się winny za śmierć rodziny. Mógł ją wziąć znowu na Nar-Shaddaa i wszystko byłoby tak jak dawniej. Spędzaliby sporo czasu w kantynie, Zin bawiłby się ze swoim synem, a wieczorami rozmawiałby z Temeną. Wieczorami była to zupełnie inna para niż wciągu dnia. Spojrzał jeszcze na Selene. Nie chciał, by milczała. Chociaż była dziwna to Zin uważał, że jest godna jego uwagi. Choćby ze względu na to, że się do niego odezwała. Wbił łopatę w ziemię. Chciał jeszcze pobyć chwilę samemu. Przyklęknął przy grobach swojej rodziny i rozmawiał. Szeptem mówił do nich. Zin również był ateistą. Nie wierzył dosłownie w nic. Nawet ideologie ojca odrzucił. Zin. Stoczyłeś się na dno i musisz się z niego odbić.

Selene - 2010-07-29 20:51:14

*Sel wierzyła w samą siebie i urojonych bożków, jakich urodził jej umysł w czasie tych kilku lat, kiedy... Tfu! zasrana przeszłośc. westchnęła, pokręciła głową. Aha. Tang i bliźniaki się zbierają, Zin jeszcze klęczy. No cóz. Ostatni papieros się skończył. przydeptała niedopałek, westchnęła. To, że nie mówiła przy innych to już jej problem był zawsze. tak ją uczyli i taka została. Na Zina ostatecznie nawet nie zerknęła - niech robi co chce, to jego decyzja będzie. Wzruszyła ramionami. CZas się zbierać do odlotu? proszę bardzo, siwa gotowa była.*

Tangorn - 2010-07-29 21:02:37

*Tracyn powoli zbliżał się do Zina, bo on był bardziej taktowny niż jego ojciec Tang. A ten? Polazł do statku, odpalił systemy, ale nie startował, tylko kopnął w jakąś skrytkę na korytarzu i wydobył swój skarb, czyli jedna z butelczyn Mandaloriańśkiego bimbru, cholernie mocne i dające sporego kopa, ale to mu było teraz potrzebne. Jedynie specyfik Seco powalił go szybciej niż to... W każdym razie siadł se w głównym pomieszczeniu robiącym za salon (była tam kanapa oraz stolik. Tylko), wyją szklankę, nalał sobie i zaczął pić. A Tracyn szturchnął nieco Zina i powiedział cicho* Odlatujemy, rusz się ,bo Tang cie zostawi... * wrócił na statek*

Zindarad - 2010-07-29 21:12:08

No tak. Czas odlatywać. Jeszcze jedno pożegnanie z Varienkiem i Temeną i można ruszać. Zin położył dłonie na obydwóch grobach. Schylił głowę i uśmiechnął się lekko. Nie wiadomo czym ten uśmiech był wywołany. Kobdar pewnie sam tego nie wiedział. W każdym razie wstał w milczeniu. Poklepał Tracyna po ramieniu i rzucił do niego.
-Dobra. Lecimy.-Po tych słowach ruszył w kierunku statku. Zatrzymał się dopiero obok Sel. Nie wiedział co ma jej powiedzieć. Naskoczył na nią, a to było nie w porządku. Pokręcił głową i rzucił do niej.-Przepraszam, że na Ciebie naskoczyłem.-Wszedł do statku. Spojrzał na Tanga. Zin chciał pobyć chyba sam, gdyż ruszył do kajuty, w której wcześniej został zamknięty. Usiadł na łóżku, spuścił głowę, oparł ją na dłoniach. No tak. Rozmyśla. Chyba wiadomo o czym.

Selene - 2010-07-29 21:13:54

*Wstała i w milczeniu za nim ruszyła. przeprosił. Choć tyle. przynajmniej przestanie się w tym wypadku czuć znów jak dziwka. Za nim do kajuty. A później tylko zielone oczyska wbiła w niego, niejako oskarżając. O co? Jej to już wiadomym było. Ale milczała. Nawet gdy na statek wchodziła. Nie widziała potrzeby, by mówić.*

Tangorn - 2010-07-29 21:19:10

*Tracyn zamknął rampę i poszedł do kokpitu by wystartować, bo Tang się do tego nie nadawał i nie chciał. Jak Zin przechodził obok niego to tylko spojrzał na niego wymownie a na tą jego nową "wielką miłość" też, ale siedział cicho. Trza się nawalić... szkoda, ze Seco nie było w pobliżu, ten dałby Tangowi w mordę, Tang jemu, krótka bijatyka a potem wspólne picie aż do utraty przytomności i zarzygania statku. Chociaż, teraz trzeba ogromnych ilości alkoholu by on rzygał... Westchnął gdy maszyną zatrzęsło, wypił już chyba trzecią szklanicę. Po kilku minutach skoczyli w nadprzestrzeń...*

GotLink.pl