Gen. Qymaen - 2010-03-06 21:18:48

Tymczasem w sali medycznej Statku Wodmo…

*była to niewielka sterylna sala, ale utrzymana w beżu, by oślepiające światło nie było jeszcze potęgowane przez biel. Naświetlenie od góry lekarzom wystarczało. Nemedis leżał na stole, rzecz jasna rozebrany i odkażony, jeszcze mokry po baccie, w  której jednak był dość krótko, na tyle, ile to było konieczne. Zajmował się nim talz w średnim wieku, wykwalifikowany doktor nayk medycznych. Jego trąbkę zasłaniała maska.
Zgodnie z poleceniem Avy, po podłączeniu sitha do aparatury i ustabilizowaniu, bo, jak to powiedział doktor Avie w pierwszym raporcie – gość miał w środku dżem, podał mu konieczną dawkę środka wybudzajacego. Nemedis był podłączony do aparatury, która odbierała budzące bólu. Talz widział je na ekranie, podczas gdy pacjent nie czul nic. Teraz tylko by się obudził, bo od tego zależało, co zrobią dalej. Generał nie będzie pomagał istocie nie wartej tej pomocy. Jeśli się okaze ze to jakis prywatny w wędrowiec, który nic nie znaczy, sprzedadzą pilotowi beczkę bacty i każą spadać. Jeśli zaś Nemedis okaże się istota wartościową, będzie natychmiast hospitalizowany, by wrócić go nie tylko stanowi używalności, ale tez sprawności i to w czasie jak najszybszym*

Darth Nemedis - 2010-03-06 21:26:33

*Nemedis otworzył powoli oczy - i tak jak ostatnio drgnął intensywnie na tyle, na ile pozwalała mu obecna sytuacja. Reakcje potęgowało jeszcze światło. Déjà Vu. Jęknął cicho, próbując przyzwyczaić oczy do intensywnego naświetlania.* Urgh... Porwali mnie kosmici? *Spytał nieprzytomnie, ledwo otwierając usta. Głos był strasznie cichy, ale i specyficzny. Wyjątkowy, wwiercał się w pamięć.* Gdzie jestem? I co się znowu ze mną stało? Niech zgadne... Straciłem przytomność i w jakiś magiczny sposób przetransportowano mnie ze statku na coś... Bardziej profesjonalnego. *Mruknął ciężko przełykając śline.* Mogę prosić o wodę?

Gen. Qymaen - 2010-03-06 21:37:32

*Talz stojący przy nim zbaczał trąbić, wyjaśniając sytuacje, a z drugiej strony robot medyczny robił za tłumacza*
Proszę się nie denerwować, sir *zaczął* [i[]Jest pan pod opieką doktora Oolba, absolwenta Akademii medycznej na Mllisi, specjalizacji humanoidalnych humanoidalnych ras rzadkich. Doktorant na temat neurologii niehumanoidalnych…[/i] *doktor wyraźnie zirytowany rąbnął na droida, samemu zaś podsuwając Nemedisowi do ust rurkę, z  której delikatnym strumieniem sączyła się chłodna woda* Pana stan podczas podróży pogorszył się i pilot dokował na pokładzie Statku Widmo, taką nazwę nosi jednostka na której się znajdujemy. Zaraz przybędzie tu pierwszy oficer statku by zamienić z panem kilka slow
*I w istocie,istocie a chwile sygnał dźwiękowy poinformował, ze w polu sterylizującym przebywa istota i czeka na wpuszczenie. Wpuszczona przez robota do środka weszła drobna gossmanianka* Dzień dobry panie Nemedisie. Jestem Ava, cybernetyk. Jak się pan miewa?

Darth Nemedis - 2010-03-06 21:50:14

*Nemedis oszczędnie skinął głową.* Rozumiem... Panie Oolb. *Mruknął cicho i zabrał się za spijanie wolno sączącego się strumienia wody... Chłodnej wody. Wspaniale. Gdy już wypił zadawalającą ilość płynu, spojrzał na talza.* A to bardzo ciekawe... Statek Widmo. Nie wiedziałem, że jeszcze istnieje. Pan Generał i Hrabia pewnie też mają się dobrze. Żyjemy w zabawnym świecie. *I w tym momencie oczy sitha zwróciły się ku nieznajomemu, prawdopodobnie temu pierwszemu oficerowi, który miał zamienić z nim kilka słów.* Uh... Bywało lepiej. W każdej chwili mogę wybuchnąć i pobrudzic Wasze drogocenne, pstrokate ściany własnymi flakami. Podejrzewam jednak, że pan Oolb zadbał o to, abym nie czuł bólu. Podejrzewam też, że mniej lub więcej mnie załatał, tak więc, powinno być lepiej, a Wasze ściany nie odczują aż tak bardzo mojej obecności. Tak sądze. Pani Avo. *Wyszeptał, ledwie dosłyszalnie, patrząc w góre, w oświetlony sufit przymkniętymi oczami*

Gen. Qymaen - 2010-03-06 22:06:15

*Ava i Oolb spojrzeli po sobie, a  każde z nich pytało wzrokiem: skąd on to wie? I ile mu powiedzieć? Ale jedno jest pewne – generał będzie sobie życzył rozszerzenia tej informacji* Zmniejszyć natężenie światła *poleciła gossmanianka* Nie wiem, czy widzi pan wyżłobienia w suficie. To właśnie pan generał, wiec nie sądze, by były panem specjalnie zaskoczone, panie Nemedisie, a  teraz doi rzeczy… *kiedy światło zostało przyciemnione dostosowane do wzroku chorego, Ava stanęła naprzeciwko, tak by ją widział.* Pana statek i drugi pasażer czekają na pana w hangarze, ale nie jest polecana dalsza podróż. Po pierwsze, nie znajdzie pan lepszej pomocy medycznej, po drugie – może pan nie znaleźć żadnej, poza tym przewożenie pana jest ryzykowne. Daj siatkę
*Nad głową Nemedisa uniosło się prześwietlenie jego własnego ciała*
Doznał pan poważnych obrażeń, zapewne związane to było z  dużą siłą oddziaływująca na delikatną tkankę, tu… *wskazała czaszkę i górny mózg, a  także lewą nerkę, elementy wewnętrzne stłuczonej, wyglądające jak dżem* Dolny mózg i układ nerwowy są nieuszkodzone, co dobrze rokuje *Ava widziała obrażenia, wiedziała co je zadaje i domyślała się reszty. Kto je zadał. Przed tym kimś uciekają*
W obecnej sytuacji najlepiej będzie zastosować eksperymentalny projekt korporacji Cochrel dla istot o delikatnym organizmie. Był testowany, a od niedawna mamy też środki *przypomniały jej się niedawne polecenia generała – zabrać wszystko  ładowni, statek pociąć, i wyrzucić. I tak zyskali botę* Już po pierwszym zabiegu poczuje się pan lepiej. Do rekonstrukcji stopy przystąpię kiedy ustabilizujemy pana stan w wydolności własnej

Darth Nemedis - 2010-03-06 22:23:33

*Nemedis wbił wzrok w Ave nie kryjąc zdziwienia.* A więc on... *Spodziewaj się niespodziewanego... No, powrotu Grievousa do świata żywych na pewno się nie spodziewał tak bardzo, chociaż mógł to brać pod uwagę. Generała raz utrzymali przy życiu, Vadera też. Mogli i znowu. Jednak, chwilę temu byłby skłonny stwierdzić, że podczas ostatnich niefortunnych zdarzen obaj, Grievous i Darth Tyranus stracili życie, a teraz nawet nie był pewien, czy ten ostatni gryzie ostatecznie ziemię.* No cóż, to bardzo ciekawe... *Sith spojrzał na własne prześwietlenie.* Rozumiem, nie śpieszy mi się obecnie nigdzie. A skoro ten lek ma mnie przywrócić do życia, chętnie z niego skorzystam. Tym bardziej cieszy mnie fakt, że jeszcze nie umrę. I że możliwa będzie rekonstrukcja stopy. To bardzo dobre wieści w porównaniu z ostatnimi wydarzeniami pani Avo. No cóż, bardzo chętnie bym panią uściskał, ale w obecnej sytuacji bardziej by mi to zaszkodziło niż pani. Dziękuję w kazdym razie za tak duzą troskę o tak małą istote w tej ogromnej galaktyce, jak ja... Pomyśleć, że na świecie są jeszcze istoty, które pomagają... Bezinteresownie... Zupełnie bezinteresownie... *Rozległ się syczacy, zimny głos. Nemedis pozwolił sobie nawet na drobny uśmiech* No cóż, jak widać, jeszcze tak szybko nie umrę...

Gen. Qymaen - 2010-03-06 22:29:14

*Nic z tych rzeczy – pomyślała Ava – nie bezinteresownie* Czy w związku z  tym mamy odprawić statek? Można pana przywrócić do zdrowia, czym z maje się osobiście, ale nie potrwa to godziny, dnia, a  nawet tygodnia. W statku była jeszcze jedna osoba. Czy to pana towarzysz? Niestety dowództwo statku źle widzi osoby obce na Widmie, ale jeśli jest top osoba bliska, to naturalnie znajdziemy jakąś kajutę

Darth Nemedis - 2010-03-06 22:37:17

*Nemedis westchnął.* Tak, statek niech odleci. Róbcie z nim co chcecie. Znajdźcie tylko miejsce dla tego towarzysza. Nie chciałbym, aby coś mu się stało i licze na zapewnienie mu w miarę dobrych jak na nasze standardy warunków. To bliska osoba. Na tyle bliska, żeby znaleźć jej kajutę. Domyślam się, że obecnie i tak nikogo do mnie nie wpuścicie, więc chociaż przekażcie, że żyje... I być może pożyje jeszcze troszkę. W kazdym razie, dziękuję pani Avo. Jest pani nieoceniona... *...gdy chce pani z generałem coś dostać.* I jest pani taka wspaniała pomagając... Bezinteresownie... Ma pani wielkie serce! A ja jestem biedny i nie wiem jak mogę się odwdzięczyć. Dziękuję, że mnie pani odwiedziła w każdym razie, dodała mi pani otuchy. *Wyszeptał zamykając oczy. Chciał spać. Zdecydowanie.*

Gen. Qymaen - 2010-03-07 00:14:07

*Ava pokręciła głową, po czym za sprawą kilku klikniec wszystkie siatki i hologramy znikły* Panie Nemedisie, nasze standardy są na najwyższym poziomie zgodnie z wymogami Konfederackimi z tych lepszych czasów, jestem pewna, ze towarzysz takich standardów w życiu nie widział *odparła, widziała bowiem towarzysza, który wyglądał jak ostatni menel. Powiedziała tak tez dlatego, ze chyba troszeczkę poczuła się urażona. Neich nie ma się za niewiadomo kogo tylko dlatego ze lata AmitiCe. To był Avy słaby punkt, i generała chyba tez. Jeden z nich. Słabe punkty są zaraźliwe. Ava skrzyżowała ręce na piersi. No coż, resztą zajmie się generał. Na pewno się mięsko nie zmarnuje. Zwłaszcza, gdy odpowiednio zaopiekują się tym drugim* Dobrze, do roboty…

Gen. Qymaen - 2010-03-08 12:05:44

*w chwili kiedy sala medyczna znowu zaroiła się życiem, było już po wszystkim, zmiażdżone wnętrzności Nemedisa zostały wymasowane, podrzucone do góry kilka razy i włożone z powrotem. To oczywiście wersja dla laika, a  i to do tego durnego, ale czy to kogoś obchodzi co się robi z jego flakami, kiedy po wybrudzeniu jest wyraźna poprawa?
Porę sterylizujące jęknęło alarmem, kiedy nie nadążało z pracą by odkazić każdy skomplikowany element durastalowego pancerza, a  odczuwający przy tym wyraźny dyskomfort generał zamknął z bólem oczy, ale wszystko skończyło się szybko. Cyborg prześliznął się spojrzeniem po zakrytym białym prześcieradle drobnym ciele wysokiej obroty, na której jedynym znakiem interwencji lekarskiej były metalowe, tymczasowe płytki w głowie, przez które doprowadzono jakaś rurkę, oraz lśniąca metalicznie proteza lewej stopy*
wydolność serca, Avo. Nie chce by zszedł na zawał na mój widok… *wycharczał basowo,, obchodząc stół i stając po prawej stronie, na wysokości łydek pacjenta*
Kontrolujemy, w razie czego automat przejmuje funkcje, wszystko jest jak najbardziej bezpieczne
*Dbający o dobry obrót swoich spraw generał skinął głową, z jednoczesnym przymknięciem oczu*
zaczynamy
*I Ava zabrała się do pracy, w  wyniku której Nemedis powinien zaraz wrócić do przytomności, już czując się o wiele lepiej*

Darth Nemedis - 2010-03-08 12:18:30

*A więc, za sprawą Avy Nemedis zaczął się powoli wybudzać. Otworzył oczy i pierwszym co zobaczył w swoim szerokim polu widzenia pomijając oślepiające światło znikąd to... Generał. On naprawdę żyje... Sith kaszlnął głośno i drgnął intensywnie - co było już elementem tradycji. Tym razem, drgnął wyraźnie mocniej, a to za sprawą wielkiej durastalowej masy przed sobą. Ale czuł się lepiej. Przynajmniej tyle.* Umm... Sam Generał Grievous. *Mial lodowaty, syczący głos. Przypominał "krzykliwy" szept. Mimo, że mówił bardzo cicho, głos wwiercał się w pamięć i był wyraźny.* No cóż... Żyjemy w zabawnym świecie... *Powtórzył cicho to, co już wcześniej usłyszała od niego Ava.* Spodziewaj się niespodziewanego... Hrabia też żyje, czy on akurat na prawde pożegnał się z jakże barwynm światem?

Gen. Qymaen - 2010-03-08 12:30:42

*Tak, pancerz generała rysował się wyraźnie na tle ścian, chociaż miał podobny odcień, to jednak brudna biel jego pancerza była na tle beżowych ścian widoczna. Pierwszym elementem na którym skupiał się każdy była głowę – ceramiczna maska ze stopu durplastu wyglądająca jak czaszka, bo i materiał z której ją sporządzono wyglądała jak kość. Ale nie była to ta sama maska która miał na Utapau. Cały pancerz był nowy, choć dużo mniej funkcjonalny, a może raczej – generał dużo mniej mógł  nim zrobić. Ale czy ktoś to musi wiedzieć. Gadzie oczy, niewątpliwie te same były centrycznie zasnute bielmem. W prawym oku były tylko barwy zza mgły, w  lewym widać było bokiem czarną, ostrą źrenice, wpatrzoną w Nemedisa. Skóra koło oczy, poszarpana i pokryta zrostami świadczyła ze generał nie prześliznął się gładko przez tamte wydarzenie. Z resztą dla Mocowładnego to wszystko było bardziej niż oczywiste. Cyborg wysunął zza pancerza durastalową rękę, i trzymany w niej głośniczek zawiesił na pelerynie od zewnątrz, to mu zapewniało lepsze słyszenie cichego szeptu, bo – nawet jeśli był wyraźny – był cichy, a  to miejsce to nie mostek, gdzie takie głośniki były wszędzie* żyje? *cyborg odchylił się z  trzaskiem* [i[Skąd! Ani ja, ano on, ani Ty[/i] *Rzucił. Hmmm… czarny humor?*

Darth Nemedis - 2010-03-08 12:39:25

*Nemedis oblizał szybko wargi, nawet nie zwracajac uwagi, że to robi.* Tak... Zdecydowanie. Wszyscy jestesmy martwi. Przynajmniej ty, generale, byłes na drodze do tego... *Stwierdził patrząc na ta wielką postać przed sobą. Nie wiadomo kiedy w wypowiedź wślizgnęło "ty". Jendi powiedzieliby, że sith był zuchwały, inni, że odwazny, jeszcze inni stwierdziliby, że głupi. Ale dla niego to było naturalne. Nie przejmował się zazwyczaj takimi drobnostkami.* No cóż... Czym sobie zasłuzyłem na taką wizyte? *Spytał nie spuszczając wzroku z Generała*

Gen. Qymaen - 2010-03-08 12:51:43

*Generał zazwyczaj tez nie przejmował się takimi drobnostkami, na bon ton były inne miejsca. W ogóle nie myślał nad tym. Z resztą sitowie mają to do siebie, ze są dość niezależni a to się objawia różniście, także, a  może przede wszystkim – w mowie. Generał oparł łon o skrawek stołu Nemedisa, tak blisko jego łydki, ze nacisnął krawędzią durastalowego przedramienia o łydkę pacjenta przez prześcieradło. Ale ów element pancerza nie był ostry. Nie był tez specjalnie zimny, za to, to, co zrobił potem było dużo bardziej nieprzyjemne, bo on po prostu oparł się w wyniku czego cały stół przemieścił się, czyli miejsce nacisku poszło w  góre a całą reszta o kilka centymetrów w dół. Ava złapała się za głowę i usiłowała wpłynąć na generała, choć pewnie świadoma była, ze nic z tego, wiec zajęła się wraz z doktorem Oolbem pilnowaniem by nie narobił większych szkód.
A sam generał, z łapskiem opartym o płytę nadal wpatrywał się w Nemediosa. Przekręcił głowe by brać go bardziej lewym okiem, czyli widzieć lepiej, choć i tak przy tym oświetleniu widział całkiem nieźle*
Jesteś bezpośredni, wiec i ja bede *zadudnił* pełen zakres usług medycznych i zakwaterowanie dla przyjaciela w pełnym standardzie… twój dług wobec Corchel’u wynosi obecnie sto pięćdziesiąt dwa  tysiące dziewięćset jedenaście kredytów *zmrużył oczy, jak ktoś, kto się „słodko uśmiecha”* I to jest główny powód mojej wizyty *choć łatwo było się domyśleć, ze zaraz nastąpi rozwinięcie tej myśli*

Darth Nemedis - 2010-03-08 13:06:29

*Sith westchnął ciężko, gdy Generał w objawie nagłej zachcianki postanowił go "wywracać". Nie miał obecnie zbytniego manewru do ruchu, więc chwycił się tylko mocniej prześcieradła. Za to na aparaturze nie było zmian. Żadnych objaw strachu czy zdenerwowania. Sith znów spojrzał na Grievousa.* To zapewne bardzo ciekawe... Tym bardziej, jeśli powiadomić mnie o kosztach leczenia przychodzi sam wielki generał. No cóż, sto pięćdziesiąt dwa tysiące dziewięćset jedenaście kredytów to sporo jak na przyjacielską usługę dla korporacji AmitiCe. Jesteście wręcz świetni w uzyskiwaniu korzyści na wszystkim. Tak... W wysysaniu dla siebie jak największego zysku. W każdym razie, wystarczyło mi ten rachunek pozostawić. Albo przesłać. *Wyszeptał nadal parząc na Generała.*

Gen. Qymaen - 2010-03-08 13:16:40

*Tym razem oczy generała zwęziły się, przymykane powiekami, jakby chciał powiedzieć ze za pyskowanie dobiera dopłatę. Ale nie powiedział. Obserwował Nemedisa, rzucił okiem na przyrządy. Troicie to go zaskakiwało, ale jednocześnie było miłą odmianą od krzyku, paniki i wyzwisk* Zawsze mogę go przesłać Imperium *mruknął w końcu, właściwie to prawie łagodnie, a  jego wolna ręka poruszyła się pod peleryną, jakby się drapał, ale to oczywiście nonsens bo po co miałby się drapać skoro nie odczuwa swędzenia.* A jestem tu osobiście bo tak się składa… że jestem jednym z  zarządzających Corhel’em… *pojawiła się druga ręka a w niej kawałek srebrnego metalu. Nacisk na stół zelżał, kiedy generał zawierzył na powrót własnym nogom, i łóżko Nemedisa wróciła do poprzedniego położenia. W chwile później cało się słyszeć cichy bok, a szkarłatne światło rozproszone w sterylnej szali wymalowało bok maski generała czerwienią* Czy twój przyjaciel już to widział? A Może ma podobny?

Darth Nemedis - 2010-03-08 13:30:34

Tak, zgadza się. Przesłac imperium. Swoją droga, ciekawe, czy dziadek palp ze swoim nowym dzieckiem szczęścia wiedzą o tym, że sam Generał Grevious wrócił do życia. Sądze, że byliby tym tak samo bardzo zainteresowani jak moim rachunkiem. A może nawet bardziej. *Sith znów oblizał się szybko.* No cóż... Jak widać, Corhel jest bardzo... Tajemniczą organizacją, która dba o to, aby za wiele osób się o tym nie dowiedziało. *Nemedis  strzelił kościstymi palcami i wbił wzrok w metaliczny przedmiot, który wziął do ręki Generał. Uśmiechnął się nieprzyjemnie gdy Grievous uruchomił miecz. Jego miecz.* No cóż, grzebanie w cudzych rzeczach to całkiem dobry sposób na uzyskiwanie informacji... Sądze, że mój przyjaciel nie powinien być mieszany do tych spraw. Ale, jeśli tak bardzo Generałowi zależy, można go mu pokazać. Nie sądzę, aby coś zobaczył zważywszy na fakt, że jest niewidomy. *Quermianin oblizał szybko wargi.* Czy imperator wie o... Waszym małym ruchu oporu?

Gen. Qymaen - 2010-03-08 13:37:20

będą *odparł na to generał, równie nie przejęty, widać i jego nie raz już straszyli podobnymi tekstami, wiec Nemedis nie powiedział nic nowego, a  sam fakt, ze generał żył sobie pod nosem Imperium, i wyraźnie miał do powiedzenia sporo dawał do zrozumienia, ze  jednak nie da się zdemaskować jednostce* Będą bardzo zainteresowani kiedy przyjdzie odpowiednia pora… *oderwawszy wzrok od miecza znowu skupił go na Nemeisie* zgaduje, ze chciałbyś tego dożyć. Razem ze swoim niewidomym przyjacielem któremu mógłbyś to opowiedzieć… *rzekł i… uderzyli  śmiech tak potężny, ze niemal zatrzęsły się buteleczki na pulkach. Oczywiście zakończyło się to atakiem kaszlu, jednak było to autentyczne rozbawienie* Tak, wie, codziennie u mnie na herbacie jest i pyta kiedy go zaatakujemy bo już kupił sobie trumnę i nie chce żeby wyszła z mody

Darth Nemedis - 2010-03-08 13:45:17

*Nemedis pokręcił lekko głową. Nie lubił, gdy ktoś używał jako argumentu życia. Jego życia. Bardzo niecodzienna sytuacja...* Widzisz, Generale... Nawet gdybym mógł, nie mam w interesie współpracowania z Imperium. Tyle, że... Myślę, ze Generał jest na tyle doświadczoną istota aby wiedzieć, że kogoś takiego jak ja nie powinno się straszyć śmiercią. Nie da się. *Sith wykrzywił usta w grymasie, który miał być chyba uśmiechem.* Tak myślałem. Ale nie sądzę, aby ten dziadek był tak łatwym przeciwnikiem *Rozległ się cichy, zimny głos.*

Gen. Qymaen - 2010-03-08 13:56:15

*uspokoił się szybko, ale głownie z powodu bólu, bo gdyby nie ściskało go za płuco, to śmiałby się jeszcze długo. Jednak nie, i może to i lepiej. Stanął prosto i zakręcił mieczem młynka, skupiony na wrażeniach estetycznych tej czynności* Domyślam się tego wszystkiego, o czym mówisz, to nawet nie jest takie trudne do domysłów. Domyślam się też innych rzeczy i rzeczywiście – straszenie ciebie nie jest najlepszym wyjściem, biorąc pod uwagę chociażby spokój monitorów. Ale ja z kolei wole straszyć śmiercią niż na przykład torturować przyjaciół, bo uważam to za Imperialne metody. *po trzecim kółku miecz zgasł i został schowany w wewnętrznej kieszeni peleryny. Wyciągnął rękę, by znowu się oprzeć, ale zaniechał. Zatknął a grzbiet, jakby chciał tym gestem powiedzieć, ze jest skłonny do czegoś w rodzaju wzajemnego szacunku, układu. Ustalili już ze nie lubią tego samego, a  to w obecnych czasach było motorem napędowym do koalicji. Zadziwiające, jak wielu, i jak odmienne istoty potrafiło łączyć. Do tej pory generał zauważył, ze ma do dyspozycji istotę która wyraźnie lubi drogę dyplomacji i jest dobrym rozmówcą. Dobrym, nie znaczy ze łatwym. Zamilkł, jakby chciał się przekonać, co powie jeszcze. Ktoś w końcu powinien dotknąć sedna*

Darth Nemedis - 2010-03-08 14:12:53

*Sith uśmiechnął się.* Tak... Tortury nie są zbyt dobrą okolicznością do zawierania znajomości. *Stwierdził nadal patrząc na generała.* A więc, może czas się przedstawić, jak nakazuje kultura podczas zawarcia nowej znajomości. Nazywam się Nem A-dis Poof. Jestem Lordem Sith, a miecz który trzymasz w ręku pociął już wiele istot... *To była za to oznaka czegoś w rodzaju szacunku. Przedstawił się, podał swoje dokładne imię i nazwisko oraz pozycje. Chociaż, calkiem możliwe, że większość z tego Generał już znał. Nie o to jednak chodziło* I myślę, że możemy to dokładniej omówić... *Wyszeptał patrząc w oczy Generała, które przykuwały uwagę swym kolorem i głębią, obecnie już blaknących w porównaniu z dawnymi czasami.* Obawiam się, że jestem jedynym żyjącym Lordem. Oczywiście nie biore pod uwagę Darth Sidiousa i Vadera. Oni stoją poza tym wszystkim... Daleko im do jedi, jednak nie są też sithami. A i jedi i sithowie mają powody by ich nienawidzić, jak reszta galaktyki... *Zrobil krótką pauze, jakby się nad czymś zastanawiając.* Mogę stać się sojusznikiem Generała, jednak... Sojusznik, znaczy sojusznik. Nie podwładny. Sojusznik oznacza też pewne zasady, a nie tlyko współprace na zasadzie wspólnej pomocy, ale myślę, że Generał to wszystko doskonale zna i rozumie.

Gen. Qymaen - 2010-03-08 14:26:59

*niemłode, zamglone przez bielmo oczy generała przymknęły się w tym charakterystycznym, kaleeshianskim rodzaju zadowolenia, jakby ktoś właśnie podrapał go po karku, a  może lepiej: podrapałby, gdyby generał miał kark a nie kłębowisko drutów za kryzą okalająca szyję* Imię w rzeczy samej – pełne przesłania, ale jak mniemam, nie wierzysz w przeznaczenie. Otóż ja też nie. Qymeran jaj Sheelal, dawniej Grievous, w stopniu generała. Z sentymentu, bo już jak wiemy konfederacji nie ma, ale komu to przeszkadza *skinął głowę w lekki, zwyczajowym kaleeshianskim ukłonie* W istocie znam słowo sojusznik i bardzo wiele jego znaczeń i zależności od ras i frakcji, mógłbym napisać o tym doktorat, i myślę, ze wszystko będzie zależało od tego, co możemy sobie nawzajem zaoferować… póki co jednak bardziej w tej chwili interesuje mnie kwestia sithów… widzisz, Nemedisie *rzekł, jak każdy nie quermianin, skracając bezlitośnie i chyba nieświadomie to szlachetne imię do tego „Nemedisa”, bo to łatwiej wymówić* …sojuszniku mój, do ustalenia znaczenia potem, wpojono mi naprawdę sporo informacji, ale o Jedi. Organizacja, kodeksy, style, sposób myślenia, porządek szkolenia, a  nawet życia codziennego. Niestety, Niestety niewiadomych przyczyn swoich sithowych tajemnic hrabia strzegł jak suka akk swojego gniazda i choć zawsze wiedziałem, ze sith sithowi nie równy, jak i jedi innemu jedi równym być nie musi, czy chociażby – generał generałowi to… jakby nie było – tym sukinsynem na górze, jest sith, inny niż ty. Nie istnieje miedzy wami braterstwo? Odniosłeś rany od miecza, dotychczas sądziłem, ze był to miecz jedi. Może nawet twojego przyjaciela. Ale nie był, to był miecz Wiadera, mam racje? *Tym Wiaderem na końcu zepsuł sobie całą mowę, ale jego powaga nie zdradziła żartu. On tak po prostu mówił. Z resztą nie od dziś wiadomo ze „kaleesh wie lepiej”*

Darth Nemedis - 2010-03-08 14:39:40

Darth Sidiousa jak i jego nowego ucznia nie uznaje za sithów. Sidious w dążeniu do zajmowanej dzisiaj pozycji zatracił się, porzucił dawne dziedzictwo. W jego i Vadera mniemaniu mogą przetrwać tylko oni, a wszystkie inne osoby wrażliwe na moc powinny umrzeć. Te rany zadał mi Vader... Masz racje. Jednak musisz wiedzieć, że ja także nie będe wyjawiał Ci wielu informacji. To jest inny świat, a w końcu, nie musisz znac motywów postępowania Darth Sidiousa... Nawet dla mnie jest to niejasne. Bo co on potem zrobi? Jeśli udało by mu się podprządkować wszystko i wszystkich, co potem? Nigdy nie doszedłem do tego, co jest jego rzeczywistym celem... Podejrzewam jednak, że on istnieje, że to nie jest przypadkowe. Sidious ma swój plan, który powoli realizuje. *Powiedział cicho, nadal patrząc na Zrozpaczonego.* Jednak, my musimy dokładniej omówić szczegóły naszej współpracy Generale.

Gen. Qymaen - 2010-03-08 14:50:33

*Zadumał się nad tymi słowami, jednak nie trwało to długo* Wygląda na to, ze masz racje. Takie działanie jest dyktowane strachem, a  sitowie, przynajmniej według teorii nie powinni go czuć. Motywy Sidiousa są zagadką, chociaż można je rozumieć w pewnym stopniu… *jeśli jest się przypartym do muru, otoczonym wrogami, którzy pełzają przed tobą, udając przyjaciół, a ty mimo wszystko w swojej zachłanności chcesz więcej, i więcej, boisz się, ale chcesz im wszystkim pokazać na co cie stać, i żeby patrzyli na ciebie ze strachem, bo szacunku już nigdy się nie dorobisz – odpowiedział w myślach. Chyba całkiem nieźle, jak na niemocowladnego starego cyborga rozumiał motywy Palpatine’a / Sidiousa.
Nie patrzył teraz na Nemedisa, wiec sith mógł sobie obejrzeć jego profil, wszystkie żyłki, druty, kable i łożyska w szyi, czyli wszystko to, co w czasie wojen klonów było estetycznie schowane w giętkiej rurze, teraz było to niepraktyczne – wielość zaworków świadczyła o tym, ze często coś tam się podłącza*
Współpracy… myślisz, ze w jakim stopniu jesteś w stanie… zrozumieć, przewidzieć działanie tego… sitha, bo w końcu coś macie wspólnego. wspólnego jakim stopniu potrafisz, wykorzystując swoją wiedze przedstawiać mi sposób jego myślenia. Obawiam się, ze chcę do ciebie więcej, niż chciałbyś mi ze spokojem sumienia powiedzieć. Ale ja nie będę żył wiecznie, Nemedisie. Żyje, bo tak wyszło. Chcę zemsty, tak. A potem chce zwyczajnie odejść… *I teraz zamglone oczy wróciły na rozmówce*

Darth Nemedis - 2010-03-08 15:10:14

*Sith przymrużył oczy obserwując rozmówce.* Rozumiem... Bo widzisz... Wydaje mi się, że władza w przypadku Darth Sidiousa to nie wszystko. On dązy do czegos większego, znacznie większego... Nieograniczonej mocy lub... Życia. Tak, podejrzewam, że on szuka sposobu na zycie wieczne, nieśmiertelność. Już teraz jest na tyle potęznym, że nie można go zabić przez pozbawienie go ciała. Nie tylko Jedi łączą się z mocą. Moc jest bezstronna, nie obchodzi ją czy jej użytkownik używa jasnej czy ciemnej strony. Jeśli sith jest potężny, kontroluje moc... Może powstać jako duch, lub zostać wchłoniętym przez jakiś wyjątkowy przedmiot, artefakt. Jest to o tyle niebezpieczne, że duch poteznego użytkownika może wpływać na świat materialny w przeciwieństwie do duchów Jedi. Może opanować inne ciała. Ja się jednak obawiam, że Sidiousowi to nie wystarczy. On szuka recepty na śmierć. *Sith oblizał usta robiąc krótką pauze.* Wszystko zepchnął na dalszy tor. On nie kontynuuje tradycji, wykorzystuje swoich uczniów tylko jako narzędzia do osiągnięcia celów. I gdy już osiągnie wszystko, co jest szczytem marzeń dla zwykłego człowieka... Gdy będzie miał już nieograniczoną władze, potęgę... Nie cofnie się przed niczym i prędzej czy później uda mu się zdobyć sposoby na kontrolowanie mocy i życia. Zdobędzie potężne artefakty, wyssie to, co mu może pomóc ze wszystkiego co będzie miał pod ręką. Nie będzie się martwił śmiercią kolejnych uczniów. Podejrzewam, że on nie chce tez skończyć na Darth Vaderze, będą następni. Jest wielkim zagrożeniem dla nas wszystkich. Podejrzewam jednak, że ciebie tak jak i mnie nie obchodzi dobro galaktyki. Raczej chodzi o to, aby nie dać Sidiousowi tej satysfakcji, aby nie pozwolić mu na zgromadzenie takiej potęgi.

Gen. Qymaen - 2010-03-08 15:20:28

*Patrzył na Nemedisa, i widać było, ze gdyby te wszystkie monitory było podłączone do niego, to po środku twej wypowiedzi puls i ciśnienie miałby podwyższone, a  pod koniec pewnie by się porzygał. Tak wyglądał i właściwie to tak było. Generałowi zrobiło się od tego niedobrze, takie dziwne, odpychające, napawające go obrzydzeniem odczucie. Kiedy Nemedis skończył, generał stwierdził, ze usłyszał opowieść z jakiej ś chorej legendy i… ze stoi o półtora kroku dalej. Nie zreflektował się i nie wrócił na swoje miejsce, nie odezwał się też od razu, tylko jeszcze długo, długi zastanawiał się nad tym, co usłyszał. Nemedis mógł sobie wyobrazić co myśli o tym wszystkim istota, która wierzy w  bogów, a  wszyscy kaleeshianie wierzyli. W końcu jednak się odezwał* na podstawie tego co mówisz to chyba jestem skłonny zacząć się przejmować *rzucił krótko, ale nie była to myśl zbyt głęboka. Ot tak, żeby się odezwać,. Generał dalej milczał, malował sciany swoim spojrzeniem, oddychał wolno, świszcząco. Chyba nie znał żadnych sposobów walki z duszą.* Trzeba będzie w takim razie… odciąć grzybnie od pożywki… *mruknął. Od kilkunastu minut byli tu tylko sami, cała załoga medyczna wyszła, bo znali generała i wiedzieli ze w pewnym momencie może nagle zacząć brutalnie oczyszczać obiekt. Ale teraz nie musiał, i był równie spokojny co pobudzony*

Darth Nemedis - 2010-03-08 15:34:15

Owszem, należy się przejmować. Oznacza to, że nie wystarczy go po prostu zabić. Będą potrzebny człowiek silny mocą, a najlepiej więcej takich, wtedy będzie większa szansa... Po prostu trzeba go odciąć od mocy krótko przed śmeircią, tak, aby zginął raz na zawsze. W takim wypadku przydadzą się rożne artefakty, w końcu, jak wiemy, nasz dziadzio jest dość potężną istotą. Dobrze by było, żeby wtedy był już słaby. *Stwierdził cicho, patrząc na ściane przed sobą.* Nie moge dokładnie teraz wszystkiego okreslić... Jednak, Sidious jest bardzo potęznym przeciwnikiem, nie zawaha się przed niczym. Będzie potrzeba czegoś więcej niż blasterów... Będę mógł się tego podjąć, ale sam nie dam rady. Będą potrzebni ci Jedi, jeśli chcesz uśmiercić Sidiousa. Moge z nimi porozmawiać... Bywam przekonujący.

Gen. Qymaen - 2010-03-08 15:43:51

*Nie musial myśleć długo, by okazało się, ze jednak objął słuszna drogę, bo poszukiwanie Jedi dobiegło konca. Już wiedział, gdzie są. Ale nie wyśle tam sitha. Nie, nie tego, jest zbyt cenny* Jedi staną po naszej stronie szybciej niż się tego spodziewają, mój sojuszniku, o to już zadbałem i jest to kwestią dni, niemniej, to istoty płochliwe, delikatne, lepiej nie straszyć go dwoma potworami, wystarczy jeden… rozważał bym natomiast… *odszedł od stołu, by przyjrzeć się butelkom  lekami na półeczce, jakby bardzo do zainteresowały. Wyciągnąwszy durastalowa łapę brał każdą z nich za główkę i ustawiał etykieta do siebie* Wysilenie się w innym kierunku – przydałoby się zabezpieczyć pare artefaktów i holocornów… *kiedy ostatnia buteleczka stanęła twarzą do Qymaena, ten odwrócił się do Nemedisa. Stał dalej, ale już przyzwyczaił się do tego głosu, i rozumiał każde słowo* Masz dane o jakichś?

Darth Nemedis - 2010-03-08 15:56:05

Jestem w posiadaniu jednego artefaktu. Więcej jest na korriban, w miejscach pochówku starożytnych wielkich mrocznych lordów. Ale to bardzo niebezpieczne miejsce. Jedi mają też pokaźny skład holocronów. Kiedyś zbierali i niszczyli artefakty i holocrony sithów bojąc się ich potęgi, ale podejrzewam, że część z nich się zachowała. Do tego mają troche własnych. Wiem też o bardzo dużym archiwum na Telos... Podejrzewam, że ściągnęło to sporo wyznawców ciemnej strony w to miejsce. Jest jeszcze Malachor V... Grób Jedi. Mieściło się tam wiele potężnych świątyń i artefaktów Jedi, a także Akademia Jedi - Akademia Trayus. Potem była akademia sith... Planeta została w praktyce zniszczona, ale była źródłem wielkiej mocy. W okolicy pląta się jeszcze sporo odpadów, a przygotowane przedmioty można tam napełniać mocą. To planeta bardzo silna ciemną stroną... Okropieństwa, które się tam wydarzyły sa ogromne. *Mówił nie poruszająć się, nadal patrząc w ściene przed sobą.*

Gen. Qymaen - 2010-03-08 16:06:07

*Generał zastygł w bezruchu, z  rękami zatkniętymi za grzbiet, i słuchał, samemu dla odmiany patrząc w podłogę lub na swoją pazurzastą stopę, albo po prostu zamykał oczy* Jak mniemam, nie każdy może sobie ot tak wejść do tego grobowca, i zabrać ów przedmiot. Jakich może szukać… naturalnie tych, które mówią o kontroli nad Mocą, przeczeniu praw fizycznych i biologicznych, lub tez, jak kto woli – wybijaniu się z tych ograniczeń doczesnych… odcięcie tych korzonków będzie najbardziej dla grzybni bolesna… *podniósł głowę i spojrzał na Nemedisa. Chyba już ustaliła się miedzy nimi zależność i jak widać – nie była to zależność – wódz o podwładny. Nie był już Grievousem, Był Qymaenem, a fenomen Qymaena polegał na tym, ze miał nad Grievousem władzę i mógł współpracować bardzo gładko* Jak się na to upatrujesz?

Darth Nemedis - 2010-03-08 16:18:51

Trzeba będzie się wybrać w te miejsca i sprawdzić to. W pierwszej kolejności korriban i telos. Sprawe Jedi i ich materiałow i pomocy zostawiam tobie i twoim ludziom. Natomiast na korriban i telos muszę się udać ja. Potrzebowałbym jednak ludzi... I tu jest pewien problem, bo nie dysponujemy żadnymi wrażliwymi na moc. Hrabia miał paru takich, ale to wraz z końcem Konfederacji upadło, teraz bardzo trudno znaleźć kogoś takiego. W takim wypadku będe potrzebował sprawnych robotów i paru obeznanych z robotą tego typu istoti... A najszczęśliwszy bym był, jakby się udało sprowadzić Mandalorian. To są dobrzy wojownicy i z pewnością byli by pomocni. Trzeba zadbać o to, aby wszystko było dobrze przygotowane. *Powiedział patrząc na generała.* Te artefakty i wiedza nie tylko przeszkodzą imperatorowi, ale i bardzo pomogą nam w przyszłym pokonaniu go. Musimy też pomyślec o miejscu na nowe archiwum, w którym zbierzemy to co się uda zdobyć...

Gen. Qymaen - 2010-03-08 16:26:32

*Oczy generała zmrużyły się w taki sposób ze nie można było nie dostrzec w tym uśmiechu* czytasz w moich myślach, a raczej w archiwum moich myśli. Zdrowiej szybko – czeka na was trudna misja. Zapowiada nam się bardzo owocna współpraca i dużo, dużo roboty… zdrowia, Nemedisie *skłonił się łbem, z  prawdziwą przyjemnością, po czym, grzebiąc w kieszeni jakby od niechcenia ruszył w kierunku wyjścia, kiedy przechodził bok łóżka Nemedisa musnęła peleryna. Kiedy ześliznęła się, na metalowym blacie, tuż obok ręki leżał już srebrny cylinder sithowego miecza. A generała nie było*

Darth Nemedis - 2010-03-08 22:05:13

*Nemedis otworzył oczy i gwałtownie ruszył się, przyjmując pozycje pół-leżącą. Widząc to, znajdujący się obok robot od razu do niego podjechał* Sir! Czy coś się stało? *Spytał odruchowo sprawdzając urządzenia.* Daj mi jakiś wózek... *Mruknął po chwili. Czuł Jedi, który rozbudził w nim długo tłumiony głód.* Idziemy na spotkanie z naszym małym przyjacielem... *Droid posłusznie podjechał z platformą lewitującą nad podłogą i pomógł na niej usiąść sithowi* Proszę usiąść. Tylko niech pan pamięta, że musi się pan oszczędzać. W razie wszelkich kłopotów zdrowotnych proszę informować mnie albo pana Oolba! *Powiedział otwierając drzwi sekcji medycznej. Platforma była wygodna, miała kształt wózka dobrze wbudowanego w podłużną deskę magnetyczną. Unosiła sie apre centymetrów nad ziemia, sterowało się nią za pomocą małej kontrolki lub wydając polecenia głosowe, idealne dla chorych.* Pójde z panem sir. *Dodał droid wychodząc z pomieszczenia, prowadząc za sobą platformę.*

Darth Nemedis - 2010-03-10 23:24:44

*Wysoka postać siedziała przy szpitalnym stoliku i skrobała coś na postrzępionej kartce papieru. Jedyny material jaki udało mu się uzyskać, a który nie był cyfronotesem, którego pewnie i tak by nie dostał. Wyglądało na to, że pisał list, obok leżała przygotowana koperta. Robot - asystent nieruchomo stał obok sitha, czekając az ten skończy.*


Drogi Hakonie...

Pierwszy raz od długiego czasu mam możliwość porozumienia się z Tobą, przykro mi, że muszę to robić za pomocą listu. Nie mogłem się z Tobą spotkać. Niestety, w obecnej sytuacji było to niemożliwe, mam nadzieje, że mnie zrozumiesz. Nie dopuszczono mnie do Ciebie. Jesteś dla Generała bardzo cenny, szczególnie w nadchodzących negocjacjach z Jedi i z wiadomych powodów kontakt między nami został uniemożliwiony.

Szkoda, że nie mogę Ci tego po prostu powiedzieć, ale zostałeś mi tylko Ty. Mój uczeń, Draks... Nie żyje. Zginął na Coruscant, został... Zamordowany. Stała za tym inkwizycja i chociaz robiłem wszystko co mogłem, co potrafiłem - nie udało mi się go uratować. Jesteś moim jedynym i najlepszym przyjacielem, pierwszym jakiego miałem i tym bardziej źle się czuje pisząc ten list.

Będziemy musieli się rozstac, być może na bardzo długi czas. Podejrzewam, że rada zadba o to, abyś opuścił widmo i do nich trafił - a więc będziesz bezpieczny. Ja ściągnąłem na Ciebie to niebezpieczeństwo. Niestety, nie mogąc się dobrać do mnie, śmierc zabiera wszystkich wokół mnie. Obawiam się, że istoty, które chcą mnie zniszczyć lub kontrolować, nie zawahałyby się uderzyć w jedyną bliską mi osobe - czyli Ciebie. Będziesz musiał udać się do siedzimy rady, Twoi przyjaciele z zakonu zadbają o Ciebie i mam nadzieję, że nie będziesz miał kłopotów... Być może nie dowiedzieli się jeszcze o naszych relacjach, jeśli jednak tak się stało, musisz byc gotowy na trudną konfrontacje - będa Cie pytac, przesłuchiwac, nie dadzą Ci spokoju. Mimo wszystko, to najlepsze wyjście. Z pewnością o wiele lepsze od okropieństw, które mogłyby Cie prędzej czy później spotkać, a ja będę spokojny, że podejmując kolejne działania będę ryzykował tylko swoim życiem, a nie wciągając w to też Twoje, czego na pewno jak każdy sobie nie życzysz.

Nie wiem jeszcze co zrobie, ani co się będzie dalej działo. Wyjątkowa sytuacja zasługuje na wyjątkowe kroki...

Mam nadzieje, że ten list dotrze do Ciebie i że jeszcze kiedyś się zobaczymy. Podejrzewam jednak, że teraz już się nie spotkamy. Muszę jak najszybciej opuścic widmo, a nie mam możliwości, żeby do Ciebie dotrzeć. Możesz traktować to, jako pożegnanie.

I niech moc, czymkolwiek jest, będzie z Tobą.

Ps.: Tak na pamiątke, dołaczam do listu troche słodyczy... Moze nie tak dobre jak ta czekolada z Coruscant, ale zawsze jakieś. W końcu, chyba masz słabość do słodkiego. Udało mi się jakos przemycić po zakupie tutaj, gdzieś na statku. Pielęgniarki by mnie zabiły, są straszniejsze niż ja sam i Grievous razem wzięci.


*Sith oderwał dłonie od papieru. Przeczytał jeszcze raz, po czym spojrzał na robota.* Już. Przekaż to barabelowi Hakonowi. *Wyszeptał, po czym włożył list do elektronicznej koperty z funkcją skanu dokumentów i odtwarzania ich dźwiękowo. W obszernej kopercie znalazło się jeszcze pare czekoladowych jajeczek. Jak na te warunki, niezłe, ale w porównaniu z czekoladą z Coruscant... Nie mogły się nawet mierzyć.

Hakon był chyba jedyną istota, wobec której Nemedis potrafił jeszcze wykrzesać jakiekolwiek uczucia.*

Malkit - 2010-03-28 21:07:08

*Był to korytarz łączący sale medyczną z komorami mieszkalnymi, z tym, ze było bliżej Sali, no i hangar został już minięty, bo to z  niego właśnie skręcił Malkit – mały, zielony wesoły szelek – i rozpoczął poszukiwania wujka Zina. Misja ta ważna była niezmiernie dla dobra statku, bowiem jeśli Zin, gównowiedzący zacznie tresować droideki to je na pewno zepsuje. Tak wiec szelek dreptał energicznie pustym korytarzem, mrocznym i strasznym, jednak Malkit nie był płaczliwym ludzkim szczenięciem by bać się mrocznych korytarzy. a  kiedy zobaczył stojącą we wnęce droidekę – przyspieszył do biegu, piszcząc ze szczęścia. Zatrzymał się przy droidzie, który – o zgrozo – stał nieruchomo i w ogóle nie reagował na bohaterskiego chłopca* Tresował cie Zin? *zapytał. A droid – nic*

Moc - 2010-03-28 21:16:18

*Tym samym korytarzem szedł właśnie mistrz Windu, by odnaleźć Rudiego, który miał mu znaleźć jakąś kwaterę. Czemu akurat on, w to nie wnikał. Widocznie taki podział obowiązków. Tak więc jego kroki odbijały się głośnym echem po korytarzu nim jeszcze jego postać na dobre się pojawiła. Stuk, stuk, stuk... odgłos był coraz bliżej i po chwili zza zakrętu wyłoniła się postać czarnoskórego wielkoluda ubranego w dziwaczne szaty mistrza Jedi wraz z nieodłącznym długim brązowym płaszczem. Szedł on powoli aczkolwiek dostojnie i biła od niego siła i pewność siebie. Wielu często oskarżało go o arogancję i przesadną pewność siebie, ale Mace znał swoje umiejętności i wiedział jak groźnym potrafił być przeciwnikiem, więc to wpływało na jego samoocenę. Ale arogantem nie był i często potrafił się z kimś dogadywać, a nie stawiać sprawy "Jestem silniejszy i mądrzejszy, więc siedź cicho i mnie słuchaj bo wiem lepiej". Z każdym krokiem przybliżał się do pozycji Malkita, wyczuwając tym samym jego obecność w Mocy, co zaskoczyło go bardzo. Nie wiedział, że na Widmie znajdują się dzieci...*

Malkit - 2010-03-28 21:20:35

*Zdenerwowany chłopiec przysiadł i odbiwszy się skoczył na droidekę (która okazała się dezaktywowana czasowo przez Kudłatego. Pazurkami zaczepiwszy za jej pancerz podciągnął się, i zaraz – w gescie desperacji – ugryzł robota „za oko”, warczac przy tym groźnie. Chciał sprowokowac robota do ruchu, ale nic. I tak, na pancerzy niszczyciela zastał go mistrz jedi. z  niewiadomych przyczyn Malkit – wielki superodwazny zdobywca – położył się na gładkim metalu pokornie, oblizał pyszczek i wielkim wytrzeszczem patrzył na Windu*

Moc - 2010-03-28 21:25:23

*Gdy Mace go zobaczył to ze zdziwienia aż przystaną a jego brew powoli wywindowała do góry. Nie spodziewałby się zastać dzieciaka w takiej pozie i to w dodatku rasy szela (czy jak to się tam odmienia). Skojarzył mu się on od razu z Samrune, ale przecież to niemożliwe. Ona przebywała teraz na Mandalore, a poza tym gdyby tutaj przybyła to by wyczuł jej obecność w Mocy. Poza tym bardzo przypominał mu on jej syna, którego widział przez kilka sekund podczas tej holorozmowy kilka dni temu. Ale z wiadomych przyczyn nie mógłby to być on... chyba* Co tutaj robisz chłopcze? *Zapytał donośnym głosem, który nieco różnił się od tych pełnych ciepła rodzinnych głosów. Mistrz Windu był bardzo opanowany i spokojny, co jednak nie sprzyjało jego relacjom z dziećmi*

Malkit - 2010-03-28 21:29:43

*Położył uszka w reakcji na ten głos, jakby instynktownie pokazywał: jestem taki malutki, wcale nie warto mnie jeść. Jednak instynkt nie szedł w parze z emocjami, bo Malkit nie czuł ani grama strachu. Był jak pochodnia: jarzył się miłością do wszystkiego co żyje, serdecznością i olbrzymią ciekawością. całkowite przeciwieństwo dla tych wszystkich „trudnych dzieciństw” które są ostatnio bardzo modne. Łapki spuścił po obu stronach „szyi” droideki* Tu sprawdzam ja *oznajmił z  powaga* szszprawdzam droidy. Szy nie one wytresowane są. Ten jest gupi, on nie umie nawet powiedzieć rozkaz rozkaz

Moc - 2010-03-28 21:34:29

*Windu przyglądał się uważnie chłopakowi a potem jego surowy i przewiercający wzrok przeniósł się na chwilę na stojącą nieopodal droidekę. Wystarczył tylko jeden rzut oka, by już wiedzieć, czemu ona nie reagowała* Ten droid został dezaktywowany, więc nie odpowie rozkaz rozkaz... *I po chwili jego spojrzenie powróciło na Malkita leżącego na ziemi. Mace w końcu ruszył się z miejsca, podchodząc do niego powoli* Cóż, droideki raczej nie potrzebują tresury... a powiedz mi, czemu to chcesz zrobić, co? *Starał się wykrzesać z siebie cokolwiek, by nie przestraszyć małego. Bo jednak nigdy nie miał przysłowiowej ręki do dzieci i to już w Świątyni*

Malkit - 2010-03-28 21:40:27

O! *zdziwił się Malkit podnosząc jednocześnie łepek i uszy, w zdumieniu, po czym uśmiechnął się szelmowsko – prawie jak wujek Tang – i prychnął* On dezaktywowany on jest znaczy – gupi jest i mało umie on. Mój Dżony jest niedezaktywowany nigdy, bo ja go dobrze wytresowałem ja! Szeba dobrze droidy tresować bo inaczej będą gupie i zdezaktytwywują się one. Oni się mało znają! Dobrze, ze tu trafiłem ja, na szczęście… ufff… *Kiedy mace podchodzil, młody przykleił tyłek do droida, by w razie co – ześliznąć się do tyłu i dać nogę. Uszy położył i wyciągnął ciekawsko pyszczek by powąchać obcego*

Moc - 2010-03-28 21:45:34

Mhm... Twój Dżony, tak? Może mi o nim opowiesz, co? *Zapytał nieco zaciekawiony kwestią tresowania droidów. Nie miał pojęcia czemu to robić, skoro one były zaprogramowane na posłuszeństwo, ale cóż, to tylko mały dzieciak, więc czego od niego oczekiwać? Mace przystanął, gdy ten zaczął się nieznacznie cofać, zapewne w celach obronnych, by potem zwiać. Tak wiec mistrz Jedi stał tak spokojnie po środku korytarza i czekał na jakąś decyzję małego szeli. Tutaj się niestety kłaniało zbyt małe doświadczenie Mace'a z dziećmi, no i po prostu nie wiedział co z nim począć*

Malkit - 2010-03-28 21:55:22

•    *Tak wiec Mace nie mógł lepiej trafić – inny dzieciak pewnie już by ryczał widząc wielkiego czarnego faceta w długim płaszczu z takim głosem i zero uśmiechu. Za to mały szelek był doskonałym materiałem do ćwiczeń dla początkujących w temacie „podejście do dzieci”* Mój Dżony jest on… taki jak ten, tylko ładniejszy, bo jego mama i ja codziennie, albo so dwa dni umyjemy i taka pastą go *I tu pokazał na droidece na której siedział, jak pastuje Dżonego* żeby błyszczał, wiesz? Szeba tak. Szeba jak ma się droida o niego dbać bo to jest taka odpowiedzialność. A mój Dżony on jest mądry, on umie dużo, on mi pomaga z potworami walczyć, bo u nas wiele jest potworów na przykład Lukać. Lukać jest on szeba z  nim długo walczyć bo on sprytny jest i jego nie można uciać bo wybucha smrodem! *tu w zaangażowaniu złapał się za pyszczek* Ale wtedy, taki drugi dzień był co było tak, ze prawie deszcz był i A’den szczelił w Lukacia i Lukać wybuchł smrodem i my prawie umarliśmy my ale naszsz mój tata uratował bo nam narzucił prześcieradło na głowę ale ono było czyste i potem mama nachrzyczała. A ja mówię: mama! On nam zycie uratował! A na drugi dzień mi Dżony mój uratował życie i wujkowi Tangowi jak bawiliśmy się w roszszczelanie imperatora i zaatakowało nas osiem tuluciów. Mój Dżony jest mądry, on umie uratować życie, bo ja jego wytresowałem ja! *I rozpromienił pyszczek uśmiechem*

Moc - 2010-03-28 22:04:52

*Taki zalew bezsensownych (w opinii Mace'a) informacji wręcz zdezorientował biednego mistrza Jedi, który nie wiedział co odpowiedzieć, przynajmniej na początku. Potem już chyba złapał jakąś drogę do rozmowy, a przynajmniej tak podejrzewał. Postanowił uczepić się tych potworów, uważając umownie że one istnieją, bo z tego co pamiętał, to dzieci mają bogatą wyobraźnię i we wszystkie te rzeczy wierzą. A Windu raczej nie chciał pozbawiać go złudzeń dzieciństwa...* No to twój Dżony jest bohaterem w takim razie, skoro umie walczyć z potworami. I ty go tak wyszkoliłeś? *Zadał pytanie, dobrze znając odpowiedź, ale jakoś trzeba rozmowę pociągnąć przecież, przynajmniej przez kilka chwil. Potem trzeba by poszukać opiekunów tego chłopca* W takim razie wielki z ciebie wojownik... a powiedz mi, ilu tak potworów się pozbywasz, co? Pewnie całą armie... *Przyklęknął lekko, teraz znajdując się na wysokości twarzy Malkita*

Malkit - 2010-03-28 22:12:38

Ja wiele zabiłem ich. Milion sto albo nawet osiemdziesiąt sto pięć*Usadowił się wygodniej na szyi dezaktywowanej maszyny i podniósł dumnie głowę* Tak! Ja sam! *Mace nie powinien przyklękać. Malkit siedział na szyi droideki, był wiec na wysokości głowy Mace’a* Ja znam na tym ja. Te droidy teszsz musze wytresować, bo w hangarze ja widziałem luja! Ale fu luj, fu! *strząchnął się prawdziwym obrzydzeniem, widać luj miał niemiłą specyfikacje* Ale to brzydko jak luj jest! I jego trudno wygonić, ze o jejut! *I nachyliwszy się niemal zaczepił pyszczkiem pyszczkiem nos Mace’a* Jego musimy wygonić… *szepnął konspiracyjnie z przejeciem* Bo on szybko urasta…

Moc - 2010-03-28 22:20:33

Robi wrażenie... *Odparł z podziwem, co prawda udawanym, ale kto go tam sprawdzi? Faktem jest, że starał się nawiązać tam jakiś kontakt z dzieciakiem, co przychodziło mu z trudem, ale próbował. A raczej jakby to powiedział Yoda, nawiązywał z nim kontakt, bo nie ma próbowania.* Luja tak? To jeden z potworów? Cóż, to trzeba przygotować obronę statku, co by się ten luj nie rozpanoszył... *Kiwnął głową na znak że się zgadza i nawet spróbował się lekko uśmiechnąć, jednak jaki był tego skutek to nie wiadomo. Od miesięcy się nie uśmiechał, na co złożyło się wiele czynników, wojna, śmierć byłej padawanki, zniszczenie zakonu. Nie miał zbyt wielu powodów do uśmiechu* A jak go chcesz wygonić, co? *Patrzył na niego spokojnie i łagodnie, przynajmniej w jego opinii tak było*

Malkit - 2010-03-28 22:25:27

*Malkit był pełen dobrych, szczerych chęci wiec starał się widzieć w Mace’u więcej serdeczności niż widział. Nadal w bezruchu, w pozycji przejęcia wpatrywał siew  niego. Zaczął wolniej oddychać* Luj urasta tam, gdzie jest brudno, mówi się brzydkie słowa i pije wino i jest niedrzecznym. Tam luj urasta tam. On wisi on, złośliwie uśmiecha się, brzydko wygląda, pokazuje jezyk i przynosi wstyd. Bardzo fu luj jest. Szeba go wygonić, wiesz jak? Jego zawstydzić szeba i on pójdzie *I wszystko jasne – luj w hangarze miał doskonałe warunki bytowe*

Moc - 2010-03-28 22:31:16

*No tak, po takiej definicji to Mace nie wątpił już, czemu luj się zalągł w hangarze. Tam miał wręcz idealne warunki do życia, bo wszyscy ci pracownicy dokowi to tacy sami są wszędzie, klną ile wlezie, czasami coś sobie popiją itp. Oczywiście bez obrazy dla nich, mistrz Windu nawet ich lubił, o ile rzetelnie pracowali* No tak... a jak go zawstydzić? Bo to trudne jest skoro taki brzydki on jest.*No u Mace'a z serdecznością to problem był, ale widać Malkit się tym nie przerażał i tylko uczepił się biednego mistrza Jedi w celach edukacyjnych bądź też treningowych. Mamie będzie się mógł pochwalić że oswoił tego wielkiego czarnego pana ze statku co t oz nim rozmawiali przez holo*

Malkit - 2010-03-28 22:35:07

*Oswoił już droidekę. Wielki czarny pan to doskonały trening przed oswajaniem generała… Malkit dobry w te klocki* Jemu szeba powiedzieć: tu luju, ty jesteś gupi i brzydki ty, my nie bawimy  tobą bo ty śmierdzisz *Zacytował z  powagą.* Już raz wyganiałem luja.z  domu wujka Tanga. Ale tamten luj mniejszy był…

Moc - 2010-03-28 22:38:37

To takie zaklęcie, tak? *Zapytał z udawaną powagą (co mu wychodziło wręcz świetnie, bo w tym to akurat osiągnął trudno spotykane mistrzostwo. Nawet jeśli by najlepszy komik galaktyki przed nim stanął to by go nie rozśmieszył), bo to bardzo ważna sprawa wypędzenie luja z hangaru widma. Jeszcze kogoś porwie czy zarazi i co wtedy?* To wujek Tang musiał być ci bardzo wdzięczny, co?

Malkit - 2010-03-28 22:42:32

No *skinął łebkiem z wcale nie mniejszą powagą. Z tym,z e u niego była to powaga jak najbardziej serio – przejęcie tematem ,malowalo się na pyszczku* Był, ale wujek Tang szybko wyhoduje drugiego luja, bo on ze swoim synkiem A’denem na siebie mówią brzydko. Mówią: ty di’kucie. Albo jeszcze mówią: osik i shebs. To brzydko jest. A  ja nie mowie tak

Moc - 2010-03-28 22:46:44

*Wiadomo, że u dziecka powaga na takie tematy była jak najbardziej na serio, w końcu to ich wymyślony świat był, który istniał tylko w ich wyobraźni* Uuu... to wujek Tang tak przeklina ze swoim synkiem? Nie ładnie... I nikt go nie nauczył, że tak mówić nie należy? Nawet ten luj? Uuu... *Mruknął znowu poważnie, ale pewnie mały przesadzał, chociaż po słownictwie to mu się nasuwało skojarzenie z Mando, a jeśli to prawda to z pewnością to nie była przesada, a raczej grube niedomówienie*

Malkit - 2010-03-28 22:52:43

*Westchnął mały szelek i z boleścią oraz zrezygnowaniem pokręcił głową. Niestety, Tang i jego synek to element jest. Brzydko mówią i luje pasą. * jego nikt nie nauczył jego… i jest drugi teraz wujek, Zin, co mieszka w statku. Ja tam wole nie wchodzić, tam to pewnie jest milion lujów! Bo on najwięcej brzydko mówi! *wytrzeszczywszy oczy złapał się z przejęciem za łepek* A wujek Tang mówi brzydko na wujka Zina ze jest chujem. A mój tata mówi na wujka Tanga ze jest di'kutasem

Moc - 2010-03-28 22:59:17

*No to piękni sąsiedzi nie ma co, jeden klnie bardziej od drugiego. Aż dziw, że mały ich nie naśladował i też nie przeklinał w taki sam sposób jak jego wujkowie* I tak nawzajem do siebie mówią? Nie ładnie... a co na to twoja mama, co? *Z pewnego rodzaju doświadczenia wiedział, że matki nie tolerują zachowań aspołecznych w pobliżu swoich ukochanych pociech*

Malkit - 2010-03-28 23:04:13

*Usiadł podparty na głowie droideki. Znaczy na szyi. Wiadomo – na czubku* Moja mama mówi mam ich nie słuchać i nie powtarzać bo kto brzydko mówi to znaczy niedrzeczny jest. A ja drzeczny jestem. Moja mama nie mówi brzydko, tylko czasem mówi do taty ze jemu się już całkiem w dupie poprzewracało… A mój tata powiedział kiedyś do A’dena żeby nie mówił brzydko bo mu bogowie języczek opierdolą. I A’den już mniej mówi brzydko. Najwięcej to Wujek Zin, wujek Tang i mój tata. Ale Tata tylko jak mamy i mnie nie ma *Rozmowa z dzieciakiem fajna jest, bo można się dowiedzieć wszystkiego o życiu społeczność. a  od Malkita to już w ogóle*

Moc - 2010-03-28 23:11:05

I twoja mama dobrze mówi, bo nie wolno brzydko mówić... *Zgodził się z tą opinią w zupełności. A z tej krótkiej wypowiedzi dowiedział się już wielu interesujących szczegółów odnośnie rodzinki małego Malkita, a miał ją na prawdę... nieco szaloną? To było chyba najłagodniejsze określenie. Ale Mace nie wydawał jeszcze o nich osądu, bo nie wiadomo jaki mają stosunek do dzieci? Może wprost je uwielbiają i tylko mają drobny problem z kulturą osobistą? Zdarzają się takie dziwne przypadki.* No pewnie tata trochę się boi mamy, by ta na niego nie nakrzyczała, co?

Malkit - 2010-03-28 23:15:04

*Biorąc pod uwagę zachowanie Malkita i jego bezpośredniość oraz brak nieśmiałości – to z  całą pewnością „urastał” w otoczeniu miłości i troski, w poczuciu bezpieczeństwa, a  przy tym – był tam widać bardzo potrzebny do tępienia potworów.* Ta! Tata się mamy boi! *odparł od razu wesoło, stawiając uszu tak, ze niemal spotkały mu się czubkami nad głową* najgorzej on nie lubi jak mama obrazi na niego i nie odzywają się

Moc - 2010-03-28 23:27:41

*Niestety ta bezpośredniość i miłość do wszystkich kiedyś się skończy, zapewne poprzez konfrontację z twardą i brutalną rzeczywistością. Oby to jednak nastąpiło jak najpóźniej. Dzieciństwo to piękna sprawa i najlepiej, by trwało jak najdłużej się da* Wiesz... powiem ci sekret. Każdy tatuś boi się mamy, gdy ta jest zdenerwowana, wiesz? *Do tego nie trzeba było wielkiego filozofa. Kobiety miały wiele przeróżnych "broni" do walki z mężczyznami i to zazwyczaj dotyczyło spraw psychicznych, nie fizycznych* A często tak mama obraża się na tatę?

Malkit - 2010-03-28 23:31:17

*Malkit wydal się zdziwiony. Pamiętał z przedszkola na Couruscant, ze tam tatusiowie grali strasznie twardych i gadali miedzy sobą jak to w domach rządzą. Aż dziwne…* Twój tata też boi się? Moja mama obraza się jak Tata się zachowuje jak kretyn. Ale on ją przeprasza i one już nie obraziła się.

Moc - 2010-03-28 23:36:09

*I jak tu powiedzieć maluchowi, że nie zna swoich rodziców? Trafił do Zakonu gdy miał trzy latka, nie pamiętał nic z okresu przed Świątynią Jedi. Nigdy też się nie zastanawiał nad kwestią swojej rodziny* Kiedyś się bał, jak to każdy tata boi się mamy. Wiesz, ona się obrażała a tata potem musiał przepraszać, zupełnie jak twój. *Znowu spróbował się lekko uśmiechnąć, ale nadal wypadało to sztucznie i blado. Poza tym okłamał nieco Malkita, ale tak dla jego dobra. Po co mu od razu mówić jak wyglądało jego dzieciństwo? Niech się cieszy swoim*

Malkit - 2010-03-28 23:40:28

*Skoro nie znał swoich rodziców, to nie wiadomo, czy okłamał, niewykluczone, ze nie, bo może naprawdę ojciec się bał mamy, jak w każdej normalnej rodzinie w której – tak jak w rodzinie Malkita – panował matriarchat. Malkit siedział na droidzie, zastanawiał się, myślał, i nagle* A ty nie jesteś generał *oznajmił nagle, poważnie, patrząc na owe próby uśmiechu, już prawie się można było domyślić o co chodzi* Ja wiem chato ty jesteś. TY jesteś Miszcz Łiłndu, wiesz? *No ciekawe, czy wie*

Moc - 2010-03-28 23:43:53

*Cóż, może okłamała może przypadkiem powiedział prawdę? Tego nikt się nie dowie nigdy, bo zapewne jego rodzice już dawno nie żyją. Sam Mace nie należał do młodzieńców i przeżył już wiele lat* Nie, nie... nie jestem generałem... *Odparł nieco rozbawiony, co i jego zdziwiło. Może takie zwykłe rozmowy z dziećmi pomagają nawet takiemu wiecznemu ponurakowi jak Windu? Kto wie? Może kiedyś się o tym przekona* Tak, mistrz Łindu to ja... jestem mistrzem dżedaj... wiesz kim oni są? *A więc to był jednak syn Samrune. Ciekawe jakim sposobem się tutaj dostał? Pewnie za niedługo się dowie...*

Malkit - 2010-03-28 23:48:31

Wiem *odpowiedział energicznie* Tacy są oni… oni są, żeby bronić taką drugą rodzinę, wiesz? I mają oni taki miecz, i jak szeba, to oni  mogą tym mieczem coś uciąć, ale nie Lukacia, bo Lukać wybucha smrodem. Oni mogą uciąć sobie dziurę żeby wejść. Ale oni tez umieją różne rzeczy, na przykład wchodzić na dach. Oni tam siedzą cały dzień i się zastanawiają. Ty tez tak robisz? *przekręcił łebek  ciekawością*

Moc - 2010-03-28 23:52:44

Nie do końca... bo wiesz, powiem ci sekret... Dżedaj to tacy czarodzieje, wiesz? *Powiedział do niego konspiracyjnym szeptem. Wiele prymitywnych ludów uważało Jedi właśnie za czarowników czy potężnych szamanów. Czasem zdarzało się ,ze nawet za bogów...* A miecz to jest taki właśnie do pokonywania potworów. A na górkach my tak sobie siedzimy i rozmyślamy, co by tutaj porobić... *Nie pytał skąd to wie, bo się domyślał, że widział Takena lub innego Jedi. Bo raczej niezbyt wierzył, że jego matka to robiła. Zawsze miała problemy z dyscypliną, co ostatecznie doprowadziło do wygnania jej z Zakonu. Może to i przykre, ale o braku jej dyscypliny świadczył chociażby ten oto Malkit*

Malkit - 2010-03-28 23:55:44

*Ale dzięki temu oto Malkitowi można było dzisiaj odhaczyć aż dwie (czy może trzy?) próby uśmiechu u Mace’a Windu. Nie każdy wybór na przekór idei jest złym wyborem. Malkit zrobił wielkie oczy* Naplaaawdeeee? To zrób czar! *Usiadł prosto na droidece i czekał na czar*

Moc - 2010-03-29 00:00:04

*Cóż, czasem ze złej decyzji (z punktu widzenia Mistrza Jedi oczywiście) może stać się coś dobrego no i tym cosiem był właśnie Malkit* Hmm... czary, tak? Niech pomyślę... *Właściwie to co zamierzał zrobić Windu mogłoby nawet podpaść pod jedną z zasad Kodeksu Jedi, jeśli by go traktować bardzo restrykcyjnie, ale naginać niektóre zasady można, tak dla większego dobra. Ale tylko naginać, nie łamać... Tak więc Mace skupił się i sięgnął po Moc, wyciągając nieznacznie rękę i kumulując siłę wokół droideki, która po chwili uniosła się kilkanaście centymetrów nad ziemią* Może być?

Malkit - 2010-03-29 00:03:31

*Malkit zacapierzyl się pazurkami i spuścił łepek w dół by zobaczyć jak nóżki się odrywają. Był zadowolony, owszem, ale chyba nie za bardzo go to zachwyciło. Musiał to widzieć. w  końcu jego mamusia za pomocą „tego” przenosiła meble by pod nimi poodkurzac… Mace by nie był zadowolony gdyby się dowiedział* A zrób, żeby powiedział rozkaz rozkaz!

Moc - 2010-03-29 00:07:10

Oj tego to nie umiem nawet ja... generał jest potężniejszym czarownikiem niż ja... ale umiem jeszcze coś... *Machnął lekko ręką skupiając się na jego chwytnych pazurkach, które mimo jego woli odpięły się od droideki a sam Malkit też pofrunął powoli w powietrze, pod sam sufit a za nim droideka kołowała leniwie, jakby toczyła się na niskich obrotach. Taka mała zabawa połączona z ćwiczeniem praktycznym Mocy. Bo tak właściwie to bardzo rzadko miał sposobność, by unosić w powietrzu żywe osoby.*

Malkit - 2010-03-29 00:10:42

*kiedy jego pazurki odmówiły posłuszeństwa przestraszył się, ale trwało to chwile. Mace mógł zobaczyć wręcz niespotykaną ufność wobec obcej osoby jaką dla Malkita był. Działy się rzeczy niewytłumaczalne, ale dla trzylatka i tak prawa fizyki nie miały miejsca. Był w stanie całkowicie zawierzyć Mace’owi, ze jest bezpieczny. Trzymał kończyny rozcapierzone, patrzyli  dół, jego ogon miarowo się poruszał* uuuuuuuuuuu..u.u.u.u.uu.u.u.u.u.u.u.u. *dało się słyszeć dźwięk który szele wydają jak się cieszą. Malkit zaczął przebierać łapkami jakby pływał w powietrzu*

Moc - 2010-03-29 00:12:54

*I zaraz siup i Malkit wykonał w powietrzu piękną beczkę, jak jakiś myśliwiec podczas walki kołowej. Potem zakręt i przeleciał zgrabnie pod droideką. Co prawda Mace nadużywał trochę Mocy, której nie powinno się używać w taki sposób, ale raz tam można przymknąć oko na takie drobne wykroczenie względem kodeksu*

Malkit - 2010-03-29 13:34:21

*Ale jaką pogodę ducha takie wykroczenia powodują! Malkit gdakał jak młoda fretka, zadowolony tą zabawą, wydawał dźwięki podobne do gwizdania i bardzo, bardzo rado śnie wił się w powietrzu, nadal przebierając łapami by mieć wpływ na kierunek lotu*

Moc - 2010-03-29 19:37:57

*I tak przez kilka minut Malkit sobie latał to pod sufitem to nisko nad podłogą, aż w końcu ostrożnie i lekko pacnął na ziemię.* No cóż... koniec magii, trochę zmęczony jestem *I kolejne drobne kłamstewko, bo mógł tak robić znacznie dłużej, ale z pewnych względów nie chciał ani nie mógł. A tak jak powie, że zmęczony jest to chłopiec pewnie zrozumie* I co, podobało ci się?

Malkit - 2010-03-29 19:44:57

*Malkit wyciągnął łapki by wyładować bezpiecznie, a  kiedy wylądował, zaraz zaczął podskakiwać i wić się z  radości, wiszcząc i ćwierkając, bo emocje jeszcze uchodził To mówiło samo za siebie: czar udany. Rozentuzjazmowany szelek podbiegł zaraz do Mace’a i momentalnie się do niego przykleił, ściskając mocno i mrucząc* ciebie kocham *wyznał z dziecięcą szczerością, pchając łepek pod jego dłoń*

Moc - 2010-03-29 19:57:58

*Zaskoczony tym wybuchem emocji rozłożył nieco bezradnie ręce na baki a potem nieco niepewnie przytulił małego.* No ja ciebie też mały... *Powiedział nieco zakłopotany tą sytuacją, no ale nie tak do końca nie szczerze, bo polubił malca. Bo jak tu nie polubić takiego rozkosznego szelka. Pogładził go też po łebku swoją wielką i mocarną ręką, ale ostrożnie i delikatnie*

Malkit - 2010-03-29 20:00:33

*A szelek ufnie oparł łepek o ciało Mace’a, zamknął oczy, westchnął i tak stał, przylepiony, kilka chwil, a  potem jedi mógł poczuć ze… młody się na niego gramoli. Próbuje wejść mu na plecy* *odezwał się* ciebie nauczę walczyć z potworami

Moc - 2010-03-29 20:58:42

*Na to już był zdecydowanie za stary o ogólnie niereformowalny, ale nie zdążył właściwie zareagować na czas, więc pewnie Malkit wlazł mu na plecy* Aleś ty ciężki... *Mruknął, bo rola konia pociągowego nie odpowiadała mu tak w zupełności, no ale dobra. Podniósł się z ziemi i wyprostował się wraz z pasażerem na gapę* Mhm... a jak chcesz mnie nauczyć walczyć z potworami, co?

Malkit - 2010-03-30 07:53:54

uu.u.u.u.u.u.u.u.uu. *ucieszył sie Malkit, w myśl zasady ze ciężki to duży,a  duży to dla niego komplement. w dumę więc napęczniał* Ja duzy jestem! ja jusz mam sszy latka! A ty, ile masz? Osiem? *siedząc Mace'owi na plecach zwiesił łepek do przodu i przewaliwszy okiem patrzył mu w twarz* ciebie naucze, ale najpierw tobie musze potwora pokazac. szeba isc prosto tym tunelem i tam beda potwory tam i ja tobie pokaże ich

Moc - 2010-03-30 13:14:44

Tylko trzy? Duży jesteś jak na swój wiek... i odważny *Istotnie, wiek Malkita wywołał u niego lekkie zdumienie, choć teoretycznie nie powinien z powodu jego matki, ale z okresu jej wczesnej młodości prawie jej nie znał i nie widywał. Oficjalnie pierwszy raz spotkał ją, gdy jej mistrzyni miała wyruszyć z nią na ważną misję Zakonu* Ja jestem starszy... mam pięćdziesiąt trzy lata. *Odparł spokojnie i poprawił sobie go na plecach, by balans był odpowiedni. Gdyby go teraz któryś z Jedi zobaczył, to by pewnie nie uwierzył w to co widzi* No to prowadź... *Tak więc Mace po cichu się z nim zgodził i ruszył powoli, a jego kroki odbijały się echem po korytarzu*

Malkit - 2010-03-30 18:06:54

*Małe wiercące się i ukające szelki zmieniaj ą obyczaje i topią nawet najtwardsze serca. Szele nazywają swoje dzieci pisklętami. Ten pisklak był już duży* Eh, ja musze… w domu, gdyby nie ja to oni by niewiem… chyba zapomnieli i by ich potwory zgładziły. Ja musze pilnować żeby nie stało się. Idziemy tam *wskazał łapką prosto* soś czuje tam soś jest. Tu na tym statku to dawno nie było zabijania potworów… w ogóle nie myślą o ważnych rzeczach. Dobrze ze ja tu jestem ja tu!

Moc - 2010-03-30 22:56:25

No to idziemy na potwory... *Odparł spokojnie Mace i ruszył w stronę hangaru z Malkitem na plecach, więc musiał szerzej stawiać nogi dla utrzymania równowagi, co troszkę śmiesznie wyglądało. Poza tym bawił go trochę jego sposób wymowy, nieco przypominał mu mistrza Yodę, który również miał swój własny, oryginalny sposób wymowy zdań. Często to wiele osób dekoncentrowało czy śmieszyło, ale nie można było zaprzeczyć w mądrość kryjącą się za tymi śmiesznie budowanymi zdaniami*

Malkit - 2010-03-31 13:04:13

*No i ruszyli w bój dwaj bohaterowie, jeden na drugim i to dosłownie. Malkit dumnie wisiał przez ramie Mace’a, ale nie tak jak niegdyś u Secorshy, bo teraz, oparty łapkami o jego klate zachowywał czujność i powagę, nie odzywając się tym swoim śmiesznym podobnym do Yodowego słownictwem. Niestety Malkit ze swojego wyrośnie. Yoda już raczej nie, ale nie oznacza to,z e spotkanie tej dwójki byłoby bardzo ekscytujące, bo i Yoda lubią dzieci i dzieci lubią Yodę. I wtem…* O jejut, patrz jaki wielki gulak! A może to dutuć? O jejut jejut! *I srrru, jak zainstalowana na ramieniu wyrzutnia – Malkit skoczył na łeb, wylądował na przednich łapach a  tylne już galopowały. Poiszedł jak burza wgłąb korytarza, drac się jakby go ze skóry obdzierali*

Moc - 2010-03-31 13:19:06

*Cóż, spotkanie z Yodą na pewno by było ciekawe, tylko nie wiadomo, jakby ci dwaj się ze sobą porozumiewali. Mistrz Jedi jeszcze by Malkita zrozumiał, ale czy chłopiec Yodę? Nie wiadomo, bo czasami i wielu dorosłych miało problem z rozszyfrowaniem tego dziwacznego słownictwa... I tak rozmyślania idącego spokojnie Mace'a przerwał krzyk Malkita, który po chwili wystrzelił z jego pleców jak rakieta i gdzieś pognał* Hej, czekaj no... *Zawołał za nim, bo nie chciał zostawiać chłopca samego tu na tym statku, ale ten mu gdzieś z oczu zniknął. Może pognał do swojego opiekuna? Kto tam wie...*

Gen. Qymaen - 2010-04-03 21:24:34

*Opuścili hangar i kierowali się teraz ku sali medycznej niskim, ciasnym korytarzem, bo niestety Widmo jako jednostka niewielka była trochę ciasna. Jednak przy zachowaniu porządku i pewnej dozy samodyscypliny dało się tu spokojnie egzystować, a  nawet – przy odrobinie dobrej woli – chodzić tymi korytarzami obok siebie. Dobra wola dotyczyła głownie generała jako jednostkę niewątpliwie największą na obiekcie. Jak zawsze zgarbiony szedł blisko ściany, by robić miejsce dla towarzyszki. Jedną rękę niósł za plecami, jak zawsze, drugą miał wolną na potrzeby gestykulacji.* Rokowania są bardzo pozytywne, macie 78% zgodności chromosomowej… ale musze cie uprzedzić – kaleeshiańskie dzieci gryzą, a z wyników symulacji wynika, ze ta rasa weźmie dominację. Cechy szeli będą szczątkowe. Doktor pokaże ci pełny wykres, ma 77 stron małym druczkiem… *mówiąc to wszystko mrużył oczy co chwile, kaszlał, prychał albo pochylał głowę tak, ze miał ją na wysokości piersi Fler*

Fler - 2010-04-03 21:29:49

*Szła obok niego. Uciekał jej  bok, wiec ona nachodziła na niego, w  końcu zatrzyma go sciana. Może się bal ją wystraszyć? Niech widzi, ze Fler się nie boi! Nadal pulsowały jej skrobnie, charakterystyczny ból wysokiego progu stresu. To, co się działo na tym statku warte jest nakręcenia kabaretu. Jednak pomyślne wiesci i ta „przytulna” atmosfera tajemniczego statku uspokajały ją. A najbardziej uspokajała ją świadomość pozytywnych myśli istoty obok. Generała rzecz jasna, który co chwile się do niej „Uśmiechał”* Młode szele szczypią. Przyjaciela rodziny, klona A’dena nasz Malkit szczypał do krwi, głownie dlatego, że A’den nie zabierał reki. Klony najwyraźniej maja niższy prób bólu *zaśmiała się na wspomnienie tamtych chwil* Jestem przygotowana, Pani Ava przedstawiła mi schemat ale… trochę się boję… rodzenie dziecka to nie to samo, co złożenie jaja…

Gen. Qymaen - 2010-04-03 21:35:11

*Rzeczywiście, bardziej na ścianę nie mógł, dreptał wiec dostojnie w tym skrawku przestrzeni która mu zostawiła. Znowu łeb wywindował wyżej* Niestety tu się nie wypowiem, i nie dla tego, ze nie chcę zniechęcać… bo i nie chcę. Wszystko jest bezpieczne, a  jakby co, to pan doktor ma bardzo szybki statek… *I tak oto stanieli przed wejściem do sali medycznej. Nad nimi jarzyło się mleczne sztuczne swiatło, naokoło opadały w dół ukosem białe panele ścienne, typowe dla szpitalnego wystroju. Sala medyczna przed nimi. Cyborg stał na granicy światła. Jedna połowa jego maski była oświetlona. Żółte oko patrzyło na Fler. Ciągle, cały czas… nawet nie mrugało…* Dalej z tobą nie pójdę. Licze, ze spotkamy się po wszystkim.

Fler - 2010-04-03 21:40:14

*Jej twarz jeszcze zmęczoną stresem rozświetlił uśmiech, rozciągający koralowe usta w klasyczny, pełen uroku łuk. Uczepiła się tego spojrzenia, stawiając na jego torze własne owale źrenic. Nie zdążyła jeszcze zdjąć kurtki. Skórzany rękaw zaszeleścił, kiedy położywszy rękę na obojczyku skłoniła się dwornie, z prawdziwym pełnym wdzięczności szacunkiem oraz niebywałą gracją, która wpychała się na siłę w uwagę* Generale, nie darowałabym sobie tego, ze mając pana tak blisko nie zabrałam kilku chwil Pańskiego czasu tylko dla siebie. Będę zaszczycona mogąc urozmaicić Pański czas swoją skromną obecnością *wyprostowała się z ukłonu, stając prosto, ale nie na baczność. Harmonijnie. Była szczęśliwa. Nareszcie mogła być damą* I będzie to dla mnie prawdziwa przyjemność

Gen. Qymaen - 2010-04-03 21:43:36

*Nie odpowiedział od razu, kilka chwil milczał w upiornym, ale zarazem sugestywnym bezruchu, by w końcu samemu wyprostować się na tyle, na ile to było fizycznie możliwe.* cieszę się, słysząc te słowa. Życzę wiec powodzenia. Zabiorę Dżonego do serwisu, i będę czekał w sali konferencyjnej. Do zobaczenia, Rzeko *I cofnął się, by poczekać aż wejdzie. A kiedy wejdzie – odejść*

Fler - 2010-04-03 21:45:54

Dziękuje, jednak nie potrzebuje powodzenia, jestem w dobrych rękach *Skinęła głową po czym odwróciwszy się ruszyła, a  właz rozsunął się przed nią. Za drzwiami czekał już cudotwórca –lekarz, który za sprawą nowoczesnej technologii i manipulacji chromosomowych dokona cudu. Cudu poczęcia. Później narodzin. Z kobiety i mężczyzny tak od siebie różnych. Pierwszy kaleeshianin urodzony przez szelę.
Dziecko Fler i Secorshy.*

GotLink.pl