|
- Star Wars: Ewok III - Era Imperium http://www.swewok2.pun.pl/index.php - Statek Widmo - archiwa http://www.swewok2.pun.pl/viewforum.php?id=24 - Sala Konferencyjna http://www.swewok2.pun.pl/viewtopic.php?id=170 |
| Secorsha - 2010-03-07 00:18:11 |
|
| Gen. Qymaen - 2010-03-13 19:22:10 |
*niestety istoty obecne na widmie niewiele wiedziały o Mace Windu a o jego specyfice jeszcze mniej. Nawet Rudiemu mina zrzedła kiedy dostrzegł, ze jedi nawet nie drgnęła powieka na te powitanie. Już chyba sam generał ,miał bogatszą mimikę. Tak czy owak – ruszyli. Rudi czuł się wyraźnie niepewnie, kiedy Mace szedł a nimi. Bał się go, i to w Mocy było bardzo wyraźne. Zbliżali się do Sali konferencyjnej, po drodze wyraźnie można było poczuć tego Jedi. Sygnał silny, mocny, nieuszkodzony, wiec wszystko z nim było w porządku. W miarę zbliżania się do drzwi czuć było samego generała. Nie jego emocje, jeszcze nie. Jego obecność. Istotę bezwzględnie dominująca na tym statku. Ale nie była to dominacja taka, jak niegdyś. |
| Moc - 2010-03-13 19:33:35 |
*Wyczuwał te emocje w biednym durosie, ale co tu zrobić? Okazywanie emocji nie leżało w naturze Mace'a więc mógł być trochę przy tym przerażający, ale nie zamierzał robić niczego głupiego. Miecz swobodnie wisiał podczepiony pod pas, ale ukryty na tyle pod płaszczem, by nie wzbudzać niepokoju. Moc również przekazała mu, że ten drugi Jedi ma się dobrze, więc prawdopodobnie nie jest więźniem traktowanym jak ścierwo. To dobrze... |
| Gen. Qymaen - 2010-03-13 19:41:11 |
*Generał tez miał miecze. Jak zawsze cztery, ale ukryte w kieszeniach peleryny, by nie świeciły po oczach, nie drażniły, a miał je tylko dlatego, ze gdyby został zaatakowany, mółby dzięki nim broniąc się na tyle, by pomoc zdążyła nadejść. Nie miałby już teraz z nim najmniejszych szans. |
| Moc - 2010-03-13 19:49:20 |
*Na poczęstunek nie zwrócił uwagi, nie przybył tu by jeść, tylko by rozmawiać i to na tematy dosyć ważne. Załoga Widma pewnie się z tego powodu ucieszy* A więc niech będzie Qymaen...*Przemówił spokojnym głosem Windu, ale bez śladu skruchy z powodu używania starego miana. Pewnie i tak będzie go nadal nazywał Grievous, ale nie osobiście w rozmowach z nim. Tak z grzeczności* No więc dobrze, generale Qymaen... ustaliliśmy już wcześniej wzajemną współpracę. Może zaczniemy od tego? *Początki bywały niezręczne, a zwłaszcza w przypadku dawnych wrogów i to zajadłych. Ale obaj będą musieli przezwyciężyć przeszłość, co na razie próbował uczynić mistrz Windu.* |
| Gen. Qymaen - 2010-03-13 19:56:35 |
*Raczej się nie ucieszy, bo zdobycie ciastek w sercu kosmosu to duże wyzwanie. A robili to by „dobrze wyszło”, z resztą to pomysł Avy, generała to drażniło. Wiadomo, czemu. Windu był chyba najlepszym Jedi do takiej rozmowy: trzyma się tematu, nie wyciąga dawnych błędów, nie próbuje nawracać czy oskarżać. Konkretny. Choć generał ostatnio, jak to Ava mawiała „marudny się zrobił” i chętnie dawał się wciągać w pogaduszki o pierdołach. Ale nie teraz. Cyborg skinął głową* Nawet powinniśmy, wszak nie po to się przez taki szmat drogi tłukliście, żeby się wzajemnie pozdrowić… *Wycharczał, na chwile nawet oddech stracił, przymknął oczy, ale wyszedł cały, bez uszczerbku na honorze. Zbliżył się do ustawionego nieopodal stołu taktycznego i wywołał obraz najbliższej okolicy w przestworzach. Zaznaczona była Mandalore. Nieco oddalona od ich obecnego położenia. Zapewne były to względy bezpieczeństwa* |
| Moc - 2010-03-13 20:08:12 |
*No i dlatego też tutaj Windu przybył, bo był konkretny i jak już coś postanowił to drążył tą sprawę do końca. Nie przebył tej drogi tylko p oto, by się twarzą w twarz z generałem wykłócać* To prawda... *Potwierdził cicho i również podszedł do stołu taktycznego i rzucił okiem na zaznaczoną planetę, ale nie pytał czemu to Mandalore.* Tak więc generale Qymaen... wiesz dlaczego my, Jedi się zgodziliśmy na ten układ. Dzięki temu mamy większą możliwość pozbycia się dominacji Sithów nad Galaktyką oraz mamy nadzieję, że dzięki temu układowi uda nam się odnaleźć więcej ocalałych Jedi. Jednak chciałbym wiedzieć czego od Zakonu oczekujesz... i proszę nie mydlić mi oczu wymówkami w stylu "dowiecie się później". Jeśli to ma zadziałać to powinniśmy przynajmniej spróbować sobie zaufać... *Złączył swoje dłonie za plecami i wyprostował się dumnie. Mace Windu, mistrz Jedi, przywódca Zakonu oraz jeden z najpotężniejszych Jedi w Galaktyce stał przed cyborgiem w pełnej okazałości* |
| Gen. Qymaen - 2010-03-13 20:21:26 |
Pamiętam nasza ostatnią rozmowę *odparł patrząc na jedi przez miniaturowy wycinek galaktyki który właśnie ożywił. Kiedy Mace stanął znowu tak, by mógł go widzieć, to patrzył. I Mace mógł zauważyć, ze bierze obraz kątem lewego oka. Czyli przygląda się. Uważnie. Jakby miał potem komuś powiedzieć: widziałem żywego Mace’a Windu. O tyle ode mnie stał* Nie mam zamiaru nikomu niczego mydlić, acz nie mogę ręczyć za waszą nadinterpretację. Nie wiem, czy mówiłem to już wam, czy nie, moja pamięć nie jest już taka jak kiedyś… *Nadal stojąc bokiem do mapy a przodem do jedi, zaplótł ręce za plecami* Wy wyrzekacie się siebie. Ja nie. Zrobiono to za mnie. Zabrano mi wszystko, oprócz walki. Wiem, ze nie będę żył wiecznie i cieszy mnie nadchodzący kres tej mordęgi. Ale nie chce czekać na niego w bierności, pasywności, kryjąc się na tym statku, i używając go tylko do ucieczki. Wiem, i ty tak samo wiesz, ze w całej galaktyce są miliardy istoty, które tez musza uciekać, kryć się, hańbić i czekają na śmierć jak na wybawienie, marnując swój czas. A przecież można go wykorzystać. I w takim rozrachunku nie obchodzi mnie, czy jesteś Jedi, czy bankierem, czy walczysz w obronie nefrów zabijanych na kotlety. Jeśli Twoim celem jest walka, jakakolwiek przeciwko mojemu osobistemu celowy, jesteś moim sojusznikiem. Możesz mówiąc co chcesz, nienawidzić mnie po grób, ale i tak nim jesteś… Chce zemsty. I robię co mogę, najlepiej jak mogę, by nie zmarnować tych resztek życia. |
| Moc - 2010-03-13 20:28:41 |
*Wysłuchał uważnie słów generała i nie można powiedzieć, że do niego nie trafiały. Gdyby nie ta powierzchowność to Qymaen pewnie byłby dobrym politykiem, bo przemawiać umiał. Ale wszystko wyglądało tak jak wyglądało, więc nie ma co gdybać* Rozumiem wszystko doskonale. My Jedi nie chcemy dłużej siedzieć w ukryciu i czekać na nieuniknione. Poszukujemy ocalałych, szukamy resztek naszego dziedzictwa, by przeciwstawić się Sidiousowi. Tak więc możesz nazwać nas sojusznikiem. Chciałbym jednak wiedzieć, jak możemy pomóc i co masz w planach. *Windu starał się przemawiać spokojnie, by nie doszło do jakiegokolwiek nieporozumienia. Ta rozmowa była zbyt ważna nawet bez znaków od Mocy, które zsyłały mu różne wizje punktu przełomu. Ale czy to był aby na pewno generał?* |
| Gen. Qymaen - 2010-03-13 20:39:27 |
*W Moc generał ingerować nie mógł, a o tamtych wizjach nic nie wiedział. Musiałby Mace pomedytować na widmie, w bliskim sąsiedztwie generała by dojść do wniosków głębszych, no ale z danych dostępnych (jeśli w ogole można użyć słowa „dane” w odniesieniu do Mocy) to wyglądało na to, ze tak. Kiedy mace się wypowiedział, Qymaen zamknął na chwile oczy, a kiedy je otworzył, znowu stał już twarzą do mapy, Chwila relaksu polączona ze zmianą pozycji* Po wojnie pozostałości Unii Technokratycznej, Gildii Kupieckiej i pojedynczy inwestorzy konfederacji, oraz inni niezrzeszeni utworzyli korporacje Corchel. Na wojnie można się wzbugadzić, niektóre rasy maja to tego niebywały tajemy. Jesteśmy zasilani z Corchelu. Bardzo im zależy, żeby pozbyć się Palpatina. Ma monopol na wiele chodliwych towarów ta czarny rynek to niebezpieczny teren dla tak wielkiego przedsiębiorstwa, o którym i tak oficjalnie nie usłyszysz. Ale to jzu nie wasza rzecz. Natomiast ja zgłosiłem się jako dobrowolny wolontariusz do testowania wypuszczanych przez nich cacek. Jeśli uda mi się zbić pionka, Corchel ma wolną ręke, zarabia wtedy bardzo, bardzo duzo pieniędzy… *dal sobie pauzę na kilka kaszlnięć, po czym oparł się mechanicznym ramieniem os tól taktyczny, który widac był pod niego robiony, bo ani drgnął* Nie jest to prawdziwa wojna. Raczej wieczna dywersja. Ale jeśli wiedziałbym, co zamierza Palpatine… Miał… lepsze zmysły, mógłbym naturalnie więcej kłód rzucać mu pod nogi… |
| Moc - 2010-03-13 20:54:20 |
A więc kupcy i inni szubrawcy zawsze znajdą sposób, by przeżyć... *Mruknął pod nosem Mace Windu, bo nie miał zbyt dobrej opinii o członkach Konfederacji po tych wszystkich latach Wojen, ale fakt, że teraz to oni są opozycją na której może polegać sprawiło, że mogli oni się jakoś odkupić w jego oczach. Ale na tym pewnie najmniej im zależało* A więc ta organizacja wspiera twoje działania? Mhm... wojna podjazdowa to chyba na razie jedyny sposób walki z Imperium. Rzucanie kłód pod nogi Imperatorowi? Dobry sposób, ale trzeba to robić z rozmachem... niestety. Pojedyncza osoba, nawet bardzo zacięta i wojownicza nie zdziała za wiele sama. *Westchnął i oparł się rękoma o blat stołu, wpatrując się w ścianę przed sobą i rozmyślając nad wszystkim co do tej pory usłyszał. W jego głowie kształtował sie już pewien obraz sytuacji* |
| Gen. Qymaen - 2010-03-13 20:59:12 |
Nie mają kręgosłupa, dlatego odnoszą mniej obrażeń *Odparł gładko cyborg* Masz rację, i tym zajmuje się teraz. Zbieraniem sojuszników. Niedawno zniszczyliśmy kilka statków Imperium tym sektorze… *durastalowy palec zarysował linie wokół zaznaczonej kulki – Mandalore, i natychmiast wywołał zbliżenie* Nasi sojusznicy, nie mógłbym postąpić inaczej… ta planeta jest ważna z jeszcze innego powodu. Przebywa na niej co najmniej jedna Jedi, według mojej definicji |
| Moc - 2010-03-13 21:08:43 |
Glisty i robaki zawsze znajdą miejsce, by się przecisnąć... ale dzięki temu mamy teraz jakieś oparcie. *Dorzucił jeszcze do definicji Generała swoją opinię o takich istotach. Jeśli ich długofalowy plan kiedykolwiek się powiedzie, to będą potrzebować istot z kręgosłupem moralnym, by odbudować wszystko to, co zostało stracone* No tak, Mandalore... siedziba wojowniczych Mandalorian. Część z nich pomagała Republice szkoląc klony z bardzo dobrym skutkiem, więc ten wybór mnie nie dziwi... *Urwał, gdy ten poinformował go o przebywającym tam Jedi. Kolejny ocalały... a więc kontakt z Generałem nie był wcale takim złym pomysłem. Kto wie ilu jeszcze udało mu się wyśledzić* Hmm... wyślę tam Takena, by to zbadał. Czy powinienem wiedzieć cokolwiek ważnego o tej osobie i o ewentualnym jej otoczeniu? |
| Gen. Qymaen - 2010-03-13 21:18:48 |
*Stał nadal przodem do mapy taktyczne. Na miniaturze planety był zaznaczony punkt lądowania* Zaczerpnąłem języka jeszcze zanim zacząłem działać na Mandalore, i okazało się ze było tam kilka drobnych katastrof, w tym Imperialnych, Imperialnych jeszcze wcześniej… te informacje są oczywiste, ale trudne do zdobycia… szkoleniowcy wywozili tam klony. Demobil. Ściągali za sobą psy tropiące. Obecnie są… że się ośmielę użyć tego słowa – zastraszeni, a taki stan wzmaga agresję. Więcej powinniście powiedzieć na ten temat Wy, nie ja. Faktem natomiast jest że jedi o której mówię miała kłopoty z lądowaniem. Wizytę najlepiej zapowiedzieć. Nie wiedzą, ze Jedi wiedzą o naszym układzie, który nadal jest na poziomie negocjacji. *Nagle urwał, cofnął się ok. krok i pochylił znacznie, coś mu w grzbiecie trzasnęło, a on sam zaczął się zanosić kaszlem* |
| Moc - 2010-03-13 21:50:39 |
Podejrzewałem, że szkoleniowcy po wojnie mogą próbować odbić swoich podopiecznych z rąk Armii Imperialnej. Sidiousowi się to z pewnością nie spodobało... ale Mando to dumny lud i nieco arogancki. Miałem do czynienia z kilkoma z nich, prędzej umrą niż się poddadzą, co się niestety może ziścić... *Nie żywił do nich jakiś szczególnie negatywnych uczuć, ale też nie pochwalał ich sposobu na życie, jak z resztą bardzo wiele osób. Teraz jednak mogą być bardzo użyteczni w wojnie przeciwko dominacji Imperium* Hmm... w takim razie lepiej ich uprzedzić o takiej wizycie, bo Mando są drażliwi, zwłaszcza gdy w grę wchodzi bezpieczeństwo ich ukochanych klonów. Można to jakoś zaaranżować? *Powoli przeniósł wzrok na generała, który akurat miał nagły napad kaszlu, ale takie rzeczy zdarzały sie już dużo wcześniej, więc nie zareagował jakoś szczególnie* |
| Gen. Qymaen - 2010-03-13 21:59:26 |
*Ano zdarzały się i mijały, tak wiec i ten minął, jednak kiedy podniósł głowe widać było wyraźnie w jego oczach oznakę cierpienia fizycznego* Nie ma problemu *Odparł kiedy już uzyskał stopień poprzedni sla swojego stanu. Znowu się w miarę wyprostował. Jedną rękę trzymał za plecami, drugą miał wolną do manipulacji mapą, ale nie robił tego, ot trzymał szpony blisko klatki piersiowej i mruzył zamglone oczy patrząc na mapę w dużym powiększeniu -zapewne właśnie po to było powiększenie, by ją widział. Zdawał się być bardzo spokojny, w ogole nie przejęty osobą tego, z kim wszedł w spółkę. Nie bał się go, traktował w miare możliwości i swojego charakteru po partnersku. Teraz pogrążył się w zadumie nad sprawą klonów. Udało mu się kilka zdobyć. Kilka klonów, czy kilku klonów? Byli to zwykli żołnierze. Podczas dywersyjnych działań oczyszczania przestworzy, od chwili rozmów z mandalorianami kazał swoim wojskom zdejmować hełmy a żyjących jeszcze klonów brać „do niewoli”. Nie było ich na Widmie, byli w innym miejscu. Ale z tego raczej nie zwierzy się Mace’owi. Zostawi to dla tego Mandalorianina* |
| Moc - 2010-03-13 22:15:40 |
To dobrze... po powiadomieniu twojego kontaktu na Mandalore wyślę tam Takena, jak już mówiłem. Jest spokojny i umie się porozumieć z większością osób, co już pewnie zauważyłeś *Spojrzał powoli na Generała, w stosunku do którego starał się przełamać swoją negatywna o nim opinię i na razie szło to powoli i opornie, ale szło, co było dobrym znakiem.* Pozostała nam do omówienia kwestia udziału Jedi w tym przedsięwzięciu. Możemy co prawda pomóc w poszukiwaniu potencjalnych sojuszników. Nie wszyscy uwierzyli w te kłamstwa Palpatina odnośnie Zakonu... ale podejrzewam, że to nie wszystko. *Mace ponownie skrzyżował dłonie za swoimi plecami, prostując się bardziej. Nie należał do głupców, więc podejrzewał, że Qymaen ma dla nich przygotowaną jakąś specjalną rolę* |
| Gen. Qymaen - 2010-03-13 22:23:36 |
*Natomiast durastalowy rozmówca najwyraźniej uznał już koniec negocjacji* W każdej chwili *odparł odnośnie kontaktów, czyli po prostu – powiedz kiedy ci pasuje, a ja poinformuje Mandalore o przybyciu gościa* Każdy sojusznik jest na wagę złota *rzekł, jednak nic nie napomknął o specjalnej roli. Czyżby jeszcze za wcześnie? Z całą pewnością. On pokazał, z pokazali jest lojalny i ma dobre intencje. Teraz ich pora. Wyłączając projekcje zastanawiał się, jak im się bota przysłużyła. Był trochę ciekawy a trochę…a trochę się chełpił, ale tylko trochę. Musiał jakieś elementy zycia dla siebie wyciągać, będąc uwięzionym w tej puszce. I nagle cos sobie przypomniał. Znowu stanął twarzą do Mace’a* Jak teraz wygląda powierzchnia Boz Pity? |
| Moc - 2010-03-13 22:37:45 |
Dobrze... to po naszej rozmowie, nie możemy tracić zbyt dużo czasu. *Powiedział cicho i spojrzał na holograficzny wizerunek Mandalore, zastanawiając się, kogóż tam zawiało? Ta planeta nie należała do szczególnie bezpiecznych czy otwartych i tolerancyjnych. Za Jedi tam nie przepadali. Windu wyłapał też, że Generał zignorował jego pytanie, ale postanowił nie naciskać. Dowiedzą się w swoim czasie i wtedy to ocenią, czy ich rola będzie im pasować, czy też nie* Powierzchnia Boz Pity? Zrujnowana... nadal są ślady po bitwie, wiele ruin i zapomnianych podziemi. Występuje tam też wielkie nagromadzenie negatywnych emocji, więc możemy się tam ukrywać przed wzrokiem Imperatora. *Nie ma wiele słów na określenie tej planety, ale generał powinien się domyślić jak to wygląda.* |
| Gen. Qymaen - 2010-03-13 22:54:41 |
Dobrze, zatem poinformuje, jak tylko znajdę się na mostku *Stał teraz przed pustym stołem taktycznym, bokiem do jedi. Nie patrzył na niego* Chodziło mi raczej o… surowiec. W jakim stanie są pozostałości po konfederacji. Jak mniemam statki zostały zaadoptowane. A roboty? Niestety, trzeba brać, co się da… *Chrząknął głośno, broniąc się tak przed następnym atakiem kaszlu* I jak mniemam chciałbyś pomówić z naszym jedi-rezydentem |
| Moc - 2010-03-13 23:06:11 |
Statki? Nie koniecznie... braliśmy tylko to co potrzebowaliśmy, ukrywanie się na powierzchni, we wrakach jest zbyt niebezpieczne. Roboty? Pokryte rdzą, nie wiem w jakim stanie. *Jedi nie interesowali się pozostałościami po Konfederacji, bardziej skupiali się na resztkach po WAR'ze, bo z nimi mieli wcześniej kontakt i najlepiej je znali.* Nie jesteśmy technikami... więc w miarę możliwości możesz przysłać własnych... *Skoro generał już znał planetę na której się ukrywali, to przybycie techników niczego nie zmieni* Tak, chciałbym z nim porozmawiać a potem w miare możliwości zabrać go do Enklawy... |
| Gen. Qymaen - 2010-03-13 23:21:47 |
Preferowałbym jak najmniej lądowań na Boz Pity *odparł, ale nadal się zastanawiał, ale nie miało to już większego znaczenia. Na razie.* Kwestia zabrania jego do enklawy będzie już decyzją miedzy wami, mi nic do tego *Wolna do tej pory ręka powędrowała za durastalowy grzbiet, pod pelerynę. I Stał tak, łapiąc Mace’a kontem oka, ale tym razem nie było to przyglądanie się. Wyglądał,. Jakby w tej właśnie pozycji było mu wygodnie, odpoczywał* |
| Moc - 2010-03-14 11:06:53 |
*Mace Windu pogrążył się w zadumie, nie poruszając się przy tym. W tej chwili przypominał bardziej jeden z posągów, które kiedyś stały w Świątyni Jedi na Coruscant. Po chwili jednak poruszył się, nieznacznie a jego szata zaszeleściła cicho przy tym* Słusznie... im mniej osób wie o Boz Pity tym lepiej. Nie możemy zwracać na siebie niepotrzebnej nam uwagi. *Poczuł lekką satysfakcję z tego powodu, bo Generał nie chciał ryzykować ujawnienia kryjówki Jedi. Jakie były tego powody? Tego chyba nikt nie odgadnie...* Wszystko zależy od odbytej z nim rozmowy. *Mace nie miał zamiaru tłumaczyć mu zawiłości stosunków z Zakonie oraz o podejrzeniach Rady odnośnie tego konkretnego Jedi. Tak wiec wszystko teraz zależało od mistrza...* Czy mamy jeszcze coś do przedyskutowania? Bo jak nie to chciałbym spotkać się z tym rycerzem... |
| Gen. Qymaen - 2010-03-14 17:34:47 |
*TU nie trzeba było być wielkim znawcą tajników zakonu. Wystarczyło obejrzeć kilka filmów o Jedi, niekoniecznie poważnych, by samemu już się już spokojnie domyślić, jak będą wyglądały rozmowy, i czym zawinił ten jedi. Hakon – generał dobrze zapamięta to imię. Jedi dał mi się bardzo pozytywną jednostką. Ale nie czuł do niego tez jakiejś szczególnej sympatii, wiec co zrobi mu Windu było generałowi właściwie obojętne* To wszystko, Mistrzu, dziękuje *Wycharczał sugerując dobitnie, ze powiedział wszystko co miał do powiedzenia. Jak mu się przypomni coś ważnego, to nieomieszka poprzeszkadzać* |
| Moc - 2010-03-14 17:42:49 |
*Cóż, nie zawsze filmy dobrze oddają rzeczywistość w Zakonie, ale dają postronnym jakieś tam pewne wyobrażenie. Chyba, bo mistrz Windu nie oglądał żadnych holofilmów o Jedi a jedynie słyszał poszczególne opinie* W takim razie oddalę się i poszukam tego Jedi. Niech Moc będzie z tobą... *Powiedział na odchodnym i odszedł, bez zwyczajowego ukłonu. Aż tak to do generała się nie przekonał. Przeszedł przez grodzie, ciągnąc za sobą końcówkę swego płaszcza i oddalił się spokojnie, kierując się Mocą* |
| Gen. Qymaen - 2010-03-14 17:51:39 |
*Generał odprowadził go wzrokiem. Nie trzeba było być Mocowładnym by wyczuwać niechęć tego Jedi do osoby generała. Mace od dawna słynął z zatwardziałości i ciętości, aż strach pomyśleć jaki by był gdyby nie był jedi. Ale prawdopodobnie by nie był, bo wybitnie niedostępne charaktery raczej się usuwa, bo przeszkadzają. |
| Gen. Qymaen - 2010-03-30 19:28:04 |
*Rudi wzruszył ramionami, prawda było ze trudno było się na Widmie zgubić, ale raczej nie była tto standartowa jednostka* No to cho.. *rzucił troszkę prostacko (oj Rudi wypić za duzo nie może… ale się stara przynajmniej) no i ruszył powoli przez hangar, potem w drugą odnogę korytarza, no i zaraz szli korytarzem – małym, wąskim, o niskim stropie. Jeśli ktoś jest bardzo wysoki to pewnie w tych korytarzach ma problem. Ale Rudi nie był. Był niższy od Tanga. Dało się po drodze zauważyć droidekę, ale coś sztywną trochę, czyli dezaktywowaną ze względy na Malkita. Ale drideki stojące po dwóch stronach ozdobnych masywnych drzwi do dali konferencyjnej były aktywne. Jednej brakowało „oka” oraz jednej nóżek – zastąpionej jakimś byle jakim kawałkiem twardego stopu. Durom stanął z boku drzwi, jakby się bał pokazać z zaczerwienionymi od gorzały policzkami. Wiadomo, w pracy jest* No to powodzenia *rzekł i stuknąwszy konsolkę sprawił, ze właz rozsunął się na szerokość trochę większą niż wynosiła szerokość Tanga* |
| Tangorn - 2010-03-30 19:34:01 |
*No to ruszył za swoim przewodnikiem, trzymając pod lewą pachą swój hełm, a jego prawa ręka co chwilę lekko muskała kolbę blastera przypiętą wraz z kaburą do uda. Ale to tylko tak dla pewności... taki nawyk. Weszli na niski korytarz, co trochę zdenerwowało Tanga (co to oni porządnych statków budować nie umieją?), bo musiał iść nieco pochylony, gdyż był wysoki, a nie lubił szorować głową po suficie. W końcu po jakimś tam czasie dotarli do drzwi pilnowane przez droideki. Mando za nimi nie przepadał, jedynie tam Dżonego akceptował, chociaż trzymanie robota bojowego w domu w charakterze maskotki uważał za lekką ekstrawagancję. Ale cóż, każdy jest dziwny i miewa swoje dziwne zwyczaje.* Tiaa... *Mruknął Tang a gdy drzwi się rozsunęły to wyprostował się w miarę możliwości i wkroczył do sali w Mandaloriańskim stylu, a więc dumnie, z lekką dawką arogancji oraz z jasnym przekazem, że jest wojownikiem z krwi i kości* |
| Gen. Qymaen - 2010-03-30 19:43:51 |
*No cóż, nie co dzień w końcu gości się mandalorianina a i po droidekach widać to było, bo raczej czyste były wiec tu nie stały za długo. Generał nie lubi u gości postawy roszczeniowej, a ostatnio dużo pracował. Droideki zawsze pożądane w takich wypadkach. |
| Tangorn - 2010-03-30 19:55:57 |
*Wchodząc do pokoju i napotykając dywan się zdziwił i to mocno* Co do...? *Cóż, nie tego się spodziewał po Generale Grievousie, postrachu Galaktyki i prawdę powiedziawszy trochę się rozczarował. Co prawda nie wyobrażał sobie tego jako komnaty tortur czy wystawy trofeów, ale też nie miękkiego dywanu i stylu nieco kobiecego. Spojrzał na Generała, który na nim już wrażenia nie zrobił, bo dobrze go pamiętał z ich pierwszej i ostatniej holorozmowy.* Su'cuy Generale. Zgaduję że czasu nie masz to bez zbędnej gadki szmatki przejdę od razu do rzeczy... *Postawił swój hełm na najbliższym stoliku i jeszcze rzucił okiem na całościowy wystrój sali. Był obrócony tak, że generał nie widział jego twarzy. Może to i dobrze, bo by zobaczył w oczach dezaprobatę i zdegustowanie. "Kenobi go postrzelił i od razu we łbie mu się poprzewracało... typowe" pomyślał, po czym odwrócił się już w stronę rozmówcy. Mimo swojej butnej Mandaloriańskiej postawy to nie miał roszczeń względem niego... no przynajmniej nie zbyt wiele* Załatwiłem sprawę z Mandalorianami. Większość się zgodziła na współpracę, co łatwe nie było i dlatego tyle czasu mi to zajęło. A teraz przejdę do sedna... co dalej? |
| Gen. Qymaen - 2010-03-30 20:10:31 |
*Naturalnym było, ze nie przyjmie go na mostku, a sala konferencyjna była zrobiona właśnie „pod dyplomacje” i była to jedyna taka na Widmie, no ale gdyby generał wiedział, jak strasznie rozczaruje się Tangom to pewnie spotkałby się z nim w klubu pokładowym lub w innym bardziej klimatycznym miejscu. Nie odezwał się aż do chwili kiedy Tangom skończył. Z tej odległości trudno było stwierdzić, czy w ogóle jest w stanie dostrzec przekaz w spojrzeniu (bo nie tylko we łbie mu się poprzewracało), ale przysiąc by można było ze lewa dolna powieka nasunęła się na oko w nieopowiedzianym „bardzo ci współczuję takich problemów”. Jednocześnie krokiem ciężkim, ale jednocześnie majestatycznym zbliżył sie do Tangorna. Szczęśliwie dzielił ich stół taktyczny, na którym odpoczywał sobie mandalorianski hełm. Bardzo gustowny dodatek do holoprojekcji przez które będzie go widać. Od razu wiadomo o co chodzi. Mechaniczne cielsko cyborga trzeszczało nieprzyjemnie ale był to dźwięk do którego szybko przyzwyczaja się każde ucha. Kiedy stanął już dużo bliżej widać było wszystkie „nowe” szczegóły jego wygląda – rurki, kable i jakieś dodatkowe urządzenia* Witaj, wojowniku. Dokonaliście słusznego wyboru, przynajmniej na moją logikę *odezwał się w koncu głosem niemal identycznym jak w projekcji, choć wiadomo, ze na żywo brzmi wszystko nieco inaczej. Może rozczarować, bo czemużby nie? Na pewno tym, którzy mają brzydką skłonność do osądzania na podstawie szczegółów wnętrz. Miejmy nadzieje ze to tylko słabość dotycząca detali… |
| Tangorn - 2010-03-30 20:17:08 |
*No cóż, Mandalorianie takich detali nie trawią, uważając je za całkowicie zbędną ekstrawagancję i trochę też głupotę, ale oni nigdy nie mieli wyczucia stylu. Dla nich liczyła się praktyczność. Tang spokojnie obserwował generała, porównując pewne detale z jego wyglądu do opisu i swojego własnego wyobrażenia. Póki co wypadało wszystko nieźle, zważywszy na to, że teraz to on był osobą "trzeciego sortu" po dwóch prawie zgonach. Gdy mapa galaktyki się pojawiła, to mięśnie na jego twarzy nieco drgnęły, ale nic nie powiedział, póki Grievous nie skończył* Dziewięć setek doskonale wyposażonych. Każdy z nich ma za sobą już nie jedną bitwę. Wliczyłem w to również wyzwolone klony... a więc nie jest tego za dużo, zważywszy na fakt, że WAR miał na początku wojny prawie pięć tysięcy komandosów... *Mando było już mało, ale walczyć mieli zamiar do ostatniej kropli krwi. Tak jak zawsze, tak jak ich przodkowie...* |
| Gen. Qymaen - 2010-03-30 20:40:07 |
*Oczy cyborga najpierw zmrużyły się w trudnym do określenia wyrazie, a potem powieki się rozluźniły. Mimika, jeśli w ogóle można to tak nazywać, bardzo, bardzo skromna, ale jednocześnie w swojej skromności bardzo wyrazista jeśli dodać do tego wszelkie warknięcia i sapnięcia, albo – jak teraz – krótki, dudniący odgłos, jakby chrząkniecie* To i tak więcej niż szacowałem. Zatem – poznajmy mapę numer dwa… *w jego glosie wprawne ucho mogło dosłyszeć nutę zadowolenia. Widać naprawdę pomylił się w obliczeniach, albo był sceptykiem i zakładał gorszą wersję „dla bezpieczeństwa”. Na neutralną mapkę nałożyła się druga warstwa, czyli punkty, trasy, przybliżone liczby i wykresy* Klony to bardzo ciekawy temat, Imperium je marnuje, a mnie bardzo mierzwi marnotrawstwo *lekko czerwonawe tło osobistych planów generała na tej planszy rzucało bordowy cień na nierówności jego peleryny, dzieląc niejako całą jego scyborgizowaną osobę widmem świetlnym na pół* Do planowanej, ze tak się górnolotnie wyrażę „akcji” zostało sześć dni standartowych. Na orbicie planety Arkania *naturalnie pokazał pazurem, gdzie ta kropka jest, bo w końcu nie każdy musi się na pamięć uczyć tych pomniejszych planetek* dokują dwa Imperialne okręty szturmowe typu Acclamator II i trzy średnie transportowce. Zbierają rude i zjeżdżają. Mam sentyment do tych okrętów, ale nie tylko tego powodu nie powinny być niszczone a przejęte… Jesteśmy dyskretni. Na każdym okręcie jest około 1000 szturmowców, czyli mało, jak na taką ładowność. Stawiają na jak największa eksploatację a „okolica jest bezpieczna”. *Ciężkie kroki zwiastowały ruch. Cyborg zbliżył się jeszcze do tanga. Nie patrzył na niego, a na stół taktyczny, bo zaraz pojawiła się kolejna projekcja. Okręt znany z wojen klonów, „mały grot” jak to mówiono w slangu separatystów, a jak u republikanów – nie wiedział. Statek był pięknie przekrojony wzdłuż, zaznaczono wszystkie strategiczne punkty rozmieszczenia żołnierzy* Podobno stosunek klonów do tej całej bezwartościowej reszty to jeden do jednego… *zawiesił głos, spoglądając na Tangorna, najwyraźniej oczekiwał ze ten się do tego ustosunkuje. Naturalnie nie chodziło o pytanie typu: Ele, kurde, to my to mamy zrobić, tylko – jak się upatruje na kwestie klonów – dla wielu mandalorian – braci* |
| Tangorn - 2010-03-30 20:51:03 |
*Złączył ze sobą dłonie za plecami (cóż, był to gest wielu strategów i generał patentu nie ma. Chyba nie ma, prawda?) i zaczął się przyglądać zarówno mapie jak i kątem oka swojemu rozmówcy. Wyłapywał takie drobne oznaki mimiki i emocji, był na to wyczulony zwłaszcza po kontaktach z klonami, kiedy to małe szczególiki odróżniały jednego od drugiego* W istocie, klony t ciekawy temat... i ciekawi mnie, jak się zamierzacie do tego ustosunkować? Nadal są oni genetycznie "zaprogramowani" na posłuszeństwo, a wszelcy buntownicy siedzą teraz na Mandalore... *Nie odrywał wzroku od przekroju okrętu, którego bardzo dobrze znał. Za czasów służby w WAR'ze czasami wizytował oddziały komandosów na różnych okrętach i zdążył poznać ich mocne i słabe punkty.* Do całej bezwartościowej? Czyli ile? *Piloci, technicy, mechanicy, wszelkiego rodzaju robotnicy, służby medyczne... mogło ich być dużo więcej niż szturmowców* Od razu uprzedzam, będziemy zabijać klony tylko w ostateczności, to są naci vode... i pewnie istnieje jakiś sposób, by ich wyłączyć spod kontroli. Dlatego przywiozłem ze sobą to... *Odwrócił się nieznacznie w kierunku generała i wyciągnął zza pasa mały dysk z danymi* Dane kaminoiańskich techników... niekompletne co prawda, wyłączyliśmy te najbardziej szkodliwe, a więc takie informacje, które mogłyby posłużyć do stworzenia broni tylko na klony... |
| Gen. Qymaen - 2010-03-30 21:06:33 |
*Niestety dało się już zaobserwować, zwłaszcza na Widmie, ze tym gestem inni zarażali się właśnie od generała, bo wcześniej tak nie robili, a zaczynali dopiero po spotkaniu nim. Choć – od chwili spotkania generał zrobił to tylko raz- kiedy Tangorn wchodził. Później już musiał używać rak, wiec nie zatykał ich za grzbiet. No ale póki co nie było to ograniczone prawami autorskimi i każdy bezkarnie mógł ten gest powielać.* Mówiłem o szturmowcach, personel cywilny nie jest zbyt liczny, ich misja to załadunek, większość robotników jest już na planecie… *Padły wyjaśnienia, podczas których gadzie, zamglone nieco, jakby zmęczone oczy świdrowały przekrój okrętu* Mimo to ich przewaga będzie znaczna, mimo to… *Jego wzrok nagle ostrym łukiem padł na dysk. Jedna powieka się podniosła. No proszę… Odebrał płytkę. Można było odnieść wrażenie ze zaraz ją zgniecie, bo jego pazury wyglądały na pozór jak pozbawione czucia. Ale tylko na pozór, bo było w nich wystarczająco dużo delikatności do obsługi płytek z danymi. Położył sobie ów dar na otwartej dłoni, na tych durastalowych prętach, a potem pazury dłoni zjechały się do środka jak klatka w której został zamknięty dysk* Cochrel pracował nad tym zagadnieniem… *wyludnił zmieniając gładko temat. Gadzie oczy były teraz lekko przymknięte. Wręcz ufnie, ale co to mogło znaczyć? Może docenił dzielenie się cennymi informacjami?* Powiem ci coś ciekawego, mieliśmy bardzo sympatycznego szpiega. Studencik podczas wojen klonów pisał prace na temat zmodyfikowanej genetyki klonów… było tam wszystko. Niestety ustrój się zmienił, jego praca została skonfiskowana i prawdopodobnie zniszczona a na niego nałożony nadzór. Otruli go. Znaliśmy się bardzo krótko… *Oj, generał się starzeje, pierdzieli od rzeczy… a to chyba jeszcze nie koniec! Aż się prosiło o takie „…ale” i kontynuacje wątku* |
| Tangorn - 2010-03-30 21:21:36 |
*Tangorn się przewagą szturmowców nie przejmował. Była to banda niedoszkolonych idiotów, mająca za sobą co najwyżej kilka miesięcy szkolenia. A Mando? Kilkanaście lat wojen i niebezpiecznych podróży. Przy tym posiadali znacznie lepsze wyposażenie warte czasami nawet kilkanaście, jeśli nie kilkadziesiąt tysięcy kredytów. Taka praca kosztuje... Tang oddał generałowi dysk bez obaw, to była tylko kopia. Oryginał posiadał nadal Kal Skirata i jego synowie. Tak właściwie to nikt nie wiedział, gdzie go trzymają i nikt się nie dowie* Cóż, my też próbowaliśmy, ale nie mamy dobrych naukowców jak i funduszy... *To był największy problem z ich badaniem dotyczącym klonów. Nie mogli sami sobie poradzić, więc potrzebowali sojusznika dysponującego kredytami. A generał się świetnie nadawał do tej roli* Cóż, na dysku są niemal kompletne dane "produkcyjne" klonów. Wszelkie wprowadzone zmiany, dokumentacja laboratoryjna i medyczna, wpadki, porażki, ślepe uliczki, leczenia itp. Cały zwariowany świat Kamino... |
| Gen. Qymaen - 2010-03-30 21:34:55 |
*No to bardzo dobra wiadomość, nie trzeba się bać ze go zmiażdży. Chociaż i tak nie trzeba, w końcu wiedział, jakiej wagi przedmiot dzierży w szponach. Kiedy Tang mówił, pionowe źrenice zjechały na ów przedmiot* Nie wiem, ile zrobią w sześć dni, może nic, może wiele. Mieliśmy już swoje badania. Wcale nie takie skromne. Świat Kamino na pewno rzuci im na badania nowe spojrzenie, wielkie dzięki imieniu naukowców Cochrelu. A wracając do sprawy… mam jeden taki niewykorzystany z wojen klonów patent… po wpuszczeniu bezwonnego gazu o odpowiednim stężeniu wszystkie klony się pośpią. Opracowania wspomnianego przyjaciela *łatwo się domyślić co zrobi wyższe stężenie, ale o nim generał nie wspomniał. Gdyby chciał pozabijać klony nie pracowałby nad ich „pozyskiwaniem”. I na pewno nie drażnił mandalorian* Łatwiej wam będzie je zabezpieczyć, w założeniu ze będą bez hełmów *Ustawił się teraz frontem do Tangorna. Obie durastalowe dłonie zaciskały się na płytce, ale i tak widać ją było w prześwitach miedzy palcami* Czy mandalorianie podejmą sie tego? Zaznaczam, ze po statkach musi przepaść wszelki ślad. Nie może przeżyć nikt, kto mógłby spowodować przeciek |
| Tangorn - 2010-03-30 21:50:43 |
Zawsze to coś... na przyszłość *Faktem było, że akcja miała się zacząć praktycznie już niebawem i zaraz po powrocie na Mandalore musi ogłosić mobilizację wszystkich sił, co trochę czasu zajmie. Tylko jego myśli zaprzątało pytanie co zrobią z klonami? No i tutaj niespodziewanie wątpliwości rozjaśnił generał* Pośpią? Cóż, to jest jakieś wyjście... "Zabezpieczymy" ich i jak serum czy co to tam wyjdzie będzie gotowe to można im to podać... dobre wyjście... *Cóż informacja o wyższym stężeniu na pewno by się Tangowi nie spodobała, więc lepiej to przemilczeć. Podrapał się po brodzie w zamyśleniu, planując już w myślach przebieg akcji, rozmieszczenie sił i środków* Damy radę, gra warta jest świeczki. A skoro nikt nie musi przeżyć prócz klonów, to będzie to czysta przyjemność... *Na okrętach pewnie znajdą się jacyś cywileńce, ale cóż, będą mieli pecha. Na szczęście dla generała Mandalorianie nie przejmowali się takimi szczegółami...* A co z okrętami? |
| Gen. Qymaen - 2010-03-30 22:02:21 |
*Sposób zmrużenia oczy bez wątpienia był uśmiechem. Bardzo lubił kiedy ktoś widzi w robocie przyjemność* Jednocześnie wyślę siły na transportery. Lepiej, żeby nie oglądały bliska tego, co będzie działo się na Acclamatorach. Punkt zbiorczy dla zdobytych jednostek jest na Hoth, tam zostaną ściągnięte w głębszą atmosferę, zamaskowane i przerobione. Po zdobyciu każdy skacze w nadprzestrzeń innym szlakiem, do celu ma dotrzeć nie wcześniej niż 48 godzin od przejęcia. Szczegółowe trasy będą zależne od kolejności skoków, udostępnię je wraz ze wszystkimi danymi i „pomocami”, naturalnie możecie liczyć na droidy, acz jak się domyślam – odmówisz *przekręcił łeb. Maska zmieniła kat nachylenia, więcej czerwonego światła na nia opadło, obejmując także oko, którego źrenica momentalnie zmieniła wielkość. w kablach coś zgrzytnęło. Zdecydowanie już nie wojownik, ale jeszcze zdeterminowany by zrobić jak najwięcej* w razie namierzenia, lub nieszczęśliwego natknięcia się na Imperium, ewakuować się, a statek wysadzić. I spierdzielać okrężną drogą. Wszystko proste jak sto metrów sznurka w kieszeni |
| Tangorn - 2010-03-30 22:08:12 |
*Czyli że okręty zdobyczne, tyle musiał wiedzieć. czyli że trzeba będzie nieco je oszczędzać, co trochę zawężało teatr działań, ale i tak sobie poradzą.* Droidy mogą się przydać do odciągnięcia uwagi. Ale nad tym jeszcze się pomyśli. Razem z klonami opracujemy plan, bo oni najlepiej znają te okręty. Są lepsi niż plany... *Zwłaszcza komandosi i elitarni zwiadowcy, mieli świetną pamięć no i intuicję. Widzieli od środka różne słabe punkty konstrukcyjne, wady oprogramowania itp. Nie był to zbyt duży problem* Wiadomo... przy okazji urządziłoby się niezły pokaz sztucznych ogni. Jeszcze jedna sprawa... jak z transportem? Własny zakres czy coś będzie odgórnie zorganizowane? *Każdy szczegół się liczył przy planowaniu posunięć, a przynajmniej dostania się na pokład. Reszta potoczy się w zupełnie innym tempie* |
| Gen. Qymaen - 2010-03-30 22:15:15 |
*Generał rozłożył lekko ręce na boki, w jednej dłoni cały czas więżąc płytkę z danymi* Do dogadania *wycharczał, czyli „jeśli chcecie lećcie sami, jeśli nie macie czym, lub nie chcecie – mogę podstawić, wtedy spotkanie na orbicie* w razie jakbyśmy się nie wyrobili z organizacją, lub z tymi badaniami, to – wracają okresowo, jednak teraz właśnie jest najlepszy czas na dywersję. Mają małą załogę, stłumili ruch oporu na planecie, i nadal łupy są warte przeprowadzenia akcji. Wiec niech twoi ludzie polerują karabiny, warto być dobrze zapamiętanym przez swoją ofiarę *no i – nareszcie – obie ręce powędrowały za pochylony durastalowy grzbiet i pojawił się dobrze znany separatystom – republikanom trochę mniej – generał z tamtych czasów, kiedy to w takiej właśnie pozycji rozważał następne posuniecie* |
| Tangorn - 2010-03-30 22:19:44 |
Dobra... *Musiał się jeszcze zorientować jak inne klany stały z transportem, ale dla większej liczby komandosów potrzebny będzie większy transport... ale to już pozostaje kwestią do zaplanowania, bo na razie pomysłów nie miał za dużo* Nasze karabiny są zawsze wypolerowane i gotowe do działania... właściwie, to nasze palce zawsze są na spuście... *Była to najszczersza prawda. Jeśli by w tej chwili Imperium najechało Mandalore, to wszyscy mieszkańcy chwyciliby za broń i rozpoczęłaby się wojna na ogromną skalę... ale wojna podjazdowa. O ile Mandalore nie zostałoby zbombardowane z orbity* Łupy, klony i możliwość odstrzelenia wielu łbów. Świetnie. Jakieś haczyki? *To brzmiało trochę aż nazbyt dobrze, więc gdzieś musiała się kryć jakaś mała usterka do zwalczenia* |
| Gen. Qymaen - 2010-03-30 22:27:46 |
Jak najbardziej *wycharczał nieruchoma już durastalowa postać* To może być trudniejsze niż ci się wydaje. Organizator nie bierze odpowiedzialności za niespodzianki naszych kolegów spod sztandaru imperialnego, imperialnego mogą takowe wystąpić. Planeta była skanowana, nic na niej nie ma. Ale Widma tez fizycznie nie widać. Jednakoż – Cochrel źle widzi działania w których szacowane straty nie są wynagradzane zyskami przynajmniej stukrotnie. To już bardziej biznes niż wojna, ale wojnę coś musi finansować. Za to chwała jest bezcenna |
| Tangorn - 2010-03-30 22:33:21 |
Zawsze jeśli w grę wchodzi mała wojna to mogą i występują nieprzewidziane w planie wydarzenia. Część tego "zawodu". Jeśli jednak nie ma haczyka to wchodzimy w to... *Mando nie obawiali się konfrontacji z siłami Imperium, a część klanów nawet się tego domagała, chcąc skopać dupę popychadłom Imperatora. Palili się do bitwy...* Po powrocie na Mandalore oszacuję stan przygotowania i prześlę wszystkie niezbędne informacje. Jeszcze jakieś zagadnienie jest do omówienia? *Tang lubił konkrety. No i lubił prostą, zwięzłą rozmowę niż te dyplomatyczne bzdety, bo to nie obrażać innych* |
| Gen. Qymaen - 2010-03-30 22:43:04 |
*Tak więc powinien być zadowolony. Poza chwilami słabości rozmowa była konkretna i nawet poparta obrazkiem* Ostatnie szczegóły omówimy kiedy już przedstawisz sprawę reszcie. Nie będę ciebie uczył jak się wygrywa bitwy, rozumiesz stawkę a i wczoraj się żaden was nie urodził. Spodziewaj się kontaktu za dwie doby. Będę miał informacje i o Świecie z Kamino i dygresje odnośnie ataku. Pogadamy sobie na bezpiecznym łączu *nie porusz6ywszy się ani o milimetr spokojnie przedstawił swoje myśli. Nie ma lepszego wytchnienia psychicznego jak planowanie ataku z zaskoczenia. Pełen relaks a i humor od razu inny. Nawet się na chwile zapomina o tych dżedajach w nadprzestrzeni. Przydałby się co najmniej jeden w każdym statku, ale z drugiej strony w razie jakiegokolwiek przecieku ich sytuacja zaczyna wyglądać bardzo źle. Atak niezadowolonych – delikatnie mówiąc – mandalorian to jeszcze nic, ale zorganizowany atak z udziałem jedi – to już kiepsko, a ostatnią rzeczą jaką sobie generał życzył była zbytnia ciekawość dziadziusia* |
| Malkit - 2010-03-31 14:01:33 |
*W pewnym momencie kontem oka liczni zgromadzeni mogli zobaczyć ze właz się zamyka. Był otwarty może na dwadzieścia piec centymetrów, centymetrów teraz zamknął się i po prostu cisza, nic się nie zmieniło. Prócz tego, ze właz się zamknął czyli wcześniej był otwarty. No i nikt nie wszedł do środka, przynajmniej pozornie, nic tez nie było słychać a roboty zza drzwi nie poinformowały o niczym* |
| Tangorn - 2010-03-31 14:09:17 |
Oczywiście... *Zgodził się z Generałem, bo to jakby nie było wielki strateg, którego szanował mimo niezbyt ciekawej przeszłości. Ale Mando dziwny naród, o czym się już wielu przekonało. Tangorn odwrócił się w stronę grodzi, by sobie spokojnie opuścić to pomieszczenie i udać się do swojego frachtowca... ale zaraz, przypomniało mu się, ze na pokład zabrał Malkita i Zina...* Kurwa... jeszcze coś... nie widział ktoś tutaj pałęta... *Zaczął się odwracać do Grievousa, by zapytać o swoich towarzyszy, gdy nagle grodzie się zamknęły, przez co głowa Tanga powędrowała w tamtym kierunku, a jego ciało zastygło w bardzo dziwnej pozycji. Można by rzec że w śmiesznej* Co tu się dzieje? *Jego wzrok omiótł salę w poszukiwaniu jakiegoś intruza czy czegoś tam, co tu przylazło a ręka powędrowała ku kaburze* |
| Gen. Qymaen - 2010-03-31 14:18:04 |
*Cyborg odstawił nogę co by szerzej i wygodniej stać, zadowolony z przebiegu rozmowy, dysk schował sobie w końcu do kieszeni by na mostku dać go Avie. Kiedy Tang zaczął zdanie wbił w niego spojrzenie, a potem drgnął, a jego gadzie oczy natychmiast osiągnęły zasięgiem gródź, i teraz wpatrywał się w nią, z zamknięta, jak – delikatnie mówiąc – lekko niepoważny. Wydal z siebie dudniący pomruk który jakby nie było brzmiał jak* O japierdole… *Ale nie powiedział co się dzieje, bo miał ochotę zapytać o to samo. Ale kogo – nie było tu nikogo wyższego stopniem niż on sam. Rzucił spojrzenie od grodzi w lewo i w prawo. W lewo droga była czysta, na „sale bankietową”, jak to można ująć, a z prawej zaraz stał niski stolik, sofa i dalej stół taktyczny. Powieka generała uniosła się wymownie. Skinął Tangowi łbem jakby mówił: idź z tamtej strony. Sam zaś zaczął zachodzić meble od drugiej, czyli miedzy stołem taktycznym a sofą…* |
| Malkit - 2010-03-31 14:20:54 |
*cicho, spokojnie,, nawet niczyj głębszy oddech nie zdradzał nieprawidłowości, oczywiście jeśli nie liczyć panów którzy nieco się zdenerwowali. Świat spod zasłony która go kryła miał 40 cm wysokości i miał… dwie nogi. I to nie były nogi wujka Tanga. Nogi wujka inaczej wyglądają, nie wspominając już o tym ze też zupełnie inaczej pachną. Odwrócił łepek. Nogi wujka Tanga były z drugiej strony. Przycupnął tam gdzie się znajdował i obwinął ogonkiem, bezszelestnie. Jak się nie będę ruszał, to mnie nie zauważą* |
| Tangorn - 2010-03-31 14:26:52 |
*Na twarzy Tanga zagościł lekki uśmiech słysząc słowa generała. Cóż, wysławiać się porządnie umiał (niektórym przekleństwa nie przeszkadzają, a Mando wręcz przeciwnie). Zrozumiał też od razu o co chodziło Grievousowi, więc wyciągnął blaster z kabury i chwycił go pewnie prawą rękę. Zaczął się powoli skradać w kierunku potencjalnego przeciwnika, gotów do natychmiastowej akcji. Stopy lekko muskały dywan, gdy się przemieszczały, oddech Mandalorianina był cichy i spokojny, niemal niesłyszalny. Jeszcze tylko kilka kroków, kilka uderzeń serca i będzie na miejscu. Chwila i ... Tang przyklęknął szybko mierząc z broni w kierunku niezapowiedzianego gościa, którym okazał się być...* Malkit?! Co ty tutaj robisz?! *Zawołał zaskoczony Tang, który akurat kilka chwil temu się zastanawiał, gdzie też się podział ten urwis* Wyłaź stamtąd... nie wolno się bawić w chowanego w takich miejscach... *Tang wyprostował się i schował broń do kabury* |
| Gen. Qymaen - 2010-03-31 14:47:02 |
*Podejrzewał raczej, że byłą to jakaś sonda szpiegowska, którą podrzucono Tangornowi, bo jakoś nie wydawało mu się by potrafił tak wiarygodnie zagrać zdziwienie. Generał miał przy sobie dwa miecze świetlne, broni palnej nie miał, ale jednym głośnym poleceniem mógł przywołać droidy. Jednak chyba nie było takiej potrzeby. Widząc poczynania Tangorna pozwolił, by ramiona opadły mu bezwładnie. Sam by przyklęknął , z ciekawości, ale z obawy ze już się nie wyprostuje, wolał nie. Wyglądało jednak na to, ze to coś to dla mandalorianina znajome jest. Kiedy ten wstał, cyborg posłał mu pytające spojrzenie typu: no to teraz ja pytam co się tu dzieje* |
| Malkit - 2010-03-31 14:51:49 |
*Kiedy tang zajrzał, winowajca siedział pod tym małym stoliczkiem, zwiniety w kłebek, z końcówką ogona w dłoniach, z uszkami rozkosznie rozjechanymi na boki i łebkiem odwróconym do tyłu jakby na powitanie spojrzenia Tangorna. Jakby jakimś magicznym sposobem wiedział, ze Tang tu zajrzy. Wielkie oczy wpatrywały się w twarz wujka* Tu nie ma Malkita *rzucił sugestywnie, niczym jedi używający mindtricka,a kiedy Tang się wyprostował, Malkit stwierdził, ze się nabrał. Podniósł się na tyle ze brzuch był o pięć centymetrów nad dywanem,. To wystarczy,. Ten dywan dobra rzecz, wygłusza wszelkie kroki. |
| Tangorn - 2010-03-31 15:15:04 |
Tiaa... duch tutaj przylazł... *Mruknął sceptycznie i gdy napotkał wzrok generała to trochę się zmieszał. Nie miał zamiaru targać ze sobą dzieciaka i to jeszcze nie swojego, ale jakoś tak się złożyło, że ten przylazł z nim.* Ekhm... tak wiec to jest Malkit... *Wskazał na dzieciaka, który teraz już wyszedł ze swojej kryjówki i ukazał się oczom Generała* Dzieciak Fler. Przyleciał ze mną na gapę i jak widać wybrał się na zwiedzanie statku. *Cóż, to oświadczenie mogło podważyć profesjonalizm Tanga, skoro zabrał na pokład frachtowca dzieciaka, to mógł też inne rzeczy, np. sondę szpiegowską czy coś... był to jednorazowy wypadek przy pracy, który niestety przydarzył mu się. Zazwyczaj takie "przygody" mu się nie przytrafiają* |
| Gen. Qymaen - 2010-03-31 15:27:10 |
*Niewiele osób widziało generała Grievousa, a teraz Qymaena zdziwionego a skołowanego kompletnie to chyba nikt, wiec Tang był pierwszy i choć wyraz ten w jego oczach trwał ledwo chwilkę, to jednak trwał. Złote gadzie oczy zatrzymały się na przedstawionym Malkicie który wspinał się teraz na sofę* No w istocie podobny *szponiaste dłonie wysunęły się spod peleryny a palce poruszyły się jak u pianisty przy rozgrzewce* Dzieci jak wiadomo – jak zaraza, ale z tego co wiem, to przywiozłeś jeszcze kogoś *Widać zbyt bardzo się nie przejął faktem, ze Tang został wrobiony na podróż „w coś małego”. Za to z zainteresowaniem się młodemu przyglądał* Cześć Malkit, zwiedziłeś już Widmo? *wycharczał łagodnie, pochylając się by zmniejszyć odległość miedzy sobą a małą szelką* |
| Malkit - 2010-03-31 15:32:25 |
uuuuuuuuuuuuuu..u.u.u.uu.u.u. *odezwał się słysząc ze o nim mowa. I dalej lazł. za chwile był już na oparciu sofy* Tu wujek Zin jest. Wujek tang to on *pokazał pazurkiem na mandalorianina* Wujek Tang mówi na Wujka Zina brzydko, na przykład ze jest chujem jebanym, a wujek Zin na wujka Tanga tez tak mówi… *Zwierzył się, wiadomo – dzieci są szczere. Ciekawe czy mowie jak wujek Tang mówił na pana generała… Póki co jednak był zajęty wspinaczką, na szczęście. Z oparcia sofy wyciągnął łapkę i postawił ją na durastalowym ramieniu generała. Pierwszą i druga.. i trzecią… i czwarta. Poruszał się z gracją kota. Zaraz zwieszał się z ramienia. Zero strachu* Ja juszsz zwiedziłem ja tu duzo lujów jest. A droid ma chorą nóżkę i oko jemu wylata! *rzucił oburzony, bo jak to można do takiego stanu droida doprowadzić!* |
| Tangorn - 2010-03-31 15:40:14 |
*No widok skołowanego Grievousa to już było coś, ale Tang się tym nie zachwycał, co najwyżej był lekko rozbawiony tym, że cyborga da się jeszcze czymś zaskoczyć do takiego poziomu.* No taa... takiego pierdolniętego inżyniera i... *Urwał, bo mu w słowo wpadł Malkit i o dziwo Tang nie był zmieszany czy zawstydzony tym, że chłopak pochwalił się jak Mandalorianin mówi na Zina* No wujek Zin to ten pierdolnięty... Ma jakieś dziwne wizje technologiczne, ale w gruncie rzeczy dobry z niego chuj... *Ilość żartobliwych przekleństw na daną osobę często wyrażało jak bardzo takiego kogoś Tang lubi. Na Seco miał z kolei bardzo długą listę określeń, począwszy od pojebanego czubka. Końca listy póki co nie widać, bo co chwilę coś mu do głowy wpadało. Ale Seco pewnie miał też niezłą listę na Tanga, począwszy od nieśmiertelnego di'kutasa...* Malkit, złaź z generała bo popsujesz... *Niezbyt fortunny dobór słów jeśli chodzi o postać Grievousa ale co tam, najwyżej w ryj dostanie* |
| Gen. Qymaen - 2010-03-31 15:52:12 |
*Trzeba dzieciom wiedzieć, no i nie tylko dzieciom, ze generał trochę głuchawy był po tym ostatnim swoim poskładaniu, o ile w rozmowach z dorosłymi na tematy konkretne trudni było się tego domyślić, to tez, kiedy weszła ta nowatorska mowa, generał połowy nie rozumiał* co, chujów dużo? *zmrużył jedno oko, pochylając się odruchowo bardziej, kiedy jego skromne sensory dotykowe w pancerzu informowały e cos na nim siedzi. Miał jednak inne myśli na głowie, a Malkita – tylko na plecach. Za „popsucie” posłał tylko Tangornowi nieprzychylne spojrzenie, bo co miał zrobić? Miłe to nie było no ale i prawdy nie niepozbawione, bo popsuć mógł (Malkit)* No to złapcie tego swojego inżyniera, będzie o jednego mniej, bo reszta to niestety potrzebna… *sięgnął do tyłu, by wziąć sobie ten ruchliwy balast z pleców na ręce* A droid wojnę przeżył i weteranem jest. W wolnym czasie medal mu dam, jak nie zapomnę *charchot cyborga przez chwile zabrzmiał jak śmiech. Lubił śmiałe dzieci i lekkie rozmowy bez krępowania słownictwa* |
| Malkit - 2010-03-31 15:54:29 |
Ooo! Luje! *rzucił trochę zirytowany, a kiedy metalowa łapa sięgnęła do niego do tyłu, przysiadł, wczepiając się pazurkami w pelerynę, w ostateczności jednak pozwolił chwycić się za kark, w sposób jak chwyta się młode zwierze. Pelerynę trzymał jeszcze ale puścił, i trzymany za kark zwiotczał, zachowując spokój i tylko się rozglądał ciekawie* A nasz Dżony też jest bohaterem |
| Tangorn - 2010-03-31 16:00:16 |
Hę? *Nie bardzo zrozumiał o co chodzi z tymi chujami, bo jeszcze się nie zorientował, że Generał przygłuchawy. Rozmawiał normalnie, więc skąd to wiedzieć? Może aparat na jego "uchu" działał normalnie? Z kolei nieprzychylnym spojrzeniem się nie przejął, bo w końcu powiedział prawdę i Grievous musi spojrzeć prawdzie w oczy, jego to teraz można tylko popsuć a nie zranić. Bo żeby zranić, to trzeba mieć organiczne ciało, przynajmniej według definicji* Gdzieś tam polazł z obstawą na zwiedzanie statku. Zafascynowany strasznie... W ogóle ostatnio się wszystkim tak podnieca, jakby żona mu nie dawała...*Teoria Tanga nie była bezpodstawna, bo żonę to on miał charakterną i to ona najpewniej nosiła spodnie w ich związku. Tang patrzył z lekką dezaprobatą na wiszącego Malkita, bo akurat Generał nie był wrogo nastawiony, ale kiedyś ta jego ciekawość może przysporzyć mu sporo kłopotów* |
| Gen. Qymaen - 2010-03-31 16:09:05 |
*Raczej nie miał szansy weryfikacji stosunków seksualnych i ich nasilenia w tym związku, ale skoro Tangorn, znający sprawe tak mówi to niewykluczone ze tak jest. Przyjrzał się wiszącej szelce, po czym zgarnął przedramieniem, przycisnął do klaty i zaczął po grzywie głaskać, ciekawe, czy takie jego głaskanie jest mocno nieprzyjemne, w końcu dłoni to on najmilszych w kontakcie nie miał. Chwile milczał, zastanawiał się, znowu na stół taktyczny zerknął. Jego komunikator milczał, czyli spokój. Dżedaje jeszcze lecą, teren wokół Widma czysty* No, skoro mu mój statek może pomóc, to się tylko cieszyć, niech sobie pochodzi, to może podnieci się tak ze i żonę rozpali *I pochyliwszy łeb zarechotał jak stary oblech pierwszej kategorii, p[o czym zakaszlał. Eh, nawet gdyby nie był cyborgiem to raczej tej dziedzinie by już nic nie zwojował…* |
| Malkit - 2010-03-31 16:13:29 |
*Westchnął ciężko, z wielką boleścią i dalej wisiał, tylko uszami strzygąc. Pieszczoty też cierpliwie znosił. Na tanga przy tym patrzył, tak jakby się jego bał, co oczywiście było czystym aktorstwem, bo on Tanga się nie bal, ale czuł się podpadnięty i już rozpoczął proces podlizywania się* Są tu luje a ja mam, nowego wujka – miszcza Łindu, ale on się zgubił mi… ale ja go potem poszszuuukaaam! *rozwarł pyszczek do słodkiego, serdecznego szelkowego uśmiechu* A ja jestem mandalorianinem, wiesz? *zapytał, zadzierając łeb i jednocześnie opierając go o tą metalową płytę pod peleryną. Nogami zaczął przebierać radośnie i ogonem wić* |
| Tangorn - 2010-03-31 16:19:25 |
Albo oberwie w łeb za to, że się na statek napalił... *Cóż, tego się akurat po Generale nie spodziewał i go zaskoczył tym poziomem (dla innych bardzo niskim a dla Tanga takim w porządku, bo pogadać bez gorszenia się da), więc odpowiedział nieco podobnie na aluzję o rozpaleniu żonki Zina. Po chwili zdziwił się jeszcze bardziej, gdy generał przytulił (przynajmniej tak to wyglądało absurdalnie) Malkita i zaczął go głaskać. Mando chyba na dzisiaj miał już dość wrażeń, a to już go trochę zaczynało dobijać...* No luje są wszędzie i... zaraz, zaraz, jakiego wujka? Łindu? *Podniósł wzrok na twarz/maskę Grievousa i zmarszczył czoło, bo chyba nie ten Łindu/Windu? Z tego co mu mówili to on żyje, ale że był jeszcze na Widmie i to w dodatku bawił się z Malkitem aż ten uznał go za wujka... to już był totalny szok* Tiaa... Mandalorianin... a ja się muszę napić, za dużo wrażeń... *Tang miał odporną psychikę na wszelkie wojenne sprawy, ale to go trochę przerastało* |
| Gen. Qymaen - 2010-03-31 16:31:58 |
*Cóż, jakby nie było – to kaleeshianin, a ten gatunek rządzi się swoimi prawami i zaskakuje na różne sposoby. Poza tym – ileż można bez przerwy na innych warczeć. Można było jak się jeszcze wymiatało, a kiedy już kiepsko jest, to trzeba się trochę nagiąć. Z resztą on zawsze w mniejszym czy większym stopniu za chama uchodził wśród separatystów* No proszę, tak, w istocie, mistrz Windu, Imperium nie zna kilku szczegółow, prawda, mandalorianinie? *Chwyciwszy dwoma palcami za grzywę pociągał w jedną, to w drugą* Napić się, powiadasz. Niestety, z wiadomych powodów nie potowarzyszę, ale w hangarze znajdziesz zastępstwo. *Wyraźnie się nie godził by zostawiono mu pana inżyniera. Małego mandalorianina chętniej by wziął* |
| Malkit - 2010-03-31 16:34:17 |
*Bycie głaskanym taką pazurzastą durastalową łapą nie było tym co Malkity lubią najbardziej. Mechaniczna dłon jego ojca byłą zupełnie inna, i tez nie najwspanialsza w kontakcie, tak wiec Malkit zaparł się, łapkami naparł na trzymające go przedramię, a łbem na płytę napierśnika i jęcząc próbował się uwolnić, poluzować uchwyt i spaść w dół. Ogon przy tym mu się wił a nogi trzymały skraj generalskiej peleryny* |
| Tangorn - 2010-03-31 19:41:49 |
No nie... *Przyznał rację, ale według Tanga te kilka szczegółów było dosyć istotnych. Generał, Windu, Yoda... to najwięksi wrogowie Imperatora i jeśli oni wszyscy współpracowali ze sobą, to strach się bać...* Póki co nie skorzystam. Wolę u siebie w domu się schlać... nie będę tutaj burd robił... *Cóż, pijany Mandalorianin bywa niebezpieczny, bo nachodzi go chętka na mordobicie i eksterminację wszystkiego co się rusza. A to samo w sobie jest już "nie fajne"* Kurwa, gdzie ten Zin? *Podrapał się po głowie i odszedł kawałek, zostawiając Generała walczącego z Malkitem, bądź też odwrotnie* |
| Zindarad - 2010-03-31 20:24:43 |
Zin przez te kilka ładnych godzin zwiedzał statek. Oglądał silniki, patrzył na ich pracę i był zafascynowany technologiami użytymi w tym statku. Zin zatarł dłonie, gdyż nigdy nie widział takiego statku, nawet republikańskie statki nie były tak wyposażone. W końcu miła obstawa statku postanowiła, aby Zin już poszedł sobie do sali konferencyjnej, gdzie czekał na niego niby sam generał. Bał się jednak, że tam czekają uzbrojeni najemnicy, którzy ubili Tanga i teraz chcą ubić Zina. W każdym razie po jakiś pięciu minutach wędrówki po statku, Zin w końcu stanął przed drzwiami. |
| Gen. Qymaen - 2010-03-31 20:32:08 |
*Nie pozwolił Malkitowi się wydostać, za to podrzuciwszy go umiejętnie przejął ciężar jego tyłka na przedramię i teraz trzymając go pod pachą odwrócił głowę i spoglądał na jego porośnięty rozwichrzoną grzywą łepek* Ale ty się wiercisz, młody mandalorianinie, hmm… chyba jest w tobie za duzo soku. Wiem – zaraz wyciśniemy sok *Dał Tangornowi chwile wytchnienia od swojej osoby. Pewnie czekał na tego całego wujka Zina. |
| Malkit - 2010-03-31 20:35:43 |
*Malkit był jak guma, tudzież ektoplazma w worku próżniowym – można było z nim zrobić wszystko, jego giętkość na to pozwalała. Aż do chwili kiedy padły te słowa, i ciało Malkita momentalnie zaparło się pod pachą generała, walcząc bezcelowo o uwolnienie się z siłą jego durastalowego ramienia* Nie-e! Nie sok wyciskać! *zapiszczał w proteście, a w jego głosie po raz pierwszy zaigrał strach* Nie sok wyciskać. Wuuujkuuuu! Soku niieeee! |
| Tangorn - 2010-03-31 20:40:45 |
*Tang się nieco przechadzał, ale słysząc słowa Grievousa to zmarszczył czoło i odwrócił się w jego kierunku przymykając gniewnie oczy a ręka od razu powędrowała mu do kabury blastera. Paniczne krzyki Malkita działały na niego bardzo sugestywnie* Puść go, dzieciak się przestraszył i to już nie jest śmieszne... *Mruknął, a raczej warknął nieco agresywnie, bo może i Generał chciał dobrze, ale już przesadzał z tymi wątpliwymi pieszczotami, a Tang nie zamierzał pozwolić na to, by chłopcu coś się stało. I nie chodzi tu tylko o Fler czy Seco. Po prostu kochał go jak członka rodziny i prędzej by sam zginął niż pozwolił mu zrobić krzywdę. Zauważył też przybycie Zina, ale to zignorował* Proszę... *Dodał tak dla lekkiego uspokojenia sytuacji* |
| Zindarad - 2010-03-31 20:53:21 |
-Panie Generale. Pozwolicie, że się przedstawie. Zindarad Kobdar. Sierżant Inżynier Zindarad Kobdar.-Powiedział dosyć nerwowo, w końcu pierwszy raz spotkał się z taką szychą i nie do końca wiedział co mówić. W końcu powtórzył sobie w głowie kilka razy regułkę, powtarzaną przez jego ojca i w końcu zaczął kontynuować swoją myśl.-No wie pan. Mam dla pana propozycję. Nie powiem, że jest nie do odrzucenia, bo pan może ją odrzucić, ale pan nie musi. Ale...Kurwa...co ja pierdole. Przejdźmy do meritum. Wykonałem projekt now...nowat...nowatorskiego napędu i potrzebne są mi fundusze na jego konstrukcje. Silnik jest napędzany bardzo specyficznym zjawiskiem i na tym polega jego wyjątkowość.-Powiedział do niego. W końcu nieco spokojniej, bo zaczął mówić o tym na czym się znał. Przez to, że gadał tylko o czymś o czym tylko on miał pojęcie, toteż często przez to wpadał kłopoty. Ostatnio nawet w kantynie go Fumbor gonił z patelnią, bo Zin zaczął gadać coś o tranzystorach. |
| Gen. Qymaen - 2010-03-31 21:00:32 |
*Zogniskował spojrzenie na Tangu i nie było ono pełne ciepła. Jakby nie było nie uzgadniano z nim obecności tego dziecka w sali konferencyjnej, ani tego, ze będzie na niego właziło, tak wiec i: nie powinno się uzgadniać, co generał mu powie. Druga sprawa to to, ze kaleeshianie mają taką skłonność, ze nawet jeśli wiedza, ze nie mają racji, top czasami stawiają na swoim, zwłaszcza kiedy są „u siebie” czyli mają środki. Nie puścił. Nie od razu, jednak najwyraźniej przez wgląd na sytuacje – w końcu Tangorn nie był jego podwładnym, a sojusznikiem – najwyraźniej postanowił postawić na „stosunki pokojowe”, no i rozluźnił uścisk, pozwalając szelce uciec* Zbyt wielkiego strachu w nim do tej pory nie zauważyłem, chyba czas, by zaczął go poznawać *Bo jakby nie było – karności w Malkicie nie było zbyt wiele. Naturalnie generał tego nie potępiał, sam wychował kilka dzieci, jeszcze na Kalee. Ale na Widmie jest jasna zasada, ustalone, kto rządzi i wszystkim jest to wiadome. W przyszłości będzie ostrzej. |
| Malkit - 2010-03-31 21:04:36 |
*Rozluźnienie sprawiło, ze Malkit spadł, ale kontrolowanie, jak zawsze na cztery łapy i momentalnie dał szczupaka w kierunku Tanga* uu.u.u.u.u.u.u.u.uu.u.u.u. jednak cel nie został osiągnięty, bo w połowie się zatrzymał, w skoku okręcił, i przyspieszył do zawrotnej prędkości, kierując się w generała* uuuuuu..u.u.u.u.u.u.u.u.uu.u.uuu *chyba jednak nie był tak bardzo przestraszony a odczuwalne wstawiennictwo wujka (i obecność drugiego) sprawiało, ze Malkit nabierał jeszcze więcej odwagi. Na dwa susy przed celem Malkit odbił się od dywanu i skoczył na durastalowe ramie, by złapać się i przyczepić* S ciebie sok wyciskać szeba! *zagulgotał, po czym – puściwszy się ramienia które chwile temu złapał – znowu spadł na cztery łapy i znowu pobiegł do Tanga, z pochylonym łebkiem, na czterech łapach, jakby chciał go z dyńki skasować* uu.u.u.u..u..u.u.u.u.uu.u.u.u. |
| Tangorn - 2010-03-31 21:09:53 |
*A Mandalorianie mają skłonność do obrony swojej rodziny, nawet jeśli ta robi coś strasznie głupiego i nieodpowiedzialnego, tak więc bardziej teraz go obchodził Malkit niż to, że Generał może się na niego wkurzyć czy poczuć się urażonym tym wszystkim. Poza tym pogadam potem z chłopcem o tym, co się stało. Gdy mały szelek został wypuszczony z uścisku to Tang się rozchmurzył i cofnął rękę* Dzięki... on ma tylko trzy lata, jeszcze przyjdzie czas na strach i dyscyplinę. Tak wię... Udesii Mal'ika! Spokój... *Zawołał do niego surowo, bo teraz zaczynał już przesadzać, a Grievous nie był niańką i w końcu jego cierpliwość się skończy. Widząc nadbiegającego Malkita Tang przyklęknął nieco, odsunął się z jego trasy a potem mocno złapał go w ramiona* Spokojnie, bo powiem mamie... *Mrużył oczy i widać było, że się pogniewał na niego. A Zin? Nim się nie przejmował, bo musiał teraz zażegnać kryzys Malkitowy.* |
| Zindarad - 2010-03-31 21:17:08 |
-Projektor. Projektor.-Powiedział z lekkim uśmiechem na swojej gębie. Już prawie jest mój pomyślał sobie. Jego gęba promieniała ze szczęścia. Podszedł do plecaka, wyciągnął nośnik pamięci i wyciągnął go. Podszedł do projektora wskazanego przez generała. Wsadził do niego nośnik i zaczął włączył go. Obraz pokazany na projektorze był bardzo efektowny i imponujący. Ogromna konstrukcja złożona być może z kilku tysięcy części. Pokaźne gabaryty napędu sprawiały, że mógł się wydawać przydatny jedynie dla porządnych krążowników.-Powiem krótko. Tak na chłopski rozum. Silnik wykorzystuje zjawisko anihilacji. Chodzi o to, że. Dajmy na to proton i jego antycząsteczka czyli pozyton zderzają się ze sobą i powstaje jakaś ilość energii. Jeżeli powielimy te zderzenia kilkaset milionów razy dzięki wykorzystania akceleratorowi cząsteczek i przekaźnika masy to energia uzyskana przez to zjawisko wzrośnie o sto procent. Co da nam energię rzędu jednego teraelektronowolta. |
| Gen. Qymaen - 2010-03-31 21:33:03 |
*Generał natomiast w myśl zasady rozumiem zjawisko i udaje że mi ono nie przeszkadza, przestał zwracać uwagę na Tangorna i szalejące dziecko. Widać ze to dziecię osady, gdzie każdy się z nim bawi i dlatego takie rezolutne jest. Ciekawe tylko czy Tangon wiedział, ze pięcioletnia szela jest dorosła. Wiec niewiele już tego czasu, ale nie jego sprawa. Znacznie trudniej było skupić się na tym silniku wykorzystującym nowatorski napęd. Swoim zwyczajem założywszy ręce za grzbiet wbił spojrzenie w projekcje. Pierwsze, co zauważył, to ze znowu narasta mu bielmo, bo centrycznie obraz był zamglony. Nie ma to jak refleksje na temat. Póki co nie miał pytań* |
| Malkit - 2010-03-31 21:35:09 |
*Rozpędzony Malkit został przejęty przez Tangorna, dobył się pisk i wrzask. Szamotanie się i próby gryzienia – bowiem poddać się bez walki to dyshonor a tego uczony był, w koncu jednak ufnie spoczął w trzymających go ramionach Tanga i zaczął mruczeć, zadzierając łepek tak, by położyć go na pancerzu mandalorianina* Duciu ty! *wyciągnął łapy by złapać Tanga za głowę* |
| Tangorn - 2010-03-31 21:41:00 |
*No Tang nie orientował się kiedy szele są dorosłe, jakoś nigdy o to nie pytał Fler. Po części dlatego stosował wobec niego lekką taryfę ulgową, a po części też dlatego, że to nie był jego syn i nie chciał też, by jego dzieciństwo zostało brutalnie przerwane. Przez lata szkolił klony, które nie miały szczęśliwego dzieciństwa. Od najmłodszych lat z karabinem w ręku, walczące na poligonach i obserwujące, jak ich bracia giną, gdy popełnią błąd. Na Tangu odcisnęło to też pewne piętno* Spokojnie Malkit... nie możesz tak na wszystkich wskakiwać. A teraz siedź spokojnie i słuchaj... *Powiedział do chłopaka, gdy ten się uspokoił i sam wstał, bo jednak był ciekawy co też tam Zinuś przytaszczył. Fakt, nie miał zielonego pojęcia o czym on gada, ale słuchał* |
| Zindarad - 2010-03-31 21:48:21 |
-Stworzenie tych wszystkich podzespołów i konstrukcja całego silnika zajmie sporo czasu. Mimo wszystko czas poświęcony na konstrukcji tego potwora z rurami w dupie pozwoli nam na konstrukcje nowej klasy statków. Małych krążowników, które będą może i tak samo sprawne i zwinne jak myśliwce. Podoba się generale?-Spytał go z serdecznym i miłym spojrzeniem. W końcu nie chciał wyjść na jakiegoś gbura, co nie chce dość do kompromisu. Budowa i budową. Spełnienie marzeń to też co innego. Zin chciał utrzymać dobre stosunki dyplomatyczne (jeżeli można je tak w ogóle nazwać) z Generałem. W końcu nie chciał mu podpaść przy pierwszej rozmowie.-Jest tylko jeden problem. Przed każdym odpaleniem tego silnika. Trzeba będzie mu dostarczyć sporej energii, coby mogło dość do zderzeń. Z moich skromnych obliczeń wynika, że będzie potrzebne...raz...dwa...no...sześć generatorów łukowych.- |
| Gen. Qymaen - 2010-03-31 21:57:05 |
*No to generał ze spokojem wysłuchał, co trzeba w pamięci zanotował, by potem się podzielić z kim trzeba jeśli w ogóle jego niefachowego zdania zechcą wysłuchać* myślisz przyszłościowo, jak widzę. Cochrel działa trochę inaczej: kupuje wszystko, co może się sprzedać i przynieść zysk. Nie wiem, ile można zarobić na tym silniku, ale oni wiedzą. *Generał mimo wszystko czuł, ze ten nowatorski projekt może być niestabilny, jebnąć w najmniej spodziewanym momencie lub załatwić załogę promieniowaniem. Ale to Cochrelu nie obchodzi. Jeśli to jest naprawdę dobre, to oni to zrobią.* Wyśle dane do stacji *mruknął spokojnie, taksując nieco podejrzliwym, ale w gruncie rzeczy spokojnym wzrokiem rozpromienioną twarz Zina* |
| Malkit - 2010-03-31 22:00:09 |
*Malkit grzecznie usiadł, postawił uszek i słuchał. Słuchał, słuchał słuchał i nagle pyszczek rozwarł mu się, szeroko, szeroko, wargi się cofnęły, pokazało się uzębienie drapieżnika, języczek się zakręcił, oczka się zamknęły, dało się słyszeć cichutkie piśnięcie i zieeef… |
| Tangorn - 2010-03-31 22:04:10 |
*W sumie dla niego to tez nudne było jak jasna cholera, połowy (no dobra, 90%) z tego technicznego nie rozumiał. Ale wielki statek szybki i zwinny jak myśliwiec to jest już coś. Tylko zbudowanie takiego czegoś pewnie zakończyłoby się już po śmierci Tanga. No i potem to z pomocą przyszedł mu Malkit, który postanowił coś zabić. Cóż, chętnie by to zrobił na prawdę a nie na niby. Na przykład tego skubańca, z którym się kłócił kilka godzin temu* Co? Zabić kogoś? Ale czym? *Zapytał tak z ciekawości, bo Malkit różne bronie wymyśla* |
| Zindarad - 2010-03-31 22:09:58 |
-Lubię myśleć naprzód. Taki już jestem generale.-Zin mówił nawet poważnie i z sensem. Trzeba to sobie gdzieś zapisać, w jakimś kalendarzu, albo coś. To przecież jest zjawisko rzadkie jak gówno. To jest godne uwiecznienia.-Silnik ma kilka wad. Promieniowanie, ale moim zdaniem oddzielenie silnika od reszty pokładu za pomocą ściany z irydium powinno wszystko załatwić.-Powiedział mu. W końcu mina mu spoważniała, pomimo tego, że cały czas gotował się i cieszył się z tego, że być może sprzeda swój pierwszy patent. Jednak miał jedno małe marzenie, które wyjawi dopiero po wszystkim. |
| Gen. Qymaen - 2010-03-31 22:18:30 |
*Nieszczęśliwie Zin trafił, bo generał się na tym po prostu nie znał. Wiedział, co było konieczne, idiotą tez właściwie nie był i nawet to co Zin mu tłumaczył to piąte przez dziesiąte rozumiał, ale niestety – nie będzie porywającej dyskusji, na temat mocnych i słabych stron. Generał końca tego projektu pewnie nie dożyje. I raczej nie będzie ubolewał, bo znając jego charakter – on by do statku z nowatorskim napędem nie wsiadł.* A ta reszta wad? *Odezwał się, bo w końcu trzeba na temat* Wybucha? Dużo ssie? Byleby nie był drogi, na to Cochrel źle patrzy |
| Malkit - 2010-03-31 22:21:25 |
*Kiedy generał się odezwał, Malkit postawił uszu. Ciekawa to była postać, jakby nie było i Malkit jeszcze by go pozaczepiał, gdyby nie Tang. Posłuchał chwile i nagle odpowiedział Tangowi, półszeptem* Zabijemy silnikiem wujka Zina. Postawimy jego i podpalimy i on wybuchnie i zabije potwory, na przykład Imuta i nawet Mukutucia… *Z powagą spojrzał w oczy Tanga, prawie z takim zaangażowaniem z jakim Zin patrzył NA generała* |
| Tangorn - 2010-03-31 22:24:40 |
*Tang miał niezłą podzielność uwagi i trochę słuchał Zina i jego namiętnej opowieści o... silniku. Trochę słuchał Generała no i słuchał Malkita, którego pomysł go rozbawił. Szkoda, że nierealny* Nie wolno zabijać wujka Zina. Musisz sam pokonać potwory... *Rzekł poważnie, co by się Zin nie obraził, że go chcą zabijać przy pomocy jego ukochanego silnika. Ale co tam, teraz miał ważniejsze sprawy na głowie, np. upilnowanie tego chodzącego żywiołu - Malkita* |
| Zindarad - 2010-03-31 22:31:45 |
-Największy problem będzie z konstrukcją przekaźnika masy. To nie są duże koszta, lecz wymagana jest niemal perfekcja wykonania podzespołów. Odchyłki w rdzeniu lub tak zwanym kotle muszą mieć wartość poniżej jednej stutysięcznej milimetra. Co do ssania. No cóż. Sporo energii pobiera, ale jak już się silnik włączy to po dwudziestu minutach pracy zwraca energię z nadwyżką.-Powiedział do niego. No miał nieco wad, co do wybuchowości owego projektu Zin się nie wypowiadał. Dopóki go nie skonstruował to Zin nie wie jak silnik będzie się zachowywał w praktyce. Hipotetycznie rzecz biorąc, trzeba będzie przyszykować kilka poligonów, bo nigdy nie wiadomo jak wielkie pole elektromagnetyczne powstanie wokół silnika. |
| Gen. Qymaen - 2010-03-31 22:43:04 |
*Machnął generał durastalową łapą w geście „to już nie mój problem”. Projekt miał swoje plusy i minusy jak każdy, na pewno kilka wielkich sprytnych jednostek by się przydało, ale top już daleka przyszłość, bo założenie czegos takiego chociażby na Widmie sprawiłoby tylko tyle rozrywki, ze statek by się przełamał na pól przy pierwszym ostrym skręcie. Ale są łby, które potrafią wszystko do siebie pododawać* Wyśle to do Cochrelu, panie Kobdar i tylko tyle mogę panu na dzien dzisiejszy powiedzieć: że wyśle. A co oni zrobią – nie wiem, ale zaznaczam, ze mogą wszystko, od zakupu praw autorskich pop nasłanie łowcy nagród *Prostując się nieznacznie, z lekkim skrzypieniem mechanicznego cielska rozłożył ręce na boki. Biznes is biznes, kto go zrozumie…* |
| Malkit - 2010-03-31 22:46:45 |
O! *nastąpiło dobrze już znane oburzenie wynikające z niezrozumienia, a za ciosem poszło pełne pretensji spojrzenie* Nie wujka Zina zabić tylko silnikiem wujka Zona zabić potwory! Ty mnie mało słuchasz! *Kiedy żywioł odwrócił łeb (na razie jeszcze spokojnie. Może metoda wyciskania soku jest warta powielenia?), jego uwaga skupiła się na wujku Zinie i… wujku Generale?* A mój tata mówi żeby ten silnik w dupe wsadzić to będzie szypciejszy! *zauważył, no cóż, trzeba się technicznymi refleksjami dzielić dla większego dobra. Spojrzał na Tanga czekając aż ten go pochwali* |
| Tangorn - 2010-03-31 22:53:08 |
*No dobra, podzielność uwagi czasem nie działa jak należy i stąd ta mała pomyłka* Oj tam, przesadzasz... przejęzyczyłem się po prostu *Odparł nieco wymijająco, ale tłumaczyć się już nie zamierzał. Ta cała sytuacja robiła się coraz dziwniejsza... Mandaloriański wojownik rozmawiający z dzieckiem o zabijaniu na niby, kaleeshański generał, co dwa razy przeżył swoją śmierć gada o jakimś silniku z kosmosu z narwanym inżynierem, który cieszy się jak dziecko, bo będzie miał nową zabawkę. A mówią, że człowiek prosty jest szczęśliwszy...* Muszę się napić... *Tang przeszedł kilka kroków i padł na sofę i już nie wstał. Z mechaniki to on wiedział tylko tyle, by naprawić swój statek, tak by latał. Z fizyki to tylko to, co niezbędne było do "pracy i wojaczki". A ci tu gadają o rzeczach, które jemu się w głowie nie mieściły* |
| Zindarad - 2010-03-31 22:59:25 |
Kiedy padło zdanie o sprzedaży praw autorskich, Zin jeszcze bardziej spoważniał, nie chciał też jednak, by na Mandalore przylecieli łowcy nagród. Zin miałby zbyt mało czasu na skonstruowanie jakieś porządnej puszki, poza tym Zin w końcu się chce przestać bawić tymi droidami i samemu przejść do czynienia sprawiedliwości. Strzelać umie, ale chciał w końcu skończyć z marnym pistoletem przypiętym do pasa. Chciał od dziecka nauczyć się posługiwać bronią snajperską, ot co. |
| Gen. Qymaen - 2010-03-31 23:09:03 |
*Cyborg prychnął w odpowiedzi na zachowanie inżyniera* No jeśli nie zostawisz mi tych danych to nigdy *rzucił lekko, bo i nic wiecej do dodania nie było. Co mają sprawdzać jak nic nie mają? Poza tym – pierwszeństwo miały dane od Tangorna, swoją droga, przydałoby się je w koncu wysłać, bo póki co stanie i jęczenie o silniku nie zbliży go do zwycięstwa* Zostaw mi tę plytkę, do siedemdziesięciu dwóch godzin dostane odpowiedź, natomiast ja prawdobnie skontaktuje się za tydzień bo w najbliższym czasie nie będę miał głowy do tego *Wyraźnie zmęczony już był. Taki trochę nieprawdziwy się przez to zdawał* |
| Malkit - 2010-03-31 23:10:09 |
*Eh, i nie wsadzą do dupy – pomyślał rozczarowany, po czym położył się na podłodze. Ale mu się już chcialo spac…* |
| Tangorn - 2010-03-31 23:18:03 |
*Ileż można pieprzyć o silniku? - pomyślał Tang, który prawdę powiedziawszy był ignorantem i dobrze się z tym czuł. Jakoś nie wypominał w myślach ojcu tego, że nie posłał go on do szkoły, nie zapewnił edukacji na uniwersytecie czy też innych pierdół. Było mu dobrze tak jak jest* Cisza, spokój... obudźcie mnie jak to się skończy albo jak zaczniecie gadać o czymś na prawdę ważnym... alkoholu, mordobiciu, rozróbach... seksie... *Mruknął Tang i odchylił głowę do tyłu, zamykając oczy. Ręce skrzyżował na piersiach i tak siedział* |
| Zindarad - 2010-04-01 18:27:38 |
-Sam chce odwiedzić to centrum tych waszych całych badań. Nie chce, by mnie ktoś w chuja zrobił za przeproszeniem szanownego generała.-Powiedział do niego. Pełne schematy silnika mogą wystarczyć do przejęcia patentu, a Zin pozostanie z niczym. To byłby jego interes życia dla niego. Zero kredytów, a napęd pozostawiony w rękach organizacji, która zrobi z nim użytek. O nie! Do takiego czegoś nie dojdzie. Nie póki Zin jeszcze trzeźwo myśli, bo Zin stąpa mocno po ziemi i wie, że mogą go wyruchać i pozostawić z niczym. Co to to nie! |
| Gen. Qymaen - 2010-04-01 18:50:11 |
*Spojrzenie ostrej źrenicy zaczepiło o Tangorna. Biedny mandalorianin – pomyślał. Ale i tak cierpliwy. Chwile na niego popatrzył, jednocześnie słuchając kolejnych słow Zina. Zaraz tez skupił na nim wzrok, jednak było to skupienie pobieżne. Jeśliby któryś z nich widział go na zebraniu zarządu Cochrelu przy długiej debacie na tematy biznesowe, stwierdziłby ze zachowuje się niemal identycznie. Z tym ze tutaj mógł się poodzywać.* Obawiam się ze, jak to się elokwentnie wyraziłeś to całe centrum tych naszych badań nie jest zainteresowane pańską prelekcją ponieważ Cochrel jest korporacją zamkniętą z powodów łatwych do ogarnięcia logiką. Proponuje zainwestować… hmmm… jeśli ma to dać jako taką gwarancje to w krążownik…bo jeśli zechcą przejąć plany to przejmą. *Sięgnąwszy pazurzastą dłonią poprawił sobie pelerynę pod szyja, poczynając od zapinki i zjeżdżając sobie leniwie w dół* Ewentualnie, panie Kobdar mogę skontaktować się z kim trzeba i sprowadzić go na Widmo, ale biorąc pod uwage fakt, ze naprawdę jest tu co robić, to może potrwać, a może nawet – trafić na listę rzeczy pilnych doz robienia natychmiast po mojej śmierci *i prychnał, jakby sam się zaśmiał ze swojego żartu* |
| Malkit - 2010-04-01 18:53:37 |
*Chwila leżenia się zakończyła, Malkit wstał i ruszył, obierając kierunek na sofę na której gnieździł się Tang. Podszedł grzecznie, przechodząc miedzy generałem i Zinem. Stanął miedzy nimi, popatrzył na jednego, na drugiego, po łebku się podrapał, po czym wgramoliwszy się na sofę usiadł obok Tanga* Ja tu usiadłem! *Poinformował rzeczowo i bardzo poważnie* Powiedzieć ci kawał? *zagadał na ucho do Tanga* |
| Tangorn - 2010-04-01 20:03:20 |
*Tang miał tyle cierpliwości bo już wyłączył myślenie i tylko siedział z głową odchyloną do tyłu i z zamkniętymi oczami, ziewając co jakiś czas ostentacyjnie. Wyruchają Zina z tym silnikiem to niech się potem do Tanga zgłosi, dla niego to będzie czysta przyjemność, by te plany odzyskać różnymi sposobami. Już nie takie rzeczy się w życiu robiło... |
| Malkit - 2010-04-01 20:37:51 |
*Malkit przytulił się do wujka Tanga, i nie czekając na Zina, bo ileż można czekać zaczął opowiadać* Idzie dwóch klonów przez pustynie i jeden mówi: ja nie czuje nóg, a drugi mówi: to powąchaj moje *wyszeptał na ucho, opierając się łapkami o ramie mandalorianina, po czym zaczął ukać i gruchać, zadowolony* |
| Tangorn - 2010-04-01 21:01:47 |
*Tang wysłuchał w skupieniu żartu Malkita i też się zaśmiał cicho z niego.* Dobre... talent po ojcu odziedziczyłeś. Musisz to powiedzieć A'denowi i reszcie, pewnie też się ucieszą... *Nie mieli kompleksów na swój temat i z wielu żartów o klonach sami się śmiali. Ale oczywiście nie ze wszystkich, bo te "rasistowskie" ich tylko wkurzały. A ten akurat należał do kategorii tych znośnych* Znasz jeszcze jakieś kawały? |
| Zindarad - 2010-04-01 21:14:37 |
-Generale. Co jeden człowiek może zrobić całej stacji kosmicznej? Proszę mi pozwolić tam polecieć. Zwiedzę nieco świata, poznam innych inżynierów. Przecież chodzi tu przecież o dobrą współpracę, bo założę się, że pańscy ludzie nie zrozumieją jednej trzeciej części użytych w tym napędzie.-Powiedział do nich. Części te zostały zaadoptowane przez Zina za czasów jego pracy w WAR-ze. To były tajne projekty. Na przykład przekaźnik masy to bardzo skomplikowana konstrukcja, dotąd nieznana galaktyce, a tu ni stąd ni zowąd pojawia się jegomość, który wyskakuje z takim badziewiem. Jeśli generał mu pozwoli tam polecieć to Zin.-Jak pan pozwoli to pomogę w budowie tego napędu. Mogę nawet zorganizować kilku kumpli po fachu co ze mną w WAR-ze pracowali, którzy zdążyli spierdolić przed wielką imperatorską łapą.-Dodał po chwili i oczekiwał jego reakcji. |
| Gen. Qymaen - 2010-04-01 21:19:58 |
*Raczej by Tang nie odzyskał, z przyjemnością czy bez niej. Generał naturalnie nie wątpił ze Tangorn w swoim mniemaniu kładzie wszystkich których spotka na swojej drodze, ale prawda niestety bywa tyleż niepozorna co brutalnie zaskakująca, a o Cochrelu oficjalnie niewielu żyjących słyszało, za to bardzo wielu martwych… |
| Malkit - 2010-04-01 21:23:27 |
*Sam zaczął gdakać, a kiedy wyłapał wypowiedziane przez generała brzydkie słowo, to zapiszczał i złapał się łapkami za pysk, śmiejąc się do Tanga spojrzeniem, ale zaraz znowu przysunął się i na ucho zaczął opowiadać* Było, jak dwa klony złapały rancora, jego chcieli zabić ale: nie mają noża. Jeden mówi: ja ide po nóż i poszedł, a tamtemu uciekł rankor! Wraca klon z nożem a drugi klon mówi: rankor uciekł. A pierwszy mówi: kłamiesz, sam go zjadłeś! |
| Tangorn - 2010-04-01 21:32:13 |
*Cóż, przywarą Mandalorian było to, że mają o sobie wysokie mniemanie, poniekąd jednak uzasadnione tym, że są najlepszymi wojownikami Galaktyki (nie licząc wszelkich mocowłądnych, bo wiadomo, ci jadą na sterydach zwanych Mocą). A Tang to już w ogóle, przeżył tyle różnych bitew, starć, potyczek czy zamachów na swoje życie, że trochę mu się w dupie poprzewracało. A dzień w którym zrewiduje swoje wysokie mniemanie o sobie i swoich przyjaciołach będzie zapewne dniem jego śmierci, co mu i tak nie będzie przeszkadzać. Śmierć w potyczce z silniejszym przeciwnikiem jest honorem dla wojownika. Chociaż wstydem by było zginąć potykając się o kant schodów i z nich spadając czy coś w tym stylu. Gdzie on by się w zaświatach ze wstydu podział?* Aż tacy głodni byli? *Zaśmiał się cicho, ale miał jakieś przeświadczenie, ze gdzieś słyszał podobny kawał, z tą różnicą, że o szturmowcach* No, no, no... rośnie konkurencja dla Seco... |
| Zindarad - 2010-04-01 21:46:11 |
-Wiem, że robię niemałe zamieszanie, ale chce załatwić to sam. Myślę sobie tak skromnie, że jak wszystko pójdzie dobrze to i generał tego wszystkiego dożyje. Skoro mamy napęd już zaprojektowany to budowa krążownika zajmie jakieś cztery lata, bo to skomplikowana sprawa.-Powiedział do niego, aż w końcu ze swej pierdolonej łaski położył nośnik pamięci na stole. Masz to skurwysynu pomyślał sobie. Nie chciał utrudniać, ale mimo wszystko chce tam polecieć, coby poznać się z umysłami podobnymi do niego. Poza tym, gdy stara ekipa się zleci to i pracować się będzie milej. Skrzywił usta po czym spojrzał na Tanga.-A wiesz? Jest taka stacja kosmiczna. Alfa 8 się nazywa. Podobno świetne drinki tam podają. Można by się tam wybrać. |
| Gen. Qymaen - 2010-04-01 21:59:12 |
*Cyborg zaśmiał się chrypliwie, podchodząc niebezpiecznie pod atak kaszlu, ale udało się nie* ooo, a jaki optymista! *zadudnił dziwnym tonem, mówiąc z całą pewnością o długości swojego życia. Nie ma co – czarny humor się go trzymał. No ale – ktoś kto dwa razy wywinął się ze szponów śmierci w końcu rozwinie w sobie lekką dla niej pogardę. Z resztą kto go tam wie… Kiedy nośnik wylądował na stole, uniósł tylko powiekę. Niekonkretny ten Zin, mówi co innego, robi co innego. Nie lubił generał takich. No ale nic, w końcu w Alfie 8 dobre drinki dają, ważny wątek przy negocjacjach przyszłości swojego pomysłu… |
| Malkit - 2010-04-01 22:01:50 |
Nie-e *zaprzeczył młody* Oni mieli deser *jak wiadomo wszem i wobec klony mają spust - dużo jedzą, wiec taki rankor to dla nich jedynie przystawka. A Malkit – swoją drogą też by coś zjadł – położył się na plecach, łepek oparł na udzie tanga i przygryzł sobie język, a czemu – nie wiadomo* |
| Tangorn - 2010-04-01 22:07:42 |
Deser? Mhm... *Mruknął w końcu i popatrzył na Malkita marszcząc czoło, a do jego receptorów słuchowych zwanych uszami dotarło wyrażenie odnoszące się do stacji, gdzie serwują dobre drinki.* No to po akcji będę miał gdzie się zabawić... Alfa 8... co to za zadupie? Nie słyszałem o tym... *Co było dosyć dziwne, bo spory kawałek Galaktyki już zwiedził i poznał kilka ciekawych i "ciekawszych" miejsc. A teraz Generał podziękował Zinowi, więc to znaczyło że, można już spieprzać stąd* No to skoro interesy już się załatwiło to wstawaj Mal'ika... może jeszcze na kolację zdążymy. |
| Zindarad - 2010-04-01 22:12:39 |
-To wszystko generale. W takim razie do miłego.-Powiedział Zin i lekko się doń uśmiechnął. Zin rzecz jasna nie wspomniał o zabezpieczeniach, które założył na ten projekt. Nie był głupi, żeby sprzedawać go przy pokazaniu wszystkich specyfikacji, to co pokazał Kobdar było tylko rysunkiem, zaś wszystkie obliczenia i analiza schematów są ukryte w podfolderach, na które Zin założył hasło. Inżynierowie korporacji nie będą pocieszeni, gdy zorientują się o co biega.-Dobra Tang. Ruszamy dupy z tego statku, może Temena w końcu coś ugotowała, a o tej stacji opowiem Ci w drodze do domu.-Powiedział do niego i wyszedł na zewnątrz, kierując się od razu do turbowindy prowadzącej do hangaru. |
| Gen. Qymaen - 2010-04-01 22:19:26 |
*Co tam było a czego nie było to już nie problem generała. Grodzie otworzyło się posłusznie przed wychodzącymi, a sam cyborg nie ruszył się z miejsca* Niech przestworza będą łaskawe *rzucił tylko pożegnanie w swoim nowym stylu* |
| Malkit - 2010-04-01 22:21:40 |
*Malkit, widzą, ze podjęto procedurę zabranie się sta d zeskoczył z sofy, po czym podszedłszy do Generała oparł się o jego durastalową nogę grzbietem, a potem wstał na tylne łapy i zadarłszy łepek rzekł* To papa wujku generale *po czym wyprzedziwszy Tanga i Zina wystrzelił na korytarz, a kiedy wujkowie wychodzili, Malkit już tulił się do droideki. Aktywnej. Tej „biednej” nad którą tak wcześniej ubolewał* |
| Tangorn - 2010-04-01 22:28:13 |
No wreszcie kurwa... *Tang ochoczo poderwał się z sofy, bo ta paplanina techniczna wykończyła go bardziej niż jakaś bitwa na zadupiu Galaktyki. Oby tylko Zin nie podniecał się za bardzo w drodze do domu, bo będzie mu musiał przywalić. Mijając generała usłyszał jego pożegnanie, więc obrócił głowę w jego kierunku i zmarszczył brwi* Stary, za dużo z Fler gadasz... *Rzucił żartobliwie w Mando'a i ochoczo przekroczył grodzie* Pogadamy jeszcze potem o naszej imprezie... *Pożegnał się już normalnie i machnął ręką Malkitowi by się ruszył, bo Tang bardzo chciał zobaczyć swój stateczek w końcu* |
| Gen. Qymaen - 2010-04-06 12:19:36 |
*generał wkroczył do sali konferencyjnej z nadzieja, ze Fler tam już będzie, ale nie. Był sam, jeszcze. Wszystko przygotowano jak sobie życzył, na stole był drobny poczęstunek, no i szampan. Nawet podkurzali, wiec generał czuł coś w rodzaju pustki, bo naprawdę nie miał się czego przyczepić. Zatrzymawszy się na środku Sali podciągnął ręke za plecami, udało się o kilka centymetrów i stop. Wziął wiec ramie do przodu, racząc je gniewnym spojrzeniem. Dłon działała, inne przeguby tez. Szkopuł tkwił w barku. Drugą ręką chwycił się tuz powyżej stawu i energicznie podciągnął do góry. Trzasnęło, posypały się iskry, a generał warknął. Ale kiedy otworzył oczy, okazało się, ze ręka się naprawiła. Ha! No i dobrze. Będzie mógł ją zatknąć za grzbiet jak ustawa przewiduje. I tak tez zrobiwszy ustawił się przodem do wejścia i czekał* |
| Fler - 2010-04-06 12:34:54 |
*Nie sądziła, ze to będzie tak długo trwać, ale doktor był skrupulatny. Mały, śmieszny, nie wiedziała nawet jakiej rasy. Jednak z cala pewnością – dobry specjalista. Ciągał ją do każdej projekcji i tłumaczył aż dostawała świra. Potem po lekach źle się czuła a musiała czekać 12 godzin, wiec oczywiste ze nie poszła do generała. Spała na kozetce i nawet krzątanie się doktora i robotów nie przeszkadzało jej w drzemce, wiec 12 godzin minęło jak z bicza strzelił, a po 12 usłyszała ze „dzidziuś czuje się świetnie” i ze nic nie wskazuje na odrzucenie. Naturalnie popłakała się z emocji, a potem długo rozmawiali, aż w końcu doktor wysłał ją by coś zjadła. Ale ona nie w głowie miała szukać stołówki. Po drodze w łazience doprowadziwszy fryzurę i sukienkę do ładu, poprawiła makijaż, wzięła tez kilka drobiazgów i ruszyła dziarsko stronę sali konfederacyjnej, by podzielić się radosną informacją z tym, dzięki którego mogło to w ogóle się stać. Z generałem. |
| Gen. Qymaen - 2010-04-06 12:39:04 |
*Kiedy wchodziła, był na etapie zabawy peleryna, trzymając ją w dłoniach międlił i… jak tylko ją dostrzegł, puścił i wyprostował się, rzecz jasna umownie, bo nadal był zgarbiony, no ale mniej. Od niej był wyższy w tej pozycji. Jego złote oczy przylgnęły do jej postaci, a powieki zmrużyły się mimowolnie w takim bardzo „miłym” wyrazie, który rzadko gościł na jego… powiekach* Rzeka… i jak? *zapytał w miarę cicho jak na swoje możliwości, jednocześnie zapraszając ja do środka gestem* |
| Fler - 2010-04-06 12:44:58 |
*poczuła tylko jak właz zamyka się za nią, ale nie usłyszała końcowego dźwięku, bo już jej uwagę zdominował generał, stał się centrum wszechświata, a ona, tyleż spłoszona co rozpalona wdzięcznością, z uśmiechem na twarzy wyszyła, zgodnie z zaproszeniem w jego stronę. Nie uszło jej uwadze strojne nakrycie, poczęstunek i dobry alkohol. Ale mimo to widać sam generał był ciekawszy* Szczerze mówiąc kiedy ostatnio zachodziłam w ciąże było przyjemniej… ale zdecydowanie mniej widowiskowo… *jej ręce zsunęły się po brzuchu i zaplotły na wysokości łona* Jest dobrze *skinęła głową z tym uśmiechem i magią na twarzy, jaką może mieć tylko matka* |
| Gen. Qymaen - 2010-04-06 12:49:44 |
*Jego wzrok tez odruchowo zjechał na brzuch, choć i tak niczego tam nie zauważy, przez dłuższy czas jeszcze. Ale przypomniało mu się, jak kiedyś tam, dawno temu w poprzednim życiu jego Ronderu była w ciąży. Ona była poniekąd podobna do Fler. Miała takie same długie, czarne włosy. Podobną figurę. Tylko oczy inne. Zupełnie.* To prawdziwy sukces, i naukowy i osobisty. Cieńsze się niezmiernie, Rzeko *I skinął łbem na potwierdzenie swoich słow* Powinniśmy to uczcić |
| Fler - 2010-04-06 13:00:11 |
*Poczuła się nieco zawstydzona, jak młoda tancerka przed wielką publicznością. Odległość miedzy nią a olbrzymem z durastali malała z kroku na krok. Zawstydzone spojrzenie podniosło się i odnalazło punkt przewodni w żywych oczach a białą maską* Generale… *przemówiła szeptem. Jej smukłe ręce po których wił się jedwabny wąż aksamitnego granatowego szala podniosły się na wysokość zaokrąglonych estetycznie piersi rysujących się pod idealnym krojem sukni* To dzięki Panu. Tylko dzięki Panu. Dziękuję, to za mało. Chcę coś dla Pana zrobić… *jej dłonie podniosły się, by delikatnie jak dotyk wiatru osiąść na nieczułym pancerzu, jednak tak, jakby dotykała skóry samego bóstwa* …zrobię wszystko… |
| Gen. Qymaen - 2010-04-06 13:14:56 |
*Źrenice cyborga rozszerzyły sie zdumieniem w zupełnie innym rodzaju niż te zdumienia które można było widziec w jego oczach ostatnio, nieczęsto, ale jednak. Sensory dotykowe nie byly najlepsze. Bardziej dotyk odbierał wzrokiem. Patrzył, jak zielone delikatne dłonie muskają metal naokoło wspomagających paneli na jego napierśnikach. Miejscami był niemal pewien, ze czuje ten dotyk tym, co pozostało z niego pod pancerzem. Przez płytę pewnie czuła uderzenia jego zmęczonego serca. Milczał, zastanawiając się nad tym dawno już zapomnianym stanem, przypominając sobie zapach bliskości, młodego ciała, którego teraz już nie mógł czuć. Czul jedynie mocne wonie w rodzaju dymu. Jestem taki okrojony – pomyślał z żalem. Dawno tez nie miał do siebie takiego żalu ze jest tą marną imitacją zycia. Odzwyczaił się od prawdziwości. Zamknął wiec oczy, uruchamiając wyobraźnie na podstawie wspomnień, by choć na chwile łudzić się, ze to, ten lot, ten wybuch nigdy się nie stały. W końcu, podniósłszy powieki sięgnął durastalową łapą do włosów Rzeki, by wyjąć wsuwkę podtrzymującą kok, by włosy się rozsypały jak kaskada, naokoło głowy, jak to noszą kaleeshianki., opuścił tez jej szal, by nie zasłaniał tajemniczego trójkąta, który tworzył się na dekolcie sukni* Mam życzenie *odezwał się chrypliwie, głosem jednak bardzo spokojnym, jakby nieobecnym* zatańcz. Zatańcz dla mnie |
| Fler - 2010-04-06 13:35:48 |
*Jej włosy splunęły po ramionach, do przodu na piersi ukryte pod gorsetem sukienki, z tyłu na proste plecy, falując i rozsypując się jak rzucony groch, swoim niepowtarzalnym rytmie, przywodząc na myśl burze niezdyscyplinowanych boskich czarnych błyskawic, a jej ciało wygięło się w bok, jakby stałą się jednością z prawami fizyki bawiącymi się aksamitem czerni jen włosów, zatoczywszy piruet znalazła się o długość ciała od generała, w miejscu najdogodniejszym, by obserwować mógł ja i jej ruchy. Zaraz tez popłynęła melodia. Muzyka, zdecydowane uderzenia Alderiaańskiego pianina i słowiczy śpiew skrzypiec, tworzące razem niezapomniany dla nikogo duet. Wraz z mocniejszymi dźwiękami smukła ręka tancerki podniosła się i w luku zawinęła do góry, kiedy podążała za nią jak wiedziona obietnicą zbawienia dusza* |
| Gen. Qymaen - 2010-04-06 13:41:58 |
*Nie sądził ze doczeka takiego momentu po tym wszystkim, co robił do tej pory. Na koniec swojego zycia spodziewał się potworności, tymczasem to, co widział mógł śmiało włożyć miedzy chwile szczęścia, prawdziwego duchowego uniesienia. Ostatni taki stan miał chyba na kaleeshianskiej ceremonii błogosławieństwa. Kiedy to tez tańczyły kobiety, kaleeshianskie, w tradycyjnych strojach. Ale chyba nie tak pięknie. I nie tylko dla niego. Powstrzymywał się by nie wyciągnąć do niej ręki i nie poddać się jej ruchom. Była by to zniewaga dla jej kunsztu. |
| Fler - 2010-04-06 13:45:52 |
*Ne jej zajętej przez uniesienie twarzy błysnął uśmiech, wyłaniający się z miedzy koralowych warg, lśniący i pełen duszy. Podążając do tylu, jak niesiona na wietrze, niczym ucieleśnienie samej mocy wypuściła przed siebie wołająca gestem rękę. Palce zgięły się, jeden po drugim, próbując zagarnąć sobie osobę… partnera? Skoro wyraził chęć…* |
| Gen. Qymaen - 2010-04-06 13:52:55 |
*ruch palców odbił się w złotych oczach, trochę zamglonych, ale patrzących z głębią. W odpowiedzi na gest ruszyło całe cielsko krokami ciężkimi, bez gracji jednak z werwą i ładunkiem dobrych chęci równych jego masie. Między zwrotkami pelerynę z nonszalancją (kaleeshianską, czyli trochę małowytworną) odrzucił do tyłu, ale po chwili znowu uderzyła go w stawy skokowe. Wyciągnął potężne, pancerne ramie by dwoma palcami złapać tę wołającą go dłoń. Oczy zmrużył. Jakby widział to Dooku to by chyba samoczynnie wybuchł. A Mace Windu skonałby ze śmiechu…* |
| Fler - 2010-04-06 14:12:57 |
*A Fler jakby zobaczyła to z boku byłaby dumna z generała ze stać go na taką ekspresję siebie, pozwoliła schwycić się za dłoń, i natychmiast zwinnie wykonawszy piruet po wyciągniętej ręce znalazła się przy generale, dosłownie wpadając w jego objęcia, pozwalając ciału, by przylgnęło do metalu. Druga ręka zaraz subtelnym gestem nacisku od zewnętrznej strony przywołała wzrok generała na siebie* Znów wędrujemy ciepłym krajem… *szepnęła doń głosem pełnym łagodnej siły, pasji i przesyconym tajemnicą. Pozwoliła sobie na chwile bliskości, by za chwile wyskoczyć spod ramienia generała, wprawiając w ruch jego pelerynę. Na kończąca się melodie wyginęła piruet, i opadła jak lądujący ptak, by po chwili znowu wyskoczyć przed generała. Chwila, muzyka zmieniła się, stalą się żywsza, balladowa. a w rękach Fler zalśniły zielenią dwa miecze świetlne. Na ustach zaigrali uśmiech, a w oczach ogień* |
| Gen. Qymaen - 2010-04-06 14:18:00 |
*Cichy zgrzyt w ramionach towarzyszył wyprostowaniu się, prawie do prostego, kiedy i jego ręce sięgnęły do wewnętrznych kieszeni peleryny. w duszy sam nucił słowa tej piosenki, a sięgając po miecze ochoczo patrzył na Fler z prawdziwym uznaniem. Nie mogła mu sprawić większej przyjemności. Kiedy odebrano mu wszystko, walka na miecze stała się jego pasją. Teraz z konieczności odstawioną, ale znalazł się oto ktoś, kto dał mu nie tylko piękne wspomnienia dawnego zycia, ale i dawnej świetności. Dla kontrastu wybrał dwa niebieskie. Wystrzeliły z durastalowych dłoni które otoczyły sobą rękojeści. Z obydwu stron ich błękitna poświata oznaczyła sobą boki maski* |
| Fler - 2010-04-06 14:22:49 |
*Miecze w dłoniach Fler zakręciły młynki, kiedy skoczyła, by w owym skoku dosiegnąwszy pozycji po lewej stronie generała, zaatakować jego lewą klingę, ale tak, by zbliżywszy się znaleźć się blisko jego twarzy* |
| Gen. Qymaen - 2010-04-06 14:27:54 |
*rzeczywiście, blokując jej klingę, od dołu prawie na samej rękojeści przekręcił głowę, by ja widzieć. Bo to przecież nadal elementy tańca. Musiał wiec się starać. W ogóle musiał się starać, jego zniszczone ciało już nie było tym, co kiedyś. Lekkie użycie siły powinno spowodować odchylenie ręki Fler, tymczasem on zaatakował… nie, nie atakował, po prostu użył drugiego miecza tnąc na jej kolana. Ładne nóżki, przynajmniej jest pretekst by spojrzeć* |
| Fler - 2010-04-06 14:34:00 |
Lecz gdy muzyk nocy… *śpiewając dalej, nie przerywając, po zablokowaniu jej atakującego miecza wywinęła się, i oparłszy na przedramieniu generała przeskoczyła przez nie, opierając się biodrem, przetoczył zwinnie, jak tancerka, a wykonawszy piruet pchnęła obiema klingami na pierś generała. W normalnej walce na pewno nie miałaby szansy to rozbić, ale teraz – czemu nie* |
| Gen. Qymaen - 2010-04-06 14:40:57 |
*Stąpnął ciężko stawiając nogę, by się odwrócić. Chciał zareagować błyskawicznie, jak kiedyś, ale nie tyle nie mógł co wiedział, ze nie powinien. Jego miecze, jeden od dołu a drugi od góry spadły, by zablokować ciosy i… tylko zablokować, a potem zerkać, co będzie dalej. Znajome błyski przypominały mu dawne czasy. Brakowało tylko strachu. Nie jego, strachu Jedi z którym walczył. Ale o tym teraz nie może myśleć* |
| Fler - 2010-04-06 14:43:21 |
*I stało się dokładnie tak, jak zaplanowała. Włożyła jeszcze trochę siły, by ustawić go wedle własnej woli, a potem okazało się ze nagle znaleźli się twarzą w twarz. Bardzo blisko* |
| Gen. Qymaen - 2010-04-06 14:48:20 |
*zaśmiał się w duchu, ale bardzo serdecznie, słowa piosenki bardzo do niego przemówiły, a potem okazało się, ze całkiem pasują. Już dawno przestał myśleć o sobie jako o istocie o jakaś choćby elementarną wrażliwością. Trzeba to zmienić. Wiedział już ze przy niej może. Kiedy odskoczyła ruszył ochoczo na nią, z pochylonym łbem, kręcąc mieczami młynki i przez chwile wyglądał jak dawny Grievous, ale w jego złotych oczach można było czytać: nie zrobię nikomu krzywdy. A już na pewno nie Fler. Prawa ręka z ostrzem opadła na tancerkę. Lewy trzymał z tyłu. Powinna go teraz pokonać* |
| Fler - 2010-04-06 14:51:27 |
*Muzyka się zmieniła, czyli pewnie zaraz skończy się ten utwór. Fler uderzyła na prawy miecz generała raz, a potem drugi obydwoma swoimi ostrzami w zsynchronizowany ze sobą i z muzyką ruch* |
| Gen. Qymaen - 2010-04-06 14:53:52 |
*Po owych atakach prawy miecz został wyłączony, czyli był to symbol utraty owego miecza. Zostal z jednym, ale rozważał ewentualność poddania się jej. Jeszcze się nikomu nie poddał, choć nie raz, jak to mówili „miał okazje” by oddać się w ręce sprawiedliwości. Miecz w lewej dłoni pomknął półokręgiem na talię kobiety. Znowu pretekst by popatrzeć bezwstydnie* |
| Fler - 2010-04-06 14:59:13 |
*Ustawiła swój miecz pionowo by zablokować, a potem drugim uderzyła na klingę. A masz, wyłącz się! Uśmiechnęła się do generała. Tak symbolicznie, bo zwykle używała mieczy do tańca. Ale jak na improwizacje – bardzo ładnie* Dziękuje, generale. Musze przyznać, ze kilka lekcji rytmiki i byłby generał niezłym tancerzem… |
| Gen. Qymaen - 2010-04-06 15:03:56 |
*Poddał drugi miecz, i nadal trzymając rękojeści w dłoniach, zgarbił się, bo za długi wyprostowany (w miarę) stał i już mu oddech się spłycił. Zamknął oczy niemal w rozkoszy a kiedy je otworzył, patrzył na Fler naprawdę ciepło* Oj wiele ty mi dałaś dziecino dzisiaj, to raczej ja dziękuje. A co do rytmiki. Nie przejdzie, bom głuchy *wyznał gładko chowając broń* |
| Fler - 2010-04-06 15:19:15 |
*Zaśmiała się perliście, sama także odkładając miecze, zaczepiając je u paska* Nie jest źle. Jakby było, zauważyłabym *Odparła podnosząc głowę, jakby chciała pochwalić się swoją piękna szyją, wygładziła suknię… i włosy, zaczesała je za uszy, ale były bujne, ciężkie i pchały się do tyłu* Eh, i gdzie generał moja wsuwkę rzucił? *zapytała, demonstracyjnie, z udawana grozą wbijając sobie pieści w talie* |
| Gen. Qymaen - 2010-04-06 15:26:06 |
*Westchnął bardzo realistycznie i bez krztuszenia się. Może rzeczywiście trochę gimnastyki czasem nie zawadzi* A po co masz te biedne włosy więzić nieustannie. Uwolniłem je! *rozłożył ręce na boki, po czym sięgnąwszy ku twarzy Fler, już bez oporów, wsunął szpony w jej włosy i pociągnął do przodu, niech opadają, tak ładnie, po czym sam ruszył w kierunku stołu* Pewnie jesteś głodna, a wiec – jedź na zdrowie, za nasz sukces |
| Fler - 2010-04-06 15:30:28 |
*Już się nie bala generała. W ogole. Ani jego bliskości, ani jego dotyku, tak wiec przeczesanie włosów przyjęła normalnie, najnormalniej, po prostu. Uśmiechnęła się i skinęła głową* Jestem głodna. I rozczochrana przez generała *stwierdziła i wyminąwszy cyborga niebezpiecznie blisko, prawie ocierając się o pelerynę, podeszła zwiewnie do stołu* mmm… nareszcie nie musze gotować! Mogę tylko jeść! Haha! * pólpiruecie na sofie opadła, rozwaliła się jak u siebie, j sięgnęła po krokieciki* |
| Gen. Qymaen - 2010-04-06 15:38:29 |
*Człapanie ciężkich szponów na stopach generała zbliżało się do stoliczka. W końcu się zatrzymał, górując nad ucztą jak jakiś dziwny parasol. Wziął za szyjkę butelkę szampana, i szarpiąc druciki zaczął go otwierać. Pstro miał palce zakończone wiec był w tym niezły. A potem miast strzału po prostu korek bez wysiłku wyciągnął, a z butelki poleciała mgiełka* Nie lubisz gotować? No, dawaj kielicha. Na Kalee jak się czegoś nie opije, to przodkowie nad tym niechętnie czuwają |
| Fler - 2010-04-06 15:42:42 |
*Taaa, ja wiem ze przodkowie to niezłe palniki – odpowiedziała w myślach. Secorsha tez kiedyś o tym wspominał. Jak cos się zdarzy ważnego, albo kupi się jakaś drogą rzecz, trzeba ją szybko „oblać”. Seco przyjął na siebie ten szlachetny obowiązek a Tangorn w ramach wolontariatu mu pomagał. Przodkowie wiec czuwali jak jasna cholera* Naturalnie, generale *Wstała i podsunęła kielich* Lubię gotować. Ale jeść też lubię. |
| Gen. Qymaen - 2010-04-06 16:01:12 |
*Mówiąc prostym językiem: polał do pełna bursztynowego buzującego szampana* A może… *zaczął, a butelka została odstawiona. Postać pod płaszczem, zgarbiona zwodniczo spokojna spojrzała kaleeshianskimi oczami na operatorkę kielicha* Zechciałabyś mi mówić po imieniu? |
| Fler - 2010-04-06 16:02:41 |
*Drgnęła, zaskoczona, a jej oczy i tak wielkie stały się teraz jeszcze większe, okolone igliwiem czarnych rzęs. Kielich przytuliła do piersi, łapiąc go oburącz, ale ani jedna niezdyscyplinowana kropla nie wyskoczyła na jej biust* Ah, czy to nie byłby brak szacunku, generale? |
| Gen. Qymaen - 2010-04-06 16:06:19 |
*ze zgrzytem rozłożył durastalowe ramiona na boki, odsłaniając mimowolnie oszalowany maszynerią tors* Ja do ciebie mówię po imieniu. Czy czujesz w tym brak szacunku? Nie, nie będzie, oczywiście, ze nie. Tak wiec – Qymaen *I prawa durastalowa ręka wyszła na spotkanie z Fler. Taka wielka, szponiasta łapa. Ale na pewno mocno nie ściśnie. Patrzył na nią zupełnie inaczej, jak na nikogo tutaj. Bo nikt tez tu nie miał takich jego względów by móc nazywać go po imieniu. Nawet Ava (chyba ze prywatnie, a o tym nikt nie wiedział)* |
| Fler - 2010-04-06 16:08:38 |
*skinęła głową z uśmiechem. Skoro tak stawia sprawę, to będzie zaszczycona. Podała ręke ufnie w tą wielką szponiastą łapę* zatem, Qymaenie, zdrowie Twoje, pana doktora i wszystkich, którym chce podziękować *I patrząc na generała spełniła toast, a szampan był naprawdę przedni. Tylko ze ona teraz nie za bardzo może pić. Wiadomo* |
| Gen. Qymaen - 2010-04-06 16:18:34 |
No i oczywiście zdrowie mamy i jej pociechy *dodał, choć pić nie mógł, ale z butlą w garści stał, bardzo symbolicznie, ciesząc się widokiem Fler. Już miał cos powiedzieć, kiedy odezwało się pod pazuchą pikanie. Warknął i odebrał* Generale, jest pan pilnie potrzebny na mostku, tu jest cos dziwnego… |
| Fler - 2010-04-06 16:20:06 |
Dobrze ge… Qymaenie chciałam powiedzieć, z radością sprzątnę te talerze *pożegnała go czarującym uśmiechem, po czym,…. Jak się na to zarcie nie rzuci… cóż, musi teraz jeść za dwoje. Potem znajdzie generała. Teraz głodna jest* |
| Gen. Qymaen - 2010-04-19 17:57:16 |
*Kilka godzin po lądowaniu. Generał nie potrafi długo usiedzieć na miejscu. Pierwsze kroki skierował na mostek, gdzie zebrał najnowsze dane, które t napłynęły kiedy go nie było. Teraz przesiadywał w sali konferencyjnej. Sofa ugięła się pod ciężarem metalowego cielska, na stoliku „kawowym”, dyplomatycznym leżały dyski z danymi. Peleryna generalska, od wewnątrz pikowana, purpurowa, od zewnątrz surowociemnozielona zwisała przewieszona przez metalową konstrukcję uda. Pochylony cyborg stuknął pazurem w komunikator, łącząc się tym samym z głównym łącznościowcem z mostka* Przyślij Złomka do Sali Konferencyjnej *polecił. Załoga Widma ochoczo nazywała HK Ziomkiem, prócz generała, który nazywał go HWK, ale teraz, w obawie ze bystry nemoidianin nie załapie – powiedział Złomek* |
| Hk-47 - 2010-04-19 18:02:30 |
*HK-47 w czasie nieobecności swego Pana zajmował się kalibracją systemów i doprowadzaniem ich do względnego porządku. Musiał się nauczyć używania tych swoich nowych kończyn, w tym w ustawieniu bojowym, co początkowo nie szło za dobrze, ale powoli dochodził już do wprawy. No i dzisiaj został wezwany przed oblicze generała, no i nazwano go znowu Złomkiem, co mu się wybitnie nie podobało, a raczej jego program buntował się na takie określenie. I chętnie pokazałby im co o tym myśli, ale dostał wyraźny zakaz używania przemocy względem załogi, więc "cierpiał" w milczeniu. A teraz wszedł powoli, ale dumnie, po robociemu do sali konferencyjnej, co by się rozmówić z druga kupą złomu na tym statku.* Powitanie: Witaj Panie, HK-47 gotowy do służby. Kogo mam zabić? |
| Gen. Qymaen - 2010-04-19 18:21:02 |
*Druga kupa złomu – w tym przypadku generał – podniósł głowę i posłał swojemu robocikowi ostre spojrzenie. Ale nie było ono wrogie. Takie normalne, generalskie* Chodź chodź *zawołał, co by droid zbliżył się do niego* Twój cel znajduje się na Bimmasaari *to powiedziawszy uruchomił nagranie z kamer bezpieczeństwa widma. Była na nich postać – cel. Chudy długoszyj w charakterystycznym płaszczu i kołnierzu. Qermianin* |
| Hk-47 - 2010-04-19 18:24:21 |
*Gdyby HK umiał mimiką ukazać swoje szczęście, to by chyba eksplodował przy próbie wykonania tego, ale tak, był on szczęśliwy pod tym względem. W końcu mógł on kogoś zabić* Ekspresja: Och Generale, tak się cieszę, z radością wykonam ten rozkaz. Kim że jest ten paskudny wór mięcha? *Droid miał w pamięci zapisane wiele przykładowych "akcji" i zabójstwa, a określenie kim jest ofiara pomoże mu zaplanowanie konkretnych kroków zmierzających do eliminacji danej osoby. No i oczywiście też sie zbliżył, rejestrując swoimi fotoreceptorami postać qermianina* |
| Gen. Qymaen - 2010-04-19 18:29:22 |
Paskudny wór miecha jest sithem *wycharczał generał spokojnie, a werbalną ekspresje uczuć robota odebrał jako osobliwą ciekawostkę* Jako ze zależy nam na tym celu, dostaniesz środki według własnego uznania. Dostaniesz też wszelkie zgromadzone dane. Możesz zabić każdego, kto stanie ci na drodze do Nemedisa Poof’a. Tylko pamiętaj, byś nie zostawiał za sobą śladów. Masz być dyskretny *Pazurzasta łapa ujęła jeden z dysków. Generał obejrzał go, i podniósł w kierunek robota* Jasne? |
| Hk-47 - 2010-04-19 18:36:36 |
Zaciekawienie: Sithem? Preferowane formy eliminacji to użycie broni niekonwencjonalnej w postaci gazów bojowych, trucizn, broni dźwiękowo-ogłuszajacych niwelujących efekt działania miecza świetlnego. Westchnienie: Nareszcie zadanie godne moich umiejętności... *HK w swojej długiej historii eliminował już różne osoby, w tym Jedi, chociaż ich to łatwo było pokonać, wystarczyło wykorzystać ich największą słabość... współczucie. Sithowie takowej nie posiadali, wiec to tylko zwiększało radość z tropienia i eliminacji.* Zadowolenie: Przygotowanie do eliminacji zajmie mi trochę czasu panie, gdyż musiałbym ulepszyć niektóre systemy oraz usprawnić kończyny, gdyż te z odzysku nie satysfakcjonują mnie w 100%, ale lepsze to niż, gdybym miał wisieć pod sufitem. *Droid nie wykonywał jakiś zbędnych nerwowych ruchów jak typowe jednostki protokolarne, był maszyną starej daty, której najczęściej poruszającym się elementem w stanie spoczynku była głowa. Reszta stałą nieruchomo.* Stwierdzenie: Po naprawie algorytmu zabójcy wszelkie czynności zmierzające do eliminacji celu będą w 100% dyskretne. To nie moje pierwsze zabójstwo mocowłądnego. |
| Gen. Qymaen - 2010-04-19 18:43:15 |
*Cyborg skinął głową, tak głęboko, ze zazgrzytały mu spawy w „szyi”* Rzekłbym – wielki tez dla naszego nowego, starego nabytku. *co generał miał do stracenia? Jednego robota HK-47, może tez trochę środków, ale broń nie była droga, zwłaszcza teraz. „Hieny” świetnie sobie radziły odzyskiem, a odzyskiem fabryki były chętne do współpracy z Cochrelem za tanią rude. * W porządku, HaWuKa, zajmij się tym. Masz prawo zadać od techników sprowadzenia niezbędnych części i broni w trybie pilnym |
| Hk-47 - 2010-04-19 18:50:58 |
Wyrażenie ekspresji: Dziękuję Panie, to dla mnie czysta radość wypełnić twe rozkazy! Ten szkieletowaty wór mięcha stanie się dymiącą kupką grillowanego pokarmu dla psów kath albo ja sam przy tym poniosę dezintegracje! *Generał pewnie zauważył tą nagłą zmianą nastawienia u droida, a spowodowane to było tym, że dzięki temu zleceniu nareszcie doprowadzi się do porządku. Mało tego, będzie mógł zapolować na trudną zwierzynę, jaką niewątpliwie był sith. Ale jego obwody logiczne już pracowały nad planem dostania się na powierzchnie planety. HK potrafił przyjąć wiele ról, m.in. droida pilota, droida tłumacza czy towarzysza. Wystarczyło tylko uruchomić program poprawnościowy i już zachowywał się jak typowy protokolarny złom* |
| Gen. Qymaen - 2010-04-19 19:07:10 |
cieszy mnie Twój entuzjazm *wycharczał, choć w jego glosie za bardzo entuzjazmu nie było. Nie wiedział, do czego jest zdolny HK, ale di czego jest zdolny sith – owszem. Specjalnie nie wspomniał nic o nadajniku. Droid miał być niejako przedłużeniem jego woli. Niech polowanie będzie równe. Jeśli HK długo nie będzie meldował o postępach – prześle mu się odpowiednie ułatwienia zadania. Niech leci i morduje imperialnych ile wlezie.* Jego ostateczną formę zostawię Twojej twórczej kreatywności. I nie chwal się tym przed Jedi. To wszystko, możesz rozpocząć przygotowania *jak ja lubię uszczęśliwiać innych – pomyślał* |
| Hk-47 - 2010-04-19 19:10:25 |
stwierdzenie: Dyskrecja to moje drugie imię. Biorę się za przygotowania! *Odpowiedział odpowiednio modulując tonem głosu tak jakby na prawdę wyrażało to jego emocje. Metalowe cielsko HK odwróciło się i odmaszerowało, kierując się prosto ku serwisowni, gdyż lista jego "próśb" była nawet spora, ale nie aż tak kosztowna. Podstawowe przeróbki i tym podobne. A broń sam sobie załatwi, to nie był problem...* |
| Zindarad - 2010-04-25 00:52:53 |
Czas minął mu bardzo szybko. Zin wyszedł z windy i ruszył w kierunku drzwi sali konferencyjnej. Wyciągnął ręce z kieszeni. Poprawił nieco włosy. Kurwa. Jakby miał co. Przecież ostatnio je z golił na jeża i rzeczywiście nie miał czego poprawiać. W każdym razie kiedy już sobie ulizał włosy, postanowił wejść. Odchrząknął i wbił do środka pewnym krokiem. Stanął przy długim stole. Niczego nie dotykał, coby...niczego nie popsuć. Jeszcze napadnie go banda żołnierzy i wtedy będzie draka. |
| Gen. Qymaen - 2010-04-25 10:40:03 |
*Tak wiec Zin wszedł i czekał, czekal jakieś pól godziny, mógł sobie obserwować sylwetke krązownika na wyświetlaczu. Tymczasem w innej czesci statku tętniło zycie, ale niezbyt witalne. Generał BOWIEM WYRAŹNIE CZUL SIĘ XLE TEGO DNIA I MOŻE DLATEGO JUŻ OD POCZĄTKU ZASZLO TYNE NIEPROFESJONALIZMÓW, NA PRZYKŁAD Z panem Nashem (przepraszam za caps, włączył mi się). Już po drosze spotkał Rudiego, który wczesniej dostał informacje. Generał miał dwie sprawy, jedną głupią a druga żenującą. Pięknie. Zacznie od tej drugiej, tak wiec udał się ciężkim krokiem ku sali konferencyjnej gdzie podobno czekał na niego gosc. Eh, Ava pojechala, ze tez nie mam asystenta… hej, zaraz! Ogromne cielsko cyborga zatrzymało się,a peleryna uderzyla go w durastalowe lydki* przekazać Darvenowi dane o sprawie i wyslać goi do sekcjoi więziennej *wydal rozkaz do wbudowanego w przedramię komunikatora i ruszył dalej. Do Darvena dołączy potem. Sprawy Cochrelu to wyższy priorytet* |
| Zindarad - 2010-04-25 10:44:05 |
-Witam generale.-Rzucił bardzo uprzejmym tonem. W końcu musiał poprawić chociaż częściowo swój zepsuty wizerunek. Zin uśmiechnął się lekko.-Słyszałem, że zainteresowaliście się projektem mojego silnika.-Dodał po chwili. Od razu chciał przejść do rzeczy. W końcu przybył tu mówić o interesach, a nie o bzdetach. O bzdetach rozmawia się z klonami, z Tangiem albo Takenem. Interes równa się kredytom. Zin zaś lubił kredyty zatem od razu chciał rozmawiać o nich. Póki co. Wstrzymywał się od ruszenia tego delikatnego tematu. |
| Gen. Qymaen - 2010-04-25 11:08:20 |
*generał znalazł siew progu, jeszcze trochę bardziej kajety sobą niż rzeczywistością. Nie najlepiej wyglądał, ale tego pewnie Zin nie zauważy, bo jak poznać, ze cyborg źle wygląda? Tak wiec dopiero powitanie Zina sprawiło, ze podniósł na niego zamglone, gadzie oczy i wszedł do Sali konferencyjnej* A witajcie panie Kobdar, pańskie zaangażowanie które obliczyłem odejmując od godziny przybycia „strzałki” godzinę pańskiego przybycia dobrze o panu świadczy. Wobec Cochrelu, bo to oni się zainteresowali. a jak oni się zainteresowali to ciekawe zainteresowania mają *wycharczał i ciężkim krokiem, z rękami naturalnie za grzbietem wtaszczył się do pomieszczenia, przechodząc niebezpiecznie blisko Zina. Podszedłszy do stołu taktycznego odwrócił się przodem do Zina* Pan Kobdar czy jest świadom ze umowa która podpisze z Cochrelem jest wiążąca, jako ze prawa naszego wewnętrznego nie można egzekwować na drodze sądowej, bo ustrój o nas nie wie, to Cochrel egzekwuje je blsterowo? *uniósł sugestywnie powiekę oka ukrytego w masce. Jednocześnie w ręce już podniósł plik kartek. Skąd je wziął – grom tam wie, może przy sobie nosił* to znaczy – czytaj małym druczkiem *rzecz jasna Cochrelk miał własne sądownictwo, ale troche bezsensowne, bo jesliw takim sądzie staje przeciw sobie jakas istota i cochrel, to kto wygra?* |
| Zindarad - 2010-04-25 11:13:18 |
-Generale. Spokojna twoja. Wszystko rozumiem.-Odrzekł mu i podszedł bliżej niego. Oparł się o stół taktyczny i spoglądał w jego gadzie oczy. Rozmyślał. Rozmyślał. Nagle.-Aaaa. Mam nadzieję, że to dobrze płatne.-Wypalił. Trudno mu się dziwić. W końcu ma na utrzymaniu żonę, dziecko, a jego oszczędności powoli się kończą. Sprzedaż maszyn to ostatnia rzecz, o której pomyślałby Zin, tak więc...trudną sytuację miał. Nie chciał pożyczać od Tanga, bo nie lubi nosić cudzych pieniędzy w kieszeni. Ojciec nauczył go, żeby nie pożyczał kredytów na byle idiotyzmy.-Wie generał. Żona, dzieciak. I jeszcze ten rzęch co w hangarze stoi.-Dodał po chwili. Lekko się uśmiechnął, licząc na przychylność generała. |
| Gen. Qymaen - 2010-04-25 11:21:09 |
*Eh, wkurzał go ten Zinuś, a teraz, jak go przyjmie Cochrel to dopiero będzie go wkurzał. Co za niewdzięczna rola generalska.* spokojna Twoja *odpowiedział powtarzając ten zwrot bardzo wiernie* jeśli będzie na karku, ta twoja i nie będzie się obijała, to będzie dużo *to nie od generała zależało. Chochel przepuścił ten projekt, będzie go testował, Zin będzie pracował, będzie miał kredyty i będzie gdzieś tam na Hypori szczęśliwy i daleko od Widma. Tak wiec wielka, durastalowa łapa trzymająca partki, podsunęła je Zonowi* to jest umowa *rzekł tonem jakby tłumaczył rzecz małemu dziecko. Patrzenie mu w oczy nie było najprzyjemniejszą rzeczą na świecie – gadzie ślepia były jakieś takie podkrążone, prócz tego ze zamglone, jak to zawsze mniej lub bardziej były. No i sapanie wwiercało siew uszy* sporządzona i dostarczona do ans oraz do jeszcze innej jednostki w trzech egzemplarzach zwykle taką umowe podpisują na okres 3 miesiecy, jeśli projekt przejdzie faze testów, to podpisują nową umowe, i jak wszystki idzie dobrze, to jestes współtwórcą własnego projektu z 20toma procentami zyskow, natomiast właścicielem zawsze jest Cochrel. Takich milych niespodzianej jest na tych kartkach co niemiara, panie Kobdar… *i zamilkł, widać bardzo ciekaw był Zina miny* |
| Zindarad - 2010-04-25 11:27:50 |
Zin wziął umowę do ręki. Zaczął ją uważnie czytać. Każdą umowę dokładnie czyta, coby nie wpaść w jakieś gówno. Kobdar podrapał się po głowie. Mógł wziąć Temenę, ona bardziej zna się na tych finansowych sprawach. |
| Gen. Qymaen - 2010-04-25 11:35:16 |
*Cyborg zmrużył oczy, pomrukując w skupieniu, jakby szukał czegoś w zakamarkach pamięci* Ja w tym nie siedzę *wychrypiał, co miało znaczyć: „moje słowa mogą się trochę mijać z prawdą”* no ale zawsze osoba na waszym miejscu ma z czego godnie żyć. No nie wiem… pięć milionów, siedem… rzecz jasna dla Ciebie. No i silnik jest w sprzedaży dopóki nie pierdolnie i go wycofają. Potem może kupic plany inna frakcja, plany to bardzo droga rzecz, pańskiej zgody to będzie wymagalo, jak się pan nie zgodzi to w łeb dostanie… *staral się general prawde ujawnić. W umownie okazało się ze wszelkie prawa posiada Cochrel, wszystko co ważne – to cochrel decyduje i w ogole bardzo niewygodnie, ale tez na koniec podano numer konta i Zin zobaczył, ze za 3 miesiące pracy nad swoim silniczkiem może zgarnąć od 100 to 120 tysięcy kredytów.* jeśli rodzina zadowoli sie mieszkać w białym pudełku bez okna z kiblem na korytarzu to możesz |
| Zindarad - 2010-04-25 11:47:46 |
Słuchał generała coraz bardziej podekscytowany. Pięć milionów kredytów! O matko. Zin prawie stracił przytomności. Otarł czoło i odetchnął głośno po czym uśmiechnął się. Dobra motywacja do pracy. Nie ma co. Temena się ucieszy, oj ucieszy się na pewno. |
| Gen. Qymaen - 2010-04-25 11:52:46 |
możesz wynająć hotel, zalezy od standardu, ale wyrobisz się w swoim wynagrodzeniu i jeszcze cos zostanie. Ale to, co jest objęte w umowie to nie klatka dla szczurka, tylko zakwaterowanie dla pracownika, jednemu wystarczy, z całą pewnością, a to tylko trzy miesiące, przez które musisz im przede wszystkim pokazac ze jesteś kompetentny i warto z tobą kontynuować interesy… *kwatera? Kwater było co niemiara, no ale Zin od początku wydawał się generałowi nieodpowiedzialny, a już po tym, co się odbywało w hangarze… o nie, nie ma mowy.* |
| Zindarad - 2010-04-25 11:56:52 |
-Kwartał.-Powtórzył sobie i skrzywił usta. Myślał na ten temat. Podrapał się po głowie. Od niechcenia rzucił.-Stoi.-Wyciągnął ku niemu swoją prawą dłoń, coby zapieczętować umowę. Kwartał poza domem to nie tak wiele. Temena na pewno zła nie będzie. Tylko pozostawała jedna kwestia. Mały Varien. Ten to dopiero będzie miał za złe. Zin pokiwał głową.-Kiedy mam lecieć na Hypori?-Spytał. Nie miał przecież nic lepszego do roboty. Musiałby jedynie lecieć na Mandalore i spakować się szybko. Później całonocne pożegnanie z żoną, a następnie trzymiesięczna rozłąka. Trzeba było to przeżyć. Choćby dla kredytów i dla udowodnienia generałowi, że Kobdar to dobry pracownik. |
| Gen. Qymaen - 2010-04-25 12:05:46 |
*wyciągnął szponiastą dłoń, ale wymienianie z mim uścisku było nieprzyjemne i – co tu dużo mówić – bolesne. Nie ściskał mocno, ale te metalowe, elementy były p[przystosowane do innych prac* z dostaniem się, to jest tak: przylatujesz tutaj, a stąd zabieramy cie własnym transportem. Tam nie ma wolnych lądowań. |
| Zindarad - 2010-04-25 12:15:21 |
-Dobra. To ja jutro się tu zjawię. Do zobaczenia generale.-Powiedział do niego i machnął mu obolałą ręką. Wyszedł z sali i ruszył w kierunki turbowindy.-Kurwa...na chuj mu te szpony?-Zapytał sam siebie. Wszedł do windy i kazał jej zjechać do hangaru. |
| Gen. Qymaen - 2010-04-25 12:18:28 |
*żeby drapać rankory po plecach. Rzecz jasna tego nie powiedział, nawet nie pomyślał. To taka głupia dygresja. Generał pokaszlał sobie chwile, popatrzył na projekcje, zaklął nostalgicznie po kaleeshiansku, po czym – zatknąwszy niedawno używana rękę za grzbiet ruszył swoim „spacerowym marszem” w kierunku sekcji więziennej, by zobaczyć, czy Darven już tam jest* |
| Gen. Qymaen - 2010-04-26 20:26:24 |
*Od momentu kiedy odłączyli się od Jedi minęło może kilka minut. General dostał nagłego przyspieszenia kiedy się od nich oddalał, ale w odległości zapewniającej mu odpowiednią odległość szybko zwolnił i teraz kroczył dostojnie, stawiając średniej długości kroki i kiwając się na boki w akompaniamencie osobliwego sapania. Humor miał średni, co zdradzały zawzięcie zmrużone oczy. Kierował się ku Sali konferencyjnej, zupełnie jakby unikał mostka. Może był po prostu zmęczony? Rzecz jasna towarzyszył mu Darven, jego nieoficjalny asystent, którego czekała w niedalekiej przyszłości bardzo porywająca rozmowa z Mistrzem Widnu* |
| Darven - 2010-04-26 20:35:50 |
*Darven jak cień, pierw przyspieszał, potem, razem z Generałem zwalniał i to nie z przymusu, zdecydowanie wolał być daleko od Jedi. Zdawał sobie sprawę, że może go czekac ta rozmowa - ale wcale nie musi. I tak naprawdę, Darven najpewniej nie będzie zabiegał by ta rozmowa się odbyła. Jak to Generał zauważył - porywająca konwersacja. Już Darven wiedział jak to będzie wyglądać i zdecydowanie wolał siebie samego nie przyprawiać o arytmię serca i ciężki stolec... Przynajmniej nie dziś. Był podobnie jak Generał, zmęczony, ale nie dawał tego po sobie poznać. Darven może pracować przez 7 dni tygodniu 24 h na dobę i chociaż miałby padać na pysk, jeśli jest to coś ważnego, to prace skończy. Idąc tak myśli jego biegły spokojnie, aż w końcu natrafiły na punkt, który go nurtował od jakiegoś czasu, a była okazja to rozjaśnić.* Generale... Czy Jedi to nasi poważni sojusznicy? Przejęli więźnia, widziałem Windu na statku... Ale właściwie nie wiem, co dokładnie jest między Konf... Cochrelem i zakonem. *Zapytał w końcu - bo i nie wiedział. Podejrzewał, bo przejmowanie więźnia nie odbywa się z byle powodu, ale nie znał prawdy, ściślej, nie była ona potwierdzona. Generał niegdyś walczył z Jedi - to Darven przecież wiedział, ale nie jest głupi. Sojusz z zakonem nie wywoływał u niego szoku, po prostu, chciał to wiedzieć z pewnego źródła. Jeszcze nie było okazji omówić takich spraw z Generałem.* |
| Gen. Qymaen - 2010-04-26 20:48:25 |
*nie przerwał ani nie zakłócił rytmu swojego marszu, tak wiec ozdobne wrota zbliżały się do nich wielkimi krokami. Ich własnymi krokami* Jedi, hmmm… mamy wspólnego wroga. Znalazłem ich, nawiązałem kontakt, zawsze lepiej mieć ich za sobą niż przeciwko sobie, choć obecnie ta inwestycja jest wielce nierentowna, Cochrel to toleruje tylko ze względu na to, ze moje działania owocują sporym przychodem. Jestem rentowny. Mam nadzieje, że kiedy przyjdzie gorszy okres, a przyjdzie, to nie odwrócą się ode mnie. Biorąc pod uwagę dokumenty o jedi i przykłady z wojen klonów – nie powinni. *wypowiedział się monotonnym, spokojnym głosem. W końcu spokojnym, bo niestety wobec Cochrelu musiał uzbrajać się w pazury, rozmawiając o jedi, bo 90% korporacji to zatwardziali separatyści i do jedi są bardzo negatywnie nastawieni. W sumie – generał tez powinien. Ale – miał na pokładzie dwóch od długiego już czasu i jeszcze nie zauważył miecza w plecach, a do Windu tyłem się odwracał bardzo wiele razy. Władca Losu tez jeszcze dryfował i prócz tego ze Yoda ogrywa wszystkich w dejarika, to wszystko było w porządku* |
| Darven - 2010-04-26 20:57:40 |
*Darven był jednym z tych, którzy za Jedi bardzo nie przepadają - ale sam w galaktyce nie był. I niech nikt nie mówi, że to tylko takie zdanie biorące się znikąd - Jedi widocznie bardzo sobie na to wszystko zasłużyli. Ale Darven miał wiele powodów by ich nie lubić.* Rozumiem. Byle tylko nie było więcej kłopotów niż zysków... Jedi bywają nie tylko nieopłacalni w utrzymaniu, ale jak da się im palec, to zeżrą rękę. Zrobią pewnie wszystko by siebie utrzymać, tak to działa od wieków i ma się dobrze. Ale tak. Im więcej sojuszników, a mniej wrogów, tym lepiej - przynajmniej powinno być. *Odpowiedział, równie monotonnym głosem. Zupełnie tak, jakby o Jedi rozmawiali, a bo tak, od niechcenia, jakby to był tylko temat poboczny i mało interesujący, niepotrzebny i zapełniający lukę. Prawie tak, jak siedzieć na plaży i odpoczywając zacząć rozmawiać o ostatnich statystykach giełdowych. Nie dało się jednak ukryć - Jedi już lepsi jako sprzymierzeńcy niż wrogowie. Utniesz głowę i odrosną trzy kolejne na jej miejscu. Przeklęta hydra... To nigdy nie wyginie?* |
| Gen. Qymaen - 2010-04-26 21:02:21 |
*Wydal z siebie charakterystyczne charknięcie, jakby śmiech, ale mieszany z czymś tam. Właściwie to nie wiadomo, co to mogło znaczyć* wielki ze mnie szczęściarz, mam asystenta, który raczy mnie takimi cennymi nioskami *pewnym natomiast było – to nie pochwała. To nagana dla osoby inteligentnej. Coś w rodzaju „nie pouczaj mnie”, ale powiedziane subtelnie. Bardzo, a to się rzadko zdarzało. Widać generał określił poziom Darvena jako wysoki. Drzwi sali konferencyjnej otworzyły się i weszli obaj. Właściwie nic tu się nie zmieniło od czasu wizyty Kobdara* |
| Darven - 2010-04-26 21:12:05 |
*Pokiwał głową i wszedł razem z generałem do sali. Generał wie co robi, Cochrel pewnie też, nie byle kto siedzi w zarządzie. Chociaż, ich bardziej kredyty interesują. Podszedł do automatu z napojami. Podejrzewał, że znaleźli się tu przez kogoś lub parę ktosiów, które tutaj przyjdą. Rozpoznał pomieszczenie, wiadomo było, że sala konferencyjna. Czekał na instrukcje ze strony Generała. Z automatu do jednorazowego kubka popłynęło z głośnym siorbnięciem pare kropel gęstej, brązowawej cieczy, po chwili owe kropelki będące jękiem zmęczonej maszynki zamieniły się w porządny wodospad mocnej herbaty, zupełnie jakby maszyna obudziła się i odżyła.* Nie próbuje dawać rad Generałowi - wiem, że Generał wie co robi. Mówię jedynie to, co o tym myślę. Dlatego nigdy nie był ze mnie dobry dyplomata - nie potrafię ot tak wyzbyć się uprzedzeń. Wygląda na to, że nie przepadam za Jedi i to się nie chce od wielu lat zmienić. |
| Gen. Qymaen - 2010-04-26 21:20:45 |
*cyborg tymczasem skierował się najpierw do stołu taktycznego, gdzie na stale aktywnym hologramie były widać postępy w „ucochrelowianiu” zdobytych okrętów. Już teraz wyglądały o wiele lepiej po samym malowaniu. Zmienił się wyraźnie dzwięk jego kroków, kiedy znalazł się na miękkim dywanie. Rzec nawet można, ze kroki stały się ciche, ale konfrontując je z krokami Darvena po tym samym dywanie, to tychj drugich nie było słychać w ogóle* Też nie przepadam *mruknął i to było na tyle. W imie swoich wartości generał pobratał by się z samymi demonami. Tak wiec jedi nie byli przy tym wyjątkowo niewygodnym „kontrahentem”. Poza tym nie byli chciwi i na pewno mu niczego nie ukradną a to duzy plus. Poza tym musiał się generał przyznać przed samym sobą – ale trochę zmienił o nich zdanie. Ba – Takena to nawet lubił i to calkiem szczerze* w porządku, znam twoje zdanie o jedi. Teraz chętnie poznam i sithach… *spojrzenie zamglonych oczy wybrało się na wycieczkę do twarzy człowieka* |
| Darven - 2010-04-26 21:28:50 |
*Powoli przełknął pierwszy łyki gorącego napoju.* O Sithach? Generalnie Jedi i oni to dwie skrajności... Dwie strony jednego medalu. Ale to nadal ten sam medal, czyli moc. Moim zdaniem, żeby poprawnie patrzeć na to, trzeba patrzeć na całość, a nie przez pryzmat jednego rodzaju mocy, zakonu i tak dalej... Moc jest jedna. Zmienia się punkt widzenia, nastawienie, ale to nadal moc. Jedi uważam bardziej za zdrajców, za tych, którzy zboczyli ze ścieżki prawdy. A Sithowie? Łatwiej mi ich zrozumieć. Tyle, że to zazwyczaj indywidualności... A zorganizowanego imperium Sithów dawno nie było. Od czasów zasady Bane'a sithowie osłabli. Mroczni Jedi też, bo byli osamotnieni. A Darth Sidious porzucił zasady i tradycje. On myśli tylko w kategoriach zdobywania władzy. Może się w końcu potknie o to. *Stwierdził spokojnie. Podejście Darvena do sprawy było dośc skomplikowane, a juz na pewno odmienne od na przykład Jedi.* |
| Gen. Qymaen - 2010-04-26 21:40:22 |
*Nie do końca spodziewał się takiej odpowiedzi, zadał proste pytanie, odpowiedź otrzymał, owszem, ale owiniętą w bawełnę filozoficznego bełkotu który go drażnił, głownie dlatego ze nie obchodziła go ani moc ani jej strony. A może – nie tyle nie obchodziła co irytowała. Od kiedy pojawiła się moc – skończyło się jego normalne życie. I nie miało to związku z jej stroną – obie dały mu w kość. Jeszcze nigdy nie odniósł większych korzyści z Mocy, choć z mocowładnymi do czynienia miał, i ma. |
| Darven - 2010-04-26 21:47:40 |
Tak? A którego? Sądziłem, że został tylko Palpatine i jego uczeń. *Nigdy nie słyszał o innych sithach, myślał, że doktyrn aBane'a nadal miała się dobrze. Najwyraźniej nie. Czy to był filozoficzny bełkot? Może tak, ale Darven nie umiał powiedzieć "nie lubię, są be", albo "fajnie, super", po prostu nigdy się z nimi nie utożsamiał, nie miał też okazji do dogłębnego poznawania.* Sithowie chyba są mi obojętni. Nie czuje specjalnej nienawiści, nie pałam miłością, nie wiem tak dużo ile bym chciał. *Hrabia... Tylko, dlaczego jego nie mozna było rekonstruować? Generała się przecież dało, a umarł nie pierwszy raz... - nad życiem Dooku się już Darven nie raz zastanawiał. W obecnych czasach, przy wielkich projektach badawczych, wspaniałych funduszach i ogromnych możliwościach, nawet Hrabia miał szanse "odżyć".* |
| Gen. Qymaen - 2010-04-26 21:54:45 |
*Być może, ale widac – nie podjęto się tej „inwestycji”. Świadomie lub udawano, ze nie są na to gotowi. Trudno powiedzieć* to sith z zupełnie innego gniazda. Wcale nie musiało być ich dwóch – każdy sith uważa, ze to on dzierży dziedzictwo Bane’a. Assaj Ventress uważała się za sitha. Jest tego trochę, a ten konkretny po prostu dużo wie… *poświeciwszy jeszcze trochę swojej uwagi, odkleił się od stołu taktycznego, iż jedną ręka za plecami, założoną na pelerynę (a zwykle nosił pod) udał się do sofy, która była naprawdę wielka i wytrzymała* chciałbym, byś porozmawiał z tym jedi i postarał się być miły *wychrypiał. Dlaczego tego oczekiwał? Zapewne cos w rodzaju szacunku dla sojusznika* |
| Darven - 2010-04-26 22:07:10 |
*Przechylił głowę na bok.* Z Macem, tak? Nie będzie to raczej nic przyjemnego. *Darvenowi już się nie podobało. I ton jakim Mace to mówił - jakby chciał wypożyczać Darvena do tych swoich spraw. Chciałby "zamienić z nim kilka słów". Już sobie to wyobrażał. I tak jak było wspomniane wcześniej, czuł, że będzie arytmia i ciężkie stolce. Na całe szczęście, Darven nigdy, ale to przenigdy nie miał szczególnych kontaktów z zakonem, nic nie był winien, Mace nie był jego przełożonym, nawet nie musiał do niego nic czuć, mógł mu być obojętny.* No cóż, wygląda na to, że nie będę miał wyjścia. I będę starał się być miły. *...bo przecież ten bufon musi mieć miło, coś by się mogło stać. Kiedyś pewnie się potknie świetlisty zakon o ta swoją bute... - myślał Darven. Będzie ciężko, będzie rozmowe odwlekał, pewnie unikał Windu. Byle tylko nie musiał starać się być miłym w rozmowie z tym... Z tym... Przemiłym i wspaniałym Jedi.* Swoją drogą, nie mam pojęcia czego on może ode mnie chcieć. Nie jest nikim ważnym dla mnie właściwie, nie jestem z nim powiązany. |
| Gen. Qymaen - 2010-04-26 22:15:43 |
*Sofa jęknęła, kiedy generał osadził na niej swoje durastalowe ciało. Nie męczył się wprawdzie pozycją stojącą, bo to maszyna stalą za niego, ale – po prostu chciał sobie posiedzieć. Przed spoczęciem zabrał pelerynę by jej nie przysiąść, i teraz pola owego „odzienia” generalskiego zwieszała się przewieszona przez durastalowe kolano* tak to jest w życiu, jak się nie ma co się lubi to się kupuje u jawów. Czego może chcieć? Ciekaw jest, wszystko co związane z Mocą przyciąga jedi. Sithów z resztą też, ale szczęśliwie nie mam żadnego na stanie |
| Darven - 2010-04-26 22:21:10 |
Pewnie ta. Ale ja nie jestem kolejnym jedi i mam nadzieje, że nie będzie nieporozumień, że Windu to zrozumie. *Mruknął cicho. Po rozmowie będzie trzeba wietrzyć, bo się na mdłości zbiera od słodkości. Stęchła atmosfera będzie. Ale tego jeszcze Darven nie przeczuwał - może ta rozmowa nie przyjdzie tak od razu. Jak Mace złapie go zmęczonego, to dopiero będzie...* No nic, zobaczymy. *I znów łyknął. Herbata w kubku się kończyła. Dolał z automatu znowu, tym razem nieco chłodniejszej.* Spodziewamy się kogoś? *Swoją drogą - trzeba zacząć kupować u Jawów.* |
| Hk-47 - 2010-04-26 22:34:52 |
*Zapewne czekali na HK by tez zdał raport z pola bitwy. No i nie wie on sam ile na niego czekali, ale w końcu się zjawił. Grodzie się rozsunęły i do pomieszczenia wszedł zdezelowany droid o humanoidalnej sylwetce. Jedno z jego ramion było uszkodzone, jakby oberwał w nie a potem przynitował je sobie sam. Ledwo reagowało na bodźce, ale trzymało się dzielnie. Jego czerwone fotoreceptory omiotły pomieszczenie, skupiając się na Generale, jego właścicielu a potem na Darvenie, którego nie rozpoznał. Wszedł powoli dalej i o dziwo nie kulał. Jedynie co, to te ramię i poobijany pancerz sprawiał wrażenie, że HK miewał już lepsze dni. Bo miewał* Powitanie: Witaj Generale oraz ty niezidentyfikowany, ograniczony worze mięcha z gębą nadpalonego Jawy! *Przywitanie jakże uroczyste i dosadne, ale ogłada nie była mocną stroną tego konkretnego droida. A złośliwości to już jak najbardziej... no i zabijanie, choć poprzednia misja nie zakończyła się sukcesem* Stwierdzenie: Melduję, że cel oznaczony jako Nemedis Poof zdołał mi się wymknąć i uszkodzić niniejszą jednostkę. Prognozowany stan sitha - poparzenia drugiego i prawdopodobnie trzeciego stopnia, prawdopodobieństwo wdania się zakażenia wynosi 74,39%, prawdopodobieństwo poparzenia dróg oddechowych 37,12%. Inne obrażenia nieznane. *Tak przynajmniej prognozował procesor logiczny HK, ale jak wiadomo, Sithowie to bancie pomioty i nawet jak się ich spali to dalej żyją. Przykład? Vader...* |
| Gen. Qymaen - 2010-04-26 22:46:10 |
*Strasznie Darven negatywnie nastawiony. Nawet generał – jakby nie było największy wróg Jedi całkiem nieźle się z mistrzem Windu dogadywał. Wyzbycie się złośliwości to już milowy krok.* Spodziewamy się. HawuKa zawsze w czas i jak zawsze z dwornym powitaniem. Nie zwracaj na niego uwagi, Darvenie, on tak z miłości. Tak, HawuKa, wiem, bo widze ze jednostka dość marnie wygląda, ale może chociaż sobie ulżyła, co? Twój cel jest obecnie w nadprzestrzeni i czekamy aż z niej wyskoczy, raczej wyjdzie z tego bez szwanku. No ale na szczęście ty też *machnąl szponiastą łapą. Nie skrytykował, co moglo oznaczac zadowolenie. Jakby nie było – droid spotkal sitha, walczył z nim i przetrwał* |
| Darven - 2010-04-26 22:52:58 |
Wiem, wiem, stare kupy złomu sprzed paruset lat lubią obrażać, chociaż w mojej jednostce były inteligentniejsze... Temu chyba coś urwało. *Stwierdził odkrywczo, jak na ograniczony wór mięcha przystało. Stał popijając sobie herbate i czekał na rewelacje od HaWuKa, o które pewnie Generałowi głównie chodziło. Jakby nie było, sam tez bardzo był ciekawy, a przeszkadzać tez nie chciał. Więc - stał sobie koło tego automatu i zamieniał w słuch.* |
| Hk-47 - 2010-04-26 23:03:20 |
Stwierdzenie: Moje oprogramowanie nie obejmuje dwornych powitań. To rola tego protokolarnego, roztrzęsionego złomu, co to po drodze śrubki gubi. *HK nie lubił droidów protokolarnych... astrodroidów też nie... fabrycznych bojowych też, uważając je za tępaki. Właściwie, to HK nikogo nie lubił. Był dużym indywidualistą, o czym mógł pewnie Darven usłyszeć, skoro wiedział, ze HK ma kilka tysięcy lat.* Stwierdzenie: Kupa mięcha zwana Nemedisem została przez niniejsza jednostkę potraktowana strzałkami wybuchającymi, zapalającymi i gazowymi przy równoczesnym użyciu miotacza ognia. Dodatkowe straty w ludziach w liczbie dwa. *Złożył raport HK-47 po czym jego fotoreceptory zwróciły się właśnie na Darvena. Co prawda nie miał on mimiki twarzy, ale było to takie wymowne spojrzenie* Sprostowanie: Niniejsza jednostka to droid z serii HK model 47 nie HaWuKa ty organiczny pacanie, który nie potrafi zapamiętać prostego skrótu. Oczywiście to nie dotyczy ciebie o panie... a tobie worku to urwało, ale chyba jaja i to we wczesnym dzieciństwie sądząc po tonie głosu *Wtrącił się znowu ze swoim przemiłym tonem, po czym jego głowa zwróciła się ku generałowi* Zapytanie: Mogę go zabić? Proszę... nie obejmuje go twój rozkaz. Tak ładnie by płoną z tą kupą siana na głowie |
| Gen. Qymaen - 2010-04-26 23:10:24 |
*Cyborg zacharczał, co przeszło w kaszel, ale zanim przeszło w kaszel można było się w tym doszukać śmiechu. Moszna pokusić się o stwierdzenie, ze był jedyną istotą na Widmie (a może i w galaktyce) która dążyła tego droida czymś na kształt sympatii. Ale mu było łatwiej bo nie był bluzgany. Za to prośba droida prawie go nie zadusiła, kiedy opanowała go nagła wesołość* Może jak trochę bardziej podpadnie. *odparł. Oczy miał charakterystycznie zmrużone. Rzecz jasna to był żart, i to jak na generała – bardzo serdeczny* To mój asystent, ważny członek załogi. No dobrze, niech jednostka idzie doprowadzić się do porządku bo cel może wyskoczyć każdej chwili |
| Darven - 2010-04-26 23:18:36 |
Dobry z ciebie droid protokolarny, fajnie gubisz śrubki stary złomku. *Wiedział o HK, wiedział. Wszyscy wiedzieli, ale to wiadomo.* Jak kupy mięcha potrafią urwać ci łapę, to niezły z ciebie złomek. Byś się wysilił na więcej niż "wór mięcha", zardzewiały worze śrubek. HaWuKa! Bo pójdziesz do kasacji! *I roześmiał się. Naprawde, zabawny droid. Zmrużył oczy słuchając skomplikowanego wywodu HK.* Hmmm? Chyba ci się popsuły procesy myślowe. *Stwierdził z udawanym zdziwieniem, ukrywał z marnym skutkiem śmiech. Jego głos raczej nie wskazywał na kastracje - wprost przeciwnie, przeważnie był to głos potęzny, niski. No chyba że złomek ma wybujałą fantazje.* Jasne, bezmyślny worku zardzewiałych śrubek. O, taka z ciebie maszyna. Myśleć nie umiesz, to tylko procesory, złomku. Wyłączymy cie i koniec z myśleniem będzie, taki trwały jestes. O, złomek do ciebie pasuje. Stary, zardzewiały, złomek. Zgadzasz się ze mną HaWuKa? *No i się znów zaśmiał. Ah, te droidy, takie ciekawe.* |
| Hk-47 - 2010-04-26 23:28:11 |
Zawiedzenie: Szkoda... mam nadzieję ,ze szybko podpadnie i będę mógł go wyeliminować. Stwierdzenie: Rozkaz panie... *Odwrócił się ale nim odszedł się doprowadzić do porządku to spojrzał znowu na Darvena, którego sklasyfikował jako istotę niepotrzebną i przeznaczoną do eliminacji, czego sam wykonać nie mógł, przez rozkaz Generała* Stwierdzenie: Kupa mięcha został sklasyfikowany jaki Sith, na którego niniejsza jednostka trafiła przypadkiem. Jedynie łut szczęścia zwany Mocą uratował go od unicestwienia. Szyderstwo: Umiesz dużo gadać i się śmiać, ale już eliminowałem takich jak ty. A spróbuj mnie tylko wyłączyć to pożałujesz, że kiedykolwiek zechciałeś spróbować. Zapytanie: Czy jako organicznego wora miecha nie doprowadza cię do szału te ciągłe chlupotanie wody czy też nie przeraża cię starsza demencja? No wiesz, ręki jak z galarety, którą właściwie jesteś. Dezaktywuj się i porozmawiamy za cztery tysiące lat ty nadęta gundracka kupo odchodów. *Stwierdził po czym odmaszerował, bo chociaż wolałby pokłócić się dalej z tym nadętym bufonem, który chyba pozjadał wszystkie rozumy odkąd został asystentem generała. Musiał się doprowadzić do porządku a potem zamordować kogoś.* |
| Gen. Qymaen - 2010-04-26 23:36:45 |
*Jakoś na początku wydawał mu się Darven bardziej opanowany. Czyżby nie to było definicją jego osoby tak zwanych dokumentach? Może się po prostu zmienił za sprawą obcowania z generałem? Hmmm… - do rozważenia w wolnym czasie. |
| Darven - 2010-04-26 23:48:34 |
[/i]*Ta, "lubił" droidy, a z całą pewnością był zmęczony. Skinął tylko głową.* Do widzenia. *Rzucił odchodząc. Potem do kwatery - i odpoczywać. A co do aluzji w procesach myślowych HK - nie pozjadał, HaWuKa prędzej tak zrobił, ale to tylko droid tudzież kupa złomu. Darven był na dziś wystarczająco zmęczony by nie przejmować się jego zdaniem. Nikomu na tym statku nie zależało na jego opinii, a ile razy już wszystkim groził śmiercią - to dopiero zagadka. Jak wiadomo, to tylko droid. Darven słabo znosi zaczepki złomu z wygórowanym stażem gdy ma jakiegoś dnia wystarczająco "wrażeń".* |
| Gen. Qymaen - 2010-04-26 23:59:11 |
Do widzenia *odparł na to generał i spoglądał za Darvenem aż do końca, czyli do chwili kiedy ten wyszedł. Zmrużył zamglone, zmęczone oczy. Tak, dopiero teraz widać było jak zmęczone. Ale teraz nikogo nie było. |