Moc - 2010-05-06 15:19:09

Jak każdy statek kosmiczny Obrońca miał wydzieloną strefę dla załogi. Kilka sektorów z podziałem na mniejsze bądź większe kajuty a tam w zależności od rozmiaru pokoju - łóżka. Im większy pokój tym ich więcej. Proste. Same kajuty nie były luksusowe, łóżko, jakaś szafka na ubrania, stolik oraz mała łazienka. Skromne wyposażenie wojskowe, standard na okrętach wojennych

Moc - 2010-05-06 15:23:22

*Początkowo Duros miał zamiar umieścić tą dwójkę w osobnych kajutach, ale widząc pewne sceny na systemie kamer to jednak zrezygnował z  tego pomysłu. Najwyraźniej byli oni parą... nie wiedział o czym rozmawiali, gdyż to wiedziała tylko służba Ochrony, a oni mieli wyraźny rozkaz, by nikomu tego nie przekazywać. Ale kwatermistrz miał dojścia i udało mu się zobaczyć tylko nagranie, bez głosu, by zaspokoić swoją ciekawość. Tak więc po dłuższej wędrówce pokładami statku dotarli do wydzielonej strefy, przemaszerowali jeszcze kawałek aż zatrzymali się przed małymi drzwiami. Otworzył je i odstąpił na bok* To wasza kajuta. Możecie odpocząć, ale nie wolno wam chodzić po pokładzie. Do zobaczenia... *Wprowadzono ich do środka, drzwi się zamknęły a po obu stronach drzwi stanęli ochroniarze. Tak więc nie mogli wyjść, nawet jeśli by chcieli. Byli trochę jak więźniowie, ale czego można się spodziewać po wojskowych dbających o bezpieczeństwo? No właśnie...

Zindarad - 2010-05-06 16:56:07

Zin kiedy został wprowadzony do kajuty, rozejrzał się po niej. Zauważył dwie prycze...standard dla wojskowych statków. Nie wiedział jednak, że na takich statkach jest wszystko monitorowane. Kobdar najpierw zajął miejsce przy stoliku. Popukał chwilę palcami w stół, a że Zin to człowiek, który długo dupy nie potrafi utrzymać na jednym miejscu to od razu postanowił wstać. Chodził po kajucie. Chodził i chodził, aż w końcu doszedł do wniosku, że powinien porozmawiać z tymi ochroniarzami. Tak...w celach towarzyskich. Zin uśmiechnął się lekko pod nosem, podszedł do drzwi i poczekał, aż się rozsunęły. Kiedy to już zrobił, stanął przy dwójce jegomościów i machnął im ręką.
-Czołem panowie. Nie nudzicie się przypadkiem?-Spytał z lekkim uśmiechem. Zin jak każdy szanujący się gracz w sabacca ma przy sobie talię kart. Schowane w kieszeni swojej kamizelki. Może się skuszą na małą partię w tę grę.

Moc - 2010-05-06 17:20:05

*Strażnicy cały czas tam stali, w postawie zasadniczej, gotowi użyć siły, jeśli zajdzie taka konieczność. No i gdy drzwi się odtworzyły top zareagowali od razu, zwracając się twarzami w stronę wychodzącego Zina. Obaj byli ludźmi, ale było tutaj też wiele istot obcych ras: durosi, twi'lekowie, rodianie, sullustanie, kalamarianie itd.* Jesteśmy na służbie... *Odparł sucho starszy z dwójki a młodszy tylko przekręcił oczami. Oni wiedzieli, że wszystko jest monitorowane, a po odzywce durosa, który stwierdził, że Zin ładnie tańczy, to powinien się domyślić, że są tutaj kamery. No ale jak nie wiedział to chyba będą musieli wyprowadzić go z błędu... ale niech się cieszy, w kajutach nie ma kamer, ale za to na korytarzach jak najbardziej*

Zindarad - 2010-05-06 17:39:15

-Panowie, panowie. Jedna partyjka w sabacca jeszcze nikogo nie zabiła. No. Nudzi mi się cholernie, weźcie się zlitujcie.-Powiedział do nich z uśmiechem po czym sięgnął za pazuchę i wyciągnął metalowe pudełko z kartami do gry, której był wielbicielem. Oglądał często rozgrywki w HoloNecie. W Sabaccu była potrzebna przebiegłość i spryt, a te cechy akurat Zin posiada. Kij z tym, że kłamać nie potrafi, ale kantować...owszem. Zin potrząsnął pudełkiem, coby nieco zainteresować ochroniarzy.

Moc - 2010-05-06 17:42:09

*Starszy z nich z trudem ukrył poirytowanie. Widać, że poważnie traktował swoje obowiązki i nie chciał dostać karnego przydziału za niesubordynację. Młody pewnie by się zgodził, gdyby nie kamery* Niestety odmawiamy. Oberwałoby nam się od pani kapitan, gdyby się dowiedziała o tym. *Odparł właśnie ten młodszy i nie ruszali się z miejsca. Nie ich sprawa, że Zin się nudzi... oni mieli obowiązki i tyle. Byli na służbie, nie w knajpie podczas zabawy*

Zindarad - 2010-05-06 17:51:24

No nic. Gra w sabacca odpada. Zin schował karty za pazuchę, rozejrzał się. Nikogo nie było, ale przez te kamery wszystko by szlag trafił. Zin by też po mordzie dostał od tej pani kapitan, która niby chucherkiem była, ale przywalić pewnie umiała. Kobdar zastanowił się. Nie przychodziło mu do głowy żaden wspólny temat z ochroniarzami, ale...Zin był również fanem wyścigów speederów.
-Widzieliście ostatnio wyścig? Jak Garrosh zrobił nowy rekord?-Spytał ich. Zatarł dłonie i czekał na ich odpowiedź. Szczególnie na tego młodego, bo nie liczył na to, że ten starszy jakkolwiek się odezwie.

Moc - 2010-05-06 18:03:01

*Zin miał nieco wykrzywione pojęcie o kobietach, ale to pewnie przez jego żonę. Omwatka nie musiała się uciekać do przemocy, by wymóc posłuszeństwo. Bo tak na prawdę to była chucherkiem i inżynier jej uderzenia pewnie by nawet nie poczuł* Hmm? Wygrał? Niestety... nie oglądałem. Takich luksusów u nas w mesie nie ma... *Skrzywił się młody a starszy pokręcił tylko głową i wyprostował się, stając znowu plecami do ściany. On był wierny regulaminowi, to młody będzie mieć kłopoty jakby co*

Zindarad - 2010-05-06 18:08:28

Odbiornik HoloNetu to luksus? Zin zrobił wielkie oczy, gdy to usłyszał. Oparł się o ścianę i podrapał się po głowie. Zin pogdybał chwilę i znowu zaczął nawijać.
-Jak to luksus? Wystosujcie prośbę do dowódcy i chuj. Powiedzcie, że to polepszy morale załogi i nie będzie miała wyjścia.-Tak to prawda. Zin miał bardzo mocno zakrzywiony obraz kobiety. W końcu żona go torturuje, ale na szczęście o tym wiedzą tylko nieliczni. Klony i Tang...miał nadzieję, że nie wygadali tego dalej. Chociaż to mandalorianie, oni trzymają sekrety lepiej niż trzymane są kredyty w banku galaktycznym.-Wygrał, wygrał. Pobił rekord o trzy sekundy, bracie...jak ja bym chciał tak prowadzić.-Powiedział do niego z lekkim uśmiechem. Zin raczej dobrze prowadził, miał nawet smykałkę do wyścigów, ale najprawdopodobniej on nigdy nie wyszlifuje tak swojego kunsztu jak Garrosh, który prowadzi odkąd skończył sześć lat. Przynajmniej...tak mówią plotki

Moc - 2010-05-06 18:14:34

Normalnie. Holonet nie koduje swoich transmisji, więc po odpowiedniej modyfikacji nadajników można wyśledzić położenie okrętu. Tak wpadła jedna grupa piracka dawno temu... oglądali transmisję meczu na żywo i ich zgarnęły siły Republiki *A teraz sieć holonetowa podlegała Imperium. Wojsko jednak już dawno temu opracowało system przekierowania łączności tak, by przy odpowiednich zabezpieczeniach nie dało się wyśledzić rozmowy tak łatwo.* A dowództwa nie stać na specjalne urządzenia kodujące i tak dalej. Ale mamy inne rozrywki... *Uśmiechnął się lekko. Zin pewnie nigdy nie służył na okręcie wojennym, więc nie musi wiedzieć jak wygląda taka służba, rozrywki i tym podobne sprawy. Odbiorniki holonetowe były im zbędne* Mmm... kiedyś sie tym pasjonowałem, ale nie mam smykałki do lotów. Ale gdybyś widział Widma, ci to latać potrafią. Garrosh wymięka!

Zindarad - 2010-05-06 18:22:31

-A...no tak. Wyleciało mi z głowy.-Powiedział, słysząc informację na temat systemów kodujących. Słyszał o tym przypadku, kiedy pracował na Coruscant. Zin pociągnął nosem, skrzywił usta.-Widmo? Jakie Widmo?-Spytał młodego. Od razu skojarzyło mu się to z tym okrętem Cochrelu, ale szybko powstrzymał te myśli, trzęsąc delikatnie łbem.-Zawsze pozostaje prowizorka.-Powiedział Zin. Inżynier ten bardzo dobrze znał się na prowizorce. Można rzec, że jego statek trzyma się kupy na słowo honoru. Wygląda tak, jakby miał się za chwile rozpaść, ale to się wytnie. Jeszcze ten kutas na kokpicie. Całe szczęście Zin go zamalował.-A jakie to rozrywki? Ruchanie każdej panny kiedy dobijecie do stałego lądu?-Zażartował się. W gronie męskim mógł sobie pozwolić na takie sprośne żarty.

Moc - 2010-05-06 18:34:57

Nie Widmo, tylko Widma... Eskadra Widm, nasza elitarna jednostka. Najlepsi piloci Galaktyki i *Zamarł, bo jego starszy kolega syknął ostrzegawczo, by nie wygadał jakiś ważnych informacji. O samej formacji mógł mówić, nie było w tym nic złego. Widma już dali się we znaki Imperium a ci ich już też rozpoznawali... małe myśliwce pomalowane na czarno i sunące przez przestrzeń jak śmierć. Ich piloci byli wysłannikami śmierci, tak żartowano sobie z nich. Ale ogólnie to równe chłopaki... no i dziewczyny, z nich. Nie wywyższają się, nie puszą, tylko odstawiają takie numery w mesie, że dowódca ma z nimi urwanie głowy* Proste... każdy ma jakieś rodzime rozrywki, to się z nimi dzieli. Niektóre na prawdę szalone... często gramy w pazaaka, sabaka i tym podobne gry. Zostają jeszcze opowieści z Wojen Klonów. *Uśmiechał się, bo lubił tą część. Mieli na pokładzie kilku weteranów, więc to od nich pochodzą te historie*

Zindarad - 2010-05-06 18:54:49

-A w Holoszachy kiedyś grałeś?-Spytał go z lekkim uśmiechem. Rozrywka dla osób lubiących wyzwania umysłowe. Pazaak to gra, w którą Zin nigdy jeszcze nie grał, choć chętnie by spróbował. Sabak...to już zupełnie inna bajka. Opowieści...tak nasłuchaj się wiele plotek w swojej sekcji i to mu jak na razie wystarczy.-Pamiętaj, że opowieści te trzeba dzielić na pół. Ni cholery nie wiesz co jest prawdą.-Przestrzegł go. Podrapał się po głowie. Widma...nigdy o nich nie słyszał. Był tak zabiegany, że rejestrował tylko nazwę Widmo. Podrapał się po głowie. Może to i mu się o uszy obiło, ale nic nie chciało mu się przypomnieć. Zin pokręcił głową przecząco. Nie słyszał o nich.-Wiesz kurde...za dużo czasu na Mandalore spędziłem.-Wyjaśnił mu swoją niewiedzę.

Moc - 2010-05-06 19:06:25

Grałem, ale kiepsko mi w to idzie *Wzruszył tylko ramionami, gdyż był prostym żołnierzem, nie mózgowcem. Gdyby miał zmysł taktyczny to pewnie awansowałby na oficera ale ta rola mu odpowiadała. Cóż, nie każdy może być geniuszem i ktoś musi robić coś innego* Myślisz, że nie wiem? *Roześmiał się głośno. Lubił opowieści nie dlatego, że były prawdą, ale ciekawie skleconą historyjką, z morałem i wszystkim. Lepsze nawet niż holofilm, bo wszystko zależało od własnej wyobraźni. A ci miejscowi bajarze lubili dorzucać jakieś smaczki i tym podobne, więc nigdy ta sama opowieść nie była identyczna* Na Mandalore? Słyszałem, że Mandalorianie to psychopaci, których lepiej nie wkurzać... jak ty tam możesz żyć? *Najwyraźniej młody nie uznał Zina za Mando, bo zareagował w ten a nie inny sposób. A to, że Zin o Widmach nie słyszał to bardzo dobrze... bo gdyby usłyszał, to pewnie byłaby to ostatnia nazwa, którą usłyszałby w życiu. Póki co sieją strach wśród Imperialnych...*

Zindarad - 2010-05-06 19:11:18

Zin pokręcił głową. Czy Mandalorianie to psychopaci. Cholera wie. Zin się nad tym nigdy nie zastanawiał, chociaż nieraz powinien.
-Nie są źli. Pogadasz z nimi, napijesz się z nimi...chociaż czekaj...jeden do mnie z blastera celował. Jeśli tak rozumiesz słowo psychopata, to tak...to są jębnięci ludzie.-Powiedział z lekkim uśmiechem na gębie. Zin żył tam całkiem spokojnie, bo do zachowań mandalorian można się łatwo przyzwyczaić, podczas przebywania z Temeną. Ta to dopiero robi raban. O byle gówno. Źle odłożony talerz, pomoc klonom...idź pan w cholerę, idź pan w cholerę.

Moc - 2010-05-06 19:15:10

I przeżyłeś to? Nieźle.. Podobno dla WAR'u kiedyś kilku pracowało... i parę osób stwierdziło, że nie chcą mieć z nimi do czynienia *Cóż, plotki szybko się rozchodzą a sami Mandalorianie nigdy nie byli popularni. Zawsze wzbudzali strach, odrazę, nienawiść. Z powodu ich stylu życia... ale oni to mieli w nosie. A tacy prości ludzie jak ten szeregowy to wierzyli we wszystko, wyobrażając ich sobie jako potwory* Współczuję... *Mruknął cicho i kiwnął głową, spoglądając na swojego towarzysza, który dalej stał prosty jak struna. Ehh... nie ma to jak stanie na warcie z takim sztywniakiem*

Zindarad - 2010-05-06 19:19:27

-Jeśli spotkasz kiedyś mandalorianina i będzie chciał Ci urwać jaja przy samej szyi to powiem Ci jedno. Liczy się sposób, z którym do niego podejdziesz.-No i Zin zaczął gestykulować.-Jak znasz go dobrze to kupujesz flaszkę i po kłopocie, a jak go nie znasz w ogóle to robisz tak zwany odwrót taktyczny...czyli spierdalasz.-Powiedział do niego i zaśmiał się ze swojego żartu.-Nie ma czego współczuć...Tang to mój przyjaciel, raczej krzywdy mi nie zrobi.-Dodał po chwili. Już tyle razy miał z nim na pieńku, ale Tang i tak mu wybaczał. To dobrze mieć takiego przyjaciela blisko siebie. Przynajmniej, gdy wpadnie w kłopoty to mu pomoże, a nie ucieknie jak większość jego byłych kumpli z Nar-Shaddaa. Ochroniarze pewnie wiedzieli, że Zin pracował w WAR-ze. W razie czego nic nie mówił, nie chciał się powtarzać.

Moc - 2010-05-06 19:38:29

Cóż, nie znam żadnego i mam nadzieję nigdy nie poznać *Wzruszył ramionami młody, niezbyt przekonany do racji inżyniera. Nie wiedział, że kiedyś pracował dla WARu, pani kapitan z takimi informacjami nie dzieli się z załogą. Ale podejrzewali, że jest patriotą, bo w przeciwnym razie nie dostałby tej kajuty. Z reguły wszelkie szuje i przemytnicy spędzają wolny czas w celi, a ci dostali wojskowy pokój. Więc ładnie... wiedzieli jednak, że jego towarzyszka jest Jedi, ale nie pytali o nic. Dyskrecja, dyskrecja, dyskrecja... do bólu to można powtarzać*

Zindarad - 2010-05-06 19:51:29

-Czasem są to skurwysyny, ale jak z takim się zaprzyjaźnisz to żaden chuj Ci nie podskoczy.-Powiedział z lekkim uśmiechem. Zin na początku też nie był przekonany, że mandalorianie są w porządku. A popatrz pan. Tang pokazał mu, że można być fajnym niezależnie od tego jakim jest się skurwysynem.-W WAR-ze to właśnie mandalorianie i klony ARC testowały sprzęt, który dla nich skręcaliśmy.-Powiedział. Czuł sentyment do tamtego miejsca, a teraz jego miejsce zostało zaprzepaszczone przez imperialne szuje. Zin rozejrzał się po korytarzu. Nikt ciekawy się po nim nie przewinął. Niech to szlag.

Moc - 2010-05-06 20:12:57

Ooo... były pracownik WAR'u? Świetnie *Ucieszył się młody a stary westchnął, obrzucając Zina badawczym spojrzeniem.. Zdecydowanie nie wyglądał na wojskowego, mimo stylizacji na niego. Ten drugi strażnik potrafił z odległości rozpoznać wojskowego, po jego chodzie, spojrzeniu, sposobie bycia. takie osoby mają głęboko zakorzenioną dyscyplinę i wewnętrzną siłę* Cóż... to musiały być ciekawe zabawki. Ale ci ARC to kolejni psychopaci, z tego co słyszałem. Mój znajomy kiedyś miał z nimi do czynienia... powiedział mi potem jedno, nigdy nie wkurzaj Elitarnego Zwiadowcy. Podobno jakiegoś mięśniaka zastrzelił taki klon bez mrugnięcia okiem i poszedł dalej... *Dreszcz wstrząsnął szeregowcem, gdy sobie o tym pomyślał. Maszyny, nie ludzie... i do tego gwałtowni i nieprzewidywalni. Wybuchowa mieszanka*

Zindarad - 2010-05-06 20:17:45

To prawda. Zin nie wygląda w ogóle na wojskowego. Poza tym u niego...na dole panował taki porządek, że lepiej nie pytać. Wyglądało na to, że poszły tam Ci, którzy chcieli walczyć, a nie mogli. Zin mógł walczyć, ale nie chciał, a to spora różnica. Wolał składać broń dla osób, które znały się na zabijaniu, poza tym uważał, że przemoc to żadne rozwiązanie.
-Poznałem jednego ARC. Spokojny taki, stonowany panie. Taki kurwa wiesz...no wyjątek, a wyjątek potwierdza regułę.-Powiedział do niego i spojrzał na starego, którego obdarował spojrzeniem typu:"No co? W wojsku nie mogłem pracować?". Zin spojrzał na szeregowca i uśmiał się. Przypominał mu siebie z lat młodzieńczych. Zaraz, zaraz. Zin nadal taki jest.

Moc - 2010-05-06 20:32:30

*Zin mógł pracować dla wojska, ale był technicznie rzecz biorąc cywilem. Nie przeszedł szkolenia wojskowego, nie wpojono mu podstawowych zasad i tym podobnych. Można by rzec, że był wojskowym cywilem* No tak już bywa... no ale... *Zerknął na starszego kolegę a ten zgromił go wzrokiem. No tak, trzeba kończyć rozmowy, bo to się może dla nich źle skończyć* Ekhm... proszę wybaczyć, służba nie drużba *Odwrócił się plecami do ściany i przybrał postawę zasadniczą. Mieli tu ich pilnować, nie z nimi sobie pogadywać...*

Zindarad - 2010-05-06 20:36:07

-Dobra. Miło się gawędziło.-Zin skinął im głową i odszedł. Drzwi zasunęły się. Zatem Kobdar usiadł sobie przy stoliku. Rozłożył karty do sabaka i zaczął je samemu układać. Coś a'la pasjans. Inżynier musiał się niesamowicie nudzić, by układać pasjansa. Skrzywił usta i rozmyślał. W ten sposób Zin się relaksował. Uśmiechnął się do siebie i zabrał się do dalszego układania.

Virina - 2010-05-06 20:46:39

*A Virina? Gdy ten zajmował sie ochroniarzami ta nieco się oporządziła. Gdy zas wrócił usiadła za nim i...*
Zdejmij koszulę... *Poleciła z delikatnym uśmiechem. Dłońmi zaczęła gładzić jego plecy...*

Zindarad - 2010-05-06 20:50:23

Zin nadal układał tego pasjansa. Denerwował się, klął pod nosem. Skrzywił usta, aż w końcu trzasnął kartami w stół. Jednak pasjans to nie jest dobra metoda na relaksację. Inżynier podrapał się po głowie. Spojrzał na Virinę i na jej polecenie zrobił wielkie oczy. Ona chyba zmysły postradała.
-A po co?-Zrobił do tego głupkowatą minę. Polizał usta i usiadł, opierając się o ścianę. Nie miał pojęcia po co jej była ta koszula. Nie miał zielonego pojęcia.

Virina - 2010-05-06 20:54:02

Widzę, że się nudzisz... to Cię pomasuję bo ja też się nudzę. *Odpowiedziała uśmiechając się zniewalająco. Zatrzepotała rzęsami aby go zachęcić. A po co jej jego koszula? Miała swoją tunikę, chociaż gdyby jej się zrobiło chłodno to wtedy co innego...*

Zindarad - 2010-05-06 20:58:13

-Eee...nie wydaje mi się, żeby to był, wiesz...dobry pomysł.-Powiedział do niej, próbując się obronić przed jej spojrzeniem. Nie chciał się nikomu chwalić swoim ciałem. Nikt prócz Temeny nie wiedział, że Zin ma tatuaż, to ich mała tajemnica. Zin podrapał się po głowie. Szukał innej rozrywki.-Może zagramy w karty?-Spytał z lekkim uśmiechem. Tak. To będzie dwustronna rozrywka i przyjemność, niźli masaż, który dawałby jedynie przyjemność Zinowi. Kobdar to altruista, myśli o innych. To jedna z jego najlepszych cech charakteru.

Virina - 2010-05-06 21:00:17

Hm... a w co? 8Spytała podejrzliwie patrząc na karty. Nie umiała za bardzo grać w karty bo też nie miała od kogo się nauczyć. Nie wiedziała nawet, co jest najbardziej wartościowe: król czy as. Poza tym gdyby robiła mu masaż to by miała zajęte ręce...*

Zindarad - 2010-05-06 21:10:54

-Poker. Bardzo fajna gra. Klapnij se tu.-Wskazał palcem na krzesło naprzeciw siebie i chwycił za karty. Zaczął je umiejętnie tasować. Nauczył się tego w szkole i wprawa nadal mu nie wyszła. Rozłożył talię na dwie części, położył je na stole, a następnie umiejętnie je wymieszał niczym zawodowy krupier. Tej sztuczki akurat nauczył go Fumbor, kiedy to razem prowadzili kantynę. W końcu Zin przestał tasować i rozpoczął rozdawanie. Pięć kart dla Viriny, pięć kart dla siebie.-No to zaraz Ci wytłumaczę.-Dodał po chwili i chwycił za swoje karty.

Virina - 2010-05-06 21:13:38

*wzięła podejrzliwie swoje karty i popatrzyła na te dziwne znaczki.*
o... odwrócone serduszko... e... chyba musisz mnie nauczy od podstaw... *stwierdziła i popatrzyła na niego.*

Zindarad - 2010-05-06 21:19:52

Zin jak on zaczął tłumaczyć cokolwiek to lepiej zachować odpowiednią ostrożność. Na przykład pancerz założyć, tarczę przed gębą postawić, by przypadkiem nie dostać. Kobdar, gdy tłumaczył stawał się...bardziej elokwentny niż zwykle. Mówił z pasją, z zaangażowaniem i do tego...gestykulował. Wiele osób mówiło, że jego gestykulowanie jest zabójcze. Nieraz przez przypadek swojego pracodawcę w łeb trafił, gdy tłumaczył mu zasady działania nowej machiny. No i zaczęło się. Rozpoczął swój monolog o pokerze. Mijały kolejne minuty. Zin gestykulował, zadawał pytania retoryczne tak jak mówca z prawdziwego zdarzenia. Dlaczego tak robił? Po ojcu to miał. Dziwna przypadłość. W sumie Zin to jedna wielka dziwna przypadłość.

Virina - 2010-05-06 21:25:00

E.... aha... to... gramy?*spytała i raz jeszcze podniosła swoje karty, aby zobaczyć, co tam dostała... i tak była to dla niej ''czarna magia'', ale cóż, jeśli nie spróbuje to nigdy nie bedzie umiała. popatrzyła na niego.*
e... toile maksimum moge wymienić kart? *spytała i popatrzyła na niego. nie podobał jej sie ten układ,który dostała...*

Zindarad - 2010-05-06 21:38:15

-Jak chcesz to wymień wszystkie.-Powiedział do niej z lekkim uśmiechem po czym rzucił na stół trzy karty. Rozpoczynała się powoli rozgrywka. Zin Wyszczerzył zęby, gdyż on doskonale wiedział jak kantować. Policzył sobie karty w ten sposób, by to on dostał te najlepsze. Wziął trzy...tak. Zinowi się gęba uśmiechnęła. Pokiwał głową na boki i zaczął gwizdać. Cieszył się, jednak inaczej niż zwykle. Podrapał się po głowie. Zaczął rozmyślać. Ciekawe kurna nad czym...

Zindarad - 2010-05-07 20:16:24

Hmmm...jakby to zacząć. Zin po wspólnym czasie spędzonym z Viriną w końcu wstał. Z niewyjaśnionych dotąd przyczyn obudził się nagi, ale tylko jak to zauważył postanowił się szybko ubrać. Po ubraniu stroju, który ma na sobie już kilka ładnych dni i już ładnie zalatuje, Zin postanowił obudzić swoją przyjaciółkę (rzecz jasna nie smrodem koszuli). Szturchnął ją kilka razy i stanął przy drzwiach.
-Dalej. Ruszaj się, bo lecimy na te pieprzone Nar-Shaddaa, no.-Powiedział i kiwnął głową, jak to miał w zwyczaju. Zin podrapał się po głowie. Rozejrzał się i czekał, aż jego przyjaciółka w końcu wstanie. Wziął głęboki oddech, wypuścił później powietrze. To oznaczało jedno. Trzeba było zapalić. Ciekawe tylko co? Zin przeszukał jeszcze wszystkie swoje kieszenie.-Ja pierdole. Fajki mi zajebali.-Powiedział, gdy chwycił się za kamizelkę. No nic. Trzeba będzie je kupić.

Virina - 2010-05-08 00:22:03

*Obudziła się. Przeciągnęła się i popatrzyła na niego leniwie.*
No wiesz? Tak wcześnie? Aj... *Stwierdziła tylko, ale wygrzebała się z łóżka... również była naga... i ubrała się szybko. Popatrzyła na niego.*
No widzisz? Dbają o Twoje zdrowie. *Dodała i końcówkę jęzorka mu pokazała. Uśmiechnęła się.*

Moc - 2010-05-08 00:24:42

*Cóż, dobrze, że te "niewyjaśnione przyczyny" już się skończyły, bo po kilkunastu minutach rozległo się pukanie do ich kajuty a zaraz potem meldunek* Macie państwo dziesięć minut na zebranie się! *To nie była prośba, to był zwyczajny rozkaz. Aktualnie mieli trochę napięty grafik, wiec im szybciej się uporają tym lepiej dla nich. Będą mogli trochę po marudzić w hangarze*

Zindarad - 2010-05-08 00:28:33

Zin szybko poprawił jeszcze pasek, do którego była przypięta kabura z jego blasterem. Inżynier pociągnął nosem i doszedł do wniosku, że na wszelki wypadek musi kupić nową pukawkę. Na Nar-Shaddaa zastanowi się jaką. Kobdar szybko podszedł do drzwi i otworzył je.
-Dobry, dobry.-Powiedział do niego z lekkim uśmiechem. Oparł się o drzwi i pokazał na Virinę.-Gotowi jesteśmy. Dupy ruszyć możemy. Prowadź pan.-Powiedział do niego i czekał, aż oficer ten zaprowadzi ich do hangaru, a następnie do ich Kappy, na której udadzą się prosto na Księżyc Przemytników.

Virina - 2010-05-08 00:33:04

*Zagarnęła jeszcze karty... zapomniałby! Oddała Zinowi karty w metalowym pudełku i uśmiechnęła się słodko.*
Niech pan prowadzi, jesteśmy gotowi. *Potwierdziła słowa Zina. Wyszła z kajuty i popatrzyła po korytarzu. Przeczesała dłonią włosy w tył, będzie musiała wziąć prysznic w czasie podróży, ale to już na spokojnie... teraz tylko kwestia odlecenia stąd, oby ich statek działał w miarę dobrze, bo wtedy dopiero będą mieli duży problem. Ale cóż, wierzyła w umiejętności załogi tego statku.*

Moc - 2010-05-08 00:35:51

*Przed nimi stał jakiś starszy, zrzędliwy nieco człowiek w mundurze. Nie uśmiechnął się, nie podał ręki, nie zasalutował. Skinął tylko głową ochroniarzom z innej zmiany i warknął* Za mną... *Wszędzie zdarzają się typowi służbiści tacy jak ten. A jemu nie uśmiechało się prowadzenie za rączkę jakieś kobiety i faceta do ich latającego złomu. Miał inne rzeczy na głowie, które pani kapitan raczyła pominąć, co go irytowało. No więc szli w stronę hangarów*

Hakon - 2011-02-02 13:22:59

*Bez wątpienia Hakon i inni dostali swoje kajuty. Może z powodu przeludnienia statku załogą z Bliskiej, było trochę ciasno i być może dostał kwaterę z Nashem i Takenem, ale w tej chwili był sam.
Czuł się bardzo dziwnie od chwili wyskoku przy stacji. Nie potrafił zdefiniować swojego rozbicia, dlatego tez wybrał najłatwiejszy sposób na osiągniecie stabilizacji.
Medytacja.
Od jakiegoś czasu siedział na podłodze w pozycji kwiatu lotosu, z zamkniętymi oczami (czego musiał się nauczyć a co łatwe nie było). Nie medytował nad niczym konkretnym. Po prostu oczyszczał się*

Darth Nemedis - 2011-02-02 13:35:06

*Tymczasem tysiące kilometrów dalej ktoś inny próbował odnaleźć ten sznur mocy, który był tak niepokojący podczas pobytu ów persony na stacji. Nemedis nadal znajdował się w nadprzestrzeni, zagłębił się jednak w medytacji, bo znajoma aura nie dawała mu spokoju. Nie mógł dojść do tego, dlaczego wydawała mu się tak bliska, nie mógł też tak po prostu tego zostawić. Szukał rozwiązania. To ta osoba odnalazła go w mocy... Nikt zwykły by tego nie zrobił, to musiał być ktoś, z kim nawiązał kontakt. Podświadomość nie dopuszczała do głosu myśli, że to przecież mógł być Hakon. Nie. On by go przecież nie zdradził. Mimo wszystko, to była jedyna osoba, która mogła to zrobić.

Medytującego Hakona otoczyła moc. Barabel już wcześniej nawiązał kontakt mentalny, by odszukać sitha, teraz Nemedis widocznie próbował go odzyskać. Chciał się przekonać, kto to zrobił, kto odnalazł stacje.*

Hakon - 2011-02-02 13:38:38

*Hakon odczuł to, co go lekko zaniepokoiło. Stał się nagle bliski, stawał powoli twarz ą w twarz z Nemedisem przez te tysiące parseków, ale przecież dla Mocy odległość nie ma znaczenia. Nie aż takie w każdym razie. Wiec po prostu przywdział się w swoje codzienne mysli i otworzył drzwi*
czy przybywasz w pokoju *zapytał szeptem*

Darth Nemedis - 2011-02-02 13:47:36

*Przed Hakonem zaczęła materializować się wysoka, okryta czarną szatą postać. To tylko wyobrażenie podsunięte przez moc. Nemedis patrzył na Hakona ze smutkiem, z pewnego rodzaju... Żalem. Jego twarz przykrywała specyficzna maska.* Jest to dla ciebie w ogóle ważne? *Zapytał dopiero po chwili.* A więc to ty, Hakonie... To ty to zrobiłeś. *Wysoka postać pochyliła się.* Dlaczego? *Zapytał cicho, nie wiedząc, jakiej spodziewać się odpowiedzi. Hakon przypominał mu przeszłość, był mostem prowadzącym do dawnego Nemedisa. Gdy sith na niego patrzył, wracały do niego wspomnienia.* Dużo się zmieniło od naszego ostatniego spotkania.

Hakon - 2011-02-02 13:54:11

*Hakon zadarł głowę. Nadal był taki, jakim Nemedis widział go i wyobrażał sobie. Jego zmiany fizyczne nie obejmowały tego wyobrażenia.*
Przepraszam. Wybacz mi, jeśli potrafisz *Odpowiedział Hakon. Jego ręka zatoczyła krąg. Wskazała na stare fotele, jak to się mówi „z duszą”. Zaprosił, po czym ruszył sam*
Zastanawiam się nad odpowiedział, której mam ci udzielić. Nie jesteś kimś, komu można wcisnąć oklepany tekst typu „jestem jedi” czy „to było w zgodzie z moim sumieniem. Musze być szczery. Zdradziłem Cię, wiem

Darth Nemedis - 2011-02-02 14:03:12

*Wyobrażenie skinęło głową i ruszyło do miejsca wskazanego przez Hakona.* Dobrze wiesz, że ja nikomu nie wybaczam, ty jesteś wyjątkiem. I właśnie to mnie boli - wykorzystałeś relacje, jakie zbudowaliśmy. Gdybyśmy się nie przyjaźnili, nie byłbyś w stanie mnie odnaleźć. *Czarna szata zafalowała lekko. Nemedis pochylił się, składając ze sobą dłonie okryte grubymi rękawicami.* Jeśli nawet tobie nie mogę ufać, to kto mi zostanie? Jak ciebie zabraknie, nic nie będzie już w stanie na mnie wpływać. Wiesz, że bestia nie śpi, ciągle tam jest. Coraz bardziej głodna, bywają chwilę, że przestaje nad tym panować. *Obdarzył Hakona przenikliwym spojrzeniem.* Tak, zdradziłeś mnie. I mam ponure wrażenie, że zdradziłeś też naszą przyjaźń. Ja nigdy nie wykorzystałem ciebie, żeby móc zaszkodzić zakonowi, nigdy nie próbowałem nawet prosić cie o jakiekolwiek informacje. A ty? Kiwnąłbyś palcem, jeśli przymierze postanowiłoby zniszczyć całą stacje? Czy w ogóle obchodził cie mój los? *Nemedis wciągnął ze świstem powietrze.* Nie mam już nikogo, Hakonie. Długo żywiłem się nadzieją, że ty mi zostaniesz, ale byłem, ślepy. To musiało się tak skończyć.

Hakon - 2011-02-02 14:11:17

*Hakon był zakłopotany i czul się winny. Nie było tego widać, ale z racji charakteru spotkania, emocje wirowały nad nimi. Miały mdlący żółty kolor i ostry zapach.*
Wydaje mi się, ze cały problem polega na tym ze nie jesteśmy sami w galaktyce, Nemedisie. Mimo wszystko, mimo i zostałeś się mi osobą najbliższa, ja nie jestem sam. Nie mogę wiecznie żyć ulotnością tego spotkania. Musze wyjść. I mogę cię tylko przeprosić. Nie mam nic, czym mógłbym się usprawiedliwić. *Pochylił glowę, jakby chciał uspokoić swoje myśli*
ale po zobaczeniu projekcji z tymi więźniami poczułem, ze powinienem cię odnaleźć, bo jeśli ty nie możesz okiełznać bestii, to powinien to zrobić ktoś inny. Wiem, ze atak na stacje poniósł ze sobą ofiary. Ale ile jeszcze zupełnie niewinnych istot skrzywdzisz i zabijesz ty sam?

Darth Nemedis - 2011-02-02 19:16:36

A nie pomyślałeś o tym, że coś mnie zmusiło, żeby tak postąpić? *Przekrzywił głowę. Parę kostek strzeliło nieprzyjemnie.* Widzisz... W sytuacji, kiedy jest się osaczonym, trzeba sięgać po specyficzne metody. Do tej sytuacji doprowadziło wiele różnych czynników, to wymusiło na mnie reakcje. Oczywiście wśród tych czynników prym ciągle wiedzie zdrada. Zanim dotarliśmy do tego miejsca, zdążył mnie już zdradzić Generał, który stwierdził, że sprzymierzenie się z zakonem będzie korzystniejsze, zdradził mnie Aru, który nawiązał połączenie z Secorshą, zdradziłeś mnie w końcu ty. Już nikt nie jest wart zaufania. Swoimi posunięciami prowokujecie bestie, wywołujecie reakcje obronną. *Przysunął się nagle, ciągle patrząc na Hakona przenikliwie.* Pewnie myślisz, że to wszystko jest irracjonalne. Więc, Hakonie... Nie każdy potrzebuje logiki. Nie każdego można kupić, torturować, szantażować. *Zacisnął dłoń na oparciu fotela.* Niektórzy chcą tylko patrzeć, jak świat płonie. *Wyszeptał, ledwo dosłyszalnie. Przez chwile trwał tak, w całkowitym bezruchu, jak rzeźba.* Pamiętam jeszcze, jak ryzykowałem schwytaniem przez zakon by cie odnaleźć. Wtedy na Coruscant, w górach. Ty niedawno wydałeś na mnie wyrok, wiedząc, że tylko ty masz taką możliwość. Naprowadziłeś stado tych wiecznie głodnych hien na mój trop, kiedy nie byłem przygotowany. *Pokręcił głową.* Teraz dostrzegam komizm tej sytuacji. Byłem głupi, myśląc, że znajdę w tej galaktyce kogoś godnego zaufania. *Odsunął się. Dłonie zaciskał kurczowo na oparciach fotela.* Wolałbyś teraz oglądać trupa, albo patrzeć, jak twoi przyjaciele odrywają mnie od mocy, zamiast ze mną rozmawiać. Już przestałem być potrzebny. Nagle obudziłeś się z myślą, że jestem już niewygodny. Kiedy Generał szantażował mnie zrobieniem ci krzywdy, ja byłem gotowy pomknąć ci na ratunek bez względu na to, jak duża była szansa na to, że mówi prawdę. A teraz? Co się stało? Nie miałeś oporów przed wydaniem mnie na pastwę tych zramolałych dziadów. Taką właśnie otrzymałem nagrodę.

Hakon - 2011-02-02 19:24:57

Niektórzy chcą patrzeć jak świat płonie, inni walczą o to, by jednak nie płonął, bo to nasz siat. Moc odgrywa bardzo duża rolę jednak daje nam wolną rękę w podejmowaniu decyzji, skore nas rozwijają. Ty podejmujesz swoje decyzje. Może chcesz patrzeć jak płonie świat. Ja mogę tylko podcinać sobie żyły i patrzeć jak płynie krew. Nawet sobie nie wyobrażasz, co czułem podejmując ta decyzję. Co będę czul do końca swojego istnienia. Miałem opory - zniszczyłem siebie. Bo, mój przyjacielu, byłeś moją integralną częścią. Teraz już zawsze bez tej części będę kaleką. Ale jestem jedi. Tylko jedi, przeznaczony do tego, by ofiarować siebie innym. Jestem tylko narzędziem, Nemedisie. Zaprzyjaźniłeś się z małym kawałeczkiem Mocy. Mam swoją wolę, ale jest ona zdeterminowana innymi czynnikami. Bo tak naprawdę, choć nie wiedziałem, nigdy nie byłem sam.

Darth Nemedis - 2011-02-02 19:33:53

Zaprzyjaźniłem się z Hakonem. Z osobą, dla tej osoby. Rozumiem, że przekładałeś dobro zakonu nad przyjaźń ze mną. *Patrzył na barabela wzrokiem wypranym z emocji, jakby wszystkie uleciały. Taka paskudna pustka.* Nie żywię do ciebie urazy. Gdzieś w głębi podejrzewałem, że to kiedyś będzie miało taki ponury finał. Wiedziałem, że w końcu staniesz na rozdrożu i będziesz musiał podjąć decyzje. Ja albo oni. Nie było innego wyjścia, nie było kompromisu. Wybrałeś ich. Przyjmuję to z żalem, ale nic nie mogę z tym zrobić. To była twoja decyzja. Wiedziałeś, że nie możesz dłużej zwlekać, bo nie można mieć wszystkiego razem. Rozumiem. Ale co będzie dalej? Od tego wszystkiego już chyba nie ma odwrotu, Hakonie. Tej decyzji nie będziesz mógł przecież podjąć znowu, chociaż mam wrażenie, że byłaby nadal taka sama.

Hakon - 2011-02-02 19:37:51

Tez jest mi bardzo żal. Hakon, którego znałeś cierpi z tego powodu i to się nigdy nie skończy. To jest moja pokuta, kara. Jedyne, w czym mogę ci pomóc, to zginąć, z Twojej reki. Bo jeśli będę żył, będę współpracował z  zakonem. Nie na złość tobie, tylko dla dobra w które wierzymy. Wiec jeśli będzie to twoim życzeniem, spotkam się z Tobą. I zabijesz mnie. Tylko tak można rozwiązać ten węzeł

Darth Nemedis - 2011-02-02 19:47:20

*Nemedis drgnął nagle.* Nie... *Wyszeptał, kierując wzrok na ścianę za Hakonem.* Mogę skrzywdzić wiele istot, ale ciebie nie dałbym rady. *Pokręcił głową.* Nie jestem w stanie cie zabić. Może jestem słaby. Może to jest moja słabość. Może ty jesteś tą słabością. Mdli mnie gdy o tym myślę. Jeśli taka jest twoja wola, czyń swoją powinność, wystąp przeciw mnie razem z resztą. Skoro nikt mi już nie został, muszę to przyjąć z podniesioną głową. Zrobisz co zechcesz. Mi już dawno wyrwało się to spod kontroli. Widzisz? Nie dość, że głupi, to jeszcze słaby. *Uśmiechnął się lekko.* Może to i dobrze, ułożysz sobie sprawy. Nie będę psuł ci szyków, nie będę przeszkadzał.

Hakon - 2011-02-02 19:54:05

*Wyobrażenie Hakona, wyglądające cały czas tak, jak widział go Nemedis, odwróciło głowę w jego stronę. Ręką oparła się na jego ramieniu w geście jak najbardziej przyjaznym, dodającym otuchy, ale i pełnym wahania. Obaw przed odepchnięciem na które zasłużył*
Nie mów tak. Nadal uważam, ze jesteś wyjątkową istotą. Zbłądziłeś gdzieś, kiedyś, może za sprawą swoją, może czyjaś. Patrzysz chłodnym okiem na to, co dzieje się z tobą. Ja bym się bał. Spłonął bym. Już teraz zajmuje się ogniem i wiem, ze podpisałem na siebie wyrok, i to się zaczęło. Prędzej czy później pokona mnie. Ty mnie pokonasz, bo ja nigdy nie będę tak silny jak ty.

Darth Nemedis - 2011-02-02 20:08:31

*Spojrzał na Hakona czując jego dłoń na własnym ramieniu. Nie odtrącił jej. Zastygł w bezruchu.*
Jesteśmy tylko pionkami na szachownicy losu. Nie zadręczaj się tym, co zrobiłeś. Tak musiało być. To było zapisane w gwiazdach. Zawsze się tego bałem, ale musi nastąpić moment, kiedy nie będzie już przy mnie nikogo. Zostanę sam. Będę musiał stawić temu czoła *Nachylił się w stronę barabela.* Ale nigdy nic nie jest przesądzone. Ja żyję w cierpieniu, ty nie musisz. Nadal możesz o to zadbać. Mi mrok był pisany. On mnie nie osądzi, nie ukaże, nie zdradzi. Zawsze będzie. Kiedy ostatecznie puszczą łańcuchy, kiedy bestia wyjdzie na wolność... Może wtedy poczuje ulgę. Potrzebuję odpoczynku. Zabrnąłem w to za daleko, już nie ma odwrotu. Nie jestem w stanie znaleźć drogi, pogrążyłem się. Ty możesz swoje życie przeżyć jak najlepiej, ono może być dobre. Jesteś Jedi, powinieneś zawsze mieć nadzieję. Mi już dawno temu jej zabrakło. *Uśmiechnął się lekko, ujął dłoń barabela, która dotąd spoczywała na jego ramieniu i rozpłynął się. Zniknął. Wyobrażenie roztopiło się, jakby nigdy go nie było.*

Hakon - 2011-02-02 20:14:31

*Hakon pokręcił tylko głową, ale nic nie powiedział. Jak zawsze, tak i teraz emanował pogodzeniem się ze wszystkim, co niesie Moc. Także z wyrzutami sumienia. To była pułapka. Jakkolwiek nie postąpiłby Hakon – przegrałby. Ale jeśli na to zasłużył, nie miał prawa się na to żalić.
Zanim jeszcze Nemedis rozpłynął się, Hakon podniósł głowę i powiedział tylko: *
Uważaj na siebie.

Nash - 2011-02-05 19:25:25

W pomieszczeniu panowała cisza, a dookoła jakby panował spokój. Nash siedział ze skrzyżowanymi nogami na pryczy, dłonie ułożone na kolanach, a o odległości zaledwie dwudziestu centymetrów od niego swobodnie unosił się jego cyfronotes, medipakied i rękojeść miecza świetlnego. Nash był właśnie w trakcie medytacji. Kontemplował nad ostatnio zaistniałymi wydarzeniami. Siedział tak już dłuższy czas rozmyślając nad tym czy rozwiązanie podjęte przez Jedi było słuszne.

Malkit - 2011-02-05 19:29:55

*chyba nie zabezpieczył drzwi swojej kabiny. Może to skutkowac strasznymi konsekwencjami. Na przykład Malkitem
Malkit na stacji był przerażony. Czuł strach, czul śmierć, ale teraz wszystko przeszło. Szele potrafią nad wyraz szybko się oczyścić. Hakon złapał kukutucia, tak wiec teraz Malkit miał go ze sobą, jak łatwo się domyślić – w plecaczku na grzbiecie. Do nashowej kwatery wszedł cichutko, strzygąc uszami, a  latające przedmioty nie zrobily na nim wrażenia. Bardziej ciekawy był Jedi. Można go powąchać, obślinić, uszczypnąć i na koniec – położyć się na nim. Tak, od tyłu, łapami na kark i już*
uuuuuuuuuu.u.u.u.u.u.u.u.uu.u.u.u.

Nash - 2011-02-05 19:39:19

Nash od razu nie wybudził się z letargu medytacji. Nie byłoby to dobre dla niego. Jako iż nie był jeszcze w głębokim stadium, zdołał wyczuć obecność Malkita i powoli wybudzał się z transu. Kiedy ten uwalił się na jego plecach kładąc łapy na barki Nash był już wybudzony.
-Witaj Malkicie... -powiedział uśmiechając się przy tym.

Malkit - 2011-02-05 19:43:32

uuuuuuuuuuu..u.u.u.u.u.u.u.u.u.u.u *rozbrzmiewało po pomieszczeniu. Odzyskanie wolności zawsze wiąże się z  radością, a  radość Malkita była właśnie taka – Malkitowa. Naparł wiec bardziej, tak by Nasha przygnieść do podłogi i położyć się na nim, bo to dopiero jest fajnie. Nie jakieś tam podnoszenie Malkita za pomocą Mocy*

Nash - 2011-02-05 19:50:21

Nash poddał się Malkitowej radości. Pozwolił się mu nacieszyć. Pod naporem ciężaru Malkita, Nash spadł razem z nim na podłogę. Upadek nie był bolesny choć Nash czuł ciężar Malkita na swoich plecach.
-Też się cieszę, że Cię widzę... -powiedział i roześmiał się głośno. Radość którą emanował chłopiec przenikała i Jedi. Od dłuższego czasu Nash był nieco poważniejszy niż zwykle, a chwila błogiej radości nawet jemu dobrze zrobi. Ledwo się śmiał z powodu tego, że Malkit przyciskał jego ciało do podłoża i ten mógł tylko złapać płytsze oddechy.
-No dobrze, ale teraz zejdź bo jeszcze zrobisz ze mnie naleśnika... -powiedział. -A ja raczej smaczny nie jestem. -dodał uśmiechając się.

Malkit - 2011-02-05 19:55:13

*Malkit rozsmarował się na jedi jak wyjątkowo kręcone masło o masie około 80 kilogramów, ale jako ze trochę tłuszczu miał na sobie to to co leżało było miękkie i nie przeszkadzające za bardzo. Chwilę to trwało po czym, po uwadze Nasha szczypior o dziwo podniósł – najpierw przód, poźniej tył, zlazł i Bach – znowu lezy. Ale z tyłu tym razem*
O jejut. Ale ja zmęczyłem ja! Ja sałą noc musiałem pilnować tego kukutucia. Jak jego Hakon złapał, to ja nie wiem! On musiał mieć jakiś mutuć ze sobą!

Nash - 2011-02-05 20:01:33

Kiedy Malkit ponownie uwalił się na Nasha ten westchnął, bo w końcu młody ważył prawie tyle co sam Jedi.
-A więc udało Ci się odzyskać kukutucia szybciej niż przypuszczaliśmy. -powiedział zaskoczony. W końcu prowadzili rozmowę o tym jak to trudno jest je znaleźć, może Hakon znalazł jakiegoś po drodze jeszcze na stacji? Ale czy wtedy zajmował by się tym.
-Pokaż mi no tego jegomościa kukutucia... -powiedział zaciekawiony Nash.

Malkit - 2011-02-05 20:06:59

To drugi kukutuć. One występują tam, wiesz?
*Malkit jak nikt na potworach się zmał. Usiadłszy wiec prosto za Nashem (nie Ne Nashu) począł z grzbietu ogrzywionego ściągać plecaczek czymś ewidentnie wypchany i w pełnym namaszczenia skupieniu rozwiązał sznureczek. W środku – koszyczek – pleciony walec. W koszyczku – szmatka. Na szmatce – nic*
Uważaj żeby nie ucieknął

Nash - 2011-02-05 20:11:28

Nash był zaskoczony tym widokiem, a raczej jego brakiem. Nie przypuszczał, że zwierzaczek mógł tak dobrze się maskować... A może był wyimaginowany? Tego nie wiedział.
-Nie wiedziałem, że Twoje kukutucie tak dobrze się maskują. -powiedział uśmiechając się Nash jednocześnie osłaniając rękami teren dookoła szmatki po tym jak Malkit powiedział, że może uciec. Nadal nie miał pewności, ale jednak przypuszczał, że tam nic jednak nie ma, a zwierzątko jest wymyślone. Nawet gdyby tak było, to zabawa i tak jest przednia.

Malkit - 2011-02-05 20:17:25

*W rzeczy samej, wszelkie gatunki dziwnych stworzeń o jeszcze dziwniejszych nazwach były wytworami wyobraźni Malkita. Widac kukutuć tez, bo i go nie było, ale nie oznaczało to, ze nerwowy nie był*
No… eh, tamten kukutć to i drzeczny był, i nie wyłaził i w ogole,a  ten! To jest boskie skaranie! Ja nie mogę! A on dzieci urodzi we szszfartek. No ja ocipieje chyba! *I w obliczu wielkiego strapienia z łepek łapkami się chwycił*

Nash - 2011-02-05 20:21:49

-Rzeczywiście ten to musi być skaranie, ha ha ha. -powiedział Nash i roześmiał się na to jakimi słowami posługuje się Malkit. Ciekawe od kogo nauczył się takiego słownictwa. Na pewno nie od Dżonego i Fler, Nash usiadł wygodnie nadal pilnując terenu wokół szmatki.
-A co taki kukutuć je? -zapytał. -I ile potrafi urodzić dzieci? -dodał ciekaw odpowiedzi Malkita.

Malkit - 2011-02-05 20:26:23

*Malkit z kolei minę miał bardzo powazną, w koncu o powaznych rzeczach prawili. Uszka sterczały mu, grzywa kłębiła się na łbie i szyi*
Kukutuć najlepiej lubi jeść mutuć. Mutuć to ma Hakon. On by bez mutuciu nie złapał takieeeego kukutucia. No to niemożliwe
*Westchnął głęboko*
Mój tamten kukutuć co zdechł to on urodził osiemset dzieci. Ale ten chyba mniej urodzi bo on jest złośliwy…

Nash - 2011-02-05 20:33:09

-Osiemset dzieci? -zapytał z niedowierzaniem i powagą na twarzy. Jak to możliwe, że takie zwierzątko potrafi wydać na świat tyle potomstwa to nie miał pojęcia, ale pozostawało mu wierzyć w opowieść Malkita. Cała ta zabawa w wyimaginowane zwierzątko podobała się Nashowi.
-A co to jest mutuć? Czy to jest smaczne? -zapytał gładząc się po brodzie w zaciekawieniu.

Malkit - 2011-02-05 20:36:41

*Wyobraźnia dziecka nie zna granic, i chociaż jak się okazało ze kukutucie są bardzo płodne, to co dziwne – były rzadkie, bo występowały tylko na stacji Cebula – w innych miejscach kukutuciów nie było. Wiec Malkit postanowił je przesiedlić*
So? Mutuć? Niiiiie, mutuć niesmaczny. Tylko kukutucie jedzą go! My go nie możemy jeść. Wiesz, można mieć sraczkę
*zaakcentował z  powagą ostatnie słowo*
Ja nie lubie sraczki mieć. a  ty? *przekręcił pytająco głowkę*

Nash - 2011-02-05 20:42:18

Nash roześmiał się głośno i odruchowo zasłonił usta by się powstrzymać. Gdyby wszyscy zadawali się z Malkitem od razu byłoby przyjemniej. Niektórym przydałaby się dawka jego radości.
-Rzeczywiście, masz rację. Zdecydowanie nie chciałbym mieć sraczki. -powiedział Nash i ponownie się roześmiał. -Wyobrażasz sobie Malkicie? Dostać rozstroju w trakcie ważnej misji? Tragedia murowania. Wolę omijać mutuć z daleka. -dodał uśmiechając się szeroko. Cieszył go widok Malkita, który znacznie różnił się od tego, jak bardzo zastraszonego widział go na stacji.

Malkit - 2011-02-05 20:49:21

*Niestety nie każdy ma tyle dystansu żeby się ze sraczki śmiać.
Młody położył uszek i strząchnął się*
Albo w przedszkolu. Normalnie dramat!
*Nozdrza mu się zeszły, łepek skulił i na chwile nawet oczy zamknąć, by po owej chwili eksplodowac nowy, entuzjazmem*
a wiesz, hto ma sraczke? Gruby Wujek. On ma cały dzień sraczke, o jejut!
*Hutt Vottagg, czyli Gruby Wujek spadł mocno w notowaniach popularności u Malkita, który zaraz ukarał go sraczką*

Nash - 2011-02-05 20:53:55

-No rzeczywiście, wtedy w przedszkolu musi być ciężko. -powiedział. Kiedy Malkit opowiedział o Grubym wujku mającym nieustające problemy żołądkowe, Jedi ponownie się roześmiał.
-Tylko nie mów, że wujek dał się namówić na zjedzenie mutucia? -dodał uśmiechając się.

Malkit - 2011-02-05 20:57:31

*Malkit wychylił w kierunku Nasha łepek nad otwartym plecaczkiem i szepnął konspiracyjnie*
On szystko zjada, ten Gruby Wujek, nawet kupę! *I chlast – łapkami pyszczek zasłonił i w tył się zwalił niczym ścięte drzewo, piszcząc i wijąc się po takim niusie*

Nash - 2011-02-05 21:02:27

Nash skrzywił się kiedy usłyszał o tym jakimi rarytasami raczy się jego Gruby Wujek. Zrobił to jednak z uśmiechem, tak jak to robią dzieci kiedy usłyszą coś obrzydliwego co je śmieszy. Cóż nie robił tego specjalnie, raczej w naturalny sposób kiedy rozmawia się z młodszymi. Pokazywał, że rzeczywiście go słucha, a nie udaje. Potem roześmiał się kiedy Malkit w swoisty sposób zareagował na to to przed chwilą powiedział.
-Cóż, biedny wujek. -powiedział uśmiechając się. -Nie chciałbym być na jego miejscu. -dodał po chwili.

Malkit - 2011-02-05 21:07:53

Ja tesz. On jest cały gruby, ten Gruby Wujek. I nie chciałbym być w jego tłuszczu ja. To jest niefajne. Ja bym wiesz kim chciał być? *Poderwał się z  ziemi na równe cztery łapki. Łeb teraz trzymał wysoko. Ogon na wysokości stawów skokowych zakręcał się w rulonik*
Mandalorianinem

Nash - 2011-02-05 21:12:47

Nash wyprostował się, nieco przekrzywił głowę i poważnym wzrokiem spojrzał na Malkita.
-No, no... Śmiałe postanowienie. -powiedział. -Mando to wielcy wojownicy. I choć w dzisiejszych czasach postępują z reguły inaczej niż przodkowie, to mam nadzieję, że zachowali się tacy, którzy jeszcze kierują się zasadami sprzed mileniów. -dodał. W prawdzie nie znał wielu Mando, ale tych których poznał do tej pory raczej nie przypominali swoich przodków, o których uczył się z kronik.
-Dlaczego akurat to Mando chciałbyś zostać? zapytał.

Malkit - 2011-02-05 21:19:44

Mój wujek jest mando. I moi braciowie. I ja tez jestem, ale jeszcze jestem małym mando. A chce być dużym *pierś dumnie wypiął, i na chwile spoważniał przez co wyglądał naprawdę groźnie. Ale bardziej jak zwierze niż jak mandalorianin. Nash o tym nie wiedział, ale Malkit dzięki ich akcji uniknął losu zostania sithem. Nemedis miał go szkolić*

Nash - 2011-02-05 21:27:57

O Malkicie Nash wiedział niewiele, w końcu niedawno go poznał. Wyczuwał jednak w nim wrażliwość na Moc, lecz absolutnie nie przypuszczał, że Nemedis miał wobec niego jakieś plany. Obserwując Malkita i to jak przybiera postawę, sam przybrał nieco podobną postawę, położył dłoń na jego ramieniu i powiedział.
-Jeżeli dalej z taką gorliwością będziesz tego pragnął, to kiedy nadejdzie ten czas staniesz się wyjątkowym wojownikiem. -powiedział by dodać malcowi otuchy i podbudować w nim ducha. W prawdzie Malkit nie wyglądał na typowego Mando, ale w końcu nie wygląd świadczy o wojowniku, a jego duch. W Malkicie był on duży.

Malkit - 2011-02-05 21:31:03

*Istota Malkita pochodziła z zupełnie innego świata. Ale jego matka została jedi. On był wychowywany w miłości, przez to nadal nie chciał dorosnąć. Zachowywał się jak dziecko, ale miał już pięć lat – był dorosły. Fizycznie dorosły, mogl mieć swoje dzieci. Psychicznie tez pewnie szybko by dorósł, gdyby musiał.
A tymczasem wyciągnął łep i uszczypnął Nasha w ucho. Taki to Malkit*

Nash - 2011-02-05 21:41:25

-Auć! -powiedział głośno i chwycił się za ucho Nash. Spojrzał na Malkita i w swoistym zawadiackim uśmiechu zmrużył oczy. Widocznie Malkitowi na zabawę się zbierało. Przez chwilę tak patrzył i w jednym momencie szybkim ruchem ręki sam przyszczypnął jego ucho.
-A masz za swoje! -powiedział uśmiechając się.

Malkit - 2011-02-05 21:49:10

*A on jak się nie rozedrze, jakby co najmniej ze skóry obdzierali. Wykręcił się, niemal na supeł zawiązał i dawaj drzeć się. U szelek im większy wrzask tym przedniejsza zabawa. Tak wiec zostało to głosno podsumowane, a  w ucho rzecz jasna nic się nie stalo. Chwila i lazal już na wznak na podłodze*

Nash - 2011-02-05 21:55:01

Nash przez chwilę na początku się przeraził. Czyżby ten, który wspominał, że chce zostać Mando po uszczypnięciu w ucho płacze i ucieka? Po chwili zdał sobie sprawę o co chodzi. Malkitowi się podobało i wcale nie miał zamiaru płakać a tym bardziej uciekać. Po chwili padł na ziemię i Nash nie wiedział co dokładnie robi malec. Powoli podchodził z boku by zobaczyć co Malkit wyczynia.
-Żyjesz? Nic Ci nie jest? -pytał śmiejąc się jednocześnie. Ciekaw był tego co z kolei zrobi Szela.

Malkit - 2011-02-05 22:01:38

*Malkit leżał, leżał i nagle Bach – łapami za nogę dżedaja złapał, podciągnął się, zginając łokcie i gulgocząc z zadowolenia sięgnął pyskiem by go pod pachą uszczypnąć! A zrobił to jak piłeczka, jak guma, coś bez szkieletu. Po dokonanym zamachu przetarabanil się przez łeb o dwa metry i na nogach stanął. Łeb spuścił a grzbiet wyrzucił, robiąc śmieszny mostek*

Nash - 2011-02-05 22:09:18

Nash uszczypnięty przez Malkita podskoczył nieco. W prawdzie przypuszczał, że Szela zaatakuje niespodziewanie, ale nie przewidział w jaki sposób. Do tego sprytnie chwycił Nasha za nogę co uniemożliwiłoby mu uniknięcie ataku. Sprytne jak na tak młodą istotę. Z takimi zdolnościami zapewne byłby nie tylko dobrym Mando, ale pewnie po szkoleniu całkiem przyzwoitym Jedi. Ale gdyby miało by tak być, któryś z mistrzów pewnie już dawno "zająłby się" malcem.
-Bardzo sprytnie Malkicie. -powiedział. -Z takimi zdolnościami na pewno będziesz wspaniałym Mando. -dodał.

Malkit - 2011-02-05 22:12:16

Uu.u.u.uu.u.u.u.u.u.u.u.u.u.u. *odpowiedział Malkitowy mostek, kiwając się na boli i łomot – znowu lezy, znowu kółka kręci, przewala się jak wyjątkowo aktywna galareta, jakby nie miał kosci. I nagle łeb zedrze i w  galop z miejsca, az podłoga zapiszczała pod pazurami. I przez kwaterę, i skok, na ścianę, odbicie, do drugiej sciany, odbicie – od sufitu!
I na kanale.
Lezy*
u.u.u.u.u.uu.u.u.u.u.u.u.u.u.u.uu.u.

Nash - 2011-02-05 22:24:13

Gdyby było to możliwe szczęka Nasha pewnie leżałaby już na posadzce. Pokaz jaki przed chwilą urządził Nashowi Malkit był zdumiewający. Niejeden Jedi pozazdrościłby mu zwinności i szybkości. Nash co raz to bardziej utwierdzał się w przeświadczeniu, że predyspozycje Malkita były niesamowite. W stosunkowo małym pomieszczeniu poruszał się z taką gracją z jaką robił to mistrz Yoda, a przecież Malkit był od niego większy. Bez wątpienia sam Nash miałby problemy by przy użyciu Mocy odstawić taki pokaz. Nie znał specyfiki budowy ciała Szeli, nie wiedział na co je stać i prawdopodobnie stąd brała się zwinność Malkita. Nie zmieniało to faktu, że z takimi zdolnościami byłby groźnym przeciwnikiem w prawdziwej walce.
-Niesamowite... -powiedział pauzując. -Doprawdy będziesz wspaniałym wojownikiem, obyś wykorzystał do po właściwej stronie. -dodał i przysiadł w fotelu naprzeciwko łóżka.

Malkit - 2011-02-05 22:33:26

*Stworzenie lezało na kanapie, czy tam pryczy, wytrzeszczało oczy, strzygło uszami i skalo, burczało, wydawało różne dźwięki*
Po stronie prawej. Dobra? *odchyliwszy łeb do tyłu złapał krawędź koca w pysk i zaczął się obracać i kocem zakręcać. Widać jak się szela rozbryka to później ciężko opanować*

Nash - 2011-02-05 22:40:20

Nie przypuszczał, że Szela wda się z nim w dyskusję, ale skoro Malkit sam pytał, to Nash postanowił, że udzieli odpowiedzi. W prawdzie nigdy nie był niczyim mentorem, ale mógł co nieco przekazać Malkitowi. Cóż nie miał zamiaru tłumaczyć mu, że kwestia "dobra" jest sporna bo prawdą jest, że dla jednych to co dobre, dla drugich może okazać się złe.
-Tak Malkicie, po dobrej, jasnej stronie. -powiedział.

Malkit - 2011-02-05 22:46:28

PO jasnej stronie Mocy! *Odparła zakutana w koc ciemnozielona kulka, łapiącą skraj tkaniny tylną łapą i szarpiącą. Wiercił się, wiercił, az spadł na podłogę. I nic się nie stało, nawet nie pisnął. Dalej siew  kocu wiercił*
Wiesz że moja mama była dżedajką? Takie Dżedaje oni są po dobrej jasnej stronie

Nash - 2011-02-05 22:53:18

Fakt, że matka Malkita była Jedi jest niezwykle interesujący.
-Twoja mama, Fler była Jedi? -zapytał. Nash wiedział wiele o dawnych Jedi, a nie wiedział o prostym fakcje, że Fler niegdyś należała do Zakonu. Interesujące było to w jakich okolicznościach go opuściła. Czy przyczyną był jej związek, z mężczyzną i Malkit? Tego nie wiedział, ale może się dowie.
-Dlaczego już nie jest? -zapytał. Historia ta ciekawiła Nasha.

Malkit - 2011-02-05 23:01:08

bo ona nie lubi być dżedajką *odpowiedział koc z ogonem* woli być mamą. Bo oni na nią nachrzyczeli, a  ona się obraziła i się zakochała w moim tacie na złość dla nich i mnie urodzili oni
*Koc znowu poruszył się. Malkit się w nim zaplątał, teraz podejmował nowe czynności ale nie przestawal opowiadać*
I my mielismy królika ale się zgubil on. Ale potem mama przyniosła Dżonego, ale ja na początku byłem złym bratem… ale przeszedłem na Jasną Stronę

Nash - 2011-02-05 23:05:39

Widząc co wyczynia Malkit z kocem Nash uśmiechał się tylko i słuchaj o czym opowiada malec. Kiedy usłyszał historię Fler, wiedział że postąpiła słusznie. Tak było bezpieczniej dla niej samej i dla jej rodziny. Zapewne Rada i tak nie pozwoliłaby dalej pełnić jej funkcji Jedi, zapewne zostałaby wygnana. Uśmiechnął się na to kiedy Malkit opowiedział o Dzonym, o tym jak traktował go jak brata i tym, że przeszedł na jasną stronę Mocy.
-Bardzo się cieszę, że przeszedłeś na jasną stronę. To bardzo dobrze Malkicie... -powiedział. -A dlaczego byłeś złym bratem? -kontynuował rozmowę.

Malkit - 2011-02-05 23:10:20

*Koc znieruchomiał nagle, jakby miesko ze srodka poczulo się winne. Po chwili odpowiedziało*
ja się brzydko  Dżonym bawiłem, ale to mi wujek Tang pokazal, jego zwiażałem sznurkiem co się gacie suszyły i on był smutny i mnie nie lubił, ale potem pszeszłem na jasną stronę i już kochałem Dżonego a on mnie,a  wujek Tang to wujek tang jest! *Chwila pauzy*
On się bawi z  moim tatą, to są najlepsze mucie i oni mówią do siebie ty chuju

Nash - 2011-02-05 23:16:19

Nash zrobił charakterystyczną minę, taką kiedy zazwyczaj robi się słysząc z ust dziecka słowa skruchy i zrozumienia swoich błędów. Po chwili roześmiał się kiedy Malkit wspomniał o ojcu i wujku Tangu.
-Nie powinieneś naśladować tego co mówią do siebie. To nie ładnie. -powiedział uśmiechając się i lekko rozczochrał grzywę na głowie Malkita. -A co do Dzonego to widać jak bardzo Cię kocha, to dobrze że zrozumiałeś, że robiłeś źle. -powiedział i ponownie pogłaskał malca.
-Mama nie reaguje na to jak ojciec i wuja zachowują się przy Tobie? -zapytał.

Malkit - 2011-02-05 23:22:43

*Z koca w koncu wyodrębnił się łepek Malkita, który zaraz podniósł się w kierunku jedi*
Ja wiem, ze brzydko, ale szeba czasem, bo mandalorianie musza brzydkie słowa móc, bo wtedy drugie takie to boją się ich. Moja mama mówi ze nie można tak móc, bo to jest rynsztok. Ja tez wiem, nie można za duzo, bo luj urasta. Na widmie to w hangarze taki był luj że ojejut! to przez Rudiego! Ale na Couruscant jak mieszkaliśmy to w każdej knajpie był luj, i u wujka Tanga w domu, bo u ans nie bo mama nie kazała tacie w domu brzydko mówić i pic wina. A ja nauczyłem Dżonego o potworach i o luju, ale on nie umie wyganiać luja, ten Dżony. Bo to sierota. Ja jego pytam: ile Dżony zabiłeś potworów? A on? Zero, sir!

Nash - 2011-02-05 23:29:55

-Brzydkie słowa to tylko maska Malkicie. -powiedział. -Takie słowa to tylko sztuczna próba zastraszenia przeciwnika. On będzie bardziej się bał kiedy będziesz milczeć i okażesz spokój. -dodał. -W ten sposób dasz mu do zrozumienia, że się go nie boisz, że polegasz na swoich zdolnościach, że w nie wierzysz, a to bardziej złamie jego ducha niż przekleństwa mówione w jego stronę. -dokończył wywód. -Krzycząc i wyzywając pokażesz tylko swoją słabość, pokażesz, że można wyprowadzić Cię z równowagi, milczeniem i opanowaniem zaś okażesz swą siłę. -dopowiedział. Zdawało się, że malec ma niezłą pamięć, więc nawet jeśli teraz tego nie zrozumie to może zrozumie to później.

Malkit - 2011-02-05 23:36:16

*Wbrew pozorom słuchał Malkit, całkiem mądrze patrząc, ale prawdziwej konfrontacji to on jednak w życiu nie miał. W przedszkolu terroryzował dzieci, sam się tylko bawiąc, na Couruscant atakował baby. Na Mandalore tłukł się z  kolanami, ale nawet jak dostał przysłowiowo „po dupie” od nich to nadal była to zabawa. Brzydkie słowa były nieodłącznym elementem tych zabaw: stój ścierwo bo rozjebie ci łeb. Ty tchórzliwy di’kucie! Zaraz naucz ecie blasterowego tańca, u.u.uu.u.u.u.u.u.u. Fajna zabawa!*
wszyscy mówią brzydko u nas. Oprócz mamy. Dżony tez umie brzydko mówić. I dziadek brzydko mówi. A najbardziej tata, on jest mistrzem!

Nash - 2011-02-05 23:43:07

-Oj nie wątpię w to, że Twój tata jest mistrzem w tej dziedzinie. -powiedział -Chciałbym jednak byś pamiętał pewną rzecz. -dodał i przycupnął przed Szelą kładąc dłoń na ramieniu i patrząc prosto w oczy. -Na polu walki, słowa na nic się zdadzą, kiedy brak umiejętności. Zatem miast języka, trenuj siebie i swoje zdolności. Bo może być tak, że w trakcie krzyczenia zza osłony nie zauważysz, że Twój przeciwnik stoi za plecami. Lepiej skupić się na walce, na zadaniu niż wdawać się w niepotrzebne bójki słowne. -mówił. -Nie ma emocji, jest spokój. -dodał.

Malkit - 2011-02-05 23:50:51

*Trudna sprawa. Szela drzeć się musi. Dzis już pokazał. Im większy wrzask, pisk, tym lepiej. Może w walce nie. Sam Malkit nie wiedział jak zachowuje się walcząca szela. Ale umiejętności wokalne dla tej rasy były bardzo ważne*
Jak nie ma emocji to dzie one są?

Nash - 2011-02-06 00:07:20

Bardzo mądre pytanie zadał Szela.
-Emocje w czasie walki mogą przytłumić Twój rozum. Wtedy przestajesz panować nad sobą, przestajesz myśleć. Emocje mają to do siebie, że potrafią nas zwieść, zakłócić trzeźwość umysłu. -powiedział, -Zrozumiałym jest, że możesz czuć ból czy smutek po stracie kogoś, te uczucia złe nie są. To nienawiść i chęć zemsty prowadzą nas na złą stronę. -mówił. -Dlatego w trakcie walki i poza nią musisz pamiętać by tłumić emocja, sprawić, że będziesz panował nad nimi, a nie one nad Tobą. Kierując się złością i nienawiścią szybko sprowadzisz siebie na skraj zagłady. -powiedział i poklepał Malkita po barku. W prawdzie mówił poważnie jak na rozmowę z mogącym nie rozumieć wszystkiego Malkitem, ale to zdolne dziecko. Widząc potencjał Mocy jaki w sobie ma wolał wpoić mu chociażby część zasad jakimi sam starał się kierować. -Emocje nie znikają, nie... Musisz umieć je rozróżniać i nauczyć się je tłumić, oswajać. Tak jak Twoje kukutucie. Mają słuchać się Ciebie, a nie Ty ich. -dodał.

Malkit - 2011-02-06 12:24:09

*Chyba mimo wszystko grunt jakim był Malkit nie był przygotowany na takie mądre słowa. Gapiąc się na Jedi wielkimi oczyskami począł  zębach tarmosić kawałek koca. Jednak słuchał, słuchał i patrzył*
Mój brat Ven umarnął. Na Mandalore. Ale byli jeszcze na stacji Aru i Jena. Oni nie umarneli. Gdzie oni? To moi muciowie, a Aru to mój najlepszy muć

Nash - 2011-02-06 12:44:01

Nash z pobłażliwym spojrzeniem patrzył na Malkita. I jak tu teraz malcowi wytłumaczyć, że Aru został zwiedziony przez ciemną stronę Mocy? Cóż wolał po prostu nie wspominać o tym fakcje.
-Jeny nie znam, a Aru zapewne gdzieś poleciał, on to zawsze w ruchu. -powiedział uśmiechając się do chłopca. Martwił go fakt tego co zrobił Aru. W końcu to Nash był tym, który narzekał, buntował się i twierdził, że nic nie znaczy, a jednak ostał się przy jasnej stronie i widać nieco wydoroślał.

Taken - 2011-02-06 12:51:14

Nagle drzwi do pomieszczenia w którym przebywał Nash z Malkitem się otwarły na oścież i w progu stanął wysoki kel dor w podniszczonej szacie padawana. Taken rozejrzał się chwilkę po czym wszedł spokojnie do środka, spoglądając na Malkita, którego jeszcze pamiętał z Mandalore
- No tu się chowacie.
Zagadnął wesoło. Nash pewnie trochę zdziwiony mógłby być tymi odwiedzinami, bo nie mógł zapewne wyczuć w Mocy Takena, bo ten ukrywał się w niej z niewiadomych przyczyn. Po prostu chciał w spokoju pospacerować po pokładzie, więc dzięki Mocy sprawił, że niemal zniknął, a przynajmniej dla mijających go po drodze żołnierzy. Nikt nie zwracał na niego uwagi.
- Co tutaj robicie, co?

Malkit - 2011-02-06 13:02:33

Nie-e, Aru jest muciem moim, on by beze mnie nie poleciał, on. On chyba rozpłakał się i nie chciał żeby drudzy widzieli. Bo on lyubił tego pana z długa szyją *Malkit jak widać nie wyrażał się o Nemedisie źle. Ba – lubił go, bawił się z nim, Malkit był aż zanadto odważny momentami. Zanadto otwarty.
Kiedy wszedł Taken, Malkit momentalnie wyskoczył do góry, ze swoim kocykiem*
uważaj, nie nadeptaj kukutucia! O jejut, Nash, patrz, on wylazł, ten kuktuć!

Nash - 2011-02-06 13:10:41

-Witaj Takenie, własnie gonimy spłoszonego kukutucia. Zaczaj się tam na niego... -powiedział Nash próbując wciągnąć Takena do zabawy. Nash chociaż w ten sposób chciał odciągnąć Malkita od tego co się zdarzyło. Przyjął jakby czyhającą pozę na fotelu i miał w dłoniach narzutę jaką z reguły nosił wokół twarzy, tym razem przyda się do złapania kukutucia. Po chwili zanurkował na podłogę udając, że go łapie.
-Szybko Malkit, sprawdź czy go złapałem. -powiedział

Taken - 2011-02-06 13:36:16

Taken zaczął udawać, że idzie ostrożnie, nie chcąc na to "coś" nadepnąć, po czym przelazł pod ścianę. Oj za stary był na takie zabawy z dzieciakiem, ale za to Nash niech się trochę pogimnastykuje.
- No zabawa jak widzę wam nieźle idzie
Uśmiechnął się lekko, stając pod ścianą, nie chcąc im przeszkadzać w polowaniu, czy co to tam organizowali sobie.

Malkit - 2011-02-06 13:42:25

To nie jest zabawa! *oburzył się młody szelek* To poważna sprawa! Masz go… o nie, o jejut1 Uciekł ci, tam jest! *I sam skokiem rzucił się za niewiadomo czym, oczywiście,. Tak – drąc się jakby go rozczłonkowywali!*

Nash - 2011-02-06 13:46:13

Nash chwilę tak leżał plackiem na ziemi, a kiedy Malkit rzucił się na stworka, podniósł się, oparł się na rękach.
-I co złapałeś go? -zapytał z zaciekawieniem w tonie. żal byłoby stracić kolejnego kukutucia, tak niesamowite i rzadkie zwierzątko.

Taken - 2011-02-06 13:50:36

A Taken ich obserwował. Co prawda poznał już wiele dzieciaków, ale Malkit był swego rodzaju ewenementem, bo o tych swoich stworkach bez przerw mówił, polował na nie i tak dalej, tak jakby istniały. To było trochę zastanawiające, ale może to taka specyfika rasy była? Coś w stylu wymyślonych polowań? Któż to wie, socjologiem nie był.
- A na co konkretnie polujecie? Bo widzisz, ja nie bardzo wiem jak to coś wygląda
Uśmiechnął się znowu i skrzyżował ręce na piersi. No to Malkit będzie musiał mu troszkę potłumaczyć.

Malkit - 2011-02-06 13:54:46

*Darcie się trwało nieprzerwanie kilka sekund, Malkit szamotał się na podłodze. Następnie wykonał agresywny, gwałtowny ruch łapą, jak olbrzymi kot, przytrzaskując jakby coś do podłogi.*
Złapałem go! *I po chwili*
Auuuu, shalba, ugryznął mnie, di’kut! Nash, ucieka do ciebie!
*zaczął lizać swój palec, zezując przy tym na Takena, jakby mówił: z jakiej gruszki ty się urwałeś? Przecież kukutucie są niewidzialne!*

Nash - 2011-02-06 14:01:09

-Mam, mam... Jest, idzie! -mówił głośno czając się na kukutucia. Po chwili sięgnął bo jakąś metalową miskę, która stała na stoliku między fotelem a łóżkiem i rzucił się na stworzonko robiąc przy tym sporo hałasu kiedy uderzył miską o posadzkę.
-Teraz na pewno go mam, jest w potrzasku! -powiedział. -No właśnie Takenie, niewidzialne! -popatrzył na Takena i się uśmiechnął.

Taken - 2011-02-06 14:04:19

- A no tak... to jak na nie polujecie?
Zaśmiał się cicho, chyba porobi tutaj za lekkiego sceptyka,bo może z tego wyjść coś zabawnego... albo wywalą go z pokoju. Ale póki co miał ubaw z obserwowania ich małego "polowania", zwłaszcza gdy Nash rzucił się na podłogę z metalową miską w ręku, robiąc przy tym sporo hałasu.
- No wiecie, ja się tam nie znam, ale chętnie bym się dowiedział tego i owego

Malkit - 2011-02-06 14:22:24

*Malkit zarzucił łbem. Grzywa sterczała mu dosłownie pionowo*
uuuuuf, złapałeś sukinsyna, o jejut, ale ten kukutuć niedobry… nie wypuść go! *sam zaś wstał, strząchnął się jak mokre zwierze i z gracją, z silną akcją tylnych nóg, az zad podskakiwał, podkłusowal do kel dora, i: *
A ty so, ty tepatu? *I bez ostrzeżenia z dyńki w brzuch. Widac u Malkita nie ma tłumaczenia, tak jest, i koniec, a  jak nie nadążasz to się nie bawisz. Po mandaloriańsku!*

Nash - 2011-02-06 19:55:48

-Je trzeba wyczuć Takenie, ale nawet Moc nie jest na tyle silna być potrafił je wyczuć dzięki Mocy. -powiedział tak, że brzmiało to bardzo poważnie. Zabawa była przednia. Zarówno Nash jak i Malkit czerpali z niej coś pozytywnego. Nash był zadowolony, że może dać dziecku wiele radości.
-Spróbuj, to nie jest takie trudne... -powiedział do przyjaciela Jedi i zaczął delikatnie przysuwać miskę w swoją stronę. -Malkit, weź swoją skrzynkę na kukutucie i włożymy go tam. -dodał.

Taken - 2011-02-06 21:33:38

No Taken zapewne oberwałby w brzuch, gdyby nie zareagował. Na nieszczęście Malkita to zrobił i tknięty przeczuciem odsunął się gwałtownie w bok i młody szelek zapewne przywali głową w ścianę, chociaż kel dor trochę go przyhamował Mocą, na tyle na ile mógł to zrobić. No a potem zaśmiał się cicho.
- Co tak agresywnie, ja tylko pytałem z ciekawości? No ale przepraszam za przeszkadzanie w zabawie
Taken akurat był w dobrym nastroju i bawić się z nimi nie musiał, a i tak uważał się za trochę za starego, by skakać po podłodze z miską w ręku i udając, że łapie się niewidzialne potwory. Może i był trochę sztywny.

Malkit - 2011-02-06 21:38:41

*Malkit pędzel, Taken odsunął się i… nic z tych rzeczy – wyciągnął łapy, skoczył, jak piłeczka się odbił iż  wrzaskiem pogalopował z  powrotem, po drodze porywając pelcaczek w pysk. Wyrzucił go nad siebie, przyspieszył, skok –na ścianę. Kolejne dwa takty po scianie, prostopadle do podłogi, potem na podłogę i już kłusem do Nasha z plecaczkiem, by kukutucia zamknąć*

Nash - 2011-02-06 21:48:01

Nash podsunął miskę z zamkniętym w środku kukutuciem w stronę Malkita.
-No, a teraz ostrożnie. Trzeba to zrobić szybko. Uniosę lekko miskę z jednej strony tak by mógł iść w jedną stronę. Podstawisz skrzynkę i po robocie. -powiedział. Atmosfera gęstniała i robiła się nerwowa bo ten okaz kukutucia bardzo żywiołowy był i widać złapać jakoś za bardzo się nie chciał.
-Stań Takenie obok nas, od strony pokoju. Wtedy będzie mógł ewentualnie uciec w stronę do ściany, a przez nią nie przejdzie i będzie go w razie co łatwiej schwytać. -dodał dając Takenowi znak by włączył się do zabawy i dał Malkitowi jeszcze więcej radości. W końcu aż dwóch Jedi zaangażowanych byłoby w łapanie kukutucia, a to oznacza, że poważna sprawa. A zwłaszcza dla Malkita.

Taken - 2011-02-06 21:55:33

Spojrzał na akrobacje Malkita i aż cicho gwizdnął z podziwu. Sam by to pewnie też zrobił, ale musiałby się nieco Mocą wspomagać, a ten tak normalnie, siłą rozpędu. Cóż, niektóre rasy mają po prostu łatwiej. Ale nie ma co narzekać, był dumny z tego, że jest kel dorem.
[i]- Mhm no dobra [i]
Spełnił to polecenie Nasha, chociaż bez większego entuzjazmu, a przynajmniej teraz mu go brakowało. Był po wyczerpującej sesji z Jeną i czuł isę tak jakby powietrze z niego zeszło. No ale może trochę mu humor powróci obserwując tą dwójkę.

Malkit - 2011-02-06 21:59:52

*Malkit w pełnym skupieniu podsunął plecaczek pod samą miskę, pomrukując jak przyczajony łowca. Ogonz a nim skręcał siew  skupieniu. Uszy nachyliły się do przodu*
Dobra teraz! *szepnął i… zamknął oczy, bo jak kukutuć jednak pójdzie górą, to mu po głowie!*

Nash - 2011-02-06 22:04:36

Nash odchylił miskę i wykonał nią szybki ruch do przodu i szybko cofnął. Wyglądało to tak jakby chciał pchnąć kukutucia tylną częścią miski. Chyba się udało. Po chwili plecak był zamknięty i trzeba było tylko upewnić się czy aby czasem kukutuć nie zwiał.
-No dobra, teraz możesz sprawdzić czy tam siedzi. -powiedział Nash i usiadł krzyżując nogi. Siedział tak i z niecierpliwością czekał na to co powie Malkit.

Taken - 2011-02-06 22:10:23

No a Taken spokojnie obserwował ich zmagania, stojąc z boku. Może źle do tego podchodził, próbując "rozgryźć" tą zabawę a nie poddawał się jej. Może to tez przez to zmęczenie? A moze i jedno i drugie? No cóż, zdarza się. Póki co byłbierny

Malkit - 2011-02-06 22:13:30

*Zabawa to gra wyobraźni, dowód na obecność czystej duszy, zdystansowanie się, odkrycie w sobie dziecka. Pierwotnego pierwiastka Mocy rzec można. Oczywiście Malkit tego nie wiedział. Wstrzymał oddech podczas całej operacji, a  kiedy Nash wykonał swój ruch, on zacisnął silnie wejście do plecaczka. Zadrżał. Patrząc Nashowi w oczy pochylił się powoli nad plecaczkiem, odchylił rąbek, i kładąc łeb czaszką na podłodze, zajrzał. Momentalnie łeb zadarł*
Jest! *wyszeptał*

Nash - 2011-02-06 22:19:42

Nash spojrzał na Malkita jakby z niedowierzaniem. Czyżby udało im się pochwycić to jakże ruchliwe zwierzątko? Kiedy Malkit sprawdził zawartość plecaczka Nash siedział wyprostowany w oczekiwaniu no to jaki jest efekt ich polowania. Kiedy usłyszał, że kukutuć jest w środku, rozluźnił się i oparł się dłońmi na kolanach i pochylił nieco do przodu.
-Naprawdę? Udało się? -pytał z niedowierzaniem. -Ciężko było nicponia złapać. -dodał.

Taken - 2011-02-06 22:30:17

Owszem, racja. Jednak Taken już trochę w życiu przeszedł i wiele widział, jego duch się mimowolnie zabrudził, gdy brodził w bagnie tego świata, przez co ucierpiał ten pierwiastek dziecka w nim. Ciężko by było go chyba znowu przywrócić światu a do tego trzeba i czasu, i chęci. A tego niestety brak było. Stał się Taken zbyt dorosły.
- No to ja wam nie będę przeszkadzać i idę wypoczywać. Bywajcie
Nie chciał im psuć zabawy więc po cichu sobie wyszedł, uśmiechając się lekko.

Malkit - 2011-02-06 22:32:55

*zaciskał mocno łapkami ten wylot plecaka, w srodku rozgniewany kukutuć wydzierał się niesłyszalnymi dzwiękami. A Malkit? Westchnął tak, jakby mu życie darowano*
O jejut, takiego kukutucia to ja jak żyje – nie widziałem! *doprawdy długi był to okres – 5 lat standardowych. Na Takena nie zwrócił uwagi. Niech idzie dziad stary jak się bawić nie umie! W przedszkolu zjedliby go żywcem!*

Nash - 2011-02-06 22:36:32

-Niech Moc będzie z Tobą Takenie. -pożegnał przyjaciela i wrócił do rozmowy z Malkitem. -Rzeczywiście kukutuć to niesforny. Będziesz musiał go dobrze plinować. -dodał. -Gdzie go będziesz teraz trzymał?

Malkit - 2011-02-06 22:47:08

O jejut *Sapnął głosno, i podniósł się do zwierzecego, podpartego siadu*
To jest większy problem. Szeba zbudować klatkę. Bo ja nie wyobrażam, ale naprawde, Nash – ja po prostu nie wyobrażam takiego kukutucia trzymać w szafce! A jak urodzi dzieci to w ogóle! Masakra! *A gestykulował przy tym tak, jak by to był naprawde wielki problem*

Nash - 2011-02-06 22:50:49

I zaraz na myśl przyszedł mu Shalass ale nie wiedział gdzie on się teraz znajduje. Prawdopodobnie jest na Widmie i mały też tam trafi.
-Hmm na Widmie spotkałem pewnego Selkathańskiego inżyniera, wydawał się być dobry z tym co robi. Pewnie taką klatkę dla Ciebie zrobi. -powiedział. -A na razie mogę dać Ci moją metalową puszkę, w prawdzie nie za duża, ale do momentu kiedy nie znajdziesz klatki będzie odpowiednia. Ma mocne zatrzaski. -powiedział i zaczął szperać w niewielkiej garderobie.

Malkit - 2011-02-06 22:53:16

O, dobra! *zareagował entuzjastycznie, stawiając uszek wysoko, az się grzywka po łbie rozsypała*
A mogę go u ciebie zostawić na noc? Bo ja już nie mogę - ciągle go pilnowac, zmęczyłem się ja! To jest straszny kukutuć!

Nash - 2011-02-06 22:56:21

-Pewnie. Zrobię w skrzynce kilka otworków by mógł oddychać i przechowam go dla Ciebie. -powiedział. Sam też był zmęczony, ale mógł dla Malkita to zrobić. Chyba nie powinno być problemów by zająć się tym niesfornym zwierzątkiem.
-Ale będziesz musiał mi zostawić trochę jedzonka do niego. -dodał.

Malkit - 2011-02-06 23:02:23

Uuuuuuh, dziękuje… *Malkit z ulga uwiesił się na Nashowym ramieniu – jeśli ten siedział, a  jak stał – to na nodze*
Bo ja juszsz niewytrzymywuje… ja wyśle do ciebie Dżonego z mutuciami albo sam przyjdę. Ale tylko ty ich nie jedz!

Nash - 2011-02-06 23:06:11

Nash roześmiał się i odruchowo sam przytulił Malkita.
-Spokojnie nie będę ich jadł. Wystarczyło, że opowiedziałeś mi o Twoim wujku. -powiedział -Będę się od mutuci trzymał z daleka. -dodał i znów się roześmiał kiedy wspomniał perypetie Grubego Wujka. Nash przygotował skrzynkę, zrobił w niej kilka otworków, włożył tak kukutucia i zapiął zatrzaski.
-No, tutaj będzie bezpieczny. -dowiedział i postukał szybko ale delikatnie palcami po powierzchni skrzynki.

Malkit - 2011-02-06 23:09:26

*Przytulony Malkit sflaczał na Nashu jak jakaś wielka zabawka, pomrukując przy tym rozkosznie, przyjaźnie. Później obserwowal jak Nash robi klatkę, czujny, naprężony, gotów łapać uciekającego kukutucia, jednak udało się bez ucieczki. Na koniec zarzucił łebkiem radosnie*
Dobra, to ja ide, musze wyhodowac kilka mutuciów zanim je Dżony przyniesie. No to pa! *I w miejscu się odwróciwszy ruszył galopem na drzwi. Nie odbił się, tylko skoczył na kontrolkę, a  kiedy się otworzyły, wybiegł. Jeszcze ze dwie minuty słychać było jego wrzask*

GotLink.pl