Secorsha - 2010-05-28 22:12:23

jasne pomieszczenie, po środku którego stał stół taktyczny, po okręgu aparatura, obsługiwana przez geonosjan. Kiedy weszli grodzie zamknęło się za nimi. Natychmiast. Zdawać by się mogło, ze nagle iluminatory pod którymi błyskały pulpity sterowania, rozpuściły szkło i do środka wpadł lodowaty podmuch próżni kosmosu. Ale to złudzenie rozwiało się po chwili.

Aru - 2010-05-28 22:25:50

*W drodze do kajuty zapadł w zamyślenie, zamyślenie na tyle poważne,że nogi same go kierowały przed siebie. Czy to nazwać głupim trafem, instynktem, czy też wolą Mocy, efekt był jeden.Dotarł do grodzi prowadzącej do jakiegoś pomieszczenia.Aż dziw, że żadne droidy go nie powstrzymywały. Czyżby efekt munduru? Możliwe,a raczej na pewno. Nikt od tak się po tym statku szwędać nie mógł. Mniejsza... to i tak tylko kolejna gródź na jego drodze prowadzącej do nikąd odkąd tylko zjawił się na tym pięknym statku. Westchnął, nie zauważając najprawdopodobniej umieszczonego w jakimś widocznym dobrze miejscu, napisu o treści "Mostek" i...no wdrałował przez wrota do środka po kilku krokach orientując się, że wystrój jest znacznie różniący się od tego w innych pomieszczeniach. Kroków jeszcze kilka uczynić zdołał zwalniając powoli, znów brwi ku górze unosząc. "Nie,no... nie no! Kurwa mać! Albo ja już mózg w dupie mam,albo Moc sobie ze mnie jakieś jaja robi normalnie!"- w myślach zaklął i wyklinać zaczął na siebie, na Moc, no na wszystko. Nie ma co. Miał jakiś, kurwa, talent. Moc go chyba naznaczyła jako "Pizdę do odstrzału". O, już nawet kandydatów widział na horyzoncie. Przerośnięte robale, Geonozjan. Miło. Kolejni "wrogowie" z jakimi przyszło mu się spotkać..*  Ekhm...przepraszam. Chyba pomyliłem pokoje. *Mruknął jak by nigdy nic, szczerząc się jak idiota i obracając na pięcie bo,a nusz uda mu się zwiać? Ale, gdzie tam. Znając jego ostatnie szczęście pewnie wpadnie prosto na Generała,albo jakąś nieznaną mu jeszcze szychę, właśnie próbując wyjść.*

Gen. Qymaen - 2010-05-28 22:33:08

*Nie. Na szczescie nie. O generała mogło jego spojrzenie zaczepić jak się odwracał. Nie można było mice wprawdzie pewności, ze to był on kiedy widziało się go przez ułamek sekundy, do tego stojącego tyłem, ale jednak należało dla bezpieczeństwa uznać ze tak – to generał.
Geonozjanie jakoś nie specjalnie się przejęli. Jeden  nich machnął owadzią łapą. Widać zabłądzenia się zdarzały.
Naturalnie nikt Aru nie zatrzymywał, bo czego on tutaj. Sam generał wspaniałomyślnie udał, ze nie zauważył, i nawet sie nie poruszył, nie licząc obejrzenia się przez ramie poprzez ustawienie się bokiem do iluminatora, który wcześniej absorbował cała jego uwagę.
Widać spodziewał się Windu, no ale zaraz przypomniał sobie, ze kiedy rzekł „porozmawiamy później” to nie powiedział do kogo, i ten mógł stwierdzić, ze do niego*

Aru - 2010-05-28 22:41:47

*Co naturalne, gdy ujrzał biały pancerz, złoto swych oczy na nim skupił przez moment. No, tak, to był Generał. Chyba, że mieli tu dwóch takich,a on o tym nie wiedział. Jednak widząc Generała i swą obecność sygnalizując nie mógł i,o dziwo, nie chciał wyjść.*  Mi...Generał Qymaen *Zaczął, prawie zwracając się do Generała "Mistrzu". Cóż tytuł ten jak najbardziej do osoby Generała pasował,a gdyby był sprawny to z pewnością czegoś w kwestii walki mieczem świetlnym by mógł Aru...no gdyby zechciał. Ale mniejsza z tym, Aru poprawił się i za to stanął momentalnie wyprostowany jak struna i zwrócony w stronę kaleeshianina w pozycji na baczność oraz zasalutował mu mówiąc.*  Witam ponownie, Panie Generale. Mam nadzieję, że nie przeszkadzam *Nieco żołnierskim tonem wszystkie słowa z ust wypadły. Cóż począć, generał samą swą obecnością skłaniał niepokornego zabraka do powitań iście żołnierskich.*

Gen. Qymaen - 2010-05-28 22:50:49

*Naturalnie mistrz generał nie załapał, ba – przez myśl mu nie przeszło o co z tym „mi” chodzi. Nigdy mistrzem nie został nazwany. Najbardziej zaskakujący tytuł jaki nosił to „dziadek” – a tam nazwał go synek Rzeki.
Tak czy siak te przebąkiwania a potem już całkiem poprawna reakcja świadczyły o tym, ze zabrak robi podejście numer dwa. Generał nie westchnął, bo to mu na płuca źle robi. Zaraz potem kaszle, wiec tylko przymknął oczy w sposób bardzo wymowny. Nadzieje ma…
Jeszcze z pól poziomu niżej na podziałce humoru generała i powiedziałby ze Aru przeszkadza mu w  patrzeniu przez iluminator. No ale trzeba mieć dobre chęci i jakaś tam poprawkę na sytuacje brać, wszak widać, ze się dzieciak przejmuje* Nie, nie przeszkadzasz *rzekł wiec, prawie dumny ze swojego gestu. No, ciekawe co powie*

Aru - 2010-05-28 23:03:54

*Generał wykazywał iście dżedojowską cierpliwość zważywszy na to jak ucierpiał przez Jedi i Sithów on sam, jego lud...i ogólnie wszyscy. Jedi niechcący pochrzanili nieco sprawy, a sithowie jak najbardziej chcący.  Aru jednak korzystając z dobrego gestu ze strony Generała postanowił zrobić kilka kroków w jego stronę, by za jego plecami się zatrzymać, na tyle jednak w bok stojąc od niego by ten mógł go kątem oka cały czas obserwować. A i owszem, Aru się przejmował i do sedna przeszedł.*  Chciałem przeprosić, Pana, za zatajanie prawdy z mej strony podczas rozmowy w sali konferencyjnej. *Przerwał na moment by wlepić swe spojrzenie na to co za luminatorem się rozciągało i podjął wątek dalej.*  Jako, że pewnie gdy Mistrz Windu zakończy załatwiać sprawy Zakonu to mnie do tego Zakonu zawleką choćby w kaftanie, chciał bym-póki mam taką okazję i sposobność- zapytać czy mogę w jakiś sposób odpłacić tamten przejaw braku kultury i dobrego zachowania jakiego świadkiem Pan był, Panie Generale. *Choć Aru zdawał sobie sprawę,że mogło się to wiązać nawet z czyszczeniem kibli,ale cóż.. za błędy się płaci. Zmyślnie jednak nie mówił dokładnie wprost o co chodziło bo z pewnością uwagę innych istot zebranych w tym miejscu zwróci konwersacja zabraka z Qymaenem.*

Gen. Qymaen - 2010-05-28 23:12:42

*Za iluminatorem malował się naturalnie kosmos, stanowiący tło dla okrytej zgniłozieloną ciężką peleryną postaci. Białego pancerza błyskało tylko trochę. Najdalej wysunięta była lewa noga, bo stal w  lekko rozkroku, co by stabilniejszym być w swojej wiecznie pochylonej postawie. Brał Aru najpierw kontem oka, miejscem, gdzie źrenica błyskała jeszcze czernią, nie zasłonięta katarakta, a  potem odwrócił głowę i patrzył już normalnie, choć w tym świetle i poświacie można było pokładać w wątpliwość, czy on w ogóle widzi cos przez tę mgłę. Ale on widział i to nieźle. Potrafił tez zadziwić całkiem niezłym słuchem, choć za ucho robił mu głośniczek przymocowany do peleryny.*
W porządku, masz czyste konto. Nie wiem, ile mówił ci Mistrz Windu, ale z jedi jesteśmy na stopie pokojowej. Leć tam do tego zakonu i medytuj, ja już nic od ciebie nie chce

Aru - 2010-05-28 23:26:57

*No, tego, że kosmos zastanie był pewien. Ale zawsze można było ujrzeć jakiś złom, odłamki skał, mgławice i inne "badziewie". To i na to spojrzał sobie i nawet dłużej popatrzył na tę pustkę kosmosu... nie zatracając się w tym widoku przy którym można wyłaczyć się z aktywnego funkcjonowania na długo, a przynajmniej tak miewał dawniej, dla niego wiele lat temu, jeszcze przed wojną klonów gdy większość czasu spędzał w podróży lub na dalekich Rubieżach. Cóż, Po Kai nigdy nie należał do Mistrzów stosujących "książkowe" nauczanie. A na Aru tego typu nauka działała doskonale. Słowa Generała pokrzepiły jednak bądź co bądź młodego zabraka. Stał się on od niedawna jakiś taki...roztrzęsiony. Efekt chyba jego otworzenia się na Moc. Nadal nieco był rozregulowany  nawałem nowych wrażeń. Dlatego gdy skoncentrował swą uwagę na słowach i osobie Generała mógł przypadkiem i niechcący wyczuć, nie tyle jego nastrój co to czy nie odczuwa on jakiegoś bólu, Aru od zawsze wykazywał tendencje do Żywej Mocy, choć uzdrowicielem nigdy nie był... przynajmniej jeśli idzie o czyjeś organizmy*  Czy już nie pracuję? *Zapytał jednak nie dając po sobie nic poznać, że sensacje różne targają jego osobą. A i nieco porżnąć głupiego widać postanowił, bo Generał raczej zasugerował,że już nie pracuje...*

Gen. Qymaen - 2010-05-28 23:39:24

*Badziewia nie było, był piękny, czysty kosmos, rozsiane gwiazdki, jakaś większa kula planety, no i generał – największa gwiazda rzecz jasna. Nie wyglądał na specjalnie cierpiącego, ani psychicznie ani fizycznie, ale niestety dla niego, a  dla reszty jak tam chcą. Pewien stopień bólu fizycznego odczuwał zawsze. W tej chwili miale decydowanie „dobry” dzień, ale bywało z nim często źle i męczył się bardziej. Nawet Mistrz Windu bywał świadkiem jego niedyspozycji, większych i mniejszych, ale raczej się tym nie przejmował, tak wiec generał utwierdził sie w przekonaniu ze jedi wcale nie są tacy empatyczni jak ich holo pokazało. Jakby generał przy nim wyzionął ducha to by Mace pewnie powiedział, ze „Moc tak chciała”, po czym wziął jego statek i poleciał na Tython.
Tak, zwłaszcza teraz się generała chwyciła złośliwość względem jedi.*
Nie, nie pracujesz *odparł bez ogródek generał. Jeszcze tego by brakowało, by się musiał zastanawiać, czy aby to co zleca pracownikowi nie jest sprzeczne ze „ścieżką jedi”.*
generale… *odezwał się jeden geonosjan, kiedy stwierdził, ze generał już nic do Zabraka w tej chwili nie powie* prosił pan o przypomnienie: Darven czeka na Tatooine *Generał zwrócił na niego swoją uwage* czy mamy na Widmie odpowiedni okręt?
- okręt tak, generale, ale nie mamy pilota. To znaczy – mogę oddelegować któregoś z chłopaków, ale to zaburzy ich prace, może niech leci ktoś z innej jednostki…

Aru - 2010-05-28 23:58:20

*A wystarczyłoby by Generał na głos swe wątpliwości co do naruszania  "ścieżki jedi" pracownika wypowiedział. Choć pewnie jak by Aru został wetknięty do zakonu Windu by mógł jakoś protestować przed wysyłaniem jego "ucznia" na jakieś podejrzane misje... Aru jednak sam miał dość luźne podejście do wielu spraw. Jeśli tylko zlecenie by godziło w Imperium bez strat w cywilach i nie tyczyło się handlowania niewolnikami to by mu było wszystko jedno gdzie leci i po co. Jednak gdy Generał potwierdził,że Aru nie pracuje, ten bez słowa kiwnął głową na znak, że rozumie i już miał zasalutować by odejść gdy dość ciekawa informacja do jego uszu dotarła. Więc nadal w miejscu stał jak ten kołek słuchając krótkiej wymiany zdań, do której się wtrącił.* Ja jestem średnim pilotem. I jeśli mogę wtrącić... * ta bo już może się nie wtrącił..*.. to na Tatooine spędziłem ostatni rok, potem było Nar Shadda i trafienie tutaj. Ściślej rzecz biorąc przebywałem w Mos Eisley i okolicach. *Tylko tyle, nie żeby on coś sugerował by dać mu statek. Bo, a nusz "ścieżka jedi" mu zabroni. A dodać można, że jeśli nawet ścieżka jedi zabraniała zamordowania jakiegoś sukinsyna który i tak z pierdla się wydostanie, to nie znaczyło, że Aru takowego gnoja nie zarżnie by nie sprawiał już więcej nikomu bólu i jakichkolwiek kłopotów.To taki mały dodatek to kwestii przestrzegania ścieżki jedi restrykcyjnego przez Aru. Już w myślach słyszał głos Windu i jego "Na Ciemną Stronę takie działania prowadzą".Ale niejaki Darven nie brzmiał jakoś groźnie i chyba chodziło o podwózkę kogoś. Jeśli tylko w statku dobry autopilot był to i Aruś nawet rysy nie zrobi.. no chyba,że będą strzelać.A co do empatii Mistrza Windu, nie jemu oceniać było. Ale Aru chyba by się przejął jak by nagle mu tu zaczął umierać ktoś kogo, mimo wszystko, w jakiś sposób zdążył polubić i to sam dobrze nie wiedział dlaczego...*

Gen. Qymaen - 2010-05-29 00:05:49

*Generał nie powie nic nie tak o jedi, bo wiadomo, z czym i jak ubogaconym zaraz pan Aru do pana Windu poleci powiedzieć ze „generał to tak a nie tak na jedi powiedział”.
Kiedy się Aru odezwał, generał okręcił się na tej mniej wysuniętej nodze  i podszedł do niego stąpając ciężko. Jego łeb zawisł o dłon od łba Aru* A mistrz ci pozwoli, hę? *zapytał pochylając głowę w miarę wypowiadania słow. Jedynie oczy cały czas pozostawały na twarzy Aru. Kiedy głowa była wyżej, patrzyły w dól,a  kiedy nizej – w góre. Bardzo krepujący efekt, zwarzywszy na to ze przez chwile zapał mu w  twarz. I nie cofnął się oczekując na odpowiedź*

Aru - 2010-05-29 00:14:01

*Oj nawet by się generał zdziwił jak by mogli wspólnie poobgadywać zakon. A na pewno wymienić poglądy na temat tego tworu w cywilizowanej dyskusji. Z pewnością wiele poglądów by się pokryło,oj tak. Ale gdy już ku niemu podszedł tym swoim spokojnym krokiem i pochylił się nad zabrakiem, ten się uśmiechnął odpowiadając z wesołością* Miałem się udać do swej kajuty by się zastanowić nad powrotem do zakonu, ale mi się lepiej myśli w trasie.....a taka wycieczka na Tatooine może mi pomoże. *Uśmiech nie zelżał nawet mimo wędrującej twarzy Generała i oczu wlepionych w jego oczy, śledzące jego źrenice. Walka spojrzeń,czy ki diabeł?* Poza tym nie przypominam sobie bym się zgodził wrócić do zakonu, a mój Mistrz nie żyje od kilku lat. *Dopóki nie zostanie związany z rozbitym zakonem na nowo Mistrz Windu nie miał nad nim władzy, a nawet po dołączeniu nie może on więzić wbrew woli Aru, kłóciło by się to ze ścieżką Jedi. A wojny klonów już pokazały jak odchodzenie od podstaw tej ścieżki się kończą. A co do, niestety, martwego Po Kai'a... to znając jego pozwolił by swemu uczniowi nawet w tych czasach iść własną ścieżką, oczekując na jego powrót... niestety jednak nie doczekał się go, rozstrzelany gdzieś na jednym z pól bitewnych*

Gen. Qymaen - 2010-05-29 00:27:28

*miał pewien dystans nie koniecznie powodowany szacunkiem, choć nie można powiedzieć, ze gardził, bo nie, i właściwie nigdy – zawsze miał w sobie podziw dla wroga. No a teraz także sojusznika, a błędy popełniał każdy. I jedi. I on.
Tak wiec zanim wda się w cywilizowaną dyskusje na temat zakonu, to się dwa razy zastanowi i trzy razy osobę sprawdzi.* I obyś sobie tego nie przypomniał daleko stąd, w moim statku… *wręcz warknął mną chwile otwierając oczy szerzej. Pojawiły się drobne nitki naczynek krwionośnych. Dość groźnie to wyglądało, a  generał wyraźnie niezadowolony był, ze musi postąpić wbrew wcześniejszym własnym decyzjom. Ale jakby nie było – logiczne to i opłaca się. A jak Aru, bogowie dopomóżcie, jednak zawali… ale generał będzie miał używania, ale będzie „a nie mówiłem” i jazda po zakonie! Warte to ryzyka, oj warte!*
Zapłacę ci jak za normalne zlecenie *Dodał, kiedy był już przy iluminatorze, bo naturalnie po „warknięciu” zabrał się* Statek będzie monitorowany. Masz wylądować w wyznaczonym punkcje, zabrać człowieka i droida. Być może także rannego, oraz tych wszystkich, jakich będzie ci polecone zabrać, po czym wrócić tu. Statek będzie gotowy za pól godziny. To wszystko

Aru - 2010-05-29 00:40:28

*Nie musiał chyba odpowiadać generałowi na jego sugestię, że Aru może sobie odlecieć ich statkiem w siną dal. Nie był samobójcą. Zadzierać z cochrelem byłoby nierozsądnie po tym co tu zdołał zobaczyć. A tych pracowników z którymi do tej pory mógł porozmawiać zdążył polubić. Przynajmniej sprawiali wrażenie godnych zaufania, jak do tej pory. Miła odmiana od towarzystwa z Tatooine, czy Mistrzach nie mówiących padawanom nawet połowy,a potem się dziwili wielce,że się uczniowie wkurwiali. Spojrzenie groźne jednak były padawan i przemytnik, wytrzymał. Mrugnąć się nawet ważyć nie zdołał. A niezadowolenia Generała nie rozumiał. Co złego było w zmianie zdania co do swoich decyzji,gdy na horyzoncie okazja była widoczna?* Tak jest. Do zobaczenia,sir. *Skinął głową na pożegnanie Generałowi, nie pytając o szczegóły. Zabrak udał się do hangarów, tam z pewnością będą już o wszystkim wiedzieli i zaprowadzą go do odpowiedniego statku. A w komputerze pewnie będą już wszystkie potrzebne koordynaty i nawet małpa mogła by to pilotować. Jednakże... do przygotowaniu pojazdu miał 30 minut czasu standardowego. W tym czasie wpadnie do swej aktualnej kajuty by przebrać się w stare ubranie i wykombinować jakieś bandaże i szmaty, oraz może jakieś gogle co by przed słońcem chroniły.Po co taka szopka? Nie chciał się w czasie ewentualnego szukania rozbitków naciąć na kogoś kto miał do niego jakieś wąty jeszcze przed opuszczeniem tamtej kupy piachu.*

EFECTOR - 2010-06-02 19:55:07

*Przesz korytarz widma pasem szybkiego ruchu toczyło się rdzawobązowe koło. Chyba nie było na Widmie II osoby która by nie wiedziała, co to jest. a  przecież odpowiedź jest prosta – to droideka. Na domiar dobrego – to Dżony! Dżony, wyjątkowa maszyna która dziś robiła za listonosza, bo miała wyjątkową misje. Przekazać osobiście nagranie od Aru dla generała Qymaena. A gdzie jest generał? Na mostku, oczywiście. Generał nie daruje tym biedakom co za sterami siedzą, pooglądali by gołe baby a tu nie – bo generał.
Dżony, może nie z dosłownie takimi myślami ale podobnymi zwolnił i przeszedł w konfiguracje bojową, nie przerywając ruchu, tylko jak wcześniej miał jakie ś 50 km/h na „liczniku” tak teraz 2-3, kiedy dreptał ile sił w trzech nóżkach. Zbliżył się do włazu, a  fotokomórka powinna go wpuścić, jeśli tak, to zaraz wszyscy usłyszą*
siiiir?

Gen. Qymaen - 2010-06-02 20:02:34

*Generał pojawił się dziś na mostku jeszcze wcześniej i mimo wyraźnie kiepskiej kondycji, kaszląc i ledwo co widząc na oczy. Jednak nie śmiałby w takiej sytuacji narzekać. A jaka to sytuacja? Bardzo niezwykła. Przez chwile nawet mostek zmienił się w istną „rade jedi” kiedy zaroiło się wokół niego od hologramów przywódców, wszystkich „tęgich głów” cochrelu, by podjąć decyzje. Tak wiec generał od rana był na najwyższych obrotach i nawet teraz, kiedy już było pozornie po wszystkim, o mało nie eksplodował mu łeb, i poważnie rozważał rozmowę z jakimś jedi. Najpierw z Windu – w sprawach oczywistych, służbowych. służbowych potem, cholera – a jakimś Yodą żeby się odprężyć.
Momentami czuł, ze jakiś robal drąży mu mózg. Inni nazywali to stresem, zmęczeniem czy początkami jakiejś choroby. Generał jako ze nie uważał „stresu” za coś, co ma na niego wpływ, zwalał wszystko jednym sortem na „złe moce”, naturalnie zatrzymując to wszystko dla siebie.
No ale decyzje podleli, ale jaką – nie wasz interes.
W chwili obecnej generał siedział na specjalnie dla niego stworzonym fotelu, patrzył przez iluminator i skupiał się na nie myśleniu o niczym, w  wyniku czego niczym kotłownia spalał swoje awaryjne zapasy sił witalnych. Aż do chwili, kiedy odwrócił głowę by popatrzeć na wchodzącą droidekę*
A co taki niezdecydowany? *burknął. Znał tego droida, i wiedział, ze to „inny” jest. Poza tym ktoś kto tak dobrze droidy poznał, poniekąd przez autopsje tez na nie inaczej patrzy*

EFECTOR - 2010-06-02 20:07:31

*Stanął sobie w wejściu, tak wiec za chwile grodzie chciało się zamknąć, ale natrafiło na Dżonego i się nie zamknęło. Skromnie sobie lśnił, co było zasługą mycia przez Aru, i zaglądał na mostek. Jeden łepek, drugi, trzeci. O i generał jest*
dyrektywa jeden – posłuszeństwo jednostce dowodzącej. Polecenie: dostarczyć przekaz, status aktywny. *dodawszy sobie werbalnie werwy zagnał w ruch trzy nóżki, drepcząc zaraz przez mostek ku generałowi odważnie i  śmiało* sir! *zaczął grzecznie. U niego to sir miało wiele znaczeń. Oznaczało przyjaźń, zaufanie, szacunek, a w tym wypadku najwyraźniej – przywitanie* Wiadomość dla generał od Aru Kan, sir! *działa trzymał wysoko, ale nie agresywnie. Tak dumnie, z prezencją. Jakby nie było – prestiż! Chciał chyba dodać znaczenia tek wiadomości która dla generała miał*

Gen. Qymaen - 2010-06-02 20:11:37

Od Aru Kan, ta? *No jakby nie było dość pomysłowe. Droidekę w sumie trudniej zniszczyć niż zabraka, nawet jeśli to jedi. Naturalnie generał nie zakładał od razu najgorszego scenariusza ale ze nie czul się najlepiej – to był raczej anty do wszystkich aspektów zycia nastawiony. Tak wiec raczej nie docenił wdzięczenia się w wykonaniu baletnicy w ciele niszczyciela. Tylko czego ten Aru może chcieć? Może jakimś cudem wydedukował, ze trzeba zrobić raport z lotu? Naturalnie nikt nie śmiał od niego tego wymagać, skoro był tylko „kurierem” na jedno zlecenie. No ale cos przysłał, jakby nie było* dobrze, odtwarzaj *szponiaste palce wykonały lekki, ponaglający gest. Podczas kiedy dwa palce drugiej ręki sięgnęły ku głośniczkowi na pelerynie, by pokręcić pokrętłem. Widać odpoczywał i „przyciszył sobie ucho” wcześniej*

EFECTOR - 2010-06-02 20:19:49

*Dżony cofnął się demonstracyjnie, z piękną akcją przednich nóżek. Może naprawdę był baletnicą w poprzednim życiu?* błąd programu, sir. Rozkaz: dostarczyć wiadomość. Szczegóły: na osobności, sir. Dyrektywa jeden – posłuszeństwo jednostce dowodzącej *działa podniosły się do pozycji bojowej, trzasnęły, po czym cofnęły się zapadki i działa opadły, zupełnie jakby droideka salutowała. A potem znowu zajął wcześniejsza pozycje i patrzył generałowi prawie w oczy.*

Gen. Qymaen - 2010-06-02 20:29:52

*To dobrze, ze prawie w oczy patrzył. Ujrzał wiec jak to generał potrafi nimi przewalić prawie z irytacją a bardziej ze zmęczenia. Pozwoliwszy sobie na płytkie westchnienie by nie szarpać ledwo żywych płuc potoczył zamglonym wzrokiem po wnętrzu mostka./ zwarzywszy na dziejące się obecnie sytuacje załogi nie oddali: było pięć osób na stanowiskach i te osoby pracowały. nikt gołych bab nie oglądał (ale każdy miał je na pulpicie, oprócz generała który miał jakiś kaleeshianski pejzaż).
Ale jaka to cholera na osobności, co to to wysłało?
Ale Dżony tak patrzył… ze aż od razu Rzekę przypomniał sobie Qymaen. Znaczy jego panią – Rzekę Samrune i jej przyprawiająca o wszystkie stany uniesienia bliskość…
Durastalowe dłonie zakotwiczyły się o oparcia fotela*
no dobrze, niech ci będzie na osobności. Wielkie tajemnice organizują… no to stanowisko 2 przejmuje dowodzenie, przeszkadzać tylko w  nagłych wypadkach, bo ja będę arcytajne dane analizował…
*załoga naturalnie ryknęła śmiechem, a generał, zatknąwszy swoim zwyczajem rękę za grzbiet, ruszył ku wyjściu*

EFECTOR - 2010-06-02 20:31:19

rozkaz rozkaz sir! *I naturalnie za panem drep drep drep, krok w krok, choć generał duże kroki stawia i Dżonemu mogą się nózki pogubić, jednak – nie podda się, to pewne, i pójdzie za nim wszędzie  gdzie tylko generał zechce*

Darven - 2010-06-03 20:30:32

*Wrota rozsunęły się z sykiem ukazując przy tym stojącego metr przed nimi Darvena. Wyglądał lepiej niż na holo - szata doprowadzona do porządku, troche odpoczynku i zrobienia czegoś także ze zmęczonym ciałem dało efekty. Przynajmniej czuł się świeższy niż wtedy, kiedy wybiegał z budynku chwile potem eksplodującego z potężnym hukiem. To zrozumiałe. W każdym razie, postać zamknięta w szacie o ciemnych barwach i egzotycznych wzorach, podparta masywną laską poszukiwała wzrokiem generała.

Gen. Qymaen - 2010-06-03 20:34:35

*Tak, odpoczynek czyni cuda. Cuda na które generał raczej w najbliższym czasie sobie nie pozwoli. Kiedy wzrok Darvena natrafił na poszukiwanego osobnika – ujrzał ze generał jest wyraźnie nie w  formie. Zgarbiony bardziej niż zazwyczaj, oparty ramieniem o fotel jednego  członków załogi, o oczach przymkniętych aż niemal do zamknięcia. Kiedy ów geonosjanin generałowi szepnął, ze Darven przyszedł, wtedy dopiero była reakcja. Nie zauważył, nie usłyszał. Ale jak już wiedział, to odwróciwszy się dolno i dostojnie zbliżył się do Darvena* No i co, wrócił z kurortu?

Darven - 2010-06-03 20:40:11

*Darven też nie w formie, to już Generał mógł zauwazyć od czasów rozmowy holo, ale po ogarnięciu się i zreperowaniu szaty wyglądał jakoś tak... Mniej odrzucająco. Wracając jednak do tegoż właśnie człowieka i jego bycia na mostku... Otóż Darvenowi udało się odnaleźć cyborga, więc po wcześniejszym skinięciu głową w jego stronę także zblizył się na odległość optymalną.* Wrócił, niemniej jednak drogi to był kurort... Ale nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło, Cochrel refunduje takie wyjazdy. Generał takze powinien się wybrać kiedyś i nieco odpocząć. Ot, wakacje. Każdemu się należą.

Gen. Qymaen - 2010-06-03 20:49:40

Generał by chętniej na narty pojechał... *odparł charchotkiwie, wyraźnie zadowolony z  poziomu zartu. Wyraźnie czyli tak: no, mila odskocznia od tego co się tu robi. Zmęczony był, widac. Zebrawszy pelerynę demonstracyjnie skręcił, co by Darven polazł z nim w głąb mostka.* Jak mniemam nie wydarzyło się nic niespodziewanego, bo taki odprężony jestes… no ale – ty sobie z masażu korzystałeś i kąpieli słonecznych  myśmy tu ciężko pracowali i okazało się zupełnie przypadkiem, ze ktos znalazł naszego HK…

Darven - 2010-06-03 20:57:59

Tak, bardzo odprężony. Nie spodziewałem się przed wyjazdem aż takich atrakcji, szczerze mówiąc. Cochrel jest perfekcyjny nawet w dobieraniu programów dla wyjazdów pracowniczych. *Darven ruszył za Generałem, tak, żeby dotrzymać mu kroku.* Chociaż, ja muszę przyznać, że też bardzo ciężko pracowałem i to całe mówienie o luksusach jest przereklamowane. Nie raz musiałem spędzać czas z grubym facetem w saunie obficie smarkającym swoimi dorodnymi wydzielinami. Nie polecam. Tym bardziej, że spocił się jeszcze grubo przed wejściem do ów pomieszczenia. Sapał jak szalony... *Człowiek spojrzał na Generała z nowym zainteresowaniem.* HK? A miałem nadzieje, że nikt nigdy nie odnajdzie tego kawałka blachy... Jeśli pamięć mnie nie myli to dotarł w pościgu za stihem na Kamino. I tam przepadł. Ale więcej nie wiem, Windu się chyba tym za bardzo nie przejął. Nie było nawet kazania co do złych metod i tak dalej...

Gen. Qymaen - 2010-06-03 21:03:28

*Cyborg odwrócił łeb w momencie, kiedy Darven mówił o sapaniu, jakby chciał zapytać: a może to ja byłem? No ale Darven był jednym z  nielicznych którzy mogą posunąć się o krok dalej* Ano nie za bardzo się przejął, właściwie to nie usłyszałem od niego ani jednego słowa na ten temat. Ani źle, ani dobrze, ani dziękuję ni pocałuj w dupę, ale to nieważne. Droid jak droid, jednak ciekawsze jest to, kto go znalazł… wygląda na to, ze ktoś chce z nami negocjować… *Generał zatrzymał się przy stole taktycznym* Nie mamy założonego podsłuchu. Nie chcemy się spalić. Ktoś jest ostrożny

Darven - 2010-06-03 21:09:34

*Generał pewnie nie. Darvenowi nawet to przez myśl nie przeszło. Facet sapał w saunie, bo mu tak było pisane... A cyborg w postrzeganiu świata przez Darvena bardziej kaszle niż sapie. Oddech jak wiadomo, taki charakterystyczny... Bo to Generał. Ale to chyba nic złego. Poza tym, że im więcej kalsze, tym gorzej z nim aktualnie.* Hmmm... Ciekawe... *Odparł, zupełnie już poważnie. Tylko, kto to jest? Tajemnicza organizacja?* Niewątpliwie, namnożyło się w ostatnim czasie dużo antyimperialnych środowisk, nastrojów... Ale pełnoprawna organizacja z pierwszego zdarzenia? Czyżby był ktoś jeszcze oprócz nas? Jeśli to antyimperialni, to jest szans ana profity...

Gen. Qymaen - 2010-06-03 21:22:32

*W tej chwili nie kaszlał, ale oddychał cieżko. Trochę świszcząco, jakby coś tam w  środku się rwało* Ano tez tak myslimy, jednak nie znany szczegółow. Ktoś nie jest na tyle silny by się nas nie obawiać. Wątpię żeby mieli korzenie podobne do naszych. To organizacja typowo militarna. To by mi było na ręke *”mi”, nie „nam”, czyli ze dla szeroko pojętego interesu korporacji niekoniecznie walka się kalkuluje, co jest oczywiste – pochłania koszty. A w tym przypadku zyski trzeba by było dzielić z sojusznikiem*

Darven - 2010-06-03 21:27:46

A tak, rozumiem... *Powiedział cicho, kiwając przy tym głową. Zaiste, ciekawe.* A więc, wszystkiego się pewnie dowiemy po tym, jak te rozmowy się zakończą. Korzystając natomiast z chwili... Jest jakas odpowiedź Cochrelu w mojej sprawie? *Zapytał, mając na uwadze ich rozmowe z pierwszego spotkania. W prawdzie, Darven był asystentem Generała, ale nieoficjalnie. A chciał powrócic do Nowych Separatystów czy tez Cochrelu obecnie - co też wynikało z ich rozmów.*

Gen. Qymaen - 2010-06-03 21:36:06

*Generał wprawdzie słynął  niezłej pamieci ogolnie dobrych własciwisci psychicznych, ale teraz spojrzał na Darvena trochę nieprzytomnie, za to o wiele bardziej pytająco, w takim „o co ci chodzi”, przebijając się czernią źrenic przez bielmo które zasłaniało mu pole widzenia*

Darven - 2010-06-03 21:40:12

*Darven spojrzał na Generała.* Podczas pierwszej naszej rozmowy wspominałem o moim powrocie, generał się też z moimi dokumentami zapoznał. I powiedział, że Cochrel podejmie decyzje. Póki co, jestem takim nieoficjalnym asystentem, ale nic o zdaniu Cochrelu na ten temat mi nie wiadomo. Może Generał jeszcze pamięta, może nie, to dość dawno było w prawdzie. W każdym razie, jak coś wiadomo na ten temat, to prosiłbym o takie informacje. *Odrzekł, jakby w odpowiedzi na to spojrzenie. I mówił zgodnie z prawdą, bo taki temat podczas ich pierwszej rozmowy się pojawił. Ale potem jakoś tak umarł śmiercią naturalną i Darven z dnia na dzień stawał się takim nieoficjalnym asystentem.*

Gen. Qymaen - 2010-06-03 21:50:32

*Generał zamrugał. No rzeczywiście, umowy nie podpisano, ale jak tylko komuś tam zasugerował to chyba wszystko porobili* twoje konto zostało otwarte, na pewno
są tam wszystkie zaległe pensje
*uspokoił gestem ręki* jednak nie mam teraz głowy do podpisywania umów o asystenta. Raczej się o starz nie starasz, tak wiec najlepiej jak sobie polecisz na Hypori, poprosisz żeby ci druk wystawili i dasz mi do podpisu. a  jak ci się nie chce co cicho siedź i pracuj dalej *to najwyraźniej znaczyło ze „uważam się za swojego pracownika i członka korporacji”*

Darven - 2010-06-03 21:58:15

*Darven pokiwał głową. Wszystko dobrze. A o pieniądze się zbyt nie martwił. Jak wiadomo, w swej dziwności wcale nie przywiązywał do nich takiej wagi, a zresztą, nie były mu tak potrzebne. Nie był jednym z tych, co muszą utrzymać rodzine, ochronić ją, zabezpieczyć. Śmiało można stwierdzić, że od zawsze nie pracuje dla pieniędzy, na pewno jeśli chodzi o separatystów.* Rozumiem, świetnie. *Wypowiedź Generała na dobre wysadziła ewentualne wątpliwości. Za dużo ich nie było, ale tak, wszystko się zgadza i jest jak trzeba.* A, byłbym zapomniał. Chciałem pogratulować poczucia humoru. Zaiste, sam nie wpadłbym na pomysł, aby wysłać sobie tego zabraka, szatańskie to... *Zaczął po chwili, naturalnie z lekkim uśmiechem na twarzy.* Ciekawe... Wiesz, Generale, być może bym się tym Aru zajął. Ot, na początek wziął do pomocy i zobaczył, co by z tego było... *Dodał.*

Gen. Qymaen - 2010-06-03 22:07:21

*Na chwile zajął się czymś przy terminalu jednego z geonosjan, ale po chwili znów jego uwaga skupiła się na Darzenie. Wyprostował się nawet lekko* Ta? *blada maska – czaszka przekręciła siew  bok* cos nie tak z  tym zabrakiem? *Aru nie przyszedł do generała po wysłaniu wiadomości. Albo jej jeszcze nie odebrał albo sobie darował, tak wiec generał nie wiedział, jaki jest jego status odnośnie Cochrelu* A ja tam nie mam nic przeciwko. Teraz nie pracuje, ale jak chcesz to go zatrudnij i magluj. Mnie to tam… byleby Windu nie widział bo będziesz miał debatę filozoficzną

Darven - 2010-06-03 22:13:11

Bardzo konkretną przeszłość ma. *Podsumował. Bo była specyficzna. Niemniej jednak, jak to mówią, teraźniejszość ponoć bardziej się liczy od przeszłości. Zależy. Na pewno Darven by tak chciał. Ot, Carpe Diem. Żeby to było takie proste.* Ano, Windu jak mniemam ma swój własny świat. Im mniej go w nim odwiedzam, tym większy jest mój komfort psychiczny... Czy Generał życzy sobie szczegółowego raportu z Mandalore? Mam troche dokumentów, notatki i tak dalej... Chociaz, pewnie Generał już wie co się tam działo. Natomiast, Pani Fler z synem i jeszcze kimś innym - klonem chyba - uciekła moim statkiem. To znaczy, ja ich zapakowałem w ten statek i próbowałem dać uciec. Przepadło tym samym dużo sprzętu i danych. Nie wiem gdzie teraz jest owa pani, ale z całą pewnością jest bezpieczna, tak jak i reszta osób ze statku.

Gen. Qymaen - 2010-06-03 22:21:32

Aj, przeszłość… każdy ma jakąś przeszłość, Darvenie… *odwrócił wzrok i ciągnąć za sobą pelerynę, podszedł do iluminatora, wyraźnie zmieniając humor kiedy zmienił się temat.
Rzeka jeszcze nie wyszła z nadprzestrzeni… nie było żadnego sygnału od statku Darvena, który przekazał wiadomość o Mandalore…*
Tak, poproszę o w miarę szczegółowy raport ze wszystkimi możliwymi załącznikami

Darven - 2010-06-03 22:32:55

*Darven skinął głową.* Oto wszystko, czego udało mi się dowiedzieć. Informacje, notatki, własne przemyślenia, załączniki... Mandalore to pewnie nie ostatnia taka planeta, ale jedno jest pewne - to jest już wrak, nie do odratowania. Jeden, wielki krater. Po prostu planeta została zmiażdżona. *I drobne urządzenie - kostka danych - spoczęła na wyciągniętej w strone Generała dłoni. I tam cyborg znajdzie wszystko, czego tylko mógłby chcieć w związku ze sprawą - jeśli w jakiś sposób Darven mógł na to natrafić. Wszystko ładnie zapisane, szczegółowo, załączniki dobrej jakości, załadowane. Nie zabraknie zdjęć, analiz, wyników badań, nagrań z przesłuchań tutejszych - także Fler - i innych ważnych dla sprawy rozmów. Będzie tam też lista przebywających na planecie Jedi, tych którzy zmarli, dokładny opis strat powstałych w wyniku działania imperium (także zmutowanego zakkega) jeśli chodzi o to, co Darven widział. I wiele innych, przydatnych rzeczy.* Jak Generał ma pytania, prosze pytać. Niemniej, śledztwo nie było już tak owocne jak można by się spodziewać. Mało czasu, niewiele okazji... I właściwie, uprzedziła nas inwazja, więc ewentualne wnioski przyszły za późno. Musztarda po obiedzie. Ale, myśle, że wiele więcej istot by zginęło, gdyby nie ta interwencja... *Mruknął. Co prawda, nikt jeszcze za to nie podziękował, ale nad tym się nikt nie zastanawiał. Szczegóły.*

Gen. Qymaen - 2010-06-03 22:47:33

*chwycił kostkę w dwa pazury, i nie poświeciwszy jej spojrzenia ukrył w wewnętrznej kieszeni płaszcza, gdzie obiła się o śpiącą tam rękojeści miecza świetlnego.* Możemy zapomnieć o śledztwie. Oni rzucają nam wyzwanie, Darvenie. Chcą nas wyciągnąć na otwarte pole… *Milczał chwile, po czym odwrócił się gwałtownie w stronę asystenta. Jego oczy były niemal zamknięte* Teraz będą nas śledzić a ich następnym celem będzie to miejsce, gdzie zatrzyma się najwięcej naszych sojuszników. *Durastalowe pazury zatarły się z niemiłym dla ucha brzękiem* Ale i na to znajdzie się rada. I już mam nawet pewien plan…

Darven - 2010-06-03 22:53:31

Zawsze dobrze mieć jakiś plan. *Z zainteresowaniem spojrzał na ogromną, stalową postać cyborga.* Co do wyzwań, jak to imperium. Dziwne, że nadal nie uważają nas za niegroźny twór, który w praktyce nie istnieje. Pewnie prędzej czy później zaczną zdawać sobie sprawe z tego, że jednak jesteśmy realni, a deptanie im po odciskach to nie odosobnione przypadki fantazji upitych inkwizytorów. Dobrze by było, jakby ów organizacja, która poznaliśmy, okzała się sojusznikiem...

Gen. Qymaen - 2010-06-03 23:00:53

Uważają, Darvenie, uważają. Nawet się boja. Najeżają się jak colcoliańska kolczatka. Ale musza utrzymywać pozory. Ludność musi uwierzyć, ze tylko Imperium dalej bezpieczeństwo. Od kiedy jest imperium, nie ma żadnych wrogów. Powinieneś poczytać doniesienia od naszych szpiegów. Propaganda jest wręcz perfekcyjna. Ale nie bój się – ono dobrze wiedzą, ze gdzieś za mgławicą czai się Statek Widmo… *jedna z rak powędrowała za grzbiet. Druga oparła się pieścią o iluminator. Nie patrzył na Darvena, ale mówił do niego. Choć wszyscy na mostku chłonęli jego słowa* Palpatine nie wie że jego plan nie poszedł do końca tak, jakby chciał. Ja jestem jednym z  tych błędów… A on dobrze wiedział, ze ja modę być niebezpieczny, Darzenie. Dobrze wiedział… skoro już mówiliśmy dziś o przeszłości… to ma w sobie sile jak cholera…

Darven - 2010-06-03 23:06:13

*A Darven stał i słuchał bez słowa. Dopiero pod koniec wtrącił...* Bez wątpienia. *W ramach potwierdzenia, przytaknięcia. Takiego "słuchałem".* Palpatine nie pierwszy raz popełnia błąd. Nadal jest jednak niekwestionowanym mistrzem - inni popełnili tych błędów znacznie więcej i były one szczególnie ciężkie.

Gen. Qymaen - 2010-06-03 23:11:45

on już próbuje naprawić swój błąd. A ja robię to już jakiś czas… nie mamy równych szans, ale jeszcze nas popamięta. No dobra, koniec tych marzeń. *machnął łapą i oddalił się, jakby sugerował, ze ma dość rozmowy*

Darven - 2010-06-03 23:14:04

*I Darven pokiwał głową.* Koniec... *Mruknął wycofując się do wyjścia, przy akompaniamencie postukującej ciężko laski.* Koniec fantazji.

Gen. Qymaen - 2010-06-03 23:15:41

*Cyborg westchnął* Tak, idź już Darven bo ja zmęczony jestem! *skoro sugestia nie pomogła, to generał stał się dosłowny. Cóż, każdy ma prawo być zmęczony*

Darven - 2010-06-03 23:19:46

*No ale nie miał do kogo mówić, skoro wyraźnie Darven poszedł do wyjścia jakiś czas temu, ba, wyszedł nawet. Więc żadnych dosłownych zwrotów nie było trzeba przecie, sugestia jak widać wystarczyła. No i człowiek zniknął naturalnie, a wejscie zamknęło się z sykiem.**

Aru - 2010-06-05 13:59:01

*I tak też na kolejny dzień, już po odbyciu rozmowy z Darvenem kolejni "interesanci" kierowali swe kroki do Generała. Jeden w stu procentach organiczny, z dwoma sercami bijącymi spokojnym rytmem,a drugi w stu procentach mechaniczny...z bateryjkami już nieco rozładowanymi jednak nadal pompującymi energię. A zabrak wraz z droideką jak na razie coraz bardziej zbliżali się do swego celu, wędrując jednym z korytarzy wiodących na mostek. Szło łatwo, bo Dżony trasy na statku dobrze znał i prowadził zabraka tuptając sobie i z pewnością co jakiś czas zwijając się w kulkę. Dżony wszak był energiczne stworzonko.Aru też... ale to zależnie od sytuacji i jego "weny".*

EFECTOR - 2010-06-05 14:06:58

*W tym przypadku przyśpieszeń było zdecydowanie zbyt mało. Może dwa. A tak cały czas sobie szedł spacerkiem, i mimo iż miał więcej nóg niż Aru, bo aż 3, to szedł dużo duszo wolniej, przebierając nimi wręcz komicznie, ale stukał zawsze w tym samym rytmie. Przednia prawa, tylna, przednia lewa, tylna, przednia prawa. I tak zbliżali się do wejścia na mostek kapitański, które to powinno się przed nimi grzecznie otworzyć, chyba ze na mostku dzieje się cos co to wyklucza. Na przykład gra w karty…*

Aru - 2010-06-05 14:13:29

*No cóż, zbliżyć się do wejścia na mostek,zbliżyli. Ale czy już wrota się przed nimi otworzyły to już inna kwestia. Jeśli nie... to zabrak uporczywie przycisk ich otwarcia wciskać począł, ale jeśli się otworzyły to nie cudował,a wszedł na mostek licząc, że Dżony kontynuować swą wędrówkę będzie. I co więcej zabrakowi pozostało jak nie rozejrzeć się za wysoką zgarbioną sylwetką odzianą w pelerynę długą? Choć pora już była popołudniowa czasu Widmowego to nie był pewien czy generał Qymaen jest w tych godzinach na mostku. Problemem odnaleźć go jednak chyba by nie było pod warunkiem, że komunikator ma przy sobie. Dżony raczej by sygnał komunikatora mógł wyśledzić.*

Gen. Qymaen - 2010-06-05 14:21:43

*Ale się otworzyły. Na szczęście, bo gdyby miały się nie otworzyć, a ci nadal by się upierali na wejście, to zawartość mostka mogłaby się nieźle unerwić. a  tak nic takiego nie nastąpiło szczęśliwie i mogli wejść do tego magicznego mózgu statku, z  którego to się zarządza całą maszyną. Ten mostek był jednak o tyle niezwykły, ze jedna komórka zawiadywała poniekąd całym Cochrelem, mowa tu naturalnie o generale, który – co chyba nikogo nie dziwi – szybko się domyślił, ze goście są do niego. Jednam mimo tego iż dostrzegł wyraźnie odbicie otwartych wśród w iluminatorze, nie przerwał swojej czynności, wiec wstał i odwrócił się dopiero po jakichś dwóch minutach. Nie powiedział nic jednak. Widać byłą to taka niema zgoda na wejście.
Cyborg w tym miejscu zdawał się być czymś naturalnym. Nie rzucał się w oczy. Wpasował się w osobliwość tego miejsca i przez to zdawał się bardziej swojski, naturalnie tylko dla tych którzy widzieli go już „na żywo” co najmniej raz*

EFECTOR - 2010-06-05 14:23:26

*Dżony wszedł za Aru, i trzymał się o pół kroku za nim, jak nakazywał jego program. Droideka na mostku tez raczej nie dziwiła. Nie miał nic do powiedzenia, wiec nic nie mówił, choć kilka pytan cisnęło mu sie na wokoder. Ale najpierw skanowanie na obecność astromechów…*

Aru - 2010-06-05 14:33:03

*No to można już powiedzieć,że widok generała dla samego Aru był już swojskim widokiem na mostku. A widząc go nie odzywał się spodziewając się, że jego obecność już Qymaen odnotował już przy samym wejściu. Dopiero gdy się po pewnym czasie odwrócił został przywitany po żołniersku, czyli zasalutowaniem prawą wytatuowaną dłonią i lekkim uśmiechem. Następnie zabrak ruchem dłoni nakazał Dżonemu podążanie za nim, a sam kroków kilka w stronę Generała poczynił bo i rozmawiać na odległość nie jest rzeczą zbyt grzeczną, a i wydzierać mu się nie chciało.* Dzień dobry Generale. *Odrzekł po podejściu, dodatkowo głowy skinięciem słowa swe podkreślając.* Zgodnie z treścią wiadomości,skorzystałem z pozwolenia na rozmowę... lecz o tym chciał bym porozmawiać na sam koniec, bo myślę,że mam ważniejsze informacje. *Powiedział co wiedział i kontynuował.* Jest Pan, kaleeshem inteligentnym więc dziwi mnie nieco to,że nie wykorzystał pan do tej pory Dżonego by odnaleźć ocalałych po tym co się stało na Mandalore. *Co prawda Darven mu nic nie powiedział, jednak już ten Mando na Tatooine nieco nakreślił zabrakowi sytuacje,stąd też wiedział co nieco.* A Dżony jak sam twierdzi może dokonać połączenia w czasie rzeczywistym z kilkoma ocalałymi, lub wysłać im wiadomość. W ten sposób można by wysłać dla nich jakąś ekipę ratunkową. *Spokojnie wszystko wyłuszczył.* Dżony, bądź tak miły i powtórz z kim możesz obecnie się skontaktować,albo wyśledzić miejsce pobytu. *Co prawda nie sądził by droideka tak sama z siebie mogła wyśledzić gdzie się znajdują poszczególne komunikatory,ale po podłączeniu do systemów statku byłoby to najpewniej możliwe.*

Gen. Qymaen - 2010-06-05 14:40:11

*Zamglone oczy patrzyły teraz w twarz zabraka, trochę jakby nie wiedział ich właściciel co takiego widzi. I chyba nie do końca wiedział, może bardziej poznał Aru po „pstrokatej” skórze niż po całokształcie wyglądu. Skinął głową a kiedy się Aru odezwał, postawa cyborga dała do zrozumienia, ze poznał na 100%. Pamięć miał nienajgorszą.* Ano witam, przypomina sobie ta decyzje, owszem *wyglądał na zmęczonego, ale głos miał spokojny, co oznaczało, ze owszem, jest co robić, ale nic nie zwiastuje niczego złego. Swoim zwyczajem zatknął ręce za grzbiet to i słuchał tego, co Aru ma do powiedzenia. Oczy mu się na chwile przymknęły, jakby w tłumionym rozbawieniu, no ale nic, ani słowem się nie odezwał, niech skończą prezentację*

EFECTOR - 2010-06-05 14:43:58

rozkaz rozkaz sir![./i] *Dżony zrównał się z  Aru. Sam raczej nie wykazał by się inicjatywą, bo mu jako doridowi nie wolno było „wtrącać się kiedy dorośli rozmawiają”, ale jak jest rozkaz rozkaz to zupełnie Ina  gadka, tak wiec Dżony wyrecytował wszystkie aktualne dane na ten temat, uprzednio zakłucajac prace urządzeń na mostku swoim połączeniem z kanałem komunikacyjnym. Naturalnie zakłócenia nie wpływały na nich, wywoływalny tylko lekki szum* [i] Główną jednostką dowodząca jest Fler Rzeka Samrune Gawila. Jednostka dowodząca nie jest w zasięgu, sir. Druga jednostka dowodząca: Secorsha Gawila. Jest w zasięgu, połączenie możliwe. Trzecia jednostka dowodząca, Tangorn Fibal, poza zasięgiem. Czwarta jednostka dowodząca grupa Sigma: w zasięgu 60%. Piąta jednostka dowodząca: Gajusz. Nie żyje, sir

Aru - 2010-06-05 14:50:39

*Czyżby wyczuwał jakieś rozbawienie ze strony cyborga? Eh! U niego to nigdy nic nie wiadomo. Trudno wyczytać coś po czyjejś mimice gdy ten jej nie posiada nawet w szczątkowej ilości. Ale nawet jeśli był rozbawiony to najwidoczniej oświeci zabraka po "prezentacji". Nic to, Aru wolał tam o swoich odkryciach powiadamiać Generała dopóki na jego pokładzie się znajdował, a jak już kiedyś wspominano, Po Kai zachęcał go do dzielenia się z innymi swoimi pomysłami... cóż i tak mu zostało widać.* Wystarczyło by się skontaktować z tym całym Secorshą Gawilem i można by, myślę, odnaleźć dzięki temu miejsce gdzie mogła udać się Fler Gawila pod warunkiem że to tylko jej komunikator jest zniszczony lub wyłączony,a ona sama żyje. *Mruknął cicho po zaprezentowaniu się Dżonego.* I tego całego Tangorna może też by się odnalazło. *No tak,on nie wiedział,że z Tangornem miał do czynienia na Tatooine... gdyby podsłuchiwał rozmowę Darvena z nim to by wiedział.*

Gen. Qymaen - 2010-06-05 15:08:33

*No z całą pewnością mimika u generała nie była tym co najłatwiejsze, ale wiele osób bardzo szybko nauczyło się tych „wyrazów oczu”, bo tylko to pozostało z  jego ciała, a co miało kontakt ze środowiskiem zewnętrznym. Wbrew pozorom jednak generał „uśmiechał się” dość często.* O ile mi wiadomo  raportu z tym całym Tangornem rozmawiałeś na Tatooine i ma się świetnie. A teraz pozwól, ze ja ci coś pokażę *nadal z  tym samym wyrazem oczu cofnął się i krocząc dostojnie podszedł Do stołu taktycznego. Poświęcił chwile na przejrzenie spisu ostatnich wiadomości, po czym uruchomił odtwarzanie projekcji wysłanej przez piękną, ale zmęczona istotę gadziej rasy płci żeńskiej*

Tu statek Fler i Drala *odezwała się głośno, wyraźnie, bez emocji, patrząc prosto w obiektyw* Opuściliśmy Mandalore i jesteśmy bezpieczni. Jest z nami Malkit. Ukryjemy się w miejscu, gdzie nic nam nie grozi. Proszę, nie szukajcie nas. Proszę też, byscie przysłali nam wiadomość o tych, o których wiecie. Teraz to niemożliwe, ale wierze że niebawem spotkamy się i znowu będziemy razem. Trzymajcie się. Fler, Dral i Malkit

*Generał pozwolił wiadomości zgasnąć i spojrzał przez stół na zabraka.* Ano Dżony to użyteczna maszyna, owszem, i ma w pamięci wszystko, co owa pani mu wgrała. Co zas się tyczy mojej inteligencji, to mam namierzonych ich wszystkich od momentu kiedy wyszli z nadprzestrzeni. *Jego zamglone spojrzenie nabrało ostrości, a grzbiet pochylił się jeszcze bardziej, tak, ze musiał patrzeć już w pewnym momencie na Aru do góry, ale trwało to chwile, bo potem się podniósł. To znaczyło po prostu, ze się wkurzał*
Nie wiem, czy wiesz, ale na Mandalore, prócz tej osady rozgromiono jedenaście innych. Spośród tych wszystkich skontaktował się tylko Darven, a wiesz, dlaczego? Bo to jest mój człowiek. Członek Cochrelu. Reszta – to mandalorianie, nie biorę za nich żadnej odpowiedzialności. Zareaguje, jeśli zostanie wezwana pomoc. Nadgorliwość jest gorsza od nazizmu. A ty nie ucz ojca dzieci robić *wycelował pazurem miedzy oczy Aru*

EFECTOR - 2010-06-05 15:09:11

[puszczam kolejke]

Aru - 2010-06-05 15:20:07

*Ruszył za generałem do stołu taktycznego i odczekał w spokoju aż ten uruchomi wiadomość od jakiejś kobiety. Mimo, że źle wyglądała w momencie wysyłania wiadomości widać było, że jest to istota urodziwa i zmęczona tym wszystkim. Jednak następne rewelacje Qymaena nie podniosły zabraka na duchu. No ,ale czego się można było spodziewać po Imperium? Jednej osady raczej by nie zniszczyli, szczególnie tak bitnego ludu jak Mandalorianie którzy im jeszcze podprowadzali klony. Jednak nic na ten temat nie powiedział, jedynie zezując spojrzał na wycelowany w niego pazur.* Ależ nie proponuję by latać za Mando, Generale. Tylko za cochrelowskimi. *Złote oczy ustawiły się na normalne pozycje i skierowały na Generała.* A, ta Fler? *Ruchem głowy wskazał na stół taktyczny gdzie widmowa postać samicy była widoczna przed paroma chwilami.* Ona chyba jest z cochrelu.

Gen. Qymaen - 2010-06-05 15:29:27

Cochrel na Mandalore w chwili ataku to Darven. Koniec. Jak widać wrócił *warknął. Wyraźnie już go te mądrości Aru wkurzały, bo ten mu wyraźnie sugerował, ze albo nie dba os woje interesy, albo jest głupi po prostu* Nie, ona nie jest z  Covchrelu i wyraźnie powiedziała, zęby jej nie szukać. Za to ona wysłała wiadomość o ataku na Mandalore. Inni tez mają mózgi, nie musisz za nich myśleć. Idź lepiej do hangaru i sprawdź, czy cie tam nie ma. A nuż kogoś uratujesz… *odwrócił się bezceremonialnie, teraz już zły. I na domiar tej złości Aru był „pod komendą Windu”, wiec generał nie mógł mu tak odpalić jakby miał ochotę*

EFECTOR - 2010-06-05 15:32:26

*Zastanowił się w ciszy własnych procesów myślowych. Cisza, cisza. Oni już nic nie mówią, wiec Dżony może* Sir! *odezwał się w kierunku generała* Zaprzeczam. Jednostka Aru nie znajduje się w hangarze, sir. Rzeczony obiekt znajduje się półtora metra standardowego od jednostki bojowej Dżony, sir! *Bardzo poważnie zauważył*

Aru - 2010-06-05 15:39:12

*No, to teraz przynajmniej w stu procentach był pewien, że wszystkie istoty będące w cochrelu zostały już pozbierane w liczbie sztuk jeden, w postaci Darvena. Tyle tylko mu wiedzieć pozostało. Generał zwykle zdający się być spokojnym, coś drażliwy się stał podczas tej całej rozmowy. A może to i sam zabrak coś przypadkiem zasugerował co Qymaena wkurwiło,mówiąc wprost. No nic, drażnić więcej go nie będzie bo nie chciał by być obiektem który sprawił, że generałowi iskry "uszami" pójdą z nerwów. Komentarza Dżonego nie skomentował, jedynie skinął głową Generałowi mówiąc krótko* Przepraszam w takim razie. Idę sprawdzić czy aby nie jestem w hangarze. *I odwrócił się plecami do generała z zamiarem opuszczenia mostka nie chcąc dłużej drażnić staruszka. Bądź co bądź, ale Qymaen swoje lata raczej już miał.*

Gen. Qymaen - 2010-06-05 15:45:01

*No zdecydowanie miał, bo gdyby nie miał to może by się tak nie wkurzył, co najwyżej tylko łeb urwał jak za wojen klonów. Teraz jakby nie było troche inny generał to był. I drażliwy – owszem, a  Aru dobrą decyzje podjął. Generał zignorował droida, co by ten tez za swoim przyjaciele poszedł*

EFECTOR - 2010-06-05 15:47:11

*A Dzony? Poszedł za Arutkiem, biedaczyna...*

Moc - 2010-06-06 20:10:10

*Tego dnia spokój na mostku zostanie z pewnością nieco naruszony, gdyż nagle, nie wiadomo dlaczego i skąd rozległ się cichy dźwięk zwiastujący nadchodzące połączenie holonetowe na szyfrowanym kanale o wysokiej jakości zabezpieczeniach. Ten ktoś, kto chce rozmawiać z kimś z Widma II zapewne ma jakąś ważną sprawę, skoro tyle poświęca na to, by rozmowy nikt nie wykrył i nie przechwycił. Może to wywołać pewna konsternację u osób przebywających na mostku. Chyba, że zostali uprzedzeniu o możliwej rozmowie...

Gen. Qymaen - 2010-06-06 20:23:14

*Rzec by można z pełna stanowczością ze generałowi się z tego zbytku jak to mądre istoty mówią „w dupie poprzewracało”. Poukładał dyski pamięci na jednym miejscu, po czym kilka razy przedefiladował za plecami pracowników i nic im nie zrobił. Wyraźnie szukał czegoś do roboty, lub tez – próbował sobie cos przypomnieć. Tak, zdecydowanie. A że generał to generał – raczej nikogo nie zapyta. I wkrótce miało się okazać, o co chodzi. *
Generale, odbieram szyfrowane połączenie z nieznanych koordynatów
*zameldował nagle nemoidianski łącznościowiec, na co generale areagował natychmiastową teleportacką z końca mostka w niebezpiecznie bliskie okolice jego fotela*
Co?
*Nemoidianin okręcił się w fotelu i zaczął, głośno i wyraźnie, z wyrazistą grą warg*
Odbieram szyfrowane połączenie…
*Generał warknął. Zdarzało się, ze czegos nie dosłyszał, ale tym razem chyba nie o to chodziło*
Zamknij się, idioto! Wezwać Avę!
*nie spodziewałem się ich tak szybko – pomyślał. To dobrze świadczyło o tej drugiej stronie. O nich – trochę mniej. W każdym razie czas oczekiwania oszacował według siebie i cochrelowców*
Avy nie ma na statku, panie generale…
*No tak…
Przekaz czekał na odebranie, a  generał myślał gorączkowo. Pierwsza myśl: Windu. Druga myśl: nie, przecież on nie żyje, nie można tak przyszłego sojusznika na wstępie straszyć… Kolejna propozycja: ten zabrak, ale niieee, już lepiej droideka*
No dobram to ty będziesz gadał. Usiadź prosto i wyglądaj inteligentnie. Żadnego „eeee” *Durastalowa łapa chwyciła nemoidianina za łeb, przekręciła jak trzeba, druga szponiasta dłon poprawiła mu kołnierz*
Prosto usiadź. O tak… dyplomatą jesteś, pamiętaj…
*Nemoidianin zaczął różowieć. Generał poprawił mu jeszcze tylko czapkę i stuknął „odbierz”.
Nadawca połączenia zobaczył około 25cio letniego nemoidianina, najpewniej młodszego oficera, dość poważnego, ubranego schludnie, siedzącego superprosto i ogólnie sprawiającego dobre wrażenie wzrokowe*

Moc - 2010-06-06 20:30:48

*No i połączenie zostało nawiązane i holograficzny odbiornik ożył, wypluwając z siebie jasnoniebieską, półprzezroczystą poświatę, która po kilku sekundach ukształtowała się w sylwetkę młodej, dwudziestoparoletniej kobiety, wyglądającej na ludzką, bo nie można było dostrzec takiej drobnej różnicy jak niebieski kolor skóry czy delikatne piórka zamiast włosów. Jej twarz nie zdradziła oznak zdziwienia widząc nemoidianina, zapewne spodziewała się kogoś takiego. A gdy już połączenie się ustabilizowało to w końcu odezwała się, a głos miała spokojny, choć zauważalnie formalny, żadnych miłych i sympatycznych tonów.* Witam serdecznie, jestem kapitan Teona Sall, przedstawicielka Przymierza. Miałam się skontaktować z przedstawicielem korporacji "Cochrel" w sprawie ewentualnych negocjacji. *Jej głos popłynął po mostku a jej nienaganna wyprostowana sylwetka nawet nie drgnęła. Miała na sobie jakiś nieznany mundur oficerski, bardzo schludny i pasujący do niej, tyle, że nie można było rozpoznać kolorów*

Gen. Qymaen - 2010-06-06 20:38:58

*Nemoidianin wyglądał bardzo inteligentnie, bo czując na sobie ćwiartujące żywcem spojrzenie generała po prostu dostał paraliżu i zrobienie czegoś głupiego było w tym wypadku niemożliwe.
Kobieta się przedstawiła, przedstawiła sprawę. No to… co ja teraz mówię? Generał chyba nie sądził, ze ma takiego mądrego łącznościowca. Chwila zastanowienia i nemoidianin się odezwał* Tu Statek Widmo II korporacji. Witamy pani kapitan. Bardzo się cieszymy ze postanowiła się Pani z  nami spoktaktować *nie zaryzykował spojrzenia w bok, gdzie, poza zasięgiem kamery czuwał generał, zerkający teraz na kobietę z transmisji* Jest pani zdecydowana na odwiedzenie nas na naszym statku?
*Generał przewalił oczami.*
Ta… *mruknął cicho, tak by kamera nie podsłuchała* Powiedz jeszcze ze będziemy mieć pączki… *westchnął. Nemoidianin posłał mu szybkie spojrzenie, a  na jego twarzy pojawiło się wahanie. I wtem wrócił do przekazu* Będziemy mieć pączki! *I uśmiechnął się szeroko*

Moc - 2010-06-06 20:46:24

*Odczekała kilka chwil, dając skończyć nemoidianowi, który wyglądał całkiem inteligentnie, ale jak wiadomo czasami pozory mogą mylić. Póki co nie zdradzał się jakimś głupkowatym zachowaniem, ale na wspomnienie o pączkach to się aż uśmiechnęła, bo wzięła to za żarcik, by rozładować napiętą sytuację, więc i ona się nieco odprężyła i jej postawa nie była już tak nienaganna* Cóż, myślę, że nie będzie to stanowić problemu, jednak mój zwierzchnik nalegał, by dla ochrony znalazł się w pobliżu nasz okręt. Rozumie pan, względy ostrożności... a paczka chętnie zjem podczas rozmów *Lekko mrugnęła porozumiewawczo, nieświadoma, że obok jej rozmówcy znajduje się Generał Grievous, który faktycznie kierował wszystkimi sprawami wojskowymi korporacji i który budził u niej lęk i trwogę ze względu na niedawne Wojny Klonów...*

Gen. Qymaen - 2010-06-06 20:54:24

*Sam generał niegdyś Grievous, obecnie przedstawiający się innym mianem rzeczywiście był, kierował, i nie był zbyt zadowolony kiedy usłyszał o pączkach, ale na szczęście druga strona miała dobry dzień, albo lubiła słodycze. Namoidianin zerknął na generała. Generał skinął głową, na znak: tak, zgadzamy się*
Oczywiście rozumiemy wasze położenie i nie mamy zastrzeżeń. Jak bym… pierwszy raz wszedł na ten okręt to tez bym się bał… *kolejna mądra uwaga pana podoficera łączności. Aż generał pięścią pogroził. To chyba oznacza by kreatywność ograniczyć. Uśmiechnął się wiec*

Moc - 2010-06-06 21:01:46

*To dyskretne zerkanie w bok nie zostało niezauważone i Teona domyśliła się ,ze tam jest ktoś jeszcze, kto na razie nie chce się ujawniać, a to było trochę podejrzane, ale skoro się zgadzają to chyba nie mają złych intencji. A gdy nemoidianin stwierdził, że też by się bał to niezauważalnie zmarszczyła brwi i wygięła leciutko usta* Względy ostrożności, panie...? *Cóż, z wrażenia to on chyba zapomniał się przedstawić, więc chciała się dowiedzieć, jak się do niego zwracać. Poza tym wydawało jej się, że ten nemoidianin to nie ma chyba doświadczenia jeśli chodzi o negocjacje i dyplomację. Biedak...*

Gen. Qymaen - 2010-06-06 21:07:05

Addik Me’krry, jestem tu podoficerem łączności. Dowódca niestety nie może podejść… *postawił na szczerość, bo za to generał nie może go ukarać. W końcu mówi jak jest. Mniej więcej, bo technicznie generał mógł podejść. * nasz statek jest bardzo dobrze chroniony, na jego pokładzie nic nie zagrozi waszym ludziom, proszę pani

Moc - 2010-06-06 21:11:32

Miło mi. Proszę o wybaczenie, ale tak też myślałam, że nie jest pan dypomatą, ale to nie szkodzi. *Uśmiechnęła się lekko, pocieszajaco, bo jednak załatwianie spraw dyplomatycznych to ciężki kawałek chleba i trzeba bardzo uważac, by nie urazić drugiej strony. To często przypominało taniec, gdy dwójka partnerów dopiero się poznaje i zaczyna tańczyć jeden układ nie znając do końca kroków* Rozumiem. Chciałam jeszcze poruszyć kwestię straży przybocznej. Na ilu członków mojej ochrony jesteście sobie w stanie pozwolić? *To była też ważna kwestia, wszystko się liczyło. Nie chodzi tu też o brak zaufania a jedynie o przezorność. Zawsze na jakieś ważne negocjacje udawali się również członkowie ochrony*

Gen. Qymaen - 2010-06-06 21:19:38

Nie… *odparł szczerze nemoidianin* Ale jak pani będzie, to będzie! *zapewnił z przekonaniem. Kiedy zapytała o straż przyboczną, to spojrzał na generała. Odpowiedź w liczbie była zawsze taka… niedostateczna. Powinien to rozegrać innymi słowami” żeby sie [ani czuła bezpiecznie, lub inny zwrot. Ile by nie wprowadzili, tyle by było, Widmo ma tyle droidów ze poradziłoby w  razie ewentualnego odwrócenia planów. Pokazał wiec generał na palcach*
cztery? *odparł trochę głupawo. Generalnie cochrelowskie obstawy liczyły trzy osoby/droidy lub osoby i droidy* No chyba że pani ma inne propozycje, bo nasz statek jest duży i wszyscy się zmieszczą na pewno… *Gdzieś za plecami niewydarzonego dyplomaty geonosjanie zaczęli chichotać. Generał w myślach już dwunasty raz liczył do dziesięciu…*

Moc - 2010-06-06 21:33:45

To dobrze... *Skwitowała to cicho, bo dyplomata z prawdziwego zdarzenia się na prawdę przyda, bo takie rozmowy to do najłatwiejszych nie należą. Obserwowała przy tym cały czas nemoidianina, zastanawiajac się z kim się on tam konsultuje, ale nie mogła zapytać, więc ciągnęła to dalej* Myślę, że cztery osoby wystarczą, chyba, że zajdzie drobna zmiana, to wtedy odpowiednio wcześniej poinformuję. Przesyłam również krótką notkę z wszystkimi potrzebnymi danymi, by nie było nieporozumień *I w tym momencie łącznościowiec został poinformowany o dostarczeniu wiadomości. Zawierała ona podstawowe dane o jednostce, którą przybędą, składzie delegacji oraz skrótową wersję tematów rozmów jak i innych dyplomatycznych wymogów.*

Gen. Qymaen - 2010-06-06 21:37:28

*Generał pozwolil, by dyplomata za dyche nacisnął „odbierz” sam. Jakby tam jeszcze ktos zaczał łapy pchac to dopiero by wyglądało. Cyborg machnął ręką do geonosjan w takim niemym „zamknąć się”. Jemu z kolei bardziej się płakać chciało niż smiać w tej sytuacji* dobrze *skwitował ruchem głowy* będzie wszystko przygotowane

Moc - 2010-06-06 21:44:24

Zrozumiałam. Z powodów bezpieczeńśtwa nie prześlę dokłądnej daty przybycia delegacji, to moze być zbyt niebezpieczne. Mam nadzieję ,ze to nie będzie przeszkadzać? *Imperium nieco deptało im po piętach, ale póki co nie udawało im się znaleźć ich głównej bazy, którą de facto stanowił okręt flagowy Admirała "Wyzwoliciel", który niegdyś był kalamariańskim luksusowym liniowcem, ale przebudowano go na krążownik i to o całkiem sporej sile ognia, ale ze wzgledów bezpieczeństwa to nie brałudziału w zbyt wielu bitwach*

Gen. Qymaen - 2010-06-06 21:49:08

*Zdziwił się nemoidianin, bo skoro się umawiają to data powinna być podana, ale generał skinął głową, wiec nemoidianin podjął* Tak… to znaczy nie, nie nie będzie przeszkadzało, tylko ze u nas przed dokowaniem trzeba się skontaktować, bo my ręcznie bramę otwieramy…
*Gdzieś z boku dało się słyszeć uderzenie czegoś twardego o siebie. Konkretniej – ręki generała w bok głowy, co zakończyło się bezradnym ruchem zaprzeczającym*

Moc - 2010-06-06 21:54:48

Cieszy mnie to. Wiem, że to trochę niewygodne dla was, ale obecnie Imperium jest wszędzie i nie chcemy ryzykować, że dowiedzą się o miejscu naszego spotkania. Potrzebujemy co najmniej kilku, kilkunastu godzin dla wstępnych ustaleń *Niestety był to proces długotrwały ze wzgledu na ochronę interesów obu stron i dlatego trzeba mieć zapewniony spokój podczas negocjacji. Więc lepiej dmuchać na zimne* Zrozumiałam. Przed lądowaniem połączymy się z wami i nas nakierujecie. Czy macie jakieś pytania? *Póki co to Teona cały czas miała inicjatywę, teraz czas na nemoidiana*

Gen. Qymaen - 2010-06-06 21:58:25

*Pytania? Nemoidianim zmienił kolor z zielonkawego na różowy. Chciał tylko się rozłączyć, bo generał zaczynał się irytować. Co za pech, ze Ava nie zdążyła dolecieć!* Nie, proszę pani, wydaje mi się, ze nie…

Moc - 2010-06-06 22:03:34

Dobrz. Myślę więc, że to wszystko.*Teona nie miała więcej pytań, przedstawiciel Cochrelu też nie, więc chyba czas się rozłaczyć* Jeśli zajdzie taka konieczność to proszę się połączyć z tym numerem i odbiorę. *No i zaczynała przygotowywac się do przerwania transmisji*

Gen. Qymaen - 2010-06-06 22:15:40

*Generał był już na skraju wytrzymałości psychicznej. Na domiar złego zapikało kolejne połączenie. Od Harisa, wiec poszedł odebrać, nadal zezując na nemoidianina. Na szczęście już ofiara kończyła, nie powinien na dowiedzenia nic rażąco durnego powiedzieć. Był poza zasięgiem pierwszej kamery*
Generale! *odezwał się Haris skoro tylko nawiązano połączenie* Zaskoczyli nas w Kalabra Systemie, generale,… trzy krążowniki, nie zdążyłem poznać klasy… zabili Avę – zestrzelili jej statek, zaraz skacze, uciekajcie jak najdalej!
*Haris się rozłączył, a generał opadł dłońmi o blat, zagubiony  w usłyszanych słowach. Ava nie żyje. Wracała z  Geonosis i została zestrzelona. Lecieli oddzielnie, w inne miejsca, to oczywiste.
Nie żyje mój dyplomata, cybernetyk, współpracownik i przyjaciel.*
Addik *Krzyknął w kierunku nemoidianina, aż ten podskoczył* Powiedz jej to, to, co słyszałeś!
*Nemoidianin zaczął rozglądać się nerwowo, co zapewne powstrzymało palec Teony*
proszę pani, jeszcze nie! *podniósł ręce, jakby chciał złapać żywą istotę która odchodzi*
Dostaliśmy wiadomość! W systemie Kalabra są Imperialni, trzy krążowniki. Zabili naszego dyplomatę…
*Tymczasem generał, walcząc przeciął mostek. Kamera trochę go łapnęła. Po prostu masywna postać w płaszczu. Nie było widać głowy, ale rękę trochę tak. Za mało jednak, by rozpoznać*
Nie wiem, kogo śledzili, ale być może ich, wiec niech będą ostrożni…
*wycharczał*
Nie wiem, kogo śledzili, wiec niech bę… bądzcie ostrożni… *powtórzył śledząc go wzrokiem*
Uprzedzić warsztat na Geonosis. Niech watra D przejmie zmianę… skasować wszystkie dane…
*Nemoidianin wyglądał na skupionego*
skasować wszystkie…a  nie, nie, to nie do pani…

Moc - 2010-06-06 22:28:21

*Już miała się rozłaczyć i pożegnać, gdy wynikło całe to zamieszanie. Czekała cierpliwie, czy czegoś nie będą chcieli od niej no i w końcu zostałą poinformowana. Słysząc te nowiny zmartwiona spojrzała w bok i coś zaczęła mówić, ale na ten moment mikrofony zostały wyciszone, aż w końcu "wróciła" do nich i pojawiłsię znowu głos* Bardzo mi przykro z tego powodu, ale czy możecie podać dokłądniejszą specyfikację tych okrętów? W pobliżu znajduje się kilka naszych jednostek i może uda nam się ich dopaść. My właśnie przygotowujemy się do skoku w nadprzestrzeń*Chyba, że Cochrel sam bedzie chciałsie zająć tym problemem, więc nie będą im wchodzić w drogę, ale skoro wiedzą, gdzie znajdują się stosunkowo niewielkie siły Imperium, to można przeprowadzić nagły szturm na nich. O ile juz nie uciekli*

Gen. Qymaen - 2010-06-06 22:36:10

*Nemoidianin grzecznie odsunął siew  fotelu i spojrzał na generała kiedy te słowa jego rozmówczyni wypowiedziała. Generał naturalnie wiedział, ze nemoidianin jest teraz tylko i wyłącznie pośrednikiem* Haris nie podał specyfikacji, dane są niepotwierdzone. Bardzo możliwe, ze jest ich więcej. Wpadli na trop z Geonosis, lepiej na jakiś czas zniknąć im z oczu…
*Addik powtórzył to jej całkiem wiernie*
negocjacje aktualne, ale lepiej żeby nie przyleciał za wami jakiś ogon… *kontynuował generał, a podoficer powtarzał. Cyborg znowu przeciął mostek i musnęła go kamera*

Moc - 2010-06-06 22:42:27

*Teona skonsutlowała sie jeszcze z kimś poza kadrem, minuta cicszy aż w końcu wróciła do rozmowy* Zrozumiałam. Będziemy ostrożni i postaramy się nie sprowadzić ogona. Kapitan Sall bez odbioru *I rozłaczyła się szybko, bo te niespodziewane wieści trochę ich z równowagi wyprowadziły a na pokłądzie ich okrętu właśnie trwała dyskusja co zrobić. W każdym razie Admirała poinformowano i on już może coś zaplanować... ale to się działo wiele lat świetlnych od Widma II*

Gen. Qymaen - 2010-06-06 22:48:30

*Nemoidianin wcale nie poczuł ulgi, choć wiedział, ze generał mu już nic nie zrobi, bo zajęty jest. Choć pozornie nic nie robił – chodził w te i z powrotem, warcząc.
Kometa jest bez dowodzenia, widmo – to wiadomo. Tyle ze niewidzialne. Niby odległość spora. Wiec co robić? Robić, czy nie robić? Nie widział zagrożenia na skanerach.*
Dobrze… to teraz poczekamy… wysłać powiadomienie i kopie wiadomości do Komety, Brzasku, Zapomnienia i Dziewicy…
*Zawrócił gwałtownie i znieruchomiał przy iluminatorze, przez który zaraz pomknęło jego zamglone spojrzenie* negocjacje poprowadzę osobiście…

Moc - 2010-06-09 19:38:41

*Minęło kilka dni od czasu rozmowy Teony z nemoidiańskim łącznikiem na Widmie. Nie było żadnych informacji ze strony Przymierza o planowanym spotkaniu, więc mogło zachodzić podejrzenie, że o nim zapomniano. Aż do dnia dzisiejszego, bo nagle na mostku rozległy się alarmy zbliżeniowe, że jakiś okręt wielkości lekkiego krążownika wychodzi z nadprzestrzeni w pobliżu Statku Widmo. I po minucie się pojawił, wyglądający jak długi, cienki klin okręt nieznanego typu i specyfikacji. Mogło zachodzić podejrzenie, ze to nowa jednostka Imperium, ale zaraz też spróbowali nawiązać połączenie z Widmem na szyfrowanym kanale, tak jak poprzednio a ich okręt póki co zawisnął spokojnie w przestrzeni, oczekując na nawiązanie rozmowy. Zapewne byli też lekko zdezorientowani, nie widząc nigdzie okrętu Cochrelu*

Gen. Qymaen - 2010-06-09 19:44:20

*generał doskonale wiedział, ze nie zapomniano. Rozważał jedynie możliwość zignorowania ich przez Przymierze, chociaż tez nie. Kilka dni to w sumie niedługi termin. Wszystko szło bardzo układnie, grzecznie, wręcz idealnie, i to mu się podobało. Addik został przeszkolony za pomocą kija i marchewki, i teraz już generał mógł czuć się w pełni spokojny – kiedykolwiek nadejdzie sygnał – świeżą peleryna wisiała w szafie.*
Odbierz, odbierz Addis *wycharczał cyborg, mrużąc oczy bardziej niż kiedykolwiek. Przyglądał się statkowi* Hmmm… piękne statki mają nasi sojusznicy…
*I Nemoidianin nawiązał połączenie*

Moc - 2010-06-09 19:53:12

*I gdy tylko zaakceptowano połączenie to wyświetlacz holograficzny ożył, formując się w dobrze znaną im sylwetkę kobiety wyglądającą na ludzką* Załoga "Bliskiej Moim Myślom" przesyła pozdrowienia dla "Statku Widmo II". Mówi kapitan Teona Sall, oficer Przymierza. *Zaczęła nieco nieformalnie Teona, widząc tego samego biednego nemoidianina, z którym rozmawiała poprzednio. Uśmiechnęła się nawet lekko. Miała na sobie ten sam schludny mundur co poprzednio* Ponadto kapitan Mavhonic wyraża swoje zdumienie na fakt, że nie jest w stanie dostrzec waszego okrętu. *Na ich mostku z pewnością panowała spora konsternacja, bo mieli odczyty świadczące o obecności jakiegoś okrętu w pobliżu i to w miejscu, gdzie powinno być Widmo, ale gdy patrzyli w to miejsce przez iluminator to niczego tam nie było, pustka. Dziwne i dezorientujące...*

Darven - 2010-06-09 19:54:45

*Darven wpatrywał się w okręt Przymierza pojawiający się w pobliżu - tudziez wejściem smoka wychodzącym z nadprzestrzeni.* Zaiste... *Mruknął, przechylając głowę. Stał pare metrów za nimi, podparty masywną laską, ubrany w ciemną, egzotycznie zdobioną szate. Na głowie miał założony kaptur rzucający cień na twarz - i tak, spod materiału błyskały jednie zimnoniebieskie oczy z przelewającym się weń oceanem na tle ponurej twarzy.*

Gen. Qymaen - 2010-06-09 20:02:51

*Generał nie opuścił wzroku z maszyny za iluminatorem, i słuchał wiadomości, nie rozpraszając się widokiem malej, niebieskiej postaci*
Dziękujemy i witamy w naszych okolicach. Jeśli nie widzicie statku, to oznacza, ze nasz kamuflaż działa prawidłowo. Ale to… *spojrzał na generała którego – jak wcześniej – nie obejmowała kamera. Skinął głową, i odwróciwszy się dał znak  załodze* Wyłączyć generator maskowania. Pokażmy się im. Darzenie, zawiadom Dżonego. Ma się znaleźć na tym mostku w przeciągu pięciu minut… *ruszył znowu po przekątnej, rozglądając siew  poszukiwaniu niewiadomo czego*
Zawiadom tez tego zabraka. Idealista wprawdzie i dżedajowaty, ale prezencje ma i lepiej będzie wyglądał pod ścianą niż Rudi…
*Tymczasem generatory wyłączyły się, a iluzja opadła. Powoli, od góry wyłonił się kadłub Widma II. Niczym prawdziwe widmo pojawiające się tylko wybranym, mroczne, poznaczone czarnymi wzorami, przywołującymi w sercu niepewność i irracjonalny lęk. Na dziobie działy pustką puste oczy upiora. Cały stateczek zaś – niewielki Carrack był tylko nieznacznie zmodyfikowany. Po prostu – Statek Widmo*

Moc - 2010-06-09 20:11:25

*Teona zdradzała oznaki lekkiego zaskoczenia, ale tylko przez moment, bo jednak po chwili wychyliła się nieznacznie z kadru, bo ktoś skierował ku niej jakąś wypowiedź, którą z ledwością było słychać* Ale już na ochronę przed czujnikami ich nie stać? Komuś się coś poprzewracało... *Głos był mocny i głęboki, pewnie należał do wspomnianego przedtem kapitana, ale Teona już go uciszyła i powróciła w pełni*Widzimy was Widmo. Nasza delegacja wyruszy w drogę w przeciągu kilku minut. Bez odbioru i do zobaczenia *Obraz zamigotał i zgasł, przerywając połączenie, ale na chwilę tam w tle pojawiła się wielka postać jakiegoś gada, która znacznie górowała nad kobietą. Ale ostateczne porównanie będzie, gdy ona pojawi się na pokładzie Widma.

Po kilku minutach z pokładu krążownika Przymierza wystartował  jeden prom w asyście dwóch myśliwców pomalowanych na czarno. Maszyny te dosyć szybko zbliżały się do okrętu Cochrelu i gdy znalazły się w zasięgu to pilot promu poprosił o przesłanie kodów dokujących i otwarcie hangaru dla maszyny*

Darven - 2010-06-09 20:20:21

*Darven skinął głową. Wyjął bransolete kontrolną i wybrał przywołanie - więc pewnie Dżony szybko się tu znajdzie. Jesli chodzi o Zabraka zaś... Jemu przypadło przykre zadanie przywoływania. Ale ani myślał tłuc się w związku z tym do jego kwatery. Dobył wolnego mikrofonu połączonego z węzłem komunikacyjnym - i już mocnym głosem przywoływał niejakiego Aru na mostek w przeciągu najbliższych minut. Niech się śpieszy. Może będzie ładnie stał pod ścianą - w końcu, jak już Generał stwierdził, ładniej niż taki Rudi. A Droideka też - piękna, wypolerowana, z dobrą bronią. Wizytówka. Ot, maskotka Widma.* Droideka będzie za pare minut - Zabrak nie wiem. W przeciwieństwie do maszyny nie można polegać na punktualności tejże istoty. *Zakomunikował lojalnie i - stojąc obok Generała - czekał. Czekał na Pryzmierze i ewentualne polecenia. W końcu, pierwsze wrażenie jest ważne.*

Gen. Qymaen - 2010-06-09 20:27:45

*Odnośnie konstruktywnego komentarza kogoś tam – naturalnie, ze stać, ale jakby przyszło narratorowi opisywać każde pikniecie z tej palety barw przy każdym przyrządzie, którego to strosz przyrównywano do żądła dantooinskiej wielkoosy, to by sesje trwały całe milenia.
Miedzy innymi, a może nawet przede wszystkim dzięki czujnikom i maskowaniu innego rodzaju Szkarłatna Kometa mogła czaić się poza granicą wykrywania, nie denerwując nikogo swoją przerażającą fizycznością.
Niewielkie Widmo, choć może trochę apokaliptyczne – nie wzbudzało poczucia realnego zagrożenia.
Tak czy owak – dobrze, ze generał nie słyszał, bo generał lubił się szczegółów czepiać i to dość złośliwie, co załoga potwierdzi.*
Ogarnąć tu… zabierz ten kubek! Gości przyjmiemy na mostku. *Jako zę jakby nie było na mostku miał więcej danych odnośnie strategii i szczegółow, a  także łączność, przeprowadzka do sali konferencyjnej byłaby niepraktyczna, poza tym – to już poważna sprawa a nie jakieś obrabianie sobie wzajemnie dupy*
dziękuje, Darvenie… *wycharczał, przymykając oczy zwyczajowo „do uśmiechu”. Jego durastalowy palec niespiesznie podniósł się do kryty pancerza, przy czym sama postać obeszła Darvena i ruszyła w kierunku wyjścia. Jednak nie wyszedł. Palec nadusił zapinkę, po czym druga ręka zgrabnie zebrała zgnilozielona pelerynę, obnażając durastalowe ciało cyborga, i dopiero teraz widać było ile ma na sobie dodatkowych kabli, wspomagania, podzespołow i innego różnego bogactwa przytrzymującego go przy życiu*
Ah… i posląć kogoś po te pączki, tylko migiem! *warknał rzucając do tyłu ramiona. Jedna z kontrolek na jego piersi zaświeciła się na chwile na pomarańczowo. Potem już dalej, spokojnie otworzył schowek by wyciągnąć „lepszą” pelerynę. Wszystko bardzo bezstresowo…*

Aru - 2010-06-09 20:38:11

*No to mieli szczęście, że zabrak w swej kajucie się znajdował. Bo już go Rudi instruował przez komunikator by ruszył wytatuowany zadek i pomógł w hangarze w ewentualnym taszczeniu czegoś tam, bo goście niby idą. Odpowiedź jednak duros dostał niezbyt dla niego chyba miłą, bo Aruś odmówić mu pomocy musiał wyjaśniając to tym, że będzie robić najwyraźniej za "żywy stroik" na mostku. I na tenże mostek się wybrał. A że po drodze go zarzucono jakimiś porządnymi ubrankami, innymi od zwykłego kombinezonu robola, to i w czyjejś kajucie jego kombinezon wylądował gdy ten się odstroił jak święty aldeerański na uroczystości świątynne, imprezą potocznie nazywane.A po drodze jeszcze kolejną rzecz mu w udziale dano. Pączki. Znaczy się stolik,przypominający do złudzenia jakiś hotelowy, mu do kierowania dano  na którym to pełno pączków było. I tak też po paru minutach zabrak przekroczył drzwi mostka, pchając przed sobą wózek, samemu będąc ubranym w biały cochrelowski mundur z logiem firmy na lewej piersi. Elegancki strój, biała marynarka z postawionym kołnierzem, spodnie też bielutkie, bez żadnych dziur czy czegoś, buty jednak stare miał. Czyli te metalem podkute i nieco zdarte, dobrze choć, że nogawki spodni większość zasłoniły. Ale na fryzjera i zrobienie czegoś z tym jego dzikim fryzem już czasu nie było niestety.* A kogóż to niesie ,że tak witamy? *Na powitanie rzucił po swoim "dramatycznym" wpadnięciu na mostek.*

EFECTOR - 2010-06-09 21:29:32

*Darven miał racje.
Gdzieś tam w dalekich odmętach statku Dżony kontemplował nad trzebma niewysokimi schodkami które dzieliły go od kolejnego nieodkrytego obszaru. Były dosc strome,a  miejsca na rozpędzenie się malo, i Dżony miał nie lada problem
Za to sygnał z bransolety, odebrany jego niezawodną anteną był jak pokusa nie doi odparcia i dobrze – bo to rozkaz. Dżony kocha…* rozkaz rozkaz *potwierdził sam sobie, i zmorzywszy się do kuli pogrzał radośnie na spotkanie Darvena i wszystkich, którzy mu towarzyszyli w tej podniosłej chwili przywołania Dżonego.
I w kolejnym aspekcie miał racje, bo Dżony dotarł w przeciągu kilku minut. Kilkanaście metrów przed wrotami rozłożył się i zasuwał już teraz na tą swoja rozkoszną piechotę. Oczywiście rozkoszną dla tych co go znali. Dla innych zapewne jest to tylko powolne odwlekanie śmierci*
Dzień dobry sir! *przywitał się grzecznie, mijając zatraz za wejściem generała przy „szafie”, a potem jakiegoś goscia co szedł klubek zdezaktywowac do kosza, czy tam szafki, jeśli to nie jednorazówka.
Dzony – wczesniej wzbogacony o kilka podstawowych projektów i danych do negocjacji miał być mobilnym centrum łączności,. I oczywiście miał wypełnić ku swojej radości każdy rozkaz rozkac.
Chyba nie dziwiła tez nikogo jego idealna powierzchowność: lśniący pancerz, zadbane bronie, błyszczące nóżki, rozjarzone oranżem oczka oraz nieopisane słowami oddanie. Zauważywszy Aru ucieszył się jeszcze bardziej, i przywitał się jakże niestandardowym* cześć Aru sir!

Moc - 2010-06-09 21:43:15

*Tymczasem delegacja Przymierza wylądowała swoim promem w hangarze i dopiero po jakimś czasie opuścili pokład swojego statku. Byli trochę zdziwieni tym archaicznym hangarem, bo w końcu pola siłowe gościły praktycznie na każdym typie statku cywilnego czy okrętu wojennego. Ale jeszcze bardziej zdziwieni byli droidami należącymi do Separatystów, chociaż Teona już podejrzewała, że że to mogą być byli członkowie Konfederacji. Zdyscyplinowała więc swoją ochronę, czterech ludzi ubranych w pancerze w niebieskim kolorze z elementami złota i bieli. Dosyć niezwykłe połączenie. Podobnie przedstawiał się mundur pani kapitan Sall, który dobrze pasował do jej niebieskiej skóry oraz białego upierzenia na głowie. Towarzyszył jej również jeden z członków Widm, wysoki i potężnie zbudowany Iktotchi, który był raczej podejrzliwy w stosunku do tych z Cochrelu, ale omwatka go uspokajała. Wierzyła w dobre intencje członków korporacji a w razie czego ich krążownik miał większe szanse w starciu z Carrackiem a w obwodzie czekał jeden z kalamariańskich krążowników, jakby zrobiło się na prawdę gorąco. Byli gotowi na wszystko. No i ruszyli, bo wskazano im drogę na mostek, dając nawet robota za przewodnika*

Gen. Qymaen - 2010-06-09 21:55:05

*Kiedy Aru wszedł na mostek, generał bylw  trakcie zapinania peleryny – odmiennej od tej noszonej na godzien. Tamta była zgniłozielona – ta purpurowa, z  wyraźnie lepszego materiału* No dobrze… *wycharczał, dokonawszy czynności* przyspieszony kurs dyplomacji. Panowie maja wolne *Po wskazaniu dwóch geonosjan odwrócił się do reszty, a  rzeczone robale z radością ewakuowali się z mostka, który wcześniej „ogarnęli”* O, czytasz w moich myślach, Pstrokaty, daj ten stolik tutaj. Masz niebywała okazje zarobienia kilkuset kredytów za same stanie i nie podpadniecie mi podczas negocjacji z naszym nowym sojusznikiem. Addik, ty staniesz tutaj, i niech cie wszyscy bogowie bronią żeby się odezwał! *pazurem pogroził, widać dość miał serdecznie gaf popełnianych przez nemoidianina. Ten skrzywił się i usłuchał* A Ty Dżony, elitarna jednostko wiesz, co masz robić… *rozstawiwszy wszystkich (prócz Darvena który sam się rozstawił) po kontach znowu przeszedł się po mostku* w walce z Imperium nie jesteśmy sami… nawiązaliśmy kontakt z innym zgrupowaniem, nazywają siebie „przymierzem”. Jak wiadomo Ava Mai, nasza dyplomatka zginęła z ręki wroga, wiec poprowadzę negocjacje sam. Wiecie, ze nerwowy bywam, wiec nie utrudniajcie… Aru, stań mnie ru… *durastalowa łapa sięgnęła po ramie zabraka, by ustawić go przed drzwiami* Usmiechnietą morde masz mieć i przywitać ich ładnie w imieniu cochrelu. Jasna cholera, Ava zawsze to miałą zorganizowane, a ze mnie to kurwa taki dyplomata jak z nerwiej dupy saksofon… *warknął z nutą ząlu, i oddalił się w kont, by nie rzucać się w oczy od razu*

Darven - 2010-06-09 22:08:32

*Darven słuchał sącząc - po uprzednim nalaniu do jednorazowego kubka - herbatę. Letni, dobry płyn. Słuchał i się nie odzywał, informacje dotyczące sojusznika już znał. Przeszukał dokładnie sale wzrokiem, rejestrując pozycje każdego osobnika w pamięci.* Generał się nie martwi, zrobię co w mojej mocy. *Powiedział - niemal tak jak zawsze - głosem cichym lecz wyraźnym, nieco smutnym - Darvenowskim po prostu. Tak w ramach pocieszenia. Avy niestety nie ma - to ogromna strata dla korporacji i dla samego Generąła szczególnie z nią związanego też. Darven czuł obowiązek, by - kiedy jej nie ma - samemu starać się wypełniać powinności.* Słyszałeś Aru - uśmiechnięta morda i będzie dobrze, tylko nie mów za dużo. *Mruknął i wysunął się na przód, aby brac udział w przyjmowaniu delegacji - jako, że Generał usunął się (co całkiem zrozumiałe z racji tego, że może przysporzyć dypomatów przymierza o zawał serca). Wyrzucił kubek do kosza - i czekał. O, jeszcze coś...* Prawie bym zapomniał... *Mruknął sam do siebie - i oto szybkim ruchem prawej dłoni kaptur okrywający twarz został ściągnięty, prezentując nieco ponurą twarz, z błękitnym oceanem błyskających przenikliwością oczu.*

Aru - 2010-06-09 22:31:02

*Parę dni na pokładzie i już ten cholerny "Pstrokaty" się przyjął. Lepsze to niż "pizda do odstrzału" jak sam siebie często nazywał kilka dni temu. No,ale nic na to nie poradzi, za to polecenie generalskie wykonał i ze stolikiem się przetransportował zostawiając go w miejscu mu wskazanym, nie zapominając przy tym by zablokować kółeczka by czasem ktoś o stolik oparty nie przywalił ryjem o podłogę... pół biedy jak to "swój" uczyni, gorzej jak przyszły sojusznik.* Cześć, Dżony. *Odpowiedział wesołym tonem na powitanie droideki, obserwując jak Generał rozstawia wszystkich po kontach. Aż do czasu gdy i on nie został rozstawiony. I to nawet przesunięty dokładnie w odpowiednie miejsce przez same durastalowe łapsko będące częścią Qymaena.* O jejciu.... *Tylko tyle z siebie wydusił gdy jego podejrzenia prawdą się stały. Zabawa w dyplomację. Jeszcze przed wojną klonów miał kontakt z dyplomacją wiele razy,ale od tego czasu lat wiele upłynęło. W końcu na wojnie tylko się prał i próbował przeżyć i nie narazić na większe straty klonów,a po zerwaniu z zakonem jego dyplomacja była częściej podkreślana groźbami i rękoczynami...no nic, da się radę.*
*Kiwnął jeszcze swym rogatym czerepem na potwierdzenie gotowości ręce za plecami, na wzór generała wręcz i stał... Stał. Stał. Czekał aż delegaci przyjdą by na swój potatuowany ryjek przywołać sympatyczny uśmiech od którego wzory na skórze wręcz żyć własnym życiem zaczynały i powitać kurtuazyjnie.* Chciałbym państwo z przyjemnością powitać na pokładzie naszego Widma II w miejscu gdzie Cochrel jest zarządzany i doglądany przez cały czas. *I, o dziwo, głos jego był inny niż wcześniej. Najwidoczniej nie tylko zmienił w ciągu lat wygląd,ale i głos modulował by był zachrypnięty,niski i dość nieprzyjemny. Teraz głos złotookiego zabraka był wyjątkowo spokojny, cichy lecz docierający doskonale do uszu słuchaczy, przyjemny dla ucha i jakoś tak..uspokajający. Można rzec, że był to głos idealny dla Jedi. I chyba to wyjaśniało czemu z niego zrezygnował.*Zapraszam do środka. *Lekki ukłon niskiego zabraka, i gest dłoni zapraszający dalej.*

EFECTOR - 2010-06-09 22:34:59

*Dżony posłusznie i z radością zajął wcześniej ustaloną pozycje. Z boku stołu taktycznego, jako jedyny uzbrojony ochroniarz, choć oficjalnie pełnił funkcje projektora i stacji przekaźnikowej. No i - jego ulubione – wykonywanie rozkazów.
I tak odnośnie ochrony tamci mieli przewagę liczebną, chociaż Dżony po odpowiednim rozkazie wiadomo – robi co trzeba i uwalany krwią idzie po pochwałę.
Ale tak nie będzie oczywiście, przecież wszystkim zależy na tym, żeby było grzecznie pięknie ładnie i owocnie.
Tak wiec Dżony ku chwale cochrelu stal i lśnił sobie swoim brązowym pancerzykiem*
elitarny Dżony. 240 strzałów na minutę w standardzie, sir! W przybliżeniu 400 w wersji rozszerzonej. Dżony kocha dyplomacje, sir! *to rzekł naturalnie zanim ktokolwiek obcy wszedł. Bo Dżony nie głupi*

Moc - 2010-06-09 22:45:09

*Po kilku, czy nawet kilkunastu długich minutach delegacja Przymierza w końcu dotarła na mostek i grodzie się przed nimi otwarły. Do środka najpierw weszła dwójka ludzi, ubranych w pancerze wojskowe i natychmiast zajęli miejsca z boku. Byli dobrze wyszkoleni i zdyscyplinowani. Ich twarze zdradzały koncentrację ale i spokój. Broń póki co trzymali w kaburach. A potem do środka wkroczyła dosyć osobliwa dwójka oficerów: niziutka i drobna omwatka, z którą poprzednio rozmawiali oraz wysoki, potężnie zbudowany iktotchianin, który wyglądał nieco przerażająco. Obrzucił wszystkich nieco wrogim spojrzeniem, ale Generała póki co nie dostrzegł. Na całe szczęście, bo by to wszystkich speszyło. Natomiast pani oficer spokojnie wysunęła się do przodu i lekko się uśmiechnęła do "pstrokatego"* Witam wszystkich w imieniu moim i moich ludzi. Pozwolę sobie oficjalnie przedstawić mojego towarzysza, kapitana Satena Diala. Ja z kolei nazywam się Teona Sall i to mnie przypadł ten zaszczyt, by reprezentować siły Przymierza *Kobieta miała dosyć przyjemną powierzchowność i z pewnością osobliwy i egzotyczny typ urody. Lekko zaostrzone rysy twarzy, jak u ptaka, pióra na głowie zamiast włosów no i niebieski kolor skóry. Omiotła szybkim spojrzeniem resztę zgromadzonych, zauważyła tego biednego nemoidianina i kiwnęła mu głową. Widok droideki już jej nie zdziwił, natomiast tego iktotchianina rozdrażnił, ale on zawsze taki. Póki co stał sobie z boku i uśmiechał się tak, jakby robił dobrą minę do złej gry, a pozostałą dwójka ochroniarzy stanęła przy grodzi, gdy te się zamknęły* I proszę mi wybaczyć tych ochroniarzy, ale mój przełożony nalegał, ale myślę ,ze po wstępnym rozeznaniu będą mogli bezpiecznie opuścić tą salę

Gen. Qymaen - 2010-06-09 23:00:02

*Gdzieś tam na końcu sali zmrużyła się para zamglonych gadzich oczu.
Ależ wybaczam – odparł w myślach generał. Typowi republikance. Jeszcze lepsze od Jedi.
Rozmieszczenie „ludzi” generała też nie było przypadkowe. Ewentualne strzały ochrony zaczepią o Dżonego, nim dotrą do generała, który niedługo zapewne się ujawni.
Naturalnie pod płaszczem generał posiadał swoją energetyczną szlachetną broń w egzemplarzach czterech, a także blaster. Ale ukryte wszystko tak, by nie znające tajników krawieckich jego peleryny oko tego nie dostrzegło.
Nemoidianin uśmiechnął się, ale nic nie powiedział. Rzucił za to spojrzenie w bok. Na generała. Qymaen mógł w każdej chwili w 100% pewności powiedzieć, ze on to zrobi. I to miał być element wyjścia.
Coś, co wcześniej w ogóle nie rzucało siew  oczy…a  raczej ktoś. Chyba…
Dobrze znana wszystkim żołnierzom i oficerom maska z durplastu. Ukryte za nimi żywe oczy zasnute katarakta, które przez zasłonę mgły w skupieniu obserwowało te wszystkie spojrzenia: niechętne, graniczące z wrogością. Cierpliwie, wręcz miłosiernie.
No i ruszył powoli, niespiesznie, z  rękami za grzbietem, powiewając peleryną. Niech wszyscy obejrzą. Przyjrzał się, wypatrzą bały, skomentują, sięgną po broń. W końcu czego się nie robi dla sojusznika*
Witam w imieniu własnym i korporacji Cochrel panią kapitan Sall, pana Dala i szanownych państwa towarzyszących… *odezwał się głosem koszmaru  wojen klonów. Nadal wręcz prowokująco wolno.
Teraz już zapewne nie chcesz odwołać choroby – pomyślał, śledząc mętnym spojrzeniem twarz kobiety* właśnie widze, ze reprezentują państwa siły… *tu położył lekki nacisk* …przymierza. Są imponujące. Zapraszam. *I uwolniwszy spod peleryny durastalowe ramie wykonał lekki, bardzo nie prowokujący gest zapraszający*

Darven - 2010-06-09 23:17:42

*Darven skłonił się dworsko kiedy omwatka wkroczyła do pomieszczenia. Błękitne oczy odnalazły jej twarz i przez chwilę - gdy ciało złożone było w ukłonie - badały ją.* Niezmiernie mi miło panią poznać... Jestem Darven Sarrai i także wyrażam głębokie zadowolenie w związku z tym spotkaniem. *Człowiek podniósł się do standardowej pozycji, podpierajac masywną laską - chociaż, dla zwykłego obserwatora niepozorną, bo ludzie widzą to, co chcą widzieć. Nikt tutaj nie pomyśli, że w rękach Darvena to broń. Najlepsza jaką potrafi władać i być może jedyna. Na ustach człowieka pojawił się delikatny uśmiech ze zręcznie zamaskowaną sztucznością. Nasunęłoby się skojarzenie z Harisem, niemniej jednak, Darven zrobił to skuteczniej i objawił Teonie prawdziwie serdeczny uśmiech, nie pokrywający jednak sztucznie całej twarzy.* Pozwoli pani, pani Teono... *Rozległ się delikatny, przyjemny dla ucha głos. Prawa dłoń oderwała się od laski i delikatnym, zapraszającym ruchem wskazała dalsza część pomieszczenia. Zignorował nieco ów aroganckie spojrzenie, którym obdarzył zgromadzonych drugi oficer, niemniej jednak, na niego także rzucił okiem, jako ze wyróżniał się wśród tej nielicznej delegacji. Od razu było widać kto tu dowodzi i z kim należy rozmawiać - a więc pani Teona i koniec tego drobnego poświęcenia uwagi drugiemu oficerowi. Darven podniósł delikatnie brwi gdy rozległ się głos Generała. Usunął się płynnym ruchem w cień, dając miejsca głównemu bohaterowi tej wodewili - generwałowi.*

Aru - 2010-06-09 23:34:46

*Spojrzeniem złotych oczu obrzucił zarówno ochronę jak i postawnego kapitana Stena, uwagi więcej poświęcając kobiecie o urodzie egzotycznej. A zabrak przyznać musiał, że kobieta wygląda całkiem nieźle i gdyby nie to, że tutaj miejsce miały mieć rozmowy dyplomatyczne... to by i poznać ją w spokoju chciał.  Po prezentacji gości i samego Darvena, sam też przedstawić się w końcu musiał, co też uczynił.* Miło mi państwo poznać. Ja jestem Aru Kan. *Odrzekł wycofując się w głąb pomieszczenia by zrobić miejsce wchodzącym dalej gościom i by dać im możliwość pogapienia się na generała który postanowił się objawić zebranym. W duchu jednak liczył na to, że nie zacznie się tutaj jakaś strzelanina,a jeśli tak... byleby uniknąć ostrzału ze strony Dżonego i nie będzie żadnych problemów.*

EFECTOR - 2010-06-09 23:40:46

*Dżony naturalnie najmniej winny tu czegokolwiek była  to na nim nienawiść się chyba miała kumulować. Sensory wzrokowe ogarniały wszystkich  program oznaczał celownikami. Jednak droid poczuł się taki… osaczony. Potulnie opuścił działa, jakby bal, ze zaraz rozpocznie się jakaś wielka batalia organików w której on nie może pomóc.  Mentalnie nie może.
Ale nie bez znaczenia miał tu najdogodniejszą pozycje bojową.
Program droida ochroniarza aktywny. Potencjalne niebezpieczeństwo sklasyfikowane i namierzone – powtarzał na wyciszonym do zera głosie. Czyli inaczej – inaczej myślach, oddając się przy tym intensywnej analizie sytuacji.*

Moc - 2010-06-09 23:50:51

*Obiecujący początek - stwierdziła omwatka w myślach, również się nieco kłaniając każdemu, kto się przedstawił. Jej ochrona jednak dalej była sztywna, jakby im ktoś plecy do deski przybił, ale czego się można spodziewać po facetach z bronią? Nim jednak doszło do dalszej wymiany uprzejmości zdarzyło się coś, co wytrąciło Teonę z równowagi tak bardzo, że cofnęła się o jeden krok i zbladła bardzo na twarzy. Oczywiście, że rozpoznała sylwetkę Generała i ten głos, w czasie wojen klonów jego mroczna postać terroryzowała cała Galaktykę a ona sama bała się Grievousa i nie minęło to nawet po jego "śmierci", którą jak widać przeżył. Jak jakiś szczur czy robak. Ale reszta jej "świty" może i była równie zaskoczona, ale nie stali i nie gapili się, tylko zareagowali... niestety* Wiedziałem, że to pułapka!*Ryknął Saten, dobywając broni, podobnie jak czterech jego ludzi i pewnie by się to skończyło bardzo źle dla wszystkich, gdyby pani kapitan w porę nie odzyskała głosu i zimnej krwi.* Opuść broń kapitanie! *Rozległ się rozkaz, a ton jej głosu był zadziwiająco zimny i bezwzględny, nawykły do posłuszeństwa. Iktotchi tylko na nią spojrzał i zadarł rogami, nie chcąc się podporządkować.* To morderca! Chcesz z nimi paktować? Z tą bandą szubrawców?! *Warknął na nią, czym jeszcze bardziej ją rozwścieczył* Mam ci przypomnieć do kogo mówisz? Wyjdź i zabieraj stąd tą czwórkę, bo w przeciwnym razie inaczej porozmawiamy. Natychmiast...*Tym razem nie krzyczała, nie musiała. Głos miała cichy, niebezpiecznie cichy i groźny, zupełnie nie pasujący do takiej małej i kruchej istoty. Piątka ochroniarzy niechętnie zasalutowała i wyszła na zewnątrz, zamykając za sobą drzwi. Będą tam stać cicho i spokojnie, choć kipiąc z bezsilnej wściekłości. Owatka tymczasem uspokoiła oddech, przymknęła na chwilę oczy i się odwróciła, zerkając w te gadzie ślepia, które kiedyś ja przerażały... cóż, nadal to robiły, ale miała misję do wykonania i musiała jakoś sobie z tym poradzić, ale pewne było, że po tej misji dyplomatycznej to zaszyje się w swojej kajucie na kilka długich godzin by się uspokoić.* Proszę o wybaczenie w ich imieniu. To było karygodne zachowanie i obiecuję, że więcej się nie powtórzy... *Cóż, pierwsze wrażenie można zrobić tylko raz i oni właśnie się "spalili" i teraz to nie była pewna jak się dalsze rozmowy potoczą, choć dołoży wszelkich starań, by jakoś się to ułożyło. No i została sama na mostku wraz z grupą niebezpiecznych osób i z droidem niszczycielem. Ale dla niej teraz istniał tylko Generał, postać z jej koszmarów... bez urazy dla nikogo.*

Gen. Qymaen - 2010-06-09 23:59:17

*Czy generała zdziwiły te reakcje? Nie, absolutnie nie. Właściwie, to się tego spodziewał. Po spokojnych, zdyscyplinowanych jedi czuł się wręcz miło połechtany ze wyjęto na niego broń po tym, jak się zaledwie pokazał. w  końcu jego „zła sława” sama na to ciężko zapracowała.
Stanął a sromem taktycznym przodem do gości, za Dżonym, od którego właśnie niewielki stół go odgradzał. Dalej za plecami generała rozciągał się kosmos za iluminatorami. Gdzieś z  boku widniał ich statek o romantycznej nazwie.
Czul się wręcz tryumfujący po tym zachowaniu, który wszędzie indziej byłby uznany za najdalej posunięty dyplomatyczny nietakt i gafę na skalę galaktyczną.
Bez urazy, za to z  typową kaleeshianską satysfakcją, tym bardziej napawającą go wyższością, kiedy tamci zaczęli używać także zniewag pod jego adresem.
No ale przecież nie będzie się z nimi kłócił, ktoś tu musi być cywilizowany.*
owszem, było, zwarzywszy na to, ze zamierzacie z nami paktować, jednak jestem skłonny przymknąć oko tylko i wyłącznie z powodu dość… stresogennej sytuacji. Tak czy siak – lepiej dla wszystkich, by postawić sprawę jasno… naturalnie, jeśli chcą się państwo teraz bezpiecznie wycofać na swój bezpieczny okręt: zostanie to umożliwienie… *oczy Grievousa – bo nim dla niej był, nie były dokładnie takie, jak kiedyś. Wystarczyło odrobinę realistycznego, spokojnego spojrzenia, chwila zastanowienia i trzeźwości umysłu i już widać było wyraźne różnice. Przede wszystkim zaćmę. Potem – ciężki oddech, zupełnie inną postawę, jakieś wspomagające przyrządy, wystające rurki. Generał był w kiepskim stanie, widać ten powrót sporo go kosztował*

Aru - 2010-06-10 00:05:35

*Ahhh... bardzo interesujące przedstawienie ze strony ochrony tych z Przymierza. I jakże inteligentne. Nawet jeśli był by to ten sam Grevious co dawniej to co by im dało zrobienie strzelaniny na wrogim okręcie? No, może kilka osób z załogi zabitych i zero szans na przetrwanie ani drogiej ochrony,ani obiektu ochranianego. Obiektu który do rozum po głowy poszedł i uspokoił swoich goryli. Aż miło się patrzyło jak takie stworzenia tak grzecznie się słuchają drobnej kobietki. Lepiej dla nich. Dżonego argumenty nie pozostawiły by po nich za wielu kawałków, za to sporo plam do sprzątania. * Hehehe... *Cicho, pod nosem zaśmiał się. Na początku sytuacja ta sprawiła,że stał się czujniejszy, w końcu jednak go rozbawiła. On chyba nieco lepiej przyjął do wiadomości,że "Grevious" żyje... a raczej, że Qymaen został uwolniony i jest sobą. Choć mocno poszkodowanym na ciele. *

EFECTOR - 2010-06-10 00:08:05

*Reakcja droida była natychmiastowa. Pierwszy ruch – przeźroczysta bańka tarcz, drugi – trzaśniecie działami i podniesienie do pozycji bojowej, oraz sypiące się komunikaty* UWAGA! Zakłócono porządek obrad. Dyrektywa dwa: ochrona osób i mienia, dyrektywa cztery: pilnowanie porządku publicznego, dyrektywa pięć: profilaktyka w czasie pokoju. Stać! Uprasza się o opuszczenie broni, w przeciwnym razie mam prawo użyć siły! *zaczął komunikować, demonstrując jednocześnie cały swój arsenał. I co z  tego ze nikt go nie słuchał: Dżony był tu i pracował bardzo wydajnie, cały oddany sprawie. Bo tu póki Dżony jest, to będzie pilnował, ot co! Nawet kiedy wyszli, i kiedy dezaktywował osłony, stal w pozycji bojowej z działami wymierzonymi w  drzwi, gotów podjąć aktywną obronę swoich jednostek dowodzących. Bo Dżony kocha dyplomacje. I by się chętnie oddał Aru pod opiekuńcze ramiona, bo zestresowany jest! Zaraz włączy niechybnie chłodzenie*

Moc - 2010-06-10 00:16:46

*Cóż w normalnych warunkach to by było już dawno po negocjacjach, bo demonstracja siły podczas obrad równa się niemal deklaracji wojny, ale tutaj to chyba nijak nie pasowało, w końcu to był Grievous, osoba której każdy normalny człowiek się bał a wielu go nienawidziło, tak jak kapitan Diala, który stracił rodzinę w wyniku działań Separatystów i niestety uparł się, by tutaj przylecieć jako spec od ochrony a Admirał przychylił się do jego prośby. Niech ich teraz wszystkich piekło pochłonie...*Jeszcze raz bardzo przepraszam za moich towarzyszy, ale pańskie pojawienie się to był... szok. Jednak póki co chciałabym kontynuować rozmowy, o ile to nadal jest możliwe... *Walczyła ze sobą, bo każda komórka jej ciała domagała się ucieczki a potem spopielenia tego okrętu, ale poczucie obowiązku było silniejsze niż irracjonalny strach. Niestety to tez przysłaniało jej wszelkie inne informacje i nie dostrzegała zmian w Generale... bo właściwie znała go tylko z holonetu i z raportów wojskowych, więc jak mogła dostrzec te drobne różnice? Nie dało rady... i póki co ignorowała droidekę, bo też nie wiedziała, jak ona niezwykła może być. A Aru tez został niejako pominięty, nie odgrywał póki co zbyt dużej roli, chociaż jego śmiech był nie na miejscu, podobnie jak ich wcześniejsza nerwowa reakcja*

Gen. Qymaen - 2010-06-10 00:27:28

*Wojna to nie zabawa. Qymaen tez stracił bliskich w wyniku decyzji Republiki. Ba – i to nie militarnych, a po prostu – decyzja senatu. Była to śmierć haniebna, głód i zaraza. Gdyby ktoś bardziej go znał – mógłby wręcz czytać te myśli z oczu. Zasłynął nie tylko z okrucieństwa, ale tez z doskonałej taktyki… z inteligencji. I bardzo dobrze znal schematy myślenia. Po utracie ciała rozkosz intelektualna była jego jedyną. Nie licząc zabijania, ale to tez nie przychodziło samo*
No cóż, nie pojawiłem się tutaj, ponieważ to mój statek flagowy i byłem tu  od początku, ale koniec już tych nieprzyjemności. Nie żywię urazy.
*Jeśli chodzi o „nie na miejscu” to tu właściwie było wszystko*
Dopełnię formalności. Jestem generał Qymaen z rodu Sheelal. Tak, dawniej Grievous. a  teraz, zacznijmy rozmowy. Nie będziemy siew tac i przepraszać bez końca
*jego ruchy nadal były spowolnione, wywarzone. Niech się napatrzy, nasyci, niech jej ten widok spowszednieje.
Pochylona sylwetka pod peleryną która kryla właściwie całe ciało* Aru, zajmij Dżonego, bo się wyładuje. Proszę siadać, Pani Sall. Chyba, ze nie ufa pani siedzisku…

Aru - 2010-06-10 00:36:20

*Każdy z tu zebranych coś lub kogoś stracił na  tej wojnie. Jedni stracili swoich przyjaciół, rodziny, inni cały dobytek i wszystko w to co wierzyli.  Jednak wśród tych wszystkich strat, także coś zyskiwali, jeśli tylko nie poddali się pod wpływem żniwa jakie wojna ze sobą niosła. Lecz mniejsza z tym. Pominięty, i słusznie, przez dyplomatkę mógł tylko stać i słuchać co też mówią. On sam tu żadnej roli do wykonania nie miał poza byciem i ładnym wyglądaniem. No i uspokajaniem Dżonego co by rozstroju nerwowego nie dostał.. a raczej by mu się kabelki nie popaliły.* No już, już. Spokój maleńki. *I z tymi to słowy, zabrak, skierował swe kroki w kierunku machiny bojowej w stosunku do której zachowywał się jak do jakiegoś zwierzaka,albo dziecka. Dłoń wytatuowana na głowę droideki opadła gładząc ją i głaszcząc, a Aru cicho coś do Dżonego mówił, uspokajając go i zapewniając o tym, że nic nikomu już nie grozi i może wrzucić na luz.*

EFECTOR - 2010-06-10 00:40:25

*Bardzo był Dżony „nabuzowany”. Główka była chłodna, ale generator już pracował, jednak do spalenia niczego nie doszło, ale jakby tak pojawił się do tej sytuacji astromech tego całego Przymierza, to nie ma zmiłuj, krew by się polała. I smar. Przede wszystkim. Zdenerwowany droid drobiąc nóżkami przysunął się do Aru, chciwie zgarniając pieszczony, ale nadal sadził się na drzwi, z  tym ze już mniej agresywnie. Aru na niego dobry wpływ ma*

Moc - 2010-06-10 00:46:32

Miło mi poznać generale Qymaenie... *Było to kłamstewko, ale tego chyba nikt czepiać się nie będzie, bo w końcu nie powie prawdy, że przeraża ją i to bardzo. Dla dobra sprawy trzeba na bok odstawić pewne dzielące ich różnice i uprzedzenia.*Dziękuję... *Odparła krótko na propozycję, by usiadła na krześle, co też robiła, chociaż daleka była od rozluźnienia się, ale n a prawdę się starała. No i też cały czas obserwowała cyborga, powstrzymując się od durnych pytań typu "jak to możliwe?". Jedna gafa już jej wystarczała w zupełności* Sądzę ,ze chyba możemy przejść do właściwej części naszego spotkania... co pan sądzi... Generale... o propozycji sojuszu wojskowego między naszymi frakcjami? *Podstawowe pytanie określające kierunek dalszych negocjacji.Jeśli odmówi to przejdą na rozmowy o pakcie o nieagresji a jak się zgodzi to zaczną bardziej szczegółowe rozmowy itp.*

Gen. Qymaen - 2010-06-10 00:53:26

*On doskonale wiedział, ze przeraża, i że to było kłamstewko dyplomatyczne, no ale kto by sie czymś takim przejmował? On tez zbyt ciepłych uczuć nie żywił. Bo nie można zaprzeczyć: uczucia miał, a jego wnioski były często bardzo emocjonalne. Jednak lata szarpania się z samym sobą zdystansowały go do siebie samego i własnych reakcji – emocjonalnych i nie tylko (nie dotyczy wkurzania się na personel).
Nie zbliżył się do omwatki, utrzymywał bezpieczna odległość nawet nie muskającej tej otoczki prywatności. I to tylko z  jednego powodu – bo rozumiał i nie chciał jej straszyć dodatkowo. Wręcz altruizm w jego przypadku. Ava by go za to pochwaliła.*
Słucham szczegółów *Odparł na to krótko, raczej bezprzekazowo, wiec znaczyło to tyle, ile wypowiadane słowa. Ustawił się przy tym tak, by głośniczek przyczepiony do poły peleryny łapał dźwięki bezpośrednio. Ale kto się nie zna to nie doszuka się w tym celowego działania.*

Aru - 2010-06-10 00:58:14

*Jednym uchem słuchał o czym tam rozprawiają generał i omwatka,a w międzyczasie zajmował się relaksowaniem Dżonego... powinni mu za to jego właściciele płacić. Terapia dla droideki w jego wydaniu najwidoczniej było dobra. Bo i głaskać nie miał zamiaru przestać i w duchu dziękował Mocy, że żadnego astromecha,albo protokolarnego nie wzięli ze sobą bo mogło by być niezbyt ciekawie. Dżony by mógł zamieszanie większe zrobić niż ta cała ochrona dyplomatki.&

EFECTOR - 2010-06-10 12:45:24

*Stojący wiernie na straży spokoju który nastał Dżony oddał sie procesom myślowym wiec w jego główce… poprawka! Dzony nie ma mózgu w głowie! Ma go w kręgosłupie…kręgosłupie  każdym razie tam gdzie Dżony miał mózg tam się działo, bo się bardzo zastanawiał nad tą cała sytuacja, a  także idąc kreatywnie po skojarzeniach  końcu dotarł do tego, co zaraz wyprodukował jego wokabulator. Ale ale! Dżony się wycwanił – wiedział już ze można coś powiedzieć tak, żeby inni nie słyszeli. Tylko Adresat – w tym przypadku Aru. Siła głosu została zmniejszona, tak ze śmieszny głosik droideki był słyszany tylko dla zabraka* sir… *odezwał się Dżony* pójdziemy do kibla potem?

Moc - 2010-06-10 13:09:14

*Cóż, ten altruizm w wykonaniu Generała działał bardzo dobrze, bo jakby podszedł bliżej to te z trudem zachowane opanowanie pewnie by szlag trafił i po negocjacjach, a tak może jakoś to pójdzie dalej i się oswoi z myślą, że Grievous... a raczej Qymaen nie jest taki zły jak kiedyś. W każdym razie odetchnęła głęboko przed swoja wypowiedzią i zaczęła* Proponujemy sojusz wojskowy na klasycznych warunkach. Wzajemnie się informujemy o naszych planach a raczej zamierzeniach, by nie wchodzić sobie w drogę. W przypadku większych akcji przewidziana jest współpraca pod jednym dowództwem osoby o odpowiednich kompetencjach i nie ważne, czy to wasz człowiek czy nasz. Informacje i dostępnych siłach nie są wymagane, jednak byłyby mile widziane, bo pozwalają się zorientować czym można dysponować planując większe kampanie. Rozmieszczenie poszczególnych jednostek wolelibyśmy, by pozostawały w tajemnicy. Sprawy wewnętrzne to sprawy wewnętrzne, nie mieszamy się w nie, chyba, że dotyczą też drugiej strony, ale wtedy przebiegają one w tzw. "przyjacielskim gronie". Co do spraw zewnętrznych to mile widziane byłoby informowanie o potencjalnych sojusznikach, by przypadkiem druga strona nie wzięła ich za wrogów. To oczywiście wstępne propozycje i wszystko może się zmienić *Można powiedzieć że to był typowy szkielet porozumienia i dopiero w toku dalszych negocjacji to wszystko wypełni się pozornie nieistotnymi szczegółami, mającymi jednak wpływ na działalność całego tego sojuszu*

Darven - 2010-06-10 13:38:53

*Darven, drugoplanowa rola tej wodewili, zamknięty w cieniu obserwował to wszystko z chorobliwym, nieprawdopodobnym i nierealnym spokojem. Gdy ochroniarze zareagowali tak jak zareagowali - jego dłonie zacisnęły się mocno na lasce. Był na tyle dobrej pozycji, że kazdy o zdrowych zmysłach widząc Dżonego od razu pomyśli, zapala mu się kontrolki w głowie i wyciągnie wnioski - to jest maszyna bojowa, ma broń, może dużo. A Darven? Ot, stojący w cieniu, nieco przygarbiony, bez uwagi skupiającej się na nim. A mógłby naprawde wiele żeby ochronić Generała. Nie było to jednak potrzebne - a Darven nadal był tylko częścią załogi dla Omwatki - nadal nie wysuwał się na pierwszy plan. W myślach zaś wydał niepochlebną opinie o ochronie kobiety. Tak jak ona zachowała spokój w sytuacji ekstremalnej - tak oni byli blisko zaprzepaszczenia wszystkiego, co udało się w tych skomplikowanych kontaktach osiągnąć. Człowiek spodziewał się, że zobaczy oprócz wykwalifikowanej i zdolnej pani dyplomatki (a nawet więcej, bo nie tylko tym się zajmowała) równie kompetentnych towarzyszy, wyszkolonych, przygotowanych do ekstremalnych sytuacji. Rozsądnych. Tymczasem okazało się, że to istoty wybuchowe. Kiepska mieszanka. Gdyby nie Teona - naprawdę negocjacje źle by się skończyły. Ale omwatka popisała się błyskawiczną analizą sytuacji i generalnie za całokształt mimo niewielkiej postury bardzo urosła w oczach Darvena. Nie chciał przeszkadzać Generałowi. I tak pewnie mu było ciężko, bo Qymaen to - nikogo nie obrażając -nie jest dyplomata. W przez chwilę korciło go by podjechać z pączkami. Ciekawy był reakcji. Może omwatka poczęstowałaby się? Trzeba by było jeszcze wykonać to z serdecznym uśmiechem i zachowaniem wskazującym na bezproblemowość sytuacji - ot, częstujcie się, bo dobre. Ale nie, zdusił myśl w zarodku, mimo wewnętrznego uśmiechu. Groteska. To pewnie niezbyt dyplomatyczne...*

Gen. Qymaen - 2010-06-10 13:47:40

*Kiedy mówiła generał stal na nieco rozstawionych nogach, obowiązkowo pochylony, z  rękami za grzbietem. Purpurowa peleryna spływała po nim, załamana na wysokości krzyża, gdzie za plecami tkwiły ręce. Przymknięte lekko jak u najedzonego pustynnego kota oczy patrzyły na rozmówczynię, ale nie nachalnie. Właściwie spojrzenie nie było uciążliwe z powodu mlecznych plam zasłaniających źrenice.
Słuchał w spokoju, uważnie, a kiedy skończyła, rozejrzał się po swoich ludziach na mostku, chwile jeszcze milczał, jakby się zastanawiał, by potem się odezwać*
proszę nie odebrać tego, jako obrazę, ale jeśli Cochrel miałby informować was o zamierzeniach, by nie wchodzić sobie w drogę w krótkim czasie wasze banki pamięci byłyby zapchane. Z założenia korporacja nie jest organizacją militarną. Jednakoż – pewne działania zbrojne opłacają się. Na pewno coś o tym wiecie, Przymierze musi z czegoś się utrzymywać…
*Widać było, ze ma ochotę ruszyć w rejs po mostku, bo najlepiej mu się rozmawiało w ruchu. Ale stał twardo, co by nie straszyć*
…i z tym, na czym nam zależy doskonale radzimy sobie sami. Cochrel nie planuje wojny. Jedyne, na co mogę sobie pozwolić, to moje własne plany i projekty, które rada zatwierdza… nie będę kłamał ze nie przynosi mi to przyjemności… *w końcu nie wytrzymał i ruszył, powoli i dostojnie gdzieś prosto, pod ścianę, ale przemówił dopiero, kiedy wracał, czyli był przodem*
Jednak każdy wróg mojego wroga jest moim przyjacielem. Nawet jeśli mi nie ufa. Naturalnie nie wykluczam, ze zechcecie wbić mi nóż w plecy. w  końcu was nie znam. Ale… potrafię sobie z tym poradzić. Natomiast jeśli chodzi o sojuszników, to… Dżony, do mnie. Daj listę 11. Właściwie to nie ma o czym mówić, pani Sall. A Mozę panno, nie wiem. Jest tego bardzo wiele, Cochrel ma wtyczki w niezliczonej liczbie ważnych firm. To młodszy brat konfederacji. Niestety dla mnie – chodzi tu głownie o interesy. Pieniądz rodzi pieniądz, ale w którymś już pokoleniu można je wykorzystać na walkę. To robię ja.
*Co się zas tyczy pączków – to i mu to przez jakis czas chodzilo po głowię, ale myślał torami innych. Pewnie pomyślałaby, ze otruć chcą, ale wzięłaby. Bo tego etykieta wymaga, i do konca rozmowy siedziałaby jak na szpilkach*

Fler - 2010-06-10 13:51:55

*Chociaż milo mu się stało przy Aru, celując w drzwi, słysząc polecenie natychmiast i natychmiast wdziękiem czołgu piaskowego okręcił się i podreptał energicznie do generała, od strony Darvena, po drodze zaczepiając tego drugiego, jakby mówił: Dżony idzie wykonać rozkaz rozkaz!
Tak wiec przydreptał. w rozproszonym świetle mostka wydawał się jeszcze większy, jeszcze bardziej mechanicznie drapieżny, wprawiający nerwy w drgania. Tym bardziej, ze nie był jak generał i nie zważał na jakąkolwiek odległość krytyczną prócz swojej własnej, a znalazłszy się przed generałem  pozycji „do emisji”, rzucił z wbudowanego projektora potrzebne Qymeanowi dane*

Moc - 2010-06-10 14:02:00

*Cóż, o pączkach zapomniala, ale jakby ten nemoidianin z którym wcześniej rozmawiałą się wtrącił to by pewnie trochę rozłądował tą napietą sytuację, bo był nawet sympatyczny w swej lekkiej nieporadności, co było dziwnym ewenementem jeśli chodzi o tą chciwą rasę. Teona wysłuchała w spokoju uwag Generałą i kiwnęła głową* Wiemy, a raczej podejrzewamy że Cochrel nie jest organizacja strikte wojskową tak jak my, ale zdajemy sobie również sprawę z tego, że od czasu do czasu potrzebne są zbrojne rozwiązania... i wiemy też, że dawaliście się we znaki Imperium, choćby nad Mandalore, choc trochę czasu nam zajęło włąściwe odczytanie tych skąpych informacji... *Trudno nie przeoczyć takiej bitwy o nic nie znaczącą planetę, gdy flota inwazyjna Imperium nagle wyparowuje i wszelki ślad po niej zanika. To rodzi podejrzena i to pewnie całkiem słuszne* Działąnia korporacyjne Cochrelu nas nie interesuja, jedynie akcje czysto militarne, reszta to sprawy wewnętrzne waszej korporacji. *Gdy Generałzacząłkrążyc to się lekko wzdrygneła, ale dalej twardo siedziała na swoim miejscu słuchajac kolejnych wyjaśnień.* Cochrel moze nie planować wojny, ale Imperium? Kilka razy daliscie się im we znaki, tak jak i my. Z tym, że my działąmy bardziej otwarcie, wy zaś z ukrycia, ale w końcu trafią na wasz trop niestety... *W końcu kiedyś jakiś meldunek sie przedostanie, pozostana świadkowie, dane z komputerów, cokolwiek. Potem namierzenie źródła i korporacja będzie miała kłopoty... poważne kłopoty. Przymierze tego stara się unikać, pozostajac w ciagłym ruchu i starając się pozostawać w miarę niezależnym od innych czynników* Rozumiem pańskie obawy, my mamy również podobne... ale gra warta jest ryzyka, bo samotnie nie zdziałamy nic. *Gdy woy Dżony się poruszyłto spojrzała na droidekę nieco zaskoczona, ale nie ruszała sie z miejsca i tylko obserwowała, czekała*

Gen. Qymaen - 2010-06-10 14:14:56

*Nemoidianinowi zakazano się odżywać. Miał sporo dobrych cech, dlatego tu pracował. Ale chciwy tez był, chodziły po Widmie plotki o tym, jak Addik rozkręcił kanalizacje by wyciągnąć 25cio decykredytówkę.
Lista, jaka zademonstrował droideka zawierała spis… spis firm, jak w holoadresowym folderze. Nazwa, nazwy, ilość zatrudnionych istot, przychody netto, brutto, bla bla bla – nudne jak flaki  olejem. Pozycji na setki, firmy większe i mniejsze. Niektóre wręcz symboliczne, ale znalazły się także takie jak przewoźnik AmitiCe i firmy produkujące broń znane w całej galaktyce.*
Cochrel zajmuje się właściwie wszystkim, jednak głownie – badaniami w dziedzinach medycyny, cybernetyki, mechaniki i różnych form zagłady. Chętnie udostępnia prototypy do „testowania”, na przykład mnie i wszystkim tym którzy są zainteresowani eksterminacją Imperium. Firmy, które Dżony pokazał, wymieniają się z  Cochrelem doświadczeniami. Kupują plany po dogodnych cenach. Dlatego istnieją – nawet te małe. Za to oni dostarczają nam ważnych dla nas rzeczy – informacji.
*Generał bez strachu czy obaw omawiał schemat działania korporacji. Czego miałby się bać? Kilku krążowników? Przymierze nie mogło zaszkodzić Cochrelowi. Uważał, ze to powiedzieć należy, wiec mówił. W końcu – sojusznicy, czyż nie. Chcąc walczyć u czyjegoś boku trzeba wiedzieć, co ten ktoś może zaoferować.
A Że Cochrel we wszystkim co oferuje ma zysk – to generałowi było to na rękę*
Tak, ma pani racje. Coraz bardziej przeszkadzamy Imperium. zaczynają nas szukać. Mandalore to jedne z przykładów. Mandalorianie to właśnie nasi sojusznicy, z  którymi nawiązałem kontakt na wypadek wojny o której pani mówi. To nie jedyni sojusznicy militarni, jednak o tym wolałbym nie mówić. Nie dotyczy bowiem tylko mnie, a raczej – tylko Cochrelu. W każdym razie nie są zagrożeniem dla Przymierza, mogę zapewnić.
*Durastalowa dłoń opadła na pancerz Dżonego. Postukały w niego delikatnie i rytmicznie ostre palce.*
Jestem tu głownie dlatego, ze kiedyś sam przewidziałem, ze tak może być. W razie jakby Imperium za daleko postawiło nogę na naszym podwórku – Cochrel jest gotów do wojny. Prawda, Dżony?

Darven - 2010-06-10 14:21:59

*U Darven nic się nie zmieniło - obserwował  i słuchał, ukryty w cieniu, niepozorny. ZImnoniebieskie oczy kierowały się czasem na Teone lub Generała, gdy jedna z tych osób coś mówiła.*

EFECTOR - 2010-06-10 14:24:05

Prawda, sir! *odparł entuzjastycznie droid, wyłączając projekcje, bo pogłaskanie było dla niego znakiem, ze to już wystarczy* Dyrektywa jeden: posłuszeństwo jednostce dowodzącej, sir! Dżony pana kocha, sir! Pączki przyniósł Aru, sir! *Potem jego sensory jeszcze raz skupiły się na Darvenie, jakby w swojej naiwności wierzył, ze człowiek zaraz go zawoła i będą się bawić w „cel”*

Moc - 2010-06-10 14:39:19

*Cóz, spis fimr był całkiem imponujący a Teona z niejakim zainteresowaniem zauważyła, że niektóre nazwy zna całkiem nieźle, bo w końcu też współpracowali z różnymi firmami, które dostarczały im nie tylko informacji ale również i sprzętu, ale to było incognito wszystko. Oni nie mieli zbyt wielkiego pojęcia z kim współpracują, dla ich dobra i dla dobra Przymierza* Przewaga technologiczna w czasie wojny często przesądza o wygranej. Sami również prowadzimy kilka ciekawych projektów, jednak o znaczeniu czysto wojskowym a pomagają nam w tym naukowcy odbici z rąk Imperium. Są bardzo zdolni i nie kochaja Imperium, które ich aresztowało pod zarzutem zdrady. Korzyści płynace z tego porozumienia są wzajemne. *Teona powoli zaczynała przyzwyczajać się do widoku Generała, który na razie trochę odbiegał od jej wyobrażeń krwiozerczego potwora, ale nie pytałą czemu tak jest. Nie zwracałą też uwagi na resztę załogi, bo oni jakoś specjalnie nie zaznaczali swojej obecnosci, nie licząc tej interesujacej droideki.*Doskonale to rozumiem, wszystko należy skonsultować z drugą stroną, czy oni też są chętni do takiej małej wymiany uprzejmości. *Cóż, Mandalorianie to cenny sojusznik, ale niestety jest ich za mało, by przesądzic wynik wojny. Mogą się sprawdzić jako elitarne oddziały, nie jako podstawowa piechota. Omwatka zerknęła na Dżonego i się uśmiechnęła, bo ten droid był bardzo osobliwy, jak na niszczyciela* Do wojny jesteśmy gotowi i my, z każdym dniem zbieramy więcej sił, bo ucisk Imperium daje się we znaki wszystkim...

Gen. Qymaen - 2010-06-10 14:46:35

Nasze szeregi tez zasiliło samo Imperium *Oczy generała zmrużyły się, jakby się uśmiechał. Bo i się uśmiechał, nie można się nie uśmiechnąć po tym jak się wzięło dwa krążowniki i z połową załogi – i wszystko służy po twojej stronie. Mowa tu oczywiście o klonach, których niestety, wielu Imperium zabrało z powrotem, niestety już martwych.*
No i tak to mniej wiecej wygląda… *zjechał wzrokiem gdzieś na czujniki Dżonego. Ręka spoczywającą na jego pancerzu służyła teraz bardziej za oparcie niż „generator pieszczot”*
Niestety, nie jestem dyplomatą. Nie takim poważnym, Ava Zrobiłaby to lepiej. Jeśli cos jest niejasne, albo chce pani cos wiedzieć, proszę pytać. A paczki są tak, jak Addik obiecał *tu nemoidianin uśmiechnął się spod ściany*

EFECTOR - 2010-06-10 14:59:36

*czując niejako spojrzenie obcej pani na sobie droid zainteresował się, choć tak subtelnie ze nie było tego widac. Kto tam może poznac ze droideka się czymś interesuje. Ale nie miał zamiaru ustąpić ze swojej grzeczności*
Pączki, madame. Dżony kocha dyplomacje

Moc - 2010-06-10 15:05:16

*Próbowała sama zinterpretować to przymruzenie oczu u Generałą. Czyżby jego rodzaj uśmiechu? To było dosyc osobliwe doświadczenie, które nia nieco wstrząsnęła. Włąściwie co chwilę odczuwała jakieś wstrząsy, konfrontując zachowanie cyborga ze swoimi wyobrażeniami na juego temat. To było bardzo dziwne* Proszę wybaczyć mi szczerość, ale dla mnie niejasne jest prawie wszystko *Uśmiechneła się lekko, bo takie negocjacje zazwyczaj trwaja wiele dni, podczas których powoli obie strony zapoznaja się z podstawowymi danymi, a dyplomatów i speców od sojuszy jest wiecej niz tylko biedna omwatka i cyborg nie znający się na dyplomacji. ale słysząc znowu o pączkach w końcu się przełamała* W takim razie poproszę... a ty jesteś Dżony, tak? Interesujacy droid... chyba juz wiem, czemu go pan Generale tutaj pozostawił *Sympatyczny i taki wesoły, jeśli tak można opisać droida niszczyciela z imponującym arsenałem*

Gen. Qymaen - 2010-06-10 15:11:04

*Uwolniwszy pancerz Dżonego od nacisku swojej prawicy, rozłożył ręce na boki* Mogę udostępnić akta. Mogę podpisać z wami umowę. Mogę was zakwaterować na Widmie II do czasu, aż wszystko stanie się jasne. Na prawdę nie wiem, jak to wszystko „oficjalnie” się odbywa, musicie mi wybaczyć, jak ja wcześniej wybaczyłem niemal czynną napaść. *Skinął ręką na któregoś spod ściany co by te pączki (z uśmiechem!) podał. Przyjmujemy, ze jeśli nie zrobi tego Darven, to zrobi to nemoidianin.* Tak czy owak: Imperium nam przeszkadza.
*Następnie skupił się – i to bardzo chętnie – na temacie nie związanym z tematem* Ano, Dżony jest nietuzinkowy. Maskotka statku…

Darven - 2010-06-10 15:19:39

*Darven pomyślał, że to bardzo dobry moment na wjechanie z pączkami - mimo, że pod ścianą z personelem nie stał. Chwycił za rączki wózka i z rozmachem - nie wiadomo skąd, bo cały czas był niemal niewidoczny - wjechał w pobliże pani Teony. Gdy poruszał się, szata falowała, zlewała się z tłem tworząc dziwne wrażenie, tak jakby Darven znikał az do momentu wykonania następnego ruchu. Można się zapatrzeć. Na twarzy wykwitł uśmiech z repertuaru tych, którymi wczesniej w myślach chciał poczęstować razem z pączkami Omwatke.* Proszę się poczęstować, zapewniam, że są dobre i czyste... *Nieco przygarbiony człowiek zatrzymał się przed dyplomatką. Tak... Groteska. Pączki przejęły pierwsze role przedstawienia.* A może kawy...? Herbaty...? Soczku? Soczku z prądem? *Zapytał z uśmiechem, jak to pytają w kawiarniach. Przecież od pączków może się sucho zrobić! Trzeba być miłym, przecie to spotkanie, negocjacje. Trzeba częstować. Darven zaśmiał się w duchu.*

EFECTOR - 2010-06-10 15:21:45

*Rozmowa o pierdołach (nie urągając Dżonemu) zbliża istoty i rozluźnia. Droideka był jak najbardziej pozytywnie nastawiony do takiego stanu rzeczy, działa trzymał nisko, by bron Mocy nie zostały zinterpretowane jako zagrożenie, diody święciły żywo, z łebka sterczała antena.
Do tego pięknie wypolerowany pancerz i ogólne zadbanie sprawiało, ze na Dżonego chętnie się patrzyło. Jak na luksusowy aerowóz*
Potwierdzam. Dżony Dwururka, Madame. Pokazać Pani nagranie, madame?
*zaproponował. Może generał wykorzysta to jako sjestę umysłową – rozluźnienie.

Moc - 2010-06-10 15:29:41

Myśle ,ze póki co zakwaterowanie nie będzie konieczne jednak w najbliższym czasie może się zdarzyć, że przyślemy do was, lub wy do nas, grupę odpowiedzialną za spisanie paktu zawiazujacego sojusz. To taka konieczność, jeśli chcemy, by wszystko było na swoim miejscu. I oni już sie ostatecznie dogadają w kwestii szczegółów *I zajmie im to łądnych kilka, kilkanaście dni, co i tak było dobrym wynikiem, bowiem w czasie pokoju to negocjacje trwaja miesiacami a nawet latami, ale oni nie posiadali tyle czasu. Teona drgnęła nieznacznie i odwróciła sie do człowieka, który podawał pączki. Był on dosyć niezwykły i przypatrywała mu się chwilkę, bo to niecodzienny widok*W takim razie poproszę kawę, jeśli to nie problem... *Uśmiechnełą się i wzięłą sobie pączka z talerzykiem, by nie pobrudzić. Było to bardzo osobliwe wszystko... ciężko było też przywyknać do tego niezwykłego towarzystwa. Omwatka znowu spojrzała na maskotkę Widma* Dosyć niezwykła maskotka, musze przyznać...a jakie to nagranie Dżony? *Zainteresowała się tak dla odprężenia*

Gen. Qymaen - 2010-06-10 15:36:12

*Zastanowił się na chwile. Cóż, trzeba ściągnąć prawdziwego dyplomatę z zespołem specjalistów i niech gadają. Tak najlepiej będzie. Własny statek im udostępnić, kilka skrzynek czegoś mocniejszego – dyplomacja będzie i przyjaźń dozgonna.
Generał odsunął się chwilowo, by odpoczęła od tej jego wywołującej presję osoby. No i musiał przyznać – ze sam jest odrobinę zdenerwowany. W końcu miał swoje lata. Nic to jest w  porównaniu z  innymi ale dla niego – szmat czasu, przy czym ostatnie lata – bardzo ciężkie, liczone potrójnie, albo i jeszcze bardziej.*
W istocie, sympatyczny jest *podjął temat Dżonego, jakby chciał się pokazać ze strony prywatnej. Powiedzieć: nie jestem potworem. Już*

Darven - 2010-06-10 15:46:12

*Darven skinął głową i odwrócił się w stronę wózka.* Nie problem. *Sięgnął do jednego z termosów z kawą by nalać tegoż właśnie gorącego płynu do wcale nie brzydkiej filiżanki. Ładne wszystko, smaczne, ale i nie luksusowe - już i tak bardzo dobrze, że komuś udało się wytrzasnąć tutaj pączki. Na twarzy znów zagościła nico ponura maska, jedynie z odznaczająćymi się zimnoniebieskimi, płynącymi oceanem oczami. Człowiek odwrócił się i położył przed Teoną ów filiżankę (wspartą talerzykiem).* Proszę. *I Darven wszedł w role kamerdynera, kelnera oraz gospodyni.* Specjalnie na pani przybycie mam również nieco tradycyjnych, kruchych ciasteczek. Skusi się pani? *I znów, podobnie jak u Harisa, pojawił się uśmiech, jednak w przypadku Darvena ze zręcznie zamaskowaną sztucznością. Darven mógł jedynie domyślać się, co przeżyła w przeciągu paru ostatnich bardzo intensywnych chwil Teona. Robił teraz za "tego dobrego" pomagającego się nieco "ogarnąć". Ot, kontrast dla całego tego szoku i wszelkich nieuprzejmości.*

Aru - 2010-06-10 15:48:07

*A skoro sytuacja już się nieco rozluźniła to i... Aru po pączka postanowił się udać. A raczej po Dżonego, koło którego się zatrzymał mrucząc cicho do niego* Po co Ci kibelek? Czysty jesteś. *I już na głos rzucając do dyplomatki, luźnym tonem.* Tutaj wszyscy są sympatyczny, proszę Pani. *Złotymi ślepiami zerkając na Darvena i dodając* No może jedni są mniej sympatyczni,a inni nieco bardziej. *Odparł z uśmiechem wzrok swój skupiając na pączkach. Który wybrać? No chyba,że wszystkie takie same są. Choć czy wybrać mu dane będzie to nie wiadomo. Kto wie jak Generał zareaguje na nagłe pojawienia się, jakoś nie rzucającego się w oczy przez większość rozmów, zabraka. Ale urwać głowy mu nie może! To by popsuło jego wizerunek który chyba udawało mu się odbudować w oczach kobiety. Trochę potrwa nim się zdoła przekonać, że ten kto przed nią stoi to nie Grevious,a ktoś inny.Znacznie inny.* No, Dżony. Pokaż, pani grzecznie prosi,a Ty w końcu dyplomata jesteś nasz! *Zachęcił droidekę nieświadom tego,że na siebie może zgubę sprowadzić w zależności od tego jakie nagranie Dżony uzna by pokazać. Ile razy go ten droid już nagrywał, Aru nie wiedział.... poza jednym nagraniem dla Generała to o żadnym innym nic mu wiadome nie było*

EFECTOR - 2010-06-10 16:03:59

*Rozstawił nieco swoje trzy nóżki, obierając sobie pozycje najbardziej optymalną. Najwyraźniej liczył, ze zostanie przez panią kapitan pogłaskany. Choć nikogo nie zdziwi jakby jednak nie – nie każdy ma w sobie tyle szaleństwa, by wyciągać ręce do niszczyciela. No ale Aru to by mógł pogłaskać jak tu podszedł. Jednak droideka nie odpowiedział, czemu do kibelka. Widać to już jakaś magia*
Dżony pokaże, madame! *cóż, słownictwo miale byt ubogie by zrecenzować filmie, ale mógł go puścić, i tak tez się stało: projektor zmaterializował obraz. Kabina prysznicowa, pod nią goły facet z natryskiem nad łbem. Rogatym łbem. To zabrak. Jego cale ciało pokryte było tatuażami, za wyjątkiem tego, co nie trzeba, a  co było doskonale widoczne*

Moc - 2010-06-10 16:13:44

*Cóż, takie negocjacje z pewnością byłyby długie i owocne, bo jak ma się swój statek to nie trzeba zwracać uwagi na dowództwo i taka impreza integralna pewnie by się przeciągała ponad miarę. Ale o tym nikt nie musi wiedzieć.
No i nadeszła kawa, którą przyjęła z uśmiechem, chociaż ta sytuacja była prawdę powiedziawszy trochę dziwaczna i groteskowa. Ona sama pośród tej grupki na pardę intrygujących istot i droida.* Jeśli to nie kłopot to chętnie... *Trochę tak dziwnie, że ona sama siedzi sobie, je paczka (który był całkiem pyszny), popija to kawą a reszta stoi i się patrzy na nią. To było... peszące. Jednak w końcu ten zabrak się chyba przełamał i zaczął jej "towarzyszyć" przy jedzeniu tych pyszności a Dżony uraczył ich filmem, który gdyby nie jej umiejętność zachowania powagi sprawiłby, że na jej licach pojawiłyby się rumieńce. Powoli przełknęła kęs pączka, popiła to kawą i spojrzała na Aru* Cóż...ciekawy sposób na "rozluźnienie" atmosfery*Skwitowała krótko, powstrzymując się od śmiechu, więc jej ton mógłby zbić z tropu. Ciekawa była też reakcji Generała na widok jego podwładnego roznegliżowanego w tym nagraniu... i co tam robiła droideka?*

Gen. Qymaen - 2010-06-10 16:21:01

*Generał usiadłby, ale z oczywistych względów wyglądałoby to dziwnie, w  koncu to cyborg, wielka półmaszyna. Jakby usiadł sobie w foteliku i założył noge na nogę to dopiero by dziwnie wyglądał.
Ale zwarzywszy na to co się zaraz wydarzyło dobrze, ze stal. Przekrzywił maskę i mrużąc silnie oczy dla poprawienia sobie koordynacji przyjrzał się nagraniu. Widac było dzięki temu, ze ma problemy z ostrością widzenia, i to chyba w tym wypadku na szczescie. Popatrzył na kolasa z filmu., potem na Aru. Bardzo wymownie* Ostrzej nie bezie? *zapytał tego drugiego, po czym uwolniwszy rękę skinął na Dżonego* Wyłącz, Dżony
*Bo pewnie dalej będzie jak Aru napastuje droidekę. Generałowi to tam nie przeszkadzało, mimo jego wieku, jak ktoś lubi z droidami – proszę bardzo. Naturalnie wstyd mu było, ale postanowił puścić w niepamięć to zdarzenie*

Darven - 2010-06-10 16:33:15

*Darven zamarł w bezruchu z dłonią sięgającą po ciasteczka. Podniósł brwi. On nie miał problemu ze wzrokiem, wszystko widział wyraźnie. Otworzył oczy szerzej, a twarz przez chwilę przybrała wyraz niemego "o kurwa...". Spojrzał bardzo wymownie i ciężko na Aru. I ten mu zarzucał, że jest niesympatyczny, podczas kiedy Darven był gotowy go u siebie zatrudnić. Natychmiast zasłonił samym sobą nagranie podając ładnie ułozone i udekorowane ciasteczka na porcelanowym talerzu.* Ależ oczywiście, żaden kłopot. *Odpowiedział, tak jak zawsze, jakby nagrania nie widział. Nawet ów "o kurwa" widziane było na jego twarzy przez ułamki sekund - od razu wrócił do siebie. Z zewnątrz. Żeby nie pozostawić Teony samotnej - usiadł na przeciw niej, gotowy by zabawić ją rozmową. I chociaż trochę uratować "powagę Cochrelu", po Neimoidianie-dyplomacie, terapii szokowej na mostku, dziwnych rzeczach i jako wisienke na torcie - wspaniałe gołe ciało Zabraka. Westchnął cicho, ledwo dostrzegalnie. Błękitne oczy spoczęły na omwatce.* Naprawde dobre ciasteczka - smakują z kawą doskonale. Proszę mi wybaczyć ten brak solidarności, jednakże preferuję herbatę. *Uśmiechnął się. O, zasłona dymna. A mówił pewnie, ładnie i tak, jakby było dobrze, jakby nie było tych wszystkich nieporozumień na - dla perfekcyjnego Cochrelu - skalę galaktyczną. Nalał sobie gorącej cieczy takze do jednej z filiżanek. Zazwyczaj pił w jednorazowych kubkach, ale spotkanie wymagało pewnych ustępstw, mimo wszystko.* A więc, pani Teono... Skąd pani pochodzi? Proszę mi wybaczyć pomyłke... Jednakże, wydaję mi się, że pani rasa nie jest często spotykaną.

Aru - 2010-06-10 16:41:38

*No to dobrze Darven uczynił bo dławiący się w tej chwili pączkiem, zabrak by skłonny nawet filiżankę porwać i chlusnąć nią prosto w projektor Dżonego byleby tę pornografię wyłączyć....a raczej film przyrodniczy,bo tym toto było dla Dżonego.* Dżony kur..ka, kiedy żeś toto nagrał?! *Zawołał do machinerii która go cichaczem nagrała, Tylko kiedy? Dżony w ciągu tych kilku dni miał w zwyczaju za nim sobie chodzić gdy miał nastrój więc i do kibelka za Aru łaził... a jemu było wszystko jedno czy droid patrzy czy nie bo i tak nie za wiele rozumiał w kwestii higieny, dopiero jak mu pokazał że prysznic nie rani dał się umyć... pokazał mu... cholera, ten blaszak nagrał to widać wtedy podczas tego pokazu. Chyba chciał pokontemplować nad tym wydarzeniem nieco dokładniej skoro aż to uwiecznił. Na słowa omwatki i rozluźnieniu, Aru miał chęć wielce odpowiedzieć "jak chuj...o tutaj jest.", jednak się powstrzymał. Kogo to rozluźniło tego rozluźniło,on sam aktualnie walczył z tym by rumieniec fioletowy na jego czole się nie pojawił i by nic już nie mówić zapchał się pączkiem.Nie siadał. Nie był dyplomatą, a jedynie...niech no dorwie tego Dżonego na osobności.*

EFECTOR - 2010-06-10 16:49:51

*wyłączył naturalnie, z zaskoczony tym nagłym zmasowanym atakiem, zasłanianiem, zmienianiem kolorów, dziwnymi spojrzeniami* Rozkaz rozkaz… sir… i sir… Dżony kocha dyplomacje… *projekcja zgasła.
Oni są jacyś dziwny – zamiast siedzieć i sztywnić się poszli by jak normalne myślące istoty do kibla, umyliby się wzajemnie i od razu byłaby przyjaźń*

Moc - 2010-06-10 17:02:23

*Cóż, wspólne mycie nie wchodziło w grę, przynajmniej jeśli chodzi o Teonę, bo ona prędzej by ich rozstrzelała niż dała się zaciągnąć do jednego prysznica z nimi wszystkimi. Nie każdy jest tak wrażliwy jak Dżony... A sytuacja ta stałą się niezwykle komiczna, każdy radził sobie z tym nagraniem jak umiał, Generał chyba powstrzymywał się od zabicia biednego zabraka, który walczył z tzw. "burakiem" na twarzy. A ten dziwny jegomość postanowił odciągnąć jej uwagę, co też przyjęła bardzo chętnie, dalej z nieco sztucznym wyrazem twarzy* Och nic nie szkodzi... *Skomentowała ten brak solidarności i wzięła ciasteczka popijając je herbatą. Teraz to się na nim skupiła, bo to on ratował cała sytuacje przed katastrofą... bo nic nie szło zgodnie z protokołem niestety* Nic nie szkodzi. Faktycznie moja rasa rzadko opuszcza rodzinną planetę Omwat w sektorze Garis. My, omwaci jesteśmy dosyć pokojowo nastawieni i nie mieszamy się zbytnio w galaktyczna politykę, ale ja jestem jak widać wyjątkiem *Z ulgą przyjęła tą zmianę tematu, bo komentować nie chciała przyrodzenia biednego Aru, i tak już zestresowany jest. A Dżony chyba też...*

Gen. Qymaen - 2010-06-10 17:08:58

*Generał na dodatek się trochę pogubił. Nie chciał zabraka zabijać  końcu to dobrze, że się załoga myje. Miejmy nadzieje, ze nie tak rzadko ze aż z tej okazji kręci się filmy.
Pogubił się, bowiem nie wiedział, jak teraz wrócić do negocjacji. Tu gadają o herbacie, tam o pochodzeniu. Chwile słuchał. Macierzysta planeta, pokojowy lód. Wiele pokojowych, neutralnych planet wciągnięto w wojnę a jeszcze więcej Imperium zaczęło niepokoić.*
Miejmy nadzieje, ze długo planeta Omwat nie będzie niepokojona przez naszego wspólnego wroga *wycharczal wycharczał koncu nie patrząc na nikogo. Na Dzoneg patrzył. Palcem wolnej ręki zaczął obrysowywać pomarańczowa błyskawice namalowaną na jego pancerzu*

Darven - 2010-06-10 17:12:03

Rozumiem... *Darven skinął głową i sięgnął po filiżanke z herbatą. I tak - siedzieli na przeciw siebie, człowiek uzbrojony w ciepły, brązowy napój, Teona w kawe. Upił parę łyków, słuchając słów generała.*

Aru - 2010-06-10 17:19:03

*A on co robił? Stał, p[rzełknął pączka i uspokoił się już. A skoro już stał to i mógł po obsługiwać siedzących w razie konieczności. A to kawkę przynieś, a to skasować filmik wraz z całą pamięcią Dżonego. Co zechcą. Choć to ostatnie nie wchodzi w grę. No, może filmik by skasował,ale pamięci już nie. Jednak nadal łypał od czasu do czasu w stronę Dżonego. *

EFECTOR - 2010-06-10 17:24:34

*Nic nie powiedział, bo coś mu piszczało w obwodach, ze jakby się odezwał, to by p[odpadł. Szczególnie Aru zły był na niego, choć Dżony powodu nie znał, bo jak już generał w rozważaniach wspominał – czy to źle ze ktoś się myje? Jeśli nie można było się myc, to po co są kible?
Po każdym łypnięciu Aru cofał się nieco. Pod spojrzeniem generała to nawet kilka kroczków, rezygnując nawet z jeżdżenia palcem po jego tatuażu*
Dżony idzie pilnować. Dyrektywa trzy, patrolowanie terenu…
*I poszedł patrolować mostek*

Moc - 2010-06-10 17:34:12

*Omwatka powoli spojrzała na Generała i na chwilę jej maska opadła, ukazując  smutek i lekką udrękę, co wskazywało na to, że jej rodzinna planeta niestety znalazła się w tarapatach* Imperium już się u nas "rozgościło" i porywa dzieci z naszych kołysek, szukając najlepszych naukowców dla siebie, robiąc im pranie mózgu... *To był jeden z powodów dlaczego przyłączyła się do Przymierza. Chciała wyrzucić Imperium z własnego domu, które swoim bestialstwem niszczy* Ale dosyć sentymentów... Imperium nie upadnie tylko dlatego, że my sobie tego życzymy, bo ponieśliśmy krzywdy z ich strony. Musimy działać, a ten sojusz może zapewnić nam większe szanse... *Ta krótka rozmowa i wspomnienia przypomniały jej czemu chciała zniszczyć tą dyktaturę i ludzi ją tworzących. I o ile zwykli szeregowcy nie mieli z tym nic wspólnego, to wysoko postawieni oficerowie i urzędnicy już tak...*

Gen. Qymaen - 2010-06-10 17:43:40

*tak, zdecydowanie – po tym zdaniu generał znal już motywy. Zatrzymał się znowu w pewnym oddaleniu, z jedną ręką za plecami, drugą pod klatką piersiową. Migająca kontrolka na jego piersi rzucała czerwoną poświatę na białawe przedramię.*
Bez wątpienia, a  nawet: oczywiście *wycharczał wręcz charyzmatycznie* takich światów jest wiele. Bojących się powiedzieć temu „nie”
*Znowu jesteśmy separatystami – odparł w myslach. Pamiętając, jak Dooku  zbierał „zbuntowane” planety. Z tym, ze Dooku od początku był zakłamany, a może – pod wpływem zakłamania. Odwrócił głowę, myśląc o Kalee – jednej z wielu ofiar całego spisku i błędów*

Aru - 2010-06-10 18:10:08

*A Aru już na Dżonego zerkać przestał gdy ten, najwyraźniej uciekł, odszedł by unikać jego wzroku. No cóż, pewnie się smucić będzie robocina.* Hm, kto by pomyślał, że koniec końców stanę się separatystą. *Na głos wypowiedział myśli generała na temat tego czym obecnie przymierze, cochrel się stał. Choć o "posiadaniu" planet z ich strony, przynajmniej cochrelu, nie mogło być mowy. Cochrel może pociągał za sznurki w wielu dziedzinach i pewne rządy,a raczej firmy mu sprzyjały, ale do oficjalnego odłączania się planet od Imperium jeszcze daleko. Republika miała to do siebie, że od niej dosyć łatwo się było oderwać. Imperium.... tutaj już trzymało mocno, planety swoje.*

EFECTOR - 2010-06-10 18:43:47

*No to Dżony poszedł drzwi pilnować…*

Moc - 2010-06-10 18:57:57

Zgadzam się... *Odpowiedziała spokojnie na stwierdzenie Generała, sama się zastanawiając, czy musi tutaj jeszcze coś załatwić. Odeszli już od tematu negocjacji i wypadałoby już powrócić na swój okręt, by zdać relację Admirałowi. A słysząc komentarz Aru spojrzała na niego i uśmiechnęła się* Tutaj bardziej pasuje określenie rebelianci... bo chyba wszyscy się zgodzą, że nie chcemy oderwać się od Imperium, ale je obalić. Ale to tylko gra słowna, wada dyplomacji *W czasie negocjacji właśnie te gry słowne były najtrudniejsze, bo trzeba było odpowiednio identyfikować niejasne intencje drugiej strony. Tutaj tak daleko nie zabrnęli* Generale, myślę, że doszliśmy do pewnego wstępnego porozumienia... każdy z nas musi zdać pewnie raport swoim przełożonym tudzież jakieś Radzie, więc można chyba uznać, że spotkanie to dobiegło końca? *Zapytała patrząc teraz na cyborga inaczej niż kiedy tutaj weszła i zobaczyła go po raz pierwszy*

Gen. Qymaen - 2010-06-10 19:12:31

Ooo, bardzo ładne słowo. Mniej… korporacyjne *Zgodził się łagodnym, niecono przyciszonym głosem* W rzeczy samej, możemy i powinniśmy, nie tylko zdać raporty, ale też trochę ochłonąć *przemyśleć niektóre sprawy, opowiedzieć wszystko ze szczegółami swoim strażnikom, dyskutować godzinami. Tylko ze biedna omwatka nie powie im jak to się stalo, ze Grievous żyje, bo sama nie wie. Póki co wstępny „pakt” zawiązano słownie – myślimy podobnie, nie widzimy w sobie wrogów*

Darven - 2010-06-10 19:15:12

*A Darven sączył sobie herbatke nie zwracając już uwagi na reszte. Herbata przede wszystkim. Został zamordowany sytuacją. Dziwniej nie będzie, więc można spokojnie pić napój.*

Aru - 2010-06-10 19:49:37

*No niech Darven nigdy nie zakłada,że dziwniej być nie może. Lepiej spodziewać się nie spodziewanego. Mniejszy szok, nerwy w lepszym stanie.* Tak... to słowo też mi się podoba. Na pewno istoty mające problemy ze wspólnym łatwiej będą mogły wymówić je od "separatystów". *Rzekł głową przy tym przytakując na potwierdzenie sprostowania ze strony omwatki. Następnie pytająco spojrzał na Generała. Ma odejść? Odprowadzić dyplomatkę do hangarów? Rozebrać się i na żywo odegrać to co ten przenośny holonadajnik nagrał?*

Moc - 2010-06-10 21:58:38

Tak, małe ochłoniecie od tych wszystkich emocji dobrze nam zrobi *Wstała ze swego miejsca i poprawiła swój mundur oficerski. Wciąż pamiętała, że za drzwiami czekała na nią jej ochrona, raczej niezadowolona z fakty negocjacji, ale oni nie mieli nic do gadania.* W celu dopełnienia formalności skontaktujemy się z wami na dniach a potem to się okaże. Jeśli dobrze pójdzie to delegacje zajmą się szczegółami *Spojrzała na resztę załogi i przesunęła się powoli ku grodzi, wciąż nie będąc pewna postaci Generała.* To było... pouczające spotkanie. *To określenie pasowało chyba najlepiej.*

Gen. Qymaen - 2010-06-10 22:04:59

*przede wszystkim nie będzie się źle kojarzy c, bo jakby nie było – separatyści narozrabiali dość mocno i nienajlepiej się kojarzyli w galaktyce. No – przynajmniej w  jej republikańskiej części.
Cyborg wyprostował się nieznacznie, tyle, ile mógł, znowu na chwile mrucząc oczy, ale nie wyszło mu to już tak ”serdecznie”* Rad jestem. Dziękuje za przybycie *nie dokończył, ze nie zdziw się, jeśli znikną i nie zechcą paktować. To republikanie, a  on to generał Grievous.
Nie zaproponował odprowadzenia. Maja tam droida, poza tym teraz cala drogę będą dopiero zdenerwowani*
Bardzo się cieszę, ze tak pozytywnie oceniła pani nasze spotkanie *I na koniec jeszcze jeden szok postanowił jej zgotować. Powoli, bez gwałtownych ruchów zbliżył się. Wystarczyły dwa kroki. Po czym potężna, durastalowa ręka wysunęła się spod peleryny w kierunku omwatki. Szponiaste dłonie o długich palcach z biało-czarnego tworzywa, jednego i drugiego równie sztucznego. Cala reszta cyborga zastygła w bezruchu.
Czy pani kapitan Sall się odważy?*

Moc - 2010-06-10 22:11:16

*No niestety był kojarzony źle przez byłych republikan i nie ma się też czemu dziwić. Ale teraz wydawał się być inna osobą, wiec kto wie? Teona jednak podejrzewała, że Admirał jakoś przeboleje ten fakt, bo bardziej mu zależało na zniszczeniu Imperium, ale pewnie sam zechce porozmawiać z Qymaenem* A ja dziękuję za zaproszenie *Odparła grzecznie i w sumie szczerze, ale gdy cyborg zaczął się do niej zbliżać, to z całych sił starała się opanować nerwy i nie cofnąć się w panice. Stanie z nim twarzą w twarz to coś zupełnie innego niż rozmowa przez stół, przynajmniej w jej opinii. A gdy wyciągnął ku niej swą metalową dłoń, to nabrała powietrza, po czym odważyła się i uścisnęła ją. Cóż, pierwszy krok w pokonaniu swoich lęków. Tyle, że na tle Generała wyglądała na jeszcze drobniejszą i kruchą...*

Darven - 2010-06-10 22:17:21

*Jak będzie chciał, to będzie zakładał. Ale on nie założył - on stwierdził, że dziwniej nie będzie w kontekscie dzisiejszych negocjacji. Natomiast, nie na miejscu jest używanie w tym momencie zdania używanego przez niejakiego Nemedisa - i to nawet dość często - a także jednej z myśli stosowanej przez niego w celu myślowego pouczenia przez Zabraka robiącego porno z droidem. Ale Darven nie był teraz zdenerwowany. Co najwyżej zbity z tropu, zaskoczony, sfrustrowany. Nic chyba nie było tak jak trzeba oprócz tego, że jakiś dialog został nawiązany - i nie było skakania sobie do gardeł. Mrugnął pare razy, chwycił filiżanke i upił kolejne łyki, zupełnie, jakby był poza całą sytuacją, ot, zdezorientowany. Bezradny. Z początku pomyślał, że pewnie wypada wstać i żegnać - ale jako, że Generał postanowił to zrobić, uznał, że pożegnanie z nim już wystarczy za wszystkie pożegnania załogi. Na pewno zabierze ze sobą o wiele więcej emocji - dla omwatki w każdym razie. Więc człowiek śledził wzrokiem Teone by w opdpowiednim momencie dać grzecznościom stać się zadość i skinąć jej głową, wypowiadając pare pożegnalnych słów.*

Gen. Qymaen - 2010-06-10 22:17:27

*Nie starał się jej przestraszyć. Pewnie zdawała sobie z tego sprawe, ze i sam Qymaen chciał wyjsc na łagodniejszego, niż jest, bo nie można się zmienić aż tak bardzo. Jednak miała racje – to nie ta osoba, która zasłynęła w Wojnach Klonów.
A metal był chłodny. Nie zimny, tylko chłodny, maturalnie twardy, ale jednocześnie miał w  sobie taką osobliwość. Może domieszkę czegoś, a  może ślady zużycia?
Generał nie ścisnął. Zamknął palce, jak jakiś wielki upiorny pająk odnóża, ale nawet nie dotknął. Pozwalał patrzeć sobie w oczy. Teraz, z bliska jeszcze bardziej zamglone, zmęczone.
Skłonił się lekko samą głową*
dziękuje, i niech przestworza będą łaskawe *to już pożegnanie*

Moc - 2010-06-10 22:22:22

*Tak, było to osobliwe doświadczenie, ale jak to mówią, strach ma wielkie oczy i czasami przyćmiewa rozsądek. Nienawiść działa podobnie* Dziękuję i życzę pomyślności w swych działaniach *Cofnełą swoja rękę i otworzyła drzwi, na co jej towarzysze zareagowali już ze stoickim spokojem, nie licząc może iktotchiego, który wciąż z nienawiścią patrzył na cyborga, ale nic nie powiedział. Jego opinia się tu nie liczyła, wiec musiał pozostawać posłuszny kapitan Sall, mimo, że byli równi stopniem, to ona tutaj dowodziła. Ustawili się od razu w formację obronną i ruszyli w drogę powrotną. I jeśli nic nie zakłóci ich drogi, to po kilkunastu minutach znajdą się na pokładzie ich promu, wystartują i przez iluminatory osoby na mostku zobaczą, że prom wraca już na pokład krążownika w asyście dwóch czarnych myśliwców*

Gen. Qymaen - 2010-06-10 22:26:30

*Nikt im nie przeszkodzi, na pewno. Generał stał jeszcze chwile po tym jak grodzie się zamknęły, by wreszcie odwrócił się. Peleryna uderzyła go w stawy skokowe* Co się teraz tyczy was… spocznij, Addik…
*Nemoidianin wręcz osunął się na ziemie, bo cały czas stał sztywno na baczność. Generał tymczasem zbliżył się do droideki* szeregowy Dżony Dwururka… za wasz postępek jakże niecny za kare dopilnujesz, żeby pan Aru Pstrokaty wziął dziś prysznic, a  raport z załącznikami przedstawisz paniom w stołówce

EFECTOR - 2010-06-10 22:30:38

*Dżony stal przy drzwiach i ubolewał. Kiedy drzwi się otworzyły, stanął w pozycji gotowości, ale chyba znowu nikt go nie zauważył. Kiery ta pani wyszła Dżony dalej ubolewał, ze się z nim nie pożegnała. Jak jakiegoś droida go traktują…
Jednak kiedy generał się do niego zwrócił, zaraz przydreptał i pięknie na droidecze baczność stanął*
rozkaz rozkaz, sir! *potwierdził oprzyjcie zadania. Podobało mu się – będzie pretekst żeby iść do jego ulubionego miejsca – kibla*

Darven - 2010-06-10 22:33:01

*Darven, znajdujący się "tyłem do wydarzeń" wrócił do sączenia herbaty.* Świetna jest... *Mruknął, do siebie chyba. Wziął sobie nawet ciasteczko. "Mało ta Teona zjadła. Może nie smakowało? Ale ciasteczka są dobre..." - pomyślał stukając długimi palcami o ciężką laskę.*

Moc - 2010-06-10 22:35:09

*Więc prom bezpiecznie dotarł na pokład "Bliskiej..." i minęło tylko kilka minut, podczas których cały okręt zmienił położenie a potem silniki zalśniły intensywnym blaskiem i po chwili już go nie było. Ale na pokładzie z pewnością teraz muszą się dziać bardzo interesujące rzeczy, bo jest i o czym opowiadać...*

Aru - 2010-06-11 00:49:02

Ejj...to ja chcę dostać choć coś ekstra za prezentowanie swojego tyłka na stołówce. *Rzucił w stronę Generała gdy już rytuały z dyplomacją zostały zakończone,a sama dyplomatka udała się na swój statek. Nie widział szans teraz w tym by się pozbyć Dżonego... skądinąd miłe towarzystwo pod warunkiem, że nie nagrywa poczynań innych bez ich wiedzy... a teraz było to jego ulubione "rozkaz rozkaz" więc chyba rzeczywiście mu zamaluje fotoreceptory na czas brania prysznica.* I nie wiem dla kogo ta kara jest.... *Dodał jeszcze, sięgając po pączka co to się zawieruszył. Dawno nie jadł nic słodkiego.*

Gen. Qymaen - 2010-06-11 13:25:45

*W innej sytuacji mógłby się ostro wkurzyć za odezwanie się do niego takim tonem, jakby nie było – zbyt zuchwałym. Ale teraz jakoś tak – nie, albo nie chciało mu się już nawet wkurzać. A może po prostu…* żartowałem! *rozłożył ramiona na boki jak każda jedna normalna istota, a nie „Grievous”* Dżony, anuluje rozkaz. Postarajcie się obaj nie wywoływać więcej skandali. Pstrokaty, Twój numer konta i dostęp do niego dostaniesz w recepcji, niedaleko komór mieszkalnych… i podejmij jakaś decyzje, co ze sobą robisz, bo zacne ci odliczać za kwaterunek. *pociągnął, wskazując na Aru palcem tej samej reki którą podał omwatce, po czym już wyraźnie ciężkim krokiem pociągnął się do swojego fotela, by na nim usiąść. Bardzo lakonicznie – głowa go bolała*

Darven - 2010-06-11 13:40:55

*Darven odwrócił się i zgromił Aru wzrokiem.* Nie jesteś w barze ani w świątyni, zabraku. Chciałem z tobą porozmawiać - o ile nie masz innych zajęć. Planujesz jakieś kąpiele w przeciągu nastepnej godziny? Od razu mówie, że nie mam aktualnie ochoty na wspólne mycie. *Rozłożył się wygodnie na miejscu, przechylając nieco w tył, a do ust dostawiając filiżanke z jeszcze nie do końca wypita herbatą.*

EFECTOR - 2010-06-11 13:46:37

*Kolejne słowa dosłownie sparaliżowały biednego Dżonego, kiedy padły, droid mógłby przysiąc, ze na chwile zasilanie mu odcięto.*
Siiir, ale Dżony… *śledził bezradnym spojrzeniem generała, który właśnie podciął mu przewody zasilające* Siiiir… siiiiiir… proooosze… *I przebierając nóżkami obrał kurs na cyborga. Może go na litość weźmie, i jeszcze się zgodzi, by ten rozkaz – cudowny – kontynuować.*

Aru - 2010-06-11 17:39:09

*Odetchnął z wyraźną ulgą gdy generał oznajmił,że jednak żartował. Żart mu się udał bo, na początku wręcz zabraka załamał,a teraz zwyczajnie rozśmieszył.* Hah..no to bardzo dobrze,bardzo dobrze...  *Widząc jednak jak Dżony robi się wręcz oklapły rzucił do mechanicznego pornodroida.* Nie martw się tak, jeśli chcesz to możesz za mną wszędzie łazić, bylebyś mnie nie nagrywał. *Mu tam tuptające stanowisko bojowe nie przeszkadzało. Bądź co bądź,ale w towarzystwie Dżonego można się było czuć bardzo komfortowo.* Nie, Darvenie, nie planuję żadnych kąpieli w ciągu najbliższej godziny. Do recepcji najwyżej się wybiorę po tym gdy porozmawiamy.  *Zwrócił się do samego Darvena, jeszcze odpowiedzią racząc Generała.* Nie ma najmniejszego problemu generale, mogę koszta kwaterunku zwrócić z samej pensji. Jak Windu się gdzieś zaszył to go za diabła znaleźć nie można. *Statek ogromny nie był,a Miszczuń się gdzieś zaszył, że go znaleźć nie można. Pewnie zbytnio się zamedytował w składziku na miotły i tak se siedzi tam...*

Darven - 2010-06-11 18:20:43

To wychodź. *Skwitował krótka.* Idziemy do sali konferencyjnej, ewentualnie do stołówki, ale jeśli źle trafimy, to nas zabiją w momencie tłoku. Natomiast Dżony... Dżony sobie zrobi co mu Generał każe, bo ja nie przewiduje w programie wycieczki statkoznawczej dla droideki. *Spojrzał błekitnymi oczami na metalowego stwora.* Niestety dżony, jak chcesz się pobawić - to kiedy indziej. *Biedny, nikt czasu dla niego nie ma. Ba, do tego wszyscy co chwile są o coś źli* Aha, i postaraj się mnie nie filmować tak jak robiłeś to z Aru. W sumie, może uda mi się wyciągnąć kopie tego fajnego filmu. Z takim porno można bardzo dużo ciekawych rzeczy zrobić. *Dopił herbate i zakładając, że Generał nie miał już żadnych spraw - pożegnał się i ruszył ku wyjściu.*

Aru - 2010-06-11 18:28:31

Po pierwsze, to nie porno. Po drugie, nie życzę sobie by mnie oglądano jak przed chwilą. Nawet jeśli tylko do użytku własnego to nagranie Ci potrzebne będzie. *Odrzekł z lekkim ukłonem do Darvena się zwracając. I ruszył za nim do wyjścia po uprzednim pożegnaniu się z generałem i Dżonym. Chyba, że ten zignoruje słowa Darvena, w końcu ten nie powiedział mu,że to rozkaz i droideka mogła raczej.... swobodnie interpretować jego słowa, czyli jak chce.* Stołówka czy sala konferencyjna, czy kibel, każde miejsce do rozmowy jest dobre.

EFECTOR - 2010-06-11 18:30:31

*Biedny Dżony dostał kolejny cios w sam procesor. Tyle ile się zbliżył, tyle cofnął zaraz, tak śmiesznie, do tyłu, opuszczając działa* rozkaz rozkaz sir… *powiedział cichutko. Jak oni mogą go tak traktowac, a  co on, jakiś B1 kupa złomu i dwie wróbli na krzyż? Wycofał się i podreptał do generała by się schować za jego fotelem*

Gen. Qymaen - 2010-06-11 18:34:40

*Zamknął generał oczy podczas całego tego przed-przedstawienia. Strasznie zmęczony był. Niech oni już idą w cholere – myślał. Jego dłon podniosla się, by oprzeć o pancerz Dzonego, ale pewnie siegnie gdzieś tylko do ramienia* Odnosze wrażenie… *odezwał się, kiedy ci już wyszli* …że rozumiesz wiecej, niż odnoszę wrażenie… to się zdarza, wiem. Addik, wolme masz. Do odwołania *nemoidianin ukłonił się i wyszedł zadowolony* A Ty Dżony idź za nimi i nie przejmuj się żadnym odsyłaniem *Widac generał miał po prostu ochotę zostać sam*

EFECTOR - 2010-06-11 18:36:57

*Odżył momentalnie jeśli można użyć tego słowa względem maszyny. Jego nóżki zastukały asymetrycznie o posadzkę, jakby drobił z radości* rozkaz rozkaz sir, kocham pana, sir! Miłego odpoczynku, sir! *I odwróciwszy się na piechote podreptał na piechotę. Nie zwinie się w koło, bo ma iśc „za nimi”. Czyli będzie za nimi szekla z do konca*

Moc - 2010-06-11 18:47:36

*Niestety odpoczynek Generała nie trwał długo, bo jak na złość Mace Windu się odnalazł, a może tylko czekał przyczajony? W każdym razie gdy tylko wyczuł, że na mostku nie ma nikogo prócz Qymaena to się tam zjawił po kilku minutach. Grodzie zagradzające mu drogę rozsunęły się spokojnie i do środka wszedł mistrz Jedi, w zauważalnie lepszym nastroju niż poprzednio. Zauważył cyborga i ruszył w jego kierunku, zamykając za sobą drzwi* Witaj Generale... wybacz, że przeszkadzam, ale byłem ciekaw jak potoczyły się te negocjacje? *W pewnym momencie wyczuł dosyć silne prądy emocji i zapewne dobrze odgadł, że Qymaen ujawnił się tej drugiej delegacji a oni... cóż, zareagowali jak zareagowali*

Gen. Qymaen - 2010-06-11 18:56:05

*I wszystko się skończyło. Nareszcie spokój. Cisza…
jaka głęboka cisza…
Durastalowe ramiona zapadły się w  fotel jakby jego własne. Głowa odwróciła się bokiem, jakby zapomniał już jak boli naciągniecie niektórych kabli. Nie bolało, jakimś cudem.
Po prostu odpływał powoli i nagle… co? Generale… ah, do mnie. Uchylił wiec powiekę i dostrzegł jakiś ciemny kształt humanoida. Nic mu to nie mówiło. Po otworzeniu drugiego oka i zamruganiu pare razy, mimo katarakty gęstniejącej na źrenicach rozpoznał Windu.
No cóz, Windu przyszedł, to trzeba się zmobilizować do kojonego działania*
ni cóż… *podjął charchotliwie, po czym odepchnąwszy się ramionami wstał z  fotela, jednak nie z taka werwą, jak to on potrafi. Zaraz tez stanął na ugiętych nogach jakby nie łapał równowagi* No odbyły się, a jak to będzie to zobaczymy *nie powie przecież ze coś źle poszło*

Moc - 2010-06-11 19:00:20

Nie musi pan wstawać Generale, bo widzę, że zażywa pan odpoczynku *Cóż, jeżeli jest zmęczony to niech siedzi. Mace też sobie usiądzie, wygodniej się będzie rozmawiało, bo to w sumie żadna oficjalna rozmowa, tylko (o dziwo) zwykła ciekawość go tutaj zaprowadziła. Windu podszedł do jednego z foteli i jeśli będzie on ruchomy, to go sobie przesunie a jak nie to siadzie tam gdzie jest* No cóż, podejrzewam, że raczej przeżyli mały szok, prawda? Aż w mojej małej samotni to wyczułem, więc musiało być interesująco... *Kto by pomyślał, że mistrz Windu przyszedł tutaj sobie na zwyczajne "pogaduchy" i to z Generałem? Najwyraźniej robią postępy we wzajemnych relacjach i tym razem to przywódca zakonu wykonał pierwszy krok*

Gen. Qymaen - 2010-06-11 19:11:54

Już za późno *odparł generał, bo jakby nie patrzeć – już wstał, a jak już wstał to mu się siadać nie opłaca. Stanie go nie męczyło, a usiadł tylko dlatego, zeby się wyłączyć. Nie wyłączy się na stojąco, z  resztą nie może skoro gościa ma. Zgarbił się jak zawsze, ręce za grzbiet zatknął i już mu dobrze było, lub raczej – optymalnie zwarzywszy na okoliczności. Okazywało się bowiem, ze i dla postrachu galaktyki czasem może boleć głowę, czy tez może mieć ochotę na chwile relaksu.
Wszystkie fotele były na mostku ruchome, wiec ciekawość Mace’a będzie mogła być zaspokajana w bardzo przychylnych warunkach*
Ano przeżyli szok, mam nadzieje, ze jakoś się z niego otrząsną bez pomocy specjalisty. Mało mnie nie ustrzelili. *podjął bez emocjonalnie, patrząc w sufit. No skoro już zaczęli rozmowę, to czemu mają nie porozmawiać. Nie był to brak zaangażowania, generał się rozkręci. Na razie chyba nie mógl uwierzyć, ze Windu przyszedł tu tak po prostu i szukał ukrytego znaczenia, czy jakiegoś ważniejszego powodu*

Moc - 2010-06-11 19:19:54

*No trudno w to było uwierzyć ,ale kiedyś musi przyjść ten pierwszy szok, wiec czemu nie teraz? Współegzystowali na Widmie już od kilku tygodni, powoli się wzajemnie do siebie przekonywali i póki co wynik był niezły, więc można próbować dalej...* No cóż, się im nie dziwie, że względu na przeszłość... ale jak widzę, nie ustrzelili, więc rokuje to pewne nadzieje. *Nie był to jakiś złośliwy komentarz, tylko taki... zwyczajny. Bo obiektywnie rzecz biorąc, to nie można się było spodziewać wybuchów radości na widok żyjącego "Grievousa", który siał postrach w Galaktyce przez trzy lata* Jeśli można spytać... jakie wrażenie sprawiali i jak to potem się potoczyło? *Mace akurat miał pewne doświadczenie w dyplomacji, był w końcu Jedi a oni często rozsądzali różne konflikty.*

Gen. Qymaen - 2010-06-11 19:43:00

No nie. I Dżony ich nie przerobił na sałatkę… ogólnie… właściwie to drogi mistrzu to przynajmniej dla mnie niewyraźni się wydawali… jakieś komentarze przez holo… obstawa jakby konwój pogrzebowy eskortowali… no i na własnym statku pełnym moich ludzi zastrzelić mnie chcieli…. Nie wiem, może dowódcę maja jakiegoś genialnego, bo sami oni  to wrażenie średnie
*Generał już wcześniej był chyba tym „bardziej otwartym” bo i na swój sposób lubił Mace’a. I przynajmniej – a to w tej chwili bardzo wazne dla niego było – na pewno, z  cala pewnością nie zrobi nic, czego można by się wstydzić przed kimś. Nikt nigdy nie zobaczy go pod prysznicem, czy reagującego pochopnie. * co się zaś szoku tyczy – lepiej teraz niż później – jeszcze by o oszustwo posądzili. Pogadaliśmy chwile właściwie o niczym konkretnym. Mały incydent się wywiązał – Dżony pokazał nagranie Aru Kana nago pod prysznicem… wiec poźniej już było wręcz bardzo sympatycznie, jedzenie Paczków i gadanie i pierdołach. Eh, za stary jestem *i… jednak usiadł*

Moc - 2010-06-11 22:05:15

*Mace wysłuchał i aż mu kąciki ust zadrgały, bo spostrzeżenia Generała jak zwykle celne były. Żadnego owijania w bawełnę, jak to w zwyczaju mają politycy i czasami też mistrzowie Jedi, tylko prosto z mostu* Cóż, nie będę się o nich wypowiadać, bym musiał kiedyś z nimi po prostu porozmawiać. Ciekaw jestem jaka byłaby ich reakcja na mój widok? W końcu też jestem trupem... oficjalnie. Ale jako optymista to stwierdziłbym, że się raczej by ucieszyli... *Jakby nie było to Mace miał lepszą reputację od Generała, a przynajmniej wśród Republikan, bo to raczej oni byli. Sytuacja wyglądała wręcz przeciwnie jeśli chodzi o byłych separatystów Cochrelu, tu to był uważany za dawnego wroga, ale jak na razie to nikt nie chciał do niego strzelać. Cóż, lepiej panowali nad sobą* Dżony... Dżony... to tak zmodyfikowana droideka, tak? Słyszałem co nieco o "nim". No ale skoro takich atrakcji wam dostarczył podczas ważnych negocjacji to ciekawe co potem zaprezentuje? *Mace nie tyle co nie przepadał za droidami ale traktował je właśnie jak droidy, czyli jak pomocników ewentualnie opcję zastępczą, gdy istoty żywe nie mogły czegoś zrobić. Nie doszukiwał się w nich uczuć czy skomplikowanych myśli.*

Gen. Qymaen - 2010-06-11 22:18:46

*Siedząc znowu na swoim fotelu wygładził przy kryzie naokoło szyi odświętną purpurową pelerynę* hmmm… może: na Moc, to mistrz Windu! Ciekawe, czy prawdziwy… w każdym razie na pewno nie tak agresywnie. Jakby nie było to Mistrz Windu jest dobry *Zmrużył oczy. Widać rozmowa była dla niego odprężającą, i czul się przy niej lepiej. Nie musiał za dużo myśleć, mógł się wyłączyć i po prostu pogadać. Nie miał tu za dużo takich okazji, zawsze ktoś prędzej czy później, bardziej lub mniej chciał coś oficjalnego. Ta rozmowa niby tez zahaczała o oficjalny temat, ale to o Dżonym – już nie*
Ano tak, to jest właśnie Dżony, należy do Państwa Gawila. Co zaprezentuje – nie wiem, w każdym razie to bardzo myślacy droid i dobrze go mieć pod ręką ze względu na jego ciekawe funcie. Taki droid jest idealnym świadkiem wszelkich wydarzeń.

Moc - 2010-06-11 22:28:06

Hmm... a może sklonowany, co? Albo sobowtór? W każdym razie każdy ma swoja grupę sympatyków, która pewnie prędzej czy później stanie się jedną grupą... *Mistrz Windu był najwyraźniej optymistą, skoro wierzył że kiedyś zarówno Republikanie jak i Separatyści będą mogli razem współpracować i działać przeciwko Imperium. Poza tym ta rozmowa też mu leżała, bo miał dosyć już tych raportów albo ciągłych pytań co zrobi z tym a co z tamtym. Po prostu potrzebował jakieś zwyczajnej rozmowy, tak jak niegdyś z mistrzem Yodą* Idealny świadek wszelkich zdarzeń, tak? Takich jak prysznic Aru? To już wiem, by zamykać łazienkę ,gdy się zacznie zbliżać jakaś droideka. Niefotogeniczny jestem...

Gen. Qymaen - 2010-06-11 22:40:52

*Większość jedi to optymiści, a większość tej większości – jakoś tak dziwnie i aż za bardzo, ale Mace był bliski prawdy. Nieważne, jak się nazywamy, jeśli mamy tego samego wroga, to wygląda to inaczej. Poza tym przykład, jaki zgotował im los, a  może lepiej – Imperator wyciągnął błędy oby stron. Jeżeli nauczą się na nich czegoś – nowy ustrój ma szanse być tym, w którym odnajdą się wszyscy* No, na wszelki wypadek lepiej tak. Droid jest bardzo towarzyski. A ogolnie, to jak tam medytacje idą? *nie było to pierwsze zagajenie w stylu „co tam u ciebie” prywatnie, z  jakimi generał wychodził, tak wiec raczej nie będzie już źle zrozumiane. Nie po tym jak Windu „zdradził ze bierze prysznic”. Rozmowa o czymś takim z  jedi  - toż to szok!*

Moc - 2010-06-11 22:47:33

*Jeśli Imperium upadnie, a Mace wierzył, że kiedyś tak się stanie, to wszyscy staną przed szansą by uczynić tą Galaktykę lepszą. Tylko czy się porozumieją ponad podziałami i stworzą coś, co każdy będzie mógł nazwać swoim domem? Oczywiście nie będzie to idealne, zawsze coś będzie zgrzytać, coś nie pasować, taka naturalna kolej rzeczy, nie da się uszczęśliwić wszystkich, można tylko większość* Cóż, nie miałem jeszcze okazji spotkać się z owym Dżonym. Może kiedyś... *I to pewnie przypadkiem, bo Mace nie był niestety typem człowieka, który przeszuka cały statek, by zobaczyć, że droid ten posiada osobowość* Hmm... jak idą? Tak w największym skrócie, to można je przyrównać do zakłóceń w odbiorniku. Pełno syczenia, żadnego obrazu... jednym słowem kiepsko. *Jeśli by Mace zaczął używać wyszukanej terminologii Jedi, to by Generał nic nie zrozumiał, więc lepiej się posiłkować czymś bardziej zrozumiałym i obrazkowym.* Ale bywają chwile, gdy "łapię sygnał" i mogę co nieco dostrzec...

Gen. Qymaen - 2010-06-11 22:59:12

*Generał „Pocieszał” się myślą, ze on tego nie dożyje. To by już była dla niego mordęga – budowanie wspólnego wszechświata. On mógł o ten wszechświat walczyć.
Czy w ogóle zastanawiał się, jak będzie wyglądać jego starość? Tak, ale w innym kierunku. To jest jego starość i taka będzie do końca. Któregoś dnia to się skończy, i będzie to dzień jak godzien, przepełniony pracą, chwilami wytchnienia zapełnionym refleksjami, wspomnieniami, trochę tęsknota. Ale nie marzeniami. Zdał sobie sprawe, ze… nie ma marzeń. Ma cel. Dziwne…
Tak by chciał o tym kiedyś porozmawiać. Ciekawe, czy by się odważył. *
Jeśli chcesz, to wystarczy na głównym korytarzu krzyknąć głośno „Dżony do mnie”. I spotkasz. *Taka małą dygresja odnośnie wołania droida. Ale może lepiej nie, bo jak się „zakocha” to żyć nie da. Złote oczy za zasłoną bielma spojrzały przez iluminator, a  potem  bok, na Mace’a. tak leniwie, bez szaleńczego błysku ciągłego działania.* Może antenę? *zażartował, czy może myślał o jakimś wspomagaczu? Trudno powiedzieć*

Moc - 2010-06-11 23:13:13

*Mace z kolei miał marzenie, że ujrzy to wszystko co się może stać, że wraz z Radą będą mogli służyć pomocą w kształtowaniu się nowego ustroju, sięgając do starych i szlachetnych tradycji Republiki, a nie do tego wykrzywionego i wręcz sparodiowanego oblicza sprzed ostatnich lat.*Hmm... tylko czy te droidzie czułości mnie nie zabiją, co? *To był żart, bo raczej trudno sobie wyobrazić, by ktoś taki jak mistrz Windu dał się rozjechać droidece na korytarzu. Prędzej by ją sam zdezaktywował... przy pomocy miecza świetlnego* Niestety jeszcze nie wynaleziono takiej anteny. Ale można się pozbyć źródła zakłóceń... Palpatine'a i od razu będzie obraz. Może nawet transmisja z meczu? *Mace akurat nie oglądał zawodów sportowych, ale to było takie nawiązanie do zwyczajnego życia, którego nie mieli i mieć nie będą*

Gen. Qymaen - 2010-06-11 23:19:11

Nie. Jesteś bezpieczny *Odparł generale  pełnym przekonaniem. Widać droideka o którym mówili był bezpieczny. W pewnym sensie, czyli po prostu – swoich nie tyka. Swoich żywych.  A sam droid na pewno „ucieszy się” mogąc wykonać rozkaz od nowej osoby. No i oczywiście generał brał pod uwagę, ze dla mistrza Windu Dżony to żaden przeciwnik, jakby nawet doszło do jakiejś sprzeczki.* Ano pracujemy nad tymi zakłóceniami, pracujemy, ale cie, cholera mocno zakleszczyły, i musze niechętnie zdradzić, ze blisko podłażą…aż się trochę bać zaczynam… *to już zaufanie. Generał mówi o swoich „słabościach”*

Moc - 2010-06-11 23:37:53

Dobrze wiedzieć, tak na przyszłość *Odparł spokojnie i rozluźnił się całkiem w swoim fotelu, założył nawet nogę na nogę, odprężony. Dawno już nie zażywał takiej spokojnej i prawdę powiedziawszy bezcelowej rozmowy. Bo nie poruszali tematów jakichś specjalnie ważnych, tylko takie rozmowy o przysłowiowych "duperelach", choć ostatnie wyznanie generała sugerowało ,ze zaczynają schodzić na trochę inne tory* Niestety podchodzą blisko i choroby roznoszą, próbując zarazić wszystkich. To mnie przeraża... że pod ich naporem możemy nie dać rady się obronić... *Mówił teraz o sytuacji w Zakonie i o swoich obawach, że Jedi kuszeni wystarczająco długo przez Ciemną stronę staną się tymi, których przyrzekli zwalczać. Każdy miał swoje słabości i obawy, ale zarówno Mace jak Generał należeli do osób, które o tym nie mówiły*

Gen. Qymaen - 2010-06-11 23:46:32

na razie możemy się zaszczepić *zamglone oczy zwęziły się w szparki w wyrazie już z holotransmisji znanym. Takie… niewiadomoco. zmrużenie oczu, jego mimika. A to nie tylko „uśmiech” który już chyba wszyscy nauczyli się dostrzegać. Nawet pani dyplmatka dyplomatka przymierza. Bo wbrew pozorom generał „uśmiechał się” często. I to całkiem szczerze. A do tego, czasem bywaly sytuacje, ze generał po prostu pozwalał do siebie podejść. Psychika nie do konca zniszczona przez wojne, mimo wszystko. Tym bardziej, kiedy sytuacja sprzyjała. Jeszcze troche i zacznie o Kalee opowiadać, choć już dawno nie miało miejsca nic podobnego*

Moc - 2010-06-12 00:00:40

No możemy, ale dopiero za niedługo się przekonamy, co to da...*Zabawne, ani razu nie nazwali czegoś po imieniu, tylko tak sobie kluczyli wokół zasadniczego tematu, prawie jak mistrzowie Jedi podczas narady. Mówią zagadkami, nikt ich nie rozumie poza ich własnym gronem. Tutaj to trochę podobnie wyglądało. A gdyby Generał zaczął wspominać o Kalee to pewnie Mace w ramach rewanżu poopowiadałby o swoich doświadczeniach z dzieciństwa, ale to było z pewnością nudniejsze. Bo o czym tu opowiadać? O życiu w Zakonie?*

Gen. Qymaen - 2010-06-12 20:32:42

*No ale generał to tak bardzo lubił. Starszyzna przy zebraniach często tak mawiała, by potem łatwiej było ich słowa odnosić do zdarzeń. Przez to były trafniejsze. A im – po prostu tak wychodziło. W taki sposób można rozmawiać właściwie o wszystkim. Zapytać o to, o co wcześniej się obawiało.
Niestety jednak temat się urwał. Nie miał co powiedzieć, ani do czego się odnieść. Mógł zapytać, ale niestety – niszcząc tą magie szyfru. Ale może sama sie naprawi?*
Jak się miewa Tython?

Moc - 2010-06-12 22:29:16

Hmm... powoli się wprowadzają, ale póki co to mieszkają w bliskim sąsiedztwie roślinek i zwierząt... nie jestem pewien, ale mistrz Yoda chyba wybrał pomieszczenie, gdzie jakieś ptaki miały gniazdo... ale jakby nie było on zawsze lubił ptaki *A kto ich nie lubił? Można by powiedzieć, że to jedyne prawdziwie wolne istoty, szybujące pośród chmur o własnych siłach, a nie w zamknięciu metalowej klatki* Ale rzadko się z nimi kontaktuję ,dla bezpieczeństwa. To właściwie nasza ostatnia enklawa i niech pozostanie w ukryciu... jeszcze tylko kilku mistrzów musi powrócić ze swoich misji. *W tym mistrz Kenobi... Mace spojrzał badawczo na Generała, zastanawiając się nad jeszcze innym pytaniem, ale mogło być one trochę nie na miejscu*

Gen. Qymaen - 2010-06-12 22:37:38

*Zamknął na chwile oczy.. niestety w tym temacie niewiele mógł powiedzieć. Nie wiedział, czy mistrz Yoda lubi ptaki, ale skoro Windu tak mówi, to pewnie tak.
Generał tez je lubił. No właśnie – to byłą trafna myśl, choć niewypowiedziana,, choć zapewne pary przekornych powie, ze ptaków nie lubi, czy tez lubi je zabijać.*
Nie sądzę, żeby znaleźli. Chyba ze ten cały Wiader jakoś wyniucha, nie wiem, nie znam się na tych waszych… „sprawach”, no ale na moje skromne rozeznanie, to najlepsze miejsce macie, lepsze top tylko statek taki jak ten. Tylko ze zycie na statku to… aj, wiesz sam *nie wiedząc, co Mace’owi chodzi po głowie mógł sobie pozwolić na taki oto monolog*

Moc - 2010-06-12 22:43:04

Wiader... ciekawie przekręcone imię. Szkoda, kiedyś mógł być wielkim Jedi, gdyby nie Imperator... ale teraz to w większości maszyna, dzięki Kenobiemu... *Mace urwał, bo teraz zdał sobie sprawę z tego, że przecież Generał też miał małe starcie z Kenobim, który go o mało co nie wpędził do grobu. Jakby nie było to w ostatnim czasie Obi Wan bardzo aktywny się zrobił, udawadniając tym samym, że zasłużył w pełni na swoją pozycję w Radzie Jedi*

Gen. Qymaen - 2010-06-12 22:52:10

*Odwrócił głowę dość gwałtownie. Tracił poczucie odnośnie imion przekręconych i prawdziwych. Wiadera przekręcił i używał tylko tej wersji, do tego stopnia ze sam się z tym osłuchał i wydało mu się dziwne ze to „przekręcone”. Weszło w  podświadomość. No ale po kilku sekundach odnalazł właściwą drogę do prawdy* A tam ważne jak kto … *tego psa – w myślach – myślach końcu nie wypada przy Windu tak o Skajłokerze mówić* …nazywa jego.
*na dźwięk imienia Kenobiewgo ani nie zesztywniał ani nie spalił Mace’a wzrokiem. Z Kenobim miał wiele starć. Niektórzy powiadali, ze cos ich łączyło. Jakieś porachunki, może rzucone słowa, które do generała dotarły. Cos było miedzy tymi dwoma wrogami.
Bardziej chyba generała interesowało ominiecie tematu „Półmaszyny”. Nie było po nim widać niczego, no ale w Mocy Mace to poczuje. To było prawdziwe… cierpienie. Wychodzące prostą drogą z tego, czym musiał być. Niepewność siebie samego. Nigdy do końca nie może być zaakceptowana.*
Dzięki, a może przez… nie można winić go ze nie zabił swojego ucznia
*Chociaż mnie moi mistrzowie oddali właśnie Kenobiemu na szaniec…*

Moc - 2010-06-12 22:59:51

To w istocie problematyczne jest... mistrz Kenobi wie, że powinien zabić Anakina, gdy miał okazję, ale też dobijanie umierającego nie jest drogą Jedi. Jednak przez to teraz Skywalker, a raczej Vader, bo Anakin umarł z chwila podniesienia na mnie ręki... w każdym razie teraz Vader nie szczędzi wysiłku, by zabić wszystkich, którzy przeciwstawiają się Imperatorowi. *Mace westchnął, bo wiele razy się zastanawiał co by było, gdyby wtedy Anakin się nie pojawił? Albo co by było, gdyby zginął później z ręki Kenobiego? Takie rozważania nie prowadzą jednak donikąd* Wybacz Generale, ale nurtuje mnie od dawna jedno pytanie, skoro już jesteśmy przy Kenobim. Co pan czuł... umierając? *Nurtowało to Windu od dawna i chociaż sam wierzył w zjednoczenie z Mocą, to nikt tak na prawdę nie wiedział jak to jest umierać... prócz Qymaena*

Gen. Qymaen - 2010-06-12 23:12:35

No i właśnie o to mi zawsze chodziło z  tymi waszymi drogami *powiedział, choć w innym wypadku – przemilczałby i nawet nie zasugerował, ale teraz jakaś taka szczerość zapanowała.
Vader, Vader… ciekawe, czy Vader ma ogranicznik? Jeśli tak, to raczej – już przepadł.
Tak jak… wtedy.
I wtedy przyszło to pytanie. Poprawił się w fotelu, jakby był prawdziwie i do końca żywą istota. Spojrzał w dal przez zamglone plamy na oczach. Jakby przypominał sobie cos bardzo odległego*
Strach… *odparli  końcu, spokojnie* Bezradność, bezsilność… wbrew pozorom – nie ból. To nie boli, ale bardzo długo trwa… no a potem otwiera się oczy w białej sali. I wtedy boli *zaśmiał się chrypliwie. „uśmiechał; się” często. Ale śmiać się przestał. Bo to tez bolało*

Moc - 2010-06-13 11:22:27

*Mace wysłuchał z uwagą słów Generała, nie przytakując, bo sam nie wiedział jak to jest. Został tylko raz poważnie ogłuszony i znajdował się tylko na krawędzi... choć gdyby nie pomoc tego taksówkarza to marnie by skończył. Miał dużo szczęścia, Moc mu sprzyjała* Strach przed nieznanym, co? Tak na prawdę to nie samego umierania się boimy, tylko tego, co się potem z nami stanie, czy zgaśniemy na zawsze, czy też nasza świadomości się zachowa? Jak to niektóre kręgi religijne określają... czy trafimy do nieba, czy do piekła? *No to im się trafiła rozmowa o sprawach egzystencjonalnych. Jeszcze chwila i zaczną mówić o bogach, przeznaczeniu i o Mocy...*

Gen. Qymaen - 2010-06-13 11:30:08

*Spojrzenie cyborga zjechało gładko na durastalowe dłonie, trzymane półzamkniete blisko siebie nad kolanami. Nie zmrużył oczu, nie było widać gniewu. Nic* Nie przed nieznanym, a  przynajmniej – nie jestem pewien. Irracjonalny strach, wręcz panika. Słyszałem różne opowieści przez całe zycie. O śmierci dobrej, złej, godnej, haniebnej. I myślę, ze to ma wpływ na tą chwile. Poniekąd też na to miejsce do którego… dusza ma trafić *wbrew pozorom w gronie separatystów rozmawiało się o takich rzeczach i tematach pokrewnych. Wszyscy uważający ich za barbarzyńców i oślepionych pieniądzem krótkowzrocznych prostaków by się zdziwili. Generał wówczas nie za bardzo nadawał się do takich rozmów, ale słuchać mógł wszystkiego, czasami nawet się o to wściekać.* A to, co się stanie potem… potem się pomartwię… *mógł dyskutować, ale chyba tylko do momentu, kiedy zacznie się „okazywać” ze to wszystko to i tak Moc i nic więcej a wierzenia innych istot o kant dupy pobić można*

Moc - 2010-06-13 11:46:28

Tak... Śmierć jest zawsze taka sama, to chwile są różne. A gdzie dusza ma trafić? Myślę, że tam, gdzie każdy wierzy, że trafi... ale moim zdaniem, każdy raj, każde niebo to tak na prawdę tylko różne nazwy tego samego miejsca, różne są wyobrażenia, ale to i tak to samo... *No Generał nie powinien się zdziwić jakby Mace wspomniał o Mocy, bo jest ona niemal potwierdzona naukowo, doskonale widać jej oddziaływania na świat. Mistrz Windu jednak nie negował wierzeń innych, bo często wszystkie te bóstwa i nadprzyrodzone istoty to tylko lokalna nazwa dla Mocy, o której nie nikt nie ma pojęcia. Co prawda można uświadamiać, ale też trzeba zachować umiar, bo bezmyślne niszczenie kultur, które rozwijały się od tysięcy lat byłoby barbarzyństwem*

Gen. Qymaen - 2010-06-13 11:55:40

*trochę może się zdziwił, ale raczej przyjął to jako grzeczność niż to, w  co Mace wierzy naprawdę.
Na planecie Kalee „naukowo” udowodniono istnienie bóstw i duchów, nauka nauce nie równa, tak jak nic niczemu nie jest równe, kiedy zależy od indywidualnego umysłu który będzie w to wierzył, lub nie. Gdyby generał zaczął udzielać się na holonetowym forum o religii, to by go zsanowali dożywotnio ze trzy razy. Podobnie jak i wszystkich Kaleeshów, może za wyjątkiem Harisa bo jeszcze nie za dobrze radził sobie z pisaniem.*
Ano, jakoś tak. *jeśli chodzi o kwestie zaświatów to wcale nie było tak ze martwił się będę później”. Generał miał mocne podstawy by obawiać się, ze raczej nie trafi do dwunastogwiazdkowego hotelu z widokiem na niebiańskie oceany*

Moc - 2010-06-13 16:07:03

*No i temat niejako się urwał trochę, bo Generał najwyraźniej nie był chętny do dalszych rozważań a Mace nie naciskał. Może kiedyś będą kontynuować tą rozmowę, może nie... się jeszcze zobaczy. Ale powoli pierwsze lody we wzajemnych stosunkach, tych bardziej bliskich zostały przełamane, bo przedtem to tylko na płaszczyźnie niejako zawodowej rozmawiali, a teraz tak bardziej rozluźniona atmosfera była*

Gen. Qymaen - 2010-06-13 16:14:35

*No jakoś tak generał nie wydołał, ale nie z niechęci, jakoś tak wyszło. Brak wprawy w rozmowach na te tematy mimo wszystko.
I czuł się naprawdę bardzo dobrze przy tej rozmowie. Mrużył sobie oczy, obserwował gwiazdy, które widział już chyba bardziej w wyobraźni niż fizycznie, czasem zerkał na Mace’a. Chyba zapominał, ze on jest Jedi. Zapominał, ze kilka razy walczyli ze sobą, patrząc na siebie wtedy zgoła inaczej. Zapomniał jak poczuł na sobie uścisk Mocy właśnie w wykonaniu Mace’a. Wręcz niesamowite, ale jednak. I naprawdę dobrze się czuł*
Co teraz robi mistrz Kenobi? *zapytał mimochodem nie zważając na to ze mu się zrymowało. Takie nazwisko po prostu*

Moc - 2010-06-13 16:23:29

*Cóż, przedtem to Generał mierzył się z większością Jedi, nie licząc może mistrza Yody i tych mniej znaczących rycerzy, bo z Radą to miał najczęściej do czynienia, a już najwięcej ze Skywalkerem i Kenobim właśnie... No i to nazwisko znowu wypłynęło* Hmm... mistrz Kenobi aktualnie przebywa na Tatooine, wypełnia tam jedną misję dla Jedi, ale niestety nie mogę zdradzić co to za misja. Ale za niedługo wróci i albo uda się na Tython albo będzie chciał się ze mną spotkać... cóż, przeżył też niemały szok, gdy się dowiedział, ze przeżyłeś Generale... *Cóż, to był szok dla nich wszystkich, ale Obi Wan chyba największy przeżył, bo w końcu to on go "zabił" po dosyć ciężkim pojedynku na Utapau*

Gen. Qymaen - 2010-06-13 16:31:07

*I pewnie mieliście do niego o to pretensje – pomyślał. Cóż, sam by miał, w pierwszym odruchu niezależnie od siebie. Ramiona cyborga podniosły się, ale to była pozytywna reakcja*
Dobrze, not o go tam pozdrówcie kiedyś jak będzie okazja. Na miłość moich przodków… siedzę na mostku i rozmawiam z jedi… i pozdrawiam innego jedi… nie no, to jest dopiero szok! *to tez było powiedziane w pozytywnym aspekcie. Widać było i czuć. Taka relaksująca szczerość. Trzeba, jak się na jednym statku tyle czasu żyje to nie ma innego wyjścia*

Moc - 2010-06-13 16:40:09

*Cóż, w pierwszym odruchu to można tak powiedzieć... mina Obi Wana była bezcenna i wyrażała tak mniej więcej "przecież go zabiłem!" i takie lekkie wyrzuty miał* No jest szok... a ja rozmawiam sobie spokojnie z Generałem Grievousem, jeśli można tak powiedzieć. To też szok... *Co prawda Grievous jako tako już nie istniał, ale postać dalej ta sama. Przedtem to było wręcz nie do pomyślenia.* Najwyraźniej czasy się zmieniają i osoby też. *A wszystko to było wypowiedziane lekkim tonem, zupełnie nie wskazującym na jakieś wzajemne animozje czy zarzuty. Chyba już przeboleli to, że kiedyś byli wrogami i to śmiertelnymi*

Gen. Qymaen - 2010-06-13 16:45:44

*No cóż – musieli. Musieli postawić logikę nad przeszłość i udało się. Żaden z  nich nie był jakiś specjalnie silą od pługa odciągany, to poszło, choć rzeczywiście – sporo czasu wzajemnego powarkiwania minęło.* żeby tak teraz imperator zobaczył… *zmrużył oczy wręcz wrednie. Tak, ciekawe, czy zapanowałby stary pierdziel nad morda na ich widok. Długie durastalowe palce poruszyły się harmonijnie*

Moc - 2010-06-13 16:58:10

Pewnie by się strasznie zdziwił, bo na zawał serca nie ma co liczyć *Mruknął trochę kąśliwie i ironicznie. No tak, jakby stary piernik dostał zawału serca to by było po kłopocie, ale że on złośliwy jest, to pewnie ma serce jak dzwon. Mace westchnął, bo chciałby, żeby choć raz coś było proste, nieskomplikowane, bez ukrytych znaczeń, podtekstów i tym podobnych. To bardzo męczące wszystko było*

Gen. Qymaen - 2010-06-13 17:03:10

taaa, ale czcze to nadzieje, bo tacy to chyba serca nie mają. Tak czy siak – pies go jebał. *podsumował zaciągając odrobinę na kaleeshianski, z resztą treść podsumowania była typowa dla tej kultury. Generał zaniósł się kaszlem, co było swoistą kara za zbyt szybkie podniesienie się, bo tak właśnie zrobił – podniósł się. Ale szybko opanował tę niewydolność i strzepnął pelerynę* Proszę mi mistrzu wybaczyć, ale umówiony jestem  sali medycznej, a spóźnić się kolejną godzinę nie wypada już…

Moc - 2010-06-13 17:08:35

Raczej serca nie ma... *Przyznał rację Mace a gdy generał go przeprosił to sam też z fotela wstał, ale on jako że był zdrowy, to wykonał tę czynność bez problemu* Sala medyczna? Mam nadzieję ,ze to nie jakieś problem zdrowotne? *Zapytał poprawiając sobie szatę i tak delikatnie wysondował Mocą stan zdrowia Generała. Robił to już w sumie kilka razy i wiedział przez to, kiedy się gorzej czuł a kiedy lepiej, ale w końcu wypadało chyba zapytać wprost*

Gen. Qymaen - 2010-06-13 17:22:51

*peleryna spłynęła z przygarbionej sylwetki. Nadal ta wyjściowa, lekka. Trochę się generał bał, ze ją zabrudzi. Ava Mai szkoliła go zawsze za nie dbanie o ten swój „garnitur”. teraz Avy nie ma. Musi dbać sam. Tyle trudnych rzeczy musi robić sam, i nikt go nawet nie ochrzani…
Generał bardzo lubił być przez nią obstawiany.
Z tych wspomnień wyrwał go głos Mace’a. I znowu. Sama medyczna – kto był najlepszym cybernetykiem? Ava…*
Kłopoty ze zdrowiem to dla mnie chleb powszedni. Większe, mniejsze, raczej się nie kończą. Taka moja pokuta…
*Stan dzisiejszy poprzez Moc ściągnięty do baz danych Mace’a nie był z  tych najgorszych, no ale wskaźnik niebezpiecznie gonił na ten stan zagrażający. Ale nie wyglądało na to, by szczególnie cierpiał fizycznie. Bywało gorzej i bywało dużo gorzej*
…i w sumie nie dziwota. To co ze mnie zostało to tam o kant dupy pobić, mistrzu…

Moc - 2010-06-13 17:41:26

*No i co teraz odpowiedzieć? Zaprzeczyć raczej się nie da, bo obiektywnie rzecz biorąc to Generał miał rację ,ale czy przytakniecie nie będzie obrazą? Cóż, dzisiaj już pożartowali sobie, wiec można dalej trochę to pociągnąć* No cóż, lepsze to niż nic, jakoś cię Generale poskładali do kupy i to całkiem solidnie, bo w końcu na taśmie klejącej i kleju się nie trzymają twoje części... *Bo co innego można powiedzieć dogorywającemu cyborgowi? Że będzie dobrze? Takich kitów to on nie przyjmie i sam wie jak z nim źle. Mace w końcu wyprostował się w pełni i podszedł do grodzi* Hmm... ja bym musiał jeszcze zamienić kilka słów z Aru, czy w końcu podjął decyzję co zrobi... ale nie jestem pewien, czy branie go do Zakonu z powrotem to dobry pomysł. Niby Jedi potrzebujemy bardziej niż kiedykolwiek, ale ryzyko jest większe...

Gen. Qymaen - 2010-06-13 17:50:04

*Kolana mocarnych durastalowych nóg. Ugięły się nieznacznie dla lepszej stabilności. Cyborg podniósł głowę. Zamrugał, patrząc przez siebie, i nagle jego ręka od strony z której to Windu stal podniosła się, w miarę ponownego opuszczania głowy. Palec wetknął miedzy kable na szyi. Jednocześnie skóra pod oczami pomarszczyła mu się, znaczy ze to nieprzyjemne jest. I wtem na kciuku został lekko wyciągnięty jeden z kabli. Poklejony… izolacją.  Po demonstracji puścił, i strząchnął się i znowu zgarbiwszy tak, jak najwygodniej charknął i zwrócił do Mace’a* różnie. Czasami najprostsze rozwiązania się najlepsze. *tak, świadom był generał siebie samego, i swojego stanu. Swojej „przyszłości” która niewiele znaczy bo wiadomo, jak się skończy. Był mądrą istotą. Wiedział wszystko. I z odpowiedzi „będzie dobrze” zaśmiałby się, a  potem by kaszlał cały wieczór.* wieczór, Pstrokaty… ano – ja to odnoszę wrażenie, ze dla Aru to jego samego jednego za mało jest, bo on to by wszędzie chciał być… no ale tak, zdecydowanie- wziąć go na  warsztat

Moc - 2010-06-13 18:00:37

*Mace rzucił okiem na tą izolację i zmarszczył czoło. Cóż, sam by pewnie wolał nie wiedzieć w jaki sposób to wszystko trzyma się kupy. Bo taka izolacja to raczej trochę marnie działa na psychikę niż porządny montaż...* No ja bym spać spokojnie chyba nie umiał wiedząc, że trzymam się na taśmie... *Cóż, ale dla Generała to pewnie nie pierwszyzna niestety, ale Mace długo się do zwykłej protezy ręki przyzwyczajał. Spojrzał teraz na nią i zacisnął pięść, ale temat już zmienili na pstrokatego...* Cóż, jeśli zdecyduje się na Tython to nie będą to wakacje. Odszedł dawno i pewnie co nieco zapomniał a z tego co mi mówił mistrz Yoda, to przygotowują tam właśnie intensywny program szkoleniowy, by wszystkich doprowadzić do szczytu możliwości *A należy wspomnieć, że szkolenie Jedi nie należy do najłatwiejszych i jest wyczerpujące*

Gen. Qymaen - 2010-06-13 18:11:50

*Z cała pewnością – łatwiej jest koegzystować z istotą, a  nie z jej parametrami, jak w  przypadku generała – przekaźnikiem takim, owakim, takim respiratorem, innymi cudami podtrzymującymi zycie, jeszcze innymi ogarniającymi, cała masa stabilizatorów, generatory związków chemicznych, co chwile wymiana jakichś płynów…  nie na normalny umysł.*
To jest bardzo dobra taśma, Cochrelowiska, wiec proszę się nie przejmować i spokojnie spać *widać to akurat nic poważnego było, a  przydarzyło się kiedy generał bardzo kajety był; i nie dało się go zaciągnąć do sali medycznej czy tez warsztatu i była pomoc doraźna*
A to już nie nasze zmartwienie, skoro taką decyzje podejmie sam. Niech go tam zmęczą porządnie co by o głupotach nie miał czasu myśleć to wszyscy na tym dobrze wyjdziemy a on już na pewno *I tak wypowiadając swoje zdanie na temat pana Pstrokatego, ruszył w dół korytarza, niespiesznie, wręcz opieszale. A gdzie się spieszyć, do medycznej?*
Nie sądzę żeby szkolenie jedi jeszcze jakiemuś dżedajowi zaszkodziło…

Moc - 2010-06-13 18:50:39

Pomęczą go, o to się nie martwię... a jeśli mistrz Yoda się tym osobiście zajmie, to mu współczuję. Wbrew pozorom to mały sadysta... *Uśmiechnął się lekko na wspomnienie, kiedy to zielonkawy mistrz dawał mu niezły wycisk podczas szkolenia w świątyni, chociaż nie był jego formalnym padawanem. Yoda wychodził z założenia, że trzeba maksymalnie zahartować i ciało i umysł, więc wysiłek fizyczny to konieczność. A wielu sądziło, ze skoro Yoda już wiekowy to najlepszym mistrzem jest, bo nie trzeba się wysilać. Jest najlepszym, ale trzeba włożyć bardzo dużo pracy i sił w szkolenie* No cóż, zobaczymy gdy już się zdecyduje... idę go poszukać. Bywaj Generale, oby wszystko się ułożyło...

Gen. Qymaen - 2010-06-13 19:05:21

Tak, chętny jestem na relacje. Niech cie dobre bogi *pożegnawszy się także lekkim „uśmiechem”, ruszyli  swoją stronę, wcale nie szybciej, ale w końcu i tak dojdzie…*

Moc - 2010-06-17 13:29:39

*Grodzie na mostku rozsunęły się przed nim, wpuszczając go do środka. Jego twarz znowu przybrała ten swój kamienny wyraz, teraz bardzo adekwatny do sytuacji, bo brak Generała na mostku był zauważalny. Mistrz Windu z pewnym zdziwieniem stwierdził ,ze brakuje mu tu tego cyborga, który powarkiwał co jakiś czas na kogoś, a już najczęściej na tego biednego nemoidianina. Kto by się spodziewał, że mistrz Jedi zatęskni kiedyś za widokiem Grievousa? Te kilkanaście ostatnich tygodni trochę pomieszały ich wcześniejsze relacje. Ale teraz na mostku Mace szukał Darvena by z nim uzgodnić kilka spraw. Więc rozejrzał się spokojnie po twarzach zebranych, szukając tej charakterystycznej postaci...*

Darven - 2010-06-17 13:49:27

*Darven siedział pochylony nad stołem taktycznym. Miał za sobą wielogodzinną, wyczerpującą rozmowę z radą Cochrelu. Było to naturalnie spotkanie w zamkniętym gronie holopostaci. Odwrócił się na ruchomym fotelu gdy usłyszał syk otwieranych grodzi. Przecież z nikim się nie umawiał, wzywał... Nikt nie uprzedzał o przybyciu. Szybki rzut zmęczonym okiem i już wiadomo. Sam Mace go zaszczycił. Darven spojrzał na niego pytająco, podniósł lekko brwi. *

Moc - 2010-06-17 14:01:41

*Mace dostrzegł go i powoli do niego podszedł, przemierzając spokojnie mostek, aż w końcu stanął przed nowym dowódcą Widma* Witaj Darvenie. Przejdę może od razu do sedna sprawy, by nie zajmować twego cennego czasu *Jak i swojego. Gdy szedł tutaj to w spokoju obmyślił plan poszukiwań Generała. Nie był idealny, ale póki co jedyny który mieli, bo raczej Imperium nie będzie się chwalić, że złapali Grievousa, skoro kilka miesięcy temu z taką pompą obwieścili Galaktyce, że on nie żyje. Nie, to będzie więzień nr 1, pilnie strzeżony.* Chodzi o Generała Qymaena. Wierzę, że będę w stanie go odnaleźć w Mocy i zlokalizować miejsce jego pobytu... potrzebuję tylko czegoś, co używał długi czas. Coś, co przesiąknęło jego aurą. Płaszcz może... *Już raz w Mocy wyczuł go i to na długo przed ich spotkaniem, na Boz Pity, kiedy to trapiły go wielkie wątpliwości. Wtedy Moc podpowiedziała mu, przepowiedziała pojawienie się Punktu Przełomu, którym był właśnie znienawidzony przez wielu cyborg. Miał nadzieję, że to mu pomoże go odnaleźć*

Darven - 2010-06-17 14:11:01

Witaj, Mace. Cóż za niespodzianka. *Spojrzał uważnie na Windu przysłuchując się temu co mówił* Ano tak... Wy, Jedi - nie mam pojęcia czemu - zawsze bawicie się w wyczuwanie emocji innych czy położenia... Niemniej jednak, jeśli jesteś w stanie znaleźć Generała - to dobrze rokuje. *Wyprostował się na fotelu składając dłonie.* Może usiądziesz? Jak się stoi, niewygodnie się rozmawia. A płaszcz... Naturalnie, udostępnię. *Zimnoniebieskie oczy płynące potężnym oceanem jako jedyny żywy element ponurej maski zajmującej twarz wpatrywały się w mistrza.*

Moc - 2010-06-17 14:18:21

Cóż, taki już nasz urok, ale nie da się zaprzeczyć, że czasami jest to użyteczne *I bardzo męczące - dodał w myślach, gdyż poszukiwanie w Mocy informacji o jednej konkretnej jednostce jest czasochłonne i bardzo męczące, wymaga wielkiej koncentracji i prawdopodobieństwo sukcesu też nie jest za duże. Mace oczywiście usiadł, gdy Darven wskazał mu miejsce. Poprawił sobie jeszcze szatę i rozejrzał się po pomieszczeniu, przypominając sobie ostatnią rozmowę z Generałem. Nie mógł się odpędzić od myśli, że w jakiś sposób była ona prorocza i to w chwili, kiedy znaleźli nić porozumienia inną niż ich sojusz, że spróbowali nawiązać normalne kontakty. Cóż za ironią Mocy...* Cieszy mnie to. Naturalnie poinformuję ciebie, jeśli coś odkryję. Póki co wiem tylko tyle, że żyje... jeszcze *Nie chciał być złym prorokiem, ale skoro trafił w łapska Imperium, to kwestią czasu pozostawał fakt, że w końcu zginie i to w wielkich męczarniach* A jak wyglądają sprawy Cochrelu i sojuszu z tym Przymierzem? Naturalnie jeśli wolno mi zapytać, w końcu nie jestem częścią korporacji a jedynie sojusznikiem, który póki co nie okazał się zbyt... cenny. *Mace zdawał sobie doskonale sprawę z tego, że ich pozycja nie była za silna, dopiero się reorganizowali, odbudowywali po rozkazie 66. Ale miał nadzieję, że w końcu uda im się jakoś sobie z tym poradzić*

Darven - 2010-06-17 14:46:35

Wiem. Ja też wiem, że żyje, ale nie wiem jak długo... Gdy tylko próbuje... Wymyka mi się gdy jestem blisko. *Powiedział, kończąc ze złością.* To takie irytujące... Odpowiedź wyślizguje się z rąk, gdy jestem zaledwie kawałek od niej. Jednak świadomość tego, że jeszcze żyje to marna pomoc - choć, być może jeszcze mamy czas. *Zimnoniebieskie oczy oderwały się od twarzy Windu, omiotły mostek, w którym różne istoty pracowały w ciszy. Na pewno każdemu udzielał się tutaj brak Generała. A wszyscy z nich bali się niedostepnego, tajemniczego człowieka. Wzrok spoczął na jednej ze ścian.* Trzeba być przygotowanym, że on może umrzeć. A sprawy Cochrelu... Nie ukrywajmy, strata Generała to olbrzymi cios dla całej korporacji. Ja jestem od tego, by dbać w takiej chwili o te sprawy Cochrleu. A jest to sytuacja wysoce niekorzystna dla nas wszystkich... Nar azie i tak niewiele osób wie o tym, że Generała już nie ma tutaj. Nad sojuszem zas pracują - mimo zaistniałych problemów - obie grupy dyplomatyczne. W obecnej sytuacji ja zajme się doglądaniem tego. Myślę jednak, że wszystko jest na dobrej drodze. Większość wątpliwości zostało rozwiązanych gdy Generał jeszcze tutaj był - teraz nawiązanie współpracy to raczej sprawy formalne.

Moc - 2010-06-17 15:06:50

*Mace wysłuchał słów Darvena. On również władał Mocą i próbował odnaleźć Generała, ale mu się nie udawało. Więc czemu Mace miałby być wyjątkiem?* Z Generałem już kiedyś nawiązałem kontakt poprzez Moc i to jeszcze przed naszym pierwszym spotkaniem. Podejrzewam, że będę umiał to odtworzyć... nie obiecuję zbyt dużo, ale może jeśli poznamy miejsce jego przebywania, to uda nam się go uratować dosyć szybko. W każdym razie osobiście wyruszę mu na pomoc *Zadeklarował się i nie było odwrotu. Czas przypomnieć Galaktyce o Mace'sie Windu... Imperator zapewne wpadnie w szał, gdy się dowie, że nie tylko Grievous przetrwał jego knowania, ale również i przywódca Rady Jedi... Mace spojrzał na swoją prawą dłoń i zaczął ja zaciskać w pięści i rozluźniać. Swego czasu myślał o zemście na Anakinie za to, że go okaleczył, teraz jednak traktował to jako przestrogę. Ostrzeżenie przed zbytnim zadufaniem w sobie i przypomnienie, że to Moc dała mu tą szczególną umiejętność widzenia i interpretowania Punktów Przełomu, by ją należycie wykorzystywał.* Dobrze, że tutaj jesteś Darvenie i się tym zajmujesz. Byłeś najbliżej Generała, znałeś jego zamiary a przynajmniej część, pokierujesz tym odpowiednio. A ten sojusz jest ważny, zwłaszcza teraz, gdy Imperium nas dopadło. Chciałbym wiedzieć jakim sposobem?

Darven - 2010-06-17 15:13:13

*Słuchał Windu w skupieniu, nie mając nic do dodania. Zresztą, był zmęczony - co nie powinno dziwić.* Bez wątpienia, sojusz jest ważny. A co do sposobów... To imperium. Nie głupie blaszaki, imperium ma siłe. Dlatego teraz tutaj jesteśmy. Być może się tego dowiem... Znajdę odpowiedź. Nie przekładam tego jednak nad istnienie Generała. Najważniejsze jest w tym momencie jego przeżycie. Nie kieruje się nadzieją, a rozsądkiem. I wiem, że nie mamy dużych szans by doprowadzić do jego przetrwania.

Moc - 2010-06-17 15:22:45

Powinniśmy pokładać nadzieję w jego żądzy przetrwania i zemsty na Imperium. Już dwa razy oszukał śmierć... może uda mu się wytrwać do czasu naszego przybycia *Qymaena można już prawie uznać za legendę, przeżył jedną katastrofę, przeżył starcie z mistrzem Kenobim, choć powinien zginąć. Wiec jeśli przetrwa jeszcze niewolę u Imperium to można go uznać za ewenement.*Cóż, ja za bardzo nie pomogę w sprawach Cochrelu czy też sojuszu z Przymierzem, chyba, że bym miał wystąpić w charakterze dyplomaty. Póki co skupię się na próbie odnalezienia Generała... *To i tak zajmie mu sporo czasu. Godziny medytacji i wytężania wszystkich swoich zmysłów...* A i jeszcze coś... nie związanego z dotychczasowym tematem rozmowy... jeden z techników, Deimos Hamal... przywiózł na pokład Widma małe dziecko, dziewczynkę... a to stanowi mały problem *Zaczął ostrożnie, bo nie wiedział jak zacząć rozmowę. Darven był dla niego zagadką i to dużą. Rzadko rozmawiali, a jak już to tylko krótko, wymiana informacji i tyle. Tak jak z Generałem na początku*

Darven - 2010-06-17 15:27:45

Jak mógł przywieźć? Dzieciom nie wolno tutaj przebywać. Tutaj, gdzie indziej też... Widmo to nie wyjątek, w żadnym miejscu będącym pod skrzydłem korporacji nie ma dzieci. *Spojrzenie zimnobiesiekich oczu znów wybrało sobie na cel Windu.*

Moc - 2010-06-17 15:31:27

Nie wiem, spotkałem go niedawno z tą dziewczynką. Był na jakimś urlopie i w przypływie współczucia dla dziewczynki przygarnął ją. To był szlachetny gest, ale zdaję sobie sprawę z tego, że to nie jest miejsce dla małego dziecka. Tu się rodzi problem *Problem z punktu widzenia Mace'a nie Darvena, bo podejrzewał, że ten nie będzie miał oporów przed pozbyciem się dziewczynki z pokładu Widma i nie ważne jaki los ją spotka, byle tylko przestrzegać regulaminu. W tej materii lepszy był Generał, który potrafił naginać regulamin i zasady gdy chciał, ale też był w znacznie innej sytuacji. Darven jest tylko zastępcą, póki co... jego pozycja jest niepewna. Wszystko to było bardzo niebezpieczne*

Darven - 2010-06-17 15:43:04

W tej korporacji szlachetność to nie wartość dla której łamie się ogólnie pojęte dobro całego naszego społeczeństwa - to nie republikańska bajka, bądźmy szczerzy. *Ano Mace miał racje, ale Darven nie zrobi tego jedynie dlatego, że tak napisano w regulaminie. Jeśli tak zrobi, to dlatego, że dzieci - nie ma bata - nie pasują do tego środowiska. Pod żadnym względem - także bezpieczeństwa. Regulamin w końcu napisano z jakiegos powodu, a nie dlatego, że ktoś miał wene na pisanie. Mace jako Jedi (i to nie byle jaki) powinien to doskonale rozumieć.* Niewątpliwie, rodzi się problem. I co w związku z tym?

Moc - 2010-06-17 15:48:04

*I rozumiał to bardzo dobrze i rozmyślał jak z tej sytuacji wybrnąć w miarę bezkrwawo (znaczy się bez ofiar), ale sytuacja była o tyle skomplikowana, że nie mogli się zatrzymać nad pierwszą lepszą planetą i oddać dziecko do sierocińca, bo jak? Byli Statkiem Widmo, nie tylko z nazwy* Rodzi się, rodzi... a czy ten technik jest nie do zastąpienia? Można go zwyczajnie przenieść na jakąś pomniejszą placówkę a do tego czasu ta dziewczynka przebywałaby tylko w sekcji mieszkalnej, gdzie nie stanowi większego problemu.

Darven - 2010-06-17 15:55:48

Nie podoba mi się to, Mace. Nikt tutaj nie nawykł do naginania zasad pod wpływem Jedi. Powiedzmy sobie szczerze, tutaj - w tej korporacji - zasady dotyczą bez wyjątków wszystkich. To są na przykład wszyscy technicy, nie tylko pan Deimos. Co więc miałbym powiedzieć, gdy przyszedłby do mnie technik równy tamtemu rangą i powiedział "hej, ja też mam dziecko, a musi spędzać w rozłące czas gdzieś daleko stąd kiedy ja pracuje, dlaczego?" i nie mógłbym odpowiedzieć mu nic sensownego - żeby powiedzieć i nie skłamać. Zresztą, nie oszukujmy się, ten technik z całą pewnością wiedział, że dzieci brać nie wolno, a na Widmo nie dopuszcza się osób bez stażu, więc na pewno w Cochrleu pracuje od jakiegos czasu. Mam rozumieć, że obudził się ze świadomością tego, że ma ze sobą dziecko dopiero, gdy postawił stopę na pokładzie statku lub podczas rozmowy z tobą? *Darven przechylił głowę, z uwagą wpatrując się w Maca. Zmarszczył czoło.*

Moc - 2010-06-17 16:25:20

Ja tylko... negocjuję w jego imieniu, nie zmuszam do naginania zasad *Odparł spokojnie a na argumenty Darvena nie odpowiedział z prostego powodu, bo miał rację. Jednak negocjować zawsze można próbować, by znaleźć wyjście z sytuacji które zadowoli każdego.* Ja tylko próbuję znaleźć wyjście z sytuacji akceptowalne dla wszystkich. Biorę też pod uwagę dobro tego dziecka. Co prawda przebywanie na okręcie wojennym się pod to nie kwalifikuje i pod tym względem owy Deimos sprawę pokpił.

Darven - 2010-06-17 16:39:24

Tak, pokpił, a Cochrel nie zrezygnuje z pracownika dla szlachetnego czynu dającego szczęście dziecku. Deimos miał być przeniesiony dopiero za trzy miesiące - do tego czasu musi tutaj być i nie ma w ogóle co rozważać przenosin przez ten czas. Podobno za błędy się płaci. Ja nie wyobrażam sobie dziecka an tym okręcie przez trzy miesiące. Na flagowym, wojennym okręcie Cochrelu. Zresztą, spójrz na to po swojemu - to może wybuchnąć, stać się celem ataku. To wazny obiekt. Tutaj wszystko tyka jak w zegarku. Podczas ostatniej bitwy dajmy na to mogło dojść do uszkodzenia statku. Gdyby imperium natarło w pierwszej fali większymi siłami, mieliby szanse ostrzelać widmo. A Widmo I? Nie muszę chyba przypominać. *Przechylił się na fotelu w tył.*

Haris - 2010-06-17 18:29:24

*Jak wiadomo statek nie był już w  nadprzestrzeni. Inaczej darven nie mółby odbyć konferencji, a  ta była nagląca. Niecodzienna sytuacja, i jakze dramatyczna. Haris przyleciał tu prywatnym mysilwcem zaraz po wyjściu. Na widmie był już od dwóch godzin, czekając aż konferencja się skończy. Dostawszy informacje, ze poszczególne statki przywódców wykonaly skoki, sam kaleeshianski kapitan Komety ruszył korytarzem w kierunku mostka Widma II, wiedzac, ze nie spotka tam już generała. Nie łudził się  ze to wszystko było snem. Szedł do Darvena. A po co to juz było tylko dla uszu adresata. Poniekąd z Harisowego punktu widzenia było tajne. I w koncu, kiedy grodzie się rozsunęły, zimne oczy kaleesha zaświeciły w czeluści mostka i…* Panie… *I zatkało go, umieruchamiajac w gardle resztę słow. Haris miał zawsze puste spojrzenie ebz wyrazu. Teraz zaś, z  lekko rozwartymi szczekami stanął jak wryty i patrzył na Mace. Mace Windu. Największy Jedi, prócz Yody. Haris wiedział o nim, a  jakże, w  koncu był w Cochrelu głęboko,. Ale nigdy go nie widział na żywo.* …przeprasza… *Skinął głową, wycofując się. Pod zimnymi oczami dało się zauważyć na policzkach ukosne czarne kreski. To kaleeshoianskie znaki żałobne. Haris wycofał się poza grodzie*

Moc - 2010-06-17 18:34:09

*Mace zastanawiał się nad odpowiedzią, ale przerwało mu pojawienie się jakiegoś kaleesha, zapewne przyszedł on do Darvena* W takim razie trzeba się zastanowić, co z nią zrobić, ale to może zaczekać. Zapewne jeden z pańskich oficerów ma sprawę do pana Darvenie. *Sprawa dziewczynki w porównaniu z niedawnymi wydarzeniami była śmieszną błahostką, poza tym na razie nikt nie wiedział co począć z nią, nie licząc prostego "Won!". Darvenowi łatwo powiedzieć, Mace'owi trudniej* Może dokończymy to później, gdy ktoś wpadnie na pomysł, gdzie ją umieścić. Póki co chciałbym odebrać płaszcz Generała i spróbować go namierzyć

Darven - 2010-06-17 18:56:18

*Darven odwrócił się by spojrzeć w stronę rozsuwających się grodzi. Zimnoniebieskie oczy omiotły wolną przestrzeń powstałą w wyniku ich otworzenia. Ujrzały Harisa. Trwało to zaledwie chwilę, kaleesh wycofał się, a Windu zaczął mówić, skupiając na sobie uwagę człowieka. Skinął mu głową.* Tak... Nie mam do tego teraz głowy. *Darven wstał i udał się do szafy, w której Generał trzymał swe peleryny. Ostrożnie wyjął jedną z nich. Codzienną. Qymaen na spotkanie udał się w odświętnej... Człowiek westchnął. Odwrócił się i podszedł do Maca. Zgniłozielony materiał zapakowany w folię ochronną spoczął w dłoniach Windu.* Proszę.

Moc - 2010-06-17 19:05:36

*Odebrał od niego pelerynę i kiwnął głową* Postaram się ja oddać w stanie nienaruszonym. A teraz już nie przeszkadzam *No i odwrócił się, udając się w kierunku grodzi. Chwycił pewniej swój pakunek i podchodząc do drzwi, te się rozsunęły. Mace wyszedł na korytarz i jeśli tam będzie stał Haris to zagai do niego* Darven jest już wolny. Możesz z nim porozmawiać. *I ruszył przed siebie korytarzem, ale szedł spokojnie, więc jak ktoś coś od niego będzie chciał to go łatwo znajdzie i dogoni*

Haris - 2010-06-17 19:14:47

*Taka generalska peleryna z 10 kilo ważyła. Haris wiedział. W końcu jako kaleesh z  generałem był dość blisko. Przez jakiś czas było to wręcz braterstwo, kiedy Qymaen kupił go na Kalee, gdzie było to jak najbardziej legalne. Skinął Mace’owi głową i obejrzał się jeszcze, kiedy ten odchodził, zbierając pazurzasta dłonią szczeciniaste pejsy do tyłu. Po cholerę mu generalska peleryna? Koc mu zapleśniał, czy co?
Snułby jeszcze spekulacje, n    o ale przybył tu specjalnie do Darvena. Tak wiec wyprostowawszy się wszedł pewnie*
Dobry. Można?

Darven - 2010-06-17 19:28:10

*Spojrzał znów na wchodzącego Harisa. Wydało mu się to dziwne. Zupełnie inaczej jak wchodził za pierwszym razem. Może to Windu tak zadziałał?* Proszę. *Gestem dłoni zaprosił kaleesha do środka, uwaznie śledząc go zimnoniebieskimi oczyma.*

Haris - 2010-06-17 19:34:38

*Wszedł więc. No cóż, nie ma co ukrywać ze Windu wrażenia nie zrobił. Haris zagłębił siew  czeluście mostka i zaraz obrał kurs na Darvena.. Zbliżał się patrząc mu w twarz wzrokiem pustym, suchym. Bez mrugania. Źrenice miał węższe niż generał. Młodsze, bystrzy wzrok, pełna sprawność i wydajność organizmu. Skłonił się Darvenowi.
Nie uszły spojrzeniu żałobne symbole na jego twarzy i mundurze*
Przybywam by zapytać, czy nie potrzebujesz czegoś w przejęciu ten statek, panie *przemówił cicho, ale w innym sposób niż Darven. Nie można było za chuda galaktyki dojść, o co mu chodzi. Patrzył trochę bokiem, lekko obnażał zęby. Próbował się uśmiechać? Niewykluczone. Na pewno nie miał złych zamiarów. Cochrel leżał mu na sercu tak samo jak Darvenowi* Venator bezpiecznie zacumowano w system Gand. Oficerowie przesłuchiwani.

Darven - 2010-06-17 19:48:51

*Darven skinął głową Harisowi. Napotkał jego spojrzenie. Zimnoniebieskie oczy osadzone na ponurej twarzy przypominającej maskę śledziły uważnie idącego kaleesha.* Póki co nie... *Odpowiedział człowiek, próbując rozszyfrować pierwszą wypowiedź Harisa.* Cieszę się, ze trwają już prace nad pojmanymi. Jak uda wam się odkryć osobę o najwyższym stopniu tudzież rybę najgrubszą z punktu widzenia Imperium - podeślijcie mi. Zresztą... Nie wykluczone, że tak czy siak będę musiał odwiedzić tego imperialnego grata. Teraz zaś zasadnicze pytanie - odzyskaliście jakieś dane ze statku? I co zrobiło przymierze po wyjściu z nadprzestrzeni? A przynajmniej "ocean" który z wami wspólpracował w celu "sholowania" Venatora. *Darven rzucił okiem na zarośniętą czenrią i granatem przestrzeń kosmiczną spoglądającą na nich zza iluminatora. Zbliżył się do stołu taktycznego, by oprzeć się na nim.*

Haris - 2010-06-17 19:56:04

*Kaleeshianski kapitan Komety stanąwszy na baczność, z  rękami z tyłu patrzył pusto w twarz Darvena. Oczy miał teraz lekko przymknięte, na ukryte pod srebrnym mundurem ramiona opadały szczeciniaste kosmyki kaleeshianskich włosów, ciemnokasztanowe, mimo młodego wieku z  kilkoma białymi nitkami* Przymierze ściągnęło swoich ludzi. Pracują nad przywrócenie sprawności hipernapędu i osłon. Są duże zniszczenia, ale wyjdziemy na swoje. Glowny komputer nawigacyjny imperium zniszczyło strzałem przed ewakuacja. Pracują nad nim nasi programiści, ale nie spodziewać się cudu. Pozostają przesłuchania, ale nie rokuje dobrze. Ja przesłuchał pięciu, wszyscy nie żyją *Odparł z  lekkim westchnieniem, jakby wyrażał pogardę dla tej imperialnej papki*

Darven - 2010-06-17 20:05:56

Rozumiem... Przeklęte imperium! *Wziął głębszy oddech. Na samą myśl robiło mu się gorąco.* Pięciu mniej. Faktycznie jednak, to źle rokuje... Ściągnęliśmy ledwie paru, niewielkie to szanse. Wyprowadza mnie to z równowagi... Wiesz o czym mówię, Harisie? Nie mogę znieść myśli, że imperium może bezkarnie robić takie rzeczy, ba, zabierać nam zdecydowanie cenną istote ot tak. Filar działania tej korporacji. A my nawet nie wiemy skąd się wziął atak... *Darven zacisnął dłonie na masywnym stole tak mocno, że pobielały. Spojrzał na Harisa.* Nie można wykluczyć zdrady. Przykro mi o tym mówić, ale... Taki wariant też jest możliwy. Zresztą... To niepojęte, że imperium zaatakowało akurat wtedy, kiedy Generał wybrał się na spotkanie zwykłym transportowcem. To miał być zaledwie parunastu minutowy rejs... Nie podoba mi się to bardzo, nie wiadomo nawet komu można ufać.

Haris - 2010-06-17 20:11:48

*Mięśnie na twarzy Haris napięły się, ale nie była to mimika, prędzej jakieś silnie odzwierzęce, agresywne odruchy. Bez wątpienia nie bez dolewki nienawiści kierowanej pod wiadomy adres. Twarz Darvena odbijała się w ostrych źrenicach.* Przymierze prowadzili otwarte walki z Imperium. Oni mogli wiedzieć o nich. Ja na moim statku nie mam szpiega. Panuje czystość na Kometa, zapewniam *rzekł ostro i nieustępliwie, ale widać było ze wie, ze może być na celowniku*

Darven - 2010-06-17 20:21:03

*Darven skinął głową.* Wierze ci, Harisie. Uznaje cie za jedną z istot tego bliskiego grona współpracowników, którym można zaufać... *Podniósł głowę powoli, błyskając błękitnym oceanem pływającym w oczach.* Niemniej jednak, trzeba rozważyć każdy wariant. Zgodzę się z tobą - przymierze mogło naprowadzić na nas imperium - bo, że zrobili to celowo nie wierzę. Ale oni też dbają o bezpieczeństwo, to stricte wojskowe zgrupowanie. Dlatego też chciałbym, byś miał oczy szeroko otwarte. Potencjalny donosiciel może być wszędzie, a teraz jesteśmy szczególnie narażeni na ataki, jestesmy po prostu osłabieni... To nadzwyczajny czas. *Spojrzał Harisowi w oczy.* W każdym razie, doceniam twe starania. Natomiast jeśli chodzi o imperialnych... Osobiście przesłucham tych, którzy przejdą przez sitko, nadal będą żyli. To nasze jedyne źródło informacji obecnie. Wierze, Harisie, że jesteś lojalny wobec nas wszystkich, korporacji i pomożesz mi w tym bardzo trudnym dla nas okresie.

Haris - 2010-06-17 20:41:17

Panie… *przerwał delikatnie Haris* Nie zrozum mnie źle ale jak pracowali  generałem długo. Nauczył mnie mieć oko na drobiazgi. Czy na Widmo II nie doszło do lądowania pracownika technicznego przed całe zajście? Przed wylot ja zdążył obejrzeć ruchy powietrzne z monitoring na baza dla ten obszar. Było jedno: przylot z planeta Rishi. Nie mówię że to zdrajca. Ale na neutralny grunt łatwo nakleić sondę, czy naprowadzacz. *Patrzenie mu w  oczy było jak patrzenie na dzieło sztuki które niby cos mówi, ale za cholerę nie szło zrozumieć, co* Całym sercem i duszą służę idei, panie. Tak jak generał

Darven - 2010-06-17 20:57:56

Wiem, nie wykluczam, że to ktoś z Widma naprowadził na nas Imperium - świadomie czy nie. Dla nas wszystkich i tak byłoby o wiele lepiej, gdyby to wszystko było tylko wypadkiem. O ile w ogóle można mówić o lepszym spojrzeniu na sprawę, jeśli dotyka nas coś tak złego jak zniknięcie Generała. Mam nadzieje, że uda nam się go odzyskać. *Mówił cicho lecz wyraźnie, głosem nieco smutnym - jak to zawsze u Darvena. Po prostu charakterystycznie.* Tak, Harisie, to dobrze... Takie istoty są nam wszystkim potrzebne. *Oderwał na chwilę wzrok od kaleesha by spojrzeć na nieskończoną przestrzeń za iluminatorem. Był targany obawami. Zniknięcie Generała bardzo odbiło się na wszystkich tutaj... On może nigdy nie wrócić - to zaś może przyczynić się do powolnego upadku całej tej idei, w której wszyscy podążali właśnie za nim. Wiedział też, że to trudny okres dla korporacji. Wiele nieprzyjemności nałożyło się na siebie tworząc bardzo szkodliwą atmosferę. A poza tym wszystkim... Brakowało mu Generała. Tak po prostu - mimo tej skorupy nieprzystępności, którą się okrywał. Czasem patrzył w bok z przyzwyczajenia gotów ujrzeć durastalowe ciało, gotowy by po prostu porozmawiać, usłyszeć nowiny, albo po prostu poczuc, że wszystko chodzi idealnie, trzymane pod kontrolą. Poczuć tą pewność siebie, zdecydowanie. Teraz nie był ani trochę pewny, w głębi. Windu zresztą trafnie stwierdził, że to wszystko bardzo niebezpieczne, niestałe. *

Haris - 2010-06-17 21:07:02

*Najwyraźniej nie wiedział, jak ma reagować, bo tylko stał i patrzył. Nie miał zbyt dużego doświadczenia z ludźmi. Szczerze mówiąc uważał ten gatunek za nieco pasożytniczy i słaby. Bywały jednostki, które szanował: mandalorianie, sam Darven tez był „w porządku”, jednak w przerażającej większości ludzie nadawali się tylko na odstrzał, wiec nie czuł potrzeby nauki rozumienia ich mimiki i gestów*
Generał często powtarzał co mnie kiedyś denerwowało: jak ja umrę, to… albo: ja już niedługo pożyje. Panie… on wszystko przygotował na swoją śmierć. My damy rade, ja w to wierze…

Aru - 2010-06-17 21:09:11

*I na korytarzu prowadzącym w stronę mostka pojawił zabrak, który od sekcji medycznej przewędrował i tu. W końcu korytarza akurat się znajdował gdy Haris, tak to chyba był Haris, został wpuszczony do środka.Widząc jednak Windu zmierzającego powoli w jego stronę, postanowił się zatrzymać i dołączyć do spokojnego marszu gdy czarnoskóry mężczyzna już zbliży się na wystarczającą odległość.* Chciał bym zapytać, Cię Mistrzu, o pewną sprawę. *Zaczął, ale nie dał odpowiedzieć Windu, bo i pytanie praktycznie po chwili padło z jego ust.* Czy Generał jeszcze żyje? *Tak "jeszcze" to było odpowiednie słowo co do tego w jakiej sytuacji znalazł się Generał.*

Darven - 2010-06-17 21:11:17

*Kąciki ust zadrgały by po chwili unieść się nieznacznie.* Pewnie masz racje. On by nie pozostawił idei na wymarcie z tak błahego powodu jak jego własna śmierć. Ale on żyje. Jeszcze. Nie wiem gdzie jest, ale nadal żyje. *Odwrócił się* Jeśli to już wszystko, możesz odejść.

Moc - 2010-06-17 21:18:47

*Mace idąc korytarzem dostrzegł Aru i nie był za bardzo zdziwiony. Właściwie to sam chciał z nim porozmawiać, ale ostatnio tak jakoś czasu nie miał, albo medytował, albo rozmawiał z mistrzem Yodą albo badał holocron. No ale teraz miał czas, a przynajmniej chwilkę* Generał? Jeszcze żyje... mam zamiar go poszukać w Mocy *I po to był mu potrzebny ten spory pakunek zawierający pelerynę cyborga. Ale Aru lepiej niech nie pyta po co mu to jest potrzebne albo w jaki sposób. Po prostu poszuka chwytając się różnych sposobów* Ja mam też do ciebie pytanie... co z twoją decyzją?

//Przenosiny to tego Tematu//

Haris - 2010-06-17 21:20:18

wszystko. Dziękuje i bywaj *odparł Haris i skłonił się lekko. Darven to nie generał. Haris nie zostanie tu, by z nim ot tak podyskutować. Wycofał się i wyszedł. Na korytarzu jednak nie było pusto. Ktoś rozmawiał z  Windu? Tak, to ten zabrak. Haris, korzystając z zasłony wnęki jednym susem skrył się za nią. Nie widzieli go. ale on sobie posłucha. Oparł się wiec bokiem o ścianę i słuchał. Usłyszał głos Aru. Pytał o generała.*

Darven - 2010-06-17 21:32:40

*Darven skinął głową i odprowadził Harisa wzrokiem do drzwi. Tak, Darven to nie generał - nie było wątpliwości. I on nie oczekiwał pogawędki. Zmęczony opadł na fotel, Przetarł dłonią twarz.* Wezwijcie potem Rudiego... *Człowiek zacisnął dłonie na oparciach fotela i przymknął oczy.*

Gen. Qymaen - 2010-06-18 14:54:58

Rudi:

*Minął czas jakiś od wyjścia Haris i wreszcie skutki jego działań same przyszły.
Durosjanin z  hangaru – Rudi – zawitał na mostek. Jak zawsze uśmiechał się serdecznie, stojąc na baczność, baczność czystym mundurze skorego na godzien nie nosił. Patrzył na Darvena po przyjacielsko, ale jego strachem można było wymalować ścianę konferencyjną*
Chciał mnie pan widzieć, sir?

Darven - 2010-06-18 14:59:38

*Darven odwrócił się na ruchomym fotelu w stronę durosjanina.* W istocie, Rudi. Chciałbym się dowiedzieć czegoś o lądowaniach na naszym statku przed atakiem imperialnym. Zajmujesz się zespołem z hangaru więc masz najlepsze rozeznanie w tym, co się tam dzieje. *Wpatrywał się w Rudiego zmrużonymi - a przez to słabiej błyskającymi błękitem - oczyma z uwagą.*

Gen. Qymaen - 2010-06-18 15:05:59

Rudi:

*Nie był głupi. Praca na tym statku nauczyła go myślenia wielotorowo. Już wiedział: łącząc nieprawidłowości ostatnich dni wszystko wskazało oskarżycielskim palcem na tego frajera Daimosa. Bo to on lądował. Tylko* Tak, było ladowanie
*Pamiętaj, Rudi – żadnego angażowania się, ostrzegałeś, tłumaczyłeś temu idiocie – tłumaczył sobie – żeby tego nie robil, zeby się zastanowil i jakos pozbył tego dzieciaka, jest przecież tyle instytucji. Chłop jest dorosły, cała załoga nie będzie przymykać oko na jego wybryk…
Ale mimo to nie potrafił się zdystansować. Czy skłamie Darvenowi?*
Tak. Mielismy jedno lądowanie, jakieś 12 godzin przed zdarzeniem…

Darven - 2010-06-18 15:14:17

To by się zgadzało... A więc było to jedyne lądowanie. *Darven szybkim ruchem przywołał stojącą nieopodal laske by przy jej pomocy podeprzeć się po wstaniu z fotela. Masywna broń stukała ciężko, gdy przechadzał się po mostku. Kroki rozbrzmiewały razem z nią, niszcząc ciszę niemal wiszącą w pomieszczeniu. Zatrzymał się blisko iluminatora. Przelotnie spojrzał na ogromną przestrzeń za nim kierując wzrok z powrotem na Rudiego.* 12 godziny przed zdarzeniem... *Darven przechylił głowę.* Kto to był? *Spytał cicho. Mimo tego, że wiedział.*

Gen. Qymaen - 2010-06-18 16:19:26

Rudi:

*Zacisnąwszy niekompletne uzębienie śledził wzrokiem Darvena, zastanawiając się po cholerę on buduje to „napięcie”, przecież na widmie wszyscy byli sami swoi. Nie podobało mu się to, ale przecież nie ma nic do gadania* Niejaki Deimos Hamal, technik programista. Nowy, wcześniej robił na Hypori w instytucie. Bańki nosił, czy coś. Taki głupek *zaśmiał się nerwowo, i zaczął pocierać o siebie dłonie, nerwowo*

Darven - 2010-06-18 16:34:29

*Ano byli i nikt się z tym nie kłócił. W każdym razie, Darven nie zajmował się budowaniem napięcia niczym aktor - on był jaki był i trzeba do takich rzeczy przywyknąć, tak jak i załoga komety musiała przywyknąć do Harisa i jego nietypowego sposobu bycia. Zresztą, Darven to nie generał, wiadomo nie od dziś.* Tak... Wiesz może coś, Rudi, o jego dziwnej "paczce"? Mam powody domniemywać, że nie przyleciał na widmo sam... Rudi. *Człowiek oparł się o laske i wpatrywał w to, co widoczne było za iluminatorem.*

Gen. Qymaen - 2010-06-18 17:24:36

Rudi:

*Zastanawiał się wielokroć podczas nudnych dyżurów, czy ci na Komecie przywykli, czy mają jakieś tajne ruchy oporu. No ale Haris miał tez dobre strony. Sam z  nim nie raz pił, to wiedział. Durosjanin spojrzał przez iluminator, gdzieś nad głową rozmówcy* Nie wiem, niczego nie widziałem na własne oczy. Po statku chodzą plotki, ale nie mogę uch potwierdzić. Dostałem rozkazy, by szybko sprzątnąć jego statek, bo spodziewano się lądowania z  przymierza. Kazałem mu wypierdalać i odholowaliśmy myśliwiec. Nikt nie zaglądał do środka. Bagaże zabrał ze sobą

Darven - 2010-06-18 17:36:55

*Darven skinął głową. Czuł, że Rudi mógł jeszcze coś wiedzieć, albo nie powiedzieć całej prawdy - ale to tylko przeczucie, nie będzie na jego podstawie męczył chłopa i bez jakiegokolwiek potwierdzenia zarzucał mu różne rzeczy. Przeczucie to przeczucie, zawsze może mylić. Niemniej jednak, coraz bardziej denerwował się tą sprawą Deimosa. Zamieszany był już w taką kupkę świństwa... Dobrze, że Darven nie wiedział o zachowaniu wobec Harisa z warsztatu - wtedy nie złagodziłaby sytuacji nawet dobra wola Windu. Z Aru zresztą też było tak, że wszędzie wtykał nos i robił to co nie trzeba - zupełnie tak, jakby dla Cochrelu kimś był, a tymczasem nie - nawet nie ma przecież w korporacji pracy. I tak, w nieświadomości dotyczących pewnych rzeczy Darven żył. Spodziewał się, że brak Generała wpłynie jakoś na wszystkich, ale nie spodziewał się, że zaraz jak go zabraknie dla przykładu ktoś zacznie się obijać, przejawiać brak dyscypliny i ogólne rozbestwienie. Ale wszystko do czasu.* Rozumiem, Rudi. To wszystko co możesz mi powiedzieć na ten temat? Jeżeli tak, możesz odejść.

Gen. Qymaen - 2010-06-18 17:46:12

Rudi:
*O sytuacji  warsztatu nie wiedział nawet Rudi – za mało czasu minęło, a  póki Haris nie opuści statku, plotki dalej nie pójdą. Inżynier raczej nie puści pary z ust, albo powie ze to nie jego sprawa. A sam Haris? Powie co zechce, zrobi co innego i na koniec wyjdzie tak, ze nikt nie będzie wiedział o co chodzi. I nie będzie problemu. Z tym ze za Generała jeszcze szybciej to się działo. Rudi podrapał się po głowie. No, ciekawe, jakby to rozwiązali i czy rozwiążą. Oczywiście to wszystko to plotki, tylko i wyłącznie, bo Rudi nic nie wiedział.* Właściwie to chyba tak. Robimy teraz przeglądy statków, z polecenia kapitana Haris. Szukamy przecieków, nadajnika. I ogólnie dobrze jest, wszystko działa. Aha, pan kapitan żalił się, ze na pokładzie nie ma medyka. Jakoś niefortunnie wargę sobie rozciął…

Darven - 2010-06-18 17:54:32

*Darven odwrócił się z nową ciekawością i z uwagą spojrzał na Rudiego.* Rozciął sobie niefortunnie wargę? *Powtórzył to, co juz Rudi powiedział. Zacinsał dłonie na lasce i pochylił się nieco.*

Gen. Qymaen - 2010-06-18 18:01:54

Rudi:
*zamrugał zdziwiony tym, ze taki szczegół zainteresował Darvena. Haris zanim wysłał go tutaj, pojawił się na mostku złorzecząc na brak medyka. Miał rozciętą dolną wargę z lewej strony. Krwawiła, a on przykładał sobie chusteczkę. Był z  nim ten głupi droid, którego wepchał na pokład swojego statku. To znaczy Haris wepchał droida, a  ściślej – kazał mu wejść a on wszedł* No tak, ma rozcięta wargę, o tutaj *pokazał palcem gdzie* Krwawi, dlatego niefortunnie. Gdyby był medyk to by mu zszył, czy coś, a  tak nie ma i on jest zły. Nic dziwnego, te mundury łatwo zabrudzić…

Darven - 2010-06-18 18:08:54

*Ano tak, zainteresował. Spotyka sie z Harisem - nie ma rozcięcia, mija zaledwie parę godzin - jest rozcięcie. A Darven zawsze musiał zwracać uwage na szczegły. Ludzie rzadko patrzą do góry, często też widzą to, co spodziewają się zobaczyć... Natomiast ten konkretny ludź miał nieco inne podejście - co też nie powinno dziwić zważywszy na to, co w przeciagu swego życia robił.* Ciekawe... *Haris na pewno był w warsztacie w związku z HK, więc Darven z tej całej sytuacji wywnioskował nieco więcej niż Rudi. To jest nieco więcej niż fakt złorzeczenia na medyka.* Dobrze, Rudi. To wszystko.

Gen. Qymaen - 2010-06-18 18:31:17

Rudi:
*I właśnie dlatego Rudi pracował w hangarze i nie był od myślenia tylko od innej roboty (w jego mniemaniu ważniejszej). Naturalnie niczego się nie domyślił tylko patrzył na Darvena jak nerf na malowane wrota. Znowu się po łbie poskrobał* Niech pan się nie martwi, szefie, nic mu nie będzie. *kiedy dostał pozwolenie odejścia, skłonił się i skierował ku mostka opuszczeniu*

Darven - 2010-06-18 18:42:10

*Darven skinął mu głową i odprowadził wzrokiem do wyjścia.* Tak, z pewnością, nic mu nie będzie... *Grodzie za Rudim zamknęły się. Darven jeszcze chwile wpatrywał się w masywne wrota, po czym udał się przed stół taktyczny.*

Haris - 2010-06-22 15:21:49

*Było jak w schemacie. Popijawa – kac, mdłości, i wezwanie, do tego HK jeszcze nie wrócił, ale Haris spodziewał się ze to właśnie w  tej sprawie. Złapali HK i chcą go przesłuchać.
Po drodze na mostek zahaczył raz o toaletę, by opróżnić żołądek przez góre, a  drugi raz – przez dól, i przy okazji pęcherz opróżnił. Przylizał włosy nieco, zmył zmęczenie z twarzy zimną wodą, i jak już dochodził do Mostka – nie było od niego ani nic widać, ani nic czuć. Trzeźwy, zwarty i gotowy. Co z tego ze troche skacowany*
Kapitan Haris melduje się na wezwanie, Panie
*Odezwał się kiedy zwyczajowo wszedł na mostek i stanął na baczność*

Darven - 2010-06-22 15:34:56

*Darven siedział na masywnym fotelu przed równie potężnym stołem taktycznym. W oddali majaczyła oparta o jedną ze ścian laska. Co się okazało jak Haris wszedł - w pomieszczeniu było niewiele istot. Pozostały tylko te, które były najbardziej potrzebne. Poza tym, było też dość ciemno. Darven nie lubi światła.* Haris... *Darven pochylił głowę. Miał grobową minę. Nie ma siły - nie odgadnie się w jakim stanie jest. Chociaż, nie wyglądał raczej na szczęśliwego.* Próbujesz likwidować moich ludzi? *Padło pytanie - wypowiedziane mocnym, niskim głosem. Odbiło się echem od ścian. Darven spojrzał zimnoniebieskimi oczami na kaleesha.*

Haris - 2010-06-22 15:40:59

*Nieruchome spojrzenie padło na Darvena, malutkiego  generalskim fotelu. Targnęła nim złośc, az zacisnął pieści. Złość bez powodu, na to, ze generała tu nie ma. Po prostu złość, której nie okazał.
Padło pytanie, które go zaskoczyło, ale nie zdziwiło. Szybko w głowę ułożył sobie ciąg odpowiedzi*
Na jakiej podstawie jestem podejrzewany od tak absurdalne zamiary? *zapytał, kalecząc basick swoim kaleeshianskim akcentem*

Darven - 2010-06-22 15:50:08

*Darven wciągnął nieco powietrza ze świstem. Strzyknęło głośno gdy zacisnął palce na stole.* Twój robot został znaleziony w rozsypce. Jak się okazało - doprowadzony do takiego stanu został przez naszego droida bojowego, który najzwyczajniej bronił jednego z techników przed niechybną utratą życia. Naturalnie ów droid to nie kto inny jak HK zaprogramowany do wypełniania poleceń bardzo wąskiej grupy istot. Nieoficjalnie nawet został powierzony w twoje ręce - o czym chyba nie muszę wspominać. Sam tu przyleciałeś między innymi w celu jego odebrania. *Ponura twarz zdawała się skamienieć w bezruchu. Oczy przygasły stając się bardziej posępnymi.*

Haris - 2010-06-22 15:59:50

*teraz było dopiero widać, dlaczego A-juatów szkoli się na nieokazywanie uczuć. Wręcz okalecza. Bo Haris miał twarz taką jak zawsze*
Kiedy był wyznaczony termin odbioru droida, ten nie był gotow, a  technik który nad ten droid pracował zdawał się mieć… ważniejsze rzeczy na głowie niż jego praca. Ponagliłem go. Zabrałem HK po godzinie, kiedy wrócił jego szef i zamknął powłoka. Sam się zastanawiałem, czy powinienem, prace były do tylu o całą doba, ale stwierdzil, ze  dowiozę HK na kometę… HK to niebezpieczna maszyna. Nie powinien pracować nad HK jakiś nieodpowiedzialny amator który przychodzi z  dziecko do pracy. Nie dziwić, ze wychodzą wypadki. Chwała Mocy ze droida bojowego o którym mówisz programował ktoś kompetentny

Darven - 2010-06-22 16:12:33

On sam nie pracował nad tym droidem. Nie, on był pracownikiem szefa działu i to on kontrolował całą sytuacje. Każde odczyty informują o dobrym stanie programowym droida. Sądzisz, że któryś z techników majstrowałby przy oprogramowaniu? Nie, Haris, oni go naprawiali z powodu uszkodzeń. HK to bardzo skuteczny droid zabójca, jeśli sądzisz, że mógłby zwariować albo zostać zmodyfikowanym przez moich techników to albo bardzo umniejszasz jego zdolności, albo uważasz, że technicy nieświadomie mogliby nagle spowodować w nim chęć dokonania mordu na jednym z nich. *Darven wbił w Harisa spojrzenie. Było tak wymowne i gęste, że mogłoby przeciąć go na pół.* Oto wszystkie odczyty jakie można było zgromadzić. Blokada w nienaruszonym stanie. HK nie mógł dla swej radości zaczac ganiać technika po statku - nie wątpię, że z chęcią by dokonywał takich rzeczy, ale niestety Harisie - on nie może podnieść ręki na kogokolwiek z Cochrelu dopóki ktoś z tej wąskiej grupy osób, których rozkazów musi słuchać nie wyda mu takowego polecenia - i tu dochodzimy do sedna sprawy...! Co z twoimi zatargami z Deimosem? Sam skarżysz się na jego pracę, na opóźnienia w zakończeniu napraw na HK... Wolę nie pytać skąd nagle, magicznym trafem, po paru godzinach od wylądowania na tym statku pojawia się na twej twarzy rozcięcie.

Haris - 2010-06-22 16:29:35

Nie mam pojęcia kto pracował ani co miał zrobić, nie znam się na technika. Mogę się tylko cieszyć, ze ofiarą nie miałem być ja. Miałem odebrać z ten statek sprawny, nie zagrażający nikomu droid. Wiem, ze to droid zabójca, i temu właśnie powinno się wykonywać prace w nim dokładnie. Za generała wszystko chodziło jak w chronometr… *rozłożył lekko ręce na boki, pochylając przy tym łeb w ten typowy, kaleeshianski sposób dążenia do konfrontacji.* Nie wykluczone, ze miał być zamach na mnie. Albo na ciebie. I zrobi to ktoś kto zna się na programowanie. Na widmo ściągnięto nowy programista. Nie z bazy – z terenu. A ty, Darven… zapewne tak doskonale znasz się na programowanie i konstrukcja droidów, ze jesteś w stanie potwierdzić prawdziwość dla ten raport
*Jego długie, silne ramie podniosło siew  oskarżycielskim geście*
Rada korporacji winna zbadać Twoje śledztwo… widze w nie… niedopatrzenie… ktoś chce tu dorównać Generałowi? Może nawet więcej… *Obnażył zęby aż ż po dziąsła, widać bardzo pewny swego, bo podczas kiedy Darven nosił za generałem komunikator, Haris wlazł w dupę komu trzeba. Nieudany atak droida na pracownika to pikuś, ale zależy jeszcze jak kto rozdmucha ogień* [/i]A moje rozcięcie to nie twoja sprawa…[/i]
*wyraźny komunikat – nie prowokuj mnie to jeszcze mnożę skończyć się to dobrze*

Darven - 2010-06-22 16:54:49

*Darven podniósł się bardzo gwałtownie z miejsca. Tak gwałtownie, że można by mieć pewność, że stół taktyczny się zatrzęsie - choć to oczywiście niemożliwe ze względu na jego mase. W oczach szalenie zatańczyły kurwiki. Do wyciągniętej przez niego dłoni z potężnym świstem przyleciała laska. Zacisnął na niej prawa dłoń tak mocno, że pobielała.* Nie będziesz ze mnie robił idioty. *Zabrzmiał głos, bardzo mocno. Bez wątpienia był wściekły. I to bardzo. Laska jej końcówką bardzo niebezpiecznie skierowała się w stronę kaleesha. Zazwyczaj zamieniona w posępną maske twarz teraz przybrała grymas pełnego zniesmaczenia i pogardy.* Nie będę słuchał aluzji odnośnie mojej pracy. Za Generała wszystko pracowało jak w chronometrze, zgadza się... Nie było nieposłusznych oficerów wysyłających droidy zabójców na pracowników korporacji! NIE TYM TONEM! *Warknął wściekle, wolną dłonią wskazując oskarżycielsko kaleesha.* Owszem! Generała nie ma! Ale to cie nie uprawnia do takiego postępowania, nie! Nie w tym miejscu! Rada korporacji powinna się dowiedzieć co czyni jej oficer. Co to ma być? Myślisz, że nie jestem w stanie zebrać nagrań, ekspertyz, zeznań? Na tym statku wszystko można udowodnić, a ty, Harisie, popełniasz duży błąd! Takiej postawy nie zdzierżę! *W oczach płonęło. On nie żartował... Spojrzał bardzo agresywnie na kaleesha. Jeśli według niego on latał przez całe lata od pracy w konfederacji do pracy w cochrelu z komunikatorem w ręku za generałem to bardzo się myli. Kolosalnie.* Uważaj jakich słów używasz w tej sali... *Warknął. Bardzo wyraźny komunikat. Bez względu na pewność siebie Harisa. Bardzo mocne "nie prowokuj mnie". Bo bynajmniej, to się może skończyć źle.*

Haris - 2010-06-22 17:05:10

*Gad warknął, nadal obnażając zęby, ale dla odmiany wydawał się zadowolony z całej sytuacji*
czy ty sam siebie słyszysz? Oskarżasz mnie…
*zabrał pazur, ale powoli, zginając rękę w łokciu, a dłoń nadal zostawała na tej samej linii. Stal; lekko pochylony, kontrolujący się i harmonijny jak drapieżnik. Uśmiechnięty, choć nie było tego widać, bo Haris nie umie się uśmiechać* Twoje zeznania, nagrania i ekspertyzy przeciw moim? Jeśli tylko sobie życzysz…a  teraz – zabieram swojego droida na kometę, tam, gdzie nikt nie spartoli jego oprogramowanie… *Brakowało tylko splunięcia pod nogi, ale to byłoby otwarte wyzwanie, a  tego jednak zrobić nie mógł. Warknął za to cicho, i cofnąwszy się, zawrócił i począł się oddalać*

Darven - 2010-06-22 17:13:08

Tak jak i ty mnie, ale ja w przeciwieństwie do ciebie mam podstawy do oskarżeń. *Podniósł głowe cofając wyciągniętą dłoń. Zimnoniebieskie oczy odprowadzały kaleesha do wyjścia.* Tak, zabierz go na komete. Może tam nikt go nie wyśle na jednego z pracowników.  *Oparł laske o kant stołu. Wpatrywał się jeszcze chwile ze złością w zamykające się za kaleeshem grodzie i powoli opadł na swoje miejsce, przed stołem taktycznym.*

Moc - 2010-06-27 14:09:28

*Grodzie na mostku się otwarły i do środka wkroczył rudawy mężczyzna, technik Deimos, którego tutaj wzywali. Nie wiedziałczego się spodziewać, ale przeczuwał najgorsze. Zwłąszcza, ze to chyba ten cały Darven go wzywał, a jego to sie bano bardziej niż Generała. Kazdy wiedział, że Generał to powrzeszczy, wysłucha a w końcu machnie ręką, powarczy ale jakoś sie przeżyje. Ale ten? Cholera go tam wie. W akżdym razie wszedłdalej i mruknął cicho* Byłem wzywany tutaj *No trzeba sie zgłosić i wyprostował się, by przyjąć postawę odpowiednią dla pracownika Cochrelu. Nawet jeśli byłym pracownikiem już był*

Darven - 2010-06-27 14:48:44

*Okryta szatą o bardzo ciemnych barwach i egzotycznych zdobieniach zakapturzona postać siedziała na potężnym fotelu przed jeszcze bardziej monumentalnym stołem taktycznym. Gdzieś w oddali majaczyła oparta o jedna ze ścian masywna laska. Ów tajemnicza postać nie zdradzała żadnym ruchem, że żyje. Jedynym żywszym elementem były zimnoniebieskie oczy zawieszone na twarzy zastygłej w bezruchu zupełnie tak, jakby była maską.* Tak... *Syknął Darven, gdy Deimos się odezwał.* Wiesz dlaczego to jesteś? *Spytał cichym, niskim głosem. W pomieszczeniu panowała cisza. załoga pracowała skupiona na swoich stanowiskach. Było tez dość ciemno. Darven nie lubi światła...*

Moc - 2010-06-27 14:54:39

*Panowała atmosfera grozy, ta dziwna cisza na mostku, półmrok. Stanowczo mu się to nie podobało, chciał jak najszybciej opuścić to miejsce, ale najpierw trzeba wszystko załatwić. Gdy Darven się odezwał, to Deimos głośno przełknął ślinę nim się odezwał.* Tak proszę pana *Nic więcej nie powiedział, co sam się będzie pogrążał. Niech sam mu powie co o tym myśli, niech go wywali z roboty i z Widma i koniec.*

Darven - 2010-06-27 15:35:20

*Darven wpatrywał się w technika niezmiennie.* To bardzo dobrze... Nie będę przynajmniej musiał ci tłumaczyć ile ty ze swoim dzieckiem szczęścia sprawiłeś nam wszystkim kłopotu. A są to szkody bardzo duże. Jesteś nieodpowiedzialny. Nie wiem w ogóle jak się w tej korporacji znalazłeś, ale chyba już wiesz, że ten błąd zostanie naprawiony... Tak, zacznijmy od tego. Już tutaj nie pracujesz. *Darven wypowiedział wszystkie słowa z grobową miną, tonem ciężkim, niskim, nieprzyjemnym.* Naraziłeś korporacje na straty, ze mnie zrobiłeś w oczach innych niepoważną istotę, z flagowego, wojennego okrętu korporacji przedszkole, złamałeś regulamin, uderzyłeś przełożonego, nie skończyłeś pracy nad HK w terminie, obijałeś się w pracy i opuszczałeś dyżury. Jesteś wstydem dla mnie i dla całego Corhelu. Czarną owcą, skazą, plamą na honorze. Tutaj każdy trybik miał ze sobą współgrać, uzupełniać się w ogromnym mechaniźmie. Wystarczy taki odpad jak ty i mechanizm zaczyna wadliwie działać. Ale jak do palca wedrze się gangrena, nie usuwa się martwej tkanki, tylko cały palec... *Wwiercił się w niego posępnym spojrzeniem.*

Moc - 2010-06-27 21:59:21

*Deimos postanowił, że wytrzyma tą tyradę to wytrzyma. Stał wyprostowany jak struna, słuchając wszystkiego uważnie i starał się nie zaciskać oczu, nie myśleć o Kini. Nie myśl o niczym, powtarzał sobie. Nie daj się sprowokować. Aż w końcu cicho westchnął, pewien że to już koniec* Tak jest proszę pana, wszystko rozumiem. *To on był tą chorą tkanką, tą gangreną, wiec się go pozbywają. Jego i Kinię. Cóż, lepsze to niż śmierć... z jego umiejętnościami może jakąś robotę znajdzie?*

Darven - 2010-06-27 22:14:47

A więc dobrze. W przypływie mego miłosierdzia, za sprawą aktu dobrej woli... To koniec twojej pracy w tej korporacji. *Nie zdejmował z technika uważnego, choć zmęczonego wzroku.* Zdejmiesz potem mundur. To własność cochrelu. *Wskazał dłonią srebrny, lśniący mundur korporacji, jaki na sobie miał Deimos.* Wszystkie rzeczy należące do korporacji, a użytkowane przez ciebie - do zwrotu w administracji. Mundur zaniesiesz do pralni, potem pójdziesz do swojej kwetery, spakujesz sie i ubierzesz w cywilne rzeczy. *Człowiek uniósł posępną twarz. Teraz docierał do sedna sprawy...* Lecisz z Jedi. Będziesz zatrudniony jako przymusowy pracownik, będziesz pracował przy sprawach technicznych ich nowej siedziby. Nie dostaniesz za to pieniędzy. Otrzymasz - w ramach dobrej woli zakonu - jakiś dach nad głową, pożywienie. Nie opuścisz tej planety bez cochrelu zgody. Żadnego kontaktu z rodziną, światem zewnetrznym. *Zakończył ponuro wyrok.* Czy to wszystko jest jasne?

Moc - 2010-06-27 22:45:27

Dobrze proszę pana *Powiedział cicho, tak jakby sił nie miał, gdy Darven mu oznajmił, że tu nie pracuje, ze musi wszystko oddać i się wynieść. Spodziewał się tego, ale mimo to ciężko mu było z tym. Niestety w dzisiejszych czasach za szlachetność trzeba płacić, a przynajmniej on tak uważał. Ale już miał odejść, ale okazało się, że to nie wszystko. Wysłuchał tej oferty i nie wiedział co powiedzieć. Dziękować? Prosić o anulowanie? Ale jak sie tak zastanawiał, to wyszło na to, że to całkiem miła i dobra oferta. Nie miał rodziny a przynajmniej tej bliskiej. Tylko Kinię. A Jedi dobrzy byli. Ale udał smutek... w sumie nawet sie nie cieszyłtak bardzo* Dobrze prosze pana. Mam odejść?

Darven - 2010-06-27 23:02:37

*A jaka w tym szlachetność? Korporacja to nie republikańska holobajeczka na dobranoc. Za tą szlachetność Deimosa wiele osób miało problemy. Darven był skłonny raczej nazywać to głupotą, kompletnym brakiem wyobraźni i nieodpowiedzialnością. I pomyśleć, że na początku Windu w swej dobroci próbował jakoś Deimosowi pomóc. Teraz przynajmniej miał realny dowód na to, dlaczego jest regulamin i ile może namieszać pojedyncza postać z małym mózgiem. Darven też miał nauczke - następnym razem od razu korzystając z patentu generała delikwenta wsadzić w jakąś przestarzałą klatkę, zaplombować i wyrzucić za burte.* Tak, wyjdź stąd... *Podsumował. Wszystko odbyło się naprawdę łagodnie w porównaniu z tym, co Darven był skłonny Deimosowi zrobić. Nie oszukujmy się, to o czym człowiek mówił zaledwie przed chwilą to nie wymysły. Deimos napsuł krwi. I poniesie karę, bo może być pewnym - u jedi będzie miał ciężką pracę, za którą dostąpi możliwości przetrwania. I najprawdopodobniej już do końca życia będzie uziemiony - w przeciwnym wypadku Cochrel musiałby wykonać na nim egzekucje w celu nie dopuszczenia do wycieku danych.* Masz zrobić to o czym mówiłem i być gotowym w każdej chwili do odlotu. Dziecko natomiast nie ma się pałętać po widmie - do czasu wylotu nie wolno twojej kochanej dziecinie opuścić kajuty tudzież najbliższego otoczenia.
*Natomiast przymusowa praca dla Jedi to nie była oferta. Bo gdyby technik odmówił, czekałaby go znacznie gorsza przyszłość.*

Moc - 2010-06-28 12:12:45

Tak jest proszę pana *Zasalutował mu po raz ostatni i odszedł. Ale nie zrobił tego z szacunkiem, Nie lubił tego Darvena, uważał go za jakiegoś dziwaka. Aż dziw, że go ktoś dopuścił do dowodzenia. No ale takie rzeczy się zdarzają i lubienie bądź nie lubienie w grę nie wchodzi. A jeśli chodzi o ofertę pracy dla Jedi to ona była mu jak najbardziej na rękę. Darven mógł to uważać za karę, a Deimos? Coś w rodzaju wybawienia. Nawet jeśli będzie ciężko pracował to i tak wiedział, że nic złego mu się tam nie stanie. O Jedi krążyły bardzo różne historie ale teraz już nie był skłonny im wierzyć. I tak Deimos opuścił mostek i poszedł wykonać wolę szefostwa*

Darven - 2010-06-28 12:29:00

*Z całą pewnością Deimos na stanowisku dowodzenia by sobie radził świetnie. Tak, to byłby koniec korporacji. Na całe szczęście - to nie technikowi przyjdzie oceniać przydatność jakiejkolwiek osoby z zarządu Cochrelu. Trzeba mieć ogromny tupet, żeby jeszcze po tym wszystkim coś takiego robić/myśleć. Natomiast co do kary... Wyrzucenie Deimosa na przymusową robotę i uziemienie go w jednym miejscu to uniknięcie jego zlikwidowania, co by zresztą dla Darvena nie było problemem. Za to człowiek wiedział, że windu w przeciwieństwie do typowego, dobrotliwego Jedi da się Deimosowi we znaki - na to liczył. Taka była umowa, technik miał ponieść kare.

Dobrze, że Darvenowi nie przyszło i nigdy nie przyjdzie usłyszeć myśli deimosa i jego "aż dziw, że ktoś go dopuścił do dowodzenia, ale takie rzeczy się zdarzają". Niektórzy naprawdę są głupi.

I tak oto Darven odprowadził przeraźliwie obojętnym wzrokiem Deimosa do wyjścia, nie chcąc go już nigdy zobaczyć.*

Shalass - 2010-07-24 15:19:28

Od kiedy Shalass trafił na okręt  Widmo II, nie próżnował. Spełniał swoje zadanie, właściwie robił tylko to i brał prysznic na zmianę. Rytuał powtarzał się kilka dni, tak więc obecnie Selkath wyglądał na w miarę zadbanego - jego skóra połyskiwała lekko, będąc odpowiednio nawilżona. Zdążył już trochę poznać statek. Nie jako konstrukcję, ale jako wielki program, w którym każdy trybik jest za coś odpowiedzialny, a każdy kod ma swoje zalety i wady. Spędził przed ekranem sporo czasu, czego efektem była obecna wizyta na mostku. Stanowczo stwierdził, że systemy operacyjne okrętu należy oczyścić i przyśpieszyć, spędził godziny na sprawdzaniu każdej linijki kodów, oraz dodając co nowsze pomysły, które zabierały obciążenie z procesorów. Jednak aby wprowadzić taką aktualizację stanowczo była potrzebna autoryzacja dowództwa. Wkroczył do pomieszczenia pewny siebie. Słyszał plotki o obecnym dowództwie, jenak jako żołnierz szanował łańcuch dowodzenia, a jako że to nie Manaańskie wojsko, to respektował szefa, który także był żołnierzem.

Darven - 2010-07-24 15:33:39

*Shalass wkroczył do pomieszczenia bo mu pozwolono. Wcześniej musiał otworzyć grodzie, pokazać się przed kamerą, pobawić się z kartą dostępu i tak dalej... Szczęśliwie jednak trafił na obecność wspomnianego dowództwa. Nawet bardzo szczęśliwie, bo Darvena niewiele dzieliło od wylotu, formalnie wszystko było załatwione. Mostek wyglądał jak zawsze - Darven nic w wystroju raczej nie zmieniał. Potrzeby nie było, szacunek do generała nie pozwalał. Zresztą, to tylko próżność, małostkowe ambicje. Jedna z rzeczy, którymi on akurat zawsze gardził. Kadra na mostku zaś była jaka była - także bez zmian bo i potrzeby nie było, a w takim miejscu pracują tylko wyselekcjonowani specjaliści ze stażem w korporacji i pewnym poziomem rozeznania w panującej sytuacji. Dla Shalassa jednak to wszystko miało pewnie znikome znaczenie, bowiem na mostku pojawił się pierwszy raz. Przywitała go cisza i zdecydowany brak niepotrzebnego światła (Darven nigdy za nim nie przepadał). Nieco mroczny klimat. Większości z osób na mostku udzielała się atmosfera pewnego podekscytowania - większość z nich niegłupia przecie, dużo potrafiła wywnioskować z rozmów i innych tego typu, a tajemnica nie było do czego się Darven szykował i co koordynować będzie. Człowiek jednak - skoro już o nim mowa - przywitał przybysza zobojętniałym spojrzeniem zimnoniebieskich oczu. Siedizał przy masywnym, ogromnym stole taktycznym, zaraz obok opierającej się o jeden z wystających elementów ów przedmiotu laski. I czekał na to, co zaraz nastanie, jednak - jak dało się zauważyć - bez przesadnej ciekawości.*

Shalass - 2010-07-24 15:44:40

A Shalaas także nieco bez wyrazu twarzy, bo trudno dla innego niż Selkath'anskiego oka stwierdzić czy się cieszy czy złości. Podszedł zdecydowanym krokiem do stolika. Jak na Manaańczyka przystało nie zamierzał owijać w bawełnę, tylko od razu przeszedł do rzeczy. - Przyszhdłem, po authorhyzhacje wprhowadszenia shmian dho szystemów operhaczyjnych szhtatku. - powiedział swoim charczącym głosem w stronę dowódcy. - Szhefie. - dodał po chwili zastanowienia.
- Przhyszpieszy to zhnaczsznie funkhcjonowanie. -wytłumaczył zaraz, ale nie chcąc się męczyć bardziej z basicem który dla jego rasy był trudny, położył na stole cyfronotes, w którym były dokładniej opisane zmiany. Usprawnienia, wyrzucenie niepotrzebnych funkcji, które zapętlały się i blokowały system(mogło to być niebezpieczne) itd.

Darven - 2010-07-24 15:56:27

Skoro zapomniałeś już należycie się przedstawić i przywitać... *Zaczął powoli mówić wpatrując się przy tym w to dziwne stworzenie.* Może jeszcze koledzy nie powiedzieli jak to u nas jest, ale jestem twoim przełożonym, a nie gościem z firmy, w Cochrelu szczególnie dbamy o dyscyplinę i szacunek wobec wyższych rangą. *Darven chwycił położony na biurku cyfronotes by przerzucić niedbale wzrokiem po tym, co tam zapisane było.* Usprawnienia powiadasz? Dlaczego więc nie poprawiono kodu wcześniej albo nie wprowadzono zmian podczas działania widma? Widocznie to mało ważne. Przylatujesz jako nowy pracownik i już nagle, magicznie odkrywasz co powinno zostać zmienione by być lepszym. Proszę bardzo, masz prawo, ale ja tego nie wprowadzę do systemu. Nie jestem żadnym specjalistą w tej dziedzinie, więc muszą się zebrać inżynierowie, eksperci z Cochrleu. Oni przeanalizują czy poprawki się nadają, czy są dobre i należy je wprowadzić. Jak wynik będzie pozytywny, zmiany wprowadzimy. To flagowy okręt korporacji, tutaj wszystko tyka. Ot tak nie wrzucę poprawek na poziomie programowym... *Przeszedł od razu do rzeczy by mieć sprawe załatwioną. Normalnie pewnie by się specjalnie nie angażował, być może nawet by się Shalaasa pozbył, szczególnie po tym "efektownym" wejściu z mostka, ale czasu nie było, niech już te mniejsze sprawy zostaną zamknięte przed jego odlotem, bo do czasu powrotu nikt inny ich nie będzie mógł rozpatrzeć.*

Shalass - 2010-07-24 16:11:52

Shalaas wyraźnie niezadowolony zmrużył nieco oczy. - Przephraszam bhardzo, z czałym szaczunkiem,  al phoco sie przhedsthawiac, jak to chałe ohsprzetowanie phrzed wszejściem mnie skanowało? - zapytał swoim stoicko spokojnym głosem. Selkathowie się nie unosili, a już zwłaszcza nie wpadali w gniew. Odrazu odpowiedział na kolejny monolog - Phoniewharz khodu nie phisali szpecialiści z Manaan. Phozathym, chybha dlathego zhostałem zatruhdniony? Abhy pszogramować? - zapytał, jakby naprawdę nie był pewien zatrudnienia na okręcie, a rozmówca zasiał w nim wątpliwości co do celu pobytu tutaj Przekrzywił nieco głowę, ponieważ Darven był bardzo wylewny i wcale nie mówił wprost, dodawał zbędnego dialogu, do czego Shalaas nie był przyzwyczajony. - Przesh brhaki jakhie są obhecnie w szystemie, moghą ginąć luhdzie, wiec niech szie inżhynierowie zbiorą. - mówił nadal spokojnie, jakby wielka przemowa Darvena niczym go nie zraziła. Oczywiście dla ludzi to nie były braki, ponieważ oni uważali to za normalność, dopiero po zobaczeniu zmian będą mogli stwierdzić, że to ulepszenia, a nie usprawnienia. Szacunek do dowództwa spadł nieco, jednak nie było to problemem. Pracował dla Korporacji, zgodnie z kontraktem nie był żołnierzem, więc jakby nie było, według jego zdania był poza jurysdykcją wojskową, a co za tym idzie, Darven był szefem.

Darven - 2010-07-24 16:26:50

Z powodu kultury. Zazwyczaj jak się jest czyimś gościem, to się wita z gospodarzem, inaczej gospodarz może nie mieć ochoty gadać o linijkach jakiegoś kodu, skoro ma ważniejsze sprawy na głowie. *Odparł spokojnie. No bo to przecież normalne. Darven nie wiedział, gdzie się Shalaas wychował, ale jak się chce rozmawiać z aktualnym dowódcą statku, na którym się pracuje - jakieś reguł obowiązują. I mamy minusik do osobowości, kiepski start.* Ta, aby programować - co innego mógłby robić programista? -, a przede wszystkim radzić sobie z problemami związanymi z tą dziedziną, pomagać technikom przy droidach, sprzęcie ogólnie. Twój poprzednik zajmował się - dość nieudolnie, ale się zajmował - tymi sprawami "szeroko", robisz tam gdzie jesteś potrzebny. Najczęściej jest to warsztat. Praca ze sprzętem, z droidami, z systemami. Naprawienie uszkodzeń na tle programowym także. Dostałeś grafik, wytyczne, więc pytanie nie ma sensu. A ja nie mogę wprowadzić całych linijek kodu czy tam zmian w kodzie do systemu operacyjnego statku ot tak. Nie znam się na programowaniu, więc skąd mam wiedzieć, że to wszystko poprawnie napisane jest? Dlatego też ktoś to obejrzy i powie, czy wprowadzać czy nie. *Shalass powinien chyba miec na tyle rozumu w głowie, by to co Darven mówił wiedzieć. Przemowy może być tyle, ile sobie Darven zechce - zresztą, Shalass przyszedł prosić o wprowadzenie zmian w systemie operacyjnym statku i spodziewał się, że od razu wszystka za dobry uśmiech zostanie zatwierdozne? Tak w korporacji to nie działa niestety. A nóż widelec jakiś błąd by był, to kogo by chcieli pociągnąć do odpowiedzialności za ewentualną awarie systemu operacyjnego statku? Ano, przecież ktoś to musiał zatwierdzić.* Braków byśmy nie chcieli. Niech ci ktoś zatwierdzi ten projekt, przyśle pismo do mnie, to będzie można zatwierdzić.

Shalass - 2010-07-24 16:34:05

Co do tej kultury to Shalass nadal nic nie rozumiał, bo na Manaan nie było zwyczaju stwierdzania prostych faktów... Ba, nie było nawet zwyczaju stwierdzania faktów, jak to robiła większość istot. Uważano to za stratę czasu, chyba że chodziło o płeć przeciwną, wtedy Selkathci potrafili się stoczyć... - Ghrafhik thak, ale to szrobiłem w czhasie wholnym. - Ale mimo wszystko konwersacja się odbyła i wszystko było jasne, więc nie widział dłuższej potrzeby siedzenia tutaj. Przekrzywił nieco głowę, walcząc ze sobą, żeby nie wyjść bez słowa, jak to bywało w zwyczaju. W końcu rozmowa zakończona była, nie było sensu nic więcej mówić... Zastanawiał się chwilę, co by tu powiedzieć, bo ludzie się zazwyczaj żegnają. - No tho ja jush phójdhę szhefie...

Darven - 2010-07-24 16:39:45

Wezmę ten cyfronotes, prześle dane gdzie trzeba i niedługo dostaniesz odpowiedź. Ktoś tam z Cochrelu sobie to przejrzy i jak wszystko dobrze będzie - nie widzę przeszkód, można zmiany wprowadzić. *Podsumował by wszelkim formalnościom stalo się zadosć. W Cochrelu wszystko dobrze działa, więc Shalass dostanie pewnie niebawem odpowiedź, czy zatwierdzono, czy nie. Darven jeszcze skinął programisty głową i odprowadził wzrokiem do wyjścia.*

Regina - 2010-09-16 14:06:49

*Na mostek wpadla czarna smuga.najpierw rozpłaszczyła się na grodziu a później wparowala do srodka bez deka zasad bezpieczeństwa typu sprawdzic czy generał tam jest. atrzymała się z poślizgiem na przednim iluminatorze miedzy stanowiskami załogi. sapała lekko przez dziewczęcy śmiech*
pierwsza! *widac lubiła rywalizowc,a  wygrywać jeszcze bardziej*

Nash - 2010-09-16 15:44:03

Nash zwolnił i powoli wszedł do środka. Usmiechnął się kiedy Regina tak zareagowała. Widać lubiła zabawę. Wszedł do środka i choć nie lubił dużych statków to za każdym razem widok z iluminatorów robił na nim wrażenie. Przestrzeń, cicha, spokojna, stabilna. Uspokajająca... Wszedł i podszedł do Reginy wpatrujac sie w przestrzeń nie odzywjąc się wcale. Uśmiech jednak nei znikał z jego twarzy.

Regina - 2010-09-16 15:48:20

*Kotka wietrzyła zęby, widać miała podobne zdanie co do przestrzeni. Przykleiła się wiec do szyby tak jakby chciała wyskoczyć i patrzyła w ciemność*
Niby nic tu się nie zmienia, ale można patrzeć i patrzeć godzinami. Można się zatracić

Gen. Qymaen - 2010-09-16 15:52:05

*Na domiar niedobrego iluminator mostkowy na widmie skonstruowany był tak ze niejako z całego mostka wychodził, delikwenci byli wiec dosłownie zawieszenie w próżni – góra, doł, boki,z  przodu. Piękny pejzaż systemu Falleen.
Kiedy Regina wbiegła na mostku bil lekki szum, teraz wszystko umilkło, ani westchnienia, jakby wszyscy zamarli z zachwytu…
I wtem… oboje z całą pewnością poczuli jak coś międli im kołnierzyki i sciąga mundurki/koszulki/inne wdzianka na karkach. Zrobily się nagle one pod pachami niewygodne kiedy tajemnicza sila powoli ciągnęła ku górze i bez wątopienia za kilka sekund już będą dyndać stópkami nad podłogą*
w rzeczy samej… *wychrypiał generał*

Aru - 2010-09-16 16:01:18

Deoksyrybonuklein beta - *i rozległo się wszędobylskie fonetyczne "hau,hau,hau,hau!" w, jeśli to możliwe, wesołym tonie. Bo i droidopies za organikami sobie sunął co sił i uciechę z biegu miał taką samą jak i oni. Nawet mu nie przeszkadzało, że nagle jego pancia mu dyndać nad fotoreceptorami zaczęła. Kręcić się w okół własnej osi począł na swych gąsieniczkach łebek ku górze zadzierając i chwytnymi łapkami wymachując jak by chcąc złapać ogon Reginy. Poszczekiwał przy tym z przejęciem i z tej całej ekscytacji aż wyraz swym ciepłym uczuciom w stosunku do generała postanowił dać. Dlatego też po słowach generała rozlegać się zaczęło rytmiczne metalowe "bęc,bęc,bęc!" gdy droidek podjechał do prawej nogi Generała i... zaczął ją gwałcić z całych sił. Rękami swymi oplótł, przytulił tenże mechaniczną kończynę i walił swym metalowym ciałkiem ile sił wydając najróżniejsze dźwięki które można nazwać elektronicznym "hoba hoba hoba"*

Nash - 2010-09-16 16:23:14

-Eeee... -zdążył wydukać Nash kiedy usłyszał charakterystyczny głos Generała. Mimo iż bardzo lubił Generała tym razem miał nielada stracha. W końcu wtargnęli na mostem bez zgody Generała co mogło mu się nie spodobać. Nash przełknął ślinę i jeszcze zanim Generał zdążył ich odstawić na ziemię Nash zwrócił się do niego.
-Witaj Generale... -powiedział przerywając z wyczuwalnym uśmiechem w głosie.

Regina - 2010-09-16 16:24:53

*Posnęła nagle, a głos uwiązł jej w gardle. Wykręciła się jak to kot i złapała oburącz nadgarstek napastnika. Zimną durastal. Nogi lekko podkuliwszy i ogon miedzy nie wcisnąwszy jak wystraszone zwierze spojrzała prosto w gadzie ślepia. Zaśmiała się krótko, nerwowo*
Może trzeba umyć szyby, generale? *zatrzepotała rzęsami najbardziej uroczo jak tylko się dało. Może jeszcze by się udało go udobruchać, ale wtedy zezując, kątem oka zobaczyła pieska, tudzież „pieska” i to co robił*
Dezoksyrybonuklein, nie! Siad! *Cóz, generała to ona znała już na tyle by wiedzieć, ze tego typu wyrazy miłości mu się nie spodobają*

Gen. Qymaen - 2010-09-16 16:30:28

*No urocze, ale zdecydowanie nie w guście Qymaena. a  ze był w stanie na wyciągniętych ramionach bez problemu trzymać dwie dorosłe istoty, to można sobie wyobrazić, co stało się z pieskiem, kiedy cyborg po prostu podniósł nogę i strząchnął do tyłu raz, jak koń. Brzydki pies. Pewnie uderzy gdzieś tam w ścianę na drugim końcu mostka.
I tak to sprawiło ze o ile wcześniej generał był tylko lekko podkurwiony tak teraz był bardzo zły. Zamglone oczyska tym razem bardzo podobne do spojrzenia w wojen klonów oscylowały gdzieś pomiędzy ich twarzami.
I nie wykazywał zamiaru puszczenia ich*
Tak, wiem, ze Regina to znaczy królowa, jednak przypominam, ze znajdujecie się na moim statku, na którym obowiązują pewne zasady *jeszcze w trakcie trwania tych słow obraz zaczął się przesuwać. Trzymając ich nadal za kołnierze na wysokości swoich ramion, Nasha jakieś 15cm nad ziemią, Reginę trochę więcej, zaniósł ich aż do grodzi, gdzie puścił, już za mostkiem. Przekaz wyraźny i jednoznaczny: spierdalać pókim dobry*
Nie, nie trzeba *rzucił jeszcze kotce, najwyraźniej oporny na jej urok*

Aru - 2010-09-16 16:33:44

Deoś *On zaś tak brutalnie odtrącony poleciał do tyłu. Dotknięty jakoś szczególnie się nie czuł bo tak większość reagowała na jego czyny i odbierał to wręcz za działanie pożądane. Tylko, że miał problemy z podniesieniem się z podłogi by móc za swą panią sobie pojechać w ciszy i spokoju usatysfakcjonowanej maszynki.*

Nash - 2010-09-16 16:57:37

Nash kiedy tylko dotknął posadzki wyprostował się, poprawił ubranie i kłaniając się lekko powiedział
-Wybacz Generale... -był neico przestraszony, nie chciał denerwować Generała, ale fakt... zrobili to. Miał tylko nadzieję, że Generał nie będzie miał tego aż tak bardzo zazłe i jemu i Reginie.

Regina - 2010-09-16 17:02:44

*czuć było od Reginy podniesioną temperaturę – czyli zarumieniła się, lepiej – zburaczyła pierwszorzędnie, dopiero teraz wyobrażając sobie jak to musiało z boku wyglądać: wpada jak idiotka, machając łapami, zadyszana, chichocząca, rozpłaszcza się na iluminatorze i krzyczy ze jest pierwsza. Po chwili cos bardzo podobnego robi Nash. Jeśli na mostku byłby ktoś obcy, lub chociaż rozmowa przez projektor który by to złapał – wstyd na cały cochrel.*
Przepraszam. Chcieliśmy tylko przez iluminator powyglądać

Gen. Qymaen - 2010-09-16 17:13:48

*Pieska na pewno szybko ktoś na nogi postawił, bo na mostku wiedzieli najlepiej jak ciężko się pracuje kiedy generał jest zły. Znikł równie niespodziewanie jak się pojawił, nie zostając by wysłuchać przeprosin. Wiadomo, ze nie złośliwie mu to zrobili, ale nie będzie czasu cennego na czcze dyskusje o niczym trwonił. Grodzie się zamknęły przed Nashem i Reginą, odcinając im drogę na mostek. Teraz mogli się tylko wycofać*

Darven - 2010-09-25 19:42:13

*Drzwi rozsunęły się z cichym sykiem by wpuścić na mostek nową - starą postać. Już jakiś czas minął od ich ostatniego spotkania. Darven z każdym dniem czuł się coraz lepiej i tym samym coraz lepiej poznawał swoje nowe ciało. W pomieszczeniu rozległo się głośne, bardzo podobne do tego Generalskiego metaliczne trzaskanie gdy ruszył do przodu. Przeszukał pomieszczenie wzrokiem w poszukiwaniu Qymaena.*

Gen. Qymaen - 2010-09-25 19:50:16

*do tej pory na mostku panował zwyczajny szum. Generał wyglądał na zaspanego, co wykorzystywała załoga, i po uprzednim szturmie na automat z  kawą, robili sobie (za pozwoleniem generała) krótką sjestę. Geonosjanie terkotali przyciszonymi głosami nie dopuszczając do słowa biednego Addika. Generał także na swój sposób odpoczywał – nieruchomy i wpatrzony w gwiazdy.
Ale kiedy wszedł Darven, wszystko zamilkło, i nawet chrapliwy oddech generała stal się niesłyszalny. Wszystkie bez wyjątku pary oczu wlepiły się w Darvena. Niezbyt miłe powitanie, ale co się dziwić – statek na „lewym kanale” aż huczał od plotek o Darvenie, a  było ich tak wiele ze tom by napisano.
Niezręczna cisze przerwał generał. a właściwie nie – nie przerwał, ale ruszył energicznie w kierunku człowieka. Hmmm… człowieka? Może niech tak zostanie. Generał nigdy nie zmieni swojego spojrzenia na Darvena. Załoga zwalczywszy konsternacje stanęła na baczność i zasalutowała, do czego zmotywował ich chyba ruch dowódcy*

Darven - 2010-09-25 20:10:17

*Darven rozejrzał się napotykając ciekawskie spojrzenia. W rzeczy samej, stał się wyjątkowo dużym materiałem na wszelkiego rodzaju plotki po katastrofie komety. Wcześniej też chyba był (szczególnie jak próbował zastąpić Generała podczas jego nieobecności), ale na pewno nie aż tak. Teraz jednak część z tych rewelacyjnych wieści zostanie poddanych próbie, bo pojawił się żywy i przy okazji znacznie zmieniony. Z zewnątrz było widać jedną w pełni mechaniczną nogę uwieńczoną ostrymi szponami, obok podobną, tyle, że organiczną od punktu znajdującego się mniej więcej nad kolanem. Tors przykrywał w większości typowy pancerz. Pod nim znajdowało się wszystko to, co najważniejsze, w tym aparatura. Prawa ręka byłą mechaniczna od łokcia w dół, lewa miała wszczepione stalowe płytki od których odchodziły przewody i rurki między innymi od wewnętrznej strony dłoni. Na twarzy było widać coś na wzór fragmentu maski obejmującej przestrzeń między oczami a ustami. Tam były filtry i usprawnienia układu oddechowego. Z dwojga niegdyś płynących potężnym oceanem oczu tylko jedno się zachowało. Drugie było mechanicznym implantem. To nadal żywe nie utraciło wiele z wcześniejszego wyglądu, więc kto je widział wcześniej, bez większego trudu rozpozna i teraz. Z prawdziwego Darvena niewiele zostało, jego obecne ciało było połączeniem przedrukowania i różnych mechanicznych systemów.

Człowiek przystanął mniej - więcej na środku sali, w skupieniu wpatrywał się w Generała. Wszystkie ciekawskie oczy miały dobrą okazje, by go sobie dobrze obejrzeć. Wyciągnął do Qymaena prawą, w większości durastalową dłoń. Poszło mu lepiej niż ostatnio. Nie idealnie, ale już ze znacznie większym wyczuciem.* Witaj Generale, miło cie widzieć. Ciebie i ten mostek, tak jak całkiem niedawno. Bywałem tu dość częstym gościem. *Uśmiechnął się. Gdy zobaczył reakcje załogi, zrobiło mu się miło. Większość jak nie wszystkich pamiętał. Przejechał po ich twarzach wzrokiem i skinął głową.*

Gen. Qymaen - 2010-09-25 20:19:14

*załoga przeszła w spocznij, a  potem co do jednego, czyli… trzy osoby, pousadzały się na swoich miejscach i zajęły oglądaniem gołych bab. Byle się nie gapić na Darvena, choć i tak wpatrywali się w jego widmowe odbicie w szkle iluminatora.
Generał zachowywał zdecydowanie więcej godności. Jego spojrzenie spłynęło na rękę. Jako ktoś, kto „jest w tym temacie” mógł ujrzeć poprawę w koordynacji.
Dla odmiany podal ręke kciukiem do góry, po młodzieżowemu, co było trudniejsze – trzeba zmienić chwyt. Ćwiczenie.
Potem podniósł wzrok. Jedno oko zmrużyło mu się bardziej od drugiego. „Półuśmiech”*
A jakze. Witamy ponownie i jak zawsze serdecznie. Zaczynało już nam ciebie brakować *wycharczał, tonem jak na powitanie starej dobrej codzienności. Czas poustawiać osoby na właściwych miejscach. Czas w końcu wrócić do normalności*

Darven - 2010-09-25 20:32:07

*Starał się poprawnie uchwycić rękę Generała. Na pewno nie tak dobrze jak on, ale już nie tak źle jak niedawno. Widać było, że robi postępy i to dość spore jak na ilość czasu, którą spędził dotychczas w nowym ciele.* I mnie zaczynało tego brakować. Rad jestem z powrotu. *Przemówił - jak to Darven - cicho, spokojnie, nieco smutno, ale nadal głęboko, mocno. Trochę głos zmieniały filtry. Zdawał się taki bardziej odległy, jakby nie pochodził z jego ust.* Ostatnie czasy w korporacji trochę przespałem, nie jestem świadom nowości. A więc, Generale, co ciekawego się dzieje lub działo podczas mojej nieobecności? Bardzo jestem ciekaw poczynań korporacji i sytuacji ogólnie, w galaktyce. Ciekaw tego, przed czym przyjdzie nam znów stanąć. *Uśmiechnął się lekko, ledwie zauważalnie. U niego było widać więcej niż u Generała, miał zasłoniętą tylko część twarzy, więc logicznie rzecz biorąc miał do dyspozycji więcej mimiki. Generał radził sobie doskonale nawet mając tak mało do pokazania, u Darvena ekspresja na twarzy była raczej śladowa, trudna do odczytania, chłodna. Nie nowość.*

Gen. Qymaen - 2010-09-25 20:41:10

*Nie miał generał najlepszego słuchu ale wychwycił zmianę. Istoty w jego wieku zaczynają cenić przyzwyczajenie. On tez. Głos Darvena zabrzmiał mu na tym mostku odrobinę inaczej. Ale nic nie powiedział*
Dobrze *pochwalił ustawienie dłoni Darvena* nic ciekawego czym mógłbyś i powinieneś się przejmować, Darvenie. Jedyne co cie zainteresuje to to ze mamy Yodę na pokładzie
*Generał miał już tak duze doświadczenie ze swoim ciałem, do którego się przyzwyczaił, i tak bogatą historię, ze… już robił co chcial, jak chciał, większość się sama robiła, i wszystko dawało efekt właśnie taki: Qymaena, pozostałości po Grievousie i wykopaliska kaleeshianskiego generała*

Darven - 2010-09-25 20:52:53

Yode? A to ciekawe. Muszą sobie tam dobrze radzić na tym Tytanie. *Przekręcił nazwę i to chyba nawet nieświadomie. Ale spodobało mu się. Tak! Tytan. Od teraz Dżedaje mieszkają na ukrytym Tytanie, którego położenia właściwie nie zna nawet w przybliżeniu, więc i nie wie co to za planeta, ale wie, że tam oni głodzą swoich. Jak ten Hakon - chyba jedyny "prawdziwy" Jedi, którego zna był w takim stanie, to Darven nie potrafił sobie wyobrazić co tam musiało się dziać. Co dopiero z mniej "prawdziwymi"? Przecież oni muszą się tam bić o jedzenie. A może właśnie Yoda przyleciał prosić o wsparcie, bo mu uczniowie z głodu umierają? Może trzeba pomóc, wysłać jedzenie coby Jedi w tej nędzy nie poginęli. Eh, straszne rzeczy się w tej galaktyce dzieją, straszne.* Ale to chyba dobrze, że było w miarę spokojnie. Taka szansa na ustabilizowanie się, normalizacje. W każdym razie ja z czystym sumieniem, bez pożarcia przez lekarzy mogą wrócić na swe dawne miejsce w pełni sił. *Podobało mu się. Właśnie - wszystko starało się wracać do normy, a korporacja to właśnie przede wszystkim ta perfekcja, porządek.*

Gen. Qymaen - 2010-09-25 21:01:36

*Na początku generał zarażał noszeniem rąk za plecami. Teraz także przekręcaniem nazw. To jakiś zespól chorobowy przenoszony przez kontakt. No ale – Tytana nie wymyślił. Może mu się tak ta nazwa nie skojarzyła. I nie podjął tematu. Grunt ze wie o co chodzi.
Co do tego co siew tam dzieje: Hakon przyjechał w kiepskim stanie, ale już Nash, Yoda i ten kalmarianski mistrz dobrze wyglądali. *
trza ich nauczyc buraki uprawiać. A Hakon to szczerze mówiąc taki dziwny jest, ja tam nie dochodzę. Yoda twierdzi ze dobrze *bo Yoda mało jedzenia potrzebuje – pomyślał. Ot – temat. Ale to zawsze tak Darven z generałem na mostku. Wlasnie – zawsze. Ale mily powrót!
Nawet załoga zachichotała*

Darven - 2010-09-25 21:18:08

*Generał chyba zaraził już sobą wiele osób, szczególnie tymi rękoma zakładanymi za plecy. Darven w prawdzie sporo czasu już zdążył z Qymaenem spędzić, ale pomyłka wynikała z prostych braków w pamięci i jak się okazało, dało się do niej od razu przypisać sporą teorie, co to się z biednymi Jedi na Tytanie dzieje. Człowiek generalnie nie był za mocno rozeznany w temacie, nie pasjonował się losem Jedi na tej planecie i tym samym, jej nazwa mu umknęła przy pierwszym podejściu. Natomiast co do wesołej gromadki z widma - z tej czwórki Darven widział tylko i aż Hakona, co na jego zdolności poznawcze Jedi było absolutnym maksimum. Ale Hakon okazał się miłym Jedi, któremu - jak się szybko okazało - sporo zawdzięczał. To było dla niego bardzo dobre spotkanie. Trochę już dopuścił do świadomości myśl, że Jedi to nie tacy znowu obcy z końca galaktyki, ale nie ma co się oszukiwać, ile takich Hakonów w tym zakonie może być? Pewnie niewiele. A człowiek zawsze był wyjątkowo sceptycznie nastawiony do zakonu, nawet jak na separatyste. To jednak nie przeszkadzało mu na co dzień, bo Darven to profesjonalista i nie pozwala, by takie rzeczy wpływały na kontakty z istotami dla korporacji ważnymi.* Tak, buraki. Dobry pomysł. Mogliby powołać znowu te swoje korpusy rolnicze, czy jak to tam było. I buraki hodować. Trzeba do nich kogoś wysłać z instrukcją, bo do posadzenia buraka potrzeba trzech Jedi - jeden sadzi, drugi medytuje, a trzeci walczy ze złem. *Tak, taki Yoda musi się mieć znakomicie. Co on tam zje? Jak buraka połknie, to najedzony. Jemu tam dobrze. A może właśnie za dużo je, że taki zielony jest.*

Gen. Qymaen - 2010-09-25 21:28:21

no widzisz, i dlatego głodni chodzą, bo potem tego buraka we trzech jedzą *stwierdził największy umysł strategiczny współczesności. Jeśli nie licząc Imperatora oczywiście, bo ten na pewno by zmodernizował sposób uprawy buraków przez jedi, w końcu zna się na nich lepiej. Na jedi, nie na burakach, chociaż kto wie, w końcu założył imperium, ma wiec buraków zatrzęsienie.
Cyborg zacharczał, kaszlną raz i… zatknął ręce za grzbiet. Patrzył przymkniętymi oczami na Darvena, stojąc tak sobie na tle otchłani zaglądającej na mostek*
a tak już bardziej poważnie, to planuje małą paczkę na Tython wysłać. Jakby nie było, gdyby nie Mace, obaj, że się tak kolokwialnie wyrażę – gryźlibyśmy glebę

Darven - 2010-09-25 21:40:01

*Na burakach zna się na pewno równie dobrze, mentalność podobna. Swoją drogą, może właśnie buraki takie złe, mroczną aure wydzielają i należy z nimi walczyć. Może dlatego Jedi nie chcą hodować i głodni chodzą. Skoro jeden burak kontroluje prawie całą galaktykę i nosi się jako ten zły, to kto wie, co by się stało, jakby się wyhodowało takich setki i - o zgrozo - te setki skończyłoby w brzuchach wygłodniałych zakonników. Zaiste złe rzeczy by nastały. Wniosek - buraki to zło.*
W istocie, bardzo nam to pomogło. *Nie da się ukryć, że Mace miał duży udział w uratowaniu generała. Pośrednio przysłużył się także Darvenowi, bo gdyby nie Generał, to Darven by nie przeżył. Nikt nie włożyłby w to tyle zainteresowania i środków. Pewnie by Darvena wyrzucono i wymieniono na lepszy model, bo ratowanie byłoby "nieopłacalne". Zresztą, bez Generała korporacja to już nie taka korporacja. Ciężko to sobie wyobrazić. Separatystów bez Qymaena.* To bardzo dobry pomysł, szczególnie, że z Windu dawno nikt z nas nie miał chyba możliwości spotkania.

Gen. Qymaen - 2010-09-25 21:47:54

ano nie miał, ale doktor Solus powiedział ze jeszcze trochę pożyje, wiec kto wie, może się jeszcze spotkamy *wybrzuszenie na pelerynie pod ktorą znajdowały sie splecione ręce poruszyło się, kiedy i mechaniczne dłonie się poruszyły. Generał mial sporo sensorów dotykowych. Nie były nawet w ułamku tak czułe jak prawdziwe, ale na tyle, by dawać namiastkę normalności. *

Darven - 2010-09-25 21:55:29

Ten Mace to twarda sztuka, on chyba też nie zwiędnie. Ale Yoda lepszy. Ma chyba jakieś 700 lat, może więcej. I jak na takiego starego dziadzia trzyma się całkiem nieźle... *Z Sidiousem prawie sobie poradził - pomyślał. Ale to też sprawa rasy, wyjątkowo długowieczna jest.* A Generał? Planuje Generał przeżyć Yode? Może go podgonić w latach? *Uśmiechnął się życzliwie.* Mam nadzieje, że teraz ze zdrowiem i samopoczuciem jest dobrze. Niech zatem będzie jeszcze lepiej - tego życzę.

Gen. Qymaen - 2010-09-25 22:26:55

Podgonić, ta, proszę mnie wejść w moje dane w bazie cochrelu i zmienić date urodzenia. Wręczenie dyplomu uznania planuje w przyszłym tygodniu. *W korporacji wszystko jest łatwe jak jest się generałem. A jak się jest generałem Qymaenem to już w ogóle.* dziękuje bardzo, przekażę respiratorowi *kaszlnął w zaciśniętą pięść choć ust zasłaniać nie musiał. Nie miał ich*

Darven - 2010-09-25 23:25:16

Tak jest. *Zaśmiał się cicho. A potem - nie ma co ukrywać - zajęli się pracą.*

Moc - 2010-09-27 19:53:40

*Grodzie na mostku otworzyły się i wpuściły do środka... platformę repulsorową wraz z pasażerem, którym był oczywiście Yoda, który sobie latał po statku i zagadywał różne osoby jak jakiś dziad niewyżyty. Ostatnio dopadł jakiegos biednego oficera, który widokiem zielonego chochlika był chyba przerażony. Cóż, niektórzy byli konfederaci bali się go jak ognia. Ciekawe dlaczego? Ale straszenie innych nie było celem jego wizyty, teraz zaś planował kolejną rozmowę z Generałem o Hakonie, z którym niedawno rozmawiał. W czasie tej wymiany zdań wyłapał od niego kilka dziwnych sygnałów i może Qymaen będzie coś wiedział, bo to w końcu on go "zgarnął" gdy barabel uciekł z Coruscant. Yoda rozejrzał się po mostku, szukając cyborga...*

Gen. Qymaen - 2010-09-27 20:02:24

*Robił wiec Yoda rekonesans na widmie. Każdy członek załogi był „zakodowany” a ostatnimi czasy o niczym innym na widmie nie mówiono.
Na mostku natomiast mówiono generalnie niewiele, właśnie ze względu na generała, który nie zawsze tolerował gadulstwo. Ale za to od razu rzucał się w oczy. Stał tyłem, kilka sekund, zanim się odwrócił. Okrywała go ciężka, zgniłozielona peleryna. Matowa, codzienna, zupełnie inna niż „strój wyjściowy” w którym witał Yodę.
Generał odwróciwszy się złapał ruch platformy kątem oka*
Mistrz Yoda, czemu zawdzięczam ten zaszczyt? *wycharczał,a  na te słowa wszyscy odwrócili głowy na Yodę. Ten, który się go bał był miedzy nimi – nemoidianin Addik*

Moc - 2010-09-27 20:10:57

*Platforma z Yodą leniwie lewitowała w stronę Generała a jej jedyny pasażer siedział jak zwykle po turecku, nieco zgarbiony i z takim neutralnym wyrazem twarzy. Ni to smutny ni to radosny, bardziej zatroskany można by powiedzieć. Nie zwracał też większej uwagi na załogę na mostku, obdarzył ich tylko przelotnym spojrzeniem, by na Qymaenie się skupić.*Hmm... o Hakonie porozmawiać bym chciał i o jego przybycia okolicznościach. Pewien problem nurtuje mnie *Stwierdził nieco enigmatycznie, gdyż na mostku nie chciał rozmawiać o tym, bo wiadomo, sprawy natury nieco osobistej to były.*

Gen. Qymaen - 2010-09-27 20:17:15

*ukryte w oczodołach maski zasnute mgłą oczy zwęziły się pod naporem powiek, i w jednej, krótkiej chwili całkowicie wypełniały zawieszoną w milczeniu przestrzeń*
Możecie iść wcześniej na obiad *rzucił w końcu w kierunku swojej załogi – trzech istot, dwóch geonosjan i nemoidianina. Tylko tylu, jeśli nie liczyć Darvena którego nie było na mostku.
Załoga zrozumiała, choć ociąganie się sugerowało, ze chętnie by zostali by posłuchać.
Jednak wkrótce mostek opustoszał. Stał się bezpiecznym, odosobnionym od małego światka statku miejscem. Generał, zabrawszy pelerynę odrzucił ją i przysiadł całym swoim na pewno dużym ciężarem na litej metalowej ławce wokół stołu taktycznego. To był gest oznaczający „zamieniam się w słuch”*

Moc - 2010-09-27 20:22:27

*Gdy Generałwydał rozkaz to Yoda postawił swoją laskę o płytkę platformy i obie dłonie na niej zawiesił, pochylając nieco głowę i mrużąc powieki. Wyglądał teraz nadspodziewanie poważnie, tak jakby jego całą natura Wielkiego Mistrza Jedi czekała na uwolnienie się z okowów, tak jak teraz. Potęga i mądrość aż biły od niego, a to całe brzemię wielu lat życia gdzieś się ulotniło. I gdy ostatni z załogantów opuścił pomieszczenie i gdy można było już spokojnie rozmawiać, to przemówił.* Z Hakonem rozmówiłem się, ukrywa coś... z Coruscant to związane jest na pewno, czułem to w podświadomości. Dowiedzieć się chcę wszystko o jego pierwszym przylocie tutaj. *Yoda miał niejasne przeczucie, że w to zamieszany jest ten sith, o którym wiele miesięcy wcześniej mówił mu Taken. Czas sobie przypomnieć to wszystko*

Gen. Qymaen - 2010-09-27 20:29:51

*Generał wyglądał jakby to, co Yoda mówi nie było mu wcale obce. Jednak milczał zdecydowanie zbyt długo, jakby się zastanawiał. W końcu pochylił nieznacznie łeb i znowu wziął mistrza bokiem oka* Doszlibyście do tego i bez mojej pomocy. Nie, to nie jest odmowa. Ale nie chce mu zrujnować dalszej egzystencji przy waszym boku. *nie zabrał spojrzenia. Widać kiedy rozmowa była poważna, generał wytrzymywał każde. Przemówił po kilkudziesięciu sekundach*
Skontaktował się z nami sojuszniczy okręt pasażerski. Miał rannego na pokładzie. Przejęliśmy ich. Był tam Hakon, i jeszcze ktoś. Ktoś, kogo spotkałeś na Boz Pity. Sith o imieniu Nemedis. To on był ranny, ale to nie Hakon zadał mu te rany

Moc - 2010-09-27 20:40:46

Rozumiem to ale prawdę mimo to poznać chcę *Powiedział Yoda, a co do zrujnowania egzystencji Hakona u boku Jedi to tylko sam swoimi czynami mógł tego dokonać, ale i tak to mu nie zamykało definitywnie drzwi do Zakonu, ponieważ Jedi to dziwna organizacja, gdyż nawet największemu zbrodniarzowi, który okaże skruchę i który będzie pracował nad odkupieniem swych win, przebaczą. Sztandarowym przykładem był Revan, chociaż żył on tysiące lat temu, ale "pomniejszych" przypadków było więcej.* Zastanawiające to wszystko jest... *Mruknął Yoda i o dziwo wstał z trudem na swoje nogi i myk, szybki i zgrabny skok i znalazł się na podłodze mostka, zaczynając maszerować tam i z powrotem, stukając swoją laską. Czasami pomagało to mu się skupić gdy roztrząsał ważne problemy.*Hakon i Nemedis razem na jednym statku... z Coruscant. Jak ich relacje potem wyglądały? *Zielonkawy mistrz zatrzymał się i swoje spojrzenie na Generała skierował.*

Gen. Qymaen - 2010-09-27 20:47:34

*spojrzenie cyborga skoczyło za Yodą. Jak każdy gad, także i on reagował tak na gwałtowne ruchy. To przyciągało jego spojrzenie. Teraz patrzył lekko za zasłony ramienia okrytego peleryną*
Ich stosunki były zażyłe, z całą pewnością. Na tyle, ze mogłem zaszantażować sitha zrobieniem krzywdy Hakonowi. Hakon wyglądał od początku na dość niedostępnego. Sith nie ukrywał, ze Hakon jest dla niego ważny. Ale nie wyglądało na to by Hakon był jego uczniem, choć oczywiście mogę się mylić. Dla mnie to zawsze był jedi
*przymknął oczy, jakby wspominając. Dlaczego wówczas wydało mu się to tak nieistotne, ze nie dochodził. Przecież to takie nietypowe.*

Moc - 2010-09-27 20:53:42

Hmm... hmm... hmm... *Mruczał pod nosem Yoda, podejmując dalszą wędrówkę. Teraz bardzo przypominał dawnego siebie, Wielkiego Mistrza, głowę Rady, osobę, z której zdaniem liczyli się zawsze inni Jedi jak również i politycy. A teraz roztrząsał ten problem bardzo głęboko, starając się na niego spojrzeć swoimi oczami jak i Qymaena. A potem starał wczuć się w pozycję Hakona... dlatego też nie licząc tych pomruków to Yoda długo milczał, aż w końcu jak mu się zdawało dotarł do istoty problemu* Uczniem z pewnością Nemedisa Hakon nie jest, skażenia w nim nie wyczuwam, choć uczucia głęboko jego skrywane są. Dziwna ta zażyłość jest, bardzo dziwna, lecz sam Hakon nic o niej powiedzieć nie powie... chroni coś lub kogoś. Siebie najpewniej, gdyż Nemedis nie żyje... *Przy tym stwierdzeniu jednak się zawahał, bo jakiś czas temu poczuł dziwne zakłócenia w Mocy a wizje jego wskazywały kogoś. Jakiegoś silnego Mocą użytkownika, który w Ciemności był skąpany. Jednak sędziwy mistrz nie mógł zrozumieć tej wizji, ale niepokój pozostawał.* Niemożliwe wydawać się to może, lecz za formę przyjaźni tych dwóch uznać tą relację mogę. Bo skoro Sith o los Jedi martwił się, to wysoce podejrzane to jest

Gen. Qymaen - 2010-09-27 21:01:54

zgadza się, sith nie żyje *odparł z pełną stanowczością generał. Dla niego nie było opcji życia Nemedisa. Sith został zniszczony przez jego droida, a  niepodważalny fakt zejścia Nemedisa napawał go czystym, prawdziwym zadowoleniem*
Nie jest to znowu takie dziwne, mistrzu Yodo. Nie wiem, jakie są relacje wasze i Hakona, jednak nie dziwi mnie jego milczenie, jeśli jest, jak mówisz. Całe wojny klonów były dla was walką z Sithem, a  oni na pewno nie… zaprzyjaźnili się przed wejściem na pokład tamtego statku, to musiało zacząć się znacznie wczesniej

Moc - 2010-09-27 21:07:54

*Tak, o śmierci Nemedisa poinformował go Windu, który nagranie widział, jak droid niszczy sitha. Jednak jakaś cząstka Yody twierdziła irracjonalnie, że on gdzieś tam jest w jakieś postaci. Może nie żywy, ale gdzieś jest... Ale żadnych dowodów na to nie miał ani nawet poszlak, więc nie zajmował się tym, były ważniejsze i bardziej naglące sprawy niż Nemedis.* Dziwne jest to z powodu Nemedisa. Sithowie ciemną stroną zajmują się, a ta wypacza ich, degeneruje. Po hrabim Dooku widzieć to z pewnością mogłeś. Dla nich przyjaźń czy miłość to uczucia obce są. Istnieją tylko gorsze, wypaczone wersje... dlatego dziwne to jest. A Hakon... Hakon wyobcowany zawsze był, skryty. Ten fakt Nemedis wykorzystać mógł, by zaufanie jego zdobyć... *Yoda w żadnym wypadku o jakieś celowe zdrady Hakona nie posądzał, bardziej rozpatrywał jego pozycję w kategorii ofiary matactw Nemedisa jak i również samotności.* Wcześniej to niekoniecznie, gdyż Hakon w Wojnach na froncie nie walczył, na Coruscant przebywał.

Gen. Qymaen - 2010-09-27 21:16:20

*pokręcił lekko głową, zdecydowanie przecząco, jakby na jakieś różnice filozoficzne, które w tej chwili nie miały znaczenia. Nie zagłębiał się tez za specjalnie w temat. Nemezis nie żył. Hakonowi nie dano normalnie przeżyć żałoby. Ukrywał w sobie wszystko, jak wcześniej, kiedy musiało być to wielką tajemnicą, kiedy zakon był wolny.
Zlinczowali by go. Yoda mógł mówić co chce. Na pewno mógł mówiąc za siebie, może za kilku jedi, może za cała rade. Ale jedi to było cała masa istot o różnych charakterach i poglądach.
Hakon musiał milczeć, chcąc chronić tego całego Nemedisa wtedy. A Teraz, kiedy to imperator okazał się sithem, Hakon miałby okazać się „przyjacielem sitha”? Gorsze niż śmierć.*
Nie można generalizować. Jedi tez nie wolno wielu rzeczy. Tez „nie powinno być”. Ja tez powinienem was do śmierci nienawidzić, a  jakoś siedzimy razem tutaj *przekręcił się bardziej by widzieć Yodę. Z cichym sykiem i trzeszczeniem serwomotorów* Sprawa jest tak zawiła, jak zawiły jest Hakon

Moc - 2010-09-27 21:23:51

Hmm... owszem, owszem... ale Sith z uczuciami dobrymi to zaskakująca rzecz, chociaż ich w nim nie wyczuwałem na Boz Pity *Yoda miał starcie z Nemedisem i na własnej skórze mógł odczuć jego siłę jak i mroczny wir jego osobowości. Gdyby go nie "poznał" to by mógł się zastanawiać nad tą kwestią, ale było inaczej. No ale to już zamknięty rozdział jest.* Generał jednak od Mocy użytkowników różni się. O naturę samej Ciemnej Strony chodzi... to jak indoktrynacja jest, mózgu pranie. Im bardziej w Ciemną Stronę człowiek zagłębia się, tym gorzej jest... ale filozoficzne dysputy na bok odłóżmy *Mruknął, wędrując dalej, a co do zwierzenia się Hakona, to nie musiał on tego od razu rozgłaszać całemu Zakonowi, chociaż Rada wiedzieć powinna o tym. Dyskrecja zapewniona będzie. Ale o tym i tak wszystkim sam zainteresowany zdecydować musi* Owszem, owszem... a my na sprawę dobrą nic nie wiemy, prócz domysłów naszych na podstawie faktów skromnych. Oceniać go nie możemy

Gen. Qymaen - 2010-09-27 21:32:44

No ale po co wam to wiedzieć? Czy coś to zakonowi da, w jakich relacjach był Hakona  martwym sithem? Zamiast naciskać i wywierać na niego presje może lepiej zaktywizować go do jakiegoś zycia społecznego. Zapewnić mu przyjaciela zastępczego, jak już rozmawialiśmy. Jeśli zechce powiedzieć to powie, jeśli nie zachce – zabierze to do grobu i powinien mieć do tego prawo. *poniósł się po mostku głos generała. Ciężko mu było wykręcać łeb za Yodą, wiec wpatrzył sie. W grodzie. Inspirujące takie.
Iluż  członków rady separatystów miało swoje tajemnice? Pewnie każdy. Każda istota nosi coś w sobie, jakieś nierozwiązane problemy. Czegoś żałuje i coś go gryzie. Nie każdy od każdego to wyciągnie.*
Skoro sith zaprzyjaźnił się z zakonem, to i wy możecie. Zabierzcie go na te wymarzone trzy dni na Naboo i już krok naprzód *podsunął zbyt oczywistym tonem. Nie chciał Yody pouczać, ale niech oni w końcu przestaną teoretyzować, przecież ten Hakon to nie preparat a żywa istota*

Moc - 2010-09-27 21:38:47

Martwym sithem...*Powtórzył pod nosem Yoda, zamyślając się krótko nad czymś, ale potem znowu ciągnął.* Tak, Hakon sam powiedzieć o tym musi, ale wiedza o tym co było przydać się może. Nie teraz, kiedyś może... *Odparł mgliście mistrz Jedi, ale z nimi tak zawsze było, gdy jakiś problem wielki był to mówili tak strasznie niejasno, że normalny człowiek nic z tego nie zrozumie. Cóż, czasami inni Jedi też nie rozumieli.* Hmm... i wiem chyba, z kim na Naboo lecieć może. Po operacji jednak tylko *Tak, Yoda już w głowie znalazł odpowiedniego kandydata... a raczej kandydatkę. Wybór nie miał nic wspólnego z płcią, a raczej z rasą. Mistrzyni rasy miraluka, od urodzenia ślepa, więc wiedzieć będzie co Hakon przeżywał bez wzroku. Poza tym jej spojrzenie na świat było dosyć oryginalne.*

Gen. Qymaen - 2010-09-27 21:48:57

*Odnośnie tego mistrzowania to generał tez by cos powiedział, ale nie mógł bo nie wiedział o czym pomyślał Yoda. Tak czy owak, uważał ze ta ranga i Hakonowi się należała. Dowartościowanie kogoś czasem działa cuda, a  to, co zrobił barabel było cudem w oczach generała.
Stwierdził tez, ze jest zmęczony, bo Yoda jakoś tak dziwnie pleść zaczyna. Zwalił to właśnie na zmęczenie.*
Najlepiej  kimś z kim będzie się dobrze czul, na przykład z Solusami *Solusy dobrzy ludzie, roztaczający wokół siebie atmosferę akceptacji i zainteresowania drugą osobą. No ale wiadomo ze Yoda wybierze innego/inną jedi*

Moc - 2010-09-27 21:56:13

*Co do mistrzowania to by osiągnąć tą rangę trzeba było nieźle na nią zapracować i trzeba było być niejako pewnym wzorem dla innych Jedi. Z tego powodu wielu innych pozostawało przy randze Rycerza. Oczywiście nikt nie umniejszał zasług Hakona, ale jego odizolowanie od świata nie sprzyjało jego "kandydaturze" na tą rangę.* Hmm... Solusowie? Hmm... a Generał puściłby ich ze służby z Hakonem razem? *Zmęczenie? Nie, po prostu Yoda czasami miał tak bardzo przestawiony szyk zdania, że ciężko go było w ogóle zrozumieć. Nikt nie wiedział czemu tak się działo, a to była spora zagadka dla wielu Jedi.*

Gen. Qymaen - 2010-09-27 22:00:58

*Wygodniej zwalić na zmęczenie niż przyznać się ze się czegoś nie rozumie. Generał kombinował tak żeby dobrze było*
Puścił bym, jak by chcieli, a myślę, ze tak. Jednak jak wcześniej – nie będę w kwestiach prywatnych za nikogo postanawiał. *głupi jesteś Qymaen, ze tak się angażujesz – pomyślał. Ciągle za mało na głowie? Za spokojnie, za jednostajnie i prosze – szukamy problemów w problemach innych*

Moc - 2010-09-27 22:14:32

Hmm... ludzie... ekhm... człowiek i catherka... para to niezwykła jest, ale miła i Hakona znają już, myślę, że odpowiedni by byli, jeśli zgodę wyraziliby. *Yoda nic przeciwko temu nie miał, bo to ma być wypoczynek dla Hakona, bez jakichś ukrytych podtekstów a w towarzystwie jakiegoś innego Jedi mógł się on poczuć jak pod obserwacją, zwłaszcza po tych wypytywaniach przez Yodę.* Po operacji jego zaproponować mu to możemy, zorganizować wszystko trzeba...

Gen. Qymaen - 2010-09-27 22:17:52

Żaden problem *rzucił generał, bez poddawania w dyskusje tego, kto to zrobi. Miał dług wobec Hakona, spłaci go. Nawet dwa razy. Z resztą – dla Cochrelu takie wczasy to nic*

Moc - 2010-09-27 22:23:43

*No a dla Jedi to jednak wydatek by był a kredytów nie maja za bardzo,. czasy, gdy o takie rzeczy martwic się nie musieli dawno minęły. Poza tym pozostawała kwestia Imperium i nagród za głowę ocalałych Jedi, ale po tej operacji wygląd Hakona ulegnie pewnej poprawie, co może zmylić agentów Imperium. Póki co jednak nie ma o co się martwić.* Za rozmowę Generale dziękuję i przeszkadzać już nie będę... *I hop, Yoda szybko z ziemi się poderwał, niewysoki skok z obrotem i na platformie zgrabnie wylądował. Całkiem nieźle się ruszał jak na 900 latka.* Niech Moc będzie z tobą *Pożegnał się i po prostu odfrunął sobie.*

Moc - 2010-10-17 11:56:50

*Osoby na mostku zostały w pewnym momencie zaalarmowane przez sygnał obwieszczający wszem i wobec o nadchodzącym połączeniu holonetowym. Kod zabezpieczeń jasno wskazywał na źródło tej wiadomości - Przymierze. I w dodatku kod źródłowy był zupełnie inny, co wskazywało, że połączenie pochodzi z innego, nieznanego do tej pory Cochrelowi źródła.*

Gen. Qymaen - 2010-10-17 12:04:42

Sir… *Nemoidianin stwierdził, ze sygnał należy wzmocnić swoim głosem* wywołuje nas kombinacja z przymierza, kodowana na nieznaną jednostkę. Chyba są blisko
*Generał wyglądał na dosc zamyślonego. Dla odmiany nie stal w swoim ulubionym kącie, tylko siedział na specjalnym dla niego fotelu i gapił przez iluminator dość sennym wzrokiem. Spotkania z Fler (ustalono na PM z powodów losowych – nie przez sesje) działały na  niego bardzo wyciszajaco*
No to połącz, jeszcze się nie nauczył, ze przymierze to sojusznik? Jeszcze może mam ci pokazać którym guzikiem? *Podparłszy się o podłokietniki, wstał, i począł wygładzać pelerynę w miejscach co się najbardziej marszczyła.
Nemoidianin zaakceptował połączenie*

Moc - 2010-10-17 12:11:51

*Wraz z akceptacją połączenia pojawiła się pełnowymiarowa sylwetka jakiegoś kalamariańskiego oficera o dosyć wysokiej randze, jednak oznaczenia trudno było odczytać komuś z poza Przymierza.* Tutaj Meknesh Hox, pierwszy oficer "Wyzwoliciela", okrętu flagowego floty Przymierza. Zwracam się z pytaniem, czy jest możliwość spotkania Generała Qymaena z Admirałem Tar-Serirem. *Kalamarianin przemawiał oficjalnym tonem, co słychać było w barwie jego głosu oraz w postawie którą przyjął. Wyprostowana sylwetka, nieco wyżej uniesiony podbródek i tak dalej. Najwyraźniej oczekiwał na najszybszą odpowiedź no i jeszcze nie wiedział, że Generał znajduje się na mostku.*

Gen. Qymaen - 2010-10-17 12:28:32

*Odbierający, wsławiony w sieroctwie nemoidianin na szczęście potrafił powtarzać po innych. Widząc wiec sylwetkę oficera, sam wyprostował się, z  tym ze jego widać było tylko od polowy. Całkiem względny był, wiec i wielkiej antyreklamy cochrelowi nie robił*
Jest możliwość zapytania generała o to osobiscie[/i] *odparł, widząc, ze cyborg niczym taran zbliża się do niego, z rękami z tyłu i wymownym spojrzeniem. Skinął uprzejmie kalmarianinowi, po czym przesunął emiter, tak, żeby łapał całą sylwetkę głównego przedstawiciela i dowódcy korporacji. I tak kalmarianin spojrzał w oczy przeszłości, bowiem przez holo nie było zadnych roznic miedzy dzisiejszym Qymaenem a wczorajszym Grievousem*

Moc - 2010-10-17 12:34:40

*Oficer skinął głową na znak, że rozumie i poczekał, aż Generał się pojawi osobiście, co też wkrótce nastąpiło. I jeśli widok cyborga w jakiś sposób go poraził, zniesmaczył, przestraszył czy cokolwiek, to nie dał tego po sobie poznać. Pełen profesjonalizm. Mrugnął tylko raz, nim jego nieco wyłupiaste rybie oczy nie spoczęły na sylwetce Qymaena* Witaj Generale. Wiemy, że to trochę nagła prośba, jednak pewne sprawy zmusiły nas do przyśpieszenia naszych planów. Tak więc ponawiam pytanie, czy w najbliższym czasie możliwe by było spotkanie i czy mogłoby się ono odbyć na pokładzie "Wyzwoliciela"?

Gen. Qymaen - 2010-10-17 12:46:45

*Cyborg znieruchomiał przed emiterem. Sygnał wzmocniono, głośność tez. Zamglone gadzie oczy wpatrywały się w miniaturkę kalmarianina*
Witam, oficerze Hox. *Skinął głową, wprawdzie lekko, ale nie mogło to ujść uwadze.*
Żadna prośba nie jest zbyt nagła jeśli chodzi o sojusznika. Jak najbardziej, jestem gotów na spotkanie z admirałem *wycharczał, kończąc zdanie lekkim gestem durastalowej dłoni. Zastanawiał się o co może chodzić Przymierzu. Czyżby odkryli cos niepokojącego?*

Moc - 2010-10-17 12:51:07

Dziękuję, Generale. Jeśli to nie przysporzy kłopotu, to "Wyzwoliciel" przybędzie za trzydzieści standardowych minut a do hangaru Widma zostanie przysłany prom dyplomatyczny. Jeśli chodzi o pańskich współpracowników i ochroniarzy to zostawiamy panu wolną rękę *Znaczący sygnał, Generał mógł zabrać kogo tylko chciał na ich okręt flagowy, co jeszcze kilka tygodni temu byłoby nie do pomyślenia. Zazwyczaj przy takich rozmowach ustala się kto może przyjść, w jakiej liczbie, jak uzbrojeni itp. Ale teraz to w końcu sojusznik i to coraz bliższy.*

Gen. Qymaen - 2010-10-17 12:56:56

*Nie uszło to uwadze generała, jednak to nie to sprawiło, ze oczy otwarły się szerzej  źrenice rozszerzyły za mgłą. 30 minut. No w istocie czas jeszcze bliższy niż najbliższy. Pełen full serwis. Więc i sprawa nagła. A to jeszcze bardziej ruszyło generała, rozbudzając w nim poszczególne trybu działania, jeden po drugim, wręcz z chęcią galopu.
Chwile milczał, marnując cenne sekundy, by w  końcu przemówić, oficjalnie, ale i zarazem dość lekko*
zgoda, zastrzegam sobie jednak prawo do około 15 minut spóźnienia

Moc - 2010-10-17 13:01:33

Rozumiemy to jak również fakt, że jest to bardzo nagłą decyzja, nie mniej dziękujemy za zgodę. Do zobaczenia i bez odbioru *I tak kalamarianin skłonił się na pożegnanie a potem rozpłynął się w powietrzu. transmisja została przerwana.*

Gen. Qymaen - 2010-10-17 13:08:28

*Geonosjanie na mostku spojrzeli po sobie. Addik patrzył na generała. General mrużąc oczy patrzył w przestrzeń*
Zainicjować sytuacje A4. jakby były jakieś problemy – statkiem dowodzi Rudi. Poinformować Darvena, ze za 20 minut chcę się z nim w pełnej gotowości spotkać w hangarze *No i wyszedł*

Gen. Qymaen - 2011-01-11 15:15:17

Mostek był tym magicznym miejscem, mózgiem statku, w którym zazwyczaj można było spotkać generała, dla którego „nienormowany czas pracy” stał się niczym innym niż życiem prywatnym. Na tle tego wszystkiego co stracił i czym się zajmował, splotło mu się to w jedno. Nie miał już ani życia służbowego, ani prywatnego. Miał swoje życie, swój mostek, który teraz oczyścił; ze zbędnej w tej chwili kadry.
Od rana nie najlepiej się czuł, objawiało się to zawrotami głowy, drażliwością i denerwującą dekadencją, jak to określała doktor Solus Junior.
   Zgniłozielona ciężka szata spływała z podłokietników fotela na podłogę. Cyborg siedział w  kompletnym bezruchy. Lewa ręka, oparta łokciem o podłokietnik. Szponiasta, mechaniczna dłon trzymała lśniący cylinder, na którym spoczywał wzrok zasnutych bielmem źrenic

Darven - 2011-01-11 15:45:52

*Grodzie mostka rozsunęły się z cichym sykiem. Darven oplótł pomieszczenie zimnoniebieskiem spojrzeniem szukając charakterystycznej postaci. Generała Qymaena oczywiście. Ruszył wolno w jego kierunku, miarowo stukając mechanicznymi kończynami.* Generale...? *Spojrzał na cyborga siedzącego na fotelu. Wyglądał na zamyślonego.* Nie przeszkadzam? *Spytał cicho. Drzwi za nim zamknęły się bezszelestnie. Darven zatrzymał się obok Generała, patrząc w przestrzeń kosmiczną za ilumiatorami, po chwili jednak kontem oka dostrzegł cylinder. Zogniskował na nim badawcze spojrzenie.*

Gen. Qymaen - 2011-01-11 15:50:36

*Miniaturowe rozsuwające się grodzie ożyły odbite na metalu miecza świetlnego, wyszlifowanego ciepłem ręki dawnego właściciela. Generał widział to bardzo niewyraźnie, ale widział, jak w odbiciu z grodzi wylania się sylwetka i podchodzi od drugiej strony. Tak wiec, pochyliwszy się ma łokciu pochylił się, i nieznacznie przekręcił głowę, ogarniając dzięki temu Darvena kątem lewego oka*
Aktualnie nic nie robie, Darvenie *odparł charchotliwie, co było rzecz jasna jego „nie przeszkadzasz”. Wiadomym było ze czasem  nic nie robieniu przeszkadza się bardziej niż w pracy. 
Spojrzenie trwało, a miecz świetlny nadal spoczywał miedzy szponami generała*

Darven - 2011-01-11 15:58:02

To dobrze. *Mruknął. Odwrócił spojrzenie z lśniącego kształtu z powrotem na szybę. Wspomnienia. Rozumiał.* Przyszedłem porozmawiać. Ostatnio... Minęło mi parę dziwnych dni. Miałem nadzieję, że tu odnajdę trochę wytchnienia. *Ciemna szata sunęła za nim gdy podchodził do drugiego fotela, niedaleko Generała.* Chciałbym wiedzieć jaki jest plan przymierza, który ostatnio otrzymaliśmy. Oczywiście jeśli może Generał się z nim podzielić. To ważne plany. *Spojrzał na Qymaena tym jednym okiem, które mu pozostało. Oczywiście miał też drugie, bardzo zręcznie zrobiony implant, widać jednak było, że nie posiadało ono tej głębi i siły. Jedynie podążało za pierwowzorem.* Admirał przymierza wydawał się być przejęty tymi planami.

Gen. Qymaen - 2011-01-11 16:07:41

*Po chwili milczenia oczy generała ożyły, i wykonały łagodny ruch jakby za cieniem Darvena, by spocząć na nim, jak na rozmówcy*
Wydaje mi się, ze nasz sojusznik ma kłopoty… *odparł. Głos miał głęboki, jakby podłączył się do aparatury wspierającej oddech. Może i tak było. Pomarszczone, poryte zrostami powieki przymknęły się*
Plany doszły, ale były zmieniane. Nie, to nie oszustwo, pstryknij Se *nieaktywnym mieczem świetlnym wskazał stół taktyczny. Za daleko, by Darven sobie pstryknął, ale Darven umie pstryknąć bez pstrykania. Oczekując na pstrykniecie przyglądał się rozmówcy niezbyt nachalnym wzrokiem kogoś, kto już go dobrze zna. I bawił się mieczem obracając go w palcach sposobem kogoś, kto szanuje zawartą w nim potęgę, ale mimo wszystko przede wszystkim szczyci się trofeum*

Darven - 2011-01-11 16:13:51

Kłopoty... *Powtórzył cicho Darven, spojrzenie wbijając w stół taktyczny. Skinął głową i tak jak Generał przewidział - pstryknięcie samo się zrobiło. No, może nie do końca, bo człowiek miał w tym niemały wkład, ważne jednak, że plany się uruchomiły.* Zmieniane? To ciekawe. *Wbił uważne spojrzenie w hologram, który powinien się wyświetlić.* Osobiście od początku byłem sceptykiem co do podejmowania tych działań, ale jeśli zaszły znaczące różnice w sytuacji, to cóż... Będę musiał chyba odświeżyć swoje spojrzenie. *Powiedział głosem spokojny, cichym, miłym dla ucha. Przez filtry głos ten wydawał się odległy.*
*Tak... Jeśli ktoś mógł mówić, że zna Darvena, to zdecydowanie najbardziej znał go Generał.*

Gen. Qymaen - 2011-01-11 16:22:39

Znajdź ich okręt flagowy *mruknął cyborg. Plany były małe, nie dostosowane rozdzielczością do tych widmowych (a wszystkie widmowe projekcje były dostosowane do generała dlatego były niestandardowe. Nie widział wiec teraz z tej odległości planów, ale pamiętał*
zaraz za rufą rozmieszczenie okrętów. Jest za słabe, oczywiście do przyjęcia, ale to słaby punkt. Nie zrobili by czegoś takiego świadomie. Tu był statek. Być może nadal jest, ale nie wiedza, czy poleci. Trzymają dla niego miejsce. A z tym statkiem jest coś nie tak. Tak myślę. *Złote spojrzenie wróciło na twarz Darvena. Nie nawiązał do tamtej dyskusji o sensie rozegrania tej bitwy. Było tyle samo za ile przeciw, wiec po prostu trzeba podjąć decyzje*

Darven - 2011-01-11 16:31:09

*Wypełniał instrukcje Generała znajdując odpowiednie elementy holoplanu. Otoczył spojrzeniem formacje okrętów przymierza. Faktycznie.* Jest luka. Zabrakło okrętu w tej całości. No tak, to całkiem prawdopodobne, że ten statek mógł ulec czemuś w rodzaju... "Czasowej niedyspozycji", niemniej, jeśli plan ma być realizowany, trudno by było rzucać jego poprawność kaprysowi losu. Tą lukę... *Darven oderwał wzrok od planów i spojrzał na Generała uważnie.* Tą lukę trzeba wypełnić, zastąpić ten brak. O to chodzi? *Przyłożył mechaniczną dłoń do skroni, zastanawiając się nad taktyką Przymierza.* Bo rozumiem, że oni nie zwrócili się do nas bezpośrednio, ani też nie poinformowali o przyczynie tych braków?

Gen. Qymaen - 2011-01-11 16:38:25

Nie powiedziano mi nic o tej luce, podejrzewam, ze licza iż do czasu akcji problem rozwiąże się sam, lub jakoś go rozwiążą. Taka desperacja, bo gdyby ten okręt był trwale nie dyspozycyjny, rozwiązali by to inaczej lub zgłosili się do nas po jakiś okręt. Wydaje mi się ze tu chodzi raczej o człowieka. W razie przebicia się sil wroga właśnie taki okręt wychodzi i chroni jednostkę flagową. Wiec to musiał być ktoś dobry…
*Chwilę jeszcze bawił się mieczem i schował go do wewnętrznej kieszeni peleryny na wysokości biodra. A wiec nadal nosił miecze. Albo zaczął je nosić znowu.*
Nie, przy odbiorze planów nie było o tym żadnej wzmianki, to musiało wydarzyć się bardzo nagle i oni jeszcze sami nie wiedzą, jak się zachować. Możliwe, ze jest tam w  przymierzu teraz bardzo źle

Darven - 2011-01-11 16:47:41

Rozumiem. Faktycznie, nie ma nic gorszego niż brak w osobie, brak w sprzęcie w końcu zawsze można uzupełnić. Jak zabrakło kogoś, to bez wątpienia tam musi się źle dziać. *Mimowolnie wspomniał chwile, w których zabrakło właśnie Generała. Jego nieobecność odbijała się na całej korporacji. Ale to skrajny przypadek, bo Qymaen był podstawą ich działania, Darven zaś nie przypuszczał, by w przymierzu zabrakło kogoś aż tak ważnego. Choć, niewątpliwie brak tej osoby musiał być dużym ciosem skoro była to istota tak zdolna, że otrzymała tak ważną rolę na polu bitwy.* Póki co jednak nie zwrócili się do nas o pomoc. Może nie jest jeszcze tak źle, choć... Na pewno nie dzieje się najlepiej.

Gen. Qymaen - 2011-01-11 16:52:46

*szponiasta dłon podniosła się do porcelanowo białej kryzy przy pancerzu. Palce zaczepiły połę peleryny. Pociągnęły, wygładzając ją, jakby od niechcenia, ale może jednak cos to znaczyło. Przygladał się temu ruchowi, jakby wspominał. Tylko co? Zaraz zza peleryny wychylaóo się urządzenie, skorego całe wojny klonów nie było. Niewielki respirator, podtrzymujący oddech generała. Bylz  nim od kiedy stanął na nogach po bitwie na Utapau*
Nie dojdzie do bitwy, Darzenie. Może to jeden człowiek, nie do niezastapienia, jeden statek, i dowód moglibyśmy dac, ale… bogowie wiedzą, gdzie ten ich człowiek jest i w czyich rękach. Może przymierze wierzy, ze on nie piśnie słowka, ale ja nie do konca.

Darven - 2011-01-11 17:00:22

*Skinął głową.* W istocie... Obawiam się, że nie ma takiego, którego nie można złamać. *I słowa te wypowiedział korzystając z własnego doświadczenia. Bo Darven nie raz miał "okazję" łamać różne istoty, różnego wieku, różnej rasy, o różnych osobowościach. Tych "twardszych" i bardziej wiernych ideałom, a także tych "słabszych". Miał potężne doświadczenie jeśli chodzi o wszelkie czynności dotyczące wyciągania informacji i... Był pewien, że nie ma kogoś, kogo nie da się złamać. Nie licząc oczywiście istot cierpiących na różne zaburzenia, albo takich, które siłą zostały zmuszone do takiego, a nie innego działania na przykład przez ingerencje w układ nerwowy.* Jeśli naprawdę ktoś zniknął, mamy potężne problemy. Doszliśmy do wniosku, że jest to ktoś wysoko postawiony, czyli dużo wie. Nie tylko o nich, ale i też - siłą rzeczy - o nas. W istocie, sprawa się komplikuje... *Potarł czoło marszcząc brwi.*

Gen. Qymaen - 2011-01-11 17:05:52

[]i{pczekamy[/i] *Gadzie oczy przymknęly się, niczym u cierpliwego drapieżnika. Glowneijsze jednostki Cochrelu zostały poinformowane i już były gotowe. Przymierze jeszcze się nie odezwało. Zapewne teraz probuja wszelkich środków by nawiązać łączność ze swoim człowiekiem. Trzeba dac mu czas*
Wyśle się HK *Odezwał siew  koncu* Jak tylko Przymierze zgłosi się po pomoc i da jakis ślad

Darven - 2011-01-11 17:09:41

Jak tylko się zgłosi, owszem. *Skinął głową.* A póki co... Zgadza się, pozostaje tylko czekać. *Westchnął wbijając wzrok w obracającą się, wirtualną formacje okrętów przymierza.* Chyba los z nas zakpił. W takim momencie, taki cios.

Gen. Qymaen - 2011-01-11 17:14:29

*kanciaste pokryte peleryną ramiona uniosły się, a  raczej drgnęły dosc nieprzyjemnie, okiełznane ograniczeniami mechanicznego ciała. Bywało gorzej, zdawał sie mówić i w gruncie rzeczy raczej nie przeżywał zbyt głęboko tego „nieszczęścia”. Nawet jakby imperium porwało admirała przymierza, to co ten powiedział by o cochrelu? Kilka placówek, czym się zajmuje, i że „Grievous żyje”.
Rzecz jasna to była wersja optymistyczna, no ale wiadomo, ze admirała raczej nie porwą.*
Nie jest źle, Darvenie. a  tymczasem powiedz jakie wieści z frontu? *czyli innymi słowy: co słychać na pokładzie naszej latającej filii świątyni jedi*

Darven - 2011-01-11 17:26:28

*Darven też nie przeżywał tego w taki sposób, niepokoił go tylko fakt, że w takim momencie zniknął jakiś - prawdopodobnie - ważny człowiek. Owszem, bywało gorzej. Znacznie gorzej. Ale cóż.* Z frontu? Jak zawsze. Yoda straszy kucharki nieokiełznanym głodem i panicznym żądaniem sałatki, ten, jak mu tam... Nash chyba, kręci się po statku raz tam raz tu, ale ostatnio go dawno nie widziałem. Z tych bardziej pozytywnych informacji - Hakon odzyskał wzrok, twarz też. Operacja powiodła się, nie ma komplikacji i z czystym sercem można powiedzieć, że... Że z barabelem jest dobrze. Na statek przyleciał Seco, mąż pani Fler. Z dzieckiem, tak jak Generał wspominał i... I bandą Mandalorian, którzy wypytują HK o różne rzeczy. *Podniósł lekko brwi. Na nagraniach widać było wyraźnie, że klony usiłowały podjąć próbę jakiegoś dialogu z robotem, ale - jak można było się spodziewać - cały film zdominowany był przez różne przekleństwa i obelgi.* Ogólnie rzecz biorąc... Poza paroma wyjątkami nie działo się coś nadzwyczaj ekscytującego. Ja długi czas zajmowałem się typowo niezbyt emocjonującą, papierkową robotą. Przez nieobecność urosło mi zaległości, ale teraz myślę, że wróciłem do starej, dobrej formy. Załatwiłem większość spraw, także tych drobniejszych. Wszystko jest jak trzeba.

Gen. Qymaen - 2011-01-11 18:03:40

Słyszałem *odparł lekko generał na pierwszą informacje*
Słyszałem… słyszałem… też słyszałem, z  tego się cieszę, dobry chłopak z tego Hakona. Nawet mu się dżedajstwo wybacza. Dalej słyszałem, słyszałem…duża ta banda? HK wypytują… no im to on akurat psychicznej krzywdy nie wyrządzi. *wcześniej uczyniony gest poprawiania poły peleryny teraz powtórzony zostal z drugiej strony*
Ale powiem ci Darvem ze zaczyna mnie wkurza to nieustanne hotelowanie na moim statku. Nie dotyczy to Hakona rzecz jasna, bo ten ma jeśli zechce w cochrelu dożywocie.

Darven - 2011-01-11 18:25:21

Hmmm, chyba z pięciu ich jest. *Mruknął starając sobie przypomnieć ile to Mando na statku zawitało.* Nie da się ukryć, naszej gościnności ostatnio się nadużywa. Już sam fakt, że ktoś wypytuje HK bez naszej zgodny to moim zdaniem jej nadużywanie. *Darven przełączył holo, na którym widać było plany Przymierza na kamerę z warsztatu. Akurat trafił, bo Tang kazał innym "wypierdalać bo tu się rozmawia". Łącznie z pracownikiem Cochrelu.* Są gorsi niż stado banth. Zawsze uparci i nieprzyjemni, wszyscy łażą swoimi drogami i ani trochę nie obchodzi ich, że są na statku korporacji. *Zastukał metalową dłonią w oparcie fotela.* Prawdę mówiąc, jestem podobnego zdania. To flagowy, wojenny okręt korporacji... "Hotelowanie" zaczyna się robić co najmniej nieprzyjemne, zwłaszcza, jeśli niektórzy zachowują się tak, jakby im się to należało. Co ja jednak mogę? Przecież nie powiem Yodzie, że denerwuje załogę... *Westchnął.* Tak naprawdę, to cieszę się tylko z pobytu Hakona tutaj. Naprawdę dobry "chłopak". Wydaję mi się też, że Seco ma dobre intencje i nie będzie chciał być ciężarem - już pracuje. Towarzystwo Pani Fler jest bardzo miłe, to są dobrzy ludzie. Co do całej reszty natomiast... Mi się to nie podoba, Generale, ale to tylko moje zdanie.

Gen. Qymaen - 2011-01-11 18:34:36

*Darven mógł teraz oglądać profil głowy cyborga i bok maski-czaszki ze wszystkimi wyżłobieniami. Nie była to maska z Utapau, ale pochodziła z wojen klonów. Generał miał sporo części zamiennych, a tych „trochę zużytych” nie wyrzucał. W końcu to kaleesh.
Tak czy owak Darven mógł widzieć bok glowy generała bo ten teraz wychylił się przez fotel by obejrzeć zajście w warsztacie.*
Ale zobacz, jak grzecznie wszyscy poszli od razu *warknął raz, co było krótkim prychnięciem śmiechem. Odczul silną chęć wysłania tam kilki droidów bojowych i popatrzenia na walkę. Ale nie, nie zrobi przecież czegos takiego komuś z kim walczył ramie w ramie i być może jeszcze to kiedyś powtórzy. No i klony. O ile sam Tibal mógłby jeszcze zrozumieć, ze „to tylko zart”, to wystraszenie klonów (generał mógł sobie tylko wyobrażać co oni tu przeżywają) to już gorszy występek.
Słuchając Darvena obserwował monitoring* Śledź ich…

Darven - 2011-01-11 18:44:37

No, faktycznie, wszyscy poszli. *Darven patrzył jak po kolei wytacza się z warsztatu droideka, potem Seco, "ryboludź" prawdopodobnie też.* W sumie nie wiem po co, w końcu to Seco ich tam przyprowadził i pokazał wszystko, a teraz każą mu "wypierdalać." *Wzruszył tylko ramionami. Ich sprawa. Angażowanie się w stosunki między "Tangornami" a kaleeshem było raczej poza jego zainteresowaniem.* Się nam kochani rozbestwili... *Mruknął, podchodząc do stołu taktycznego. Chwilę podziałał i już kamery zgodnie z poleceniem Generała "śledziły" kogo trzeba. Odsunął się, usiadł i wrócił do obserwowania monitoringu.* Hmmm...

Gen. Qymaen - 2011-01-11 18:53:22

Jakoś nie wygląda na specjalnie przejętego tym, co usłyszał. *zauważył generał kiedy już kamera opuściła hangar. Szła tylko dwójka, kaleesh i droid. Roboludź urwał się gdzieś po drodze. Generał średnio był zadowolony z jego pracy. Nagle zmrużył oczy niemal do szparek* daj z głośnika w ten areał, żeby Gawila stawił się na mostku. Teraz…
*widac wymyślił coś.*

Darven - 2011-01-11 18:58:39

*Darven zaśmiał się.* Wiem, oni się obrzucają "chujami" na co dzień, to nie łatwo się obrazić. *Spojrzał na Generała zastanawiając się o co chodzi. Podszedł do jednej z kontrolek i wyciągnął mały mikrofon.* Secorsha Gawila proszony jest o natychmiastowe stawienie się na mostku. *Powiedział Darven, znanym już załodze głosem. W sekcji, w której akurat znajdował się Seco i Dżony, głośniki wystrzeliły ów dźwiękami. Darven z zaciekawieniem spojrzał na holo. Był ciekawy ich reakcji.*

Gen. Qymaen - 2011-01-11 19:01:40

oni to już pewnie nie wiedza, czy są obrażani, czy nie *podjął i chowy zacharczał. Tym razem już bardziej zaangażowany w to, co się dzieje, podniósł się na sowim krześle i usiadł prosto. Zmrużył oczy i chraknąl raz, pochylając leb z cichym sykiem tłoków, kiedy kaleesh na holo wyrażał zaskoczenie, bo bez dwóch zdan zaskoczony był. Niedługo tu będzie – pomyślał generał*

Darven - 2011-01-11 19:06:36

Pewnie tak. *Darven usiadł wygodnie w swoim fotelu, patrząc na holo. Tak, kaleesh pewnie niebawem się tu zjawi.*

Secorsha - 2011-01-11 19:13:53

*No a kaleesh… kiedy głos Darvena zastal go w polowie korytarza, wrzasnął jak opętany i wpadł na droida. Rzecz jasna wszystko to pokazała kamera. Seco wyciągnął głowę wysoko i rozejrzał się, czy ten pijany ryboludź idzie z nimi. Aha, zobaczyli, ze pić ida, i już mają Secorshe.*
O kuhrrwa… ja… *odepchnąwszy się od Dżonego stanął prosto, na lekko rozstawionych nogach i rozejrzał się za punktem kamery. Rozbiegane oczy szybko ją odnalazły, gdyż jednymz  jeog nowych obowiązków była wiedza o umiejscowieniu kamer i ich konserwacja*
Już ide! *krzyknął wieć w nos kamerze, zasalutowal niedbale i rzucil się biegiem w oczywistym kierunku, by po może trzech minutach dosłownie wpaść do pomieszczenia, sapiąc i dusząc,a  wyglądał tak jakby jakaś wielka ręka ścisnęła go i wycisnęła wszystkie flaki*
O… o ja… kuhrrwa… w pizdę… ładowana trzonkiem od… sabehrra kuhrrwa… ja… jestem…. Ale tu kuhrrwa daleko na mostek, się zmęczyłem. Przephrraszam… *chyba jeszcze nie wiedział dokąd trafił i kto tu jest. Nic dziwnego, bw  koncu klęczał na podłodze, trzymał się za klatkę piersiową i dyszał z zamkniętymi oczami*

EFECTOR - 2011-01-11 19:18:22

*A zaraz za Seco do pomieszczenia za jego sprawą na oścież otwartego wpadła z siła grzmocąc metalem o metal podłogi brązowa kula będącą dość powszechnym modelem droida bojowego. Wtoczył się, i zza Secorshy wchodząc w zakręt przetoczył się za fotelem generała, i w nieodległym sąsiedztwie Darvena wyodrębniły się z kuli nóżki, a  dalej już caly Dżony przepoczwarzył siez  kuleczki w robocika. On z kolei na zmeczonego nie wyglądał*
Dzień dobry wieczór, Dżony też przyszedł!

Gen. Qymaen - 2011-01-11 19:21:56

*Przez cały ten czas, na co składało się w sumie 5 minut, generał siedział w swoim fotelu z tą róznicą, ze obrócil się w pewnym momencie w nim bokiem, by widzieć to, co się działo. Odrzuciwszy poddajacą się mu cieżką peleryną wstał powoli, nie prostując się jednak, a powoli przechodząc w tryb przygarbiony. Jedna z rąk płynnie wyprostowawszy się w stawie, zgięła się i odchyliła, by pozostać za plecami, marszcząc przy tym pelerynę*
Gawila… *warknął niezbyt przyjaźnie. Stuk, stuk, jego mechaniczne kroki zbliżyły go do kaleesha. Stanął teraz w lekkim rozkroku, niebezpiecznie blisko Secorshy*
Możesz mi przetłumaczyć na cywilizowany język to twoje chamskie powitanie?
*Na Dżonego nie zwrócil uwagi, niestety*

Darven - 2011-01-11 19:27:46

*Darven obrócił się w fotelu. Nie powstał z miejsca, obserwował tylko wejście, potem Seco, Dżonego i na końcu Generała. Milczał ciekawy, co będzie dalej, chociaz nie mógł powstrzymac już drobnego uśmiechu wstępującego na twarz. Ta, chamskie powitanie. Seco w każde zdanie wplatał przekleństwa, Darven był już przyzwyczajony.*

Secorsha - 2011-01-11 19:37:36

*Seco zamarł momentalnie, opuścił ręce i… otworzywszy oczy dostrzegł, ze pada na niego cień, wielki, jakby samego Vadera i jakiś taki z łbem nie wyodrębnionym. Zadrżał kiedy glos usłyszał, ale kiedy swoją głowę podniósł, to na twarzy szaleńca malowało się nic innego jak tylko bezgraniczne uwielbienie, a  na ustach powoli rozbłyskał uśmiech tak jasny jak wybuch supernowej, przechodzący świetlistością na całą osobę kaleesha, który nagle poderwał się do baczność, pierś chuderlawą wyparł, i zasalutował mechaniczną łapą, pazury nad łukiem brwiowym zatrzymując*
Secorsha Gawila na stanowisku młodszego oficehrra bezpieczeństwa wewnętrznego i łączności stawia się na służbę pod skrzydłami wielkiej nigdy niezwyciężonej ohrraz bohatehrrskiej Konfedehrracji Systemów Niepodległych, obecnie Cochrelu i choć nazwa skhrrócila się, to nigdy chwała, siła i honohrr. Po stokhrroć huhrrra wielkiemu naszemu wodzowi generałowi Qymaenowi z rhodu Sheelal, hurra hurra huhrrra! *I z zamachem chłopa z kosą wykonał ukłon do samej ziemi, pełen patosu i szacunku, który kipiał z  niego jak z gotującej się kaszy. Kiedy się wyprostował, oczy lśniły mu łzami*
… genehrrale… to znaczy… dzień dobhrry, ma pan niephrrawdopodobnie zachwycający statek w ktohrrym jest sthrrasznie daleko od sehrrwisowni na mostek ale to zaleta jest!

EFECTOR - 2011-01-11 19:41:59

*Dżony mimo iż nie zwrócono na niego uwagi, wydawał się zadowolony być i z zainteresowaniem oglądał wygłupy Secorshy, bo te są bardzo ciekawe za każdym razem. I za każdym razem nieco inne. Dżony przemieścił się chodem bocznym w  stronę generała. Światełka zaświeciły na rąbek peleryny, wiszący o centymetr nad ziemią. Paluszki pod działem uaktywniły się i… końcówka peleryny zastala złapała. Dżony ścisnął ja mocno w pazurkach (jednak nie na tyle mocno by nie zdołać mu wyrwać) i miętoląc rąbek szaty był już w droidzim siódmym niebie*

Gen. Qymaen - 2011-01-11 19:49:43

*Trupiobiala maska stanowiąca twarz generała przekręciła się na bok nieznacznie w wyrazie zdziwienia. Glowa podniosła się nieco względem swojego dawnego położenia, a pomarszczona peleryna w okolicy piersi wygładziła się, kiedy ręka za plecami osunęła się nieco niżej. Zmrużył oczy i rzucił przez ramie spojrzenie Darvenowi, jakby pytał: ty zrozumiałeś co to to mówiło?
Wrócił do Secorshy. Dla niego ta „podniosła mowa” zabrzmiała jak jakiś bełkot, choć całą treść owszem, wyłapał. Bo i duzo to tam treści nie było*
Młodszy oficer, ta? *nie dokończył. Na statku każdy „młodszy oficer” to robol, z  tym ze na konkretnym stanowisku. Tylko w hangarze byli pracownicy fizyczni. A tak to oficerzy i młodsi oficerzy.*
Gawila… czy… *postąpił o krok, lecz zanim ruszył drugą nogę, zamarł na chwilę w bezruchy. Wolną, zwisającą do tej pory wzdłuż ciala ręką powiódł po pelerynie, rozcapierzonymi palcami, by z nagła ująć materiał tuż przy drugich palcach droideki. Jedno szarpniecie, i materiał został odebrany, a  generał ruszył, zostawiając Dżonego za sobą. Do Secorshy zbliżył się tak, jakby zamierzał zmusić go do cofnięcia się*
Gawila… czy ty masz cos nie tak z wymową?

Darven - 2011-01-11 19:56:10

*Darven podniósł brwi i pokręcił głową. Nie, nie zrozumiałem.* Dżony, zostaw pelerynkę. *Szepnął odbijając się od fotela, by stanąć gdzieś obok Generała i móc obserwować wszystko dokładnie. Jego własna, ciemna "pelerynka" swobodnie zalewała ziemię. Darven w duchu tylko prosił moc, żeby jego ubranie nie okazało się dla Dżonego tak interesujące jak Generalskie.* Chyba mówił coś o bohaterstwie i o tym, że nigdy chwała, siła i honor. *Powiedział głos zza pleców Generała. Darven zastanowił się. Nigdy chwała, siła i honor? ...co?* Ja też nie rozumiem... *Poklepał Dżonego po "głowie".*

Secorsha - 2011-01-11 20:03:12

*Wymiana zdań miedzy generałem a Dravenem trochę go zaniepokoiła i zbiła z tropu, no ale na bogów, przecie to Seco! Jego się nie da zmieszać!*
Tak, gahrrdlowe ehrr *odpowiedział bez ogródek, nadal szeroko, serdecznie uśmiechnięty*
Na Kalee jeszcze szamanowi mnie kiedyś badała i powiedziała matce ze ja ehrr nie wymawiam, no ale ja wymawiam… ale może nie wymawiałem wtedy… *Opuściwszy wzork zadumał się na chwile jakby sobie cos przypominał i wtem zdał sobie sprawe, ze stpi wygięty do tyłu, a  general stoi nad nim jak jakiś sęp. Z uśmiechem zakłopotania na ugiętych kolanach cofnał się id aej znowu na baczność stanął*
Ale potem jak na Couruscant mieszkałem, sthrrasznie to były czasy dla mnie, genehrrale, to… to jakoś tak było ze jedna baba powiedziała mi ze ja mam gardłowe ehrr i powinienem do logopedy chodząc, to poszedłem, rhobilismy miny przed lusthrrem i chciała za to 100 khrredytów za godzinę! *Pac – demonstracyjnie klepnął się ręką w czolo*
To już nawet w buhrrdelu taniej!

EFECTOR - 2011-01-11 20:05:35

Siiiiir *Posnął niewinnie Dżony, kuląc się nagle w sobie jakby w trybie półkołowym, z  łapkami przy opancerzonym kręgosłupie. Generał mi nigdy nie pozwalał. Ale przecież on chce tylko potrzymać, to dla niego największa radość by była. Zabierają, nie pozwalają, strofują. Dżony 10% obrotów procesora traci w takich chwilach. I tylko paluszkami wił, nerwowo*

Gen. Qymaen - 2011-01-11 20:09:47

*No niesamowicie to rozgadane – pomyślał generał. Teraz już obie ręce trzymał założone do tyłu i przekręconą w bok glową, mrużąc zasnute bielmem oczy patrzyli  twarz Secorshy*
Dobra, wystarczy, zamknijcie się Gawila *warknął ciężkim, chrachotliwym głosem* Zróbcie coś z tym, bo ja nie rozumiem tego twojego pocharkiwania. Albo chociaż przestań tak paplać. Wiesz, po co zostałeś wezwany? *zapytał i nagle jedna z potężnych durastalowych łap wydostała się łukiem zza plecach. Durastalowe palce siegnęły kołnierzyka Secorshy i odchyliły zachylony materiał. Tymczasem gadzie niemłode już oczy generała cały czas patrzyły z nieustępliwie*

Darven - 2011-01-11 20:14:10

*Darven uśmiechnął się lekko. Oparł się o ścianę i w spokoju obserwował Seco. Biedaczysko. U logopedy był.
Człowiek założył dłonie za głowę i obserwował całą scenę tak, jakby tu co najmniej jakiś znakomity skład komedię grał. Biedny Seco, taki "zestresowany". No, nie do końca, bo - jak wiadomo - Seco nie da się nawet zmieszać.*

Secorsha - 2011-01-11 20:19:20

*Seco to jest Seco i rządzi się swoimi prawami. No ale u logopedy był, czyli jednak da się mu wyperswadować, ze powinien cos zmienić w sobie, tylko oczywiście wszystko sprzysięgło się przeciw niemu!*
Em… nie wiem… ale to nie ja, przysięgam! Ja nie piłem nic i nie chodziłem do żadnych miejsc gdzie jest tym pomahrrrańczowym oznaczone… *Podjął postawę asekuracyjną, widać wychodząc z założenia, ze skoro wezwali, to znaczy ze podpadł. A niedobrze jest pierwszego dnia podpadać*
Rybek był thrroche dziabniety, ale ja nie, zapytajcie Dżonego!

EFECTOR - 2011-01-11 20:25:45

*Droideka rozwinął się nagle na dźwięk swojego imienia w kontekście zapytania. Ramiona rozchodzące się ma boki wydały metaliczny trzask* Potwierdzam, sir, Rybek był dziabnięty! Seco nie był. I Dżony nie był! Dżony kocha Seco, ale Dżony nie lubi, HK, sir

Gen. Qymaen - 2011-01-11 20:33:35

Rybek jest dziabnięty od urodzenia, wiec nie wypada się śmiać z cudzego nieszczęścia *Mruknął generał jednak nie zabrzmiało to jak reprymenda. Gdyby miał ciało to można by rzec, ze jest rozluźniony, natomiast nie miał i był chyba w dobrym nastroju, za czym tez przemawiał wyraz oczu*
No dobra… Seco. Nie zostałeś tu wezwany z powodu dziabnięcia, gdybyś był dziabnięty na służbie, wezwałaby cie próżnia. O tam, za iluminatorem, ta wielka przestrzeń, żeby nie było niedomówień… *odpuścił wzrokowe kiełzno i zaraz widać go było, jak przechadza się kołem wokół zgromadzonych osów, rzeczywiście, przypominając nieco sępa*
Na widmie jest za wiele osób. Jutro około godziny 10 lokalnego czasu nadasz komunikat o decyzji zarządu statku o rychłej konieczności opuszczenia Widma przez wszystkich, którzy nie są pracownikami cochrelu. Nie dotyczy to twojej rodziny i jedi Hakona. Jeśli ktos będzie miał jakieś wątpliwości, odsyłasz do Darvena. Zrozumiałeś?

Darven - 2011-01-11 20:40:26

*Darven uśmiechnął się pod nosem słysząc Generała. A więc to to jest ten pomysł! Zaśmiał się w duchu. Bardzo dobry patent. W cudowny sposób pozbędą się problemów i na statku znów będzie jak kiedyś. Mniej - więcej, w każdym razie, bardzo mu się podobało takie wyjście z sytuacji. Koniec z "hotelem". Pogłaskał Dżonego metalową ręką.* I widzisz, Dżony? *Szepnął do droida, z zadowoleniem patrząc raz na Generała, raz na Seco.*

Secorsha - 2011-01-11 20:44:38

*Kaleesh energicznie pokiwał łbem, zadowolony ze nie podpadł, choć to z przestrzenią wziął sobie głęboko do serca. Rad był tez ze dostał takie fajne zlecenie. Seco lubił publiczne wystąpienia, a to wlasnie a’la takie publiczne wystąpienie w radiu.*
Tak, genehrrale, czy ma pan jakieś konkhrretne życzenia, czy mam to zhrrobić na intuicje? *zapytał z uśmiechem, luźno wzruszając ramionami*

EFECTOR - 2011-01-11 20:52:49

Dzony nie widzi, sir… *Za to dla Dżonego nie było to wszystko takie przeźroczyste. Darven zapytal czy Dżony widzi,a  tu się nic nie zmieniło. Może jedynie polozenie generała, dlatego tez Dżony, dostrzegłszy go zaraz naiwnie wyciągnał łapkę w jego stronę*
Tam, sir1 generał! Dzony widzi! *dumnie rozciągnął mechaniczne stawy*

Gen. Qymaen - 2011-01-11 20:56:00

Nie mam oczekiwań, pozostawiam to twojej inwencji. Staraj się używać w miarę cywilizowanego języka *odparł, jednak patrzył na droida, który właśnie przeżywał radość z odnalezienia właśnie jego osoby*
Tak, Dżony jest genialny. No chodź, Dżony *I on okazał chwile słabości, zaszczycając skrobnięciem pancerz droideki od góry do samego dołu. Jeśli wszyscy będą współpracować, to jutro o tej godzinie na widmie znowu będzie kameralnie*

Darven - 2011-01-11 21:02:57

Tak, tam jest Generał. *Zaśmiał się. Niesamowite. Dżony to Dżony jednak. Spojrzał jeszcze raz na Seco. "Intuicja". Już Darven we własnych, mechanicznych stawach przeczuwał, jak skończy się inwencja w rękach kaleesha, ale kiedy Generał wspomniał o cywilizowanym języku, zalęgło się w nim trochę nadziei na to, że Seco użyje zaledwie połowy przekleństw.* Będzie wesoło... *Uśmiechnął się szeroko. Ciekawy był reakcji tych wszystkich różnych istot, które zgodnie z "rozporządzeniem" zostaną "poproszone o opuszczenie Widma". Ciekawiło go też to, ile osób zostanie odesłanych do niego. Bo nie wierzył, że wszyscy się tak po prostu zgodzą z komunikatem, ot, już przeczuwał te "wątpliwości". Tak, będzie zabawnie.* Seco, przysłużysz się całej korporacji. *Mrugnął porozumiewawczo. Następnego dnia Darven chyba dużo czasu spędzi obserwując równo od 10 monitoring.*

Secorsha - 2011-01-11 21:08:33

*Jeśli Seco powie w radiowęźle „wy tacy a owacy spiehrrdalać z widma” to bardzo możliwe ze do Darvena przyjdą wszyscy. Ale Seco nie da plamy, widać było po nim jak się pali do tej pracy która naprawdę mu leżała. *
Ja to z całego sehrrca i ilości do jedynej słusznej bohatehrrskiej kochrrrrpohrrachi cohrrrel zhrrobie najlepiej jak tylko popthrrafie żebyście byli ze mnie dumni *wyrecytował na jednym wydechu z pełną powaga, po czym raz – generałowi zasalutował, dwa – Darvenowi i z rozpędu Dżonemu. Ale nawet okiem nie mrugnął* Zatem phrrosze o pozwolenie opuszczenia Sali bo musze się przygotować

EFECTOR - 2011-01-11 21:15:57

*Dżony ugniatał niewidzialne ciasto w podłodze szponiastymi nóżkami i cieszył się z głaskania. Nareszcie się doczekał docenienia swojej niebywałej inteligencji. Znalazł generała i generał chyba tez się ucieszył ze go znaleziono.
A kiedy Seco szykował się do wyjścia, Droid, wdzięczny za pogłaskanie (na drugi raz dać pelerynki, generale! I Darvenie też! Dżony nic nie popsuje!), wyemitował krótką wesołą melodyjkę, i podreptał w kierunku „taty”* Dżony go przypilnuje, sir

Gen. Qymaen - 2011-01-11 21:18:08

Tak, Dżony, pilnuj go, tylko bez uzycia ostrej amunicji. Tak, Gawila, możesz odejść, i masz nie podpacać, bo może ty na kamerach, ale my cie na oku mamy *Wszechmocny szpon sprawiedliwości został wycelowany w pieść kaleesha, zupełnie jakby dokończenie miało brzmieć: na patyk i na grilla. Ale póki co Seco na grila nie trafi. Nie, będzie ciezko pracował na chwale bohaterskiego cochrelu*

Darven - 2011-01-11 21:25:04

*Skinął głową salutującemu, pełnemu zapału kaleeshowi.* Nie zawiedź nas! *Zmuszając się, by zrobić prawdziwie poważną minę wypowiedział ów słowa równie poważnym głosem.* My wiemy wszystko... *Dodał odnośnie stwierdzenia Generała, że oni na niego oko będą mieli. O tak, oni wiedzą wszystko, niczym wielcy bracia Widma II. Darven uśmiechnął się, wodząc wzorkiem za dreptającym w akompaniamencie wesołej muzyki Dżonym.*

Secorsha - 2011-01-11 21:29:57

*No i tak oto, by nie przedłużać, Seco i Dżony, dumni opuścili gabinet zarządu*

Gen. Qymaen - 2011-01-11 21:31:40

*Cyborg zmrużył gadzie oczy, które już trochę mu zaropiały*
No i mamy to z głowy *zasmiał się chrapliwie, co zakończyło się kilkoma kaszlnięciami, które zanim ustały, to general odwrócil się już tyłem do zamykających się grodzi, i wrócił na swój fotel. Taa, z całą pewnością on tez będzie oglądał kamery jutro o 10*

Darven - 2011-01-11 21:37:57

*Zaśmiał się, wtórując Generałowi. Przetarł dłonią twarz. Będzie ciekawie, na pewno.* Ehe, mamy. I to w jakim stylu. *Uśmiechnął się szczerze. Dawno się tyle nie nauśmiechał ile dziś. Mięśnie twarzy będą go boleć.* Nie będę już więcej Generałowi przeszkadzać. Do... Do dziesiątej jutrzejszego dnia. *Skłonił się przed cyborgiem, powoli wycofując w stronę grodzi. Nadal z lekkim uśmiechem na twarzy, wyszedł z mostka niespiesznie. Nie mylił się, wizyta tutaj zdecydowanie mu pomogła.*

Moc - 2011-01-18 18:52:12

*Na mostek Widma leniwie wleciała mała platforma repulsorowa, którą zazwyczaj zajmował mistrz Yoda. Grodzie jak wiadomo rozsunęły się z sykiem, ukazując tą małą, zieloną postać. Wielki Mistrz był dzisiaj wyjątkowo zamyślony i wyglądał tak, jakby mu przybyło kilka lat... a raczej dekad. Wyglądał jeszcze starzej i mizerniej niż zazwyczaj. Z pewnością miał jakiś problem na głowie, który mu bardzo ciążył. A jeżeli na mostku prowadzili rejestry wszystkich rozmów wychodzących i przychodzących to z pewnością już wiedzą, że Yoda jest po rozmowie z Mistrzem Windu i z pewnością wieści jakie on otrzymał nie były wesołe. Dlatego też mistrz Jedi tutaj przybył, by skonsultować się z Generałem, poniekąd będącym sojusznikiem Zakonu.*

Nash - 2011-01-18 18:57:27

Nash był w prawdzie już gotowy do opuszczenia Widma, ale nie dawało mu spokoju to, że spiker nie podał żadnych ważniejszych przyczyn tego, że wszyscy niezrzeszeni w Cochrelu mieli opuścić statek. W prawdzie wiedział, że zarówno on jak i inni Jedi stanowią zagrożenie dla Widma i jego załogi, ale wolał usłyszeć to z ust Generała. Udał się na mostek kapitański i kiedy zobaczył, że sam mistrz Yoda zmierza w tamtym kierunku niezwłocznie udał się za nim.

Gen. Qymaen - 2011-01-18 19:00:58

*Od rejestrów był już na Widmie człowiek. No, może nie do końca człowiek, ale rezolutny był i mimo zachowania inteligentny, wiec zapewne te dane są tam gdzie być powinny. Ale dla generała nie było to ważne, wiec nie musiał być w tej chwili tego świadom.
W przeciwieństwie do Yody w tej chwili nie trapiło go nic, rzec można ze był kompletnie rozluźniony. W cochrelu układało się dobrze, Przymierze się nie odżywało, wiec chyba nie było aż tak źle u nich.
Kiedy obaj jedi znaleźli się w okolicach grodzi,  komunikat automatyczny poinformował o tym generała. Tak wiec, z rękami tradycyjnie zatkniętymi z tyłu obszedł kilka terminali przy których dyżurowali geonosjanie, i zamarł w bezruchu, w oczekiwaniu aż goście wejdą. Z wyrazu jego przymkniętych oczu czytać można było dobry humor. Ale jak ktoś powiedział kiedyś – dobry generał to dużo gorzej niż zły generał*

Moc - 2011-01-18 19:07:38

*Yoda nie był świadom obecności Nasha, obecnie nie bardzo zwracał uwagę na otoczenie, tylko bił się ze swoimi myślami. Po wlewitowaniu na mostek jego brązowe oczy szybko odszukały charakterystyczną sylwetkę cyborga i ruszył ku niemu. Cały czas zachowywał przy tym milczenie, siedząc na platformie "po turecku": i garbiąc się przy tym strasznie. W końcu jednak stawił się przed Generałem i westchnął, a był to nieprzyjemny dźwięk, przywodzący na myśl wypuszczane powietrze z płuc wyjątkowo paskudnej ropuchy.* Witaj Generale... problem myślę, że mamy... spory problem. Z mistrzem Windu rozmawiać skończyłem a niewesołe wieści on miał... *Yoda spojrzał uważnie na Generała a w jego oczach można było akurat wyczytać, że to co dręczyło Yodę było bardzo poważne*

Nash - 2011-01-18 19:12:02

Nash nieśmiało wszedł na mostek podążając za mistrzem Yodą, który widocznie nie wiedział o jego obecności. Nash podszedł bliżej, stanął obok mistrza.
-Witaj Generale... -przerwał na chwilę. -Mistrzu... -powiedział po czym delikatnie ukłonił się do obu osobistości. Miał nadzieję, że mistrz Yoda nie będzie miał mu za złe, że się tutaj przyplątał. Cóż, ciekawość to coś czego Nash nie potrafił się oduczyć. Z resztą, sam chciał również porozmawiać z Generałem, a jako że obaj darzyli się sympatią pomyślał, że zrobi to osobiście i o to jest. Będzie miał wytłumaczenie.

Gen. Qymaen - 2011-01-18 19:16:55

*Za to generał nieprzerwanie trzymał się majestatycznie. Biała kryza pancerza na tle ciemnozielonej, ciężkiej, pikowanej od spodu peleryny. Z kryzy wychodziły krocie drutów, tłoczków i wysięgników, kiedyś, za wojen klonów krytych przez specjalny gumowy „golf”. Teraz wszystko było na wierzchu. W niektórych rurkach widać było jak płynie krew. Na tym zaś rusztowaniu osadzona była głowa – pociągła maska stylizowana na czaszkę. W otworach oczodołowych przymknięte w półmroku złote oczy  białymi plamami na źrenicach w kształcie ziarenka owsa. Ów spojrzenie, trochę koszmarne, jak wejrzenie zza grobu uczepiło się małego obiektu na nieco większej platformie, a kiedy ów obiekt znalazł się bliżej, generał zgarbił się jeszcze bardziej, z całą pewnością bez szkody dla siebie samego, bo jego już plecy boleć nie mogą.
I już od razu było wiadomym, ze dobry humor niebawem się skończy, bo cóż takiego mogło zmartwić Yodę? Imperator ma syna?*
Witam. Co się takiego stało, mistrzu? *zapytał, cechując głos umiarkowaną ciekawością. Nash jak podlazł to mu generał głową skinął, i nadal wpatrywał się w Yode. Jak to co Yoda chce powiedzieć nie dla uszu Nasha przeznaczone jest, to sam go wygoni*

Moc - 2011-01-18 19:21:49

*Yoda w sumie w żadnym wypadku nie wyglądał dostojnie. Mały, zielony, posiwiały i przygarbiony skrzat o wielkich, odstających uszach, wielkich brązowych oczach i do tego ubrany w poszarpane łachmany, które nie przystawały do statusu Wielkiego Mistrza Jedi. Ale to tak na marginesie. Yoda tylko spojrzał na Nasha i kiwnął głową, ale go nie wygonił. W sumie może jakoś pomoże później.* Do sedna przejdę od razu. Nemedisa pamięta Generał? Mistrz Windu raport otrzymał, sporządzony na zeznań naocznego podstawie... świadek ten o "zmartwychwstaniu Nemedisa podaje... *Cóż, Generał pewnie uzna to za zart, bo nie można ot tak zostać rozstrzelany przed droida zabójcę (co było udokumentowane) by potem sobie ot tak wrócić do świata żywych jak gdyby nigdy nic. I zdecydowanie  było to gorsze od wizji syna Imperatora.*

Nash - 2011-01-18 19:28:46

Na twarzy Nasha zawitało zdziwienie. Czyżby to możliwe, że Nemedis rzeczywiście przeżył? Jeżeli tak, to rzeczywiście złe wieści. Spojrzał tylko zdziwionym wzrokiem na mistrza Yodę, a zaraz potem na generała. Postanowił, że nie będzie się odzywał, wolał na razie poczekać, aż Generał i Yoda powiedzą coś więcej. Znał sprawę ale w prawdzie tylko pobieżnie. Miał nadzieję, że dowie się czegoś więcej. Założył ręce na klatkę piersiową i czekał na rozwój sytuacji.

Gen. Qymaen - 2011-01-18 19:37:41

*bardzo łatwo było reakcje generała przewidzieć, taka tez była – łeb uniósł, jedna z powiek podniosła się do góry, a skóra nad drugą zmarszczyła. Cofnął się bez ruszania nóg z zieli i lekko podniósł łeb*
co? *nie można było spodziewać się więcej. W końcu – zabili go. Cochrel się o to postarał, mieli nagranie, a  tu co? Nie był jednak zaskoczony w typie pojęcia „nie, to niemożliwe”. Był zaskoczony i zły z powodu tej informacji. No ale generał, nawet mimo sobie już wiedział (choć w czasie spokoju szybko zapominał) ze Moc nie takie numery wywija* Osz to cholerstwo, jak karaluch…

Moc - 2011-01-18 19:44:03

*Jakby tak spojrzeć na historię Galaktyki to porównanie sithów do karaluchów było w sumie prawdziwe. Tysiąclecia starań Jedi o to by ich wytępić, a ci jak na złość zawsze wracali i po prostu robili to co najlepiej umieli. Siali śmierć, zniszczenie i chaos.* A prawda... *Mruknął Yoda, trochę ucieszony tym, że Generał o szczegóły "techniczne" nie pyta, bo to trudne było do wytłumaczenia nawet innemu Jedi. Mistrz Windu miał nieco złudną nadzieję, że to jednak nieprawda albo o kogoś innego chodzi, że temu dugowi, którego przesłuchiwali, pomieszało się w głowie, ale Yoda z opisu przedstawionego przez Mace'a wyłapał elementy będące jak najbardziej częścią rytuałów Sithów. Skąd u zwykłego duga znajomość takich rzeczy? To musiała być niestety prawda* Znowu sitha niebezpiecznego na wolności mamy... a teraz potężniejszy być może jest. I nie wiemy gdzie jest... *Yoda wyczuwał od jakiegoś czasu zachwiania w Mocy, ale przypisywał to działalności Palpatina i Vadera... jak widać się pomylił.*

Secorsha - 2011-01-18 19:45:04

*I wtem na korytarzu podchodzącym do mostka słychać było odgłos czyichś kroków, pospiesznych, ale w granicach normy. Postać wysoka, żylasta, z  długimi rękami, o gadziej twarzy i oczach bardzo podobnych do tych kaleeshianskich. Wydatne nozdrza i głupi uśmieszek. Secorsha z rodu Gawila wkroczył przez otwarte grodzie i metr za progiem stanął na baczność*
dzień dobhrry. Ja przephrraszam że przeszkadzam ale pan Dahrrven mi kazał przyjść… i powiedzieć ze wysłałem genehrrrałowi plik… rhozmowe taką… *I wtem mu w ucho Nemezis wpadł, ktoś o nim powiedział, a  Seco usłyszał akurat*
o, widać się spóźniłem, bo już panowie odsłuchali…

Nash - 2011-01-18 19:51:46

Nash w końcu postanowił się odezwać.
-Witaj... -przywitał nowego rozmówcę i wrócił do tematu. -W takim razie co zamierzamy teraz zrobić? -zapytał zwracając się do obydwu przywódców, Cochrelu oraz Jedi. Nie wiedział o co więcej zapytać. Zastanawiał się tylko jak bardzo musi być potężny Nemedis, skoro sam Yoda twierdzi iż jest potężniejszy niż był przedtem. Sithowie zawsze byli potężni, zwłaszcza jeżeli chodziło i ich Mrocznych Lordów, ale wątpliwe by działał sam. Zapewne ma za sobą kogoś, kto w pewien sposób może dopomóc. Działając sam raczej za wiele by nie zdziałał. W końcu Zakon ma Yodę, Windu i wielu innych obiecujących Jedi. A jest jeszcze Generał i Cochrel... Cóż możliwe, że to myślenie młodzieńca, ale wydawało się być logiczne.

Darven - 2011-01-18 20:02:18

*Zanim jednak na dobre drzwi "odpoczęły" po wpuszczeniu Secorshy, musiały rozsunąć się ponownie, bo oto sam Darven wkroczył na mostek. Nie było widać oznak zmęczenia przez jego specyficzną, "nową" budowę, ale bez wątpienia musiał się mocno śpieszyć, skoro dotarł tutaj niebawem po kaleeshu, którego wysłał.* Generale... *Darven przejechał szybko wzrokiem po wszystkich obecnych. Podchodząc do Qymaena skinął głową Yodzie, zaraz potem znalazł się blisko cyborga, kłaniając mu się dworsko.* Zarejestrowana rozmowa jest dostępna na pańskim koncie. Wyszła z zabezpieczonego źródła, wysłałem próbki na Hypori do przebadania, ale dotąd nie widziałem śladów ingerencji z cudzej strony, co oznacza, że położenie widma nadal nie zostało przez nikogo odkryte. *To powiedziawszy, spojrzał uważnie na Qymaena, nachylając się w jego stronę.* Jej treść jest dość niepokojąca, Generale. Nie wiadomo z jakiego miejsca pochodzi, ale... *W spojrzeniu człowieka zaigrało coś, co jasno mówiło, że sprawa musi być poważna.*

Gen. Qymaen - 2011-01-18 20:06:14

*Nie pytał o techniczne rzeczy, bo i tak nie zrozumie, z  resztą nie od dziś wiadomo jak on do „tych rzeczy” podchodził. Na szczęście nie musiał odpowiadać Yodzie od razu – wtarabanił się Seco. Cyborg wyprostował się na chwilę zapominając nawet o Yodzie*
O jakim pliku ty majaczysz, Gawila? Przekręcił pytająco łeb, wysyłając zamglone spojrzenie ponad Yodą i jego platformą. „Już odsłuchali” bo rozmawiają o sithu?*
Siadaj na terminal i odpal to *polecił, po czym wrócił uwagą do mistrza*
To w rzeczy samej niezmiernie irytujące wieści, niestety nie wiem, co się robi, kiedy nawet zabicie osobnika nie przynosi rezultatu… a ty Nash skoro się juz zapytujesz co robimy to idź pilnuj żeby Gawila nie zepsuł terminala.
*I zaraz wszedł Darven. Generał skinął mu głową, po czym spojrzał na Yodę. Lekki chaos tu się wywiązał, ale może warto przesłuchać wspólnie tego nagrania, bo coś generał czul, ze troche to rozjaśni…*

Moc - 2011-01-18 20:12:20

*Nie tylko Generał czuł, że nagranie coś może rozjaśnić, instynkt Yody również mu podpowiadał, że warto tego posłuchać. Póki co Yoda tylko w milczeniu przyglądał się temu zamieszaniu, nie komentując zbytnio tego co się działo. Również pytanie Nasha pozostało bez odpowiedzi... sam mistrz Jedi nad tym się głowił. Skoro "zwykłe" rozstrzelanie nie poskutkowało to będą musieli definitywnie zniszczyć Nemedisa i wszystko co się z nim wiązało, a to będzie trudne. Bardzo trudne. Ale najpierw będą musieli go odnaleźć... co chyba nie będzie aż takie trudne, przynajmniej tak czuł poprzez Moc. Ale jak to zrobią? Nie wiedział.*

Secorsha - 2011-01-18 20:21:28

*Rozejrzał się jeszcze nieco spłoszonym wzrokiem. Chyba na konferencje trafił jakaś. Yoda, zaraz Darven, ten dżedaj, a właśnie – toż to to to co go na dżedajską planete zabralo i tyle stresu kosztowało go to i A’dena, o mamusi nie wspominając. Ale nic, zmełł coś w pysku bezgłośnie, i starając się zachować pełen profesjonalizm. Rad nie rad przy terminalu usiadł i załogował się na swoje konto, na którym ten materiał miał. Nie za bardzo uśmiechało mu się puszczać publicznie te „mądre” wypowiedzi, no ale kazali. I tak oto wszyscy mogli posłuchać, a leciało to dokładnie tak: *

[transmisja rozpoczeta]

Seco:

Szsz… szsz… co mnie tu kuhrrwa Twoja jebana mać na planszy skacze… szsz… szsz… to ku…szsz.. spiehrrdalaj, ja jestem m.. szszsz… oficehrrrr do… szsz… szsz… i chuj! Halo?

(…)

No spoko… Halo? Kto napiehrrdala?

Aru:

Dobra durny chuju, skończ z przekleństwami i staraj się mówić normalnie, zbyt duże zakłócenia tu mamy. Tutaj mówi Aru, Zwłok albo Pstrokaty, jak kto woli. Tu Aru.

Seco:

Aaa, cześć chuju, dobrze ze dzwonisz, ja się próbowałem z Vottaggiem skontaktować ale kuhrrwa nie umiałem… Tang poleciała  ja kuhrrwa włączyć tego nie umiem! Powiedz mu, żeby do mnie zadzwonił, dobhrra? Jak szczypiohrrr? Nie upiehrrdolil ci jeszcze nogi albo ręki albo innego członka?

Aru:

Szczypior w porządku, śpi właśnie. Rozwija swe zdolności artystyczne ze mną i Jeną. Do Ślimaka radzę Ci przedzwonić w sprawie Malkita. Lepiej niech go do Ciebie odeśle spowrotem na Nar Shadda. Ta stacja nie jest miejscem odpowiednim dla dziecka, jak i towarzystwo hutta.

Seco:

Kiedy ci mówie, chuju wycielony ze ja nie umiem dzwonić, tylko odboiehrrac temu powiedz Vottowi żeby on zadzwonil do mnie, to ja odbiohrre, no! Kuhrrwa, nie jestem na Nar Szada, załatwili Zadniego i nie lubią tych co lubią Vottagga wiec nie czekałem aż mnie spalą. Jestem tehrraz… na takim jednym statku, i właściwie to miałem po Malkita posłać, bo mnie Zona ciśnie za jajca, ale kuhrrwa – nie umiem! Wiec powiedz Vottowi, dobhrra?

Aru:

Dobra, pogadam z nim,ale zrozum na Vottagga nie ma co liczyć by ten przedzwonił. Będzie się potem tłumaczył, że miał kłopoty ze skontaktowaniem się i tyle z tego będzie. Dlatego lepiej się skontaktuj Tangiem za pomocą komunikacji na tym statku na którym jesteście i niech Ci powie jak obsługiwać to cholerne pudło
(…)
żonę Ty się powinieneś nauczyć słuchać bo od samego początku miała rację. Nie ufaj Vottaggowi. Trzeba jak najszybciej z tej stacji zabrać Malkita, z jednej strony czyha na niego Hutt chcący pewnie z niego zrobić kolejnego agenta-zabójcę jakich jest pełno na tej stacji, a z drugiej mamy Nemedisa który chętnie z Malkita zrobi zabójcę-sith,a to nie brzmi miło co?

Seco:

A co, kuhrrwa zakwasów dostanie jak zadzwoni do mnie? (…) Co, kuhrrwa? Szith? No to ja piehrrdole piękny obóz edukacyjny, Flehrrr mnie zahlasta. No nic, niech Vott zadzwoni do mnie, ja z nim załatwię, tylko niech zadzwoni! Bo ja tu niechcący wydłubałem jednego guzika.. o… o kuhrrwa… Tang dał szczypiohrrowi lepsze pudło, a  mi dał najgohrrsze…
Aru:

Chodzi właśnie o to, że nie wiadomo czy i kiedy Vottagg ruszy odwłok by zadzwonić. Nie bądź taki pewien że będzie wobec Ciebie choć trochę uczciwy. (…) Już Twój Malkit lepiej potrafi dbać o sprzęt. O kuśkę pewnie też! (…) Posłuchaj Ty mnie, jak do Ciebie zadzwoni Vottagg będziesz mu musiał złożyć też pewną propozycję... (…)Poznaj, pana Mavhonicka. (…)  Może lepiej by było jak byś dał nam Fler do komunikatora.

Seco:

Ale ja kuhrrwa w phrracy jestem.
I nigdzie to chujstwo nie pociągnie, bo ja wiesz,w  łączności rhobie, a  żony tu nie przyphrrowadze, bo tu bhrrudno… ale dobhrra, słucham
(…)
Eeee… cześć, musisz być zdespehrrowany skohrro siedzisz z tym niedohrrobionym zabhrrakiem w jednym pomieszczeniu

Jena:

Witaj… Seco (...) Niestety, to mniej przyjazne miejsce dla Twojego dziecka niz by ci się mogło wydawać

Seco:

wiem, kuhrrwa, wiem…

Aru:

gówno wiesz, Seco. Wymówki durne nic więcej to są. Żony nie wezwiesz do siebie- bo brudno. Nie skontaktujesz się z Vottaggiem-bo nie potrafisz. Rusz, że dupsko chłopie bo to nie jest rozmowa przy flaszce o tym jaką mamy pogodę tu chodzi o Twojego dzieciaka. Pies trącał interesy Vottagga, niech sobie robi co chce byleby nie wciągał w to Malkita i nie przeszkadzał przeciwnikom Imperium. A przetrzymywaniem Mavhonicka właśnie to robi! Na razie pilnuję Malkita przed jego zakusami z błogosławieństwem samego Nemedisa który mi to kazał,ale u diabła i on ma swoje plany....Malkit jest młody, odpowiednio pokierowany może stać się marionetką na której instynkcie drapieżcy żerują inni by załatwiać swoje sprawy.  Ktoś z korporacji na pewno pomoże Ci ogarnąć ten komunikator, to nie jest artefakt wymarłej rasy do cholery,a firma nie zajmuje się wyrzucaniem banthciego łajna by sobie z tym nie poradzić. Wystarczy, że powiesz Białemu o sytuacji dzieciaka Twojego i Fler i wam pomoże!

Seco:

Ja piehrrdole, ale ja tego Mavhonicka nie znam! Weź nie piehrrdol, Ahrru, bo mi tu już od dwóch minut miga ze to połączenie jest niebezpieczne, ghrrozi wykhrryciem i mam kończyć. Wiec się kuhrrwa sthrreszczaj! Jakiemu kuhrrwa Białemu, jakiego ła... kuhrrwa, Ahrru, wybacz, ale ja u twojej rodziny na obiedzie nie byłem! Tak ci ciezko pophrrosić Votta żeby zadzwonił do mnie? No dobhrra, wohrrku na flegmę, sphrróbuje jeszcze raz

Aru:

Seco nie udawaj idioty bo nim nie jesteś. Wiesz o kim mówię i chyba nie trudno zapomnieć o tym kilkuset kilogramowym opancerzonym olbrzymie! I pomyśl do cholery nad tym co Ci mówię... mogę iść do Vottagga,ale nie gwarantuje to tego że on do Ciebie zadzwoni w tym roku! Swoją drogą możesz naszemu ulubionemu wodzowi wspomnieć o Nemedisie... co z tą informacją zrobi, czy przekaże ją zakonnikom czy zachowa dla siebie, mnie już nie interesuje.

Seco:

Kuhrrwa, ja tak szybko twoich jebanych aluzji nie łapie! No dobhrra, idź do Votta i jak nie zadzwoni przez dobę, to ja zadzwonię z phrracy, jakoś, może mi się kuhrrwa uda, ale stąd nie wolno, pacanie rogaty dzwonić, wiesz? Nemedis… kuhrrwa, i już się zaczyna, dobhrra,. Powiem ze Nemedis i że Mavhonic. Już zadziehrram kiecę i lecę. Coś jeszcze?

Aru:

Możesz mi przesłać koszyk z jakimś jedzeniem bo tutejsze żarcie mi już zbrzydło. (…)Rozumiem, że nie możesz stąd dzwonić, jeszcze dziś się udam do Vottagga by z nim porozmawiać,ale muszę wiedzieć że do mnie też zadzwonisz, na komunikator syna by powiadomić o tym że Vottagg się zgodził i przedzwonił do Ciebie lub Ty do niego dzwoniłeś. Nie chcę by tutaj przyszedł za dwa albo trzy dni i powiedział "Dobra, chłopak wraca do taty",a w rzeczywistości zostanie wywieziony chuj raczy wiedzieć gdzie.

Seco:

Dobhrra, chuju, dobhrra, jak mi się nie uda to zadzwonię do Tanga żeby do was zadzwonił i powiedział co następuje, albo kuhrrwa nie wiem, w każdym razie kapuje, i mam pogadać i powiedzieć że Nemedis. Spoko

Aru:

Powiedz, powiedz. Póki jeszcze wciąż resztki siebie zachowałem. Wtedy gdy Vottagg mnie zaprosił do siebie doprowadził do mojej konfrontacji z nim. Przegrałem i... i powoli zaczyna mi się obecny stan rzeczy podobać. A tego nie chcemy. (…)Najważniejsze to by Malkit wrócił do domu, do rodziny. Pan Jena Mavhonick też musi stąd uciec

Seco:

No dobhrra, kuhrrwa, dobhrra, powiem jak chcesz. Zadzwonie, a  tehrraz naphrrawde musze… no wiesz, bywaj

[koniec transmisji]

Nash - 2011-01-18 20:31:15

Po wysłuchaniu nagranej rozmowy Nash postanowił nie komentować sprawy i wolał zaczekać na to co powiedzą inni. Stał tak z dziwnym wyrazem twarzy bo cała ta rozmowa była dziwna. Za dużo przekleństw jak dla niego. Wolał poczekać jak ktoś z nich przecedzi ją i wypowie się na jej temat.

Darven - 2011-01-18 20:39:19

*Darven znieruchomiał, kiedy Seco włączył rozmowę. On już to słyszał, nie był zaskoczony. Mechaniczne stawy syknęły cicho, a peleryna uniosła się nieznacznie. Wbił spojrzenie w bezkres kosmosu za szybami, podczas kiedy nagranie wypluwało kolejne słowa.* Długość połączenia teoretycznie wystarczyłaby, by nas namierzyć, ale zostały zachowane procedury, nikt też chyba nie próbował. Przekaz pochodził z zabezpieczonego miejsca. *Podsumował, słowa kierując głównie do Generała.*

Gen. Qymaen - 2011-01-18 20:45:08

*Generał warknął w pewnym momencie. Kilka razy warknął. Szczególnie drażnił go głos Aru*
Widzisz, mistrzu. Mamy Nemedisa w akcji. Mamy też jego ucznia... znanego nam. Galaktyka jest naprawdę bardzo mała…
*Odwrócił się gwałtownie i odmaszerował kilka kroków. Dla Yody na pewno będzie to bardzo bolesne do przełknięcia. Generała zaś mocno wkurzało.
I znalazł się brakujący statek Przymierza - pomyslał*

Moc - 2011-01-18 20:49:50

*Yoda wysłuchał całego nagrania bardzo uważnie i chociaż przeszkadzał mu te przekleństwa, to jednak nie uniemożliwiały mu zrozumienia treści. A ta była bardzo niepokojąca... syn tego kaleesha na stacji z jakimś gangsterem, upadłym padawanem (Rada nie miała do tej pory o nim informacji, Taken wypowiadał się enigmatycznie gdy go pytano, a więc co nieco wiedział i krył Aru), jakimś Mavhoniciem i na dokładkę zmartwychwstałym Lordem Sithów. To była zdecydowanie zła mieszanka a w dodatku wszystko wskazywało na to, że zabrak pomagał jakoś Nemedisowi... a raczej w swej głupocie przystał do niego by zapewne go potem zniszczyć. Szlachetne, ale głupie i praktycznie z góry skazane na porażkę, nawet mimo pozornej wygranej. Bo w końcu niszcząc sitha ich metodami sam się nim stanie.* Bardzo niefortunne to... Aru głupi jest, pewnie Nemedisa zniszczyć chce ucznia jego udając... ale sam się nim stanie, prędzej czy później... bardzo złe wieści to są... *Yoda wyraźnie jeszcze bardziej "zapadł się w sobie", to było już bardzo wiele, a zwłąszcza zdrada czy też "zdrada" Aru. Mistrz Windu nie był co do zabraka przekonany i chyba niestety miał rację. Teraz jednak trzeba działać, bowiem wiedzieli gdzie jest Nemedis, chociaż nie posiadali lokalizacji tej stacji* Odkryć to miejsce musimy... Jedi wysłać tam trzeba, by Aru pojmać i Nemedisa zgładzić. *Były to twarde słowa, wypowiedziane dosyć suchym tonem, ale Sith był zbyt niebezpieczny by go uwięzić. Problemu należało się pozbyć, tak sam jak to robiły pokolenia Jedi przed nimi.*

Secorsha - 2011-01-18 20:52:38

*tam gdzie Seco, tam tez przeklinanie. Siedział cicho, by na niego nie napadli, kręcąc się na obrotowym krzesełku po ćwierć obrotu w lewo i w prawo. Starał się najwyraźniej sprawiać wrażenie nie słuchającego. Czekał, aż go wyproszą, nie jego sprawa. Nie chciał wiedziec, co zrobią Aru, by potem nie musieć mu tego mówić…*

Nash - 2011-01-18 20:58:35

Nash nigdy nie spodziewał się, że Aru może postąpić w ten sposób. I nie ważne już czy zdradził czy działał pod przykrywką, ale postąpił lekkomyślnie. Nawet jeśli chciał w jakiś sposób przyczynić się do zgładzenia Nemedisa to sam jako Padawan miał na to marne szanse. Pewnym było, że trzeba działać i to szybko. Pojmać Aru zanim jeszcze którykolwiek coś zrobi.
-Nie przypuszczałem, że tak to wygląda... -powiedział zszokowany tym co usłyszał.

Darven - 2011-01-18 21:02:19

*Darven nie odzywał się. Nie czuł potrzeby bez powodu zaznaczać swoją obecność - jeśli będzie potrzebny, oczywiście włączy się do rozmów, teraz jednak zniknął w cieniu uważnie przysłuchując się wszystkiemu. Był chorobliwie opanowany, ale wiedział, do jakiej rangi urosła ta sytuacja.*

Gen. Qymaen - 2011-01-18 21:05:43

*Bo i co tu dużo mówić: Yoda przyszedł, powiedział ze Nemezis żyje. Nie minęło 5 minut, przyszły dowody. Przyszly dane*
Dziękujemy, Secorsha *Mruknął do kaleesha, co było jednoczenie nakazem wyjścia. Nie będą przecież rozmawiać o poważnych sprawach w obecności niższego personelu. No, średniego, ale nadal nieupoważnionego.
Cyborg milczał. Z rękami na grzbiecie mrużył oczy, na pewno nie w zadowoleniu i czekał, az odezwie się Yoda, bo sith to zdecydowanie „dżedajski” temat*

Moc - 2011-01-18 21:13:02

*Yoda znowu milczał, starając się znaleźć wyjście z tej sytuacji, znaleźć jakiś trop. W tym celu oczyścił swój umysł z wszystkich myśli i wprowadził się w stan medytacyjny. Zamknął oczy oddychał powoli i głęboko, oddając się harmonii własnego ciała, umysłu i ducha. Szukał porady u Mocy, potrzebował najmniejszej choćby wskazówki... i tym razem Moc go wysłuchała. Nie wiedział ile czasu minęło odkąd rozpoczął medytację, ale jego myśli zostały porwane przez prądy Mocy, które pchnęły jego myśli ku Hakonowi... i wtedy pewne drzwi stanęły przed mistrzem otworem. Drzwi wskazujące na różne możliwości, lecz każda ścieżka ginęła w mroku niepewności... śmierć czaiła się wszędzie. Jak teraz wybrać właściwą drogę? To było o wiele trudniejsze pytanie. Pierwszy krok był zawsze najtrudniejszy... W końcu Yoda otworzył oczy a jego zmęczony wzrok odnalazł Generała, po czym cicho wyszeptał.*Hakon... potrzebujemy Hakona... on Nemedisa odnaleźć zdoła... *Barabel najlepiej znał sitha, przyjaźnili się kiedyś pod samym nosem Jedi... potem wszyscy myśleli że ten zginął. Teraz ta informacja będzie dla Hakona szokiem, ale tylko on może odnaleźć go w Mocy i doprowadzić Zakon do niego. Tylko czy będzie chciał współpracować?*

Secorsha - 2011-01-18 21:14:24

*Wstał Seco natychmiast, prosto na baczność jak struna. Ukłonił się i opuścił pomieszczenie w pośpiechu.*
[przepraszam za niską jakość ostatnich wypowiedzi, ale z przyczyn losowych nie mam możliwości gry]

Nash - 2011-01-18 21:20:41

Cóż propozycja rozwiązania przytoczona przez mistrza Yodę wydawała być się bardzo sensowna. Nash może krótko znał Hakona, ale już teraz wiedział, że to Hakon będzie najodpowiedniejszą osobą by wykonać to zadanie. Tylko czy się zgodzi, czy jest na tyle zdrów by móc podjąć się tej niebezpiecznej misji.
-Hakon... -powiedział cicho Nash. -Oby się zgodził... Nie to, że kwestionuję Twoją decyzję mistrzu, ale czy Hakon odzyskał już wystarczająco sił by podjąć się tego zadania? Czy się zgodzi? -zapytał i zamilknął ponownie.

Gen. Qymaen - 2011-01-18 21:25:19

*cyborg stał w pewnym oddaleniu od mocowładnych i teraz kierował spojrzenie w gwieździsty kosmos za iluminatorem. Bardzo nie lubił takich sytuacji, ale one go nie pytały – zdarzały się i już*
tylko czy w ogóle opłaca się walczyć z nim skoro mu nie przeszkadza nawet śmierć? *zagadnął w końcu, bo może to i głupio brzmi ale ważna kwestia to była. W końcu się wkurzy za to zabijanie go a jeśli to istota taka potężna to… na bogów, kto ta całą Moc wymyślił i po jaka cholerę, żebym ja się na starość musiał szarpać z cudami na kiju… - pomyślał w ciszy własnych myśli*

Moc - 2011-01-18 21:32:26

*Yoda spojrzał tylko na Nasha tak jakby pogodnie no i był nieco rozbawiony tym. Cóż, widać od razu, że Nash ma krótki staż jako Jedi* Nikt o wysyłaniu samego go nie wspominał... ale istotnie... powinien brać udział w misji tej. *Już od jakiegoś czasu sprawa barabela zaprzątała niektóre zakamarki myśli Wielkiego Mistrza ale też pewne epizody z jego życia mąciły jego ogólny wizerunek. Ta misja będzie stanowić dla Hakona pewien przełom, o ile odważy się wziąć w niej udział.* Jedi po śmierci z Mocą jednoczą się... Sithowie nie... jako duchy w tym świecie pozostają... związane z śmierci miejscem... lub przedmiotem cennym dla niego. Tak Nemedis wrócił... duszę z przedmiotami związał. By zgładzić go te przedmioty zniszczyć trzeba... *Cały ten proces był szalenie skomplikowany i trudny, ale Yoda postarał się go jakoś uprościć, by Generał mógł nieco pojąć skalę wyzwania jakie przed nimi stoi. Nie wykluczone, że podobnie będzie w przyszłości w przypadku Imperatora... a jeśli Yoda się nie mylił, to zgładzenie Palpatina będzie o wiele, wiele trudniejsze niż Nemedisa.*

Nash - 2011-01-18 21:39:02

-Ale czy zgładzenie przedmiotów pomoże w zniszczeniu samego Nemedisa? -zapytał chłopak. -Jeżeli powrócił, to zapewne zdążył przedmioty te zabezpieczyć i kto wie czy nie znalazł sposobu by ich zniszczenie nie stanowiło dla niego kłopotu. -dodał. Cóż miał mały staż jako Jedi, nie znał wszystkiego. Mimo iż nie był padawanem to nadal się uczył. Jak to mawiają, człowiek uczy się do śmierci.

Darven - 2011-01-18 21:45:28

*Darven westchnął cicho. Nie mylił się - to faktycznie ciężka sprawa. Wbił spojrzenie w gwiazdy. Oparł się o ścianę, mrużąc oczy. Mavhonic to musiał być ten zaginiony oficer z przymierza. Wszystkie dotychczasowe problemy zaczęły się kumulować w jednym "kole". Dużo spraw zaczęło stawać się jaśniejszymi. Spuścił wzrok, podnosząc brwi. Myślał. Nie przeszkadzało mu to jednak nadal wsłuchiwać się w słowa zgromadzonych - miał podzielną uwagę i w razie potrzeby potrafił mocno się skupić na danych czynnościach.*

Gen. Qymaen - 2011-01-18 21:52:41

*Zaniósł się kaszlem gwałtownie, jak za wojen klonów*
Nooo, to tylko patrzcie żeby się Dżony sithem nie okazał, bo go za wszelkie artefakty galaktyki nie zgładzimy…
*Wycharczał, jak to w takiej sytuacji się zdarzało. Łatwo jest zabić istotę, ale w jakich przedmiotach on się odradza? W mieczu, to na pewno. Ale czy tylko?
Wtem przypomniał sobie początki znajomości z  Jedi. Tak, Nemezis i Hakon nie byli wrogami. Ba – byli przyjaciółmi. Generał mógł straszyć Nemedisa śmiercią Hakona. No, ciekawe, co Dżedaj zrobi… Trzeba by wysłać z nimi kogoś „swojego” co by później to opowiedział…
I tak jego zamglony wzrok ześliznął się na Nasha. Oczy się zmrużyły. Hmmm….*
Nasza poślijcie, niech leci z Hakonem. Nauczy się czegoś… bo jakoś tak pamiętam ze jedi zawsze po dwóch wysyłają…

Moc - 2011-01-18 22:03:26

*Yoda westchnął po raz kolejny i tym razem posłał bardziej karcące spojrzenie Nashowi, bo się znowu nie popisał. Najwyraźniej na wykładach o filozofii Mocy i o aspektach Ciemnej Strony to on spał. Bo to pytanie było w pewien sposób trochę dziecinne.* One tylko duszę do miejsca przywiązują w śmierci chwili. Tak jak z Ajunty Palla mieczem było. Mocy one nie dają, chyba, że jako artefakt skupiający stworzone były. To i Nemedis mieć przy sobie je będzie miał. *Yoda teraz sobie stanowczo przypomniał czemu dawno temu porzucono zwyczaj zwoływania konklawe w celu uzgadniania jakichś kwestii. Na radzie mistrzów tak banalnych pytań nie zadawano i można się było na istocie problemu skupić. Póki co informacji o artefaktach nie mieli ale ich wykluczyć nie można. Ale to już ewentualnie na miejscu się sprawdzi. A co do przedmiotów mogących uwiązać duszę... to nie mogła być byle szmata tylko coś, czego Nemedis używał w swych praktykach, jak choćby miecz, a raczej kryształ umieszczony w rękojeści. Teraz jednak Yoda skupił się na propozycji Generała i rozważył ją. Nash był w istocie niedoświadczony i mógł się czegoś nauczyć, jednak we dwóch nie dali by rady sami, za mało się znali, nie byli zgrani. Kogoś jeszcze potrzebowali. Kogoś, kogo można szybko ściągnąć.* Hmm... hmm... tak, tak... Nasha z Hakonem wysłać można. I jeszcze kogoś... we dwóch rady mu nie dadzą... kogoś trzeciego. *mistrz Jedi rozważał teraz  "kandydaturę" Takena, który bawił teraz na Nar Shaddaa i trochę tam zamieszania narobił. No i z Nemedisem już kiedyś się spotkał.*

Nash - 2011-01-18 22:11:08

Nash nieco się pobudził kiedy usłyszał, że Generał proponuję jego kandydaturę jako towarzysza dla Hakona. Cóż w tym zadaniu upatrywał dużej szansy na to by się uczyć. Nash może i nie był Jedi z obrazka, ale starał się być lepszym. Cóż może i nie znał Hakona na tyle by tworzyć zgrany duet, ale być może teraz będzie na to szansa. Poza tym Hakon dla Nasha był kimś w rodzaju mentora, uczył się od niego. Kiedy mistrz Yoda zgodził się z propozycją Generała chłopak był jeszcze bardziej rad, cieszył się, że mistrz postanowił dać mu szansę. Odezwał się nieco wstydliwie.
-Ja... Dziękuję Ci mistrzu za danie szansy. -powiedział. -Nie zawiodę... -powiedział z determinacją w tonie. Ukłonił się i spokojnie czekał na dalszy rozwój sytuacji.

Gen. Qymaen - 2011-01-18 22:14:20

No to mogę wam dorzucić HK *Zaproponował charchotliwym głosem, pochylając łeb i odrzucając do tyłu połę peleryny*
Raz dał rade, może się powtórzyć. *Szkoda by dobry robot walał się po warsztacie jak można go użyć. Nie ma co tam oszczędzać, niech załatwią sitha i spalą wszystko  promieniu 10 kilometrów to może już się nie odrodzi*

Moc - 2011-01-18 22:20:13

*No jeżeli HK dostanie rozkaz wyeliminowania wszystkiego poza jedi to będzie on wniebowzięty. A taki zawzięty droid zabójca może okazać się przydatny... jednak pozostawał problem Aru, syna Secorshy oraz owego Mavhonica. W przypadku starcia z Nemedisem istniało ryzyko, że będą przetrzymywani w roli zakładników i temu trzeba było zaradzić.* Dobrze... Taken również towarzyszyć będzie wam. Zajmie się on więźniami... *A jeśli będzie ciężko to wam pomoże - dodał w myślach mistrz, ale oby do tego nie doszło. Jednak prawdopodobnie sprawy przyjmą zły obrót i lepiej mieć gdzieś w pobliżu jakąś jednostkę sojuszniczą.* Najpierw jednak odnaleźć ich trzeba, a w tym Hakon pomóc nam musi. No i jeszcze sprawa tych... gości. Syna Secorshy i Mavhonica owego *Aru celowo pominął, jego status był bardzo niepewny. Pomoże im czy Nemedisowi? Nikt nie wiedział tego.*

Nash - 2011-01-18 22:35:30

-Z Hakonem mogę skontaktować się osobiście i stawić się razem z nim u Ciebie mistrzu. Wydaje mi się, że będzie to lepsze od wołania go przy pomocy komunikatora. -powiedział. -Co do reszty planów, lepiej kiedy wspólnie je usłyszymy. Być może razem będziemy mogli wymyślić jakieś pomysły -dodał. -Zaś z dostaniem się na Nar Shaddaa problemu nie powinno być i z odnalezieniem Takena również. -dodał. Cóż mogło to wyglądać jak rozkazywanie, ale było to raczej rzucanie luźnych sugestii. Cóż w końcu od tego momentu był zaangażowany w misję, a jeżeli błędnie myśli, to zapewne zostanie poprawiony i z tego naukę jakąś wyniesie.

Gen. Qymaen - 2011-01-18 22:36:30

*Skoro takie skłonności sitowie mają, to HK tam jak znalazł – Yoda może i się trochę zna, ale na wszelki wypadek – naokoło sitha tez porządek zrobić. HK się nadaje do takich praco porządkowych. Co się zaś tyczy tych trzech osób… no cóż, jakby ktoś niechcący zginął naturalnie mówi się trudno. Szkoda, wiadomo, ale wojsko ćwiczy i straty musza być. Choć można HKowi przykazać, by tych nie ruszał. On i bez nich będzie miał wystarczająco dużo rozrywki. Ba – można by jeszcze podrzucić Dżonego i zrobić im na terenie tego „sithowego przedszkola” turniej rycerski. W sumie nie głupi pomysł. Zabrać droidekę, niech odnajdzie swojego małego pana, a  jak odnajdzie, to niech się „zaopiekuje”. Hmmm – do przemyślenia.*
Pomyślę nad tym… właściwie mam już jeden pomysł, ale chcę nad tym, powiedzmy, pomedytować *czyli skontaktować się z przymierzem zapewne. A Naszowi w łeb niech Yoda da…*

Moc - 2011-01-18 22:49:37

Nie! Porozmawiam sam osobiście z nim. Rozmowa ta delikatna musi być i w cztery oczy przeprowadzona... *Niech lepiej Nash za bardzo się nie ekscytuje, bo póki co poczynili postanowienia za plecami Hakona, a to jego przede wszystkim do współpracy nakłonić trzeba. Ale młodemu Jedi też jakieś zajęcie trzeba zlecić, by miał co robić i nie przeszkadzał innym.* Z Takenem łączność przez komunikator nawiązać możesz o ile Generał zgodę wyrazi. Statek własny ma, przylecieć tutaj może *Takena szukać nie trzeba było, on zazwyczaj sam się odnajduje w najbardziej sprzyjającym czasie, więź z Mocą miał silną i czesto w jej głos się wsłuchiwał. Tak właśnie Cochrel "przypadkiem" odnalazł, ale jak wiadomo, dla Jedi nie istnieje coś takiego jak przypadek czy szczęście. Jest tylko Wola Mocy.* Oddalić się musze już, pomedytować przed rozmową muszę... póki co o dyskrecję prosiłbym. Niech Moc będzie z Wami *Mruknął Yoda i obracając platforme oddalił się. Zapewne z mistrzem Windu również porozmawia. I tak Mistrz Jedi oddalił się od mostka*

Nash - 2011-01-18 22:56:42

-Niech Moc będzie z Tobą mistrzu... -dodał skromnie i ukłonił się do opuszczającego salę Yody. Możliwe, że Nashem targały emocje, ale nie potrafił inaczej kiedy pierwszy raz zleca mu się tak poważne zadanie. Cóż nie usprawiedliwiało go to jednak. To zadanie wymagać będzie dużo opanowania i spokoju. Dlatego też zanim jeszcze uda się gdziekolwiek będzie musiał trochę czasu spędzić na medytacjach po to by zrozumieć lepiej powagę sytuacji oraz by zapanować nad emocjami, które często nim kierują. Z tego spotkania również wyniósł naukę i oby udało mu się ją wcielić w życie.
-Pozwól w takim razie Generale, że przygotuję się do skontaktowania się z Takenem i w tym celu udam się do swojej kajuty. Mam nadzieję, że będę mógł skorzystać z komunikatora na mostku. -powiedział. -Bywaj Generale, niech Moc będzie z Tobą, powiedział i powoli opuścił mostek.

Gen. Qymaen - 2011-01-18 22:58:27

proszę bardzo, jeszcze się z mistrzem skontaktuje. Moc z Wami, tak *dziwnie to brzmiało w jego wykonaniu, no ale jak się z jedi żegnać – odwieczny problem niemocowladnych. Kiedy wyszli, generał zajął się swoimi sprawami, a  teraz miał ich jeszcze wiecej*

Nash - 2011-01-20 17:45:59

[Post usunięty, sesja rozgrywa się na NS.]

Gen. Qymaen - 2011-01-21 21:26:44

*Generał po odbytej przed chwilą „misji” w warsztacie wrócił na mostek, a  całą podroż zajęła mu jakieś 20 minut gdyż wyjątkowo się nie śpieszył, i zapewne umilał sobie spacer rozmyślaniami na temat nadchodzącej wyprawy, a  także tego, co przyniesie rozmowa którą za chwile zacznie.
Na mostku panował półmrok, jeśli nie powiedzieć mrok, bo główne światła były zgaszone, raczej z fanaberii niż oszczędności. Ale do przekazu nie będzie to przeszkadzało. Generał, trzepocząc peleryną pokonał trzy czwarte długości mostka by zasiąść przed głównym komunikatorem, takim o lepszej mocy i rozdzielczości, do rozmów ważniejszych niż wewnątrz korporacyjne.
Wywołał udostępnione mu namiary, ogólne, z jednoczesną informacją kto i w jakiej sprawie dzwoni. Cochrel, generał Qymaen, priorytet średni*

Moc - 2011-01-21 21:51:09

*Minęło trochę czasu nim ktokolwiek odebrał połączenie. Ale w końcu Generałowi się udało i rozmowa została nawiązana. Emiter czy też ekran ożył, formując się w sylwetkę drobnego sulustanina, który widząc Generała trochę się spiął, ale chyba już wszyscy byli uprzedzeni o istnieniu takiego kogoś. a przynajmniej łącznościowcy. W każdym razie sullustanin przełknął ślinę po czym się przedstawił* Oficer łączności Havoc, w czym mogę pomóc panie... Generale? *Wpatrywał się on w cyborga swoimi oczkami, pewnie myśląc w duchu czemu to akurat on musi z nim rozmawiać? Qymaen obrażony nie powinien się czuć, jego zła sława jeszcze długo po Galaktyce krążyć będzie.*

Gen. Qymaen - 2011-01-21 21:55:55

*Szczerze mówiąc nawet nie zwrócił szczególnie uwagi na ów brak radości na jeog widok, często bowiem sami cochrelowcy tak reagowali, ale z nieco innego powodu. Poza tym mimika sullusianów nieco różniła się od typowo humanoidalnej, najpopularniejszej w galaktyce. No i najważniejsze – nawet najgorszy postrach minionych czasów przez holo nie gryzie *
Połącz mnie z kimś z dowództwa, może być kapitan jakiejś lokalnej jednostki *odparł generał, po rzecz jasna zwyczajowym, acz skromnym przywitaniu typu „witam”.
Nie miał szczególnych wymagań co do rozmówcy, wystarczy by przekazać wiadomość, oni sami przetworzą ją i ktoś, kto zechce porozmawiać na ten temat skontaktuje się.*

Moc - 2011-01-21 22:04:16

*Jakiś czas temu otrzymali wszyscy szczegółowe wytyczne co robić w przypadku kontaktu od Cochrelu. Pilna sprawa - w miarę możliwości Admirał. Mniej pilna - Kapitan Sal, która pełniła rolę dyplomatki Przymierza. Więc skoro Generał nie sklasyfikował rozmowy jako "pilną" to pozostawała opcja numer dwa i tak też sullustanin zrobił.* Przekazuję połączenie do pani kapitan Sall, proszę poczekać. *Nie minęło może pół minuty kiedy oficer łączności zmrużył lekko oczy po czym rzucił z trochę wymuszoną uprzejmością.* Połączenie zaakceptowane, przekierowuję. Życzę miłego dnia *I obraz zamigotał na kilka chwil po czym znowu się wyklarował, ukazując omwatkę siedzącą za biurkiem. Najwyraźniej wypełniała jakąś papierkową robotę i była z tego powodu lekko podirytowana, ale widząc z kim rozmawia to uśmiechnęła się, a przynajmniej starała się to zrobić. Wyglądała na zmęczoną i trochę przybitą czymś.* Witam Generale Qymaen... w czym mogę pomóc?

Gen. Qymaen - 2011-01-21 22:20:43

*generał oczekiwali  przykładną, gadzią cierpliwością, mrużąc oczy samoistnie w otworach maski – czaszki. Właściwie cały czas w jednej pozycji. Dopiero kiedy połączenie zostało nawiązane z właściwą osoba, spojrzenie poderwało się na błękitny hologram twarzy rozmówczyni. Patrzył na nia chwilę, ale nie dlatego, ze nie poznał. Nie, po prostu ta kobieta była ładna, i mimo iż zmęczona, miło było na nia patrzeć. W końcu odezwał się charakterystyczny wpół organiczny głos*
Witam pani kapitan. Kontaktuję się, bo mam nadzieje że to ja pomogę tym razem. Kojarzy pani nazwisko Mavhonick?
*Na pewno kojarzyła, on sam kojarzył, ale pamięć była zawodna, zwłaszcza kiedy mózg kilka sekund gotował się w puszce więżącej głowę. Na planecie Utapau, po strzale Kenobiego.*

Moc - 2011-01-21 22:28:09

*Teona reprezentowała ze sobą nieco egzotyczny typ urody, o ostrzejszych, nieco ptasich rysach a uroku dodawały jej delikatne włosy-piórka i niebieska skóra. O wiele lepiej prezentowała się na żywo niż przez rozmowy holo, ale nie zwracała na to uwagi, chociaż gdyby wiedziała, co myśli o niej generał to mimo wszystko poczułaby się mile połechtana. Teraz jednak wysłuchała słów Qymaena i słysząc nazwisko Mavhonic pobladła (chociaż tego widać nie było) i stała się bardzo czujna. Odstawiła wszystkie papiery i nastroszyła się jak dziki drapieżny ptak szykujący się do ataku na ofiarę.* Oczywiście. To jeden z naszych oficerów... czemu pan pyta? *Szukała go już od dłuższego czasu, poświęcając tej sprawie niemal całą uwagę. Admirał co prawda sugerował by odpuściła sobie, ale jakoś udało jej się utrzymać na stanowisku kierującej poszukiwaniami. Poza tym w grę jeszcze wchodziły sprawy osobiste o czym mało kto wiedział. Musiała po prostu odnaleźć Jenę* Oficer Mavhonick zaginął jakiś czas temu i prowadzimy intensywne poszukiwania.

Gen. Qymaen - 2011-01-21 22:34:25

*Od razu zauważył, zwłaszcza nastroszenie, co tez było bardzo osobliwe. Kiedy rozmawiał na żywo z ta panią, nie miał czasu patrzeć na takie niuanse. Teraz, w dystansie, nie mając nic strasznie pilnego do omówienia, mógł sobie trochę pofolgować.*
pytam, żeby wiedzieć, czy pani zna. Ale skoro tak, to mam dobra wiadomość. On żyje *Odparł zupełnie, jakby to, ze Mavhonic zaginął było w cochrelu aż nadto oczywiste. Rzecz jasna nie było, ale nie oznacza to ze takiego wrażenia rozmówca pani Sall nie mógł sprawiać*
Trafiliśmy na niego zupełnie przypadkowo. Prześlę pani głos do autoryzacji
*I tak został wysłany pani Teonie ten fragment rozmowy Secorshy i Aru, w  którym Mavhonic wypowiada kilka słow*

Moc - 2011-01-21 22:45:19

*Do tej pory w rozmowach z Generałem raczej starała się zachowywać spokój i takich niuansów nie ukazywała. Teraz jednak trochę emocje brały nad nią górę, to te subtelne ruchy piórek na głowie były widoczniejsze, tak jak chwilę temu, gdy się nastroszyły jak u ptaka. Ale gdy Generał powiedział, że Jena żyje, to uspokoiła się i jej "fryzura" uczyniła podobnie, kładąc się nieco na głowie. W duchu dziękowała Mocy że się nim zaopiekowała.* To faktycznie wspaniała wiadomość. *Uśmiechnęła się znowu na chwilę i powstrzymała chęć ukrycia twarzy w dłoniach. Nie może przecież aż tak okazywać swoich emocji, zganiła się w duchu.* Dobrze, już odbieram. *Plik odebrała i szybko go odsłuchała, co też Qmaen musiał słyszeć. Odetchnęła głęboko i z ulgą* Tak, to oficer Jenathaza Mavhonic. Czy mogę zapytać skąd macie to nagranie i gdzie on aktualnie przebywa? *Teona szalenie się o niego martwiła odkąd zaginął. Wyrzucała sobie że tylu rzeczy mu nie powiedziała i bała się ze już okazji mieć nie będzie*

Gen. Qymaen - 2011-01-21 22:56:13

*Nieco mu się wojna przypomniała. Odsłuchiwane ściągane rozmowy miedzy statkami republiki. Ich przywódcy mieli silniejsze więzi miedzy sobą, niż to miało miejsce u separatystów. Nemoidianie, którzy głownie piastowali wysokie stanowiska mieli związek emocjonalny jedynie z pieniędzmi.
Nie obserwował już tak wnikliwie. Informacja została potwierdzona, a dziura w szyku znalazła przyczynę – zginął Mavhonic, cos się stało, bo biorąc pod uwagę położenie statku kapitan Sall, to Mavhonic był het het daleko.*
Pobieżnie, odległe rubieże, właściwie granice znanych nam obszarów. Z moim statkiem osoba stamtąd nawiązała rozmowę prywatną miedzy wzmacnianymi mandalorianskimi komunikatorami, tylko dzięki nim w  ogóle mogli się połączyć. Nie możemy konwencjonalnie określić, gdzie jest Mavhonic, ale spróbujemy zrobić to przy pomocy innych środków
*nie mógł powiedzieć że przy pomocy jedi i mocy bo chyba by mu to bokiem wylazło*

Moc - 2011-01-21 23:05:37

*Co prawda Obrońca znajdował się daleko od obszaru poszukiwań - inne obowiązki, ale wiele mniejszych jednostek zwiadowczych badała obszar, skąd mieli ostatnie znane położenie statku Jeny. Więc możliwe, że byli dosyć blisko, ale tego już określić Teona nie umiała bez konkretnych danych.* Rozumiem. Cały czas badamy system z którego mamy ostatnią znaną pozycję oficera Mavhonica. Badamy również wiele okolicznych systemów, ale na razie bez skutku. Nasz system namierzania awaryjnego jest najwyraźniej zagłuszany, choć przedtem podejrzewaliśmy, że został całkowicie zniszczony. *Omwatka podrapała się po podbródku po czym sięgnęła po cyfronotes z mapą poszukiwań, chcąc się bliżej przyjrzeć postępowi misji zwiadowczych.* Hmm... wzmocnione komunikatory Mandalorian? To ciekawe... nie będę może wnikała w to jak się on znalazł w rękach kapitana Mavhonica. *Odłożyła urządzenie na swoje miejsce i teraz całkiem skupiła się na masce cyborga a jej oczy zmrużyły się nieznacznie, znowu przywodząc na myśl drapieżnego ptaka.* To bardzo miło z pana strony Generale. Czy mogę liczyć, że przekaże mi pan bliższe koordynaty pobytu naszego oficera? Byłabym zobowiązana.

Gen. Qymaen - 2011-01-21 23:12:10

cóż, statek może tak. Wygląda na to, ze wasza zguba przebywa na jakiejś stacji. Jeśli wyleciał małą jednostką to prawdopodobnie cała nawigacja jest zniszczona. I to pewnie przez samego Mavhonicka, by nikt was nie namierzył. *generał pozwolił sobie chwile pomyśleć na glos. W końcu omawiali rzec można „problem” przymierza*
Jak już go uwolnimy, to zapewne sam to pani opowie *Nie było przesadnej pewności siebie ani w  glosie ani w  postawie cyborga. Była po prostu obojętność na tę osobę. Co nie znaczy, ze cochrel nie dołoży starań by uwolnić oficera swojego sojusznika.*
Jak tylko sami je będziemy znać, podzielę się ta informacją. Moglibyście potrzymać w okolicy te wasze Widma

Moc - 2011-01-21 23:24:28

Najprawdopodobniej tak zrobił, zna on przepisy bezpieczeństwa, w końcu sam pomagał je udoskonalić *Przerwała na chwilę, by się zastanowić. A więc Cochrel planuje jakąś akcję na tej stacji. Wątpiła, by tylko z powodu obecności na niej Jeny... a więc był tam ktoś, kto interesował Generała o wiele bardziej, a Jena to tak przy okazji. Niepokoiło ją to ale i ciekawiło, ale musiała postępować bardzo ostrożnie, bo w końcu chciała pomóc w uwolnieniu Mavhonica.* Oczywiście, Widma są cały czas w gotowości bojowej i mogą wesprzeć wasze działania. Oferuję również usługi mojego okrętu w ramach wsparcia. Musimy mieć też pewność, że oficer Mavhonic nie zdradził żadnych naszych tajemnic i ewentualnie zniszczyć wszelkie dowody jego pobytu tam. *Jeśli trzeba będzie zniszczyć tą stację to Teona z chęcią by ją zrównała z ziemią, jeśli jej władze tudzież właściciel odpowiadał za porwanie Jeny. Cóż, nie należy wkurzać kobiety a zwłaszcza takiej która najwyraźniej jest zakochana.*

Gen. Qymaen - 2011-01-21 23:32:04

*Bez wątpienia ktoś tak spostrzegawczy jak Teona ujrzy charakterystyczny sposób przymykania oczu, jaki teraz można było wyraźnie obserwować w projekcji głowy generała. To był ów jego „uśmiech”.*
My dbamy o porządek. Zatrzemy ślady swoje i przy okazji nasze *nie mógł reagować inaczej, widząc w wyobraźni szalejącego po stacji HK. Generał wyprostował się, nie do końca rzecz jasna, ale zdał się nagle trochę większy. Łapał się na tym, ze już się nie może doczekać na pooglądanie tego, co się tam będzie działo.*
Oczywiście, nawet jeśli statek miał by nie zostać użyty, dobrze go mieć. Właściwie to nie wiemy, z  czym przyjdzie nam się zmierzyć, ale raczej – nie imperium

Moc - 2011-01-21 23:41:19

*No oczywiście to szybko dostrzegła i zaraz zaczęła się zastanawiać co to może oznaczać? Nie wiedziała co Cochrel planuje i jakimi środkami może dysponować, co wprawiało ją w lekkie zakłopotanie, co jednak maskowała. No cóż, pozostawało jej jedynie zaufanie Generałowi, bo w końcu to oni mają informacje i wygląda na to, że oni będą kierować całą akcją.* Miło mi to słyszeć Generale *Uśmiechnęła się znowu, odsłaniając nieco swoje równe, białe zęby. Uśmiech miała do prawdy uroczy.* Rozumiem, a sama z chęcią wezmę udział w akcji ratunkowej, nawet jeśli bym miała nie ruszyć się z pokładu mostka. W razie czego mogę wysłać na tą stację oddział komandosów gdyby pańscy ludzie mieli większe problemy *A w ostateczności działami można zmieść tą bazę z powierzchni wszechświata, ale oczywiście po akcji ratunkowej Jeny i akcji ludzi z Cochrelu.* Proszę tylko mnie odpowiednio uprzedzić a stawię się na miejscu wraz z okrętem *Będzie musiała to załatwić z Admirałem, ale już w tym jej głowa by udzielił pozwolenia*

Gen. Qymaen - 2011-01-21 23:48:40

Oczywiście, nie omieszkam, ale uprzedzam, ze akcja zmieni status na oficjalną dopiero, kiedy… hmm… kiedy statek z ekipą ratunkową będzie w stanie ja wykryć, czyli dostaniecie informacje dosłownie w ostatniej chwili. Nie jest to uzależnione od mojego kaprysu, czy wytycznych cochrelu. To dość tajemnicze miejsce. Ale ekipa dostanie namiary na panią
*I zapewne po wszystkim poleca od razu na obrońcę. w  to już generał nie będzie ingerował. Akcją pokieruje zapewne Hakon lub Taken, albo obaj.*
To właściwie wszystko. Będziemy  kontakcie *wycharczał, ale chyba starał się zabrzmieć miło.*

Moc - 2011-01-21 23:52:24

*Była ciekawa w jaki sposób oni mają zamiar wykryć tą stację, ale cóż, i tak pewnie by jej tego nie zdradzili, poza tym nie chciała uchodzić za osobę zbyt ciekawską. Każdy ma swoje tajemnice, których nie zdradza się byle komu. Ale sukces już osiągnęła, Jena żył i weźmie udział w akcji ratunkowej. W końcu będzie mogła spać spokojnie w nocy,  przynajmniej spokojniej niż ostatnio.* Dziękuję Generale, to dużo dla mnie znaczy... i dla Przymierza oczywiście. Gdy tylko otrzyma pan dokładniejsze informacje to proszę się ze mną skontaktować i ustalimy Punkt Zborny *Przygotowania zacznie od razu, by być gotowa*

Gen. Qymaen - 2011-01-21 23:56:06

Oczywiście. Zatem do usłyszenia. Bez odbioru *I takim oto pożegnaniem zakończył rozmowę. Sygnał urwał się, projekcja zgasła, a  generał został sam w swoim fotelu. Na mostku nie było nikogo procz droida który zastępował na stanowisku geonosjan którzy teraz mieli przerwę, a przynajmniej jeden z nich, bo ktoś na mostku zawsze dyżurował. Póki co jednak mógl się generał cieszyc samotnością na swoim statku.*

Gen. Qymaen - 2011-01-25 18:59:20

*Taken bardzo romantyczną gafę palnął – pomyślał cyborg słysząc owe „jak dobrze cie widzieć żywego”. Ale w sumie sens jakiś to miało: zabijemy cie jeszcze raz, ha ha, ale fajnie.
Tak czy owak powiedziane zostało, i teraz wciąż cierpliwie oczekiwał na sedno sprawy, wpatrując się w projekcje Nemedisa lekko przymkniętymi oczami, wciąż nieruchomymi, błyskającymi z ciemnych oczodołów maski.
Lecz kiedy Nemezis rozpoczął swoją przemowę, to już go ruszyło. Rzecz jasna nie było to współczucie, czy cos w tym rodzaju, tylko rozdzierający gniew z powodu tego, ze ośmielono się z nim zagrać tak infantylnie. Stłumił warkniecie, i by dac czas jedi, postanowił mimo wszystko odpowiedzieć*
Wybrać jednego  nich, ta… no dobra. To niech będzie zabrak. A teraz jak to idzie dalej, bo chyba nie dosłyszałem…
*teraz już charczący głos cyborga ociekał ironią. Widać było, ze mu nie zależy na życiu tych jednostek i na pewno nie będzie się liczył z zasadami Nemedisa, bo ma własne.
Ale polączenie zakończyło się. No dobrze, w takim razie idziemy w zadry*

*Cyborg odwrócił się z agresją, świstając zaciśnięta pięścią tuż przy boku. Nie musiał nic mówić, widac było w jego ruchach: no to mnie wkurzyłeś, sithu.*
Wysłać natychmiast transmisje rozmowy do przymierza, niech szykują siły inwazyjne. Wysłać informacje do hangaru, ze mają przygotować najszybszy statek. Poinformować Hakona i pozostałych. Nikt mi nie będzie stawiał warunków na poziomie republikańskiej kreskówki dla młodzieży!
*I co z  tego, ze być może tam teraz umiera ten biedny Aru. A może także Mavhonic. Generał czuł się znieważony tą „ofertą”*

Taken - 2011-01-25 19:02:37

A tam zaraz gafa. Gafa to by była gdyby takie coś powiedział podczas ważnych rozmów, a "negocjacji" z sithem na którego polują raczej do tego nie zaliczał. Mało go obchodziła opinia Nemedisa o nim samym czy też co sobie pomyśli na tą złośliwą uwagę, że znowu żyje. Bo co? Obrazi się? Proszę bardzo. Zabije więźniów z tego powodu? I tak to zrobi prędzej czy później. Wymuszona uprzejmość nie była czymś co Taken pochwalał. Ale pewien respekt przed Sithem czuł, bo w końcu jakimś cudem udało mu się powrócić do świata żywych. A co zaś się tyczy samych negocjacji to... po prostu go zamurowało. Przewidywał raczej tortur a nie wyboru kto ma zginąć... perfidna gra, do prawdy. Taken podejrzewał, że Nemedis i tak już wie kto ma zginąć a kto przeżyje, chciał tylko przenieść ciężar sumienia za tą zbrodnię na ich stronę. Dobra zagrywka psychologiczna...
- Ehh... ciekawe posunięcie Nemedisa, chce zwalić winę na naszą stronę, ale według mnie on już decyzję podjął.
Taken spojrzał na Generała... Siły inwazyjne, fajnie to brzmi, szkoda jedynie, że nie wiedzą gdzie jest Nemedis, ale po tym nagraniu Hakon może chętniej współpracować. Brutalnie to brzmiało niestety, ale takie stawianie ich pod ścianą to zdecydowanie zagrywka w stylu sithów.
- Cóż... obawiam się, że cokolwiek nie zrobimy to i tak Nemedis zabije tego kogo chce.

Moc - 2011-01-25 19:05:32

*Yoda poruszył się niespokojnie słysząc ten monolog Sitha i zgarbił się nieco. Tak, ciężar odpowiedzialności za czyjąś śmierć chciał zwalić na nich, samemu niejako mając czyste ręce. JEdnak mistrz Jedi uważał podobnie jak Taken, ich wybór był czysto iluzoryczny, nie mieli najmniejszego wpływu na to co zrobi sith. Wybiorą Aru, to Nemedis może zabić Jenę z czystej przewrotności i odwrotnie. Chociaż wiedział, że ta druga opcja nie wchodzi w grę biorąc pod uwagę kwestię sojuszu Cochrelu z Przymierzem. Tak na prawde nie mieli żadnego wyboru i nie mogli im pomóc. Przygnębiało to Yodę.*

*Po niecałych dwóch-trzech minutach rozległ się dźwięk sygnału informującego o nadchodzącej rozmowie holo. Na lini był Obrońca. najwyraźniej otrzymali wiadomość i zareagowali błyskawicznie.*

Gen. Qymaen - 2011-01-25 19:13:41

Może zabić nawet własną matkę, jeśli to mu poprawi humor *warknął cyborg, rzucając się energicznym krokiem na drugą stronę mostka. Zły był, to nim nosiło.
Sumienie – właśnie, dlatego tak na jedi nalegał. Że to oni za wszelką cenę zechcą niewinnych ratować. Bo generał, widać, zareagował jak zareagował. Zaraz tez zareagowało przymierze. W obliczu tego raczej jedi spasują. Znajdą ich.
A jak nie ich, to znajdą hutta i już się postarają, żeby za to, co go spotka sam ukrzyżował sitha na trzonku od łopaty.
Generałowi denerwować się nie wskazane, oj nie…
Zanim odebrał nadchodzący przekaz, obejrzał się jeszcze na strapionego Yodę*
Nie przejmujcie się. Nie mieliście w końcu żadnego wpływu na mój wybór…
*Odebrał przekaz i nie czekając na pytania rzucił bez nawet zwyczajowego „witam”*
Tak, autentyczne.

Taken - 2011-01-25 19:17:05

No Taken się nie dziwił reakcji generała a i wiedział co trapi mistrza. On pewnie nie stracił nadziei na odratowanie Aru. Właściwie to sam też nie stracił nadziei na to, ale wypadki jak widać chciały potoczyć się inaczej. Na mostku zaległa wręcz grobowa cisza, każdy najwyraźniej bił się z własnymi myślami... no nie licząc Generała, który właśnie przyjmował zapewne bardzo kurtuazyjną rozmowę z ludźmi z Przymierza. Zabawa pierwsza klasa, nie ma co... Nar Shaddaa nawet się do tego nie umywa.

Hakon - 2011-01-25 19:28:58

*To, co odczuwały osoby na mostku było tak silne, ze Hakon, pogrążony w medytacji która miała pomoc mu w podjęciu decyzji w zgodzie z samym sobą nie mógł po prostu nie odebrać. Kiedy wynurzył się z nurtu, serce waliło mu i z trudem łapał oddech. Ześliznął się ze swojej pryczy, czy tam łóżka, bez gracji, potykając się o but. Nie minęło kilka minut a był już na mostku. Zdezorientowany, nieśmiało pojawiający się u grodzi*
Mistrzu… generale?
*Nadal nie radząc sobie do końca z odzyskanym wzorkiem chciał lokalizować ich po głosie. Generała słyszał. Był zły. Hakon już rozumiał. Czul doskonale*

Moc - 2011-01-25 19:30:34

*Yoda dalej się nie odzywał, próbując jakoś znaleźć wyjście z tej sytuacji, ale takiego nie znajdował, niestety. Poddał się więc tylko medytacji, czekając na to co nieuniknione...*

*Za to Przymierze zareagowało błyskawicznie. Natychmiast zmaterializowała się postać omwatki i od razu było widać, że jest wściekła. Chociaż słowo "wściekła" nie oddawało w pełni tego, co teraz czuła. Rozpacz, przybicie, wściekłość, chęć zemsty - to wszystko ją zalewało i nawet nie zareagowała na to przywitanie Generała.* Nazwiska Warknęła groźnie a jej upierzenie na głowie falowało w ytmach wściekłego tańca. Chyba jeszcze nikt nie widział jej w stanie, w którym zupełnie straciła nad sobą kontrolę.* Chcę mieć nazwiska wszystkich znanych wam osób wiążących się z tą całą szopką. I pragnę panu przypomnieć Generale, że nadal jesteśmy sojusznikami... *Zawisła między nimi niewypowiedziana groźba. Wybierzesz Jenę to czeka nas wojna... i łatwo się było domyślić kto będzie się domagał najgłośniej tej krucjaty.* Oficer mavhonic... Jena... *Wypowiadając to imię głos jej się zaczął łamać i walczyła sama ze sobą, opierajac się ciężko o biurko.* ...Jeżeli coś mu się stanie... to klnę się na Moc, że dopadnę wszystkich sukinsynów odpowiedzialnych za to, nawet jeśli mieliby mnie za to wykopać z Przymierza... i liczę na współpracę w tej sprawie *Gdy się już opanowała to spojrzała hardo na Generała, tak jak jeszcze nigdy dotąd. Generał mógł pamiętać, że przy każdej rozmowie z nim omwatka odczuwała pewien dyskomfort, w końcu był osławionym Generałem Grievousem. Teraz jednak ten strach znikł i pojawiła się determinacja. I tą bardzo miłą konwersację Teony z Generałem mógł usłyszeć Hakon. Bardzo przyjacielska atmosfera nie ma co.*

Gen. Qymaen - 2011-01-25 19:38:08

Nemezis, kaminoanin najpewniej. Hutt Vottagg. Na razie tyle wiemy, ale nie szukaliśmy za bardzo. *W końcu ta rozmowa odbyła się kilka minut temu, od razu poleciała do przymierza. Generał na ów słowa omwatki zareagował jak uderzony kijem rankor, odrzucił głowę i warknął wściekle. Obie pięści zacisnęły się na wysokości durastalowej piersi w wyrazie wściekłości*
gdyby Mavhonick nie był istotą ważną, w ogóle bym się z wami nie kontaktował, nic byście nie wiedzieli, wiec proszę mi nie przypominać tu teraz rzeczy oczywistych, bo już raz dzisiaj mnie znieważono *odwarknął w stronę projekcji kobiety wcale nie mniej wściekle niż ona. Potem na chwile zamilkł, i właśnie wtedy wszedł Hakoin. Generał odwrócił głowe i akurat spojrzał na niego. Doskonale*
Mam tu na pokładzie jedna osobę, która może zlokalizować szantażystę, jest gotowa do pracy, prawda, Hakonie?

Taken - 2011-01-25 19:42:56

No tak, zaraz dojdzie do słownej przepychanki dwóch wściekłych osób i tyle z tego będzie. Oto zgubny wpływ emocji, można by sarkastycznie rzecz. Bo Taken stał spokojnie z boku, tak jakby go nie ruszała ta cała scenka, ale podobnie jak Yoda pogrążył się w medytacji, pragnąc znaleźć rozwiązanie. I wtedy wyczuł Hakona. Otworzył oczy i spojrzał na barabela. Jeżeli ten będzie sondował ich Mocą to z pewnością wyczuje u kel dora smutek i żal. Źle się działo.
- Witaj Hakonie... szkoda, że spotykamy się w takich okolicznościach... mamy złe wieści
Zaczął ostrożnie bo widok Nemedisa może być dla niego małym szokiem.

Hakon - 2011-01-25 19:48:56

*Hokon wkroczył do środka. Jego sztuczne oczy teraz szeroko otarte nadawały nowo uzyskanej twarzy wymowny wyraz zaskoczenia, strachu, wielkiego zalu i jeszcze wielu innych na których nie chciał się skupiać*
Tak, generale jestem gotów *Odparł, łagodnie, ale dość głośno, jakby chciał by głośnik to złapał i przekazał tam. Wszyscy się denerwują, generał rzuca się do jakiejś być może rozdzieranej żałością kobiety. Mistrz Yoda uciekł w medytacje a Taken (bo Hakon już wiedział ze ten tu jest) trzyma się ironii sytuacji.
Do tego ostatniego także podszedł, jeszcze nadal na słuch i wyczucie. Na mostku było ciemno*
Ja wiem… *odparł tylko tonem, jakby on był wszystkiemu winien*

Moc - 2011-01-25 19:51:39

*No tak, jeszcze dojdzie do walki między nimi o głupie niedopowiedzenia, no ale Teona trochę przyhamowała, bo faktycznie przesadziła.* Przepraszam za to głupie oskarżenie...  Poniosło mnie *Burknęła i zaczęła chodzić po swoim gabinecie a kamera holo śledziła każdy jej ruch. Starała się uspokoić, ale nie szło jej to za dobrze, a jak usłyszała, że na pokładzie Widma mają kogoś, kto może pomóc zlokalizować Jenę to uśmiechnęła się złowieszczo i zatrzymała się.* Doskonale... w ciągu godziny jestem w stanie zorganizować dodatkowe wsparcie w postaci dwóch krążowników oddziały "czarnych szczurów" *Szczury, tak nazywano komandosów specjalizujących się w dokonywaniu abordażu, a Czarne Szczury były jednym z najlepszych tego typu oddziałów. A fakt, że omwatka zaczęła organizować spore siły w celu odbicia jednego oficera dosyć skrajnie pokazywało, w jakiej jest desperacji. Jeśli Jena zginie to nie pozostawi ona kamienia na kamieniu w tej stacji czy bazie.* Vottagg... Vottagg... Mamrotała pod nosem po czym wykorzystała własny komunikator by nawiązać łączność z mostkiem. Ci z Widma mogli usłyszeć tylko* Stribs! Natychmiast znajdź mi wszelkie informacje na temat hutta Vottagga. Jak to na kiedy? Na wczoraj, migiem! Jeśli będzie trzeba to będziesz musiał sprawdzić nawet jego genealogię oraz jakie potrawy lubi. Migiem! *Rozłączyła się i dalej krążyła po swoim gabinecie.*

Gen. Qymaen - 2011-01-25 19:56:36

*Na żywi to kto wie do czego to by doszło, ale na szczęście to byłą tylko projekcja, mogli się do siebie rzucać, wiadomo, to jest stres. A na wojnie jak było? Później się tego nie pamięta.
Cyborgiem jeszcze trochę trzęsło, ale nie za sprawą Teony, tylko tego, co zainicjowało zamieszanie*
W statku zostanie zamieszczony nadajnik, dzięki któremu będziecie mogli śledzić od początku jego lot. W razie zestrzelenia będziecie wiedzieli gdzie się udać.
*Generał tez wcale nie wykluczał, ze jego jego elitarna grupa szturmowa ma tam dolecieć. Ale krążownik już doleci na pewno*

Taken - 2011-01-25 20:03:33

Ten ton się nie spodobał Takenowi, więc się skrzywił, co poskutkowało tylko lekkim przekrzywieniem się maski. Do prawdy wymowna ta mimika kel dorów. Jedynie co Hakona ratowało to to, że potrafił wyczuwać emocje Takena z jego aury.
- To nie twoja wina... Nemedis włożył kij w mrowisko i sądząc po nastrojach zebranych...
Przekrzywił głowę w kierunku Generała oraz holoprojekcji omwatki, która wyglądała jakby miała zaraz się na kogoś rzucić, by wydłubać mu oczy. Albo coś w tym stylu. Gdyby doszło do starca to wynik byłby trudny do przewidzenia. Ha, nigdy nie lekceważ kobiet, tak mu zawsze mówiła jego mistrzyni (o ironio).
-... trafił chyba w najgorszy możliwy gatunek mrówki, który raczej mu ten kij zje razem z nim niż ucieknie.
Tak po prawdzie to nie chciał być w skórze wszystkich tych mieszkańców stacji gdy tam wpadnie z wizytą grupa Jedi, dwa droidy, z czego jeden to psychopata, a na końcu uzbrojone po zęby oddziały Przymierza. Piękna parapetówa.
- No cóż, wygląda na to, że musimy się zbierać i w miarę możliwości się pośpieszyć.

Hakon - 2011-01-25 20:07:50

*Mniej rozrywkowy od Takena Hakon nie ujął by tego lepiej. Zdecydowanie mu nie do żartów było, ale za to był tym, który gotow był w jednej szacie ruszać na misje, bez sekundy zwłoki. Teraz stał obok Takena, milczący. Będzie go czekać spory wysiłek – odnaleźć to miejsce. Ale on wierzył, ze je odnajdzie. Chciał zapytać, dlaczego Nemedis ich szantażuje. Co chce osiągnąć? Musi mieć w tym jakiś interes. No ale nie zapytał*

Moc - 2011-01-25 20:13:13

- Rozumiem. Muszę jednak pana poinformować Generale, że jeżeli próby odbicia zakładników się nie powiodą to wydam rozkaz natychmiastowego zniszczenia stacji, bez względu na to, kto się tam znajduje. *Z poprzedniej rozmowy wywnioskowała, że było więcej zakładników niż Jena i Aru, ale nie miała pewności ile ich było i czy byli oni ważni dla Cochrelu. A pod pojęciem nieudanej próby odbicia zakładników rozumiała jasn - Jena zginie, giną wszyscy bez wyjątku. Bezduszne to było, ale jeśli tajemnice Przymierza się wydadzą... plany, kody, liczebność floty, osoby na wysokich stanowiskach... i jeśli te informacje trafią do rąk Imperium, to czeka ich chyba rekord Galaktyki w restrukturyzacji organizacji, bo inaczej miesiące ciężkiej pracy trafi szlag.*

Gen. Qymaen - 2011-01-25 20:27:08

Moi ludzie będą wiedzieli co robić. Poinformujecie ich jedynie o zamiarach, żeby zdążyli się ewakuować. Wszystko, co zostanie nie ma dla mnie żadnej wartości.
*Dżony leciał by odbić Malkita. HK poniekąd by mu to umożliwić. Jedi lecieli na Nemedisa. To wszystko to nie są istoty które wypadły mynockowi spod ogona.*

Taken - 2011-01-25 20:34:03

Taken też przygotowywać się nie musiał do misji. Miecz świetlny miał sprawny i gotowy do użytku, bo nie wątpił, że on pójdzie w ruch. Nie lubił tego robić, odbierać komuś życia, ale czasem trzeba było. Na tej stacji będzie trzeba to zrobić...
Słysząc słowa kobiety o dezintegracji stacji tylko uśmiechnął się ponuro. No tak, nie ma to jak piękna perspektywa śmierci w przypadku, kiedy kobieca cierpliwość się wyczerpie. Czyli dosyć szybko... a próbkę jej charakteru już mieli i raczej nie wątpił, że zrealizuje swoją groźbę.
- No cóż, dajcie nam tylko minimum czasu na ucieczkę... Minimum pięć minut, co?
Mruknął cicho. No stacji tak szybko nie zniszczą, co najmniej kilkanaście minut ostrzału w zależności od materiałów z której została ona zbudowana. Czyli czas na ucieczkę był przynajmniej w teorii.
- Jestem gotowy do lotu, możemy wyruszać w każdej chwili. Złapię tylko Nasha i droidy. Chyba, że Generał chce jeszcze kogoś do nas... dokoptować?

Hakon - 2011-01-25 20:40:41

*Wypuścił z szumem powietrze nozdrzami, co było elementem lekkiego zasiania się. Jakoś tak. Choć wcale mu nie było do śmiechu. Potarłszy dłońmi o siebie przeniósł ciężar ciała na drugą nogę.
Chciał mieć to już za sobą. Nie był z siebie zadowolony z tego powodu, ale odczuwał irytacje: że ta rozmowa nadal trwa, ze muszą tu stać, ze jeszcze trzeba złapać droidy, ze jeszcze tyle czasu do wylotu na zmarnowanie, a on się musi denerwować. Ale jak to Hakon, wystarczyła chwila na uspokojenie się i oczyszczenie umysłu*

Moc - 2011-01-25 20:48:19

*No i wtedy ocknął się Yoda, a przynajmnej odezwał się. Nie wiadomo jak długo przysłuchiwał się ich rozmowie, ale najwyraźniej wiedział o co chodziło.* Nie marudźcie, lećcie tylko. Do celu bezpiecznie dotrzyjcie... i niech Moc z wami będzie, przyda się jej pomoc wam *Otworzył on na chwilę oczy i po kolei spojrzał na wszystkich tu zebranych. Cóż, błogosławieństwo Yody było więc wyruszać można.

- Rozumiem, w takim razie rozłączam się. Wsparcie otrzymacie najszybciej jak się da... i proszę o jedno, postarajcie się uratować Jenę *Westchnęła cicho i odwróciła się, by otrzeć samotną łzę. Może i na holo nie było tego widać, ale wolała się maskować.* Obrońca, bez odbioru. Do zobaczenia na misji.*No i transmisja została przerwana.*

Gen. Qymaen - 2011-01-25 20:52:15

*Generał zaś bez zbędnych przemówień odwrócił się plecami do wyłączonej już projekcji (uprzednio jedynie skinął głową na znak, ze postarają się uwolnić Mavhonicka). Stanął prosto, no, w miarę, z  rękami zatkniętymi za plecy. Ostre, zdeterminowane spojrzenie było niczym pochodnia w rękach kaleeshianskiego wojownika*
No to powodzenia *wycharczał tylko*

Taken - 2011-01-25 20:56:49

- No to idziemy... a wszelkie słowa otuchy to wskazane będą. Ubezpieczenie zdrowotne i od wypadków też. I porażenia prądem. W każdym razie, żegnam i niech Moc będzie z Wami... i z nami mam nadzieję też.
Taken pożegnał się, ukazując swój wisielczy humor, a więc był dosyć mocno zestreswany i podenerwowany. Nie tak to sobie wyobrażał, a teraz trwał wyścig z czasem. Czy dotrą na czas czy nie? No i świadomość, że w tej chwili Aru i owy Jena są torturowani przez psychopatę jakoś nie nastrajał optymistycznie. No i Malkit... Taken kierując się do grodzi czekał na Hakona, równocześnie wyjmując z kieszeni komunikator i wpisując krótką wiadomość do Nasha "wyruszamy. Przyjdź do hangaru". Tyle. no i kel dor sobie poszedł, w między czasie wpisując kolejną wiadomość dla technika by wysłał droidy do hangaru.

Hakon - 2011-01-25 21:03:57

*I on skłonił się z szacunkiem w kierunku mistrza i generała. Na chwilę zagapił się nieprofesjonalnie, po czym odwrócił się i on wraz z Takenem poszedł. w  przeciwieństwie do kel dora nie pisał do nikogo. Oddalił się nieco od własnej samoświadomości, i zdał się teraz balonikiem ciągniętym przez jego własne cialo. Musiał teraz złapać tę nić, którą urwał wcześniej. Złapać ją, jak wtedy  kajucie kiedy przypominał sobie list…
i tak odszedł wraz z Takenem*

ED - 2011-02-08 15:28:39

*Od zniknięcia olbrzymiego droida nazywanego „czołgiem” minęła ponad doba. Maszyna była – nie ma. Wiedziały nieliczne osoby, gdzie jest, większość się zastanawiała i chyba wszyscy woleli nie spotykać EDa w ciemnym zaułku.
Tego dnia, a był to dzień następny po rozmowie z Darvenem, droid opuścił bezpieczne trzewia statku. Wybrał późną porę, około dwudziestej czasu lokalnego, sprawdziwszy uprzednio po „wygryzieniu się” w lokalną siec, jaki jest szacowany średni ruch o jakiej porze dnia. Okazało się ze o dwudziestej jest największa frekwencja w stołówce, w kajutach, w  sekcji rozrywkowej, bo większość pokończyła pracę, a ci co pozostawali na dyżurach zajmowali się robotą, nie łażeniem.
Tak wiec najlepsza okazja zarówno by złapać generała nie zajętego niczym, jak i dostać się tam bez sensacji. Na mostek. Darven uprzedzał by nie rzucal się na głeboką wodę – górne poziomy okrętu, ale ED przemyślał to wystarczająco dokładnie. Nie przewidział tylko takich wąskich korytarzy – nie widząc na boki niestety obijał się, zaczepiał, co odczuwał on sam jak i sciany.
Wreszcie jednak dotarł, a  automatyczne grodzie otworzyły się przed nim jak przed każdym. Nie wszedł jednak*

Gen. Qymaen - 2011-02-08 15:34:44

*Grodzie otworzyły się, a  jakże. Grodzie są sprawiedliwe, tak samo otwierają się przed oficerem, robolem, gościem i droidem. Mostek był cichy i ciemny, upstrzony barwnymi światełkami terminali oraz ciemnym, gwiaździstym kosmosem za iluminatorem na tle którego, tyłem do wejścia stal olbrzymi fotel. W fotelu ktoś siedział. Wielki, przygarbiony, z  tyłu widać było jego okryte grubą tkaniną zgarbione plecy i kawałek bezwłosej czaszki.
Generał nie zareagował na maszynę. Nie zauważył. Za to świszczące, pełne paniki wdechy odezwały się od strony załogi*
Na miłość, Panie Generale! *wyklekotał jeden geonosjan, wskazując na EDa drżącym palcem*
widział pan to?!

ED - 2011-02-08 15:38:41

*”To” nie było zaskoczone. Cofnął się nawet o kroczek, malutki, by grodź się nie zamknęła. Grzeczny, spokojny, opanowany. Jak maja krzyczeć, w końcu to czołg na nogach do nich przyszedł, bać się trzeba, panikować, wymachiwać łapami, bez tego się przecież nie da.
Ale przynajmniej zdradzili obecność generała. ED sam mógłby go nie rozpoznać. Nigdy go nie widział. Na żywo, a już na pewno nigdy na żywo, w fotelu, od tyłu i zgarbionego, ze nie widać nic prócz płaszcza.
   Droid działa trzymał pokojowo opuszczone, bez prowokowania, pełna kultura. I tak duży stres. Dla nich, dla niego. Ciekawe tylko, co na to generał?
Robot nie odezwał się. Czekał, az generał o zauważy. Zaś załogi nie powitał, bo uznał ich za „mało godnych” panikarzy. Nie będzie nikomu takiemu w dupę właził!*

Gen. Qymaen - 2011-02-08 15:52:18

*Geonosjan przerażenie zdjęło. Niby winni być przyzwyczajeni do „dziwactw”, w końcu  wiele się działo na mostku i różne istoty, przerobili już sihta i mistrza Yodę. No ale cos co ma niemal trzy metry wysokości zawsze robi wrażenie. Generał zaś obejrzał się leniwie przez ramie, nadal trzymając głowę nisko. Uwydatniło siec całkowicie mechaniczne, długie ramie. Głowa zamknięta w metalowa puszkę. Maska kaleeshianskiego wojownika stanowiąca twarz. W para żywych, złotych, zamglonych oczu wewnątrz oczodołów maski.
Gadzie oczy mrużyły się charakterystycznie*
O… no proszę, a mówiłem, ze sam się znajdzie
*nie wstał, siedząc nadal oparł się na łokciu i patrzył na EDa*

ED - 2011-02-08 16:00:53

*Wąski kanał spojrzenia droida padł na generała. Ujrzał go na nowo, ten fotel, wielki facet w czymś na plecach. O twarzy maszyny i oczach żywej istoty. Cyborg, człowiek – robot. Jak Darven. Powinni być przyjaciółmi – pomyślał ED.
Teraz już na dobre nie zwracając uwagi na geonosjan, pozwolił sobie poczynić swój monumentalny, dostojny krok w głąb mostka*
Dzień dobry, generale, mam nadzieję, że nie przeszkadzam. Jestem ED 12, droid egzekucyjny z  Ord Cestus. Mogę Pana prosić o rozmowę? *zapytał grzecznie. W ciemności mostka wydawał się ogromnym, oszlifowanym głazem na nogach, ze sterczącymi po boku ramionami – działami. Migal anemicznie zieloną diodą statusu*

Gen. Qymaen - 2011-02-08 16:12:47

*Geonosjanie pouspokajali się… a może nie – powpychali się po kątach, by nie być widocznymi dla droida – kata, bo tak się właśnie według nich przedstawił. Za to generałowi widać to się spodobało.
Wstał wiec, nie prostując się. Pozostał przygarbiony. Peleryna spływała z niego. Kiedy odwrócił się przodem, okazało się, za całe jego ciało stanowi pancerz droida. Szponiasta dłoń obróciła fotel przodem do ciężkozbrojnego gościa.
Generał zaś zbliżał się z osobliwą ciekawością w oczach*
No to jaką sprawę masz do mnie, ED? *nie przedłużył tego w harmonijne „Ed”, „Edzie”. Było to E.De.
Niestety, ciężko było zmienić jego sposób myślenia. Tak do mocy, która dała mu już sporo dowodów na swoje istnienie, tak jak i osobowości droidów, na co tez dowody były. Generał natomiast żyjąc w swoim świecie miał miło i wygodnie z takim spojrzeniem na swiat, jakie miał.
Ale to nie oznacza ze droida nie wysłucha*

ED - 2011-02-08 16:27:53

*Nie został zaproszony do środka, za to generał zbliżał się do niego. Stał wiec, cierpliwie i pokornie, jak to maszyna. Obły „łeb” trzymał wysoko. Przyglądał się ciału generała. Było w nim więcej z maszyny niż z żywej istoty. W ogóle, cały. Więcej niż Darven. Czy to robot? Jeżeli kiedykolwiek okaże się, ze tak, dla EDa będzie to element osobistego zwycięstwa – maszyna dowodząca żywymi istotami.*
Jestem tu, by przekazać pewne dane. Od kogoś, komu zależy na dobru i przyszłości korporacji Cochrel. Chodzi o pana Darvena. Pan Darven żywi pewną obawę, o której mówiliśmy. Zechce pan bym przedstawił jego punkt widzenia, Generale?

Gen. Qymaen - 2011-02-08 16:44:07

*Zaskoczenie tym oświadczeniem znalazło ujście w uniesionej w zdumieniu powiece, z przechyleniu głowy. I nieodłącznym zatknięciu rak za grzbiet. Nie spodziewał się, absolutnie. Darvena ostatnio rzadko widywał. Pracował. Znaczy Darven.
Generał nie sadził, ze będzie się kłopotał szukaniem pośredników, by coś mu przekazać.
Ale jesli już tak się stało – to wybrali  klasą. Piękny był ten droid. Wielki, ciężki, dostojny. Zupełnie w innym kierunku niż jego mechaniczne ciało*
O co chodzi? *zapytał siec, stając blisko maszyny na lekko rozstawionych nogach, a  jego ostry wzrok wbił się w migającą diodę*

ED - 2011-02-08 16:57:55

*Stał blisko. Miał ciało maszyny, ale EDowi ta bliskości przeszkadzała tak bardzo, jak bliskość typowego organika. To chyba oznaczłąo, ze generał jednak mimo wszystko jest białkowcem. Nie miało to jednak żadnego znaczenia dla chwili*
Darven obawia się zbytniego spoufalania się z Jedi. Obawia się zdrady z ich strony. Przejęcia kontroli. Lub nawet dobrowolnego jej oddania w ich ręce. Fuzja z nimi jest czymś wymuszonym. Te decyzje mają wpływ na zmiany, bardzo niekorzystne w samej korporacji. Pan Darven ma świadomość destrukcji idei konfederacji. Wszystko powoli się rozpada. A Pan ciągnie w kierunku pomszczenia prywatnych krzywd, nie widząc tego. Pan Darven ubolewa nad tym. Poświecił życie dla konfederacji.

Gen. Qymaen - 2011-02-08 17:11:42

*Słuchał z uwagą, a jakże, bo wszystko, co dotyczyło Darvena było ciekawe. Tu ewidentnie Darven rozmawiał z  maszyną, nie było to przekazanie treści, a  poglądów, które droid 9widać inteligentny) sam z rozmowy wyciągnął.
I wszystko się zgadzało ze schematem, z wiedza generała.
Cyborg kaszlnął raz. Przymknął oczy i jedną z pazurzastych, mechanicznych łap wyciągnąwszy zza pleców, położył na lśniącej kopule droida – egzekutora – posłańca*
No tak, ale ja znam Pana Darvena dużo dłużej, niż ty i wiem, ze on Jedi po prostu nie lubi, a  co za tym idzie – drażnią go. Wiec Darven zrobi wszystko, by ich demonizować, a  już na pewno wobec takiej tabula-rasy jak ty. Z palce wyssane to nie jest, bo Darven to mądry człowiek. Jednak widzisz, mój wielki, piękny przyjacielu *Pogładził droida wręcz lubieżnie. Strasznie mu się ten ogrom podobał. To jego masywne dostojeństwo* Jeśli dowodzi się czymś, czymkolwiek, trzeba przede wszystkim kierować się logiką. Rozsądkiem. Chcesz ze mną o tym rozmawiać, czy po prostu nagrasz wiadomość którą przekażesz Darvenowi?

ED - 2011-02-08 17:30:25

*Droid nie drgnął, w końcu to droid, droid – czołg, bo taką już dostał tu ksywkę, ale… nie znosił, żeby go dotykać, głaskać, poklepywać, macać.  W ogóle żadnego kontaktu fizycznego z obcymi nie lubił. Wyjątkowa anomalia – ED nie lubi być dotykany. No ale oczywiście tu nie zaoponuje, przecież to generał. Można mu robić co chce, poza tym ED był tu w konkretnej sprawie i nie mógł zawiść tylko dlatego, ze generał wyraził fizycznie swój zachwyt jego wyglądem.*
Zapewne ma swoje całkiem poważne powody by ich nie lubić, sir. Z rozmowy z Panem Darvenem wywnioskowałem, ze Jedi według niego brakuje pokory, co jest społecznie nie do przyjęcia, sir. Jeśli Pan pozwoli, generale – wybiorę opcje rozmowy. *wysłać to se pan możesz przez holo – pomyślał. On nie astromech by latać jak idiota i nagrania przenosić*
Przyjmę stanowisko pana Darvena, według dostępnych mi danych. Pan Darven na podstawie tego co wspomniałem wcześniej ma podstawy twierdzić, ze Jedi wykorzystują korporację

Gen. Qymaen - 2011-02-08 17:49:29

*Nieświadom całkowicie „dyskomfortu” droida, nadal drapał metalową siatkę, zastanawiając się nie tyle nad jego słowami co nad samą osobą Darvena. Czyżby az tak bardzo wkurzali go ci jedi?*
Lubienie czy nielubienie jedi i motywy tego to już jest pana Darvena prywatna i osobista sprawa. Widzisz, ja tez mam motywy by Jedi nie lubić, swego czasu wyrządzili duża krzywdę całej mojej planecie. I nie lubię ich, tak samo często mnie denerwuje ich świętoszkowatość czy tam inne nieżyciowe cechy, i nie mam zamiaru doszukiwać się czegoś, co ich usprawiedliwi, jednak – oni już tacy są, ja tez nie jestem najłatwiejszy, a  i oni idą dla mnie na kompromis, i ja dla nich bo na tym polega sojusz. Jedi sami w sobie są grupą wymagającą ochrony, wcześniej była to Republika, która im zapewniała wygodne życie na swoim cielsku. Wiemy już jak walczy się przeciw nim przez te kilka lat kotłowania się z konfederacją, w  ktorej idee, o której mówi Darven miał na dobrą sprawę tylko Dooku i jego najbliżsi współpracownicy, reszta albo bała się Sidiosa albo liczyła kasę. I Cochrel jest niemal identyczny, to korporacja, olbrzymia firma, która zajmuje się zarabianiem, powiększaniem wpływów, mnożeniem bogactwa, budową niezależnego zrzeszenia systemów, które zapewniają sobie autonomię od Imperium. Cochrel nie walczy z  imperium, ja to robię, a  robię to dlatego, ze nie przynoszę tym strat, a przy okazji dbam o ogólną autonomię i bezpieczeństwo korporacji. Oni sobie żyją, ja tez. Z imperium o lepsza przyszłość walczy Przymierze. O Wielką Wolną galaktykę – bo to republikanie. Mi zależy na zemście – zgadza się. Ja już niedługo odejdę do lepszego świata, czy tam innej pierdolonej Mocy. Jedi są moją fanaberią, można ich używać, współpracują, nie negują moich decyzji, co za moimi plecami gadają to ich sprawa, ale generalnie nie widze podstaw by uważać, ze chcą przejac cochrel. Prosta sprawa, nawet Jedi są na to po prostu za głupi.
Natomiast Idee ma Darven. I tak to wyglada

ED - 2011-02-08 18:03:26

*wyglądało to bardziej jak monolog, ale skoro wcześniej generał zapytał, jak ma wyglądać rozmowa, oznaczało to, ze teraz ED może się ustosunkować. Zaryzykował lekkie, niby przypadkowe odsuniecie się by urwać te „pieszczoty”.
Teraz utrzymywał centralną cześć swojego łba w kierunku głowy generała*
Tak, sir, panu Darvenowi zależy na dobrej przyszłości. Nie znam osobiście żadnego jedi, nie sądzie, bym kiedykolwiek poznał, jestem w końcu tylko maszyną i Jedi są ostatnią osobą które zechcą widzieć coś innego. Widze, ze tak naprawdę się zgadzacie. Zgadzacie się w tym, co uważa pan Darven, bo to jest prawda. Jednak Panie generale – powiedział pan, ze niedługo zapewne umrze. Otóż Pan Darven nie, zapewne jeszcze sporo pożyje. Czy nie należałoby przekazać mu większej autonomii w korporacji? Jest osobą, która troszczy się o lepsze dobro dla wszystkich

Gen. Qymaen - 2011-02-08 18:27:13

*Generał dalej swoje – tyle ile droid się odsunął, tyle cyborg się zbliżył, zupełnie jakby dawał do zrozumienia ze będzie tak, jak on chce, i to, co mu sprawia przyjemność. Nie było to nawet świadome, przywykł do tego, tak ma być i będzie, bo on chce zająć czymś palce, rozmawiając o darzenie i jedi*
Myślałem, ze Darven wie, ze po mojej śmierci on przejmie to, co robię teraz ja. Będzie mógł kierować tym wedle swojego uznania, dla dobra galaktyki. Ale mi pracuje się lepiej kiedy dążę do zemsty. To jest takie namacalne. Bo co mnie obchodzi jakieś „dobro”. To i tak bezmyślny lud zniszczy. Senat, inne takie. W galaktyce nie może być dobrze, nie może być równo i sprawiedliwie. Z Jedi, czy bez nich. Jedi są dobrze uorganizowani, zadbają o sobie, owiną tyłki bawełną i będzie im lepiej niż innym. Będą dowodzić innymi i mądrzyć się po wsze czasy bo to nadistoty. Z resztą Darven tez jest mocowladny. Ale ja już tego na szczęście nie dożyje. Jedi szybko o mnie zapomną i nigdy nie przyznają się ze im pomogłem. A to już mnie nie obchodzi. A cochrel? Być może przetrwa, jako korporacja zajmująca się tylko i wyłącznie handlem. Może nie przetrwa, moze sytuacja się powtórzy. Na pewno cochrel nie zgodzi się na kolejne republikańskie dążenie do równosci za pomocą nakładania podatków.
Darven miał racje – ja naprawdę nie jestem altruista, to już nie sięga moich kompetencji, czyli innymi słowy – gdy świat się do ciebie odwraca, ty też musisz się od niego odwrócić. I w kolejnej sprawie się zgodzę: w Jedi przyjaciela droid nie znajdzie, bo w droidzie mocy nie ma. Zapukaj do Fler – ona cie tu sprowadziła, ona droidy rozumie

ED - 2011-02-08 18:41:50

*Skoro już tak był zdeterminowany w robieniu przykrości EDowi, to on to zniesie. Poddał się, znieruchomiał. Głaszcz.*
Czyli w niczym nie można pomóc Panu Darvenowi? Paradoksalnie nie ucieszy go to, ze miał racje…
*Cały czas kiedy mówił z symetrycznym trapezie „paszczy” poruszał się czerwony wykres foniczny, drgając w rytm wypowiadanych przez droida słow. Prawie jak usta.

Gen. Qymaen - 2011-02-08 18:55:20

Jesteś bardzo delikatny w rozmowie, ED, byłbyś dobrym menadżerem
*Sam zapatrzył się nieco w to drgające… kreskę, wykres, czy coś takiego, w ciemności to wyglądało złowieszcza, a kiedy jest się ofiarą takiego egzekutora, to już na pewno*
Można. Jedi nie zniszczą cochrelu. Nawet niechcący. Po mojej śmierci pewnie cochrel sam się ich wyrzeknie. Gdyby chcieli jednak coś złego wobec korporacji – obaj wiemy – zabiliby mnie, i to nie byłoby specjalnie trudne. Był tu Windu, ba, Windu razem z Yodą i kilkoma pomniejszymi na raz. Na pewno Darvenowi przyniosłoby ulgę zdystansowanie się do jedi. Moim gestem może być wydanie rozporządzenia zakazującemu załodze kategorycznie rozmów z Darvenem o Jedi. Jedi, którzy niebawem opuszczą Widmo i będziemy mieli z głowy. Jedyna Moc na statku to będzie Darven i Fler
*Skinął głową, jakby przytakując na swoje słowa i wreszcie zabrał rękę, którą schował za plecami* To wszystko, możesz isc. Wspomnij Darvenowi, ze jeśli nurtują go jakieś moje… błędy, to chętnie wysłucham jego sugestii

ED - 2011-02-08 19:01:57

Dziękuje, generale *odezwała się maszyna. W końcu bez tego fizycznego przymusu. Wolny. Pierwsza misja na statku zakończona. Wycofał się pokornie, jakby przecząc swoim rozmiarom, a trzeba przypomnieć, ze wcale nie zmalał*
dziękuję za pański czas. Dobranoc
*po czym wycofał się. W wąskim korytarzu zawrócił i ta samą drogą ruszył najszybciej jak tylko mól, bo chciał już znaleźć się „u siebie”*

Darven - 2011-03-18 16:55:37

*Grodzie mostka rozsunęły się w towarzystwie cichego szumu. Do środka wkroczył Darven, od razu rozglądając się za Generałem. Wyglądał jak zawsze - w połowie człowiek, w połowie maszyna. Tam, gdzie nie było widać charakterystycznego metalu, tam ciało okryte było egzotycznie zdobioną szatą.*

Gen. Qymaen - 2011-03-18 16:58:46

*generał tez wyglądał charakterystycznie i malował się na pierwszym planie, dzis szczęśliwie blisko grodzi. W całkiem niezłym humorze i kondycji, nie zastanawiał się nad niczym szczególnym. Wyglądało na to, ze patrzy na komunikator który informował miganiem o nieodebranym połączeniu.
Na szczęście wszedł Darven i generał mógł przenieść uwagę na ciekawszy obiekt*

Darven - 2011-03-18 17:10:51

*Darven skłonił się, wprawiając w ruch ciemną, długą pelerynę.* Witaj, Generale. *Spojrzał na cyborga żywym okiem, prostując się powoli.* Przyszedłem porozmawiać. Ostatnio mieliśmy niewiele okazji do spotkań. *Uśmiechnął się lekko, stawiając wolne, ciężkie kroki na drodze do wnętrza mostka.* Liczę, że nie przeszkadzam zbytnio.

Gen. Qymaen - 2011-03-18 17:15:23

*Qymaen zakaszlał. Nadal stał zgarbiony, jak zawsze. Jego peleryna spływała nienagannie, nawet załamywała się w miejscach w których właściciel sobie tego życzył.
Oparty dłonią o blat terminala, odwrócił się w kierunku Darvena, który oto właśnie wkraczał na mostek*
Ano w istocie, Darvenie, witaj. Cisza w eterze, jeśli nie liczyć dziwnych wiadomości które są wysyłane do mnie z kanału rady cochrelu

Darven - 2011-03-18 17:26:46

*Zatrzymał się przed stołem taktycznym, opierając o niego metalową dłonią. Odwrócił się w stronę Qymaena.* Dziwne wiadomości z kanału rady Cochrelu? *Zapytał, podnosząc lekko brwi.* Tak się składa, że ja też mam dla Generała wiadomość. Niestety, nie najlepszą. *Spojrzał Qymaenowi w oczy. Nie miał ochoty dzielić się z nim tak wredną informacją, ale to był jego obowiązek.* I chyba też dziwną...

Gen. Qymaen - 2011-03-18 17:30:19

*W złotych oczach ukrytych za maska czaszką zabłysło zainteresowanie – o czym ten Darven mówi. Dawno się nie widzieli, to prawda, ale gdyby to było coś bardzo ważnego to powiedziałby od razu. Wiec to może coś mniej ważnego. Generał wbrew pozorom był bardzo przychylny informacjom mniej ważnym. Nie zawsze je wykorzystywał, czasem zatrzymywał dla siebie, a  czasem dopisywał takie teorie że głowa mała*
o co chodzi?

Darven - 2011-03-18 17:40:49

Otóż... *Zawiesił na chwilę głos, podnosząc głowę. Wyglądał tak, jakby mówienie o tym wywoływało w nim trudność, nadal jednak patrzył na Generała, najwidoczniej zdecydowany, by mu o tym powiedzieć.* Niedawno przeprowadzone zostały na mnie rutynowe badania, takie kontrolne, ostatnio ich trochę było w związku z monitorowaniem mojego stanu zdrowia po operacji... Prawdę mówiąc, nie spodziewałem się otrzymać złych wiadomości. *Przełknął ślinę, odbijając się o stołu. Zaczął niespiesznie stawiać kroki. W ruchu było łatwiej myśleć.* Okazało się, że rozwinął się we mnie złośliwy nowotwór. Lekarze z Hypori uważają, że podczas przedrukowania komórki raka sklonowały się razem ze zdrowymi tkankami. Po prostu, któregoś dnia obudziłem się ze złośliwym nowotworem zamiast niegroźnego guza. *Zatrzymał się, patrząc uważnie na Generała.* Na operacje jest już za późno, muszę podjąć leczenie. Gdyby się nie udało, dano mi około roku czasu. Nieco niefortunnie. Uważałem, że Generał powinien o tym wiedzieć. Przykro mi, że nie miałem w zasobach przyjemniejszej wiadomości.

Gen. Qymaen - 2011-03-18 17:50:43

*Reakcją był spokój, zamyślenie i chwila ciszy, po której generał odrzekł tylko krótkie* przykro mi
*Co nie znaczy ze się nie przejął. Przejął się i to bardzo. Darven miał być tym który przejmie jego miejsce. Teraz, kiedy jest śmiertelnie chory – nie może.
Nawet w takiej chwili nie mógł przestać być analitykiem*
wyślą tkankę do instytutu, być może mają coś na zahamowanie tego nowotworu

Darven - 2011-03-18 17:57:56

Być może, nie zaszkodzi spróbować. *Pokiwał głową.* Osobiście, posiadam dość dużą wiarę w szanse na wyleczenie, ale zawsze trzeba założyć różne możliwości. Nigdy nie wiadomo co będzie, co nie zmienia faktu, że w żadnym wypadku nie zamierzam się poddawać i z całą pewnością będę trwał na stanowisku tak długo, jak tylko mi zdrowie pozwoli. *I to powiedziawszy, przeszedł parę kolejnych kroków, tym razem w stronę Generała.* A z tych lżejszych wiadomości, to zakon uczynił Hakona ich przedstawicielem w Cochrelu, ED i Seco wrócili z Ordo, różne takie ciekawostki. Nash sobie poleciał - chwała mocy. Tak właściwie, to i z mojej strony nic szczególnego, ostatnio mamy spokojniejszy okres. *Uśmiechnął się.* Wiadomo coś w sprawie planu Admirała?

Gen. Qymaen - 2011-03-18 18:06:07

*Gadzie oczy zmrużyły się ale bynajmniej nie był to uśmiech. W lekkim półmroku mostka długa metalowa listwa na jego przedramieniu błysnęła bielą, kiedy ręka mijala pelerynę, żeby zagiąć się za plecami. Choroba generalska przenoszona przez niego.*
Plan admirała… wygląda na to, ze najlepszy okres na jego realizacje już minął, wiec nie wiadomo, jaka podejmą decyzje. O reszcie wiem. Wiem także, ze w sprawie owego EDa dziś nie odebrałem wiadomość z kanału rady cochrelu, bo mi się nie chciało rozmawiać z tą „ślicznotką” *Ręka ktorą opierał się o blat podniosla palec na komunikator*
I zwarzywszy na stan zdrowia – nie przepracowój się. Stres to przyjaciel nowotworu

Darven - 2011-03-18 18:14:37

Prawdopodobnie tak. *Mruknął odnośnie planu przymierza, patrząc na migające za szybą gwiazdy. Zmrużył wściekle oczy, kiedy okazało się, od jakiej "panienki" pochodzą wiadomości z kanału rady cochrelu. Wyglądało na to, że nie zgodziła się na ostatnio zaproponowaną, wyższą cenę, pewnie chce przylecieć po ED'a - tak przynajmniej myślał Darven. Na samą myśl go mdliło, miał nadzieje, że ostatecznie się zgodzi. Westchnął ciężko.* No właśnie... Kompletnie zwaliłem negocjacje o kupno Eda, to porażka, do której muszę się przyznać. Strasznie mnie to męczy. Chyba straciłem formę i teraz muszę znosić konsekwencje błędów.

Gen. Qymaen - 2011-03-18 18:21:27

*Generał miał zgoła inne podejście do droidów, także do tego, niż Darven. Dochodziły go słuchy, ze droid „oswoił się” i nie odnosi się wrogo do załogi. To sprawiało, ze mu nie przeszkadzał. Darven chciał go kupić – dobrze, będzie droid Darvena, Darvenowi się należy skoro chce.
No ale skoro zawalił, to zawalił*
Kupisz sobie drugiego *Rzucił Qymaen, i miała to być w jego mniemaniu pociecha*

Darven - 2011-03-18 18:33:28

Wiem, wiem, to tylko droid, ale... Odnoszę wrażenie, że go zawiodłem. Ta kobieta go zabierze i przetopi, tylko po to, żeby mi zrobić na złość. Nigdy nie spotkałem się z maszyną, która ma aż tak mocno rozwiniętą osobowość. Fatalnie to rozegrałem, nie mam żadnej smykałki do handlu, a i do tej uprzejmej, pełnej sztuczności negocjacji nie do końca się nadaję. *Przetarł twarz.* Denerwuje mnie to, ale niewiele mogę już zrobić. Wymknęło mi się to spod kontroli. *Odwrócił się.* No i widzisz, taki ze mnie dziad, ciągle jakieś ponure wiadomości. Muszę pojechać do sanatorium, albo do jakiegoś galaktycznego SPA, żeby mi wypolerowali pancerz. *Zaśmiał się cicho, patrząc na Generała przymrużonymi oczami.*

Gen. Qymaen - 2011-03-18 18:37:51

No i właśnie dlatego od handlu cochrel ma inne pijawki które kupi. a wszystko i sprzedadzą wszystko. Nie bój się, ona nie sprzeda niczego taniej niż by mogła, bo jej by to spać nie dało. Bez dwóch zdań już na tego droida ustawiła się kolejka, to cenna maszyna
*Oderwał się od terminala do którego przywarł i przeszedł pare kroków*
Tylko ze ten droid był obiektem badań, jak pójdzie w prywatne ręce kogoś obcego, to po badaniach. No ale to już nie moja sprawa. a  wypoczynek by ci się przydał, Darven. Podbić ci zwolnienie? Nie brałeś urlopowego od początku naszej współpracy…
*Odwrócił się twarzą do Darvena, by spojrzeć na niego pytająco*

Darven - 2011-03-18 18:48:58

No właśnie, był obiektem badań, poza tym, nawiązałem z nim więź, szkoda mi go... Może jeszcze mi się uda coś zdziałać. Wiesz, że nie lubię dawać za wygraną. *A potem wysłuchał słów Generała i tak patrzył, patrzył, zastanawiał się dobrą chwilę.* Tak prawdę powiedziawszy, to nie mam pojęcia gdzie ja bym się mógł wybrać. Nie myślałem o tym nigdy za wiele, chyba nie mam takiego Naboo - jak Hakon - którego bardzo chciałbym odwiedzić... Większość życia spędziłem w korporacji. Jedyna przeszłość, która się szczególnie odznaczyła, to te lata, które spędziłem w swoim zakonie, ale prawdę mówiąc, nie wiem, czy nie bałbym się wracać na tą planetę. Nie wiem co się tam działo, może już tam nikogo nie być. Sam nie wiem... Musiałbym się nad tym porządnie zastanowić. Ale zapewniam, że gdyby mnie Generał potrzebował, to jestem gotowy zająć się jakąkolwiek sprawą. Może ci z przymierza coś ruszą.

Gen. Qymaen - 2011-03-18 18:56:10

Możliwe ze chcą ci zrobić na złość i ci go nie sprzedadzą ot tak, co by było całkiem logiczne, niektórzy nie potrafią inaczej. Najlepiej kogoś podstaw. Na przykład tego durnia Gawila. *Odwrócił się, i przemaszerował kolejne kilka kroków, stukając demonicznie durastalowymi szponami o metalowa podłogę. Już mógł robić jakiś użytek z intelektu, myśleć, planować. Już generał zadowolony* No to może poleć sobie z Hakonem na Naboi. A nóż ci się spodoba, podobno tam ładnie. Może trochę ryzykowne, ale to planeta turystyczna, tam bez przerwy jest ruch. Kup sobie EDa i jedźcie w trójkę
*zatrzymał się nagle, i zmrużył oczy zadziornie*
Albo na Tython leć buraki kopać

Darven - 2011-03-19 12:39:07

To ma sens, pomówię potem z tym całym Seco. Jego żona strasznie lubi droidy, nie byłoby nic dziwnego w tym, że chciałby jej "prezent" sprawić. *Zastanowił się chwilę, na powrót patrząc w gwiazdy za szybą. To, że nie chcą mu sprzedać droida, wcale nie znaczy, że komuś innemu by nie sprzedali.*
A z tym Naboo to muszę się zastanowić, ale to wydaje się być dobrym konceptem. Hakon zawsze chciał tam lecieć, to wreszcie poleci, a że oczy ma nowe to i zobaczy wszystko, Ed też powinien być zadowolony, tam duże przestrzenie są. A i mi trochę wolnego pewnie dobrze zrobi. *Uśmiechnął na myśl o wycieczce w takiej różnorodnej grupie.* Ja to bym się bał lecieć na Tython, wyleciałbym pewnie z urazem psychicznym. Widok tych wszystkich biednych rycerzy, którzy w trudzie i znoju pracują na plantacjach buraków byłby przybijający...

Gen. Qymaen - 2011-03-19 12:43:47

No i problemy się porozwiązywały *mruknął generał, samemu także odwracając się w stronę gwiazd. Dla niego nie było już innego odpoczynku niż gwiazdy za szyba, mostek kapitański. Chwilę tak popatrzył, po czym zaśmiał się niespodziewanie, co się zakończyło atakiem kaszlu, jednak szybko opanowanym.
Buraki działają na wyobraźnie*
O tak, zdecydowanie zbyt delikatną masz psychikę by oglądać takie sceny, Darvenie.

Darven - 2011-03-19 12:55:07

Niestety. *Mruknął, wpatrując się w widok za iluminatorem. Spędził w takiej pozycji jeszcze dobrą chwilę.* No nic, muszę iść pogadać z Gawilą, może uda się tego Eda kupić. Dziękuję za rozmowę, czas wprowadzić podsunięte rozwiązania. Do zobaczenia, Generale. *I to powiedziawszy, skłonił się dworsko, by zaraz potem ruszyć do wyjścia, a potem szukać pewnego kaleesha nazywanego durniem.*

Gen. Qymaen - 2011-04-12 12:47:37

*rzecz działa się na drugi dzień po wizycie przedstawicielstwa Unii Technokratycznej. Na spotkanie generał się nie stawił, obnosząc się tym samym z jawną niechęcią wobec pani A. No ale odwiedziła go, porozmawiali, po czym generał… nie przejął się. Wieczorem przejrzał raporty. Nad ranem, po rozpoczęciu „doby urzędowej”, czyli kolo 9 do Darvena zostało wysłane wezwanie na mostek*

Darven - 2011-04-12 12:54:23

*Cóż więc - Darven się stawił. Nie zwlekając, wkroczył na mostek. Wyglądał tak jak zawsze. Twarz prezentowała oznaki zmęczenia, czyli - w tym przypadku - nieprzespanej nocy. Tam, gdzie ciało nie było przykryte durastalą pancerza, tam widać było egzotycznie zdobioną, utrzymaną w ciemnych barwach, szatę. Za cyborgiem ciągnęła się peleryna.* EXO statku "Widmo II" stawia się na służbie. *Rzekł, salutując. Stanął wyprostowany, parę metrów od wejścia. Poszukał wzrokiem charakterystycznej, dużej postaci.*

Gen. Qymaen - 2011-04-12 12:57:43

*Mostek był pusty, co znaczyło ze zbierało się na poważną rozmowę. Ale generał nie wyglądał na wściekłego. Nie wyglądał na nic, był nieodgadniony, rozłożony w fotelu. Naprzeciwko już czekał drugi fotel. Obok fotela generała, na stole taktycznym kupka papierów*
Spocznij. Tutaj *szponiasta dłoń wskazała gdzie ma spocząć. Na fotelu na przeciwko.*

Darven - 2011-04-12 13:01:36

*Darven przejechał wzrokiem po całym pomieszczeniu. Pusto. Oklapł nieco, słysząc pozwolenie na przejście w stan spoczynku. Podszedł do wskazanego miejsca, by zaraz potem opaść na nie lekko. Oparł dłonie o oparcia fotela i spojrzał uważnie na Generała.* Tak? *Zapytał po chwili. Zauważył kupkę tajemniczych papierów, które wyścielały stół taktyczny i to na nich skupił teraz uwagę, nieruchomiejąc.*

Gen. Qymaen - 2011-04-12 13:05:03

*generał stłumił kaszlnięcie. Na mostku było mroczno,. Przyciemnione światła. Z tyłu za generałem bezkres kosmosu, on sam tonący w wielkim fotelu, i lśniący trupią Biela, jakby był szkieletem olbrzyma.
A złote, zamglone oczy wpatrzone w Darvena zdawały się świecić własnym światłem*
O wczorajszym będziemy rozmawiać *wycharczał bez ogródek, i niezbyt oficjalnie. O „wczorajszym”*
Jej wersje już znam, teraz słucham Twojej

Darven - 2011-04-12 13:14:46

*Westchnął.* A co ja mogę powiedzieć? *Rzekł, kierując wzrok z powrotem na Generała.* Ed zniknął. Wysłałem go na Tythona, to prawda. Ale formalnie rzecz biorąc nie zrobiłem nic złego, bo ani nie miałem dbać o to, by droid Lipinii był cały i zdrowy na Widmie, ani też na ten moment nawet ona nie jest mi w stanie udowodnić, że go zabrałem... Zresztą, nawet nie zabrałem. Pozwoliłem na to, by Dżedaje go zabrali na Tython. *Złączył dłonie, przechylając się w fotelu. Spojrzał Generałowi w oczy, czyli jedyny jego żywy element, jaki widoczny był z zewnątrz.* Zrobiłem tak, jak Generał mi radził. Podstawiłem Secorshe. Wszystko było oh ah, przygotowane. I nie. Nie zadziałało, a miałem nadzieje. Jest jakiś inny klient, który sobie - jak twierdzi Lipini - podbił cene do trzynastu milionów. Zanim tak się stało, załatwiłem Edowi wczasy na Tythonie, by - w razie czego - ta kobieta nie mogła go zabrać. To miało być "awaryjne". A jak jest, to Generał sam widzi.

Gen. Qymaen - 2011-04-12 13:20:48

Ona jest w stanie to udowodnić *odparł spokojnie generał, tylko w  tym miejscu przerywając. Dalej już czekał aż Darven skończy, słuchając ze spokojem. Jednak nie było już w jego oczach tego charakterystycznego rozbawienia sprawami błahymi, a  lekka złość.*
Nie możesz dopuścić, by doszło do procesu. Polowa mojej załogi pójdzie siedzieć. Ja tego wstydu nie przeżyję. *Generał przewalił jedynym widocznym żywym elementem swojej osoby, czyli oczami*
Jeśli cena osiągnęła 13 milionów, to musiało być kilku klientów. Albo rzeczywiście tak było, albo blefuje. Ale nikt nie da takich pieniędzy za droida którego nie widział, a tym bardziej za droida którego nie ma. Nie ma co – namieszałeś, albo raczej – namieszało się, i jesteś na pozycji przegranej, do tego Fler na topór nad głową. Ale mam alternatywę… ale będzie trochę to od ciebie wymagało, hm… honoru *gadzie oczy się zmrużyły, jakby dodawały: a to boli*

Darven - 2011-04-12 13:30:20

*I Darven słuchał, patrząc na Generała. Wypowiedział się dopiero na samym końcu.* Sprawy wymusiły na mnie takie działania, miałem na to znikomy wpływ. Teraz wszyscy uważają, że powinienem był zostawić w spokoju sprawę Eda, bo nie byłoby problemu. Wzięłaby sobie go kobieta i koniec. Przepraszam - robiłem co uważałem za najlepsze. Nie sądziłem, że dojdzie do sytuacji, w której z powodu droida nad Generałem zawiśnie groźba takich problemów. Nie spodziewałem się tego. I od samego początku jedyne co robię, to próbuję go wykupić. Popełniłem jeden błąd na początku i to się za mną ciągnie, jakby los chciał się zemścić. Ciągle próbuję wyratować sytuacje, a to się piętrzy i piętrzy. *Rozłożył dłonie.* Połowa korporacji by mnie wyśmiała, bo to z powodu "głupiego droida". Przepraszam. Ostatnie czym bym chciał być, to problemem. *Teraz zaś zamilkł, słuchając o alternatywie. Zmarszczył brwi, spojrzał na Generała pytająco. I czekał, nie bez obaw.*

Gen. Qymaen - 2011-04-12 13:39:40

*Szponiasta dłoń uniosła się na wysokość twarzy generała. Palce zacisnęły się i rozprostowały. Przyglądał się swojej dłoni jak rzadkiemu okazowi egzotycznego drapieżnika*
Niektórzy lubią kombinować. A prawo im na to pozwala. Twoje posunięcia nie były złe, i nie obchodziły mnie aż do tej pory, bo teraz mnie dotyczą, wiec ja tą sprawę zamknę.
*złote ostre spojrzenie przeskoczyło na twarz Darvena*
Wieczorem będzie rzeczoznawca który oszacuje faktyczna wartość Eda na podstawie dokumentacji i zeznań świadków. Weźmie tez pod uwagę to, ze to egzemplarz unikatowy. Ale to nie będzie 13 milionów. Międzyczasie ty skontaktujesz się z panią L., przeprosisz ja serdecznie, powiesz, ze nie powiedziałeś jej wczoraj prawdy, bo sam miałeś niepotwierdzone dane, no ale droid w maszynowni łaził, cos się zepsuło, i został wciągnięty w tłoki i nawet śrubka z niego nie została. Będziesz miał na to dokumenty, także świadka. Jeszcze raz panią przeprosisz i powiesz ze rzeczoznawca jest już na miejscu, i cała kwota za Eda zostanie jej zwrócona. I to będzie tyle, ile on jest rzeczywiście wart.
Jeśli dalej będzie chciała robić procesu, to pozwie nas o zniszczenie jej mienia. Wygra, a  my zapłacimy jej grzywnę, bo za droida i tak i tak zapłacimy. I niech nas pocałuję w dupe.

Darven - 2011-04-12 13:47:18

Aha. *Powiedział po chwili, patrząc uważnie na Generała. Trawił słowa ów alternatywnego pomysłu.* Jak Generał chce. *Powiedział w końcu.* Ale zastrzegam sobie prawo do popełnienia uroczystego samobójstwa zaraz po tym, jak ją przeproszę... Za cokolwiek... *Westchnął, kierując spojrzenie w kosmos migający gwiazdami zza grubej szyby.* Ta kobieta mnie zabije. Poważnie. Ale zrobię jak Generał chce. Przykro mi, że narobiłem takiego bajzlu.

Gen. Qymaen - 2011-04-12 13:52:20

Proszę bardzo. Bo i tak Naboo ci przepadnie *wszystko pójdzie na sfinalizowanie Eda. Generał szacował, ze będzie to niecały milion. Jeden.*
przepraszanie to nic złego. Nie musisz czuć skruchy. Zadzwonisz – porozmawiasz, wyślesz kwiaty, dasz treść przeprosin do kilku stacji, nie będzie tam widać twojej twarzy.
Zapłacimy, akt własności wtedy zostanie zniszczony, ale według prawa Ed, czy tam pamięć po Edzie będzie należała do tego, kto był odpowiedzialny za jego „zgon”. Więc jak się cudownie odnajdzie to będzie twój. Dlatego musisz się ukorzyć i wziąć całą wine na siebie. A jak dalej będzie chciala się sądzić, to ją się postraszy

Darven - 2011-04-12 13:59:26

*Uśmiechnął się.* To tyle jeśli chodzi o proponowany urlop. *Machnął ręką.* Odpocznę po śmierci. Najwyżej wydębię od Solusa zwolnienie lekarskie... *I cóż, sprawy słodkiej Lipini już nie komentował, choć wyraźnie było mu to nie w smak, ale cóż - trzeba zacisnąć zęby. Ów brak dalszej reakcji był milczącym pozwoleniem. "Dobrze, zrobię tak, wyślę jej czekoladki, pochwalę urodę...".* Nie nadaję się do tego wszystkiego. Już nigdy nie będę negocjował kupna jakiegokolwiek przedmiotu z jakąkolwiek istotą pokroju Lipini. Zostawię to innym. Na moc, do czego to doszło.

Gen. Qymaen - 2011-04-12 14:04:17

mimo wszystko wolałbym, żeby to doświadczenie zaprocentowało na przyszłość, czyli żebyś długo żył bogatszy o nową wiedzę *Tym razem zakaszlał dwa razy i oparł się władczo w swoim fotelu. Stratedzy mają we krwi takie „kombinowanie”. Darven miał szczęście – nie musi niczego kupować od generała. Może nie był pokroju Lipini, ale nie byłby to łatwy kontrahent.*
Mam nadzieje, ze dobrze się czujesz, no ale pamiętaj, ze jesteś śmiertelnie chory, wiec już teraz pomyśl o tym, co stanie się z  Edem po twojej śmierci. Jeśli nie określisz spadkobiercy, Ed przejdzie na własność Cochrelu. Albo znowu Lipini

Darven - 2011-04-12 14:10:08

O nie. *Uniósł dłonie, jakby chciał się obronić przed atakiem niewidzialnego zwierza.* Tylko nie to! Naprawdę. Zapiszę specjalne przeciwwskazanie co do jakiegokolwiek dziedziczenia przez Lipini jakiejkolwiek mojej własności. Choćby tajemniczy wirus zdziesiątkował całą galaktykę i zostawił tylko ją, bo za brzydka, to nie dostanie niczego. Tak mi dopomóż, o mocy. Mam nadzieję już nigdy, przenigdy nie spotkać tej kobiety jak to się skończy. *Teraz zaś uniósł organiczną dłoń do brody, pocierając ją lekko.* Eda w spadku dostanie... Hakon. Jeśli się zgodzi. Chociaż, z drugiej strony, mam nadzieję nie umierać zbyt szybko. Ale wiadomo jak to jest z nadziejami.

Gen. Qymaen - 2011-04-12 14:20:30

*Słuchając tego wywodu po prostu się zaśmiał, bo jak inaczej to podsumować. Darven czuł zarazem złość i ulge, bo jest szansa by z tego wyjść, i oby Lipini niczego nie wymyśliła. No ale w koncu powinna poczuć, że tutaj jest niebezpiecznie. Dlatego w roli świadka będzie występował… sam generał. *
Hakon. Bardzo dobry wybór

Darven - 2011-04-12 14:37:24

Też mi się tak wydaje. Podejrzewam, że mając pod opieką Eda na Tythonie, zbliżył się do niego. Zresztą, Hakon zawsze był mądry, spokojny. Ed mu ufa. Poradziłby sobie. *W istocie, Darven nie musiał długo szukać w celu znalezienia spadkobiercy. Jedynym kandydatem był jeszcze Generał, ale on, wiadomo, nie pałał wielką miłością do robotów, ani by się mu też nie chciało pewnie użerać z Edem, mając ważniejsze sprawy na głowie. Tak więc, Hakon wydawał się najlepszym wyborem.*

Gen. Qymaen - 2011-04-12 14:43:37

*Generał by go tak nie rozpieszczał jak Darven i Hakon. Generał miał typowe, konserwatywne podejście do droidów: to są rzeczy i tyle. Nawet jeśli mają jakąś tam osobowość, to nadal to rzeczy i mają służyć swoim panom.
No i generał nie wiedział o krysztale. To znaczy – o jego właściwościach*
Własność kwestia umowna bo z tego co wiem to on i tak i tak się nie słucha

Darven - 2011-04-12 14:49:04

No nie wiem, nie zauważyłem, by zrobił coś wbrew woli pana, a tym bardziej złego. Z tego co wiem, był oddany w stosunku do tego staruszka z Ord Cestus. Wcześniej zaś musiał masowo wykonywać rozkazy. Na pewno jest rozgoryczony i nieufny, ale słucha co się do niego mówi. Choć, nie da się zaprzeczyć - ma własny intelekt, ma własne zdanie. *I to powiedziawszy, spojrzał znów na gwiazdy migające za szybą.* Jakoś to będzie z tym wszystkim. Najwyżej skończę w więzieniu. *Uśmiechnął się.*

Gen. Qymaen - 2011-04-12 14:59:15

Miejmy nadzieje ze twój dwutonowy przyjaciel będzie ci na tyle wdzięczny, ze cie czasem odwiedzi w  tym wiezieniu. *rzekłszy to sięgnął po jeden z papierów, a właściwie po cały plik i zaczął je przeglądać*
To wszystko, Darvenie, Mosz odejść i ułożyć sobie piękną mowę

Darven - 2011-04-12 15:05:01

*Pokręcił głową.* Wspaniale. Już pędzę niezwłocznie do mojej królewny. *Wstał, skinął głową.* Przyjdź na pogrzeb. Albo do więzienia. Do zobaczenia. *I to powiedziawszy, ruszył do wyjścia.*

Fler - 2011-05-22 15:17:53

*Zgodnie z zaproszeniem, tudzież życzeniem Darvena by zobaczyć się z nia, Fler pojawiła się na mostku. nie bywała tu często. szczerze mówiąc – była tu pierwszy raz bez Qymaena. uderzył ją chłód otwartej przestrzeni i pustki tego miejsca bez znajomej przygarbionej sylwetki.
Wiedziała, ze cos się stalo. nie wiedziała jednak dokładnie – co. podejrzewała, ze ma to jakiś związek z rozmową jaką tu odbędą*

Darven - 2011-05-22 15:30:05

*Fler przywitał półmrok. Z całą pewnością nie miało to na celu budowania nieprzyjemnej atmosfery - po prostu Darven uważał, że zbyt mocne światło dekoncentruje, więc zamiast energii ostrych lamp, na mostku funkcjonowała delikatna poświata bijąca od ów urządzeń. Niezamierzonym efektem tej zmiany stał się klimat - mostek zaczął być miejscem, w którym łatwo można się wyciszyć, widząc za szybą bezkres kosmosu. Czy to dobrze, czy źle - zależało już od preferencji osoby, która na nim przebywała. Darven siedział na fotelu dostawionym do prostego, metalowego stolika. Spoczywały na nim różne drobiazgi - kawa, herbata, drobne słodkości czy ciasteczka, dwa talerzyki i filiżanki. Na mostku było spokojnie. Wyglądało na to, że zostały tylko osoby niezbędnie potrzebne.
Kiedy Darven ujrzał gościa, podniósł się, by go stosownie przywitać. Na oko przybyło mu z czterysta lat. Garbił się bardziej niż zwykle, ale to nie przeszkodziło mu w powitaniu Fler ze stosownymi honorami. O niczym nie zapomniał.* Słyszała już pani niedawne wieści? *Rzekł spokojnie, wskazując jej miejsce przy stole.* Myślę, że zasługuje Pani na informacje z pierwszej ręki. *Dodał po chwili, kierując się do swojego miejsca.* Nigdy nie byłem za tym, by powstawały jakieś niedomówienia.

Fler - 2011-05-22 15:36:38

*Kobieta skinęła głową,. proste, spływające kaskadą włosy zdawały się jeszcze czarniejsze, smutniejsze i żałobne. nawet miedziane oczy straciły zycie.
Darven także wyglądał kiepsko. Ile swojej energii pożyczał im Qymaen.
Z cichym westchnieniem skierowała się do stolika. wysiliła się na uśmiech, nieudany, wręcz żałosny. Darven nie mówił nic osobistego, nic co mogło by ją dotknac. A ona nie potrafila odpowiedzieć. znowu wiec skinęła głową, na znak: mówi, ja na razie tylko posłucham…*

Darven - 2011-05-22 15:51:27

*Darven sięgnął ręką po dzbanek, by nalać sobie herbaty. To samo zaproponował Fler - podanie jej kawy lub herbaty, jeśli chciała.* Generał został przetransportowany w ciężkim stanie na Hypori. Proszę o tym nie mówić innym osobom, nie podałem tego do oficjalnej wiadomości. *Rzekł, w akompaniamencie lejącej się do filiżanki cieczy.* Doznał czegoś w rodzaju ataku. Było z nim naprawdę źle. Cóż, powinniśmy oczekiwać najgorszego. Jego stan zdrowia nie pozwala zachowywać większych nadziei. *Przysunął filiżankę do ust, by upić trochę herbaty.* Gdyby pani chciała, mogę pani umożliwić podróż tam, w końcu jest pani jego przyjaciółką, ale teraz i tak nie uda się pani z nim porozmawiać. Nie wiem jeszcze jak zdiagnozowali ten przypadek lekarze, ale niebawem powinni powiedzieć, jak duże ma szanse, jeśli w ogóle, by wrócić do formy. *Niewątpliwie Darven nie czuł się najlepiej, w końcu stracił w jednej chwili niemal wszystkie bliskie mu osoby. Obawiał się, że straci następną, tę, której najwięcej zawdzięczał. Brak Generała na mostku Widma udzielał się chyba wszystkim. Ale zaproszenie tutaj FLer było też pretekstem do zwykłej rozmowy. W takich chwilach odczuwa się samotność.* Co do porwania statku Eda i Hakona - niewiele nowego mi wiadomo. Wysłany krążownik nie podołał. Wygląda na to, że mamy do czynienia z czymś znacznie większym, niż przypuszczaliśmy. Nie ma mowy o piratach. To strasznie zaawansowana technologia - to co przedstawili mi oficerowie "Alekto", to coś, w co naprawdę trudno uwierzyć. Strasznie mnie to martwi.

Fler - 2011-05-22 16:12:07

*Gestem poprosiła o kawę. miała nadzieje, ze tak jest mocna. słowa Darvena zaciskały obręcz na jej sercu. zabierały oddech, ale trzymała się, przypominając sobie dawne nauki jedi. kontrolowanie emocji, choć na wieść o śmierci przyjaciela, bliskiej osoby każdy drżał.*
Oczywiście, rozumiem. jakże bym śmiała plotkować po statku o… *urwała, nie mogąc powiedzieć o czym. Ledwo przełknęła porwanie syna. teraz to. jeśli zabraknie generała, to… to będzie koniec.*
Chciałabym się z nim zobaczyć zanim… to znaczyć chciała bym się z  nim zobaczyć w najodpowiedniejszym momencie, na pewno zostaniemy zawiadomieni… *czyli po prostu przed śmiercią, lekarze będą wiedzieć, kiedy jest ten czas na pożegnania. A jeśli nie, to kiedy na odwiedziny. Bo może, MOŻE, w końcu sam Darven powiedział – jeszcze nie wiadomo co było przyczyną i co tak naprawdę się stało*
ale nie imperium? *podniosła wzrok kiedy mówił o statku*

Darven - 2011-05-22 16:50:33

*Darven nie należał do osób, które łatwo dają się porwać "nieszczęściu", ale niewątpliwie los twardo z nim zagrał. To był ten moment, w którym musiał być szczególnie silny. Nie tylko stracił w jednej chwili przyjaciół, wśród których był przełożony - ktoś w rodzaju mentora, ale także spoczęła na jego barkach odpowiedzialność za losy korporacji. Problemów nawarstwiło się w jednym momencie niesłychanie dużo, tajemnicze porwanie zdecydowanie w niczym nie pomagało. Trzech Jedi, Malkit, Ed. To już nie tylko wymiar osobisty, ale i wielki problem natury strategicznej - gdyby ten statek dostał się w niepowołane ręce... A nie wiedzieli nic. Nie znali motywów porywacza, nie udało się z nim skontaktować, nie wiadomo tak naprawdę co sobą reprezentował. Bo na pewno nie był piratem.* O tak, naturalnie. Osobiście mam wielką nadzieję, że uda mi się z nim jeszcze porozmawiać. Na pewno przybędę na Hypori kiedy... Kiedy zacznie się ten proces. Nie omieszkam wtedy pani poinformować i wziąć ze sobą w tę podróż. Oczywiście z całego serca życzę Generałowi, żeby był to "moment, w którym pacjent może już rozmawiać", a nie to... To, o czym pani mówiła. *Starał się mówić delikatnie, spokojnie. Rozmawiali ze sobą tak, by omijać słowo "śmierć", ale Darven wyczuwał, że oboje już się domyślają, jak duża jest szansa na to, aby Qymaen wrócił do zdrowia. Nic nie można zakładać przed rozmową ze specjalistami - to prawda, nic nie jest pewne. Nie da się jednak ukryć, że po tym, co Darven zobaczył, po ostatnim spotkaniu z Generałem... Brakowało mu optymizmu w tej sprawie.* Ze wstępnych ustaleń wynika, że nie. To jedna z niewielu optymistycznych wiadomości w tej sprawie, ale z drugiej strony... Sprawia to, że nie mam pojęcia, jaki motyw mógł kierować porywaczem. Nie chciał się z nami skontaktować. Na pewno nie chodzi o okup, może nawet ta osoba nie zdawała sobie sprawy z tego, jak cenne dla nas wszystkich osoby porwała. Martwi mnie jednak fakt, że mogłaby chcieć wykorzystać technologię, jaką dysponuje ED. Podobnie ma się sprawa z Jedi - w końcu posiadają wiele użytecznych informacji. Proszę jednak wierzyć, że zrobię co tylko w mojej mocy, by ich odzyskać, także pani syna.

Fler - 2011-05-22 16:58:39

Ja wiem *odparła szeptem, skupiając wzrok na czarnej tafli kawę w swojej filiżance. kilka spojrzeń, jakby patrzyła na swoje dziecko, a nie na napój, zanim się napiła, zamykając przy tym oczy ale nie pomogło to przed ucieczka od rzeczywistości.  na szczęście nie myślała teraz o niczym, ta funkcja wyłączyła jej się, jak Dżonemu*
Jak to było? *zpaytala w koncu, nie podnosząc oczu.* Kiedy on… no kiedy to się stalo

Darven - 2011-05-22 17:11:28

*Nabrał powietrza, przysuwając filiżankę do twarzy.* Cóż... *Szepnął, wbijając spojrzenie w blat stołu. Jakby chciał sobie przypomnieć, "jak to było".* Stanął przed moimi drzwiami. Pamiętam jakby to było przed chwilą - zanim zdążyłem zareagować, sam oderwał kontrolkę by dostać się do środka. To było niespodziewane. Od razu wiedziałem, że stało się coś złego, to było widać. Wyglądał jakby wpadł w jakiś szał, jakby był na granicy wytrzymałości. Nigdy nie widziałem go w takim stanie. Zdążył mi powiedzieć, że jego systemy wytrzymają jeszcze dwanaście godzin. Powiadomiłem Hypori, kazałem skoczyć w nadprzestrzeń... Nie rozmawialiśmy. Nie wyglądał na przestraszonego. Pani wie, że zawsze lekceważył kwestię śmierci. Kiedy czekaliśmy na koniec podróży, nie wiedziałem co mogę zrobić. Cała ta sytuacja mnie przybiła. Wiedziałem, jaki jest stan zdrowia Generała, wiedziałem, że to będzie musiało się kiedyś stać, w końcu i tak miał ogromne szczęście, że przeżył Utapu, ale... Ciągle miałem wrażenie, że to niemożliwe. Przyzwyczaiłem się do jego obecności. Nie mogłem uwierzyć, że to może stać się teraz, tak szybko. Miałem wrażenie, że zaczyna umierać jakaś część mnie, zostawiając po sobie pustkę. To wszystko. *Upił parę łyków herbaty.* Generał był... Jest moim przyjacielem. Znam go na tyle, żeby wiedzieć, że on nie czuje tego, co ja. Prawdę mówiąc, wierzę, że w ogóle się tym nie przejmuje. To zaskakujące, jak bardzo można być pogodzonym z końcem. Szkoda, że los wybrał taki moment - teraz korporacja przeżywa trudniejsze chwile. Tak jak mówiłem - wszystko nałożyło się na siebie.

Fler - 2011-05-22 17:35:14

*wysłuchawszy tego w milczeniu pod koniec uśmiechnęła się blado*
Każdy moment byłby najgorszym momentem. *uśmiech nie znikał. ujrzała w pamięci wszystkie momentu w których Qymaen dawał świadectwo tego, jak bardzo jest hardy, i ze się nie boi tego, co ma być na końcu jego życia. i przypomniala sobie jak bardzi ją denerowal jego wzrot „jak dożyjemy”.
A teraz.
Bez generała wszystko się zmieni. ich życie. polityka cochrelu. Ratowanie jej syna.*

Darven - 2011-05-22 17:40:58

*Niewątpliwie. Zawsze, kiedy zabraknie przywódcy, nadchodzą zmiany. Nie oznacza to jednak, że Darven - jako następca Generała - nie będzie przykładał się do nowej roli. Oczywisty problem jest taki, że mając w pamięci Qymaena, zawsze będzie się od niego wymagało więcej, niż zwykle.* Ma pani rację. *I również uśmiechnął się, lekko. Taka prawda, nie da się przygotować.* Jeśli zaś chodzi o porwanie... Zamierzam poprosić Przymierze o pomoc w rozwiązaniu sprawy. Być może wspólnymi siłami uda nam się odnaleźć porwanych. Jedi też nad tym pracują.

Fler - 2011-05-22 17:57:29

*Uśmiechnęła się tym razem szerzej*
Tak, to wspaniały pomysł. kiedyś ten statek musi wyskoczyć, a  sily przymierza chyba są dość rozproszone… *Na szczescie nie czula strachu swojego syna.* a pan? medytowal pan nad tym? *Darven miał chyba jakąś wieź z Edem. mógł czuć jego emocje*

Darven - 2011-05-22 18:08:28

Nie do końca, nie potrafię działać z mocą jak Jedi. *Odparł, spoglądając na Fler.* Zostałem inaczej nauczony. Dlatego, kiedy Jedi stwierdzili, że porwani żyją, mogłem im wierzyć najwyżej na słowo. Na szczęście mieli racje. *Odparł spokojnie, upijając kolejne łyki herbaty.* Mogę jednak szukać jakiegoś sposobu na dotarcie do nich. Nie warto lekceważyć jakiejkolwiek szansy na sukces w poszukiwaniach.

Fler - 2011-05-24 20:01:19

*nie wiedząc co mówić jedynie skinęła głowa. Nie była ani w nastroju, ani specjalnie w stanie by rozmawiać o tym, mogła tylko czekać, zatopiona w medytacji, albo siła woli utrzymującą się w pionie psychicznym. Nie chciała rozdrapywać, musi się teraz wziąć w garść, skupić i nie rozpaść się*

Darven - 2011-05-25 20:22:47

*Cóż - skoro się nie odzywała, to i on nie przeszkadzał. Zajął się swoją herbatą, powoli sącząc ją do końca. W końcu - położył dłonie na stole, zastygając w bezruchu. Spojrzał na Fler.* To wszystko, o czym chciałem powiedzieć. Ma Pani jakieś pytania? *Rzekł spokojnie, widocznie decydując, że nie będzie więcej jej męczył, skoro jej nastrój na to nie pozwalał. Przekazał wszystko, co miał do przekazania.*

Fler - 2011-05-25 20:33:44

*zastanowiła się w milczeniu, kiedy zadał to pytanie, jakby się wahała, lub uważała pytanie które chce zadać na nie na miejscu, ale w koncu się odważyła, bo kiedy będzie lepsza ku temu okazja, jak nie teraz?*
Mieszkamy tu, bo generał przymykał oko na pewne kwestie. Secorsha nie zarobi tyle by utrzymać nasze ekskluzywne mieszkanie. czy p jego… odejściu będziemy musieli wynieść się z  Widma? *oczywistym było, ze to statek wojenny, tu się nie mieszka, tak jak Gawilowie. z resztą - po odejsciu Qymaena wcale by tu nie byli bezpieczni...*

Darven - 2011-05-25 20:47:00

*Darven nadal trwał na swoim miejscu, jak zamrożony. Patrzył spokojnie na Fler, wyczekując pytania.* Nie. *Odparł po chwili, składając dłonie.* Jest wiele spraw, które... Po odejściu Qymeana wymagać będą starannego zastanowienia, ale nie mam zamiaru komukolwiek nakazywać opuszczenia Widma, o ile nie będzie to absolutnie konieczne. Oczywiście, jeśli uzna to pani za bardziej komfortowe, mogę znaleźć jakąś naziemną placówkę Cochrelu, w której pani mąż znalazłby pracę i moglibyście tam mieszkać, nie jest to jednak wcale koniecznością. Decyzja naturalnie należy do was. Jeśli nie będą wam przeszkadzać uroki statkowego życia, to nie widzę przeszkód, byście nadal korzystali z miejsca tutaj. *Cóż, odejście Generała na pewno nie będzie oznaczało gorszego stanu okrętu pod względem technicznym, więc nadal byli tu bezpieczni pod tym oczywistym względem, a co do dyskomfortu psychicznego... Na pewno mógł zaistnieć, chociaż Darven naprawdę starał się, żeby Fler nie poczuła się teraz zagrożona i próbował uczynić zmiany na szczeblu dowództwa tak bezbolesnymi, jak to było możliwe. Nadal liczył na powrót Generała, ale nie wykluczał opcji, że to już może się nie zdarzyć. Wyglądało na to, że zbliżał się okres trudny dla wszystkich.*

Fler - 2011-05-25 20:52:07

Byłoby lepiej i bezpieczniej gdybyśmy opuścili okręt *Odparła spokojnie, ale cicho. statkowe życie miało mało uroków, do tego było niebezpieczne. I nie chodziło tu bynajmniej oz zaniedbania ze strony Darvena. po prostu generał był geniuszem militarnym, i nie było opcji by dać zaatakować Widmo Imperium czy komuś innemu. Kiedy go zabrakło, bo można powiedzieć, ze już zabrakło, bo nie było go fizycznie na Widmie – poczuła się nagle bardzo zagrożona. wcześniej, jak znikł tak nie miała. widać miało to związek z dzieckiem, stała się bardziej wystraszona i zatroskana o synka. w koncu drugi był niewiadomo gdzie.*

Darven - 2011-05-25 21:08:35

*Darven milczał przez chwilę. Przygryzł wargę, jakby się nad czymś usilnie zastanawiał.* Oczywiście, jak sobie pani życzy. *Rzekł, skinąwszy głową. Dostrzegł, że Fler jest zatroskana swoim losem, odkąd Generała nie ma na Widmie. Całkowicie nie mógł jej mieć tego za złe, miała rację. Na pewno nie będzie łatwo zastąpić kogoś, kto za swoje wyczyny militarne zasłynął w wielu miejscach galaktyki, ale z drugiej strony - skoro Qymaen wierzył, że kiedy nadejdzie taki czas, Darven będzie mógł przejąć pałeczkę, to i on nie chciał wątpić w samego siebie. Na pewno będzie w najbliższym czasie bardzo ostrożny, za dużo złego się stało.* Zapewnię pani i pani rodzinie tak dobre miejsce, jakie będę mógł. Jestem wam to winien. Generał na pewno zrobiłby, co byłoby w jego mocy. *Położył dłonie na ręce Fler w pokrzepiającym geście.* Proszę być dobrej myśli, pani syn się znajdzie. Zrobię co tylko będę mógł. Gdyby miała pani jakieś problemy, proszę się do mnie zwrócić. *Spojrzał jej w oczy, skinął głową i ostrożnie cofnął dłonie.* Dziękuję za wizytę. Mimo ponurych okoliczności, było miło panią tu gościć. Proszę na siebie uważać.

Fler - 2011-05-25 21:14:06

*Miedziane oczy o wielkich źrenicach spłynęły spojrzeniem na dłonie, a po chwili smukły zielony kciuk z  naturalnie czarnym pazurkiem stylizowanym na paznokieć podniósł się, by bokiem musnąć skóry ręki Darvena. Uśmiechnęła się przy tym, i skinęła głęboko głową, jakby mówiła bez słow: ufam i wiem.*
Dziękuje. I nawzajem. Pójdę już. do zobaczenia *wstała niespiesznie. skłoniła się w sposób jaki czynią to damy, po czym oddaliła się. zaraz nie było jej na mostku…*

Darven - 2011-05-25 21:20:15

*Darven skinął głową, uśmiechając się lekko, lecz szczerze.* Do zobaczenia. *Szepnął, patrząc na zamykające się grodzie.* Gorących dni i długich nocy *Dodał po chwili, jakby sam do siebie - Fler już zniknęła za mostkiem. Wstał niespiesznie, zrzucając z siebie armię ciasteczkowych okruszków. Przeszedł parę kroków, wymijając zastawiony łakociami stół. Przystanął, spoglądając na bezkres kosmosu za szybą.* Żebyś ty wiedział, stary przyjacielu, jak mi ciebie teraz brakuje.

Arsleksyr - 2011-07-16 21:58:53

*Na mostek wkroczył młody weequay z hieną u boku. Niewysoki, drobny, z  włosami ściągniętymi do tyłu, w swobodnym stroju koloru khaki, na ktorą narzucona była srebrna marynarka cochrelu, założona najwyraźniej tylko na potrzebę tej wizyty*
Dzien dobry, Panie Darvenie. Można? *Odezwał się zbyt wysokim na męski i zbyt niski na kobiecy głosem*

Darven - 2011-07-16 22:07:51

*Na mostku było stosunkowo ciemno, paliły się jedynie wbudowane w sufit, niewielkie lampki, rzucając nikłą poświatę na otoczenie. Darven stał tyłem do drzwi, oparty o stół taktyczny, zastygły niemal jak rzeźba. Był wpatrzony w kosmos płynący za szybą, jak nieżywy - wyglądało to trochę tak, jakby medytował na stojąco. Wszystko to budowało dość ponury nastrój, ale kiedy gość wkroczył do środka, Darven wybudził się nagle, odwracając się.* Dzień dobry, oczywiście. *Skinął głową.* O co chodzi? *Zapytał po chwili, patrząc uważnie na przybysza.*

Arsleksyr - 2011-07-16 22:12:25

*Przybysz wszedł pewnym dziarskim krokiem krzepkiego młodzieńca i skośne oczy, tak podobne do oczu ojca wbił w Darvena. Było to ich pierwsze spotkanie. Dzieci Arsa jeszcze nie miały przyjemności spotkania*
Jestem Lison Resska, półkownik Arsleksyr jest moim ojcem *przedstawił się, zanim przeszedł do sedna*
Wczoraj w nocy pański droid zaatakował rezydenta. Obezwładniliśmy go i zamknęliśmy w sekcji więziennej, Powiadomiliśmy już jedi. Sytuacja jest opanowana, chłopakowi nic nie będzie

Darven - 2011-07-16 22:22:47

Miło mi pana poznać, panie Lisonie. Cieszę się, że mogę pracować z panem i pana ojcem, ja z kolei jestem Darven Saraai, ale to już pan pewnie wie. *Odpowiedział bez zająknięcia. Widocznie uznał, że skoro weequay przedstawił się w ten sposób, to właśnie w taki należy się do niego zwracać, mimo tego, że z papierów bezsprzecznie wynikało - pan Lison to w rzeczywistości pani Lisa. Skinął młodzieńcowi głową, na znak przyjacielskiego powitania. Potem słuchał, w jakiej to sprawie ów się zjawił, zastygając w bezruchu, kiedy dochodziły do niego kolejne szczegóły sprawy. Żyłka na skroni zapulsowała niebezpiecznie, ale poza tym nie było żadnych widocznych, oczywistych oznak zdenerwowania - gwałtownych ruchów czy podniesionego tonu.* Kim był ten rezydent? I dlaczego Jedi został poinformowany w pierwszej kolejności? *Zapytał, zostawiając sobie pytania o szczegóły na później. Bardzo zła to była wiadomość. Darven wciągnął ze świstem powietrze, opierając się rękoma o stół taktyczny.* Monitoring zarejestrował zdarzenie?

Arsleksyr - 2011-07-16 22:31:04

*Młody Weequay, który był w rzeczywistości młodą weequayanką, ale wolał być tym pierwszym i do tego dążył, uśmiechnął się najwyraźniej zadowolony ze takiego młodzieńca tak z szacunkiem tu powitano, zatem szyk i elegancja był utrzymywany dalej*
Poszkodowany to Dakien Tarek, był tu w celach zbierania danych do pracy dyplomowej, z tego co wiem… *Nie, nie wiedział, miał to na kartce, którą zostawił przed drzwiami by nie pokazać nie profesjonalizmu*
Jedi… nie wiem. Pomyślałem, ze jego należy zawiadomić pierwszego. Ale stało się to już po zdarzeniu, jeszcze nie był u droida. Nie chciałem, by to wyglądało jak skarżenie się na nieprawidłowość. Nie mamy jeszcze zapisu z kamer, ale Gawil dostał już rozkazy wyszukania tego zdarzenia i sporządzenia kopii. Z zeznań poszkodowanego wynika, ze droid rzucił się na niego bez żadnego powodu

Darven - 2011-07-16 22:41:43

Aha, no tak. Dakien. Rozumiem. Jakie poniósł obrażenia? *Zapytał, czując, że na karku zwiesiło mu się parę dodatkowych kilogramów. Nie chciał spieszyć z osądami przed dokładniejszym zapoznaniem się ze sprawą, ale narastał w nim gniew. Nie spodziewał się, że wywinięty mu zostanie taki numer.* To proszę zapamiętać - cokolwiek by się nie działo, proszę informować mnie pierwszego. Tak będzie zdecydowanie lepiej. *Rzekł spokojnie, przecierając organiczną dłonią oczy.* Proszę dostarczyć to nagranie jak najszybciej. Gawilowi nie może zająć dużo czasu jego odnalezienie, skoro to stało się ostatniej nocy. Bardzo liczę na obejrzenie tego zapisu z monitoringu. Jak rozumiem, pan pierwszy dotarł na miejsce, tak?

Arsleksyr - 2011-07-16 22:52:06

*Młodzieniec najpierw skinął głową, przytakując przyjęcie pouczenia, a potem się odezwał*
Skomplikowane złamanie nogi, jest już po operacji. To wszystko, co wiem *O zadrapaniu w obdukcji nie wspomniano to tez i Lison nie powiedział tego tutaj, z  resztą nawet nie pomyślał. Hiena posadziła zad na jego stopie i zaczęła dyszeć, zmęczona zyciem, ale wciąż pogodna.*
Gawila niedawno zaczął zmianę, całą noc nie miał dyżuru, wiec nie oglądał tego, a  droid na stanowisku nie reaguje zbyt szybko. Okazało się ze pański droid wezwał pomoc medyczną dosłownie w chwili ataku, czego nie rozumiem. Droidy medyczne zaalarmowały ochronę, a tym samym i mnie. Przybyłem na miejsce i obezwładniłem dropia strzałem z karabinu jonowego

Darven - 2011-07-16 23:02:19

*Spojrzał na hienę, lekko się uśmiechając. Ładnie wyglądała, Darven bardzo lubił egzotyczne zwierzęta.* Skomplikowane złamanie nogi... *Pokręcił głową, powtarzając cicho. Mimo, że mogło to zabrzmieć niedelikatnie - cieszył się, że na tym się skończyło.* Dowiemy się więcej, gdy dotrze do mnie to nagranie. To powinno nam pomóc w znalezieniu rozwiązania. Dziękuję za skuteczną reakcję, być może uratował pan temu chłopakowi życie... Proszę kategorycznie zabronić jakichkolwiek spotkań z Edem. Ma być pod obserwacją, żadnych kontaktów, bez względu na podawany powód - do odwołania. Proszę także uprzedzić Dakiena o mojej przyszłej wizycie, jeśli jego stan zdrowia na to pozwala. Wie pan coś jeszcze w tej sprawie?

Arsleksyr - 2011-07-16 23:09:53

Pozwala. To tylko złamanie nogi *padła odpowiedź, jakby weequay się zdziwil, ze przy złamaniu nogi można sobie być w stanie nie pozwalającym na rozmowę. No ale cóż, w końcu to synek jakiejś szychy był. Skwitował ruchem głowy wszystkie polecenia*
Tak. Droid jest zabezpieczony i zamknie ty. Czy jego opiekuna, Jedi także dotyczy zakaz? Nic wiecej na tę chwile nie wiem, ale… *urwał, zapewne chcąc dokończyć słowami „ale nagranie wykaże” i wtedy tez oficjalny komunikator na mostku zawiadomił o odebraniu pliku z centrum łączności*

Darven - 2011-07-16 23:16:36

*Nie było problemem złamanie, a stan pooperacyjny. Darven tego doświadczył nie raz i wiedział, że pytać kogoś o cokolwiek w takim momencie mija się z celem, a za to nie wiedział, ile Solusowi mogło zająć składanie pacjenta. Jeśli doszedł do siebie, nie było przeciwwskazań. Złamanie to jeszcze nie koniec świata, nawet jeśli ma się bogatego i wpływowego tatusia. Wyglądało na to, że Dakien miał naprawdę wiele szczęścia.* Wolałbym, by Jedi także wstrzymał się z odwiedzinami, przynajmniej do pewnego momentu. Chcę się zorientować w sytuacji. *Rzekł spokojnie, kiedy przyszło nagranie. Darven postanowił odtworzyć je projektorem, tak, by obaj mogli obejrzeć. Włączył film.*

Arsleksyr - 2011-07-16 23:20:39

*Weeqay skinął głową. Projektor oczywiście odpalił. Co było na filmie? Cóz, kamery nie kłamią. Nie było głosu, bo w tej części korytarza zamontowano słabsze kamery, najwyraźniej w myśl zasady ze na stołówkę malo kto przyjdzie kręcić. Filmik pokazał natomiast wszystko to, co było naprawdę z perspektywy trzech kamer: zza Eda, sprzed Eda i znad Eda. Oczywiście wszystko było widac dokładnie. Przede wszystkim: odtwórczynię głównej roli – Urgę*

Darven - 2011-07-16 23:34:21

*Darven stał nieruchomo, obserwując nagranie. Działało na zdecydowaną niekorzyść atakujących - ignorując jakiekolwiek zalecenia i prośby, wyszli sobie na przechadzkę, jakby szukając atrakcji. Wyglądało na to, że kiedy tylko spotkali pierwszą lepszą osobę, postanowili się na niej po prostu wyżyć. Darven nie mógł do końca wiedzieć, co działo się na tajemniczym statku, ale tutaj miał wszystko jak na dłoni, i Dakien jedynym, czym zawinił, to tym, że się tam pojawił. O złej porze i miejscu. Cyborg nie odzywał się dłuższą chwilę. Weeqay mógł dojrzeć, że klatka piersiowa Darvena podnosi się i opada w zdecydowanie szybszym tempie, niż na początku.* To... to zwierzę... *Wyraził się z jasną, nieukrywaną niechęcią. Jeśli Urga zdobyła sobie choć trochę jego sympatii, teraz w spektakularny sposób straciła całe jej pokłady, nie zostały nawet resztki.* To zwierzę ma zostać schwytane i zamknięte. W energetycznej klatce, w sekcji więziennej. Jak najszybciej. *Powiedział, siląc się na spokój, ale ciśnienie podskoczyło mu bardzo wyraźnie. Filtry zakrywające część twarzy automatycznie wzmocniły pracę, przez co zaczęły lekko szumieć.* Jak będzie się rzucać - proszę zastosować odpowiednie środki. *Dodał po chwili, opierając się o stół. Teraz, widząc nagranie, miał pełną świadomość, że to stało się naprawdę. Bo wcześniej nieco wątpił - może ktoś spanikował i przesadził? Ale nie. Ed znalazł chyba najgorsze rozwiązanie tej sytuacji. Nagranie, na którym nie było słychać głosu, nie pozostawiło na oprawcach suchej nitki. Darven nie tylko był wściekły. Czuł także wstyd i zażenowanie. Zawód.* Bardzo proszę, panie Lisonie. To zwierzę nie może stanowić zagrożenia dla mojej załogi ani sekundy dłużej.

Arsleksyr - 2011-07-16 23:39:16

*Lison był idealnym wykonawca woli Darvena, jako ktoś, kogo nie łączyły żadne uczucia ani z Edem ani z  Urgą. Ot – rozkaz. Z resztą rozkazy były logiczne. Jeśli coś jest niebezpieczne, należy to zabezpieczyć. Weequay skinął głową*
Niezwłocznie. Czy coś jeszcze, czy mam zacząć natychmiast?

Darven - 2011-07-16 23:46:43

Natychmiast. Dziękuję za pańską pomoc. *Położył nieznanie drgającą, organiczną dłoń na stole. Darvena tak zdenerwowanego nie widzi się często. Poczuł żal w stosunku do tych, którzy byli w to zamieszani - on usilnie starał się przekonać, że Ed nie stanowi zagrożenia. Właśnie widać, jak nie stanowi. Hakon wziął na siebie ostatnim razem rolę adwokata Eda - bo Darven właśnie o takich sytuacjach mówił. I teraz poczuł, że miał rację, ale jednocześnie było mu z tego powodu przykro. Bo ani trochę nie chciał w tym wypadku jej mieć. Nikt go nie posłuchał. Ed i Urga - nie posłuchali nie tylko jego, ale i Hakona. Jednocześnie miał wrażenie, że zrobił z siebie idiotę - teraz przekonanie o czymkolwiek Arsleksyra nie będzie miało racji bytu. Miał rację. Zniszczono całą pracę, którą on w to włożył. Jakakolwiek pobłażliwość prędko uciekła, a jej miejsce zajęła narastająca wściekłość.* Proszę mnie informować na bieżąco. To wszystko.

Arsleksyr - 2011-07-16 23:51:41

*weequay zasalutował, odwrócił się i wyszedł, a za nim hiena. To niebyło to, co każdy oficer pragnie na swoim statku uświadczyć… Pozwólmy jednak wydarzeniom dziać się dalej*

Darven - 2011-11-04 17:55:28

Od wydarzeń dotyczących HK minęło już trochę czasu. Zaraz po przybyciu, Darven rozpoczął proces "rozeznania" w sprawach Widma, by - jak przystało na dowódcę - silnie chwycić za ster. W końcu nadszedł czas, kiedy pułkownik Arsleksyr został oficjalnie poproszony o zjawienie się na mostku. Miły, damski głos wezwał go na rozmowę z półgodzinnym wyprzedzeniem.

W pomieszczeniu było cicho i spokojnie. Widok na pole asteroid, które przemykało niedaleko, zapierał dech w piersiach. Darven stał wyprostowany, wpatrując się weń w skupieniu. Jego charakterystyczna sylwetka od razu rzucała się w oczy.

Arsleksyr - 2011-11-04 18:01:55

*A ów czas mimo wszystko mijał spokojnie. Synkowie półkownika zwany „Arsami” lub „Reskami” panoszyli się po pokładzie, często głośno się kłócąc, stary Resska opierdzielał ich wojskowym gromkim głosem, i później zapadała ta charakterystyczna pełna tłumionego chichotu cisza. I puste korytarze. Po Wprowadzeniu modernizacji, wymianie niektórych jednostek kadrowych i pozbyciu się rezydentów Widmo opustoszało. Kiedy Arsleksyr szedł na mostek, to można było sie założyć, ze kiedy docierał, słychać go było na rufie.
Ars wszedł na mostek i bardzo szybko dostrzegł Darvena. Przez krótką chwile wyobraził sobie tutaj sławnego generała, który już nie żył. To był jego mostek. teraz to mostek Darvena. Poniekąd – Darven był po trochu jak syn generała, w końcu też cyborg*
Melduje się półkownik Resska, sir *odezwał się tonem służbowym*

Darven - 2011-11-04 18:15:56

Darven odwrócił się, kiedy pułkownik przemówił. Skinął głową.
- Spocznij - rzekł równie służbowo, jak to zawsze bywało przy oficjalnych formułach. - Na początku chciałbym załatwić sprawę HK, bo to nic miłego. Jestem niezadowolony z tego, co się stało, ostatecznie mamy ogromne szczęście, że nie doszło do tragedii. Utrata tego droida byłaby wielkim ciosem, podobnie jak śmierć kogoś z załogi, bo nie chcę mówić o czarnej wersji, według której wszyscy zginęlibyśmy po rozszczelnieniu się statku. Wiem, że przed całym zdarzeniem zajmował się nim pański syn. Z błędów należy wyciągać wnioski, dlatego od dzisiaj zarządzam, że dostęp do tego droida może zostać umożliwiony jedynie na moje wyraźne polecenie. Nie zezwalam na majsterkowanie przy nim. - Spojrzał uważnie na Arsleksyra. - Nie mam zamiaru wyciągać wobec pańskiego syna konsekwencji, raczej liczę na... Ojcowskie upomnienie, jakie mógłby pan wobec niego zastosować. Mam nadzieję, że ten problem nigdy nie wróci, także uważam sprawę za zamkniętą. - Skinął głową, podchodząc do stołu taktycznego.
Jako dowódca, musiał tak zareagować, ale widać było, że to nie była niechęć czy też rzucanie oskarżeniami. Ot, sprawa została zamknięta.
- A teraz chciałem z panem porozmawiać odnośnie ostatnich wydarzeń. Pan już wie, że rada nie wybrała mnie na stanowisko przewodniczącego, odrzuciła także propozycje, jakie sztab złożył odnośnie mojej kandydatury na głównodowodzącego armii. Nie powiem, żebym się takiego obrotu sprawy nie spodziewał... Ale co mnie zaintrygowało, na spotkaniu z tymczasowym przewodniczącym, pewnym generałem, dostrzegłem u niego listę nazwisk, łudząco podobną do tej, którą miał pan sporządzić dla mnie. Chciałbym rozwiązać tę zagadkę. - Uśmiechnął się przyjacielsko.

Arsleksyr - 2011-11-04 18:27:37

*W półmroku mostka stary Resska wyglądał na większego i jeszcze bardziej pomarszczonego. Stał w srebrnym mundurze oficera Cochrelu i śledził ciemnymi, skośnymi oczami ruchy Darvena. Słuchał, nie przerywając. Jak na profesjonalnego wojskowego przystało.*
Savo został już ukarany i upomniany zaraz po zdarzeniu *Na szczęście nie było już tej kici Reginy, kiedy Arsleksyr rozmówił sie z obolałym jeszcze w sali medycznej synalkiem. Pozostałych dwóch śmiało się z nieszczęsnego braciszka jeszcze trzy dni.
Dalej kiedy rozmowa zeszla na inny tor, Ars się rozluźnił i jedna rękę oparł na biodrze*
Tak się składa ze generał Nimret jest na mojej liscie, a ja na jego, bo myślimy podobnie. To nie była moja sprawka, on po prostu jest naszym sojusznikiem…

Darven - 2011-11-04 18:39:14

Znów się uśmiechnął, opierając dłonie o blat wielkiego, stalowego stołu.
- Bardzo się cieszę. Osób podobnie myślących jest nawet więcej wśród samych radnych. Spotkanie było bardzo burzliwe. Próbowałem przemawiać, ale to nie było łatwe, sala była jakby zalana betonem, liczył się tylko głos niektórych, doszło do walki między mną, a zarządczynią federacji - była chyba najbardziej zagorzałą oponentką. Powiem ci, Arsleksyrze, że na własnej skórze przekonałem się, czym stał się Cochrel... Nie dowierzałem do ostatniej chwili, ale jednak. Wielu radnych jest zastraszanych, wielu jest tylko pionkami, którzy biorą pieniądze za głosy. Blokuje się jakiekolwiek reformy, część tylko kwiczy jak knury by wywołać awanturę. Opadły mi dłonie. Albo wezmę sprawy w swoje ręce - ja i mi podobni - albo Cochrel przestanie istnieć. Im bardziej się zwleka, tym gorzej, to jest całkowity rozkład idei, jesteśmy słabi jak nigdy dotąd. Nadzieję pokładam w osobach, które zgodziły się ze mną na sali obrad, oraz w pionie militarnym, w dowódcach których umieściłeś na swojej liście. Podejrzewam, że wśród wojskowych znajdę zrozumienie, to najczęściej osoby ze zręcznymi umysłami taktycznymi, potrafią kalkulować, może też ze względu na Generała podejmą określony wybór. Poszukuję bazy, jakiegoś punktu wypadowego... Może należałoby zorganizować spotkanie z oficerami, których wypisałeś...

Arsleksyr - 2011-11-04 18:46:05

*Ars skinął głową a w tym geście nie było zbyt wiele radości. Niestety, po prostu robiło się źle*
Najgłośniej krzyczą i najbardziej sie stawiają najwięksi udziałowcy. To, co jest teraz, ta sytuacja jest dla nich i ich interesów marzeniem. Pewnie niedługo wyjdą z wnioskiem o zdjęcie z nich podatku. przekupią tych nielicznych głosujących przeciw i wniosek przejdzie. Potem już cochrel będzie ich. *Ars pozwolił sobie usiąść na jednym z wolnych krzeseł lub foteli i myślał chwilę*
Wojskowi zawsze będą za panem. Albo zaczną uciekać z cochrelu…

Darven - 2011-11-04 18:54:52

Darven pokiwał głową. Spojrzał na Arsleksyra smutno.
- Nie zostawię tego, w co wierzyłem przez tyle lat. Zamierzam wykorzystać potencjał, który dostałem w darze. Mam pewne możliwości. Nie jestem w prawdzie Generałem, ale czas płynie, a lepiej na pewno nie będzie. Obawiam się, że cokolwiek ma się stać w najbliższym czasie, Cochrelem wstrząśnie. Skończy się tak, że albo wypłyniemy my, albo oni, ale następnej szansy już nie dostaniemy. Formują się dwa stronnictwa, przy czym nic nie dzieje się jawnie, oficjalnie. Od tego, co się teraz wydarzy, zależy przyszłość konfederacji. Całe szczęście, że chwilowo nie ma większych problemów z imperium, ale przeciwnicy na pewno nie śpią, wykorzystają wewnętrzny rozłam przy pierwszej okazji... Udziałowcy nie rozumieją, że jeżeli ich polityka doprowadzi do końca Cochrelu, nie zostanie nic, co mogłoby obronić ich pieniądze, a nawet i życia - stracą wszystko. Imperium zmiażdży nas, jak przystało na buntowników, a z takiej klęski już się nie odrodzimy. Są krótkowzroczni, może nawet ślepi. Ich działania mogą im przynieść korzyści tylko na chwilę. To środek doraźny.
Westchnął cicho, postukując palcami mechanicznej ręki.
- Jeżeli mam poparcie wśród wojskowych, czas się z nimi spotkać i przekonać, że mogą mi zaufać.

Arsleksyr - 2011-11-04 19:00:48

No własnie – nie ma problemów z imperium,. gdyby były – siedzieli by cicho, bo by się bali. O siebie, o swoje interesy. Wtedy to my byśmy kierowali cochrelem. Imperium jednak przycichło. Jak zaatakuje – nie będziemy gotowi, bo oni nam nie pozwolą. Ale to najczarniejsze prognozy. Spróbujemy coś zrobić. Mamy silnych sojuszników. No i – mamy kasę
*O jakiej kasie mówił Ars? Oczywiście o Edzie. Dla niego kasa Eda to kasa Darvena, a  kasa Darvena to kasa na wyższe cele* Tak, dobrze by było zrobić zebranie sojuszników.

Darven - 2011-11-04 19:12:32

- Musimy zorganizować je jak najszybciej - rzekł w zamyśleniu. Zamilkł na chwilę, spoglądając na interaktywną mapę galaktyczną, wbudowaną w stół. Zmarszczył czoło.
- Mustafar. Zapomniane, nie ma tam Cochrelu, a jest odpowiednio przygotowane, należałoby jedynie przywrócić je do istnienia. Mogłoby posłużyć jako miejsce dla naszego sztabu. - Podniósł wzrok na Arsleksyra. - Możesz zarządzić wysłanie tam odpowiedniej ekipy i droidów technicznych? Oczywiście w tajemnicy. Niech stworzą fundamenty pod dalszą działalność.

Arsleksyr - 2011-11-04 19:15:00

*Weequay zareagował szerszym otwarciem oczu, zaskoczony, ale po krótkiej chwili namysłu…*
To bardzo dobry pomysł. Tak, sądze ze powinniśmy to zorbić. I tak zrobimy. Będziemy potrzebowac tej bazy, nie raz i nie dwa…

Darven - 2011-11-04 19:19:25

- Przez wiele lat Mustafar była źródłem olbrzymich dochodów dla Unii Technokratycznej, jej odizolowanie zapewniało bezpieczeństwo operacjom wydobywczym. Można je wskrzesić. To może być nie tylko doskonałe miejsce na kryjówkę i centrum dowodzenia, podobnie jak za wojen klonów, ale może stać się także źródłem wpływów. Ed jest teraz przywódcą Unii, myślę że zgodzi się ze mną. Możemy tam utworzyć realną bazę. - Uśmiechnął się. Decyzja podjęta.

Arsleksyr - 2011-11-04 19:23:35

*Teraz, kiedy Ars uśmiechnął się szeroko, widać było jaką ma parszywą, pomarszczoną mordę i jaki jest brzydki*
Nimret będzie zachwycony, jak się o tym dowie. Wpadł pan na pomysł na miarę generała Qymaena *Już się trochę rozluźnił. Mustafa – i cochrel, i imperium bało się tej planety po tym, co się tam stało. Nikt jej nie badał, nie szukał niczego, nie rozkradał. Mustafa nie zdążyła zmarnieć. Bazę można było szybko odbudować. Zwłaszcza ze Unia Technokratyczna była po ich stronie. Mustafar dalej może na nich zarabiać*

Darven - 2011-11-04 19:32:20

Z twarzy Darvena nie znikał uśmiech. Skinął głową.
- Świetnie. Pozostało podjąć odpowiednie kroki. Porozmawiam z EDem na ten temat, a tymczasem niech odpowiednie ekipy rozpoczną wstępne rozeznanie. - Tak, Mustafar czekało tam niemal nienaruszone, gotowe ponownie wrócić do życia. Darven postukał na panelu kontrolnym, wywołując dawno nieaktualizowaną mapę planety. Obracała się w powietrzu, z zaznaczonymi różnymi punktami, statystykami, koordynatami i danymi.

Arsleksyr - 2011-11-04 19:36:49

A ja się skontaktuje z Nimretem. Porozmawiam  z  nim, on już zrobi resztę. Przyszykuje tez odpowiednie faktury… *Ars uśmiechnął się z  pokazaniem zebów. Fakt, ze wyremontują sobie na glans Mustafa za publiczne srodki cochrelu był aż śmieszny w całej swojej ironii. Ale cel uświeca środki*

Darven - 2011-11-04 19:40:31

- W takim razie bierzmy się do pracy. To wszystko. Dziękuję i powodzenia.
Istotnie. W tym wypadku Darven był w stanie chwytać się wszelkich środków. Sytuacja wymagała zdecydowania. Cyborg skinął Arsleksyrowi głową, spoglądając na obracający się model planety. Jego myśli pobiegły w różnych kierunkach, wszystkie kierowane nowym pomysłem. Bez wątpienia od razu skontaktuje się z EDem.

Arsleksyr - 2011-11-04 19:43:38

Wiec zajmę się tym niezwłocznie *wstał i skinął głową*
Knucie czas zacząć.
*Zasalutował i odszedł  pospiechu*

Darven - 2011-11-04 19:46:15

Kiedy już Arsleksyr odszedł, Darven wyciągnął komunikator. Wybrał połączenie do Eda. Skorzystał z dobrodziejstw statku i zaszyfrował je silnie.

ED - 2011-11-04 19:48:40

*Wiec doszło do Eda z opóźnieniem, ale doszło. Nie przeszkadzało mu, bo to on, miał taką specyfikę. Mogł prowadzić kilka rozmów na raz. Z kodowaniem było gorzej.
Ale jak już przyszedł do Eda kodowany przekaz, czyli od niewiadomo kogo – trochę go to zaniepokoiło, jednak odebrał, i emiter zamiast twarzy wyemitował obrazek z sygnatury tego posta*

Darven - 2011-11-04 19:55:59

Przed Edem pojawił się Darven wyprostowany nad stołem taktycznym. Zza jego pleców widać było przestrzeń kosmiczną, bez wątpienia był na mostku Widma.
- Witaj, Ed. - Uśmiechnął się. - Trochę czasu minęło od naszego ostatniego "spotkania" i posiedzenia rady, sam wiesz co się działo, byłeś tam i widziałeś. W każdym razie... - zawiesił na chwilę głos. Minął moment i zaczął streszczać rozmowę z Arsleksyrem, oczywiście na pierwszy plan wysuwając koncepcję Mustafaru.
- To mój pomysł, który właśnie zacząłem realizować. Być może będziesz ze mną współpracował? Unia Technokratyczna nadal może czerpać ogromne zyski z tej planety, to doskonałe miejsce na wybudowanie bazy dla stronnictwa, które ostatnio zaczęło się tworzyć. Oczywiście proszę o zachowanie absolutnej tajemnicy.

ED - 2011-11-04 20:01:56

*Eda bardzo to zaskoczyło. Spodziewał się czegoś politycznego, owszem. Spodziewał, ze zaczną go straszyć, chcieć przekupić czy próbować sprzątnąć. Z tym nemoidianskim obrzydliwcem często mijał się w holu. Mieli na siebie oko nawzajem. Ale Darven? Z kodowanego łączenia?
Jednak szybko wszystko zostało wyjaśnione.*
Wiesz co…*odezwał się w  końcu głos Eda*
To ryzykowne… Możemy dorobić się naprawdę groźnego wroga…

Darven - 2011-11-04 20:11:05

- A więc powiem to, co mówiłem w sali obrad, a także to, co już nie raz obrazowałem Arsleksyrowi. Nie będę z założonymi rękami patrzył na to, jak Cochrel upada, a bez wątpienia tak się właśnie dzieje. Przekonałem się na własnej skórze, co dzieje się z radą i ideałami. Jesteśmy słabi jak nigdy dotąd. Im dłużej się zwleka, tym groźniejsza staje się sytuacja, a gdy osiągniemy punkt krytyczny, przegramy wszyscy - i oni, i my. Nigdy się nie podniesiemy. Należy ratować konfederację i jej ideały, a w Tobie i w Unii Widzę sojusznika. Już zaczęło formować się pewne stronnictwo, są osoby, które się ze mną zgadzają, mam poparcie wojskowych. Mustafar to doskonałe miejsce na bazę, na kryjówkę i punkt dowodzenia. Zamierzam utrzymać to w tajemnicy. Chcę zorganizować tam zebranie sojuszników. W przeszłości Unnia Technokratyczna czerpała olbrzymie zyski z tej planety, można to odnowić. To odizolowane miejsce, sprzyja wydobyciu. Zapomniane, niemalże nienaruszone. Wymaga jedynie odbudowy, już zacząłem podejmować odpowiednie kroki.

ED - 2011-11-04 20:20:29

Nie o to mi chodzi… *Odpowiedział głos Eda modulowany na troskę i bardzo silny respekt wobec Darvena, może nawet strach*
Nie chodzi mi o pieniądze. Czy je strącę, czy zyskam. Boję się – że mnie zabiją. Zniszczą mnie, bo jak mnie nie będzie to kto z udziałowców się za wami opowie? Ten grubas Tarek? Nie wydaje mi się… Ale oczywiście, ze jestem waszym sojusznikiem. Tylko ze ja… dopiero zacząłem żyć…

Darven - 2011-11-04 20:27:44

Darven milczał przez dłuższy czas, jakby trawiąc słowa Eda.
- Teraz rozumiem - rzekł cicho. Istotnie, całe to zgromadzenie było złożone najczęściej z istot zdolnych do bardzo konkretnych działań, zdolnych do stosowania wszelkich środków dla dobra konfederacji, z kolei Ed... On jakby tam trafił ze startu, nie z powodu własnych chęci. To zrozumiałe, że zaraz po zasmakowaniu życia mógł nie być chętny do uczestniczenia w czymś takim, że bał się utraty tego, co osiągnął. Darven to widział, próbował patrzeć na to z jego perspektywy. Przygasł nieco.
- Boisz się, że cię zniszczą. Rozumiem... Wcześniej nie postrzegałem tego w ten sposób, ale masz rację, to śmiertelna gra, wielka polityka. Od następnych wydarzeń zależeć będzie los całej konfederacji, ale to wszystko działa w ukryciu, tajemnicy. Rozgrywają się ciche walki o Cochrel, z kolei ty... Tak, zacząłeś żyć. Nie wiem, co powiedzieć. Nie chcesz w tym brać udziału, rozumiem.

ED - 2011-11-04 20:33:01

Nie, nie rozumiesz… *odpowiedział, ton nie był oskarżający. Później długo milczał. Bardzo długo*
Sprawa mnie samego jest bardzo złożona. Dostałem to wszystko od sióstr Azzuz. One by wam pomogły? Wyobrażasz sobie współpracę z Lipini? Co by zrobiły? A ja? Żyłem dwieście lat w piwnicy pod pałacem na Centusie. Jedyne co tak naprawdę mam to… Nic, nieważne. Daj mi się nad tym zastanowić. Poprę was. Tylko muszę się zastanowić, jak…

Darven - 2011-11-04 20:38:29

Mruknął cicho, coś w stylu "mhm".
- Nie wiem, co by zrobiły siostry Azzuz, rozmawiałem jedynie z młodszą. Zrobiła to, co uważała za słuszne, nie mam najmniejszego pojęcia jak kierowałaby wydarzeniami, gdyby żyła - odparł zwięźle, wpatrując się w sygnaturę.
- Dobrze więc. Zrób to, co będziesz uważać za najlepsze, tymczasem ja będę kontynuował to, co już zacząłem.

ED - 2011-11-04 20:42:12

Tak.. *odpowiedział Ed jednym słowem, i choć ton na nic nie wskazywał, to było to powiedziane tak jakby Ed czuł się winny tego, ze nie może i nie jest w stanie stanąć przed Darvenem zwarty i gotowy. W takich chwilach zawsze wraca trzydzieści tysięcy. I to wszystko co dobre, co spotkało go na Hypori. jego życie. Jeszcze się nim nie nacieszył. Ale rozumiał, ze Cochrel bez zmian to kwestia czasu*

Darven - 2011-11-04 20:47:46

- Dobrze. - Skinął głową. - A więc pozostaje mi życzyć powodzenia, mam nadzieję że ułożysz sobie wszystko. - Milczał przez dłuższą chwilę, uparcie wpatrując się w sygnaturę. - To wszystko, co miałem do przekazania. Czeka mnie jeszcze dużo pracy, więc... Dbaj o siebie i nie wpadaj w kłopoty, w razie czego skontaktuj się ze mną. Do zobaczenia. - Skinął przyjacielsko głową, uśmiechnął się lekko i zakończył rozmowę.

Darven - 2011-12-10 21:03:11

Na mostku było całkiem spokojnie, gwiazdy przesuwały się leniwie za szybą. Darven siedział przed stołem taktycznym, przyglądając się planom pewnej planety. To była Mustafar. Cyborg wyglądał na zamyślonego. Przypomniał sobie ostatnie rozmowy - z Nimretem i Arsleksyrem. Nie potrafił tego wytłumaczyć, ale czuł że są coraz bliżej, że nadchodzi coś wielkiego. Przejechał dłonią po chłodnym metalu stołu taktycznego, zgarniając tradycyjne notatki. Było bardzo cicho, dało się jedynie słyszeć pracę urządzeń. Moment sprzyjający rozmyślaniom.

Arsleksyr - 2011-12-10 21:17:10

*W samej rzeczy – coś było, coś wisiało w  powietrzu. Stary Resska widywany był jak łaził po korytarzach i warczał coś do siebie, wiec coś mu chodziło po głowie. Darvenowi bez przerwy roztaczał swoje ponure wizje, wiec nie dziwota ze ten też się zaraził. No ale – wszyscy na Widmie się zarazili, jeszcze nigdy ten statek nie był tak ponury.
Arsleksyr widział pożogę i krwawe potyczki na wszystkich planetach, drżał o Hot, bo co sie stanie z naukowym centrum cochrelu kiedy wprowadzą w życie plan Nimreta, a co jak, a  co wtedy, bo planet było całkiem sporo.
Az w końcu jego złowieszcze krakanie spotkało się z wydarzeniami, bo chyba nikt tu nie wierzył ze półkownik wykrakał jakieś zdarzenie.
Na mostek wpadła hiena. Jak to się stało? Gródź musiała być uchylona. Zwierzę się nie zapowiadało. Piszczało, kulilo nerwowo ogon pod siebie i strzelało wytrzeszczonymi oczami.
Zwierzęta wyczuwają stany emocjonalne swoich bliskich. Któryś z Reszków musiał być bardzo zły, ze hiena tak się wystraszyła i uciekła aż tutaj…*

Darven - 2011-12-10 21:27:58

Darven spojrzał na hienę, która nagle wtargnęła na mostek, wybudzony z zamyślenia. Wyciągnął w jej stronę organiczną dłoń.
- Coś się stało? - przemówił do zwierzęcia cicho. Ktoś patrzący z boku mógłby pomyśleć, że Darven jest szalony albo sobie żartuje. Ale nie... Na mostku trwała ciężka, mroczna atmosfera. Niełatwo byłoby się zdobyć na śmiech. - Już, wszystko dobrze. Spokojnie - szepnął. Trudno było stwierdzić, czy faktycznie z nią "rozmawiał", czy mówił sam do siebie. Zaczął ją głaskać organiczną dłonią po grzbiecie.

Arsleksyr - 2011-12-10 21:41:49

*Ostatnimi czasy wielu tu powariowało, wiec że Darven też – wliczy się w koszty. Zwierze kiedy go dostrzegło, wciąż skulone choć w ruchu, pobiegło w jego kierunku i wcisnęło się pod stół, lub miedzy stół a fotel, jeśli ten nie miał typowych nóg, by tam się schować, wiec Darven mógł dalej do niego przemawiać i dotykać go.
Po chwili na mostek wpadł drugi gośc.
Ars kiedy poruszał się szybko, nie miał zbyt wielkiej gracji, wyglądał trochę jak podpity dziadek, żądający od organizmu więcej niż ten może dać.
Nie gonił hieny, choć ona pewnie tak uważała i widząc to w jakim stary Resska jest stanie, uciekała dopatrując się swojego przewinienia jako powodu tego stanu. jak większość psowatych.
Natomiast sam Ars nawet nie zauważył, ze hiena stała się niewinną ofiarą i tak się go wystraszyła.
Musial być naprawdę pobudzony bo dziś się z  Darvenem jeszcze nie widział, a  nawet się nie przywitał, powiedział tylko na wydechu, jeszcze zanim złapał oddech*
Zaatakowali Nemoidię.

Darven - 2011-12-10 22:01:27

Darven znieruchomiał, pozwalając dłoni opaść swobodnie w powietrzu. Na tle ciemnego, niemal pustego mostka jego charakterystyczna, scyborgizowana sylwetka budziła silne uczucia, ale Arsleksyr miał czas, by się do niej przyzwyczaić.
- Nawiąż połączenie ze sztabem. Teraz. - Rzekł do jednego z oficerów łączności, którzy pełnili służbę na mostku. Spojrzał na Arsleksyra uważnie. Wywołał w powietrzu hologram, przedstawiający Neimoidię. Wstał, szybkim krokiem zmierzając w stronę iluminatora.
- Co wiemy? - To pytanie skierowane było bezpośrednio do Weequaya.

Arsleksyr - 2011-12-10 22:17:46

*Ars zakaszlał zanim odpowiedział, i przez to, w atmosferze zagrożenia i szybkiego działania można było poczuć obecność generała… sam Ars aż się wzdrygnął, ale podszedł do stołu jak gdyby nigdy nic*
Nic… właśnie nic nie wiemy. Zestrzelili większości ognisk monitorujących, byli przygotowani. Planeta się broni tym, co dysponuje. Trwa ewakuacja, czyli wynoszenie się wszystkich w popłochu wraz z dobytkiem. *Półkownik oczami wyobraźni widział, jak nemoidianie wyrzucają ze statku żonę i dzieci by zmieścić kolejne drogocenne przedmioty. I to był uproszczony obraz dramatu całego cochrelu*
Nie uratujemy Cato Nemoidii… *wyszeptał, opierając się o krawędź stołu w tej samej chwili kiedy oficer przywołał na projektor niekompletny obraz sytuacji. Widać było po prostu wrogie statki. Żadnych liczb. żadnych danych…*

Darven - 2011-12-10 22:24:14

Darven milczał przez dłuższą chwilę. Łącznościowiec nawiązywał kontakt ze sztabem, przede wszystkim - z Nimretem.
- Musimy wiedzieć. Spełniają się moje scenariusze, szkoda że tak prędko. Cato Neimoidia jest spisana na straty, ale my musimy być gotowi do działania. To początek końca. Kiedyś musiało się zacząć. - Spojrzał na widok za szybą. Między nimi, w powietrzu unosił się falujący model planety, pełen migających, czerwonych kropek. - Postaw załogę w stan gotowości, nie wiem czego się spodziewać.

Arsleksyr - 2011-12-10 22:44:44

*Rozkazy poszły do realizacji. na Widmie pewnie już zaraz będzie ogłoszony alarm. Ars westchnął. Hiena pod stołem oblizała głośno pysk. Asystentka Nimreta odebrała, za chwile miał zjawić się i on sam. Ars popatrzył na Darvena. Miał te kilka chwil zanim generał zajmie jego uwagę*
Co przekażemy cochrelowi? *Ale zaraz się zaśmiał. Głupie pytanie. Tu nie ma co przekazywać…*

Darven - 2011-12-10 22:51:40

- Cochrel? Cochrel właśnie umiera. Udziałowcy będą srać, ale już za późno. Przeczuwam, że do ostatniej chwili nie zrozumieją własnych błędów. Będą próbowali negocjować. To, co im powiemy, nie ma wielkiego znaczenia. To, co powiemy Cochrelowi. Neimoidia padnie, ale to dopiero początek. Nie dziwię się, że inwazja zaczęła się od niej, to dobry ruch. Bogactwa jej mieszkańców komuś się przydadzą. - Zatrzymał się przez iluminatorem, wpatrując się w bezkres kosmosu. - Jakie to smutne. Mimo wszystko.

Arsleksyr - 2011-12-10 23:00:42

*Ars nie odpowiedział, albo nie miał noic do dodania, albo to wszystko było nazbyt beznadziejne…*
Połączenie zostało zerwane, sir… *zakomunikował łącznościowiec, na co Arsleksyr momentalnie ożył*
co?
- Połączenie z generałem zostało zerwane, sir!
*Powtórzył oficer, który miał już mokry kołnierzyk od potu. Resska przygryzł wąską wargę i spojrzał na Darvena*

Darven - 2011-12-10 23:06:20

A więc trwała cisza, bowiem Darven też nic nie powiedział. Patrzył tylko w tę pustkę za szybą, trawiąc szalejące myśli. Dopiero słowa łącznościowca zbudziły go z letargu. Odwrócił się w jego stronę, patrząc nań z zaskoczeniem.
- Jak to "zerwane"? - spytał, marszcząc brwi. - Połączenie zostało zerwane? - powtórzył głośniej, ściskając mechaniczną rękę.

Arsleksyr - 2011-12-10 23:12:18

*Ars natomiast w oczach miał coś, czego nigdy przed nikim nie chciałby pokazać: to, ze nie wiedział, co teraz robić. Zagryzał wargę, aż poczuł pieczenie, a jego teraz już naprawdę duże skośne oczy patrzyły między Darvena i oficera*
Zerwane… nawiązaliśmy poprawne kodowane połączenie i nagle zostało zerwane. Nie możemy nawiązać innego… żadnego innego, oni…
- Są tutaj…
*szepnął Ars*
Pokażcie mi pełny skan okolicy…
- Ostatnia autoryzacja sprzed 15 minut, sir…
- Dajcie mi aktualną…
- Nie mogę, błąd skanowania…

Darven - 2011-12-10 23:22:12

Zrobił krok do przodu. Twarz mu stężała. Widać było, jakby krew się w nim zagotowała. Oparł dłonie o metal jednego z urządzeń.
- Z nikim się nie porozumiemy, nie próbuj nawet nawiązywać połączeń. Utrzymać system maskowania. - Wydał polecenie, wzrokiem przeczesując pustkę za szybą. - Uruchomić alarm, najwyższy priorytet. Załoga ma być w pełni gotowości. - Wziął głębszy oddech. Co tu się, u licha, działo? - Możemy skoczyć w nadprzestrzeń?

Arsleksyr - 2011-12-10 23:37:30

*Ars zmrużył oczy. Długo milczał, podczas tego milczenia Darven podejmował decyzję być może o ich dalszym życiu*
Odczekali, az pokażemy im palcem, gdzie jest nasze dowództwo… *wyszeptał. Nie, nie było w nim wściekłości ani nienawiści. Ars był zaskoczony, zbyt bardzo zaskoczony. bał się*
Technicznie możemy, sir… *odpowiedział łącznościowiec, luzując kołnierzyk palcem. Ars patrząc na niego dziękował w  myślach, ze nie jest to ten wysoce rozgarnięty Gawila* …Ale istnieje niebezpieczeństwo, ze jeśli ich zamaskowany okręt znajduje się zbyt blisko, to nadziejemy się na niego. Bez skanerów nie jesteśmy w stanie go wykryć. Być może nawet ze skanerami by się to nie udało.
- Ale jeśli tu poczekamy, to oni wykryją nas
*Syknął Arsleksyr. Hiena pod Stolem zaskomlała*

Darven - 2011-12-10 23:50:45

- Wyłączyć wszystkie zbędne systemy, zostawić tylko podtrzymywanie życia. Podryfujemy, to nam kupi odrobinę czasu. Nie będą w stanie nas wykryć, jeżeli pozostaniemy na minimalnych obrotach. - Przetarł twarz organiczną dłonią. - Skąd oni się tu w ogóle wzięli? - spytał sam siebie, zaciskając i rozluźniając dłonie na przemian. - Nie możemy nawiązać jakiegokolwiek kontaktu ze sztabem, nikt się nie dowie. Nie ostrzeżemy ich. Nie wiemy, jak dużymi siłami dysponują przeciwnicy i jakie będą ich następne cele. Nie mam informacji. Brak kontaktu z resztą floty. - Zastanawiał się na głos. - Będzie trzeba sięgnąć po tradycyjne metody.

Arsleksyr - 2011-12-10 23:55:41

*oficerowie już całkiem mokrzy ze stresu zaczęli wykonywać rozkazy. trzeba przyznać, ze karna to była załoga, wykonywała rozkazy bez szemrania. Ars oblizał krew z rozgryzionej wargi a jego milczenie było już irytujące. W końcu – odezwał się*
To rozwiązanie na krótką metę, oni tu są, by nas znaleźć i zgładzić. Skąd wiedzą to teraz nie ważne. Musimy spisać Widmo na straty. Przesiąść się na mniejsze statki, skoczyć bezpośrednio w dół, pod Widmo… to chyba najmniejsze ryzyko na nadzianie się… a Widmo wysadzić…

Darven - 2011-12-11 00:09:12

- Można pozwolić Widmu opaść w dół, nie sądzę żeby byli pod nami. Starczy nam czasu. W takim wypadku skok nie będzie ryzykowny, zresztą - przy przejściu w nadprzestrzeń w jednej chwili przestaniemy tu być. Dotąd nas nie wykryli, nie znają naszej dokładnej pozycji. Łatwo możemy sprawdzić, czy mamy wystarczająco dużo miejsca, mamy wolne myśliwce, kapsuły ratunkowe, które można wypuścić. W takiej sytuacji pozostanie jednie wykonać szybko skok. Parę sekund na ucieczkę i już nas tu nie ma. - Powiedział spokojnie. Spojrzał na Arsleksyra. - Jeżeli jest coś, czego nauczyłem się po tym, co stało mi się przy akcji ratowania Generała, to nie spisywać na straty. Drugi raz nie dam im się przechytrzyć, pułkowniku. - Ściągnął wargi, robiąc parę kroków. Czasem w ruchu jest łatwiej myśleć. - Naładujemy kapsuły i myśliwce tym, co mamy w arsenałach, wszystkim, co może zwracać uwagę radarów albo wybuchać. Odwrócimy ich uwagę, to kwestia chwili. I wtedy skoczymy.

Arsleksyr - 2011-12-11 00:12:02

*Ars chwilę patrzył na Darvena. Na mostku zaległa cisza. I w końcu głos*
Tak, zróbmy to…
*teraz jeden rozkaz, krótkie „wykonać” i Widmo zmieni się w piekło*

Darven - 2011-12-11 00:16:35

- Tak. - Szepnął, spoglądając na pustkę za iluminatorem. - Nie opuszczę stanowiska dowodzenia. Uratuję ten statek. Albo zginę, próbując. Rozkazy wydane.

Arsleksyr - 2011-12-11 14:15:15

Nie mamy łączności miejscowej, uruchomić nadawanie awaryjne, ogłosić czerwony alarm… *Nie wiedzieć jakim cudem nagle na mostku zaroiło się od oficerów. Szybko zostali wezwani. jednemu nawet piżama wyglądała spod munduru. Praca zawrzała. Zaraz na mostku, tuż nad grodziem zapaliła się czerwona lampka. Gdzieś dalej zawyła charakterystycznie syrena alarmowa. Czerwony alarm, stan najwyższej mobilizacji*

Darven - 2011-12-11 14:24:26

- Przypomnijcie o procedurze. Niech zakładają kombinezony próżniowe na wypadek, gdyby miało stać się coś nieoczekiwanego. - Rzekł twardo, odwracając się w stronę, z której mostek zapełniał się nowymi. - To nie ćwiczenia, panowie. Dajcie z siebie wszystko. - Oparł dłonie o blat stołu taktycznego, rytmicznie stukając weń palcami. - Zrobimy to, co będzie trzeba.

Arsleksyr - 2011-12-11 14:33:51

Tak jest, sir! *Czuć było zdenerwowanie. Ars siedział przy stole, z łokciem na nim opartym i patrzył na unieruchomioną Cato Nemoidie na której nic się nie działo, bo obraz został zamrożony po utracie łączności. Po chwili na mostek wpadła trójka młodych weequayów, wszyscy z wytrzeszczem i pootwieranymi ustami*
Imperium?! *krzyknął Savo. Ojciec podniósł wzrok*
Co?
- Tam!
*Mlody wycelował palcem  boczny iluminator, i wszyscy co tam spojrzeli ujrzeli dziób acclamatora… zdecydowanie za blisko ich…
Ten statek przed chwilą wyskoczył, malo brakowało, a  zgniótłby ich*

Darven - 2011-12-11 14:45:01

Spojrzał przez boczny iluminator, zastygając w bezruchu. Ten widok wywołał w nim bardzo złe wspomnienia, ale wziął głębszy oddech i odnalazł równowagę, jakże potrzebną w takiej chwili.
- Pełna moc do przodu, natychmiast! - krzyknął. - Unikniemy go, jesteśmy małą i zwinną jednostką. W hangarze wszystko ma być gotowe jak najprędzej. Wyrzucimy to co mamy, będzie eksplozja. Zanim się zorientują, zdołamy wykonać skok. Wyładować kapsuły wszystkim, co może mieć jakąkolwiek siłę przy wybuchu. To nasza szansa. Nie ma czasu.

Arsleksyr - 2011-12-11 14:49:44

Lison, Recko, biegnijcie do hangaru. Savo,. zorganizuj personel, niech osoby niepowołane nie wychodzą z miejsc zbiorczych… *Ars poinstruował swoich potomków. Zaraz ci zniknęli. Nikt nawet nie zauważył, ze hiena zaskomliła, ale bala się wyjść. Resska podszedł do iluminatora. Załoga na mostku zwijała się jak w  ukropie. Po niedługim czasie statek wyrwał do przodu, kierując się pod dziób wrogiego okrętu*
Nie chce krakać, ale chyba nas widzą…
-Powinniśmy być teraz poza zasięgiem dział…

Darven - 2011-12-11 15:10:07

- Nawet jeżeli, nie będą mogli do nas otworzyć ognia z takiej odległości, podobnie jak jakakolwiek inna jednostka. Jesteśmy zbyt mali, musieliby bardzo ryzykować. Utrzymywać pełną moc, do przodu, po linii prostej w dół. Acclamatory mają działa po bokach. - Powiedział głośno, tonem zaskakująco pewnym siebie, jakby ta aura miała dodać innym odwagi. - Mamy tylko jedną szansę. W osi Acclamatora poza reaktorem umieszczone są zbiorniki gęstego paliwa, zajmujące przestrzeń niemal do samego dziobu. Wszystkie kapsuły i cokolwiek, co będzie można wypełnić ładunkami wybuchowymi, wystrzelimy prosto tam, powpadają do hangarów. Z takiej odległości nie będą mogli ich zniszczyć w locie, zresztą, to by im poważnie zagroziło. Wtedy zdetonujemy ładunki, wystrzelimy jedną salwę ze wszystkich dział. Będziemy gotowi do skoku. Od tego momentu zostanie nam tylko parę sekund na skok, inaczej usmażymy się na miejscu. Słyszeliście?! - Oparł dłonie o metal stołu taktycznego. - Mamy tylko jedną szansę i mało czasu, ale zrobimy to! Nie zawiedźcie mnie! Do roboty!

Arsleksyr - 2011-12-11 15:22:43

ładunki są gotowe, sir *odpowiedział po chwili jeden z oficerów. Ten pomysł został przesłany do Hangaru już dłuższy czas temu, wiec w podwyższonym priorytecie wykonania wystarczyło te 15 minut, w końcu ładunki wybuchowe na widmie to byle przedpotopowy trotyl a małe skrzyneczki, choć prawdopodobnie cała zbrojownia zestala przerzucona do kapsuł i małych statków za sterami których zasiadły droidy*
Zbliżamy się, za dwie minuty będziemy w obrębie krytycznego pola do wyrzucenia ładunku…
- Hangar! Przygotować się do otwarcia śluzy. Dwie minuty do otwarcia

Darven - 2011-12-11 15:40:05

Wyprostował się, śledząc spojrzeniem wrogi okręt. Nadchodziła chwila prawdy. Mieli przed sobą dwie bardzo nerwowe minuty. - Przygotować statek do skoku. Musimy być zdolni, by zabrać się stąd w parę sekund. - Przejechał mechaniczną dłonią po zimnym, stalowym blacie stołu taktycznego. Nie mógł być pewien, czy to nie były ich ostatnie chwile, ale nie zdradzał zdenerwowania czy strachu. Był taki, jaki powinien być dowódca. Pewny siebie i zdolny do chłodnego kalkulowania.

Arsleksyr - 2011-12-11 16:39:54

Półtorej minuty do zrzutu. Hipernapęd rozgrzany. Test przełożenia…
*Nagle nastała cisza, by po chwili przeszył mostek wściekły, szaleńczy ryk. Chłopak nie wytrzymał psychicznie. Chwycił się za głowę i osunął pod nogi przerażonego kolegi*
Ken, wstawaj, wstawaj, minuta do zrzutu!
-Pierdole, zginiemy, zginiemy!

*Ars poderwał się, ale nie po to, by podnieść biedaka. Zajął jego miejsce*
Chłopcy… nawet jeśli zginiemy, to teraz żadna panika nam nie pomoże. Czterdzieści sekund do zrzutu. trzymajcie się*
[i]Test przełozenia…
*Poszło dalej. Oficer od bezpieczeństwa stal przy Arsie. łzy kapały mu na kontrolkę*
Miedzy szesnaście a dwadzieścia pięć jednostek.
- W na mój rozkaz podnieść do siedemdziesięciu. Dwadzieścia sekund… piętnaście… teraz…

*Owo „teraz” powiedział normalnym spokojnym głosem. Kiedy podnosili obroty, słychać było bzykniecie. Hiena zapiszczała.*
Trzy, dwa, jeden… zrzut!
*Hangar i awaryjny wylot ładowni otworzyły się, cały ładunek wyleciał w próżnię*

Darven - 2011-12-11 16:52:26

- Uspokój się, synu! - krzyknął, podchodząc do oficera. Twardo położył mu dłoń na ramieniu. - Jesteś żołnierzem, zachowuj się jak mężczyzna! Nikt tu dzisiaj nie zginie! Dopóki jestem na tym okręcie, będę robił co w mojej mocy, by nie dać się pokonać. Spójrz śmierci w oczy, uśmiechnij się i powiedz: "nie tym razem". A teraz do pracy! - Rozkazał tonem nieznoszącym sprzeciwu. Wciąż pokrzepiająco ściskał ramię chłopaka. Na chwilę zapadła cisza. Jedna, krótka chwila dzieliła ich od zrzutu. - Wystrzelić ze wszystkich dział, pełna moc! Jedna salwa i wykonać skok w nadprzestrzeń! Ognia! - Jego głos być silny, zdecydowany. - Teraz! Skok! - krzyknął, by przebić się przez szum aparatury i silników.

Arsleksyr - 2011-12-11 16:58:38

*Załamany na chwile oficer wstał i zajął wolne stanowisko artyleryjskie, Ars został na koordynacyjnym. Wszyscy dali ognia na rozkaz. Widmo miało teraz rozchwiane i zaburzone skanowanie wiec nie mogli celować tak, jak chcieli. Czy trafili – tego się nie dowiedzą. Statek skoczył, ale skoczył niedobrze, coś go zaburzyło. Szarpnęło i przetoczyło ich, jak w pralce. Kiedy mogli się podnieść, widzieli za iluminatorami szlak nadprzestrzenny. A na głównej kontrolce raport o błędzie*

Darven - 2011-12-11 17:03:13

Darven pod wpływem wstrząsu spadł na stół taktyczny, mechaniczne części ciała zamortyzowały upadek. Kiedy wrócił do siebie, podniósł się powoli, organiczną dłonią przecierając czoło. Spojrzał na ekrany. - Co poszło nie tak? - spytał cicho, badając informacje, które były dostępne.

Arsleksyr - 2011-12-11 17:10:53

*Ars nie miał takiej gibkości jak Darven – musiało mu pomóc dwóch oficerów, żeby wstał. On miał cały dól ciała sztuczny, układ pokarmowy, nerki, niedobre połączenie z maszyną od pasa w dół.*
Nie mam pojęcia… *odpowiedział ten z  oficerów, co się pierwszy pozbierał*
to nie są uszkodzenia, to jakiś błąd hipernapędu…
- Nie możemy teraz wyskoczyć. Możliwe, ze to ich sprawka, nie wiem tylko, jak… W każdym razie Hypori nie wie o ataku, a  atak wie o Hypori a my nie możemy ich ostrzec…

Darven - 2011-12-11 17:15:27

Milczał przez dłuższą chwilę, wpatrując się w informację o błędzie.
- A więc nic nie możemy zrobić. Pozostaje czekać. - Powiedział na głos to, co było oczywiste. Wolnym krokiem podszedł do dużego, skórzanego fotela, położonego zaraz przed stołem taktycznym. Opadł na niego ciężko, czując, jak każdy żywy kawałek jego ciała daje o sobie znać. Westchnął, przechylając głowę. Po całej tej burzy, na mostku panowała teraz kontrastująca cisza.

Arsleksyr - 2011-12-11 17:28:24

*Mogli czuć się jak w  trumnie: zero ruchu pojutrza, żadnego słowa, i niebyt. A jakby doliczyć do tego fakt, ze mogą stąd nigdy nie wyjść…
Niech myślą, co chcą. Niech się trzymają. Pozostaje czekać*

Arsleksyr - 2011-12-26 20:00:04

*Darven, Ars i Recko dotarli na mostek po kilkunastominutowej wędrówce, bo Darvena jednak obite żebra będą mocno boleć. Na mostku była pełna ekipa i 5 droideków oraz 5 droidów B2*
Prawdziwość droidów można rozpoznać prostą sztuczką *Ars podszedł do pierwszego  nich, i wyjął z kieszeni mały kwadracik, który przyłożył do pancerza. Kwadracik natychmiast się przykleił* sullustiański magnez. Przyciąga się z każdym metalem, nawet szlachetnym, ale nie reaguje z cialem. te są prawdziwe i gotowe w razie czego obezwładnić wszystkich ma mostku, strzelając w kończyny. Ten, który po tym wstanie to na pewno obcy.

Darven - 2011-12-26 20:05:31

Wszedł do środka, rozglądając się pośpiesznie. Skinął głową.
- Spróbujcie połączyć mnie ze sztabem - powiedział głośno. Zrobił parę kroków, spoglądając za iluminator. Zatrzymał się przed stołem taktycznym, opierając o niego dłonie.
- Poruszamy się w próżni informacyjnej, do tego byliśmy odcięci od świata przez parę godzin. Kompletnie nie wiem co myśleć o tym, co się stało.

Arsleksyr - 2011-12-26 20:11:09

Jesteśmy w okolicy systemu Ilum. Nie mamy łączności ze sztabem. Prawdopodobnie nie ma już sztabu, a przynajmniej nie pod koordynatami, którymi dysponujemy. Mogę połączyć z kilkoma wybranymi statkami, nawet nie z osobami… To nie jest błąd naszego nadajnika, to zabezpieczenia… *odpowiedział cicho łącznościowiec, który pracował tak zawzięcie ze nie miał nawet czasu powiedzieć Darvenowi ze dobrze ze do nich wrócił*

Darven - 2011-12-26 20:14:04

- W takim razie łącz z nimi. Będziemy próbować. Musimy dowiedzieć się czegokolwiek - mruknął cicho, pochylając głowę. Ściągnął wargi. - A co z Przymierzem? Mamy z nimi jakikolwiek kontakt?

Arsleksyr - 2011-12-26 20:25:44

Z przymierzem… nie próbowaliśmy, ale prawdopodobnie tak. raczej nie zablokowali kanałów, nie ich bazę zniszczono. Kanał Nimreta jest nieczynny. Właściwie to jedyny sensowny kontakt mamy ze statkiem „Autodestrukcja”. On należy do… no, do tego całego Edwarda…

Darven - 2011-12-27 18:37:49

- To łączcie, szkoda czasu. - To rzekłszy, utkwił wzrok w taktycznej holomapie jakiegoś sektora, masując organiczną dłonią skronie. Zamyślił się. Nieważne było, na co teraz patrzy. Czekał cierpliwie, aż załodze uda się wykonać połączenie.

Arsleksyr - 2011-12-27 18:40:55

Polaczenie nawiązane *Oznajmił łącznościowiec i zrobił Darvenowi miejsce*

ED - 2011-12-27 18:44:40

*Bardzo szybko połączenie zostało nawiązane. Autodestrukcja odbierała bardzo wiele częstotliwości na różnych kanałach. Miala uszy otwarte.
Na projektorze pojawiło się popiersie kobiety gadopodobnej rasy, ale jakiej konkretnie – trudno powiedzieć. Miała duże, spokojne oczy i niewzruszoną twarz. i włosy nawet miała, choć nie powinna, wiec na pewno nie były one naturalne, acz dobrze dobrane*
Daruma Selava, pierwszy oficer łączności okrętu Autodestrukcja, witam. W czym mogę służyć? *Miała głos niski, mocny, stanowczy, ale nie nieprzyjemny*

Darven - 2011-12-27 18:51:26

Obraz złapał Darvena podpartego o masywny stół taktyczny, nieco pochylonego. Od razu było widać, że jest cyborgiem, można też było zauważyć charakterystyczny, czerwono-czarny mundur, jaki przysługiwał wyższym oficerom.
- Witam. Darven Saraai, dowódca jednostki Widmo II. Proszę skontaktować mnie z radnym Edem. - Podniósł wzrok na wizerunek rozmówczyni. Głos miał spokojny, choć pewny, zdecydowany. Bił od niego autorytet charakterystyczny dla dowódcy, ale spostrzegawczy obserwator prędko dostrzeże zmartwienie.

ED - 2011-12-27 18:57:34

Oczywiście, już łączę *ale nie połączyła, bo nic się na linii nie działo. Obraz na chwilę znikł, a  kiedy się pojawił, był już tam Ed. Widac w chwili kiedy Darven nawiązał połączenie Ed był pod ręką, zawołała go do odpowiedniego projektora i włączyła.
Pojawiła się dużo zmniejszona, ale i tak bardzo masywna i robiąca wrażenie sylweta droida na dwóch zginanych do tyłu nogach. Łeb na nich osadzony przypominał opływowy kadłub myśliwca. Po bokach sterczały złowieszczo działa jak pniaki. I choć nie było widać jego oczu – patrzył w oko kamery bardzo świadomie. Miał takie „mądre spojrzenie”*
Radny Ed przy projektorze *odezwał się. Transmisja trochę zniekształcała toteż wykresu fonicznego nie było widać*

Darven - 2011-12-27 19:04:35

Darven nie poruszał się, patrząc na holoprzekaz. Za jego plecami na ziemię opadał ciemny, egzotycznie zdobiony płaszcz.
- Cieszę się - odparł, choć wcale nie wyglądał teraz na kogoś szczególnie skłonnego do napadów radości. - Gdzie znajduje się wasza jednostka? Rozumiem, że byłeś na Hypori podczas ataku? Niestety unoszę się w dziurze informacyjnej, niczym nie dysponuję, muszę cię wypytać. Co z Nimretem? Wiesz w ogóle co on robił, kiedy zaczęła się inwazja? Co za szaleństwo.

ED - 2011-12-27 19:18:06

Ależ proszę bardzo, nie krepuj się, ja bardzo lubię rozmawiać *odpowiedział niski głos Eda. bardzo ekspresyjny. Zdecydowanie nie droidzi. Holograficzna postać bez oczu obserwowała prawdziwego Darvena bacznie*
Jesteśmy w okolicy systemu Sullust, przycupnęliśmy na poboczu Rimmiańskiej trasy handlowej, w razie czego gotowi by skoczyć. *mówił, podnosił lekko łeb. Nie mruczał*
Właściwie, to nie. Dostałem informację jeszcze przed atakiem. Kiedy przylecieli – skakałem w nadświetlną, widziałem ich przez sekundę. Kiedy wyskoczyliśmy nie było łączności. Do tej pory nie ma, są tylko niektóre kanały, ale nawiązaliśmy nowe, na awaryjnych nadajnikach. Na razie mamy trzymać się z daleka od… od tego na M. *I na chwile zamilkł. Łeb opuścił, popatrzył, po czym przekręcił tak jakby patrzył na Darvena jednym okiem*
Co za szaleństwo masz na myśli? Dziadek Nimret nie odbiera przekazów. teraz to nawet Ral nie odbiera wiec nic nie wiem o jego stanie

Darven - 2011-12-27 19:27:46

- Ciekawe - odparł cicho. Wyglądał na strapionego. - Zastanawiałem się, co dziadek Nimret robił, kiedy to wszystko się działo, co robił sztab. Podobno jest ranny. Straciliśmy dwie planety, do niewoli trafiły miliony cywilów. Niepowetowane straty, wielkie zniszczenia. Wciąż zastanawiam się, co oni wszyscy, do licha, robili. - Przetarł czoło organiczną dłonią. - To wszystko jest szaleństwem. Nie wiem czy wiesz, ale przez parę godzin nie miałem kontaktu ze światem. Myślałem, że już z tego nie wyjdziemy. Wykonywałem jedne z najbardziej ryzykownych manewrów w życiu, ale z drugiej strony - nadal żyję.

ED - 2011-12-27 19:34:35

*A Ed patrzył. Milczał, patrzył, milczał, nawet łbem nie kręcił. Słuchał i zapewne myślał, bo stanie i gapienie się jak sroka w gnat nie należało do cech Eda. W końcu jednak musiał się odezwać, bo Darven przestał mówić* No bardzo się ciesze, ze zyjesz, bo ja tez nie miałem kontaktu, nie było połączenia, no a  odnośnie robienia lub raczej nie robienia to nie wiem czego się spodziewałeś… Kiedy były rozmowy, ze rozgromimy rade i uciekniemy z Hypori, wszyscy przyklaskiwali. O milionach cywilów nikt nie wspomniał. Tydzień przed całym zajściem dostałem informacje, ze mam brać kredyty i wywozić z Hypori wszystko, co się da. Hypori została oddana. I od początku do końca każdy to wiedział. Jak się stawiał, to mu grozili. A jak była ewakuacja to przez pól godziny nikt nie miał prawa podać tego do wiadomości publicznej, by zabrać jak najwięcej i jak najbezpieczniej. No i tak było

Darven - 2011-12-27 19:43:06

- Rozgromienie rady to zupełnie inna sprawa. Nie planowaliśmy inwazji Imperium. To nie było częścią planów. Hypori było ważnym miejscem. Strategicznie, naukowo. Nie było czasu o wszystko zadbać, zaplanować sprawy. Nigdy nie twierdziłem, że wśród części osób pracujących dla Cochrelu nie ma miejsca w procesie zmian, spisana na straty była rada. Sztab miał okazję lepiej zadziałać. - Przeszedł parę kroków, trzymając dłonie za plecami. - W każdym razie, co stracone to stracone, o Hypori trzeba zapomnieć.

ED - 2011-12-27 19:56:16

Wiec chyba tak naprawdę nikt do końca nie zrozumiał tego, co zrobił Nimret. Mi tez wydaje się to złym posunięciem, lub przynajmniej nie do końca dobrym, i wychodzi na to, ze nie byliśmy jeszcze gotowi na samodzielne kroki. No ale – stało się. teraz usilnie staram się wpłynąć na kogokolwiek, by zmobilizować się do obrony Hoth – przecież tam mamy centrum badawcze. Ale mnie tam nikt nie słucha, ja mam dawać kasę. Bardzo mile. *Ed się nie poruszał, wiec nie patrzył za ruchami Darvena. Bo jak ten się ruszał to kamera pewnie za nim. Inteligentna osoba szybko się domyśli, ze to, co się stało z Hypori da Edowi do myślenia i jak przyjdzie co do czego to Ed się z golą dupą na zakręcie nie pozwoli zostawić. Teraz on i Tarek byli jedyną podwaliną finansową dla ich grupy*
A tak w ogóle, niechcący się dowiedziałem, ze to ja miałem zabić tych wszystkich radnych. Zostało to uznane za „przegłosowane”. A czy ktoś mnie zapytał? No, sam widzisz. Tu się nie rozmawia. Wszyscy chcą być generałem Qymaenem, że jak powiedzą, to tak ma być. Ale okazuje się ze za daleko do łba mają, bo nie przewidują, ze inni tez mają rozum

Darven - 2011-12-27 20:14:21

Teraz już Darven spojrzał na Eda jakoś tak... inaczej. Choć przez holo i tak niewiele było widać. Zatrzymał się w miejscu.
- To nie dawaj kasy, rozdaj biednym. Nie musiałeś dołączać do grupy osób, chcących ratować z cochrelu to, co się da. Mogłeś siedzieć z majątkiem na Hypori i liczyć, że rada wynegocjuje jakiekolwiek porozumienie. Na pewno by tam o ciebie zadbali, Ed. Toś sobie wybrał moment na narzekanie. Tak, jakby ktoś z nas wszystkich miał lepiej. - Pokręcił głową. - Ostatnio z tobą rozmawiałem na temat Cochrelu. Sam nie wiedziałeś czego chcesz. Twierdziłeś, że ja "nie rozumiem". Że ty nie jesteś pewien, czy chcesz się angażować. Wtedy ci powiedziałem - nie musisz, ale ja będę robił swoje. Byłem zawiedziony, ale nie chciałem mówić wprost, że nie ma czasu na kapryszenie i rozważanie, że wszyscy jedziemy na jednym wózku i nie ma żadnego pępka, nad którym można się pochylać. Do kogo teraz chcesz mieć pretensje, kogo chcesz rozliczać?  Nigdy nikt cię nie zmuszał, żebyś w tym uczestniczył. Gdybyś nie uczestniczył, nic by nie zostało z tych twoich pieniędzy, ale mimo to, mogłeś podjąć taką decyzję. Trwa wojna. Realizują się ogromne przemiany. - Zmarszczył brwi. Pokręcił głową.

ED - 2011-12-27 20:20:54

*Ed zareagował „inaczej” dopiero jak się Darven odezwał, i widać było gołym okiem, ze poczuł się urażony, bo az mu działa w góre podeszły*
No i co, jesteś zadowolony? Bo ja nie, ostatecznie postanowiłem się zaangażować, i wyszło tylko tyle, ze wszyscy lecimy za Nimretem i nie dość, ze się od nas wymaga, to jeszcze zewsząd pretensje i aluzje. A żebyś wiedział, ze wole rozdać biednym niż finansować swoją własną szubienicę *I warknął. Zły był.*
Gdybym miał cokolwiek do powiedzenia, jakby chcieli mnie w ogóle słuchać, to – może i nie byłem do końca zdecydowany, ale na pewno nie dopuściłbym do tego, jak mówisz, szaleństwa. I nie słuchałbym tego jak jeszcze ty na mnie naskakujesz, jakbym ci coś zrobił. Za dużo powiedziałem? Dobra, przepraszam, już nic nie mówię *I zrobił takie „prych”. No, teraz to Edzia już bolało*

Darven - 2011-12-27 20:42:37

- Nie lecę za Nimretem. On i jego sztab nie zareagowali tak, jakbym tego chciał, wykazali opieszałość i brak trzeźwego osądu. Wspólnie planowaliśmy pewne rzeczy, ale nie zamierzam znowu pozwolić się całej sprawie wymsknąć. Wojsko idzie za mną, ja jestem dziedzicem Generała i to ja sprawię, że mechanizm zadziała. Postawiłem sobie cele, które będę realizował, a nie jestem słaby. Jestem wystarczająco silny, by oprzeć się przeciwnościom. Ale nie czuję, żebyś ty wspierał mnie na tej drodze. - Podszedł do projektora. - Wolisz się obrażać, jakbyś był jedynym biednym i pokrzywdzonym, a przecież wszystkim jest ciężko, wszyscy ryzykują i wszyscy się angażują, czas się rozejrzeć i to dostrzec! Jeżeli zgodziłeś się tylko po to, by wygadywać swoje wsparcie, to chyba nie zrobiłeś tego dla idei. Nie rozmawiamy tutaj o kupnie mebli czy innej błahostce, Ed, tu nie ma miejsca na wahania nastrojów i obrażanie. Zawsze myślałem, że pójdziesz za mną, ale od jakiegoś czasu... Przestaję być tego pewny. Tak jakby nagle coś się zmieniło. Nie ty jeden dostajesz baty, choć zazwyczaj mnie nie pytasz o to, co ze mną i jak ja sobie radzę. Wymagasz uwagi. - Przypomniały mu się słowa Harisa z tej dziwnej planety. Nie bez znaczenia były dla tej rozmowy. - Zacznę robić to, co należy, bo uważam się za kogoś silnego, kogoś kto przeżył dostatecznie dużo, by z powodzeniem złapać za ster. Generał wiedział, że trzeba mieć kontrolę i dzierżyć sprawy w żelaznym uścisku. To poważna sprawa. Albo będziesz ze mną, albo nie, nie będę cię osądzał. Nimret zrobił coś, co uważam za błąd. Rada zdradzała konfederację. To ona musiała zostać odsunięta od władzy, by cokolwiek dało się ratować. Tymczasem ludzie... W wielu z nich tkwi idea. Nie można tak po prostu tego wszystkiego porzucić, zostawić materiały pod przyszłą, zdrowszą organizację. Dla taktyki naszego działania nie było dobre to, co zrobił. I nie pozwolę, by inwazja Imperium była bezkarnie przeprowadzana dalej.

ED - 2011-12-27 20:48:45

*Ed jak już oświadczył – przestał się dzielić swoimi przemyśleniami, stał, słuchał, zły był na pewno, ale nie odzywał się i scen też nie robił. I tą swoją postawą mówił „no to zastanów się teraz jak ty mnie traktujesz”.*
No właśnie, Nimret zrobił, a  ty na mnie skaczesz. I jak ja w obecnej sytuacji mam brać ten ster lub za kimkolwiek się opowiedzieć? Najłatwiej mnie oskarżyć, sięgając w kierunku moich prywatnych wad. Ale obawiam się ze nie tak to sobie wyobrażałem *I znowu warkniecie*

Darven - 2011-12-27 20:58:05

- Bo nie czuję w tobie oparcia. I to mnie przeraża. Ja też nie tak to sobie wyobrażałem, ED. Nie traktujesz mnie tak, jak kiedyś. Jestem rozdrażniony, zmęczony i przybity. Staję na głowie, próbując ratować to, co mogę. Niedawno musiałem podejmować decyzje, od których zależały losy całej mojej załogi. W takich momentach nie jestem w stanie jeszcze dostawać ciosów w plecy. Nie mogę zajmować się wszystkim na raz, przekonywać cię, że to już poważna sprawa. Zastanowiłeś się chociaż raz w ostatnim czasie, czy mi jest ciężko, ED? Czy ktokolwiek się tym interesował? Nie. - Ściągnął wargi. - To już nie jest czas na przyjmowanie takiej pozycji, na narzekanie, na niezdecydowanie. Nie ma czasu na słabość. To są za ciężkie czasy. Ja nie jestem w stanie być łagodny, głaskać cię i zapewniać, że wszystko będzie dobrze - bo nie wiem czy będzie, będzie trudno!

ED - 2011-12-27 21:06:47

Wcale nie zadawałem ci ciosów w plecy. Żaliłem się na Nimreta bo ci ufam. A ty mi co? Jak ja mam dać oparcie komukolwiek jak mi daje w pysk jak się zbliżam żeby porozmawiać? Nie traktuje cię jak kiedyś, bo kiedyś byłem twoją własnością. Lub miałem być *Nie, nie wypomniał tych trzydziestu tysięcy. Noża w plecy nie wbije, choć już został o to posądzony.*
Ja dobrze wiem, ze to poważna sprawa. Ale mam psychologa na pokładzie i sobie z tym radzę. Z kolei teraz ciebie to już przestaję rozumieć. Tak, wiem, ze lekko ci nie jest, i nawet miałem cie zapytać jak się czujesz ale nie zdążyłem bo zaraz zaczęliśmy się ze sobą drzeć *I już nie warknął, co było oznaką dobrych chęci, bo Ed nie był zawzięty. No ale ostatnimi czasy dobrze go podnieśli, wiec na pewno nie da sobą pomiatać*

Darven - 2011-12-27 21:20:39

- Wcale tego od ciebie nie wymagam, bardziej zależy mi na tym, żebyś zrozumiał, że wszyscy z nas mają ciężko, jedziemy na jednym wózku, niejeden wiele straci. A ty wypowiadasz pretensje - skierowane chyba do całego otoczenia, podczas kiedy gdyby nie ono, z dużą dozą prawdopodobieństwa można stwierdzić, że nie miałbyś do czego wracać. Imperium na pewno zabrałoby ci majątek, a gdyby miało okazję, to zniszczyłoby i ciebie. Czas nabrać zdecydowania. Moje słowa nie miały na celu dzielenia się żalami, bo na tym mi nie zależy, bardziej chodziło o zwrócenie uwagi na to, że jednak są też inni, że oni nie mają łatwo, ba, obawiam się, że w niektórych przypadkach mają znacznie gorzej od ciebie. Niestety, czasem mam wrażenie, że wiele wymagasz, ale niekoniecznie dajesz. I nie odnosi się to do dnia dzisiejszego, a ogółu. Bo widzisz, kiedy potrzebowałem pomocy, wcale nie byłeś gotów mi jej udzielić. - Podszedł do stołu taktycznego, opierając się o niego dłońmi. - Nie mam ochoty się spierać. Będę robił to, co do mnie należy. Ty zrobisz to, co będziesz uznawał za najlepsze. I to wszystko. Nie mam zamiaru rozwodzić się nad przyczynami.

ED - 2011-12-27 21:26:24

Tak, oczywiście, przepraszam, moja wina *Nie dodał zaczepnego „jak zawsze”. Nie było to szczere, co powiedział, widać czul się niezrozumiany i już stracił nadzieje, ze zrozumianym zostanie, wiec się poddał. Znał swoje reakcje a scen nie chciał robić. Warknął tylko wtedy, kiedy Darven wspomniał o tum ze Ed nie udzielił mu pomocy. Warknął, ale nie wypomniał. Choć bolało żywym ogniem.* Wszystko to sobie przemyślę na spokojnie *raczej się nie zblizą do siebie po tej rozmowie. Ed czul się znowu obity po pysku w imie zasady „moja jest tylko racja i to święta racja a jak masz swoją to mnie nie szanujesz i użalasz się”. Chociaż chyba nie do końca bo Ed sam nie wiedział o co poszło. Chyba o jego wylewność, po prostu na zbyt wiele sobie pozwolił. Musi się jeszcze nauczyć, ze szczery to może być u siebie w domu*

Darven - 2011-12-27 21:41:15

- Nie obarczam cię za nic winą, po prostu dzielę się spostrzeżeniami. - Odparł krótko. Chyba kuło go to, co uważał za nie do końca dojrzałe podejście do sprawy - wypominanie wkładu materialnego, pretensje. A tymczasem nic z tego wszystkiego mogło przecież nie zostać. Byli w ciężkiej sytuacji, trwała wojna, przeprowadzana była inwazja. Darven nie potrafił w takiej sytuacji zachowywać cierpliwość. Dla niego samego to wszystko przecież znaczyło bardzo dużo, miał ideę. Ciężko mu było znieść postawę, która przypominała: "ciesz się, że pomagam, że się jednak zaangażowałem, ale wiedz, że jednak mi to nie odpowiada, będę ci to wypominał". Ed był niestabilny, wymagał uwagi i symbolicznego głaskania, nadal w wielu sprawach trzeba było z nim postępować bardzo ostrożnie. No ale, wojna zazwyczaj nie pyta, czy komuś jest źle.
- Owszem, spraw do przemyślenia jest bardzo wiele.

ED - 2011-12-27 21:47:06

Słuchaj, jeśli cię uraziłem to przepraszam, choć uważam, ze nie powinienem przepraszać bo sam czuje się urażony. Ale koniec tej szczerości, to nic dobrego nie przynosi, a  ja nie chce się kłócić. *Na zakończenie tego wydał z siebie stłumiony warkot – denerwował się. Do tego cofnął się o krok ale nie miało to wpływu na jakość połączenia. A co do pieniędzy, to  no cóż – ich idea nie potrzebowała Eda jako osoby, a  Eda jako sponsora i Ed to wiedział. Nic dziwnego, ze nie był zachwycony. Mogł to stracić, ale w interesie Nimreta było by nie stracił, bo wtedy straciła by ich sprawa, nie Ed.
Ed był niestabilny – był, to fakt. Wymagał głaskania – a jakże. Trzeba było przy nim i ostrożności i taktu. I jak tego nie było, to należało się spodziewać, ze Ed zachowa się inaczej, niż jak to jest. To tez jest fakt. A jak jeszcze czuje się atakowany to się broni*

Darven - 2011-12-27 21:53:14

- Ja też nie chcę i nie odbieraj moich słów jako atak. Nie czuję się urażony, ani nie miałem na celu urazić ciebie. To była zwykła wymiana zdań. Jak widać, mieliśmy różne - mówił spokojnie. Nie wyglądał na kogoś, kto chciałby to wszystko roztrząsać czy dążyć do eskalacji konfliktu. - Inaczej patrzymy na pewne sprawy, to wszystko.

ED - 2011-12-27 21:58:08

*Nie zamruczał, ale tez nie warknął. Nie widać było, jak patrzy. Nie wróżyło to dobrze, bo często widać było co Ed czuje już po samym spojrzeniu, nawet przez holo. No ale nie było też źle. Na pewno ta rozmowa zainicjuje cały szereg przemyśleń w Edzie i na pewno na przyszłość zmianę zachowania. Ale jest tez jedna pociecha: Ed był wierny. Nawet jeśli nie do końca się z czymś zgadzał lub nie wierzył – był wierny.
Nie rozluźnił się. Nadal widać było jego zdenerwowanie. Wyszło znowu że jego wina, bo Darven go nie przeprosił, choć dawali obaj równo*
Świetnie. Chcesz coś jeszcze?

Darven - 2011-12-27 22:02:04

- Nie. Skontaktuj się, gdyby działo się u was coś złego, choć głęboko wierzę, że nic takiego nie będzie miało miejsca. Powodzenia. - Skinął głową, wyprostowany. Przejechał dłonią po blacie stołu taktycznego, spojrzał w holo i poczekał, aż transmisja się urwie.

ED - 2011-12-27 22:03:24

Dobrze. Bywaj *Transmisja urwała się natychmiast, widać Ed jechał na rezerwie. I koniec*

Darven - 2011-12-27 22:15:18

Skinął głową. Kiedy już połączenie zostało zakończone, wrócił na zajmowane przez siebie wcześniej miejsce, nieopodal Arseksyra.

Arsleksyr - 2011-12-27 22:19:15

*Kiedy Darven rozmawiał, panowała grobowa cisza. I to dosłownie grobowa, a nie chociażby akademicka czy grzecznościowa. I wszyscy na Darvena patrzyli. Nawet jak ten skończył, to posiew śmierci trwał, a Ars musiał udźwignąć ciężar pierwszego słowa, żeby jakoś to napięcie zburzyc*
Panie Darvenie, wszyscy wiemy, ze sytuacja jest ciężka a plan Nimreta okazał się niedopracowany, no ale szkoda by było tracić tak cennego sojusznika *Zaakcentował „cennego” niemal tak, jak to Ed się żalił, ze tak mówią. Nie ma co kryć – Ars tak o nim myślał* Może dobrze by było zwerbować dyplomatę? oczywiście ja nie chciałem pana urazić jak coś… *Chyba tez z rozmowy wyciągnął wnioski*

Darven - 2011-12-27 22:25:31

- Niewątpliwie - odparł, składając dłonie. - Obawiam się jednak, że mi nie starcza cierpliwości. I to nie kwestia słów, a czynów. Jeżeli ktoś chce się podjąć takiego zadania, to nie mam nic przeciwko. Nie ukrywam, że nieszczególnie pasuję do roli terapeuty.

Arsleksyr - 2011-12-27 22:31:06

Trzeba będzie kogoś poszukać bo ja też się nie nadaję *Ars mial za mało charyzmy i za dużo bezpośrednosci, czyli podobnie jak Darven, ale do tego Ars potrafił czasem zachować się chamsko, w przeciwieństwie do Darvena który zawsze był kulturalny. Chwile trwała cisza, po czym nagle i niespodziewanie Ars: roześmiał się*
No ale mu pan dał aż milo było słuchać *Nie od dziś wiadomo, ze Ars Eda nie lubił i nie bez powodu*

Darven - 2011-12-27 22:36:55

- Wiesz, mam zasadniczą wadę... Potrafię emocjonująco przemawiać w miejscu takim, jak budynek obrad rady, mówię wtedy z przekonaniem. Niestety brakuje mi tego, co powinien mieć dobry dyplomata. Nie potrafię udawać, że się z kimś zgadzam i go ugłaskiwać. Mam ostrą retorykę, co dla kogoś takiego jak ED staje się przyczyną niechęci. Nie zgodziłem się z nim. Dostrzegam powagę sytuacji i w takich chwilach ciężko jest mi zachować zdolność do zaakceptowania cudzego punktu widzenia, dlatego nigdy nie zostanę psychologiem. - Uśmiechnął się. - A muszę przyznać, że po tym wszystkim byłem odrobinę zniecierpliwiony.

Arsleksyr - 2011-12-27 22:47:23

A mi się wydaje, proszę pana, oczywiście jeśli mogę… *Nagle na mostku wszyscy zrobili się dyplomatyczni i zaczeli ugłaskiwać Darvena*
Że jednak… no, to znaczy jeśli to jest żywa istota, to trochę za ostro pan…
- Eee, zamknij się, był świetnie
*Na wtrącenie się jednego oficera odpowiedział od razu drugi*
Niech wie kto tu rządzi! *Dupolizajstwo zwyczajne czy przejaw podziwu? Przydało by się trochę umiejętności psychologa,…*
Ale mi tez by się zrobiło przykro…
- Aj, ciota jesteś. Dobrze pan powiedział! Jak się nie podoba to niech spierdala. Co, my sponsorów nie znajdziemy? A przymierze co? Żadnych interesów nie robi a jak pięknie prosperuje!
- Ta, kurwa, z  jedi…
- tobie coś powiedziałem!
- Już nic nie mówię!
*I tak jak Ed – się obraził i odwrócił do swoich obowiązków, a ten drugi wyszczerzył się do Darvena w takim „pogłaszcz mnie!”
Ars strzelił palcami. nadal się uśmiechał, choć już powoli, tak po wysłuchaniu oficerów dochodził do ponurych wniosków, ze cochrel dzieli się szybciej niż planowali, a oni powielają błędy dawnej rady – po prostu się kłócą*
Jedi nie jedi, przymierze czy nie to tak w sumie… on sobie lepiej poradzi niż my… My mamy ideę ale nie do końca wiemy, jak się z nią obchodzić. A on z kolei jest wykonawcą testamentu siostrzyczek Azzuz… one mnie zastanawiają, często o nich myślę… za kim by się opowiedziały, i jak to by wyglądało gdyby żyły…

Darven - 2011-12-27 22:57:17

Pokręcił głową, przysłuchując się rozmowie (czy raczej kłótni) oficerów. Spojrzał na Arsleksyra.
- Przydałaby mi się taka Ava, która pracowała dla Generała za życia. Owszem, miał wielki autorytet i budził podziw, ale miał też kogoś takiego, kto potrafił delikatnie i dyplomatycznie się czymś zająć, jeżeli było trzeba. Pewnie ze względu na jego przeszłość, wszakże każdy się pocił na widok Grievousa. To była bardzo inteligetna kobieta. Najbardziej wartościowi giną często w najokrutniejszy sposób, pozostaje to robactwo, jacyś przemądrzali radni, którzy teraz pewnie srają po nogawkach w swoich wielkich, teraz już bezużytecznych posiadłościach... - Wygładził kawałek peleryny. - Natomiast siostry... Lipini była tą bardziej przebiegłą, niebezpieczną. Pewnie nie wahałaby się podejmować trudnych decyzji. Młodsza zrobiła to, co uważała za słuszne i pewnie kontynuowałaby dzieło. Tak mi się wydaje.

Arsleksyr - 2011-12-27 23:03:46

A mi się wydaje, ze to Lipini by teraz nami dowodziła. Tak, ona była bardzo przebiegła. I dlatego tak bała się generała. A Avy nie pamiętam, ale może ma siostrę… trzeba by trochę poszukać. Wiadomo, ze musi to być osoba zaufana, we wszystko wtajemniczona. Hmm… może by tak mojego Savo podszkolić *Ars pogładził się po brodzie* On taki przystojny, zdolny…

Darven - 2011-12-27 23:08:25

- Niewykluczone - odparł odnośnie Lipini. - Dlatego mówię, że zdolna by była do drastycznych posunięć, jej młodsza siostra już nie. Chyba urzekła ją niewinność droida zabójcy, bo za czasów, kiedy wykonywał egzekucje, formalnie był nadal droidem. Tak, odnalazła światełko w jego serduszku. - Teraz on roześmiał się cicho. - Tak jak myślę, to musiała być odważną kobietą, postawiła wszystko na jedną kartę. ED był wtedy sto razy bardziej rozchwiany niż dzisiaj, był nieobliczalny. Niezbadane są wyroki sióstr Azzuz. - A później słuchał Arseksyra z uśmiechem. - Savo? Tak, z całą pewnością ma dyplomatyczne usposobienie. Jak nic.

Arsleksyr - 2011-12-27 23:14:57

Albo tez – jakim bestialstwem musiała się biedna otaczać, ze widziała dusze w droidzie. Chciał… ten cały Ed ma dużo przyjaciół, on w sobie coś ma. Ja go nigdy nie obserwowałem od tej strony, ale fakty mówią za siebie. Wiec może to nie takie trudne. A może to przez Lipini – tak tłamsiła ta biedną Abrę… No i był tam jeszcze ten wuj… Potem zabili ich poematem, wiec musiały być równie rozchwiane jak i ten Ed. No ale przecie – pierwszą osobą która ta bestie oswoiła był pan wiec czy to takie trudne?
*Widać było ze Ars – tak jak i Darven, po części nie rozumie, po części nie docenia tego zagadnienia.*

Darven - 2011-12-27 23:25:55

- Tak, to było na Widmie. I chociaż nie wydaje się to szczególnie trudne, to nikt inny tego wtedy nie zrobił, Ed faktycznie był bestią. Później zaczął łagodnieć. Z drugiej strony, zastanawiam się, czy skoro zawsze było w nim coś więcej niż mechaniczne, zimne urządzenia, to czy nie mógł po prostu przestać wykonywać swojej roboty...? Znaleźć sposób? Gdyby sytuacja była jasna, a on był zwykłą osobą, pewnie zostałby po tym wszystkim poważnie ukarany bez względu na bycie miłym. To smutne, ale takie są fakty. Czasem się zastanawiam, jakim cudem można pogodzić bestialstwa, których nie byłby w stanie wykonywać człowiek, z "tym czymś", co ujmuje osoby, które spotyka. Zastanawiam się, czy siostry Azzuz w ogóle myślały o jego straszliwej przeszłości, czy też udawały, że to nie miało miejsca. Bo ta młoda zdawała sobie sprawę z tego, jak bardzo on niestabilny jest. To mogło się okazać tak samo pozytywne, jak i mieć straszliwe konsekwencje. Istna loteria. - Potarł w zastanowieniu czoło. - To materiał na całe doktoraty. Jeżeli jednak traktujemy go jak żywą istotę, to podobnie musimy też traktować jego czyny. Zastanawiam się, jak to rozgryźć. Jeżeli ktoś uznaje go za zwykłego droida, tłumaczy go tym, że nie mógł o niczym decydować. Ale jeżeli to osoba? Co wtedy? Okazuje się, że on dysponował emocjami, sumieniem... Trudna kwestia.

Arsleksyr - 2011-12-27 23:36:21

*Ars słuchał, stukając palcami o przedramiona, mając przy tym skrzyżowane ręce, iż z przyjemnością poddawał się teoretyzowaniu*
Nie wiem…. może mieli na niego jakiś sposób. A później… wie pan, nad nim pracują specjaliści w stopniu profesorów nadzwyczajnych, stosowali takie cuda techniki, ze tego nazwać nie potrafię. On bez wątpienia jest porypany, ale jest tak wyszykowany, ze widać – da się. A wcześniej może miał zwyczajny organicznik i fizycznie skrzywdzić nikogo nie mógł. A może ona wiedziała z opowieści wuja, może z jakichś jeszcze… może nawet pańskich.
A cestianie… panie Darvenie, cestianie to nie są ani ludzie, ani droidy, tak wyprutych z sumienia istot, jakie ja tam widziałem, co kolo tego EDa chodziły, to ja jak żyje nie widziałem. Oni tam tacy są, źli po prostu. I chciwi. Jak oni tam ludzi zabijają, męczą, rozrywają na kawałki i patrzą na to, to oni się zastanowią czy droid czuje i ma sumienie? Nie wiem, czy oni w ogole mają w słowniku takie pojecie jak niewola

Darven - 2011-12-27 23:43:02

- Tak, ale w jaki sposób mogli go fizycznie do tego zmusić? Czy on faktycznie miał wtedy, jako osoba, wyrzuty sumienia? I czy robił coś, by tych ofiar nie rozrywać? To mnie najbardziej interesuje, ta mroczna przeszłość, z którą nie wiadomo co począć. Bo nie wątpię, że Cestianie się tym nie interesowali. Ciekawe, czy myśli o sobie z przeszłości, jako o kimś złym. Czy dostrzega to, że tak jak krzywdzono jego, tak on krzywdził innych, bezwzględnie. Tam nie było przecież żadnej sprawiedliwości, to było często torturowanie dla uciechy tych robali.

Arsleksyr - 2011-12-27 23:52:01

Fizycznie można go zmusić bardzo prosto, przecież mój syn obezwładnił go po tym ataku na młodego Tareka. Poza tym on ma uległy charakter. To nie jest wojownik. Możliwe nawet, ze się bal. Grom go tam wie. Ale na pewno cestianie nie zbudowaliby czegoś, co im zagraża. Możliwe, ze on nawet nie wiedział, kim jest. Może myślał, ze jest droidem, a  to, ze ma świadomość to jakiś błąd programów. Nie wiem, to trzeba zapytać jego. Chociaż teraz to się na pewno nie zwierzy. Ale… jakby nie miał wyrzutów sumienia to by nie zwariował… Ja go pamiętam… *westchnął. Trudne to było, ale jeśli się o tym nie mówi, to to boli bardziej. Mowil wiec, ale ciszej, żeby ci przy konsolach nie słyszeli*
On mnie torturował, zadawał mi ból. Był bezwzględny i metodyczny. Nigdy w zyciu bym nie powiedział, ze to jest żywa istota. Raczej nie miał dużej inicjatywy, miał rozkazy, żeby nie zabić. Potem sam musiałem zabić Arka… Tak błagał o życie, że aż poczułem do niego odrazę. Ten droid… Ed… ja nie wiem, co w  nim siedzi. Ale jak patrze na to z perspektywy czasu – to było bardzo, ale to bardzo inteligentne i psychologiczne zagranie. Złamał mojego syna torturowaniem mnie, a mnie – strachem mojego syna. Ale jakby tak znaleźć się w jego skórze – jak ja bym musiał zrobić coś takiego komukolwiek, to bym roztrzaskał łeb o ścianę…
*Znowu zamilkł. I zaśmiał się cicho, po czym spojrzał na Darvena*
Szuka pan czegoś na okoliczność tej rozmowy, co? Żeby widzieć go jako kogoś złego? Żeby poczuć, ze miał pan racje, a  jego odejście będzie oczyszczeniem naszych szeregów z kata bez sumienia?

Darven - 2011-12-28 12:10:14

Pokiwał głową. Nic nie powiedział na temat torturowania Arseksyra. To nadal były ciężkie i bolesne sprawy, mimo że dotyczyły przeszłości.
- Nie. Po prostu zastanawiam się nad jego przeszłością, nie potrzebuję usprawiedliwiać się przed sobą samym. Za to przyznam bez wstydu, że uważam go za kogoś zbyt rozchwianego i niepewnego, by nieść ze sobą tak wielką odpowiedzialność. Jedną z rzeczy, których mnie nauczył Generał, to umiejętność chłodnego kalkulowania, przewidywania zysków i strat. Jeżeli od tego zależy przyszłość konfederacji, to muszę się wznieść ponad osobiste odczucia i zrozumieć, kiedy ryzyko jest zbyt duże. On dzisiaj może nas wspierać, a na następny dzień odejść z błahego powodu albo się obrazić, taki jest ED. Często jest zaprzątnięty mało ważnymi sprawami, nadal ma problemy natury umysłowej i potrzebuje pomocy psychologów, ograniczników. Taki właśnie jest, niestabilny. Naprawdę jesteś w stanie winić mnie za to, że nie jestem w stanie mu bezgranicznie ufać? Gra toczy się o za wysoką stawkę. On może być przyjazny i "mieć to coś", ale poważne sprawy wymagają dojrzałego podejścia i pewności siebie. Miał szczęście, że go rada nie zjadła. Przecież jacy są radni - jak wyczują słabość, to nie ma litości. Złapią, przeżują, połkną, wyrzygają. I tyle zostaje z ich ofiary. Nie ma miejsca na wahanie, brak wewnętrznej dyscypliny, rozchwianie emocjonalne. - Spojrzał na Arsleksyra uważnie. - Rozumiesz o czym mówię?

Arsleksyr - 2011-12-28 12:54:00

O to podejrzewałbym każdego, z którymi współpracujemy. Tak wiec nie czuje się specjalnie pocieszony, ze to tylko on. On przynajmniej nie jest fałszywy. Ale nad nim pracują specjaliści, wiec  - proszę się na zapas nie martwić. On ma swój rozum. A ja nie winię, bo nie można ufać bezgranicznie nikomu. Ale tez nie ma co dopatrywać się w nim najsłabszego ogniwa, które zdradzi. Powinniśmy mimo wszystko trochę go pogłaskać, bo to jeden z dwóch naszych sponsorów i może – obym się mylił – jak poczuje ile znaczy a nie będzie miał powodów by nas szanować, to może być różnie. Bez niego nie mamy nic, możemy jedynie prosić przymierze by móc się pod nich podpiąć. I ja się wcale mu nie dziwie, ze próbuje powarkiwać i się obrażać. On chce sobie wywalczyć swoje zdanie, to znaczy ze jest zaangażowany. On się rozwija dużo szybciej niż my. A my jesteśmy zakompleksieni dużo bardziej niż on. Trzeba spojrzeć prawdzie w oczy, autorytet generała z czasem zostanie zapomniany a  wtedy zostaniemy sami. Jeśli Ed pozostanie tylko rozchwiany, ale będzie miał wsparcie, i nie zrobi się chamski jak wszyscy, łącznie z nami, to będzie dobrze. Tak mniej więcej to rozumiem… I wydaje mi się, ze wszyscy nasi serdeczni przyjaciele czekają, aż zaprosi pan ich na Mustafa na spotkanie sztabu. Będzie miał pan okazje porozmawiać z Edem na osobności o pańskich obawach

Darven - 2011-12-28 13:20:57

- Zaskakująca dawka samokrytycyzmu. Ja bynajmniej nie widzę tego w tak ciemnych kolorach. Uważam, że będziemy w stanie stworzyć organizację typowo militarną, tak jak to zrobiło przymierze - i oni sobie radzą, chociaż nie są firmą. Generał wiedział, że trzeba wszystkich za pyski trzymać, bo inaczej się rozejdą i zaczną knuć po kątach. Mam zamiar spełnić jego oczekiwania. Konfederacja potrzebuje przywódcy, a nie czegoś, co będzie przypominać radę z Cochrelu - grupy skłóconych, bogatych baronów. Potrzebna jest ścisła, wojskowa hierarchia i dyscyplina. Nie chcę stworzyć nowego, mniejszego Cochrelu. Natomiast ja się z Edem w pewnych sprawach nie zgadzam i to wszystko, nie ma co rozmawiać o obawach, bo one mogą dotyczyć dosłownie wszystkiego - takie to niepewne czasy. Nie mam względem niego złych zamiarów, ale też się od niego nie uzależniam, nie będzie nowego Cochrelu. Nigdy więcej. I nie zgadzam się panem w kwestii tego, że gdyby on nas nie wspierał, to nie mielibyśmy szansy działać. Pan go bardzo chwali. Cieszę się. Nie twierdzę, że on nie przejawia cech, o których pan mówi. Za to mam własne zdanie na temat innych, które sprawiają, że ja nie będę go traktował jako nasze jedyne paliwo. Strategia nakazuje o to zadbać, dbać o to, żeby konfederacja nigdy więcej nie była zależna od grupy bogaczy, bo historia zatoczy koło. Pamiętam, jak silni byliśmy za czasów świetności Qymaena czy kiedy żył jeszcze Hrabia. I obaj nie uginali karków.

Arsleksyr - 2011-12-28 13:32:02

Nie chcę pana urazić, ale za pysk to jeszcze trzeba umieć chwycić tak, żeby delikwent ani nie ugryzł przy tym, ani się nie wystraszył. A ja Eda nie chwalę, ale doceniam. Staram się patrzeć jak najbardziej obiektywnie. Jak przymierze się rozwijało, imperium tez się rozwijało i było dużo słabsze. No i Cochrel się rozwijał. To był dobry moment na rozwijanie się. Teraz my jesteśmy mali w otoczeniu tych dwóch olbrzymów. I jedyne co mamy, to parędziesiąt osób i parenaście statków. Gdyby chociaż każdy, kto przyjdzie na zebranie miał statek, moglibyśmy coś więcej, nawet w tym przymierzu. Mieć tam jakieś prawo głosu. I chyba nie ma co już wracać do generała i hrabiego, bo oni byli tacy, ze nie musieli nic, wszyscy przychodzili do nich, by im pomagać. Oni się nie użerali z niczym. A rada cochrelu zjadła póki co nas, a  plan Nimreta nie był najlepszy. Trzeba powiedzieć to głośno: mamy na koncie jedną porażkę. I jestem pewien, ze Imperium nadal uważa pana za głównego dowódcę i będzie robić wszystko by pana zabić. Nie wiem, może to Nimret zaplanował. Nie chce nikogo oskarżać, może to jego zwykła nieudolność. W końcu jest stary
*Na chwile zamilkł i zamknął oczy. Odchylił głowę i ścisnął ją rękami, by w koncu wrócić do rozmowy*
Nie ma co czekac, trzeba ogłosić posiedzenie sztabu, spisac jakąś konstytucję, ustalić zasady, kazać im się wszystkim podpisać. ostatecznie: wóz albo przewóz, kto jest z nami, a kto nie. Zobaczymy jak zachowają się wobec „klęski” z Hypori. I zaraz po tym jak Edziulek zauważył – zebrać się do obrony Hot,. bo to na razie nasz ostatni bastion

Darven - 2011-12-28 13:47:12

- Może i tak. Nie miałem szansy nic zrobić z Hypori, byłeś na tym statku i widziałeś co się działo. Gdybym mógł, robiłbym wszystko, by nie dopuścić do tej sytuacji. Z Cochrelu należało wyciągnąć tyle, ile się dało, tymczasem praktycznie bez walki oddano, cóż... Stolicę. Hypori było centrum całego życia korporacji. Może Nimret jest stary. A może lata spędzone przy radzie nauczyły go knucia i liczy na uzyskanie całkowitego przywództwa, może traktuje mnie jak marionetkę albo chce się mnie pozbyć, może chce, żebym nie miał posłuchu wśród innych. Bo poruszył pan ważną rzecz. Mimo, że nie miałem na nią wpływu, to doznaliśmy klęski. Przegrana to przegrana, tak to wygląda. - Potarł w zamyśleniu czoło, spoglądając na widok za iluminatorem.
- Na spotkaniu na Mustafar położę wszystko na jedną kartę. Widzi pan, nie chcę ich ani wystraszyć, ani skrzywdzić, za to chcę ich przekonać do tego, że warto w tej sytuacji pójść za mną, że jestem w stanie tym pokierować. Będą musieli podjąć decyzję. Albo tak, albo nie. Albo decydują się iść w to dalej, albo odejdą i zajmą się swoimi sprawami. Czuję, że to jedyna szansa, by zyskać poparcie. Ostatnio sprawy nie układały się za dobrze. Bez względu na to, co zrobią, będziemy bronić Hoth. Nie możemy oddać kolejnej planety bez walki w ręce imperium. Poza tym, w związku z ostatnimi wydarzeniami spotkam się z Admirałem. Przymierze nie jest chciwe, ale nie wiem, czy będą chcieli mnie uznawać za osobę, która ma prawa do kierowania konfederacją. Postaram się wynegocjować ich wsparcie dla nas, jako nowej organizacji. Spróbuję ich przekonać, że Cochrel już nie istnieje, że już nie ma dla niego szansy. Być może będziesz mnie krytykować za to, co chcę zrobić, Arsleksyr, ale w ciągu życia nauczyłem się jednej rzeczy - nie ma miejsca na półśrodki. Będę dążył do realizacji celów, które sobie wytyczyłem. Będę usiłował na nowo nadać Konfederacji znaczenie, uczynić ją silną. Nie będzie to proste, nie będzie to szybki proces, ale zrobię co w mojej mocy. Wierzę, że tobie też na tym zależy.

Arsleksyr - 2011-12-28 13:56:51

No i chyba o czymś podobnym mówił Ed. Też nie miał wpływu, jeszcze bardziej nie miał, bo z nami chociaż Nimret rozmawiał… lub knuł. Chodziło mu o to samo, co i nam. Nawet nie wiemy, o co nam chodzi. Jak nie zaczniemy normalnie ze sobą rozmawiać to będzie druga klęska. Dlatego bardzo na pana licze na Mustafa. Bo jedność jest naszą jedyną nadzieją. Nawet jeśli jeden jest rozchwiany, drugi jest pijakiem, trzeci cholerykiem a jeszcze jeden całe życie był szpiegiem. Trzeba to wszystko skupić pod jednym sztandarem. I żeby się wspierali a nie patrzyli na siebie koso. Nawet błąd Nimreta trzeba będzie mu wybaczyć dla dobra sprawy. Najwyżej potem dyskretnie obserwować.
A rozmowy  Admirałem przymierza nie krytykuje. O ile pan nie potraktuje go jak Edzia, to powinno się udać

*Ars uśmiechnął się jak ktoś kto zaczyna powoli dostrzegać światełko w tunelu ale jeszcze nie wie czy to naprawdę, czy mu się wydaje. I tak sobie dumał, kiedy na mostek wpadła zadyszana grupa czterech pracowników*
Sir! Muszą panowie to zobaczyć!

Darven - 2011-12-28 14:11:59

- Wciąż wyrzucasz mi tę rozmowę z Edem. Nie czuję, żebym na to zasłużył. Powiedziałem to, co myślałem i uważałem za słuszne. Nie będę się z tego tłumaczył. Jemu żadna krzywda się nie stała, nie musisz mnie demonizować. Ostatecznie uważam, że każdy powinien się wziąć w garść, a wypominanie pomocy nie służy temu, o czym mówisz - zgodzie. Przecież wiesz, że nikt nikogo nie zmuszał do udziału w tym pakcie. - A później ktoś wtargnął do środka i Darven odwrócił się, by spojrzeć kto to taki.
- Co zobaczyć? - zapytał, marszcząc brwi.

Arsleksyr - 2011-12-28 14:17:13

No trochę wyrzucam bo to nasz cenny sojusznik. Na jego miejscu tez bym się wkurzył. A nie powinniśmy się na siebie wkurzać. Nikt nikogo nie zmuszal, ale wszystkim zalezy by ci co już są – zostali. *I ledwo Ars skończył, wpadła ta grupa. Półkownik poczul się zadowolony, widząc, ze chodzą w czwórkach, jak kazał. Wystraszeni byli. Szczerze mówiać jakoś się Ars nie przejął. Młodzi, ich mógł przestraszyć byle cień*
W maszynowni, chodźcie, musicie to zobaczyć!
*I pobiegli. Ars spojrzał na Darvena, po czym wstal, i ruszyl za nimi. Tylko na tych dwóch do kompletu skinął, no i liczył ze Darven pójdzie*
http://www.swewok2.pun.pl/viewtopic.php?id=453&p=19

Darven - 2012-01-01 19:47:08

Dotarli na mostek. Grodzie z sykiem wpuściły ich do środka. Darven przeszedł parę kroków i niespiesznie usiadł na wielkim, skórzanym fotelu. Oparł dłonie o blat stołu taktycznego, spoglądając na mapy strategiczne różnych systemów, w szczególności Hoth. Spodziewał się, że Przymierze - w odpowiedzi na wiadomość Arseksyra - po pewnym czasie skontaktuje się z nimi. Jeżeli nie celem ustalenia miejsca spotkania, to celem rozmowy na odległość.

Moc - 2012-01-01 19:50:12

Darven słusznie podejrzewał, bo w końcu nadeszło połączenie z Przymierza. Ktoś z pokładu Wyzwoliciela chciał rozmówić się z Darvenem. Kanał był odpowiednio zaszyfrowany i miał najwyższy możliwy priorytet rozmowy, więc był to ktoś ważny.

Darven - 2012-01-01 20:02:21

Podniósł wzrok na ekran. Złapał organiczną dłoń skrawek ciemnego, egzotycznie zdobionego płaszcza i podniósł się powoli z miejsca. Ominął stół taktyczny i zrobił parę kroków wprzód, pozwalając by kamery złapały go w pełnej okazałości, a trzeba przyznać - jako cyborg prezentował się majestatycznie. Wyprostowany, dał znać łącznościowcom, by przyjęli połączenie.
Rozmówcy ukazała się osoba rasy ludzkiej, choć od razu było widać - boleśnie doświadczona. Trudno było rzec, czy więcej było w nim maszyny, czy żywych tkanek. Klatkę piersiową przykrywał pancerz, jedna ręka była od łokcia w dół stalowa, podobnie też noga, z kolei z dwóch płynących wzburzonym, chłodnym oceanem oczu, ostało się jedynie jedno żywe - drugie było wierną kopią, nie oddającą jednak ani w ułamku tak prawdziwych emocji. Tam, gdzie nie można było dostrzec zimnej stali, tam ciało przykrywał materiał czerwono-czarnego munduru o insygniach wyższego dowódcy, ze złotymi pasami.

Moc - 2012-01-01 20:19:05

Wraz z przyjęciem rozmowy emiter holokomunikatora zmaterializował postać przywódcy Przymierza admirała Tar Serira. Był to postawny cereanin, ubrany w dopasowany i nieskazitelny mundur, na którym lśniły admiralskie gwiazdy. Sylwetkę miał postawną, dumnie wyprostowaną, jednak ogólną prezencję psuła jego twarz, po której widać było ślady braku snu, stresu i ogólnego wyczerpania organizmu. Może i cereanin nie brał udziału w bitwach, ale na bieżąco musiał kontrolować sytuację w Przymierzu, aktualizować mapy i strategie, kontrolować wywiad, sprzeczać się z Radą Admirałów oraz pokojowo pacyfikować cywilnych polityków. Miał więc sporo spraw na głowie.
Zaś widok Darvena nie wywołał w nim wstrząsu, poznał go w końcu na pokładzie Wyzwoliciela już jako cyborga. Co najwyżej na plus można oddać jego ogólną prezencję.
- Witam panie Darven. Cieszę się, że w końcu udało nam się nawiązać połączenie. Dowództwo Cochrelu nie odpowiada i byliśmy zaniepokojeni tym faktem jak również całą zaistniałą sytuacją
Prawdę powiedziawszy to admirał nie pamiętał z imienia Darvena, widzieli się tylko raz. Przed rozmową więc przyjrzał się raportom wywiadowczym dotyczących Cochrelu i jego władz, by nie dać się zaskoczyć niczym w trakcie rozmowy.

Darven - 2012-01-01 20:44:21

Darven patrzył spokojnie na sylwetkę Admirała. Nie było zaskoczenia, bowiem faktycznie - raz już się spotkali, a było to przy okazji obrad na Wyzwolicielu. Cyborg towarzyszył wtedy Generałowi Qymaenowi.
- Również witam, admirale. Nie ukrywam, z pełną szczerością ucieszyłbym się bardziej na pana widok, ale nastały tak trudne czasy, że trudno wykrzesać z siebie radość. Być może doszły już do pana pewne informacje na temat niedawnych... Problemów korporacji.
Mówił spokojnie, tonem oficjalnym, ale bez pośpiechu. Patrzył na sylwetkę admirała bez natarczywości.
- Imperium przeprowadziło inwazję, na którą składały się dobrze zaplanowane, skoordynowane i szybkie ataki, także zakłócanie łączności, sabotaż i utrudnianie organizacji na szczeblu wojskowym. Straciliśmy Cato Neimoidię i Hypori. Mam częściowy kontakt z innymi dowódcami, nie posiadam żadnych informacji na temat Rady. W tym momencie pojawia się ważna kwestia. Otóż z całą pewnością mogę stwierdzić, że Cochrel nie istnieje. Umierał długo, teraz ostatecznie wyzionął ducha. Imperium zadało silny cios.
Zrobił krótką pauzę, spoglądając uważnie na admirała.
- Mój człowiek - Arsleksyr - był już u Pana raz z wieściami dotyczącymi korporacji. Nie działo się dobrze. Teraz jest ostatni moment na uratowanie idei separatystycznych, moment w którym są one plastyczne, można je ponownie uformować. Od dawna podejmuję się ratowania Konfederacji, przyjmuję to za swój obowiązek jako następcy Generała. Będę dążył do wytyczonych przez siebie celów, budując na nowo to, co nazywane było Konfederacją - czasem coś musi zostać zniszczone po to, by mogło się z tego urodzić coś czystszego, doskonalszego. Ważne jest dla mnie, by wiedzieć, czy w swoich działaniach będę miał wsparcie Przymierza. Cochrel, który przecież był Waszym sojusznikiem, gnił od długiego czasu, śmierć Generała Qymaena przyspieszyła ten proces. Dzisiaj, podczas inwazji Rada zebrała plony własnych, straszliwie niefortunnych decyzji. Próbowałem przemówić im do rozsądku, byli jednak zbyt zaślepieni, by dostrzec nadciągający kataklizm. Nadal są jednak osoby, dla których znaczy coś wizja silnej Konfederacji, te osoby chcę poprowadzić. Wyłamały się z korporacji, widząc jej nieuchronną zgubę.

Moc - 2012-01-01 20:57:13

- Owszem, mam świadomość ostatnich niefortunnych wydarzeń. Atak Imperium był dla nas równie wielkim zaskoczeniem, przez który musieliśmy zmienić nasze plany. Wysłaliśmy na pomoc kilka zgrupowań ekspedycyjnych, jednak dotarły zbyt późno na miejsce
Twarz admirała wyrażała smutek i rozgoryczenie z tego faktu. Gdy wieści o ataku na Hypori i Cato Neimoidię dotarły do Admirała to wpadł we wściekłość i od razu wezwał na dywanik szefa ich wywiadu. Przegapienie takiej akcji było prawie niewybaczalne. Ale w końcu pozwoliło to na znalezienie luk w ich siatce wywiadowczej.
- A więc to już niemal oficjalne? Cochrel się rozpadł?
Cereanin wolał się upewnić jeszcze odnośnie tej informacji, chociaż od dłuższego czasu podejrzewano taki obrót sprawy, a wizyta Arsleksyra utwierdziła Radę w tym przekonaniu. Był to oczywiście cios dla Przymierza, ale pozbierają się po nim. Tymczasem Tar Serir wysłuchiwał przemowy Darvena. Swoją postawą okazywał ogólne opanowanie, jednak umysł pracował na najwyższych obrotach. Kwestia ideałów konfederacji mogłaby być nieco drażliwa, zwłaszcza, że Przymierze znacznie się w ostatnim czasie rozrosło, łącząc w sobie różne frakcje o odmiennych programach politycznych. Z tego powodu Rada postanowiła o oficjalnym porzuceniu idei odbudowy Republiki na rzecz hasła walki z tyranią i dyskryminacją Imperium. O kształcie Galaktyki debatują politycy, wojskowi skupiają się na walce a kwestie podziałów politycznych porozmawiają później, po zwycięstwie.
- Doskonale rozumiem pańską myśl oraz ideę. Chciałbym jednak wiedzieć jaką pan przewiduję rolę Przymierza w tym przedsięwzięciu? Zapytam po prostu jak wojskowy, co pan planuje i jak możemy pomóc?

Darven - 2012-01-01 21:09:36

- Niemal oficjalne. Z Cochrelu, jako korporacji, nic już nie zostanie, tego nie da się uratować - odparł ponuro, zgodnie z prawdą.
Zapewne były to kwestie drażliwe, ale jednak Cochrel był równorzędnym partnerem Przymierza. Oczywiście wiele ich dzieliło, wszakże republikanie i separatyści jeszcze nie tak dawno temu zaciekle walczyli, ale mimo to - wiązał ich sojusz, a właśnie tę kwestię podejmował Darven, uznając że Konfederację stanowi odłam, który oderwał się od korporacji, a więc co za tym idzie - powinien w ten sposób zostać uznany.
- Przede wszystkim chciałbym zapewnić o woli utrzymywania sojuszu, jaki łączył separatystów i republikanów. Zależy mi na tym, by Admirał wraz ze swoimi organami doradczymi uznał tworzony przeze mnie ruch jako prawowitą, prawdziwą Konfederację. Moim celem jest odnowienie dawnych tradycji. Chcę zbudować organizację militarną, nie firmę. W związku z tym, z radością przyjąłbym wieść, że Admirał wciąż akceptuje nasz sojusz. Niestety, o korporacji należałoby zapomnieć. To jedyne wyjście. Być może proszę o zbyt dużo, ale uważam, że po tej stronie to ja będę w tej sytuacji politycznej jedynym pana sojusznikiem. Radni nie stanowią już żadnej siły, ich bogactwo nie wykupi ich z niczyich rąk. Winni są zdrady Konfederacji. Są spisani na straty, tak jak i Cochrel jako całość. Wyłoni się z niego twór nowy, a co najważniejsze - zdrowy. Natomiast nie ukrywam, że w tym burzliwym okresie zmian mogę potrzebować wsparcia militarnego Przymierza...

Moc - 2012-01-01 21:18:26

Admirał wysłuchał kolejnej porcji przemówienia Darvena, który miał zadatki na niezłego polityka, przynajmniej jeśli chodzi o przemowy, bo mówił dużo, o wzniosłych celach, ale generalnie, bez konkretów, co trochę cereanina drażniło. Preferował wojskowy styl negocjacji, przedstawienie jakiegoś planu, spodziewanych przeszkód, przewidzianych zasobów, potrzeb itp. OD dyplomacji to on miał resztę.
- Jeżeli zorganizuje pan jakikolwiek twór wojskowy o pewnym znaczeniu militarnym to oczywiście skłonny jestem go zaakceptować. Wewnętrzne sprawy Cochrelu czy jak pan woli Konfederacji to nie moja sprawa. Muszę pana jednak uprzedzić, że znaczna część naszych sił jest związana walką z Imperium na kilku frontach, więc nasza pomoc militarna będzie raczej skromna. Mamy spore braki w kadrach, sprzęcie, zasobach i tak dalej. Jednak w miarę możliwość udzielimy pomocy. Oczekuję jednak jakiegoś konkretnego planu działania.
Na takim planie najbardziej zależało Admirałowi, gdyż na jego podstawie mógłby on już zacząć planowanie dalszej strategii walki z Imperium. To była najbardziej paląca kwestia, zaś wewnętrzna organizacja Konfederacji pod przywództwem Darvena już nie. Chyba, że by planował włączenie jej do Przymierza, wtedy to już by wymagało jakiegoś zaangażowania.

Darven - 2012-01-01 21:28:50

Ściągnął brwi, spoglądając na holomapę jakiegoś systemu, unoszącą się w powietrzu.
- Utrata Hypori i Cato Neimoidii to poważny cios. Imperium nie może przeprowadzać inwazji bezkarnie. Ostatnim bastionem, ważnym miejscem z punktu widzenia strategicznego jest Hoth, planeta której obrony się podejmę. Kiedy już będę miał za sobą sprawy organizacyjne, skoncentruję tam wszystkie siły. Jestem pewien, że Hoth jest następnym celem imperium. Rozumiem, że wewnętrzne sprawy Konfederacji pana nie interesują, ale są kluczowe z punktu widzenia strategii, jaką będzie trzeba podjąć w najbliższym czasie. Potrzebuję po prostu zapewnienia, że będę mógł liczyć na Przymierze. Nie mam pewności, czy radni sami nie zaczną się do was zwracać, a przynajmniej ci, którzy przetrwają, może jakieś organy, pojedyncze jednostki z korporacji... One już jej nie stanowią. To ważna kwestia, jeżeli zależy panu na tym, by zachować sojusznika. Mnie też zależy i dlatego nie chcę pozwolić, by wszystko się do samego końca rozpadło.

Moc - 2012-01-01 21:40:03

- A więc Hoth...
Mruknął do siebie cereanin i na chwilę pochylił się nad czymś - zapewne nad komputerem. Chciał się czegoś o tej planecie dowiedzieć, w jakim rejonie Galaktyki leży, by sprawdzić, czy Przymierze przeprowadza w tym rejonie jakieś akcje wojskowe.
- Na dzień dzisiejszy nie mogę poczynić jakichś trwałych deklaracji. Hoth leży nieco na uboczu obszaru, który nas strategicznie interesuje, ale jest w zasięgu. Myślę, że kilka jednostek można oddelegować do pomocy w obronie.
Cereanin zaczął bawić się swoją bródką, analizując pośpiesznie pomysł przedstawiony przez Darvena. Był ciekaw dlaczego akurat Hoth było takie ważne, skoro baza danych Wyzwoliciela jasno wykazywała, że to planeta pozbawiona znaczenia. Nie pytał jednak, to nie był czas na takie rozmowy i to w dodatku holograficzne.
- Radzę panu działać energicznie i zdecydowanie panie Darvenie. Resztki Cochrelu stanowią teraz łatwy łup dla Imperium... i piratów. Muszę pana jednak poinformować, że jeśli ktoś z byłej korporacji zwróci się do Przymierza z prośbą o przyjęcie lub azyl to pewnie wyrażę na to zgodę. Nimniej życzę panu powodzenia w realizacji planów i mam nadzieję, że przyszły sojusz będzie porzyteczny dla obu stron

Darven - 2012-01-01 21:47:46

- To kwestia do ustalenia. Nie nalegam, ale z całą pewnością ewentualne wsparcie będzie ważnym czynnikiem w tym starciu - rzekł spokojnie, robiąc parę powolnych kroków.
- Taki już jestem, że zawsze działam zdecydowanie. Będę robił co w mojej mocy, tymczasem liczę na poparcie dla moich ruchów i ewentualne wsparcie. Łącze z sojuszem duże nadzieje. Sądzę, że niebawem wszystko się wyklaruje.

Moc - 2012-01-01 21:53:12

- W naszym ewentualnym sojuszu pokładam spore nadzieje. Dodatkowe siły w walce z Imperium zawsze się przydadzą
Dla Admirała liczyła się wojna z Imperium, kwestie polityczne czy ideowe odkładał na bok, to sprawa dla polityków. Dlatego ewentualny sojusz z tworem Darvena byłby dla nich korzystny... o ile zgromadzi odpowiednie siły. Siłę i pozycję sojuszu ustali bilans sił, tutaj matematyka była bezwzględna. Jeśli Darven zgromadzi tylko kilka okrętów, to jego pozycja przetargowa będzie raczej niska. Ale im więcej tym lepiej.
- Mam nadzieję, człowieka poznaje się po jego czynach, nie zaś słowach. Będziemy przyglądać się pańskiej działalności z uwagą i mam nadzieję ,że kontaktu nie stracimy. W stosownym czasie wyślę do pana delegację, która omówi już osobiście kilka najważniejszych kwestii.

Darven - 2012-01-01 21:58:22

- A więc będę czekał z niecierpliwością - powiedział, patrząc uważnie w obiektyw. Skinął głową, dając jednocześnie znak, że nie ma nic do dodania. Zapewne w kwestii matematyki tak było, ale ważna była jeszcze inna kwestia - nawet słaby sojusznik był lepszy od żadnego, a tak mogłoby się stać, gdyby separatyści ostatecznie upadli. Bez względu na wszystko, Darven nie brał pod uwagę możliwości podłączenia się pod Przymierze - albo będą działać niezależnie, albo wcale. Sprawa Konfederacji rozstrzygać się będzie w najbliższym czasie. Pierw sprawy wewnętrzne, a później odpieranie agresji Imperium - przyszedł czas ciężkiej próby.

Moc - 2012-01-01 22:01:55

- A więc powodzenia i do usłyszenia. Tar Serir bez odbioru
No i Admirał się rozłączył. Z pewnością teraz będzie musiał przeanalizować całą rozmowę wraz z Radą, która podejmie ostateczną decyzję. Czasy gdy samodzielnie decydował o przyszłości Przymierza minęły bezpowrotnie. Ale dla Darvena była nadzieja, musiał jednak działać szybko i zdecydowanie, by ugrać jak najwięcej. A Przymierze będzie uważnie śledziło jego kroki.

Arsleksyr - 2012-01-05 16:29:29

Zaraz po odbyciu przed Darvena rozmowy z tematu: http://www.swewok2.pun.pl/viewtopic.php?id=590&p=9

Ars cały czas stal na uboczu, otoczony synkami: po lewej Lison, po prawej Recko. I wszyscy patrzyli na plecy Darvena i słuchali, zdumieni do granic niemożliwości. A kiedy Darven skończył rozmowę, to dalej się nie obudzili. Już nie wiedzieli, kto jest kim, a kto walczy przeciw komu i kogo ma za sojusznika

Darven - 2012-01-05 16:34:01

Darven zaraz po zakończeniu rozmowy odwrócił się i szybkim krokiem podszedł do stołu taktycznego. Wywołał w powietrzu mapę z zaznaczonymi jednostkami sojuszniczymi. Spojrzał na łącznościowca.
- Rozesłałeś wiadomość? - spytał, by po chwili z powrotem zwrócić wzrok ku mapie.
- Czas zakończyć tę samowolę - zacisnął dłonie na blacie stalowego stołu. - Arsleksyr, Nimret nadal nie odbiera?

Arsleksyr - 2012-01-05 16:39:56

Tak, wysłałem, mam potwierdzenia odbioru: 70% potwierdziło, 8% nie a od reszty brak odzewu.[i] *odpowiedział łącznościowiec, a Ars ocknął się po chwili*
[i]menedżer połączenia szuka kanału
*Jako były statek generała Qymaena, Widmo miało dużo lepsze możliwości łączenia niż Ed na swoim statku, dlatego tez właśnie oni mogli znaleźć kanał wolny, jeśli naprawdę były zakłócenia, bo jeśli Nimret nie chce rozmawiać, to żadne sprzęt nie pomoże.*
Trwa to już kilka minut, wiec zaraz pewnie znajdzie

Darven - 2012-01-05 16:50:14

Skinął głową.
- Rozumiem. Prześlijcie im wszystkim ostatnie koordynaty tego statku wzywającego pomoc i niech niezwłocznie skaczą w nadprzestrzeń. Wielu z nich może być nadal w niebezpieczeństwie - rzekł pośpiesznie. Tak jak było powiedziane, chciał zebrać flotę w jednym miejscu, być może nawet zdążą pokonać tamte trzy statki imperialne - to byłoby chwilowe, ale jednak ważne dla ich sytuacji zwycięstwo. Był jeszcze jeden powód. Jeżeli owy statek, wzywający pomoc, faktycznie będzie - jak Darven przeczuwał - zniszczony, stanowić będzie niepodważalny dowód nieudolności sztabu. Przykry i wstrząsający, ale silny - według cyborga dowódcy pojmą wtedy, że nie mogą liczyć na Nimreta i zaakceptują jego przywództwo.
- Imperium poważnie nas poszarpało. Powtarza się sytuacja z Hypori, ale dość tego! Nie będę biernie przypatrywać się klęsce.. - Zaciskał organiczną dłoń tak mocno, że aż pobielała. Trudno było opisać gniew, jaki w nim zawrzał.
- Nie ma już czasu na Mustafar, bo wszystko padnie. Oficjalne spotkanie będzie musiało zaczekać. Teraz czas przejąć dowodzenie. Oby wszyscy ci dowódcy byli na tyle rozsądni, by pójść teraz za mną...

Arsleksyr - 2012-01-05 16:57:54

I będzie pan osobiście rozmawiał z  każdym przez holo? Na razie słuchają, owszem, ale jak się dowiedzą, ze Nimret nie dowodzi, to jest wielu innych mających chrapkę na władze *Uprzedził Ars, bo z Nimretem i sztabem znał się wcześniej i wiedział jaki to element. Wojskowi – co tu dużo mówić. Niektórzy walczący cale życie, i może im sie nie spodobać ze jakiś „cywil” się szarogęsi.
W koncu połączenie zostało odebrane i pojawiła się Ral – psowata asystentka generała. Wyglądała na trochę zdenerwowaną*

Darven - 2012-01-05 17:09:36

- Będę rozmawiał, ale nie z każdym osobno. I nie ma innego wyjścia. Muszę zaryzykować. Jeszcze chwila zwłoki i z floty kompletnie nic nie zostanie. Może przejrzą na oczy.
I wtedy połączenie zostało odebrane. Darven podniósł wzrok, kierując go na wizerunek Ral. Oparty o masywny, stalowy stół, drapieżnie pochylony cyborg wyglądał tak, jakby się rozpędził do tego stopnia, że bez względu na widmo ewentualnej porażki, będzie parł do przodu. Stawiał wiele na jedną kartę, ale nie miał innego wyjścia. Później nie będzie już co zbierać. Ostatni moment. Ktoś musiał zadziałać zdecydowanie, bo Imperium rozszarpie ich na strzępy. Do zaakceptowania swojego przywództwa będzie przekonywał. Tak, jakby to robił na Mustafar. Pokaże im możliwości - albo przyjmą jego ofertę, albo wszystko się rozpadnie. Nimret ich nie ochroni, nie można mu było ufać. Z ich przeszłością nie znajdą miejsca gdzie indziej, imperium będzie polować na nich jak na zwierzynę. Ich miejsce jest w konfederacji, siła w jedności - i do tego będzie przekonywał. Dopiero okaże się, z jakim skutkiem.
- Co się z wami dzieje? - niemalże warknął, próbując jednak zachować oficjalny ton - łudził się, że może było rozsądne uzasadnienie działań Nimreta. Im dłużej jednak o tym myślał, tym bardziej był przekonany, że stary Generał jest winny, nie jest godny zaufania i szafuje życiami w swoich gierkach, może nawet zdradza...

Arsleksyr - 2012-01-05 17:22:25

*Jednak nie każdy jest jak Ed – słuchający tego co się do niego mówi. Większość uznaje tylko jeden autorytet – własny. No ale – Darven jeszcze nie zaczął, nie można wiec go skreślać.
Tymczasem suka (samica psa, nie było to obraźliwe słow dla jej rasy) zdumiona postawiła wilcze uszy*
Z nami? co się z wami dzieje, czekamy na Mustafar od 6 godzin. Generał wysłał informację o spotkaniu i nikt się nie stawił

Darven - 2012-01-05 17:31:00

Wtedy sami będą z tego powodu w przyszłości zbierać kolejne, niszczycielskie żniwo. Niech budują sobie szubienicę, jeżeli chcą - Darven ich do niczego nie zmusi. Mieli własne statki i praktycznie wyrwali się spod czyjegokolwiek wpływu w chaosie dotyczącym Cochrelu. Nie miał zbyt dużej możliwości nacisku, wiedział też, że nie liczył się dla nich autorytet Generała Qymaena - skoro był martwy, przestał budzić strach. Powoływanie się na niego nie odniesie już zapewne zbyt wielkiego skutku. Trudno jednak było Darvenowi nie próbować, skoro upadało wszystko to, w co wierzył.
- Nie żartuj sobie! - odparł, ledwo powstrzymując się od dosadniejszych słów. - Nimret nie odbiera połączeń i pozwala, żeby ludzie ginęli. Nie odbiera z premedytacją, skoro jednak kontakt nie był zakłócony. Sami usunęliście kanał. - Podszedł do obiektywu. Teraz widoczny był w całej okazałości. - Tracimy statki, imperium nas szarpie! Nikt nie dostał żadnych wiadomości! Co robi Nimret i jego sztab? Po raz drugi chce oddać konfederację bez walki?!

Arsleksyr - 2012-01-05 17:35:15

Jaki sztab? Czekamy na spotkanie, nie tylko na pana, na wszystkich. Rozsyłaliśmy zawiadomienia na wysokim priorytecie a system informował ze każdy go dostał. Spotkanie miało się zacząć sześć godzin temu, w sprawie wlasnie tego by cochrel się nie rozpadł i by go nie oddac. Nikt się nie zjawił, jak mamy to rozumieć? Pierwsi kontaktujecie się wy *odparła ona wyraźnie zdumiona zarzutami Darvena*

Darven - 2012-01-05 17:42:07

- I to przypadek, że nie odbieraliście połączeń, że wyłączaliście kanał? Jeszcze raz powtórzę - absolutnie nikt nie dostał żadnej wiadomości. - Odparł, już i tak zdumiony faktem, że Nimret postanowił organizować spotkanie na Mustafar. Od kiedy to on się tym zajmował, od kiedy wykazywał jakąkolwiek inicjatywę?
- Ral... - powiedział ciszej, kręcąc głową. - Ty wiesz, że Nimret nie gra uczciwie, widzisz co robi. Musisz wiedzieć, co się stało. Nie chcesz mi powiedzieć, ale na pewno wiesz, że to co mówisz, jest nieprawdą. Takich przypadków nie ma. Raz zaakceptowałem jego "pomyłkę", ale teraz widzę, że jemu nie można ufać nawet odrobinę. Pozwolił na śmierć ludzi, wiem o tym. Doskonale wiem, że z premedytacją nie odbierał połączeń. Nie tylko ode mnie. Nie odbierał także połączeń od statków wzywających pomocy. I teraz powiedz mi, co według ciebie mam powiedzieć? Ty się mnie pytasz, jak WY macie to rozumieć? Spójrz co się dzieje. Myślałem, że stoimy po jednej stronie.

Arsleksyr - 2012-01-05 18:30:51

Nimret robi co może *odpowiedziała ona, tak jak mówi ktoś, kto naprawdę się martwi i chce dobrze. Bo co komu ona winna.* …naprawdę robi co może. Sama wysyłałam te zawiadomienia. kazał mi je wysłać, wysłałam, mam porobione kopie! *położyła uszy po sobie i oblizała nerwowo pysk.*
Nie wiem, co ma pan powiedzieć, to co słyszę jest straszne i słyszę to pierwszy raz. Siedzieliśmy tu sześć godzin w  potwornym napięciu, nie wiedząc, czemu nikt się nie odzywa. Może wiec to okręty ignorują wezwanie. Bo jak inaczej wytłumaczyć ze nikogo nie ma?

Darven - 2012-01-05 18:43:27

Przetarł czoło organiczną dłonią. Ral nie była nic winna. Wyglądało na to, że sama nie wiedziała wszystkiego, jednak w świetle ostatnich wydarzeń Nimret nie był ani trochę wiarygodny. Darven miał dowody na to, że nie odbierał połączeń, usunął kanał - to był niepodważalny fakt.
- Ja wiem, że jest straszne, ale to wszystko prawda. Ja ci wierzę, Ral, ale też mam dowody - Nimret nie tylko nie odbierał połączeń o najwyższym priorytecie, wezwań o pomoc, ale także całkowicie odłączył kanał. Może jestem zbyt bezpośredni, ale mam wrażenie, że znowu wszyscy jesteśmy oszukiwani. Nie mogę tego znieść, nie mogę znieść kolejnych wewnętrznych gierek i podziałów, a najbardziej nie mogę znieść tego, że ktoś komu zaufałem, okazał się być tak zepsuty. Bo ja nie wierzę, że to nieudolność, Ral. Już przy stracie Hypori, całej planety, to nie mogła być nieudolność. On to wszystko robi z premedytacją. Jeszcze ani razu nie miałem okazji z nim porozmawiać. Ani razu. W cokolwiek gra, to odbija się na wszystkich. - Przerwał na chwilę, patrząc na psią asystentkę ze smutkiem. - Nikt nie otrzymał jakiegokolwiek powiadomienia. Zapewniam cię, nikt z nas by go nie zignorował. Za to zignorowano wołanie o pomoc i pozwolono na śmierć osób, które niczym sobie nie zasłużyły na takie traktowanie ze strony kogoś, kto miał ich chronić. Nimret miał bronić konfederacji. Chyba pomyliłem się w ocenie jego osoby...

Arsleksyr - 2012-01-05 19:00:29

Panie Darvenie, ja osobiście zajmuje się to kontrolą i łącznością. nie było żadnych przychodzących przekazów! *Wyraźnie przejęła się tym, o czym mówił cyborg. Dobrze wiedziała co to znaczy zignorować wezwanie o pomoc. Ale przecież ona by tego nie zrobiła!* Nimret nie zajmuje się niczym osobiście, wszystko robimy za niego my – jego załoga. Mogę za nich zaświadczyć, pracuje z nimi od lat. Było jak mówię, nic nie otrzymaliśmy, a  kanał działa, przecież rozmawiamy! *broniła się, tłomaczyła, zarzekała. Cóż mogła innego zrobić? Tak samo jej zależało jak każdemu innemu*

Darven - 2012-01-05 19:19:13

To całkowicie zbiło Darvena z tropu, patrzył na psią asystentkę z brakiem zrozumienia. Albo imperium maczało w tym palce, albo Nimret był bardzo cwany i wiedział jak eliminować możliwość oskarżeń. Cyborg mu nie ufał. Wierzył jednak Rali.
- Rozumiem. Nie oskarżam ciebie ani twojej załogi. W istocie, rozmawiamy, ale po wielu trudach. Gdyby nie specjalistyczne wyposażenie Widma, nigdy nie udałoby mi się z tobą nawiązać kontaktu. Musimy z tego wyciągnąć wnioski. Nie wiem już co myśleć o Nimrecie. To wszystko jest straszliwie nielogiczne. Muszę to poważnie przemyśleć... - zrobił pauzę, ściągając brwi.
- Możesz chwilę zaczekać? Wolałbym nie urywać połączenia, a muszę coś uzgodnić. Wybacz. - I to rzekłszy, jeżeli Rali nie miała obiekcji, na chwilę wyłączył obraz. Spojrzał na Arleksyra.
- Słyszałeś? Powiedz mi, co ja mam o tym myśleć? - zapytał cicho, a wyglądał na bardzo strapionego. - Mamy tam lecieć? Nie wierzę w dobre intencje Nimreta, nie po tym wszystkim. Tutaj ciągle coś się nie zgadza. Teraz pewnie flota, a przynajmniej jej część, zbiera się przy tamtym statku, którego koordynaty wysłałem...

Arsleksyr - 2012-01-05 19:28:39

*kobieta owszem, czekała. nawet nie zeszła z linii projektora, jakby się bała ze jak zniknie na chwile to będzie pretekst do podejrzewania jej o coś. Ars za to stał poza kamerą i Darven chcąc podejść sam musiał znaleźć się poza jej okiem*
Może Nimret chce się jakoś wybielić, ale według mnie robi to nieudolnie. Nie mam pojęcia. Nie wiem, co mam o tym myśleć. Może coś mu się stalo, stracił pamiec, czy coś, a  nie chcą by to wyszło na jaw… Mysle, ze powinniśmy spotkać się z nimi i całym sztabem na Mustafa, skoro rzekomo tam są i czekają. No, tylko ze my nie za bardzo możemy bo mamy na pokładzie „obcych”…

Darven - 2012-01-05 19:34:31

- On w ogóle jest nieudolny. Uważam, że przynajmniej część z tych działań czyni z premedytacją, nadal jednak nie rozgryzłem, w jaki sposób on na tym może korzystać. Chyba, że nas zdradza, ale to już zbyt poważne oskarżenie, by o nim wspominać bez silnych dowodów. Prześlę całej flocie informację o tym domniemanym spotkaniu na Mustafar, niech lecą. - I wtedy Arsleksyr wspomniał o obcych. Darven chyba przez to całe zamieszanie zupełnie o nich zapomniał. Przyłożył dłoń do głowy, ciężko się nad czymś zastanawiając, jakby przypomnienie o ich niefortunnej sytuacji go jeszcze mocniej przygniotło.
- Ale ja muszę tam być. Mogę polecieć sam, myśliwcem. Zostawiłbym okręt pod twoim dowództwem, mam do ciebie zaufanie.

Arsleksyr - 2012-01-05 19:49:10

*Po minie Arsa można było wyczytać, ze nie był specjalnie zachwycony perspektywą zostania na Widmie bez Darvena za to z  tymi ‘szkodnikami”, no ale cóż zrobić, kiedy sytuacja jest taka a nie inna*
Dobrze, najwyżej zostanę. Mam nadzieje ze się jednak nie rozmnażaja

Darven - 2012-01-05 19:57:08

- Mam nadzieję, że nie organizują na tym Mustafar pułapki na nas. Jeżeli tak, to przynajmniej zginę i nie będę musiał tego oglądać - uśmiechnął się lekko. Wiadomość o zebraniu została prędko rozesłana wszystkim dostępnym, sojuszniczym jednostkom.
- No nic, biorę się do pracy. Powiem tylko Rali, że przekazałem informację i szykuję się do przybycia.

Arsleksyr - 2012-01-05 19:58:58

*Ars skinął głową, a Lisn i Recko za jego plecami spojrzeli po sobie. Ral zaś czekała wiernie – jak to pies – po tamtej stronie łącza*

Darven - 2012-01-05 20:03:54

Darven wrócił na wizję. Spojrzał na asystentkę Nimreta.
- Przekazałem informacje reszcie floty. Ja także się pojawię. Mam wielką nadzieję, że uda się cokolwiek zrobić z całym tym szaleństwem. Czas najwyższy, żebyśmy się spotkali twarzą w twarz, jest wiele spraw do wyjaśnienia, szczególnie z Nimretem. Będę tak prędko, jak napęd na to pozwoli. - Skinął głową.
- Do usłyszenia. - I rozłączył się, jeżeli Rali nie miała nic do dodania. Odwrócił się.
- Przygotujcie najszybszy i najlepiej wyposażony myśliwiec. Komu w drogę, temu czas.

Arsleksyr - 2012-01-05 20:13:00

*Nie miała. Wyglądała dosłownie jak zbity pies. Tylko skinęła głową, pożegnała się grzecznie, i rozmowa została zakończona. Ars cmoknął. ta sytuacja chyba nikogo nie cieszyła. Ale przynajmniej zaczęło się coś rozwiązywać.*
Proszę nie zapomnieć poklepać tego swojego Freda, bo to w sumie on to ruszył. Zaraz będzie statek
*I już informacja poszła.*

Darven - 2012-01-05 20:21:00

- Już poklepałem, jeżeli się o to martwisz - rzekł lekko, choć coś zdradzało, że nie był szczególnie szczęśliwy z takich uwag od podwładnych. Qymaen, jego mentor, nauczył go, by stawiać na profesjonalizm.

Darven prędko przygotował się do lotu. Zajął przygotowany myśliwiec i rozpoczął realizowanie standardowych procedur. Niebawem Widmo II wypluło ową samotną, niewielką jednostkę. Cyborg oddalił się nieco i skoczył w nadprzestrzeń.

GotLink.pl