|
- Star Wars: Ewok III - Era Imperium http://www.swewok2.pun.pl/index.php - Przestrzeń Kosmiczna http://www.swewok2.pun.pl/viewforum.php?id=16 - Zewnętrzne Rubierże http://www.swewok2.pun.pl/viewtopic.php?id=426 |
| Jenathaza - 2010-12-08 21:15:04 |
Bezkresne pustkowia kosmosu są właściwie takie same w każdym miejscu, to zaś miejsce, było dalekim zakątkiem galaktyki, może nie najdalszym, jednak na pewno „bezpiecznym od wszelkiego prawa” które ustalała niegdyś republika, czy separatyści, a teraz imperium. Czy jakakolwiek władza z jakiegokolwiek świata. Zewnętrzne rubieże. Tu liczy się szybki statek, dobre uzbrojenie i bardzo dużo szczęścia |
| Vottagg - 2010-12-08 21:28:15 |
I Jenathaza został wykryty. Przez szybę swojego pojazdu mógł zobaczyć jak czujnik zapala się i odlatuje w prędkości podświetlnej. Nie było zbyt dużo czasu na zastanowienie się, bo mógł poczuć lekkie drżenie, a następnie zobaczyć przelatującą nad nim maszynę, a nawet trzy. Ciężkie myśliwce, ostro przerobione, zatoczyły szaleńczy łuk i ustawiły się w kursie kolizyjnym z kapitanem, pędząc niczym na samobójczy atak. Podnoszący adrenalinę trik miał zaszokować ofiarę i zdezorientować. Maszyny podniosły się w ostatniej chwili z nieprawdopodobną gracją. I chyba opaczność mocy sprawiła, że Jenathaza został wywołany do komunikatora. Jedna z maszyn strzeliła ostrzegawczą torpedę, która rozbiła się na setki czerwonych atomów tuż nad głową Mavhonica. Przesłanie proste - odbierz, albo umrzyj. W tych rejonach pewne jest tylko to ostatnie, niezależnie od decyzji. |
| Jenathaza - 2010-12-08 21:36:29 |
*Mavhonic, wraz z upadkiem Republiki już nie generał, zareagował instynktownie pchnięciem steru w dół, kiedy maszyny pruły na niego, ale jego ledwo żywe silniki nie zareagowały nawet w połowię tak jakby oczekiwał. Zachowanie zimnej krwi nie było proste. Ale był sam. Nie liczyło się już to, ze z wytrzeszczonymi oczami o maksymalnie rozszerzonych źrenicach odwrócił głowę z cichym jękiem, odruchowo, jakby unikał ciosu. Jego słabość była tylko nim. |
| Vottagg - 2010-12-08 22:22:10 |
- Mówi kapitan Rivers... - chwila niepewnej ciszy, kiedy drżenie oznajmiło o ponownym przelocie któregoś z myśliwców piratów bardzo blisko maszyny Jenathazy. - Jesteśmy tutaj aby skonfiskować - jak to kradzież można pięknie nazwać - wszystkie twoje dobra. Oczywiście jeśli jakieś masz, w przeciwnym razie zostaniesz unicestwiony w trybie natychmiastowym. - głos był nieprzyjemny, wpasował się w sytuację, brzmiał nisko z chrypką. Systemy kapitana Czarnego Sztyletu wykryły jeszcze jedną jednostkę. Wszystkie krążyły nad nim, niczym wygłodniałe sępy. Masywnie zbudowane, ale nadrabiające śilnikami(zarówno manewrowymi jak i napędowymi), obłożone nienaturalną ilością uzbrojenia, masami łat i szram na obudowie, strasznie nieorganiczne i złowrogie, ale nadal sępy, które wchłoną ochłap mięsa z radością małego dziecka. W światach środka, piraci są tylko obiektami opowieści i mitów, tutaj jednak stają się rzeczywistością, a to co durosjańskim dzieciom wydaje się zabawne, staje się krwawym horrorem, w którym bezduszni piloci są oprawcami. Jeśli można to określić szczęściem, to Jenathaza je miał, w końcu nie zestrzelono go dla zwykłej frajdy, a negocjowano. Trafił na w miarę ucywilizowanych - żeby się nie porwać na słowo „dobrodusznych” - osobników. |
| Jenathaza - 2010-12-08 22:34:47 |
*Mavhonik wykonał kolejny gwałtowny ruch głową, a smuga pędzącego statku odbiła się w jego wielkich źrenicach prawie całkowicie zakrywających zielone tęczówki, które teraz, w mroku kosmosu, przy nikłym świetle urządzeń kokpitu wydawały się jakieś takie bezbarwne. |
| Vottagg - 2010-12-08 22:45:02 |
- Zatem włóż wszystko do jakiegoś pudła i wyrzuć przez śluzę. - co z tego, że w większości mniejszych jednostek to było nie możliwe? Zawsze to jakiś pretekst, żeby móc zestrzelić biedaka, nawet wtedy gdy współpracował. - Masz 30 sekund! - powiedział wesoło kapitan Rivers, co świadczyło o jego intencjach, nawet nie próbował się kryć, tylko odbezpieczył działa, po których przeszła lekka smuga energetycznych pajęczyn. Podniósł maszynę i przeleciał, w komunikatorze Jenathazy było słychać ponure tykanie zegarka. |
| Jenathaza - 2010-12-08 22:54:15 |
*Sam nie wiedział, czy się wystraszył. Teraz już chyba nie. Był otumaniony, znieczulony stresem, jak na haju. I już wcześniej bał się śmiertelnie, teraz wydało mu się to groteskowe* |
| Vottagg - 2010-12-09 12:16:46 |
Tykanie ucichło. - To oczywiście zmienia postać rzeczy... - rozległ się charczący głos, bardzo poważnie - A ja mam pięć żon i gwiezdnego niszczyciela. - parsknął śmiechem pirat, po czym teatralnie odliczył od 5 w dół, statki zawróciły aby ustawić się za Jenathazą i go spopielić. Jednak nie było śmiercionośnej salwy, natomiast za oficerem Przymierza poleciało kilka słabej mocy wiązek. Widać piloci chcieli się zabawić z ofiarą, uszkadzając jej systemy, każąc jej cierpieć. Tymczasem sygnał S.O.S. jak i samo przybycie w te rejony zostało odnotowane, jednak pomoc się nie spieszyła, póki co, nikogo nie było. |
| Jenathaza - 2010-12-09 12:23:08 |
Zatem uważam, że pól miliona by ci się przydało, już jedna żona sporo kosztuje *w harmonijnym basie zabrzmiała nawet nuta ironii i rzec by można, ze Jena się wkurzył. Ale i tak niewiele mógł, to i tak pewnie jego ostatnie emocje. Przeczesał pazurami mokre od potu włosy. Pomyślał przez pól sekundy o swojej żonie i wszystkich, których utracił, następne pól o tych, których zostawia. |
| Vottagg - 2010-12-09 12:47:27 |
Z nadprzestrzeni wyskoczył statek, bardzo blisko, niemal naprzeciw Jenathazy. Na pierwszy rzut oka widać było koreliańską technikę budowy. Była to stara, ale bardzo skuteczna jednostka, stosowana od lat. Koreliańska Kanonierka, morderca myśliwców i bombowców. W jednej sekundzie cztery sępy podniosły się, szybując z dala od Czarnego Sztyletu. Spróbowali utrzymać szyk i zaatakować nieoznakowaną jednostkę. Rozczarowali się. Bez zbędnego oczekiwania, szybkostrzelne działka przeszyły przestrzeń salwami czerwonych błyskawic. Stateczek rozpoczął pogrom, niemal heroiczny ratunek. Maszyny piratów były szybkie, zatoczyły się w śmiertelnym piruecie, zionąc ogniem. Pierwsze dwie rozerwało na strzępy - efekt zaskoczenia, dwa większe jakby wahając się chwilę, zawróciły gwałtownie. W komunikatorze rozległy się przekleństwa, Rivers zupełnie zapomniał o połączeniu. |
| Jenathaza - 2010-12-09 12:53:21 |
*To było jak grom z jasnego nieba. Nawiązała się walka. Jena bał się, ze to imperium, ale w tej chwili, kimkolwiek był ten ktoś, uratował mu zycie, w pełnym i świadomym znaczeniu tego zwrotu. Cała energię statku skierował do silników, by odlecieć jak najdalej od zgiełku, by nie dac się zestrzelić, nie chciał utrudniać zadania tajemniczym ratownikom. Już wiedział, ze to nie Imperium. Ani nie przymierze. Komu zależałoby by ratować nieznajomego? Może tez mieli chrapkę na jego pól miliona, a może byli po prostu wrogami tamtych. |
| Vottagg - 2010-12-09 13:12:51 |
Kanonierka znieruchomiała, a w kabinie Jenathazy pojawiła się twarz mężczyzny w średnim wieku. Biały, z ciemnymi włosami i wyrazistymi brwiami. Wyglądał na nieco zaniepokojonego. - Mów mi Cyrus. Miło widzieć, że przeżyłeś panie...? - uniósł lekko brew jakby nieco żądając przedstawienia się. - Czy twoje systemy są zdolne do precyzyjnego skoku? Mamy rozkaz eskortować Cię do naszej bazy, ale zawsze możesz wpaść do nas na pokład. Mamy tunel. Chyba. - popatrzył gdzieś w bok i można było słychać pytanie "naprawiliście już to?", po czym krótkie potwierdzenie nieco młodszego głosu. |
| Jenathaza - 2010-12-09 13:20:05 |
*Jena przyjrzał się postaci. Nie rozpoznał go. Chyba to nie był nikt z byłej wielkiej armii republiki. Usłyszawszy wypowiedź, nie potrafił zapanować nad uśmiechem, i nagle ukazało się jego pełne uzębienie przypominające myśliwski potrzask, a skóra pod oczami zmarszczyła się mimo łusek. Z drugiej strony to łusek i tak nie widać na przekazie* |
| Vottagg - 2010-12-09 13:27:05 |
- Cyrus! - poprawił szybko, widać że był wyczulony na tym punkcie. Zmarszczył czoło, jakby się zastanawiając. Zwykle kanonierki koreliańskie nie miały takich cudów, były za małe, ale ten statek, na który został przeniesiony, był nieco zmodyfikowany. Wyciszył na chwilę mikrofon, a Jenathaza mógł podziwiać jego ucho, nieco nadszarpane, jakby od strzału z blastera. Wrócił na linię rozmowy. - Da się zrobić panie Mavhonic. - i statek zaczął przyciągać jednostkę do swojego dna. Elektromagnetyczne zamocowanie wydało ostry dźwięk uderzenia, gdy Czarny Sztylet został przymocowany. - Skok. - powiedział bez ostrzeżenia Cyrus i obydwie jednostki zniknęły w nadprzestrzeni. |
| Secorsha - 2012-04-28 11:27:15 |
*Lot w nadprzestrzeni. Już od kilku godzin statek bez nazwy był w nadprzestrzeni, uciekający przed ręką Imperium, która jeszcze (owa ręka) nie wiedziała, kogo i za co niedługo zechce zgnieść. |
| Throul - 2012-04-28 12:43:48 |
Trup z wolna ożywał, budził się do życia jakby po użyciu czarnej magii. Nie jęknął, gdy zbudził się i odkrył iż jest unieruchomiony. Starał się wogOle nie zdradzać z faktem, że jest prsytomny. Chciał podsłuchać o czym jest mowa i zorientować się w czyim jest ręku. Spróbował się skupić na Mocy by wyostrzyć sobie słuch. |
| Secorsha - 2012-04-28 12:59:13 |
*Z Mocą było tak sobie, ale wystarczyło po prostu się wsłuchać. Prócz rytmicznej pracy podzespołów statku słyszał wyraźnie rozmowę dwóch osób, młodej kobiety i klona. Rozmawiali o mieszkaniu na Korrelii. Za pieniądze ze sprzedaży czegoś mieszkanie na Korrelii. Za chwile to zanegowali – z powodu tego ze ktoś rozpozna klona. Klony są rozpoznawalne. Klon – K77 zapewniał, ze znajdą dla siebie miejsce, najważniejsze to by ukryć się przed Imperium* |
| Throul - 2012-04-28 13:03:33 |
Z mocą mu średnio wyszło. Spróbował skupić się bardziej. Chciał słuchem wyjść poza to pomieszczenie by usłyszeć coś więcej. |
| Secorsha - 2012-04-28 13:42:16 |
*Słyszał T’kul jednak rozmowa była mało treściwa. Cały czas krążyli wokół tego tematu – Cs sprzedadzą, dzięki czemu będą mogli uciec od Imperium i żyć na własną rękę, sami, wolni. Łatwo było się domyslić, co było towarem. T’kul. Przeżył egzekucje. Na pewno nie przypadkiem, ktoś musiał zaplanować to tak, by K77 mógł zabrać ciało T’kula jako cokolwiek innego, ukradkiem, i uciec.* |
| Throul - 2012-04-28 14:03:03 |
- Mam pieniądze. |
| Secorsha - 2012-04-28 15:45:32 |
Obudził się, słyszysz? *przemówił głos kobiety a klon ucichł. Dalej mogli słuchać c mówi pau’anin. Poruszyli się, wstali i za chwile przyszli. Dalej słuchali, Az T’kul przestał mówić. potem już tylko milczeli. Kobieta na chwile wyszła, by wrócić za chwile z mokrą szmatą którą przetarła nieszczęśnikowi spierzchnięte usta* |
| Throul - 2012-04-28 16:12:28 |
- Mam. |
| Secorsha - 2012-04-28 17:34:29 |
Kim jesteś to już pokazałeś *Odpowiedział na to Klon* |
| Throul - 2012-04-28 19:50:05 |
Tkul parsknął śmiechem, lecz nie był to wesoły śmiech. |
| Secorsha - 2012-04-28 20:00:09 |
*Klon zaśmiał się podobnym tonem. Tak się składało ze za skórkę T’kula miał otrzymać dokładnie tyle samo – dwieście tysięcy. Wolał nie podpaść huttom skoro podpadł już imperium* |
| Secorsha - 2012-04-28 20:20:14 |
*Tak tez zrobili, poszli, i żadne, nawet najśmielsze propozycje czy najokrutniejsze w jego mniemaniu groźby nie sprowokowały już Klona i „jego dziewczyny” do wyjścia. Teraz rozmawiali szeptem, za zamkniętymi drzwiami, by T’kul nic nie słyszał. Aż w końcu wyskoczyli z nadprzestrzeni. Zaraz mieli rozmowę. Po głosie rzeczywiście można było rozpoznać Hutta, który mówił, ze nie pojawi się osobiście, będzie za to jego pośrednik z sumą co do grosza. |
| Cichy - 2012-04-28 20:23:46 |
*Okręt kontrahenta już czekał. Nie wyglądał za ciekawie i szczerze mówiąc nie kojarzył się z luksusowym sprzętem należącym do bogatych gangsterów – ten statek jak większość statków tak zwanej „niższej klasy średniej” był na słowo honoru trzymający się kupy, stary, zdezelowany i dwadzieścia razy ukradziony. |
| Secorsha - 2012-04-28 20:34:18 |
*K77 osadził statek i od razu namierzył tamten. Milcząc w pełnej napięcia ciszy przeszukał okolice skanerami. Wyglądało na to, ze nikogo nie ma, a przynajmniej nie ma grupy wystarczająco dużej by skanery wychwyciły jako „oddział”. Musiał ktos przylecieć tym statkiem. |
| Throul - 2012-04-28 20:35:01 |
[A ja odpuszczam kolejkę] |
| Cichy - 2012-04-28 20:43:11 |
*Cisza, i nagle charakterystyczne drobne stuk stuk stuk stok – jakby szło coś lekkiego, ale długiego, z dużą ilością łapek. I tak tez się stało, z ładowni wyszło długie zwierze na sześciu krótkich łapkach. Przypominało trochę parówkę. Na pewno miało wcześniej długa, gęsta i bardzo puchatą białą sierść na całym ciele, jednak teraz sierść zostawiono tylko na głowie i szyi, reszta była wygolona do łysego, przez co zwierze wyglądało trochę jak pompon na patyku, tudzież używając bardziej kolokwialnego słownictwa – jak szczotka do kibla. Na gołej skórze widniały skomplikowane, szarpane wzory tatuaży, jakby jakichś symboli. Na pewno niczego dobrego. Zrobione czarnym tuszem na różowej skórze zwierzęcia. Długo jak waz ogon wieńczyły wyrastające po bokach witki, jak wachlarz. |
| Secorsha - 2012-04-28 20:51:31 |
*Zareagował spięciem się i uniesieniem broni na widok i dźwięk tego zwierzęcia. Później, jak już je zobaczył, to wydało mu się niegroźne, ale nadal dziwnie odpychające. te tatuaże na łysym grzbiecie, te dzwięki, i jakaś dziwna bierność…* |
| Throul - 2012-04-28 20:59:02 |
[odpuszczam na jakiś czas. Jak będę miał do czego nawiązać to się wtrącę] |
| Cichy - 2012-04-28 21:02:46 |
*Kok nie wyglądał na zbyt rozgarnięte stworzenie. Lepiej, zachowywał się trochę jakby zupełnie nie miał mózgu. Usiadł sobie i tak siedział, tempo się gapiąc, i co jakiś czas robiąc to swoje „kok”. |
| Secorsha - 2012-04-28 21:12:29 |
*Zmarszczył czolo pod hełmem widząc duga. Taki gówniarz? Istny cyrk! |
| Cichy - 2012-04-28 21:21:15 |
*Dug otaksował klona spojrzeniem. od stóp do głowy, wyposażenie, uzbrojenie. A także duzo więcej – stan fizyczny i psychiczny, nastawienie, stan umysłu, potencjalny stopień niebezpieczeństwa, czego można się po nim spodziewać… Moc jest wielka. Cichy nie był idealnie wytrenowany. Ale był wytrenowany wystarczająco. |
| Secorsha - 2012-04-28 21:27:41 |
Kasa, chłopcze *Odezwał się Kazaan, tym razem ostrzejszym tonem. Gest rozpoznał, w koncu był klonem, klony rozumiały gesty, często była to ich jedyna komunikacja. Zastanawiał się, czemu dug się nie odzywa. Czy tak próbuje zaimponować, czy ma to jakieś inne znaczenie. A może po prostu on nie mówi? |
| Throul - 2012-04-28 21:31:01 |
T'kul rzeczywiście był ogołocony z aury mocy. Był sfrustrowany i zły. Miał zginąć a wciąż żył. Żył i był towarem w przetargu. Teraz najchętniej by sobie umarł. Na to jednak zapewne mu nie pozwolą. Klął w myślach na swoją głupotę. Niepotrzebnie zaczynał ten krótki romans z Imperium. Efetem było jego upodlenie i obdarcie z godności. |
| Cichy - 2012-04-28 21:41:53 |
*Dug nieznacznie uniósł uszy, jakby to co „usłyszał” bardzo go cieszyło, po czym bez żadnego gestu, po prostu zawrócił i udał się do statku, w którym znikł. Kok popatrzył za nim, po czym wygiął się by długim językiem wylizać sobie palce u tylnych łap. |
| Secorsha - 2012-04-28 21:50:52 |
*Sceptyczny Kazaan nie spuszczał palca ze spustu ale musiał to zrobić by przeliczyć zapłatę, tak wiec na chwile karabin zawisł na ramieniu. Dug wydawał się niegroźny ale irracjonalizm całej sytuacji był bardziej tresujący niż otwarty ostrzał. Wyglądało na to, ze wszystko się zgadza. Zacisnął silnie pięść na worku* |
| Throul - 2012-04-28 21:58:28 |
I tu klon popełnił błąd. T'kul wykorzystał okazję i bez cetegieli podciął klona po czym zabrał mu broń i dał drapaka ze statku wiejąc ile Bozia koni w nogach dała. Musiał im umknąć. |
| Cichy - 2012-04-28 22:00:58 |
*Jako ze Cichy znał już realia tego brutalnego świata – stal sobie spokojnie przy swoim statku i czekał. Wiedział, ze po takiej akcji to nie opłaca mu się nawet szerzej ziewnąć* |
| Secorsha - 2012-04-28 22:05:42 |
*Niestety nie tutaj takie numery. Takim manewrem można by było załatwić pięciolatka pod warunkiem ze samemu było się chociaż dziesięciolatkiem. |
| Throul - 2012-04-28 22:08:31 |
odpłynął |
| Cichy - 2012-04-28 22:13:12 |
*czekał cierpliwie na chwilę, kiedy „towar” za który zapłacił znajdzie się w jego statku. nie miał za wiele do dodania, dlatego opis tej czynności był taki krótki* |
| Secorsha - 2012-04-28 22:17:54 |
*Ze względu na późną porę, nikomu nie chciało się przedłużać tej transakcji. Kazan zarzucił zemdlonego T’kula na plecy. Pau’anie to szczupaki, wiec ciężarem nie był. Przeniósł go na statek duga. Nie oglądał się tam po wnętrzu, nie jego sprawa. uczyniwszy to otrzepał ręce stojąc naprzeciwko kontrahenta* |
| Cichy - 2012-04-28 22:21:57 |
*Nawet nie patrzył „na to co kupił”, wydawał się jednak zadowolony. Kiedy klon zaniósł upadłego jedi do statku, kok podążył za nim i już tam został. |
| Secorsha - 2012-04-28 22:26:22 |
*Zdumiony Kazaan przyjrzał się Papierokowi i temu, co zostało na nim napisane. Spojrzał na duga, ale ten już odchodził. Popatrzył jeszcze chwile, po czym ścisnąwszy karteczkę rzucił się do kokpitu swojego statku, jakby go gonili, by wystartować jak najszybciej i uciekać jak najdalej* |
| Cichy - 2012-04-28 22:28:13 |
*Na karteczce był numer komunikatora. Czyj i po co – nie wiadomo, był tylko ten numer i nic więcej. Cichy i T’kul skoczyli w nadświetlną* |
| Throul - 2012-04-28 22:37:41 |
[Tkul nieprzytomny] |
| Cichy - 2012-04-29 17:15:38 |
*Dalszy lot. |
| Throul - 2012-04-29 17:34:35 |
T'kul ocknął się i natychmiast wytężył słuch. Słyszał maszyny statku i chyba mógł usłyszeć oddech duga. Chyba. Nie poruszył się, nie chciał się zdradzić z faktem, że wróciła mu §wiadomość. Z wytężonymi zmysłami o dziwo cierpliwie czekał na moment kiedy to jego nowy właściciel się ujawni. |
| Cichy - 2012-04-29 17:43:13 |
*Statek był w nadprzestrzeni. trzeszczał, stukał, łomotał jak serce konającego zwierzęcia. To stary statek. gdzieś niedaleko kok bezradnie przeczesywał łapkami łysy grzbiet, rozpaczliwie szukając swojego futerka do pielęgnacji bo właśnie przyszedł na to czas. Biedne, głupie zwierzątko. |
| Throul - 2012-04-29 18:00:28 |
Wbrew temu, co chciał osiągnąć dzieciak odkrył, że T'kul już jest przytomny. Mało tego dzieciak podszedł do upadłego, bez obawy nachylił i zaczął dotykać obroży na jego szyji. Pauan czuł te obce palce z pazurami jak u dzikiego zwierzęcia, wdychał jego zapach by zapamiętać go na całe życie. Może to mu kiedyś pomoże rozpoznać ową osobę po wielu latach. |
| Cichy - 2012-04-29 18:08:20 |
*Nie odpowiedział. Mrużąc błękitne, zimne oczy przesuwał spojrzenie po twarzy T’kula, po jego zmęczonym ciele. Często się mówi, ze można poczuć spojrzenie. Może to tylko złudzenie, ale tu można było zgadywać, gdzie patrzy. Nie odpowiedział jednak. Zdecydowanie nie był Huttem. nawet ślepiec czuje, jakiego typu istota przy nim jest. Ten gość był mały, do tego młody. |
| Throul - 2012-04-29 18:27:32 |
Ślepiec odetchnął z ulgą. Mylił się. To nie był hutt. Mało tego dopiero teraz, po zdjęciu obroży poczuł moc bijącą od młodzieńca, jego mroczną aurę. T'kul westchnął i uśmiechnął się. Skupił na tyle, na ile pozwalał mu na to narkotyk krążący w jego ciele. Nie planował żadnych fajerwerków. Chciał użyć mocy by połączyć impulsy ze wszystkich pozostałych mu zmysłów: słuchu, węchu, dotyku, smaku w jeden spójny obraz otaczającego go świata, a przede wszystkim chciał "zobaczyć" tego, który go kupił. Tego, który zdjął mu obrożę. Wroga i przyjaciela w jednym. Zastanawiał się co wydarzy się dalej i czego ten młodzieniec może od niego chcieć. Przecież nie kupiłby go bez powodu. |
| Cichy - 2012-04-29 18:39:04 |
*Dug podejrzewał, co się teraz stanie. Ze T’kul będzie starał się go „zobaczyć” i na pewno po części mu się uda, choć nigdy nie będzie to już takie „patrzenie” jak oczami. |
| Throul - 2012-04-29 18:54:58 |
Po chwili obraz się wyklarował. T'kul widział, choć dalekie to było od patrzenia swoimi pawdziwymi oczyma. Mimo wszystko lepsze było to co miał od bycia ślepym. Widział ładownię, koka bezceremonialnie czyszczącego sobie futro i.. duga, małego chudego duga jak gdyby nigdy nic ogląjącego sobie obrożę i chyba nieświadomego niebezpieczeństwa jakie stanowić może T'kul. Aura duga była zastanawiająca. Nie był to sith ale chciał na takiego wyglądać. Pau'an skupił się ponownie tym razem na wyzwoleniu się z kajdan by w końcu, po tak długim czasie znowu być wolnym. Tym razem jednak zamierzał przyczaić się gdzieś, wyleczyć nerki, pozbyć się trucizny i wzmocnić przed dokonaniem zemsty. |
| Cichy - 2012-04-29 20:07:30 |
*Uszy młodzieńca drgnęły, a lodowate spojrzenie strzeliło spod łuków brwiowych. uśmiechnął się ściągając luźne wargi, widząc, lub raczej czując co robi pau’anin. Pycha i pewność siebie to jedna z cech ciemnostronnych, nieważne czy upadłych jedi, czy tych „sitowatych” wiec nie powinno specjalnie dziwic, ze ten zlekceważył T’kula i choć widział to, to nie zareagował na uwolnienie się z kajdan. Zaszczycił go tylko spojrzeniem, w rodzaju zaspakajania ciekawości: o, rusza się, ciekawe co zrobi?* |
| Throul - 2012-04-30 11:37:17 |
Upadły po uwolnieniu się, przeciągnął. Zatoczył nowym wzrokiem pi otoczeniu. Wolno, bo wciąż osłabiony był spróbował wstać. Za pierwszym razem zachwiał się i upadł. Nie zrezygnował jednak. Spróbował ponownie. Tym razem mu się powiodło, choć nie stał zbyt pewnie i stabilnie. Ale stał. Duga zignorował jak narazie. Nie było potrzeby się go obawiać, bo gdyby miał zrobić T'kulowi coś złego to nie zdjąłby mu obroży i nie pozwolił się uwolnić. T'kul wolno, podpierając się o pakunki i ściany ruszył w stronę, gdzie jak sądził są kabiny załogi. Teraz mażył o jednym - długim, niczym nie zmąconym śnie by zregenerować swe nadwątlone licznymi przygodami siły. |
| Cichy - 2012-04-30 19:30:08 |
*Cichy traktował T’kula jakby go tu nie było. Po kilku chwilach oglądania obroży po prostu odszedł w kierunku koka. Podrapał go w okolicy ucha, ziewnął szeroko. |
| Throul - 2012-04-30 20:16:02 |
Usprawiedliwieniem dlaniego był fakt, że nie znał tego statku. Był tu pierwszy raz. Podszedł więc do pakunków w ładowni i zaczął je "oglądać" i dotykać by sprawdzić, na którym w miarę miękkim mógłby się przespać. Rozważał nawet zrobienie z koka poduszki lub formy ogrzewania podczas snu. |
| Cichy - 2012-05-01 10:06:26 |
*Na to bez wątpienia gospodarz – choć nie zachowywał się jak gospodarz względem T’kula – na pewno by nie pozwolił. Kok był jego, to on na pewnej odległej, mrocznej, zimnej planecie złapał Koka, i za pomocą silnej sugestii mocy „oswoił”, a raczej uczynił go od siebie zależnym. Choć kokom wiele nie było potrzeba, to głupie zwierzęta. |
| Throul - 2012-05-01 12:45:11 |
Skojarzenie z kotkiem szukającym z brzuchem przy ziemi kryjówki było nad wyraz trafne, choć nie do końca prawdziwe. T'kul nie szukał kryjówki a miejsca gdzie może się przespać, odpocząć. Był świadom obecności przeciwnika i teraz prawdę mówiąc była mu ona obojętna. Ignorował duga. Znalazł w miarę miękki pakunek więc wlazł na niego, zwinął się i zasnął. |
| Cichy - 2012-05-03 09:50:43 |
*Niezbyt gościnny gospodarz zdawał się z „radością” na to wszystko pozwalać, zarówno na odpoczynek i posilenie się znalezionymi na pokładzie resztkami, jak i na ignorowanie jego osoby. Bez wątpienia nie było to bezinteresowne. Zbieranie danych trwało. Kiedy T’kul obudzi się znowu, będzie w ładowni sam, nawet bez koka. Okazja, by spokojnie się posilił i skorzystał z kibelka, jeśli musiał. Także czas na długie i namiętne obmacywanie ścian w poszukiwaniu informacji których i tak tu nie znajdzie. Nie znajdzie niczego czego Cichy nie chciał, by znalazł* |
| Throul - 2012-05-03 10:16:44 |
Obudził się po jakichś dwunastu godzinach. Był sam. Ani koka ani chłopaka. Posilił się resztkami, które jeszcze nadawały się do zjedzenia bez obawy o zatrucie pokarmowe. Skorzystał ze sraczyka w peł.ym zakresie. Załatwił się i umył dokładnie. Musiał zmyć z siebie ten niewyczuwalny odór, piętno niewoli. Po kąpieli posilił.się znowu i zajął badaniem.statku. Natężył słuch by zbadać czy jeszze lecą czy nie. Jeśli nie to spróbował znaleźć wejście do kokpitu by od komputera dowiedzieć się gdzie jest. Jeśli zaś statek jeszcze leci to odnalazł swoje legowisko i położył się skupiając na mocy i medytując. Jeśli było to możliwe chciał złapać.mentalny kontakt z mistrzem Yodą. Wiedział, że źle postąpił i chciał... przeprosić oraz prosić o pomoc w uwolnieniu. |
| Cichy - 2012-05-03 10:31:05 |
*lecieli, silniki szumiały, a duga nie było. Osoba o dobrym słuchu szybko jednak odnajdzie kokpit – coś tam było. Ktoś. Dug i zwierzak. Leciała jakaś muzyka która można było określić jako „młodzieżowa” – jeszcze nie ciężkie izotopy, ale do poezji śpiewanej daleko temu było. Z kokpitu. Tam musiał siedzieć chłopak. |
| Throul - 2012-05-03 10:38:01 |
Położył się więz i złapał kontakt mentalny z Mistzem Yodą |
| Moc - 2012-05-03 13:12:05 |
Połączenia telepatyczne na odległość większą niż planeta jest niezwykle trudne, z tego powodu Jedi wciąż używają komunikatorów holonetowych a nie telepatii właśnie. Tak wiec T'kul może się męczyć i męczyć, ale generalnie nic z tego nie wyjdzie. Nawet Yoda by nie dał sobie z tym rady. |
| Throul - 2012-05-03 14:18:20 |
Nie udało się więc. Trudno. Tkul usiadł na swoim legowisku i zastanowił się. Podjął decyzję. Jedną z tych ważnnych życiowych decyzji, od których nie ma, nie może być odwrotu Wstał i zaczął przetrząsać pakunki w ładowni szukając tego, czego potrzebował do wykonania swojego małego nikczemnego palanu pozbawienia duga pewnej przyjemności. Wszystko co znalazł wywalał na środek ładowni segregując przedmioty bardzo starannie. |
| Cichy - 2012-05-04 08:03:13 |
*Bez wątpienia było to bardzo trudne jak miał do dyspozycj tylko jedną rękę, do tego był ślepy i nie mógl posługiwać się mocą, był w obcym statku a jedyne co znajdował to jakieś szmaty, pudelka po żarciu i napojach, prowiant (a jednak był), do tego kilka skrzyń było tak zamkniętych, ze nie dało się ich otworzyć. |
| Throul - 2012-05-04 09:07:44 |
Tkul był świadom upływu czasu i obecności młodego mocowładnego na pokładzie. Dlatego teź postarał szię działać jak najszybciej mógł w tych warunkach i w tym stanie. Ale po koleji. Pierwszą rzeczą jaką zrobił było wysypanie jednego pudełka tych maleńkich, grzechoczących przedmiotów na podłogę u swoich stóp. Drugą było wzięcie pistoletu i zbadanie go dotykiem tak samo jak dokładnie zbadał te małe przedmioty - zapewne amunicję. Spróbował, jeśli to możliwe załadować pistolet amunicją do pełna. Lepiej wszak mieć pełen magazynek w starciu niż pusty. Z resztą jakoo itakiego syarcia T'kul raczej nie przewidhwał, ale wolał mieć pod ręką odpowiedni argument by się móc w razie zego obronić. Wycelował w kokpit. Uśmiechnął się paskudnie. Lufa naładowanego i odbezpieczonego pistoletu została wycelowana w stronę kokpitu. Na ywarzy pau'ana pojawił się złośliwy uśmieszek. Lufa skierowała się ku jego skroni. T'kul poczuł zimny dotyl metalu na skórze. |
| Cichy - 2012-05-04 18:19:30 |
*Okazało się, ze pistolet jest bardzo dziwny. Mały – ale to akurat można wytłumaczyć, dostosowany do istoty niewielkiej rady. Co było dziwne – w miejscu lufy miał mała igiełkę, nie było go gdzie załadować, tylko tył się otwierał ale nic nie pasowało, za to pachniało tuszem. |
| Throul - 2012-05-04 19:01:04 |
Skoro tak się nie udało T'kul miał jeszcze plan awaryjny. Bardzo awaryjny i czuł, przez skórę czuł, że musi się pospieszyć. Bardzo pospieszyć jeśli ma mu się udać to, co sobie zamierzył. Zaczął więz wiązać szmaty. Nie szło mu to najlepiej, bo miał tylko jedną rękę do dyspozycji. Starał się pomóc sobie mocą na ile się w jego położeniu dało. Po powiązaniu szmat w linę złapał za pojemnik, który mógł uciągnąć. Zaciągnął go pod gruby zwój kabli i rurę biegnącą do nich równolegle. Wszedł na pojemnik i przerzucił swój sznur przez wzmocnienie kadłuba i zawiązał. Na drugim końcu zrobił pętlę. Pętlę założył na szyję. Ostatni wdech, wydech i krok. Lina naprężyła się, zatrzeszczała ale wytrzymała. Upadły fiknął nogami. Pętla zacisnęła się w okół jego szyji łamiąc kark. Oczy stanęły mu w słup. T'kul nie żył. |
| Cichy - 2012-05-04 19:31:18 |
*Ostatnie 5 minut do wyskoku, kiedy nagle Cichy poczul… chyba zakłócenie Mocy, coś takiego, informacje, ze coś się stało w ładowni. Znowu nastawił uszu, po czym spojrzał przez ramie na zamknięte drzwi. Nie był jeszcze pewny, czy jest tak jak mu się wydaje, ale „zjeżył” się zezłości, bo odebrano mu zabawę. Chociaż – jeśli dorosły, dwustu letni jedi boi się dugańsakiego nastolatka to nie mógł liczyć na nic godnego jego możliwości. Westchnął, odwracając głowę i kręcąc nią w zrezygnowaniu. Potem spojrzał na Koka. Wykonał drobny ruch nadgarstkiem, wpływając mocą na prymitywny umysł zwierzęcia. Wtedy Kok wstał, przeciągnął się i podreptał do ładowni „Zobaczyć co się stało” Potem Cichy bez problemów ściągnie sobie wizje zwierzęcia jak z kamery* |
| Throul - 2012-05-04 19:43:21 |
Trup upadłego jedi nie przedstawiał się imponująco. Chude to to było niemiłosiernie, wychudzone przez te pobyty w niewoli i niezbyt ciekawe jedzenie. Wisiał sobie z.wywieszonym na wierzch językiem i przewróconymi oczyma. Może dug tego nie rozumiał, razej na pewno nie rozumiał, ale T'kul wybrał takie wyJście nie z obawy przed nastolatkiem a z powodu swoich win. Przeszedł na ciemną stronę czego pożałował. I to bardzo. Przez swoją głupotę stracił wszystko. Przyjaciół, znajomych, zaufanie i honor. Tego ostatniego było mu najbardziej żal. Tak więc by Jedi nie musieli wysyłać "ekipy sprzątającej" T'kul postanowił samemu odsunąć się w nicość. |
| Moc - 2012-05-04 20:09:42 |
T'kulowi zamach na własne życie się udał i w jego wyniku pogruchotał sobie krtań i po prostu się udusił, ale jeszcze trochę czasu minie nim jego ciało pośmiertnie zesztywnieje. Co zaś się tyczy jego duszy to nie był on na tyle zaznajomiony z technikami Ciemnej strony, by pozostać na tym świecie jako Zjawa, nie rozumiał też Mocy na takim poziomie, by przenieść swą świadomość bezpośrednio do niej, zyskując swego rodzaju nieśmiertelność. Ostatecznie dusza T'kula zjednoczyła się z Mocą i się rozpłynęła w niej, bez świadomości, osobowości i wspomnień. |