Jenathaza - 2010-12-08 21:15:04

Bezkresne pustkowia kosmosu są właściwie takie same w każdym miejscu, to zaś miejsce, było dalekim zakątkiem galaktyki, może nie najdalszym, jednak na pewno „bezpiecznym od wszelkiego prawa” które ustalała niegdyś republika, czy separatyści, a  teraz imperium. Czy jakakolwiek władza z jakiegokolwiek świata. Zewnętrzne rubieże. Tu liczy się szybki statek, dobre uzbrojenie i bardzo dużo szczęścia

Mavhonic nie miał niczego z  tych rzeczy. Wyskoczył w  pobliżu różowawej mgławicy i zapewne jego artystyczna dusza zachwyciłaby się tym widokiem, gdyby nie sytuacja w jakiej się znalazł. Wyskakiwał awaryjnie, niebezpiecznie i ryzykownie. Kiedy ujrzał gwiazdy, na skroniach zimny pot zmoczył mu włosy. Zdenerwowanie powoli ponosiło opanowane cialo łagodnego olbrzyma. Zakasane rękawy, zdjęte rękawice, pulsujące żyły na olbrzymich dłoniach zaciśniętych silnie na sterze. Jena zamortyzował gwałtowny wyskok z nadprzestrzeni zapierając się o szybę kokpitu. Było mu ciasno, był glodny, dostawał ataków klaustrofobii.
Znalazł się zdecydowanie w położeniu bardzo złym. Lada chwila skończy mu się tlen.
Raport – wydajność silników 50%.
Jena uruchomił przeszukiwanie okolicy, ryzykując wykryciem. Ktokolwiek go znajdzie, na pewno zmieni jego sytuację. Tak czy owak – ryzyko śmierci 75%

Vottagg - 2010-12-08 21:28:15

I Jenathaza został wykryty. Przez szybę swojego pojazdu mógł zobaczyć jak czujnik zapala się i odlatuje w prędkości podświetlnej. Nie było zbyt dużo czasu na zastanowienie się, bo mógł poczuć lekkie drżenie, a następnie zobaczyć przelatującą nad nim maszynę, a nawet trzy. Ciężkie myśliwce, ostro przerobione, zatoczyły szaleńczy łuk i ustawiły się w kursie kolizyjnym z kapitanem, pędząc niczym na samobójczy atak. Podnoszący adrenalinę trik miał zaszokować ofiarę i zdezorientować. Maszyny podniosły się w ostatniej chwili z nieprawdopodobną gracją. I chyba opaczność mocy sprawiła, że Jenathaza został wywołany do komunikatora. Jedna z maszyn strzeliła ostrzegawczą torpedę, która rozbiła się na setki czerwonych atomów tuż nad głową Mavhonica. Przesłanie proste - odbierz, albo umrzyj. W tych rejonach pewne jest tylko to ostatnie, niezależnie od decyzji.

Jenathaza - 2010-12-08 21:36:29

*Mavhonic, wraz z upadkiem Republiki już nie generał, zareagował instynktownie pchnięciem steru w dół, kiedy maszyny pruły na niego, ale jego ledwo żywe silniki nie zareagowały nawet w połowię tak jakby oczekiwał. Zachowanie zimnej krwi nie było proste. Ale był sam. Nie liczyło się już to, ze z wytrzeszczonymi oczami o maksymalnie rozszerzonych źrenicach odwrócił głowę z cichym jękiem, odruchowo, jakby unikał ciosu. Jego słabość była tylko  nim.
Oczywistym było, ze piloci tych statków nie są tu od pomocy zabłąkanym turystom.
Nadchodzący przekaz odebrał od razu, bez wahania. Zawsze to jakaś nadzieja, możliwość negocjacji, przerwanie pełnego strachu oczekiwania.
Jena był niezłym mówcą, nienajgorszym dyplomata, mógł mieć szanse gdyby… miał czym się wykupić. Raczej nie polecą na jego pamiątkowy order za odwagę na orbicie Zgar.*
Czarny Sztylet zgłasza się *odezwał się na odblokowanej linii, nie ośmielając się nawet oderwać ręki od steru, by otrzeć czoło. Patrząc przez iluminator starał się ogarnąć wzrokiem pląsające maszyny*

Vottagg - 2010-12-08 22:22:10

- Mówi kapitan Rivers... - chwila niepewnej ciszy, kiedy drżenie oznajmiło o ponownym przelocie któregoś z myśliwców piratów bardzo blisko maszyny Jenathazy. - Jesteśmy tutaj aby skonfiskować - jak to kradzież można pięknie nazwać - wszystkie twoje dobra. Oczywiście jeśli jakieś masz, w przeciwnym razie zostaniesz unicestwiony w trybie natychmiastowym. - głos był nieprzyjemny, wpasował się w sytuację, brzmiał nisko z chrypką. Systemy kapitana Czarnego Sztyletu wykryły jeszcze jedną jednostkę. Wszystkie krążyły nad nim, niczym wygłodniałe sępy. Masywnie zbudowane, ale nadrabiające śilnikami(zarówno manewrowymi jak i napędowymi), obłożone nienaturalną ilością uzbrojenia, masami łat i szram na obudowie, strasznie nieorganiczne i złowrogie, ale nadal sępy, które wchłoną ochłap mięsa z radością małego dziecka. W światach środka, piraci są tylko obiektami opowieści i mitów, tutaj jednak stają się rzeczywistością, a to co durosjańskim dzieciom wydaje się zabawne, staje się krwawym horrorem, w którym bezduszni piloci są oprawcami. Jeśli można to określić szczęściem, to Jenathaza je miał, w końcu nie zestrzelono go dla zwykłej frajdy, a negocjowano. Trafił na w miarę ucywilizowanych - żeby się nie porwać na słowo „dobrodusznych” - osobników. 
- To jak kurwa będzie, hę? - zapytał niemal wesoło pirat, żekomy kapitan Rivers. W końcu jego obecność wiązała się z pewną historią zakończoną farciarskim przechwyceniem Mavehonica, a to z pewnoścą powód do uciechy. Dowódca piratów, czego można było się domyślić, znajdowal się w najbardziej załatanym, najbardziej oblepionym bronią, najbrzydszym i największym statku, który używając jedynie silniczków manewrowych ustawił się naprzeciw kokpitu Jenathazy. Światła w umieszczonej bardzo głęboko w kadłubie kabinie, zapaliły się, a kapitan M. mógł zobaczyć swojego rozmówcę, niebiesko-skórego, umieśnionego, wytatułowanego oraz szczerzącego kły. Mógł też zobaczyć dwie torpedy zwisające przy zaokrąglonych skrzydłach, dwa działka i baterię szybkostrzelną. Dobre uzbrojenie, równoważyła szerokość myśliwca, która z całą pewnością nie służyła mu przy unikach. To typowa jednostka agresora.

Jenathaza - 2010-12-08 22:34:47

*Mavhonik wykonał kolejny gwałtowny ruch głową, a  smuga pędzącego statku odbiła się w jego wielkich źrenicach prawie całkowicie zakrywających zielone tęczówki, które teraz, w mroku kosmosu, przy nikłym świetle urządzeń kokpitu wydawały się jakieś takie bezbarwne.
Zupełnie jak sępy skalne – pomyślał. Nie pocieszało go to, ze on w tym przedstawieniu odgrywa rolę padliny. Właściwie to – zdychał powoli, dobicie go będzie ich aktem miłosierdzia.
To zabawne, ze w takiej chwili nie wspominał całego swojego życia, nie myślał o rodzinie, co mu miałoby dodać siły. Myślał o nich – o tych piratach. I o kapitanie, skorego głos właśnie usłyszał*
Nie szukam kłopotów, kapitanie *rozległ się w interkomie łagodny, charyzmatyczny bas Jenathazy, który musiał włożyć sobie na chwile kłykieć miedzy zęby, by mu nie szczeknęły o siebie. Utrzymywał jednak kurs, 50% mocy. Zdążą mnie zabić, jak zechcą – myślał.
Obrał kurs na to, co wykrył przed chwilą. Na tę ostatnią jednostką. Cokolwiek nie zrobił, był przegrany, wiec właściwie to nawet za specjalnie nie myślał. Zaszyfrowana wiadomość do przymierza, wysyłana jednym przyciskiem poszła już ze 120 razy. Jena wątpił, by doszła. Statek był uszkodzony, aparatura nie była w stanie wyciągnąć odpowiedniej mocy.*
Zgoda, kapitanie, zgadzam się *Odparł Jena. To, co powie, tez nie ma znaczenia. I nadal utrzymywał kurs, aż do chwili, kiedy manewr obrzydliwej, odartej  godności maszyny zmusiły go do zmniejszenia prędkości, by nie zafundować Czarnemu Sztyletowi akupunktury z tych luf.
Jena zmrużył oczy, bo rozszerzone strachem i ciemnością źrenice nie wyrabiały z tym ostrym światłem. Przedramię podniósł na wysokość oczu, broniąc się przed reflektorami. Palce odruchowo zacisnęły się w pieść.*

Vottagg - 2010-12-08 22:45:02

- Zatem włóż wszystko do jakiegoś pudła i wyrzuć przez śluzę. - co z tego, że w większości mniejszych jednostek to było nie możliwe? Zawsze to jakiś pretekst, żeby móc zestrzelić biedaka, nawet wtedy gdy współpracował. - Masz 30 sekund! - powiedział wesoło kapitan Rivers, co świadczyło o jego intencjach, nawet nie próbował się kryć, tylko odbezpieczył działa, po których przeszła lekka smuga energetycznych pajęczyn. Podniósł maszynę i przeleciał, w komunikatorze Jenathazy było słychać ponure tykanie zegarka.

Jenathaza - 2010-12-08 22:54:15

*Sam nie wiedział, czy się wystraszył. Teraz już chyba nie. Był otumaniony, znieczulony stresem, jak na haju. I już wcześniej bał się śmiertelnie, teraz wydało mu się to groteskowe*
Mam pól miliona kredytów na koncie *odparł do komunikatora. Brzmiał trochę jak pijany* Nie mam też śluzy, ale nawet jakbym miał mógłbym wyrzucić przez nią co najwyżej chronometr *Odparł patrząc w ten niepewny, być może ostatni obraz w swoim zyciu. Na nieszczęście nie było w  nim niczego, zwiastującego poprawy, a  sekundy cykały. Czuł ów tykanie w okolicy jabłka Adama. W akcie ostatecznej desperacji wysłał zaprogramowane S.O.S. w kierunku ów niepewnej, wykrytej jednostki, wyłączył silniki, i pozwolił statkowi dryfować, w wyniku czego powinien wyśliznąć się i uniknąć pierwszego strzały pierwszego statku, czyli zyskać jakieś 2-3 sekundy życia. Może piraci skuszą się na jego bogactwo na koncie, którego oczywiście nie miał. Ale jak wcześniej powiedziane – był w  takiej sytuacji ze nie ważne jaką bajkę opowie*

Vottagg - 2010-12-09 12:16:46

Tykanie ucichło. - To oczywiście zmienia postać rzeczy... - rozległ się charczący głos, bardzo poważnie - A ja mam pięć żon i gwiezdnego niszczyciela. - parsknął śmiechem pirat, po czym teatralnie odliczył od 5 w dół, statki zawróciły aby ustawić się za Jenathazą i go spopielić. Jednak nie było śmiercionośnej salwy, natomiast za oficerem Przymierza poleciało kilka słabej mocy wiązek. Widać piloci chcieli się zabawić z ofiarą, uszkadzając jej systemy, każąc jej cierpieć. Tymczasem sygnał S.O.S. jak i samo przybycie w te rejony zostało odnotowane, jednak pomoc się nie spieszyła, póki co, nikogo nie było.

Jenathaza - 2010-12-09 12:23:08

Zatem uważam, że pól miliona by ci się przydało, już jedna żona sporo kosztuje *w harmonijnym basie zabrzmiała nawet nuta ironii i rzec by można, ze Jena się wkurzył. Ale i tak niewiele mógł, to i tak pewnie jego ostatnie emocje. Przeczesał pazurami mokre od potu włosy. Pomyślał przez pól sekundy o swojej żonie i wszystkich, których utracił, następne pól o tych, których zostawia.
Jena miał nadzieje na szybki koniec. Wiedział już jak się patrzy śmierci w oczy. Strzał z  karabinu imperialnego kata był szybki, od razu wymazał świadomość, a Jena przeżycie zawdzięczał olbrzymiemu, silnemu ciału. Teraz w porównaniu z nimi był chucherkiem. Małym, słabym stateczkiem. Czarnym Sztyletem wystawionym na rzeź. Kiedy zarzuciło myśliwcem, Jena poczuł się jak gówniarz kopany na ulicy przez łobuzów. To identyczna sytuacja. Odruchowo pchnął stery, by znowu wylecieć im z szyku, oszczędzając kolejne sekundy, ale jego myśliwiec wraz z tymi sekundami słabł*

Vottagg - 2010-12-09 12:47:27

Z nadprzestrzeni wyskoczył statek, bardzo blisko, niemal naprzeciw Jenathazy. Na pierwszy rzut oka widać było koreliańską technikę budowy. Była to stara, ale bardzo skuteczna jednostka, stosowana od lat. Koreliańska Kanonierka, morderca myśliwców i bombowców. W jednej sekundzie cztery sępy podniosły się, szybując z dala od Czarnego Sztyletu. Spróbowali utrzymać szyk i zaatakować nieoznakowaną jednostkę. Rozczarowali się. Bez zbędnego oczekiwania, szybkostrzelne działka przeszyły przestrzeń salwami czerwonych błyskawic. Stateczek rozpoczął pogrom, niemal heroiczny ratunek. Maszyny piratów były szybkie, zatoczyły się w śmiertelnym piruecie, zionąc ogniem. Pierwsze dwie rozerwało na strzępy - efekt zaskoczenia, dwa większe jakby wahając się chwilę, zawróciły gwałtownie. W komunikatorze rozległy się przekleństwa, Rivers zupełnie zapomniał o połączeniu.
Walka byłaby prostsza, gdyby nie to, że nie chciano strącić przypadkiem statku Jeny. Kanonierka szybko obróciła się prawą burtą w stronę piratów, rzucając kolejną salwą, ale piraci już skoczyli. Jenathaza został ponownie wywołany, tym razem na ekran.

Jenathaza - 2010-12-09 12:53:21

*To było jak grom z  jasnego nieba. Nawiązała się walka. Jena bał się, ze to imperium, ale w tej chwili, kimkolwiek był ten ktoś, uratował mu zycie, w pełnym i świadomym znaczeniu tego zwrotu. Cała energię statku skierował do silników, by odlecieć jak najdalej od zgiełku, by nie dac się zestrzelić, nie chciał utrudniać zadania tajemniczym ratownikom. Już wiedział, ze to nie Imperium. Ani nie przymierze. Komu zależałoby by ratować nieznajomego? Może tez mieli chrapkę na jego pól miliona, a  może byli po prostu wrogami tamtych.
Kiedy nadeszło połączenie, Jena czuł się już bezpiecznie. Dysząc ciężko ustawił kamerę prosto na swój zmęczony pysk, i akceptował. Projekcja pokazała masywny łeb wielkiego gada z przodozgryzem, szczękę miał szeroką, lekko otwarte, zęby jak piramidy wielkością przypominały małe góry. Wielkie, wydatne nozdrza, pod masywnymi łukami brwiowymi przymknięte oczy o wielkich źrenicach. Projekcja nie miała kolorów, wiadomo – to projekcja*
Czarny Sztylet do wybawiciela. Jakiekolwiek masz w tym interesy – dziękuje

Vottagg - 2010-12-09 13:12:51

Kanonierka znieruchomiała, a w kabinie Jenathazy pojawiła się twarz mężczyzny w średnim wieku. Biały, z ciemnymi włosami i wyrazistymi brwiami. Wyglądał na nieco zaniepokojonego. - Mów mi Cyrus. Miło widzieć, że przeżyłeś panie...? - uniósł lekko brew jakby nieco żądając przedstawienia się. - Czy twoje systemy są zdolne do precyzyjnego skoku? Mamy rozkaz eskortować Cię do naszej bazy, ale zawsze możesz wpaść do nas na pokład. Mamy tunel. Chyba. - popatrzył gdzieś w bok i można było słychać pytanie "naprawiliście już to?", po czym krótkie potwierdzenie nieco młodszego głosu.

Jenathaza - 2010-12-09 13:20:05

*Jena przyjrzał się postaci. Nie rozpoznał go. Chyba to nie był nikt z byłej wielkiej armii republiki. Usłyszawszy wypowiedź, nie potrafił zapanować nad uśmiechem, i nagle ukazało się jego pełne uzębienie przypominające myśliwski potrzask, a  skóra pod oczami zmarszczyła się mimo łusek. Z drugiej strony to łusek i tak nie widać na przekazie*
Mavhonic… *Przedstawił się nazwiskiem, ale zaraz sprecyzował* Jenathaza Mavhonic… nie, nie mogę skoczyć, moja maszyna jest uszkodzona, musiałem awaryjnie wyskakiwać… *zamilkł. Rozkaz doprowadzenia do bazy? Porwanie? Czy ja jestem taki cenny* Tak, kapitanie Cytrus, zrozumiałem. Macie promień ściągający? Najlepsze by było holowanie, tak myślę

Vottagg - 2010-12-09 13:27:05

- Cyrus! - poprawił szybko, widać że był wyczulony na tym punkcie. Zmarszczył czoło, jakby się zastanawiając. Zwykle kanonierki koreliańskie nie miały takich cudów, były za małe, ale ten statek, na który został przeniesiony, był nieco zmodyfikowany. Wyciszył na chwilę mikrofon, a Jenathaza mógł podziwiać jego ucho, nieco nadszarpane, jakby od strzału z blastera. Wrócił na linię rozmowy. - Da się zrobić panie Mavhonic. - i statek zaczął przyciągać jednostkę do swojego dna. Elektromagnetyczne zamocowanie wydało ostry dźwięk uderzenia, gdy Czarny Sztylet został przymocowany. - Skok. - powiedział bez ostrzeżenia Cyrus i obydwie jednostki zniknęły w nadprzestrzeni.

Secorsha - 2012-04-28 11:27:15

*Na lądowisku pojawiły się dwie postacie, pchające przed sobą droida – ogniwo zasilania. Maszyna kroczyła nieporadnie na krótkich nóżkach, niosąc na nich pancerny, wyglądem przypominający lodówkę generator.
Postaci były mężczyznami. jeden  nich nosił oficerski mundur Imperium. Niższy stopniem, ale jednak pomniejszy oficer. Znany wcześniej jako dowodca.
Drugi z nich był w pełni umundurowanym, opancerzonym klonem*
Wszystko się udało. Są na pokładzie. Mały będzie spal jeszcze dwie, trzy godziny
*Dowódca mówił ściszonym głosem, stojąc blisko klona, ale nie na tyle by postronni uznali ze łączy ich coś więcej niż winno łączyć dowódcę i szturmowca.*
przyniosłem ci parę gadżetów, tę obrożę, więcej środka uspokajającego. Skacz na podane koordynaty tak szybko jak to będzie możliwe. Już umówiłem tego gościa. Nie kontaktuj się  ze mną, rozumiesz, Kazaan? Nie dopóki nie będziesz absolutne pewien. Opiekuj się Oliwią i dobrze wychowaj mojego wnuka
*Klon wyprostowany i oficjalnie jak zawsze, kwitował kolejne komunikaty kiwnięciem głowy*
Tak jest
*Dowódca uśmiechnął się z troską*
To mi się podoba… synu
*Kazaan zasalutował i odszedł, a za nim droid. Kiedy maszyna znikła na pokładzie niedużego frachtowca z imperialnymi oznaczeniami, trap się podniósł i statek odleciał. Dowódca odszedł, by zadbać, aby nikt kto będzie zajmował się kremacją ciała T’kula nie zajrzał do worka…*

*Lot w nadprzestrzeni. Już od kilku godzin statek bez nazwy był w nadprzestrzeni, uciekający przed ręką Imperium, która jeszcze (owa ręka) nie wiedziała, kogo i za co niedługo zechce zgnieść.
Cialo zmiętolone jak koszula po praniu wyciągnięto z wnętrza droida. T’kul został znowu unieruchomiony, tym razem na stole przypominającym stól rzeźnicki. ten statek niegdyś służył do transportu mięsa, nie ma co się dziwić, ze były tu takie akcesoria.
Podłożono mu jednak koc i coś pod głowę, oczywiście był unieruchomiony i zmęczony ale powoli odzyskiwał przytomność. na pewno szybko zauważy że jak na umarlaka czuje się całkiem dobrze. Nie mógl podnieść ręki, ale mógl poczuc ze ubrany jest w  świeże ubranie a na oczach ma opatrunek, czy tez jakaś chustę. Musiało to parszywie wyglądać, ze zasłonili.
Ale nie był już w  sali przesłuchań, ani w piekle. Był w statku. W oddali, przez otwarte do kokpitu drzwi słyszał rozmowy, głos męski – klona i delikatny, kobiecy*

Throul - 2012-04-28 12:43:48

Trup z wolna ożywał, budził się do życia jakby po użyciu czarnej magii. Nie jęknął, gdy zbudził się i odkrył iż jest unieruchomiony. Starał się wogOle nie zdradzać z faktem, że jest prsytomny. Chciał podsłuchać o czym jest mowa i zorientować się w czyim jest ręku. Spróbował się skupić na Mocy by wyostrzyć sobie słuch.

Secorsha - 2012-04-28 12:59:13

*Z Mocą było tak sobie, ale wystarczyło po prostu się wsłuchać. Prócz rytmicznej pracy podzespołów statku słyszał wyraźnie rozmowę dwóch osób, młodej kobiety i klona. Rozmawiali o mieszkaniu na Korrelii. Za pieniądze ze sprzedaży czegoś mieszkanie na Korrelii. Za chwile to zanegowali – z powodu tego ze ktoś rozpozna klona. Klony są rozpoznawalne. Klon – K77 zapewniał, ze znajdą dla siebie miejsce, najważniejsze to by ukryć się przed Imperium*

Throul - 2012-04-28 13:03:33

Z mocą mu średnio wyszło. Spróbował skupić się bardziej. Chciał słuchem wyjść poza to pomieszczenie by usłyszeć coś więcej.

Secorsha - 2012-04-28 13:42:16

*Słyszał T’kul jednak rozmowa była mało treściwa. Cały czas krążyli wokół tego tematu – Cs sprzedadzą, dzięki czemu będą mogli uciec od Imperium i żyć na własną rękę, sami, wolni. Łatwo było się domyslić, co było towarem. T’kul. Przeżył egzekucje. Na pewno nie przypadkiem, ktoś musiał zaplanować to tak, by K77 mógł zabrać ciało T’kula jako cokolwiek innego, ukradkiem, i uciec.*

Throul - 2012-04-28 14:03:03

- Mam pieniądze.
Powiedział z trudem po dłuższej chwili bo usta mu się zlepiły.
- Możemy za to przeżyć we troje. Uwolbijcie mnie a powiem co zrobimy.
Czyżby powrót na jasną stronę mocy? Nawrócenie? T'kul miał czas by wszystko sobie przemyśleć. Wszystko co zrobił od czasu powrotu z NS było idiotyzmem. Teraz już nie miał złudzeń. Był sam, jebało go w krzyżu a przy nim nie było nikogo, kto podałby mu szklankę wody. Do tego był ślepy, co utrudniało mu egzystencję. Miał już tego serdecznie dość.
- Jeśli jesteśmy tu sami to dam wam pieniądze, ale potrzebuję tego statku. Muszę załatwić pewne porachunki.
Oświadczył coś co dla niego i klona powinno być rzeczą oczywistą.

Secorsha - 2012-04-28 15:45:32

Obudził się, słyszysz? *przemówił głos kobiety a klon ucichł. Dalej mogli słuchać c mówi pau’anin. Poruszyli się, wstali i za chwile przyszli. Dalej słuchali, Az T’kul przestał mówić. potem już tylko milczeli. Kobieta na chwile wyszła, by wrócić za chwile z mokrą szmatą którą przetarła nieszczęśnikowi spierzchnięte usta*
Nie masz *odpowiedział klon. Nie było co się łudzić – T’kul był upadłym jedi. Jedi sami z  siebie nie byli szczególnie bogaci, do tego ten był niedawno wykluczony ze społeczności wiec wszystko co miał i tak mu zabrano. W dodatku zdrada braci przychodziła mu tak lekko, ze ktoś z taką cechą nie może liczyć się we wpływowym środowisku.
Reasumując – T’kul kłamał. Ale w jego położeniu to na miejscu – próbował ratować swoje życie. Czyżby nagle docenił jego wartość?*
Ty i załatwianie porachunków. Niby żyłeś dwieście lat a pojęcie w tobie takie że szkoda gadać…

Throul - 2012-04-28 16:12:28

- Mam.
Powtórzył z przekonaniem.
- Nie myślisz chyba, że jestem takim głupcem by ujawniać tym skurwielom (jedi) wszystkie źródła dochodów?
Spytał cierpko.
- Mam konto. A na tym koncie... Do tego mały depozyt. Depozyt wezmę ze sobą. Resztą się podzielę. 80% dla was, 20% dla mnie.
Przekalkulował to dokładnie. Oni dostaną około dwieście tysięcy a on... On weźmie góra tysiąc. Resztę ze swojej części odda im. Niech mają. Jemu pieniądze i tak nie będą potrzebne, bo tam gdzie idzie nie płaci się mamoną.

Secorsha - 2012-04-28 17:34:29

Kim jesteś to już pokazałeś *Odpowiedział na to Klon*
Może ten hutt będzie bardziej skłonny dac wiarę temu co mówisz
*Nie krył się. Powiedział, ze chcą go sprzedać huttowi. Bo Torz inny by kupił byłego jedi? Prócz imperium ale jaka była sytuacja z Imperium to dobrze wiemy*

Throul - 2012-04-28 19:50:05

Tkul parsknął śmiechem, lecz nie był to wesoły śmiech.
- Musisz być cholernie bogaty skoro tak łatwo, wielkopańskim gestem odrzucasz dwieście tysięcy jakie ci ofiaruję za wolność i ten statek.
Powiedział twardo.
- Ciekawe vzy twoja towarzyszka jest równie bogata?
Nagle udał zdumienie i zaskoczenie.
- Ach tak... Gdybyście mieli pieniądze nie musielibyście handlować moją osobą. Pewnie i tak Hutt zapłaci wam za mnie nędzne grosze, ale skoro wolicie drobne od konkretnych sum...
Umiejętnie przerwał robiąc efektowną pauzę. Umyślnie dawał im czas na zastanowienie się nad jego propozycją.

Secorsha - 2012-04-28 20:00:09

*Klon zaśmiał się podobnym tonem. Tak się składało ze za skórkę T’kula miał otrzymać dokładnie tyle samo – dwieście tysięcy. Wolał nie podpaść huttom skoro podpadł już imperium*
jeśli to jest twoje „dziękuje” za ocalenie życia, to nie ma za co. A  teraz cicho, bo znowu pójdziesz lulu. Chodź, Oliwio, nie ma co z  nim dyskutować
*I tak odeszli i zamknęli drzwi, a  jedyne co T’kul osiągnął swoim tonem to kolejne dwie zrażone do niego osoby*

Secorsha - 2012-04-28 20:20:14

*Tak tez zrobili, poszli, i żadne, nawet najśmielsze propozycje czy najokrutniejsze w jego mniemaniu groźby nie sprowokowały już Klona i „jego dziewczyny” do wyjścia. Teraz rozmawiali szeptem, za zamkniętymi drzwiami, by T’kul nic nie słyszał. Aż w końcu wyskoczyli z nadprzestrzeni. Zaraz mieli rozmowę. Po głosie rzeczywiście można było rozpoznać Hutta, który mówił, ze nie pojawi się osobiście, będzie za to jego pośrednik z sumą co do grosza.
Zostali poinstruowani do lądowania na starej ale wciąż działającej, nieaktywnej już stacji paliw, gdzie prócz platformy i utrzymującej się jeszcze atmosfery miało nic być nikogo i niczego. No i oczywiście-statek kontrahentów.
K77 posadził tam statek*

Cichy - 2012-04-28 20:23:46

*Okręt kontrahenta już czekał. Nie wyglądał za ciekawie i szczerze mówiąc nie kojarzył się z luksusowym sprzętem należącym do bogatych gangsterów – ten statek jak większość statków tak zwanej „niższej klasy średniej” był na słowo honoru trzymający się kupy, stary, zdezelowany i dwadzieścia razy ukradziony.
Rampa była opuszczona. Nigdzie natomiast nie był widać obstawy. Żadnych goryli, nic, cisza i pusta przestrzeń*

Secorsha - 2012-04-28 20:34:18

*K77 osadził statek i od razu namierzył tamten. Milcząc w pełnej napięcia ciszy przeszukał okolice skanerami. Wyglądało na to, ze nikogo nie ma, a przynajmniej nie ma grupy wystarczająco dużej by skanery wychwyciły jako „oddział”. Musiał ktos przylecieć tym statkiem.
Od razu wydało się to Kazaanowi podejrzane*
Wyjdę do nich, działa są ustawione, jakby coś się stało, jakby wyskoczyły jakieś droidy bojowe, czy coś, strzelaj i uciekaj, rozumiesz?
- Daj spokój, Kazaan…
- Rozumiesz?

*Oliwia popatrzyła na niego urażonym wzrokiem*
Tak.
- Świetnie. To życz mi szczęścia

*K77 wyszedł z kokpitu, by nie zaszczycać T’kula swoją choćby chwilową obecnością. Znalazł się na płycie. W pełni umundurowany, opancerzony, jeszcze w imperialnym pancerzu, z bronią*
Witaj… Przywiozłem ci towar! *przemówił głośno w kierunku opuszczonej rampy*

Throul - 2012-04-28 20:35:01

[A ja odpuszczam kolejkę]

Cichy - 2012-04-28 20:43:11

*Cisza, i nagle charakterystyczne drobne stuk stuk stuk stok – jakby szło coś lekkiego, ale długiego, z  dużą ilością łapek. I tak tez się stało, z ładowni wyszło długie zwierze na sześciu krótkich łapkach. Przypominało trochę parówkę. Na pewno miało wcześniej długa, gęsta i bardzo puchatą białą sierść na całym ciele, jednak teraz sierść zostawiono tylko na głowie i szyi, reszta była wygolona do łysego, przez co zwierze wyglądało trochę jak pompon na patyku, tudzież używając bardziej kolokwialnego słownictwa – jak szczotka do kibla. Na gołej skórze widniały skomplikowane, szarpane wzory tatuaży, jakby jakichś symboli. Na pewno niczego dobrego. Zrobione czarnym tuszem na różowej skórze zwierzęcia. Długo jak waz ogon wieńczyły wyrastające po bokach witki, jak wachlarz.
Zwierze podniosło puchaty łeb i spojrzawszy na klona nakierowało na niego długie, ruchliwe, przypominające anteny samochodowe wąsy*
Kok *Odezwało się. Było to najpierw krótkie „k”, później krótka chwila nakręcania aparatu i wybuchowe „kok”.
Stworzenie zatrzymało się zaraz przy rampie i patrzyło, raz po raz wtrącając swoje „kok” do panującej na pustej stacji ciszy…*

Secorsha - 2012-04-28 20:51:31

*Zareagował spięciem się i uniesieniem broni na widok i dźwięk tego zwierzęcia. Później, jak już je zobaczył, to wydało mu się niegroźne, ale nadal dziwnie odpychające. te tatuaże na łysym grzbiecie, te dzwięki, i jakaś dziwna bierność…*
Kok *Powtórzył klon* Po naszemu dzień dobry. Przywiozłem towar
*Nie mógł wykluczyć, ze ten „kok” to nie jego kontrahent. Nigdy czegoś takiego nie widział, a skoro nie widział a  widzi teraz, to moze to być zarówno zwierze jak i istota inteligentna*

Throul - 2012-04-28 20:59:02

[odpuszczam na jakiś czas. Jak będę miał do czego nawiązać to się wtrącę]

Cichy - 2012-04-28 21:02:46

*Kok nie wyglądał na zbyt rozgarnięte stworzenie. Lepiej, zachowywał się trochę jakby zupełnie nie miał mózgu. Usiadł sobie i tak siedział, tempo się gapiąc, i co jakiś czas robiąc to swoje „kok”.
Tymczasem zaś po rampie zeszła inna osoba. I tu pewne klona spotka zawód. Na rampie pojawiła się drobna postać duga. Dungańskiego nastolatka, bez wątpienia. Młody osobnik, niespecjalnego wzrostu jak na swoją rasę i wiek – miał około metra, był szczupły, żeby nie powiedzieć chudy, ubrany na młodzieżową modlę, z duzą ilością ćwieków, drutów, łańcuchów. Skórę miał koloru głębokiego morza, zaś oczy niebieskie. Bardzo błękitne, wręcz lodowo. I bardzo dziwne.
Podziurawione kolczykami uszy odstawały do tyłu. Wąsy, charakterystyczna ozdoba każdego duga, dopiero się wydłużały, pędzelków jeszcze nie było. Dugowie są uznawani za dorosłych w wieki 21 lat. Ten miał może 17.
Noc nie powiedział. Zszedł tylko z  rampy i stanął nieruchomo. Pysk miał skierowany do dołu, spojrzenie prosto w wizjer hełmu klona.
Na szyi miał apaszkę, która wygladała jak zrobiona z ludzkiej, pokrytej tatuażem skóry*

Secorsha - 2012-04-28 21:12:29

*Zmarszczył czolo pod hełmem widząc duga. Taki gówniarz? Istny cyrk!
Kazaan pomyślał, ze dał się nabrać,. teraz wszystko przepadnie, Imperium ich złapie i zgładzi, bo nie będą mieli za co się ukryć. Bo ten gówniarz zapłaci im za mrocznego jedi? Ten głupkowaty T’kul zrobi z niego pasztet, po czym znowu zacznie się panoszyć. Imperium się dowie i za to kipnie jeszcze jego niedoszły teść.
Co ja zrobiłem…*
Mam towar. masz kasę? *nerwy zaczęły mu puszczać, chciał jak najszybciej stad odlecieć*
Dawaj kasę, zabieraj go i ja spadam

Cichy - 2012-04-28 21:21:15

*Dug otaksował klona spojrzeniem. od stóp do głowy, wyposażenie, uzbrojenie. A także duzo więcej – stan fizyczny i psychiczny, nastawienie, stan umysłu, potencjalny stopień niebezpieczeństwa, czego można się po nim spodziewać… Moc jest wielka. Cichy nie był idealnie wytrenowany. Ale był wytrenowany wystarczająco.
Zmrużył oczy a Macki mocy popłynęły w głąb ładowni ich statku. Musiał zbadać, co mu oferują. Jaka jest jakość towaru? Nie zapłaci za towar uszkodzony, ciężko chory, czy martwy. Nie jest jakaś padlinożerną hieną. Tylko drapieżnikiem.
T’kul będzie mogł to poczuć. Cichy już wiedział, co mu zrobili. ta obroża, i coś jeszcze. Ogołocona aura mocowłaqdnego, kiedyś jedi, ale tak naprawdę nigdy nie był dobrym jedi, a  teraz był oficjalnie zdrajcą.
Dug obnażył zęby i głośno klasnął językiem o podniebienie. Jego uzębienie było tak białe, ze niemal przeźroczyste.
Po kilku chwilach takiego „badania” otworzyl oczy i popatrzył na Klona. uśmiechnął się i wskazał pyskiem statek klona, po czym wymownie łbem swój.
Polecenie: przeładuj. Biorę.*

Secorsha - 2012-04-28 21:27:41

Kasa, chłopcze *Odezwał się Kazaan, tym razem ostrzejszym tonem. Gest rozpoznał, w koncu był klonem, klony rozumiały gesty, często była to ich jedyna komunikacja. Zastanawiał się, czemu dug się nie odzywa. Czy tak próbuje zaimponować, czy ma to jakieś inne znaczenie. A może po prostu on nie mówi?
Tak czy siak – póki nie będzie miał w ręki pieniędzy nie dobiją targu*

Throul - 2012-04-28 21:31:01

T'kul rzeczywiście był ogołocony z aury mocy. Był sfrustrowany i zły. Miał zginąć a wciąż żył. Żył i był towarem w przetargu. Teraz najchętniej by sobie umarł. Na to jednak zapewne mu nie pozwolą. Klął w myślach na swoją głupotę. Niepotrzebnie zaczynał ten krótki romans z Imperium. Efetem było jego upodlenie i obdarcie z godności.

Cichy - 2012-04-28 21:41:53

*Dug nieznacznie uniósł uszy, jakby to co „usłyszał” bardzo go cieszyło, po czym bez żadnego gestu, po prostu zawrócił i udał się do statku, w którym znikł. Kok popatrzył za nim, po czym wygiął się by długim językiem wylizać sobie palce u tylnych łap.
Niebawem wrócił dug. Do klona, z  resztą uzbrojonego i opancerzonego podchodził bez strachu. nie miał walizki, ale miał jakiś zwykły, szmaciany, obrzydliwie wyglądający worek. W środku – jak zapewne klon zaraz się przekona – było dziesięć tabliczek kredytowych, każda w nominale 20 tysięcy*

Secorsha - 2012-04-28 21:50:52

*Sceptyczny Kazaan nie spuszczał palca ze spustu ale musiał to zrobić by przeliczyć zapłatę, tak wiec na chwile karabin zawisł na ramieniu. Dug wydawał się niegroźny ale irracjonalizm całej sytuacji był bardziej tresujący niż otwarty ostrzał. Wyglądało na to, ze wszystko się zgadza. Zacisnął silnie pięść na worku*
Dobra, w porządku, mam nadzieje ze masz miejsce w ładowni *I ruszyl w kierunku statku. W kokpicie w bezpiecznych rękach zostawił należność i przeszedł do „komnaty T’kula”. Nic nie powiedział, rozkuł mu nogi, by sam mógl przejść na statek tego… młodego dżentelmena. Klon dbał by ręce pau’anina były nadal dobrze skrępowane za plecami. Jeśli T’kul będzie skakał, pewnie dostanie igłę w dupe*

Throul - 2012-04-28 21:58:28

I tu klon popełnił błąd. T'kul wykorzystał okazję i bez cetegieli podciął klona po czym zabrał mu broń i dał drapaka ze statku wiejąc ile Bozia koni w nogach dała. Musiał im umknąć.

Cichy - 2012-04-28 22:00:58

*Jako ze Cichy znał już realia tego brutalnego świata – stal sobie spokojnie przy swoim statku i czekał. Wiedział, ze po takiej akcji to nie opłaca mu się nawet szerzej ziewnąć*

Secorsha - 2012-04-28 22:05:42

*Niestety nie tutaj takie numery. Takim manewrem można by było załatwić pięciolatka pod warunkiem ze samemu było się chociaż dziesięciolatkiem.
Nawet jeśli T’kulowi udało się jakkolwiek kopnąć klona i przerwać to po przywaleniu niemal golą nogą w twardy pancerz, to klon był uzbrojonym żołnierzem w ciągłym treningu, a  T’kul od kilku dni siedzącym lub lezącym skrępowanym i przemęczonym więźniem. Jedyne co wskórał, to porządnego kopa w brzuch od K77 w odwecie za próbę podcięcia go. I obiecane zaaplikowanie zastrzyka w dupę bez ceregieli – przywalenie z igiełki, którą klon miał w  pogotowiu. Nie udało się, następnym razem poleca się większy udział mózgu a mniejszy ułańskiej fantazji w takim posunięciu*

Throul - 2012-04-28 22:08:31

odpłynął

Cichy - 2012-04-28 22:13:12

*czekał cierpliwie na chwilę, kiedy „towar” za który zapłacił znajdzie się w jego statku. nie miał za wiele do dodania, dlatego opis tej czynności był taki krótki*

Secorsha - 2012-04-28 22:17:54

*Ze względu na późną porę, nikomu nie chciało się przedłużać tej transakcji. Kazan zarzucił zemdlonego T’kula na plecy. Pau’anie to szczupaki, wiec ciężarem nie był. Przeniósł go na statek duga. Nie oglądał się tam po wnętrzu, nie jego sprawa. uczyniwszy to otrzepał ręce stojąc naprzeciwko kontrahenta*
Nie rozumiem, o co tu chodzi. Ale… uważaj na niego
*I zaczął się oddalać ku swojej maszynie*

Cichy - 2012-04-28 22:21:57

*Nawet nie patrzył „na to co kupił”, wydawał się jednak zadowolony. Kiedy klon zaniósł upadłego jedi do statku, kok podążył za nim i już tam został.
Kiedy klon przystanął na te „ostatnie słowo” do duga, i już odchodził, Cichy energicznie chwycił go za nadgarstek, przytrzymując w ten sposób, jakby miał coś jeszcze do dodania. Zakładając, ze klon się zatrzymał, młody dug sięgnął do kieszeni po komunikator i notatnik z długopisem, zwykły, tradycyjny. nietypowa rzecz, ale Cichy miał taki przy sobie, jako ostateczną pomoc komunikacyjną. Szybko przepisał coś z komunikatora, kartkę wyrwał i wcisnął klonowi w dłoń. uśmiechnął się i teraz już sam odszedł, nie zatrzymał się nawet jak by był wołany.
Po chwili jego statek odleciał*

Secorsha - 2012-04-28 22:26:22

*Zdumiony Kazaan przyjrzał się Papierokowi i temu, co zostało na nim napisane. Spojrzał na duga, ale ten już odchodził. Popatrzył jeszcze chwile, po czym ścisnąwszy karteczkę rzucił się do kokpitu swojego statku, jakby go gonili, by wystartować jak najszybciej i uciekać jak najdalej*

Cichy - 2012-04-28 22:28:13

*Na karteczce był numer komunikatora. Czyj i po co – nie wiadomo, był tylko ten numer i nic więcej. Cichy i T’kul skoczyli w nadświetlną*

Throul - 2012-04-28 22:37:41

[Tkul nieprzytomny]

Cichy - 2012-04-29 17:15:38

*Dalszy lot.
Był to moment kiedy T’kul miał już się przebudzac. Cichy mógł wyczuć wracającą świadomość, wiec przyszedł.
Utapaun został oślepiony wiec nie widział duga. Ani teraz, ani wcześniej, wiec pewnie nie wiedział, gdzie trafił. I w czyje ręce.
Młody dug zatrzymał się kilka kroków przed rzuconym niedbale na ziemię ciałem. Tak jak położył go tu klon, tak jego „cenny nabytek” leżał. Nogi miał rozwiązane, ręce związane (w tym jednej brakowało wiec pewnie miał wiązane w łokciach za plecami) i obrożę na szyi.
Cichy wiedział, ze w ciele jego „goscia” krąży narkotyk. Jako uczeń sitha, w  dodatku były ćpun znał takie rzeczy. Dużo się domyślał. Także tego, ze cialo które przed nim lezało przeszło długą drogę.
Dug przycupnął sobie cichutko i czekał*

Throul - 2012-04-29 17:34:35

T'kul ocknął się i natychmiast wytężył słuch. Słyszał maszyny statku i chyba mógł usłyszeć oddech duga. Chyba. Nie poruszył się, nie chciał się zdradzić z faktem, że wróciła mu §wiadomość. Z wytężonymi zmysłami o dziwo cierpliwie czekał na moment kiedy to jego nowy właściciel się ujawni.

Cichy - 2012-04-29 17:43:13

*Statek był w nadprzestrzeni. trzeszczał, stukał, łomotał jak serce konającego zwierzęcia. To stary statek. gdzieś niedaleko kok bezradnie przeczesywał łapkami łysy grzbiet, rozpaczliwie szukając swojego futerka do pielęgnacji bo właśnie przyszedł na to czas. Biedne, głupie zwierzątko.
Dug nie zachowywał się głośno. Oddychał, wszem, wszak był żywym stworzeniem. Ale nie na tyle głośno by to słyszeć, był młody, miał zdrowe, drożne drogi oddechowe.
Szczodrze obdarzony przez mc nastolatek doskonale wiedział, ze T’kul już nie spi, że jest przytomny. W koncu po to wybrał własnie ten moment, by tu przyjść. Wstał powoli i ruszył. Stąpal delikatnie,  dugwie to lekkie istoty, chodzące na palcach, ale teraz było go słychać. Podszedł pod samego T’kula. Zaraz ten będzie mól poczuć, ze czyjaś ręka dotyka obroży. Przy tym przy okazji jego szyi. Miał chude długie palce i mocne pazury, jak u zwierzęcia. Druciki pozaplątywane na palcach jak pierscionki. na pewno miał sporo biżuterii, bo brzęczała. Ale raczej mało szlachetne metale.
Pachniał wiatrem i surowym mięsem. I cały czas milczał*

Throul - 2012-04-29 18:00:28

Wbrew temu, co chciał osiągnąć dzieciak odkrył, że T'kul już jest przytomny. Mało tego dzieciak podszedł do upadłego, bez obawy nachylił i zaczął dotykać obroży na jego szyji. Pauan czuł te obce palce z pazurami jak u dzikiego zwierzęcia, wdychał jego zapach by zapamiętać go na całe życie. Może to mu kiedyś pomoże rozpoznać ową osobę po wielu latach.
- Hutt?
Spytał w Baicu by ułatwić konwersację. Skoro dzieciak wiedział już o odzysksniu przez upadłego świadomości nie było sensu udawać.
- Nie czuje się najlepiej...
Powiedział zgodnie z prawdą.
- Nerki. Do tego jestem głodny i spragniony.

Cichy - 2012-04-29 18:08:20

*Nie odpowiedział. Mrużąc błękitne, zimne oczy przesuwał spojrzenie po twarzy T’kula, po jego zmęczonym ciele. Często się mówi, ze można poczuć spojrzenie. Może to tylko złudzenie, ale tu można było zgadywać, gdzie patrzy. Nie odpowiedział jednak. Zdecydowanie nie był Huttem. nawet ślepiec czuje, jakiego typu istota przy nim jest. Ten gość był mały, do tego młody.
Długie palce przewlekły pasek przez szlufkę, odpięły sprzączkę… dug zabrał obrożę. Dalej było „słychać” ze podnosi ją bliżej oczu, by obejrzeć i zbadać. Cały czas milczał.
I bez dwóch zdań – wiedział co może oznaczać to co właśnie zrobił*

Throul - 2012-04-29 18:27:32

Ślepiec odetchnął z ulgą. Mylił się. To nie był hutt. Mało tego dopiero teraz, po zdjęciu obroży poczuł moc bijącą od młodzieńca, jego mroczną aurę. T'kul westchnął i uśmiechnął się. Skupił na tyle, na ile pozwalał mu na to narkotyk krążący w jego ciele. Nie planował żadnych fajerwerków. Chciał użyć mocy by połączyć impulsy ze wszystkich pozostałych mu zmysłów: słuchu, węchu, dotyku, smaku w jeden spójny obraz otaczającego go świata, a przede wszystkim chciał "zobaczyć" tego, który go kupił. Tego, który zdjął mu obrożę. Wroga i przyjaciela w jednym. Zastanawiał się co wydarzy się dalej i czego ten młodzieniec może od niego chcieć. Przecież nie kupiłby go bez powodu.

Cichy - 2012-04-29 18:39:04

*Dug podejrzewał, co się teraz stanie. Ze T’kul będzie starał się go „zobaczyć” i na pewno po części mu się uda, choć nigdy nie będzie to już takie „patrzenie” jak oczami.
Byli w ładowni starego statku. Pełno tu było skrzyń, między nimi czyścił się kok, a  przed T’kulem klarował się obraz młodej istoty – duga. Fizycznie naprawdę nic ciekawego, bo co może być ciekawego w dugu? Oglądał obrożę, jakby nic innego nie istniało. Nie widać było w Mocy niczego poza jego aurą, którą już pau’anin dostrzegł. Nie była to stricte aura sitha, ale kogoś bardzo podobnego. Kreowanego na taką osobę.
Milczał jednak dalej. Co zaś się tyczy jedzenia – było tu. leżało niemal wszędzie – zepsute, nadjedzone przez koka, ale bez wątpienia jedzenie*

Throul - 2012-04-29 18:54:58

Po chwili obraz się wyklarował. T'kul widział, choć dalekie to było od patrzenia swoimi pawdziwymi oczyma. Mimo wszystko lepsze było to co miał od bycia ślepym. Widział ładownię, koka bezceremonialnie czyszczącego sobie futro i.. duga, małego chudego duga jak gdyby nigdy nic ogląjącego sobie obrożę i chyba nieświadomego niebezpieczeństwa jakie stanowić może T'kul. Aura duga była zastanawiająca. Nie był to sith ale chciał na takiego wyglądać. Pau'an skupił się ponownie tym razem na wyzwoleniu się z kajdan by w końcu, po tak długim czasie znowu być wolnym. Tym razem jednak zamierzał przyczaić się gdzieś, wyleczyć nerki, pozbyć się trucizny i wzmocnić przed dokonaniem zemsty.

Cichy - 2012-04-29 20:07:30

*Uszy młodzieńca drgnęły, a  lodowate spojrzenie strzeliło spod łuków brwiowych. uśmiechnął się ściągając luźne wargi, widząc, lub raczej czując co robi pau’anin. Pycha i pewność siebie to jedna z cech ciemnostronnych, nieważne czy upadłych jedi, czy tych „sitowatych” wiec nie powinno specjalnie dziwic, ze ten zlekceważył T’kula i choć widział to, to nie zareagował na uwolnienie się z kajdan. Zaszczycił go tylko spojrzeniem, w rodzaju zaspakajania ciekawości: o, rusza się, ciekawe co zrobi?*

Throul - 2012-04-30 11:37:17

Upadły po uwolnieniu się, przeciągnął. Zatoczył nowym wzrokiem pi otoczeniu. Wolno, bo wciąż osłabiony był spróbował wstać. Za pierwszym razem zachwiał się i upadł. Nie zrezygnował jednak. Spróbował ponownie. Tym razem mu się powiodło, choć  nie stał zbyt pewnie i stabilnie. Ale stał. Duga zignorował jak narazie. Nie było potrzeby się go obawiać, bo gdyby miał zrobić T'kulowi coś złego to nie zdjąłby mu obroży i nie pozwolił się uwolnić. T'kul wolno, podpierając się o pakunki i ściany ruszył w stronę, gdzie jak sądził są kabiny załogi. Teraz mażył o jednym - długim, niczym nie zmąconym śnie by zregenerować swe nadwątlone licznymi przygodami siły.

Cichy - 2012-04-30 19:30:08

*Cichy traktował T’kula jakby go tu nie było. Po kilku chwilach oglądania obroży po prostu odszedł w kierunku koka. Podrapał go w okolicy ucha, ziewnął szeroko.
Niestety nie było tu kabin załogi. To był mały statek, miał wiec tylko kabinę pilota (tam zapewne było jakieś łóżko, ale kabina ta była zamknięta), łazienkę – bardzo skromną i pewnie zasyfioną oraz to pomieszczenie – ładownię*

Throul - 2012-04-30 20:16:02

Usprawiedliwieniem dlaniego był fakt, że nie znał tego statku. Był tu pierwszy raz. Podszedł więc do pakunków w ładowni i zaczął je "oglądać" i dotykać by sprawdzić, na którym w miarę miękkim mógłby się przespać. Rozważał nawet zrobienie z koka poduszki lub formy ogrzewania podczas snu.

Cichy - 2012-05-01 10:06:26

*Na to bez wątpienia gospodarz – choć nie zachowywał się jak gospodarz względem T’kula – na pewno by nie pozwolił. Kok był jego, to on na pewnej odległej, mrocznej, zimnej planecie złapał Koka, i za pomocą silnej sugestii mocy „oswoił”, a  raczej uczynił go od siebie zależnym. Choć kokom wiele nie było potrzeba, to głupie zwierzęta.
Jednak wygolenie doz era tego niesamowicie bujnego futra i naniesienie tatuaży na zbyt delikatną do tego skóre, gdzie wylewało lub rwał się naskórek było trudne. W rezultacie tatuaż nie był idealny, ale Cichy poczuł cos w rodzaj sympatii do swojego pierwszego koka, wiec podjął się poprawek zamiast go po prostu porzucić czy zabić. Teraz wzór wyglądał pięknie i nie było widać gdzie był poprawiany.
Teraz obserwując pau’anina zaśmiał się bezgłośnie, nawet obnażając zęby. Jego nowy nabytek kojarzyl mu się z kotek wypuszczonym z transportera który z brzuchem przy ziemi niemal pełzne cichutko, rozglądając się za bezpieczną kryjówką*

Throul - 2012-05-01 12:45:11

Skojarzenie z kotkiem szukającym z brzuchem przy ziemi kryjówki było nad wyraz trafne, choć nie do końca prawdziwe. T'kul nie szukał kryjówki a miejsca gdzie może się przespać, odpocząć. Był świadom obecności przeciwnika i teraz prawdę mówiąc była mu ona obojętna. Ignorował duga. Znalazł w miarę miękki pakunek więc wlazł na niego, zwinął się i zasnął.

Cichy - 2012-05-03 09:50:43

*Niezbyt gościnny gospodarz zdawał się z „radością” na to wszystko pozwalać, zarówno na odpoczynek i posilenie się znalezionymi na pokładzie resztkami, jak i na ignorowanie jego osoby. Bez wątpienia nie było to bezinteresowne. Zbieranie danych trwało. Kiedy T’kul obudzi się znowu, będzie w ładowni sam, nawet bez koka. Okazja, by spokojnie się posilił i skorzystał z kibelka, jeśli musiał. Także czas na długie i namiętne obmacywanie ścian w  poszukiwaniu informacji których i tak tu nie znajdzie. Nie znajdzie niczego czego Cichy nie chciał, by znalazł*

Throul - 2012-05-03 10:16:44

Obudził się po jakichś dwunastu godzinach. Był sam. Ani koka ani chłopaka. Posilił się resztkami, które jeszcze nadawały się do zjedzenia bez obawy o zatrucie pokarmowe. Skorzystał ze sraczyka w peł.ym zakresie. Załatwił się i umył dokładnie. Musiał zmyć z siebie ten niewyczuwalny odór, piętno niewoli. Po kąpieli posilił.się znowu i zajął badaniem.statku. Natężył słuch by zbadać czy jeszze lecą czy nie. Jeśli nie to spróbował znaleźć wejście do kokpitu by od komputera dowiedzieć się gdzie jest. Jeśli zaś statek jeszcze leci to odnalazł swoje legowisko i położył się skupiając na mocy i medytując. Jeśli było to możliwe chciał złapać.mentalny kontakt z mistrzem Yodą. Wiedział, że źle postąpił i chciał... przeprosić oraz prosić o pomoc w uwolnieniu.

Cichy - 2012-05-03 10:31:05

*lecieli, silniki szumiały, a  duga nie było. Osoba o dobrym słuchu szybko jednak odnajdzie kokpit – coś tam było. Ktoś. Dug i zwierzak. Leciała jakaś muzyka która można było określić jako „młodzieżowa” – jeszcze nie ciężkie izotopy, ale do poezji śpiewanej daleko temu było. Z kokpitu. Tam musiał siedzieć chłopak.
Co zaś się tyczy mentalnego kontaktu – to nadświetlna temu nie przeszkadzała.*

Throul - 2012-05-03 10:38:01

Położył się więz i złapał kontakt mentalny z Mistzem Yodą
"- Mistrzu Yoda. Wiem, że zdradziłem zakon. Wiem, że nie jestem godzien być Jedi. Mam jednak prośbę. Wyślij kilku rycerzy i skończ me cierpienia. Raz na zawsze. Tylko na tyle zasługuje takie ścierwo jak ja."

Moc - 2012-05-03 13:12:05

Połączenia telepatyczne na odległość większą niż planeta jest niezwykle trudne, z tego powodu Jedi wciąż używają komunikatorów holonetowych a nie telepatii właśnie. Tak wiec T'kul może się męczyć i męczyć, ale generalnie nic z tego nie wyjdzie. Nawet Yoda by nie dał sobie z tym rady.

Throul - 2012-05-03 14:18:20

Nie udało się więc. Trudno. Tkul usiadł na swoim legowisku i zastanowił się. Podjął decyzję. Jedną z tych ważnnych życiowych decyzji, od których nie ma, nie może być odwrotu Wstał i zaczął przetrząsać pakunki w ładowni szukając tego, czego potrzebował do wykonania swojego małego nikczemnego palanu pozbawienia duga pewnej przyjemności. Wszystko co znalazł wywalał na środek ładowni segregując przedmioty bardzo starannie.

Cichy - 2012-05-04 08:03:13

*Bez wątpienia było to bardzo trudne jak miał do dyspozycj tylko jedną rękę, do tego był ślepy i nie mógl posługiwać się mocą, był w obcym statku a jedyne co znajdował to jakieś szmaty, pudelka po żarciu i napojach, prowiant (a jednak był), do tego kilka skrzyń było tak zamkniętych, ze nie dało się ich otworzyć.
W każdym razie w koncy T’kul trafił na coś co pod palcami „wyglądało” jak pistolet. Kolo tego było kilka buteleczek i małych pudełek które po potrząśnieciu gruchało, musiały być tam jakieś male przedmioty.
Kiedy T’kul t znalazł, to wylegujący się w kokpicie dug nagle nabrał „zycia” w Mocy. Postawił uszy iż  obnażonymi zebami odwrocił głowę, jakby mógl widzieć przez ściany. najwyraźniej dotykanie „Tego pistoletu” mu się bardzo nie spodobało.
Nie zareagował jednak natychmiast (wiec T’kul miał więcej czasu na zabawę zakazanym sprzętem) bo statek był blisko koordynat docelowych. Najpierw wyskoczy. Potem się pomyśli*

Throul - 2012-05-04 09:07:44

Tkul był świadom upływu czasu i obecności młodego mocowładnego na pokładzie. Dlatego teź postarał szię działać jak najszybciej mógł w tych warunkach i w tym stanie. Ale po koleji. Pierwszą rzeczą jaką zrobił było wysypanie jednego pudełka tych maleńkich, grzechoczących przedmiotów na podłogę u swoich stóp. Drugą było wzięcie pistoletu i zbadanie go dotykiem tak samo jak dokładnie zbadał te małe przedmioty - zapewne amunicję. Spróbował, jeśli to możliwe załadować pistolet amunicją do pełna. Lepiej wszak mieć pełen magazynek w starciu niż pusty. Z resztą jakoo itakiego syarcia T'kul raczej nie przewidhwał, ale wolał mieć pod ręką odpowiedni argument by się móc w razie zego obronić. Wycelował w kokpit. Uśmiechnął się paskudnie. Lufa naładowanego i odbezpieczonego pistoletu została wycelowana w stronę kokpitu. Na ywarzy pau'ana pojawił się złośliwy uśmieszek. Lufa skierowała się ku jego skroni. T'kul poczuł zimny dotyl metalu na skórze.
- Umarł król, niech żyje król.
Powiedział do siebie a jego palec nacisnął spust. Padł strzał. Dug nie mógł już wyczuć obecności Pau'ana. Huk wystrzału był ostatnią rzeczą jaką mógł zarejestrować wraz z obecnością T'kula.

Cichy - 2012-05-04 18:19:30

*Okazało się, ze pistolet jest bardzo dziwny. Mały – ale to akurat można wytłumaczyć, dostosowany do istoty niewielkiej rady. Co było dziwne – w miejscu lufy miał mała igiełkę, nie było go gdzie załadować, tylko tył się otwierał ale nic nie pasowało, za to pachniało tuszem.
Razem  tym „sprzętem” w skrzyni były śliskie kartki, ale co na nich było – tego T’kul nie zdoła ”zobaczyć”.
Wysypana z małego pudełeczka „amunicja” okazała się drobnymi igiełkami, takimi jaka już pistolecik w sobie miał.
Niestety, bohaterski plan T’kula nie wypalił, bo po naciśnięciu spustu coś strzeliło i… nic się nie stało. Po kolejnym naciśnięciu tez nic, tylko cichy szum, bardziej jak wiertarka niż jak pistolet.
Siedzący w kokpicie młodzieniec obserwujący go w mocy nagle poszerzył pysk uśmiechem, widocznie go to rozbawiło.
Słodko, naprawdę – pomyślał – ale nie martw się, za dziesięć minut lądujemy, będę miłosierny, nie będziesz cierpiał… *

Throul - 2012-05-04 19:01:04

Skoro tak się nie udało T'kul miał jeszcze plan awaryjny. Bardzo awaryjny i czuł, przez skórę czuł, że musi się pospieszyć. Bardzo pospieszyć jeśli ma mu się udać to, co sobie zamierzył. Zaczął więz wiązać szmaty. Nie szło mu to najlepiej, bo miał tylko jedną rękę do dyspozycji. Starał się pomóc sobie mocą na ile się w jego położeniu dało. Po powiązaniu szmat w linę złapał za pojemnik, który mógł uciągnąć. Zaciągnął go pod gruby zwój kabli i rurę biegnącą do nich równolegle. Wszedł na pojemnik i przerzucił swój sznur przez wzmocnienie kadłuba i zawiązał. Na drugim końcu zrobił pętlę. Pętlę założył na szyję. Ostatni wdech, wydech i krok. Lina naprężyła się, zatrzeszczała ale wytrzymała. Upadły fiknął nogami. Pętla zacisnęła się w okół jego szyji łamiąc kark. Oczy stanęły mu w słup. T'kul nie żył.

Cichy - 2012-05-04 19:31:18

*Ostatnie 5 minut do wyskoku, kiedy nagle Cichy poczul… chyba zakłócenie Mocy, coś takiego, informacje, ze coś się stało w ładowni. Znowu nastawił uszu, po czym spojrzał przez ramie na zamknięte drzwi. Nie był jeszcze pewny, czy jest tak jak mu się wydaje, ale „zjeżył” się zezłości, bo odebrano mu zabawę. Chociaż – jeśli dorosły, dwustu letni jedi boi się dugańsakiego nastolatka to nie mógł liczyć na nic godnego jego możliwości. Westchnął, odwracając głowę i kręcąc nią w zrezygnowaniu. Potem spojrzał na Koka. Wykonał drobny ruch nadgarstkiem, wpływając mocą na prymitywny umysł zwierzęcia. Wtedy Kok wstał, przeciągnął się i podreptał do ładowni „Zobaczyć co się stało” Potem Cichy bez problemów ściągnie sobie wizje zwierzęcia jak z  kamery*

Throul - 2012-05-04 19:43:21

Trup upadłego jedi nie przedstawiał się imponująco. Chude to to było niemiłosiernie, wychudzone przez te pobyty w niewoli i niezbyt ciekawe jedzenie. Wisiał sobie z.wywieszonym na wierzch językiem i przewróconymi oczyma. Może dug tego nie rozumiał, razej na pewno nie rozumiał, ale T'kul wybrał takie wyJście nie z obawy przed nastolatkiem a z powodu swoich win. Przeszedł na ciemną stronę czego pożałował. I to bardzo. Przez swoją głupotę stracił wszystko. Przyjaciół, znajomych, zaufanie i honor. Tego ostatniego było mu najbardziej żal. Tak więc by Jedi nie musieli wysyłać "ekipy sprzątającej" T'kul postanowił samemu odsunąć się w nicość.

Moc - 2012-05-04 20:09:42

T'kulowi zamach na własne życie się udał i w jego wyniku pogruchotał sobie krtań i po prostu się udusił, ale jeszcze trochę czasu minie nim jego ciało pośmiertnie zesztywnieje. Co zaś się tyczy jego duszy to nie był on na tyle zaznajomiony z technikami Ciemnej strony, by pozostać na tym świecie jako Zjawa, nie rozumiał też Mocy na takim poziomie, by przenieść swą świadomość bezpośrednio do niej, zyskując swego rodzaju nieśmiertelność. Ostatecznie dusza T'kula zjednoczyła się z Mocą i się rozpłynęła w niej, bez świadomości, osobowości i wspomnień.

GotLink.pl