ED - 2011-11-20 15:23:03

Warsztat wielu specjalizacji, przeważnie jednak wyszukanych niespotykanych technologii z zadupi galaktyki. Częstymi gośćmi są tu kolekcjonerzy z rzadkimi droidami, czasem mocno scyborgizowani żywi pacjenci, czasem zabytkowe pojazdy… Miejsce nie przypomina brudnego warsztatu. Prędzej przychodnię dentystyczna, a wchodzi się do pomieszczenia diagnostycznego czystego jak zabiegowy w renomowanej klinice. I nawet fakt, ze siedzi tu mechanik w brudnych ciuchach nie psuje tego wrażenia. Bo mechanik jest bardzo sympatyczny

ED - 2011-11-20 15:28:08

*Platforma Eda i Miss zatrzymała się na parkingu warsztatowym. Z salonu lecieli tu bardzo krótko. Edzio zsiadł, platforma jak zawsze trochę wtedy podskoczyła, a Edzio zadarł łeb by popatrzeć na szyld, kolorowy napis „Warsztat Anilezego”. Przed wejściem leżała opona gumowa, starego typu wysypana w środku drobnymi nakrętkami, w które wetknięto „kwiaty” zrobione z elementów hydraulicznych- rurek, podkładek, śrubek i innych. Edowi się spodobało, no ale zanim ruszył dalej, poczekał na Miss*

Missay - 2011-11-20 21:19:27

Była zachwycona tym, że razem zrobią dla niej szamana w pudełku. Była przekonana, że to będzie jakiś rytuał, z tańcami, ogniskiem i tak dalej. Jakoś nie miała bariery świadomości, która mówiłaby jej, że Edzio nie może tańczyć.
Nie protestowała jednak na wcześniejszą wizytę u uzdrowiciela. To w końcu bardzo ważne, chociaż nie rozumiała czego Edzio się boi. No, ale dotarli, więc i ona opuścila platformę. Szyld jej nie zainteresował, ale sztuczne kwiatki owszem - wyraźnie ją ciekawiły, ale jednocześnie nie podobały się.

ED - 2011-11-21 11:43:39

*Bo Edzio mógł tańczyć i bardzo to lubił. Nie był to naturalnie taki taniec jak ona sobie wyobrażała, czyli machanie się nad ogniskiem (bo bardzo możliwe ze do ogniska Ed by nie podszedł choć do kominka podchodził bez oporów), nie był tez do końca taki jaki wyobrażali sobie „normalni obywatele”, no ale Edzio chodził na kurs tańca i tańczył, zaczynał od Alderiaańskiego kręgu, potem walc Ithorianski, i miał jechać na zawody, taką „paraolimpiadę”, także miał nawet sukcesy. Jednak mimo to biedna Missay pewnie poczuje się rozczarowana, nawet jeśli dojdzie do rytuału z tańczącym Edem przy kominku…*
Ładne, prawda? *zagaił, widząc ze Miss przygląda się dekoracji. Edowi się podobała i widać uznał, ze skoro ona patrzy, to i jej się podoba*

Missay - 2011-11-21 12:01:30

Miss powoli się przyzwyczajała do tego, że tu wszystko jest inaczej niż u niej, ale nie potrafiła wybiegać myślami w przód i wymyślać jak dana rzecz - jeszcze jej nieznana - wygląda tutaj. Więc miała swoją wizję robienia szamana. Zresztą bardzo chciała by w końcu coś było takie, jak u niej.
Zagadana spojrzała na Eda.
- Ja nie wie. To trochę kwiat, ale nie kwiat. Czemu tu nie ma kwiaty?
Spytała z cieniem smutku w głosie. Widać zaczynała tęsknić.

ED - 2011-11-21 12:08:38

Widać nie chce im się ich podlewać… *Właściwie to Ed nie wiedział, bo nie było tu zakazu posiadania kwiatów – czemu nikt ich nie ustawiał przed swoimi lokalami? Może umierały w tym sztucznym środowisku i zaniechano…*
Głowa do góry. Jak stad odlecimy, to postaram się żeby w naszym nowym mieszkaniu były jakieś kwiaty *Domyślił się, ze Missay może teraz czuć coś w rodzaju nostalgii spowodowanej bodźcem. Chciał ją pocieszyć, ale nie zaatakował z lepieniem się. Tylko mruknął wesoło, z takim: będzie fajnie! No i ruszył, do środka, do warsztatu, gdzie siedział mechanik w brudnych ogrodniczkach i za pomocą palnika i drobnej kupki złomu robił kolejny kwiat!*
Dzień dobry, umówiony na 15 byłem do „doktora” Konza… *odezwał się wchodzacy do przyjemnego dla oka pomieszczenia Edzik*

Missay - 2011-11-21 12:18:59

- Podlewać?
Oni raczej niczego nie uprawiali. Wszystko, czego potrzebowali, znajdowali. A rośliny same się podlewały, deszczem. Ostatecznie pokiwała głową. Nie doszła jeszcze do etapu rzewnego tęsknienia za ojczyzną. Ot, skojarzyło się jej i tyle. Brakowało jej tutaj przyrody, zwierząt, słońca, nocy, nawet chmur i mgły. Ale miała misję, i to ją trzymało.
Podreptała wiec za Edem, i znów się zainteresowała sztucznym kwiatem. A raczej tym jak powstaje.
Jakoś nie witała się nigdy przy wchodzeniu.

ED - 2011-11-21 12:32:33

Dawać im wodę. Tu nie pada deszcz… *Ed tłumaczył coś niemal co każdą swoją wypowiedź, innego już by szlag trafiał, a Ed o dziwno był cały czas idyllicznie cierpliwy. Przyzwyczaił się już, a nawet to polubił. 
Kiedy weszli (na razie i Ed nie zwracał uwagi na to ze Miss nie mówi „dzień dobry”), mechanik podniósł głowę i popatrzył na nich. Nie wystraszył się Eda. Znał go. Missay naturalnie nie znał, ale ona raczej nie do tego doktora, który nie był doktorem, tylko inżynierem. Ale Edzio jako nie-droid miał prawo do poczucia humoru.
Mechanik wstał. Był to człowiek, lub jakaś krzyżówka z człowiekiem, skórę miał śniadą, włosy czarne, kręcone, i wąsik*
No witam. Tak, pan inżynier już jest, wczoraj przyleciał, trochę ponarzekał, ale już jest bezpiecznie. A ty jak się czujesz?
- Dzięki, nie jest najgorzej, ale mam nadzieje, ze stary Konzo ma dla mnie dobre wieści. Chodź, Missay…
*I poszli, kiedy poszedł mechanik. Przeprowadził ich do głównego pomieszczenia warsztatowego, które właśnie wyglądało jak gabinet stomatologiczny. Ed trochę wigoru utracił, widać było, ze „boi się” tego miejsca, na takiej zasadzie jak dziecko – bo to tutaj boli*

Missay - 2011-11-21 13:05:40

Całą ich krótką rozmowę oglądała sobie tworzony kwiatek. Przedmiot  sam w sobie był nawet niebrzydki, ale Miss dostrzegała podobieństwo, więc jako imitacja kwiatka nie podobał się jej. Ot, wyższość Miss nad Urgą, która oceniała tylko w jednej kategorii.
Gdyby Edzio jej nie zawołał pewnie by się zagapiła. A tak, oderwała od oglądania i poszła. Nie pytała o elementy rozmowy, których nie rozumiała. W koncu nie rozmawiali z nią, a ona nie lubiła przyznawać się przy obcych do swojej niewiedzy.
Nie rozumiała, i w dużej mierze nie dostrzegała, strachu Edziątka. Dla niej to było po prostu pomieszczenie z dziwnymi rzeczami. Ale pamiętała, że to uzdrowiciel, więc nałożyła sobie porównanie ze szpitalem.

ED - 2011-11-21 13:20:34

*I było kilka podobnych elementów, wystrój, kolor, narzędzia. Ed wiedział, co ma robić. zatrzymał się na płycie, wokół tych wszystkich dziwnych rzeczy. Milczał, nie mruczał, działa trzymał blisko „ciała”.*
Wyluzuj, Ed… Gant, chodź tutaj, trza się klientem zająć…
*z pomieszczenia  z którego dobywał się rytmiczny huk wyszedł kolejny mechanik, ten miał czerwoną skórę i rogi wyrastające z łysek czaszki, do przodu, jak u złośliwego chochlika. Z resztą taki tez miał wyraz twarzy.*
Ooo, Edzio z dziewczyną, witam, jestem Gant *Diablik był w przeciwieństwie do swojego wyglądu bardzo miły, ukłonił się szarmancko przed Missay, a zanim dotknął Eda-  wytarł ręce*
Konz długie jeszcze w silniku, zaraz skończy, skomplikowane, ale jak już złapał jak to idzie to szkoda marnować takiej passy. Ja ciebie przygotuje do „zabiegu”, spokojnie, Ed, spokojnie, co się tak denerwujesz…

Missay - 2011-11-21 13:33:56

Jakoś tak dziwnie zaczęła patrzeć na nowego mechanika, który się pojawił. Mrużyła oczy, przyglądała mu się. I była zdziwiona jego zachowaniem.
- Ja Missay Venquipa.
Przedstawiła się, bo zrozumiała, że ten to zrobił. Więc wypada. I chociaż podeszła do Eda kiedy zrozumiała że ten się denerwuje, i zaczęła go głaskać po dziale, to jednak stale obserwowała czerwonego.

ED - 2011-11-21 13:41:31

Gant Evans, miło mi *Kiedy diabełek się uśmiechnął, pokazał szpiczaste jak piramidki zęby. Na chwile znikł, i wrócił z czymś, co dla Missay mogło wyglądać jak… jak niewiadomo co, natomiast dla Eda wyglądało jak wiertarka, natomiast było do urządzenia do zmiany polaryzacji zaczepów siatki Eda mocujących ową siatkę do Eda, by można było ją zdjąć. To musiało być nieprzyjemne, bo Ed się kręcił, patrzył za nim i nawet cichutko powarkiwał, nie ze był agresywny, po prostu odruchowo*
No ja wiem, ze to nieprzyjemne. Sam się tym strzeliłem żeby zobaczyć jak to jest i mam nawet ślad, ale na udzie, wiec nie pokaże… Missay, na pewno już długo Edzia znasz, wiesz, ze on jest dobry, ze nie skrzywdzi, ale trzeba go przytrzymać, zeby się nie kręcił… tutaj… *Pokazal Missay rączkę w uprzęży zapiętej na dziale Eda*
Tak mocno, i nie głaszcz go po głowie teraz. Po dziale możesz…

Missay - 2011-11-21 13:55:18

Zagadana spojrzała na Edzia. Bo nie widziała powodu by słuchać obcego. Ale skoro Ed nie oponował bardziej niż tym swoim kręceniem się, to chwyciła tak, jak miała. Na szczęście diablik mówił dość zrozumiale by pojęła o co chodzi. Wiec trzymała, tak mocno jak umiała i wolną ręką głaskała Edzia, bo miała przeczucie, że przyczynia się do czegoś, czego by ten nie chciał.
- Ty strzelać do Edward?
Spytała bardzo podejrzliwie, bo wyłapała to słowo. A wiadomo jakie ona zaraz będzie miała skojarzenia. Tym bardziej się dziwiła, że Ed tak stoi i się nie broni i jeszcze pozwala się trzymać.

ED - 2011-11-21 14:01:34

*Ed widząc, jak Miss współpracuje i próbuje Eda uspokoić, zamruczał, tak do niej. Dioda zaczęła migać szybciej, ale nadal nie było w zachowaniu Eda nic, co by sugerowało, ze zaraz zacznie walczyć o życie.*
Nie, nie, to nie jest blaster. To jest polaryzator, takie narzędzie, bo w środku Ed ma zaczepy, musimy je odpiąć, żeby zdjąć siatkę. z resztą za chwile zobaczysz, nie bój się, Edowi nic się nie stanie. Na pewno go to trochę boli, ale czasem robi się takie rzeczy, pomimo ze boli… *Diablik widać połapał się ze Missay „z prowincji”, może z rubieży, gdzieś tam…
Przyłożył końcówkę urządzenia do „skroni” Eda i wypalił. Rozległ się głuchy, nieprzyjemny dla ucha stuk. takie „pach”. Ed nie drgnął, nie zapiszczał, ale stał taki strasznie biedny…
Gant przesunął urządzenie o jakieś 20cm i znowu to samo…*

Missay - 2011-11-21 17:09:50

Niewiele zrozumiała z tego tłumaczenia. Ale to, że nie zrobi krzywdy - owszem. A skoro Edzio do niej zamruczał to się trochę uspokoiła. I wróciła do trzymania, głaskania, pilnowania torby i tak dalej. Ale głównie przyglądała się czerwonemu. Zerkała na to co robi, ale co innego wyraźniej ją interesowało, póki siatka Edzia była na miejscu.
- Um.. Gant... Ty być na statek? Znać niebieski Nik?
Spytała w końcu, bardzo niepewnie.

ED - 2011-11-21 17:23:17

Niebieski Nik? *zdziwił się mechanik*
Pracowni, z hangaru 78 bodajże… *wyjaśnił Ed, który ani drgnął jednak mimo iż Gant dalej „strzelał” i sprawiał mu dyskomfort*
Nie, nie znam niebieskiego Nika, przykro mi. Ja robie w innej branży… Dobrze, dajcie mi dźwignię. O tak…
*Dźwignia była czymś w rodzaju olbrzymiego pająka spuszczającego się na pajęczynie tuż nad głową Eda. Ruchome szponiaste macki chwyciły siatkę w miejscu, gdzie łączyła się. z  Edem, i umiejętnie oddzieliły ją od reszty. Kiedy pająk podniósł siatkę na jakieś 10cm, rozległ się zgrzyt i jakieś dziwne jęki, a także nieprzyjemne wyładowania które jeżyły włoski na rękach.
Dźwignia podniosła siatkę, i ukazał się Ed bez niej. Kształt był miej wiecej zachowany, jednak dzwinie kojarzył się z twarzą człowieka obdartą ze skóry – na anatomicznym kształcie kłębiły się setki czerwonych i zielonych drucików, zakończonych kuleczkami. Te kuleczki stykały się z siatką i pełnily rolę sensorów dotykowych. Z przodu i po bokach w metalu były delikatne zagłębienia, a w nich – po parze oczu. Po bokach dwa oczka i z przodu dwa. Oczka Eda wyglądały jak oczka. Nie jak fotoreceptory, jakieś jarzące się nieruchome światełka. To były kuleczki osadzone w ażurowych metalowych i częściowo ruchomych „oczodołach”. Każde oczko miało szklany obiektyw jak źrenica, i pierścień regulujący dostęp światła do „oka” – jak tęczówka. Tęczówki Eda miały kolor szarobienieski.
Ale tylko jedno oko – z przodu po lewej stronie – działało. Zareagowało zmniejszeniem „źrenicy” – po zdjęciu siatki miało duzo światła. Oko z którym było w parze, było ruchome, ale w miejscu źrenicy była czarna chmurka – efekt przepalenia. Po prawej jedno oko potrzaskane, drugiego brak. Po lewej jedno przepalone i jedno z zupełnie innego kompletu, i tez nie działające*

Missay - 2011-11-21 18:01:39

Mruknięcie zakłopotania potwierdziło przyjęcie informacji. A więc znów ktoś z rodziny. Jak przez mgłę pamiętała czerwoną twarz faceta, który ją znalazł w statku. Wiadomo, z Nikiem była "bliżej", ale gdy zobaczyła tego, to coś jej się przypomniało.
Zagapiła się i poczuła wyładowania, więc odsunęła się z cichym, stłumionym piskiem. A potem już patrzyła z bezpiecznej odległości, z wyraźnym przerażeniem. Aż w końcu zasłoniła twarz, i oczy dłońmi.

ED - 2011-11-21 18:07:52

*Edzio zdawał sobie sprawę, ze wygląda inaczej, ze może nieprzyjemnie, ale nie że Az tak, żeby oczy zasłaniać. Po zdjęciu siatki pozostał tym samym Edziem, który widział Missay i zastanawiał się, o co chodzi. Zdjęli siatkę, przestali zadawać mu ból. nie czul się wprawdzie za dobrze, bo czujniki były na wierzchu, ale wytrzyma. Wyciągnął łepek do Missay, choć może to był zły pomysł*
Nie bój się, nic mi nie jest. To nawet specjalnie nie bolało… *Teraz idealnie widać było jak Ed patrzy. Sprawne oko w parze z tym przepalonym wbijały obiektywy w ręce zasłaniające twarz Miss. Poruszały się szybko, bardzo płynnie, energicznie. Jak u żywej, ciekawskiej młodej istoty, bo mimo iż Ed miał swoje lata to spojrzenie miał „młode”*

Missay - 2011-11-21 18:12:46

Nie chodziło o to, że sam Ed stał się nieprzyjemny. Dla niej to było zdarcie skóry. A pod skórą co? Robaki. Dla niej to wyglądało jak gnijące ciało. Tylko nie śmierdziało gangreną.
Gdy się odezwał, spojrzała przez palce, pisnęła i znów zasłoniła. Owszem, oczka pewnie by ją zainteresowały, ale skojarzenie z robakami było bardzo silne. Musiała ochłonąć z pierwszego szoku.

ED - 2011-11-21 18:18:18

*Edziowi się zrobiło dziwnie, ale nie skojarzył kabli z robakami. Przeważnie ludzie twierdzili ze to naczynia krwionośne, żyły i tętnice, czerwone i niebieskie. Ale Miss nie miała za często do czynienia z obrazkami anatomii, gdzie pokazywano układ krążenia w traki właśnie sposób*
To może ja cię Wyprowadzę do tamtego pomieszczenia, Missay? Tam jest kolega, zajmie się tobą *zaproponował mechanik, bo nie chciał Missay narażać na stres, a widać było, ze przeżywa go bardzo silnie. On i Ed patrzyli na nią razem. I tym razem widać było dokładnie, jak Ed patrzy. To na ręce, to na czoło, na brodę. Pierwsza para oczek robiła drobne, skaczące ruchy, zupełnie jak u człowieka który z zainteresowaniem coś obserwuje*
Missay, ale to tak nie zostanie… Oni sprawdza pare rzeczy i znowu to założą…

Missay - 2011-11-21 18:21:43

Ruch głową pokazał, że ona nie chce iść. Ed ją prosił żeby z nim poszła, przyszła więc i chciała zostać. Dzielna. Bo w końcu jest córką szamana. Dzielną i dumną.
- A wyjmą robaki?
Spytała, znów patrząc przez palce. Wprost w jego ruchliwe oczka.

ED - 2011-11-21 18:26:02

*W tej właśnie chwili oczka patrzyły w palce wiec i w szparę miedzy nimi. Ed znal dobrze oczy Missay. Ta oczu Eda nie znała*
To nie robaki, to kable. Mówię ci, ze nie mam robaków.
- Ale dla pewności możemy go odrobaczyć. Zaraz wyślemy kolegę do weterynarza, żeby coś przyniósł i Eda odrobaczymy…

*Zaśmiał się Gant, co zaowocowało tym, ze oczka Eda momentalnie wykonały jeden ruch i skierowały spojrzenie w bok, na niego. Jednocześnie Ed przygiął nieco łeb i wyszło mu takie całkiem groźne spojrzenie, ale trwało chwilę, bo kiedy znowu spojrzał na Miss, „źrenice mu się rozszerzyły”, tzn ta jedna, działająca, i patrzył teraz jak mały dzieciak*

Missay - 2011-11-21 20:38:28

- Co to kable?
Spytała, nadal patrząc przez palce. I w przeciwieństwie do Edzia, na słowa mechanika zareagowała pozytywnie. Nawet opuściła dłonie i w końcu mogła się przyjrzeć oczkom Edzia i okablowaniu. No i tutaj kolejny szok.
- Ty widzieć oko tylko?
Spytała z przerażeniem i smutkiem.

ED - 2011-11-21 20:45:51

Kable? To są kable, widzisz, o tu… Mechanik objął gestem ręki wszystkie kable na głowie Eda*
Ale nie dotykaj, bo to kable od sensorów. Ale zobacz ten… *Gant zakręcił się, coś ze skrzynki porwał – był to zrolowany, kolorowy drut w izolacji, żółtozielony. Wygiął przedni kawałek w „robaka”, żeby pokazać Missay ze mogła się pomylić, bo to podobne. Kiedo pokazywał, wszystkie ruchome Oczka Eda kierowały się na demonstrowany przedmiot, a Kiedo odezwała się Miss – te same oczka skoczyły spojrzeniem na jej twarz. Nie miały powiek, to oczywiste, więc Ed miał bardzo „otwarte” spojrzenie mimo ze całość jednak wyglądała dosyć upiornie*
widzieć oko tylko? Ja cię widze normalnie teraz, tak jak zawsze…

Missay - 2011-11-21 20:50:01

Poczuła wewnętrzną dumę z tego, że coś wie, i nie omieszkała się pochwalić.
- Ja wiedzieć co to sensory.
Musiała się dowartościować w tej całej swojej niewiedzy. Więc teraz trochę żywiej oglądała demonstrowany kabel. Ale Edziem nadal się martwiła.
- Nie... Ty widzieć oko. Nie oko oko oko, a masz dużo oczy.
Próbowała to jakoś wyjaśnić bez liczebników.
A zaraz znó spojrzenie na mechanika.
- Ja mogę dotknąć?
spytała pokazując kabel przez niego trzymany.

ED - 2011-11-21 20:57:04

*Mechanik postanowił ją jeszcze bardziej dowartościować, zwłaszcza przy nieprzyjemnym temacie oka Eda, wiec powiedział*
Naprawdę? To wspaniale, bo widzisz, przychodzą do nas różne panie i żadna nie wie co to sensory… *Bardzo prawdy nie nagiął, wiele było takich paniuś co naprawdę nie wiedziały. Podal kabel Miss, by go dotknęła*
No tak… Powinienem mieć sześć, mam pięć a działa jedno. Ale jak to czarne było to tak samo działało tylko jedno oko. Bo tamte się popsuły. Fajny kabel? *Tez zainteresował się kablem i tym jak Miss będzie go dotykać*

Missay - 2011-11-21 21:02:03

Rozpromieniła się, kiedy okazało się że wie coś więcej niż miejscowe. Potrzebowała takiego zapewnienia, więc obracając kabel w palcach i zginając go, uśmiechnęła się.
- Ja widziała. Edward ma na stopa. I ja też mieć, tylko małe i nie widać.
Zaraz się pochwaliła dalej.A przy tym pokazała, że coś jednak zapamiętała.
No, ale zaraz znó przerzutka na Edzia.
- Kabel? Tak. Ale czemu oni Tobie zabrać skóra?

ED - 2011-11-21 21:10:28

Tak, ma na stopie, tez widziałem. Te na stopie można dotykać *Przytaknął mechanik, po czym na chwile znikł, by zaraz wrócić z ruchomym stoliczkiem, na którym stało pudełko, a  przy nim jakieś narzędzia. Nad Eda zjechała tajemnicza maszyna, wyglądająca jak wielkie wiertło dentystyczne. Ktoś podjechał wózkiem z monitorem, i zaczął na Eda naklejać małe urządzonka, po obu stronach łba, pod sensorami, a raczej – w gąszczu ich, delikatnie odchylając kabelki na boki.*
żeby zobaczyć oka *nawet lekko łeb poderwał, kiedy to mówił. Pierwsza para oczu poruszała się synchronicznie, uszkodzone oko reagowało tak jak to działające, tylko źrenica nie reagowała.
Zaraz tez z pomieszczenia z którego dobiegało rytmiczne stukanie, owo stukanie ucichło, i wyszedł bardzo wysoki i tęgi facet o twarzy ropuchy i czterech silnie umięśnionych rękach*

Missay - 2011-11-21 21:12:54

Oddała kabel i cofnęła się kiedy zaczęło coś się dziać. Miała wspierać Edzia, a wyszło że sama więcej pytała i się bała niż on. Cóż.. bywa. W końcu to wszystko było nowe. A jej strach był miłą oznaką jakiejś troski o Edzia.
Teraz jednak w milczeniu patrzyła co się dzieje i jej uwadze nie umknęło wejście dziwnego mężczyzny. Cztery ręce to w końcu coś i Miss, trochę niegrzecznie, zaczęła się mu przypatrywać.

ED - 2011-11-21 21:23:58

*Pielęgniarka ze szpitala tez miała cztery ręce, ale ona była drobna wiec tak to się nie rzucało w oczy. Ropuchowaty olbrzym odziany w zabrudzony smarem kombinezon naciągnięty na pokaźnym mięśniu piwnym podszedł do nich, uśmiechając się szerokimi ustami spod wąsa*
Dziń dobry, mu, w kuńcu żem skuńczył ten sokromencki silnik, więcej mnie silników tokich nie przyjmuj. Co innego nasz przyjaciel Edwort, jok się mosz moły? Oooo, Witom młoda damo, jestem Konz, się nie znomy… *Tez jak i pracownik wcześniej – skłonił się w kierunku Missay, po czym – niestety – pociągnął nosem dość niesmacznie, na co Ed zaczął bardzo głośno i natarczywie mruczeć, widać bawił go ten dźwięk. teraz wszystkie ruchome oczka patrzyły w pana inżyniera*
Nu, tobie powiem Edwort, ze nie nojlepij to wyglondo… Ale zem musiol sam rzucić okiem na to oko… cestiuńce, czy jak ich tam nazwali, to skurczysyny takie fikuśne robili bezpieczniczki, przekaźniczki, a  plytki twoje Edwardzie to wyglondojom jak papier ścierny gruboziarnisty osrany przez gołębio szczerze mówiac…

Missay - 2011-11-21 21:27:39

Wygląd wyglądem, był dziwny, ale Miss przywykła do odmienności. W końcu ich taksówkarka biła wszystko na głowę. Ale jak ten się odezwał, to biedactwo zrobiło wielkie oczy. Prawie nic nie zrozumiała, ale się starała, więc wyłapała to, że się przedstawił. Sama więc się odezwała.
- Ja Missay Venquipa.
Ale nie było w tym takiej dumy jak przy mechaniku. Teraz raczej była wypłoszona. Niby język inżyniera brzmiał jak basick, ale słow to ona nie rozumiała. Normalnie tłumacza z basicka na basick by potrzebowała.

ED - 2011-11-21 21:39:51

Nie denerwuj się, Missay. Tez na początku nie rozumiałem… *Pocieszył cierpliwie poddający się przypinaniu do aparatury Ed*
Fajnie by było, żebyś coś z tym jednak zrobił Konz. Zaczyna mi to przeszkadzać. A właściwie to zaczyna przeszkadzać…
*Konz podszedł, i złapał pysk Eda w dłonie, podniósł go, drugą parą łap złapał Eda za oczy, co juz w ogóle masaktycznie wyglądało, tym bardziej, ze je pociągnął i na dole pokazały się czerwone żyłki.*
Jo szukołem i u siebie na wydziale i nawet do cestuso dzwoniłem… oni teros robią nowego egzekjutora, ale inakszy całkiem system optyczny ma… uuu, bracie, blaszki to są tu całkiem zeżarte, żeby ci się oka nie zaczeli zapadać… obaczmy  boku… wie co, strosznie gupio ciebie tu zrobili. No bo i w koncu egzekjutor jak się psuje to się wywolo i inszego kupuje, taki model nie powinien długo działać, i stąd te problemy… *Stanął z boku, chwycił za oka i jedno mu w ręku zostało. To nieoryginalne. Zasmiał się, i wyciągnął rękę w stronę Miss*
masz, na pamiontke…

Missay - 2011-11-21 21:44:53

Mruknęła, jakoś tak niezbyt entuzjastycznie. Bo w końcu Ed basick zna biegle, a ona z normalną wymową nie zawsze sobie radziła. Więc co dopiero z czymś, co było dla niej bełkotem, zrozumiałym tylko co któreś słowo.
Obróciła głowę kiedy czteroręki zaczął grzebać przy Edzie. Nie chciała na to patrzeć. W końcu miała skojarzenia ze stworzeniem żywym. Nie rozumiała tego, że Ed to maszyna, że to go nie boli, że nie zabije.
Ale kiedy inżynier podsunął jej oko, nie wytrzymała i pisnęła. A zaraz się oburzyła, więc nie wyszła na płochliwą dzierlatkę.
- Ty zostawić! Nie robić tak. Duch heday ważny. Duchy gniewać jak Ty robić krzywda i być wojna, albo inaczej źle!

ED - 2011-11-21 21:56:32

*Konza zamurowało, to najlepsze określenie na to, co zagościło na jego twarzy. Oczy wytrzeszczył, usta otworzył. Teraz on nie rozumiał, i wyszło na to, ze się Missay słow wystraszył. Ed Patrzył na niego co było widać, bo oczy w tym kierunku świdrowały*
Ale spokojnie, nikt nikogo nie krzywdzi, on nie chciał źle, to oko jest zepsute, naprawdę możesz je wziąć jeśli chcesz, Missay…
- Ja mu nie robić krzywdy…[/i] *powtórzył po niej, i naprawdę wyglądał na zbitego z  tropu. proszę, Missay wystraszyła inżyniera. Ten pogładził Eda z boku po pancerzu*
Jo chce sprowdzić jak te oka siedzą, czy można je wymienić, bo chcielimy wstawić nowe oka, żeby Ed wszystko Idziak, rozumi… nu ale patrzał ze wolałbym jednak ni… wiesz, Edward…
*I zaczął delikatnie kolo Eda chodzić, obszedł go od tylu (tak, niebezpiecznie, ale z przodu stała Miss!). Będąc już po drugiej stronie sięgnął do góry po narzędzie, które podłączył do Eda, wbijając je gdzieś pod zdrowe oko* To jest tak – ty jesteś tera żywa istota, i pod względem technicznym tez można porównać… się może przeszczep nie przyjąć, rozumi?
- No nie bardzo rozumi…
*Odpowiedział Ed, ale nie patrzył na inżyniera, tylko do Miss. tak jakby mówił: ale ty odważna!*
Chcioł powidzić, ze mozem to zrobić jak już całkiem oślepniesz, wtedy nie będzie ryzyka

Missay - 2011-11-21 22:01:01

Wyprostowana, ze złością w oczach i dumą swojej pozycji w plemieniu wyglądała całkiem imponująco, nawet mimo swego dość mikrego wzrostu. Mała tą charyzmę i "silnego ducha". Wiadomo, cudów nie ma, ale na zaskoczonego mechanika czy inżyniera mogło podziałać. Zwłaszcza gdy myślano o niej jak o pannie z prowincji.
- Ty nie robić krzywda Edward. Nie robić niewidzieć bo Edward umrzeć.
Wtrąciła się w rozmowę z tą swoją teorią, że ślepego plemię nie ochroni. A tu nawet nie było plemienia. Była ona i Urga i nikt więcej, bo Aru odleci i zostaną sami.

ED - 2011-11-21 22:12:21

Spokojni, panienko, spokojni, ja nie chce Eda oślepić, ja właśnie robię tak, żeby nie oślepł! Bo on by tego nie chciał *Już nie podejmował tego czy by umarł, czy nie, ale bardzo prawdopodobne ze wlazłby gdzieś i zrobił sobie taką krzywdę ze byłby to jego koniec. Ed patrzył na Miss jak w obrazek. Zaczął mruczeć. Już mniejsza o treść tego co wygaduje, no ale jak go broni. Dla niej to była poważna sytuacja. Wiec broniła Eda w poważnej sytacji. Ale mimo to się odezwał*
Missay, on nie zrobi tak, żebym nie widział… on chce zrobić, żeby to się nie zrobiło samo… kiedyś, dawno temu mocno mnie pobili i dlatego działa mi tylko jedno oko. Nie denerwuj się, będzie dobrze, patrz co Konz robi i nie strasz go bo on się boi… *Konz nie skomentował, rzeczywiście Missay pokazała jaka z niej lwica. Inżynier poprawił szpikulec, i zaraz na ekranie z wózka zobaczyli… Missay. Był to obraz widziany przez Eda, a ten właśnie na nią patrzył. Kiedy spojrzał na ekran, na ekranie pojawił się ekran…*

Missay - 2011-11-21 22:16:28

Czterorękiemu nie dała się uspokoić, zresztą nadal go nie rozumiała za bardzo. Ale Edzia już tak, choć patrzyła mocno nieufnie. Bo widziała, że coś podłączyli do niego, więc może to rozgniewane duchy teraz mówią przez niego? Ale mruczkał tak po edowemu, więc uznała że to może jednak on.
- On był zabrać oko. Tak nie robić. To złe. Duchy rozgniewają.
Gadała dalej swoje, ale kiedy zobaczyła siebie na ekranie, to tak jak wzięła oddech na dalsze gadanie, tak zamilkła. Miała świadomość siebie, ale widziała że tam nie było wcześniej "pionowej wody", jak zwykła nazywać lustro. Więc zaraz z przerażeniem się odsunęła. A minę miała taką jakby jej duszę kradli.

ED - 2011-11-21 22:21:34

No dobrze, oddam mu to oko… *wziął oko, przeszedł do tamtego miejsca, wziął lutownice i na szybko oko przylutował, i podszedł do ekranu, by poobserwować i złapać parametry i siłę sygnału. przez ten czas Ed zauważył przerażenie Miss – i znowu zaczął na nią patrzeć, wiec ta pojawiła się w ekranie. Konz zaczął manipulacje obrazem, i Miss na ekranie zmieniła kolor na chwile na fioletowy*
Hej, Missay, co ci się stało, wyglądasz na wystraszoną… *odezwał się niczego nie świadomy Edzio*

Missay - 2011-11-21 22:24:58

Tego było już za dużo jak na jeden dzień, dla jednej Miss. Szaman w pudełku, martwy, ale w literkach. Teraz zdejmowanie Edowi skóry, wyrywanie oka, potem wkładanie z powrotem, jakby nigdy nic. I jeszcze zabieranie ducha i manipulacja nim by zmienił kolor. Oryginalna Miss zrobiła najpierw wielkie oczy na to wszystko, potem zmieniła kolor na szaro-bury i po fiolecie na ekranie zaliczyła piękne zemdlenie. Na szczęście bez cudownego uderzania głową o coś i innych tego typu atrakcji. I tyle było z "trzymania Edzia za rączkę podczas wizyty".

ED - 2011-11-21 22:30:05

*Co się dalej działo? Oczywiście ogólna panika, wrzask, i tak dalej. Minęło trochę czasu, i kiedy Miss się obudzi, stwierdzi, ze leży na podłodze, a  przy niej siedzi ten od kwiatków, nad nią zaś Ed – widziała go od spodu, nie patrzył na nią, ale wyglądało na to ze stoi nad nią, a ona ma nałożone nogi na jego nogę, zaś glowa lezy na podłodze. Nie wzywali karetki, mieli sanitariusza, który stwierdził, że zemdlenie musiało być wynikiem szoku, bo w sumie nie dziwne, jak się widziało jak Miss reagowała. Ed był już najwyraźniej po wszystkich zabiegach, ale nie było widać z tej pozycji czy oddali mu skórę. Ale ducha Missay oddali, bo na ekraniku niczego nie było…*

Missay - 2011-11-21 22:41:42

Gdy się ocknęła naturalnym było to, że się rozejrzała by rozeznać się w sytuacji. Wciąż jej było jakoś tak słabo, ale już zaczynała kontaktować. Choć nie do końca, bo pierwsze słowa wypowiedziała po swojemu.
- Qua mo? Mene sega?
Wiadomo - w odruchu gada się w ojczystym języku, a ona widać jeszcze nie połapała się gdzie jest i co to jest toto duże nad nią. Ale rozbiegane spojrzenie zdradzało, że znów się zdenerwowała.

ED - 2011-11-21 22:43:50

*Ed jak usłyszał jakieś słowa to zaczał mruczec uspokajająco, ale nie poruszyl się, by jej nie zdenerwować. Kiedy Missay zacznie się kokosić do wstanie, zorientuje się, że ma do czynienia z elementami Eda*
Spokojnie, już dobrze. Już po wszystkim. Przepraszam za ten stres… *Odpowiedział głos Eda*

Missay - 2011-11-21 22:49:19

Basick ułatwił jej rozeznanie w miejscu i czasie. No i głos był znajomy.
- Edward?
Spytała rozglądając się, bo oszołomiona nie połapała się, że to duże to on. Ale już zaczęła się zbierać z podłogi.
- Co było stać?
Spytała, próbując usiąść tak, żeby jej się nie kręciło w głowie. Wciąż miała zresztą jakiś dziwny kolor, ale wyglądała już o wiele naturalniej.

ED - 2011-11-21 22:52:42

*Teraz jus się Edzio ruszył, rozstawił nogi żeby móc się bardziej pochylić i za chwilę tej jego wielki łeb kierował się ku dołowi, tak ze Miss mogła go widzieć i sięgnąć jak podniesie rękę do góry. Miał już siatkę, dioda migała spokojnie, Ed wyglądał na zdrowego, i raczej nie ślepego.*
Już dobrze… Miałaś za dużo wrażeń i świadomość ci się wyłączyła. Leżałaś tu kilka chwil. Boli cię cos? Czekałem, aż się ockniesz, żeby zabrać cię do domu…

Missay - 2011-11-21 22:57:11

Poznała jego pysk i przypomniało się jej, że zabrali mu skórę. Teraz, gdy widziała, że wszystko jest na miejscu i Ed trafił dobrze w jej położenie, to jakby z niej zeszło. Odetchnęła nawet jawnie.
- Mi już dobrze. My nie musieć do dom.
Odpowiedziała mu i jakoś się pozbierała i wstała. Ale pierwsze co, to przytuliła się do jego pyska. Wyraźnie zadowolona, że jest cały. A do tego potrzebowała jeszcze podpórki bo nogi miała miękkie.

ED - 2011-11-21 23:04:00

*Nie poruszył się, mogła wiec korzystać jeszcze głogo, tym bardziej, ze łeb nadal był do dolu i mogła się opierać nie tylko ramionami, ale całym tułowiem. Ed mruczał, był spokojny. Jedyna zmiana to to, ze był trochę zadrapany na nodze. Po chwili usłyszeli glos Ganta*
Hej. Missay, juz jest w porządku a Konz sobie poszedł… *Inżynier trochę się wystraszył i wolał już Miss nie prowokować, wiec przekazał wszystko pracownikowi*
Musisz pilnować, żeby Ed nie biegał i chodził tylko po płaskim bo mu stawy biodrowe zgrzytają… Będziesz pilnować?

Missay - 2011-11-21 23:07:18

A to ci cuda... drobna Miss przeganiajaca inżyniera. Obróciła głowę w stronę mechanika, nie odsuwając się jednak od Edzia. Gant jakoś bardziej przypadł jej do gustu, może przez to że go rozumiała, że jej pokazał kabel. albo przez samo skojarzenie z tamtym ze statku.
- Ja nie móc. Edward duch heday, Edward gospodarz. Jego słowo ważne, ja tylko gość. Nie móc mówić co on robić ma.
Odpowiedziała z powagą. Bo choć troszczyła się o Edzia na swój sposób, to jednak respektowała prawa duchowe i te zwiazane z gościnnością.

ED - 2011-11-21 23:10:42

No ale to dla jego dobra! Przypominaj mu, jak zapomni *Ed był świadomy swojego stanu, ale chcieli Missay w ramach rekompensaty za ten stres jeszcze bardziej wyróżnić jako sumienie Eda które ma go dzióbać jak ten robi coś niedobrego. Ten zas się nie wtrącał, pomrukiwał tylko i nie ruszał się. Przeczyścili mu oko i przetarli siatkę od wewnątrz, wiec czul i widział teraz trochę lepiej niż wcześniej*

Missay - 2011-11-21 23:14:48

- Tak mówić ja móc.
Stwierdziła wobec inaczej postawionej sprawy. Pogłaskała Edzia, jakby w przeprosinach i ostrożnie się od niego oderwała.Ustała, ale z pewnością przydałoby się dać jej wody, czy czegoś innego do picia i na ochłodę. Zestresowała się w końcu biedulka. A wszystko przez to, że nie rozumiała tego że Edward jest maszyną. Dla niej był czymś innym i trzymala się swojego.

ED - 2011-11-21 23:18:43

*Kiedy się odkleiła, Ed podniósł łeb, tak że otwór jego pyska znalazł się o kilka cm od jej twarzy, ale zachowywał się bardzo przewidywalnie, wiec na pewni nie uderzy, nie popchnie i nie wystraszy się po gwałtownym ruchu. Nie było już widać tych upiornych nagich ruchliwych oczek. Gant miał butelkę wody, którą odkręcił i podał Miss*
Masz, napij się.

Missay - 2011-11-21 23:22:11

Patrzyła na Edzia niepewnie bo tak milczał. Już zaczynała podejrzewać, że może coś źle zrobiła, że może się na nią gniewa za to, że zemdlała. Podana woda jednak na chwilę ją odciągnęła. Umiała już pić z butelki, więc przełknęła kilka solidnych łyków i jakby się ożywiła. Ale butelki nie oddała jeszcze.
- Tobie co, Edward?
Zebrała się na odwagę by spytać.

ED - 2011-11-21 23:27:33

*Ale mruczał cały czas, wiec się nie gniewał. Z resztą ona już widziała zagniewanego Eda, wtedy bardziej zbity w sobie był, stał na wyższych nogach i utrzymywał dystans. teraz był taki do rany przyłóż. Opiekuńczy, wdzięczny. Nałapała Miss plusów u niego za tę dzielną obronę*
Wiesz, Missay, ja już jestem stary… ja mam tyle lat, ze muheawi urodzi się i umrze, urodzi i umrze i do tego mau urodzi się i umrze, czyli sporo. Powoli mi wysiadają niektóre części… Ale nie przejmuj się, będę jeszcze długo żyl…

Missay - 2011-11-21 23:30:20

Wysłuchała go, wdzięczna za to, że mówił tak by rozumiała. I określał tak czas. To było w końcu dla niej ważne. Lubiła rozumieć, nie czuć się inna, gorsza. Dlatego się uspokoiła i znów pogłaskała go jedną ręką.
- Jak Ty nie widzieć, to umrzeć. Muehawi tak.
Czuć było, że jest smutna i że się martwi.

ED - 2011-11-21 23:39:16

*A Ed z kolei umiał się dostosować, automatycznie jakoś, nie myślał o tym, jaka to on wyższa forma życia, i gadał, po Urgowemu, po Missowemu, po Vidżetowemu…*
Nie smuć się… *pochylił znowu łeb i trącił ją opływową częścią pyska na wysokości obojczyków. Oczywiscie delikatnie, tak ze nawet osłabiona nie mogłaby stracić równowagi. To było takie przyjacielskie klepniecie, czy polozenie ręki na ramieniu, taki gest*
Tutaj jest inaczej, nawet jeśli miałbym oślepnąć to od tego nie umrę. Ale to się nie stanie, nie ma co gdybać. Jak te oko się wyczerpie, to zamontują mi coś innego, jak nie to, to jeszcze cos innego, w  końcu coś zadziała. Aru wsadzili nowe oko i działa. Dla mnie tez w końcu znajdą… W każdym razie – nie umrę. Mój przyjaciel Hakon tak miał. Nic nie widział, długo, długo, a  potem udało się go naprawić. I widzi normalnie. Nie umarł. Gdyby muehawi bardziej troszczyli się o tych którzy nie widza, to tez by długo żyli *Edzio się domyślał, jak to tam u nich jest: jak ktoś jest ślepy, to jest ciężarem dla plemienia, zatem jeśli gdzieś wlezie i się poharata albo zachoruje top nikt tego specjalnie nie przeżywa. I utarło się ze utrata wzroku = rychła śmierć. Pewnie z każdym kalectwem było podobnie*

Missay - 2011-11-21 23:44:34

Faktycznie się nie przewróciła i nawet zrozumiała wymowę gestu. I tak słuchała, słuchała i nawet dała się przekonać. Chciała poznać tego Hakona, ale nie spytała, bo co innego przykuło jej uwagę.
- Muehawi dba. Ty był w las? Tam dużo duże zwierzę. Muehawi polować, robić jeść, nie móc patrzeć na ślepy, czy coś go je.
W jej głosie brzmialo lekkie oburzenie i zrobiło się jej przykro, że Ed sądzi, że oni nie dbają, że zostawiają. Plemię mialo swoje sprawy, nie mogli poświęcać więcej uwagi chorym, bo wszyscy by zginęli.

ED - 2011-11-21 23:50:46

*Edzio rozumiał i trochę tym stwierdzeniem ryzykował. Muheawi jednak bardziej moralni byli niż ich ocenił wiec ukorzył się przykładnie, wydajać przepraszający pomruk.*
Tu nie ma lasów, nie ma zwierząt, nic nikomu nie grozi, dlatego jak ktoś jest ślepy to nie znaczy ze szybko umrze. *Ed i tak chodził na pamięć po znanych sobie miejscach. W nowych się rozglądał, owszem, i był ostrożniejszy, ale jak znal jakieś miejsce to nie patrzył tylko łaził. Miał dobre czucie, był delikatny, ale jak robili w poradni doświadczenia przy orientowaniu się Edzia w znajomych przestrzeniach, t wyniki były jednoznaczne, a Ed czul się tak bezpiecznie, ze najpierw właził na przeszkody mu postawione, potem je oglądał (już wzrokiem) i przełaził przez nie zamiast je omijać.*
Gant, odkserowaleś dokumenty?
-Tak, teczkę zostawiłem w waszej torbie. Pooglądamy to i spróbujemy czego poszukać…

Missay - 2011-11-21 23:58:16

Ze zdziwieniem przyjęła wytłumaczenie.
- Tu nie ma niebezpieczne?
Była zaskoczona, bo całe życie znała świat, gdzie można być zjedzonym, albo otrutym. Nic przyjemnego, chociaż kochała swój świat i to tutaj czuła się dziwnie. Nie tam.
Była teraz trochę skołowana dlatego jeszcze upiła wody i podała butelkę mechanikowi.
- Dziękować.
Uśmiechnęła się nawet blado. I powstrzymała przed pytaniem o ksero.

ED - 2011-11-22 00:01:16

Tu, na Hypori? Nie, tu nie ma nic niebezpiecznego. Chyba, że inna istota zechce cie skrzywdzić i zabrać ci coś… a tak to nie. Chodź, weźmiemy torbę i pójdziemy. Kupie ci lody… *zaproponował, dawka kalorii i cukru dobrze jej zrobi. Może kolorów dostanie…*

Missay - 2011-11-22 00:03:39

Pokiwała głową a temat lodów ją ożywił. Widać były pewne rzeczy, które działały niezależnie od pochodzenia. Miss bowiem z jakąś werwą wzięła torbę i nawet się pożegnała tym swoim.
- Nahad.

GotLink.pl