Tangorn - 2012-01-31 16:54:18

Lokum, w którym mieszkają Fibale znajduje się głęboko pod ziemią, w podziemnym kompleksie obozu. Nie jest to może najwyższy standard, ale przynajmniej jest gdzie się schronić.
Mieszkanie ma w sumie trzy sypialnie, łazienkę, kuchnię oraz mały salon. Metraż nie jest zbyt duży, ale można się zmieścić. Wszystkie ściany wykonane są z kamienia, pokrytego specjalnym tynkiem odpornym na wilgoć, więc w pokojach jest przyjemnie sucho. Co prawda z powodu lokalizacji nie ma nigdzie okien, jednak lampy wbudowane w sufit dają dostateczną ilość światła, które w dodatku można regulować według upodobania.
Wystrój wszystkich pokoi jest skromny i nieco wiekowy, nie można jednak narzekać na brak komfortu. Po prostu nikt nie zaszalał z kasą przy kupnie niezbędnych rzeczy. Liczyła się wygoda i funkcjonalność a nie wygląd, więc na standardy z hoteli na Coruscant nie ma co liczyć.
W Lokum mieszkają prawie cała rodzina Fibali, z wyłączeniem A'dena, który znalazł sobie własny kąt. Tymczasowo też u Tanga mieszkają Seco z Malkitem, którzy zajmują jedną sypialnię, drugą zajmują Tracyn, Brex i Dral a ostatnią Tang, którą też przerobił na małą klanową zbrojownię, więc nie ma jak upchnąć dodatkowej osoby,

Secorsha - 2012-01-31 17:00:02

*Seco, Malkit no i oczywiście kot Lulat na którym pastwił się Malkit, ale kot wyglądał na szczęsliwego mimo wszystko.
W przeciwieństwie do Seco na którego naprawde przykro było patrzec. Nie użalał się wprawdzie i tak dalej, ale po prostu cierpiał i to było widac.
Starał się czasem jakis wpasować w realia, czasem po prosatu siedział. Dotarło do niego, ze został wdowcem. Ze jego żony już niema.
Że nie powiedział Malkitowi, i że nie wie gdzie jest jego malutki synek i przybrana córka. To wszystko mocno Seco obciążało.
Tego dnia siedział na swoim łozku, na kolanie miał deskę do krojenia z kuchni, na desce kartkę i coś pisał*

Tangorn - 2012-01-31 17:06:13

Fibale nie przeszkadzali kaleeshowi, tylko czasem proponowali mu jakąś miejscową rozrywkę lub pracę na zajęcie myśli. Ale generalnie zostawili go w spokoju, by sobie wszystko poukładał. Chociaż Tang zaczął już co nieco przebąkiwać, że trzeba by go w końcu rozruszać nieco, bo im korzenie w sypialni zapuści z tej rozpaczy.
Tego dnia Tracyn z Dralem jak zwykle gdzieś się wybrali z Malkitem, ucząc go tego i owego, Tang siedział w swojej sypialni i coś tam robił. Aktywny pozostał jedynie Brex, który krzątał się po kuchni, coś tam sobie podśpiewując. W końcu zauważył brak desek do krojenia. Mieli w sumie trzy, ale jedną połamał "niechcący" Tracyn, próbując odbijać nią piłkę wielkości pięści, drugą uprowadził gdzieś Dral, no a trzecią miał Seco, o czym klon nie wiedział.
- Fierfek! Gdzie ta shabla deska do krojenia?! Peiprzeni durnie, połamią wszystko w tym domu!

Secorsha - 2012-01-31 17:14:56

*Tak wiec Seco używał deski w równie niekonwencjonalny sposób jak tamci, choć zdecydowanie szanse na odzyskanie jej powrotem były większe.
Skrobał tym długopisem i skrobał, oczywiście nie w basicku – po kaleeshiansku. W basicku to tylko powoli i drukowane.
Zacisnął zęby jakby z bólu, jak usłyszał ze Brex śpiewa w kuchni. W tej chwili nie do wyobrażenia dla niego był, ze ktoś może śpiewać, że może być szczęśliwy, pogodny, myśleć i zajmować się pierdolami. To aż raziło w wyknaniu innych*
W dupie kuhrrwa *burknął pod nosem i kontynuował swoją czynność, jeszcze bardziej zapalczywie i z nienawiścią do świata wciskając długopis w karetkę aż prawie do dziur…*

Tangorn - 2012-01-31 17:20:23

- Cicho tam Ponuraku! Jak nie wiesz to się shabla nie odzywaj!... gdzieś tu cholera musi być
Brex stanowczo nie miał ogłady ani taktu Drala, był bardziej ponury i wredny, trochę się przy tym w Tanga w dał. Walił prosto z mostu a ta żałoba Seco trochę go wkurzała. A raczej fakt, że wszyscy przez nią obchodzą się z kaleeshem jak z jajkiem i nic złego na niego powiedzieć nie można. Dlatego większość czasu spędzał poza domem, jednak teraz potrzebował tej deski, a za cholerę znaleźć jej nie umiał, więc był wkurzony.

Secorsha - 2012-01-31 17:23:17

*Bo co na Seco można złego powiedzieć prócz tego ze cham i prostak? Można go jeszcze od chujów wyzywać. Czasem się obruszy, czasem się zaśmieje. Teraz nie reagował, wiec można było, tylko bez efektu.
W każdym razie – Seco nie zamierzał deski oddać – przecież jej używał!*

Tangorn - 2012-01-31 17:31:44

A Brex poirytowany przetrząsał całą kuchnię, bez skutku. W końcu musiał się posłużyć czymś innym w zastępstwie, co go nie satysfakcjonowało, ale jako taki efekt był. Co miał zrobić to zrobił i zaczął coś tam gotować. A gdy tak miał przerwę to zajrzał do kaleesha, tak z ciekawości. Bo może akurat się tam zabił czy coś.
W drzwiach do pokoju Gawilów stanął klon, posturą nie różnił się od swoich braci, w wyglądzie zaś było więcej różnic. Włosy miał ścięte niemal przy samej głowie, do tego na lewym policzku miał sporą bliznę, ślad po walce z jakimś zwierzęciem, no i "wyhodował" sobie małą kozią bródkę. Do tego tatuaż, ponury wyraz twarzy i już wyglądał jak pospolity rzezimiech.
Brex przyjrzał się kaleeshowi i już miał pójść, gdy zobaczył, że ten ma deskę.
- Nie można było kurwa powiedzieć, że ty masz deskę?
Warknął niezbyt przyjaźnie w stronę Seco.

Secorsha - 2012-01-31 17:35:21

*Seco zdobył się na wielkoduszny gest, czyli spojrzał spode łba na Brexa w drzwiach. Kiedy się uśmiechał głupkowato to sympatycznie wyglądał, ale jak miał humor i minę jak teraz to wcale Brexowi nie ustępował. Wyglądał jak barbarzyńca*
Nie, bo byś mi kuhrrwa przylazł zabhrrać… na zahrcie ci się zebhrrało akuhrrat jak ja deski używam!

Tangorn - 2012-01-31 17:44:38

- Gar mirsh solus. To deska do krojenia warzyw i mięsa a nie do pisania. Znalazłbyś sobie lepszą podstawkę gar or'dinii
Odpowiedział Brex, obrzucając od razu Seco kilkoma wyzwiskami. Wolał obrażać innych w Mando'a, niż bawić się w te śmieszne, dziecięce wyzwiska, z których korzysta Seco. Nie ruszył się jednak z miejsca, stał w progu i patrzył z politowaniem na kaleesha. Teraz deski nie potrzebował, ale zły był z powodu tych bezsensownych poszukiwań i wyzwisk, które kierował pod adresem braci.
- I co tam "mądrego" piszesz, co?
Wrażliwością Brex nie grzeszył i wielkiego współczucia po nim nie ma co oczekiwać. Wiedział co to ból po stracie bliskiej osoby, ale potrafił się po tym szybko pozbierać i żyć dalej. A skoro on potrafił, to i Seco też, tylko że ten woli się użalać nad życiem w pokoju. Przynajmniej tak to klon widział.

Secorsha - 2012-01-31 17:50:24

A idź się  wyłapuj *Seco korzystał z  basicka w wyzywaniu z zupełnie odwrotnego powodu co Brex: bo mógł komponować kwieciste wiązanki które wszyscy rozumieli, bo jakby wyklinał po kaleeshansku to jaki to niby by miało mieć efekt? Taki jak Seco na słowa Brexa – nie zrozumiał*
Nie umiesz pisać to mi się tu nie wpiehrrdalaj bo się kuhrrwa jeszcze pomylę przez ciebie… *I na chwile się zatrzymał z  czynnością, widać naprawdę się zgubił. Ale dalej poszło* List kuhrrwa piszę…

Tangorn - 2012-01-31 17:55:46

Brex prychnął tylko w odpowiedzi, ale się nie ruszył z miejsca. Zaczął się za to zastanawiać, czy jemu już kompletnie na mózg padło, czy może czasem podczas wstawania nie przygrzmocił w coś porządnie.
- Po cholerę ja się pytam? Jakbyś nie zauważył, to u nas poczty nie ma a i listów pisanych na papierze nikt już nie wysyła
Dla klona była to zagadka, bo po co pisać na kartce, skoro można użyć cyfronotesu. No i wysłać też jest znacznie łatwiej, wystarczy podpiąć się do holonetu i gotowe, list zapieprza przez galaktykę w mgnieniu oka.
- Do kogo niby piszesz?

Secorsha - 2012-01-31 18:15:15

Coś wymyśle i wyśle *odburknął niechętnie. Widać mu zależało na wysłaniu tego listu. A dlaczego list miał właśnie taka  formę to tez łatwo się domyślić: bo miał dostać się w miejsce, gdzie nawet jak jest Holonek, to adresat listu nie ma do niego dostępu lub ma jeszcze trudniejszy niż Seco na Dxun do tradycyjnej poczty.*
Do matki. Idź wpiehrrdalaj to co se upichciłeś i nie zagaduj mnie bo znowu się pomyliłem przez ciebie!

Tangorn - 2012-01-31 18:22:54

- Tiaa... już to widzę. To już prościej i szybciej byłoby polecieć do adresata i pogadać
Szukanie poczty, która by list dostarczyła może okazać się ponad siły Seco i pewnie skończy się na tym, że na Kalee poleci, by na pocztę się dostać. Bo Galaktyczna Poczta prędzej by go wyśmiała, niż dostarczyła list na miejsce.
- Ahh no tak, mamusi trzeba się poskarżyć. A pisz tam sobie, ale deskę potem oddaj, bo inaczej do dupy ci nakopię. Trochę otrzeźwienia ci się przyda.
No i Brex polazł do kuchni, by pilnować swojego dania. Seco miał chwilę spokoju, ale tylko na kilka minut, bo w kuchni wywiązał się dialog pomiędzy klonem a najprawdopodobniej Tangiem, który chyba się obudził.

Secorsha - 2012-01-31 18:27:56

*Teraz to już słowa Brexa Seco zabolały, wiec nic nie odpowiedział, co było tego oznaką. I dalej robił swoje.*

Tangorn - 2012-01-31 18:37:12

Tang się nieco sprzeczał z Brexem, ale żadna wielka kłótnia z tego powodu nie wybuchła. Posprzeczali się przez parę minut a potem zapanowała niemal grobowa cisza.
- Nie przejmuj się pierdoleniem Brexa, to dobry dzieciak chociaż wrażliwość tępej siekiery odziedziczył po Jango
Te słowa zapowiadały nieuchronne nadejście Tanga, który już kuśtykał korytarzem w stronę kaleesha. Jego terapia przebiegała całkiem dobrze, co też mu humor poprawiało. Już prawie odzyskał dawną sprawność, ale mimo to dalej miał problemy z lewą nogą, w której miał protezę. Z tym to by musiał się udać do chirurga cybernetycznego, ale miał opory.
- Chcesz coś? Jedzenie? Picie? Cokolwiek innego?
Tang się troskliwie przyjacielem opiekował, bo w końcu jak on sam załamanie przeżywał to Seco go nie zostawił i pomagał na nogi stanąć.

Secorsha - 2012-01-31 18:42:44

*Kiedy Tang wszedł, Seco podniósł głowę. Poznał go po chodzie. I nawet odrobinę się uśmiechnął*
Aj…  To moja wina, wcześniej tylko bym się z niego śmiał…
*Odłożył „podstawkę” i list obok, na lóżko na którym siedział*
Nie przejmuj się tak mną. Niczego nie potrzebuje, a  jakbym chciał to bym wziął… ale dzięki
*Seco widział troskliwości Tanga. Był mu bardzo wdzięczny, zarazem czul wyrzuty sumienia wobec niego, i wobec siebie, ze w obliczu śmierci Fler w ogóle śmie myśleć o czymś innym*

Tangorn - 2012-01-31 18:49:46

- Fakt, ale leżącego się nie kopie
Nikt nie miał wątpliwości, że tym leżącym był właśnie Seco a Brex go jeszcze dodatkowo wrednie kopał. Nie zawsze jednak był taki, wojna go zmieniła, a właściwie Geonosis, gdzie w bezsensownej rzezi zginęło wielu jego przyjaciół. A czarę goryczy przelała śmierć Vena, po której stał się takim zimnym sukinsynem.
- Nie ma sprawy... ale wiesz co, Brex jednak ma trochę racji, chociaż źle to przekazuje. Powinieneś wziąć się w garść, zacząć coś robić by nie myśleć o tym wszystkim. Jakiś cel w życiu musisz znaleźć.
Tang to mówił na podstawie własnego doświadczenia. Po śmierci ojca obrał sobie za cel zemstę na Straży Śmierci, dzięki czemu wyszedł z dołka. Co prawda życiowy cel nie był najszczęśliwiej dobrany, ale ostatecznie to doprowadziło go do tego miejsca, więc chyba aż tak źle nie było.

Secorsha - 2012-01-31 18:53:17

Nahrrazie mam na celu napisanie tego listu… *mruknął, ale nie zabrał się za pisanie, bo teraz rozmawiał. Zapisana kartka leżała obok, na desce do krojenia*
Ale… sięgnij pamięcią do zamierzchłej przeszłości… czy ja kiedykolwiek miałem jakiś kuhrrwa życiowy cel? Nie? No właśnie. Nigdy nie miałem. Bo co mnie to, kuhrrwa, są lepsi ode mnie, żeby sobie mieli cel w życiu… *machnął ręką*

Tangorn - 2012-01-31 18:59:28

- Nie o to mi chodziło
Mruknął nieco niewyraźnie, ale Seco pewnie zrozumie o co mu chodziło. Tang przelazł przez próg i skierował się ku stojącemu w kącie krześle, by sobie usiąść, pomrukując przy okazji na tą przeklętą nogę. O operacji będzie musiał pomyśleć w najbliższej przyszłości.
- Nie pierdol Seco. Może jakiegoś wielkiego celu w życiu nie miałeś, ale żyłeś jak pączek w maśle. Teraz toniesz w jeziorze gówna i bez celu to pójdziesz na dno. Rusz łepetyną i wymyśl coś... zemstę na Imperium, poszukiwania Dżonego i reszty, ochrona Malkita... czy już nawet jebana podróż na tą rodzinną planetę Fler. Wymyśl coś a staniesz na nogi
Tang siadł ciężko a swoją laskę oparł o ścianę. Łokciami oparł się o kolana i pochylił się w kierunku kaleesha, który mógł się Fibalowi przyjrzeć. O dziwo ten był porządnie ogolony (chociaż kozią bródkę sobie zostawił), ubrany też nie zgorzej, itp. Jak na niego to się prawie wystroił.

Secorsha - 2012-01-31 19:05:43

*Zmrużywszy oczy utkwił spojrzenie w podłodze i myślał. Myślał, myślał, bardzo długo, tak długo że aż Tang mógł poczuć się zirytowany, Ale to był znak na to, ze Seco naprawdę został w  tej chwili zmuszony do myślenia. Oczywiście najbardziej zależało mu na zapewnieniu ze jego dzieci są bezpieczne. Ven i Ela, bo ich nie było przy nim, ale w Kuncu trzymał raport od tego nierozgarniętego dropia, ze wszystko jest ok. i „Dżony trzyma Elę i Vena w bezpiecznym kiblu”.
Nie mieli obecnie przyjaciół na Nar Shaddaa wiec niebawem trzeba będzie tam lecieć.*
Chyba wiem *Odezwał się w  końcu*
Chce żeby Malkit został mandalohrrianinem

Tangorn - 2012-01-31 19:11:28

Jakby Tang nie wiedział co się dzieje z jego synami a miałby tylko niejasne informacje o prawdopodobnym miejscu ich przebywania, to by poleciał tam uzbrojony po zęby i by wykosił wszystkich stojących mu na drodze - byleby tylko się do nich dostać. Nie rozumiał więc apatii Seco, który siedział tutaj i tak jakby nie niepokoił się losem swoich dzieci.
A proces myślenia kaleesha go nie irytował, jak przywykł do tego, że jemu to troszkę dłużej zajmuje. W sumie sam też czasami siadał na długie godziny w fotelu i myślał intensywnie, planował itp.
- Seco... jesteś pewien? Oczywiście wszystkim się zajmę, ale... zdajesz sobie sprawę z tego, co go czeka i kim się w ostateczności stanie?
Tang wolał się upewnić, że decyzja Seco jest przemyślana dobrze. Szkolenie Mando nie było czymś, co łatwo zapomnieć. Jest ciężkie i brutalne.

Secorsha - 2012-01-31 19:19:17

*Seco był od podstaw inny. Nie oznaczało to ze nie kochał swoich dzieci, ale po prostu nie umiał, a  przy tym nie miał środków by kogoś wysłać. Bryl zawsze tym, który wykonuje najgorszą robotę za marny grosz i nie myśli ze można inaczej. Seco był po prostu prosty. No i kaleeshianskie rodziny nie trzymały się tak jak mandaloriańskie.*
A kim się stanie, jak zostanie ze mną? Tak samo Ven. Kim się stanie? Będzie kopal rhowy by później mieć za co pić po bahrrach i obszczywać muhrry? Ja im nic nie mogę zaofehrrować. Nie nauczę ich zycia, bo sam tego nie umiem. Bo gdybym umiał… gdybym potrafił wziąć sphrawy we własne ręce, nie zachowywał się jak khrretyn i idiota całe życie to by inaczej było!
*Mówił z głębokim przekonaniem i pretensją. Do siebie i do losu, ze tak nierówno dzieli, i ze on musiał urodzić się na zapomnianym zadupiu, które nie zdołało go przygotować doi zycia w galaktyce. Seco znaczył tyle, co mąż u boku żony.*

Tangorn - 2012-01-31 19:29:07

Tang rozumiał punkt widzenia Seco i współczuł mu. Nie litował się na nim, wręcz przeciwnie. Zaczynał kombinować nad tym, jakby go trochę podbudować, nauczyć tego i owego i tak dalej. Ale na razie pozostawała kwestia Malkita.
- Mogę ci pomóc nauczyć go życia... zaś życie Mandalorianina... mogę go wyszkolić jak chłopców, mogę nauczyć go jak polować, jak przetrwać w dżungli, jak walczyć, jak strzelać... ale też jak zabijać, jak żyć w paranoi, że ktoś może na ciebie napaść z zemsty. Jak kochać rodzinę i jak wychować synów, ale też jak bezwzględnie, z zimną krwią mordować przeciwnika. To nie jest proste życie, mimo że cenimy każdy dzień... tak jakby był to nasz ostatni. No chyba, że zostanie farmerem lub robotnikiem, tak też idzie. Z daleka od wojennej zawieruchy, z daleka od kul, ktore moga go zabić w wieku 50 lat jak również i 10.
Ścieżka Mando nie była idealna, aruetiise uważali ją za barbarzyńską i tak w sumie było. Kultura Mandalorian nie zmieniła się zasadniczo od tysięcy lat. Żyli wojną, umierali na wojnie. Dlatego Tang chciał, by Seco był pewien.

Secorsha - 2012-01-31 19:33:18

Jak już nauczy się tego wszystkiego będzie mógł wybhrrać, phrrawda? *Spojrzał na Tanga dziwnie smutnym wzrokiem. Jakby żegnał syna.*
Ale w oszalałym świecie to jest najlepszy wybóhrr…

Tangorn - 2012-01-31 19:39:32

- Tak, będzie mógł zdecydować co zrobi ze swoją wiedzą. Ale po drodze parę razy znajdzie się na krawędzi wytrzymałości psychicznej i fizycznej
Tang dobrze pamiętał jak wyglądało jego szkolenie. Na początku było fajnie, wszystkiego uczył się stopniowo. Ale potem ojciec dokręcił śrubę i Tang musiał dawać z siebie na prawdę wszystko, nieraz prawie się załamując. Nie poddał się tylko dlatego, że ojciec go wspierał i mu pomagał sobie z tym poradzić.
- Z mojego punktu widzenia to najlepszy wybór. Ale spytaj kogoś innego to powie, że to głupota, bo Malkit może iść do szkoły i zostać jakimś inżynierem, po to by potem żyć sobie spokojnie
Co prawda Malkit od dawna nasiąkał kulturą Mando i chyba sam ku temu się skłaniał. Seco zaś miał mniejsze pojęcie o tym wszystkim, a mimo to musiał zadecydować o przyszłości syna.

Secorsha - 2012-01-31 19:45:02

*Seco prychnął cicho, co przerodziło się w krótkie zaśmianie*
Już chodził do szkoły. Nie załapał bakcyla. Mam go zmuszać? A nawet jeśli to i tak bym nie zdołał. Uciekłby mi w końcu i sthrracil bym syna w najgohrrszy możliwy sposób. Phróbowalem zaintehrresowac go zwierzatrkami. Nie udało się – przehrrabial tylko te własne. Jedyne co go intehrresuje to właśnie kultuhrra mando. Dla niej zapomina o potwohrrkach. Mysle ze on tego chce. Z resztą nie musi być złym mandalohrianinem. przecież wy jesteście dobrzy *Uśmiechnął się do Tanga*

Tangorn - 2012-01-31 19:49:52

Jak usłyszał sformułowanie "dobrzy" to miał ochotę zaśmiać się, ale jakoś to w sobie stłumił. Tanga przy wszelkich sprzyjających okolicznościach nie można nazwać osobą "dobrą". Drala i Tracyna tak, Brexa i A'dena już nie. Ale mniej więcej wiedział o co Seco chodzi.
- Dobra. Daję ci słowo, że nauczę go wszystkich przydatnych rzeczy jakie znam. Wyszkolę go na Mandalorianina i potem dam mu wybór, co będzie chciał robić w przyszłości.
Tang rzadko składał komukolwiek jakieś obietnice. U Mando danie komuś słowa wciąż miało wielką wartość, a złamanie obietnicy było wielką hańbą. Wymówki typu "No wiesz próbowałem ale sorry, nie udało się" były nie do przyjęcia. Tak więc Seco mógł być pewien, że Tang poważnie potraktuje szkolenie Malkita i się nim zajmie.

Secorsha - 2012-01-31 19:59:50

*Dlaczego Seco miał nie uważać Tanga za dobrego, kiedy ten po wielokroć wyciągał zarzyganego Seco z baru, nocował go, choć nie musiał, miał wyżerane przez niego zapasy, często zero wdzięczności. Wielokrotne zarywanie nocy „bo Seco coś tam”. Był zawsze, kiedy Seco go potrzebował i nigdy nie zawiódł. Był dobry dla dzieci. Nie tylko Secorshy – warto wspomnieć chociażby Ele, którą znaleźli na ulicy. Czy tak robi zły człowiek? Definicja „dobra” wg Seco owszem, była troche spaczona, ale nie całkiem, a  Tang się spokojnie w tej definicji mieścił. A’den i Brex tez nigdy Sec na lodzie nie zostawili, choć oni bardziej ze względu na tanga, bo co taki Seco dla nich kolega.
Ale jak trzeba było resocjalizować oporne „dzikie klony” – to przecież oni poświęcali na to swój czas i zaangażowanie. a to jest przecież „dobro”. Tak to widział Seco. Dla niego „dobrem” nie było wpłacanie na cele charytatywne i dokarmianie bezdomnych psów.
Kiedy tang zobowiazał się słownie, Seco wstał powoli. Podszedł do tanga i w milczeniu stanął przed nim, czekając zapewne aż ten wstanie*

Tangorn - 2012-01-31 20:07:08

Tang był dobry tylko dla rodziny i przyjaciół, wobec innych często był skurwysynem. Nie miał oporów, by komuś przywalić w gębę, strzelić w nogę czy kogoś zabić. Nie miał oporów przed kradzieżą czy wymuszeniami. W Galaktyce był ścigany listem gończym za liczne przestępstwa, które popełnił i do których się przyznawał. Praktycznie nie łamał prawa jedynie na tle seksualnym. Według prawa był kryminalistą i to dosyć niezłego kalibru. I te wszystkie "złe uczynki" w gruncie rzeczy przeważały, jednak fakt, do cna zły nie był. Ale za dobrego też nie mógł uchodzić.
- Dobra, nie ma co siedzieć i w stołki pierdzieć. Sprawę mam i to głupią w sumie. Co się kurwa daje kobiecie nie Mando jako prezent? Bo już nie pamiętam
Po twarzy Tanga widać było od razu, ze jest trochę tym pytaniem zażenowany i wolałby, by to między nimi pozostało.

Secorsha - 2012-01-31 20:16:09

*A już się Seco chciał ściskać i ze łzami w oczach po kaleeshiansku dziękować, kiedy przyszło jakże nietypowe zapytanie. Seco zamrugał jak dawniej. Jak wtedy kiedy się zastanawiał*
Co? Aaa… no to zależy z  jakiej okazji chcesz jej dać i jakie łączą was zażyłości. Ale nie piehrrdol, jakiej kobiecie nie-mando ty masz coś dawać? Do dentysty kuhrrwa idziesz?

Tangorn - 2012-01-31 20:25:01

Tang po trochu miał nadzieję, że Seco jednak wyśmieje jego brak wiedzy, głupotę i w ogóle. Tak jak za starych czasów, a potem zacznie pierdolić bez sensu. Rzeczowe pytanie go trochę zbiło z tropu.
- Dobra kurwa... od jakiegoś czasu kontaktuję się z Jane, kojarzysz ją? No i dzisiaj tak rozmowa zeszła na temat ekhm... baru. Wiesz, wspominałem że chciałem taki otworzyć. Jej też wspomniałem, zaczęła się histerycznie śmiać i stwierdziła, że pewnie swoich klientów zastrzelę itp. Mniejsza... Jakoś tak wyszło, ze na kolację ją zaprosiłem itp. I kurwa, teraz mam problem, bo na tego typu kolacjach byłem jakieś... dwadzieścia parę lat temu i chuja już pamiętam
Tang miał ten problem, że miał niewielki kontakt ze zwykłymi, szarymi mieszkańcami Galaktyki. Obce mu były ich problemy i zwyczaje. Przed Kamino to głównie z najemniczkami, przemytniczkami, łowczyniami nagród itp.
- Kurwa z Mandalorianką to problemu nie ma, dasz jej porządny nóż z beskaru czy też fajną spluwę i sprawa załatwiona. A aruetiise jakieś chwasty się daje czy co... chuj wie po co.
Seco teoretycznie coś powinien wiedzieć, w końcu świętej pamięci Fler należała do bardziej światłych kobiet, lubiących tą całą romantyczną otoczkę. Chyba. Tang w sumie nie wnikał w to bo się nie znał.

Secorsha - 2012-01-31 20:38:32

*Niestety. Smutno, jak Seco jest taki logiczny. Uśmiechnął się znowu, ale inaczej. Z rozrzewnieniem. On już nie miał kobiety. Tamg może będzie miał. Ale nie była to zazdrość. Chwile Seco milczał, po czym postanowił, ze będzie z równym zaangażowaniem co wcześniej próbować zachęcić Tanga do związku.*
Ah, tak… no to obawiam się ze jaki byś nie kupił nawet najzajebistrzy prezent to pewnie swoją mohrrdą pahrrszywą zepsujesz. Ale nie zaszkodzi spróbować. Kobiety niemandalohrrianki najbahrrdziej lubią dostawać biżutehrrie ale na piehrrwszą randkę to za osobiste, nawet jeśli kiedyś już coś było… *Chwila ciszy  kontynuacja*
[i]Nie chwasty, tylko kwiaty. Kwiaty symbolizują uczucia, jakie względem kobiety masz, czyli wiesz: że ją szanujesz, potem ze ją kochasz, chcesz być jej wiehrrny, wiele dla ciebie znaczy, widzisz jej kobiecość, delikatność, chcesz ją adohrrować i takie tam. Wiesz, taniec godowy[/]

Tangorn - 2012-01-31 20:45:40

No trochę smutno, brakowało tego szaleńczego entuzjazmu, głupich pomysłów i patrzenia na świat przez różowe okulary.
- Odezwał się kurwa ten o twarzy modela z wybiegów
Tang nie potraktował jako obrazę tego przytyku do wyglądu. Sam dobrze wiedział, że te blizny na jego twarzy mogą uchodzić za coś szpecącego, chociaż sam je z dumą nosił jako pamiątki po szczególnie pamiętnych bitwach. No ale aruetiise tego nie rozumieją, a tym bardziej kobiety na blizny się nie poderwie.
- Ehh... ja pierdole, to będzie cięższe od poligonu. Dobra, znaczenie prezentów ogarniam, to się zbytnio nie różni... przynajmniej intencjonalnie. Niech będą te kwiaty... w doniczce czy ścięte?
No dobra, aż taki głupi nie był, jaja sobie tylko troszkę robił, bo temat jednak ciutek żenujący. Pięćdziesięcioletni facet pyta się o radę jaki prezent kobiecie kupić. Coś tutaj nie pasuje.

Secorsha - 2012-01-31 21:00:31

Ścięte. tak, też uważam ze to niephrraktyczne i nie rozumiem dlaczego, ale no… wiem, ze scięte mają być. Nauczyłem się. U nas na Kalee jest inaczej, nasze baby najbahrrdziej lubią dostawac gahrrry. Albo majtki. Albo kuhrrwa ćwiahrrtkę samogonki. Wiesz, rhękodzielo – od sehrrca. A kwiata to tylko w doniczce, żeby z niego cos było. No ale – to nie Kalee. W galaktyce nie ma kultuhrrry, to już ci nie rhaz mówiłem. *Jednak dobry temat na zagadanie Seco jeśli o to chodzilo, bo się zaangażował*

Tangorn - 2012-01-31 21:07:24

- Dokładnie, popieram. Pojebało ich ze ściętymi kwiatami, bo co z tym zrobić? Zjeść? Odpada. A po paru dniach zwiędnie i chuja, po prezencie. Nie to co taki porządny nóż z beskaru, drogi, ręczna robota, nie do zdarcia. Prezent na całe życie.
No teraz to dyskusja się mogła wyłonić na temat bezsensowności cywilizacji Galaktycznej. W tym to się akurat zgadzali i trochę podobne podejście mieli jeśli chodzi o prezenty.
- Mandaloriance dajesz jakąś praktyczną rzecz, najlepiej broń albo coś do pancerza. Wiesz, że cenisz ją jako wojowniczkę, która da sobie radę itp. Kwiatki i biżuteria chuja warte są, bo niepotrzebne. A ci aruetiise wymyślają jakieś pierdoły, we łbach im się poprzewracało
Mando i kaleeshowie trochę podobni do siebie, cenili sobie praktyczność a nie jakieś abstrakcyjne gesty kwiatowe.

Secorsha - 2012-01-31 21:14:30

[i]No ale jeśli ta dziewczyna nie jest wojowniczką to nie możesz jej cenić jak wojowniczkę, temu możesz dac jej coś, na przykład miotle, niech chałupę zamiata![i] *Kaleeshianskie prezenty były dopiero romantyczne! Ale kaleeshianki się z  nich cieszyły bo jednak ułatwiały im życie. Jednak jak już tamg ma wybierać miedzy kulturą mandalorianską a kaleeshianska to niech lepej zostanie przy tym nożu.*

Tangorn - 2012-01-31 21:19:06

- Tiaa... tą miotłą to bym dostał przez łeb w każdym przypadku. Nie, to już lepiej te chwa... tfu... kwiaty będą. Jakąś kwiaciarkę podpytam, niech coś wybierze i chuj
Akurat gdzie się kwiaty kupuje to wiedział, "niechcący" kilka kwiaciarni zdemolował, jedną nawet incydentalnie w powietrze wysadził. Potem się ciskali, że terrorysta i w ogóle, a to tylko kilka chwastów, nic wielkiego.
- Dobra, sprawa kwiatów odbębniona jest. Coś tam jeszcze pojebanego trzeba czy już nie bardzo?
Lepiej jednak zapytać, bo może ci aruetiise mieli jakieś dodatkowe dziwne pomysły służące na podkreślenie romantyczności czy chuj wie czego.

Secorsha - 2012-01-31 21:31:34

Możesz dokupić czekoladki. Nawet z alkoholem mogą być. Te nawet lepsze. Kuhrwa, jak Jane cie tak zaopatrzonego zobaczy to cie nie pozna. I jeszcze ubierz się po cywilnemu. *W koncu wrcil i siadl se na łozku obok swojego listu*

Tangorn - 2012-01-31 21:43:00

- Lepiej nie, bo istnieje ryzyko że się rozpędzę i się najebię
Nie ma co się oszukiwać, Tang był alkoholikiem na odwyku. Kiszki go ściskały przez długi czas, ale przez tą przymusową abstynencję spowodowaną leczeniem jakoś na prostą zaczął wychodzić. Więc lepiej nie ryzykować z tym.
- Shabla... nie lubię po cywilnemu chodzić, goły się kurwa czuję, ale trzeba. W pancerzu do restauracji się nie wpierdolę.
Swój odświętny strój miał, chociaż trza by coś nowego kupić, bo okazja nie byle jaka. Trza by chyba ze sobą Drala zabrać, bo on miał najwięcej z modą do czynienia itp.

Secorsha - 2012-02-01 14:13:08

To se kuhrrwa kup pancerz wizytowy, taki błyszczący z namalowanym krawatem *W koncu Seco zaśmiał się szaleńczo, jak to Seco, bo wyobraźnia swoje robi i kiedy wyobraził sobie tanga w „pancerzu wizytowym” to inaczej nie mógl* I pehrrukę, taką ulizaną i fajkę i nesesehrrek. Może być z kahrrtonu, taka atrapa

Tangorn - 2012-02-01 14:19:01

- Spierdalaj od mojego pancerza! On już jest wizytowy. Odmalowany ładnie i w ogóle czyściutki. I żadnego kurwa krawata malować nie będę!
Wiedział, że to nie jest na poważnie, ale gdy tak Seco pierdolił głupoty to aż stare dobre czasy mu się przypomniały. Gdy jeszcze na Coruscant żyli spokojnie. Co prawda wtedy Tang miał większy stres, ale też stałą pracę w WARze, porządne mieszkanie w standardzie Coruscańskim. No i nikt go nie chciał zamordować za zdradę czy coś. No i w dobrych kontaktach z policją był. To było życie.
- Sam se peruke jebnij, najlepiej na kleju, byś jej nie zgubił. A neseserek to ci Malkit z kartonu wytnie i biznesmen jak sto chujów.

Secorsha - 2012-02-02 15:05:57

Nie musze, mam włosy, w przeciwieństwie do ciebie łysa pało! *Od jakichś trzech miesięcy Seco miał włosy, wiec były już dość długie. To znaczy byłyby gdyby je rozprostować, bo jego włosy mocno się kręciły i sprawiały wrażenie karakułów.*
A biznesmenem już kurwa byłem i spiehrrdolilem. Aż dziw ze się jeszcze Vottagg o kasę nie upomniał… a i u ciebie mam dług. Kuhrrrwa ja piehrrdziele

Tangorn - 2012-02-02 15:12:28

- Bo się golę chuju jebany. Też byś się ogarnął!
Z całą pewnością można powiedzieć, że przyganiał kocioł garnkowi. Tang przez większość czasu wyglądał jak niechluj, jedynie dzisiaj się ogarnął, bo miał umówioną rozmowę z Jane. Gdyby nie ona, to by dalej wyglądał jak żul jakiś.
- Jakoś ci się to kręciło, spierdoliły się inne sprawy na Nar Shaddaa... swoją drogą, wybieram się tam za niedługo. Lecisz?
Tang wiedział, gdzie jest Dżony wraz z dziećmi. Chciał tam nawet lecieć, ale po naradzie z resztą rodziny doszli do wniosku, że to jednak sprawa Seco i on sam musi się tym zainteresować. Stary Fibal przystał na to z dużym oporem, bo kiedyś kaleeshowi obiecał, że będzie chronił jego rodzinę, a danego słowa się nie łamie. Teraz je naginał i źle się z tym czuł.
- A i odpracować też możesz... zapierdalając przy miejscowych uprawach tępiąc robactwo i chwasty
Czyli generalnie ciężka, gówniana, ale uczciwa robota. I względnie bezpieczna.

Secorsha - 2012-02-02 15:19:03

Flehrr chciała żebym miał włosy *Pierwszy raz wypowiedział jej imie w kontekście czegoś z przeszłości, wiec wspomniał ją. Miało to wpływ na rzeczywistość, a Seco nie zmienił postawy. To dobry znak. Oczywiście Seco jak to Seco - może bardzo łatwo wpaść w skrajność. Jednak – równie łatwo potem z niej wyjść. Tutaj nie ma reguły wiec nie należy się martwić*
Spiehrrdoliłem, powinniśmy tam zostać *W obecnej sytuacji każdy wybór inny niż ten którego dokonano był dobry, a jeszcze z myśleniem Seco to już w ogóle. *
Ta, i będziesz opiehrrdalał mnie codziennie że źle zapiehrrdalam przy rhobalach i tępie uphrrawy. A na Narr Shaddaa to trzeba lecieć, ale co ja, na chuju poelce? A was znowu phrrosić to już całkem chojowo, wieć wysłałem Dżonemu wiadomość żeby on przyleciał, ale coś se nie rhadzi…

Tangorn - 2012-02-02 15:25:25

- To chociaż ogarnij tą kępę czegoś, co nazywasz włosami
Tang nigdy nie był zbyt taktowny i delikatny, chociaż obecnie w kontaktach z Seco się starał, ale długo już tak nie pociągnie. Limit na ten rok za niedługo mu się wyczerpie.
- Pierdolenie. Kiedyś też tak myślałem i na chuja mi z tego było. Trzeba żyć z konsekwencjami swoich wyborów, nawet jeśli wydaje się, że się źle wybrało. To jest gówniana część życia
Takich dylematów jak kaleesh Fibal miał bardzo dużo. Wiele razy rozważał "co by było, gdyby...?" i nigdy nie prowadziło to do konstruktywnych wniosków, jedynie co raz bardziej tonęło się w szambie teraźniejszości.
- Będę cię opierdalał aż się nauczysz i kropka. Coś robić musisz... a na Nar Shaddaa i tak muszę lecieć, a samemu tak trochę chujowo. Potem najwyżej postawisz mi coś do picia
Z tą niechęcią do samotnego lotu to ściema była, ale może podziała.

Secorsha - 2012-02-02 15:32:37

*Sięgnął rozcapierzonymi palcami i używając pazurów, zwłaszcza protezy, bo tam pazury miał w pełnym tego słowa znaczeniu, i „uczesał się”. Wyleciało na ramiona kilka paprochów i jakiś mały owad (nie, nie wesz, ot jakieś Dxuńskie żyjątko które wpadło w „kępę” i nie mogło się wydostać).*
No dobra, rozumiem *sciema przyjęta. Pewnie dlatego ze dla towarzyskiej natury Seco samotny lot gdziekolwiek był nie do wyobrażenia*

Tangorn - 2012-02-02 15:38:37

Ten owad był kolejnym argumentem przemawiającym za ogarnięciem się.
- No to się dogadaliśmy. Długo tam nie zabawimy, zajrzę tylko do kilka barów, w których bywają moi znajomi... poszukamy przy okazji Dżonego i spierdolimy stamtąd.
Tang miał nadzieję, że to tak łatwo pójdzie, jednak z tego co się orientował to na Nar Shaddaa dalej jest niezły burdel. Kto by pomyślał, że kropnięcie jednego z najpotężniejszych gangsterów sektora spowoduje takie długotrwałe zamieszanie? W wyniku walk o tereny i wpływy Zandiego zginęło więcej gangsterów różnego kalibru niż w ciągu dekady spokoju.

Secorsha - 2012-02-02 15:44:17

*Więc może hutt Vttagg już nieżije. A jak nie on, to może jakis inny gangster i burdel jeszcze większy, zwłaszcza ze cochrel się rozpadł i napłynęło tam ważniaczków od metra. Ale co tam Seco się będzie wypowiadał. Skinął głową*
I list wyślę *Z Narr Shaddaa miał szanse nadać ten swój list*

Tangorn - 2012-02-02 15:48:36

Każdy chciał zająć jego miejsce, wiec burdel jeszcze większy, zero zasad, to i kolejne ofiary poleciały a torcik zamiast maleć tylko się rozrastał.
Gdy Seco o liście wspomniał to Tang nieco krytycznie na kartkę spojrzał. Domyślił się, na jakie zadupie chciał to wysłać. Wątpił jednak, by na Kalee działała jakaś poczta. Były jednak inne sposoby.
- Kuriera wynajmij, pewniejsze będzie, że dotrze. Dasz mu tylko jakieś transparenty by go żywcem nie wpierdolili na śniadanie
Tang nasłuchał się opowieści Seco, więc obawiał się nieco o życie takiego biedaka.

Secorsha - 2012-02-02 15:56:15

To nie głupie *skinął głową, i na wspomnienie transparentów kiwnął ponownie, widać wcale nie minął się tang z wyobrażeniem okrutnej prawdy na temat tego co jedzą kaleeshianie*

Tangorn - 2012-02-02 16:00:27

- No... to kończ tam ten list a ja muszę parę spraw załatwić
Tang sięgnął po swoją laskę i przy jej pomocy podniósł się bez większego trudu. Fibal faktycznie miał kilka spraw do załatwienia. Z powodu swojego wieku nie działał już tak aktywnie jak dawniej, teraz głównie główkował razem z innymi itp, podczas gdy młodsi zajmowali się polowaniem, ochroną i akcjami zbrojnymi.
- Dam ci znać jak będę się zbierać.
Nie żegnał się, bo nie było po co. Tak czy owak się jeszcze zobaczą. Tang wyszedł z pokoju Seco i gdzieś pokuśtykał.

GotLink.pl