Gra PBF w świecie Star Wars, rozgrywająca się w czasach Młodego Imperium.
Oficer Sojuszu
A więc, właśnie wszystko to. Cele, komory, obszary o zaostrzonym rygorze... Bardzo wysoka klasa zabezpieczeń. Sporo takich pomieszczeń, statek jest duży.
Obiekt. Jaki znowu obiekt? Czekaj. To pewnie chodzi o Zina. Aaa! Obiekt to niby Zin. Dobra. Kobdar wstał. Słysząc ten głos, Zin przestraszył się. Nawet jego ojciec nie miał tak grubego głosu.
-Już idę.-Powiedział. Pokiwał głową na boki i ruszył w kierunku nadanym przez tego oto przemiłego pana.-Eee. Prze pana. A kim pan właściwie jest?-Spytał go z lekkim uśmiechem na twarzy. Lepiej było znać nazwisko tego, kto go oprowadza po tym jakże ogromnym statku.-Ja mam na imię...w sumie to ja przedstawiać się nie muszę. I tak pewnie pan wie.-Dodał po chwili. Miał lekko drżący ton głosu. Krótko mówiąc, gość ten nieco przerażał Zina. Od razu poczuł do niego respekt, bo nie chciał być rozstrzelany z byle powodu. Podrapał się po głowie i szedł dalej. Póki co nie miał zamiaru już się więcej odzywać.
*Darven szedł, nie odwracając się. W miarę marszu robiło się ciemniej, mniej świateł było. Zin mógł zobaczyć pierwsze pancerne wejście do różnych pomieszczeń... Ale pewnie jeszcze nie wiedział, gdzie jest.* Proszę być cierpliwym... *Mruknął tylko oszczędnie Darven. Po chwili marszu wszyscy dotarli do ogromnych, pancernych grodzi. Darven przejechał po terminalu kartą magnetyczną. Z metalowej ściany wyłoniła sie wcześniej zamknięta kontrolka bezpieczeństwa. Darven wpisał kod, dał sobie zbadać siatkówkę - i grodzie z sykiem otworzyły się. Człowiek skazał dłonią pomieszczenie. Cathar bez słowa wprowadził Zina do środka. Z każdym krokiem robiło się coraz ciemniej. Na końcu długiego korytarza znajdowało się niewielkie pomieszczenie. Po środku metalowy stół na stałe przymocowany do ziemi, jedno krzesło. Tutaj było już zupełnie ciemno, jedynie niewielka lamka rzucała trochę światła na mebel.* Proszę usiąść... *Wyszeptał Cathar i zniknął za lustrem weneckim zaraz obok pomieszczenia, w którym się znajdował Zin. Tymczasem, do Kobdara dołączył Darven. Wszedł do środka stukając ciężko laską. Nie było widać jego twarzy, miał na głowie kaptur, a w pomieszczeniu było naprawde bardzo ciemno. Akta trzymane wcześniej pod lewą ręką z głośnym trzaskiem opadły na stół. Darven przysunął sobie krzesło i usiadł na nim, na przeciwko Zina.* Witam, panie Kobdar... *Drzwi za nimi powoli zamknęły się z sykiem.*
Ostatnio edytowany przez Darven (2010-05-02 20:26:23)
Offline
-Witam, witam.-Powiedział, gdy usiadł. Rozglądał się dookoła, nie wiedząc o co chodzi. Przecież nie zrobił niczego złego. Nie chciał trafić za kratki z byle powodu. Owszem. Ukradł coś nie coś. Np.: Gdy miał piętnaście lat, to ukradł batona ze sklepu. Za to przecież nie wsadzają do pierdla. Zin podrapał się po głowie i oparł ręce o stół.-O co chodzi prze pana?-Spytał go. Chciał sprawić wrażenie wyluzowanego, odważnego, jednak w środku...cały się trząsł. Teraz pomyślał o Temenie i o Varienku. Zamknął oczy, a po chwili otwarł je. Spojrzał na gębę Darvena. Już tego gościa nie lubił. Czegokolwiek by nie zrobił. Atmosfera tego miejsca sprawiała, że Zin czuł niechęć do tego typa.-Ładnie gości przyjmujecie.-Rzucił.
Offline
Oficer Sojuszu
Oczywiście, że ładnie, panie Kobdar... Dostał pan krzesełko, stolik... Jeszcze pan narzeka? Toż to jest miłosierdzie, z naszej strony właśnie. *Wyszeptał, ale w zupełnej ciszy było to bardzo wyraźnie słyszalne.* Nazywa się pan... Zindarad Kobdar. *Darven chwycił obszerne akta i zaczął czytać. Coś, czego Zin nie widział.* Jest pan inżynierem, prawda? *Spytał, ale nie czekał na odpowiedź. Wiedział.* Powiedz mi, Zinie... Chce usłyszeć od ciebie, twoje miejsce zamieszkania, urodzenia, rodzina... Czym się ostatnio zajmowałeś jako inżynier, u kogo pracowałeś. *Wypowiadał niskim, głębokim głosem słowa, nie zdejmując wzroku z czytanych akt.*
Offline
Zin nie był zaskoczony tym, że mieli jego akta. W końcu w tak wielkiej korporacji, zdobycie informacji to pestka. Kobdar jedynie podrapał się po głowie. Postanowił jak najbardziej rzeczowo odpowiedzieć na każde jego pytanie. W końcu nigdy nie wiadomo co mu zrobią, gdy powie coś nie tak.
-No. Zameldowany jestem nadal na Alderaan. Jednak. Mieszkam na Mandalore. Z urodzeniem to jest nieco popaprane, bo ja ten...no. Urodziłem się na statku krążącym po orbicie Nar-Shaddaa. Jestem niby obywatelem tego księżyca, ale tu psikus. Wychowywałem się na Alderaan. Rodzina? Żona...Temena...ładna...-Tutaj pozwolił sobie na uśmiech. Dość szeroki.-I syn...Varien.-Po chwili nabrał oddech, przetarł oczy i rzucił.-Jak klony się biły z puszkami to ja pracowałem dla Wielkiej Armii Republiki w sekcji inżynieryjnej w podsekcji konstrukcji niekonwencjonalnych tudzież...nietypowych. Jak zwał tak zwał.-Po odpowiedzeniu na wszystkie pytania, zamilkł, czekając na ewentualną kolejną porcję pytań.
Offline
Oficer Sojuszu
Bardzo dobrze... Bardzo dobrze... *Rozległ się w pomieszczeniu głos. Darven odłożył akta, znów z trzaskiem opadły na stół. Spojrzał Kobdarowi w oczy, przysunął sie nieco, dłonie stawiając na stoliku.* A więc, masz piękną żonę... Wspaniałego syna. Na pewno martwią się, gdy za długo nie wracasz. Syn... Syn na pewno. *Człowiek przechylił głowę.* Chcę słyszeć całkowitą prawdę, odpowiedzi na pytania mają być prawdziwe w każdym, najmniejszym calu. Chcę, zebys udzielał na wszyskie bez wyjątku pytania odpowiedzi. Jeśli to jasne - cieszę się. *Tym razem głos był nieco głośniejszy. Wyraźny. Nie trudno się domyślić - łamanie zasad w tym pokoju, to ściąganie na siebie kłopotów.* A więc, Zinie... Jakie były twoje stosunki z Generałem i z Cochrelem? Podczas pobytu na widmie schodziłeś do maszynowni, widziałeś hipernapęd? Rozmawiałeś z technikami, miałeś styczność ze sprzętem? Jaki charakter miała mieć współpraca z Chochrelem... Czego dotyczyły plany budowania silnika? Pieniądze jakie miałeś dostać, faza prac, wszystko... *Zaczał mówić, wolno, wyraźnie, głośno. Tak, aby kazdy wyraz był słyszalny w zupełności.* Jak nie chcesz czegoś mówić, pisz na kartce. Pamiętaj - nie chcę słyszeć kłamst, zatajania prawdy, omijania prawdy...
Offline
No, na pewno się martwią. Temena jak się dowie, to jaja mu przy samej szyi urwie. Nie, lepiej, by ona się nie dowiedziała. Zin w gruncie rzeczy jest pod pantoflem, jednak bardzo dobrze to ukrywa. Po usłyszeniu wszystkich pytań.
-Generał za mną nie przepadał. Przynajmniej ja tak to odbierałem. W sumie. I vice versa...tak...to dobre słowa. Nie przepadałem za nim. On cóż...jest taki...mało...cholera...słów mi brakuje.-Odpowiedział na pytanie pierwsze. Teraz zabierał się do odpowiedzi na pytanie numer dwa.-W maszynowni byłem tylko raz. Kiedy to pierwszy raz wylądowałem na Widmie. Nic ciekawego. System sonofuzji nie używany od miesięcy. A hipernapędu nie widziałem. Z technikami rozmawiałem. Przyjemni goście. Nic do nich nie mam. Co do sprzętu. Mam taką zasadę. Nie tykam nieswojego, dopóki mi nie pozwolą. Nie pozwolili, toteż nie tykałem. Na chuj miałem w kłopoty wpadać.-Doszło do tego, że odpowiedział na kilka pytań jednocześnie. Mówił głośno i wyraźnie. Patrzył Darvenowi prosto w oczy, chcąc dać do zrozumienia, że mówi prawdę.-Plan silnika anihilacyjnego. Dość skomplikowane. Kilka akceleratorów cząsteczek. Protony, pozytony. Promieniowanie. Nie zrozumiałe dla laika. Nie mówię, że ty nim jesteś, ale wiadomo.-Zaczął pukać w stół. Odczuwał lekki strach. Mogli wszystko wykorzystać przeciwko niemu. Każde słowo. Każdy gest.-Pieniądze. Konkretów nie byyyło. Mowa była o dwudziestu procentach. Mniej więcej pięć milionów.-Słowa powoli wypadały z jego ust. Nie chciał, by cokolwiek wyglądało na kłamstwo, bo ani jego słowo kłamstwem nie jest.-Fazę prac? O tym mowy w ogóle nie było. Miałem się o wszystkim dowiedzieć na Widmie, a tu psikus. Dzisiaj się dowiedziałem, że Widma nie ma...
Offline
Oficer Sojuszu
Psikus? To może ja, polecę na Mandalore, przypadkowo spotkam twoją rodzinę i wysadzę ją w powietrze. A to psikus! Wyobraź tylko sobie swoją żonę, w płomieniach... Syna obok. Wyobraź sobie, jak łamie mu kości. Jak wrzeszczy z bólu. I wiesz co dalej? Wyobraź sobie, człowieka który stoi obok, człowieka, który to zrobił... Który się śmieje i woła... A to psikus! Czyżby twoja rodzina spłonęła?*Darven wstał, zaciśnięta pięść opadła z potęznym trzaskiem na metalowy stół.* Zdajesz sobie z sprawę z powagi sytuacji!? Widma nie ma! To więcej warte, niż twoje projekty i statki. Niż wszystko, co ciebie dotyczy! Wyobrażasz sobie, jak wiele mogło się stać? A wiesz, jak wiele istot w związku z tym "psikusem" ucierpiało, jakie to ważne? Dlatego pytam... Wysil się, spróbuj sobie przypomnieć wszystko, jeszcze raz. Czy widziałeś cokolwiek podejrzanego? Coś, co nie powinno się dziać? Zakłócenia w pracy silników, hipernapedu? Jakas osoba, która dziwnie wyglądała? Zrobiłełeś kiedykolwiek na Widmie cos nieodpowiedniego? Trafiłeś tam pod wpływem alkoholu, narkotyków... Innych używek... Cokolwiek?
Offline
Darven bardzo obrazowo wytłumaczył Zinowi powagę sytuacji. Tak bardzo, że Zin spoważniał. Od razu. Pomyślał tylko o Temenie i Varienku. Później o ludziach, którzy ucierpieli na Widmie.
-Dobra, dobra. Już kumam.-Powiedział i przeszły go ciarki. Pokręcił głową i kontynuował.-Jak na mój słuch. Silnik działał nierówno. Pulsar źle pracował, albo któryś ze sworzni powoli puszczał. W końcu to ogromne przeciążenia.-Dodał. Nie chciał się przyznać do tego, że trafił tam pod wpływem używki.-Raz byłem tam...Wypiłem kawę. Wiem, że jestem na nią uczulony i jak wypiję to mi odwala, ale Taken mnie pilnował. Kel Dor taki. Później Rudi. Na pewno nie poszedłem do maszynowni.-Powiedział wszystko co wiedział. Zastanowił się. Nic więcej do głowy mu nie przychodziło.-A właśnie. Taken był wtedy? Jak statek się rozbił?-Spytał. Chciał wiedzieć co jest z tym Jedi. Inżynierowi brakowało tych jego kazań. Miał nadzieję, że go tam nie było. Oby go tam nie było.
Offline
Oficer Sojuszu
Uratowało się raptem parenaście osób... Z całej załogi. Jesteś zupełnie pewien, że nic, ale absolutnie nic nie działo się tam złego? To ważne! Opowiedz jak się zachowujesz po wypiciu kawy i ile jej wypiłeś... Mogłeś wtedy zrobić coś, o czym byś teraz nie pamiętał? Mogłęs widzić rzeczy, których nie widziałeś? JAK to działa? *Rozległ się głos, głośniejszy niż wcześniej. Darven wbił wzrok w oczy Zindrada, zbliżył twarz.* Zginęła tam masa istot... Zagrożenie życia Generała, najwazniejszych osób... NIE MA MOWY, że aby chronić własną dupę, będziesz coś pomijał! Muszę wiedzieć, czy byłeś pod pływem używek, substancji psychotropowych, jak działa w twoim wypadku to uczulenie na kawe... Żadnego naginania rzeczywistości! Powiedz tak, jak jest naprawdę! Ile razy byłeś na Widmie? ILE? Ile czasu tam spędziłeś, w jakich odstępach? Miałeś bezpośredni kontakt z generałem? Jak tak, to kiedy i jak długo to trwało? Jakiekolwiek kontakty twoje z podejrzanymi osobami, praca dla nich, naprawianie ich sprzętu? Jesteś inżynierem... Na ile oceniasz swoje umiejętności? JAK MOGŁEŚ zauwazyć problemy z pracą silników, skoro WIDMO STAŁO!? NIE BYŁO wprawione w ruch, inżynierze! Nie mogło być przeciążenia! W jaki sposób mogłeś odczytać anomalie!? Mów!
Offline
-Po kawie mówię dziwne rzeczy. Z reguły bez jakiegokolwiek sensu. Plotę coś trzy po trzy. Każdy kto wie, że jestem uczulony, to tego nie słucha. Robię...bardzo wiele rzeczy i jak mi przejdzie to nic...dosłownie nic nie pamiętam. Jak byłem na Widmie i się ocknąłem to stał przy mnie Rudi i Taken. A Ci dwaj na pewno nie pozwoliliby ruszyć mi dupy z mojego statku, który wtedy stał w hangarze.-Powiedział do niego. Mówił spokojnym tonem, który oznaczał, że mówi prawdę. Zin był naprawdę bardzo kiepskim kłamcą i łatwo było go wykryć, jeśli by skłamał.-Ja to wszystko rozumiem. Żal mi ich wszystkich.-Dodał to zasmuconym tonem i po chwili kontynuował.-No. Spotkałem się z generałem...dwa razy...osobiście. Rozmawiałem z nim na temat tego silnika. Odstępy? Dwa...góra trzy tygodnie przerwy.-Powiedział. Podrapał się po głowie. Jego dłonie znowu powędrowały na stół.-Jak uciekłem z Coruscant to miałem swoją kantynę na Nar-Shaddaa. Budowałem tylko dla swojej przyjemności. Proste droidy, z nudów nawet wykrywacz nadajników zrobiłem. Ot...czysta radość. Słuchaj. Nawet jeśli stoi, to maszynownia cały czas pracuje. Generator...choćby. Sworznie, które są umieszczone w generatorach są wykonane ze stopów tritanium. Są one wkręcane, później toksowane do korpusu, a później zakłada się na nie dwie takie wielkie tulejki. Sworznie z tritanium są jak moderator. Coś co blokuje neutrony. W silnikach fuzyjnych to jedna z najważniejszych części. To są tak ogromne temperatury, przeciążenia. Jak coś trzaśnie w okolicach generatora to wiadomo, że sworznie są do wymiany. Tox może puszczać, chociaż teoretycznie nie powinien. Tuleja może się przerwać...
Offline
Oficer Sojuszu
Możliwym jest, że zostałeś sam? Nie byli cały czas z tobą? Mówisz, że gdy się ocknąłeś - stali przy tobie - ale nie pamiętasz co było wczesniej, więc możliwe, że byłes przez jakiś czas sam, mogłes coś zrobić i o tym nie pamiętać, mam racje? Więc dlaczego spożyłeś coś, na co jesteś uczulony przed waznym z twojego punktu widzenia spotkaniem? Od tego mogło zależeć twoje przyszłe życie, majątek... DLACZEGO spożyłeś substancje szkodliwą przed ważnym wyjazdem? Coś po czym wiedziałeś, że możesz robić rzeczy, których nie będziesz pamiętać? Jaka w tym logika? Nie masz paru lat, zakładam, że potrafisz się bardziej pilnować, niż syn! *Darven zwiększył natężenie światła kierowanego na twarz Zina.* Kiedykolwiek spotkałeś się z barabelem, jedi? Rozmawiałeś? Kojarzysz? *Człowiek z teczki wyjął trzy zdjęcia. Od lewej byli na nich Hakon, Taken i Rudi. Zdjęcia głównie robione z przodu... Chociaż trudno było powiedzieć, czy to prawdziwe zdjęcia, czy bardzo dobre rekonstrukcje.* Potrafisz rozpoznać istoty na zdjęciach? Powiedz jaki charakter miała twoja znajomość z Takenem oraz Rudim... Ich cechy szczególne? Wady? *Darven spojrzał zimnobłękitnymi, przenikliwymi i surowymi oczami na Zina.* Twierdzisz, że coś było nie tak... Silniki nie działały podczas postoju, ale uważasz, że mogło być coś nie tak z pozostałym sprzętem takim jak Generatory. Opowiedz mi dokładnie, jakiego rodzaju to były uszkodzenia i co mogły powodować. Czy mogły być wykorzystane przez kogoś?
Offline
-Po pierwsze. Odwoziłem tam Takena i Fler. To nie była moja sprawa. Miałem ich tylko odstawić na Widmo. Odczekać aż wrócą i polecieć z powrotem do domu. Założę się, że nie byłem pozostawiony sam. Taken to jedi. Nie zostawi samemu istoty, która potrzebuje pomocy. Przynajmniej...tak mi się wydaje.-Nie rozpracował jeszcze do końca logiki Jedi. A propos logiki.-Wiem, wiem. To nie ma logiki. Ale nie wiesz jak kawa parzona przez moją żonę działa na węch. Taka mocna alderaanka. Chcę się ją wypić, pomimo tego, że nie możesz. Zakazane jabłko, rozumiesz.-Dodał po chwili. Kiedy Darven rozłożył zdjęcia na stole. Przyjrzał się im dokładnie. Oczy momentalnie skierowały się na zdjęcie Takena.-To Taken.-Wskazał palcem na obraz Kel Dora. Zrobił to bez najmniejszego wahania. Duros...-To Rudi. Tego gada nie znam. To jakiś najemnik?-Spytał. Nigdy osobnika na oczy nie widział. Podrapał się po głowie, gdy zostało mu zadane pytanie.-Wiesz. To dość trudne. Jak silnik nie był uruchamiany przez jakiś okres czasu to usterka generatora zadziałała na konfuzor. Nagły wzrost temperatury w turbinach, później nagły jej spadek i zamiana ciepła na energię kinetyczną. Później karuzela zdarzeń. Pada pulsar. Jeden, drugi, trzeci. Regulator energii. Następuje przeciążenie. Temperatura rośnie, ciśnienie rośnie. Rozsadza rury doprowadzające chłodziwo. Teoretycznie powinno dość do wybuchu, ale w warunkach próżni nie zarejestrowano przypadków eksplozji...
Offline
Oficer Sojuszu
Czas najwyższy jednak brać odpowiedzialność za swoje czyny. Jesli wiesz, że swoim działaniem możesz zaszkodzić nie tylko sobie, ale i innym... Bez względu na to jak dobra była kawa twojej żony - nie powinieneś jej brać do ust, nie jesteś dzieckiem. Jak chcesz wytłumaczyć wykreślenie z życiorysu paru godzin, co? "Bo wypiłem kawe"? Zmuszał cie ktoś? Jesteś dorosłym człowiekiem! Mogłes narazić na niebezpieczeństwo wiele osób! Prowadziłeś w tym stanie statek... To jest niepoważne. Dramat. Jak myślisz, jakby zareagował twój syn na wieśc, że jego ojciec sie rozbił w powietrzu? Pod wpływem kawy? Ba, uśmiercil przy tym dwie inne osoby, mógł uszkodzić inne... Jakbyś spojrzał w oczy rodzin tych, którzy zginęli jeśli byś przeżył? To jest bardzo niepoważne i stawia pod znakiem zapytania wiele rzeczy. Statek, którym leciałes na Widmo jak rozumiem był twój, tak? Pamiętasz jakieś usterki? problemy z wylotem z Mandalore? Coś, co by budziło niepokój? Może nawalało cos podczas lotu, co? *Człowiek sięgnął po zdjęcia i schował je na powrót do teczki, gdy już Zin powiedział co wie na ich temat.* Nie, nie najemnik. To Jedi. Miałes mi powiedzieć co wiesz na temat Rudiego i Takena. Cechy szczególne wady. Mówili na temat widma coś? Generała? Może nie ufali mu, wyrażali swe obawy? Rozmawialiście kiedyś o Jedi z pierwszego obrazka, który widziałeś? *Darven złożył ze sobą dłonie.* A więc, czy możliwym jest, że za sprawą czyjegoś wpływu, teoretycznie, można było doprowadzić do znaczącego pogorszenia się sytuacji? A więc, sprawić, że awaria, która mogła powstac, mogła być poważniejsza, wpływac na systemy, powodować wybuch? Czy było możliwe wpływanie na to?
Offline
-Wszyscy wiedzą, że mój statek nie jest w najlepszym stanie. To nie jest silnik fuzyjny, tylko jonowy. Konstrukcja prosta jak u cepa, ale jak nie dopieścisz to to się na tobie zemści. Przepustnica...rozregulowała się. Do tej pory nie naprawiłem i przez to mam kłopoty. Dużo paliwa żłopie przez to...-Powiedział do niego. Gdy zaczął prawić kazania, Zin pokręcił głową. Przetarł dłońmi twarz i rzucił.-Jesteś taki jak Taken. Ciągle byś tylko jakieś kazania prawił. Nie spojrzałbym im w oczy, bo nie zrobiłbym tego. Na takie okazje zainstalowałem system autopilota, coby chronić dupska moich pasażerów.-Nie wymienił siebie. Oznaczało to, że Zin najpewniej się nie liczył. Liczyło się bezpieczeństwo i w pewnym stopniu pewnie wykluczało go z grona podejrzanych.-Takena i Rudiego poznałem niedawno. Rudiego to prawie nie znam. Ot...wiem, że to Duros i czasem da się z nim porządnie porozmawiać. Takek, o Taken. Osoba, która mnie dość wkurwia. Prawi kazania, gada od rzeczy, prawi kazania. Idź pan w cholerę.-Rzucił. Na ich temat nie miał nic więcej do dodania. Nie znał ich. Po co się rozdrabniać?-Jeśli konfuzor pierdolnie i wszystko za nim też to można pogorszyć i poprawić sytuację. Z konsoli komputera głównego możesz odchylić łopaty wszystkich przepustnic. Przy takiej awarii najlepiej ustawić je pod kątem.-Tutaj pozwolił sobie zacząć gestykulować.-Czterdziestu pięciu stopni. Wtedy można byłoby uratować statek, ale jak jakiś debil ustawi ją pod kątem dwudziestu pięciu, to nie ma chuja. Powinno wybuchnąć.
Offline
Oficer Sojuszu
Jeśli taka będzie moja wola - będę prawił kazania! A wiesz dlaczego? *Darven zbliżyl się podtrzymując ciało na rękach wbitych w stół.* Bo moge cie udupić do końca życia, mogę stać tu i móić co chce, jak i kiedy chcę. Do kurwy nędzy, człowieku, czy ty ślepy jesteś? Wybucha jeden z najwazniejszych statków, wiele istot ginie, w tym wiele ważnych mogło, ty, pan inżynier, który nie lubi Generała, wielokrotnie byłeś na widmie... I jednych z najważniejszych godzin związanych ze sprawą ty nie pamiętasz bo wypiłeś kawę! To jest dramat. Oprzytomnij! Zdajesz sobie sprawę, że ot tak, możesz zgnić w pierdlu do końca życia? To oczywiście ta najbardziej optymistyczna wersja... Więc zacznij się przykładać, bo nie wróże dobrej przyszłości. Jak pytam - odpowiadasz. Masz się do mnie zwracać per "pan". Pozwoliłem, żebyś zwracał się do mnie jak do kolegów spod monopolowego? To szambo, w którym się znalazłeś to nie żaden problem - bo dopiero się Zindaradzie Kobdarze przekonasz, jak bardzo złośliwy los potrafi być w stosunku do ciebie - i jak bardzo może cie udupić. Na dzisiaj koniec. Przemyślisz sobie wszystko dokładnie. Masz na to calutką noc. *I Darven wyszedł. Wcześniej zabrał oczywiście stos akt, laske. Wcisnął czerowny guzik na ścianie i ktoś z zewnątrz otworzył mu drzwi. Zin musiał zostać w środku. W pomieszczeniu, z którego nie ma żadnego kontaktu ze światem. I będzie musiał tu spędzić najbliższą noc. A co będzie dalej? To się okaze jutro...*
Offline