
Gra PBF w świecie Star Wars, rozgrywająca się w czasach Młodego Imperium.
Biznesmen
W związku z rozszczepieniem akcji w obrębie hangaru B, wyodrębniono statek Hakona: duzy, stary frachtowiec towarowy. Ładownia jest pusta i mieści się w niej jama Urgi. Przejście z ładowni do dalszych części statku jest niemożliwe, ale w bakburcie jest wejście jakies dwa na dwa z kawałkiem szerokości. Wejście na wysokości metra, tak ze Ed wlezie jak się uprze. z tego wejścia widać ambulatorium, jeśli jest otwarte, dalej w bok korytarzyk do kokpitu i kilku pomieszczeń sanitarnych
Offline
Oficer Imperium
Monroe z uśmiechem, oparł się z powrotem i zamknął na chwilę oczy. Był zmęczony i chciało mu się spać, jednak nie chciał tak szybko odpływać po tym jak się obudził. Zmusił się do podniesienia powiek i spojrzał chwilę na Malkita. Jego nieśmiertelniki czasowo gdzieś przepadły, ale nie dbał o to - znajdą się, a jak nie to trudno, zaginęły w akcji. Mężczyzna strzelił palcami.
Offline
Biznesmen
*Monroe strzelił palcami i rozległo się takie „brurururuk”. Wystarczy głowę podnieść by w prostokącie otwartych drzwi widokiem na hangar ujrzeć masywną sylwetę droida egzekutora, bo tak się ów przedstawił w ogrodach. Widac go było od kolan, stal przodem, przy samych drzwiach, kurz do niego przysechł, jeszcze jakies suche listki z ogrodu. Zakurzony, podrdzewiały stary droid. Pod siatką sensoryczną miarowo i spokojnie migała zielona dioda statusu.
Patrzył na Monroe’a*
Offline
Oficer Imperium
Drgnął kiedy zauważył maszynę. Nie dał jednak po sobie niczego poznać, żadnego strachu czy złości. Jedi obiecał mu, że tutaj jest bezpieczny. Jeśli mówił prawdę to nic mu się nie stanie, jeśli z kolei ED mu coś zrobi, to tylko potwierdzi jego zdanie o Jedi, że są zakłamanymi zdrajcami. Pilot popatrzył na zieloną diodę i uśmiechnął się lekko, niemal przyjaźnie. W końcu jakby nie było, gdyby nie maszyna, wciąż byłby sam na tym ogromnym statku, myśląc, że zginie.
Offline
Biznesmen
*droid cały czas tam był. Nie pomogło mruganie oczami – nie znikał, lepiej – był coraz bardziej wyraźny, choć nieruchomy. Patrzył – i to było oczywiste, chodź nie widać było jego oczu. Tak ślepo patrzył. Działa miał niżej linii pancerza pod siatką, jakby był rozluźniony. Poruszył się, lekko odchylając łeb w bok. Łeb – ta górna cześć. Miał tylko łeb i nogi, z łba odchodziły ramiona. Mruknął. Bardzo sympatycznie to brzmiało i stało się zaraz po uśmiechu Monroe’a*
Offline
Oficer Imperium
- Witam ponownie. - powiedział Monroe w stronę maszyny wciąż z uśmiechem. Podparł się ramionami o łóżko i wrócił do pozycji w której siedział i znów powolnym tempem, niemal niewidocznie zaczął się zsuwać z poduszki. Mężczyzna nie wiedział co myśleć o maszynie, która tutaj przyszła. Podejrzewał, że jest to jakiś zaawansowany rodzaj sztucznej inteligencji, choć wygląd wskazywał na produkcję w odległych czasach. Ostatecznie można wprowadzić nową osobowość do starej maszyny, ale czy tak było w tym przypadku?
Offline
Biznesmen
*Ed mruknął znowu. Tak, jakoś tak na niego wołali. Ed, Edzio. Bardzo sympatycznie jak na egzekutora.*
Cześć Marlin *odpowieszial spokojnie olbrzym. Glos miał taki jak wczesniej, w ogrodzie, z tym ze duzo spokojniejszy. W ogóle droid wyglądał na spokojnego. W sumie w ogrodzie na początku też. Ale tutaj Monroe’a chroniło pomieszczenie, do któremu ciezko by było tak masywnej maszynie wejść*
jak się czujesz? *droid poszedł o krok dalej, a zapytanie brzmiało bardzo naturalnie*
Offline
Oficer Imperium
Znowu ten Marlin? O co mogło chodzić... Wypuścił powietrze przez nos, ukrywając westchnienie. Kiedy robot zapytał "jak się czujesz?" wydał coś w rodzaju "Uh" w geście zdumienia. Wszystkiego się spodziewał, ale nie troski. - Eee... dobrze. Nie najgorzej. - odpowiedział zdumionym tonem na pytanie. Mężczyzna zbaraniał, co za grupa. Z jakiej części galaktyki to przyleciało? Jedi, stworki, dziwne roboty. Wszystko to oryginalne i zwariowane jednocześnie.
Offline
Biznesmen
*Jak się nie wie o co chodzi z Marlinem to zawsze można zapytać. Teraz już, bez presji okoliczności, w zupełnie innym miejscu i nastawieniu rozmowa będzie wyglądać zupełnie inaczej. Na razie pewna nieśmiałość i ostrożność była zjawiskiem jak najbardziej normalnym.
Kolejny pomruk opuścił droida i ruszył na podbój pomieszczenia. Znowu – mile dla ucha charchotanie, trochę owadzie. Zupełnie jakby droida „wychowywała” przez lata obca kultura która tak robila i on to sobie przyswoił*
świetnie, cieszę się *No i drid się cieszy. Nieco podniósł górna część, by Monroe’a lepiej widzieć*
I przepraszam za Urgę. Jest trochę niedostosowana. Właściwie to ja też jestem. Trochę… *I odwrócił się bokiem*
Offline
Dzieciak
*Malkit bawił się nieśmiertelnikami w najlepsze, jak jakiś zwierzak – podrzucał, łapał, kotłował się po podłodze, taki zajęty blaszkami na łańcuszku, ze nie zauważył Eda. No ale w końcu go zauważył. Mocy ducha winny blaszak zaglądał do środka. Malkit znieruchomiał, leząc jak lew. Uszy postawił i patrzył. Patrzył, patrzył, i w końcu wstał i kłusem aż do końca podłogi, czyli do Eda*
Ty ić ty fu tepatu!
Offline
Oficer Imperium
- Tak, trochę... - powiedział chrząkając aby powstrzymać chichot. Tylko odrobinkę, mówienie o wyrywaniu żeber było całkiem normalne. Monroe uśmiechnął się szeroko - Dlaczego nazywasz mnie Marlin? - zapytał nieco niepewnie. Bez względu na odpowiedź Marlin brzmiało lepiej niż "Ewok", więc nie będzie oponował. To mu się nawet zaczynało podobać, no chyba że to imię jakiegoś alfonsa. Podrapał się po brodzie, patrząc na masyw maszyny i jej uszkodzenia i ślady starości.
Offline
Biznesmen
*Całkowicie normalne, jak się patrzy na te działa, nawet jeśli opuszczone. Jednak na reakcje człowieka nie było reakcji wrogiej, raczej coś, co ktoś z dobrą wolą względem Eda nazwał by zakłopotaniem.
Coś zgrzytnęło, kiedy znowu odwrócił łeb. Był trochę jak pacynka z przedpotopowego programu dla dzieci – miał swoja scenę – prostokąt wejścia, widać go było od kolan. I cały czas tam był, a jego ekspresja to tylko ruszanie łbem*
Bo tak było w piosence. A co, nie podoba ci się? *widać ta jednostka zupełnie jak człowiek mogła kojarzyć i poczuwała się ze ma na tyle silną osobowość, poczucie tożsamości, ze może tak „spoufalać” się z ludźmi, nadając im pseudonimy.
Kiedy Malkit go „zaatakował” droid cofnął się, by szczypior go nie sięgnął, ale nie zareagował. Potraktował szczypiora z wyższością, skupiony był na Monrole*
Offline
Dzieciak
*Nastroszył grzywe, i zaraz wygiąwszy tułów zaczął kiwać się na boki, w strasznie strasznej postawie mającej spowodować ze Ed zejdzie na atak generatora. Oczy wytrzeszczył*
Ić! To mój muć jest! Ty ić sobie ty fu Edu tepatu
Offline
Oficer Imperium
- Całkiem niezłe. - powiedział Monroe z lekką zadumą, obserwując poczynania Malkita, który najwyraźniej stanął w jego i własnej obronie, próbując odpędzić ED'a. Popatrzył ponownie na maszynę, intuicja kazała mu wypowiedzieć następne słowa. - Hej, głupio wyszło z tym udawaniem wielkiego administratora, sorry. - powiedział, po czym wrócił do obserwacji Szela. - Malkit, co to jest fu tepatu? - zapytał z zainteresowaniem, bo stwierdził, że dzieciak tworzy wiele nowych słów i warto by było znać w przyszłości te jego neologizmy, dla łatwiejszego kontaktu.
Offline
Biznesmen
*Wstrętny tepat Ed nie pokazywał strachu przed Malkitem. Trochę go nawet szczypior irytował. Chciał porozmawiać, a tu jak nie Urga to Malkit. W końcu doszło do tego, ze warknął w kierunki Szela, ale i na tym, się skończyło*
Nie ma sprawy *odpowiedziała maszyna. Nie powiedziała tego, ale na 99% znalazł by się inny powód by zaatakować Monroe’a. Bo Ed niestety tak się „witał”. Był agresywny, chociaż po grze wstępnej już można było – jak widać – z nim w miarę normalnie egzystować*
W takiej nietypowej sytuacji każde zachowanie jest poprawne
Offline